Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Czy dobry filozof może być "zboczeńcem zawodowym"?
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 9795
Przeczytał: 80 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 3:49, 29 Wrz 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Swój redukcjonizm budujesz na konkretnej metaforze nieskończenie złożonej figury, którą widzisz tylko z jakieś perspektywy, nigdy w całości, w związku z tym nie wiesz jak się ma perspektywa do całości. Rzeczywistość jest u Ciebie transcendentna wobec przejawów.

Spotkanie z nieskończonością można budować na innej metaforze, w świetle której każdy rzut na nieskończenie złożoną figurę jest miniaturą tej figury. "Stworzyciel" jest zawarty w "stworzeniu". Rzeczywistość jest immanentnie zawarta w swoich przejawach.

Stad fizyk nigdy nie doświadcza rzeczywistości, może tylko o niej spekulować, myśleć, zbliżać się do niej. A biolog doświadcza rzeczywistości, żyje nią.


Jest to ciekawa myśl. Wuj pisze w sposób naukowy o ja jestem dlatego nazwałam go scjentysta :wink: :)

Ma przymus ujmowania wszystkiego w formuły.
Filozofia wypowiada się często mataforami. Taka filozofia zbliża się bardziej do literatury.
Czy literatura jest bliżej rzeczywistości niż filozofia...
Może rozwinę temat, jak będę mieć czas. :wink: :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2396
Przeczytał: 148 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 7:41, 29 Wrz 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
W moim rozumieniu jest to tak, że obaj bohaterowie naszego porównania - rzeczony fizyk i biolog - mają z grubsza to samo: swoje wyobrażenia o świecie.
Biolog może NAZWAĆ JE "doświadczaniem rzeczywistości", a nawet sobie pobudzić jakąś emocję z tym sformułowaniem związaną, wytworzyć sobie odczucie jakiegoś intuicyjnego kontaktu ze światem. Nazwa będzie dobra, jak każda inna, jednak z użycia nazwy nic praktycznego więcej nie wyniknie. Ten biolog i tak, czego by nie chciał dalej zrobić ze swoim "doświadczaniem rzeczywistości", po prostu sięgnie po swoje przekonania do umysłu.

W tym miejscu wyłania się kolejna istotna różnica. Dla fizyka umysł nie jest częścią rzeczywistości. Umysł fizyka odcina od rzeczywistości. Dla biologa umysł jest integralną częścią rzeczywistości.

Fizyk i biolog mają inne wyobrażenie tego, czym jest podmiot. Dla fizyka podmiotem jest świadomość/duch/umysł, dla biologa podmiotem jest cały organizm (jedność cielesno-duchowa). Stąd fizyk będąc jako podmiot samym duchem poznaje tylko idee, a biolog będąc jako podmiot ciałem i duchem poznaje rzeczywistość. Tylko ktoś rzeczywisty (duch wcielony) może poznawać rzeczywistość.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2396
Przeczytał: 148 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 7:55, 29 Wrz 2020    Temat postu:

Semele napisał:

Filozofia wypowiada się często mataforami. Taka filozofia zbliża się bardziej do literatury.
Czy literatura jest bliżej rzeczywistości niż filozofia...
Może rozwinę temat, jak będę mieć czas. :wink: :)

Moim zdaniem literatura/sztuka jest czymś pomiędzy filozofią a rzeczywistością. Filozof myśli, a artysta myśloczuje ;) Myśl oddala od konkretu, a czucie do konkretu zbliża. Filozofia bliska rzeczywistości to taka, którą myślą ujmuje to co człowiek w rzeczywistości myśloczuje, czyli filozof musi filozofować jako człowiek.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17414
Przeczytał: 113 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 8:08, 29 Wrz 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Michał Dyszyński napisał:
W moim rozumieniu jest to tak, że obaj bohaterowie naszego porównania - rzeczony fizyk i biolog - mają z grubsza to samo: swoje wyobrażenia o świecie.
Biolog może NAZWAĆ JE "doświadczaniem rzeczywistości", a nawet sobie pobudzić jakąś emocję z tym sformułowaniem związaną, wytworzyć sobie odczucie jakiegoś intuicyjnego kontaktu ze światem. Nazwa będzie dobra, jak każda inna, jednak z użycia nazwy nic praktycznego więcej nie wyniknie. Ten biolog i tak, czego by nie chciał dalej zrobić ze swoim "doświadczaniem rzeczywistości", po prostu sięgnie po swoje przekonania do umysłu.

W tym miejscu wyłania się kolejna istotna różnica. Dla fizyka umysł nie jest częścią rzeczywistości. Umysł fizyka odcina od rzeczywistości. Dla biologa umysł jest integralną częścią rzeczywistości.

Fizyk i biolog mają inne wyobrażenie tego, czym jest podmiot. Dla fizyka podmiotem jest świadomość/duch/umysł, dla biologa podmiotem jest cały organizm (jedność cielesno-duchowa). Stąd fizyk będąc jako podmiot samym duchem poznaje tylko idee, a biolog będąc jako podmiot ciałem i duchem poznaje rzeczywistość. Tylko ktoś rzeczywisty (duch wcielony) może poznawać rzeczywistość.

Czy umysł fizyka odcina się od rzeczywistości?
- Tego bym nie powiedział. Raczej ma wyobrażenie o niepoznawalności rzeczywistości samej w sobie, a w związku z tym o iluzji przekonania, iż ową rzeczywistość samą w sobie miałby poznawać. Rzeczywistość jednak gdzieś w tym wszystkim jest, zapewne i sam fizyk też jest jej częścią. Problemem jednak nie jest to, czy rzeczywistość w ogóle jest gdzieś w tym poznawczym ciągu zawarta, lecz to, NA ILE DA SIĘ ZLOKALIZOWAĆ GDZIE jest zawarta. Fizyk przyznaje się do pewnej porażki w możliwości precyzyjnego ustalania gdzie owa rzeczywistość jest, bo wszystko co obserwuje, w zgodzie z tym, jako to funkcjonuje, musi podpiąć pod pracę umysłu. Fizyk może nawet chętnie by ową rzeczywistość gdzieś do tego ciągu wrzucił, tylko ma problem z tym, że nie ma dobrego kandydata na owo miejsce, gdzie się rzeczywistość ostatecznie by znalazła.

Dlatego dla fizyka, owa rzeczywistość jest zawsze "gdzieś w głębi", ale nie wiadomo w którym miejscu konkretnie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2396
Przeczytał: 148 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 9:27, 29 Wrz 2020    Temat postu:

encyklopedia PWN napisał:
rzecz sama w sobie, niem. Ding an sich, gr. noumenon, filoz. pojęcie z zakresu teorii poznania, występujące w filozofii I. Kanta — rzeczywisty, ale niepoznawalny przedmiot (noumen, czyli to, czego istnienia umysł domniemywa), istniejący poza świadomością (niepoznawalny empirycznie), przejawiający się przez zjawiska (fenomen) i stanowiący źródło wrażeń.

Czyli metaforycznie oddajmy rzecz samą w sobie jako Słońce, a docierające do nas fenomeny jako promienie słoneczne.

Słońce to jakieś coś, co generuje promienie, ale samo nie jest promieniami. I to bezpromienne Słońce jest właśnie rzeczą samą w sobie.

Teraz zróbmy z każdą jedną rzeczą - drzewem, kotem, krzesłem to co zrobiliśmy ze Słońcem. Drzewo samo w sobie nie jest liściastą rośliną, kot sam w sobie nie jest mruczącym zwierzakiem, a krzesło samo w sobie nie jest drewnianym meblem.

Jaki nam z tego wypłynie wniosek? Że Słońce samo w sobie, kot sam w sobie i krzesło samo w sobie są jednym i tym samym, są jakimś bezprzejawowym cosiem, który przejawia się raz w formie Słońca, raz w formie kota, a raz w formie krzesła. I ok, można mieć taką metafizykę. Niedawno Netlis pisał o uniwersalnej świadomości, która właśnie przejawia się w różnych formach i to co poznajemy jest formą świadomości, nie istnieje samo w sobie.

Jednak jeśli się przyjmuje taki punkt widzenia, to trzeba mieć na uwadzę, że ta niepoznawalna rzecz sama w sobie to jest jakiś absolut. Jakiś materialista mógłby podstawić pod nią uniwersalną materię, która przybiera różne formy i Słońce, kot i krzesło są tylko formami materii.

Czyli to COŚ będzie albo materializującą się ideą albo idealizującą się materią. Mamy tutaj ukryte założenie dualizmu.
Co jeśli nie ma czegoś takiego jak gołe COŚ, tylko coś zawsze jest w przejawach?
Cytat:

Panenteizm (gr. pán en theós – wszystko w bogu) – pogląd religijno-filozoficzny, który wyznaje połączenie teizmu z panteizmem. W teizmie Bóg zachowuje osobową odrębność od świata, w panteizmie zaś immanentnie istnieje w świecie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17414
Przeczytał: 113 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 9:41, 29 Wrz 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Czyli to COŚ będzie albo materializującą się ideą albo idealizującą się materią. Mamy tutaj ukryte założenie dualizmu.
Co jeśli nie ma czegoś takiego jak gołe COŚ, tylko coś zawsze jest w przejawach?

Miałem taką myśl. A nawet poprowadziłem ją jeszcze dalej...
Może tak jest, że COŚ nie zaistnieje (w pełni) jeśli się nie będzie przejawiało?
Można by wtedy potraktować istnienie jako swoistą "niewolę przejawiania się". Istnienie nie przejawiające się zanikałoby. Z drugiej strony jednak przejawianie się nie jest samym istnieniem, samym bytem jest tylko tego bytu emanacją.
Tak, tu wychodzi dualizm.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2396
Przeczytał: 148 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 9:51, 29 Wrz 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
towarzyski.pelikan napisał:
Czyli to COŚ będzie albo materializującą się ideą albo idealizującą się materią. Mamy tutaj ukryte założenie dualizmu.
Co jeśli nie ma czegoś takiego jak gołe COŚ, tylko coś zawsze jest w przejawach?

Miałem taką myśl. A nawet poprowadziłem ją jeszcze dalej...
Może tak jest, że COŚ nie zaistnieje (w pełni) jeśli się nie będzie przejawiało?
Można by wtedy potraktować istnienie jako swoistą "niewolę przejawiania się". Istnienie nie przejawiające się zanikałoby. Z drugiej strony jednak przejawianie się nie jest samym istnieniem, samym bytem jest tylko tego bytu emanacją.
Tak, tu wychodzi dualizm.

Jeśli coś jest warunkiem istnienia, to nie może być tylko jego emanacją. Panenteizm jako połączenie teizmu (istnienie jest transcendente wobec przejawów) z panteizmem (przejawy wyczerpują istnienie) przezwycięża dualizm.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 17414
Przeczytał: 113 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 10:39, 29 Wrz 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Michał Dyszyński napisał:
towarzyski.pelikan napisał:
Czyli to COŚ będzie albo materializującą się ideą albo idealizującą się materią. Mamy tutaj ukryte założenie dualizmu.
Co jeśli nie ma czegoś takiego jak gołe COŚ, tylko coś zawsze jest w przejawach?

Miałem taką myśl. A nawet poprowadziłem ją jeszcze dalej...
Może tak jest, że COŚ nie zaistnieje (w pełni) jeśli się nie będzie przejawiało?
Można by wtedy potraktować istnienie jako swoistą "niewolę przejawiania się". Istnienie nie przejawiające się zanikałoby. Z drugiej strony jednak przejawianie się nie jest samym istnieniem, samym bytem jest tylko tego bytu emanacją.
Tak, tu wychodzi dualizm.

Jeśli coś jest warunkiem istnienia, to nie może być tylko jego emanacją. Panenteizm jako połączenie teizmu (istnienie jest transcendente wobec przejawów) z panteizmem (przejawy wyczerpują istnienie) przezwycięża dualizm.

To jeszcze zależy od tego, jak rozumiemy emanację. To trochę jak w tym "myślę więc jestem", gdzie jakaś forma aktywności (tu aktywności myślowej) jest z jednej strony formą okazania-dowodu, a z drugiej warunkiem istnienia. Można by tu napisać "emanuję, więc jestem", albo "przejawiam się, więc jestem".
Przerabiając Kartezjusza jakby trochę na Berkeleya, otrzymujemy jakąś formę syntezy rozumienia bytu. W tym ujęciu byt nie jest samoistny, a na pewno nie jest samowystarczalny, zaś samo owo bycie jest dla niego obowiązkiem, który czasem z trudem przychodzi mu spełniać. Spełni go w satysfakcjonujący sposób, gdy odnajdzie siebie - jakieś niesprzeczne, nie powodujące cierpienia pogodzenie przejawiania się z oczekiwaniami, jakie owo przejawienie się powinno być. Szczęściem będzie AKCEPTACJA (szczera, a nie wymuszona) tych wszystkich przejawień, jakie będą owego bytu udziałem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin