Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Duma i pycha

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9684
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 633 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 18:29, 13 Maj 2018    Temat postu: Duma i pycha

Nie jestem jakiś szczególnie dobry w j. angielskim - ot czytam bez problemu teksty z dziedzin mi znanych, jakoś tam się porozumiewam i, choć czasem z pewnym wysiłkiem, jestem w stanie zrozumieć prawie każdy tekst pisany, a ze słuchu około połowy mówionych. Zastanawiają mnie jednak pewne dostrzeżone różnice między j. polskim, a angielskim. Nieraz zastanawiałem się nad tym, ze znaczeniowo pewne wyrazy po polsku i angielsku maja wyraźnie inny wydźwięk. Szczególnie wyraźne uderzyło mnie to dzisiaj, gdy w jednym z filmów usłyszałem słowo "pride", a lektor przetłumaczył to na polski jako "pycha". Ja zawsze myślałem, że słowo pride ma pozytywny górnolotny wydźwięk. Mamy np. w Polsce "pride of Poland", albo słyszymy "gay pride". W zamyśle autorów owych nazw jest więc odwołania się do dumy, a nie do pychy. Tymczasem...
Tu się zaczyna moja główna refleksja nad pojęciem dumy przede wszystkim. Ja przyznam, że emocjonalnie jakoś słabo czuję to pojęcie. Właściwie to rzadko powiedziałbym, że jestem z czegoś dumny. I - trochę patrząc za sugestią angielskiego znaczenia słowa - widzę dumę dość blisko pychy.
Tymczasem pycha w chrześcijaństwie to kto wie, czy nie najgorszy (przynajmniej pod pewnym względem) grzech, najbardziej oddzielający od zbawienia. Ale nie chcę za bardzo wchodzić w konotacje religijne. Bardziej zastanawia mnie, na ile w ogóle jestem w stanie wytworzyć w sobie mentalnie poczucie dumy, które byłoby tak w pełni pozytywne, nie ocierające się właśnie o pychę. I czuję, że mam z tym trudność. Dlatego też wszelkie ludzkie dumy, poczucie pewności własnej wartości w jakimś zakresie odbieram z rezerwą, jakby z poczuciem ukrywania się za nimi jakiejś niedojrzałości.
Z drugiej strony poczucie satysfakcji z tego, co się nam udało czymś złym chyba nie jest. To jest naturalna reakcja na to, że jak do czegoś dążymy, to sukces w tym zakresie jest po prostu odczuwany. Gdzie jednak jest granica pomiędzy odczuciem normalnej, pozytywnej satysfakcji, a dumy/pychy powodującej tworzenie jakichś wyjątkowych projekcji na temat jakichś własnych cech, wyjątkowości, wielkości etc.?...


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 5034
Przeczytał: 68 tematów

Pomógł: 126 razy
Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:09, 13 Maj 2018    Temat postu: Re: Duma i pycha

Michał Dyszyński napisał:
Nie jestem jakiś szczególnie dobry w j. angielskim - ot czytam bez problemu teksty z dziedzin mi znanych, jakoś tam się porozumiewam i, choć czasem z pewnym wysiłkiem, jestem w stanie zrozumieć prawie każdy tekst pisany, a ze słuchu około połowy mówionych. Zastanawiają mnie jednak pewne dostrzeżone różnice między j. polskim, a angielskim. Nieraz zastanawiałem się nad tym, ze znaczeniowo pewne wyrazy po polsku i angielsku maja wyraźnie inny wydźwięk. Szczególnie wyraźne uderzyło mnie to dzisiaj, gdy w jednym z filmów usłyszałem słowo "pride", a lektor przetłumaczył to na polski jako "pycha". Ja zawsze myślałem, że słowo pride ma pozytywny górnolotny wydźwięk. Mamy np. w Polsce "pride of Poland", albo słyszymy "gay pride". W zamyśle autorów owych nazw jest więc odwołania się do dumy, a nie do pychy. Tymczasem...
Tu się zaczyna moja główna refleksja nad pojęciem dumy przede wszystkim. Ja przyznam, że emocjonalnie jakoś słabo czuję to pojęcie. Właściwie to rzadko powiedziałbym, że jestem z czegoś dumny. I - trochę patrząc za sugestią angielskiego znaczenia słowa - widzę dumę dość blisko pychy.
Tymczasem pycha w chrześcijaństwie to kto wie, czy nie najgorszy (przynajmniej pod pewnym względem) grzech, najbardziej oddzielający od zbawienia. Ale nie chcę za bardzo wchodzić w konotacje religijne. Bardziej zastanawia mnie, na ile w ogóle jestem w stanie wytworzyć w sobie mentalnie poczucie dumy, które byłoby tak w pełni pozytywne, nie ocierające się właśnie o pychę. I czuję, że mam z tym trudność. Dlatego też wszelkie ludzkie dumy, poczucie pewności własnej wartości w jakimś zakresie odbieram z rezerwą, jakby z poczuciem ukrywania się za nimi jakiejś niedojrzałości.
Z drugiej strony poczucie satysfakcji z tego, co się nam udało czymś złym chyba nie jest. To jest naturalna reakcja na to, że jak do czegoś dążymy, to sukces w tym zakresie jest po prostu odczuwany. Gdzie jednak jest granica pomiędzy odczuciem normalnej, pozytywnej satysfakcji, a dumy/pychy powodującej tworzenie jakichś wyjątkowych projekcji na temat jakichś własnych cech, wyjątkowości, wielkości etc.?...
Język angielski, Michał, jest wieloznaczeniowy i znaczenie teminu zależy od kontekstu. Dla przykładu jeśli ktoś powie It smells here! i ma wykrzywioną twarz grymasem, to znaczy, że określa co w Polsce nazywa się "smrodem/odorem" Jeśli ktoś powie It smells nice here! i się uśmiecha, to znaczy, że wszedł w kontakt z miłą wonią.

Co do dumy, to słowo pride ma konotację pozytywną w kontekcise I am proud of my academic accomplishments. - czyli w mojej sytuacji będzie to ukończenie 16 kursów programu doktorskiego z końcowym wynikiem 3.7 na możliwych 4.0, zdanie wymagających egzaminow końcowych i krok przed obroną dysertacji. Jeśli ktoś powiedziałby I am a proud Lexus SUV owner and cannot stand people who drive old cars. to ta wypowiedz ma konotację negatywną i nie przysporzy nikomu zwolenników - może kogoś z grona snobów, ale ci są u nam na wymarciu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9684
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 633 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 19:48, 13 Maj 2018    Temat postu: Re: Duma i pycha

Dyskurs napisał:
Język angielski, Michał, jest wieloznaczeniowy i znaczenie teminu zależy od kontekstu. Dla przykładu jeśli ktoś powie It smells here! i ma wykrzywioną twarz grymasem, to znaczy, że określa co w Polsce nazywa się "smrodem/odorem" Jeśli ktoś powie It smells nice here! i się uśmiecha, to znaczy, że wszedł w kontakt z miłą wonią.

Co do dumy, to słowo pride ma konotację pozytywną w kontekcise I am proud of my academic accomplishments. - czyli w mojej sytuacji będzie to ukończenie 16 kursów programu doktorskiego z końcowym wynikiem 3.7 na możliwych 4.0, zdanie wymagających egzaminow końcowych i krok przed obroną dysertacji. Jeśli ktoś powiedziałby I am a proud Lexus SUV owner and cannot stand people who drive old cars. to ta wypowiedz ma konotację negatywną i nie przysporzy nikomu zwolenników - może kogoś z grona snobów, ale ci są u nam na wymarciu.

Oczywiście każdy język jest jakoś jednoznaczny, co właściwie wynika z istoty komunikacji. Przy czym wieloznaczność może być większa, albo mniejsza. W przypadku słowa "pride" widać dość wyraźnie różnicę pomiędzy konotacją pewnych pojęć (ale też dalej może i postaw ludzkich!) pomiędzy językami. Po polsku te dwa pojęcia dumy i pychy są na wyraźnie innych biegunach, po angielsku dopiero kontekst je wyraźnie różnicuje.
Oczywiście różnic w użyciu słów jest dużo więcej. Przykładowo słowo "love" - kochać po polsku wciąż jeszcze jest raczej używane w kontekście miłości (do człowieka głównie). Po angielsku hobby, upodobania też wchodzą w zakres. Choć jakoś angielska tendencja powoli też do Polski przechodzi. Trzydzieści lat temu wyrażenie "kocham gotować" brzmiałby bardzo nienaturalnie. Dzisiaj właściwie zostałoby przyjęte bez zdziwienia.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 12:26, 15 Maj 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 451
Przeczytał: 64 tematy

Pomógł: 42 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 12:28, 17 Maj 2018    Temat postu:

Ja jakoś tak intuicyjnie definiuję pychę jako wywyższanie się, przechwalanie się, niezdrowe poczucie wyższości, bycia lepszym, natomiast dumę jako zadowolenie z własnych osiągnięć, z tego co posiadamy, bez umniejszania wartości innych. 'Powyżej' dumy umieściłabym zdrowe poczucie własnej wartości/ własnej godności( pod tym pojęciem rozumiem realistyczną wiedzę o własnych możliwościach,umiejętnościach, docenianie swoich atutów przy równoczesnej świadomości swoich słabości, których taka osoba jest świadoma ale się ich nie wstydzi) , gdyż poczucie dumy często ludzi blokuje - czują się zbyt dumni aby np. poprosić o pomoc, czy wręcz przyjąć pomoc, duma też często nie pozwala na dostrzeganie słabych punktów -np. ktoś jest dumny ze swojego domu i nie chce przyjąć do wiadomości że ma on swoje wady , nad którymi warto popracować.
Ciekawym aspektem jest też bycie dumnym z czegoś co wcześniej uznawaliśmy za wadę - ma to sens gdy tego nie da się zmienić- zaakceptować dany fakt, a następnie zacząć dostrzegać jego pozytywy i serio być z tego dumnym, np z niskiego wzrostu, pochodzenia itd, problematyczne jest to natomiast gdy z danym aspektem należałoby pracować, ale ktoś tego nie będzie robił bo on jest z tego dumny : nie radzę sobie z matematyką- jestem humanistą i jestem z tego dumny - cudowna i popularna wymówka na problemy z matematyką... w sumie może dlatego w środowiskach 'ścisłowców' często określenie humanista nabiera negatywnego wydźwięku?

Co do zakresu słów - kluczem jest słowo zakres, słowa nie oznaczają niczego punktowego i ściśle jednoznacznego( aby mówić o czymś konkretnym mówimy/podkreślamy TEN kubek, TA dziewczynka) , zawsze wskazują na pewien zakres, rozległość tego zakresu w różnych językach prowadzi do trudności w nauce, rozbieżności w tłumaczeniach, itd


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9684
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 633 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:48, 17 Maj 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
... nie radzę sobie z matematyką- jestem humanistą i jestem z tego dumny - cudowna i popularna wymówka na problemy z matematyką... w sumie może dlatego w środowiskach 'ścisłowców' często określenie humanista nabiera negatywnego wydźwięku?

Co do zakresu słów - kluczem jest słowo zakres, słowa nie oznaczają niczego punktowego i ściśle jednoznacznego( aby mówić o czymś konkretnym mówimy/podkreślamy TEN kubek, TA dziewczynka) , zawsze wskazują na pewien zakres, rozległość tego zakresu w różnych językach prowadzi do trudności w nauce, rozbieżności w tłumaczeniach, itd

Jest taki dowcip o gościu, który leczył bezskutecznie moczenie nocne u urologa. Po wielu wizytach tenże urolog ostatecznie stwierdził:
- ja już nie potrafię panu pomóc. Ale jest jeszcze szansa na to, że pana problemy mają podłoże psychologiczne, więc dam panu kontakt do znajomego psychoterapeuty.
Za pół roku urolog spotyka swojego pacjenta i pyta: no i jak panu posłużyły te terapie psychologiczne? Pozbył się pan tych dolegliwości w nocnym moczeniem?
Zapytany odpowiedział:
- właściwie to od jakiegoś czasu moczę się w nocy, jak poprzednio. Ale po tych sesjach terapeutycznych jestem z tego dumny!

Znam humanistów wspaniałych, takich których zrozumienie spraw budzi naprawdę szacunek. Niestety, wielu jest takich, którzy po zorientowaniu się, że nie są w stanie zrozumieć przedmiotów ścisłych, ogłaszają "to dlatego, że jestem humanistą!". Ci humaniści z wyższej półki nie mają problemów z ŻADNYM rodzajem wiedzy, a humanistykę WYBIERAJĄ, a nie są na nią skazani przez swoje słabości. Z resztą od pewnego poziomu humanistyka robi się wcale nie łatwiejsza, niż matematyka. Tylko te poziomy początkowe wiedzy humanistycznej stwarzają złudzenie, że humanistą właściwie może być każdy, kto umie czytać i pisać, wypowiadając się jakkolwiek o tym, co przeczytał, albo zobaczył.
Co ciekawe, obserwuję, że prawie wszyscy humaniści z ambicjami po jakimś czasie zaczynają szukać ścisłej wiedzy.

Zgadzam się co do rozważań o zakresie pojęć. Ogólnie zasada jest taka, że mamy tu dość stopniowalne przejście od maksymalnego konkretu do ogólności. Idealnie "zlokalizowane" są językowo nazwy własne - np. "Jan Kowalski syn Adam urodzony ...", albo "miasto Wąchock". Te nazwy wskazują na JEDEN byt (choć też nie zawsze idealnie określony, ale w umysłach jakoś rozpoznawany). Potem można z pojęciami iść w stronę coraz większego rozmycia. Np. "Polacy" zawęża nam zbiór wszystkich ludzi do jednej narodowości/obywatelstwa. Jeszcze szerszy zakres będzie miało pojęcie "ludzie", potem "istoty czujące", "Istoty żywe". Gdzieś najwyżej w ogólności byłoby pojęcie "wszystko" (które samo w sobie może okazać się paradoksalne w pewnych ujęciach).
Kiedyś sformułowałem sobie w myślach coś w rodzaju "zasady nieoznaczoności" dla pojęć - analog zasady nieoznaczoności Heisenberga w fizyce. W fizyce zasada ta mówi, że nie da się jednocześnie z dowolną dokładnością zmierzyć położenia i pędu mikrocząstki (albo czasu i energii).
W języku brzmiałoby to z grubsza tak: nie da się sformułować pojęcia, które jednocześnie ściśle wskazywałoby desygnat, ale byłoby możliwe do zastosowania w szerokiej klasie przypadków - byłoby ogólne. Zawsze jest coś za coś - za zwiększenie konkretności pojęć płacimy tę cenę, że nie będziemy w stanie dobrze wyrazić zależności ogólnych. A im bardziej uda nam się wyrażać zależności ogólne (np. filozoficzne), tym większe wątpliwości będą powstawały, gdy zadamy sobie pytanie czy owo pojęcie stosuje się poprawnie do określonego konkretnego bytu, bądź na ile ten byt poprawnie lokalizuje na mapie rozpoznań rzeczywistości.
W skrócie można by napisać: za konkretność zawsze zapłacimy brakiem ogólności, a za ogólność zapłacimy ułomnością w konkretyzacji pojęć.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 451
Przeczytał: 64 tematy

Pomógł: 42 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:07, 17 Maj 2018    Temat postu:

Słowa odnoszące się do obiektów, zbiorów obiektów fizycznych przynajmniej mają desygnat, choć im szerszy zbiór tym jest on bardziej rozmyty, problemy się zaczynają przy abstrakcji, lub choćby przy odczuciach wewnętrznych bo w grę wchodzi ogromna subiektywność, tam zakresy są wręcz potwornie rozmyte i mimo że posługujemy się tymi samymi słowami, opieramy się na tych samych słownikach i tak odbieramy je w zależności od osobistych skojarzeń i doświadczeń

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9684
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 633 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 15:15, 17 Maj 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Słowa odnoszące się do obiektów, zbiorów obiektów fizycznych przynajmniej mają desygnat, choć im szerszy zbiór tym jest on bardziej rozmyty, problemy się zaczynają przy abstrakcji, lub choćby przy odczuciach wewnętrznych bo w grę wchodzi ogromna subiektywność, tam zakresy są wręcz potwornie rozmyte i mimo że posługujemy się tymi samymi słowami, opieramy się na tych samych słownikach i tak odbieramy je w zależności od osobistych skojarzeń i doświadczeń

I jest jeszcze poezja.
Ja kiedyś (za młodych lat) poezji nie ceniłem, uważałem ją za ułomność formułowania myśli. Dziś uważam, że właściwie każdy komunikat, który nie jest jakiś skrajnie konkretny, a już szczególnie myśli filozoficzne, będą zawierały w sobie aspekt quasipoetycki. Desygnaty dobieramy bowiem umysłem nie poprzez proste wskazywanie na wewnętrznej mapie bytów, co raczej poprzez POSZUKIWANIE, zawierające w sobie pierwiastek twórczy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 451
Przeczytał: 64 tematy

Pomógł: 42 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:36, 17 Maj 2018    Temat postu:

Czytanie między wierszami ma ogromne znaczenie, w wielu przypadkach od tej umiejętności zależy czy zrozumiemy o co naprawdę w danym tekście chodziło, choć z drugiej strony prowadzi to do nadinterpretacji. Może warto przyjąć założenie że nie i tak nie dowiemy się do końca co autor miał na myśli i ważna jest nasza interpretacja, reakcja, bo dzięki temu możemy się sporo dowiedzieć o sobie?

Logika z intuicją powinny iść w parze, choć na ogół to dość konfliktowy i trudny związek...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9684
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 633 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 16:05, 17 Maj 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Czytanie między wierszami ma ogromne znaczenie, w wielu przypadkach od tej umiejętności zależy czy zrozumiemy o co naprawdę w danym tekście chodziło, choć z drugiej strony prowadzi to do nadinterpretacji. Może warto przyjąć założenie że nie i tak nie dowiemy się do końca co autor miał na myśli i ważna jest nasza interpretacja, reakcja, bo dzięki temu możemy się sporo dowiedzieć o sobie?

Logika z intuicją powinny iść w parze, choć na ogół to dość konfliktowy i trudny związek...

Dokładnie tak jak wyróżnieniu!
Ja kwestionuję uproszczenia, jakie stosuje się przyjmując model komunikacji, który chyba domyślnie funkcjonuje w umysłach ludzi, który określiłbym jako "model przekazywania wskazań". W ramach modelu przekazywania wskazań (dalej będzie funkcjonował skrótowiec MPW) nadawca komunikatu chcąc coś przekazać bierze wskazanie na pojęcie w swoim umyśle, określa je słowem, zaś odbiorca komunikatu lokalizuje owo pojęcie PRAKTYCZNIE NA TEJ SAMEJ MAPIE POJĘCIOWEJ, odczytując o co chodziło nadawcy.
W rzeczywistości MPW jest zbyt uproszczony, sprawdzając się w tylko wąskiej klasie trywialnych przypadków. Problemem z MPW jest to, że nie mamy dostępu do wspólnej (!) mapy pojęciowej. Każdy ma swoją mapę (którą co prawda próbuje synchronizować z mapami innych ludzi), na której odnajduje pojęcia, zaś odwzorowanie (synchronizowanie) map jest złożonym procesem. Każdy rodzi się z jakoś tam innymi umiejętnościami mentalnymi, intelektualnymi, emocjonalnymi. Nasze mapy wciąż są reorganizowane przez zdarzenia życia, emocje, doświadczenia różnego rodzaju. Oczywiście te mapy nie są też całkiem sobie a muzom, mają liczne podobieństwa, wynikające z doświadczeń społecznych, kulturowych. Ale te podobieństwa rywalizują z różnicami. Poza tym każde nowe zdarzenie, gdy je chcemy opisać zastanym (wynikłym z poprzednich doświadczeń) zasobem słów - pojęć, nie będzie idealnie pasowało do stworzonego opisu. Każdy opis słowny jest ograniczony ilością słów (czasu na jego stworzenie). Mamy zatem już na starcie całą masę nieścisłości, błędów. Nadawca w istocie opisuje wskazanie na obiekt na swojej mapie. Jak mówi "pies", to myśli o idei psa, którą ma w swoim umyśle z doświadczeniami swoimi, wiedzą swoją etc.
Odbiorca słysząc "pies" z kolei przeszukuje własną mapę pojęciową, gdzie to słowo kojarzy mu się z innymi zdarzeniami, wiedzą, umiejętnością abstrahowania (odrywania pojęć od bieżącego opisu). To powoduje, że mamy nie tyle przekazanie wskazania na mapie, co przekazanie wskazówek do samodzielnego wyszukiwania. Można by ten - szerszy - model określić jako Model Przeszukiwania Map Osobistych (skrótowiec: MPMO).
W MPMO każdy zestawia znaczenie kierując się wskazówkami nadawcy, próbując zestawić jako tako spójny konceptualnie obraz całości. To ostatecznie pomaga zlokalizować na swojej mapie (w pewnych przypadkach nawet WYTWORZYĆ na tej mapie) obiekt, który jest odpowiednikiem obiektu nadawcy. Na ile jest pomiędzy tymi obiektami odpowiedniość?...
- Oto jest pytanie. :think:


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 451
Przeczytał: 64 tematy

Pomógł: 42 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 15:00, 21 Maj 2018    Temat postu:

Na ile jest odpowiedniość pomiędzy obiektami w umyśle nadawcy i odbiorcy? Tego możemy się dowiedzieć tylko w toku współpracy.
Możliwa jest sytuacja gdy mimo 95% podobieństwa te 5% będą kluczowe i utrudni to komunikacje/współpracę oraz możliwa jest sytuacja gdy mimo tylko 5% podobieństwa będzie ono na tyle kluczowe w komunikacji/współpracy że spokojnie uznamy że są takie same (np mówię słoń i myślę o pluszowym, różowym słoniku a ty słysząc słoń myślisz o żywym słoniu afrykańskim- mimo to możemy spokojnie mimo tych różnic wspólnie ulepić słonia z plasteliny, bo do tego wystarczą cechy wspólne naszych modeli słoni, natomiast gdy ja mówię słoń i mam na myśli afrykańskiego a ty słysząc słoń myślisz o indyjskim możemy się 'pozabijać' analizując ich przydatność do współpracy z człowiekiem albo rozmiar uszu)

O tyle rozsądniej założyć z góry że nasz model jest nietypowy/ niezgrany z odbiorcą, bo ew kosztem będzie ciut więcej czasu na doprecyzowanie, za to stratą jaka może wypłynąć z założenia że skoro odbiorca nie rozumie to jest głupi/ że nasz model jest najlepszy bo tak, jest np. brak naprawdę cennego kontaktu, brak możliwości owocnej współpracy czy ataki ze strony odbiorcy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9684
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 633 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:36, 21 Maj 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
O tyle rozsądniej założyć z góry że nasz model jest nietypowy/ niezgrany z odbiorcą, bo ew kosztem będzie ciut więcej czasu na doprecyzowanie, za to stratą jaka może wypłynąć z założenia że skoro odbiorca nie rozumie to jest głupi/ że nasz model jest najlepszy bo tak, jest np. brak naprawdę cennego kontaktu, brak możliwości owocnej współpracy czy ataki ze strony odbiorcy.

Ja takie założenie niemal zawsze czynię. Problem jest z przekazaniem owego założenia dużej części współdyskutantów, którzy często mają obraz w rodzaju: ja wiem jak jest, inni się mylą, nawet jeśli nie potrafią w pełni ściśle sformułować w czym mają rację, a w czym się ktoś miałby mylić. Nad intelektem zaczyna wtedy panować walka o promocję ego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 451
Przeczytał: 64 tematy

Pomógł: 42 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:01, 21 Maj 2018    Temat postu:

Dochodzi efekt Krugera-Dunninga... Ogólnie temat dumy i pychy dobrze się wpisuje w to zagadnienie, no nie?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin