Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Raj, stan idealny człowieczeństwa
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 11:01, 06 Lip 2015    Temat postu: Raj, stan idealny człowieczeństwa

Wydaje mi się, że te moje wątki religijne wiszą jakby w próżni, nie wyjaśniają się. A chyba powodem jest brak określenia jakiegoś wyraźnego celu, do którego miałoby zmierzać człowieczeństwo. Bez tego, faktycznie, nie da się tego razem sklecić do kupy.
Tutaj postaram się trochę ruszyć ów temat trudny - idealnego człowieczeństwa.
Gdzieś czytałem, że Raj to nie miejsce, a stan umysłu. I chyba to jest sensowne podejście.
Czym jest Raj? Niestety, dostępu bezpośredniego do niego nie mamy. Więc jak tu go umysłem rozkminić?
- Moją propozycją jest po prostu OKREŚLENIE STANU ISTNIENIA DLA UMYSŁU, KTÓRY BYŁBY MAKSYMALNIE TRWAŁY, NIESPRZECZNY, SPEŁNIONY. Można to zrobić, abstrahując od Boga (choć może się zdarzyć, że później jakoś nam Bóg do tej układanki "wskoczy" - zobaczymy).

No to jazda z tym rajem...
Pierwszym tropem dla koncepcji raju jest wg mnie idea SPEŁNIENIA dla umysłu. Umysł spełniony, to taki umysł, który wykorzystuje swoje możliwości, znajduje się niejako na właściwym "miejscu" (miejsce nie jest tu pojęciem przestrzennym, tylko jakby w uniwersum emocji i myśli). Spełnienie kontrastuje oczywiście z brakiem spełnienia, czyli stanem, w którym umysł jest niezadowolony z tego co go spotyka, czy JAKI JEST.
Tu ocieramy się o aspekt WARTOŚCIOWANIA.
Aby coś było lepsze, musi być coś gorsze, czyli jednak dla umysłu pojawią obiekty do działania, stany, które są traktowane lepiej i gorzej. Które są lepsze, a które gorsze?
Tutaj bym się odwołał do moich wcześniejszych rozważań o pułapce w jakiej tkwi umysł omnipotentny - szczególnie właśnie w kwestii wartości. Jeśli mamy nieskończone możliwości uznawania coś za dobre, albo i złe, to wszystko traci sens, traci wartość, bo ginie nam trwałość takiego uznania. Wszystko co uznamy, z taką samą łatwością z chwilę możemy "oduznać".
Ja zakładam, że w stanie idealnym - w raju - to co myślimy, robimy MA ZNACZENIE!
To jest ważne, to jest podstawowy wymóg. Tylko umysł czujący, że to co robi, ma znaczenie, czyli sens, czyli chyba też, jest jakoś TRWAŁE, tylko w takich warunkach ów umysł może być spełniony.
Widać to z resztą w ludzkich zachowaniach na co dzień - w ludziach szukających w życiu znaczenia - czyli szukania miłości (znaczenia dla innych osób), prawdy (znaczenie w kontekście wzajemnych odniesień dla myśli - mniejsza o dziedzinę), uznania. Wiele ludzi dla miłości, uznania poświęca praktycznie całe swoje życie - dążąc np. do bogactwa (też chodzi o uznanie, bo dla większości osób dysponowanie taką, a nie inną liczbą zapisaną na ich koncie bankowym jest celem samym w sobie, nie wpływającym na to co jedzą, jak śpią, wypoczywają itp....), do uznania przez otoczenie, media itp. Praktycznie wszystko, do czego człowiek dąży, po zaspokojeniu elementarnych potrzeb bytowych (czasem wręcz przed ich zaspokojeniem), wiąże się z poszukiwaniem stanu lepszej wartości i trwałości tego przypisania.
Skąd się bierze trwałość wartości dla ludzkiego umysłu?
- Jak pisałem wcześniej, nie da się jej zagwarantować samodzielnie, bo moc powoływania wartości jest wtedy równa mocy jej likwidowania. Wartość trwała pochodzi z zewnątrz - Z TEGO CO NIEPRZEKRACZALNE dla umysłu. Pochodzi więc z KONTAKTU Z INNYMI UMYSŁAMI - innymi, czyli nie kontrolowanymi bezpośrednio, niezależnymi.
Taki, ustanawiający wartość, kontakt z innymi umysłami może być dwojakiego rodzaju:
- na płaszczyźnie rywalizacji
- na płaszczyźnie dobrowolnego uznania, szacunku, akceptacji
W obu przypadkach będziemy mieli do czynienia z budową trwałej wartości!

Na płaszczyźnie rywalizacji wartość byłaby budowana za pomocą umiejętności pokonania innego umysłu w jakiejś dziedzinie. To nie jest automatyczne, wymaga trudu, przynosi ostatecznie satysfakcję. Ma jednak tę negatywną stronę, że grozi również porażką (drugi umysł może okazać się lepszy), a poza tym jest NIEPERSPEKTYWICZNE, bo potencjalnie, po pokonaniu wszystkich dostępnych umysłów, zostanie pustka, nicość - brak celu, jako że cel został osiągnięty.
Jest pokojowa droga budowy wartości, wynikającą z kontaktu z innymi umysłami. To droga oparta o uznanie i szacunek - trochę na podobnej zasadzie, jak widzowie zachwycają się artystą grającym koncert, czy wystawiającym swoje dzieła plastyczne. Uznanie ludzi dla naszych dokonań buduje wartość, bo jest niezależne od widzimisię umysłu. Jest też chyba bardziej perspektywiczne od drogi rywalizacyjnej, bo twórczość jest czymś nieograniczonym, bo przestrzeń dzieł do tworzenia jest nieskończona.

Wskazany podział - rywalizacja vs pokojowe uznanie dla dokonań jest jednak dość umowny. Nie chciałbym go wiązać na sztywno z podziałem Raj - Piekło. Co prawda faktycznie miałbym tu wyraźne wskazanie na to, że stan idealny umysłu raczej wiąże się z pokojową formą kontaktu z innymi umysłami, zaś patologiczna rywalizacja, powiązana z pogardą dla drugiej strony jest właściwa dla świata zła, ale nie wykluczam tez jakichś pozytywnych form rywalizacji - jeśli ktoś chce i potrafi negatywne emocje utrzymać w ryzach, to czemuż by nie?... W pewnym sensie uważam bowiem aspekt rywalizacyjny za niezbywalny, czyli nie dający się do końca usunąć z układanki (ale o tym byłoby w zupełnie innym miejscu).

Czym więc byłby dla mnie Raj?
- To taki stan, w którym umysł wie, że jest AKCEPTOWANY I POTRZEBNY
- stan w którym umysł ma coś do zrobienia, jakąś TWÓRCZOŚĆ i, chociaż wymagać może ona pewnego trudu, to jest REALNIE MOŻLIWA DO REALIZACJI
- jest to też stan POZYTYWNEJ WYMIANY EMOCJI I INFORMACJI Z INNYMI UMYSŁAMI.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 13:44, 06 Lip 2015    Temat postu: Re: Raj, stan idealny człowieczeństwa

Postanowiłem jeszcze zrobić ten dopisek, bo chyba jest ważny dla całej koncepcji - dotyczy on elementu agresji, rywalizacji w kontekście Raju, idealnego człowieczeństwa.
W wizji wielu ludzi, w typowym przekonaniu Raj to takie miejsce, ludzie łażą po jakiejś łące, przygrywając sobie na harfie. Tak łażą, łażą, a że żywności im nie brakuje, wojen nie ma, agresji ani trochę też, więc tylko łażą i pewnie nabożne pieśni śpiewają. Takie trochę jakby radiomaryjne kółko, skupione na nabożnym nicnierobieniu.
Mój znajomy opowiadał mi o wizycie Świadków Jehowy w jego domu. W rozmowie poruszono kwestię Raju. Członkowie tej religii wyjaśniali, że Raj to takie miejsce, gdzie każdy ma swój domek, uprawia jakieś tam roślinki i ogólnie jest szczęśliwy. Mój znajomy miał ojca, który niezbyt cieszył się na taką wizję - mówił: ale ja bardzo nie lubię prac rolniczych! Dla mnie taka wizja szczęścia, związanego z grzebaniem się w ziemi jest nieatrakcyjna.
Podobno (sam tam nie byłem, więc weźmy tę deklarację z powątpiewaniem) tamci Świadkowie byli tak zaskoczeni deklaracją owego człowieka, że plan nawracania im się kompletnie "posypał", nie wiedzieli jak dalej przekonywać...
Wizja Raju w islamie też jest ciekawa - mężczyzna będzie miał w nim do dyspozycji podobno do 72 dziewic. Byłem ciekaw, czy dziewica pozostanie na zawsze dziewicą (musiałby być celibat, a chyba nie o to chodzi), czy też po upojnej nocy z muzułmaninem już by został zaakceptowany jej nowy (niedziewiczy) stan. Ostatnio gdzieś przeczytałem, że podobno dziewictwo w muzułmańskim raju miałoby się jakoś odnawiać.
Przyznam, że taka wizja też mi nie pasi. Tzn. nie są mi obca wizja przyjemności z płcią piękną; ale po pierwsze nie jestem wcale przekonany, żeby w idealnym świecie chodziło o jakąś permanentną deflorację, a po drugie traktuję kobiety podmiotowo i czułbym się w ogóle źle, gdyby mi zaproponowano taki nierównoważny układ - z jednej strony ja, a z drugiej aż 72 osoby, których nikt się nie pyta, czy chcą być ze mną, ani to czy im odpowiada rola bycia jedną z 72 do dyspozycji dla ich "pana". To dla mnie faktycznie zbyt seksistowska, nawet niehumanitarna koncepcja.
Podsumowując opisane wyżej wizje raju, które nazwałbym naiwnymi - nie uważam, aby tak wyglądał PRAWDZIWY RAJ. Powiem więcej, uważam że prawdziwy raj w wielu aspektach łamie wyobrażenia na temat tego, jak (w potocznym przekonaniu) idealna szczęśliwość wygląda. W szczególności odrzucam też wizję Raju rozumianą jako szczęście bezrozumowe, jako takie podłączenie do kroplówki wstrzykującej delikwentowi non stop jakiś narkotyk. A gość tylko ma odlot bez przerwy.... Nie, to nie jest raj. Przynajmniej wg mnie :nie:

Najlepszą wskazówką, jaką do tej pory słyszałem na temat raju (i piekła), było stwierdzenie, które padło z ust pewnej świętej: W piekle są obecne wszystkie znane z naszego świata cnoty, z wyjątkiem jednej - POKORY. Zaś w niebie są jakoś obecne wszystkie znane wady, z wyjątkiem jednej - PYCHY.
To jest wg mnie najlepsza wskazówka do poszukiwania konceptu idealnego stanu człowieczeństwa, raju. Czyli twierdzę, że w Raju, u obecnych tam umysłów, jest dalej świadomość zła, nienawiści, pogardy, słabości, lęku itp. itd. Jest świadomość, bo nikt tym umysłom nie odbiera ich mocy porównywania, wartościowania, wiedzy. Umysły w raju są SILNE.
Jezus o Janie Chrzcicielu mówi :
Jezus napisał:
(9) Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. (10) On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. (11) Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on. (12) A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je. (13)

(Ew. Mateusza 8:8-14,)

Chcę zwrócić uwagę na ten element: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on.
Wyraźnie przez niego przemawia wskazanie na aspekt MOCY u istot "w królestwie niebieskim", a więc i w Raju. W Raju umysły są MOCNE!
Co to oznacza?
Ano to oznacza, że się nie boją, nie unikają trudnej wiedzy, mają świadomość pełną tego, czym jest rzeczywistość. Nie są na jakimś "głupim jasiu", który blokuje po prostu przykre wrażenia, a zamienia je na przyjemne. Umysły w raju mogą więc i rywalizować, walczyć (jeśli zechcą), spojrzeć też na najciemniejsze zło. Ale jednocześnie - MAJĄ PEŁNIĘ PANOWANIA NAD DESTRUKCYJNĄ SIŁĄ WSZYSTKIEGO, CZEGO ÓW UMYSŁ DOTKNIE. Umysły w raju nie błądzą przypisując rzeczom niewłaściwe atrybuty, nie są rzucone w niespełnialne pragnienia.

Ale jak to połączyć z pokorą?....
Być silnym, a jednocześnie pokornym?...
Być może właśnie to jest tym najtrudniejszym zadaniem dla umysłu - połączenie tych (w pewnym ujęciu niemal ze sobą sprzecznych) aspektów.
Choć wg mnie...
Choć wg mnie akurat tak jest, że pomiędzy tymi aspektami występuje nie tyle sprzeczność, co właśnie wzajemne się wzmacnianie. Ale konstrukcja myślowa z tym związana taka trywialna nie jest. :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 20:50, 07 Lip 2015    Temat postu: Re: Raj, stan idealny człowieczeństwa

Tutaj pojawiła się mało merytoryczna dyskusja z Piotrem Rokubungi. Aby nie zaśmiecać tematu, który sam uważam za ważny na moim blogu, postanowiłem skorzystać z uprawnień administracyjnych (każdy ma takie na swoim własnym blogu) i przenieść te teksty do osobnego wątku http://www.sfinia.fora.pl/blog-michal-dyszynski,73/przeniesione-z-watku-o-raju-idealnym-stanie-czlowieczenstwa,7944.html

Od razu chciałbym zaznaczyć, że akurat w tym wątku nie zamierzam tolerować pisania w stylu "to strasznie głupie i bez sensu" i koniec, czyli bez poparcia swojej tezy jakąkolwiek analizą, nawiązaniem do treści itp. Jak stracę cierpliwość to takie teksty nawet nie będę przenosił, tylko do razu usuwał (jest szybciej, wystarczy kliknąć przycisk "x").
Na razie jednak kwestionowana odpowiedź (i następujące) Piotra są dostępne, wraz z moimi odpowiedziami.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 21:12, 07 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:11, 07 Lip 2015    Temat postu: Re: Raj, stan idealny człowieczeństwa

Wracając zaś do wątku o Raju i idealnym stanie człowieczeństwa.
Uważam w ogóle ten wątek za szczególnie ważny, a do tego nie tylko związany z religią. W zasadzie równie dobrze ten wątek mógłby dotyczyć po prostu rozważań na temat ORGANIZACJI SPOŁECZEŃSTWA IDEALNEGO, czyli czegoś co - choć na pewno w ograniczonym zakresie - dałoby się wprowadzić na naszym łez padole.

Teraz chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jeden kluczowy aspekt sprawy idealnego bytowania umysłu, szczęścia, spełnienia - tym aspektem jest PIĘKNO.
W osobnym wątku trochę naświetliłem moją definicję piękna: http://www.sfinia.fora.pl/blog-michal-dyszynski,73/piekno,7900.html. Jeśliby ją tutaj uznać, to szczęście (a przynajmniej ten rodzaj, który jest na pewno związany z pięknem) w dużym stopniu można uznać za pewien stan dany z zewnątrz - bo piękno odczuwa się automatycznie, naturalnie. Ale to byłoby jednak uproszczenie. Naszą umiejętność odczuwania piękna możemy doskonalić, możemy się uwrażliwiać, wreszcie możemy nawet blokować sobie dostęp do tych form piękna, które uznamy nie destrukcyjne (w jakimś stopniu przynajmniej).
Po co blokować?
Ano wyobraźmy sobie np. sytuację, w której piękno jakiejś osoby tak silnie na nas działa, że przestajemy rozsądnie myśleć i działać. Ja wierzę, że są takie formy piękna, które da się zsynchronizować między ludźmi. W idealnym stanie człowieczeństwa ludzie dzieliliby ze sobą odczuwanie piękna - po prostu ich szczęście z nim związane wzmacniałoby się nawzajem. Dzisiaj w normalnym życiu mamy pewne wskazówki, że tak może być - gdy przeanalizujemy ludzi na wspaniałych koncertach muzycznych, czy innych imprezach, na których piękno jest główną treścią. Wierzę, że w idealnym stanie da się ten aspekt znacząco udoskonalić.
Z resztą, nawet w tym zwykłym życiu można znaleźć sobie ludzi, z którymi będziemy myśleli, czuli podobnie, będziemy wzajemnie wynajdywali sobie sposoby dostępu do tego piękna, które wszyscy podobnie rozumieją. To wzmocni możliwości dostępu do piękna i szczęścia.

Piękno osoby
Szczególnym rodzajem piękna jest PIĘKNO OSOBY. Pewne wyjątkowo wspaniałe osoby są postrzegane jako piękne tak w sposób naturalny. W raju (tym religijnym) pewnie odczuwanie piękna osób (w szczególności Boga) może być głównym źródłem szczęścia (tak przynajmniej o tym pisze Biblia). Ale i w życiu ten aspekt da się chyba zauważyć. Są ludzie, z którymi chciałoby się być i być; rozmawiać z nimi, patrzeć na nich, słuchać ich. Ale nie każdy umie odczuć to piękno kontaktu z osoba wielkiego formatu. Przeszkodą tutaj może być skupienie się na sprawach niższego rzędu - pieniądzach, władzy, przyjemnościach czysto biologicznych, bez dodatku duchowego. Takie przyziemne osoby zwykle nie zauważają, jak wielki skarb mają często tuż obok siebie. One są ślepie i głuche na osobowe piękno.
A może właśnie ta szczególna umiejętność - dostrzegania piękna osoby - jest swego rodzaju przepustką do religijnego raju?... Bo jeśli ktoś nie czuje takiego najważniejszego piękna, to w ogóle jak może być trwale szczęśliwy?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 19:38, 08 Lip 2015    Temat postu: Re: Raj, stan idealny człowieczeństwa

Tutaj usunąłem post Piotra Rokubungi, który nie zawierał treści merytorycznej, kolidując formą wypowiedzi z regulaminem forum sfinia.

Jeśli Piotr nie zacznie pisać w sposób kulturalny, to na mojej części forum dostanie bana. A jednocześnie jego sprawa stanie na ogólnym forum administracyjnym sfinii.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 19:45, 08 Lip 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 21:55, 08 Lip 2015    Temat postu:

A Michałek znów marudzi i się rządzi. Tym razem ci odpuszczę dla "wspólnego dobra" śfiniaków i tego rypniętego forum. Ale, gdy ktoś za bardzo chce porządzić, to sugerować może jego związek z wieśniakami z PSL-u. :mrgreen: ;-P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:04, 08 Lip 2015    Temat postu:

A teraz bardziej merytorycznie... Sugerujesz Michałku, że w Raju- czy też raju- istnieje społeczeństwo? W dodatku idealne? A skąd to niby wiesz lub na jakiej podstawie tak przypuszczasz?? Spróbuj może pisać więcej sensownych konkretów, a mniej bajek. I to na razie tyle, bo wracam do oglądania "Ronina"- jednego z niewielu dobrych yankeskich filmów; oraz bo z głupotami [bajaniami] dyskutować nie mam zamiaru. :fuj:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hushek




Dołączył: 23 Lut 2011
Posty: 6778
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: umiłowany kraj
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:23, 08 Lip 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
A teraz bardziej merytorycznie... Sugerujesz Michałku, że w Raju- czy też raju- istnieje społeczeństwo? W dodatku idealne? A skąd to niby wiesz lub na jakiej podstawie tak przypuszczasz?? Spróbuj może pisać więcej sensownych konkretów, a mniej bajek. I to na razie tyle, bo wracam do oglądania "Ronina"- jednego z niewielu dobrych yankeskich filmów; oraz bo z głupotami [bajaniami] dyskutować nie mam zamiaru. :fuj:
Ten post jest jak najbardziej merytoryczny.

No właśnie - skąd wie Michał Daszyński jak jest w raju, czy tam Raju ?

Na przestrzeni wieków w samych kościołach chrześcijańskich (nie mówiąc już o innych religiach monoteistycznych, a i to nie tylko) koncepcja Raju zmieniała się od całkiem realnego Ogrodu, po ledwie wyimaginowaną przestrzeń nie do ogarnięcia ludzkim umysłem.

Więc jak to jest Michale wg Ciebie ?

Do Piekła (piekła) możemy przejść w drugim rozdaniu - czemu nie ?

Przy koncepcji Czyśca (czyśca) zaś - polegniesz napewno :wink:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 0:16, 09 Lip 2015    Temat postu:

hushek napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
A teraz bardziej merytorycznie... Sugerujesz Michałku, że w Raju- czy też raju- istnieje społeczeństwo? W dodatku idealne? A skąd to niby wiesz lub na jakiej podstawie tak przypuszczasz?? Spróbuj może pisać więcej sensownych konkretów, a mniej bajek. I to na razie tyle, bo wracam do oglądania "Ronina"- jednego z niewielu dobrych yankeskich filmów; oraz bo z głupotami [bajaniami] dyskutować nie mam zamiaru. :fuj:
Ten post jest jak najbardziej merytoryczny.

No właśnie - skąd wie Michał Daszyński jak jest w raju, czy tam Raju ?

Na starcie zupełnie dla porządku: Daszyński to byl Ignacy - polityk. Ja tam jestem Dyszyński (nie polityczny, a czasem nawet apolityczny)- przez dwa igreki w środku nazwiska. To tak dla porządku bo irytujące jest oglądanie napisanego własnego nazwiska - nie nazwiska.

Ale już wracając do merituma.
Odpowiem od razu dwóm osobom, bo chyba to będzie odpowiedź...
Skąd wiem, jak JEST w Raju?
Ależ wcale nie WIEM. A nawet nie wiem też, czy aż tak bardzo chcę to wiedzieć konkretnie na moim etapie. Dlatego może i nie chcę wiedzieć, że to mi daje okazję do POGDYBANIA (co mnie rajcuje). Jak bym wiedział, to z gdybania nici, bo jak tu gdybać, gdy coś jest zupełnie jasne.
Mój Raj to przede wszystkim KONCEPCJA. Nie chcę uzurpować sobie praw do opisywania prawdziwego raju, również dlatego, że pewnie zaraz by mnie opadła sfora mądrali religii wszelkich, którzy wiedzieliby to lepiej, a mnie odsądzili od czci i wiary.
Tak więc mój raj jest TEORETYCZNY. I taki ma być!
Po co to się w taką teorię bawić? - to jest oczywiste pytanie.
I tu odpowiedź znowu jest kluczowa: dla poznania samego siebie. Jeśli już ustalę co jest DLA MNIE Rajem, stanem idealnym, to po prostu będę wiedział czego chcę w życiu! W jakimś sensie dowiem się też, kim jestem. Rozwiążę sobie dość podstawowy problem szamotania się z rzeczami, które pewnie i tak nic by mi nie przyniosły wartościowego. Warto sobie wymodelować cel, bo jeśli to się uda, będę przynajmmniej wiedział jakie drogi prowadzą donikąd. A to już bardzo dużo!
hushek napisał:

Na przestrzeni wieków w samych kościołach chrześcijańskich (nie mówiąc już o innych religiach monoteistycznych, a i to nie tylko) koncepcja Raju zmieniała się od całkiem realnego Ogrodu, po ledwie wyimaginowaną przestrzeń nie do ogarnięcia ludzkim umysłem.

Jak widać, religie też się doskonalą.

hushek napisał:


Do Piekła (piekła) możemy przejść w drugim rozdaniu - czemu nie ?

Przy koncepcji Czyśca (czyśca) zaś - polegniesz napewno :wink:

Piekło już przy Raju trzeba będzie nieraz zahaczyć myślą. Bez tego trudno, bo umysł rzeczy widzi jako grę przeciwieństw, więc czasem po prostu nie da się czegoś wytłumaczyć bez sięgania do zaprzeczenia.
Ale faktycznie, pewnie warto by piekłu poświęcić osobny rozdział.
Czyściec...
Hmmmm... Znowu - interesująca koncepcja. Zbyt dużo bym tu do powiedzenia nie miał, ale może odrobinkę tak. Tylko może trochę później - przy okazji piekła. :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 4:08, 09 Lip 2015    Temat postu:

Michałku, jak- niejako w przeciwieństwie do ciebie- jestem raczej typem dość aspołecznym [choć wynika to bardziej z odmiany anankastycznej, niż dyssocjalnej]. M. in. dlatego uważam, że poznawanie samego siebie zachowuj raczej dla siebie, a nie epatuj swoimi fantazjami, "gdybaniami" na forum. Aczkolwiek nie powinienem ci tego jakoby zabraniać- bo nie jest to działanie szkodliwe, a wynika oczywiście z twoich osobistych potrzeb. Więc postaram się więcej unikać negatywnego komentowania takiego typu zachowań, pomimo, że akurat mnie trochę wkurwia takie bajanie, fantazjowanie na tym szerszym forum, mającym z złożenia być raczej- choć w przybliżeniu- naukowym, a przynajmniej zawierającym treści dotyczące bardziej konkretów. Tu może ktoś zauważyć, iż ja także często tutaj "fantazjuje". Jednak mam przeczucie, że moje fantazjowanie do czegoś konkretnego prowadzi- do odkrywania i pogłębiania "metawiedzy"- i nie jest zupełnie bezpodstawne. Natomiast ty nieraz opisujesz jakoby swoje chwilowe [czasem zależne od nastroju] spostrzeżenia n/t zjawisk dość powszechnych i oczywistych, często też nie przedstawiając żadnych z nich wynikających wniosków, konkluzji, związków z szerszym kontekstem. Moim zdaniem taki styl rozumowania i pisania pasuje bardziej do opowiadań, powieści [może też popularnonaukowych trochę], ale słabo do dyskusji (para)naukowej, wnioskowania, analizowania, czy tworzenia hipotez.
Wracając ściślej do tematu wątku: dość wyraźnie pomieszałeś to, co mogłoby być twoim OSOBISTYM rajem, ustalaniem i realizowaniem twych INDYWIDUALNYCH celów, z próbą definiowania raju, jako pewnego, raczej permanentnego, stanu istnienia pewnych bytów [ludzkich]- przykładowo nirwany, satori; albo też z próbą odnoszenia się do już istniejących opisów, definicji rajów. To nieco tak jakbyś w temacie metafizycznym, meta-naukowym zamieszczał pewne prywatne "wynurzenia" z autoterapii psychologicznej. Trochę to nie przystaje do siebie [choć można też zauważyć kilka zbieżnych punktów- ale to za mało jednak].
A co do modelowania celu w [tym] życiu. Wedle mnie prawdą jest, iż człowiek głupim się rodzi i właściwie głupim umiera. Chodzi o to, że nigdy nie istnieje ostateczny, jedynie słuszny cel, czy nawet grupa takich celów. Człowiek zawsze błądzi, całe swe doczesne życie- i na tej drodze wciąż zmienia cele, albo przynajmniej osobisty do nich stosunek, ich przeżywanie, rozumienie. Już choćby to ukazuje, że prawdziwym jedynym celem jest brak celów [szczegółowych, konkretnych]. Prawdziwe "odczucie raju", szczęścia zachodzi wtedy, gdy brak jakichkolwiek sprzeczności, wątpliwości, ale też zadań, celów, nawet potrzeb mogących być zaspokojonymi jedynie w drodze zdobywania, "wyrywania sobie". To jest właśnie nirwana- czyli nie indywidualne, subiektywne odczucie "dążenia do słusznych, acz własnych, celów", lecz pełna akceptacja prawdziwej natury rzeczy, prawdziwej Rzeczywistości.

Dalej napisałeś "jak widać, religie też się doskonalą". Czy na pewno doskonalą? Skąd wiesz, że zmienność poglądów religijnych prowadzi do- jakkolwiek dokładnie rozumianego- udoskonalenia, a nie jest po prostu skutkiem zwykłego błądzenia myśli, mieszania wyobrażeń religijnych, wynikającym z tego, że brakuje tam oparcia na "twardszych faktach"?

Na koniec kilka słów o czyśćcu. Moim zdaniem nasze ziemskie życie dość odpowiada wyobrażeniu i funkcji czyśćca; w sporej mierze wygląda jak rodzaj testu...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hushek




Dołączył: 23 Lut 2011
Posty: 6778
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: umiłowany kraj
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 7:42, 09 Lip 2015    Temat postu:

Cytat:
Ja tam jestem Dyszyński (nie polityczny, a czasem nawet apolityczny)- przez dwa igreki w środku nazwiska. To tak dla porządku bo irytujące jest oglądanie napisanego własnego nazwiska - nie nazwiska.
Oczywiście przepraszam, to było nie zamierzone i nie powinno sie zdarzyć... :(

Piszesz, że religie sie doskonalą. A może błądzą ? Bierzerz to pod uwagę ?

Wymyślanie swojej koncepcji Raju jest niczym innym jak polemiką z religią, a czasami próbą definiownia jej na swoj sposób. Ja pojmuje wiarę w sposób ortodoksyjny - wierzysz w to co ona głosi lub nie. A to, że sie zmieniają założenia/koncepcje - choćby raju/piekła...a to już zupełnie inna sprawa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 11:12, 09 Lip 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
[color=darkred] M. in. dlatego uważam, że poznawanie samego siebie zachowuj raczej dla siebie, a nie epatuj swoimi fantazjami, "gdybaniami" na forum. Aczkolwiek nie powinienem ci tego jakoby zabraniać- bo nie jest to działanie szkodliwe, a wynika oczywiście z twoich osobistych potrzeb.

Otóż jestem przekonany, że odkrywamy siebie, komunikując się i odkrywając innych ludzi. Gdy widzimy czyjś czyn, a potem go oceniamy, to podstawą do tej oceny jest odwołanie do siebie - w stylu: ja bym to zrobił inaczej, można było postąpić lepiej. Gdy odkryję coś dla siebie, to odkryję to jednocześnie dla innych. Może nie dla wszystkich, ale przynajmniej dla tych, którzy są wystarczająco podobni do mnie.
Jednocześnie jednak, jeśli ktoś przekaże mi jakieś swoje osobiste odkrycie, to znowu ja - zakładając wspólną człowieczą naturę jego i moją - mam powód, aby przejrzeć się niejako w tym odkryciu, spytać się, czy u mnie jest to samo, czy się różnię, czy może właśnie działamy w bardzo podobny sposób.


Piotr Rokubungi napisał:
wkurwia takie bajanie, fantazjowanie na tym szerszym forum, mającym z złożenia być raczej- choć w przybliżeniu- naukowym, a przynajmniej zawierającym treści dotyczące bardziej konkretów. Tu może ktoś zauważyć, iż ja także często tutaj "fantazjuje". Jednak mam przeczucie, że moje fantazjowanie do czegoś konkretnego prowadzi- do odkrywania i pogłębiania "metawiedzy"- i nie jest zupełnie bezpodstawne. Natomiast ty nieraz opisujesz jakoby swoje chwilowe [czasem zależne od nastroju] spostrzeżenia n/t zjawisk dość powszechnych i oczywistych, często też nie przedstawiając żadnych z nich wynikających wniosków, konkluzji, związków z szerszym kontekstem.

Ależ wnioski są. I to bardzo konkretne. Tylko nie od razu to widać.
Jeśli kiedyś miałeś okazję prześledzić obróbkę matematyczną jakiegoś modelu fizycznego, to pewnie zauważyłbyś, że jest mnóstwo teoretyzowania, analizowania założeń, potem skomplikowanych przekształceń matematycznych, a na końcu dopiero pojawia się jakiś prosty wniosek w stylu: model sprawdza się w doświadczeniem na poziomie 2ch odchyleń standardowych. Wniosek jest dopiero ukoronowaniem takiego żmudnego "fantazjowania".
Poza tym to nie jest forum naukowe ściśle, a Światopoglądowe i Filozoficzne. A to dość istotna różnica. Reżim naukowy nie jest tu w pełni zachowany, bo przebrnąć przez niego trudno jest czasem nawet zaprawionym w tej materii.

Piotr Rokubungi napisał:
Prawdziwe "odczucie raju", szczęścia zachodzi wtedy, gdy brak jakichkolwiek sprzeczności, wątpliwości, ale też zadań, celów, nawet potrzeb mogących być zaspokojonymi jedynie w drodze zdobywania, "wyrywania sobie". To jest właśnie nirwana- czyli nie indywidualne, subiektywne odczucie "dążenia do słusznych, acz własnych, celów", lecz pełna akceptacja prawdziwej natury rzeczy, prawdziwej Rzeczywistości.

Właśnie to chce ustalić. I mam wątpliwości.
Właściwie mi wcale nie przeszkadzałoby mieć w Raju wątpliwość na jakiś temat. Mnie akurat wątpliwość nie boli, a nawet jest jakoś ciekawa. Nie pasuje mi też brak zadań. Ja twierdzę, że osoby w Raju są TWÓRCZE, czyli robią różne rzeczy - np. parają się filozofią :) .

hushek napisał:
Piszesz, że religie sie doskonalą. A może błądzą ? Bierzerz to pod uwagę ?

Zapewne również błądzą. Nie tylko biorę to pod uwagę, ale wręcz zakładam taki scenariusz.

hushek napisał:
Wymyślanie swojej koncepcji Raju jest niczym innym jak polemiką z religią, a czasami próbą definiownia jej na swoj sposób. Ja pojmuje wiarę w sposób ortodoksyjny - wierzysz w to co ona głosi lub nie. A to, że sie zmieniają założenia/koncepcje - choćby raju/piekła...a to już zupełnie inna sprawa.

Ja z kolei konstrukty myślowy zbiorowego "wierzenia" wszystkich ludzi w jakiś byt myślowy zdefiniowany przez religię traktuję jako fikcję. Jak się spyta przeciętnego katolika rzymskiego, czy potrafi wymienić bodaj ze 3 dogmaty jego wiary, to okaże się, że nie potrafi. Może nawet większą wiedzę na temat dogmatyki katolickiej mają wojujący ateiści, niż wyznawcy (nawet ci gorliwi). W gruncie rzeczy bardzo wielu katolików ma światopogląd w stylu jestem katolikiem, bo chodzę do kościoła i jestem uczciwy (obojętnie jak jest naprawdę w tym względzie). A szczegółami jak ma wierzyć, co traktować za prawdę, a co nie, przeciętny katolik właściwie nie zaprząta sobie głowy. To samo jest oczywiście z większością innych wyznawców religii. A nawet tam, gdzie któryś z nich jest w stanie wymienić jakiś kanon swojej wiary, to gdyby go z kolei przeegzaminować ze spójności owych twierdzeń, wziąć na spytki, czy rozumie to co słowami deklaruje, to "posypią się" nawet ci bardzo mądrzy i niby świadomi. Słowo "wierzyć" duża część ludzi traktuje jako "wyznawać". Dla mnie to nie jest słuszne utożsamienie. I tak wierzymy w to co jakoś tam rozumiemy. Jeślibym powiedział komuś: masz uwierzyć w |SKDG, to pewnie ten ktoś się żachnie i powie: jak mam uwierzyć w coś, co nie wiem czym jest? Żądasz rzeczy niemożliwej. Dopiero wymodelowanie sobie celu wiary (jakkolwiek, np. poprzez dyskusję zależności w tym zakresie) daje jakieś podstawy, aby termin "wiara" zyskał szansę na realne zaistnienie w umyśle.

Dlatego jak przyjąłem tryb wg mnie bezpieczny - WYMYŚLAM SOBIE WŁAŚCIWIE MOJĄ RELIGIĘ - biorąc jednak na wzorzec istniejące koncepcje religijne, ale odrzucając co wydaje mi się niespójne, niepotrzebne. Nie upieram się, że jest to jedyna słuszna religia, że wszyscy wokół mają się na nią nawrócić. Z resztą, może nawet zrezygnuję z jakiejś części jej wniosków - np. przekonany w jakiś sposób, że jednak ktoś tu wie lepiej. Ale to nie zmienia postaci sprawy, że będę przyjmował tą zewnętrzną religię MAJĄC JUŻ JAKIEKOLWIEK POJĘCIE o zależnościach występujących w sprawie.

Podam tu analogię z mojej zawodowej dziedziny - dydaktyki. Mniej ważne jest (dla nauczyciela sprawdzającego klasówkę), czy konkretne zadanie - np. z rachunków - dało poprawny wynik, a to czy uczeń po kolei dobrze stosował przekształcenia. Jeśli ostatecznie zrobil nawet jakiś błąd - np. omsknęła mu się jedna cyfra, ale operacje były poprawne, to nauczyciel gotów jest często zaliczyć zadanie, mimo że wynik jest nieprawidłowy. Bo chodzi o sprawdzenie, czy tenże uczeń MA WYBUDOWANĄ W SWOIM UMYŚLE PRZESTRZEŃ ODNIESIEŃ. Ta przestrzeń może być budowana na materiale testowym, czasem nieaktualnym, czasem całkiem błędnym (!). Ale jeśli umysł ogarnia zależności, to najważniejsze się dokonało. A właściwie na błędach uczymy się czasem skuteczniej, niż na poprawnie wykonanych zadaniach.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1536
Przeczytał: 11 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 12:53, 09 Lip 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:


Piotr Rokubungi napisał:
Prawdziwe "odczucie raju", szczęścia zachodzi wtedy, gdy brak jakichkolwiek sprzeczności, wątpliwości, ale też zadań, celów, nawet potrzeb mogących być zaspokojonymi jedynie w drodze zdobywania, "wyrywania sobie". To jest właśnie nirwana- czyli nie indywidualne, subiektywne odczucie "dążenia do słusznych, acz własnych, celów", lecz pełna akceptacja prawdziwej natury rzeczy, prawdziwej Rzeczywistości.

Właśnie to chce ustalić. I mam wątpliwości.
Właściwie mi wcale nie przeszkadzałoby mieć w Raju wątpliwość na jakiś temat. Mnie akurat wątpliwość nie boli, a nawet jest jakoś ciekawa. Nie pasuje mi też brak zadań. Ja twierdzę, że osoby w Raju są TWÓRCZE, czyli robią różne rzeczy - np. parają się filozofią :)


I ot TO! :)
Ludzie dążą do tej pewności, tego poznania Prawdy ale czy gdyby to osiągnęli byłoby im lepiej? Czy tu na Ziemi, czy w jakimś Raju...
W sumie takie POZNANIE oznaczałoby jakiś KONIEC.
Doznawać POZNANIA, a chwilę później znów NIC na pewno nie wiedzieć, to takie "zjeść ciastko i mieć ciastko" ..... czyli mniammmm ;-P


Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Czw 12:55, 09 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 13:47, 09 Lip 2015    Temat postu:

JanelleL. napisał:
Ludzie dążą do tej pewności, tego poznania Prawdy ale czy gdyby to osiągnęli byłoby im lepiej? Czy tu na Ziemi, czy w jakimś Raju...
W sumie takie POZNANIE oznaczałoby jakiś KONIEC.
Doznawać POZNANIA, a chwilę później znów NIC na pewno nie wiedzieć, to takie "zjeść ciastko i mieć ciastko" ..... czyli mniammmm ;-P

:brawo: :*
Właśnie dla takich wniosków założyłem ten wątek!
Cieszę się, że to ktoś je pociągnął, a nie musiałem to robić ja. Zorientowanie się, że wcale nie muszę wiedzieć wszystkiego, a właściwie to nawet NIE CHCĘ WIEDZIEĆ WSZYSTKIEGO jest wg mnie bardzo cennym życiowym odkryciem. I ma ono znaczenie nie tylko dla koncepcji Raju, ale dzisiaj - tu i teraz.

Postawienie pytań o stan idealny dla umysłu, dla człowieka jest wg mnie bardzo twórcze jeśli chodzi o rozprawianie się z własnymi myślowymi, emocjonalnymi iluzjami. Odpowiedź na pytanie: czy naprawdę tego chcę, do czego dążę, czy rzeczywiście tego potrzebuję? często okazuje się zaskakująca.
Weźmy pod uwagę aspekt kontroli. Normalnie w życiu ludzie dążą do maksymalizacji swojej kontroli nad otoczeniem, nad ludźmi. Są przekonani, że gdyby tej kontroli było więcej, to oni byliby szczęśliwsi. Tymczasem często jest tak, że uzyskanie owej kontroli, a szczególnie przesada w niej, daje efekt przeciwny do wyobrażonego - bycia szczęśliwym.
Podam dość prosty przykład - miłość drugiej osoby. Wiele ludzi dąży do kontroli partnera, do tego, aby móc wpływać na to co on mówi, co robi. Ale jednocześnie pragną czegoś dokładnie przeciwnego - SPONTANICZNYCH reakcji, szczególnie w zakresie miłości oddania. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy ktoś daje nam możliwość pełnej kontroli nad umysłem naszego partnera - możemy całkowicie wymusić na nim nieodparte przywiązanie, oddanie itp. Ale dokładnie w ten sposób pozbawiamy się tej największej radości, jaką owa milość daje - czyli spontaniczne, wypływające z ROZPOZNANIA NAS, wolnego polubienia, pokochania WYBRANIE (!). Ludzie pragną w miłości być wybrani, bo miłość jest formą wybrania, a jednocześnie, poprzez wymuszanie kontroli, właśnie tę możliwość sobie zamykają.
Dlatego twierdzę, że w stanie idealnym dla umysłu(ów) związki będą realizowane przy minimalnym dodatku kontroli (jeśli już, to kontrola będzie dobrowolna), natomiast pojawi się niezmienny miłosny aspekt wybrania, wolnego zaakceptowania.
Ale to się pewnie życiowym "kontrolerom" nawet nie śni...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 14:56, 09 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:35, 09 Lip 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Otóż jestem przekonany, że odkrywamy siebie, komunikując się i odkrywając innych ludzi. Gdy widzimy czyjś czyn, a potem go oceniamy, to podstawą do tej oceny jest odwołanie do siebie - w stylu: ja bym to zrobił inaczej, można było postąpić lepiej. Gdy odkryję coś dla siebie, to odkryję to jednocześnie dla innych. Może nie dla wszystkich, ale przynajmniej dla tych, którzy są wystarczająco podobni do mnie.
Jednocześnie jednak, jeśli ktoś przekaże mi jakieś swoje osobiste odkrycie, to znowu ja - zakładając wspólną człowieczą naturę jego i moją - mam powód, aby przejrzeć się niejako w tym odkryciu, spytać się, czy u mnie jest to samo, czy się różnię, czy może właśnie działamy w bardzo podobny sposób.
Masz w tym sporo racji. Ja zbyt mało "słucham" i konfrontuję się z innymi ludźmi, z ich poglądami. M.in. dlatego mam dość ograniczony światopogląd- co nie znaczy, że mniej prawdziwy, czy mniej słuszny. Jednak należy też uważać, aby nie popaść w drugą skrajność- aby nie słuchać bezkrytycznie wszystkich innych i nie "rozpłynąć się" wśród mnóstwa ich różnych poglądów, zapatrywań.
Michał Dyszyński napisał:
Ależ wnioski są. I to bardzo konkretne. Tylko nie od razu to widać.
No, ja niezbyt je widzę; przynajmniej nie jakieś istotne, postępowe.
Michał Dyszyński napisał:
Jeśli kiedyś miałeś okazję prześledzić obróbkę matematyczną jakiegoś modelu fizycznego, to pewnie zauważyłbyś, że jest mnóstwo teoretyzowania, analizowania założeń, potem skomplikowanych przekształceń matematycznych, a na końcu dopiero pojawia się jakiś prosty wniosek w stylu: model sprawdza się w doświadczeniem na poziomie 2ch odchyleń standardowych. Wniosek jest dopiero ukoronowaniem takiego żmudnego "fantazjowania".
Tu zgoda, masz rację.
Michał Dyszyński napisał:
Poza tym to nie jest forum naukowe ściśle, a Światopoglądowe i Filozoficzne. A to dość istotna różnica.
W nazwie ma również "naukowe"- ale w sumie mniejsza z tym.
Michał Dyszyński napisał:
Właśnie to chce ustalić. I mam wątpliwości.
A w jaki sposób chcesz to ustalić? Da się tu zastosować jakieś metody naukowe, analizę logiczną?
Michał Dyszyński napisał:
Właściwie mi wcale nie przeszkadzałoby mieć w Raju wątpliwość na jakiś temat. Mnie akurat wątpliwość nie boli, a nawet jest jakoś ciekawa. Nie pasuje mi też brak zadań. Ja twierdzę, że osoby w Raju są TWÓRCZE, czyli robią różne rzeczy - np. parają się filozofią :)
Tu znów piszesz o swoim chciejstwie, widzimisię, o fantazjach i wyobrażeniach swoich. W ten sposób mógłbyś np. namalować pewnie ładny obraz, ale nie poważnie, rzeczowo dyskutować. Tym bardziej, że te twoje wizje raju, szczęśliwości są bardzo indywidualne i w znaczący sposób odstają od szerzej przyjętych koncepcji takich stanów [miejsc?] w większości nurtów filozoficznych czy religijnych, mistycznych. Ani to satori, ani nirwana, ani walhalla, ani eden, ani dżannah...
Michał Dyszyński napisał:
Dlatego ja przyjąłem tryb wg mnie bezpieczny - WYMYŚLAM SOBIE WŁAŚCIWIE MOJĄ RELIGIĘ
I to ma być bezpieczne? Takie raczej swobodne fantazjowanie, wymyślanie.? Dziwne...
JanelleL. napisał:
Ludzie dążą do tej pewności, tego poznania Prawdy ale czy gdyby to osiągnęli byłoby im lepiej? Czy tu na Ziemi, czy w jakimś Raju...
W sumie takie POZNANIE oznaczałoby jakiś KONIEC.
Tak- koniec wątpliwości. A to właśnie one są przyczyną wszelkiego bólu, nieszczęścia, rozdarcia.
JanelleL. napisał:
Doznawać POZNANIA, a chwilę później znów NIC na pewno nie wiedzieć, to takie "zjeść ciastko i mieć ciastko"
To nie "zjeść ciastko i mieć ciastko", lecz "wydawać się tak i wydawać się inaczej"- pełne skonfundowanie, poczucie nieszczęścia.

To, co następnie pisze Michał Dyszyński w ostatnim swoim post'cie w tym wątku jest, wg mnie, kolejną pomyłką i złudzeniem "samonapędzającego się" rozumu. Przede wszystkim napisano tam o celach, dążeniach, potrzebach. Umysł wyzwolony w stanie raju [nirwany] nie ma celów, dążeń, ani potrzeb. Trochę na marginesie, zauważam w wypowiedziach tutaj Michała i Janelle pewną ekspresję obawy przed pustką, przed śmiercią świadomości, rozumu, myślenia- a wiec i ukierunkowanego rozumowania na potrzeby, cele, wedle wyuczonych schematów myślenia. To jest zresztą ogólna "cecha" strachu przed śmiercią; świadomość obawia się, że Ja zniknie, gdy ona przestanie funkcjonować. Lecz jest to tylko złudzenie, które jest obrazowane w wielu największych religiach [czyli "wynurzeniach z podświadomości"- wg mojego ujęcia] i koncepcjach filozoficznych. Otóż świadomość, czyli ego, jest narzędziem i funkcją Ja- bo to prawdziwe Ja jest duszą, czyli cząstką Woli bożej [w ujęciu moim, poniekąd panteistycznym; nie mylić z Boską Wolą w rozumieniu chrześcijańskim- choć pewne zbieżności tu występują], która jest wieczna, nieśmiertelna, istnieje zawsze, dopóki istnieje Siła boska w Przyrodzie. A przejawia się w świecie realnym, fizycznym, jako energia. Takie dość odległe, ogólne i trochę niezbyt adekwatne porównanie- ale nie przychodzi mi teraz do głowy lepsze: Komputer istnieje nadal, pomimo wyłączenia go, odcięcia od zasilania i wykasowania mu całej pamięci.
A co do aspektu miłości, o którym napisał w ostatnim post'cie Michał: Taka [doskonała] miłość polega przede wszystkim na bezgranicznym zaufaniu i braku wątpliwości. W tym m. in. jest stanem zbliżonym do nirwany, do "raju", odczucia wszelakiego szczęścia. W takiej miłości nie musze nawet znać tej drugiej osoby, nie muszę o niej wiedzieć, ba, nie muszę znać siebie- bo i tak oczywiste jest, ze jesteśmy jednością, tym samym i tożsamym. O podobnej sytuacji "powiada" również Chrystus w swym przedstawianiu istnienia w Królestwie Niebieskim i istnienia ludzi w pełnej harmonii i zjednoczeniu ze sobą.


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Czw 22:39, 09 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:09, 09 Lip 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Tu znów piszesz o swoim chciejstwie, widzimisię, o fantazjach i wyobrażeniach swoich. W ten sposób mógłbyś np. namalować pewnie ładny obraz, ale nie poważnie, rzeczowo dyskutować.

Ależ tak - piszę o swoim chciejstwie. Piszę NA POWAŻNIE! I piszę o tym chciejstwie RZECZOWO. I o obrazie też.
Właśnie taki mam cel w mojej dyskusji - pogadać o chciejstwie - moim, ale też i innych ludzi. Temat dobry, jak każdy inny...

Ja z kolei nie bardzo potrafię zrozumieć, dlaczego to w ogóle miałby być problem, ze oto tutaj rozważam taką rzecz jak chciejstwo, jak moje pragnienia, uczucia?
Przypominam, że tematem wątku jest Raj, czyli hipotetyczny stan-miejsce, w którym ludzka świadomość czuje się szczęśliwa, spełniona. To jak w ogóle podejść do tego tematu inaczej, niż analizując co świadomości daje radość, szczęście, spełnienie?
No kurczę! Jak w ogóle inaczej?
Gdyby tematem wątku było coś, co nie zależy od ludzkich pragnień, ale było fenomenem obiektywizowalnym - np. fakty historyczne, czy naukowe, to bym swoich pragnień w to nie mieszał. Ale tutaj po prostu to jest CEL. Celem moim jest właśnie ustalenie na czym polega odczucie szczęśliwości, spełnienia, w jakich warunkach mogłoby ono wystąpić. Bo to właśnie te warunki byłyby - hipotetycznie - obecne w raju.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 0:01, 10 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 3:07, 10 Lip 2015    Temat postu:

Przypominam, ze fakty historyczne czy naukowe także wynikają z ludzkich działań, za którymi stoją ludzkie pragnienia. :) A również interpretacja tych faktów nieraz- "niesłusznie"- zależy od ludzkich pragnień i dążeń.
Cytat:
Przypominam, że tematem wątku jest Raj, czyli hipotetyczny stan-miejsce, w którym ludzka świadomość czuje się szczęśliwa, spełniona. To jak w ogóle podejść do tego tematu inaczej, niż analizując co świadomości daje radość, szczęście, spełnienie?
I tu się zasadniczo wielce różnimy- bo w "moim raju" świadomość nie istnieje. Chociaż faktycznie w wielu modelach rajów jednak występuje świadome życie, a nawet życie cielesne, niezbyt różniące się od tego doczesnego. Jedynie w modelach dalekowschodnich, np. hinduistycznych i buddyjskich- też niektórych tylko- są raje, gdzie brak świadomości w klasycznym znaczeniu [np. określenie nirwany jako nirodha lub viraga ale też śanti]. I ja się skłaniam właśnie ku takiemu wyobrażeniu raju.
Jak tak sobie poczytałem więcej, to trafiłem właśnie na filozofię adwajtawedanty, w której to koncepcje brahmana- jako boga nirguna, atmana- jako jaźni oraz maji- jako złudzenia rzeczywistości, bardzo odpowiadają moim poglądom na kosmos i człowieka [w nim].
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 10:29, 10 Lip 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Chociaż faktycznie w wielu modelach rajów jednak występuje świadome życie, a nawet życie cielesne, niezbyt różniące się od tego doczesnego. Jedynie w modelach dalekowschodnich, np. hinduistycznych i buddyjskich- też niektórych tylko- są raje, gdzie brak świadomości w klasycznym znaczeniu [np. określenie nirwany jako nirodha lub viraga ale też śanti]. I ja się skłaniam właśnie ku takiemu wyobrażeniu raju.
Jak tak sobie poczytałem więcej, to trafiłem właśnie na filozofię adwajtawedanty, w której to koncepcje brahmana- jako boga nirguna, atmana- jako jaźni oraz maji- jako złudzenia rzeczywistości, bardzo odpowiadają moim poglądom na kosmos i człowieka [w nim].

Ja nie chcę tutaj przesądzać modelu raju. Ale jeśli w ogóle o nim mówimy, to chyba zakładamy, że on jest, a służy do zadawalania szczęściem bytów świadomych. Więc jakieś takie daleko posunięte rozpływanie owej świadomości, coś zbliżonego do nieistnienia, traktuję jako ekstremum dla koncepcji Raju. Ale nie odrzucam oczywiście z dyskusji, choć też nie przyjmuję jako głównej opcji.

Raj na ziemską modłę
Przyszło mi do głowy, jako pewien punkt odniesienia (bardzo ważny!) określić raj w stylu znanym nam na ziemi - może po prostu spełnienie wszystkich dobrze zrozumiałych ziemskich marzeń, pragnień, oczekiwań.
Dobrym chyba modelem ziemskiego raju byłoby
- bycie zakochanym (szczęśliwie!) i bycie z tą wybraną osobą. Najlepiej byłoby chyba być zakochanym od niedawna, na świeżo w okresie maksymalnej intensywności uczucia. Osoba, którą kochamy kocha nas właśnie w ten sposób, jak lubimy, jak tego oczekujemy.
- odsunięcie ziemskich trosk - czyli mamy pieniędzy bez ograniczeń, nie musimy pracować na swoje utrzymanie, i oczywiście nie grozi nam żaden atak bandziorów, terrorystów itp. Rodzina i ci, których kochamy, lubimy (bracia, rodzice itp...) jest też bezpieczna, nikomu nic nie grozi, wszyscy są zdrowi.
- zdrowie, siły, poczucie energii są stale z nami, nic nam nie doskwiera - ani alergia, ani nawet katarek, ciało rwie się do działania, do wyzwań
- czujemy życzliwość otaczających nas osób, a jednocześnie jakąś formę podziwu, szacunku dla nas (czy słusznie? - to inna kwestia, teraz ją zostawiam, choć w ostatecznych rozważaniach zamierzam ją poruszyć, bo jest bardzo ważna dla wątku). Nikt nie śmie nam zagrozić (czy sprzeciwić się znacząco?)
- jesteśmy w pięknym otoczeniu - np. mamy do dyspozycji nowocześnie, świetnie wyposażony dom w pobliżu plaży (jeśli ktoś woli, to w górach), wokół palmy, łagodna bryza itd. ...
- nie obawiamy się chorób, śmierci - załóżmy, że oto nastał już czas, gdy medycyna praktycznie pokonała śmierć i jest w stanie utrzymywać ludzkie ciała w sprawności przez setki, a może tysiące lat. Wbrew pozorom, to jest być może wcale nie taka odległa przyszłość.


No i mamy ziemski raj. Ciekaw jestem, czy ktoś ma do niego jakieś uwagi. Czy ktoś się zgadza z taką wizją, że jest ona bliska wyobrażonemu pojęciu raju, czy może ma jakieś dodatkowe warunki, albo coś mu się nie podoba. Ja sam mam dalsze uwagi do tego raju, ale wyłuszczę je w osobnym poście.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 10:31, 10 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
rafal3006
Opiekun Forum Kubusia



Dołączył: 30 Kwi 2006
Posty: 21819
Przeczytał: 33 tematy

Skąd: z innego Wszechświata
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 11:04, 10 Lip 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Raj na ziemską modłę
Przyszło mi do głowy, jako pewien punkt odniesienia (bardzo ważny!) określić raj w stylu znanym nam na ziemi - może po prostu spełnienie wszystkich dobrze zrozumiałych ziemskich marzeń, pragnień, oczekiwań.
Dobrym chyba modelem ziemskiego raju byłoby
- bycie zakochanym (szczęśliwie!) i bycie z tą wybraną osobą. Najlepiej byłoby chyba być zakochanym od niedawna, na świeżo w okresie maksymalnej intensywności uczucia. Osoba, którą kochamy kocha nas właśnie w ten sposób, jak lubimy, jak tego oczekujemy.
- odsunięcie ziemskich trosk - czyli mamy pieniędzy bez ograniczeń, nie musimy pracować na swoje utrzymanie, i oczywiście nie grozi nam żaden atak bandziorów, terrorystów itp. Rodzina i ci, których kochamy, lubimy (bracia, rodzice itp...) jest też bezpieczna, nikomu nic nie grozi, wszyscy są zdrowi.
- zdrowie, siły, poczucie energii są stale z nami, nic nam nie doskwiera - ani alergia, ani nawet katarek, ciało rwie się do działania, do wyzwań
- czujemy życzliwość otaczających nas osób, a jednocześnie jakąś formę podziwu, szacunku dla nas (czy słusznie? - to inna kwestia, teraz ją zostawiam, choć w ostatecznych rozważaniach zamierzam ją poruszyć, bo jest bardzo ważna dla wątku). Nikt nie śmie nam zagrozić (czy sprzeciwić się znacząco?)
- jesteśmy w pięknym otoczeniu - np. mamy do dyspozycji nowocześnie, świetnie wyposażony dom w pobliżu plaży (jeśli ktoś woli, to w górach), wokół palmy, łagodna bryza itd. ...
- nie obawiamy się chorób, śmierci - załóżmy, że oto nastał już czas, gdy medycyna praktycznie pokonała śmierć i jest w stanie utrzymywać ludzkie ciała w sprawności przez setki, a może tysiące lat. Wbrew pozorom, to jest być może wcale nie taka odległa przyszłość.

No i mamy ziemski raj. Ciekaw jestem, czy ktoś ma do niego jakieś uwagi. Czy ktoś się zgadza z taką wizją, że jest ona bliska wyobrażonemu pojęciu raju, czy może ma jakieś dodatkowe warunki, albo coś mu się nie podoba. Ja sam mam dalsze uwagi do tego raju, ale wyłuszczę je w osobnym poście.

Tak, mam.
Czy ludzie którzy mają wszystko co wyżej opisałeś są szczęśliwi?
Czy szczęście polega na zaspokajaniu własnych zachcianek bez żadnych ograniczeń, czyli czy:
Szczęście = pieniądz?
... konieczny do zaspokojenia zachcianek które wyżej opisałeś?

To co napisałeś o zdrowiu chorobach i śmierci to bzdura Michale bo:
1.
Każdy chciałby być zdrowy od narodzin do ... śmierci, ale ...
2.
Niemożliwe są narodziny bez śmierci
3.
Skoro (na nasze szczęście!) mamy prawo do śmierci, to jak byś chciał umrzeć?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
rafal3006
Opiekun Forum Kubusia



Dołączył: 30 Kwi 2006
Posty: 21819
Przeczytał: 33 tematy

Skąd: z innego Wszechświata
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 11:25, 10 Lip 2015    Temat postu:

Tu rodzi się pytanie o sens utrzymywania przy życiu na siłę osób chorych, w szczególności starych, niedołężnych, bez kontaktu z otoczeniem.
Miałem Wuja 84-letniego którego na siłę w szpitalu uszczęśliwiano .. utrzymywaniem w stanie wegetacji. On był tego świadomy, wyrywał sobie kroplówki, chciał odejść ... i odszedł, tylko czemu o 8 miesięcy za późno?

Dlaczego przykładowo nasz Papież mógł mieć życzenie (spełnione), aby nie zawozić go do szpitala - umarł jak chciał, czyli "natychmiast" (po kilku dniach zaledwie).

Nikt chyba nie ma wątpliwości iż gdyby JPII ratowano na siłę to pewnie mógłby jeszcze żyć może i kilka następnych lat ... tylko co to by było za życie?

Na pewno nie lepsze niż w ostatnich kilku latach jego pontyfikatu ... czyli życie beznadziejnie chorego, niedołężnego staruszka, bez kontaktu z otoczeniem.

Pytanie:
Dlaczego Papież mógł sobie zażyczyć de facto eutanazji, a innym takiego prawa odmawiał?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 11:29, 10 Lip 2015    Temat postu:

rafal3006 napisał:
Michał Dyszyński napisał:

Raj na ziemską modłę
...

Tak, mam.
Czy ludzie którzy mają wszystko co wyżej opisałeś są szczęśliwi?
Czy szczęście polega na zaspokajaniu własnych zachcianek bez żadnych ograniczeń, czyli czy:
Szczęście = pieniądz?
... konieczny do zaspokojenia zachcianek które wyżej opisałeś?
To co napisałeś o zdrowiu chorobach i śmierci to bzdura Michale bo:
1.Każdy chciałby być zdrowy od narodzin do ... śmierci, ale ...
2.Niemożliwe są narodziny bez śmierci
3.Skoro (na nasze szczęście!) mamy prawo do śmierci, to jak byś chciał umrzeć?

Czy ludzie którzy mają wszystko co wyżej opisałeś są szczęśliwi?
- No właśnie. To dobre pytanie. Ja nie chcę mojego raju ziemskiego bronić w sensie tym, że każdy ma być na pewno w takim układzie szczęśliwy. Chce jednak ustalić pewien początkowy standard, który dla ludzi znękanych codzienną walką o podstawowe dobra, wydaje się atrakcyjny. Czy rzeczywiście byliby szczęśliwi, gdyby tylko odebrać im te doczesne troski - to już inna sprawa. Tak więc pytanie jest zasadne, więc warto byłoby zająć się dyskusją, na ile pieniądze dają szczęście w życiu. Ale też chyba trudnym do podważenia faktem jest, że stały brak środków do życia, bieda, brak możliwości zaspokojenia potrzeb materialnych, raczej szczęściu nie sprzyjają.
W kategoriach logicznych zaspokojenie potrzeb materialnych jest więc warunkiem koniecznym, choć nie wystarczającym dla szczęścia większości osób.
Czytałem gdzieś o pewnych badaniach (ankietowych, więc subiektywnych), w których wyszło, że wraz ze wzrostem statusu materialnego subiektywne odczuwanie szczęścia też rośnie. Ale dzieje się tak tylko do pewnego poziomu, po przekroczeniu którego, zwiększanie bogactwa skutkuje obniżeniem poziomu szczęścia. Ten poziom był ustalany dla USA i wynosił znacząco ponad 100 tys. dolarów rocznie. W innych krajach, w innych warunkach pewnie byłoby inaczej.

Konwencja w jakiej piszę o raju jest trochę.... hmmm... bajkowa.
Nie chcę tutaj wchodzić w to co jest MOŻLIWE. Ja tu jestem superczarodziejem, małym bogiem, więc po prostu sobie marzę, fantazjuję, że jest to możliwe. Czy realne pod innymi względami?... Może i nie. Ale dyskusję nad realnością tutaj pomijam.

Cytat:
3.Skoro (na nasze szczęście!) mamy prawo do śmierci, to jak byś chciał umrzeć?

Jeśli już mam umierać, to na pewno bez cierpienia, bólu, lęku, poczucia zostawienia nie załatwionych spraw na tym łez padole. Tak bym pewnie chciał umrzeć. Ale to temat na inną okazję.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 12:00, 10 Lip 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
rafal3006
Opiekun Forum Kubusia



Dołączył: 30 Kwi 2006
Posty: 21819
Przeczytał: 33 tematy

Skąd: z innego Wszechświata
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 12:20, 10 Lip 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Cytat:
3.Skoro (na nasze szczęście!) mamy prawo do śmierci, to jak byś chciał umrzeć?

Jeśli już mam umierać, to na pewno bez cierpienia, bólu, lęku, poczucia zostawienia nie załatwionych spraw na tym łez padole. Tak bym pewnie chciał umrzeć. Ale to temat na inną okazję.

To proponuję ci Michale śmierć nagłą i niespodziewaną np. strzałem między oczy w czasie twojego snu.
... albo jak sam widziałem w szpitalu, pacjent sobie idzie po czy fika i z uśmiechem na ustach umiera (mimo reanimacji).
Czy tak może być?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 12:59, 10 Lip 2015    Temat postu:

rafal3006 napisał:
Michał Dyszyński napisał:

Cytat:
3.Skoro (na nasze szczęście!) mamy prawo do śmierci, to jak byś chciał umrzeć?

Jeśli już mam umierać, to na pewno bez cierpienia, bólu, lęku, poczucia zostawienia nie załatwionych spraw na tym łez padole. Tak bym pewnie chciał umrzeć. Ale to temat na inną okazję.

To proponuję ci Michale śmierć nagłą i niespodziewaną np. strzałem między oczy w czasie twojego snu.
... albo jak sam widziałem w szpitalu, pacjent sobie idzie po czy fika i z uśmiechem na ustach umiera (mimo reanimacji).
Czy tak może być?

W zasadzie tak. Choć też pewnie fajnie by było mieć tak mocny umysł, uczucia, żeby bez lęku spojrzeć w oczy każdemu rodzajowi śmierci. To byłoby chyba najbardziej COŚ.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:30, 10 Lip 2015    Temat postu:

Wracając jednak do sprawy raju.
Chciałem poruszyć kwestię dość fundamentalną. Przedstawiłem parę postów temu swoją ziemską wizję raju. Jeślibym miał ją jakoś scharakteryzować, to nazwałbym ją RAJEM BEZ WYZWAŃ.
I to jest sprawa, która najmocniej mnie ciekawi, a która w zamyśle mogłaby być głównym tematem wątku.
Czy stan umysłu, w którym tenże umysł nie posiada żadnych wyzwań może w ogóle być uznany za idealny?

Pytanie jest trudne. W życiu robimy wszystko, aby osiągnąć jakiś cel. Szczęście wiążemy właśnie z osiągnięciem celu. Ale jak cel zostanie osiągnięty, to znika jako cel, czyli za chwilę nie będzie powodu coś robić, a nic nie robić, to właściwie nie żyć. Nirwana?...
Brak celu w życiu, brak pragnień, może faktycznie nirwana. Czy to ideał? Czy to (na pewno) szczęście?
Pytanie jest religijne i ateistyczne jednocześnie. Ateistyczne jest w tym sensie, że można próbować szukać na nie odpowiedzi dystansując się od wszelkiej religii, wierzeń. Z drugiej strony jest to pytanie bardzo religijne, bo pierwszym pytaniem dotyczącym Boga, piekła i nieba jest: dlaczego wszechmocny Bóg, po tym co zrobił był kiedyś wredny wąż na początku czasów, nie podpiął wszystkim umysłom jakiegoś takiego "głupiego jasia", czy innego narkotyku, który umysły utrzymywałby w stanie pół letargu, pół uśpienia, fundował im stały dopływ miłych doznań, ale nie pozwalał na samodzielne decyzje?... Dlaczego Bóg zdecydował się przepuszczenie umysłów przez "ścieżkę zdrowia", jaką jest życie na naszym łez padole?...
Najwyraźniej świadomość, reakcje tego umysłu uznane zostały za coś cenniejszego, niż zagrożenie cierpieniem. Dlaczego tak?...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 14:31, 10 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hushek




Dołączył: 23 Lut 2011
Posty: 6778
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: umiłowany kraj
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 14:41, 10 Lip 2015    Temat postu:

Cytat:
Dlatego jak przyjąłem tryb wg mnie bezpieczny - WYMYŚLAM SOBIE WŁAŚCIWIE MOJĄ RELIGIĘ - biorąc jednak na wzorzec istniejące koncepcje religijne, ale odrzucając co wydaje mi się niespójne, niepotrzebne. Nie upieram się, że jest to jedyna słuszna religia, że wszyscy wokół mają się na nią nawrócić. Z resztą, może nawet zrezygnuję z jakiejś części jej wniosków - np. przekonany w jakiś sposób, że jednak ktoś tu wie lepiej. Ale to nie zmienia postaci sprawy, że będę przyjmował tą zewnętrzną religię MAJĄC JUŻ JAKIEKOLWIEK POJĘCIE o zależnościach występujących w sprawie.
Ułala :(

Przemyśl jeszcze to co co napisałeś. Bo jednak byłeś uprzejmy napisłać cholendarne głupoty... niewiarygodne głupoty nawet.

Każdy w miare kumaty ateista - zniszczy Twoje wymysły - nie przerywając snu nawet :wink:


Ostatnio zmieniony przez hushek dnia Pią 14:42, 10 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 1 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin