Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Życiowe złudzenia - wróg, czy zbawca psychiki?
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 12:37, 07 Lip 2017    Temat postu: Życiowe złudzenia - wróg, czy zbawca psychiki?

Nasze życie zaczyna się od pielęgnowania złudzeń - jako dziecku wpaja nam się, że świat jest miły i sympatyczny, otaczają nas przyjacielskie puchate misie, mama i tata nas absolutnie kochają i chcą (nie przyznając się, że ktoś był ewidentnie "wpadką"), a świat jest pełen radości. Później cześć owych pokolorowanych emocjonalnie ściem się wyjaśnia, ale przybywa tez nowych. W dorosłym wieku borykamy się z kolei z licznymi lękami - o zdrowie, najbliższych, o to aby nie było wojny itp.
Jak patrzę sobie na różnych ludzi, to widzę w ich reakcjach mnóstwo lukru emocjonalnego - przedstawiają sobie siebie w lepszych barwach, niż to ma miejsce realnie, świat się staramy widzieć optymistycznie i w ogóle... keep smiling...
Jest też szczególny rodzaju ułudy, który bardzo silnie wpływa na myślenie - to przekonanie o swojej mądrości i kompetencji. Jak mawia przysłowie rozum jest najsprawiedliwiej rozdzielony między ludzi - nikt nie mówi o sobie, że jest głupi (co też nie jest prawdą...).
Oszukujemy się właściwie na każdym kroku - że będzie dobrze (choć czujemy, że pewnie będzie tylko gorzej), że ewidentnie wredni dranie też są dobrzy, nawet fakt nieuchronnej śmierci zamiatamy pod dywan.
Inaczej trudno by było...

Stawiam pytanie - stawiam je trochę samemu sobie i to od lat, a trochę w świat: czy złudzenia, jakie w sobie hodujemy należałoby demaskować, czy może pielęgnować?
Z jednej strony całego tego zła świata, bez jakiegoś znieczulenia byśmy pewnie nie wytrzymali. Załamalibyśmy się, wpadli w czarną depresję. Z drugiej jednak strony, tworzenie sobie nierealnego obrazu życia wpływa na racjonalność naszych wyborów - dajemy się wykorzystywać oszustom, biorąc ich miłe słówka za dobrą monetę, lekceważymy niebezpieczeństwa. Podobno inteligencja koreluje pozytywnie z pesymizmem - co by sugerowało, że ci co mają power w głowie, odważnie patrzą na trudne sprawy, nie udają ciągle, że złych rzeczy na świecie nie ma, albo jest ich niewiele.
Jest stereotyp pięknoducha - osobowości pomijającej w swoim obrazie świata nieprzyjemne aspekty, dość skrajnie wypierającej negatywy życia. Ale życie każdego dopadnie - czy sobie stworzymy jakąś ułudę, czy nie - w końcu jakaś najbliższa osoba umrze, albo zachoruje, z pracy nas może wyleją, a w końcu i tak umrzemy.
Są różne techniki walki ze świadomością zła - najczęściej ludziska po prostu zmieniają temat, nie myślą o tych negatywnych sprawach, w myśl zasady: po co się katować? Inni zakłamują rzeczywistość - nie chcą wierzyć w to, co im nie pasuje, za to konfabulują w stronę dla siebie przyjemną. Trzecią techniką lukrowania sobie obrazu świata jest rzucenie się w wir jakiejś pracy, nieustannych zadań - jak się ma ciągle zajęcie, to się nie myśli...

Jako chrześcijanin wierzę, że zło tego świata - na który zostałem rzucony z woli Boga - jest dla mnie WAŻNYM DOSWIADCZENIEM. Powinienem więc się z nim zmierzyć. Zamiatanie pod dywan trudnych prawd nie jest tą poprawną postawą. Z drugiej jednak strony człowiek nie wszystko jest w stanie znieść, więc doradzanie komuś, aby w każdej sytuacji przyjmował okoliczności "jak są" z całą mocą ich negatywnego działania, mogłoby skierować tę osobą w pobliże choroby psychicznej - bo gdy nie wytrzymamy, gdy coś w środku człowieka pęknie, to potem bardzo trudno jest wrócić do stanu równowagi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 21:33, 07 Lip 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
Nasze życie zaczyna się ...
od ciszy - tylko ja i Stworca.

Cytat:
W dorosłym wieku borykamy się z kolei z licznymi lękami - o zdrowie, najbliższych, o to aby nie było wojny itp.
Niektórzy są tak skoncentrowani na sobie, że nie zastanawialaj się czy będzie wojna czy nie. Inni z kolei są tak skoncentrowni na dawaniu siebie innym, że brakuje im czasu na bycie dla siebie samych. Myślę, że podróż poznania zwana życiem ludzkim pozwala na pracę nad sobą coś w rodzaju filozofii Michała Anioła, który twierdził żeby dać mu bryłę kamienną a on odłupie to co jest niepotrzebne, bo rzeźba już w środku jest, wystarczy tylko oddlutkowac zbędny materiał. Myślę, że nasza pozdroz przez życie - podoroz samopoznania - zczyna sie od tego momentu ciszy pomiędzy nami i Stwórca, kiedy nasza Mama nie wie jeszcze, że poczęło się w niej życie - z powrotem do tego momentu, który wcale nie musi nastąpić przez zmiana formy. Myślę, że wraz z wychowaniem "przyklejamy" sobie różne charakterystyki postępowania, filtry myślowe, etc. instrumenty percepcyjne aby chronić się przed poznawaniem a raczej zranieniami w procesie poznawania. Kiedy upuścimy charakterystyki postępowania warunkowane kulturoowo/społecznie, filtry myślowe opadają same, a instrumenty percepcyjne stają się para do odczuwania, ale bez limitów, aby ponownie stanąć (metafora) przed obliczem Stwórcy nagimi ale bez lęku lecz w pokorze - i wcale nie musi to być w trakcie zmiany formy.

Cytat:
... przedstawiają sobie siebie w lepszych barwach, niż to ma miejsce realnie, świat się staramy widzieć optymistycznie i w ogóle... keep smiling...
Inni są. Całą reszta to artefakty naszej percepcji na bazie energii naszej intencji. Im więcej ludzi to zrozumie i odczuje, to tym mniejszy będzie "mesjanizm" i pokusą poprawiania rzeczywistości percepcyjnych, które są dynamiczna częścią otwartego systemu percepcji każdego systemu nerwowego i jakiegoś transformatora/mózgu jakie istnieja. Bez lotu żurawia, nie byłoby ruchu powietrza, ktory on wyzwala. Nie byloby percepcyjnej uwagi kogoś kto ten lot zarejestruję. Czy ktoś lubi żurawia w locie czy nie to zupełnie inny temat. To temat konceptualny. Doświadczenie lotu żurawia jest naturalne - jego ocena jest konceptualna.

Cytat:
Oszukujemy się właściwie na każdym kroku - że będzie dobrze (choć czujemy, że pewnie będzie tylko gorzej), że ewidentnie wredni dranie też są dobrzy, nawet fakt nieuchronnej śmierci zamiatamy pod dywan.
Inaczej trudno by było...
W kontekście filozofii zachodu, tak. Bo kultura zachodnią nie uczy radzenia sobie z cisza i niepewnością. Kultura wschodnia odwrotnie, bo wedlug filozofii wschodu, cisza i niepewność to esencja życia.

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pią 21:41, 07 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 1:51, 08 Lip 2017    Temat postu:

Ja się raczej nie oszukuję. Dlatego wiem, że prawie nic nie wiem oraz, że jestem raczej nic nie wart...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 2:37, 08 Lip 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Ja się raczej nie oszukuję.

Bardzo niebezpieczne jest takie założenie.
Ja mam zgoła odmienne: warto jest odkrywać jak oszukuję siebie ja sam, jakie filtry nieświadome zakłada moja psychika.
Inaczej mówiąc - na starcie (!) chyba warto jest się pytać nie tyle CZY się oszukujemy, ale JAK się oszukujemy. Po jakimś czasie może uda nam się odkryć źródła części mechanizmów fałszujących nam obraz świata i siebie.

Piotr Rokubungi napisał:
Dlatego wiem, że prawie nic nie wiem oraz, że jestem raczej nic nie wart...

Ja uważam, że WŁAŚNIE TYM DOWODZĘ, ŻE JESTEM COŚ WART, gdy PRZECHYTRZĘ OSZUSTÓW, czyli gdy sobie będą w stanie skonstruować taki sposób patrzenia na świat, aby nie było w nim dziur, fałszów. Poza tym - każdy jest wart bardzo wiele - dla Boga. I wiele, dla ludzi.
Przy czym nie ma takiej absolutnie obiektywnej wartości dla człowieka. Dla totalnego nihilisty świat jest nic nie wart i on sam też jest nic nie wart, bo nic nie ma wartości.

Wartość jest ARBITRALNA, jest przyznawana MOCĄ WIARY, przekonania, że właśnie należy uznawać wartość. Jak się to zaakceptuje, to się DOCENI.
Co się doceni?
- Wszystko: ludzi, siebie, każdą istotę, która jest w stanie budować wartość. Bo taka wartość nie jest gratis, jest WYTWARZANA W OSOBACH. Można by rzecz, że świadomość jest "FABRYKĄ WARTOŚCI".


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 2:39, 08 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:48, 08 Lip 2017    Temat postu:

@ Michał D.:
Cytat:
Bardzo niebezpieczne jest takie założenie.
Dlatego napisałem, że raczej, a nie, że na pewno, w zupełności.
Cytat:
warto jest odkrywać jak oszukuję siebie ja sam, jakie filtry nieświadome zakłada moja psychika.
Oczywiście.
Cytat:
Po jakimś czasie może uda nam się odkryć źródła części mechanizmów fałszujących nam obraz świata i siebie.
Trochę ich już odkryłem i zrozumiałem [w różnym stopniu].
Cytat:
Ja uważam, że WŁAŚNIE TYM DOWODZĘ, ŻE JESTEM COŚ WART, gdy PRZECHYTRZĘ OSZUSTÓW, czyli gdy sobie będę w stanie skonstruować taki sposób patrzenia na świat, aby nie było w nim dziur, fałszów.
A czy "przechytrzysz" sam siebie. Z tego tekstu wynika, że nie uczyniłeś jeszcze tego, czyli nie "rozwiałeś" swojej mayi, gdyż wydaje ci się, że to ty ustalasz, co jest fałszem oraz co i na ile jest spójne...
Cytat:
Poza tym - każdy jest wart bardzo wiele - dla Boga. I wiele, dla ludzi.
Przy czym nie ma takiej absolutnie obiektywnej wartości dla człowieka. Dla totalnego nihilisty świat jest nic nie wart i on sam też jest nic nie wart, bo nic nie ma wartości.
Wartości i przekonania- te niezgodne z [Podstawową] Prawdą- są również złudzeniami, oszukiwaniem się...
Cytat:
Wartość jest ARBITRALNA, jest przyznawana MOCĄ WIARY, przekonania, że właśnie należy uznawać wartość. Jak się to zaakceptuje, to się DOCENI.
Sam sobie odpowiedziałeś, jaką jest to głupotą; oraz sam sobie przeczysz. Wiele razy potępiasz arbitralność [m. in. gdy się tobie wydaje, że ja w ten "sposób" piszę swoje teksty], a tu naraz ją wychwalasz, uznajesz za istotny "motor" nadawania [nonsensownie raczej, bo arbitralnie] wartości...
Cytat:
Można by rzecz, że świadomość jest "FABRYKĄ WARTOŚCI".
Bardziej instynkty, emocje z podświadomości, a nawet z nieświadomości, które tylko w niewielkim stopniu i tylko niekiedy, chwilowo bywają uświadamiane sobie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:22, 08 Lip 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
[color=darkred]Sam sobie odpowiedziałeś, jaką jest to głupotą; oraz sam sobie przeczysz. Wiele razy potępiasz arbitralność [m. in. gdy się tobie wydaje, że ja w ten "sposób" piszę swoje teksty], a tu naraz ją wychwalasz, uznajesz za istotny "motor" nadawania [nonsensownie raczej, bo arbitralnie] wartości...

Źle zostałem zrozumiany. Jeśli "potępiam arbitralność" to w konkretnym przypadku, a nie tak w ogóle. To jest dość podstawowa różnica.
Z drugiej strony, dobrze, że mi to wytknąłeś (dzięki!), bo tę rzecz chyba koniecznie warto wyjaśnić.
W moim przekonaniu arbitralność - tak sama z siebie - nie jest ani dobra, ani zła. Tak jak nóż nie jest dobry, albo zły sam z siebie, choć może służyć do zabicia człowieka, lecz może też służyć do rozcinania więzów (albo pętli na szyję), które człowieka gnębią.
Arbitralność w podstawowym sensie jest po prostu TYPEM TWIERDZENIA - może być sensownie, lub źle użyta. W szczególności nieraz podkreślam znaczenie WIARY, a wiara jest właśnie rodzajem arbitralnego przyznania wiarygodności twierdzeniu, czy źródłu informacji. W tym więc sensie arbitralność jest niezbędna.
Z drugiej strony użycie arbitralności JAKO ARGUMENTU jest po prostu NIESKUTECZNE DYSKURSYWNIE. Gdy ktoś jako obronę swej tezy nie jest w stanie podać żadnego mechanizmu, okoliczności, potwierdzenia i tylko "twierdzi że tak jest", to robi to właśnie arbitralnie. Odbiorcy jego komunikatu mogą mu uwierzyć, albo nie, ale NA PEWNO MAJĄ WIELKIE PRAWO ABY POWĄTPIEWAĆ. A w każdym razie mogą tu podejrzewać pustosłowie, opinię bardzo subiektywną (czyli nawet jeśli jakoś użyteczną nadawcy, to może już niekoniecznie odbiorcy). Dlatego arbitralności zamiast argumentu raczej nie należy stosować (choć w wyjątkowych sytuacjach może nie być wyjścia, więc "nigdy nie mów 'nigdy'").


Piotr Rokubungi napisał:
Cytat:
Można by rzecz, że świadomość jest "FABRYKĄ WARTOŚCI".
Bardziej instynkty, emocje z podświadomości, a nawet z nieświadomości, które tylko w niewielkim stopniu i tylko niekiedy, chwilowo bywają uświadamiane sobie.

Może instynkty i emocje się jakoś dokładają, współtworzą, ale ostatecznym zarządcą, tym który "zatwierdza" i ostatecznie odpowiedzialnym będzie świadomość.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 21:24, 08 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 22:11, 08 Lip 2017    Temat postu:

Michał, jaki z ciebie "krętacz", w dodatku raczej niezupełnie świadomy tego; nie chcesz się przyznać wprost, tylko mieszasz. Ale to jest jedna z głównych cech twego całego pisania [przynajmniej tutaj]- właśnie mieszanie, zamotanie [się również]...
To wszystko faktycznie sprowadza się do kwestii wiary, wartości przekonań, do uwierzenia lub nie. Każda dyskusja, dyskurs nawet najbardziej naukowy u samych podstaw opierać się musi na..arbitralnie przyjmowanych lub odrzucanych pojęciach, zasadach podstawowych- aksjomatach bazowych, jak to niektórzy by nazwali; na wiarę właśnie, zgodnie z każdego człowieka instynktownym, emocjonalnym wartościowaniem przekonań [własnych].
Zrozum wreszcie i zaakceptuj, że pod tym względem, w tym kontekście nie ma żadnej różnicy pomiędzy przykładowo: "Poza tym - każdy jest wart bardzo wiele - dla Boga. I wiele, dla ludzi. (...) WŁAŚNIE TYM DOWODZĘ, ŻE JESTEM COŚ WART, gdy PRZECHYTRZĘ OSZUSTÓW, czyli gdy sobie będę w stanie skonstruować taki sposób patrzenia na świat, aby nie było w nim dziur, fałszów.", a "Hipoteza Wszystkiego Piotra R. jest najwspanialsza i jedynie prawdziwa, słuszna", a nawet "Krumawpichja fungnieli pimdokru". Dociera to do ciebie teraz??
Michał napisał:
Może instynkty i emocje się jakoś dokładają, współtworzą, ale ostatecznym zarządcą, tym który "zatwierdza" i ostatecznie odpowiedzialnym będzie świadomość.
Nigdy nie działasz instynktownie, emocjonalnie?? Jeśli odpowiesz, że nie, to i tak nie uwierzę. Może wiesz, że wszelkie badania naukowe "pokazują" podobnie: Niecałe dziesięć procent informacji odbieranych przez organizm człowieka z otoczenia dociera aż do świadomości i jest wiadome, uświadomione, rozpoznane przez ego. System nerwowy przeciętnego człowieka [łącznie z informacjami z własnego organizmu] przetwarza średnio 400 TB danych na sekundę (!); z czego świadomych wyobrażeń na sekundę mamy..maksymalnie 10.:shock: :rotfl: Więc trochę poprzestawiaj sobie..wartości, priorytety przekonań, byś nie był taki..zacofany.;-P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:16, 09 Lip 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Michał, jaki z ciebie "krętacz", w dodatku raczej niezupełnie świadomy tego; nie chcesz się przyznać wprost, tylko mieszasz. Ale to jest jedna z głównych cech twego całego pisania [przynajmniej tutaj]- właśnie mieszanie, zamotanie [się również]...
To wszystko faktycznie sprowadza się do kwestii wiary, wartości przekonań, do uwierzenia lub nie. Każda dyskusja, dyskurs nawet najbardziej naukowy u samych podstaw opierać się musi na..arbitralnie przyjmowanych lub odrzucanych pojęciach, zasadach podstawowych- aksjomatach bazowych, jak to niektórzy by nazwali; na wiarę właśnie, zgodnie z każdego człowieka instynktownym, emocjonalnym wartościowaniem przekonań [własnych].
Zrozum wreszcie i zaakceptuj, że pod tym względem, w tym kontekście nie ma żadnej różnicy pomiędzy przykładowo: "Poza tym - każdy jest wart bardzo wiele - dla Boga. I wiele, dla ludzi. (...) WŁAŚNIE TYM DOWODZĘ, ŻE JESTEM COŚ WART, gdy PRZECHYTRZĘ OSZUSTÓW, czyli gdy sobie będę w stanie skonstruować taki sposób patrzenia na świat, aby nie było w nim dziur, fałszów.", a "Hipoteza Wszystkiego Piotra R. jest najwspanialsza i jedynie prawdziwa, słuszna", a nawet "Krumawpichja fungnieli pimdokru". Dociera to do ciebie teraz??

W "tym kontekście" - tzn. skupiając się jedynie na JEDNORAZOWYM AKCIE ARBITRALNEJ WIARY, to pewnie i masz rację.
Wcale mnie nie musisz do tego przekonywać.

A tak w ogóle to nie "ja kręcę", tylko Ty nadinterpretujesz moje myśli, dopisując ich dalszy ciąg wedle swojego widzimisię. Do tego bardzo często widzimisię, które akurat mi w ogóle nie przyszło by do głowy.

Piotr Rokubungi napisał:
Michał napisał:
Może instynkty i emocje się jakoś dokładają, współtworzą, ale ostatecznym zarządcą, tym który "zatwierdza" i ostatecznie odpowiedzialnym będzie świadomość.
Nigdy nie działasz instynktownie, emocjonalnie?? Jeśli odpowiesz, że nie, to i tak nie uwierzę. ;-P

Oczywiście, że nieraz działam instynktownie i emocjonalnie. Mało tego, w pewnych obszarach na takie reakcje mogę sobie nawet pozwolić bez poczucia zagrożenia dla ważnych wartości. W jakich to sytuacjach?...
- Ano tam, gdzie poznałem moje instynkty na tyle, uwierzyłem, że "nie zrobią demolki", że jakoś sensownie funkcjonują, to nawet pozwolę im poszaleć.
Są jednak sytuacje (mam obowiązek je rozpoznawać), gdy zdanie się na instynkt, odruch, proste uczucie będzie przynosiło opłakane skutki. W tych sytuacjach niezbędne jest "wzięcie się karby", danie pierwszeństwa rozumowi, który coś zarządzi wbrew odruchom.
Jeśli ktoś Z REGUŁY ulega instynktom i odruchom, to prędzej czy później wpakuje się jakąś kabałę, zniszczy coś cennego w swoim życiu.
Oczywiście wrodzony potencjał destrukcyjny jest różny u różnych ludzi. W jednym z ostatnio oglądanych filmów sci-fi ktoś wypowiedział się o jednej z postaci "ona ma mądrą duszę". Spodobało mi się to - bo ten tekst obrazuje, że niektóre osoby jakoś rodzą się z większym potencjałem dobra, niż inni - oni nawet odruchy mają dobre, niedestrukcyjne. Chyba tych "dobrych, mądrych dusz" jest jakby więcej wśród kobiet. Mężczyznom Bóg "zafundował" trudniejszą drogę - walki z emocjami wysoce groźnymi, nieraz patologicznymi. To widać choćby po statystykach przestępstw z podziałem na płcie. Ale każdy musi się uporać z tym, co mu dano - "kto więcej otrzymał, od tego więcej wymagać będą" (cytat z Biblii).

Piotr Rokubungi napisał:
Więc trochę poprzestawiaj sobie..wartości, priorytety przekonań, byś nie był taki..zacofany.;-P

Sorry, ale zupełnie nie masz pojęcia o tym jak W CAŁOŚCI wygląda mój pogląd na świat. Piszę i tak "za długie" posty. Więc się ograniczam do pewnych wąskich ścieżek w gęstwinie moich koncepcji. O wielu rzeczach nie piszę, bo ani ja nie mam tyle czasu, aby sprawę wyłożyć, ani pewnie nie znaleźliby się desperaci gotowi takie wielgachne wywody czytać. Nic z tego co piszesz, domniemywając jakieś moje "zacofanie", sugerując moje rzekome przekonania, nie odpowiada temu, co w tej sprawie myślę.

Ten problem KOMUNIKACYJNY "ćwiczyłem" z resztą nie tylko z Tobą. Normą jest, że jak zaczynam się wypowiadać szerzej, ukazując iż widzę rzeczy wielostronnie, to odbiorca wymięka, czuje się znużony, oskarża mnie o pisanie albo oczywistości, albo po prostu o niepotrzebne gadulstwo. Jednak jak się ograniczę do meritum, to tego rodzaju rozmówca za chwilę często z tryumfem ogłasza: Przyłapałem cię! Nie rozumiesz odwrotnej strony medalu, przeciwnego aspektu sprawy!!!
Tak więc od jakiegoś czasu próbuję pisać... słabo. Próbuję wciąż podkreślać, ze coś jest głównie moją opinią, że "ja tak uważam", a do tego nie spieram się, jak ktoś mi wytknie jakąś drugą stronę medalu, lecz z nim zgadzam. W rzeczywistości najczęściej chowam gdzieś w zanadrzach myśli także trzecią i czwartą stronę tegoż medalu... Ale też nie chcę nikomu w głowie mieszać, bo taki stopień skomplikowania koncepcji są w stanie zdzierżyć tylko bardzo nieliczni ludzie (poznaję ich po tym, że wychwytują pewne niuanse moich wypowiedzi - np. unikanie niektórych sformułowań, "dziwnie brzmiące" określenia - oni "łapią w lot" co spowodowało ową "dziwność", a potem często sygnalizują mi, że zrozumieli, też analogicznie unikając sformułowań dla większości się narzucających).


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 0:17, 09 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:35, 09 Lip 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
W moim przekonaniu arbitralność - tak sama z siebie - nie jest ani dobra, ani zła. Tak jak nóż nie jest dobry, albo zły sam z siebie, choć może służyć do zabicia człowieka, lecz może też służyć do rozcinania więzów (albo pętli na szyję), które człowieka gnębią.
Arbitralność w podstawowym sensie jest po prostu TYPEM TWIERDZENIA - może być sensownie, lub źle użyta. W szczególności nieraz podkreślam znaczenie WIARY, a wiara jest właśnie rodzajem arbitralnego przyznania wiarygodności twierdzeniu, czy źródłu informacji. W tym więc sensie arbitralność jest niezbędna.
Z drugiej strony użycie arbitralności JAKO ARGUMENTU jest po prostu NIESKUTECZNE DYSKURSYWNIE. Gdy ktoś jako obronę swej tezy nie jest w stanie podać żadnego mechanizmu, okoliczności, potwierdzenia i tylko "twierdzi że tak jest", to robi to właśnie arbitralnie. Odbiorcy jego komunikatu mogą mu uwierzyć, albo nie, ale NA PEWNO MAJĄ WIELKIE PRAWO ABY POWĄTPIEWAĆ. A w każdym razie mogą tu podejrzewać pustosłowie, opinię bardzo subiektywną (czyli nawet jeśli jakoś użyteczną nadawcy, to może już niekoniecznie odbiorcy). Dlatego arbitralności zamiast argumentu raczej nie należy stosować (choć w wyjątkowych sytuacjach może nie być wyjścia, więc "nigdy nie mów 'nigdy'").


Mam dość ważny komentarz do tego mojego tekstu. Dotyczy on sporów pomiędzy materialistami (zwykle ateistami), a personalistami. Typowy ateista jest przekonany, że ma większą wolność od teisty, bo ten ostatni jest ograniczony normami (moralnymi swojej religii, czy jej innymi przykazaniami), zaś ateista może przyjąć co chce, będąc ograniczony jedynie "prawdą materialną". Za chwilę też materialista ogłosi, iż wiara jest niepotrzebnym aspektem rozumowania, bo "trzeba wiedzieć i sprawdzać", czyli od doświadczenia (materialnego) wywodzi się wszelka prawda.
Ja z kolei widzę, że STAWIAJĄC NA SZCZYCIE ASPEKT WIARY mam nieporównywalnie szerszy zakres koncepcji do dyspozycji - mogę uwierzyć, w co zechcę, nawet w te wszystkie koncepcje, które materialista odrzuca. Więc czysto ilościowo patrząc moja ilość opcji do wyboru jest dużo dużo większa i wolność jest większa. Tu oczywiście zapewne ateista uśmiechnie się z wyższością i ogłosi, że: owszem teista będzie miał wiele teorii i koncepcji, ale tylko jedna z nich jest prawdziwa, więc teista "zyska tyle", że zostanie przywalony wielką ilością koncepcji błędnych. Czyli byłoby "z deszczu pod rynnę".
Problem w tym, że radość ateisty z "przygwożdżenia" teisty oskarżeniem o głupotę, polegającą na posiadaniu nadmiaru nieużytecznych koncepcji, jest przedwczesna. Ateista mógłby się cieszyć, GDYBY MIAŁ PEWNOŚĆ, ŻE TA JEGO JEDNA KONCEPCJA JEST W 100% SŁUSZNA. A, niestety, tak nie jest - to się dopiero okaże. W tym kontekście teista, który ma wiele różnych koncepcji, o różnych, czasem porównywalnych poziomach wiary w nie, ma MOŻLIWOŚĆ PORÓWNANIA I WYBORU. Czyli jego szansa na osiągnięcie sukcesu w postaci koncepcji najlepiej odpowiadającej oczekiwaniom (np. oczekiwaniom obrazowania rzeczywistości) jest większa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 1:04, 09 Lip 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Ja się raczej nie oszukuję. Dlatego wiem, że prawie nic nie wiem oraz, że jestem raczej nic nie wart...
Musi Ci by zatem "lekko na duszy" ale proszę nie myl z "lekkoduchem" :) Ja wiem gdzie znalezc, jakby co. A jakby nic, to nic :)

Michal Dyszynski napisał:
Ja mam zgoła odmienne: warto jest odkrywać jak oszukuję siebie ja sam, jakie filtry nieświadome zakłada moja psychika.
Inaczej mówiąc - na starcie (!) chyba warto jest się pytać nie tyle CZY się oszukujemy, ale JAK się oszukujemy. Po jakimś czasie może uda nam się odkryć źródła części mechanizmów fałszujących nam obraz świata i siebie.
Podejrzewam, ze na te analizy konglomeratu twarzy ego braknie zycia :)

Michal Dyszynski napisał:
Wartość jest ARBITRALNA, jest przyznawana MOCĄ WIARY, przekonania, że właśnie należy uznawać wartość. Jak się to zaakceptuje, to się DOCENI.
"Wartosc" jest lit tyko terminem. Jaka "religie"/ideologie ktos stworzy na jego bazie i jaka bedzie praktyka to zalezy od jednostki i jaki ta jednostka ma wplyw na innych w kontekscie potencjalnej indoktrynacji czlonkow grupy i potencjalnej narzuconej percepcji kolektywnej.

Michal Dyszynski napisał:
Co się doceni?
- Wszystko: ludzi, siebie, każdą istotę, która jest w stanie budować wartość. Bo taka wartość nie jest gratis, jest WYTWARZANA W OSOBACH. Można by rzecz, że świadomość jest "FABRYKĄ WARTOŚCI".
A ja jak mowie komus dobre slowo to obojetne jest czy ten ktos zasluguje, bo nie funkcjonuje na zasadzie endowment czyli dawanie z "haczykami" tylko na zasadzie charytatywnosci, ktora nie jest podzieleniem sie kesem z pelnego stolu lecz podzielenie sie ostatnim kesem kiedy jestem nadal glodna.

Michal Dyszynski napisał:
Może instynkty i emocje się jakoś dokładają, współtworzą, ale ostatecznym zarządcą, tym który "zatwierdza" i ostatecznie odpowiedzialnym będzie świadomość.
Nope. Wysoka swiadomosc ludzka instynkt na bazie mozgu nizszego/zachowawczego nie sa kompatybilne. Instynkt to autopilot. Intuicja to tak zwany szosty zmysl. Wysoka swiadomosc i intuicja sa kompatybilne. Emocje to manifestacja i materializacja swiadomosci ludzkiej, bo komunikuja bodzce z podswiadomosci i koreluja z praca mozgu a ten nie posiadajac mozliwoscii oceny czy bodziec jest rzeczywisty czy wyimafginowany rozsyla "chemie" do fizjologii komorkowej.

Michal Dyszynski napisał:
"kto więcej otrzymał, od tego więcej wymagać będą" (cytat z Biblii).
Ktorej wersji, autor, werset prosze :)

Michal Dyszynski napisał:
W tym kontekście teista, który ma wiele różnych koncepcji, o różnych, czasem porównywalnych poziomach wiary w nie, ma MOŻLIWOŚĆ PORÓWNANIA I WYBORU. Czyli jego szansa na osiągnięcie sukcesu w postaci koncepcji najlepiej odpowiadającej oczekiwaniom (np. oczekiwaniom obrazowania rzeczywistości) jest większa.
No ... i zaraz znajdzie sie na kursie kolizyjnym z Katechizmem Kosciola Katolickiego, ktory mowi: "IV. Jak mówić o Bogu?
39 Broniąc zdolności rozumu ludzkiego do poznania Boga, Kościół wyraża swoją ufność w możliwość mówienia o Bogu wszystkim ludziom i z wszystkimi ludźmi. Przekonanie to stanowi podstawę jego dialogu z innymi religiami, z filozofią i nauką, a także z niewierzącymi i ateistami.", bo werset 39 Rozdzialu I, Sekcji IV, KKK tchnie pokora a Twoja wypowiedz, wybacz, pycha jednego z oblicz Twojego ego ciut ciut czuc :)


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Nie 1:47, 09 Lip 2017, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 1:44, 09 Lip 2017    Temat postu:

Krowa w komentarzu pochwalnym napisał:
WIARA daje "o niebo" więcej niż Wiedza. Ale nie wiara w Boga, gdyż tej nie można zmienic podobno. JA WIERZĘ W SIEBIE takiego, że zawsze mogę zmienić zdanie.

Pan Krowa w powyższej wypowiedzi (pogrubienie moje) podniósł niezwykle interesujący aspekt sprawy. Gdzieś już o nim pisałem, ale teraz skomentuję na nowo.
Strategia życiowa, która tutaj nakreśliła wypowiedź Krowy jest niezwykle kusząca. W pierwszym odruchu widać w niej coś w rodzaju MAKSYMALNEJ WOLNOŚCI, albo BRAKU JAKICHKOLWIEK OGRANICZEŃ.
Oto mocą mojego wyboru mogę powiedzieć wszystko - nawet największą głupotę, bzdurę, kłamstwo, wredotę. Jak się mi spodoba, to przecież mogę to odwołać, powiedzieć coś przeciwnego. Wszystko mogę! Hehe - logika pokonana! Za nic nie muszę czuć się odpowiedzialny! Cały język, cały świat sformułowań u moich stóp! :rotfl: :fight: :szacunek:
Tylko czy tak do końca i czy na pewno?...
Problemem przeoczonym przez niejednego wyznawcę krowiej strategii, jest bowiem pewien bardzo przykry skutek uboczny aż tak dalece posuniętej wolności. Bo mówimy w końcu do KOGOŚ. Jest jakiś odbiorca, który coś tam sobie myśli. Tenże odbiorca, prędzej czy później, przejrzy strategię braku odpowiedzialności za swoje słowo. Odbiorca ostatecznie WKALKULUJE OWĄ STRATEGIĘ NADAWCY W SWÓJ ODBIÓR.
Jak ktoś nie jest odpowiedzialny za to, co nam komunikuje, to NIE BĘDZIEMY OCZEKIWAĆ, ŻE WYPOWIEDZIANE PRZEZ NIEGO SŁOWA COKOLWIEK ZE SOBĄ NIOSĄ. Od tej pory odbiorca nieodpowiedzialnemu nadawcy przylepi flagę "blagier, produkuje słowa bez znaczenia". Dalej z tym wiąże się następny etap klasyfikacji - co by ów ktoś nie powiedział, nie polegajmy na tym, traktujmy na zasadzie jakby powiedział głupiec, nierozumne dziecko, ktoś, kto niczego nie wie, nic nie rozumie. W ten sposób owa wolność, która u nadawcy zdaje się być nieskończona, u odbiorcy karleje do poziomu bliskiego bełkotowi szaleńca, czy paplaninie dziecka - wszystko co ów ktoś powie, można - bez martwienia się, czy wyrzutów sumienia - ZIGNOROWAĆ.
Jeśli nadawca wkalkulował ów efekt w swoją strategię komunikacyjną, to nie ma problemu. Gorzej, jeśli kiedyś zapragnie, aby go z mocą i zaufaniem wysłuchano, przejęto się poważniej tym, co powiedział, oparto na owej wypowiedzi jakieś swoje wybory. Tylko głupiec bowiem oparł by swoje wybory, rozumowanie o stwierdzenie, które - z niejasnych powodów - za chwilę może zostać zaprzeczone, zamienione na zupełnie inne.
Ale oczywiście zabawa w bycie nieodpowiedzialnym do pewnego stopnia może być nawet przyjemna, nawet upajająca. Jednak ostatecznie mentalnie przy owej strategii utopimy się w oceanie bezznaczenia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 1:54, 09 Lip 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
Jednak ostatecznie mentalnie przy owej strategii utopimy się w oceanie bezznaczenia.
Alez skad ...
Michal Dyszynski napisał:
... wszystko co ów ktoś powie, można - bez martwienia się, czy wyrzutów sumienia - ZIGNOROWAĆ.
Zdrowiej jest kontemplowac. Czyli pozostawic slowo pod krzyzem (ale nie tym IroBa). Ale to moje zdanie :)

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Nie 1:55, 09 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
rafal3006
Opiekun Forum Kubusia



Dołączył: 30 Kwi 2006
Posty: 21819
Przeczytał: 33 tematy

Skąd: z innego Wszechświata
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 6:40, 09 Lip 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Strategia życiowa, która tutaj nakreśliła wypowiedź Krowy jest niezwykle kusząca. W pierwszym odruchu widać w niej coś w rodzaju MAKSYMALNEJ WOLNOŚCI, albo BRAKU JAKICHKOLWIEK OGRANICZEŃ.
Oto mocą mojego wyboru mogę powiedzieć wszystko - nawet największą głupotę, bzdurę, kłamstwo, wredotę. Jak się mi spodoba, to przecież mogę to odwołać, powiedzieć coś przeciwnego. Wszystko mogę! Hehe - logika pokonana!

Michale, człowiek (zwierzęta także) mając wolna wolę może łamać wszelkie prawa logiczne, co nie oznacza że nie podlega pod logikę matematyczną.

Pani:
Jutro pójdziemy do kina
Y=K
... a kiedy pani skłamie?
Negujemy stronami
~Y=~K
stąd:
Pani skłamie (~Y) wtedy i tylko wtedy gdy jutro nie pójdziemy do kina
~Y=~K

Oczywistym jest że pani może złamać daną obietnicę i skłamać, ale wszyscy nazwią panią kłamcą - dzięki logice matematycznej.


Ostatnio zmieniony przez rafal3006 dnia Nie 6:42, 09 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 20:48, 09 Lip 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Michal Dyszynski napisał:
Jednak ostatecznie mentalnie przy owej strategii utopimy się w oceanie bezznaczenia.
Alez skad ...
Michal Dyszynski napisał:
... wszystko co ów ktoś powie, można - bez martwienia się, czy wyrzutów sumienia - ZIGNOROWAĆ.
Zdrowiej jest kontemplowac. Czyli pozostawic slowo pod krzyzem (ale nie tym IroBa). Ale to moje zdanie :)

Widzę, że strategia Krowy ma swoją wyznawczynię. Jak coś się nie spodoba, zawsze można powiedzieć "ależ skąd", albo napisać COKOLWIEK, albo POMEDYTOWAĆ.
Niewątpliwie tak się da. Można z odpowiedzialności za słowo zrezygnować, albo tak tę odpowiedzialność rozmyć, iż nikt się nie będzie w stanie połapać o co właściwie nam chodzi. Powiem siak, powiem owak - nie ma problemu, bo wszystko mogę, a za nic nie odpowiadam.

Na drugim biegunie jest strategia odpowiedzialności
Jak coś powiedziałem -- to tego dotrzymuję, wkładam w to wielkie siły BO JA POWIEDZIAŁEM?
Jak mówię, że coś jest - to na pewno rzecz sprawdziłem, nie rzucam słów na wiatr, MOJE SŁOWA ZNACZĄ.
Jak jest jakaś umowa, to jej dotrzymuję (jeśli zawarłem ją świadomie, z dobrej woli) - bo skoro się zobowiązałem, a moje słowo JEST WAŻNE, to dotrzymuję.
Jak mam powiedzieć bzdurę, coś niesprawdzonego, to raczej będę milczał, bo może niewłaściwym przekazem zrobię kłopot komuś, kto nieopatrznie w to uwierzy, a okaże się, że to był fałsz.

Mamy wybór - czy swoje słowa uważam za ważne?
A może moje słowa nie mają większej wartości - czyli mogłyby być inne, mogłoby ich nie być wcale?...

Jak traktujemy ludzi, którzy nie szanują swojego słowa?...
Gdy umawiamy się z hydraulikiem, on mówi "przyjdę jutro o 9tej", a nie przychodzi...
Lekarz mówi: na pewno ma Pani tę chorobę, koniecznie trzeba obciąć nogę - potem się okazuje, że "tak mu się powiedziało", ale nogi już nie mamy.
Sprzedawcy w sklepie też "tak się powiedziało" i kupiliśmy sprzęt, który ma inne wymiary, niż obiecywane, więc w ogóle nie da się wstawić w przygotowane miejsce w kuchni...
Wreszcie ktoś mówi "nie zdradzę cię, bo cie kocham", ale jeszcze tego samego dnia zdradza, a potem się dziwi "co się złościsz, ja TAK SOBIE mówiłem!".
Można też nie szanować swoich słów w jeszcze inny sposób - tam gdzie słowa przemyślane są ważne, pożądane - nie dawać ich, a gadać cokolwiek, byle co, luźne skojarzenie. Ktoś pyta: pojedziesz ze mną, rezerwować dwa bilety? - odpowiedź: bilety, czy one ważne, może będę mieć ochotę, na wyjazd, a może nie. A tak w ogóle wyjazd - ciekawa sprawa. Więc nie ma rozmowy, nie ma odpowiedzi, nie wiadomo co z takim człowiekiem robić, który lekceważy rozmowę, czyjeś oczekiwania. Najprościej chyba unikać takich ludzi, albo traktować ich jak małe dzieci - kapryśne, nieodpowiedzialne, nic z nimi nie organizować, na nic nie liczyć.

Bycie KIMŚ na pewno KOSZTUJE. Aby słowa miały wartość, NA ICH WARTOŚĆ TRZEBA ZAPRACOWAĆ. Przemyślana odpowiedź na nasze pytanie dlatego jest cenna, że ktos zaprzągł swój umysł do pracy, badał, męczył się, sprawdzał, a do tego jak ma wątpliwości to nie powie "wierz mi tak jest", ale "wybacz, nie sprawdziłem do końca, skłaniam się ku opcji A, ale może lepsza będzie opcja B". Odpowiedzialność kosztuje i pracę, i to że nie zdobywa się dzięki niej łatwych splendorów, szybkich korzyści. Odpowiedzialne słowo nie jest pod publiczkę, nie puszy się, nie służy wychwalaniu. Dlatego tak wielu nie rozumie PO CO SŁOWA MIAŁYBY BYĆ ODPOWIEDZIALNE?
- Odpowiedź została już udzielona: bo tylko będąc odpowiedzialnym dowodzimy, ze jesteśmy KIMŚ, że mamy wartość, RÓŻNIMY SIĘ OD TEGO CO PRZYPADKOWE, CZY KAŻDE INNE. A trudne to jest dlatego, że kosztuje, że nie jest łatwe do zdobycia. Docenić słowa mądre, przemyślane, nie rzucane "ot tak", na wiatr, tez nie tak wielu potrafi. One są swoistą sztuką dla sztuki, powód dla niech jest W ŚRODKU CZŁOWIEKA, w POSIADANIU PRZEZ TEGO CZŁOWIEKA MOCY INTEGRUJĄCEJ.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 23:45, 09 Lip 2017    Temat postu:

Michał Dyszynski napisał:
Widzę, że strategia Krowy ma swoją wyznawczynię.
To Krowa ma jakąś strategię? :)

Cytat:
Jak coś powiedziałem -- to tego dotrzymuję, wkładam w to wielkie siły BO JA POWIEDZIAŁEM?
A czemu część zapisu "bo ja powiedziałem" jest dużymi literami?

Cytat:
Jak mówię, że coś jest - to na pewno rzecz sprawdziłem, nie rzucam słów na wiatr, MOJE SŁOWA ZNACZĄ.
Ja sprawdzam zanim sie wypowiem na jakikolwiek temat na wszelki wypadek, wszystko się tak szybko zmienia :)

Cytat:
Jak jest jakaś umowa, to jej dotrzymuję (jeśli zawarłem ją świadomie, z dobrej woli) - bo skoro się zobowiązałem, a moje słowo JEST WAŻNE, to dotrzymuję.
Ja też, ale zawsze z pokorna uwaga że jakby mnie nie było, to umowa nie obowiazywalaby :)

Cytat:
Jak mam powiedzieć bzdurę, coś niesprawdzonego, to raczej będę milczał, bo może niewłaściwym przekazem zrobię kłopot komuś, kto nieopatrznie w to uwierzy, a okaże się, że to był fałsz.
Nie jesteśmy "alfa i omega" i nie wiemy jak nasz przekaz slowny czy gest ciala wpłynie na drugiego człowieka, bo ten człowiek interpretuje nasza intencje według energi własnej intencji, nie naszej. Aby nie byc swoim tormentordręczycielem lecz mentorem na konstruktywnym "torze" nasi przodkowie radza nam przez starodruki :"Do nothing out of rivalry or conceit, but in humility consider others as more important than yourselves./Nie rób nic z rywalizacji lub złudzeń, ale w pokorze uważaj innych za ważniejszych od siebie" (Philippians 2:3, King James Bible/KJB) - co niniejszym czynię, bo właśnie zjedliśmy posiłek i pora jeszcze powtarzac materiały. Jutro wieczorem zacznę ciasto na chleb na zakwasie dla polskich znajomych w stanie Wirginia. Upieke we wtorek. W środę rano podróż.

Cytat:
Bycie KIMŚ na pewno KOSZTUJE.
Nie wiem, bo zanim zaangazowalabym wlasna energie w ten fenomen musialabym poprosic Cie o robocza definicje "kims" w partykularnym kontekscie fenomenu do zbadania :)

Cytat:
Odpowiedź została już udzielona: bo tylko będąc odpowiedzialnym dowodzimy, ze jesteśmy KIMŚ, ...
Czy mam wnioskowac, ze jak ktos, wedlug Twojej percepcji, jest nieodpowiedzialny, jest nikim?

Cytat:
... że mamy wartość, RÓŻNIMY SIĘ OD TEGO CO PRZYPADKOWE, CZY KAŻDE INNE. A trudne to jest dlatego, że kosztuje, że nie jest łatwe do zdobycia.
Jesli nasza "wartosc" bylaby zalezna od slow (na szczescie nie jest), to bylaby niestala. Wez pod uwage slowa wypowiedziane po spozyciu uzywek - niby uwazany za madrego/madra, nie chcial/a sie upic, ale tak jakos wyszlo i sie powiedzialo :)

Cytat:
Docenić słowa mądre ...
Zawsze warto. Warto to tez okazac, pokornie okazac.

Cytat:
... przemyślane, nie rzucane "ot tak", na wiatr, tez nie tak wielu potrafi ...
Slowa przemyslane nie zawsze sa madre. Wez pod uwage gdy ktos caly czas mysli i nie pozwala swojemu mozgowi odpoczac. W takim "bombardowaniu" myslami trudno jest odnalezc sens lub glebsza wartosc//wartosc dodana dla Rodziny Ludzkiej.

Cytat:
... one są swoistą sztuką dla sztuki, powód dla niech jest W ŚRODKU CZŁOWIEKA, w POSIADANIU PRZEZ TEGO CZŁOWIEKA MOCY INTEGRUJĄCEJ ...
Jak to sie nazywa? Aha, ]entanglement/splątanie czy entrainment/pociąganie, bo wlasnie ksiazka Yukl (2008) "Leadership in Organizations mam otwarta na stronie wartosci [i[servant leadership[/i] i jedna z nich jest integracja, ktora w kontrascie do Twojej opinii nie jest produktem przetwarzania mysli do "posiadania" lecz komunikowaniem sie otwarcie i uczciwie zgodnie z systeme wartosci z rownoczesna pokora na pomylke i otwartoscia na skruche, przeprosiny i postanownienie poprawy. Katolicka spowiedz na ucho ma te elementy wbudowane. To taka emanacja czlowieczenstwa z pokora. Patrz nasz "Wzorzec" :)

A teraz juz powrót do konceptu servant leadership, którego autorem jest niejaki Robert Greenleaf (1970), ale "Wzorzec" znajdziemy w naszym znanym i lubianym starodruku wracając myślami do omowionych w przeszlosci The Beautitudes i kontemplując wartosci jak altruizm, pokora, zjednoczenie umysłu i ducha, empatia, rozwój przez wspolprace z laska (w katolicyzmie uswiecajaca), sprawiedliwość i nadawanie mocy/upodmiotowienie - czego [tej kontemplacji] Ci serdecznie i zawsze życzę :)


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pon 0:14, 10 Lip 2017, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 0:57, 10 Lip 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Cytat:
Jak mam powiedzieć bzdurę, coś niesprawdzonego, to raczej będę milczał, bo może niewłaściwym przekazem zrobię kłopot komuś, kto nieopatrznie w to uwierzy, a okaże się, że to był fałsz.
Nie jesteśmy "alfa i omega" i nie wiemy jak nasz przekaz slowny czy gest ciala wpłynie na drugiego człowieka, bo ten człowiek interpretuje nasza intencje według energi własnej intencji, nie naszej. Aby nie byc swoim tormentordręczycielem lecz mentorem na konstruktywnym "torze" nasi przodkowie radza nam przez starodruki :"Do nothing out of rivalry or conceit, but in humility consider others as more important than yourselves./Nie rób nic z rywalizacji lub złudzeń, ale w pokorze uważaj innych za ważniejszych od siebie" (Philippians 2:3, King James Bible/KJB)

Zacznę od tego, że piszę ten tekst w kontekście stwierdzenia Krowy - że każde swoje stwierdzenie może zmienić. Zatem nie poczuwa się to tego co mówi, jako do czegoś stałego. Właściwie to powiedziałbym, że poczuwa się do znaczenia owych słów "jakoś to wyjdzie, nie przywiązujcie do nich większego znaczenia".
Niewątpliwie słuszna jest uwaga, że nie zawsze się uda. Ale co innego jest Z GÓRY ZAŁOŻYĆ, że się nie będę starał, aby moje słowa były odpowiedzialne, a co innego starać się jak się da, choć czasem rzeczywiście - siła wyższa - nie udaje się.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 4:05, 10 Lip 2017    Temat postu:

Skoro ponownie o Krowie, to masz fajny dowcip :)
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 13:17, 10 Lip 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Skoro ponownie o Krowie, to masz fajny dowcip :)
[link widoczny dla zalogowanych]

Uśmiechnąłem się. Ale na polski byłoby to trudno przetłumaczalne, choć tak samo brzmią krowie dźwięki.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8280
Przeczytał: 78 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 17:41, 10 Lip 2017    Temat postu:

Da się. Poleci tak mniej więcej: "Ale święty. 'Pomyrchalo' mu sie".

Dude to nie akceptowany szeroko społecznie termin na osobe rodzaju meskiego. Podobny do polskiego "facio". Używany jest najwięcej przez Afro-Amerykanów czyli osoby ciemnoskóre. Jeden z kolegów młodszego Syna chodził do szkoły podstawowej gdzie byli tylko tacy uczniowie, więc tego słowa czasem używa. Kiedy przyjdzie i zwraca się tak do Syna, to zwracam mu grzecznie uwagę, że Syn ma imię. Ponieważ jest to chłopiec dobrze wychowany (pochodzi z mama z Cape Verde a ojczym ma przodków z Cape Verde ale urodził się w USA i był w armii), to stara się konrolowac i nie używać tego słowa.

Nie wiem czy "pomyrchalo" jeszcze "żyje" w języku potocznym, ale tu pasuje :) :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:06, 11 Lip 2017    Temat postu:

@ Michał D.:
Cytat:
A tak w ogóle to nie "ja kręcę", tylko Ty nadinterpretujesz moje myśli, dopisując ich dalszy ciąg wedle swojego widzimisię. Do tego bardzo często widzimisię, które akurat mi w ogóle nie przyszło by do głowy.
"Aj dont fink soł", ale to niezbyt do rozstrzygnięcia jest chyba tutaj...
Cytat:
Oczywiście, że nieraz działam instynktownie i emocjonalnie. Mało tego, w pewnych obszarach na takie reakcje mogę sobie nawet pozwolić bez poczucia zagrożenia dla ważnych wartości. W jakich to sytuacjach?...
- Ano tam, gdzie poznałem moje instynkty na tyle, uwierzyłem, że "nie zrobią demolki", że jakoś sensownie funkcjonują, to nawet pozwolę im poszaleć.
Są jednak sytuacje (mam obowiązek je rozpoznawać), gdy zdanie się na instynkt, odruch, proste uczucie będzie przynosiło opłakane skutki. W tych sytuacjach niezbędne jest "wzięcie się karby", danie pierwszeństwa rozumowi, który coś zarządzi wbrew odruchom.
Jeśli ktoś Z REGUŁY ulega instynktom i odruchom, to prędzej czy później wpakuje się jakąś kabałę, zniszczy coś cennego w swoim życiu.
Oczywiście wrodzony potencjał destrukcyjny jest różny u różnych ludzi. W jednym z ostatnio oglądanych filmów sci-fi ktoś wypowiedział się o jednej z postaci "ona ma mądrą duszę". Spodobało mi się to - bo ten tekst obrazuje, że niektóre osoby jakoś rodzą się z większym potencjałem dobra, niż inni - oni nawet odruchy mają dobre, niedestrukcyjne. Chyba tych "dobrych, mądrych dusz" jest jakby więcej wśród kobiet. Mężczyznom Bóg "zafundował" trudniejszą drogę - walki z emocjami wysoce groźnymi, nieraz patologicznymi. To widać choćby po statystykach przestępstw z podziałem na płcie. Ale każdy musi się uporać z tym, co mu dano - "kto więcej otrzymał, od tego więcej wymagać będą" (cytat z Biblii).
Właśnie ty napisałeś komentarz, odpowiedź w znacznie innym kontekście, niż ten, w którym była moja treść skomentowana przez ciebie... Po swojemu coś dopisałeś i to jeszcze trochę błędnie, bo nie ma kategorii jednoznacznych [moralnie]: nie ma zła, ani dobra, jako wartości bez kontekstu sytuacyjnego, jakichś "odgórnie" ustanowionych...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:09, 11 Lip 2017    Temat postu:

@ Dyskurs:
Cytat:
Piotr Rokubungi napisał:
Ja się raczej nie oszukuję. Dlatego wiem, że prawie nic nie wiem oraz, że jestem raczej nic nie wart...
Musi Ci by zatem "lekko na duszy" ale proszę nie myl z "lekkoduchem" :)
Wcale nie lekko... Oszukiwać się jest łatwiej dużo.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 1:44, 12 Lip 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
@ Michał D.:
Cytat:
A tak w ogóle to nie "ja kręcę", tylko Ty nadinterpretujesz moje myśli, dopisując ich dalszy ciąg wedle swojego widzimisię. Do tego bardzo często widzimisię, które akurat mi w ogóle nie przyszło by do głowy.
"Aj dont fink soł", ale to niezbyt do rozstrzygnięcia jest chyba tutaj...
Cytat:
Oczywiście, że nieraz działam instynktownie i emocjonalnie. Mało tego, w pewnych obszarach na takie reakcje mogę sobie nawet pozwolić bez poczucia zagrożenia dla ważnych wartości. W jakich to sytuacjach?...
- Ano tam, gdzie poznałem moje instynkty na tyle, uwierzyłem, że "nie zrobią demolki", że jakoś sensownie funkcjonują, to nawet pozwolę im poszaleć.
Są jednak sytuacje (mam obowiązek je rozpoznawać), gdy zdanie się na instynkt, odruch, proste uczucie będzie przynosiło opłakane skutki. W tych sytuacjach niezbędne jest "wzięcie się karby", danie pierwszeństwa rozumowi, który coś zarządzi wbrew odruchom.
Jeśli ktoś Z REGUŁY ulega instynktom i odruchom, to prędzej czy później wpakuje się jakąś kabałę, zniszczy coś cennego w swoim życiu.
Oczywiście wrodzony potencjał destrukcyjny jest różny u różnych ludzi. W jednym z ostatnio oglądanych filmów sci-fi ktoś wypowiedział się o jednej z postaci "ona ma mądrą duszę". Spodobało mi się to - bo ten tekst obrazuje, że niektóre osoby jakoś rodzą się z większym potencjałem dobra, niż inni - oni nawet odruchy mają dobre, niedestrukcyjne. Chyba tych "dobrych, mądrych dusz" jest jakby więcej wśród kobiet. Mężczyznom Bóg "zafundował" trudniejszą drogę - walki z emocjami wysoce groźnymi, nieraz patologicznymi. To widać choćby po statystykach przestępstw z podziałem na płcie. Ale każdy musi się uporać z tym, co mu dano - "kto więcej otrzymał, od tego więcej wymagać będą" (cytat z Biblii).
Właśnie ty napisałeś komentarz, odpowiedź w znacznie innym kontekście, niż ten, w którym była moja treść skomentowana przez ciebie... Po swojemu coś dopisałeś i to jeszcze trochę błędnie, bo nie ma kategorii jednoznacznych [moralnie]: nie ma zła, ani dobra, jako wartości bez kontekstu sytuacyjnego, jakichś "odgórnie" ustanowionych...

A gdzie jak rzekomo napisałem o dobru i złu jednoznacznym moralnie?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:26, 14 Lip 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
@ Michał D.:
Cytat:
A tak w ogóle to nie "ja kręcę", tylko Ty nadinterpretujesz moje myśli, dopisując ich dalszy ciąg wedle swojego widzimisię. Do tego bardzo często widzimisię, które akurat mi w ogóle nie przyszło by do głowy.
"Aj dont fink soł", ale to niezbyt do rozstrzygnięcia jest chyba tutaj...
Cytat:
Oczywiście, że nieraz działam instynktownie i emocjonalnie. Mało tego, w pewnych obszarach na takie reakcje mogę sobie nawet pozwolić bez poczucia zagrożenia dla ważnych wartości. W jakich to sytuacjach?...
- Ano tam, gdzie poznałem moje instynkty na tyle, uwierzyłem, że "nie zrobią demolki", że jakoś sensownie funkcjonują, to nawet pozwolę im poszaleć.
Są jednak sytuacje (mam obowiązek je rozpoznawać), gdy zdanie się na instynkt, odruch, proste uczucie będzie przynosiło opłakane skutki. W tych sytuacjach niezbędne jest "wzięcie się karby", danie pierwszeństwa rozumowi, który coś zarządzi wbrew odruchom.
Jeśli ktoś Z REGUŁY ulega instynktom i odruchom, to prędzej czy później wpakuje się jakąś kabałę, zniszczy coś cennego w swoim życiu.
Oczywiście wrodzony potencjał destrukcyjny jest różny u różnych ludzi. W jednym z ostatnio oglądanych filmów sci-fi ktoś wypowiedział się o jednej z postaci "ona ma mądrą duszę". Spodobało mi się to - bo ten tekst obrazuje, że niektóre osoby jakoś rodzą się z większym potencjałem dobra, niż inni - oni nawet odruchy mają dobre, niedestrukcyjne. Chyba tych "dobrych, mądrych dusz" jest jakby więcej wśród kobiet. Mężczyznom Bóg "zafundował" trudniejszą drogę - walki z emocjami wysoce groźnymi, nieraz patologicznymi. To widać choćby po statystykach przestępstw z podziałem na płcie. Ale każdy musi się uporać z tym, co mu dano - "kto więcej otrzymał, od tego więcej wymagać będą" (cytat z Biblii).
Właśnie ty napisałeś komentarz, odpowiedź w znacznie innym kontekście, niż ten, w którym była moja treść skomentowana przez ciebie... Po swojemu coś dopisałeś i to jeszcze trochę błędnie, bo nie ma kategorii jednoznacznych [moralnie]: nie ma zła, ani dobra, jako wartości bez kontekstu sytuacyjnego, jakichś "odgórnie" ustanowionych...

A gdzie jak rzekomo napisałem o dobru i złu jednoznacznym moralnie?
M. in. w tym zacytowanym przeze mnie poprzednio fragmencie twego tekstu: o "duszach dobry, mądrych", a także tych złych. Zresztą kwestia dobra oraz zła, nie wiadomo z jakich "kodeksów" wziętych, przewija się w prawie każdym twoim wpisie; "co chwila" dywagujesz o wartościach moralnych, nie bardzo chyba rozumiejąc skąd się naprawdę wzięły, ani po co są [utrzymywane]...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13264
Przeczytał: 58 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:09, 15 Lip 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Michał Dyszyński napisał:

A gdzie jak rzekomo napisałem o dobru i złu jednoznacznym moralnie?
M. in. w tym zacytowanym przeze mnie poprzednio fragmencie twego tekstu: o "duszach dobry, mądrych", a także tych złych. Zresztą kwestia dobra oraz zła, nie wiadomo z jakich "kodeksów" wziętych, przewija się w prawie każdym twoim wpisie; "co chwila" dywagujesz o wartościach moralnych, nie bardzo chyba rozumiejąc skąd się naprawdę wzięły, ani po co są [utrzymywane]...

Użyłem pojęć dobra i zła, ale nie deklarowałem ich jako "z kodeksów wziętych", czy jednoznacznych moralnie. Jesli jest powód, aby uznać, że tak było, to proszę o konkretne wskazanie (llinkiem) i cytat. W przeciwnym razie uznaj swoje poprzednie uwagi jako własną (nad)interpretację.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5762
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:15, 15 Lip 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Michał Dyszyński napisał:

A gdzie jak rzekomo napisałem o dobru i złu jednoznacznym moralnie?
M. in. w tym zacytowanym przeze mnie poprzednio fragmencie twego tekstu: o "duszach dobry, mądrych", a także tych złych. Zresztą kwestia dobra oraz zła, nie wiadomo z jakich "kodeksów" wziętych, przewija się w prawie każdym twoim wpisie; "co chwila" dywagujesz o wartościach moralnych, nie bardzo chyba rozumiejąc skąd się naprawdę wzięły, ani po co są [utrzymywane]...

Użyłem pojęć dobra i zła, ale nie deklarowałem ich jako "z kodeksów wziętych", czy jednoznacznych moralnie. Jesli jest powód, aby uznać, że tak było, to proszę o konkretne wskazanie (linkiem) i cytat. W przeciwnym razie uznaj swoje poprzednie uwagi jako własną (nad)interpretację.
To lepiej wytłumacz skąd je wziąłeś i jako jakie przedstawiłeś. W jakim znaczeniu i kontekście użyłeś? Skąd i jakie to dobro oraz zło w jednych i drugich ludziach?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin