Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

bóg i grzech na poziomie reakcji chemicznych
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krystkon




Dołączył: 10 Kwi 2011
Posty: 472
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Lądek Zdrój
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 10:56, 02 Wrz 2011    Temat postu: bóg i grzech na poziomie reakcji chemicznych

bóg wszechmogący - niematerialny, bezkształtny, nie w przestrzeni, nie w czasie, niezmienny, niemyślący (bo myślenie wymaga materii, czasu, przestrzeni, zbiorów materialnych i zmian) - czymkolwiek jest innym niż tylko zjawą, wymysłem pozwalającym zaakceptować niezrozumienie rzeczywistości, niezrozumienie różnicy pomiędzy życiem i śmiercią, niewiedzę czym jest świadomość w rzeczywistości - będący siłą sprawczą pierwotnego wyodrębnienia się "czegoś" z pustki (co nazywamy materią) i siłą sprawczą zmian zachodzących w tym "czymś" z pewnością jako ten wszechmocny ma zdolność dostrzegania grzechów człowieka już na poziomie reakcji chemicznych zachodzących w jego organizmie. :).

Jak mógłby wyglądać proces zastanowienia się boga na życiem człowieka? Czy takie zastanowienie się miałby być kolejno występującymi pojęciami w świadomości boga? Czy w języku świadomości boga także jest podział na rzeczy i czynności jak w świadomości człowieka?

Zastanówmy się czy bóg dostrzega w rzeczywistości te same zbiory materialne co my? Bo jeśli tak to widać posługuje się naszą abstrakcją i dla niego również 2 + 2 musi być 4 i nic na to nie może poradzić. A jeśli może poradzić i 2 + 2 dla niego może równie dobrze równać się 3 to wykracza poza naszą abstrakcję i wówczas nie widzi kamienia na drodze, który my widzimy. I nie może dostrzec ani człowieka ani tego, że ktoś został niesprawiedliwie ukamienowany.

Słowem jezus chrystus traci na wiarygodności - na co usłyszę chóralne "BZDURA - właśnie w ten sposób zyskuje" :) Już 2000 lat temu o tym mówił i tu jakiś pokrętny cytat.

Ten chóralny jazgot - to będzie jazgot urodzonych tchórzy. Tchórzy, którzy nigdy nie spojrzą rzeczywistości i własnej śmierci prosto w oczy. Tchórzy, którzy sami siebie i innych przez całe swoje życie będą oszukiwać, że wszystko jest inne niż jest w rzeczywistości. Tchórzy, którzy umierają ze strachu przed brakiem sensu własnego istnienia. :).

Na ile znam tchórzy - to żaden nawet nie opowie. :).

A może wuj zbój mi wyjaśni jaka jest różnica w zawinieniu i w popełnionym grzechu pomiędzy działaniem z naturalnym poziomem testosteronu a działaniem z wstrzykniętą dodatkową dawką testosteronu? Czy takie grzechy są jednakowo oceniane przez boga? Co jeśli ktoś się urodzi z gruczołem wytwarzającym wysokie stężenie testosteronu - to od razu do piekielnego kotła? :) A może jeśli jest postacią tragiczną, czyni zło przez własną nieopanowaną agresję i strach powodowane wysokim poziomem testosteronu, jednak potem żałuje to trafia w objęcia boga. :). Taki zły, wściekły i przerażony od tego testosteronu, że aż kipi emocjonalnie, rozglądający się w okół siebie, żeby kogoś zaatakować jednak w rękach boga :).

No ale w duszy przecież nie ma testosteronu więc myśli w świadomości tej duszy muszą być inne (myśli bez fizycznych zmian - normalne jaja :)). Może ta dusza nie będzie już agresywna? :) Tylko czy świadomość tej duszy będzie miała jeszcze cokolwiek wspólnego z samym człowiekiem :). Raczej nie.

Powiem prowokacyjnie wuju zbuju tak - ktoś z nas dwóch i nie jestem to ja - z panicznego strachu przed brakiem sensu (celu) własnego istnienia - naciąga rzeczywistość jak tylko potrafi, żeby wpasować w nią urojonego boga. Dodam, że urojenia polegają na tym, że wydają się rzeczywiste - czasem do tego stopnia, że można poczuć obecność tego czego nie ma. :).

Kochać ludzi to jest coś innego niż kochać boga. Kochać boga umie prawie każdy - zero wysiłku - kochać wszystkich ludzi takimi jacy są niewielu :).

boże - taką jesteś nielogiczną bzdurą, że aż znalazłbym 2000 argumentów na to jak bardzo wpasowywanie ciebie w rzeczywistość jest pozbawione sensu.

Mówię do wszystkich wierzących - wasz bóg jest absurdem - to wyjaśnienie jest bez sensu - to wyjaśnienie jest głupie i niemożliwe co można z łatwością dostrzec. Kto w takie wyjaśnienie w ogóle jeszcze może wierzyć.

Mam nadzieję, że naruszyłem wasze uczucia religijne (absurdalniejsze od samego boga) - a teraz spróbujcie mnie oskarżyć i skazać :) - najlepiej ukamienujcie mnie :).


Ostatnio zmieniony przez krystkon dnia Pią 13:47, 02 Wrz 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Kotasiński




Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 1061
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:56, 02 Wrz 2011    Temat postu:

Bóg nie widzi grzechów tylko obiektywnie zaistniałe działania - czyny. Grzech to interpretacja i nazwa na winę jaką sobie człowiek zarzuca. Posiadanie winy, obwinianie siebie, to stan samoponiżenia (bądź poniżenia jednego przez drugiego), który uzyskał nazwę grzech, ale to jest niepotrzebne, bo czasem to, co przez niektórych nazywane jest grzechem w pewnych sytuacjach uczynione świadomie jest/może być czymś słusznym. Grzechem o ile coś w ogóle może nim być to jest to sytuacja czynu wykonywanego impulsywnie bez pełnej świadomości tego co czyni się, bo jeśli ktoś czyni coś z pełną świadomością to znaczy, że wie co czyni i po co. To impulsywność jest przyczyną winy, świadome odważne działania nie.
Z kolei pytanie o to czy Bóg widzi przemiany chemiczne w mózgu powstające kiedy człowiek się wini to trochę jak wsadzanie sześcianu w otwór na kulę. Odpowiedz jest - tak tylko, że On nie potrzebuje widzieć zmian wtórnych w ciele, On zna wszystkie ciągi przemian to, co po czym następuje i wie, co dzieje się kiedy widzi myśl o winie u człowieka i wie co wydarzy się dalej, bo przewiduje na podstawie różnych czynników .
Dlatego najsłuszniejszym jest nie winić siebie ale wszystko robić z pełną świadomością, odwagą. Bóg ma inne spojrzenie na ludzkie sprawy i materię, dla niego to jest plastelina, mniej świętość.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krystkon




Dołączył: 10 Kwi 2011
Posty: 472
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Lądek Zdrój
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 18:27, 02 Wrz 2011    Temat postu:

Twój post pokazuje jak powstała legenda o bogu. Wszyscy zmyślają co im przyjdzie do głowy z jezusem chrystusem na czele. Jak polemizować z ludźmi, którzy wymyślają jakieś głupoty i uznają to za prawdę. Najzabawniejsze jest to, że nigdy podobnym irracjonalizmem nie posłużyłbyś się w realnym życiu - chociaż są tacy, którzy skaczą z klifu wierząc, że to bóg ich z tego świata zabiera. Dziwnie się ten świat poukładał, że osoby takie jak ty zmyślające takie głupoty, że aż głowa puchnie. w ogóle nie czują skrępowania wyrażaniem takich bzdur. Natomiast osoby, które wierzą, że świat jest właśnie taki jak go odbierają zmysłami, krępują się wyrazić jaką bzdurą jest wiara w istnienie jakiegoś boga. Bóg to dla mnie niewyobrażalny absurd - zmyślona zjawa - wyraz ludzkiej głupoty.

[quote="Marcin Kotasiński"]Bóg nie widzi grzechów tylko obiektywnie zaistniałe działania - czyn/quote]

Pewnie z nim o tym rozmawiałeś - to wiesz i możesz mi o tym opowiedzieć. Jak widzi to pewnie ma oczy. Jak ma oczy to musi mieć mózg. Jeśli ma mózg to muszą być jakieś przepływy elektryczne. Pewnie ma jakiś język własnej świadomości. Czy jest także twórcą języka swojej świadomości i może ją dowolnie zmieniać? Na czym opierają się jego myśli - czy nie mają żadnego oparcia, żadnego tempa, żadnych pojęć - tzn. istnieją chociaż nie istnieją? Bóg myśli i jednocześnie zmienia swoje myśli a wszystko dzieje się bez czasu w 0 sekund. Ciekawe jaką ma potrzebę myślenia w czasie np. pomyślenia jednego pojęcia w 1s chociaż mógłby je pomyśleć i wszystko inne w 0s. No i nie odpowiedziałeś czy w świadomości boga podobnie jak w naszej występują rzeczowniki, czasowniki, spójniki? W ogóle w jakiej skali myśli bóg - w skali atomów, planet, czy w skali jednego człowieka a może we wszystkich skalach jednocześnie?

I co to są w ogóle te działania, o których piszesz. Mam uwierzyć w to, że jednocześnie wszystkie ruchy zbadane przez fizyków dzieją się w prawach natomiast bieganie człowieka do kościoła nagle zostaje wyjęte z tych praw rządzących ruchem i dzieje się dowolnie? Bo mi Marcin tak powiedział bo sobie to zmyślił :). To jest świat paranoików.

Marcin Kotasiński napisał:

Grzech to interpretacja i nazwa na winę jaką sobie człowiek zarzuca. Posiadanie winy, obwinianie siebie, to stan samoponiżenia


Czyli jakiś urodzony morderca, który się nie wini prosto w objęcia boga - na jego kolana i głaskanie po główce.

Marcin Kotasiński napisał:

(bądź poniżenia jednego przez drugiego),


No ale ktoś chyba musi się obwiniać bo jak takiego nie ma to nie ma też grzechu :).

Marcin Kotasiński napisał:

który uzyskał nazwę grzech, ale to jest niepotrzebne, bo czasem to, co przez niektórych nazywane jest grzechem w pewnych sytuacjach uczynione świadomie jest/może być czymś słusznym. Grzechem o ile coś w ogóle może nim być to jest to sytuacja czynu wykonywanego impulsywnie bez pełnej świadomości tego co czyni się, bo jeśli ktoś czyni coś z pełną świadomością to znaczy, że wie co czyni i po co. To impulsywność jest przyczyną winy, świadome odważne działania nie.


Czyli jak ktoś ze strachu nie wyciągnie ręki i nie pomoże - a potem, kiedy już przestanie się bać pomyśli, że jednak mógł pomóc (bo już się nie boi to se może wszystko pomyśleć) - to do kotła piekielnego :). Boże jak ludzie mogą takie głupoty wypisywać i się tego nie wstydzić. Czy ty usprawiedliwiasz wszelką głupotę?

Marcin Kotasiński napisał:

Z kolei pytanie o to czy Bóg widzi przemiany chemiczne w mózgu powstające kiedy człowiek się wini to trochę jak wsadzanie sześcianu w otwór na kulę.


Każdy guru sekty tak właśnie powie. Powie nie patrzmy na to z tej strony - zacznijmy udawać, że tego w ogóle nie ma - nie rozmawiajmy o tym, zapomnijmy o tym, bądźmy idiotami - liczy się tylko miłość i prawda. Nie chce Cię obrażać ale z tego co piszesz wynika bezsprzecznie, że właśnie takim idiotą, zmyślaczem, kłamcą jesteś. No weź zaprzecz, że zmyślasz. Zmyślasz jak z nut. Opowiadasz takie bajki, że aż mózg się od tego lasuje. Usprawiedliwia Cię jedynie to, że inni też podobnie do Ciebie kłamią. Wszyscy kłamią jednakowo więc wszyscy czują się usprawiedliwieni. Prosta logika - człowiek kiedy czegoś nie rozumie to zmyśla i wciska wszystkim kit, że to prawda. Sam to wielokrotnie robiłem :).

Marcin Kotasiński napisał:

Odpowiedz jest - tak tylko, że On nie potrzebuje widzieć zmian wtórnych w ciele, On zna wszystkie ciągi przemian to, co po czym następuje i wie, co dzieje się kiedy widzi myśl o winie u człowieka i wie co wydarzy się dalej, bo przewiduje na podstawie różnych czynników .


Czyli ma jeszcze taką samą jak i my logikę. Ależ Ty go dobrze znasz - nie spodziewałem się. Czyli musi dochodzić do tych samych wniosków co my. Może jednak może zmienić własne wnioski, zmienić wynikanie, zmienić własną dedukcję? W ogóle czy bóg musi dochodzić do jakiś wniosków czy w ogóle nic nie musi? Czy może sobie w ogóle nie myśleć i w ogóle nie dochodzić do żadnych wniosków? Biedak pewnie jak my jest uwięziony w swojej świadomości :). Chyba, że nie i może być również moją świadomością? Wówczas kto ponosi winę za grzechy ja czy oślepiające światło, które przez moje oczy wdarło się do mojej świadomości :).

Marcin Kotasiński napisał:

Dlatego najsłuszniejszym jest nie winić siebie ale wszystko robić z pełną świadomością, odwagą. Bóg ma inne spojrzenie na ludzkie sprawy i materię, dla niego to jest plastelina, mniej świętość.


Mówisz prawie jak on sam. Można by rzecz, że przez Ciebie przemawia :). Ciekawe ilu takich ludzi jak Ty przez których bóg przemawia urodziło się i jeszcze się urodzi. Ciekawy jestem czy Ty naprawdę wierzysz w to co mówisz - bo jeśli tak - to jezu chryste.

Słowem banda wciskaczy kitu opanowała świat i próbuje innym swój kit wciskać jako prawdę objawioną.

Pytanie jest takie - czy zamiast kłamstw o istnieniu boga wciskanym do głów - sobie, dzieciom i wszystkim dookoła nie lepiej jest powiedzieć - nie wiem. Nie mogę tego zrozumieć. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.

Ja nie wiem czym jestem, czym życie różni się od śmierci i czym jest i jaka jest rzeczywistość i nie kłamię.
Mam jednak wystarczająco wiedzy i odwagi, żeby powiedzieć wszystkim kłamcom opowiadającym mi zmyślone przez siebie i innych historie o bogu - oszukujecie mnie, wciskacie mi kit do głowy i chcecie abym myślał podobnie do was. Przestańcie kłamać. Nie wiecie podobnie jak ja - to nie wiecie - trudno - ale nie zmyślajcie z tego powodu. Przestańcie się oszukiwać bo ja chce żyć w świecie bez kłamstw.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
malaavi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 06 Sie 2011
Posty: 930
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 18:32, 02 Wrz 2011    Temat postu: Re: bóg i grzech na poziomie reakcji chemicznych

krystkon napisał:

Jak mógłby wyglądać proces zastanowienia się boga na życiem człowieka?

dum Deus calculat, mundus fit

A inaczej: życie człowieka nie musi być odróżnialne od myśli Boga o życiu człowieka. Przenosisz ludzką kategorię myślenia o czymś, zamiast myślenia czegoś. ;)
Przy tym myślenie może być także myśleniem czasu.

krystkon napisał:
to wykracza poza naszą abstrakcję i wówczas nie widzi kamienia na drodze, który my widzimy.

Wnioskujesz, że "wykraczać" to "mieć mniejsze możliwości"? ;)

krystkon napisał:
jazgot urodzonych tchórzy

Zastąpi jazgot urodzonego prowokatora? Jeśli to właśnie cię interesuje, to mogę tylko życzyć powodzenia. :)

Bóg weźmie pod uwagę chemię, jaką się przy pisaniu wspomagałeś, a także cel tego wspomagania. ;) Z całą pewnością.

krystkon napisał:
ktoś z nas dwóch i nie jestem to ja - z panicznego strachu przed brakiem sensu (celu) własnego istnienia - naciąga rzeczywistość jak tylko potrafi

Do tego miejsca wygląda, że ty. Dopiero potem coś o Bogu, czyli już nie ty. Przy tym ciekawe zjawisko: gdyby wujzbój pisał o sobie i swoim stosunku do Boga, byłoby to zwierzenie czy opinia, w momencie kiedy ty, nie wierząc w Boga, piszesz o wuju i jego stosunku do Boga, to jest to homopodryw z elementami SM. Prywatę mógłbyś załatwić prywatnie, a o tym, czego nie uznajesz, możesz z powodzeniem milczeć nawet prywatnie. :)

krystkon napisał:

boże - taką jesteś nielogiczną bzdurą, że aż znalazłbym 2000 argumentów na to jak bardzo wpasowywanie ciebie w rzeczywistość jest pozbawione sensu.

Ja poproszę tylko 1780, ale za to niech są to argumenty uczciwe, a nie oparte na założeniu, że bzdurą jest dostrzeganie Boga w rzeczywistości. :) Po prostu nie zakładaj dowodzonej tezy i śmiało, wystarczy 1780.

Odkąd postanowiłem zniszczyć świat, nie ukamienowałem żadnego idioty. Taki mam sprytny plan, więc pozostaniesz bezkarny. Domyślam się, że inni zachowają się bardzo podobnie i przeżyjesz pisanie bzdur na tym forum.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Kotasiński




Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 1061
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 19:45, 02 Wrz 2011    Temat postu:

Słyszałeś Krystkon kiedyś takie powiedzenie – z głupcem dyskutuje tylko głupiec. Nie? Ja tak, dlatego milknę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krystkon




Dołączył: 10 Kwi 2011
Posty: 472
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Lądek Zdrój
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 20:57, 02 Wrz 2011    Temat postu: Re: bóg i grzech na poziomie reakcji chemicznych

malaavi napisał:

dum Deus calculat, mundus fit
A inaczej: życie człowieka nie musi być odróżnialne od myśli Boga o życiu człowieka. Przenosisz ludzką kategorię myślenia o czymś, zamiast myślenia czegoś. ;) Przy tym myślenie może być także myśleniem czasu.


Ale zmyślasz. A raczej powtarzasz to co zmyślił ktoś inny bo Ci pasuje. To ty próbujesz przypisać ludzkie myślenie związane na zawsze z ludzkim mózgiem go zmyślonego przez Ciebie niematerialnego bytu. Nie znajdujesz innego wyjaśnienia więc twoje musi być prawdziwe :). Lipa a nie prawda - kłamstwo i to w żywe oczy. Jedynym uzasadnieniem dla twojego kłamstwa są kłamstwa innych osób, które podobnie jak Ty nie potrafią znaleźć innego wyjaśnienia niż to zmyślone - więc uznają jest za prawdziwe.

malaavi napisał:

Wnioskujesz, że "wykraczać" to "mieć mniejsze możliwości"? ;)


Wnioskuję, że zmyślenie jakiejś tam siły sprawczej wszystkiego (co już jest głupotą) na swój wzór i podobieństwo (co już jest straszną głupotą) i przypisanie tej sile własnej świadomości, myśli, obrazów, pojęć, wnioskowania i przede wszystkim własnych emocji (które stężeniem hormonu można łatwo zmienić) już nie powiem czym jest - ale mądre to to nie jest.

malaavi napisał:

Bóg weźmie pod uwagę chemię, jaką się przy pisaniu wspomagałeś, a także cel tego wspomagania. ;) Z całą pewnością.


Też go znasz widzę, Jeszcze chwila i zacznie przez Ciebie przemawiać :).
I co będzie oceniać - moją zdolność logicznego myślenia czy może moje emocje. Muszę uważać na saunę - bo jak się dobrze w niej rozgrzeję to mi się jedno i drugie zmienia :).

malaavi napisał:

Do tego miejsca wygląda, że ty. Dopiero potem coś o Bogu, czyli już nie ty. Przy tym ciekawe zjawisko: gdyby wujzbój pisał o sobie i swoim stosunku do Boga, byłoby to zwierzenie czy opinia, w momencie kiedy ty, nie wierząc w Boga, piszesz o wuju i jego stosunku do Boga, to jest to homopodryw z elementami SM. Prywatę mógłbyś załatwić prywatnie, a o tym, czego nie uznajesz, możesz z powodzeniem milczeć nawet prywatnie. :)


Wydaje Ci się jakoś nieodpowiedni?

malaavi napisał:
Ja poproszę tylko 1780, ale za to niech są to argumenty uczciwe, a nie oparte na założeniu, że bzdurą jest dostrzeganie Boga w rzeczywistości. :) Po prostu nie zakładaj dowodzonej tezy i śmiało, wystarczy 1780.


Świadomość boga jest absurdem. Wnioskowanie boga jest absurdem. Język świadomości boga to absurd. Spojrzenie na rzeczywistość z boku to absurd. Dostrzeganie zmian bez udziału w zmianach to absurd. Dostrzeganie zbiorów w rzeczywistości z boku to absurd. Niezmienność to absurd. Doznawanie czasu bez udziału w zmianach to absurd. Doznawanie przestrzeni bez udziału w zmianach to absurd. Rozumienie przyczyn bez udziału w zmianach to absurd. Przewidywanie przyszłych konsekwencji bez udziału w zmianach to absurd. itd.

Natomiast twoja wiara niewierny Tomaszu, który swojej wiary nie potwierdzi i jej nie zaprzeczy zasłaniając się rzekomą prywatnością a wszyscy wiedzą o co chodzi opiera się o ?

O to, ze ludzie mają skłonność do zmyślania bogów jak również do wyrażania ich myśli :) A jak nie ma innego wyjaśnienia to to musi być prawdziwe :).

malaavi napisał:

Odkąd postanowiłem zniszczyć świat, nie ukamienowałem żadnego idioty. Taki mam sprytny plan, więc pozostaniesz bezkarny. Domyślam się, że inni zachowają się bardzo podobnie i przeżyjesz pisanie bzdur na tym forum.


Typowe. Ośmieszyć, dodać bredni, wymieszać łyżką z odrobiną bezsensu i dalej możne sobie bezkarnie wierzyć z zmyślone zjawy i czuć się z tym dobrze :). Uwaga: 3, 4 start - udawajcie głupa.

Czy jak inni całe życie będziesz udawał, ze z bogiem jest wszystko OK? Że czeka, tęskni i kiwa palcem?
Zresztą co człowiek miałby lepszego do roboty, jaszczurki wygrzewają się na kamieniu a ludzie lamentują w kościele - każdy robi to co lubi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krystkon




Dołączył: 10 Kwi 2011
Posty: 472
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Lądek Zdrój
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 21:30, 02 Wrz 2011    Temat postu:

Marcin Kotasiński napisał:
Słyszałeś Krystkon kiedyś takie powiedzenie – z głupcem dyskutuje tylko głupiec. Nie? Ja tak, dlatego milknę.


Głupia to jest wiara w cuda.
Wierzysz w cuda?

Ja Ci tylko pokazuję na twoim własnym przykładzie jaką ludzie mają skłonność do zmyślania - do wyrażania myśli boga - tego czego on chce i takie tam.
Ludzie mają skłonność do zmyślania takich bzdur bo w ten sposób wyrażają własne emocje i jednocześnie znajdują wyjaśnienie dla nierozumianej przez siebie części rzeczywistości. Ludzie, którzy to zmyślają wierzą, że to jest prawda.

Ty chciałbyś żyć w świecie miłości do boga i na każdym kroku starasz się świat dopasować do swoich potrzeb emocjonalnych. Potrafisz przełknąć nieprawdę - otumanić się, tak pokrętnie o tym myśleć, że w efekcie z nieprawdy wychodzi Ci prawda. Jesteś w stanie wierzyć w cuda choć nigdy żadnego na oczy nie widziałeś.

Ja nie umiem myśleć w tak pokrętny sposób. Również chciałbym aby było takie proste wyjaśnienie jak bóg ojciec i za nim już nic albo, że nie muszę już o tym myśleć co jest za bogiem. Ja muszę żyć w świecie prawdziwym, bez zmyślonych zjaw, w świecie, w którym trzeba stawić czoła wszystkiemu i ponieść tego konsekwencje. W którym trzeba powiedzieć sobie nie rozumiem i przypuszczanie już nie zrozumiem. W świecie, w którym sam się muszę martwić o jakiś sens i cel.

Dla was to łatwizna - bóg załatwia wszystkie sprawy na raz - o nic nie trzeba się martwić. Wystarczy pójść do kościoła, żeby się poczuć dobrze jak w barze szybkiej obsługi.

Jednak bóg na wzór i podobieństwo człowieka to straszna lipa - ale to straszna.
A bóg nie na wzór i podobieństwo człowieka - taki, który nie myśli jak człowiek, nie odczuwa emocji jak człowiek - taki zupełnie inny od człowieka - oj nie kochalibyście takiego boga nic a nic.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
malaavi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 06 Sie 2011
Posty: 930
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 9:26, 03 Wrz 2011    Temat postu: Re: bóg i grzech na poziomie reakcji chemicznych

Przypisujesz bez dowodu kłamstwo, zatem opisujesz własną wiarę. Ja napisałem teorię. Weryfikuj lub odrzucaj, ale może na podstawie czegoś więcej niż własnej wiary? :) Nie?

Potem przyznajesz, że "wykraczanie" związałeś z "mniejszymi możliwościami" w sposób głupi, choć przyznajesz też w głupi sposób. :)

Musisz uważać nie tylko na saunę. Jest niemożliwe, by tylko ona tak ci zaszkodziła. Po stopniu głupoty w twoich wypowiedziach oceniam, że szkodzi ci wszystko. Może jesteś na siebie uczulony i w swoim pobliżu nie umiesz pisać nic sensownego?

"Wydaje Ci się jakoś nieodpowiedni?" - po prostu pomyliłeś dział. Dla ciebie specjalnie przygotowano niemoderowane działy, działy na wyzwiska i działy na prywatne kontakty.

Potem przyznałeś, że 2000 dowodów to lipa, bo wszystkie oparłbyś na wierze, że masz rację. :) Zatem zaproponowałeś 2000 dowodowych błędów - zakładania tezy. :)

"Typowe. Ośmieszyć, dodać bredni, wymieszać łyżką z odrobiną bezsensu i dalej możne sobie bezkarnie wierzyć" - zabawnie się opisałeś. Musisz mieć w tym wprawę. Egocentryzm, prawda?

Cóż, w temacie Boga i grzechu na poziomie reakcji chemicznych można było coś powiedzieć ciekawego, choć się fajerwerków nie spodziewałem. Ale autor postanowił nie mówić nic ciekawego, więc chyba też cię już pożegnam. ;)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krystkon




Dołączył: 10 Kwi 2011
Posty: 472
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Lądek Zdrój
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 14:15, 03 Wrz 2011    Temat postu: Re: bóg i grzech na poziomie reakcji chemicznych

malaavi napisał:
Przypisujesz bez dowodu kłamstwo, zatem opisujesz własną wiarę. Ja napisałem teorię. Weryfikuj lub odrzucaj, ale może na podstawie czegoś więcej niż własnej wiary? :) Nie?
Potem przyznajesz, że "wykraczanie" związałeś z "mniejszymi możliwościami" w sposób głupi, choć przyznajesz też w głupi sposób. :)


Tworzysz jakieś teorie dla zmyślonych zjaw. Wszystko to są bzdury od początku do samego końca. Nie wiesz, nie potrafisz zrozumieć - to nie zmyślaj jakiś niestworzonych rzeczy i nie zmuszaj mnie abym zaprzeczał takim głupotom.
Wszystko zmyślone czemu próbuje sę nadać status prawdy - jest kłamstwem. Każdy kto twierdzić cokolwiek o bogu - kłamie w żywe oczy i świetnie się z tym kłamstwem czuje bo jego życie zyskuje bzdurny, zmyślony sens.

malaavi napisał:

Musisz uważać nie tylko na saunę. Jest niemożliwe, by tylko ona tak ci zaszkodziła. Po stopniu głupoty w twoich wypowiedziach oceniam, że szkodzi ci wszystko. Może jesteś na siebie uczulony i w swoim pobliżu nie umiesz pisać nic sensownego?


Sensowe za to są wszystkie bzdury o istnieniu boga. I nie liczy się to, że każdy idiota rozumie, że świadomość jest zmianami w mózgu człowieka. Oto nagle świadomość człowieka zyskuje nowy zmyślony status. Może się wydarzać bez zmian w materii. Nie rozumiem jak w takie zmyślone bzdety można wierzyć. Nie wiem czemu takie głupoty miałbym tolerować. Do tego jeszcze muszę wysłuchiwać o stopniu własnej głupoty od człowieka, który wymyślił sobie zjawę, uwierzył w jej istnienie i teraz wszystkim do głów próbuje wtłaczać, że zjawa jest prawdą.

malaavi napisał:

Potem przyznałeś, że 2000 dowodów to lipa, bo wszystkie oparłbyś na wierze, że masz rację. :) Zatem zaproponowałeś 2000 dowodowych błędów - zakładania tezy. :)


Na jakiej wierze? Ja nie buduje teorii żadnej teorii wszystkiego. Przyznaję się do tego, że nie wiem, nie rozumiem i nie wiem nawet jak można zrozumieć.
I mówię jednocześnie - przestańcie zmyślać istnienie boga. Przestańcie kłamać w żywe oczy. Cokolwiek o bogu - jest zmyśloną bzdurą. Nie mówię, że nauka przeczy istnieniu boga - nauka potwierdza, że wszystko zostało zmyślone. I nawet wiem czemu to zostało zmyślone - po to, żeby zyskać sens życia, żeby wyjaśnić to czego nie można zrozumieć. Bez boga życie wierzących obróciłoby się w marny pył. Nie dałoby się żyć. Dlatego bóg jest i będzie.

malaavi napisał:

"Typowe. Ośmieszyć, dodać bredni, wymieszać łyżką z odrobiną bezsensu i dalej możne sobie bezkarnie wierzyć" - zabawnie się opisałeś. Musisz mieć w tym wprawę. Egocentryzm, prawda?
Cóż, w temacie Boga i grzechu na poziomie reakcji chemicznych można było coś powiedzieć ciekawego, choć się fajerwerków nie spodziewałem. Ale autor postanowił nie mówić nic ciekawego, więc chyba też cię już pożegnam. ;)


Ludzie, kiedy nie potrafią zrozumieć - to zaczynają zmyślać.
Ludzie od zawsze zmyślają bogów na swój wzór i podobieństwo.
Wyobrażają sobie boga, który myśli i czuje tak samo jak i oni.
Istnienie boga zapewnia im spokój w świadomości, którego nie mieliby bez boga.

Niepokój powodowany niemożnością zrozumienia rzeczywistości i tego czym, będąc człowiekiem, jest się w rzeczywistości jest tak duży, że większość nie dopuszcza do siebie myśli, że boga może nie być. Po prostu większości, ze strachu przed niemożnością zrozumienia i ze strachu przed wieczną śmiercią (zwłaszcza kiedy mają nieudane życie) wyłącza się logiczne myślenie. Większość - gdyby zyskała pewność, że boga nie ma i nigdy nie było - narobiłaby w gacie ze strachu.

Ta rozmowa od początku nie miała sensu.
Wierzących w boga nie da się przekonać, że słuszniejszy jest brak wiary w cokolwiek i wyjaśnienie dla niezrozumiałej rzeczywistości w postaci "nie wiem i nie wiem jak można się dowiedzieć".

Mogę jednak dzięki tej rozmowie wyrazić zdanie:
"Proszę Was, przestańcie zmyślać i przestańcie zmyślone bzdury wtłaczać innym na siłę do głowy. Świat jest okropny kiedy jedni drugim wtłaczają na siłę swoje wymysły jako prawdę objawioną".

Nic nie wiem o żadnym bogu - nigdy mi się nie objawił - nie jestem ustami żadnego podobnego do mnie boga - nie wyrażam woli bożej.
Nie chce być prawnie zmuszany do respektowania zmyślonych głupot.
Nie szanuję wiary i uczuć religijnych - bo są wg mnie wyrazem ludzkiej głupoty - wyrazem ludzkiego strachu i lenistwa intelektualnego.

Chce móc bezkarnie o każdym wierzącym w boga mówić, że to idiota. Taki jest mój wymarzony świat.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14423
Przeczytał: 96 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 16:01, 03 Wrz 2011    Temat postu: Re: bóg i grzech na poziomie reakcji chemicznych

krystkon napisał:
Ten chóralny jazgot - to będzie jazgot urodzonych tchórzy. Tchórzy, którzy nigdy nie spojrzą rzeczywistości i własnej śmierci prosto w oczy. Tchórzy, którzy sami siebie i innych przez całe swoje życie będą oszukiwać, że wszystko jest inne niż jest w rzeczywistości. Tchórzy, którzy umierają ze strachu przed brakiem sensu własnego istnienia. :).


Jak zrozumiałem, tchórzostwo przypisujesz ludziom wierzącym. To pewnie fajnie jest czuć się kimś lepszym, odważniejszym, może bardziej niezależnie myślącym.
Bo wszyscy wierzący, to takie półgłówki, które zamiast opisywać świat, to go sobie wymyślają, a potem traktują jak prawdziwy tak?... Oczywiście nie mają na to żadnego sensownego uzasadnienia, więc to pewnie banda kretynów?...

Przypisywanie komuś uczuć, wg swojej teorii jest niezwykle wygodne - zawsze się zgodzi przypisującemu. Ponieważ zaś stanu własnych myśli i uczuć nie da się, póki co, udowodnić, to jeszcze zaatakowany nie będzie miał szans na obronę.
Kiedyś jakiś ateista wpadł na "genialny" uznania wiary, jako formy obrony przed strachem związanym z umieraniem. Brać ateistyczna ochoczo pomysł przyjęła, aż stał się niemal głównym "argumentem".
Dla mnie tego rodzaju "argument" świadczy przede wszystkim o klasie i poziomie tego, który go stosuje. Jeśli ktoś ma argumenty rzeczowe, oparte na faktach, na możliwości dowiedzenia czegoś, a przynajmniej naprawdę dobrego powiązania z innymi faktami, to pewnie jest stosuje.
Jak się jednak nie ma prawdziwych argumentów, to najlepszym "argumentem" staje przypisanie komuś jakichś uczuć, myśli - idealne, bo nie sprawdzalne, nie do obalenia.

KIedyś napisałem, że w podobny sposób można "wykazać", że ateiści to frustraci seksualni. Dowód jest podobny do tego "ze strachu przed śmiercią wierzących" - też taki psychoanalityczny - oto ateista buntując się przeciwko autorytetom, w gruncie rzeczy podlega skrywanemu KOMPLEKSOWI EDYPA. Zazdrość o seks z własną matką, skierowana wobec ojca, który uosabia autorytet, skutkuje chęcią odrzucenia wszelkich autorytetów, wszelkich zakazów. A w społeczeństwie te zakazy daje religia. Więc odrzucenie religii jest po prostu objawem seksualnej frustracji!
Czy ateiści mogą udowodnić, ze jest inaczej?...
Na tej samej zasadzie, jak wierzący, że nie wymyślili Boga ze strachu przed śmiercią - nie da rady. Tak samo mamy powiązanie psychologiczne, sensownie wyglądające.
Hej zakompleksieni frustraci - jak długo będziecie swoje pomysły walki z religią czerpać z genitaliów?...

Ale...
Ja WYCOFUJĘ mój argument o frustracji i ateistach. Nie sądzę (choć mogę go przypisać całkiem sensownie), abym miał prawo decydować kto co sobie myśli, co czuje. Takie argumenty, takie myśli traktuję - sorry - jako PONIŻAJĄCE TEGO, KTO JE STOSUJE.
Nie spodziewam się oczywiście podobnego kroku ze strony większości ateistów, bo duża część nie czuje owej subtelności złego argumentu - "nie czai bazy". Przecież jak się da czymś przywalić głupim wierzącym, to na pewno warto to zrobić. A poziom intelektualny zarzutu, jest drugorzędny. Kto się zorientuje?....

I na koniec jeszcze krótka uwaga na temat wnioskowania o uczuciach, które pasują do jakiejś tezy, i można je przypisać z tego powodu.
Jeśli wierzący rzeczywiście należeli do ludzi, którzy mają skłonności do traktowania rzeczywistosci po linii pragnień, to pewnie skutkowałoby to również innymi efektami:
- może częstszą grą w totolotka wierzących (jak uwierzę, że wygram, to pewnie wygram"
- bardziej ryzykowne zachowania (wystarczy uwierzyć, że nic mi się nie stanie)
i inne sposoby łatania różnych problemów życiowych i lęków uwierzeniem.
Czy obserwacja znanych teistów potwierdza wg Was takie postawy i zachowania?
Bo może jednak ów zarzut o wierze spowodowanej lękiem przed śmiercią jest wyssany z palca?
Nooo, chyba że jednak ateiści to seksualni frustraci?...
Ot, zagwozdka...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Kotasiński




Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 1061
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 16:37, 03 Wrz 2011    Temat postu:

Ciekawa wersja kompleksu edypa. :)
Michale ateiści i każdy człowiek na ziemi jest w procesie wiary, poznania Najwyższego. Ateiści robią to jedynie przez zaprzeczenie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krystkon




Dołączył: 10 Kwi 2011
Posty: 472
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Lądek Zdrój
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:16, 03 Wrz 2011    Temat postu: Re: bóg i grzech na poziomie reakcji chemicznych

Michał Dyszyński napisał:
Jak zrozumiałem, tchórzostwo przypisujesz ludziom wierzącym. To pewnie fajnie jest czuć się kimś lepszym, odważniejszym, może bardziej niezależnie myślącym.
Bo wszyscy wierzący, to takie półgłówki, które zamiast opisywać świat, to go sobie wymyślają, a potem traktują jak prawdziwy tak?... Oczywiście nie mają na to żadnego sensownego uzasadnienia, więc to pewnie banda kretynów?...


To jest moja opinia na podstawie moich doświadczeń.
Tak jest - nie mają żadnego sensownego uzasadnienia. Naciskając pedały gazu i hamowanie w samochodzie nie kierują się prawdą o bogu - tam posługują się innego rodzaju prawdą. Potrafią dokłądnie podzielić prawdę na dwa rodzaje. Prawda w rzeczywistości (czyli wiedza) i prawda o bogu (czyli stek bzdur). W życiu kierują się wyłącznie wiedzą ignorując całkowicie istnienie boga. Bóg pojawia się jedynie w ceremoniach - w odgrywanych szopkach, gdzie każdy wierzący dokładnie zdaje sobie sprawę z tego, ze to szopka. Każdy gdyby się nad tym zastanowił uznałby boga za zmyśloną historię - dlatego osoby wierzące na wszelki wypadek się nie zastanawiają - tylko robią ceremonie, szopki, w których porozumiewawczo kiwają do siebie głowami.

Michał Dyszyński napisał:

Przypisywanie komuś uczuć, wg swojej teorii jest niezwykle wygodne - zawsze się zgodzi przypisującemu. Ponieważ zaś stanu własnych myśli i uczuć nie da się, póki co, udowodnić, to jeszcze zaatakowany nie będzie miał szans na obronę.


Przepraszam Cię ale to ja jestem atakowany w codziennym życiu koniecznością respektowania masowych urojeń. Koniecznością respektowania ignorancji, koniecznością przejawiania szacunku dla ludzkiej głupoty. Pieniądze z moich podatków, moja praca poświęcane są na kretyńskie ceremonie.
I wszystko dlatego, żeby większość mogła uczcić zmyślonego przez siebie boga na wzór i podobieństwo swoje.

Uwierz, że to nie jest da mnie wygodna sytuacja, w której mogę ponieść konsekwencje prawne za twierdzenie, że przykazania boże to stek bzdur nie mniejszy o d samego boga ojca.

Michał Dyszyński napisał:

Kiedyś jakiś ateista wpadł na "genialny" uznania wiary, jako formy obrony przed strachem związanym z umieraniem. Brać ateistyczna ochoczo pomysł przyjęła, aż stał się niemal głównym "argumentem".


Ale to żaden argument nie jest. To jest opinia na podstawie doświadczeń. Ostatnią rzeczą, którą chciałbym robić to zaprzeczać istnieniu zmyślonego boga. Bóg może sobie być - nie ma o tym pojęcia - równie dobrze może być baza UFO schowana za gwiazdą. I co teraz będziemy tak sobie zmyślać i robić ceremonie do każdego zmyślenia w które chcąc nie chcą wszyscy będą zaangażowani?
Bynajmniej nie jestem ateistą. Nic nie wiem o żadnym bogu. Nie wiem czy istnieje czy nie istnieje i czym może być. Nic o tym nie wiem. Nie mogę zaprzeczyć czemuś o czym nie mam zielonego pojęcia.
Wiem jednak, że ludzie zmyślili legendę o bogu. Nic z prawdy nie ma w tej legendzie.

Michał Dyszyński napisał:

Dla mnie tego rodzaju "argument" świadczy przede wszystkim o klasie i poziomie tego, który go stosuje. Jeśli ktoś ma argumenty rzeczowe, oparte na faktach, na możliwości dowiedzenia czegoś, a przynajmniej naprawdę dobrego powiązania z innymi faktami, to pewnie jest stosuje.
Jak się jednak nie ma prawdziwych argumentów, to najlepszym "argumentem" staje przypisanie komuś jakichś uczuć, myśli - idealne, bo nie sprawdzalne, nie do obalenia.


Rzeczowne i logiczne zaprzeczanie zmyśleniu :). Niezłe. To ja w takim razie należę do klasy C - osób nie zmyślających celem zaprzeczeniu zmyśleniu. Wszyscy, którzy oczekują faktów stanowiących zaprzeczenie istnienia zmyślonego boga mają bardziej nierówno pod sufitem od tych, którzy po prostu wierzą w zmyślonego boga.
Jest tylko jeden idiotyzm większy o wiary w zmyślonego boga i jest nim ateizm.

Michał Dyszyński napisał:

KIedyś napisałem, że w podobny sposób można "wykazać", że ateiści to frustraci seksualni. Dowód jest podobny do tego "ze strachu przed śmiercią wierzących" - też taki psychoanalityczny - oto ateista buntując się przeciwko autorytetom, w gruncie rzeczy podlega skrywanemu KOMPLEKSOWI EDYPA. Zazdrość o seks z własną matką, skierowana wobec ojca, który uosabia autorytet, skutkuje chęcią odrzucenia wszelkich autorytetów, wszelkich zakazów. A w społeczeństwie te zakazy daje religia. Więc odrzucenie religii jest po prostu objawem seksualnej frustracji!
Czy ateiści mogą udowodnić, ze jest inaczej?...
Na tej samej zasadzie, jak wierzący, że nie wymyślili Boga ze strachu przed śmiercią - nie da rady. Tak samo mamy powiązanie psychologiczne, sensownie wyglądające.
Hej zakompleksieni frustraci - jak długo będziecie swoje pomysły walki z religią czerpać z genitaliów?...

Ale...
Ja WYCOFUJĘ mój argument o frustracji i ateistach. Nie sądzę (choć mogę go przypisać całkiem sensownie), abym miał prawo decydować kto co sobie myśli, co czuje. Takie argumenty, takie myśli traktuję - sorry - jako PONIŻAJĄCE TEGO, KTO JE STOSUJE.
Nie spodziewam się oczywiście podobnego kroku ze strony większości ateistów, bo duża część nie czuje owej subtelności złego argumentu - "nie czai bazy". Przecież jak się da czymś przywalić głupim wierzącym, to na pewno warto to zrobić. A poziom intelektualny zarzutu, jest drugorzędny. Kto się zorientuje?....


Olać moją opinię o braku celu w życiu i strachu przed śmiercią w odniesieniu do wierzących, gdyby zabrakło im boga (to żaden argument nigdy nie był). Uznaje, ze jest niepoprawna i należy ją pominąć.

Bóg nadal jest zmyślony. Zmyślony tak bardzo jaki byłby wytrzeszcz oczu wszystkich zgromadzonych w kościele gdyby rzeczywiście wydarzył się cud. Wszyscy wierzycie w cuda więc spodziewajcie się ich i nie róbcie zdziwionych min - to bóg je czyni.

Michał Dyszyński napisał:

I na koniec jeszcze krótka uwaga na temat wnioskowania o uczuciach, które pasują do jakiejś tezy, i można je przypisać z tego powodu.


Olać uczucia i możliwość ich przypisania. Powyżej wyrażasz oczekiwanie logicznego zaprzeczenia istnieniu boga.
O jakich argumentach do mnie rozmawiasz - skoro tematem rozmowy jest ludzki wymysł - brednia - urojenie.
W ogóle nie używaj takich pojęć jak wnioskowanie przy ustalaniu czy zmyślenie jest prawdziwe czy nie. Zmyślenie zawsze jest fałszywe. To jest od początku fałsz w czystej postaci. Nawet każdy to rozumie ignorując ten fałsz w życiu codziennym. Nikt z tego fałszu nic nie czerpie poza tworzeniem ceremonii. Nikt stojący w kościele nie traktuje tego na poważnie. Gdyby jakiś nawiedzony człowiek zaczął opowiadać znowu, że bóg przez niego przemawia i kazałby Ci zeskoczyć z dachu - olałbyś go jak i wszyscy inni - bo dokładnie wiedzie, że to jest fałsz, że prawda jest zupełnie inna. Udajecie tylko głupa bo takie wyjaśnienie pasuje do waszych stanów emocjonalnych. To jest zwykła szopka. Każdy w tej szopce kłamie w żywe oczy. Każdy jeden i każdy z łatwością dowiedziałby się o tym, gdyby tylko chciał o tym wiedzieć. Nikt jednak nie chce tego wiedzieć i wszyscy robią z siebie idiotów.

Michał Dyszyński napisał:

Jeśli wierzący rzeczywiście należeli do ludzi, którzy mają skłonności do traktowania rzeczywistosci po linii pragnień, to pewnie skutkowałoby to również innymi efektami:
- może częstszą grą w totolotka wierzących (jak uwierzę, że wygram, to pewnie wygram"
- bardziej ryzykowne zachowania (wystarczy uwierzyć, że nic mi się nie stanie)
i inne sposoby łatania różnych problemów życiowych i lęków uwierzeniem.
Czy obserwacja znanych teistów potwierdza wg Was takie postawy i zachowania?


Bo nikt tak naprawdę nie wierzy. O tym właśnie mówię. Wszyscy robią z siebie tylko idiotów bo jest im z tym dobrze. Nikt tego nie stosuje w życiu bo nikt tak naprawdę nie wierzy w te zmyślone brednie o bogu. Gdyby wierzyli zachowywaliby się inaczej. Jednak dokładnie wiedzą, że to fałsz.

Michał Dyszyński napisał:

Bo może jednak ów zarzut o wierze spowodowanej lękiem przed śmiercią jest wyssany z palca?
Nooo, chyba że jednak ateiści to seksualni frustraci?...
Ot, zagwozdka...


To nie jest żaden zarzut ani argument. Jak można komuś zarzucać to, że się boi. Można go jednak prowokować do odwagi, można go zmieniać np. nazywając go prowokacyjnie tchórzem.

Możesz frustracjami rozmywać temat rozmowy. Zresztą ateiście to kretyni więksi od wierzących i pewnie masz rację. Chodzi jednak o logiczne myślenie. Skoro w życiu wszystko robisz w taki sposób jakbyś uznawał istnienie boga za fałsz, to uświadom sobie, że to rzeczywiście jest fałsz.
To zostało zmyślone.
Nauka nie mówi nic o bogu - nauka dowodzi, że wszystko co jest o bogu powiedziane i napisane jest zmyślone, jest fałszem, jest społecznym urojeniem. Widać takie urojenia też się wydarzają.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krystkon




Dołączył: 10 Kwi 2011
Posty: 472
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Lądek Zdrój
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:42, 03 Wrz 2011    Temat postu:

Marcin Kotasiński napisał:
Ciekawa wersja kompleksu edypa. :)
Michale ateiści i każdy człowiek na ziemi jest w procesie wiary, poznania Najwyższego. Ateiści robią to jedynie przez zaprzeczenie.


Niech mi nikt nie imputuje żadnego durnego ateizmu.

Ja nic o żadnym bogu nie wiem. Nie wiem nawet co mogłoby być tym bogiem. W ogóle nie rozumiem tego pojęcia.
Nie zaprzeczam temu czego nie rozumiem.

Bóg chrześcijański jest zmyśleniem. Jest fałszem. To nieprawda.
Nie da się takiej bzdurze zaprzeczyć jak istnienie boga chrześcijańskiego. To jest po prostu bzdura. Fałsz. Głupoty.
Dzisiejsza nauka dowodzi, że wszystko zostało zmyślone, wszyscy po kolei kłamali. W ich urojeniach zdawało im się, że bóg przez nich przemawia. Nie wiem czemu tak robili - ale zmyślali.

Nikt nie wierzy w boga chrześcijańskiego - zachowania osób wierzących i niewierzących są jednakowe - nikt nie spodziewa się cudów - wszyscy tylko robią szopkę - to są puste ceremonie bez treści. Nikt nie posłuchałby żadnego księdza ani nawet papieża o ile ten na podstawie rzekomych słów boga nakazałby zachować się nielogicznie. No może kilka zupełnie otumanionych osób z nikim ilorazem inteligencji - ale już nikt poza tym. Dlatego, że nikt nie wierzy w te bujdy. Każdy dokładnie wie, ze to są bzdury.

Nie obchodzi mnie zaprzeczanie istnieniu boga - to dobre dla idiotów.

Nie chce żyć w świecie, w którym muszę respektować kretyństwo. W świecie, w którym szacunek dla kretyńskich uczuć jest prawnie chroniony. W świecie, w którym pieniądze z moich podatków wydawane są na kretyńskie ceremonie.

Nie jestem neutralny wobec religii ani też filozofii - bo to są irytujące mnie bzdury. Wszystko zmyślone.

Najgłupsze na świecie pojęcia wg mnie to istnieje i nie istnieje. Każdy kto się posługuje takimi pojęciami ma problemy z logiką.

Wiemy o rzeczywistości i o sobie samych tylko tyle ile mamy w sobie prawdziwej wiedzy wyrażonej w naukach ścisłych.

Wszystko poza rzeczywistą wiedzą (czytaj prawdą) to wyraz naszych stanów emocjonalnych - wyrażenie czego pragniemy.

Abstrakcja dowodzi, że ludzie mają jednakowy obraz świata i jednakową logikę.
Ogólnoświatowa wiara w boga - wspólne urojenie boga na swój wzór i podobieństwo dowodzi, że wszyscy mają też jednakowe emocje.

Chociaż jak widać obraz świata, logika i emocje coraz większej grupy ludzi zmieniają się. Bóg przestaje być wiarygodny. Myślę, że każdy ksiądz to potwierdzi.

I bardzo dobrze. Bo ile można znosić zmyślone zjawy i cały ten cyrk.
Inteligentni ludzie są powściągliwi w wyrażaniu krytycznych opinii wobec kultu boga ojca. Boją się. Wiedzą, ze to bzdura ale boją się to wyrazić.

Ta szopka nabrała takich rozmiarów, że każdy tańczy jak mu zagrają.
A ja mam dość tego balu idiotów.
Mam dość kretynów wyrażających myśli boga.
Mam dość kretynów zaprzeczających istnieniu boga.
Mam dość kretyńskich rozmów o bogu.

Chciałbym aby znalazły się na świecie jeszcze jakieś normalne osoby, które potrafiłby powiedzieć normalne i prawdziwe:
nie wiem, nie pojmuję tego, nie potrafię tego zrozumieć

Ja nie wiem, nie pojmuję tego, nie potrafię tego zrozumieć i nie zmyślam.
Po prostu nie wiem czym jestem, dlaczego myślę i czy to w ogóle ma jakiś sens. Nic na ten temat nie wiem. Bez urojeń, bez wtłaczania głupot innym.

Bierzcie ze mnie przykład. To lepsze niż święcenie jajek i udawanie idioty.


Ostatnio zmieniony przez krystkon dnia Sob 22:04, 03 Wrz 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14423
Przeczytał: 96 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:25, 03 Wrz 2011    Temat postu: Re: bóg i grzech na poziomie reakcji chemicznych

krystkon napisał:
Prawda w rzeczywistości (czyli wiedza) i prawda o bogu (czyli stek bzdur). W życiu kierują się wyłącznie wiedzą ignorując całkowicie istnienie boga. Bóg pojawia się jedynie w ceremoniach...

Jakąż to "wiedzą" kierujesz się, gdy decydujesz o tym jaka piosenka z radia ci się najbardziej podoba? Skąd wziąć "wiedzę" o tym, czy warto poświęcić swój czas, aby dzieciom zapewnić lepszą przyszłość (może lepiej iść na piwo). Gdzie jest zapisane i udowodnione, że w ogóle warto dążyć do prawdy? Albo żeby być sprawiedliwym?...
Widziałeś gdzieś dowód matematyczny na to, że życzliwość dla bliźnich jest wartością?
Jeśli chcesz w życiu kierować się samą wiedzą, to proszę bardzo - porozmawiajmy WYŁĄCZNIE o modelach matematycznych, teoriach budowy konstrukcji stalowych, czy niuansach tworzenia się związków chemicznych.
Ale co ty robisz na forum sfinia w dziale "filozofia"?
- Czyżbyś odkrył, jakiś - np. ewolucyjnie ulokowany - mechanizm, który dzięki lekturze tej grupy zapewni Ci sprawniejszą kopulację i przekazanie genów potomnym?
Gdy wstajesz rano, spoglądasz na chmury, na ludzi, gdy decydujesz o sposobie spędzenia dnia wolnego, to kierujesz się jakąś "wiedzą", czy bardziej upodobaniami, z dodanymi prywatnymi doświadczeniami (choć bez żadnego naukowego dowodu w tym względzie)?...
Te ateistyczne gadki o "kierowaniu się wiedzą" w życiu, to oczywista ściema. Większość ateistów nie pracuje naukowo, nie umie opracować statystycznie wyników najprostszego doświadczenia. Potrafią za to powtarzać to, co gdzieś wyczytali, w co UWIERZYLI (choć później nazwali to "wiedzą"), co im się jakoś wydaje.
Nie każdemu podobają się religijne ceremonie. Nie zamierzam ich bronić, bo sam nie przepadam za tego rodzaju formami życia społecznego. Ale też nie potępiam, bo skoro ludzie lubią chodzić na koncerty (do których też dopłaca państwo, a korzystają z nich nie wszyscy), imprezy sportowe, wizyty znanych osobistości, to nie widzę powodu, aby grupa ludzi pragnących wziąć udział w procesji, nagle miała być dyskryminowana. Nie idą na to znów takie wielkie sumy, aby było o co bić pianę.
Twierdzisz, że ludzie Boga wymyślili. Miliardy ludzi tak ma. Wszyscy musieli sobie coś takiego wymyślić. Tak mają od tysięcy lat. Może to bez sensu, ale jakoś ewolucja tego nie wyeliminowała. Teraz próbują to wyeliminować ateiści, także agnostycy.
Nawet nie mam nic przeciwko, choć osłabia mnie "moc intelektualna" używanych przy tym argumentów - od zarzutów o wiarę z lęku przed śmiercią, poprzez twierdzenia, jakoby prawdziwym było i dało się żyć wyłącznie w oparciu o to co "udowodnione", aż po ściemy w rodzaju, że skoro inżynieria wystarcza do budowy samolotu, to pewnie ta sama inżynieria stanowi doskonały światopoglad (czyli udowodniliśmy nieistnienie Boga, bo da się zbudować most, czy samolot, bez zakładania ingerencji sił wyższych).
Nie znam ANI JEDNEGO argumentu ateizmu, który nie dałby się łatwo obalić. Nie twierdzę, że udawadniam przez to istnienie Boga. Oczywiście, ze nie - istnienia Boga się nie udowadnia. Ale - już bez operacji dowodzenia - można mieć swoje ARGUMENTY, aby koncepcję Boga przyjąć. Tych argumentów jest wcale nie mało. Żaden nie jest do końca decydujący, ale komuś może się SPODOBAĆ (z jakiegoś względu - jakiego, to już sprawa osobista) koncepcja, że jednak natura rzeczywistości jest osobowa. I co, i takie to złe?...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Kotasiński




Dołączył: 20 Mar 2011
Posty: 1061
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:12, 04 Wrz 2011    Temat postu:

Krystkon zrelaksuj się. Kiedy mówię o Bogu to mam Jego na myśli nie religię. To istotna różnica z prostej przyczyny. On jest Jeden, a religii jest wiele zatem musi stać ponad ludzkimi religiami. Po drugie wszyscy
ludzie są Jego, to drugi powód dlaczego stoi ponad religiami. Zwróć uwagę też na to, że naprawdę oburzasz się na religię katolicką za to, co ona tam ma za kołnierzem i co jej przypisuje się, a przenosisz swój pogląd i oburzenie na Boga. Religie są wymysłem ludzkim, służyły i nadal trochę służą poznaniu Boga. Ale on jest ponad religiami. Nie trzeba religii aby Go poznać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ptr




Dołączył: 05 Gru 2005
Posty: 1505
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 10:18, 04 Wrz 2011    Temat postu:

Michał napisał:
Żaden nie jest do końca decydujący, ale komuś może się SPODOBAĆ (z jakiegoś względu - jakiego, to już sprawa osobista) koncepcja, że jednak natura rzeczywistości jest osobowa. I co, i takie to złe?...


Co do osób znamy tylko osoby ludzkie. Można postulować, że rzeczywistość jest osobowa, ale co miałoby to oznaczać? Nim powstał człowiek miejsce miał długi ewolucyjny proces, wykształcenie złożonego mózgu na bazie którego powstała dopiero osobowość człowieka. Weźmy jeszcze tu pod uwagę, że chrześcijanie zwykli odmawiać zwierzętom ich osobowego charakteru, choć z moich doświadczeń wynika, że zarówno psy jak i koty osobami są. Wikipedia podaje definicje osoby:

Wikipedia napisał:
Osoba (πρόσωπον, prosopon - pierwotnie "twarz, maska", łac. persona - pierwotnie "maska") – podmiot o rozumnej naturze[1]. Może nim być człowiek, a także Bóg, rozumiany jako byt wyróżniający się najdoskonalszą formą istnienia[2]. Osoba, posiadając świadomość własnego istnienia, wolę, własny charakter i system wartości, jest odrębna od innych bytów.

Wymienione zwierzęta, w moim najgłębszym przeświadczeniu, spełniają te kryteria. Brak im zdolności pojmowania złożonych zagadnień, ich świadomość nie posługuje się pojęciami, nie wyewoluowały w nich jeszcze memy. Ale są świadome własnego istnienia, mają wolę(*), własny charakter i system wartości(**).

Niemniej to tylko ludziom przypisywany jest ich osobowy charakter. Tym gorzej więc dla koncepu osobowej rzeczywistości. Przecież człowieka poprzedza ewolucja materii.. złożoność mózgu, czy rzeczywistość osobowa ma mózg? Gdzie? Jeśli nigdzie, to czy pojęcia "osoba ludzka" i "osobowa rzeczywistość" (=osobowy Bóg) nie są tu po prostu ekwiwokacją? Pojęciami tak samo brzmiącymi ale posiadającymi zupełnie odmienną definicję?

Aby przyjąć czy rzeczywistość jest osobowa.. należałoby mówiąc coś takiego odpowiedzialnie wskazać:
- rozumność rzeczywistości
- to że rzeczywistość jest świadoma własnego istnienia
- posiadanie woli przez rzeczywistość
- posiadanie własnego charakteru przez rzeczywistość
- posiadanie własnego systemu wartości przez rzeczywistość
- odrębność rzeczywistości od innych bytów.

----------------------------------------------------------------------------------

ad (*)
Moje koty, tak samo jak wszyscy ludzie których znam, pewne rzeczy chcą lub nie chcą w danym momencie. Jeśli się robi coś sprzecznego z ich wolą (np. przenosi) miałkolą podirytowane. Jeżeli coś się robi zgodnego z ich wolą (np. przynosi karmę) miałkolą zadowolone. To tak samo z człowiekiem. Co jest zgodne z ich wolą lub przeciwnie.

ad (**)
Koty i psy mają system wartości. Tworząc stada tworzą hierarchię w swych stadach. Zawsze jest ten silniejszy, który pierwszy będzie jadł. U psów i wilków dodatkowo jest ktoś w rodzaju przewodnika. Jest więc tam dokładnie to co jest u ludzi gdzie występuje ktoś kto przewodzi jakiś kierownik, czy wódz. Wówczas w świadomości człowieka jest to osoba wskazująca to co jest dobre lub złe (don Corleone lub papież), do kogo podchodząc należy przyjąć odpowiednią postawę "bo tak należy".


Ostatnio zmieniony przez ptr dnia Nie 10:22, 04 Wrz 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krystkon




Dołączył: 10 Kwi 2011
Posty: 472
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Lądek Zdrój
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 15:56, 04 Wrz 2011    Temat postu: Re: bóg i grzech na poziomie reakcji chemicznych

Michał Dyszyński napisał:

Jakąż to "wiedzą" kierujesz się, gdy decydujesz o tym jaka piosenka z radia ci się najbardziej podoba? Skąd wziąć "wiedzę" o tym, czy warto poświęcić swój czas, aby dzieciom zapewnić lepszą przyszłość (może lepiej iść na piwo). Gdzie jest zapisane i udowodnione, że w ogóle warto dążyć do prawdy? Albo żeby być sprawiedliwym?....


Kieruję się emocjami to oczywiste. W tym jednak nie ma żadnego zmyślenia, żadnej prawdy - po prostu kieruje się emocjami.

Przekłamujesz mój post. Ja napisałem w nim, że prawda wynika z wiedzy. Nie pisałem o tym czym należy się kierować w życiu - jakim należy być dla innych - to wynika z emocji. Napisałem, że bóg chrześcijański jest zmyślonym fałszem i że jestem prawnie zmuszany do respektowania fałszu - nie podoba mi się to.

Powtarzam, ze nie mam ani jednego argumentu przeciwko istnieniu boga. Po prostu nie wiem nic o bogu - jeśli cokolwiek o nim powiem, że jest lub go nie ma - to skłamię. Nic o nim nie wiem. Nie wiem czym miałby w ogóle być.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krystkon




Dołączył: 10 Kwi 2011
Posty: 472
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Lądek Zdrój
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 16:02, 04 Wrz 2011    Temat postu:

Marcin Kotasiński napisał:
Krystkon zrelaksuj się. Kiedy mówię o Bogu to mam Jego na myśli nie religię. To istotna różnica z prostej przyczyny. On jest Jeden, a religii jest wiele zatem musi stać ponad ludzkimi religiami. Po drugie wszyscy
ludzie są Jego, to drugi powód dlaczego stoi ponad religiami. Zwróć uwagę też na to, że naprawdę oburzasz się na religię katolicką za to, co ona tam ma za kołnierzem i co jej przypisuje się, a przenosisz swój pogląd i oburzenie na Boga. Religie są wymysłem ludzkim, służyły i nadal trochę służą poznaniu Boga. Ale on jest ponad religiami. Nie trzeba religii aby Go poznać.


Chodzi o to, ze bóg jest zmyślony. Jest fałszem. Ani Ty ani ja nic nie wiemy o istnieniu lub nieistnieniu boga. Cokolwiek ja i Ty powiemy na temat boga - to skłamiemy. Nic nie wiem o nieistnieniu boga tak samo jak o istnieniu.

Wiem jednak, że legenda o bogu jest zmyślona. Ludzie wciąż wyrażają myśli boga - wszyscy zmyślają.


Ostatnio zmieniony przez krystkon dnia Nie 16:07, 04 Wrz 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krystkon




Dołączył: 10 Kwi 2011
Posty: 472
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Lądek Zdrój
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 16:04, 04 Wrz 2011    Temat postu:

powtórka

Ostatnio zmieniony przez krystkon dnia Nie 16:06, 04 Wrz 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14423
Przeczytał: 96 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 18:36, 04 Wrz 2011    Temat postu:

krystkon napisał:
Chodzi o to, ze bóg jest zmyślony. Jest fałszem. Ani Ty ani ja nic nie wiemy o istnieniu lub nieistnieniu boga. Cokolwiek ja i Ty powiemy na temat boga - to skłamiemy. Nic nie wiem o nieistnieniu boga tak samo jak o istnieniu.

Wiem jednak, że legenda o bogu jest zmyślona. Ludzie wciąż wyrażają myśli boga - wszyscy zmyślają.

To czy Bóg jest zmyślony, czy nie, to wyłącznie OPINIA (nie ma dowodu, ani nawet realnego zarysu takowego), na potwierdzenie owej tezy?.
Tak to już jest na tym świecie, że człowiek musi zmagać się z problemem innych opinii na różne tematy, uzyskiwanych od innych osób. Czy to w kwestiach światopoglądowych, czy politycznych, czy obyczajowych. Demokracja tak ma. Znosimy się nawzajem, choć nie zawsze nam się to podoba - ktoś puszcza bąki, ktoś ma brzydką twarz, a ktoś inny zupełnie nie pasujące nam poglądy. Trudno. Dopóki nie kradnie, nie rabuje, trzeba go jakoś tolerować. Ja też mam dużo lepszych pomysłów na wydawanie pieniędzy z podatków, niż to wymyśłiła aktualna ekipa polityczna. Ale cóż, świata sobie nie wybierałem. I myślę, że znacznie wyżej postawiłbym poważniejsze zagrożenia, czy ktoś z moich pieniędzy z podatków dofinansuje imprezę, której nie lubię i nie akceptuję.

Można się nakręcać emocjonalnie w stylu: ależ oni okropni ci teiści, ależ ten Bóg zmyślony, ależ zmyślony... Wystarczy jednak dobrze poczytać choćby dyskusje na tym forum, aby się przekonać, że ten wniosek oczywisty wcale nie jest, że ateizm tez jest formą wiary, a nawet to, że tak całkiem bez wiary w rzeczy nie potwierdzone, to się w ogóle nie funkcjonować.
Gdyby wiara w Boga była takim absurdem, to powstawałaby, nie odradzała się w niemal każdym zakątku na ziemi. Można to oczywiście tłumaczyć jakąś tajemniczą funkcją umysłu, może genem wbudowanym w człowieka, można to z góry uznać za fałsz. A może jednak COŚ JEST NA RZECZY?...
Bo trudno jest znaleźć inne przekonanie ludzkości, powstające tak bardzo niezależnie, tak bardzo uparcie, niemal dla każdego zbiorowiska ludzkiego. Dlaczego to tak powraca?
Wiem, ze teraz najprościej to skwitować jakimś błędem, czy może nawet podpiąć pod ewolucyjną korzyść. A ja mam jednak inne wytłumaczenie - RZECZYWIŚCIE spora grupa ludzi, co jakiś czas, doznaje zjawisk, stanów, spotyka sytuacje, które kierują myśli i uczucia człowieka w stronę uznania duchowość za realną siłę. Za coś więcej niż przelotną myśl, czy uczucie. Wiem, ze ateistyczna poprawność polityczna każdą taką sugestię kwituje "wszystko to się da racjonalnie wytłumaczyć". Oczywiście jak się takie założenie przyjmie i jest się konsekwentnym do końća, to wyjdzie wszystko na nasze. Kwestia uporu w filtrowaniu docierających faktów i ich interpretacji. Nawet jak by się pojawił rogaty diabeł i racicą nabił nam na tyłku wielkiego siniaka, to też by można tłumaczyć, że się ze stołka spadło, bo coś się przywidziało. To tak jak w tym dowcipie o gościu, który - po zaprowadzeniu do zoo - widząc pierwszy raz w życiu żyrafę mówi sceptycznie: takiego zwierzęcia to chyba nie ma.
Można się zaprzeć do końca, zamknąć na wszelkie głosy i odgłosy nie pasujące do naszej wizji. Można w fanatyzmie (czy to religijnym, czy ateistycznym) zostać rekordzistą księgi Guinessa. Tylko w tym tkwi pewien GRZECH. Wcale niekoniecznie względem Boga, czy społeczności ludzkich. To grzech względem naszego umysłu! To sytuacja, w której kiedyś skonfrontowani ostatecznie z kompletną wiedzą o rzeczywistości, złapiemy się za głowę i zaczniemy wyć z żalu - ależ ja byłem idiotą, jakim kompletnym idiotą!...
Pewne rzeczy są tuż przed naszym nosem, ale trzeba jeszcze chcieć je zobaczyć. Trzeba się nie zaperzać, tylko widzieć świat otwarcie. Wtedy człowiek nie będzie musiał się wstydzić. Sam przed sobą.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 18:39, 04 Wrz 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hello




Dołączył: 07 Sie 2010
Posty: 1727
Przeczytał: 7 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 19:03, 04 Wrz 2011    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
... (nie ma dowodu, ani nawet realnego zarysu takowego), na potwierdzenie owej tezy?.
Kur...na, pogubiłem się. O jakiej tezie mówisz, że jest czy że przeciwnie?! :(
_____________________
"Jod-23 znów nadaje."
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krystkon




Dołączył: 10 Kwi 2011
Posty: 472
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Lądek Zdrój
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 20:27, 04 Wrz 2011    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
A może jednak COŚ JEST NA RZECZY?....


Moja opinia jest taka, co uznasz za wyznanie wiary. Podobne mózgi, podobna logika, podobne emocje.
Jak nie wiemy nie rozumiemy, to zmyślamy świat, w których zgodnie z naszymi emocjami chcielibyśmy żyć.
Istnienie boga jest takim światem. W takim świecie przeciętny człowiek chciałby żyć. Dlatego bóg chwyta wszystkich za serce.

Każdy normalny człowiek - nie socjopata - ma sobie emocje takie jak poczucie szczęścia z czynienia dobra czy uczucie miłości do innych ludzi.
Bóg to świat idealny i każdy chciałby w tym idealnym świecie żyć.
Jednak ten idealny świat dla wielu stał się niewiarygodny - niewiarygodny z wielu powodów.

Dla mnie osobiście niewiarygodny z takiego powodu, że
2 + 2 = 4 i nie chce inaczej.
To wzbudza moje podejrzenie, że świat opiera się na czymś innym aniżeli na bogu ojcu, który myśli i czuje podobnie do nas.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14423
Przeczytał: 96 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 22:37, 04 Wrz 2011    Temat postu:

krystkon napisał:
Jak nie wiemy nie rozumiemy, to zmyślamy świat, w których zgodnie z naszymi emocjami chcielibyśmy żyć.

Tego rodzaju teza jest niezwykle karkołomna. To, że ateiści przyjęli ją za dobrą monetę, że dali sobie wmówić tego rodzaju rozumowanie, samo w sobie świadczy o nie do końca dobrze funkcjonującym zdrowym rozsądku.

Gdyby tak było, to byśmy wymyślali (przynajmniej my - wierzący) znacznie więcej. Cóż szkodzi wymyślić sobie, że kocha mnie miss świata? Albo, ze jutro wygram milion w Lotto? Albo nawet to, że przekonam Krystkona, co do prostego spostrzeżenia, że wymyślanie sobie świata zostało - w sposób zupełnie dziwaczny - zapostulowane zgodnie dla wszystkich wierzących - bez żadnego uzasadnienia, bez żadnych dowodów, bez czegokolwiek co to faktograficznie potwierdza, tylko na zasadzie że "PRZECIEŻ MOŻE TAK BYĆ"...
To tak jak z tym bacą, który oskarżony o produkcję wódki na podstawie znalezionej u niego stosownej aparatury, odparował: to sądźcie mnie też za gwałt, bo do tego również mam aparaturę....
Nie przeczę, ze ISTNIEJE MOŻLIWOŚĆ, a nawet da się wskazać motyw dla owego wymyślania sobie religii. Istnieje. Ale istnieje również nieskończona liczba innych MOŻLIWOŚCI i hipotetycznych mechanizmów - np. to, że Krystkon po nocach przemyśliwuje, jak wymordować wierzących na podobieństwo Breivika. Mogę wskazać na mechanizmy niechęci (choćby z postów), mogę wskazać na możliwości, gdzie by to było realne do zrobienia. Ale ciągle jest TYLKO MOŻLIWOŚĆ!
Ateiści ową możliwość zamienili w "udowodniony" fakt.
Na zasadzie czarów, na zasadzie chciejstwa, na zasadzie...
... chyba jednak po prostu ZŁEJ WOLI (intelektualnej). Na zasadzie, że jak nie mam innych argumentów, to oskarżę kogoś o jakieś pomylone intencje (czego zaprzeczenia przecież nie ma jak udowodnić)

Jeśli ktoś spojrzy trzeźwo na taką argumentację, to szybko załapie, że takie myślenie kupy się nie trzyma!
Normalnie, we wszystkich życiowych sytuacjach ludzie wierzący nie zmyślają świata. Tak mają. Nawet wierzący chodzą do roboty, żeby zarobić na chleb, a nie wymyślają sobie, że krasnoludki za nich to zrobią. Idą też do sklepu po masełko, a nie wymyślają sobie, że ktoś im to masełko przyniósł. Tak mają - naprawdę! Dowody są w około. Nie wymyślają sobie mnóstwa rzeczy, choć fajnie by było...
Ale teraz - jakoś tak specjalnie na potrzeby argumentacji ateistów - w kwestii Boga wszystko się zmienia! Już standardowym, domyślnym zachowaniem ludzi wierzących jest wymyślanie Boga. Tak, bo tak chcemy... Bo nam to pasuje do ateistycznego argumentowania.
To chciejskie naginanie rzeczywistości jest więc chyba bardziej,niż osobom, których miało dotyczyć, uzasadnione do przypisywania ateistom - właśnie w związku z omawianym zarzutem. Bo nie chciejstwem wierzący wymyślają Boga, a chciejstwem ateiści wymyślili ten właśnie argument! Chciejstwem tak bardzo wbrew faktom i logice, że to aż wali po oczach.



krystkon napisał:

Bóg to świat idealny i każdy chciałby w tym idealnym świecie żyć.


Gdybyś minimum wiedzy np. z religii chrześcijańskiej załapał, to szybko doszedłbyś poza tym do wniosku, ze świat z Bogiem, wcale nie jest idealnie skrojony pod nasze potrzeby. Otóż religia sporo mówi na temat PIEKŁA, na temat odrzucenia przez Boga ludzi, którzy nie spełnią etycznych oczekiwań. Piekło, odrzucenie, czy choćby konieczność cierpienia jako efekt złego życia występują właściwie we wszystkich religiach.
To skoro już tak sobie ludzie idealnie - dla przyjemności - Boga wymyślają, to po jaką cholerę wymyślili to piekło, tę odpowiedzialność za błędy?...
- Kompletni kretyni! - no nie?...
Najpierw chcą sobie wymyślić idealny świat, żeby było im jak najlepiej, a tu wychodzi im... wieczna męka za grzechy.
To wymyślają, żeby było im miło i lepiej, czy właściwie w innym celu?...
Bo chyba tutaj trzeba by coś "pokręcić " z ową argumentacją, może zdecydować. I pewnie jakoś okrakiem nieco wycofać się, z wymyślania dla przyjemności. Chyba, że raptem wszyscy wierzący to jeszcze masochiści - wymyślają wieczne męki, żeby było im przyjemniej?...
Tak, to zróbmy z tych wierzących takich megawariatów, co wymyślają niby dobre, a wychodzi im bez sensu. To będzie wtedy juz ostateczny dowód na to, ze wierzący to jednak psychole... :nie: :gitara:

krystkon napisał:
Jednak ten idealny świat dla wielu stał się niewiarygodny - niewiarygodny z wielu powodów.

Dla mnie osobiście niewiarygodny z takiego powodu, że
2 + 2 = 4 i nie chce inaczej.
To wzbudza moje podejrzenie, że świat opiera się na czymś innym aniżeli na bogu ojcu, który myśli i czuje podobnie do nas.

2+2 = 4 faktycznie. Ale argumentacja o wymyślaniu Boga dla potrzeby przeczy sama sobie, przeczy psychologii, przeczy logice na wszystkich frontach. Ale rozumiem, że... skoro taka potrzeba, skoro trzeba mieć na wierzących argument, to zaakceptujmy ten. Skoro lepszego nie mamy...

Rozumiem trochę frustrację ateistów. Faktycznie, argumentów sensownych brak, to niech będzie chociaż ten idiotyczny. Jak się dobrze rozpropaguje, to ludziska uwierzą i będą powtarzać. Ale dla osoby myślącej - sorry - wyciągnięcie takiego argumentu, to jak przyznanie się do porażki w myśleniu, to wskazanie, że naprawdę nisko upadła myśl ateistów, że chwytają się tak cienkiego pomysłu.
Jaki rozum, takie argumenty....


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 14:09, 05 Wrz 2011, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krystkon




Dołączył: 10 Kwi 2011
Posty: 472
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Lądek Zdrój
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:40, 05 Wrz 2011    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Tego rodzaju teza jest niezwykle karkołomna. To, że ateiści przyjęli ją za dobrą monetę, że dali sobie wmówić tego rodzaju rozumowanie, samo w sobie świadczy o nie do końca dobrze funkcjonującym zdrowym rozsądku.


Nie wiem co przyjęli ateiści - nie interesuje mnie to bo nikt prawnie nie zmusza mnie do respektowania ich głupot. Większych głupot ateistów aniżeli wierzących.

Michał Dyszyński napisał:

Gdyby tak było, to byśmy wymyślali (przynajmniej my - wierzący) znacznie więcej. Cóż szkodzi wymyślić sobie, że kocha mnie miss świata? Albo, ze jutro wygram milion w Lotto? Albo nawet to, że przekonam Krystkona, co do prostego spostrzeżenia, że wymyślanie sobie świata zostało - w sposób zupełnie dziwaczny - zapostulowane zgodnie dla wszystkich wierzących - bez żadnego uzasadnienia, bez żadnych dowodów, bez czegokolwiek co to faktograficznie potwierdza, tylko na zasadzie że "PRZECIEŻ MOŻE TAK BYĆ"...


To jest moja opinia - nie żaden argument. Nie przecze istnieniu boga - nie nie wiem o bogu - z moich doświadczeń wynika, że także każdy inny nic nie wie o bogu. Pomijając postać boga, jego sposób myślenia i wyrażania myśli - wszystko co ma status praw bożych i myśli bożych jest wierutnym kłamstwem - fałszem - zmyśleniem. Bo nikt tak samo jak i ja nic o bogu nie wie. A jednak wiele osób opowiada o prawach bożych, bożych oczekiwaniach, o niebie piekle - wszystko to są same kłamstwa.

Michał Dyszyński napisał:

To tak jak z tym bacą, który oskarżony o produkcję wódki na podstawie znalezionej u niego stosownej aparatury, odparował: to sądźcie mnie też za gwałt, bo do tego również mam aparaturę....
Nie przeczę, ze ISTNIEJE MOŻLIWOŚĆ, a nawet da się wskazać motyw dla owego wymyślania sobie religii. Istnieje. Ale istnieje również nieskończona liczba innych MOŻLIWOŚCI i hipotetycznych mechanizmów - np. to, że Krystkon po nocach przemyśliwuje, jak wymordować wierzących na podobieństwo Breivika. Mogę wskazać na mechanizmy niechęci (choćby z postów), mogę wskazać na możliwości, gdzie by to było realne do zrobienia. Ale ciągle jest TYLKO MOŻLIWOŚĆ!


Pomińmy możliwości - znasz osobę, która wie więcej o bogu ode mnie?
Postaraj się zrozumieć - KŁAMSTWA, KŁAMSTWA, KŁAMSTWA, FAŁSZ - podawane jako PRAWDA, którą należy respektować.
A ja mam w d.... FAŁSZ i nie chce go respektować.

Michał Dyszyński napisał:

Ateiści ową możliwość zamienili w "udowodniony" fakt.
Na zasadzie czarów, na zasadzie chciejstwa, na zasadzie...
... chyba jednak po prostu ZŁEJ WOLI (intelektualnej). Na zasadzie, że jak nie mam innych argumentów, to oskarżę kogoś o jakieś pomylone intencje (czego zaprzeczenia przecież nie ma jak udowodnić)


Ateiści to głupcy więksi od wierzących.
Ja oskarżam wierzących o wiarę w FAŁSZ. Jest wyrażone tyle praw bożych i tyle myśli bożych - wszystko go FAŁSZ - KŁAMSTWA różnych ludzi.

Michał Dyszyński napisał:

Jeśli ktoś spojrzy trzeźwo na taką argumentację, to szybko załapie, że takie myślenie kupy się nie trzyma!
Normalnie, we wszystkich życiowych sytuacjach ludzie wierzący nie zmyślają świata. Tak mają. Nawet wierzący chodzą do roboty, żeby zarobić na chleb, a nie wymyślają sobie, że krasnoludki za nich to zrobią. Idą też do sklepu po masełko, a nie wymyślają sobie, że ktoś im to masełko przyniósł. Tak mają - naprawdę! Dowody są w około. Nie wymyślają sobie mnóstwa rzeczy, choć fajnie by było...
Ale teraz - jakoś tak specjalnie na potrzeby argumentacji ateistów - w kwestii Boga wszystko się zmienia! Już standardowym, domyślnym zachowaniem ludzi wierzących jest wymyślanie Boga. Tak, bo tak chcemy... Bo nam to pasuje do ateistycznego argumentowania.
To chciejskie naginanie rzeczywistości jest więc chyba bardziej uzasadnione do przypisywania ateistom - właśnie w związku z omawianym zarzutem - niż osobom, których miało dotyczyć.


Ateiści kłamią tak samo jak i wierzący. Obie te grupy posługują się FAŁSZEM. Nie można zaprzeczyć bogu, nie można potwierdzić boga.

Ale co najważniejsze nie można wyrazić myśli boga i jego praw - bo to są same wierutne kłamstwa - w których wyrażamy to czego oczekujemy od innych i samych siebie. Można wyrażać oczekiwania na podstawie emocji bez kłamst o bogu. Jak nie wiesz a mówisz o czymś to zmyślasz, mówisz nieprawdę, kłamiesz.

Michał Dyszyński napisał:

Gdybyś minimum wiedzy np. z religii chrześcijańskiej załapał, to szybko doszedłbyś poza tym do wniosku, ze świat z Bogiem, wcale nie jest idealnie skrojony pod nasze potrzeby. Otóż religia sporo mówi na temat PIEKŁA, na temat odrzucenia przez Boga ludzi, którzy nie spełnią etycznych oczekiwań. Piekło, odrzucenie, czy choćby konieczność cierpienia jako efekt złego życia występują właściwie we wszystkich religiach.
To skoro już tak sobie ludzie idealnie wymyślają, to po jaką cholerę wymyślili to piekło, tę odpowiedzialność za błędy?...
- Kompletni kretyni! - no nie?...
Najpierw chcą sobie wymyślić idealny świat, żeby było im jak najlepiej, a tu wychodzi im... wieczna męka za grzechy.
To wymyślają, żeby było im miło i lepiej, czy właściwie w innym celu?...
Bo chyba tutaj trzeba by coś "pokręcić " z ową argumentacją, może zdecydować. I pewnie jakoś okrakiem nieco wycofać się, z wymyślania dla przyjemności. Chyba, że raptem wszyscy wierzący to jeszcze masochiści - wymyślają wieczne męki, żeby było im przyjemniej?...
Tak, to zróbmy z tych wierzących takich megawariatów, co wymyślają niby dobre, a wychodzi im bez sensu. To będzie wtedy juz ostateczny dowód na to, ze wierzący to jednak psychole... :nie: :gitara:


Ani nie wiem co po wymyślają piekło, pewnie z myślą o innych na których należałby się jakoś zemścić, ani mnie to nie obchodzi. Zmyślenia jak wszystko inne.

Michał Dyszyński napisał:

2+2 = 4 faktycznie. Ale argumentacja o wymyślaniu Boga dla potrzeby przeczy sama sobie, przeczy psychologii, przeczy logice na wszystkich frontach. Ale rozumiem, że... skoro taka potrzeba, skoro trzeba mieć na wierzących argument, to zaakceptujmy ten. Skoro lepszego nie mamy...
Rozumiem trochę frustrację ateistów. Faktycznie, argumentów sensownych brak, to niech będzie chociaż ten idiotyczny. Jak się dobrze rozpropaguje, to ludziska uwierzą i będą powtarzać. Ale dla osoby myślącej - sorry - wyciągnięcie takiego argumentu, to jak przyznanie się do porażki w myśleniu, to wskazanie, że naprawdę nisko upadła myśl ateistów, że chywatają się tak cienkiego pomysłu.
Jaki rozum, takie argumenty....


Ty chyba mylisz mnie z jakimś ateistą?
O jakich Ty argumentach ciągle piszesz? Argumentach przeciwko istnieniu boga?
Nie potrafię sobie nawet wyobrazić czym bóg mógłby być. Jak mógłbym potwierdzać lub przeczyć czemuś czego nie potrafię sobie wyobrazić.

Kiedy ktoś jednak próbuje mnie zmusić do szacunku dla wyobrażenia boga ojca, który kocha i potrzebuje czasu na zastanowienie się i potrafi komunikować się w ludzkim języku to mnie nerwica bierze. Co to za idiotyzm jest chory. To jakby mnie ktoś zmuszał do respektowania krasnoludków i groził mi karą jak uznam, że krasnoludki są durnym wymysłem.

Bóg ojciec jest wymysłem i gdyby spytać kogoś o opisanie swojego wyobrażenia o bogu (bo skoro stwierdzają istnienie to muszą mieć chociaż jakieś wyobrażenie boga) - okazałby się, ze te wyobrażenia są tak prymitywne i absurdalne, że aż durne.

Jeśli mi nie wierzysz możesz sam tego spróbować i tu napisać swoje własne wyobrażenie boga - czego z oczywistych względów nie zrobisz. To wyobrażenie byłoby głupie.

Żeby nie było głupie mógłbyś względnie pozamieniać kilka niewiele wyrażających pojęć na siebie typu.
Bóg to stwórca albo czysta miłość to początek, przyczyna i takie tam brednie.

Gdybym zapytał Cię o jakiś szczegół twojego wyobrażenia - typu jak działa, jak się zmienia, jak się komunikuje z ludźmi albo z duszami czy jak tam wolisz - to już zaczęłoby się lawirowanie. Już nie umiałbyś odpowiedzieć zdając sobie sprawę, że wszystko co powiesz będzie jednocześnie głupie i zmyślone. I miałbyś rację.

To wszystko byłoby tak samo zmyślone jak zmyślone jest powiedzenie, że bóg to stwórca. To jest zmyślony FAŁSZ.
Znajdź mi człowieka, który cokolwiek więcej wie ode mnie na ten temat czy bóg to stwórca.

FAŁSZ, FAŁSZ wszystko FAŁSZ.
I ja takie brednie o krasnoludkach i zjawach muszę respektować - tragedia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14423
Przeczytał: 96 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:02, 05 Wrz 2011    Temat postu:

krystkon napisał:
Michał Dyszyński napisał:

To tak jak z tym bacą, który oskarżony o produkcję wódki na podstawie znalezionej u niego stosownej aparatury, odparował: to sądźcie mnie też za gwałt, bo do tego również mam aparaturę....
Nie przeczę, ze ISTNIEJE MOŻLIWOŚĆ, a nawet da się wskazać motyw dla owego wymyślania sobie religii. Istnieje. Ale istnieje również nieskończona liczba innych MOŻLIWOŚCI i hipotetycznych mechanizmów - np. to, że Krystkon po nocach przemyśliwuje, jak wymordować wierzących na podobieństwo Breivika. Mogę wskazać na mechanizmy niechęci (choćby z postów), mogę wskazać na możliwości, gdzie by to było realne do zrobienia. Ale ciągle jest TYLKO MOŻLIWOŚĆ!


Pomińmy możliwości - znasz osobę, która wie więcej o bogu ode mnie?
Postaraj się zrozumieć - KŁAMSTWA, KŁAMSTWA, KŁAMSTWA, FAŁSZ - podawane jako PRAWDA, którą należy respektować.
A ja mam w d.... FAŁSZ i nie chce go respektować.

Myślę, ze bardzo dużo ludzi wie więcej o Bogu niż Ty. Spodziewam się też (oczywiście nie mam pewności), że sam zaliczam się do tej grupy ludzi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin