Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wolność prawdziwa, jej atrapy, mały Michałek i owsianka
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:33, 10 Cze 2017    Temat postu: Wolność prawdziwa, jej atrapy, mały Michałek i owsianka

Walka torreadora z bykiem
Torreador walczący z bykiem używa mulety, aby skupić na niej uwagę zwierzęcia. Robi to bardzo sprytnie, pokazując kawałek płótna wyraźnie, podsuwając bykowi pod sam nos i pod oczy, drażniąc się z nim. Dlatego byk, pragnący pozbyć się denerwującej szmaty atakuje ją, z pędem rzuca się do przodu. Wtedy matador sprytnie chowa muletę, ostatecznie wbijając ostrze w grzbiet byka.

Ten obraz hiszpańskiej korridy jest piękną alegorią wolności prawdziwej i fałszywej.

Wolność człowieka - byka
Człowiek na tym świecie jest jak byk na arenie. Drażniony niezaspokojonymi instynktami, pragnieniami znaczenia w świecie, poszukujący spełnienia, dostrzega kolorowe obrazy, interesujące, albo denerwujące rzeczy - do zdobycia, może do wyrzucenia ze swojego życia. Świat drażni się z człowiekiem.
Prymitywnie myślący ludzie, niczym rozdrażniony byk, rzucają się na to, co świat im przed oczy zamacha. Potem najczęściej okazuje się, że niczego nie osiągnęli, że zdobycie tego, co się tak bardzo chciało, nie daje spełnienia. Ale człowiek zwykle nie jest wystarczająco inteligentny, aby przejrzeć tę grę, więc następnym razem - niczym byk - rzuca się na nowe rzeczy, które świat mu rzuci przed oczy. I znowu głupi człowiek ją zaatakuje, zechce zdobyć za wszelką cenę, uczynić tym jedynym celem. Taki człowiek - byk (czyli głupi człowiek, nie uzbrojony w głębszą refleksję) może atakować atrapy świata niemal w nieskończoność, wciąż biorąc tę grę za dobrą monetę, wciąż będąc przekonanym, iż dogonienie kolejnego kawałka materiału, kolejnej podniety da mu szczęście i spełnienie. I wciąż doznaje zawodu. Ale też wciąż do niego nie dociera ta prawda, że goni za atrapami, że co chwila okazuje się wystrychnięty na dudka.
Niektórzy w eksplorowaniu tendencji człowieka - byka idą jeszcze dalej i są przekonani, że prawdziwą wolność i spełnienie zapewni im pogoń za tymi kawałkami kolorowego płótna, które są rzadsze, niż inne kawałki płótna. Że więcej owej pogoni w końcu musi zapewnić im szczęście. Ale matador/świat/diabeł (religia w roli manipulanta ustawia tradycyjnie diabła - zostawiam ten obraz, który ateista może sobie zignorować) jest sprytny. Już nie tylko czerwień podsuwa pod nos człowiekowi, ale mulety we wszystkich barwach tęczy.
Jak wiele razy dam się nabrać?
Właściwie im więcej razy dałem się nabrać, a potem wpadłem w tę pułapkę po raz kolejny, tym większym okazuję się idiotą... :think:

Dla świata-diabła liczy się zrobienie z człowieka idioty. Za każdym razem, gdy ktoś pogonił za atrapą, diabeł się śmieje. Za każdym razem, gdy człowiek musi powiedzieć sobie "byłem idiotą", diabeł ma ubaw. Ważne jest, aby człowiek - byk nie przejrzał na oczy, aby zawsze gonił za muletą, a nie wziął na rogi matadora.

Mały Michał i owsianka
Przypominam sobie pewien obrazek z mojego bardzo dawnego dzieciństwa. Miałem latek niewiele - może ze 3. Moja mama, sprytną była manipulatorką w kwestii nakarmienia sprzeciwiającego się jej malca. Gdy zrobiła mi owsiankę (właściwie to nawet już dzisiaj nie pamiętam, czy to na pewno była owsianka, czy inne mało atrakcyjne danie, ale niech będzie, że to była właśnie owsianka), to stawiając mi je przed nosem prowokacyjnie oświadczała: not tak - ty oczywiście NIE zjesz tej owsianki...
- Na co, pozostający w wieku przekory mały Michałek buntował się: a właśnie, że zjem!!!
No i Michałek zjadał owsiankę...
Ale takim bardzo głupim dzieckiem jednak nie byłem. Po niedługim czasie zorientowałem się, że mną mama manipuluje. Potem nie było już tak łatwo nakłonić mnie do uległości, grając prosto na skłonności do przekory. W wieku lat kilkunastu udało mi się zmądrzeć na tyle, aby obserwować samego siebie pod kątem, czy ktoś stawiający mi ograniczenia nie manipuluje mną w sprytny sposób. Za każdym razem, gdy wzbierała we mnie przekora, gdy miałem ochotę krzyknąć "zjem tę owsiankę!", próbowałem ustawić sobie sytuację w neutralnym układzie. Pytałem się samego siebie: czy w ogóle atakowałbym to ograniczenie, czy podejmowałbym wyzwanie, gdybym startował z sytuacji gdy owo coś nie jest zabronione, albo ograniczone?... A w ogóle, CZY TO ABY NA PEWNO SŁUŻY TEMU, CZEGO RZECZYWIŚCIE PRAGNĘ?!!!

Mam chyba w ogóle pewną swoją słabość - kompleks (choć może odwrotnie - wcale nie słabość, to kwestia definicji). Jest nim STRACH PRZED BYCIEM ZMANIPULOWANYM. Może wzięło się właśnie od tej owsianki z dzieciństwa, może z innych powodów. Ale dziś uważam, że jeśli na moje wybory zbytnio (kiedy jest "zbytnio"? - sprawa dyskusyjna, ale zostawmy ją teraz na boku) miałaby wpływać czyjaś manipulacja, to uznałbym się za totalnego idiotę. To ja mam być panem osądu sprawy, a nie to, jak mi przedstawia ktoś sytuację, jakie mi (arbitralnie, sztucznie) bariery wymyślił i zaprezentował.

Upadek
Dziś oglądałem w TV film "Upadek" (The fall). Rzecz jest o psychopatycznym mordercy, który zabija kobiety, aby się czuć wolnym. Uważa, że idąc wbrew społecznym normom i zakazom, dowodzi swej niezależności, wolności, może boskiej prawie mocy. W ten sposób miałby powetować sobie traumy z dzieciństwa. Tak sobie pomyślałem - on nie przeszedł tej lekcji życiowej z byciem wrobionym w jedzenie owsianki, której tak naprawdę jeść nie miał ochoty. Morderca uznał, że jak zrobi coś tak strasznego, jak zabicie człowieka, to wykaże swoją wolność. Zrobił to raz, ale wolność jakoś nie przyszła (przynajmniej na trwałe), zrobił drugi i trzeci... Jeszcze w sobie utrzymuje ułudę, że oto teraz jest wolny, bo zabił trzy osoby. Tyle że śmierć owych osób i tak niczego nie zmieniła. Byli więksi niż on mordercy w historii. I też nie osiągnęli ani wolności, ani spełnienia, ani szczęścia. Została po mordercach straszna skaza na sumieniu, wielka wina, a to co miało być pozytywne okazało się ułudą, atrapą. Czy ów morderca miałby satysfakcję z zabicia drugiej osoby, gdyby nikt tego nie zabraniał, gdyby nie było tego aspektu: "nie wolno ci zabijać!"? Morderca nie miałby powodu się spinać, udowadniać, że postawiona przez kogoś granica, go nie dotyczy. Ale on widział to wyzwanie, to ograniczenie, to wyzwanie "nie zjesz swojej owsianki!". Więc udowodnił, że zje tą owsiankę - zjadł ją, przygotowaną przez świat/diabła. Jednocześnie jednak udowodnił, że daje się zmanipulować, że nie jest prawdziwym sobą.

Szukamy wolności do przekraczania granic, bo tak nakazuje nam też trochę ewolucyjny schemat. Osobnik, który więcej potrafi, jest w stanie pokonać więcej ograniczeń, miał przewagę, był silniejszy w stosunku do tych, którzy ograniczeniom podlegali w większym stopniu. Taki osobnik łatwiej przetrwał w trudnych warunkach, przedłużył swoje geny. To zapewne ukształtowało w myślach schemat "łam ograniczenia!", "dowiedź swojej mocy poprzez pokonanie tego, co ci się sprzeciwia!". Ten kto miał owej mocy więcej, wygrywał w uznaniu społecznym, co było dodatkowo ewolucyjnie nagradzane. Tyle, że nie każdy rodzaj wolności, nie każda moc ostatecznie służy jednostce. Strategią (pozornej) uległości, a przynajmniej sprytu, nie atakowania przeszkód wprost można osiągać te same cele mniejszym kosztem.

Kiedy nie będę idiotą?
Nieraz się zastanawiam: w jakich warunkach, przy jakich swoich wyborach, postawach życiowych nie powiem kiedyś sobie: aleś ty było idiotą, żałosnym słabeuszem myśli, manipulowanym przez świat, przez stawiane ci sztucznie granice, grę popędów, zamachaniem ci muletą - atrapą prawdziwego celu życiowego?
- Chyba tylko wtedy nie będę idiotą, gdy ZROZUMIEM CO JEST MOIM PRAWDZIWYM SPEŁNIENIEM, CO JEST MOJĄ PRAWDZIWĄ WOLNOŚCIĄ, czyli gdy będę umiał odróżniać atrapy owej wolności, cele cudze, ustawianie mi życia z zewnątrz, od tego co naprawdę tworzy mnie, co jest moim prawdziwym dobrem. Tylko w takich warunkach, czyli gdy będę mógł sobie powiedzieć: rozpoznałem ataki na mój umysł, rozpoznałem atrapy poprawnych celów życia, dążyłem do tego służy prawdziwemu mojemu JA.

Pewnie taki cel łatwy nie jest - rozpoznać te atrapy, te "owsianki życia". Ale przynajmniej wiem, że owe atrapy są i będą. Nieraz widzę, jak ludziska bezrefleksyjnie rzucają się to, co im ktoś zabroni, co ktoś wpasował im w grę ich pragnień, nieświadomych odczuć i zmanipulował. W religijnej tradycji największym manipulantem jest diabeł. Jego zwycięstwo jest tym większe im bardziej grubymi nićmi szyta manipulacja daje efekt. Manipulacja subtelna, może jakoś jakoś dałaby się obronić przed zarzutem bycia kompletnym idiotą - można by mówić: na tak, zmanipulowano mnie, ale to trudno było przejrzeć. Dla diabła największą zdobyczą jest, gdy przechodzi manipulacja najbardziej prymitywna, w oczywisty sposób łatwa do rozszyfrowania. A tu - ktoś się złapał, ktoś jest takim absolutnie kompletnym idiotą...
To jest właśnie zadanie życia - nie okazać się idiotą, czyli BYĆ ZGODNYM Z SAMYM SOBĄ.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 14:09, 11 Cze 2017    Temat postu:

Michał D. napisał:
Kiedy nie będę idiotą?
Chyba już nigdy...:fuj:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 16:12, 11 Cze 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Michał D. napisał:
Kiedy nie będę idiotą?
Chyba już nigdy...:fuj:

Może masz rację...
W każdym razie ja stawiam sobie takie pytanie - czy jestem idiotą. Po to aby OSTATECZNIE jakoś się przed tą ewentualnością bronić. Postawię sobie to pytanie NIEZALEŻNIE od tego, czy ktoś (np. Ty) to wykorzysta, aby sobie uprzyjemnić myśli (ależ temu Michałowi dowaliłem), poczuć się tym, który kogoś tam poniżył, może ośmieszył.
Ty tego nie zrozumiesz, bo cała Twoja godność jest w tym, czy kogoś poniżasz, czy się wywyższasz. Więc Ty sądzisz, że osiągnąłeś coś tak mi przygadując. I chyba w swoich uczuciach, w swoim systemie wartości - rzeczywiście osiągnąłeś. Jesteś w nich zwycięzcą.
Ja jednak to Twoje "zwycięstwo", czy moją "porażkę" biorę na klatę. W pewnym sensie jest mi ona na rękę, bo pozwala mi spytać się samego siebie - mają dla mnie takie zwycięstwa w piotrusiowym stylu znaczenie?...
Człowiek się przekonuje o swoich uczuciach na dobre dopiero wtedy, gdy staje w obliczu realnej sytuacji. Wtedy jak coś czuje, to wie, że tak jest - ma sprawdzone, a nie tylko przeteoretyzowane.
Więc niniejszym Ci dziękuję za tę możliwość przetestowania się w tym zakresie. Powinienem Ci podziękować za to, że teraz WIEM już jakie są moje emocje w owej sprawie. Są one takie - że poza jakąś tam litością dla Ciebie, nie czuję ani irytacji, ani poczucia bycia dotkniętym. To by sugerowało, że jestem efektywnie ponad oceny ludzi podobnych Tobie. Warto jest naprawdę sobie uświadomić, czy jest się ponad oceny wszystkich małostkowatych gostków tego świata.

Mieć moc oznacza nie bać się cudzych negatywnych ocen. Mało "nie bać się", trzeba czuć coś więcej niż jakiś brak strachu, czy nawet obawy. Moc oznacza patrzenie ZUPEŁNIE PRZEJRZYSTE, bez emocjonalnych zawirowań, na to co ktoś tam może sobie uważa za zadany cios, za dobrze ulokowaną krytykę. Właściwie to pasowałoby wręcz sprowokować jeszcze większy "tryumf" ze strony każdego małostkowatego gostka - niechby się jeszcze bardziej ucieszył, jeszcze bardziej poczuł zwycięzcą. Więc wciąż stawiam sobie pytanie: czy nie jestem idiotą. I gotów jestem Ci przyznać rację - może tym idiotą będę. Ale może i nie. Twoje słowa, Twoje oceny nie mają jednak do owej okoliczności NIC. Choćbyś napisał o mnie biliard razy, że jestem idiotą, to w kwestii merytorycznej nie przybliżasz się do prawdy nawet o mikron. Bo Ty nie stawiasz sobie pytań w prawdzie, tylko walczysz o swoje ego, myślisz instrumentalnie, bijąc się o epitety, o poniżanie osób, a nie zmierzając do sensu sprawy. To zaś oznacza, ze wszystko co piszesz, mówisz, czy inaczej komunikujesz jest zwyczajnie MERYTORYCZNIE BEZZASADNE. I ja to tym wiem. I Ty też już o tym wiesz. :rotfl:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 18:57, 11 Cze 2017    Temat postu:

tępa Michałkowa śfinia napisał:
blablablablabla...
UWAGA: NIE CZYTAĆ BO KAŁ WAM NA RZĘSY PADNIE!:fuj: :rotfl:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 2:14, 12 Cze 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
tępa Michałkowa śfinia napisał:
blablablablabla...
UWAGA: NIE CZYTAĆ BO KAŁ WAM NA RZĘSY PADNIE!:fuj: :rotfl:

Piotr jest tu fajnym przykładem człowieka - byka. Jest też przykładem mentalności podobnej do mentalności dziecka - np. jak Michałka mającego 3 latka - tzn. przed zorientowaniem się, że nim manipulują.

Piotr lubuje się w atakach, w trolowaniu. Nie wie, dlaczego potrzebuje tego trolowania, nie zrozumiał jeszcze o co toczy się gra. Wrodzone, instynktowne emocje podpowiadają umysłowi Piotra, że jak kogoś poniży, to osiągnie dwa cele:
- zwróci na siebie uwagę (co jest niezbędne w stadzie - co jakiś czas warto o sobie przypomnieć)
- nakarmi swoje ego przeświadczeniem o własnej ważności, nawet wyższości (bo to on jest tu agresorem, a zwykle agresor jest tym silniejszym, jak drapieżnik jest zwykle bardziej niebezpieczny, niż jego ofiara).
Krótko mówiąc, coś w emocjach trola mówi mu "będzie dobrze, jak się wywyższysz, jak przywalisz komuś tak, że wzbudzisz w tym kimś negatywne emocje - będziesz wtedy ważniejszy". Ten wrodzony mechanizm wykorzystuje już niemowlę, które płacze, aby przypominać się swojej mamie, aby wzbudzić zainteresowanie (podobno jakieś badania wykazały, że płacz dziecka jest dla człowiek najbardziej irytującym dźwiękiem ze wszystkich znanych). Trol nie dąży do form WAŻNOŚCI ZASADNEJ. Ta ostatnia wymagałaby jakiegoś wykazania się rozumieniem, analizą (tej zaś trzeba umieć dokonać). On niczego nie był w stanie niczego merytorycznego przedstawić w owej dyskusji - z wyjątkiem czysto emocjonalnego ataku personalnego. Trol goni za owym poczuciem ważności i wywarciem wrażenia w emocjach innych ludzi. Dlaczego właściwie?...
- Bo w środku czuje, że jest słaby, NIEWAŻNY, nie mający jeszcze podmiotowości; jest jak niemowlę, które musi domagać się uwagi. Ta emocja potwierdzania swojej ważności poprzez wywoływanie irytacji, czy innych negatywnych odczuć u bliźnich jest muletą, którą przed trolem macha matador - świat - diabeł. Trol skupiający się na prostej satysfakcji irytowania przeczuwa, że ostatecznie będzie musiał uznać się za durnia, za goniącego miraż, atrapę. Bo tym dogadzaniem swojej emocji irytowania bliźnich NIE OSIĄGA SIĘ NIC. W ostatecznym rozrachunku takie działanie nie da się nijak sensownie uzasadnić. Tzn. jakieś pozorne uzasadnienia podawać zawsze można - np. arbitralne "ja tak lubię, więc tak robię". Ale pozorne uzasadnienie, wynikające z użycia arbitralności "robię, bo robię" oskarża tylko uzasadniającego jako nie posiadającego uzasadnienia prawdziwego. Tak więc świat - diabeł - matador ma ubaw z każdego ludzkiego uganiania za emocją, która nie znajdzie uzasadnienia w żaden sposób, który by świadczył o podmiotowości osoby. Ktoś ganiający za emocją z powodu "robię, bo tak robię", PODĄŻĄ ZA CUDZYM CELEM (tutaj celem wynikającym z genów, ewolucji). Gdy przyjdzie do rozliczenia życia, ten fakt objawi się w pełnej okazałości - okaże się, że człowiek - byk BYŁ ZAWSZE MANIPULOWANY, działał z pobudek, które nie powstały w jego głębszej naturze, które nie wskazywałyby, że taką naturę w ogóle ów człowiek - byk posiadał. Tak jak zachowanie byka, który nie potrafi zorientować się, że jest manipulowany świadczy wymownie o braku rozumu i refleksji. Ostatecznie byk ginie - przeszyty szpadą matadora. Namęczył się, nacierpiał (nie lubię walk byków, bo wg mnie są barbarzyńskie, choć uważam, że są kapitalną alegorią ww. kontekście), lecz zginął nie przejrzawszy gry, w której był pionkiem, ku uciesze gawiedzi i ku tryumfowi matadora.

Ten model obrazek pokazuje wg mnie istotę religii chrześcijańskiej, powód dla którego żyjemy na tym świecie, zmagamy się z przeciwnościami.
Pytanie jest proste: robimy wszystko "bo robimy" (czyli bez uzasadnienia, albo z uzasadnieniem ZEWNĘTRZNYM)? - Czy może jednak jesteśmy w stanie robić coś w zgodzie z UZASADNIONĄ WŁASNĄ NATURĄ?...
Ten, kto jest w stanie coś zrobić w zgodzie ze swoją naturą, tym samym dowodzi automatycznie, że ową naturę posiada, że JEST KIMŚ. Ktoś manipulowany przez całe życie, czyli ktoś zawsze działający jak mu nakazują instynkty (czynnik zewnętrzny, nie indywidualny - biologia), jak mu nakazują ludzie, tendencje manipulujące nim (słabość ulegania silniejszym mentalnie od siebie), działający po linii najmniejszego oporu na poziomie emocjonalnym - taki ktoś nie ma SWOJEJ prawdziwej natury, lecz ma jedynie losowo wybierane funkcje zewnętrzne.
Byk na corridzie, który by się zorientował, gdzie jest prawdziwy wróg (matador, a nie muleta) dowodzi swojej umiejętności refleksji, pokazuje, że JEST SAMODZIELNYM GRACZEM, stać go na refleksję wykraczającą poza proste emocje. I takie przypadki się zdarzają - gdy byk zabije matadora.

Działania większości troli są doskonałą ilustracją do opisanego wyżej modelu. Trol jest człowiekiem - bykiem, osobnikiem niezdolnym do refleksji nad własnymi emocjami, nad pragnieniem ukazania swojej ważności w najbardziej narzucający się sposób - jak dziecko, niemowlę szukające zainteresowania, co związane jest z zapisanym w genach instynktem.

No i na koniec wypadałoby zadać pytanie: jak nie być człowiekiem - bykiem? Albo inaczej jak BYĆ KIMŚ?
Odpowiedź na to pytanie została już właściwie udzielona - w przypadku byka punkt zwrotny następuje, gdy on PRZEJRZY TĘ GRĘ, w którą został wmanipulowany, gdy przestanie gonić za muletą, a zaatakuje matadora. Wtedy temu ostatniemu zrzednie mina. Kiedy to się stanie?...
Byk musi wykazać się pewnymi podstawowymi cechami:
- musi na tyle OPANOWAĆ EMOCJE, aby w ogóle przestać reagować instynktownie (instynkt nakazuje mu gonić najpierw za tym, co najbardziej irytujące, co mu matador podsunął pod nos).
- musi SKOJARZYĆ ELEMENTY UKŁADANKI - niejako zrozumieć sytuację, zdetronizować kolorową szmatę z pozycji wroga, a zamiast niej ujrzeć na tej pozycji matadora.
- musi ostatecznie OPRACOWAĆ PLAN REAKCJI, DZIAŁANIA. No i jakoś wprowadzić go w życie.
Dowodem tego, że byk wygrał, że był podmiotem będzie wzięcie matadora na rogi.
W kontekście nas - ludzi muletą są instynkty, to, czym mami nas świat. One są najbardziej odczuwane, wyraziste - najwyraźniejsze. Pierwszym krokiem do refleksji uwalniającej człowieka od roli byka zabijanego na arenie jest RYGORYSTYCZNIE STAWIANY SOBIE WYMÓG: wiedzieć PO CO robię to, co zdecydowałem się robić!
To jest bardzo ważne - zmusić się do MYŚLENIA, MODELOWANIA, wyjść z działania instynktownego. Jeśli mam być graczem, mam mieć samoświadomość, nie mam prawa robić czegoś tylko dlatego "że robię", albo "po prostu mi się zachciało i nic więcej mnie nie interesuje". Muszę skojarzyć elementy układanki, rozróżnić cele (matador, nie muleta), przejrzeć wszystkie obszary manipulacji. Wtedy będę mógł udowodnić swoją wartość, wykazać, ze jestem kimś, że nie jestem idiotą. Ktoś szukający tej prawdziwej wolności najskuteczniej zadziała wtedy, gdy WYTROPI ODRUCHOWOŚĆ, BEZREFLEKSYJNOŚĆ DZIAŁANIA właściwie na każdym możliwym poziomie. Po wytropieniu tych działań, które "same się robią", albo "za nas się robią - nami, a nie MY tu rządzimy", trzeba będzie jeszcze DOROBIĆ SIĘ PLANU, jakoś ujrzeć samego siebie w kontekście tego życia. To nie jest łatwe. Dlatego wielu rezygnuje, wraca do instynktownego funkcjonowania, gdy zorientują się, że jakoś życie ich przerasta. Ale to jest kapitulacja.

A na początek oczywiście...
- Trzeba wziąć w ogóle pod uwagę to, że problem wystąpił, że jednak można wyjść na idiotę, który ganiał za tym, co mu podsuwały biologiczne impulsy i nigdy nie przejrzał tej gry, w którą pogrywał z nim świat - diabeł. Ci, co gonią za prostą rywalizacją, za "wygrywaniem" w jałowych personalnych przepychankach, którzy w ogóle wierzą, że tak cokolwiek wygrywają, nie obudzili w sobie jeszcze tej refleksji: oooo, nie gońmy tak instynktownie, zorientujmy się kto w tej grze pociąga za sznurki, opanujmy emocje, bo działając bez planu i wiedzy wyjdziemy na idiotów. :think: To jest pierwszy krok na drodze do wolności.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ZaKotem




Dołączył: 14 Lut 2017
Posty: 24
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 17:14, 12 Cze 2017    Temat postu:

Jeśli pisząc o diable masz ba myśli realnego, osobowego Diabła, który kusi cię wszelakimi zmysłowymi pokusami, aby wciągnąć do piekła - no to analogia z matadorem jest uzasadniona, ale też bardzo pesymistyczna. Bo byk, który zdobędzie się na refleksję i pomyśli "a co ja tak będę się wściekał jak głupi" będzie dzgany kłujkami w dupę tak długo, dopóki mu nastrój spokoju nie minie.

Jeśli jednak Diabła w dosłownym sensie nie ma, to i cała analogia bierze w łeb. Bo czemu w zasadzie "światu" miałoby zależeć na tym, żebyśmy byli idiotami? Światu w ogóle na mnie nie zależy. Jeśli tu i ówdzie zachowałem się jak idiota - co każdemu się zdarza, choć niektórym częściej, niż innym - to choć miło pomyśleć, że w grę wchodziły tu Potężne Siły, które całą swą Moc obróciły przeciwko mojej nieskromnej osobie, to chyba jednak bardziej przemawia do mnie hipoteza, że zachowałem się jak idiota, gdyż po prostu nie jestem bardzo mądry. I może fajnie by było, gdybym był, ale nie mam na to całego życia. Bo w zasadzie co mi z tego przyjdzie, że umrę, będąc mądrzejszym?

Jestem zwierzakiem i zostałem przez ewolucję wyposażony w rączki, nóżki, różne inne przydatki i odpowiednie do nich instynkty, które statystycznie pomagają zwierzakom w produkowaniu zwierzaków podobnych do nich samych. Jak wszystkie wytwory ewolucji, działa to tak sobie i mniej więcej, byle działało. Toteż czasem występują błędy - ale ogólnie więcej nieszczęść wynika z ignorowania skłonności, niż z poddawania się im. Tak jak morderca z twojego przykładu - nie miał powodu do zabijania innego, niż jego wola przeciwstawienia sie "zwiatu".

Instynkt byka działa świetnie wśród inbych byków - gorzej, gdy człowiek zaczyna wykorzystywac go do swojej zabawy, wtedy instynkt obraca się przeciwko byku. Ale choćby byk nie wiem jak bardzo wytezal mózg, i tak od człowieka mądrzejszy nie będzie. Może tylko mieć nadzieję, że jeden człowiek drugiemu człowiekowi zabroni walki z bykami. Jeśli jednak Człowieka nie ma, to rezygnacja z instynktu walki w niczym się byku nie przysluzy, bo w czasie, gdy się będzie zastanawiał, dostanie od innego byka z byka i ten drugi zapłodni wszystkie krowy.

W zasadzie to absolutnie wygrywającą strategią dla byka byłoby przekonanie innych byków, żeby zajęły się czymś poważniejszym. Nie jesteś aby takim sprytnym byczkiem?


Ostatnio zmieniony przez ZaKotem dnia Pon 17:18, 12 Cze 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:25, 12 Cze 2017    Temat postu:

ZaKotem napisał:
Jeśli pisząc o diable masz ba myśli realnego, osobowego Diabła, który kusi cię wszelakimi zmysłowymi pokusami, aby wciągnąć do piekła - no to analogia z matadorem jest uzasadniona, ale też bardzo pesymistyczna. Bo byk, który zdobędzie się na refleksję i pomyśli "a co ja tak będę się wściekał jak głupi" będzie dzgany kłujkami w dupę tak długo, dopóki mu nastrój spokoju nie minie.

Analogie rzadko są w pełni kompletne. Tak więc w tym przypadku jest ona kompletna w odniesieniu do ziemskiego życia. Rzeczywiście - MAMY TU PRZERĄBANE, będziemy dźgani. Ale jako człowiek wierzący religijnie, mam mocną nadzieję, że z chwilą opuszczenia tego padołu łez, kłujki też odejdą.
Poza tym, nawet na tym świecie to kłócie rzadko dzieje się cały czas. Większośc ludzi posiada okresy wytchnienia, względnego szczęścia, braku trudniejszych wyzwań. Wtedy jest im lepiej, ale tez wtedy nie mają szansy okazać swojej mocy osobowej.


ZaKotem napisał:
Jeśli jednak Diabła w dosłownym sensie nie ma, to i cała analogia bierze w łeb. Bo czemu w zasadzie "światu" miałoby zależeć na tym, żebyśmy byli idiotami? Światu w ogóle na mnie nie zależy. Jeśli tu i ówdzie zachowałem się jak idiota - co każdemu się zdarza, choć niektórym częściej, niż innym - to choć miło pomyśleć, że w grę wchodziły tu Potężne Siły, które całą swą Moc obróciły przeciwko mojej nieskromnej osobie, to chyba jednak bardziej przemawia do mnie hipoteza, że zachowałem się jak idiota, gdyż po prostu nie jestem bardzo mądry. I może fajnie by było, gdybym był, ale nie mam na to całego życia. Bo w zasadzie co mi z tego przyjdzie, że umrę, będąc mądrzejszym?

Analogia z diabłem istniejącym, czy z osobowym charakterem pokus jest użyteczna, ilustracyjna, choć nie jest absolutnie konieczna. Ale jest jednak dość wygodna w przekazaniu pewnej kluczowej emocji.
Można jednak do sprawy podejść w alternatywny sposób.
Diabeł - ewolucja
W jakiejś (cudzej, wiele lat temu) wypowiedzi na forum spotkałem się ze sformułowaniem "diabeł - ewolucja". Bardzo mi się ono spodobało, bo jakoś obrazuje sytuację w jakiej znalazł się człowiek, dziedziczący ewolucyjne dziedzictwo uczuć i wzorców działania (instynktów itp.). Cóż "chce" od nas ewolucja?
- Ano chce, abyśmy WYPEŁNILI JEJ PROGRAM. Ten program to: przetrwać, stanąć do konkurencji o prawo do rozrodu i zrobić miejsce następnym pokoleniom.
Program jeszcze jako tako będzie nam bliski w tym pierwszym punkcie - przetrwanie jest czymś pożądanymi z osobistego punktu widzenia. Pozostałe punkty są już bardziej dyskusyjne pod tym kątem patrząc. Rozród - sama przyjemność seksu, by nam pasowała, ale czy na pewno chcemy się rozmnożyć? Badania wykazują, że okres wychowywania dzieci jest dla małżeństw właściwie najtrudniejszym, stresogennym. Mamy dzieci, bo nam to WMUSZONO, bo ewolucja nas zmanipulowała. Przyjemniej (niekoniecznie lepiej w kontekście jakiejś etyki) żyłoby się nie dbając o to, co próbuje na nas wymóc ewolucja - walka?... A po co właściwie nam ta walka, ta konkurencja?... Zamiast bić się (choćby nawet nie w znaczeniu fizycznym) o lepszego partnera, o miejsce w grupie, o sukcesy, fajniej byłoby leżeć sobie na łące i kontemplować piękno kwiatków i obłoków.
Oczywiście personifikowanie ewolucji to też kontrowersyjny zabieg. Ale ma on swoje uzasadnienie - jak by się tak przyjrzeć koncepcji doboru naturalnego, to da się z niego wyprowadzić dość szczególny koncept - prymat gatunku i przetrwania nad jednostką i jej indywidualnością. Jeśli coś można by uznać za celowość ewolucji, to byłoby to chyba PRZETRWANIE SCHEMATÓW ŻYCIA, przy czym jednostki się tu właściwie nie liczą, są "mięsem armatnim". Perspektywa osoby jest właściwie w dużym stopniu odwrotna - mniej interesuje nas gatunek, propagowanie schematów genów, a konkretna jedna osobowość. Przymus, jaki stwarza ewolucja jest więc wbrew interesowi jednostki (przynajmniej w dużym stopniu), ten przymus ma swoją "logikę" (celowość), ale jest on nakierowany na coś innego, niż dobro człowieka. Warto jest to odkryć, warto wziąć "sterowanie" w swoje ręce. W tym sensie można wyciągnąć na gruncie ateistycznym bardzo podobne wnioski, jak na gruncie wiary w osobowy charakter kuszenia, grania ludzkimi słabościami. Ewolucja "gra" naszymi słabościami i głupotą, bo to "jej" służy do wyłaniania genów przydatnych w kolejnych pokoleniach. My z kolei mamy SWOJĄ GRĘ. W tej grze nieważne są pokolenia w kontekście ewolucyjnym. Ewolucja nie jest "etyczna", nie jest też "mądra" w sensie ludzkim. Ewolucja nie jest etyczna właśnie dlatego, że "gra" życiem i cierpieniem jednostek. A przecież tak naprawdę to się liczy - cierpienie, życie, nie zaś to, czy zrealizuje się jakaś forma zmienności, gatunkowej dostosowawczości.
My - świadome istoty - odpowiadamy przede wszystkim przed własnym umysłem. Jeśli jest konflikt celów owego umysłu z tym co wymusza ewolucja, to ostatecznie zwycięstwem jest, gdy to umysł jest górą. Głupotą (w ocenie owego umysłu) jest zaś zrealizowanie jakiegoś wzorca działań, jeśli ten wzorzec będzie sprzeczny z oceną umysłu (ostateczną oceną! - nie roboczą, przejściową!).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 19:38, 06 Lip 2017    Temat postu:

Ludzie dążą do zwiększenia swojej wolności intuicyjnie. Po prostu, jak ktoś im czegoś zabrania, to oni tego zaczynają chcieć, próbują to zdobyć. Gdyby to coś leżało na wierzchu, gotowe do wzięcia latami, nikt by się tym nie zainteresował. Ale wystarczy, że ktoś powie "tego nie wolno nikomu brać tylko wybranym", a już znajdą się chętnie aby poczuć się tymi wybranymi, zaś ci, którzy nie mogą od teraz dostać tej rzeczy, będą gadali, że im się "ogranicza wolność".
Dlatego dość sensownym spojrzeniem na sprawę wolności człowieka jest zamknięcie jej pomiędzy dwoma aspektami MOŻLWOŚCIĄ I ZNACZENIEM.

Aspekt pierwszy, póki co, wydaje się dość oczywisty - jak czegoś nie można, albo "nie wolno", to mamy brak wolności. Ale po czym poznajemy, czy w ogóle dążymy do tego czegoś?
- Tu właśnie ujawnia się aspekt znaczenia. Dopiero to, co dla nas coś znaczy, realnie wchodzi do naszej układanki w wolność. A jak powstaje znaczenie?
- To wydaje się być mocno skomplikowana sprawa, ale ogólnie można by powiedzieć, ze to UMYSŁ GENERUJE ZNACZENIA. Oczywiście umysł na czymś się opiera - zwykle na tym, co mu sugeruje społeczeństwo, inne umysły. Dlatego ma dla nas znaczenie posiadanie nowego smartfona, a nie posiadanie znalezionego przy drodze korzenia. Choć bywa i odwrotnie - oto ktoś POTRAFI NADAĆ ZNACZENIE, czyli bierze jakiś korzeń, znaleziony gdzieś, ładnie go polakieruje, wyeksponuje, a wtedy znajomi zaczynają podziwiać, czasem zazdrościć. Nagle coś, co ich nie interesowało staje się nowym elementem w układance wolności - oni pragnęliby coś takiego, mieć, ale nie mogą, czują się więc jakoś ograniczeni.
Ogólnie patrząc na sprawę można chcieć różnych rzeczy na nieskończoną liczbę sposobów. Wartości rzeczom możemy tez nadawać na nieskończoną liczbę sposobów. Możemy cenić siebie, albo i nie cenić, możemy czuć wartosć związku z innymi ludźmi,albo te związki lekceważyć. A zwykle przekonujemy się o wartości czegoś, gdy to tracimy.
Dla człowieka, który nie umie utrzymać wartości dla rzeczy posiadanych, albo przynajmniej możliwych do osiągnięcia, życie jest pasmem niespełnienia. Będzie pragnął, choć nie będzie mógł zaspokoić pragnienia, będzie wciąż czuł się ograniczony, nigdy wolny.
Dlatego swego rodzaju kluczem do szczęścia, a przynajmniej spełnienia w zakresie bycia wolnym jest ROZSĄDEK PRAGNIEŃ. Warto jest pragnąć rzeczy możliwych do osiągnięcia, a jeśli są one trudniejsze do osiągnięcia, to dobrze byłoby aby nie kolidowały one z jakimiś stratami, które się osiąga na innych polach.
Na tym właśnie polega wolność głupca, że osiąga jedne rzeczy, ale traci przy tym coś znacznie cenniejszego. Ale głupiec właśnie tak działa - bez planu i przemyślenia - co mu się akurat uwidzi, więc np. zdobywa pieniądze za cenę demolki relacji z innymi ludźmi, osiąga sukces zawodowy, niszcząc swoją rodzinę, spełnia w jakichś wybranych aspektach uczuciowych, ale wyjaławia psychicznie i emocjonalnie, czy traci na innych polach. Ostatecznie głupiec nie jest w stanie osiągnąć trwałej wolności i trwałego szczęścia, bo te małe korzyści, które sobie zapewnił zostaną okupione kompletną demolką rzeczy ważnych dla jego osoby.

Jest sens traktowania swojej wolności jako pewnego rodzaju inwestycji
Prawdziwą, trwałą wolność trzeba w sobie wybudować. Do tej budowy trzeba zaprzęgnąć wiedzę o samym sobie, o świecie i ludziach. Budowanie trwałej wolności jest pracą nad sobą polegającą na tym, że staramy się zrozumieć KTÓRE RODZAJE WOLNOŚCI SĄ BEZPRODUKTYWNE, SKAZANE NA PORAŻKĘ. Jak już to ustalimy, czego zdobywać i tak nie ma sensu, trzeba jeszcze często umieć PRZEKONAĆ SAMEGO SIEBIE do tego, że naprawdę nie warto tym rzeczom poświęcać czasu i wysiłku - mimo że często innym wydaje się to celowe. Trzeba mieć pewna odwagę cywilną postępowania wbrew woli większości, czy wbrew impulsom ciała. Dopiero gdy pozbędziemy się ze swoich pragnień tego co nie rokuje, a wzmocnimy to, co nas buduje od wewnątrz, dopiero wtedy będziemy w stanie osiągać trwałą wolność i trwałe szczęście.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 19:40, 06 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 21:09, 06 Lip 2017    Temat postu:

@ Michał Dyszyński: Dlaczego po raz któryś już nazywasz wolnością zniewolenie i kilka innych "przekrętów" robisz jeszcze w swych tekstach?!:fuj:

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Czw 21:15, 06 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 21:45, 06 Lip 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
@ Michał Dyszyński: Dlaczego po raz któryś już nazywasz wolnością zniewolenie i kilka innych "przekrętów" robisz jeszcze w swych tekstach?!:fuj:

Nie rozumiem Twojego zarzutu. Spróbuj jakoś opisać swoje stanowisko - w szczególności ten rodzaj wolności, który uważasz za poprawny.

Moje stanowisko jest dość proste - wolnością z grubsza jest możliwość zrealizowania celów DO KTÓRYCH SIĘ POCZUWAMY, KTÓRYCH CHCEMY W SPOSÓB NIESPRZECZNY.
Na etapie przejściowym człowiek poznaje wolność w niespójnej, niepoprawnej postaci - jako cele do realizacji, które chce zrealizować, ale W SPRZECZNOSCI Z INNYMI CELAMI, do których ostatecznie się przyznaje.
Problem jest w tym, że przy ostatecznym rozliczeniu człowiek który realizował cele małe, chaotyczne, przypadkowe względem swojej natury, TRACĄC JEDNOCZEŚNIE MOŻLIWOŚĆ REALIZACJI TYCH CELÓW, DO KTÓRYCH PRZYZNAŁBY SIĘ BEZ ŻADNEJ WĄTPLIWOŚCI z ostatecznej swojej wiedzy i perspektywy - SAM PRZYZNA, SIĘ DO SWOJEJ GŁUPOTY, że działał przeciw sobie realizując cudze zadania, cudze interesy, był zmanipulowany.

Bardzo dobrze opisuje ten mechanizm sytuacja ludzi zniewolonych, manipulowanych przez różnych tyranów. Ci ludzie często działają przeciw sobie (np. odrzucają pomoc ludzi, którzy chcą owa osobę wyrwać z władzy tyrana), dają sobą pomiatać, manipulować - oni ostatecznie wybierają, ale rzeczy które im szkodzą, choć na tym małym pośrednim etapie czują ulgę - bo oto tyran nagradza swoje ofiary czasowym ograniczeniem restrykcji. Jednak te restrykcje za chwilę i tak przyjdą w zwiększonej dawce, bo na psychopatów w rodzinach prawie nie ma innej rady, jak ucieczka - byle dalej i na zawsze. Ale zmanipulowana osoba ulega małej "wolności" - bo teraz tyran obiecał jej poprawę, tracąc szansę na prawdziwą wolność, jaką jest życie bez tyrana nad sobą.
Ale czekam na Twój - mam nadzieję lepszy, bardziej przekonywujący opis tej prawdziwej wolności.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:00, 06 Lip 2017    Temat postu:

Wolność i cele, to sprzeczność! Wolność, swoboda jest wtedy tylko, gdy nie trzeba nic robić, niczego czynić; więcej- gdy nie potrzeba nawet myśleć. To nirwana...
Inaczej jeszcze: Wolne, zupełnie swobodne może być wyłącznie nic/nikt. Coś/ktoś jest zawsze w jakimś stopniu pozbawione swobody, zniewolone; a to dlatego, że współzależy, bo współoddziałuje z innymi zjawiskami, czyli obiektami, bytami, przedmiotami, podmiotami, rzeczami, osobami i t. p.
Jeszcze inaczej: Wolny całkowicie jest tylko Niebyt. Każda, jakakolwiek Rzeczywistość, w której funkcjonują jakiekolwiek zasady, prawa [np. fizyczne] jest tym właśnie ograniczona w swej swobodzie. [Jej przestrzeń fazowa jest "zawężana", ograniczona staje się ilość stopni swobody oddziaływań elementarnych...]


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Czw 22:09, 06 Lip 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:41, 06 Lip 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Wolność i cele, to sprzeczność! Wolność, swoboda jest wtedy tylko, gdy nie trzeba nic robić, niczego czynić; więcej- gdy nie potrzeba nawet myśleć. To nirwana...
Inaczej jeszcze: Wolne, zupełnie swobodne może być wyłącznie nic/nikt. Coś/ktoś jest zawsze w jakimś stopniu pozbawione swobody, zniewolone; a to dlatego, że współzależy, bo współoddziałuje z innymi zjawiskami, czyli obiektami, bytami, przedmiotami, podmiotami, rzeczami, osobami i t. p.
Jeszcze inaczej: Wolny całkowicie jest tylko Niebyt. Każda, jakakolwiek Rzeczywistość, w której funkcjonują jakiekolwiek zasady, prawa [np. fizyczne] jest tym właśnie ograniczona w swej swobodzie. [Jej przestrzeń fazowa jest "zawężana", ograniczona staje się ilość stopni swobody oddziaływań elementarnych...]

Cóż, mi to, co opisałeś słabo pasuje do intuicji pojęcia wolność jakie znamy z języka - szczególnie w kontekstach "wolność zgromadzeń", "wolność prasy", "wolność osobista", "wolność podróżowania" itp. Te konteksty wszystkie mają jeden i ten sam rdzeń myślowy - tzn. opisują stan, gdy stawiane są pewne cele (np. publikowanie czegoś swobodne, wspólne organizowanie się, przekraczanie granic państwowych itp. Skoro tak, to chyba należałoby uznać, ze WIĘKSZOŚĆ LUDZI wiąże pojęcie wolności z REALIZACJĄ CELÓW. Ja rozszerzam tak właśnie nakierowane znaczenie słowa "wolność" na aspekt refleksji nad owymi celami - aby uzyskać ich niesprzeczność.
Teraz Twoje podejście - skądinąd oczywiście ciekawe, albo warte przemyślenia. Jest w nim dążenie do SPEŁNIENIA Temu nie przeczę. Ale w moim przekonaniu recepta, którą podajesz kwestię wolności OMIJA, tzn. osiąga jakiś rodzaj ulgi, może szczęścia, może poczucia spełnienia, jednak (przynajmniej analizując sprawę od strony językowej!) NIE DROGA WOLNOŚCI. I to wydaje się być też poprawne patrzenie na ten problem - osobno można rozmawiać o wolności, a osobno o spełnieniu. Można odseparować idee wolności i spełnienia człowieka.
Oczywiście można teraz zażądać, aby cały świat przestał słowo "wolność" traktować po staremu i zaakceptował czyjś pomysł "teraz wolność polega na nie realizowaniu żadnego celu, tylko na zaprzeczeniu dążenia do czegokolwiek". Zażądać czegoś takiego można. Ale czy to zostanie spełnione?...
- Cóż, obawiam się, że wysiłek związany z przeforsowaniem w społeczności reformy języka jest na tyle poważny (także kosztowny), iż nie uda się Tobie (ani komukolwiek innemu) taka globalna zmiana języka, Bo w powszechnej świadomości ludzi utrwalały się latami pewne znaczenia (a jak sam pisałeś w poprzednim poście na coś właściwie dokładnie przeciwnego od poprzedniego znaczenia, czyli nie chodzi o jakąś małą zmianę, lecz zmuszenie całego społeczeństwa, aby w jakimś aspekcie zaczęło wszystko robić zupełnie odwrotnie).
Zatem mamy do wyboru:
A. zrezygnować z używania słowa "wolność" w znaczeniu, które by się chciało
B. zostać czymś w rodzaju językowego dysydenta, który sie co chwila będzie wściekał i ciskał, bo ludzie "są głupi", skoro "nie wiedzą", że powinni używać języka na sposób, który sobie wymyślił i uważa za słuszny ów dysydent (ludziska wokół będą - w swoim przekonaniu bez swojej winy, bo przecież nikt ich nie nauczył owej postulowanej reformy języka, oskarżani o ową głupotę). Chcę zwrócić uwagę na to, ze ja nawet NIE DYSKUTUJĘ NA TEMAT SŁUSZNOŚCI wprowadzenia ww reformy języka (może z jakichs powodów byłaby użyteczna - to temat na szerszą dyskusję); zwracam jedynie uwagę na PRAKTYCZNĄ REALIZOWALNOŚĆ tego postulatu.

I jeszcze jedna dodatkowa uwaga.
W moim przekonaniu, Twoja chęć przekonwertowania całego świata na własne (odwrotne) rozumienie słowa wolność wynika z intuicyjnego, domyślnego powiązania idei wolności z czymś pozytywnym, z czymś co spełnia wizję spełnionych emocji. Skoro zaś takie emocje wiążesz z nirwaną, to i wolność musiałaby za tym "nadążyć", czyli zostać związana z nirwaną, a w konsekwencji porzucić swoje stare znaczenie...
W moim przekonaniu jest tu jednak jeszcze inne wyjście - zrezygnować z konieczności traktowania wolności jako coś definitywnie pozytywnego. Można by mówić o negatywnej wolności (niektórzy używają w pokrewnym znaczeniu pojęcia pejoratywnego "samowola"), albo o tym, że może wolność (w tym starym, nie przekonwertowanym na Twoje znaczeniu) w ogóle jest człowiekowi zbędna, że niszczy jego uczucia. I chyba niejedno wsparcie dla takiego podejścia by się znalazło. Pewnie niejeden człowiek odkrył, że nadmiar wolności (czasem jakby przymus wolności) wcale mu nie służy - że może, dla dobra swoich uczuć, spełnienia życiowego, lepiej jest posiadać mniej celów, mniej możliwości zmiany, a po prostu skupiać się na czerpaniu pozytywnych doznań z tego, co się posiada.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 23:23, 06 Lip 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
Cóż, mi to, co opisałeś słabo pasuje do intuicji pojęcia wolność jakie znamy z języka ...
"Intuicja (z łac. intuitio – wejrzenie) – sądy oraz przekonania pojawiające się bezpośrednio, niebędące świadomym operowaniem przesłankami, rozumowanie bez uświadamiania procesu dochodzenia do rozwiązania problemu ... "
[link widoczny dla zalogowanych]

Na początek, konstrukcje mentalne "intuicja" i "pojęcie wolności jakie znamy z języka" nie mają stycznej.

Piotr Rokubungi napisał:
Wolny całkowicie jest tylko Niebyt.
Nie tylko. Warunek absolutnej wolnosci (termin umowny) spelni również moment chwii obecnej pod "warunkiem" (termin umowny), że się "wszystko" zawali - clear as mud, right? :)

Michal Dyszyski napisał:
W moim przekonaniu, Twoja chęć przekonwertowania całego świata na własne (odwrotne) rozumienie słowa wolność wynika z intuicyjnego, domyślnego powiązania idei wolności z czymś pozytywnym, z czymś co spełnia wizję spełnionych emocji. Skoro zaś takie emocje wiążesz z nirwaną, to i wolność musiałaby za tym "nadążyć", czyli zostać związana z nirwaną, a w konsekwencji porzucić swoje stare znaczenie...
Może nie tyle "porzucić" co "przetransformować" się/zmienić formę ... bo w odpowiednich dla transformacji warunkach (id est transcendencja/uniesienie sie ponad i jej pochodne) wszystkie konstrukcje mentalne walą się naturalnie w ułamku sekundy ... a człowiek twarzą w twarz z naga Rzeczywistością albo przeżyje to doświadczenie albo nie ... nie ma nic pośrodku :)

Michal Dyszynski napisał:
... a po prostu skupiać się na czerpaniu pozytywnych doznań z tego, co się posiada ...
A co w przypadku naglej i nieprzewidzianej utraty "tego co sie posiada"? :)

Wyobraź sobie taka sytuację "czerpania pozytywnych doznań z tego, co się posiada":
Michał: "Mój dom jest moim odbiciem."
Michał: "Moja edukacja to ja."
Michał: "Moja rola/pozycja w pracy to ja."

Nagle dom się spalił, Michała dopadła choroba Alzheimer'a i stracił pracę. Kim jest Michał?


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Czw 23:43, 06 Lip 2017, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:48, 06 Lip 2017    Temat postu:

@ Michał D.: Masz co do mnie, a raczej co do mego poprzedniego wpisu w tym wątku trochę racji, ale tylko trochę.
Po pierwsze: Zastanów się lepiej może, bardziej nad tym, z czym kojarzy ci się samo słowo, pojęcie "wolność" bez kontekstów, bez "dodatków", bez używania go w sformułowaniach, w zwrotach złożonych- bez przydawek.
Po drugie: Dla mnie stan określany, jako np. nirwana nie jest dokładnie tożsamy ze spełnieniem i szczęściem, z jego poczuciem. Nie może być ze swej definicji, bo jest to raczej stan nieistnienia, gdzie brak emocji, doznań, uczuć nie tylko negatywnych, lecz pozytywnych również...
Po trzecie: Przecież napisałem uprzednio już [i jeszcze kiedyś niejednokrotnie chyba], że żadna rzecz ani osoba nie może być "wolna ponad swoją konstytucję", ponad to, czym/ kim jest. A więc oczywiście z tego wynika, że usiłowanie "wyzwolenia się" nad własny stan, "konstrukcję", ponad możliwości swoje prowadzić może w końcu raczej do frustracji jedynie, do rozchwiania emocjonalnego, co rzutować może na otoczenie również...


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Czw 23:50, 06 Lip 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:57, 06 Lip 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Warunek absolutnej wolnosci (termin umowny) spelni również moment chwili obecnej pod "warunkiem" (termin umowny), że się "wszystko" zawali - clear as mud, right?
Masz w tym na myśli "załamanie" wartości i przekonań? To byłby "doczesny stan nirwany": gdy nie ma się już niczego, nawet siebie [własnego ego], wtedy dopiero zaczyna się być naprawdę [jako "self", prawdziwa osoba bez atrybutów]. Tylko, że to poniekąd utopia w tym świecie, który jest utopią [buddyjską mayą]...

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Czw 23:59, 06 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 0:01, 07 Lip 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Po drugie: Dla mnie stan określany, jako np. nirwana nie jest dokładnie tożsamy ze spełnieniem i szczęściem, z jego poczuciem. Nie może być ze swej definicji, bo jest to raczej stan nieistnienia, gdzie brak emocji, doznań, uczuć nie tylko negatywnych, lecz pozytywnych również...
Ależ skąd. Jak ego przestanie budować konstrukcje mentalne wokół terminu "nirwana" i nie będzie wkładać "łap" w "szprychy" koła zwanego samsara, to już mozemy odczuć jedną noga ten stan ale bez stanika :)

Jako wieczność tymczasowo w materii IHVG mamy doo czynienia z paradoksem -> ego czyli edging God out/dlutkowanie samopoznania i kochająca życzliwość i ten elekromagnes którym jesteśmy ... i jak tym sterowac i jak żyć, o Panie? :)


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pią 0:06, 07 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 0:24, 07 Lip 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:

Po pierwsze: Zastanów się lepiej może, bardziej nad tym, z czym kojarzy ci się samo słowo, pojęcie "wolność" bez kontekstów, bez "dodatków", bez używania go w sformułowaniach, w zwrotach złożonych- bez przydawek.

Uważam, że wolność bez kontekstu jest wadliwym bytem językowym. Nie wiadomo czym jest - może być wszystkim i niczym. Jeśli nie dostarczymy umysłowi jakiejś "kotwicy", która by ukonkretniła takie pojęcie, to uzyskamy efektem NADMIERNEJ DOWOLNOŚCI w interpretacji. Wtedy można np. twierdzić, ze wolność polega na dłubaniu sobie w nosie - i to jest istota pojęcia. Jestem tutaj zgodny z językowymi koncepcjami Wittgensteina, który radził badać UŻYCIE słowa, bo to ono wyznacza w REALNYM JĘZYKU znaczenia.

Piotr Rokubungi napisał:
Po drugie: Dla mnie stan określany, jako np. nirwana nie jest dokładnie tożsamy ze spełnieniem i szczęściem, z jego poczuciem. Nie może być ze swej definicji, bo jest to raczej stan nieistnienia, gdzie brak emocji, doznań, uczuć nie tylko negatywnych, lecz pozytywnych również....

To w sumie nieistotne, czy ja to dobrze określiłem czy nie. Chodziło mi nie o poprawność nazwy na tę druga kategorię, ale o ROZDZIELENIE jej od pojęcia wolności. Nazwij więc to, jak chcesz, ale spróbuj potem pisać o tym, jako czymś w miarę niezależnym od tego, co uważamy za wolność. Zyska na tym przejrzystość rozumowania.

Piotr Rokubungi napisał:
Po trzecie: Przecież napisałem uprzednio już [i jeszcze kiedyś niejednokrotnie chyba], że żadna rzecz ani osoba nie może być "wolna ponad swoją konstytucję", ponad to, czym/ kim jest. A więc oczywiście z tego wynika, że usiłowanie "wyzwolenia się" nad własny stan, "konstrukcję", ponad możliwości swoje prowadzić może w końcu raczej do frustracji jedynie, do rozchwiania emocjonalnego, co rzutować może na otoczenie również...

Nie wiem skąd ten dogmat myślowy, albo jak rozumiesz tę swoją konstytucję. Ja widzę tak, że ludzie sie zmieniają - więc może ich konstytucja też, czyli dalsza, doskonalsza konstytucja może wykroczyć poza tę starą. Chyba, że inaczej to rozumiesz.

Przypuszczam, ze chciałeś przedstawić tak naprawdę jeszcze inną myśl - dążysz rozumowaniem do stanu, który pozbawi cierpienia, będzie zdolny do zaakceptowania. Wolność, którą znamy z życiowych kontekstów (czyli ta bardziej po mojemu), nie za bardzo nas zbliża do owego stanu - jest wobec niej w dużym stopniu w poprzek, chaotyczna, czasem występuje wbrew.
Ale aby coś zadecydować, aby oddalić się od stanu niepożądanego, trzeba MIEĆ WOLNOŚĆ innego rodzaju - taką wolność wyboru wolności (czasem wolność wyboru niewoli). Można się skupić na tej wolności i powiedzieć, że ona występuje przeciw tamtym wolnościom, zaś jedynym istotnym celem (właśnie dla tej wolności) jest osiągnięcie stanu ukojenia/nirwany. To oczywiście ma sens, ale daje się ów sens zachować, nie psując aktualnego języka, nie żądając od wszystkich rezygnacji ze starych znaczeń wolności, lecz po prostu wyróżniając tę pożądaną wolność jakimś dodatkowym określnikiem - np. "wyższa wolność świadomości" - czy cokolwiek. Tak będziemy bardziej zrozumiale się porozumiewać i unikniemy wielu nieporozumień, bo zapanowanie nad tym, aby pozbyć się wieloletnich nawyków rozumowania z jakimś pojęciem jest bardzo trudne.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 0:25, 07 Lip 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Po drugie: Dla mnie stan określany, jako np. nirwana nie jest dokładnie tożsamy ze spełnieniem i szczęściem, z jego poczuciem. Nie może być ze swej definicji, bo jest to raczej stan nieistnienia, gdzie brak emocji, doznań, uczuć nie tylko negatywnych, lecz pozytywnych również...
Ależ skąd. Jak ego przestanie budować konstrukcje mentalne wokół terminu "nirwana" i nie będzie wkładać "łap" w "szprychy" koła zwanego samsara, to już mozemy odczuć jedną noga ten stan ale bez stanika :)

Jako wieczność tymczasowo w materii IHVG mamy doo czynienia z paradoksem -> ego czyli edging God out/dlutkowanie samopoznania i kochająca życzliwość i ten elekromagnes którym jesteśmy ... i jak tym sterowac i jak żyć, o Panie? :)
Wieczność nie może być bytem- może być niebytem jedynie. Bóg, czyli Wola, jest wieczna, bo..nie istnieje, a nawet nie będzli!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 0:41, 07 Lip 2017    Temat postu:

@ Michał D.: Utrapienie z tobą, Michałek!:-P Zresztą z innymi forumowiczami także przeważnie.
Cytat:
Uważam, że wolność bez kontekstu jest wadliwym bytem językowym. Nie wiadomo czym jest - może być wszystkim i niczym. Jeśli nie dostarczymy umysłowi jakiejś "kotwicy", która by ukonkretniła takie pojęcie, to uzyskamy efektem NADMIERNEJ DOWOLNOŚCI w interpretacji. Wtedy można np. twierdzić, ze wolność polega na dłubaniu sobie w nosie - i to jest istota pojęcia. Jestem tutaj zgodny z językowymi koncepcjami Wittgensteina, który radził badać UŻYCIE słowa, bo to ono wyznacza w REALNYM JĘZYKU znaczenia.
To wyraz, słowo "rower" tez uważasz za wadliwy byt językowy? A "ryba", a "śniady", i t. d- to również wadliwe "byty językowe"??:shock:
Cytat:
To w sumie nieistotne, czy ja to dobrze określiłem czy nie. Chodziło mi nie o poprawność nazwy na tę druga kategorię, ale o ROZDZIELENIE jej od pojęcia wolności. Nazwij więc to, jak chcesz, ale spróbuj potem pisać o tym, jako czymś w miarę niezależnym od tego, co uważamy za wolność. Zyska na tym przejrzystość rozumowania.
Kurde, jak ty "ciężko" rozumujesz!:( Przecież napisałem, że za wolność uważam niebyt [Niebyt], a w kategoriach ludzkiego odczuwania, rozumienia jest on nazywany m. in. nirwaną. Jak mogę oddzielić to pojęcie zupełnie od pojęcia "wolność", skoro są one w jakimś stopniu bliskoznaczne, wg mnie?!
Cytat:
Nie wiem skąd ten dogmat myślowy, albo jak rozumiesz tę swoją konstytucję. Ja widzę tak, że ludzie sie zmieniają - więc może ich konstytucja też, czyli dalsza, doskonalsza konstytucja może wykroczyć poza tę starą. Chyba, że inaczej to rozumiesz.

Przypuszczam, ze chciałeś przedstawić tak naprawdę jeszcze inną myśl - dążysz rozumowaniem do stanu, który pozbawi cierpienia, będzie zdolny do zaakceptowania. Wolność, którą znamy z życiowych kontekstów (czyli ta bardziej po mojemu), nie za bardzo nas zbliża do owego stanu - jest wobec niej w dużym stopniu w poprzek, chaotyczna, czasem występuje wbrew.
Ale aby coś zadecydować, aby oddalić się od stanu niepożądanego, trzeba MIEĆ WOLNOŚĆ innego rodzaju - taką wolność wyboru wolności (czasem wolność wyboru niewoli). Można się skupić na tej wolności i powiedzieć, że ona występuje przeciw tamtym wolnościom, zaś jedynym istotnym celem (właśnie dla tej wolności) jest osiągnięcie stanu ukojenia/nirwany. To oczywiście ma sens, ale daje się ów sens zachować, nie psując aktualnego języka, nie żądając od wszystkich rezygnacji ze starych znaczeń wolności, lecz po prostu wyróżniając tę pożądaną wolność jakimś dodatkowym określnikiem - np. "wyższa wolność świadomości" - czy cokolwiek. Tak będziemy bardziej zrozumiale się porozumiewać i unikniemy wielu nieporozumień, bo zapanowanie nad tym, aby pozbyć się wieloletnich nawyków rozumowania z jakimś pojęciem jest bardzo trudne.
Chyba nie warto więcej ci tego objaśniać, tłumaczyć, bo ty i tak swego się trzymasz... Ale wyraźnie i "prosto" napisałem, że pełną swobodę może mieć jedynie nic/nikt- nigdy nie ktoś, ani coś.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 1:07, 07 Lip 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
. Ale wyraźnie i "prosto" napisałem, że pełną swobodę może mieć jedynie nic/nikt- nigdy nie ktoś, ani coś.

U Ciebie "pełna swoboda" to jakiś intuicyjny koncept, którego ja nie rozumiem. Dla mnie to trochę tak, jak by powiedzieć, ze najlepszym biegaczem jest ktoś, komu obcięło nogi. Można to nawet argumentować dalej, ze taki ktoś nie startuje potem w żadnych wyścigach, a więc na pewno w nich nie przegra - czyli jakby wygrał.

Ale nie wiem. Może coś tam rozumiesz po swojemu, tylko jak nie umiem podstawić tej Twojej treści, pod słowa, których użyłeś. Niech więc będzie, ze w jakims TWOIM znaczeniu słowa swoboda, TWOIM rozumieniu coś i ktoś, to ma jakiś (ZNOWU TWÓJ) sens, Ale ja nie czaję tego jaki jest ten sens, bo podstawiam pod słowa, których użyłeś treści nie dające się skleić w spójną całość.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 2:02, 07 Lip 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
. Ale wyraźnie i "prosto" napisałem, że pełną swobodę może mieć jedynie nic/nikt- nigdy nie ktoś, ani coś.

U Ciebie "pełna swoboda" to jakiś intuicyjny koncept, którego ja nie rozumiem. Dla mnie to trochę tak, jak by powiedzieć, ze najlepszym biegaczem jest ktoś, komu obcięło nogi. Można to nawet argumentować dalej, ze taki ktoś nie startuje potem w żadnych wyścigach, a więc na pewno w nich nie przegra - czyli jakby wygrał.

Ale nie wiem. Może coś tam rozumiesz po swojemu, tylko jak nie umiem podstawić tej Twojej treści, pod słowa, których użyłeś. Niech więc będzie, ze w jakims TWOIM znaczeniu słowa swoboda, TWOIM rozumieniu coś i ktoś, to ma jakiś (ZNOWU TWÓJ) sens, Ale ja nie czaję tego jaki jest ten sens, bo podstawiam pod słowa, których użyłeś treści nie dające się skleić w spójną całość.
A, ti, ti, Michałek!:nie: :mrgreen: Dobra- czyli ty masz swoją wolność, ja swoją, a jeszcze inni mają np. ślebodę.:wink:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 4:13, 07 Lip 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Po drugie: Dla mnie stan określany, jako np. nirwana nie jest dokładnie tożsamy ze spełnieniem i szczęściem, z jego poczuciem. Nie może być ze swej definicji, bo jest to raczej stan nieistnienia, gdzie brak emocji, doznań, uczuć nie tylko negatywnych, lecz pozytywnych również...
Ależ skąd. Jak ego przestanie budować konstrukcje mentalne wokół terminu "nirwana" i nie będzie wkładać "łap" w "szprychy" koła zwanego samsara, to już mozemy odczuć jedną noga ten stan ale bez stanika :)

Jako wieczność tymczasowo w materii IHVG mamy doo czynienia z paradoksem -> ego czyli edging God out/dlutkowanie samopoznania i kochająca życzliwość i ten elekromagnes którym jesteśmy ... i jak tym sterowac i jak żyć, o Panie? :)
Wieczność nie może być bytem- może być niebytem jedynie. Bóg, czyli Wola, jest wieczna, bo..nie istnieje, a nawet nie będzli!


Już mi się po raz n-ty nie chce wklejać i tłumaczyć. Może zasugerujesz coś dla opornych? :)

Courtesy of Gregg Braden "The God Code"


Cytat:
Bóg, czyli Wola, jest wieczna, bo..nie istnieje, a nawet nie będzli
Co to za religie tworzysz? Mam nadzieję, że nie Piotrowa :)

Recykling, Panie, recykling :)

Piotr Rokubungi napisał:
Dobra- czyli ty masz swoją wolność, ja swoją, a ...
Tylko żeby było jasne, Panowie, że ja za Waszą wolność - razem czy osobno - walczyć nie będę :)

Dyskurs napisał:
Warunek absolutnej wolnosci (termin umowny) spelni również moment chwili obecnej pod "warunkiem" (termin umowny), że się "wszystko" zawali - clear as mud, right?

Piotr Rokubungi napisał:
Masz w tym na myśli "załamanie" wartości i przekonań? To byłby "doczesny stan nirwany": gdy nie ma się już niczego, nawet siebie [własnego ego], wtedy dopiero zaczyna się być naprawdę [jako "self", prawdziwa osoba bez atrybutów]. Tylko, że to poniekąd utopia w tym świecie, który jest utopią [buddyjską mayą]...
Oj tam, oj tam ... zaraz buddyjska maya/iluzja. Piszę o niezahaczaniu się na gałązkach drzewa życia. Proste. Wydaje Ci się, że jesteś mądry? Dobrze. Ale nagle Michał coś napisze i nagle wydaje Ci się, że już taki mądry nie jesteś. I co wtedy? Oczywiście możesz się na Michała i na siebie "wkurzyć". Tylko co to da? Adrenalinę, kortyzol, etc. Możesz oczywiście pokochać siebie takiego ciut mniej mądrego czyli przez pokochanie siebie takiego mam na myśli delikatność we własną stronę - takie jakby ciut miejsca na zmiane - a to już iluzją nie jest. Wiesz, że ja wszystkie zapisy Michała czytam, rozumiem, i odczuwam. A wiesz dlaczego krótko odpisuję i nie na wszystko? No właśnie ... Jak się dowiesz, to będziesz wiedział o co mi chodzi w tym stanie, który definitywnie nie jest iluzją/maya :) Skoro już chcesz się powoływać na Buddyzm, to kardynalna reguła jest, że nic nie jest stałe oprócz zmiany - jeśli poczujesz się wygodnie stojąc na "ziarnku piasku" to omawiamy ten sam fenomen. "Betoniarka" mnie nie interesuje :)
_________________


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pią 4:45, 07 Lip 2017, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 22:06, 07 Lip 2017    Temat postu:

Oświecona Dyskurs- jesteś mądra, nawet bardzo, a tylko trochę głupia..chociaż czasami bardziej, niż trochę.;-P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 22:22, 07 Lip 2017    Temat postu:

:)

Dark Waltz - Hayley Westenra

We are the lucky ones
We shine like a thousand suns
When all of the color runs together

I'll keep you company
In one glorious harmony
Waltzing with destiny forever

Dance me into the night
Underneath the moon shining so bright
Turning me into the light

Time dancers whirling past
I gaze through the looking glass
And feel just beyond my grasp is heaven

Sacred geometry
Where movement is poetry
Visions of you and me forever

Dance me into the night
Underneath the moon shining so bright
Turning me into the light

Dance me into the night
Underneath the full moon shining so bright
Let the dark waltz begin

Oh let me wheel, let me spin
Let it take me again
Turning me into the light
- https://youtu.be/_gl8ylw4INo
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 2541
Przeczytał: 28 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 22:29, 07 Lip 2017    Temat postu: Re: Wolność prawdziwa, jej atrapy, mały Michałek i owsianka

Michał Dyszyński napisał:

Ten obraz hiszpańskiej korridy jest piękną alegorią wolności prawdziwej i fałszywej.

Michał, z wieloma rzeczami u Ciebie się nie zgadzam (zwłaszcza z Twoją teorią poznania) ale tu utrafiłeś w sedno i pod tym się podpisuję.
Owsiakowski róbtacochcetyzm nie jest prawdziwą wolnością.
I tak samo Libertarianie, którzy tak lubią pieprzyć o "wolności", tak w istocie pragną wolności fałszywej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin