Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Czy jestem narcyzem i inne takie

 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16748
Przeczytał: 69 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 15:08, 04 Lut 2020    Temat postu: Czy jestem narcyzem i inne takie

Zamierzam rozważyć pewien aspekt rozumowania i ogólnie wzrastania umysłowego. Zrobię to na własnym przykładzie. Z kilku powodów:
- bo nie chcę się za wiele wypowiadać na czyjś temat
- bo uważam, ze siebie znam lepiej, niż kogokolwiek innego, a więc przykłady gdy piszę o sobie będą najbardziej miarodajne
- bo gdy napiszę o czymś negatywnym, to nie narażam się wtedy na zarzut, atakowania kogoś, złych intencji. Sam siebie mogę atakować do woli i to będzie moja sprawa.
W tym kontekście jednak niejeden powie: no tak, lubisz pisać o sobie, jesteś narcyzem!
W odpowiedzi na mój post (i tak go zamknę do komentowania) aż prosi się napisać:
Michał napisał:
Czy jestem narcyzem?

- Tak, jesteś.
*w domyśle :rotfl: :rotfl: :rotfl: ale mu napisałem! :) )

Ale sama ta sytuacja - ten potencjalny zarzut o narcyzm, czy co tam jeszcze, jest właśnie wart rozważenia. Wniosków nasuwających się jest cała masa.
Jeden to: zostaliśmy uwikłani w ciągłą walkę, ciągle atakowanie się nawzajem, niektórzy będą się lubować w wytykaniu innym, co tam się da. Wytykają, trochę dla sportu, a trochę dla poczucia się lepszymi, z racji że kogoś poniżyli. I trzeba ten aspekt walki wziąć pod uwagę, przygotować się mentalnie, wewnętrznie rozliczyć. Taki świat, tacy ludzie...
Drugi wniosek byłby taki, że właściwie nie sposób jest dokonać jakiejś autorefleksji, aby zarzut narcyzmu jakoś nie stał się potencjalnie zasadny. I coś z tym fantem trzeba zrobić. Wycofać się, nie myśleć o sobie w ogóle? Przestraszyć się tego, że oto "będziemy narcyzami"?
- Moją odpowiedzą jest: brać problem na klatę!
I dodatkowo: brać go w pełni jego mocy, nie wypierać, nie odszczekiwać się!
Bo pierwszą, odruchową reakcją na zarzut "jesteś narcyzem!" byłoby "Wcale nie, bo .... (obojętne co wpiszemy zamiast kropek). Ale nasz napastnik spokojnie może to wyśmiać, a my - im bardziej będziemy się tłumaczyli - tym bardziej będzie wychodziło, że jesteśmy winni. Bo, niezależnie od złych intencji samej napaści o ten narcyzm, jakaś część prawdy w tym jest, że każdy kto coś o sobie publikuje, nad sobą się zastanawia, coś o sobie rozkminia czasem godzinami, dniami jest SOBĄ ZAJĘTY. Czyli w dużym stopniu definicję narcyza spełnia. I to jest prawda, niezależna od tego, czy nasze intencje zajęcia się sobą są słuszne, szlachetne, godne pochwały czy też nie. Weźmy np. kogoś, kto chce być bardzo pokorny - pokutuje za grzechy, poniża się. Ale przecież rozważa swoje grzechy, wciąż przed oczy stawia sobie SWOJE winy. Wciąż o sobie. Narcyz... I nawet nie wiem, czy jakaś część pokutników w historii religii czasem nie była pokutnikami z narcystycznych - w tym negatywnym sensie - powodów.

Dlatego uważam, że warto tu przyznać (trochę...) napastnikowi rację - tak jestem narcyzem. Ale też, zamiast teraz dać się ponieść poczuciu winy, czy poczuciu bycia poniżonym przez napastnika, dopisuję do tego przyznania się do narcyzmu dalszy ciąg: jestem w jakimś stopniu narcyzem, jednak ostateczna intencja tego "narcyzmu" jest słuszna, nie związana z jakimś wywyższaniem się, ale z chęcią analizy, poznania siebie, może pomocy innym ludziom (gdy już zrozumiem siebie, to też łatwiej zrozumiem innych).

Tu nasuwa się taka dość ogólna refleksja, że trudno jest być jakoś tam otrzaskanym z zagadnieniami, świadomym, trochę się przy tym "nie brudząc". Czasem myśl i uczucie musi wejść w coś, co ma potencjalnie niebezpieczny, czy zły charakter. Jeśli jednak intencja jest jednoznacznie dobra, a do tego nie przekracza się pewnych granic, to uważam, że takie ubrudzenie się, ostatecznie wyjdzie na plus. Chowanie głowy w piasek przed wyzwaniami życia (a do tego się sprowadza postawa lęku przed jakąkolwiek postacią mentalnego zabrudzenia) jest wg mnie błędem. Ale oczywiście TRZEBA ZNAĆ GRANICE. I tak w końcu jakiś błąd popełnimy - jak nie z powodu, że byliśmy śmiali w eksploracji trudniejszych zagadnień, to za chwilę Z POWODU NIEWIEDZY o tym, czego nie poznaliśmy, bo się baliśmy mentalnie sprawy dotknąć. Jest i tak źle, i tak nie niedobrze. Wybieramy nieraz mniejsze zło (kto wie, czy nie zawsze tak wybieramy...).


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 15:11, 04 Lut 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16748
Przeczytał: 69 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 12:55, 12 Sie 2020    Temat postu: Re: Czy jestem narcyzem i inne takie

Obserwuję sobie u wielu ludzi aspekt narcyzmu. Właściwie, parafrazując Jagiełłę, odpowiadającego poselstwu krzyżaków przed bitwą pod Grunwaldem, można by napisać "narcyzów ci u nas dostatek".
We współczesnej literaturze psychologicznej narcyzm dość blisko jest (ostatnio jakoby zbanowanego) pojęcia psychopatii. Psychopaci są narcyzami. W niektórych publikacjach psychologicznych, gdy piszą o psychopatach, to używają - właśnie tej bardziej eufemistycznej formy - "narcyzi". Więc mamy tu dość jawny trop - narcyz, to pewnie zły człowiek, może nawet pyszałkowaty tyran, który o nic nie dba, tylko o wychwalanie własnej osoby.
W artykule o narcyzach [link widoczny dla zalogowanych] mamy na start ciekawe zdanie:
Artykuł, link wyżej napisał:
Trochę narcyza jest w każdym z nas.

Na tezie, którą ów cytat wyraża, chciałem się nieco skupić.

Zacznę od pewnych własnych osobistych doświadczeń. Obserwuję aspekty narcyzmu we własnych odruchach, postawach. W mniejszy, czy większym stopniu te postawy w sobie odnajduję. Obserwuję je z pewną dezaprobatą od lat. Jako chrześcijanin, jestem zdecydowanym zwolennikiem pokory w postawie duchowej. Narcyzm to zło. Ale...
Sprawa wcale nie jest taka prosta.
Szczególnie w ostatnich latach zebrało mi się sporo obserwacji, które pokazują, że to właśnie bardzo często narcyzi pchają świat do przodu!
Jak ktoś jest wiecznie zalękniony tym, że może jakoś okaże swoją osobowość, że się wychyli z tym własnym (może niewłaściwym?...) zdaniem, jak pokornie godzi się ze wszystkim co życie niesie, to taki człowiek niewiele zdziała. Twarde moce tych, którzy nie dbają o nic, będą go ustawiały, miotały nim. Taki człowiek nie wesprze wielu ofiar (albo wesprze je nieskutecznie), bo ktoś tam z góry go opierdzieli, żeby się nie wtrącał w nie swoje sprawy, a ten z pokorą to przyjmie. Taki człowiek będzie miał wielki problem z aktywnym zadziałaniem. Żeby wiele nie szukać... sam miewam taki problem!
Obserwuję zaś ludzi o wyraźnych cechach narcystycznych, którzy robią niemało dobrego.

Narcyz to ktoś, kto jest przekonany, że ma prawo do działania wedle swojej woli, bo on wie dobrze i jest mądry. Więc działa.
Postawa przeciwna (nie ukrywam, że w dużym stopniu sam taki jestem) polega na tym, że działa się dopiero wtedy, gdy się jest pewnym dobrych skutków tego działania, a przy tym umniejszając siebie, starając się skupiać na innych, na zewnętrznych aspektach, a nie własnej osobie. Więc najpierw jest żmudna analiza za i przeciw, najpierw są tony wątpienia, poszukiwania słabych punktów, pytania czy to nie skrzywdzi tego, a może i owego... Po tych żmudnych analizach można wreszcie zadziałać. Ale wtedy coś po drodze się zmienia, pojawia się nowa okoliczność. Więc znowu - żmudna analiza, poszukiwanie błędów, zatrzymanie aktywności w celu zbadania dokładnego okoliczności sprawy. I tak wiele razy...
Narcyz, przekonany o tym, że co by nie wymyślił, to wymyślił dobrze, DZIAŁA. On nie traci czasu na wątpliwości, bo jest przekonany, że sam geniusz jego osoby gwarantuje słuszność tego, co zdecydował. Problemy ignoruje, uważa że to on ma rację. Dzięki temu zrobi znacznie więcej, niż ci, co nieustannie wątpią i badają. I wielu narcyzów robi dobre rzeczy. Właściwie prawie wszystkie znaczące postacie z historii życia politycznego miały naprawdę mocne cechy narcystyczne. Gdyby ich nie miały, to by nie działały, nie reagowały, życie wyrzuciłoby ich poza nawias polityki.
Otoczenie w gruncie rzeczy też szanuje narcyzów. Charyzmatyczny lider to najczęściej narcyz, który wokół siebie gromadzi grupę popleczników. Ludzie mimowolnie lgną do silnych osobowości, oczekując, że taka osobowość zapewni im ochronę i bezpieczeństwo. Bo narcyz w obliczu zagrożenia da sobie prawo do podjęcia szybkiej decyzji, nawet kontrowersyjnej decyzji, podczas gdy pokorny pogrąży się w takiej sytuacji, w niszczących go wątpliwościach, dylematach moralnych, wyrzutach sumienia. To narcyz będzie ostoją dla ludzi wobec zagrożeń świata.

Z drugiej strony, narcyzi to często psychopaci, okrutni, nieczuli dranie, przekonani, że im wolno wszystko, a reszta ludzi służy do spełniania ich zachcianek i bycia środowiskiem do udowadniania sobie własnej wspaniałości i genialności.
Trudna układanka... :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin