Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dary ducha i umysłu

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16339
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 22:42, 09 Lut 2018    Temat postu: Dary ducha i umysłu

Od dłuższego czasu nurtuje mnie pewne pytanie. Dotyczy ono koncepcji daru, ale też korzyści, sukcesu, spełnienia, wartości.
W życiu rzeczy stają się dla nas wartościowe na dwa podstawowe sposoby:
1. Bo mamy potrzebę, bo na starcie jest jakaś wbudowana w nas słabość, konieczność zaspokojenia - głodu, komfortu termicznego, bezpieczeństwa, atrakcyjnych bodźców itp. (mamy tu instynkty i potrzeby biologiczne, jak i wrodzone psychiczne, społeczne).
2. Bo kultura - społeczeństwo nauczyło nas, wdrożyło do traktowania pewnych rzeczy jako wartości. Zaliczam tu: pieniądze, uznanie ludzi, posiadanie wartościowych aktywów.
Te dwa sposoby zdają się w większości wyczerpywać wartości dla nas nabyte. Zdobywając owe wartości ogólnie się rozwijamy, sprawdzamy w życiu. A przede wszystkim też mamy SATYSFAKCJĘ, RADOŚĆ, czasem wręcz szczęście. To wszystko jest względnie oczywiste, żadna "filozofia".
Gdy dostajemy coś, co nam zapewnie owe potrzeby, czy wbudowane nam wartości, to się cieszymy. Np. dar pieniężny nas cieszy, jeśli nas pochwalą, to się cieszymy, gdy zjemy coś smacznego, bo ktoś nas poczęstował, odczuwamy radość itp.
I to głównie niezaspokojenie okazuje się być w tych warunkach katalizatorem szczęścia. Zwykły chleb wspaniale smakuje po długiej głodówce, dla kogoś samotnego długo, spotkanie w końcu życiowej "drugiej połówki" jest radością, która utrzymywać się jest w stanie przez lata.

Teraz jednak do tej układanki wprowadzę znaczące utrudnienie - wezmę je sobie z religii (ale ateiści nie muszą tu zakładać od razu prawdziwości religii, tylko potraktować problem ogólnie, niezależnie od tego, czy ktoś jest np. teistą). Oto chcę zastanowić się jak wyglądałaby możliwość ofiarowania komuś czegoś (dla ateistów hipotetycznym) raju?...
Pytam się więc, czy gdybyśmy mieli zaspokojone wszystkie potrzeby, nie było żadnych zagrożeń (nawet śmierć byłaby opanowana - np. dzięki rozwojowi medycyny, czy z powodu opieki Boga), a inni ludzie byliby w takim samym stanie, to CZY BYŁOBY CO ROBIĆ, do czegoś dążyć, o coś zabiegać?
Czy w raju, albo nawet jego odpowiedniku idealnego świata przyszłości (dla ateistów) byłaby jeszcze szansa na satysfakcję, radość, szczęście?...
Tu mamy jednak pewną różnicę pomiędzy rajem (teistycznym) a idealnym światem ateistów. Bo w świecie ateistów nie zakładamy jakiegoś wysokiego poziomu świadomości, tylko sam brak niespełnionych potrzeb i zagrożeń. Teoretycznie więc w takich idealnym świecie ateizmu mogłaby być rywalizacja. Choć nie byłoby zagrożenia utraty życia, to byłaby możliwość utraty prestiżu, bycia zepchniętym w dół drabiny społecznej. Można by, w oparciu o jakieś programy społeczne, przeciwdziałać jakiemuś takiemu wykluczaniu części ludzi, ale to nie musiałoby być do końca skuteczne. Więc w takim ateistycznym raju widać przynajmniej jeden powód do doskonalenia się - wspinanie się po drabince społecznej. Jest to jednocześnie zagrożenie - bo osoby z dołu owej drabinki mogą się czuć nieszczęśliwymi, mogą w końcu marzyć o śmierci (której nie dostaną, bo zakładamy, że śmierci nie ma), nieistnieniu na zasadzie "nie chcę żyć jako taki ludzki śmieć, ktoś na dnie drabinki ludzkiego uznania.".
Problem ten nie występuje w raju teistycznym, gdzie - jak zakładamy panuje miłość - nie ma ludzkiej pychy, nikt nikogo nie wyklucza w żaden sposób. Ale w raju tym z kolei pojawia się inny problem - nagle ten powód do działania, doskonalenia się, jakim jest wspinanie się po drabince społecznej, już nam nie funkcjonuje. Czyli może w ogóle nie ma sensu działać, robić cokolwiek, doskonalić się...

Problem pewnie części osób może wydawać się wydumany. Można powiedzieć "na tym świecie to mnie nie dotyczy, muszę walczyć o byt, niech się martwią ci, co będą w takiej sytuacji". Jednak problem ten chyba jednak dotyczy także wielu ludzi z naszego świata - bogate z domu dzieci, którym niczego nie brakuje, mają szczęśliwe dzieciństwo, są w pobliżu takiego raju. Zapominając na chwilę o problemie lęku przed śmiercią (nie dla wszystkich jest to istotny problem), to ci, który się naprawdę w życiu powodzi, też mają poważny dylemat: do czego dążyć? Skoro wszystko już mam, to mam robić?...

Tutaj dochodzimy do clou tego posta - pytania o DARY I POTRZEBY DUCHOWE, INTELEKTUALNE. Może takie właśnie są, a do tego mogą one zapewnić sens istnienia także w warunkach raju, czy idealnie bezpiecznego świata.
Czym byłyby te dary - wartości?...
Ja widzę tu m.in.
Potrzebę poznania - wiedzę, rozumienie, stabilność umysłu i uczuć.
Czy coś więcej?...
- Widzę coś więcej, choć trudno mi to trochę wyjaśnić - związane jest z empatią, miłością. Jeśli w nas nie będzie jakiejś żądzy dominacji, twardej konkurencji, zaś odbiór pozytywnych wobec nas emocji będzie zaspakajał pewien rodzaj naszej potrzeby, to właśnie ofiarowywana nam przyjaźń, sympatia, miłość mogłyby dawać efekt nie dewaluującej się radości.

Nie dewaluującej się...
W tym chyba byłby też główny problem radości i emocji w takim raju. Aby się nie znudziło, aby nie spowszedniało. Do tego chyba trzeba pewnego szczególnego stanu umysłu i uczuć, zrozumienia, dojrzałości, może nawet treningu....

W religii chrześcijańskiej (w Biblii) mamy wypowiedź "Królestwo niebieskie jest w was". Jezus, wypowiadający te słowa, sugeruje, że tak naprawdę do szczęścia liczy się STAN UMYSŁU, a tylko w mniejszym stopniu okoliczności zewnętrzne. Kto nie umie się cieszyć tak w ogóle, ten w najpiękniejszych okolicznościach, wśród najlepszych ludzi i najwspanialszych darów będzie czuł się źle, wciąż mu będzie mało, wciąż nie będzie usatysfakcjonowany. W tych samych z grubsza warunkach zewnętrznych jedni ludzie czują się szczęśliwi, a inni tylko narzekają, wciąż coś im źle. Ten sam podarowany przedmiot jednego ucieszy, a inny czymś takim wzgardzi, nie zyskując pozytywnej emocji z daru.
Co byłoby jeszcze tym duchowym darem ducha? Myślę o darze duchowym, czyli nie wynikającym z niedostatku, z potrzeby, ale z czegoś, co by się nie zdewaluowało, gdybyśmy funkcjonowali w ramach bezpieczeństwa i komfortu?...
Może ktoś ma tu (jeszcze) jakiś pomysł?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 4033
Przeczytał: 87 tematów


PostWysłany: Sob 7:33, 10 Lut 2018    Temat postu:

Religia to swoisty test dojrzałości - uczciwości, wiedzy i empatii, a jednym z darów Ducha Św. podobno jest mówienie językami, ten dar szczególnie sobie cenię, bo oszczercy :-> twierdzą, że nawet po polsku nie potrafię ... zdaje go nie ten, kto zrozumiał, a nie ten, kto przyjął lub odrzucił.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 4033
Przeczytał: 87 tematów


PostWysłany: Sob 7:42, 10 Lut 2018    Temat postu:

lucek napisał:
Religia to swoisty test dojrzałości - uczciwości, wiedzy i empatii, a jednym z darów Ducha Św. podobno jest mówienie językami, ten dar szczególnie sobie cenię, bo oszczercy :-> twierdzą, że nawet po polsku nie potrafię ... zdaje go nie ten, kto zrozumiał, a nie ten, kto przyjął lub odrzucił.


:cry: no proszę, znów się pomyliłem widać nie zdałem i Duch się wkurzył, miało być:

zdaje go ten, kto zrozumiał, a nie ten, kto przyjął lub odrzucił
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hikari33




Dołączył: 23 Lut 2012
Posty: 223
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska

PostWysłany: Sob 9:38, 10 Lut 2018    Temat postu:

Litości Michał. Temat-sam w sobie-ciekawy, aleś pokręcił wiele swoich 'tez', a nawet sam im zaprzeczasz... No bo co to za stan szczęśliwości gdy są jakiekolwiek ograniczenia... przeczytaj co napisałeś-ze zrozumieniem lub nawet jak Krowa, dzieląc na poszczegòlne wyrazy sylaby, głoski nawet.. ze zrozumieniem :mrgreen:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16339
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 14:17, 10 Lut 2018    Temat postu:

hikari33 napisał:
Litości Michał. Temat-sam w sobie-ciekawy, aleś pokręcił wiele swoich 'tez', a nawet sam im zaprzeczasz... No bo co to za stan szczęśliwości gdy są jakiekolwiek ograniczenia... przeczytaj co napisałeś-ze zrozumieniem lub nawet jak Krowa, dzieląc na poszczegòlne wyrazy sylaby, głoski nawet.. ze zrozumieniem :mrgreen:

Jak dla mnie OGRANICZENIA TWORZĄ SZCZĘŚLIWOŚĆ. Między innymi ją tworzą, właściwie współtworzą. To co jest, jest GRĄ - ograniczeń i pokonywania tychże ograniczeń.

Wyobraźmy sobie modelową sytuację gdy nie ma ograniczeń - np. jesteśmy przestrzeni kosmicznej - w każdą stronę możemy się poruszyć, nie ma żadnych barier. Tyle, że to jest akurat koszmar.
Dom - ściany, to system ograniczeń. One sprawiają, że czujemy się u siebie, bezpieczni.
Grę w szachy tworzą ZASADY OGRANICZEŃ. Gdyby nie byłoby tych ograniczeń na posunięcia figur, nie byłoby gry i związanej z nią frajdy.
Rywalizacja - chcemy być lepsi, pierwsi, wygrać. Odwróćmy sytuację - oto mamy moc zagwarantowania sobie pierwszego miejsca (w dowolnej dyscyplinie) - po prostu "pstryk" i złoty medal wisi nam na szyi, a wszyscy krzyczą, że jesteśmy mistrzami (choć w ogóle się nie staraliśmy, choć nie pokonywaliśmy niczego, żadnych ograniczeń, żadnych trudów).
Jak to się mówi "chodzi o to, aby gonić króliczka, a nie aby go mieć". Ograniczenia są powodem, aby coś robić, są szansą na szczęście. Mając wszystko i mogąc wszystko, lądujemy na emocjonalnej pustyni - bo nic nie będzie już miało wartości. A to poczucie wartości uruchamia odczucie szczęścia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin