Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Raj, stan idealny człowieczeństwa
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 3:11, 24 Lip 2015    Temat postu:

Nie bardzo rozumiem... Jesteś "zły" za przytoczenie tych definicji? Czemu mi znów "grozisz" skasowaniem postów moich? Masz problemy z akceptacją rzeczywistości?? :think:

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1268
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 86 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 5:54, 24 Lip 2015    Temat postu:

Wpadło mi któregoś dnia do głowy takie coś: "obłuda infantylnego obiektywizmu"

obiektywnie - czy coś może być widziane, opisane, przedstawione obiektywnie?
Kto niby miałby być tym bezstronnym obserwatorem?
Kiedyś, pamiętam w 2001 roku jak startował tvn24 z twarzą Tomasza Lisa, reklamując się jako jedyny obiektywny, niezależny
kanał informacyjny, to jakoś to na ludzi zadziałało, na mnie też, wstyd się dziś przyznać, ale tak.
Dobrze się "wstrzelili", bo zaraz była sprawa z WTC i wszyscy "siedzieli" non stop na programach informacyjnych.
.....przez kilka lat swojej działalności osiągnęli taki szczyt "obiektywizmu", że ja już dziś nie oglądam żadnych
kanałów informacyjnych. Jestem sobie do tyłu z różnymi tematami, bo i po co zaśmiecać wszystkim głowę.
Mam jednak swój sposób na "obiektywny" osąd takiej, czy innej sprawy, która mnie zainteresuje.
Czytam co i w jaki sposób piszą, słucham i (lub) oglądam to z prawa i z lewa i ze środka(nie pomijając tvn-u :fuj: i mediów Rydzyka)
i wtedy wypadkowa tego wszystkiego daje mi jakieś "obiektywne" spojrzenie na taką, czy inną sprawę.
Oczywiście nie jest to żadne obiektywne spojrzenie, a jedynie obiektywnym uznane przeze mnie,
bo przecież "przepuszczone" przez moją głowę, przez moje uprzedzenia i sympatie,
czyli i tak subiektywne na koniec, ale mniej subiektywne, niż byłoby bez tego.
....i tu, w tym miejscu pozwolę sobie zaapelować do Pana Dyszyńskiego o pluralizm ( :wink: dawno nie słyszałam tego słowa), dla dobra różnych ludzików.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Pią 7:59, 24 Lip 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 11:36, 24 Lip 2015    Temat postu:

Dobra treść powyższego postu JanelleL. Bardzo się zgadam i popieram! :brawo: :)
JanelleL. napisał:
Kto niby miałby być tym bezstronnym obserwatorem?
Bardzo zasadnicze pytanie, kwestia, które tu niejednokrotnie stawiałem [nie zawsze wprost i bezpośrednio]. I starałem się na nie udzielać odpowiedzi zgodnej oczywiście z moimi poglądami, ale też popartej znaczącymi przesłankami, rozważaniami, odpowiednimi [logicznymi] wnioskami. W ogóle uważam, że jest to zagadnienie wręcz pierwotne i podstawowe dla jakichkolwiek rozważań o czymkolwiek- szczególnie o naturze rzeczywistości, o człowieku; to kwestia zupełnie fundamentalna dla wszelkiej filozofii.
A odpowiedź słuszna, zgodna z obserwacjami i sensownymi wnioskami może być jedna: NIKT. Z chyba dość oczywistego powodu, iż nie może być bezstronnym ktoś [coś], kto jest częścią świata obserwowanego, fragmentem tej rzeczywistości, którą poddaje ocenie. Ponadto ludzki "sposób obserwowania' jest szczególny [podobnie jak każdego innego stworzenia zdolnego do obserwacji]: opiera się na rozróżnianiu i porównywaniu, skojarzeniach. Również działa w oparciu o nadawanie wartości, a w konsekwencji o ocenianie wszystkiego- a to już nie obserwacja sensu stricte, lecz interpretacja; a kryterium oceny jest ZAWSZE indywidualna klasyfikacja użyteczności obiektu obserwowanego, poddawanego wartościowaniu. Wynika to- u ludzi- z tego, iż jest to mechanizm ściśle ewolucyjny, służący właściwie jednemu celowi: rozwojowi umiejętności funkcjonowania organizmu, jednostki, grupy wreszcie, w określonym środowisku; taki sposób funkcjonowania świadomości człowieka ma zastosowanie [prawidłowe, jak najbardziej] w zasadzie tylko do jego funkcjonowania w ziemskich warunkach, jako bytu biologicznego, fizycznego; jest użyteczny dla przetrwania [oraz rozwoju w sensie upraszczania, ułatwiania sobie ziemskiego życia]. Ergo- jak już niejednokrotnie pisałem- jest to wybiórczy, specyficzny dla gatunku ludzkiego sposób funkcjonowania, taki instrument do wybranych, konkretnych, lokalnych zastosowań, a nie deus ex machina!
JanelleL. napisał:
Czytam co i w jaki sposób piszą, słucham i (lub) oglądam to z prawa i z lewa i ze środka(nie pomijając tvn-u :fuj: i mediów Rydzyka)
i wtedy wypadkowa tego wszystkiego daje mi jakieś "obiektywne" spojrzenie na taką, czy inną sprawę.
Oczywiście nie jest to żadne obiektywne spojrzenie, a jedynie obiektywnym uznane przeze mnie,
bo przecież "przepuszczone" przez moją głowę, przez moje uprzedzenia i sympatie,
czyli i tak subiektywne na koniec, ale mniej subiektywne, niż byłoby bez tego.
Trafiłaś dokładnie sedno! :* Chociaż, jak dla mnie jest to dość banalna obserwacja i stwierdzenie. ;-P

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pią 11:38, 24 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 11:38, 24 Lip 2015    Temat postu:

JanelleL. napisał:
Ale chłopaki się tu okładają :wink:

Przyznam, że po przeczytaniu tego zdania - jak wyżej - ostatecznie uznałem, że powinienem zawiesić moją "dyskusję" z Piotrem.
Najwyraźniej wygląda (przynajmniej na zewnątrz), że z Piotrem walczę. Oznaczałoby to, że jestem sam niezgodny z tym, co wypisuję w swojej stopce, czyli że nie dyskutuję, aby tryumfować.
Przyznam Ci zupełnie osobiście, Janelle, że dla SPÓJNOŚĆ WEWNĘTRZNA jest jakimś absolutnie podstawowym paradygmatem samooceny. Uważam, że ktoś sprzeczny nie istnieje, jest nikim, potępia się sam, nie jest wart pozytywnej oceny. Dlatego staram się nie rzucać słów na wiatr, nie stwarzać sytuacji, w której musiałbym się wycofywać z czegokolwiek co zadeklarowałem. A tutaj...
... cóż, wychodzi, że z Piotrem jakoś walczę?...
Wbrew temu, co sam deklaruję... Czyli moje słowo jakby niewiele znaczyło...
- Od razu powiem: DLA MNIE TO JEST SYTUACJA NIEDOPUSZCZALNA!!!
Moje słowo - deklaracja jest coś więcej warta, niż ozdobnik. Właściwie to nie mam nic innego intelektualnie świadczącego o mnie, niż moje Słowo. To ma być COŚ, czyli jeśli coś deklaruję, to spełniam. Tak widzę siebie, taka jest moja zasada.
W zasadzie, to należałoby mnie jakoś.... hmmm ukarać. Jeśli tak wyszło, to sam się tego wstydzę. Karą może być ogłoszenie mnie PRZEGRANYM w całej dyskusji. Uznajmy, że Piotr ją wygrał, co jest o tyle zgodne z moim poczuciem prawdy, że faktycznie okazał się bardzo skuteczny w zniechęcaniu mnie do czytania, tego co pisze. Więc należy mu się za to jakieś uznanie, może laur zwycięstwa.
Gdzieś tam dalej pisałaś, że powinienem być bardziej "pluralistyczny". Ano w przypadku Piotra, po przeczytaniu jego ostatnich postów (więcej raczej nie bedę czytał, bo szkoda mi mojego czasu i nerwów), moje moce pluralizmu uległy wyczerpaniu.
Zasadniczym, najważniejszym powodem jest uparte używanie określeń i deklaracji - cytuję: "znów pierdolisz swoje bajdy, ", "będę ci wypominać twoje "pierdolenie bzdetów"". Z nich wynika jasno, że wysoce nieuprzejmy, obraźliwy styl wypowiedzi Piotr zamierza utrzymywać. Mi on nie odpowiada, więc jest to WYSTARCZAJĄCY powód do nie podtrzymywania dyskusji.

Tu chciałbym nadmienić, że Piotr nie jest pierwszym, który dostaje takiego osobistego bana na dyskusję ze mną. Najpierw był Pan Barycki, który parę lat temu nazwał mnie "skurwysynem". To spowodowało, że przestałem czytać posty Pana Baryckiego. Na jakiś czas. Bo po jakimś roku, dwóch, gdy - dość przypadkowo - zajrzałem na prywatny wątek Pana Baryckiego "Mord na sprawiedliwym itd'..", ze zdziwieniem spostrzegłem, że Pan Barycki całkiem udatnie, dowcipnie, a nieraz wnikliwie analizuje moje posty. Podjałem z nim dyskusję na jego wątku. Jakiś czas było całkiem sympatycznie. Ale w pewnym momencie Pan Barycki znowu zdecydował się użyć wobec mnie określenia "skurwysyn" (coś mu sie nie spodobało w jakimś moim komentarzu). Od tego czasu już nie dyskutuję z Panem w ogóle.
Potem był Pan Krowa, który także użył obraźliwych określeń wobec mnie. Przestałem z nim dyskutować, a dzięki pomocy Wuja na moim blogu zostały przeprowadzone zmiany powodujące, że nie mogą tu pisać osoby będące aresztantami na sfinii (Pan Krowa ma ten status).
Ostatnią osobą, która ma u mnie prywatnego bana jest Malaavi, który też raczy obdarzyć mnie określeniem "skurwysyn" (nawet za pierwszym razem to zniosłem bez poważniejszej reakcji, ale powtórzenie takich określeń zadecydowało).
Piotr nie użył słowa, jak poprzednicy, natomiast pisze mocno nieuprzejmie, obraźliwie napastliwie. Ja po prostu NIE MAM OCHOTY czytać takich słów pod moim adresem. Pisuję tu dla pewnej przyjemności. Widzenie określeń, które aplikuje tu Piotr psuje mi tę przyjemność. Więc absolutnie oczywistą i naturalną reakcją jest odcięcie się od takiego źródła nieprzyjemności.
Tu warto dodać wątek, że Piotr w jednym z postów powątpiewał, czy jestem "prawdziwym mężczyzną". Ano chyba gdybym puszczał mimo uszu jego sformułowania, to można by w to wątpić. Uznałem, że choć nie pójdę Piotra stłuc na kwaśne jabłko za brak szacunku (jak to by zrobił obrażany tradycyjny "prawdziwy mężczyzna"), to jakaś forma odcięcia się, reakcji zdecydowanej należy się "jak psu zupa".
Ostatnim powodem zaniechania dyskusji, jest moja ocena tekstów Piotra. Przyznam, że gdybym widział w nich jakiś geniusz, coś co mnie oświeca intelektualnie, daje nowe odkrycia, to bym może przebolał i obelgi. Może nawet cięższe, niż wszystkie do tej pory. Mam tę słabość, że dla prawdziwych odkryć intelektu gotów jestem poświęcić wiele. Piotrowi jednak nie udało się mnie zachwycić mocą jego spostrzeżeń. Owszem, ze dwa czy trzy były nawet wnikliwe - tzn. wykraczały poza przeciętne rozumienie. Ale też nie były one dla mnie odkryciem, tylko co najwyżej potwierdzeniem w stylu: Ooo, Piotr też to załapał, ja dość długo dochodziłem do tej konkluzji, niezły jest... Było tak ze dwa trzy razy. Ale nie zdarzyło się, aby Piotr napisał coś, czego ja sam bym nie odkrył wcześniej. Czyli chyba nie powinienem się spodziewać jakichś poważniejszych darów intelektualnych z jego strony. Mogę bez żalu darować sobie dyskusję z nim. A ostatnio w ogóle jego polemika zeszła na psy, bo próbuje mnie "zastrzelić" tym, że wyszukuje hasła w Wikipedii. Do tego umie je przekleić :rotfl: :rotfl: (oczywiście bez komentarza, co uważa za aspekt kluczowy dla dyskusji, dlaczego wybrał ten, czy inny fragment). Więc jeśli Piotr uznaje za osiągnięcie w dyskusji takie przeklejanie tekstów z Wikipedii, to - w moim mniemaniu - poziom polemiki z jego strony sięgnął bruku. Czas zakończyć tę farsę "dyskusji"...

Podsumowując: z racji na to, że ogólną moja zasadą jest nie prowadzenie dyskusji z osobami komunikującymi się lekceważąco, nieuprzejmie, czy obraźliwie, zaś Piotr wielokrotnie stosował i uparcie deklaruje, że zamierza ten swój "styl" wypowiedzi kontynuować, jedynym moim wyjściem jest przerwanie z nim dyskusji.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 12:04, 24 Lip 2015, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:08, 24 Lip 2015    Temat postu:

Oj, ten Michałek to trochę głupi jest! ;-P A precyzyjniej, to gubi się w swoich "roztrzepanych", "rozbieganych" myślach- i dlatego takie koszałki-opałki mu w pisaniu wychodzą...
Cytat:
Uważam, że ktoś sprzeczny nie istnieje, jest nikim, potępia się sam, nie jest wart pozytywnej oceny.
Tylko głupcy nie miewają wątpliwości, w szczególności co do swojej osoby, swego myślenia, postępowania, co do samooceny oraz oceny innych. Odczuwają tak niewiele sprzeczności [wewnętrznych] i wątpliwości, bo..mało myślą, nie wyciągają [przemyślanych, logicznych] wniosków z obserwacji, bo mało rozważają, a raczej działają schematycznie, "na krzywy ryj" bardziej.
Cytat:
Dlatego staram się nie rzucać słów na wiatr, nie stwarzać sytuacji, w której musiałbym się wycofywać z czegokolwiek co zadeklarowałem.
Mądrością, szacunkiem [w tym do samego siebie] oraz odwagą jest wycofanie się, gdy zauważy się swoje błędy, braki, sprzeczności we własnym rozumowaniu, postępowaniu. Ale ty wolisz brnąć "na krzywy ryj", coraz bardziej się pogrążając... Stąd rosnąca frustracja u ciebie i "stawanie okoniem".
Wydaje mi się Michale, że jesteś jednak [wbrew temu, co czasem deklarujesz] mało samokrytyczny. A raczej zbytnio "rozczulasz się" nad pewnymi określeniami, epitetami względem ciebie. Dlatego nazwałem cię m. in. mazgajem [czy jakoś podobnie].
Cytat:
Pisuję tu dla pewnej przyjemności. Widzenie określeń, które aplikuje tu Piotr psuje mi tę przyjemność.
Ja nie pisuje tu dla przyjemności; no, może pewną przyjemność zaprezentowania siebie, własnych poglądów mi to daje... Pisuje tu w celu docierania do prawdy, odkrywania rzeczywistego świata i natury człowieka. I stąd też głównie rozbieżności i zwady pomiędzy nami. Masz chyba rację, że mimo to nie powinienem ciebie aż tak drażnić, prowokować- bo w sumie to masz zupełne prawo wypisywać tu te swoje (kwazi)eseje, snuć fantazje, "bajdy"... Raczej więc moją pomyłką jest pragnienie, abyś próbował wespół wnikliwie i systematycznie rozważać dane zagadnienia, wyciągać podstawne wnioski, wysnuwać konkluzje. Ty masz inne priorytety pisząc tu, najwyraźniej. Spróbuję jeszcze bardziej ograniczyć mój prowokatorski ton wypowiedzi- chociaż nie obiecuję, że zupełnie z tego rezygnuję...
Ale tu raz jeszcze chcę podkreślić: NIE PISZĘ W TEN SPOSÓB DLATEGO [TYLKO], ABY KOGOŚ OBRAŻAĆ LUB PONIŻAĆ! RACZEJ W TEN SPOSÓB STARAM SIE POBUDZIĆ, SPROWOKOWAĆ KOGOŚ [tu Michała] DO WIĘKSZEJ KONCENTRACJI NA PROBLEMIE, ZAGADNIENIU, DO WIĘKSZEGO WYSIŁKU INTELEKTUALNEGO W CELU GENEROWANIA WNIOSKÓW, KONKLUZJI, A W TEN SPOSÓB DO PRÓB UZGODNIENIA W MIARĘ SPÓJNYCH, AKCEPTOWALNYCH "NA ZDROWY ROZUM" PODSTAW, ZAŁOŻEŃ I DOJŚCIA DO ROZWIAZANIA, DO PRAWDY!..
Cytat:
Tu warto dodać wątek, że Piotr w jednym z postów powątpiewał, czy jest "prawdziwym mężczyzną". Ano chyba gdybym puszczał mimo uszu jego sformułowania, to można by w to wątpić. Uznałem, że choć nie pójdę Piotra stłuc na kwaśne jabłko za brak szacunku (jak to by zrobił obrażany "prawdziwy mężczyzna"), to jakaś forma odcięcia się, reakcji zdecydowanej należy się "jak psu zupa".
Wskazane użycie Nervomixu Control np. ;-P
Cytat:
Ale nie zdarzyło się, aby Piotr napisał coś, czego ja sam bym nie odkrył wcześniej. Czyli chyba nie powinienem się spodziewać jakichś poważniejszych darów intelektualnych z jego strony. Mogę bez żalu darować sobie dyskusję z nim. A ostatnio w ogóle jego polemika zeszła na psy, bo próbuje mnie "zastrzelić" tym, że wyszukuje hasła w Wikipedii. Do tego umie je przekleić :rotfl: :rotfl: (oczywiście bez komentarza, co uważa za aspekt kluczowy dla dyskusji, dlaczego wybrał ten, czy inny fragment). Więc jeśli Piotr uznaje za osiągnięcie w dyskusji takie przeklejanie tekstów z Wikipedii, to - w moim mniemaniu - poziom polemiki z jego strony sięgnął bruku. Czas zakończyć tę farsę "dyskusji"...
Oj, ty mądralo!.. W tym fragmencie tekstu znów ukazujesz, jakim to jednak "rycerskim łbem" bywasz czasem...
Ale cóż- Dyszyński tak ma..! ;-P
Przykro mi tylko, że miałem [może jeszcze nieco mam] nadzieję, że z tym panem da się sensownie, intensywnie, na zaawansowanym poziomie prowadzić dyskusję... A tu "wylazł" obrażalski, małostkowy, nieco ograniczony Michałek z Dyszyńskiego...
:fuj: :(


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pią 13:13, 24 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:16, 24 Lip 2015    Temat postu:

PS.
Od dnia dzisiejszego nie czytam postów Piotra (z poprzedzającym też się nie zapoznałem). Nie wiem, czy je od razu usunę, ale jeśliby ktoś się spodziewał, że się do nich odniosę, to się zawiedzie. Należy jednak przyjąć jako główną regułę, że usunę je w wolnej chwili BEZ CZYTANIA!
Jeśli zaś Piotr przeczyta ten tekst, to chciałbym zwrócić uwagę na to, żeby w związku z tym archiwizował gdzieś sobie własne teksty, które opublikował na moim blogu, a które chciałby zachować.
To tak, żeby nie było potem niepotrzebnych pretensji.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:21, 24 Lip 2015    Temat postu:

A przyczyna ewentualnego usuwania stąd moich postów jaka? Taka, że to twoje widzimisię, że masz focha?? Gratuluję dojrzałego podejścia, wobec tego! :fuj:

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1268
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 86 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 8:51, 26 Lip 2015    Temat postu:

...a jak ja lubię i Pana Michała i Piotra........no to co teraz? :(
I...już na dobre uciekła mi ta myśl...choć może i lepiej, że uciekła.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 12:38, 26 Lip 2015    Temat postu:

To bądź mediatorem, JanelleL. ;-P
A tak poważnie to może jednak spróbujmy odkrywać Prawdę. Hm?.. Na tym mi najbardziej zależy i zależało. Na zgodzie [w miarę] z forumowiczami, z Dyszyńskim jak najbardziej- ale nie kosztem prawdy. Mam jednak nadzieję, że Michałowi przejdzie foch i wróci pisać o tym, co istotne...

Tak nieco off-topic: pisał niedawno Michał o zachowaniach "prawdziwych mężczyzn", o bójce, czy nawet pojedynku. Chcę w końcu zwrócić uwagę, że same te zjawiska nie są kompletnie idiotyczne, "dresiarskie". Jednak NIJAK się mają do prowadzonej tutaj [czy w ogólności] dyskusji. To zupełnie inne sprawy! Michale, bijąc mnie na kwaśne jabłko, mógłbyś pokazać m. in. swoją większą siłę fizyczną, sprawność, powiedzmy przewagę w tym względzie- co też jest "czymś" i jest w niektórych sytuacjach nawet bardzo ważne; ale odpisując w ten sposób w kontekście jednak [choć kontekst się zmienił dość, poprzez głównie moje słownictwo tam używane] prowadzonej w tych wątkach polemiki, zademonstrowałeś nie tyle siłę, siłę spokoju, wysoki poziom intelektualny, ile raczej słabość przejawiającą się w braku (kontr)argumentów co do moich tekstów oraz w rezygnacji z odpowiedzi na kluczowe dla wątków tych zagadnienia, a przypominane często przeze mnie.

Chociaż jeszcze raz podkreślę: nie miałem, ani nie mam zamiaru nikogo poniżać ani obrażać- chyba, że [wg mnie, subiektywnie] nieco na to zasługuje uciekając od otwartej, skupionej dyskusji... No, ale to chyba faktycznie też nie powód, aby kogoś wyzywać.
Tyle, że osobiście mam dość "pieprzenia" przez wieki, przez tysiąclecia ludzi, takiego, które do niczego jeszcze nie doprowadziło. Jedyne co osiągnęła ludzka cywilizacja, to skonstruowano trochę urządzeń, które są "skopiowane" z natury i wybiórczo, w bardzo wąskim zakresie [pojedyncze] pomagają w codziennych sytuacjach, czynnościach. Sądzę, że ludzi stać na więcej. A przynajmniej powinni się bardziej "przyłożyć" do bardziej kompleksowego patrzenia na świat, zamiast choćby jałowych, idiotycznych sporów, trwających też tysiąclecia, pomiędzy teistami i ateistami; gdy przecież "widać, jak byk", że bóg nas przenika i otacza, że sami jesteśmy po części bogiem- ale w cale nie jest jakimś osobowym "ludkiem" [bo to byłby wtedy kosmita, a nie bóg], czy nawet jakąś świadomością wymyśloną, tylko jest wszystkim tym co się dzieje po prostu!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1268
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 86 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 8:08, 27 Lip 2015    Temat postu:

.......Mogę być mediatorem, tylko się muszę odwiesić i nie wiem co mam zrobić, żeby się odwiesić.
Może się Piotr zna na robotach, to może by mi coś doradził.
Bo ruskie sprzęty to kiedyś wystarczyło walnąć w skrzynkę i wszystko grało,
a z tymi dzisiejszymi to ch..j jeden wie.
:*


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
rafal3006
Opiekun Forum Kubusia



Dołączył: 30 Kwi 2006
Posty: 20111
Przeczytał: 11 tematów

Pomógł: 138 razy
Skąd: z innego Wszechświata
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 9:30, 27 Lip 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:

Jedyne co osiągnęła ludzka cywilizacja, to skonstruowano trochę urządzeń, które są "skopiowane" z natury i wybiórczo, w bardzo wąskim zakresie [pojedyncze] pomagają w codziennych sytuacjach, czynnościach. Sądzę, że ludzi stać na więcej. A przynajmniej powinni się bardziej "przyłożyć" do bardziej kompleksowego patrzenia na świat, zamiast choćby jałowych, idiotycznych sporów, trwających też tysiąclecia, pomiędzy teistami i ateistami; gdy przecież "widać, jak byk", że bóg nas przenika i otacza, że sami jesteśmy po części bogiem- ale w cale nie jest jakimś osobowym "ludkiem" [bo to byłby wtedy kosmita, a nie bóg], czy nawet jakąś świadomością wymyśloną, tylko jest wszystkim tym co się dzieje po prostu![/color]

Sokor wszyscy to widzą to dlaczego istnieją ... ateiści?
... z Piotrkiem nikt tu nie da rady bo jest najmądrzejszy we Wszechświecie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez rafal3006 dnia Pon 9:35, 27 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 10:44, 27 Lip 2015    Temat postu:

JanelleL. napisał:
.......Mogę być mediatorem,...
:*

Jeśli miałabyś być mediatorem pomiędzy Piotrem, a mną, to sprawa jest raczej mało obiecująca. Ja z ludżmi określającymi mnie "głupi", "mazgaj", "napierdoliłeś" po prostu nie mam zwyczaju dyskutować. Powodów jest przynajmniej kilka, tym pierwszym i najważniejszym jest ŻE TAK SIĘ NIE ROBI. Ja tak nie robię, nie będę się posługiwał tego rodzaju sposobem kontaktu - bo jest to niezgodne z tym, co wewnątrz siebie uznaję za słuszne, za warte robienia w życiu. Miałbym względem siebie wyrzuty sumienia, gdybym postępował inaczej. Z drugiej strony, w związku z tym sam tak nie robię, a jeśli druga strona tak robi, to jestem notorycznie na przegranej pozycji, bo mogę tylko być tym wyśmiewanym, zaś sam mam związane ręce. Swoim zezwoleniem na kontakt w stylu Piotra dawałbym też innym czytającym mylny sygnał, że w ogóle taką postawę akceptuję, że uważam ją za prawidłową dyskusję. Nie chcę nikomu dawać takich - mylnych - sygnałów.
Ale też jest tu aspekt hmmmm estetyczny... ja po prostu NIE CHCĘ PATRZEĆ NA TAKIE SFORMUŁOWANIA względem ludzi. Jest mi od tego przykro, psuje mi to dobry nastrój, a nie lubię jak coś mi psuje nastrój. Więc Piotra teksty będę omijał wzrokiem, zwyczajnie, dla swojej higieny psychicznej.

Zakończę tutaj też jednak obiecywany (jeszcze przed zamknięciem dyskusji z Piotrem) aspekt obiektywizmu. On bardzo interesująco wplata się również w ten konflikt i pewne rzeczy wyjaśnia w kwestiach kultury, zasad współżycia etc.

Ludzie intuicyjnie po swojemu rozumieją obiektywizm. Te podlinkowane treści z Wikipedii tez mają pewien wspólny aspekt - jest nim oczywiście ODWOŁANIE SIĘ DO CZEGOŚ WSPÓLNEGO, NIEZALEŻNEGO OD WIDZIMISIĘ UMYSŁU.
Przy czym naiwne wyobrażenie obiektywizmu opiera się na przeświadczeniu, że oto po prostu istnieje jakaś absolutnie niezależna rzeczywistość, a ludzie się po prostu do niej odwołują - rzeczywistość zaś jest niejako takim "arbitrem" względem ich umysłów, tzn. gdy istnieje rozbieżność poglądów, to rzeczywistością da się ustalić jak jest naprawdę, czyli kto ma rację.
Nazywam ten obraz obiektywizmu naiwnym, bo pomija on bardzo istotne aspekty:
- tak naprawdę nie wiemy NIC ONTOLOGICZNIE o tym, czym miałaby być postulowana rzeczywistość, na ile ona istnieje (JAK istnieje)? Czym właściwie jest - interfejsem komputerowym, czy jeszcze czymś innym. Fizyka kwantowa pokazuje, że na głębszym poziomie opisu świata występują efekty bardzo trudne do wyobrażenia, dość paradoksalne (jak np. te wszystkie dualizmy, oddziaływania splątanych cząstek itp.). Do tego i tak odwołanie się do owej "rzeczywistości" (czymkolwiek nie miałaby ona być) jest ZAWSZE PRZEZ UMYSŁ. I tak zawsze na koniec się ten umysł pojawi, więc i tak co poza umysłem, jest niedostępne, bo WŁAŚNIE POZA UMYSŁEM...
- tak naprawdę umysły "wiedzą" tylko to, że pewne wrażenia, doznania cechują się niezależnością, trwałością - sugerując tym faktycznie istnienie jakiejś sfery poza umysłem. Ale NIE WIADOMO CZYM ÓW KOMPLEKS niezależności, trwałości jest dla innego umysłu. Podobieństwo, może identyczność owego kompleksu doznań możemy jedynie badać, albo zakładać z góry (czyli znowu mamy tu nasze widzimisię). Nie wiem jak inny człowiek widzi kamień, który ja oglądam.
- o tym, czy umysł innej osoby widzi daną rzecz podobnie (może identycznie) jak ja, mozna się dowiedzieć wyłącznie w interakcji, komunikacji z tą osobą. Z tym kamieniem jest więc tak, że dana osoba może mi swoimi słowami opisać jak widzi kamień, który ja oglądam. Jeśli stwierdzę, że "to faktycznie jest bardzo podobny zestaw wyrażeń, jakich i ja bym użył do opisu", to domniemywa, że ów kamień jest tak samo widziany przez tamtą osobę, jak i przeze mnie. I nie ma innego mechanizmu!!! (przynajmniej tu na ziemi, albo przynajmniej przed wynalezieniem naprawdę skutecznego mechanizmu komunikacji bezpośrednio umysł - umysł)
Obiektywizm zatem jest KONSTRUKCJĄ związaną z dogadywaniem się umysłów, które W SPOSÓB SPONTANICZNY, WOLNY opisują rzeczywistość, zaś dany umysł porównuje to z własnymi odczuciami.

Piszę to w kontekście raju - idealnego stanu społeczeństwa, bo widzę tu bardzo istotny wątek związany z problemem: umysł - wszystko inne, ważnym w owym stanie idealnym.
W idealnym stanie dyskusja, opis, wymiana informacji są DAREM UMYSŁU, pozwalającym temu drugiemu umysłowi poprawnie konstruować sobie obraz świata. Aby ten dar nie był fałszywy, wymiana informacji powinna być maksymalnie "czysta", wolna, pozbawiona dodatkowych, mylących nastawień, rozpraszających emocji, także walki i agresji (nie wykluczam całkiem zabawy umysłu jakąś formą walki - nawet w raju - ale to musiałoby odbywać się w innym trybie, nie w trybie agresji celującej na pierwszym miejscu w pognębienie drugiej strony). Dlatego aspektu kultury dyskusji jest absolutnie kluczowy w kontekście dyskutowania o rzeczach trudnych, nowych, wymagających naprawdę dużego wkładu ze strony umysłu. Wrzucenie dyskusji w zabawę emocji, w dogryzanie sobie, dodawania do treści niemerytorycznych aspektów na tyle utrudnia wzajemne zrozumienie, na tyle aśmieca, zaciemnia sprawę, że czyni dyskusję nieskuteczną. Przynajmniej mój umysł tak działa, że nie potrafię się zorientować w treści, jeśli jest ona "zafajdana" czyimiś ocenami, pychą, złośliwością itp.
Nie wykluczam, że są umysły, które w podobnej sytuacji dobrze sobie radzą - tzn. takie (jak u Piotra) obrzucanie się epitetami, łatwo rzucanymi ocenami, jest "w to im graj". Być może Piotr powinien sobie poszukać dyskutantów o takich właściwościach. U mnie postawa Piotra wywołuje odczucie głębokiej WADLIWOŚCI KONTAKTU osobowego. Jest to coś odległego od, omawianego w tym wątku, stanu raju i dlatego nie mam zamiaru w takiej "dyskusji" uczestniczyć.

PS.
A tak na marginesie - w moim prywatnym życiu, w realu, w zasadzie trudnym do wyobrażenia jest, abym utrzymywał kontakty z kimś, kto używa wobec mnie słow "głupi", "mazgaj" itp. Z takim człowiekiem po prostu kończę znajomość, nie zapraszam go na spotkania, wymiguję się z zaproszeń, staram nawet nie podawać ręki. W moim środowisku, w jakim się wychowałem, kulturalny człowiek po prostu takich sformułowań nie stosuje wobec innych osób. A jeśli zacznie stosować, to jest wypychany na margines społeczności. Ja takie standardy kultury osobistej znam i uważam za właściwe.
A jak wspomnę pamięcią przez ostatnie lata, to przypominam sobie takiego incydentu, aby ktokolwiek ze znajomych użył wobec mnie określeń tak lekceważących, obraźliwych jakie tutaj wyczytałem u Piotra na Sfinii. To jest właściwie trudne do wyobrażenia, aby ktoś wobec mnie tak się zachował (zachowując przy tym status mojego znajomego, ale jak do tej pory moja baza znajomych raczej nie ulega redukcji :) ). Normalnie taka odzywka byłoby po prostu wypisaniem się z kontaktów ze mną wiele, wiele lat (być może na zawsze). Z resztą moi znajomi doskonale to rozumieją, czują i respektują - czego dowodem jest m.in. to, że podobne incydenty się nie zdarzają.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 10:10, 14 Wrz 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:38, 27 Lip 2015    Temat postu:

JanelleL. napisał:
.......Mogę być mediatorem, tylko się muszę odwiesić i nie wiem co mam zrobić, żeby się odwiesić.
Może się Piotr zna na robotach, to może by mi coś doradził.
Bo ruskie sprzęty to kiedyś wystarczyło walnąć w skrzynkę i wszystko grało,
a z tymi dzisiejszymi to ch..j jeden wie.
:*
Niunia skumaj, że "skills in pills"! Więc zażyj "mocarza" np... :shock: :rotfl: ;-P

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:21, 27 Lip 2015    Temat postu:

rafal3006 napisał:
Piotr Rokubungi napisał:

Jedyne co osiągnęła ludzka cywilizacja, to skonstruowano trochę urządzeń, które są "skopiowane" z natury i wybiórczo, w bardzo wąskim zakresie [pojedyncze] pomagają w codziennych sytuacjach, czynnościach. Sądzę, że ludzi stać na więcej. A przynajmniej powinni się bardziej "przyłożyć" do bardziej kompleksowego patrzenia na świat, zamiast choćby jałowych, idiotycznych sporów, trwających też tysiąclecia, pomiędzy teistami i ateistami; gdy przecież "widać, jak byk", że bóg nas przenika i otacza, że sami jesteśmy po części bogiem- ale w cale nie jest jakimś osobowym "ludkiem" [bo to byłby wtedy kosmita, a nie bóg], czy nawet jakąś świadomością wymyśloną, tylko jest wszystkim tym co się dzieje po prostu![/color]

Sokor wszyscy to widzą to dlaczego istnieją ... ateiści?
... z Piotrkiem nikt tu nie da rady bo jest najmądrzejszy we Wszechświecie.
Ech, ciebie Rafałek to rozumek już opuścił zupełnie chyba!.. Nie tylko, że jest bardzo mały, ale próżno by go raczej szukać nawet za siedmioma górami, za siedmioma lasami.
A czemu to o ateistach tylko wspominasz? A czemu nie o teistach?.. Oraz innych popaprańcach, hm?
A dlaczego istnieją politeiści, monoteiści, gnostycy, agnostycy, szintoiści, taoiści, muzułmanie, judaiści, wudu, palo, santeria, i t. p.?
A dlaczego istnieją nekrofile, koprofile, sadyści, pedo^file i t. p.?
Dlaczego ludziska WYMYŚLILI sobie np. ABSOLUTNY zakaz zabijania drugiego człowieka, a wybijają się ile wlezie w konfliktach, wojnach [domowych, etnicznych, religijnych], często za przyczyny mających inne niezmiernie bzdurne ludzkie wymysły??
BO TAKI JEST CZŁOWIEK! POJEBANY, BEZ ZASAD, NIEKONSEKWENTNY, PRZEPEŁNIONY IDIOTYCZNYMI IDEAMI, WYMYSŁAMI, BEZREFLEKSYJNY I T. P.! [Będę chyba niedługo pisać o tym w osobnym wątku moim.]

I chyba twoje szczęście, w sumie, Gumisiu jeden, że nie należysz do ludzkości, nie jesteś "ziemski"- bo bycie człowiekiem to hańba, porażka i wstyd!..
:-> ;-P

Czemu wyraz "pedo^file" został "z automatu" zamieniony na "cośtam"?!? :shock: :fuj:


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pon 15:24, 27 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:29, 27 Lip 2015    Temat postu:

@ Michał Dyszyński:
Może udaj się jednak do psychologa, bo przeżywasz i zrzędzisz, jak baba w ciąży! :fuj: Nie czytam już w całości tych twoich "lamentów", bo to żenada.
Zacznę znów czytać, gdy ty zaczniesz pisać coś konkretnego, na dany temat, merytorycznie...
:->


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 19:47, 27 Lip 2015    Temat postu:

Postanowiłem kontynuować wątek już nie w trybie dyskusyjnym (na razie poza Piotrem, którego niesympatycznych tekstów czytać nie mam ochoty, raczej niewiele osób się włącza do rozmowy), ale po prostu dalej przedstawiając koncepcję. Chyba na tym etapie to nawet lepiej wyjdzie, bo dyskusja generuje zbyt wiele dygresji, zaś tutaj należałoby w miarę sprawnie wszystko zapiąć w pewną całość.

Ogólnie konstrukcja myślowa, którą tutaj chciałbym przedstawić dałaby się dość zasadnie określić jako swego rodzaju "ontologię umysłu", albo "matematyczno - logiczne podstawy religii". Mniejsza o nazwy; konstrukcja wydaje się dość ciekawa, więc może jakiemuś Czytelnikowi się spodoba takie całościowe ujęcie, które za pomocą samych tylko właściwości umysłu i założeń epistemologicznych "zbiera do kupy" kognitywistykę, pewne postawy logiki, religię. Oczywiście - jak to z koncepcjami bywa, na pewno znajdą się tu słabe punkty, więc pewnie to czy owo da się poprawić, nawet odrzucić. Ale dla wszystkich ciekawskich podobnych pomysłów pomęczę się poniższym opisem.

We wcześniejszym poście wskazałem na konstrukcję obiektywizmu. W moim ujęciu obiektywizm powstaje dla umysłu jako efekt podziału wrażeń, odczuwanych myśli, także koncepcji na dwie kategorie:
- wyraźnie zależne od umysłu dające się kontrolować i przewidywać we względnie rozpoznawalny sposób.
- niezależne od umysłu, czyli nie podlegające jakiejś rozpoznawalnej kontroli świadomej woli.
Tu oczywiście narzuca się pomysł, aby to co niezależne od razu potraktować jako "obiektywną rzeczywistość" (może też materialną?); przeciwstawiając ją "tylko odczuciom" i "fantazjom" kategorii pierwszej. Ale to dla mnie byłoby za proste. Bo ja ogólnie nie jestem specjalnie skory do szybkiego wyciągania definitywnych wniosków, zamykania kwestii, w które można sobie fajnie powątpiewać, więc postawię tutaj znak zapytania pod taką operacją. Pytam więc: czy na pewno to wszystko co niezależne od umysłu jest już na zewnątrz tego umysłu?...
Przecież na starcie nie znam swojego umysłu, więc nawet jeśli coś wydaje mi się nieprzekraczalne, to oprócz wytłumaczenia tego jako źródło zewnętrzne, pozostawiam jeszcze możliwość, że po prostu stykam się z ograniczeniem/strukturą działania właśnie umysłu. Jak to sprawdzić?
Jak ustalić, czy to co jawi mi się jako poza moją kontrolą, jest rzeczywiście trwałe (tu chcę dodatkowo wykluczyć jakąś opcję typu złudzenie), na zewnątrz umysłu, czy też jest konsekwencją struktury działania umysłu?...
Pomysł jest narzucający sie - trzeba próbować interakcji z tymi fenomenami, trzeba jakoś je poznać.
Oczywistą osią podziału w tej sytuacji jest umieszczenie z jednej strony tego co nieprzewidywalne, nie poddające się jakiemuś "ja to chcę", a z drugiej reagujące tak, jak sobie planowałem - choćbym nawet planował dość fantastycznie, z dużą dozą swobody. W ten sposób szybko zdobędę podstawowy podział, czyli z jednej strony będę miał fenomeny w pełni zarządzalne moją wolą i świadomością, z drugiej w pełni przypadkowe, działające kompletnie niezależnie od moich chceń. Problem w tym, że - jak życie wskazuje - pojawią się sytuacje pośrednie.
Oto umysł rozpozna jakąś część fenomenów, które trochę się podadzą kontroli, ale jednak nie do końca. Niektóre klasy owych fenomenów (jakieś rozpoznawalne konglomeraty wrażeń i łączących je prekoncepcji w umyśle) będą zadziwiająco podobne do własnego sposobu rozumowania. Zapewne w końcu uznam je za INNE, PODOBNE MI UMYSŁY. Te umysły będą mi sygnalizowały, że też jakoś rozpoznają siebie i wszystko co poza nimi. Będę się z nimi komunikował. Mogę je uznać za RÓWNOWAŻNE MI!!!
To bardzo ważne. Bo mogę tego uznania nie dokonać, co będzie miało dość ważkie konsekwencje.
Ale weźmy na początek opcję, gdy uznaję, że są oto pewne umysły, inne niż ja, z którymi się komunikuję, a które widzą rzeczy w podobny sposób. Jeśli natrafię na jakiś aspekt moich wrażeń (np. widzę jakiś kamień), a chciałbym się przekonać, na ile on jest niezależny od mojego umysłu, to mogę skomunikować się z drugim umysłem, który mi odpowie, czy on też widzi kamień. Dalej mogę się dopytać o szczegóły tego co ten inny ktoś widzi. Jeśli okaże się, że BEZ MOJEGO NACISKU, KONTROLI, NIEZALEŻNIE, SPONTANICZNIE ten drugi umysł opisze swoje wrażenie kamienia w sposób zaskakująco podobno do moich wrażeń, to będę miał jakieś dodatkowe potwierdzenie, że ów kamień jest - faktycznie - poza moim umysłem. Jeśli takich potwierdzających umysłów znajdzie się więcej, to będę miał podstawy do mówienia o KONCEPCJI OBIEKTYWNEJ, NIEZALEŻNEJ RZECZYWISTOŚCI. Nie będzie to jakieś 100% potwierdzenie tej koncepcji, ale chyba dość znaczące.
Tu chcę dodać pewną ważną uwagę. W moim ujęciu tutaj pod słowem "rzeczywistość" kryje się coś więcej, niż tylko np. "materialny świat". Wbrew pozorom (i pewnej sugestii przykładem z kamieniem), wcale takiej tezy nie formułuję. Dla mnie obiektywna rzeczywistość zawiera również takie np. rzeczy jak wspólne z innymi umysłami odbierania idei - np. mnożenia, dzielenia. "Rzeczywistością" jest u mnie też np. podobieństwo opisów odczuć dotyczących miłości, cierpienia, radości.
Kontakt z innymi umysłami - o ile jest realizowany na zasadzie wolności, dobrowolności, pewnej spontaniczności - jest dla mnie jakby konstrukcją realności całego kontekstu, w którym działa mój umysł. Tylko w taki sposób - czyli przyznając innym umysłom pewną władzę, autonomię, niezależność ode mnie - mogę przeprowadzić ów test realności pewnych aspektów moich odczuć - uznanie świata, w którym żyję.
To funkcjonujące niejako W SIECI, UMYSŁY budują obiektywizm spojrzenia - dzięki relacji, że inni coś widzą tak jak ja, mogę sobie powiedzieć, że to nie złudzenia, nie moje "wariactwo", czy inny błąd przetwarzania. Fajnie ten aspekt wystąpił w filmie "Piekny umysł", gdzie chory na schizofrenię bohater pyta się swojego przyjaciela, czy osoba, jaką on postrzega naprawdę obok stoi. Dopiero niezależne potwierdzenie od innej osoby upewnia schizofreniczny umysł, że jest to "obiektywnie" widziany rozmówca. Tak się konstruuje obiektywizm - patrząc od strony samego umysłu (co ciekawe, konstrukcja wiedzy naukowej w zasadzie dość dokładnie kopiuje to podejście - bo za prawdziwe, "potwierdzone" uznaje się w niej to, co da się NIEZALEŻNIE, W INNYCH NAUKOWYCH OŚRODKACH POWTÓRZYĆ).

Dlaczego to jest ważne?
Aby w pełni docenić wagę kontaktu z innymi umysłami, warto sobie nieco przemyśleć stan umysłu w opcji przeciwnej, czyli wtedy, gdy uczyni się (tenże umysł) absolutnym władcą uznania wszystkiego za słuszne, prawdziwe, wartościowe itp. Od tego momentu ów (zbyt) samowładny umysł nie będzie miał nic TRWAŁEGO. Ponieważ jego uznanie dokonało się mocą umysłu, to mocą tegoż umysłu może być anulowane! Czyli całą obiektywność "diabli biorą", bo każde twierdzenie, ustalenie można - zmianą decyzji - wysłać w kosmos. Zbyt samowładny umysł skiśnie we własnej samotności i w braku stabilności - będzie niczym gigaschizofrenik, który niczego nie będzie w stanie ze swoich wrażeń nazwać "istniejącym", "obiektywnym", wszystko będzie labilne, ruchome - żadnego punktu podparcia dla umysłu.
Tu docieramy do koncepcji raju (w intelektualnym sensie). Raj intelektualny, to taki stan umysłu, w którym tenże umysł ma się do czego poprawnie odnieść - są w nim rzeczy niezależne, trwałe, obiektywne. Aby w takim raju być, umysł musi pozbyć się swojej pychy, swojego pragnienia decydowania o wszystkim i wbrew wszystkim, bycia ponad inne umysły. Nie oznacza to roli podrzędnej ale RÓWNĄ. Tzn. nie musi być to rola równa we wszystkich aspektach, ale jest równa podstawowej GODNOŚCI, PRAWIE OD POSIADANIA WŁASNEJ WIZJI ŚWIATA. Choć to ostatnie, oczywiście, z ograniczeniami. Ograniczeniem jest właśnie to uznanie innych umysłów. Czyli ja jestem ważny, wspaniały, mądry, ale muszę to jakoś pogodzić się (zaakceptować) z tym, że inni też są ważni, wspaniali, mądrzy. Można to nazwać swoistym "ubrankiem" dla umysłu. Umysł "musi się ubrać w uznawanie godności, prawa do wolności, do samodzielnych decyzji innych umysłów". Bez tego ubranka umysł stoczy się w otchłań samotnego subiektywizmu względem wszystkiego.
Czy to jest kompletny Raj intelektualny?
- Jeszcze niezupełnie. Ale powyżej została sformułowana jego NAJWAŻNIEJSZA ZASADA. Pozostałe reguły byłyby tu uzupełniające. A jak się ów raj "intelektualny", ma do raju religijnego?
- Wg mnie ma się całkiem blisko. Ale to trzeba będzie jeszcze wyjaśnić.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 21:15, 27 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:48, 27 Lip 2015    Temat postu:

W poprzednim poście sformułowałem podstawową zasadę raju intelektualnego, czyli takiego stanu umysłu, w którym on będzie mógł poprawnie funkcjonować. Tą zasadą jest
Uznanie innych umysłów za godne, równe własnemu.
To chyba jeszcze trzeba skomentować, tym bardziej, że chcę tu omówić nową kwestię - POTĘPIENIA UMYSŁU.

Najpierw jednak niezbędne uwagi na temat równości umysłów. Jest tu pewna zagwozdka. Pisałem w poprzednim poście, że umysł jest wolny, ale jednocześnie ma ograniczenia, bo nie może się stawiać nad inne umysły. To trochę brzmi jak w sumie "trochę TAK, a trochę może NIE". Bo ktoś może powiedzieć: to się w końcu zdecyduj, czy umysł jest wolny, czy - przeciwnie - ograniczony!
Uprzedzając ten potencjalny zarzut adwersarza warto jest sprawę omówić. Niewątpliwie WOLNOŚĆ NIE JEST PEŁNA. Z resztą tak być musi, bo pełna wolność byłaby właśnie tą opcją, którą wcześniej chciałem wykluczyć bo powoduje kompletny brak stabilności odniesień umysłu. Jest więc wolność z ograniczeniami, które jednak powinny być sensowne, właściwie minimalne, takie aby dać maksimum możliwości rozwoju dla umysłu, a przy tym nie zakłócać tej podstawowej zasady, że nie stawiamy swojego umysłu ponad inne.
No dobra. Ale jak pojawi się jakiś konflikt - to co?
Pytanie jest bardzo trafne, ciekawe, choć "denerwujące" (dla dotychczasowej fajności, spójności koncepcji). Konflikt z reszta wcale nie musi wynikać ze złej woli - po prostu dwa umysły widzą coś inaczej. Żaden nie chce ustąpić, bo to się sprzeciwia jego wizji sensowności, bo wtedy przestanie rozumieć poprawnie wszystko co jakoś tam w nim jest.
Tutaj wcześniej wskazywałem na ROLĘ ARBITRA. Jednak nawet w stanie idealnym, nawet w raju widziałbym miejsce dla arbitra (arbitrów), który będzie rozstrzygał sporne kwestie. Zakładam, że umysły zgodzą się na respektowanie tego, co arbiter ustali.
Do tego widziałbym w takim intelektualnym raju też miejsce dla OGÓLNYCH ZASAD. Jest już wśród tych zasad ta podstawowa - Szanuj inne umysły nie mniej, niż własny. Ale byłyby też zasady pomocnicze - np. ustalane przez jakąś grupę umysłów. Mogłoby to być w stylu: "tu się nie przeklina", albo "w naszym gronie zasadą jest bardzo oględne formułowanie krytyki". Mogą być inne. Umysły są różne i mogą mieć różne swoje upodobania, które należy respektować (zakładam, że ograniczenia są możliwe do zrealizowania, czyli nie ma ograniczeń głupich, absurdalnych). Jeśliby ograniczenia różnych grup jakoś się konfliktowały, to znowu mamy robotę dla arbitra, albo też (choćby czasowe, częściowe) rozdzielenie grup od siebie.

Potępienie umysłu
Jest pewien stan umysłu, który można określić jako "potępiony". Przy czym można by mówić o dwóch osobnych kategoriach potępienia:
- potępienie umysłu przez samego siebie
- potępienie umysłu przez inny umysł.
Czym jest potępienie: to po prostu ZAAKCEPTOWANIE FAKTU PEWNEJ PODSTAWOWEJ NIEMOŻNOŚCI funkcjonowania umysłu. To takie odpuszczenie sobie prób akceptacji, prób pozytywnego kontaktu ze stwierdzeniem: nic dalej się z tym nie da zrobić, pogodzenie tych sprzeczności jest "logicznie niemożliwe".
Umysł potępia sam siebie, jeśli stwierdza, że nie potrafi - w zgodzie z tym co sam deklaruje, w co wierzy, z czym się identyfikuje - wytłumaczyć swoich działań, wyborów, swojego jestestwa. Czyli umysł stwierdza w tym stanie: jestem do niczego, nie nadaję się niczego, nie umiem niczego zrobić sensownie, nie wiem w ogóle jak zacząć funkcjonować, aby cokolwiek z tego zaakceptować; nie chcę już być, przetwarzać cokolwiek.
Umysł jest potępiony przez inny umysł, gdy ów umysł stwierdza: z tym drugim nie widzę możliwości sensownego, akceptowalnego sposobu kontaktu, więc nie chcę już nic słyszeć, wiedzieć, myśleć, spotykać się z tamtym umysłem. Jedyną opcję funkcjonowania widzę w oddzieleniu się od tamtego umysłu, bo jakikolwiek kontakt z nim jest dla mnie koszmarem, jest nie do zaakceptowania.
Skutkiem potępienia umysłu jest jego ODRZUCENIE. W przypadku potępienia przez inny umysł byłoby to zerwanie kontaktu. W przypadku potępienia umysłu przez samego siebie jest gorzej, jest męka bycia w totalnej wewnętrznej sprzeczności, jakiejś formie autoagresji, nienawiści do wszystkiego, co w umyśle powstaje. To stan jak z najgorszego koszmaru.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 21:49, 27 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 1:38, 28 Lip 2015    Temat postu:

Heh... Michała natłok myśli, słowotok nieomal... "A świstak siedzi i zawija w papierki". ;-P

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 9:27, 28 Lip 2015    Temat postu:

Znowu tu nie będzie odpowiedzi na post Piotra. Ale też przyszedł mi do głowy nowy pomysł właśnie z Piotrem związany. Wcześniej pisałem o możliwości wykasowania jego postów, starałem się dość skrupulatnie omijać je wzrokiem. Ale niechcący ze dwa zdania dostrzegłem, dzięki czemu potem przyszedł mi do głowy pomysł - z racji na treść owych postów, może się nawet jeszcze przydadzą (raczej nie będę ich wykasowywał). Za niedługo genialnie posłużą mi za pewien przykład. Gdybym sam to pisał, co mi tu tworzy Piotr, to byłbym niewiarygodny w stawianiu pewnej tezy. A tak, samo przyszło... :brawo: :pidu:
Ale to trochę później. Może jeszcze Piotr coś dorzuci w swoim stylu. Będzie ciekawiej, bo widzę, że się rzeczywiście stara, aby być dobrą ilustracją dla moich koncepcji. :)

Wracając zaś do kwestii potępienia (intelektualnego) i raju intelektualnego.
Warto zwrócić uwagę na jedną okoliczność - do tej pory, w kontekście raju, właściwie wprost w ogóle nie było mowy etyce! Ja nie postuluję, póki co, pojęcia dobra, uczciwości, rzetelności. Skupiam się właściwie niemal wyłącznie na "egoizmie" - właściwie to jej dość szczególnej formie - gdyż analizuję kiedy umysł CZUJE SIĘ spełniony, osadzony w wewnętrznej trwałości, akceptujący samego siebie. Inne umysły były tu na razie umieszczane raczej nie jako kontekst dobra, czy zła, ale jako coś potrzebnego do konkretnej roli - wybudowania niezależnego systemu odniesień. Gdyby umysłowi udało się taki system odniesień wybudować bez tych innych umysłów (np. samodzielnie), to ten umysł miałby się bardzo dobrze i wszystko byłoby OK. Problem w tym, że wybudowanie przestrzeni trwałych odniesień w pustce, albo wyłącznie z obiektów słabych, podrzędnych, niższej rangi wydaje się niemożliwe.
Dlatego twierdzę, że bycie dobrym, etycznym może dla osiągnięcia przez umysł stanu raju niewystarczające. W szczególności umysł, który byłby dobry dla innych, nie zrobił nigdy niczego złego, lecz NIE CENIŁBY TYCH INNYCH UMYSŁÓW, nawet gardził nimi (na zasadzie - robię dla was dobrze, bo jestem taki wspaniały, co swoimi czynami udowadniam, wy zaś dalej jesteście niczym...) - taki umysł dalej nie byłby w stanie wybudować owej przestrzeni trwałych odniesień. Kluczem jest ZA KOGO NAPRAWDĘ UWAŻASZ inne osoby, umysły, czy potrafisz NADAĆ IM STATUS RÓWNOŚCI, a nie to, co się zrobiło. To jest trochę śmieszne, paradoksalne, ale umniejszenie samego siebie, wywyższenie innych do stanu równości to największy dar dla samego siebie. Nie dla tych innych, ale właśnie dla siebie!
Problem w tym, że tego daru nie można sobie dać celowym, nakierowanym właśnie na korzyść, działaniem. Nie sposób cenić kogoś z motywacją "to mi się przyda, więc tego kogoś cenię i uważam za równego mi w wartości". Nie sposób więc zrobić z tego jakiegoś konkretnego nakazu (przykazania), wyjaśnić co, po co, dlaczego, bo w ten sposób uczynilibyśmy sam ów nakaz niejako arbitrem, "władcą" całego problemu. Bo umysł chce być wolny, więc prędzej czy później postawi pytanie: po co właściwie mi takie sztuczne ograniczenie, że mam kogoś tam uznawać za równego mi? Wolny jestem, mogę uznać za słuszne, co zechcę, więc może niech jednak będzie, że to ja jestem ten ważniejszy (w końcu dość wyraźnie czuję się najważniejszy).

Tutaj nie mogę się powstrzymać przed dygresją biblijną. Właściwie to sobie trochę postanowiłem, że wyłuszczę całą sprawę w oparciu o kategorie czysto "logiczne", ateistyczno - filozoficzne. Ale tak mi ten cytat pasuje i tak fajnie wyjaśnia pewną rzecz, że go tutaj wrzucę. Z listu św. Pawła do Koryntian wziąłem taki, bardzo enigmatyczny, cytacik: (17) Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża. Jest w nim powiedziane, żeby głosić Ewangelię NIE W MĄDROŚCI SŁOWA. Przecież to jest niesamowicie zagadkowe, prawie paradoksalne - "nie w mądrości"? To jak? - W głupocie? O co tu chodzi?...
Ano chodzi o to, że przemiana umysłu NIE MOŻE BYĆ WYKALKULOWANA, nie może odbyć się na zasadzie "uważam za mądre, korzystne, rozsądne przyjęcie za obowiązujący stanu równości względem innych wolnych istot myślących". Takie podejście nic nie da, bo jego podstawą jest, motywem jego decyzji jest osadzenie w czymś, co daje się zaprzeczyć, kontestować. Wszelkie dowodzenie, kalkulacja polega na ODWOŁANIU SIĘ DO ZASADY OGÓLNIEJSZEJ, WYŻSZEGO RZĘDU. Mądrość, korzyść sama z czegoś wynika - nie jest zasadą najwyższego rzędu, tylko jest czymś podrzędnym, co się ewentualnie uzasadnia, dowodzi, a więc co jest możliwym do zanegowania. Przyjęcie stanu umysłu właściwego dla raju, musi dokonać się NAJWYŻSZĄ DOSTĘPNĄ MOCĄ - takim masterargumentem, rootargumentem... No nie wiem jak to nazwać, ale chodzi o to, że umysł musi odnaleźć w sobie jakąś taką sferę, która jest ponad wszystkim innym w nim zawartym - dopiero wtedy będzie można mówić, że owa decyzja umysłu będzie trwała - bo rzeczywiście niezaprzeczalna.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 17:34, 28 Lip 2015    Temat postu:

Miałem na razie zaprzestać komentowania publikowanych tu tekstów Michała- jednak pewnych "majaczeń" nie chcę "darować", bo jeszcze kto głupszy to przeczyta i..uzna za słuszne i prawdziwe. :fuj:
Pomijając już kilka innych pomyłek z powyższego i poprzedniego postu Michała, skupię się na dwóch:
Cytat:
Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża. Jest w nim powiedziane, żeby głosić Ewangelię NIE W MĄDROŚCI SŁOWA. Przecież to jest niesamowicie zagadkowe, prawie paradoksalne - "nie w mądrości"? To jak? - W głupocie? O co tu chodzi?...
Chodzi tu raczej o to, by nie interpretować, nie zmieniać znaczeń, nie "dorzucać" własnej "mądrości" do słów ewangelii. Aby nie odsuwać na dalszy plan, nie zmieniać wartości ani znaczenia ofiary Chrystusa- która jest tu absolutnym centrum, meritum dla całego sensu ewangelii dla ludzkości.
Myślę, że Michał źle trochę ten fragment rozumie, interpretuje.
Cytat:
Przyjęcie stanu umysłu właściwego dla raju, musi dokonać się NAJWYŻSZĄ DOSTĘPNĄ MOCĄ - takim masterargumentem, rootargumentem... No nie wiem jak to nazwać, ale chodzi o to, że umysł musi odnaleźć w sobie jakąś taką sferę, która jest ponad wszystkim innym w nim zawartym - dopiero wtedy będzie można mówić, że owa decyzja umysłu będzie trwała - bo rzeczywiście niezaprzeczalna.
Czyli jak rozum, "umysł" ma udowodnić sam sobie, że posiadł nadrzędną wartość, niemożliwą do zanegowania (przez co, kogo? przez sam ten rozum??)- że uszczknął wiedzy absolutnej?! NIEMOŻLIWE!! Po pierwsze: rozum działa w oparciu o rozróżnianie i porównywanie- MUSI DOZNAWAĆ SPRZECZNOŚCI! Zrozumienie- jak w nirwanie- że wszystko jest jednym, tożsamym, że sprzeczności i rozróżnienia są pozorne tylko, prowadzi do zbędności takiego ludzkiego rozumu- a zatem do zaprzestania jego funkcjonowania (przynajmniej w ten "ziemski" sposób).
Po drugie: co znaczy trwała i rzeczywiście niezaprzeczalna? Przede wszystkim co, kto ma to ocenić?! Ta "NAJWYŻSZA MOC"? Czyli bóg, tak? Ale czy "umysł", rozum może być sobie bogiem? Szczególnie, gdy wyraźnie widać, że to nie on steruje Rzeczywistością, lecz Rzeczywistość nim!? Poza tym, dlaczego wobec tego jeszcze żaden ludzki "umysł" nie odkrył i nie posiadł jak odtąd tego "master-argumentu"??

Jak pisałem w innych wątkach: naszym najsilniejszym argumentem jest wiara! Ale to tylko wiara!..


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Wto 18:24, 28 Lip 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:38, 04 Sie 2015    Temat postu:

Tak z różnych odpowiedzi w tym temacie wynika mi, że jakoś ciągle niejasnym jest pytanie CZYM WŁAŚCIWIE JEST UMYSŁ?
Zadajmy pytania pomocnicze:
Czy umysł bez pamięci tego co wcześniejsze byłby umysłem?
Czy umysł bez doznawania NOWYCH rzeczy na bieżąco byłby umysłem?
Czy umysł nic nie WARTOŚCIUJĄCY byłby umysłem?

W moim przekonaniu odpowiedź na wszystkie trzy powyższe pytania brzmi NIE.
Tym co jest rzeczywistością umysłu JEST PORÓWNYWANIE, czyli WARTOŚCIOWANIE tego co aktualnie w bieżącym reflektorze uwagi umysłu, względem tego co jakoś stanowi ODNIESIENIE.
Tu tylko zwrócę uwagę na to, że traktuję powyższe pojęcia - porównywanie, wartościowanie, odniesienie - bardzo ogólnie. Nie chodzi tylko o wartościowanie moralno - etyczne (choć takie też), nie chodzi o porównywanie do tego co znane (może takiem być, ale może do tego, co dopiero w kreacji umysłu się pojawi).
Umysł - o ile żyje, trwa - robi coś takiego:
rozpoznaje COŚ
zadaje sobie pytanie CZYM JEST owo coś? (w kontekście tego co zna choćby w pewnym stopniu)
Gdy COŚ PRZYPORZĄDKUJE DO RZECZY ZNANEJ (wielu rzeczy znanych), przebudowuje swój zasób pamięci dodając do bazy nową formę rozpoznania.
Na koniec wartościuje dane rozpoznanie w kontekście siebie - pyta: kim jestem wobec rozpoznanego na nowo stanu?

Oczywiście mógłby umysł nie rozpoznawać, nie wartościować. Ale oznaczałoby to, że świadomość owego umysłu została wyłączona, zaś umysł pozostaje w trybie chaotycznym - nieświadomym. Czyli, że go nie ma.

Umysł ma jedną podstawową potrzebę - PRAGNIE ROZPOZNAĆ SIEBIE. Bez tego rozpoznania umysł będzie tylko tworzył kreacje nieznacznie odbiegające od chaosu. Może te kreacje będą do pewnego stopnia spójne, ale w dłuższej perspektywie okażą się sprzeczne, nie budujące trwałego odniesienia.
Rozpoznanie siebie w kontekście świata, to wybudowanie KRYTERIUM swojego jestestwa. Stan Raju jest dla mnie stanem umysłu, który JEST POGODZONY ZE SOBĄ I Z TYM CO DO NIEGO DOCIERA. W tym stanie KRYTERIUM NIESIE ODPOWIEDŹ POZYTYWNĄ.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 0:54, 05 Sie 2015    Temat postu:

Ja osobiście definiuje umysł nieco inaczej, dokładnie- szerzej, niż to jest jednak przyjęte- z tego o widzę- powszechnie. Tak więc to raczej nie Michał robi "błąd" utożsamiając umysł z rozumem, świadomością, przytomnością; lecz ja- czyniąc trochę inaczej, wbrew przyjętej terminologii. Jednak dla mnie umysł to mniej więcej to samo, co jaźń, psyche; natomiast rozum, świadomość jest tylko częścią umysłu. Jeśli ktoś będzie tego potrzebować, to postaram się wyjaśnić, przybliżyć stosowana przeze mnie terminologię w tym zakresie...

Czym- dla mnie- jest umysł? To CAŁOŚĆ ISTOTY LUDZKIEJ. Cała jej funkcjonalność, ściślej rzecz ujmując. Czyli raczej to samo, co jaźń. Waham się, ale do umysłu jednak zaliczyłbym również ciało biologiczne- w końcu to określenie ma oddawać całość istoty ludzkiej.
Cytat:
Czy umysł bez pamięci tego co wcześniejsze byłby umysłem?
Czy umysł bez doznawania NOWYCH rzeczy na bieżąco byłby umysłem?
Czy umysł nic nie WARTOŚCIUJĄCY byłby umysłem?

W moim przekonaniu odpowiedź na wszystkie trzy powyższe pytania brzmi NIE.
Zgadzam się.
Cytat:
Tym co jest rzeczywistością umysłu JEST PORÓWNYWANIE, czyli WARTOŚCIOWANIE tego co aktualnie w bieżącym reflektorze uwagi umysłu, względem tego co jakoś stanowi ODNIESIENIE.
Tu znów rozbija się o terminologię, o definicje. Bo, wedle mnie, to, co opisałeś, to nie umysł, jako całość, lecz tylko rozum, świadomość.

Porównywanie zachodzi w odniesieniu DO WYOBRAŻEŃ.
Cytat:
Umysł ma jedną podstawową potrzebę - PRAGNIE ROZPOZNAĆ SIEBIE. Bez tego rozpoznania umysł będzie tylko tworzył kreacje nieznacznie odbiegające od chaosu. Może te kreacje będą do pewnego stopnia spójne, ale w dłuższej perspektywie okażą się sprzeczne, nie budujące trwałego odniesienia.
Rozpoznanie siebie w kontekście świata, to wybudowanie KRYTERIUM swojego jestestwa.
Cechą immanentną świadomości jest identyfikacja siebie- stąd wyobrażenie "ja", wytworzenie ego. Natomiast psychika dąży do równowagi, spokoju, niesprzeczności- co ostatecznie może być osiągnięte JEDYNIE poprzez odnalezienie, zrozumienie i zaakceptowanie swego miejsca w Kosmosie.
Cytat:
Stan Raju jest dla mnie stanem umysłu, który JEST POGODZONY ZE SOBĄ I Z TYM CO DO NIEGO DOCIERA.
W zasadzie tak...

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Śro 0:58, 05 Sie 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 9:08, 13 Sie 2015    Temat postu:

Umysł w (osobistym) raju
Jakiś czas temu przyszedł mi do głowy swoisty test na to, na ile umysł jest gotów na bycie w raju. Test jest prosty:
- wyobraź sobie, że praktycznie wszystko, absolutnie wszystko co się z tobą wiąże STAŁO SIĘ ZUPEŁNIE JAWNE, czyli że niczego nie da się ukryć. Czy taki stan jawi się dla ciebie jako zagrożenie, czy ci nie przeszkadza?


W księdze Rodzaju, tuż przed wygnaniem Adama i Ewy z raju pojawia się sytuacja, gdy Bóg pyta się ich, dlaczego się zasłonili, dlaczego ukrywają jakąś część ciała. To ciekawy, przez większość osób ignorowany szczegół. A wg mnie akurat kluczowy.
Umysł, który NIE WSTYDZI SIĘ, NIE BOI SIĘ NICZEGO CO GO STANOWI - taki umysł właściwie jest w raju. To jest umysł POGODZONY ZE SOBĄ W PEŁNI. Jeśli umysł nie boi się niczego, co go dotyczy - odkrycia własnej historii, najskrytszych pragnień, myśli - jeśli z odkrytą twarzą przyjmuje wszystko, co jest JEGO, to znaczy, że nie ma w nim niespójności, nie ma w nim lęku egzystencjalnego.
Bo w Raju nie ma "ochrony danych osobowych" - każdy jest, kim jest i to WIDAĆ. Jeśli jesteś na tyle silny, pogodzony wewnętrznie, aby to wytrzymać, nadajesz się do raju. Jeśli coś musisz przed innymi ludźmi (także przed samym sobą) ukrywać, to znaczy, że wewnątrz Ciebie jest niespójność pomiędzy różnymi aspektami - np. tym deklarowanym i tym rzeczywistym.
Co prawda nie twierdzę, że w Raju nie da się użyć ironii, dowcipu, opartego na odrębności (absurdalności) pewnych interpretacji, skojarzeń. Bo mi nie chodzi o jakieś zabawy formą, czy inne "techniczne" sprzeczności komunikowania się, czy opisu świata. Ta wewnętrzna niespójność, która zabiera człowiekowi raj pochodzi z głębszego źródła - z poczucia, że nie potrafię być takim człowiekiem, jakim uważam, że powinienem być. To takie przyznanie się do własnej słabości, nicości.

W tym kontekście chrześcijaństwo można rozpatrywać jako pomysł Boga na wyjście z impasu, na rozwiązanie sytuacji, w której znalazł się umysł człowieka. Aby człowiek zaakceptował siebie niezbędne jest spełnienie pewnych podstawowych warunków:
- człowiek musi PRZEBACZYĆ to co czynił niezgodnie z samym sobą - głównie, docelowo sobie - ale w istocie oznacza to też przebaczenie innym ludziom.
- człowiek musi UWIERZYĆ, ŻE JEST WARTOŚCIĄ (nawet wbrew wszystkiemu, nawet wbrew własnym - negatywnym - ocenom). To jest trudne, bo z racji na postrzeganą niespójność własnej natury (objawiającą się chęcią ukrycia, ucieczki), człowiek raczej jest skłonny się potępiać. Człowiek będzie się potępiał, bo wszystko o nim WIDAĆ, bo niczego nie może ukryć, a przecież są ewidentne dowody na niespójność jego umysłu.
- człowiek powinien się jakoś zabezpieczyć, przed popadnięciem w dalsze objawy niespójności. Tylko wtedy, gdy uwierzy, że stan jego wartości jest trwały, że nie będzie niszczony przez jakieś przyszłe decyzje, stan dobrobytu jego umysłu będzie mógł się utrzymać.

Choć jest jeszcze jeden problem w tym układzie, jeden szczególny rodzaj niespójności (grzechu), który opiera się prostemu przebaczeniu. To grzech pychy, poczucie, że oto mi się należy coś innego, szczególnego, niż innym, że "przysługuje mi inna logika", czyli jest to jednocześnie zaprzeczenie mechanizmom spójnościowym. Umysł może przecież powiedzieć sobie coś takiego: może i nie jestem zgodny ze sobą, ale mi tak wolno, ja jestem wyjątkiem, bo "jestem lepszy". Taki umysł może uznać, że nie ma problemu w tym, że inną miarą mierzy siebie, a inną inne istoty czujące. Przy założeniu jakiejś tajemniczej "inności mnie i reszty świata" właściwie wszystko "logicznie" się wali w gruzy. Bo prawo, zasada funkcjonowania jest słuszna tylko wtedy, gdy OBOWIĄZUJE OGÓLNIE. Prawo raz takie, raz przeciwne PO PROSTU NIE JEST PRAWEM, bo nie spełnia podstawowego wymogu definicyjnego "stałości rozpoznania dla jego działania". Prawo tylko powiedziane, a nie respektowane nie jest prawdziwym prawem. I ktoś, kto NIE RESPEKTUJE OGÓLNIE tego, co uznaje za słuszne, po prostu jest nikim, jest nieokreślony.
Z tym "grzechem przeciw logice" jest taki problem, że przebaczyć go nie ma jak - on siedzi w samym środku jestestwa. Przebaczyć można winę, która jest jakoś zewnętrzna - uczyniona komuś. Wtedy, naprawiając jakoś skutki złego czynu, można uznać jakieś zniwelowanie owej winy. Jednak nie stosuje się to do grzechu bycia niezgodnym wewnętrznie (logicznie!) z samym sobą, z własnymi deklaracjami. W chrześcijaństwie taka sytuacja nazywana jest "grzechem przeciwko Duchowi Świętemu" ("Duchowi Prawdy"). Po prostu głęboka wewnętrzna niespójność mogłaby ewentualnie być usunięta jedynie SUBSTANCJALNĄ ZMIANĄ SAMEGO UMYSŁU, przemianą jego "logiki". I to, ewentualnie, umysł mógłby dokonać sam - oczywiście jeśli to potrafi.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 9:15, 13 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5338
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 228 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:19, 15 Sie 2015    Temat postu:

Ano, pochwalam treść ostatniego postu Michała tutaj zamieszczonego. :) Czynie to "publicznie", bo- po pierwsze- przekroczyłem dobowy limit pochwał na dziś. (W sumie to jakieś dość dziwne ograniczenie... I tylko dwie dostępne pochwalenia na dobę?!..) A po drugie- bo chyba na to zasługuje. :wink:

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 11143
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 789 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:42, 16 Sie 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Ano, pochwalam treść ostatniego postu Michała tutaj zamieszczonego. :) Czynie to "publicznie", bo- po pierwsze- przekroczyłem dobowy limit pochwał na dziś. (W sumie to jakieś dość dziwne ograniczenie... I tylko dwie dostępne pochwalenia na dobę?!..) A po drugie- bo chyba na to zasługuje. :wink:

Dziękuję za miłe słowa. :*
Ja też miewałem problemy z pochwałami. Te dwie na dobę to dla mnie za mało. Wolałbym jakieś rozliczenie miesięczne, a nie dobowe, bo jak czasem trzeba więcej pochwalić, to się nie daje, zaś potem tygodniami nie ma jakoś napędu do pochwał. Nie wiem, czy Wuj coś mógłby zmienić w tej sprawie.
Rozumiem, że limit jest związane z pewnego rodzaju "spamem" w pochwałach. Ale chyba ten limit nie jest zbyt dobry, bo ja osobiście względnie często zaglądam do pochwał, bo to jest chyba dość dobry sposób na szybkie dowiedzenie się, co się komuś bardziej spodobało.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 4 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin