Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Mentalność chciwca
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Błażej




Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 540
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 12:36, 25 Mar 2016    Temat postu:

Prosiak napisał:
Przeczytałem kilka zdań i mamy to co już wcześniej, co u Ciebie jest tradycją. Potem może odpiszę, ale to będzie już naprawdę ostatni post w Twoim kierunku, bo nie ma w Tobie woli dyskusji, tylko burzy się ego, o którym piszę, żeby je odrzucić i że jest płytkie.


Przeczytać to jeszcze nie wszystko, jeszcze dobrze, by było jakbyś zrozumiał swoje błędy i tanie zagrywki. Jeśli w kimś nie ma woli dyskusji to tylko w tobie. Dlaczego tak sądzę ? To proste:
a) „wyrywasz” moje zdania z kontekstu i uciekasz w mniej ważne rozkminy żeby tylko odejść od meritum i niewygodnych pytań.
b) bezpodstawnie zarzucasz mi, ze mną kontroluje religia (tradycja u ateisty)
c) bełkoczesz coś cały czas na mój temat że „zatraciłem prawdziwy kontakt ze swoją naturą”, że jestem manipulowany (bełkoczesz jak jakiś sekciarz) i nic nie udowadniasz tylko produkujesz kolejne pseudo teorie.
d) powołujesz się na sumienie, a gdy przedstawiam problem do rozpatrzenia jaki się przy tym pojawia to zarzucasz, że „gdybam” (rzeczywiście wielka wola do dyskusji z twojej strony) po prostu nie jesteś wstanie zmierzyć się z niewygodnymi pytaniami, dla siebie i próbujesz wtedy odwracać uwagę pytaniami jak np. „czy ja podważam sumienie” zamiast odpowiedzieć, jak możesz powoływać się na coś, co tak łatwo „zagłuszyć, oszukać…”. Na to nie odpowiadasz tylko wykręcasz się. Wymigałeś się od odp., pytania, jak sumienie ma rozsądzać w przypadku konfliktu interesów to ma być wola do dyskusji ?
Mógłbym tak dalej, ale po, co ? Do ciebie i tak nic nie dociera. Zacząłem jak ty wyjmować zdania z kontekstu i lipa, co nie ?

Poczekamy, zobaczymy jakich tym razem użyjesz sztuczek erystycznych.
:think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16339
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 17:43, 25 Mar 2016    Temat postu:

Prosiak napisał:
Uuu aż mi się zrobiło niedobrze kiedy wyobraziłem sobie ten świat podmiotowy...

Ale na szczęście życie nie ma nic wspólnego z niektórymi definicjami Michała, a ma z moimi.

Definicje to definicje - nie mają miec na celu "bycia wspólnym z życiem". Dla mnie definiowanie jest intelektualną czynnością, służąca PORZĄDKOWANIU myśli. I właściwie tyle.

Prosiak napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Wolna wola - możliwość wybierania (generowania nowych bytów informacyjnych we wszechświecie) w sposób unikalny, wskazujący jednoznacznie na podmiotowość (też obiektowość) wybierającego, w dużym stopniu niezależnie od czynników zewnętrznych, od dopływających danych.


Generowania nowych bytów informacyjnych? A KTO je generuje? Pisałem o tym w wątku "kto podsyła ci myśli". Świadomość zastaje wygenerowane w mózgu myśli. Nie możesz wymyślić nic na przód - w głowie powstaje koncept. Możesz niby pokierować to w jakimś kierunku, ale ten kierunek też zastałeś a priori.

Definicja nie ma za zadanie ustalać KTO generuje. Generuje ten, który ma generować; może i nikt. To, czy świadomość zostaje wygenerowana w mózgu, to inne zagadnienie. Tutaj nie będę się nim zajmował.


Prosiak napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Świadomość - modelowanie rzeczywistości (także własnych stanów) przez umysł posiadający umiejętność odróżniania i lokalizowania własnych działań w kontekście tych działań, które są od owego umysłu niezależne, a w szczególności zadane z zewnątrz.


I to jest druga definicja świadomości i jak widać ta i moja dotyczą zupełnie innego zjawiska. Modelowanie rzeczywistości jest dla mnie jedynie funkcją umysłu zastaną przez świadomość, albo świadomość jest wykorzystywana do tego modelowania. Własne działania - a cóż to takiego? Przypisanie działania do podmiotu (przyklejenie go do "ja"). Ale to nie znaczy, że podmiot świadomy po Twojemu i z wolną wolą istnieje.

To czy byt spełniający definicję istnieje, jest kwestią zupełnie innych rozważań, niż samo podawanie definicji.


Prosiak napisał:
...warto zamienić nazwy dla definicji w Twoim systemie. Pełna niezależność podmiotu nie istnieje, bo nie istnieje realny podmiot i nawet jeśli mechanizmy obiektu (mózgu) działają autonomicznie względem otoczenia, to de facto reagują na mechanizmy będące otoczeniem (realnie nie istnieje podział na obiekt i otoczenie).

Rozumiem, o co Ci chodzi. Faktycznie, w jednym z ujęć, nie widac sensu w podziale na obiekt i otoczenie. Ja POSTULUJĘ, że taki podział ma sens. To właśnie jest istotną mojego teizmu - ZAŁOŻENIE/WIARA, że istnieje taki (tajemniczy) konstrukt, który w tej "magmie" przenikających się na niezliczone sposoby zależności, wpływów, mechanizmów jest w stanie wytworzyć byt - OSOBA - byt rozpoznawalny, spójny (przynajmniej potencjalnie), oddziaływujący z resztą świata. CZY to się uda? JAK to zrobić? - to są dodatkowe pytania. Nie do końca mam na nie odpowiedź. Mój teizm-personalizm jest więc wiarą-postulatem, a nie dowiedzioną zależnością. I tak właśnie ma być, bo dowodzi się opierając rozumowanie na zależnościach wyższego rzędu, zaś personalizm sam w sobie jest ZALEŻNOŚCIĄ NAJWYŻSZEGO RZĘDU.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Prosiak




Dołączył: 28 Lis 2015
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 18:33, 25 Mar 2016    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Definicje to definicje - nie mają miec na celu "bycia wspólnym z życiem". Dla mnie definiowanie jest intelektualną czynnością, służąca PORZĄDKOWANIU myśli. I właściwie tyle.


Rozumiem. Ja po prostu przymierzam cudze myśli żeby je lepiej zrozumieć i towarzyszą temu różne odczucia. W tym przypadku niektóre definicje są wręcz obrzydliwe, podobnie jak idea wiecznego piekła i śmierć Chrystusa. Moim zdaniem jest to wypaczanie sumienia.

Cytat:
Definicja nie ma za zadanie ustalać KTO generuje. Generuje ten, który ma generować; może i nikt. To, czy świadomość zostaje wygenerowana w mózgu, to inne zagadnienie. Tutaj nie będę się nim zajmował.


Nieistotne czy w mózgu. Pytanie KTO generuje jest tu najbardziej zasadne. Jeśli nie ktoś to może coś i te myśli są po prostu generowane?

Cytat:
To czy byt spełniający definicję istnieje, jest kwestią zupełnie innych rozważań, niż samo podawanie definicji.


A po co definicje, które nie dość, że do niczego realnego się nie odnoszą, to jeszcze wprowadzają demoniczne wierzenia?

Cytat:
Rozumiem, o co Ci chodzi. Faktycznie, w jednym z ujęć, nie widac sensu w podziale na obiekt i otoczenie. Ja POSTULUJĘ, że taki podział ma sens. To właśnie jest istotną mojego teizmu - ZAŁOŻENIE/WIARA, że istnieje taki (tajemniczy) konstrukt, który w tej "magmie" przenikających się na niezliczone sposoby zależności, wpływów, mechanizmów jest w stanie wytworzyć byt - OSOBA - byt rozpoznawalny, spójny (przynajmniej potencjalnie), oddziaływujący z resztą świata. CZY to się uda? JAK to zrobić? - to są dodatkowe pytania. Nie do końca mam na nie odpowiedź. Mój teizm-personalizm jest więc wiarą-postulatem, a nie dowiedzioną zależnością. I tak właśnie ma być, bo dowodzi się opierając rozumowanie na zależnościach wyższego rzędu, zaś personalizm sam w sobie jest ZALEŻNOŚCIĄ NAJWYŻSZEGO RZĘDU.


Kto ustala wysokość rzędów?

Chodzi o to, że wprowadzasz tu wiarę w coś czego nie można zweryfikować, coś co powoduje same nierozwiązywalne problemy i błędne koła, coś co niszczy psychikę. I to wszystko mimo tego, że nie wiesz czym dokładnie ma to być i jak to miałoby działać i jak pogodzić to z innymi punktami widzenia, które są bardziej prawdopodobne, spójne i sensowne.

Czyli podsumowując wierzysz w coś co jako takie by mnie obrażało, ale też w zasadzie nie ma kogo obrażać, a czasownik "obrażać" nie do końca ma realny sens. Wszystko dlatego, że wierzysz i z góry ustalasz ramy myślenia zamiast pomyśleć na czysto, od zera.

Ale to myślenie od zera nieraz boli, nieraz pokazuje brak sensu, pokazuje pewne zależności i konsekwencje, pokazuje też np przesadzone, wyidealizowane punkty widzenia.

W pewnym momencie pojęcie wiary i pojęcie wartości zamienia się z twardych wierzeń na takie, że tak powiem suwaki. Wtedy człowiek jest dojrzały mentalnie. Religia to niedojrzałość i dostrzeganie tej "białej" strony. To trzeba, tego nie wolno, to muszę, to jest dobre, to złe (rozszczepienie). Myślenie dychotomiczne i sztywne (schematyczne). Mentalne suwaki łączące dwa bieguny powodują, że znika dualizm. Człowiek dojrzały rozumie, że dobro i zło to sposób miary, który jest dość indywidualny, ale intersubiektywny. I przez ten sposób miary patrzy się na zjawiska i optymalizuje się odcinki rzeczywistości. Jest to sprzeczne ze sztywnym myśleniem na temat moralności, które narzuca jak należy postępować w danej sytuacji. Kiedy człowiek uruchamia procesy kreatywne swojego mózgu i jest wyluzowany, to odpowiedzialność znika. Kiedy nie ma dychotomii, wybory moralne nie są czarno-białe i ograniczające. Nie ma bowiem prostego "ja" wybierającego między różnymi opcjami, tylko jest kalejdoskop wyborów, który składa się z całej palety kolorów. Uproszczony model wyboru oczywiście istnieje w głowie i można się nim posługiwać, ale raczej świadomy człowiek tego nie robi na serio. Człowiek skierowany świadomością do wewnątrz ego niestety jest więźniem własnych modeli myślenia. Taki człowiek np myśli, że wie dlaczego podjął taką, a nie inną decyzję. Myśli też, że wie jaka decyzja była prawidłowa. Ta prawidłowość wtedy jest na zewnątrz, dobro i zło dla wierzącego też są na zewnątrz, bo taka osoba utożsamia się z procesem wyboru. Przez to na wybór nałożona jest presja, a człowiek zaczyna oceniać siebie i innych przez pryzmat wyborów. Kiedy ego czuje się docenione pojawia się radość, a kiedy czuje się atakowane lub niedocenione jest smutne. Władzę nad nastrojem mają więc inni ludzie i modele mentalne. Natomiast człowiek wiedzący, że coś musi wybrać, że nie pchał się na siłę na ten świat i że nie jest oceniany przez wielkiego brata, ani też od jego uczynków nie zależy wartość jego jako człowieka (wartość ego, czyli najpłytszy ludzki obrzydliwy mechanizm powiązany właśnie z personalizmem). Człowiek świadomy wie czym wybory są ograniczone i wie, że to nie żaden "on" wybiera, tylko jest działanie i jest wynik, a mózg dokonuje obliczeń. Procesy mentalne służą człowiekowi, ale mogą też przeszkadzać, np kiedy człowiek utożsamia proces mentalny z obrazem "ja".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16339
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 19:32, 25 Mar 2016    Temat postu:

Prosiak napisał:
Cytat:
Mój teizm-personalizm jest więc wiarą-postulatem, a nie dowiedzioną zależnością. I tak właśnie ma być, bo dowodzi się opierając rozumowanie na zależnościach wyższego rzędu, zaś personalizm sam w sobie jest ZALEŻNOŚCIĄ NAJWYŻSZEGO RZĘDU.


Kto ustala wysokość rzędów?

Nie zrozumiałeś mojego wyrażenia - "wysokość rzędów" należy rozumieć jako podstawę rozumowania. Personalizm jest u mnie założeniem podstawowym, od którego ZACZYNA SIĘ dalsze wnioskowanie, myślenie. Więc jak się zaczyna, to nie ma sensu pytać, co to wcześniej powołało - bo początek jest TU.

Prosiak napisał:
Chodzi o to, że wprowadzasz tu wiarę w coś czego nie można zweryfikować

Na tym polega WIARA, że mamy do czynienia z aspektem, którego nie da się zweryfikować. Jakby było inaczej, to nie byłoby wiary. Nie rozumiem więc Twojego zarzutu - to trochę tak jak by mieć pretensje do kota o to, że jest kotem, a nie psem. On WŁAŚNIE TYM JEST. I wiara WŁAŚNIE NA TYM POLEGA, że nie daje się zweryfikować, nie daje się zamienić na coś dowiedzionego. Jak bym zamiast wiary miał coś innego, to bym tego użył, ale w tym wypadku nie mam, więc używam wiary.


Prosiak napisał:
coś co powoduje same nierozwiązywalne problemy i błędne koła, coś co niszczy psychikę.

Po prostu źle coś zastosowałeś. Jak masz nóż, możesz ukroić nim chleb, ale też podciąć sobie żyły. Ty wybierasz. Najwyraźniej wybrałeś tak, że się wpakowałes w "nierozwiązywalne problemy" i "niszczenie psychiki". Warto byłoby zmienić sposób użycia.

Prosiak napisał:
I to wszystko mimo tego, że nie wiesz czym dokładnie ma to być i jak to miałoby działać i jak pogodzić to z innymi punktami widzenia, które są bardziej prawdopodobne, spójne i sensowne.

Ano nie wiem. A kto WIE?
Ano nikt nie wie, ale niektórzy blefują, że wiedzą. Sprawdziłem ich, blef się wydał. Utworzyłem więc system myślowy, w którym odrzucam cwaniaków i pozerów, ogłaszających się z "wiedzą", a potem uczciwie zaczynam od początku całe rozumowanie. Wtedy okazuje się, że bez założeń nie da się wystartować. Ci co blefują, tez mają swoje założenia, tylko udają, że nie zakładają, a mają "pewną wiedzę na ten temat". Stosują nieadekwatne nazwy. Ja zostaję przy opcji mniej przyjemnej - "wierzę", a nie "wiem" - ale przynajmniej uczciwej.

Prosiak napisał:
Wszystko dlatego, że wierzysz i z góry ustalasz ramy myślenia zamiast pomyśleć na czysto, od zera.
Wiara wynika właśnie z tego (!), że przemyślałem sprawę od zera. I już wiem, że oszukiwaniem się jest nazywanie początków rozumowania "wiedzą", a nie "wiarą". Proste.

Prosiak napisał:
W pewnym momencie pojęcie wiary i pojęcie wartości zamienia się z twardych wierzeń na takie, że tak powiem suwaki. Wtedy człowiek jest dojrzały mentalnie. Religia to niedojrzałość i dostrzeganie tej "białej" strony. To trzeba, tego nie wolno, to muszę, to jest dobre, to złe (rozszczepienie). Myślenie dychotomiczne i sztywne (schematyczne). Mentalne suwaki łączące dwa bieguny powodują, że znika dualizm. Człowiek dojrzały rozumie, że dobro i zło to sposób miary, który jest dość indywidualny, ale intersubiektywny.

Są oczywiście kostyczne, sztywne wiary i religie. To bierze się ze sposobu w jaki powstawały - próbując ludzi nawykłych do gry skrajnych emocji jakoś skłonić do refleksji. Dlatego spora część głębszych treści religijnych jest dla (zbyt) prosto myślących ludzi ukryta. Niektórzy ten utylitarny aspekt społeczny biorą za samą istotę religii. Trzeba sporego wysiłku, aby zrozumieć co w religii tkwi głębiej. W gruncie rzeczy - tam głębiej - jest często zupełnie inaczej, wręcz odwrotnie, niż to się z pozoru wydaje. Choć jedno jest na pewno stałe, przynajmniej w chrześcijaństwie - miłość jako niezawodna podstawa dla wszystkiego co istnieje.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Prosiak




Dołączył: 28 Lis 2015
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:34, 25 Mar 2016    Temat postu:

Błażej...

Jesteś ciężkim przypadkiem, bo podejrzewam, że nawet nie potrafisz spojrzeć z boku na swoje postępowanie. To normalne przy takim zacietrzewieniu. Stosujesz mnóstwo tępych manipulacji i robisz to w taki sposób, że nawet nie chce się odpisywać, bo to raczej jest widoczne gołym okiem. Tylko Ty jeden tego nie dostrzegasz, więc trudno żebyś to dostrzegł pod wpływem moich argumentów, skoro Ty i tak wszystko na szybko kontrujesz i podważasz.

Wszystko można zanegować, ze wszystkim można się nie zgodzić. Wszystko można przekręcić, tak jak przekręcasz kota ogonem. I potem wytknę Ci błędy to i tak się nie przyznasz, albo zignorujesz to i przyczepisz się czegoś innego.

Jednak jak typowy psychopata nie widzisz gdzie popełniasz błąd i wydaje Ci się, że tak mentalnie to masz rację. Po przerobieniu definicji i zamianie aksjomatów możesz powiedzieć wszystko, ale ma to zerową wartość. Psychopaci mają to do siebie, że nie rozumieją uczuć. Dobro i zło to dla nich jakaś logiczna szarada. I dokładnie tego typu myślenie tu prezentujesz, a potem zarzucasz mi to co sam robisz żeby odwrócić kota ogonem. Brzydzi mnie takie myślenie i wolę nawet w nie nie wchodzić, bo mam tak, że myśląc o jakiejś idei odczuwam jej emocjonalne skutki, a spotkanie z psychopatą jest często nieprzyjemne nawet dla ludzi, którzy są psychicznie odporni.

Poza tym zadajesz dużo pytań (celem jest zdominowanie rozmowy i rozmycie sensu) i często odchodzisz od meritum. Potem nawet zdarzyło Ci się przyznać, że pisałeś na szybko, a Twoje posty sprawiają wrażenie jakby wszystkie takie były.

Błażej napisał:
Nie każdym łatwo kontrolować. Tylko niektórym wydaje się, że są ciągle kontrolowani. No i różne rzeczy mają pod kontrolą. Mną nie steruje religia, a może lepiej żeby, ktoś nie zagrał na komórce i wziął ster swojego życia w swoje ręce.


Widać, że potraktowałeś temat po łebkach, zero pomyślunku i standardowe olewcze podejście do tematu.

Kontroluje Tobą wszystko wokół, a Tobie potem wydaje się, że coś było Twoją decyzją. Nic bardziej mylnego, bo nie istniejesz żaden Ty, do którego przypisana jest decyzja. Każdy ZAWSZE robi coś pod wpływem czegoś. I każdy robi co chce, ale Tobie jako rasowemu psychopacie przeszkadza to co robią inni i chciałbyś mieć zapewne nad tym kontrolę, albo chcesz żeby ludzie dostosowali się do Twoich myśli. Typowy symptom, warto go tu wytknąć.

Głębokie przemyślenia o świecie często niszczą sens i szczęście. Tylko niektórym to pomaga, lub niektórzy wolą tak myśleć pomimo tego, że to szkodzi szczęściu.

Błażej napisał:
Czyli jednak nic nie zrozumiałeś. Trudno lecimy dalej…


Zrozumiałem, że bełkoczesz:

Prosiak napisał:
Czyli jednak znasz osoby, dla których gry są całym życiem i skoro o tym wspominasz nie są to wyjątki?


Przedstawiłeś przedtem dychotomię - ludzie, którzy nie myślą zajmują się graniem w gry, lub czym innym co Błażej uznał za głupie, a ludzie myślący myślą cały czas o sensie życia i filozofii. Oczywiście jak to u teisty taka dychotomia jest całkowicie oderwana od rzeczywistości, więc to wytknąłem. I nie migaj się.

I tu się zatrzymam i podam kolejny przykład dlaczego z Błażejem nie ma sensu rozmawiać. Wypowiedź zostaje pocięta na coś co nie wiadomo o czym było i trzeba szukać poprzednich wypowiedzi żeby zobaczyć do czego co się odnosi, a potem okazuje się, że to miganie się albo jakieś pierdoły mające rozmyć dyskusję. I jak post jest długi i ma wiele takich odniesień, to nie ma sensu pisać skoro meritum już się rozmyło przez bezsensowne pytania i gdybania Błażejka.

Prosiak napisał:
No metaforycznie tak właśnie to wygląda.


Błażej napisał:
Metaforycznie słabo to wygląda.


No i troll nie odnosząc się stwierdza sobie autorytarnie. Sprawdzam o co chodziło:

Błażej napisał:
Oczywiście nie jesteśmy żadnym „ekranem”, nie przemawia do mnie takie podejście.


Czyli na moje twarde argumenty Błażejek stwierdza sobie autorytarnie, że do niego to nie przemawia. Bez podania argumentów i odniesienia się do moich. I jak tu dyskutować z trollem?

Poza tym wyciąłeś trollu całość:
Prosiak napisał:
No metaforycznie tak właśnie to wygląda. Dosłownie to jesteśmy świadomością jako taką, ale nie wiemy czym ona jest. A to z czym się ona utożsamia to już problem wewnętrznego doświadczenia w tej świadomości.


No i już to inaczej wygląda. Widzę, że szkoła Lewandowskiego co do wycinania wypowiedzi z kontekstów to taka dobra nauka dla wiernych. Ot, taka katolicka moralność :D

No i właśnie z tego powodu wcześniej zrezygnowałem kilka razy z odpowiedzi.

Błażej napisał:
Twoje rozumowanie zaprezentowana wyżej jest naciągane. Nie można powiedzieć, że skoro czegoś nie wiem to X. Jeżeli czegoś nie wiem to nie wiem.


To Ty mówisz, że jeśli czegoś nie wiesz (bo nie próbujesz zrozumieć tego co wiadomo), to jest tak jak mówisz (personalizm, Bóg osobowy wyznawany przez konkretną sektę).

Nie wiemy czym jest świadomość jako taka, bo nie można tego zmienić. Wiemy jednak, że za model mentalny "ja" odpowiadają konkretne części mózgu i że można tym manipulować. Wiemy, że są przyczyny i skutki i że świat jako taki toczy się swoim torem, a pojedynczy człowiek jest tylko elementem systemu. Obwinianie wrażliwej świadomości za to w jakim mózgu została zamknięta to brak empatii. Nie wiemy czym do końca jest świadomość, ale wiemy czym nie jest. I nie jest to mentalna reprezentacja "ja" ani poczucie bycia "sobą".

A Ty ot tak sobie to ignorujesz, bo wiara...

Błażej napisał:
Czyli np. Błażej. A kim jest Błażej ? Jest tym, kim jest. Czyli : chłopakiem, który lubi filozofię, sporty walki, psychologię, dobre filmy, dyskusje na śfini i wiele innych rzeczy.


Opisałeś tu etykietki i czynności. Nie opisałeś kim jest Błażej, tylko opisałeś JAKI jest w pewnych aspektach, być może mało istotnych.

Prosiak napisał:
Główna postać czyli człowiek na ekranie? Oj, to mentalny model, a nie żaden ja. Ja jestem tym co to odczuwa. Na pewno jak chcesz to zrozumiesz, bo trzeba być pajacem żeby nie rozumieć. Ale mam wrażenie, że po prostu bronisz się przed przyznaniem, że nie ma jakiegoś stałego Ciebie. Co w rzeczywistości jest bronieniem się przed tym co dobre.


Błażej napisał:
Masz urojenia ?


Pytanie psychopaty, zero związku z tematem. Taka niby żartobliwa, kiepska próba deprecjonowania rozmówcy.

Błażej napisał:
Pisałem, tylko jak lubię o czymś myśleć. Trzeba być pajacem żeby tego nie rozumieć.


No właśnie trzeba być pajacem. Kiedy myślisz o człowieku, w którym jest Twoja świadomość, to dla uproszczenia nadajesz mentalne etykietki i one pasują do mentalnej reprezentacji "ja". I trzeba być kompletnym idiotą żeby nie rozumieć, że poza tym myśleniem nie istnieje realne "ja", tzn istnieje to TYLKO jako ten model i tylko wtedy ma to sens i jest spójne. Polecam zainteresowanie się neurobiologią, bo dziś nie da się być filozofem bez tego.

Błażej napisał:
A ja jestem tym kim jestem. Ale nie sądzę, żebyś to zrozumiał.


Zależy czy mówisz o mentalnym skrócie przypisującym "ja" do ogółu modelu człowieka, czy o samej świadomości doświadczającej bycia człowiekiem. Zrozumiałbym może gdybyś zaczął tłumaczyć, no ale wtedy by wyszło, że tak naprawdę nie masz nic do powiedzenia.

Błażej napisał:
Twoje wrażenia mnie nie interesują. Zaprezentuj dowody.


Typowa psychopatyczna zagrywka "nic mi nie udowodnicie". A ja napisałem tylko o moim wrażeniu, więc jasne, że w tym przypadku nie zaprezentuję dowodów. Każdy może sobie poczytać i stwierdzić. Nie z takimi psychopatami miałem do czynienia (przypominam o tym, że Błażejek chciał kiedyś moje IP i do tego dochodzi historia z Astrotaurusem i jego danymi). Prawdopodobnie próbujesz bronić personalizmu, bo tylko ta idea jest płaszczyzną dla Twojego narcyzmu typowego dla psychopatii.

Błażej napisał:
No przyrastają albo zmniejszają się punkty. Właśnie takie spojrzenie nabiera dla mnie sensu.


Bo jesteś psychopatą. I pewnie jeszcze przypisujesz ludziom takie punkty i porównujesz się z nimi? :D <LOL>, to jak dziecko w piaskownicy "popatrzcie, ja buduje najlepsze zamki, podziwiajcie". Na szczęście żadne punkty nie przyrastają, ani się nie zmniejszają.

Błażej napisał:
Powtarzam, pisałem, ze czasem lubię w ten sposób myśleć o tym świecie. Mnie się to podoba i widzę tu z tego dobre, dla siebie owoce. Tak wiec twoje „droga do zatracenia duchowego.” można potraktować jak ujadanie zaślepionego swoją wizją jedynej rzeczywistości fanatyka.


Tak właśnie traktuję Twoje ujadanie. Teraz tłumaczysz się z słów, że niby tak nie napisałeś, tylko teraz to już jest "czasem".

Błażej napisał:
Jeśli wiara w taki sposób patrzenia na świat pomaga ci i widzisz w tym dobre owoce dla siebie to super. Baw się, żyj i ciesz życiem. W filozofii różnie interpretuje się personalizm. Personalizm w np. interpretacji JP. II nie był ukierunkowany na egoizm ludzki.


Personalizm = egoizm. Nie da się tego rozdzielić.

Polecam Anthony de Mello - przebudzenie. Tam masz o dziwo chrześcijanina, ale jego książki są zakazane, właśnie za krytykę personalizmu i nieprzywiązywanie wagi do idei Boga osobowego.

Błażej napisał:
Nad codziennym podejmowaniem różnych decyzji o różnej randze wartości.


No i? Bo nic z tego nie wynika. Jacyś mityczni ludzie rzekomo nie zastanawiają się nad podejmowaniem różnych decyzji o różnej randze wartości i takie tam, "WiAdOmO o Co ChOdzi xD"

Nie ma to jak merytoryczna wypowiedź, na którą warto odpowiadać. Ale gdybym nie odpowiedział to wtedy Prosiak ucieka z dyskusji itp :D

Błażej napisał:
Nie jest na odwrót. Zastanawianie się nad ty to nie zaburzenie i tego się nie leczy. Chyba mnie nie zrozumiałeś, który to już raz ?


To pisz zrozumiale, a nie naprędce klecisz głupoty.

Myślenie, że inni ludzie nie zastanawiają się nad decyzjami jest zaburzeniem, podobnie jak myślenie, że rozkminianie "sensu" jest każdemu potrzebne. Raczej rozkminianie sensu towarzyszy brakowi sensu, więc często robią to osoby zaburzone. Takie też często interesują się filozofią i psychologią :) A zrozumienie przynosi świadomość tego, że nie ma mentalnego sensu, a zastanawianie się nad tym umysłem to czynność bezproduktywna na dłuższą metę. Ale osoby żyjące w swoim umyśle i nie potrafiące wyjść z niego (np psychopaci, którzy nie czują emocji, uczuć) myślą, że właśnie tak trzeba i tak jest prawidłowo.

Błażej napisał:
W swoim przykładzie wyjaśniłem, o co mi chodziło z „sensem”. Odpłynąłeś.


Nic nie wyjaśniłeś, tylko odpłynąłeś, a teraz odwracasz kota ogonem.

Błażej napisał:
Nie bierz tyle, bo odpływasz coraz dalej…


Świetne masz argumenty :D

A wpis był taki:

Prosiak napisał:
A konsekwencje postępowania? Świat tworzy niestety negatywne konsekwencje za pozytywne postępowania, więc nieraz tak trzeba wybrać żeby w ogóle był sens aby istnieć. Przykładem są np czasem używki (czasem no bo bez przesady )


I nadal się nie odniosłeś, a tak właśnie jest.

Błażej napisał:
Które osoby ? Znasz ? Rozmawiałeś ? Robiłeś „wywiad psychologiczny” ? Czy tak już wszystkich szufladkujesz jak leci, bo wszystko musi pasować do twojej teorii, ?


I znów grad bezsensownych pytań. Niczego tu nie szufladkuję żeby pasowało do teorii, więc znów zostałeś przyłapany na próbie manipulacji. Znów marnej.

Często głębsze przemyślenia są powodowane przez deficyt emocjonalny, depresję lub np przerost mentalnych treści nad emocjami. Ale filozofowie znający mnogość teorii (tak, rozmawiałem, ale przecież nie podam prywatnych rozmów jako argumentu w dyskusji w necie gdzie nie można tego sprawdzić) często podchodzą do nich luźno, nie przywiązują się do żadnej z koncepcji i to jest właśnie sukces filozofii - nie wierzą, bo znają zbyt dużo teoretycznych koncepcji, które z naszego pkt widzenia mają podobne prawdopodobieństwo (raczej marne). Podobnie jest z poznaniem wielu religii, słuchaniem różnych punktów widzenia bez automatycznego oceniania. Są różni filozofowie i różne sytuacje, ale sam zacząłeś od napisania, że
Błażej napisał:
Ja też dyskutuję z ludźmi po filozofii, studiujących filozofię i w ogóle głębiej patrzących na świat i raczej nie wyglądają na chodzące nieszczęścia życiowe


Przeprowadziłeś jakieś badania? A może udowodnisz, że rozmawiałeś? Heh, tylko teraz się nie przyczep, że sam trolluję, bo tylko skopiowałem Twój sposób żeby go na Tobie zastosować demonstracyjnie :D

Błażej napisał:
A ja myślę, że jednym z powodów poprzez, który stajemy się nieszczęśliwi jest zawód tym, że świat nie kręci się wokół nas. Czyli trochę podobnie myślimy.


Dla psychopaty może to i zawód. Nie, nie myślimy podobnie w żadnym aspekcie.

Błażej napisał:
A widzisz, ja tak samo. Typowe obalone dawno ateistyczne „pseudo-argumenty”.


To dlaczego musisz manipulować żeby odpowiadać? Czemu nie zrobisz tak jak ja i nie użyjesz normalnej argumentacji?

Błażej napisał:
Patrz prawie się zgadzamy: Też mam coś, co jest „poziom wyżej” - obserwacja tych szufladek i wybór którejś z nich na podstawie racjonalnego myślenia, ale nie wybór na zasadzie, że patrzę i wybieram, tylko do tego prowadzą mądre myśli. Te głupie są poobalane i tam jest właśnie ateizm i każda inna podobna mu wiara. Człowiek mądry wie, że wiara ma sens o ile jest wiarą w coś „prawdziwego”.


Prawdziwego w cudzysłowie? :)

Wiara nie ma sensu, bo z definicji nie odpowiada prawdzie (wtedy stałaby się wiedzą). Czyli sam się tu zaorałeś :D

Ciekawe jak obaliłeś ateizm, to jest największy hit tej wypowiedzi :D

Błażej napisał:
Mądry człowiek wie, że nie ma nikogo, kto „w nic nie wierzy” bo każdy światopogląd człowieka zawiera jakieś założenia, które przyjmuje się na wiarę. To jest istota światopoglądu, że wychodzi się od pewnych założeń początkowych przyjmowanych bez dowodu.


Tak myśli psychopata, który nie ma w umyśle trybu, który zakłada brak wiary. A brak wiary jest tylko stwierdzeniem "nie wierzę w X" podczas gdy ktoś przedstawia X bez dowodów i argumentów (przedstawia je jako ad ignorantiam). Czasem psychopata podaje argumenty na X, ale są to tylko czysto mentalne, obdarte z realnego uczuciowego sensu głupoty, które mają na celu odwrócić czyjeś pojmowanie dobra i zła.

Ja nie wierzę w nic. Są pewne hipotezy, które oceniam jako bardziej prawdopodobne, a są takie, które oceniam jako mniej prawdopodobne. Wiara jest zatarciem tej granicy i spłyceniem własnej oceny.

Błażej napisał:
Ja napisałem, co miałem namyśli. To ty nie umiesz czytać.


Hmm no to zobaczmy:

Błażej napisał:
To, źle widzisz. Nie miałem namyśli moralności tylko naturę mechanizmu ewolucyjnego, która stanowi podstawę, dla rozwoju moralności. Dlatego dalsze twoje akrobacje są kulą w płot, bo widocznie mnie nie zrozumiałeś.



A odpowiadałeś na:

Prosiak napisał:
Moralność to mechanizm ewolucyjny dający spójność grupie, ale też nieraz obraca się to przeciw ludziom i spójności.


I odpisałeś tak:

Błażej napisał:
Hmm, co za powtarzalne myślenie. Ateistów nie stać na głębszą refleksje ? Zgadzam się, że moralność to nasz ludzki interes (spójność w grupie) to fakt, ale czy bezdyskusyjnie, absolutnie mechanizm ewolucyjny ? Mechanizm ewolucji nie zna pojęcia miłosierdzia, jest raczej kwintesencją egoizmu. Skoro nasza moralność (dobro i zło), która „pochodzi” z mechanizmu ewolucyjnego (oparty na śmierci, zabijaniu, przemocy silniejszych przez słabszych) to zastanawiające jest, dlaczego człowiek, w końcu „dziecko” tego procesu, próbuje iść w poprzek tego procesu ? Leczymy ludzi chorych. To dobrze prawda? Ale przecież oni mogą zarazić innych .Izolacja jest często nieskuteczna. Prościej, ewolucyjnie logiczniej było by pozwolić im umrzeć. Tu "dobro" nie działa na korzyść przetrwania gatunku. Naziści i socjaliści czyli lewicowcy mieli eugeniczne pomysły sterylizacji niepełnosprawnych w celu "oczyszczenia" puli genowej. Zakazano tego. W imię dobra tych sterylizowanych. Tu dobro też nie działa na korzyść przetrwania gatunku. Moralność nie jest też funkcją cywilizacji i kultury bo te notorycznie wytwarzają jakiś totalitaryzm, czego przykładem jest nasza krwawa historia. Także albo moralność (ta wspólna dla naszego gatunku) pochodzi od zaawansowanej cywilizacji kosmicznej która zaprogramowała nasz gatunek albo jest dowodem na istnienie duszy tęskniącej za Absolutem.


Więc już nie pisz bzdur.

Błażej napisał:
Spłyca. Nic nie mylę.


Nie spłyca. Twoje subiektywne, arbitralne opinie bez argumentów mnie nie obchodzą.

Błażej napisał:
Raczej jest tak, że ty wypierasz, że nie zrobiono.


Nie jest. Jeśli zrobiono to pokaż gdzie. Tworzysz sobie wyimaginowaną interpretację chrześcijaństwa, bo nie da rady obronić tej normalnej. Żałosne.

Błażej napisał:
Wydaje ci się, że możesz. No i nie dowiodłeś tezy o jaką prosiłem, a którą postulujesz. Czyli siejesz pustosłowie bez pokrycia w faktach.


Nie wydaje mi się, Tobie się wydaje, że mi się wydaje. Ot i tak można się przerzucać, tylko po co? Naucz się normalnie dyskutować. Co niby jest pustosłowiem? Nie muszę wszystkiego dowodzić, tylko dlatego, że Ty tak napisałeś. Ja podawałem argumenty na to, że religia prowadzi do wypierania się własnej natury, np. poprzez zewnętrzną moralność absolutną i wiarę w personalizm.

Błażej napisał:
Ucieczka od mojego argumentu poprzez zarzucenie bezpodstawnego zwrotu „gdybanie”. Niestety historia zna wiele osób, który jak to się ładnie mówi „zeszli na złą drogę”. Ty nie jesteś żadnym „nadczłowiekiem”, poruszasz się jak każdy w układzie sił, które działają na nas i nie zawsze są one korzystne. Wiec to nie „gdybanie” tylko logiczna możliwość przed czym uciekasz.


Przed niczym nie uciekam, tylko wprowadzasz tu urojone gdybania, a teraz dostarczasz kolejnego dowodu na to, że jesteś psychopatą.

Analogicznie:

Błażej napisał:
A, co jeśli doprowadzisz się do takiego stanu w swoim życiu, że robiąc komuś krzywdę albo, co gorsze zabijając kogoś nie będziesz miał „poczucia” od swojego sumienia, że robisz źle ?


A co jeśli doprowadzisz się do takiego stanu w swoim życiu, że robiąc komuś krzywdę, albo co gorsze zabijając kogoś będziesz miał usprawiedliwienie moralne, że robisz dobrze? Pewnie uciekasz przed tym gdybaniem, które jest logiczną możliwością, co? Tylko, że logiczna możliwość nie jest argumentem w tego typu dyskusji, bo logiczna możliwość jest też taka, że możesz stać się gwałcicielem, albo islamskim terrorystą. Teoretycznie Twój mózg może zwariować od czynnika zewnętrznego niezależnego od Ciebie (np. uderzenie w głowę) i możesz stać się wtórnym psychopatą. Precz z takim gdybaniem z trzepaka.

Tego typu pytanie mógłbym Ci zadać, ale to oczywista manipulacja. Ty sięgasz się do tak niskich sztuczek, co tylko pokazuje jak bezsilny jesteś w tej dyskusji.

Prosiak napisał:
Bzdura. Sumienie to tryb mentalny, którego wnętrze zna tylko ten kto je ma.


Błażej napisał:
Bzdura. Według ateizmu jesteśmy tylko biologicznymi maszynami, na które wpływają takie rzeczy jak geny czy presja środowiska. Sumienie to pusty termin. A wszystko sprowadza się do reakcji biochemicznych, oraz doboru naturalnego. Więc nie manipuluj.


Gdzie tu jest sprzeczność i gdzie manipulacja? Kolejny raz odpisujesz na szybko bez zastanowienia się. Sumienie to nie pusty termin, no ale dla psychopaty może i pusty. Może dla psychopaty sumienie może istnieć tylko jako mentalny model - wtedy psychopata rozumie model sumienia i może o nim mówić. I to nic, że nie rozumie, ale może to odnieść np do modelu moralności, np jakiegoś konkretnego systemu, np chrześcijaństwa. Ja natomiast mówię o "wewnętrznym kompasie" od genów i wychowania, który w zasadzie jest miksem różnych czynników. Reakcje biochemiczne i dobór naturalny to nie jest na pewno wszystko do czego sprowadza się ateizm. Tak postrzegają go tylko kmioty z dwoma zwojami mózgowymi i dwucyfrowym IQ.

Prosiak napisał:
A potem będziesz pisał, że to ja "uciekam" z dyskusji kiedy poczuję niechęć do dyskusji z manipulatorem lub dyletantem.


Błażej napisał:
Hm , czyli tak sobie swoje porażki racjonalizujesz., :think:


Już sobie arbitralnie przemodelowałeś, że to jakaś rzekoma racjonalizacja i rzekoma porażka? No i to jest kolejny tradycyjny mechanizm u psychopatów. Wbrew faktom i wszystkiemu a priori przyjmują pogląd, że to oni mają rację i to oni "wygrywają", nawet kiedy ktoś wytyka im manipulację. Nie masz najmniejszych skrupułów żeby akurat teraz pisać coś takiego. Akurat pod wytknięciem Ci manipulacji, które powodują, że dyskusja z Tobą nieraz jest przeze mnie pomijana, bo nie ma sensu zbyt często pisać takich postów jak ten. Widzę, że nauczyłeś się tych sztuczek od Lewandowskiego. Mam jakąś małą nadzieję, że może nie jesteś psychopatą, tylko np małolatem, który jeszcze wiele nie rozumie, ale chciałby i jeszcze ma to młodzieńcze przekonanie, że ma rację. Dlatego w ogóle piszę zamiast totalnie zignorować.

Prosiak napisał:
Ale na tej zasadzie to moralność katolików rodzi pewną pułapkę - nie ma systemu do weryfikacji.


Błażej napisał:
Na jakiej zasadzie ? Pisałem z punktu ateistycznego paradygmatu. Masz rację u was nie ma systemu do weryfikacji.


Teista nie ma systemu do weryfikacji, bo nie wychodzi z natury, z uczuć, tylko z mentalnych modeli. Aby udowodnić te modele należy odnieść się do meta-założeń i tu każdy system moralny tego typu kręci się w błędnym kole i jest tautologią, w dodatku oderwaną od rzeczywistości, czyli jest to bezsensowny system miary. Tylko odnosząc się do reala, do uczuć i uwzględniając też myślenie możemy myśleć o tym co jest moralne w danej sytuacji. Inaczej nie ma sensu. I to właśnie ateista ma się do czego odnieść - do własnych przeżyć, do innych, do empatii, do logiki i skutków, do przyczyn itd. A to wszystko i tak okryte jest pewną niewiedzą - mówimy o uczuciach, emocjach. Uczucia rozmywają się kiedy wsadzamy je w ramę osoby i mentalizujemy to porównując z jakimś systemem moralnym. Są też różne wskaźniki, badania, które można uwzględnić.

Błażej napisał:
No właśnie nie jest. Tak jak nie ma wartości etycznej to, że wątroba wytwarza żółć.


Porównujesz sumienie do wątroby wytwarzającej żółć? No cóż, ewidentnie masz coś z głową, szczególnie skoro nie widzisz wartości etycznej w sumieniu. To tak jakbyś nie widział wartości jazdy samochodu, bo silnik pracuje i koła się kręcą :D

Próba stłumienia naturalnego sumienia i nałożenia na to nakładki zewnętrznej moralności to jeden z przejawów ataku psychopaty na wolność i indywidualizm człowieka.

Błażej napisał:
A kim ty jesteś, aby decydować co ma wartość etyczną, a co nie ? Pierwszy lepszy dresiarz ci wytłumaczy, że w twoich fantazjach też nie ma wartości etycznej.


Ale czytaj ze zrozumieniem, zamiast wprowadzać jakieś bezsensowne odejścia od tematu.

I znów zadałeś tendencyjne manipulacyjne pytanie. Bo znów mamy "a kim ty jesteś żeby decydować", znów ten psychopatyczny nacisk na "byciu kimś" zamiast argumentacji. Tymczasem ja, ani nikt inny nie decyduje o wartości etycznej. Natomiast dowolny system etyczny wprowadzony sobie przez kogoś a priori może być a priori odrzucony. Moralność nie może opierać się tylko na aksjomatach i jakichś tam stwierdzeniach kogoś tam.

Błażej napisał:
Twoje odwracanie uwagi debilnym pytaniem (które słowa wskazują, że podważam istnienie sumienia ?) na nic ci się zda, więc nie manipuluj. Podważam twoje powoływanie się na sumienie, bo pisałeś: „Przeciwieństwem takiego życia jest kierowanie się wewnętrznym sumieniem, któremu nie można niczego narzucić mówiąc, że coś jest dobre, a coś złe. Człowiek sam czuje, myśli, ocenia i wybiera, choć de facto robi to jego mózg, który lepiej działa kiedy ma swobodę.” Ale powoływanie na sumienie nic ci nie da bo jak pisałem wcześniej sumienie można zagłuszyć, oszukać, mieć skrzywione, poza tym, które sumienie ma rozsądzić, jak zajdą dwa odmienne wyroki na temat jakiejś sytuacji ? Które sumienie w takiej sytuacji ma być lepsze, które lepiej czuje, myśli, ocenia i wybiera ?


Wprowadzasz tu jakieś idiotyczne zagmatwanie, a sprawa jest prosta. Pytając o to które sumienie ma być lepsze negujesz sumienie jako takie. Wprowadzasz jakieś rzekome inne sumienia, tak jakbyś chciał zanegować sumienie. O w tym zdaniu: "Które sumienie w takiej sytuacji ma być lepsze, które lepiej czuje, myśli, ocenia i wybiera ?".

Błażej napisał:
sumienie można zagłuszyć


No i co z tego?

Cytat:
oszukać


Ktoś może je oszukać, np psychopata. Mojego jednak nie oszuka.

Cytat:
mieć skrzywione


Ta? I kto ocenia jakie jest skrzywione, a jakie prawidłowe? Sumienie nie jest wartością stałą i absolutną. Twoje pytania nie mają wartości merytorycznej w tym temacie.

Pytasz które sumienie ma być lepsze... lepsze od czego? Czemu miałyby być jakieś inne sumienia? Bez sensu. Znów zajmujesz się mentalnym pojęciem bez zrozumienia jego istoty.

Błażej napisał:
Może gdybyś zajrzał do literatury autorów „zachodnich” to byś wiedział, co jest dyskusyjnego, ale nie wiem czy chce mi się ciebie edukować w tej kwestii…


Mamy tu zarazem:
- unikanie konkretnej odpowiedzi (udawanie "wiem, ale nie powiem, jestem lepszy, ale nie muszę pisać niczego co by to potwierdzało)
- udawanie kompetencji (że niby znasz jakichś zachodnich autorów)
- udawanie, że Twoje stanowisko podzielają jakieś autorytety
- zlekceważenie rozmówcy i pozorowanie swojej wyższości ("nie wiem czy chce mi się ciebie edukować")

Tyle manipulacji w jednym małym zdaniu...

Prosiak napisał:
Bo ewolucja jako taka jest amoralna, choć moralność jest wynikiem ewolucji.


Błażej napisał:
Też to wiem, tylko jak to się odnosi do mojego argumentu ?


Ano tak, że próbujesz zrobić z ewolucji antymoralną, a ona nie jest ani moralna, ani niemoralna, tylko amoralna (moralność nie jest kategorią wg której można to rozpatrywać, ale już rozpatrując moralność i etykę dotykamy jakiejś części natury, a konkretnie mechanizmu spajającego homo sapiens).

Błażej napisał:
Nawet nie wiesz z czym dyskutujesz : -D


Jasne, wcale nie wiem, bo cały czas odpowiadam argumentami tam gdzie manipulujesz, a kiedy coś zagmatwałeś i napisałeś niejasno i pytam o co chodzi, to zamiast napisać o co wolisz od tego uciec i napisać taki denny tekścik.

Błażej napisał:
Nie jest tak, że przeżywają ci, którzy są dostosowani do warunków otoczenia ? Co w tym nieprawdziwego ?


I kolejna manipulacja:

Błażej napisał:
Chodzi o mechanizm ewolucyjny zgodnie, z którym powinni przeżyć ci, co są najlepiej dostosowani do warunków otoczenia. A jednak idziemy w poprzek tego procesu.


I moja odpowiedź była taka:

Prosiak napisał:
Nieprawda. Przeżywają ci, którzy są przystosowani żeby przeżyć i żeby się rozmnożyć.


Jedziemy dalej...

Błażej napisał:
Świat natury oparty jest na przemocy, a mimo to wierzymy, że słabsi nie powinni być zabijani przez silniejszych, wierzymy, że trzeba leczyć ludzi chorych (ale po, co z punktu widzenia mechanizmu ewolucyjnego lepiej pozwolić ludziom chorym umrzeć, bo odsiewamy tych niedostosowanych.. Człowiek, w końcu „dziecko” tego procesu, próbuje iść w poprzek tego procesu.


Prosiak napisał:
No bo nie ma świata opartego na czymś lub na czymś innym, tylko są różne aspekty. Jak to możliwe, że tego nie rozumiesz w XXI wieku?


Błażej napisał:
Te twoje semantyczne zagrywki mnie bawią, a wszystko po to żeby uciec od meritum. No to z naszego aspektu natura oparta jest na przemocy silniejszych wobec słabszych. Wywodzi się to z prostego imperatywu: po prostu rozejrzyj się dookoła. Jak to możliwe, że tego nie rozumiesz w XXI wieku?


Mamy tu klasyczne dla psychopatów wyjęcie JEDNEGO czynnika i zrobienie z tego tezy. Np istnieje przemoc i dominacja, więc psychopata mówi "natura OPARTA jest na przemocy i dominacji". A potem próbujesz kłamać wciskając mi rzekome zagrywki semantyczne, żeby odwrócić fakt, że Ty tak robisz.

A w naturze występuje zarówno przemoc, jak i zachowania altruistyczne, a także egoistyczne, które służą innym - np pomoc za pomoc, pomoc żeby poczuć się lepiej itd.

Błażej napisał:
wierzymy, że trzeba pomagać, leczyć, że nie możemy pozostawić ludzi chorych samym sobie. Stąd różne przychodnie, szpitale, akcje charytatywne itp.. Ludzie chcą tej pomocy (myślisz, że ludzie czekają kolejkach do przychodni, szpitali bo mają ochotę na eutanazję ?) ale po co im pomagać ? Przecież natura oparta na przemocy silniejszych wobec słabszych jest naturalna, czyli nie ma nic złego w deptaniu słabych przez silnych, nie ma nic złego w niepomaganiu ludziom chorym, umierającym, z punktu widzenia ewolucji. Z punktu widzenia mechanizmu ewolucyjnego lepiej pozwolić ludziom chorym umrzeć, bo odsiewamy tych niedostosowanych.. A jednak wierzymy, że silniejsze jednostki czy grupy nie powinny zabijać czy znęcać się nad słabszymi, czymś wstrętnym będzie, gdy przejdziemy obojętnie wobec płaczącego dziecka porzuconego na ulicy, wierzymy, że to okrutne nie pomóc ludziom chorym. Leczymy ludzi chorych. Ale przecież oni mogą zarazić innych .Izolacja jest często nieskuteczna. Prościej, ewolucyjnie logiczniej było by pozwolić im umrzeć (a jednak nasze odczucia moralne przeczą tej logice ewolucyjnej) Naziści i socjaliści chcieli „oczyścić” pule genową. Ale my wierzymy, że należy potępić takie zbrodnicze czyny, ale dlaczego przecież przemocy silniejszych wobec słabszych jest naturalna . Czyli cały czas: Człowiek, w końcu „dziecko” tego procesu, próbuje iść w poprzek tego procesu. Nasze odczucia są przeciwne temu mechanizmowi, a więc w jaki sposób miałby być jego konsekwencją ?


Zakładasz, że natura to przemoc i do tego dogmatu dostosowujesz dalsze pisanie. Ten fragment to same manipulacje. Po pierwsze pomagamy innym, bo czujemy empatię (mechanizm ewolucyjny). Nie jest tak jak chcesz wmówić, że ewolucja to tylko walka o dominację i zły świat. Takiego strawmana wygodnie Ci zrobić, bo wtedy psychopato możesz nie zgodzić się ze strawmanem żeby Twoje wypociny miały pozór sensowności. Tak jednak nie jest, bo błąd popełniasz już na starcie. Pomagamy innym także dlatego, że sami możemy znaleźć się w takiej sytuacji i chcemy mieć gwarancję, że wtedy nam pomogą. Skutecznym rozwiązaniem jest więc bycie dobrym dla innych, oczekiwanie dobra od innych. Chorzy, którzy mogą zarazić innych to często byli także ci nieleczeni i bez leczenia chorób było więcej. A dziś mamy izolatki. Śmierć słabszych jednostek wcale nie jest korzystna dla ewolucji, bo jak wiemy te jednostki są potrzebne w społeczeństwie. Być może sami "silni" nie stworzyliby dobrej kultury i cywilizacji, poza tym ludzie mają różne aspekty, np chory Hawking jest dla społeczeństwa bardziej wartościowy niż zdrowy byczek ćwiczący na siłowni żeby pochwalić się na fejsie mięśniami.

Jednak dziś np w Polsce nie ma tu moralności, bo człowiek cierpiący, który i tak na pewno umrze nie ma prawa do eutanazji. Chory nie może zadecydować, że nie chce poddawać się żmudnemu procesowi leczenia i np braniu chemii, tylko chce legalnie umrzeć. Zamiast tego albo musi cierpieć, albo zabić się na własną rękę.

Błażej napisał:
Ty nie masz w ogóle przekonujących dowodów. Sama taka obserwacja to nic przekonującego. Ludzie różne rzeczy obserwują i różnie gadają, ty tu teraz niczym się nie wyróżniasz na rzecz swojej tezy.


Która to teza jest niby nieprzekonująca?

Błażej napisał:
Ty nie masz w ogóle przekonujących dowodów. Sama taka obserwacja to nic przekonującego. Ludzie różne rzeczy obserwują i różnie gadają, ty tu teraz niczym się nie wyróżniasz na rzecz swojej tezy.


Tak, ale Ty z tym wyjeżdżasz próbując przerobić czyjąś obserwację na brak dowodu wg prawdy absolutnej (gdzie nikt nie ma dowodu). Może mówmy o argumentach, a nie o dowodach na 100%, które to służą Ci do manipulacji kiedy nie masz co napisać.

Bo zauważ, że żadna dyskusja nie miałaby sensu, bo można pod każdym postem napisać coś takiego co tu napisałeś "ludzie różnie obserwują i różnie gadają". Na tej podstawie Twoje stwierdzenia też tracą moc, więc popełniasz ten sam błąd co Lewandowski podcinający własną gałąź :)

Błażej napisał:
Przeczytaj to aż zrozumiesz zanim wypiszesz kolejny post świadczący o tym, że nie rozumiesz tego co piszę. :-D


No i znów zamiast argumentu odwrócenie kota ogonem :D To Ty przeczytaj aż zrozumiesz...

Błażej napisał:
Sam właśnie próbujesz wprowadzić nadrzędną zasadę, że „należy podchodzić osobno do każdej sytuacji.”, która staje się całościowym twierdzeniem odnoszącym się do wszystkich ludzi. Traktujesz tą zasadę uniwersalnie. Dlaczego twoje podejście miałoby być miarą wszystkiego ?


No nie próbuję wprowadzać takiej nadrzędnej zasady. Negacja Twojego pierdzenia nie jest wcale wstawianiem w to miejsce swojego pierdzenia jako zasadę absolutną. Bo ja nie piszę w ogóle tu o zasadach, tylko o indywidualnym podejściu, no ale nie rozumiesz...

Błażej napisał:
Pustosłowie i ucieczka od pytania.


Raczej wytknięcie Ci psychopatii kiedy kolejny raz udowadniasz, że nim jesteś. Żadnego sensownego pytania tam nie było, tylko próba odwrócenia dobra i zła, które jest naturalne dla ludzi, którzy nie są psychopatami.

Błażej napisał:
Ale jednak ten „tymczasowo mniejszy” jest wciąż sytuacją bardzo nieprzyjemną. Żadna sytuacja nie staje się automatycznie lepsza tylko, dlatego, że istnieją inne sytuacje jeszcze gorsze. Nieprzyjemne pozostaje nieprzyjemnym..Tylko dziecko (i chyba ty) powiedziałoby w tej sytuacji, że wizyta u dentysty jest czymś złym, bo jest to często kilkadziesiąt min. nieprzyjemności. Tak więc nie podważyłeś mojego przykładu.


Nie odwracaj kota ogonem, tylko czytaj ze zrozumieniem.

Złem jest ból zęba. Idąc do dentysty godzisz się na chwilowo większy ból po to żeby potem nie było bólu. Czyli brak bólu w tym przypadku jest dobrem. W przypadku narkotyków - dobrem jest haj, a złem zjazd i konsekwencje ćpania. Mamy więc decyzję A gdzie ćpanie zawiera ileś dobra i ileś zła (więcej zła) i decyzję B, która oznacza niećpanie (mniej korzyści), ale daje więcej korzyści dzięki uniknięciu skutków ćpania. Można podawać dychotomiczne przykłady, ale życie składa się z większości różnych odcieni kolorów, a nie tylko czarnego i białego jak np w przypadku ćpania.

To przyjemność, szczęście (czyli stan umysłu) jest sensem. Ludzie czerpią przyjemność z zupełnie różnych rzeczy. To cierpienie jest złem, a ludzie cierpią z różnych powodów. Co ciekawe personaliści mają zazwyczaj takie sztywne postrzeganie moralności, tego co się "powinno", są skłonni do oceniania innych pod kątem moralnym. Tak jakby chcieli narzucić co jest prawidłowe, a jednocześnie pokazać, że oni sami pasują do tych norm :D

Tylko, że norma ma czemuś służyć, a żadna wartość, ani idea nie jest celem samym w sobie. W końcu dążymy do poczucia przyjemności, a każdy jest inny. Personalizm jest narzędziem służącym do tego żeby inni przyjęli nasze idee jako te słuszne, właściwe, dobre, albo trendi, cool jak ktoś jest gimbazą. Jest to próba dostosowania innych do swoich reguł i obarczenia ludzi odpowiedzialnością, a także stworzenie areny do porównań i próżności. Nawet "dobro" płynące z personalizmu nie jest czyste, bo zawiera ten egoizm oparty na chęci bycia dobrym, pasowania do memu dobra, do tej normy narzuconej z góry.

I tu dochodzimy do sedna, bo uznając ludzki indywidualizm i wolność rezygnujemy z personalizmu i nacisku na osobę. Wolność nie jest bowiem nigdy osobowa, wolność nie jest mentalnym konceptem i nie da się jej (podobnie jak miłości) zapisać żadnymi słowami. Człowiek domagający się wolności pragnie przede wszystkim żeby odpieprzyło się od niego państwo, inni ludzie, manipulanci, reklamy i także ci, którzy mówią nam z czego mamy czerpać szczęście i co jest sensem istnienia. Dopiero z tego bezosobowego punktu możemy zyskać kontakt ze swoją prawdziwą naturą. A potem pożyteczni idioci próbują zamykać to w ramy, koncepcje, pojęcia i mówią, że to "sens" i że to jest "słuszne" i
"dobre". Do tego stopnia, że nawet pierwotne źródła dobra i zła próbują zamknąć w modelu, w którym już potem tylko pojęcie dobra i pojęcie zła jest rozpatrywane nawet abstrahując od tego co te pojęcia znaczą. Wolność, miłość, dobro, sens to pojęcia, które religie przedefiniowują pod swoją modłę. Tak jak psychopata - tworzy się taka puszka mentalnych pojęć, które nie wynikają z indywidualnych uczuć, tylko to do tych pojęć mózg ma te uczucia dopisać.

Błażej napisał:
Nie zawsze, ale ja mówię na swoim przykładzie i wiem, że dla mnie jest dobra i mi służy, ale często cały trening do przyjemności nie należy bo opierdalać to się można na plaży i tam jest przyjemnie.


No i dla Ciebie jest dobra i ok, a dla kogoś innego dobre jest leżenie na plaży.

Błażej napisał:
Inny przykładzik: dzieci często zamiast obiadów (ziemniaczki, dobre mięsko i zdrowa surówka) wolą chipsy, i inne niezdrowe fast foody. Przyjemność = fast food/ zdrowy obiad= nieprzyjemność (dzieci lubią wybrzydzać). A jednak wiemy, co jest dobre, a co złe dla dziecka.


Kolejna bezsensowna skrajność. Dziecko może jeść normalne obiadki i czasem fast foody i czipsy. Zdrowe jedzenie jest zazwyczaj mniej smaczne od niezdrowego, więc często stajemy przed dylematem smak czy zdrowie. Ale ostatecznie zdrowie nie jest potrzebne kiedy nie można czerpać z życia przyjemności, więc szukamy złotego środka. I tu nie zawsze jest on możliwy do znalezienia. No, ale oczywiście Błażej widzi tu tylko dwie skrajności i dychotomię.

To co robisz to ten mechanizm: [link widoczny dla zalogowanych]

Ale w wielu punktach pasuje do Ciebie też to: [link widoczny dla zalogowanych]

Błażej napisał:
To nie ja odwracam kota, tylko ty masz mentalność dziecka : -D


Tak się psychopata tłumaczy. Od razu oskarżając innych, próbując ich zdeprecjonować. Standard :D

Błażej napisał:
Szukałbym rozwiązania. Po prostu.


Czytanie ze zrozumieniem u Ciebie kuleje. Wyraźnie masz napisane, że

Prosiak napisał:
co byś zrobił gdybyś nie mógł realizować marzeń i celów


Nie szukałbyś rozwiązania gdybyś nie mógł. Więc co byś zrobił?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Prosiak




Dołączył: 28 Lis 2015
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:54, 26 Mar 2016    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Nie zrozumiałeś mojego wyrażenia - "wysokość rzędów" należy rozumieć jako podstawę rozumowania. Personalizm jest u mnie założeniem podstawowym, od którego ZACZYNA SIĘ dalsze wnioskowanie, myślenie. Więc jak się zaczyna, to nie ma sensu pytać, co to wcześniej powołało - bo początek jest TU.


Aha, czyli po prostu przyjąłeś dogmat personalizmu i z tego założenia wychodzisz. Stworzył się więc w Twojej głowie automat trlge4t.exe, który odpowiada za selekcję informacji i organizację myślenia. Włączasz monitorowanie procesu, a tu zużywa on 70% zasobów - niedobrze. Działa to jak zintegrowana płytka, albo elektroniczny układ zbudowany na tzw pająku :) A u apersonalisty włączasz monitoring procesów, a tu różne obszary są aktywne po 3% i to działa jak porządny układ. No i Tobie się może wydawać, że tak duży proces trlge4t.exe to musisz być TY, bo poza nim jest mało czegoś innego. A u mnie też jest ten proces, ale ma niski priorytet i zabiera bardzo mało zasobów.

Michał Dyszyński napisał:
Na tym polega WIARA, że mamy do czynienia z aspektem, którego nie da się zweryfikować. Jakby było inaczej, to nie byłoby wiary. Nie rozumiem więc Twojego zarzutu - to trochę tak jak by mieć pretensje do kota o to, że jest kotem, a nie psem. On WŁAŚNIE TYM JEST. I wiara WŁAŚNIE NA TYM POLEGA, że nie daje się zweryfikować, nie daje się zamienić na coś dowiedzionego. Jak bym zamiast wiary miał coś innego, to bym tego użył, ale w tym wypadku nie mam, więc używam wiary.


No i dla mnie to jest bez sensu, bo pojawia się za dużo niemożliwych do sprawdzenia założeń, które jednak są softwarem, który wprowadzasz do mózgu i który zaczyna organizować Ci myślenie. I pokładasz wiarę w coś, to tak jakbyś stawiał na konkretną liczbę na ruletce, ale tu prawdopodobieństwo jest duuuuużo mniejsze.

Michał Dyszyński napisał:
Po prostu źle coś zastosowałeś. Jak masz nóż, możesz ukroić nim chleb, ale też podciąć sobie żyły. Ty wybierasz. Najwyraźniej wybrałeś tak, że się wpakowałes w "nierozwiązywalne problemy" i "niszczenie psychiki". Warto byłoby zmienić sposób użycia.


Nie. To jest generator problemów, jak jakiś plik dskgds.exe, który cały czas wyświetla żółty komunikat z wykrzyknikiem albo bluescreeny. Ktoś słyszał, że podobno u kogoś na kompie działa dobrze i mu się nie wiesza :D

Przyjęcie takiej idei ma konsekwencje. Nie da się jej dobrze zastosować do wielu przypadków, w większości może pewnie zaszkodzić, komuś tam pomoże (zazwyczaj prostym Januszom bez refleksji, albo ludzi w kompletnym dołku, którzy chwytali się brzytwy i placebo nieźle zadziałało), ale apersonalizm może pomóc każdemu - włącznie z tymi, którzy nie mogą się realizować, którzy mają problemy nie do rozwiązania. Po prostu sam problem nieraz tworzy taką konfigurację, że nie da się pogodzić dobra i szczęścia z trwaniem przy jakichś przekonaniach. A te przekonania nie mogą współistnieć z jakimiś faktami i jednocześnie prowadzić do szczęścia - tworzy się więc nie tylko błędne koło, ale sytuacja patowa bez możliwości wyjścia w danym systemie. Ale są inne systemy, działające sprawniej, mniej wieszające się, mające mniej złych skutków, dające lepsze efekty. Czemu więc upierać się przy tym konkretnym?

I jest tak, że skoro w coś takiego wierzysz to Twój model świata dostosowuje się pod wierzenie i automatycznie zmienia to Twoje sądy, Twoje podejście do innych ludzi. Wierzysz w coś i przekonujesz do tego, co dla innych mogłoby być koszmarem gdyby okazało się prawdą. Wierzysz w to, że prawda jest taka. Natomiast ja przekonuję do czegoś odwrotnego - do odrzucenia wiary w to jaka jest prawda, odrzucenia sztywnych celów i narzuconej z góry moralności. Także do odrzucenia ważności pojęcia osoby i przejścia na inny poziom myślenia.

Michał Dyszyński napisał:
Ano nie wiem. A kto WIE?
Ano nikt nie wie, ale niektórzy blefują, że wiedzą. Sprawdziłem ich, blef się wydał. Utworzyłem więc system myślowy, w którym odrzucam cwaniaków i pozerów, ogłaszających się z "wiedzą", a potem uczciwie zaczynam od początku całe rozumowanie. Wtedy okazuje się, że bez założeń nie da się wystartować. Ci co blefują, tez mają swoje założenia, tylko udają, że nie zakładają, a mają "pewną wiedzę na ten temat". Stosują nieadekwatne nazwy. Ja zostaję przy opcji mniej przyjemnej - "wierzę", a nie "wiem" - ale przynajmniej uczciwej.


Model, w którym z założenia niczego nie wiesz jest bez sensu. Można go dowolnie modelować, zmieniać, dopasowywać szczegóły pod różne warianty.

Założenia to nie to samo co wiara.

Dla mnie najbardziej uczciwie jest powiedzieć tak jak ja: nie wiem i nie wierzę.

Michał Dyszyński napisał:

Wiara wynika właśnie z tego (!), że przemyślałem sprawę od zera. I już wiem, że oszukiwaniem się jest nazywanie początków rozumowania "wiedzą", a nie "wiarą". Proste.


Czyli przedefiniowałeś sobie pojęcia żeby słowo "wiedza" było puste? To nie jest myślenie od zera, tylko przeramowanie znanych Ci pojęć. Hiperbolizowanie słowa "wiara" nie ma praktycznego zastosowania poza wprowadzaniem zamętu do dyskusji.

Gdybyś myślał od zera, to w nic byś nie uwierzył. Wydaje mi się, że możesz myśleć od strony pojęć. Myślenie od zera spowodowałoby, że nie przywiązywałbyś apriorycznie wagi do modelu osoby i personalizmu. Fiksacja na tym punkcie może mieć różne przyczyny, a bardzo często jedną z nich jest wiara, albo jakieś zranienia ze strony innych ludzi.

Michał Dyszyński napisał:
Są oczywiście kostyczne, sztywne wiary i religie. To bierze się ze sposobu w jaki powstawały - próbując ludzi nawykłych do gry skrajnych emocji jakoś skłonić do refleksji. Dlatego spora część głębszych treści religijnych jest dla (zbyt) prosto myślących ludzi ukryta. Niektórzy ten utylitarny aspekt społeczny biorą za samą istotę religii. Trzeba sporego wysiłku, aby zrozumieć co w religii tkwi głębiej. W gruncie rzeczy - tam głębiej - jest często zupełnie inaczej, wręcz odwrotnie, niż to się z pozoru wydaje. Choć jedno jest na pewno stałe, przynajmniej w chrześcijaństwie - miłość jako niezawodna podstawa dla wszystkiego co istnieje.


Prędzej dopasowałeś stwierdzenia religijne pod własne głębsze przemyślenia. Bo skoro potrzeba się powysilać i wszystko przeinterpretować, to istota idei religijnej umyka.

W chrześcijaństwie miłość nie jest żadną podstawą. Tam w ogóle nie ma mowy o miłości, ale jest wycieranie sobie gęby tym uczuciem. Miłość ma się kojarzyć z cierpieniem i smutkiem.

Kiedy ja krytykuję religię, to na Tobie nie robi to najmniejszego wrażenia i dziwisz się, że krytykuję karykaturę religii. Tą karykaturą jest katolicyzm oceniany faktycznie jako religia, a nie jako jakaś interpretacja naciągnięta do faktycznej namiastki głębi (namiastki, bo tam gdzie personalizm, tam nie ma prawdziwej głębi i nie ma prawdziwej miłości, tylko relacja dwóch ego, a przypisanie Bogu ego i ludzkich emocji jest już kpiną ze świata).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Błażej




Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 540
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 0:13, 29 Mar 2016    Temat postu:

Prosiak,

Cytat:
Jesteś ciężkim przypadkiem, bo podejrzewam, że nawet nie potrafisz spojrzeć z boku na swoje postępowanie. To normalne przy takim zacietrzewieniu. Stosujesz mnóstwo tępych manipulacji i robisz to w taki sposób, że nawet nie chce się odpisywać, bo to raczej jest widoczne gołym okiem. Tylko Ty jeden tego nie dostrzegasz, więc trudno żebyś to dostrzegł pod wpływem moich argumentów, skoro Ty i tak wszystko na szybko kontrujesz i podważasz.

Wszystko można zanegować, ze wszystkim można się nie zgodzić. Wszystko można przekręcić, tak jak przekręcasz kota ogonem. I potem wytknę Ci błędy to i tak się nie przyznasz, albo zignorujesz to i przyczepisz się czegoś innego.

Jednak jak typowy psychopata nie widzisz gdzie popełniasz błąd i wydaje Ci się, że tak mentalnie to masz rację. Po przerobieniu definicji i zamianie aksjomatów możesz powiedzieć wszystko, ale ma to zerową wartość. Psychopaci mają to do siebie, że nie rozumieją uczuć. Dobro i zło to dla nich jakaś logiczna szarada. I dokładnie tego typu myślenie tu prezentujesz, a potem zarzucasz mi to co sam robisz żeby odwrócić kota ogonem. Brzydzi mnie takie myślenie i wolę nawet w nie nie wchodzić, bo mam tak, że myśląc o jakiejś idei odczuwam jej emocjonalne skutki, a spotkanie z psychopatą jest często nieprzyjemne nawet dla ludzi, którzy są psychicznie odporni.

Poza tym zadajesz dużo pytań (celem jest zdominowanie rozmowy i rozmycie sensu) i często odchodzisz od meritum. Potem nawet zdarzyło Ci się przyznać, że pisałeś na szybko, a Twoje posty sprawiają wrażenie jakby wszystkie takie były.



Przy całym szacunku, dla twojego prywatnego problemu, ale naprawdę bije ci na łeb od tej samotności i ciężkim przypadkiem to ty jesteś. Nie będzie dziwne jak we wszystkich dyskutantach będziesz widział Jana Lewandowskiego, mnie próbujesz zestawić z psychopatą i permanentnie budujesz jakieś pseudo teorie na mój temat. Naprawdę nie jest dobrze z tobą. Ale ja nie będę udowadniał, że nie jestem „wielbłądem”.


Cytat:
Kontroluje Tobą wszystko wokół, a Tobie potem wydaje się, że coś było Twoją decyzją. Nic bardziej mylnego, bo nie istniejesz żaden Ty, do którego przypisana jest decyzja. Każdy ZAWSZE robi coś pod wpływem czegoś. I każdy robi co chce, ale Tobie jako rasowemu psychopacie przeszkadza to co robią inni i chciałbyś mieć zapewne nad tym kontrolę, albo chcesz żeby ludzie dostosowali się do Twoich myśli. Typowy symptom, warto go tu wytknąć.


Kontrolować [link widoczny dla zalogowanych] sprawować nad kimś lub nad czymś nadzór. Nikt, ani nic nade mną nie sprawuje żadnego nadzoru. Bełkoczesz jak jakiś sekciarz.

Istnieję „Ja” (tak to na tę chwilę bardzo upraszczając rozumiem) jako odrębna, samodzielna i świadoma siebie osoba, która podejmuje decyzje polegające na dokonywaniu autentycznych wyborów spośród rzeczywistych możliwości. A autentyczny to taki, który jest przeze mnie akceptowany. Mogę powiedzieć na kogo i dlaczego zagłosowałem w wyborach prezydenckich/ do sejmu/senatu. Zagłosowałem, a decyzja jest przypisana mi, zależało to ode mnie, na kogo zagłosuje, bo przecież nie od krasnoludków. Kiedy idę do restauracji to ja decyduję, co wybrać spośród menu, a nie kelner . Oczywiście nasze decyzje nie są „oderwane” od łańcucha przyczynowo-skutkowego, ale to nie znaczy, że wszystko mną kontroluje, że jestem zniewolony itp. Kiedy pisałem, że ludzie wyparci z refleksji stają się bezmyślnymi kozami społecznymi, którymi łatwo kontrolować to nie miałem namyśli wchodzenie w rozważania nad tym czy istnieje realnie ”ja” czy jest złudzeniem powstającym w wyniku połączenia różnych elementów.. Nawiązywałem raczej do tego, o czym pisałem wcześniej w kontekście tematu, że bezrefleksyjnymi ludźmi łatwiej się manipuluje, że obecny system sprzyja produkowaniu bezmyślnych robotów nastawionych na konsumpcje, posiadanie, na wyścig szczurów. Człowiek bezrefleksyjny nie zastanawia się nad działaniem takich mechanizmów przez, co człowiek staje się takim bezmyślnym robocikiem w społeczeństwie. Ludzie, którzy zdają sobie z tego wszystkiego sprawę nie dają się łatwo manipulować i otumaniać. O żaden spór filozoficznego determinizmu, istnienia „ja” nie poruszałem w swojej pierwszej wypowiedzi w tym wątku, od którego zacząłem.

Jedyne co wytknąłeś to swoją głupotę, bo nie jestem psychopatą i nad nikim kontroli mieć nie chce. Jest to tylko twój nieudowodniony bełkot i ujadanie frustrata pokrzywdzonego przez życie.

Cytat:
Głębokie przemyślenia o świecie często niszczą sens i szczęście. Tylko niektórym to pomaga, lub niektórzy wolą tak myśleć pomimo tego, że to szkodzi szczęściu.


A kiedy zaczynają się głębokie, a kiedy jeszcze są niegłębokie i kto o tym decyduje ? Niektórym ? Przeprowadzałeś jakieś badania statystyczne ? Opierasz się na jakiś badaniach statystycznych ?

Cytat:
Zrozumiałem, że bełkoczesz:


Czyli nic nie zrozumiałeś skoro tak piszesz.

Cytat:
Przedstawiłeś przedtem dychotomię - ludzie, którzy nie myślą zajmują się graniem w gry, lub czym innym co Błażej uznał za głupie, a ludzie myślący myślą cały czas o sensie życia i filozofii. Oczywiście jak to u teisty taka dychotomia jest całkowicie oderwana od rzeczywistości, więc to wytknąłem. I nie migaj się.


Nie, nie przedstawiłem takiej dychotomii. To twoje wypaczone rozumowanie cię przywiodło do takiego wniosku. Pisałem o ludziach, którzy nie dążą do zrozumienia siebie (np. własne poczucie wartości), swojej natury, osobowości, jakie zasady postępowania akceptują, nie rozumieją swoich reakcji na różne sytuacje, pozostają w dziecięcym rozumowaniu o rzeczach dobrych i złych, nie wiedzą do czego dążą, idą na oślep w życiu stają się bezmyślnymi robotami nastawionymi na konsumpcje, posiadanie, wyścig szczurów. Stają się bezmyślnymi kozami społecznymi. A po drugiej stronie są osoby, które wychodzą z tego „uśpienia” i są zdolni do refleksji nad sobą i otaczającym ich otoczeniem/światem i tego się nie leczy, ani to nie jest zaburzeniem, co sugerowałeś wcześniej. Takie podejście nakreśliłem już w pierwszej mojej wypowiedzi w tym temacie (Wysłany: Śro 0:55, 23 Mar 2016). I znów nic mi nie wytknąłeś. Pokazałeś tylko swoją ignorancję i płytkość rozumowania. Wyrwałeś zdanie o grze w komórce z kontekstu zamiast czytać w kontekście całej mojej wypowiedzi, a potem czytasz własną bajkę i próbujesz mi przypisać swoje głupie, wykoślawione rozumowanie.

Cytat:
No i troll nie odnosząc się stwierdza sobie autorytarnie. Sprawdzam o co chodziło:


Trolle nie istnieją są to postacie fikcyjne, za to istnieją samotnicy.

Cytat:
Czyli na moje twarde argumenty Błażejek stwierdza sobie autorytarnie, że do niego to nie przemawia. Bez podania argumentów i odniesienia się do moich. I jak tu dyskutować z trollem?


Najpierw upewnij się, że dobrze zrozumiałeś wypowiedź przedmówcy, bo wciąż czytasz swoją bajkę. Poza tym, jakie „twarde argumenty” ? Wcześniej na mój post napisałeś „Nie ma w tym nic złego, że ktoś sobie w coś tam gra, a "zwykła" rzeczywistość też jest grą. Oni sami NIE SĄ bohaterami, ani nawet graczem. My jesteśmy ekranem, na którym doświadczenie się "wyświetla".” I kropka, nie podałeś argumentów na swoje przekonanie „jesteśmy ekranem, na którym doświadczenie się "wyświetla"”. Dlatego ja ci odpisałem, że do mnie taka metafora nie przemawia. Nie podałeś argumentów za swoją wiarą w to przekonanie.

Cytat:
Poza tym wyciąłeś trollu całość:


Ty też samotniku wycinałeś moje zdania z kontekstu i wykoślawiając przez to myśl. Ja tylko na chwilę zrobiłem tak jak ty i już płaczesz.

Cytat:
To Ty mówisz, że jeśli czegoś nie wiesz (bo nie próbujesz zrozumieć tego co wiadomo), to jest tak jak mówisz (personalizm, Bóg osobowy wyznawany przez konkretną sektę).


Zacytuj wypowiedź do, której się odnosisz, a która wskazuje, że popełniam taki błąd: „Nie można powiedzieć, że skoro czegoś nie wiem to X. Jeżeli czegoś nie wiem to nie wiem.”

Cytat:
Nie wiemy czym jest świadomość jako taka, bo nie można tego zmienić. Wiemy jednak, że za model mentalny "ja" odpowiadają konkretne części mózgu i że można tym manipulować. Wiemy, że są przyczyny i skutki i że świat jako taki toczy się swoim torem, a pojedynczy człowiek jest tylko elementem systemu. Obwinianie wrażliwej świadomości za to w jakim mózgu została zamknięta to brak empatii. Nie wiemy czym do końca jest świadomość, ale wiemy czym nie jest. I nie jest to mentalna reprezentacja "ja" ani poczucie bycia "sobą

A Ty ot tak sobie to ignorujesz, bo wiara...


Konkretna moja wypowiedź, która wskazuje, że to ignoruje to ... ? To ty sadzisz byki, bo piszesz „Dosłownie to jesteśmy świadomością jako taką, ale nie wiemy czym ona jest.” A moja odpowiedź to: Nie można powiedzieć, że skoro czegoś nie wiem to X. Jeżeli czegoś nie wiem to nie wiem. Czyli ja tu się przedstawiam jako agnostyk w tej kwestii, a nie ignorant.

Cytat:
Opisałeś tu etykietki i czynności. Nie opisałeś kim jest Błażej, tylko opisałeś JAKI jest w pewnych aspektach, być może mało istotnych


Jeśli, ktoś chce wiedzieć, kim jest Błażej to ja proponuje zawsze praktyczną metodę: Spotkaj się, pogadaj, zakoleguj, wyskocz na piwko, idź na trening ect.. Dopiero w codziennym życiu i przebywaniu z kimś najlepiej można o kimś dowiedzieć się jaki jest. Nie moim celem OD POCZĄTKU tej dyskusji było wchodzenie w tematykę istnienia „ja”. Skupiłem się na innych problemach. A to czy „ja” jest czymś realnym i stałym czy jak pisałeś „nie ma jakiegoś stałego Ciebie.” to ja w tej tematyce filozoficznej zajmuje stanowisko agnostyczne. Czytałem i słuchałem nieco filmów na ten temat, i jak to w takich sprawach bywa zdania są podzielone, a sam temat choć ciekawy to dyskusja w świecie wciąż trwa. Bardzo ciekawe poglądy ma tej sprawie John Searle. Wiem, że w świecie filozofów i neurobiologów dyskusja jest wciąż otwarta, a ja mówię „nie wiem” i z ciekawością przyglądam się różnym stronom w dyskusji.

Cytat:
No właśnie trzeba być pajacem. Kiedy myślisz o człowieku, w którym jest Twoja świadomość, to dla uproszczenia nadajesz mentalne etykietki i one pasują do mentalnej reprezentacji "ja". I trzeba być kompletnym idiotą żeby nie rozumieć, że poza tym myśleniem nie istnieje realne "ja", tzn istnieje to TYLKO jako ten model i tylko wtedy ma to sens i jest spójne. Polecam zainteresowanie się neurobiologią, bo dziś nie da się być filozofem bez tego.


Moja metafora o postaci, która zbiera punkty doświadczenia nie nawiązywała do szeroko dyskutowanego problemu z pojęciem „ja”. Przez nią chciałem coś innego zakomunikować, co wyraźnie zaznaczyłem w ostatnim zdaniu. Nie zrozumiałeś, bo wykoślawiłeś mój punkt widzenia już na samym początku na, co ci delikatnie wyżej zwróciłem uwagę. W temacie o istnieniu „ja” zajmuje stanowisko agnostyczne.

Cytat:
Typowa psychopatyczna zagrywka "nic mi nie udowodnicie". A ja napisałem tylko o moim wrażeniu, więc jasne, że w tym przypadku nie zaprezentuję dowodów.


No i twoje „wrażenia” okazały się błędne (co wyjaśniłem wyżej) i bezpodstawne (brak dowodów).

Cytat:
Nie z takimi psychopatami miałem do czynienia (przypominam o tym, że Błażejek chciał kiedyś moje IP i do tego dochodzi historia z Astrotaurusem i jego danymi). Prawdopodobnie próbujesz bronić personalizmu, bo tylko ta idea jest płaszczyzną dla Twojego narcyzmu typowego dla psychopatii.


czyli tylko psychopaci chcą kogoś IP lub kogoś dane ? I nie liczy się intencja ? Powinieneś się zgłosić do psychoterapeuty, bo twoje rozumowanie przeraża.
Ty głupcze w tym wątku w ogóle mnie filozofia personalizmu nie interesuje, a ściślej od pierwszego mojego postu nie to było moim celem dyskusji, nie na tym koncentrowałem myśl. Mój rozpoczynający post odnosi się do całkiem innego problemu. Już ci się wszystko miesza.

--------------------

Błażej napisał:
Powtarzam, pisałem, ze czasem lubię w ten sposób myśleć o tym świecie. Mnie się to podoba i widzę tu z tego dobre, dla siebie owoce. Tak wiec twoje „droga do zatracenia duchowego.” można potraktować jak ujadanie zaślepionego swoją wizją jedynej rzeczywistości fanatyka.


Cytat:
Bo jesteś psychopatą. I pewnie jeszcze przypisujesz ludziom takie punkty i porównujesz się z nimi? <LOL>, to jak dziecko w piaskownicy "popatrzcie, ja buduje najlepsze zamki, podziwiajcie". Na szczęście żadne punkty nie przyrastają, ani się nie zmniejszają.


Z braku argumentów już ci pozostało tylko puszczanie w obieg pustych pseudo teorii na mój temat.
Nie potrafisz wykazać, „tego zatracenia duchowego”, a moje doświadczenie niezgodne z twoimi pseudo teoriami dają mi osobistą pewność, że łżesz jak zaślepiony swoją wizją jedynej rzeczywistości frustrat.

--------------------------

Cytat:
Tak właśnie traktuję Twoje ujadanie. Teraz tłumaczysz się z słów, że niby tak nie napisałeś, tylko teraz to już jest "czasem"


Nie tłumaczę się, tylko tłumaczę tobie. Ale to jak rozmowa debilem. Odwracasz kota i udajesz, że wiesz lepiej ode mnie, co miałem namyśli.

-----------------------------

Błażej napisał:
W filozofii różnie interpretuje się personalizm. Personalizm w np. interpretacji JP. II nie był ukierunkowany na egoizm ludzki.


Prosiak napisał:
Personalizm = egoizm. Nie da się tego rozdzielić


W interpretacji Jana Pawła II, które rozważania/zdania/słowa/wypowiedzi jasno świadczą o egoizmie ?

----------------------------

Błażej napisał:
Nad codziennym podejmowaniem różnych decyzji o różnej randze wartości.


Prosiak napisał:
No i? Bo nic z tego nie wynika. Jacyś mityczni ludzie rzekomo nie zastanawiają się nad podejmowaniem różnych decyzji o różnej randze wartości i takie tam, "WiAdOmO o Co ChOdzi xD"


Czy ty jesteś upośledzony dokumentnie ? Pytałeś się „nad czym?” to ci odpowiedziałem. Proste pytanie i prosta odpowiedź.

----------------------------------

Cytat:
Myślenie, że inni ludzie nie zastanawiają się nad decyzjami jest zaburzeniem, podobnie jak myślenie, że rozkminianie "sensu" jest każdemu potrzebne. Raczej rozkminianie sensu towarzyszy brakowi sensu, więc często robią to osoby zaburzone. Takie też często interesują się filozofią i psychologią A zrozumienie przynosi świadomość tego, że nie ma mentalnego sensu, a zastanawianie się nad tym umysłem to czynność bezproduktywna na dłuższą metę. Ale osoby żyjące w swoim umyśle i nie potrafiące wyjść z niego (np psychopaci, którzy nie czują emocji, uczuć) myślą, że właśnie tak trzeba i tak jest prawidłowo.


Kiedy w swoim zdaniu użyłem słowa „nad sensem” to użyłem tego jako synonimu dla słowa „nad znaczeniem”. Po raz kolejny wykoślawiłeś moją myśl. To bardzo proste, podam przykład, który już łopatologicznie ci wyjaśni skoro wcześniej nie zrozumiałeś prostych zdań. Przykład: niektórzy nie zastanawiają się nad wyborem studiów, które byłby zgodne z ich zainteresowaniami i potrzebami. Często idą, tam, gdzie najbliżej, dla wygody czy po prostu bo „idzie tam kolega/koleżanka to ja też”. Znam takie przypadki i dlatego pisałem „ludzie potrafią być do tego stopnie bezrefleksyjni, że nawet nie zastanawiają się nad sensem swojego działania, czyli swoich wyborów i postępowania(ich znaczenie i konsekwencje).” – cały czas w kontekście pierwszego postu w tym temacie. A, co ty mi an to odp: „Zastanawianie się nad tym to zaburzenie i to się leczy, ale jest trudne, bo chorobie towarzyszy przekonanie, że ma się rację.” Haha :-D

-----------------------

Błażej napisał:
Ok, Ja też dyskutuję z ludźmi po filozofii, studiujących filozofię i w ogóle głębiej patrzących na świat i raczej nie wyglądają na chodzące nieszczęścia życiowe.


Prosiak napisał:
Bo te osoby często nie utożsamiają się z "ja".


Błażej napisał:
Które osoby ? Znasz ? Rozmawiałeś ? Robiłeś „wywiad psychologiczny” ? Czy tak już wszystkich szufladkujesz jak leci, bo wszystko musi pasować do twojej teorii, ?


Prosiak napisał:
I znów grad bezsensownych pytań. Niczego tu nie szufladkuję żeby pasowało do teorii, więc znów zostałeś przyłapany na próbie manipulacji. Znów marnej.


Nie są bezsensowne. Ja podałem ci kontrargument, że też mam kontakt z ludźmi „głębiej patrzących na świat” i nie mają „deficytów emocjonalnych”, nie są w „depresji”. Ty mi na to, że te osoby „nie utożsamiają się z "ja"” Ale skąd ty to możesz wiedzieć, skoro to ja z nimi rozmawiam/rozmawiałem ? Pytam się: Znasz ? Rozmawiałeś ? Robiłeś „wywiad psychologiczny” ? Czy tak już wszystkich szufladkujesz jak leci, bo wszystko musi pasować do twojej teorii, ?

---------------------------------

Cytat:
Często głębsze przemyślenia są powodowane przez deficyt emocjonalny, depresję lub np przerost mentalnych treści nad emocjami


A moim zdaniem głębsze przemyślenia są powodowane w ogólności ciekawością świata, a nie deficytami emocjonalnymi czy depresją. Myślisz, że wszyscy studenci np. kierunków humanistycznych, gdzie „głębsze przemyślenia” są wskazane i są oznaką kreatywności są skutkiem depresji ? :brawo:

Cytat:
Przeprowadziłeś jakieś badania? A może udowodnisz, że rozmawiałeś? Heh, tylko teraz się nie przyczep, że sam trolluję, bo tylko skopiowałem Twój sposób żeby go na Tobie zastosować demonstracyjnie


Ja nie wymagam od ciebie, abyś udowodnił, że rozmawiałeś. Ty masz udowodnić, że ludzie, z którymi ja rozmawiałem „nie utożsamiają się z "ja””. Bo to twierdzisz.

Cytat:
Dla psychopaty może to i zawód. Nie, nie myślimy podobnie w żadnym aspekcie.


A dla nie psychopaty – zawód/ nie zawód ? (pamiętaj kontekst)

----------------------------

Błażej napisał:
A widzisz, ja tak samo. Typowe obalone dawno ateistyczne „pseudo-argumenty”.


Prosiak napisał:
To dlaczego musisz manipulować żeby odpowiadać? Czemu nie zrobisz tak jak ja i nie użyjesz normalnej argumentacji ?


To samo pytanie zadaje tobie.

-------------------------------

Cytat:
Wiara nie ma sensu, bo z definicji nie odpowiada prawdzie (wtedy stałaby się wiedzą). Czyli sam się tu zaorałeś


Wiara to fundament każdego światopoglądu. Twojego też, wiec nie podcinaj sobie gałęzi na, której siedzisz. Wiara w pewną koncepcje świata i człowieka może być racjonalna czyli oparta na mocnych przesłankach i argumentach (tym samym nie jest wiarą bezpodstawną i naiwną) - czyli wiara rozsądna. Może też być wiara bezpodstawna czyli taka, która po analizie i ocenie jest mało wiarygodna lub wcale - czyli wiara naiwna.

Cytat:
Ciekawe jak obaliłeś ateizm, to jest największy hit tej wypowiedzi


A ciekawe jak obaliłeś teizm.

----------------------------


Błażej napisał:
Mądry człowiek wie, że nie ma nikogo, kto „w nic nie wierzy” bo każdy światopogląd człowieka zawiera jakieś założenia, które przyjmuje się na wiarę. To jest istota światopoglądu, że wychodzi się od pewnych założeń początkowych przyjmowanych bez dowodu.


Prosiak napisał:
Tak myśli psychopata, który nie ma w umyśle trybu, który zakłada brak wiary. A brak wiary jest tylko stwierdzeniem "nie wierzę w X" podczas gdy ktoś przedstawia X bez dowodów i argumentów (przedstawia je jako ad ignorantiam). Czasem psychopata podaje argumenty na X, ale są to tylko czysto mentalne, obdarte z realnego uczuciowego sensu głupoty, które mają na celu odwrócić czyjeś pojmowanie dobra i zła.


Podaj choć jedną pracę jakiegoś psychologa o dużym autorytecie i zaufaniu w środowisku psychologów, który potwierdziłby „Tak myśli psychopata, który nie ma w umyśle trybu, który zakłada brak wiary.”

Każdy żyje w oparciu o jakiś światopogląd. W twoim światopoglądzie zawiera się zapewne „nie wierzę w jakieś x”, dlatego, że wierzysz w „jakieś inne xyz”. I tak jak pisałem, a do czego się nie odniosłeś, istotą KAŻDEGO światopoglądu jest to, że wychodzi się od pewnych założeń początkowych przyjmowanych bez dowodu. To już obala twoje „Ja nie wierzę w nic.”

--------------------------


Cytat:
Ja nie wierzę w nic. Są pewne hipotezy, które oceniam jako bardziej prawdopodobne, a są takie, które oceniam jako mniej prawdopodobne. Wiara jest zatarciem tej granicy i spłyceniem własnej oceny.


Nie jest tak, że nie wierzysz w nic. W, co wierzy Prosiak ? W świat taki jaki występuje w poglądach Prosiaka.
----------------------------------------------

Cytat:
Hmm no to zobaczmy:


Ok. Zobaczymy. A było tak:

Prosiak napisał:
Tak, ale widzę, że dalej mylisz moralność z czymś innym (np z miłosierdziem).


Błażej napisał:
To, źle widzisz. Nie miałem namyśli moralności tylko naturę mechanizmu ewolucyjnego, która stanowi podstawę, dla rozwoju moralności. Dlatego dalsze twoje akrobacje są kulą w płot, bo widocznie mnie nie zrozumiałeś.
– już w tej wypowiedzi masz wyjaśnienie.” Bo wcześniej pisałem: „Mechanizm ewolucji nie zna pojęcia miłosierdzia”. Więc nie chodziło mi z tym „miłosierdziem” o moralność tylko nawiązywałem do mechanizmu ewolucji. Potem napisałeś:

Prosiak napisał:
To skoro nie miałeś na myśli moralności to trzeba było napisać o tym co masz na myśli zamiast pisać o moralności.


Błażej napisał:
Ja napisałem, co miałem namyśli. To ty nie umiesz czytać. I okazało się, że nie umiesz czytać.


Prosiak napisał:
A odpowiadałeś na: Moralność to mechanizm ewolucyjny dający spójność grupie, ale też nieraz obraca się to przeciw ludziom i spójności


Nie, odpowiadałem na: „Tak, ale widzę, że dalej mylisz moralność z czymś innym (np z miłosierdziem).” Nie myliłem moralności z miłosierdziem.

------------------

Cytat:
Więc już nie pisz bzdur.


W tym przykładzie się totalnie skompromitowałeś.

--------------------

Prosiak napisał:
Nic nie spłyca. Mylisz pewnie moralność np z etyką i uczuciami, a także sumieniem.


Błażej napisał:
Spłyca. Nic nie mylę.


Błażej napisał:
Nie spłyca. Twoje subiektywne, arbitralne opinie bez argumentów mnie nie obchodzą.


To ty pustaku masz wykazać argumenty, że ja mylę, a nie ja, że nie mylę. Bo zamiast arg. napisałeś „Mylisz pewnie” – to ma być argument ? ------------------------------

Cytat:
Co niby jest pustosłowiem? Nie muszę wszystkiego dowodzić, tylko dlatego, że Ty tak napisałeś. Ja podawałem argumenty na to, że religia prowadzi do wypierania się własnej natury, np. poprzez zewnętrzną moralność absolutną i wiarę w personalizm.


Masz dowodzić tezy jakie stawiasz na mój temat. A pisałeś, że straciłem „kontakt ze swoją prawdziwą naturą i żyje w trybie krytycznego rodzica”. Jeśli jest tak jak piszesz to powinienem stracić kontakt ze swoją prawdziwą naturą i żyć w trybie o jakim pisałeś. Nic takiego nie zachodzi, a więc w twoich rozważaniach coś zawodzi.

Cytat:
Przed niczym nie uciekam, tylko wprowadzasz tu urojone gdybania, a teraz dostarczasz kolejnego dowodu na to, że jesteś psychopatą.


A, gdzie wykazałeś, że są urojone ? Bo ty tak piszesz ?

Cytat:
A co jeśli doprowadzisz się do takiego stanu w swoim życiu, że robiąc komuś krzywdę, albo co gorsze zabijając kogoś będziesz miał usprawiedliwienie moralne, że robisz dobrze? Pewnie uciekasz przed tym gdybaniem, które jest logiczną możliwością, co? Tylko, że logiczna możliwość nie jest argumentem w tego typu dyskusji, bo logiczna możliwość jest też taka, że możesz stać się gwałcicielem, albo islamskim terrorystą. Teoretycznie Twój mózg może zwariować od czynnika zewnętrznego niezależnego od Ciebie (np. uderzenie w głowę) i możesz stać się wtórnym psychopatą. Precz z takim gdybaniem z trzepaka


Ty pustaku, przecież powołujesz się w tym temacie na sumienie, a nie ja. Nie powołuje się też w tym temacie na żadne „usprawiedliwienie moralne”. A nawet jeślibym się powoływał to światopogląd teisty nie opiera się na relatywizmie moralnym więc odwrócenie tego argumentu w moją stronę pokazuje, że brak ci argumentów. . Ciągle uciekasz od niewygodnych pytań i przyklejasz etykietkę „niskie sztuczki”, a gdzie wykazałeś, że to niska sztuczka ? Piszesz tak żeby uciec od problemu. Moje pytanie jest wciąż w mocy, a twoje akrobacje erystyczne pokazują, że nie potrafisz mu sprostać.

Cytat:
Tego typu pytanie mógłbym Ci zadać, ale to oczywista manipulacja. Ty sięgasz się do tak niskich sztuczek, co tylko pokazuje jak bezsilny jesteś w tej dyskusji.


Nie możesz zadać, bo nigdzie w tym temacie nie powołuje się na „usprawiedliwienie moralne”. Natomiast to ty powołujesz się na sumienie i pierwsze lepsze pytanie i postawiony problem wgniata cię w ziemie i pozostaje ci tylko bezpodstawnie (nie wykazując, ze tak jest) zarzucać mi „oczywistą manipulacje”. Ale powtarzanie, w kółko, że coś jest manipulacją nie sprawia, że jest tak jak chciałbyś. Niestety, historia zna wiele osób, którzy jak to się mówi „zeszli na złą drogę”. Ty nie jesteś żadnym „nadczłowiekiem”, poruszasz się jak każdy w układzie sił, które działają na nas i nie zawsze są one korzystne. Wiec to nie „gdybanie” ani „oczywista manipulacja” tylko logiczna możliwość. I próbujesz tak wykoślawić sytuacje, żeby uciec od problemu.


Cytat:
Gdzie tu jest sprzeczność i gdzie manipulacja? Kolejny raz odpisujesz na szybko bez zastanowienia się. Sumienie to nie pusty termin, no ale dla psychopaty może i pusty. Może dla psychopaty sumienie może istnieć tylko jako mentalny model - wtedy psychopata rozumie model sumienia i może o nim mówić. I to nic, że nie rozumie, ale może to odnieść np do modelu moralności, np jakiegoś konkretnego systemu, np chrześcijaństwa.


Przecież nie napisałem, że zachodzi „sprzeczność” czy „manipulacja”. Co ty znowu czytasz ? Chodzi o to, że według paradygmatu ateistycznego jesteśmy maszynami biologicznymi sterowanymi przez geny i środowisko. DNA-jak mówi Dawkins- ani o niczym nie wie, ani o nic nie dba, po prostu istnieje, a my musimy tańczyć, jak nam zagra. Skoro wszyscy „tańczymy” w rytm naszego DNA i presji środowiska to, gdzie tu miejsce na jakieś sumienie ? To tylko iluzja.

Cytat:
Ja natomiast mówię o "wewnętrznym kompasie" od genów i wychowania, który w zasadzie jest miksem różnych czynników. Reakcje biochemiczne i dobór naturalny to nie jest na pewno wszystko do czego sprowadza się ateizm. Tak postrzegają go tylko kmioty z dwoma zwojami mózgowymi i dwucyfrowym IQ.


No i, co z tego, że ty nazwiesz to „wewnętrznym kompasem” ? Cały czas powołujesz się na subiektywny i zawodny „wewnętrzny kompas”. W świecie jest kilkanaście miliardów takich „wewnętrznych kompasów” :
1.który kompas ma rozstrzygać w dylematach etycznych/moralnych/ sytuacjach konfliktowych ? 2.Który wewnętrzny kompas ma rozsądzić pomiędzy różnymi sprzecznymi ocenami ?
3.A, co jeśli „wewnętrzny kompas” się popsuje i nawet tego nie zauważysz ? No, bo jak miałbyś to zauważyć, skoro to twoja ostateczna instancja w kierowaniu swoim życiem.
4.Co ma kształtować poprawnie twój wewnętrzny kompas ?
5.Według jakich kryteriów oceniasz czy twój kompas dobrze wskazuje ?

Odpowiedz !

Cytat:
Tylko odnosząc się do reala, do uczuć i uwzględniając też myślenie możemy myśleć o tym co jest moralne w danej sytuacji. Inaczej nie ma sensu. I to właśnie ateista ma się do czego odnieść - do własnych przeżyć, do innych, do empatii, do logiki i skutków, do przyczyn itd.



Czyli podstawą, dla moralności mają być uczucia, myślenie, własnych przeżyć, empatii, logiki, skutków, przyczyn ? Ale czyje uczucia ? czyje myślenie? Czyje przeżycia ? czyja empatia, logika ? Które skutki i przyczyny ? Wszystko na co, się powołujesz osadzone jest w zestawie ściśle określonych wierzeń ludzkich, które nie są bynajmniej podzielane przez wszystkich jednakowo. Totalny chaos, na którym nie da się zbudować moralności, w takim świecie mamy kilkanaście miliardów bogów, jak myśleć w takim gąszczu o tym, co jest moralne w danej sytuacji ?

Na jakiej podstawie stwierdzasz kategorycznie, że tylko odnosząc się do reala (a kto ma rozsądzić co jest „realem”, a co nie?), uczuć ect. można myśleć o tym, co jest moralne, dla danej sytuacji ? Uzasadnij, dlaczego takie podejście miałoby być słuszne.

Cytat:
Inaczej nie ma sensu


A, dlaczego twoje ma sens ?

Cytat:
Porównujesz sumienie do wątroby wytwarzającej żółć? No cóż, ewidentnie masz coś z głową, szczególnie skoro nie widzisz wartości etycznej w sumieniu. To tak jakbyś nie widział wartości jazdy samochodu, bo silnik pracuje i koła się kręcą


Wchodzę w ateistyczny paradygmat i z tego punktu porównuje. Nie ze swojego teistycznego paradygmatu. Ty się powołujesz w tym wątku an sumienie więc rozprawiamy z paradygmatu ateistycznego. Przecież według ateizmu jesteśmy tylko nieco bardziej rozwiniętymi zwierzętami sterowanymi hormonami, genami i uciskiem społecznym, robimy jak nam biologia podyktuje. Jaką wartość ma tu sumienie, kto nadaje tę wartość ? Taka wartość to iluzja. To, co odczuwasz, dzięki sumieniu to tylko neurologicznie uwarunkowane reakcje na określone bodźce. Tak samo wydaje nam się, że jest jakiś sens, piękno, miłość.. to tylko reakcje biochemiczne i sprytne narzędzie ewolucji, służące przetrwaniu.

Cytat:
Tymczasem ja, ani nikt inny nie decyduje o wartości etycznej. Natomiast dowolny system etyczny wprowadzony sobie przez kogoś a priori może być a priori odrzucony. Moralność nie może opierać się tylko na aksjomatach i jakichś tam stwierdzeniach kogoś tam.



Pisałeś: „w moralności nie ma żadnej wartości etycznej, poza osobą, która doszła sama do danej moralności.” A jaka jest wartość etyczna w moralności osoby, która sama do niej doszła skoro piszesz, że „ja, ani nikt inny nie decyduje o wartości etycznej.” Wyjaśnij.

--------------------------

Błażej napisał:
Twoje odwracanie uwagi debilnym pytaniem (które słowa wskazują, że podważam istnienie sumienia ?) na nic ci się zda, więc nie manipuluj. Podważam twoje powoływanie się na sumienie, bo pisałeś: „Przeciwieństwem takiego życia jest kierowanie się wewnętrznym sumieniem, któremu nie można niczego narzucić mówiąc, że coś jest dobre, a coś złe. Człowiek sam czuje, myśli, ocenia i wybiera, choć de facto robi to jego mózg, który lepiej działa kiedy ma swobodę.” Ale powoływanie na sumienie nic ci nie da bo jak pisałem wcześniej sumienie można zagłuszyć, oszukać, mieć skrzywione, poza tym, które sumienie ma rozsądzić, jak zajdą dwa odmienne wyroki na temat jakiejś sytuacji ? Które sumienie w takiej sytuacji ma być lepsze, które lepiej czuje, myśli, ocenia i wybiera ?


Prosiak napisał:
Wprowadzasz tu jakieś idiotyczne zagmatwanie, a sprawa jest prosta. Pytając o to które sumienie ma być lepsze negujesz sumienie jako takie. Wprowadzasz jakieś rzekome inne sumienia, tak jakbyś chciał zanegować sumienie. O w tym zdaniu: "Które sumienie w takiej sytuacji ma być lepsze, które lepiej czuje, myśli, ocenia i wybiera ?".


Co to jest „sumienie jako takie”? Ile ludzi tyle różnie „działających” sumień. Pisałeś: „Człowiek sam czuje, myśli, ocenia i wybiera”. Ale ludzie różnie czują, myślą i oceniają. To ty gmatwasz sprawę, bo próbujesz wprowadzić jakieś jedno UNIWERSALNE rozumienie/działanie sumienia.

---------------------------

Błażej napisał:
sumienie można zagłuszyć


Prosiak napisał:
No i co z tego?


To z tego, że sumienie jest niepewnym źródłem kierowania się i podchodzenia indywidualnie w życiu do sytuacji oraz w zbliżaniu się do swojej prawdziwej natury. Tak więc powoływanie się przez ciebie na sumienie budzi wiele kontrowersji i niewygodnych problemów.

----------------------------

Błażej napisał:
oszukać


Prosiak napisał:
Ktoś może je oszukać, np psychopata. Mojego jednak nie oszuka.


Według jakich kryteriów oceniasz czy twoje sumienie nie jest oszukane ? Czy sam go nie oszukujesz ?

--------------------

Błażej napisał:
mieć skrzywione


Prosiak napisał:
Ta? I kto ocenia jakie jest skrzywione, a jakie prawidłowe? Sumienie nie jest wartością stałą i absolutną. Twoje pytania nie mają wartości merytorycznej w tym temacie.


To ty powołujesz się na sumienie w tym temacie. A ja ci pokazuje, że jest ono niepewnym źródłem. A z paradygmatu ateistycznego nawet nie ma, kto ocenić kiedy jest prawidłowe, a kiedy skrzywione. Totalny chaos.

--------------------

Cytat:
Pytasz które sumienie ma być lepsze... lepsze od czego? Czemu miałyby być jakieś inne sumienia? Bez sensu. Znów zajmujesz się mentalnym pojęciem bez zrozumienia jego istoty.


Ile ludzi tyle ludzkich sumień. Sumienie jako najwyższe i ostateczne źródło zasad słusznego postępowania nie może być traktowane jako w pełni wiarygodne źródło naszych przekonań o tym, co powinniśmy czynić. Ludzie kierujący się głosem swojego sumienia też czynią zło i historia pokazuje, że czynili. „Lepsze”( które lepiej czuje, myśli, ocenia i wybiera ?) gdy trzeba rozsądzić, które sumienie ma rację, gdy zajdą dwa odmienne wyroki w problematycznej sprawie. Sumienie może różnie funkcjonować u różnych osób więc i podejścia bezpośrednich osób mogą być różne. Nie ja gmatwa tylko ty nie zdajesz sobie sprawy z etycznych konfliktów, o których dyskutuje się w filozofii od wieków.

Hitlerowi też jego indywidualne sumienie nakazywało postępowanie mające na celu eksterminację Żydów uważał, że to było jego powinnością.
Oglądałeś film „urodzeni mordercy” ?Jeśli ateizm ma rację i jesteśmy tylko nieco bardziej rozwiniętymi zwierzętami sterowanymi hormonami, genami i uciskiem społecznym, robimy jak nam biologia podyktuje to cośtam gwałci, morderca ma naturalne predyspozycje do zabijania i też kierują się swoją naturą. Nie mamy prawa ich karać tak jak nie karze się wilka, że zabija owce (też taka jego natura).
Przy naświetleniu tych wszystkich spraw z ateistycznego punktu widzenia rodzi się poważna wątpliwość żeby to sumieniu przypisywać nadrzędny autorytet.

Pozwolę sobie zacytować fragment eseju Krzysztofa Saja (Adiunkt w Zakładzie etyki Instytutu Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego.)

Problemy teorii sumienia. Fenomen wyrzutów sumienia oraz intuicyjnego i bezpośredniego nabywania przekonań moralnych jest powszechnym doświadczeniem ludzi. Choć, jak wskazuje historia etyki, niejednokrotnie starano się je wyjaśnić poprzez koncepcję sumienia, zdecydowana większość współczesnych filozoficznych oraz psychologicznych analiz moralności obywa się bez tego pojęcia. Uzasadnia się to jego niewielką wartością eksplanacyjną z powodu zbytniej jego złożoności oraz przesądzaniu ważnych, a kontrowersyjnych, założeń natury metaetycznej. Pojęcie sumienia jako jednolitego modułu poznawczo-motywacyjnego, będącego elementem ludzkiej psychiki, scala bowiem moralne intuicje podmiotu, jego opinie, uczucia, emocje, zinternalizowane normy społeczne oraz specyficzne, nierzadko odrzucane, założenia dotyczące charakteru poznania moralnego (intuicja) czy przedmiotów tego poznania (obiektywne wartości, prawa, fakty moralne). Oprócz zbyt złożonej natury sumienia, istnieje również wiele innych obiekcji przeciwko traktowaniu sumienia jako autorytatywnego i reliabilnego narzędzia poznania moralnego dobra lub zła, które podważają przekonanie, iż sumienie jest wystarczające w podejmowaniu decyzji moralnych. Wskazuje się, iż różni ludzie, tak członkowie jednego, jak i odmiennych społeczności, radykalnie różnią się wyrażanych sądach sumienia tak dotyczących szczegółowych kwestii jak i obowiązywania ogólnych norm. W konsekwencji powoływanie się na sumienie nie umożliwia rozstrzygnięcia wielu nowych, skomplikowanych, czy ważnych, a kontrowersyjnych problemów moralnych. Sądy sumienia wydają się jedynie niekontrowersyjne w typowych i prostych przypadkach. Sporne jest również wartościowanie rodzajów sumienia np. na szerokie, wąskie, pewne, niepewne, trafne, nietrafne, skupulanckie, pokonalnie czy niepokonalnie błędne. Przeciwnicy koncepcji sumienia jako poznania argumentują, iż zakładana tu analogia między poznaniem moralnym a poznaniem percepcyjnym, między wadami oczu a wadami sumienia, nie jest trafna. Jeśli w przypadku oczu znamy naturalne mechanizmy powodujące jego słabości (np. zaćma) i okoliczności zaburzające trafne spostrzeganie (np. półmrok) oraz dysponujemy rzetelnymi podstawami, aby wierzyć w realne istnienie postrzeganych rzeczy, w wypadku sumienia jako „oka moralnego” postulować musimy dziwaczną z naukowej perspektywy intuicję moralną oraz nieznane nauce empirycznej, pozanaturalne moralne fakty czy obiektywne wartości, które oko to odbiera. Nie potrafimy bezspornie rozstrzygnąć również tego, kiedy sumienie jest wadliwe, a kiedy funkcjonuje poprawnie, ani tego, w świetle jakich ogólnych zasad i norm powinno wydawać swe oceny. Twierdzi się również, iż skoro sumienie wymaga uformowania, dlaczego nie zredukować go do treści i dyspozycji wynikłych z wychowania. Po co postulować istnienie niezależnej sprawności poznawczej, jeśli wyniki jej działania w olbrzymiej mierze zależne są od zinternalizowanych norm i przekonań?

Wytłuszczenie moje.

[link widoczny dla zalogowanych]

Cytat:
Mamy tu zarazem:
- unikanie konkretnej odpowiedzi (udawanie "wiem, ale nie powiem, jestem lepszy, ale nie muszę pisać niczego co by to potwierdzało)
- udawanie kompetencji (że niby znasz jakichś zachodnich autorów)
- udawanie, że Twoje stanowisko podzielają jakieś autorytety
- zlekceważenie rozmówcy i pozorowanie swojej wyższości ("nie wiem czy chce mi się ciebie edukować")

Tyle manipulacji w jednym małym zdaniu...


Nic nie udaje. Naprawdę jesteś do tyłu. Zaznajom się z treści takich autorów jak: Philip Stuart Kitcher (born 20 February 1947) is an American philosophy professor who specialises in the philosophy of science, the philosophy of biology, the philosophy of mathematics, the philosophy of literature, and, more recently, pragmatism.; Hilary Ann Rose (born 1935) is a British sociologist specializing in sociology of science and social policy from a feminist perspective; Steven Peter Russell Rose (born 4 July 1938)[1] is emeritus Professor of Biology and Neurobiology at the Open University and Gresham College, London.; John A. Dupré (born 1952) is a professional philosopher of science. He is the director of the ESRC Centre for Genomics in Society and professor of philosophy at the University of Exeter.

Źródło wikipedia.

Tyle arogancji i ignorancji w kilku myślnikach.


Cytat:
Ano tak, że próbujesz zrobić z ewolucji antymoralną, a ona nie jest ani moralna, ani niemoralna, tylko amoralna (moralność nie jest kategorią wg której można to rozpatrywać, ale już rozpatrując moralność i etykę dotykamy jakiejś części natury, a konkretnie mechanizmu spajającego homo sapiens).



Nie próbuje robić tego, co próbujesz mi tu wcisnąć. W niejednej już dyskusji potwierdzałem amoralność natury. I w tym wątku jest tak samo. I z tej perspektywy wychodzę ze swoją argumentacją.

Cytat:
I kolejna manipulacja:


Żadnej manipulacji nie ma. Jaka tam zachodzi manipulacja ? Zacytowałeś dwie moje wypowiedzi i jedną swoją, podkreśliłeś jedno słowo i nazwałeś to manipulacją… zapomniałeś dodać uzasadnienia. Spojrzyj kontekstowo na to zdanie.

Dobór naturalny, selekcja naturalna, zaproponowany przez Darwina mechanizm ewolucji organizmów, polegający na przeżywaniu w toku walki o byt organizmów najlepiej przystosowanych do danych warunków środowiska.
[link widoczny dla zalogowanych]

Cytat:
Mamy tu klasyczne dla psychopatów wyjęcie JEDNEGO czynnika i zrobienie z tego tezy. Np istnieje przemoc i dominacja, więc psychopata mówi "natura OPARTA jest na przemocy i dominacji". A potem próbujesz kłamać wciskając mi rzekome zagrywki semantyczne, żeby odwrócić fakt, że Ty tak robisz.

A w naturze występuje zarówno przemoc, jak i zachowania altruistyczne, a także egoistyczne, które służą innym - np pomoc za pomoc, pomoc żeby poczuć się lepiej itd.


Alfred Tennyson zauważył, że „natura jest krwawa w zębach i szponach” [A. Tennyson, In Memoriam A.H.H.,[w:] A.L Tennyson, Selected Poems, pieśń 56, s. 135.

To, że natura i w ogóle świat zwierzęcy oparty jest na drapieżnictwie, śmierci, bólu i przede wszystkim przemocy silniejszych wobec słabszych to zdecydowana podstawa, którą obserwujemy w naturze, i jest to też podstawą dla mojego argumentu, a zwrócenie uwagi na zachowania, które nazywamy altruistycznymi nie ma większego znaczenia, dla mojego argumentu. Wszystkie te zjawiska są naturalne, a natura jest amoralna (a co do tego zgadzamy się oby dwoje).

Cytat:
Zakładasz, że natura to przemoc i do tego dogmatu dostosowujesz dalsze pisanie. Ten fragment to same manipulacje. Po pierwsze pomagamy innym, bo czujemy empatię (mechanizm ewolucyjny). Nie jest tak jak chcesz wmówić, że ewolucja to tylko walka o dominację i zły świat. Takiego strawmana wygodnie Ci zrobić, bo wtedy psychopato możesz nie zgodzić się ze strawmanem żeby Twoje wypociny miały pozór sensowności. Tak jednak nie jest, bo błąd popełniasz już na starcie. Pomagamy innym także dlatego, że sami możemy znaleźć się w takiej sytuacji i chcemy mieć gwarancję, że wtedy nam pomogą. Skutecznym rozwiązaniem jest więc bycie dobrym dla innych, oczekiwanie dobra od innych. Chorzy, którzy mogą zarazić innych to często byli także ci nieleczeni i bez leczenia chorób było więcej. A dziś mamy izolatki. Śmierć słabszych jednostek wcale nie jest korzystna dla ewolucji, bo jak wiemy te jednostki są potrzebne w społeczeństwie. Być może sami "silni" nie stworzyliby dobrej kultury i cywilizacji, poza tym ludzie mają różne aspekty, np chory Hawking jest dla społeczeństwa bardziej wartościowy niż zdrowy byczek ćwiczący na siłowni żeby pochwalić się na fejsie mięśniami.



Nic nie zakładam z powietrza. Widzimy, że w naturze jest drapieżnictwo, śmierć, ból i przede wszystkim przemoc silniejszych wobec słabszych i oczywiście zachowania altruistyczne (skoro już na nie wskazałeś). Wszystkie te zjawiska są zupełnie NATURALNE. Ponad to w przyrodzie nie ma rzeczy zakazanych wszystko jest naturalne, a natura jest amoralna. Zdarza się że zwierzęta mają jakieś –po naszemu- zachowania społeczne. Na przykład samice matkują osieroconym młodym. Ale jeśli by tego nie robiły nazwalibyśmy to złem? Nie. Natomiast jeśliby jakiś człowiek przeszedł obojętnie obok dziecka np. na ulicy potrzebującego pomocy jak najbardziej uznajemy., że jest to okrutne, coś wstrętnego i wierzymy, że zawsze jest to złe. Ale, dlaczego miałoby być to coś złego ? Dlaczego złem miałoby być coś , co jest naturalne dla całej reszty świata zwierząt ? Wg. ateistów jesteśmy tylko nieco bardziej rozwiniętymi zwierzętami. I nie poruszam tutaj kwestii, dlaczego pomagamy, jasne, że pomoc potrzebującym to nasz naturalny odruch, a dlaczego miałoby to być jakimś wyznacznikiem dobra ? istnienie empatii nie implikuje tego, że trzeba wszystkim pomagać i że jeśli nie pomożemy to jest to coś obrzydliwego i złego. Możesz mieć naturalną empatię w stosunku do ludzi ze swojej grupy społecznej, a innych spoza tej grupy traktować jak bydło czy kogoś gorszego. Powołujesz się na to, że pomaganie leży w najlepszym interesie społeczeństwa, bo to przynosi korzyści, ale jeśli jakieś społeczeństwo/państwo dojdzie do wniosku, że dużo korzystniejsze będzie zarzucenie pomocy ubogim i potrzebującym w imię „przetrwania najlepiej przystosowanych”, to któż im zabroni tak postąpić ? W naturze przecież, niektórzy zawsze będą tylko środkiem do celu, skazanym na śmierć, aby inni mogli żyć. Nie ma nic złego w deptaniu słabych przez silnych, nie ma nic złego w niepomaganiu ludziom chorym, umierającym, z punktu widzenia ewolucji, co najwyżej może to być czasem niekorzystne, ale o tym, co korzystne różne grupy mogą inaczej stanowić, bo nie ma jakiegoś powszechnego konsensusu, co znaczy „korzystne”. Tak jak pisałem czasem nasza „pomoc” nie działa na korzyść przetrwania gatunku o czym pisałem wcześniej.

Cytat:
Być może sami "silni" nie stworzyliby dobrej kultury i cywilizacji, poza tym ludzie mają różne aspekty, np chory Hawking jest dla społeczeństwa bardziej wartościowy niż zdrowy byczek ćwiczący na siłowni żeby pochwalić się na fejsie mięśniami.



Zdrowy wysportowany „byczek” może przysłużyć się w szeroko rozumianych służbach bezpieczeństwa, w ratownictwie itp.. A Hawking, to co najwyżej zaspokaja ciekawość ludzką odnośnie pewnych aspektów wszechświata, ewolucyjnie zbędne i wcale niekoniecznie takie ważne. Tak wiec przykład słaby.

Cytat:
Która to teza jest niby nieprzekonująca?


Ta: „Problemy w relacjach wynikają z różnych rzeczy, ale personalizm jest jedną z nich i to obserwuję u ludzi”. Sama taka obserwacja to nic przekonującego. Ludzie różne rzeczy obserwują i różnie gadają, ty tu teraz niczym się nie wyróżniasz na rzecz swojej tezy.

Cytat:
Tak, ale Ty z tym wyjeżdżasz próbując przerobić czyjąś obserwację na brak dowodu wg prawdy absolutnej (gdzie nikt nie ma dowodu). Może mówmy o argumentach, a nie o dowodach na 100%, które to służą Ci do manipulacji kiedy nie masz co napisać.


A teraz zacytuj mnie, gdzie ja cię proszę o „dowód na 100%”. Gdzie ja napisałem, że wymagam takiego rozumienia dowodu ?

Cytat:
No nie próbuję wprowadzać takiej nadrzędnej zasady. Negacja Twojego pierdzenia nie jest wcale wstawianiem w to miejsce swojego pierdzenia jako zasadę absolutną. Bo ja nie piszę w ogóle tu o zasadach, tylko o indywidualnym podejściu, no ale nie rozumiesz...


Jeśli nie odnosi się to do wszystkich ludzi to, kogo obchodzi twoje indywidualne podejście ? Zachowaj je, dla siebie. Ktoś może nie wierzyć tak jak ty w przekonanie, że „że należy podchodzić osobno do każdej sytuacji.”. Poza tym przypomnij sobie od czego zacząłeś, pisałeś: „z wartościami - wynika to z tego, że próbuje się stworzyć spójne wartości, podczas gdy każda sytuacja wymaga osobnego podejścia”. Czyli ty przekonujesz, że twoje przekonanie obejmuje sytuacje wszystkich ludzi. Traktujesz tą zasadę uniwersalnie. Dlaczego twoje podejście miałoby być miarą wszystkiego ?

Cytat:
Złem jest ból zęba. Idąc do dentysty godzisz się na chwilowo większy ból po to żeby potem nie było bólu. Czyli brak bólu w tym przypadku jest dobrem. W przypadku narkotyków - dobrem jest haj, a złem zjazd i konsekwencje ćpania. Mamy więc decyzję A gdzie ćpanie zawiera ileś dobra i ileś zła (więcej zła) i decyzję B, która oznacza niećpanie (mniej korzyści), ale daje więcej korzyści dzięki uniknięciu skutków ćpania. Można podawać dychotomiczne przykłady, ale życie składa się z większości różnych odcieni kolorów, a nie tylko czarnego i białego jak np w przypadku ćpania.


Czy według ciebie naprawdę dziecięce rozróżnianie dobra i zła jest na tym samym poziomie, co dorosłego ? Twoje postrzeganie dobra/zła od czasu jak srałeś w pieluchy nic się nie zmieniło/ zero rozwoju ? Tobie najwidoczniej pozostało myślenie z dzieciństwa o rzeczach dobrych i złych. Dziecko postrzega wizytę jako coś złego i nieprzyjaznego bo kojarzy na zasadzie (dobre to jest to, co jest przyjemne, a złe jest to, co jest nieprzyjemne), dziecko później uczy się, że nie zawsze tak jest, ale widocznie nie wszyscy. Ja wiem, że nie zawsze to, co nieprzyjemne jest złe, bo np. wizyta u dentysty prowadzi do dobra, dla mnie i o tym pisałem wcześniej.

Na jakiej podstawie stwierdzasz, że haj jest dobrem ? Jakie tu jest dobro i co ono oznacza ? Haj jest przyjemnością, a ta przyjemności w ostatecznym rozrachunku jest zła bo niszczy jednostkę. Chodzi o sam proces dziecięcego kojarzenia zasadzie (dobre to jest to, co jest przyjemne, a złe jest to, co jest nieprzyjemne). Są sytuacje pokazujące, że takie myślenie jest infantylne.

Cytat:
Kolejna bezsensowna skrajność. Dziecko może jeść normalne obiadki i czasem fast foody i czipsy. Zdrowe jedzenie jest zazwyczaj mniej smaczne od niezdrowego, więc często stajemy przed dylematem smak czy zdrowie. Ale ostatecznie zdrowie nie jest potrzebne kiedy nie można czerpać z życia przyjemności, więc szukamy złotego środka. I tu nie zawsze jest on możliwy do znalezienia. No, ale oczywiście Błażej widzi tu tylko dwie skrajności i dychotomię.


Przykład miał pokazać, tylko że przyjemność nie zawsze musi wiązać się z dobrem, a to co nieprzyjemne ze złem i to pokazuje. Może ty byś dziecku serwował tylko Fast foody, bo wierzysz, że „Dobro to przyjemność, a zło to nieprzyjemność i nie można tego odwracać.”. Znam autentyczną sytuację, gdzie dziecko nie chce jeść obiadów i wybrzydza, a tylko woła o frytki i ogólnie Fast foody. Z twoim rozumowaniem to niczego złego byś nie widział w tym, bo masz takie rozeznanie zła/dobra jak dziecko.

Cytat:
Tak się psychopata tłumaczy. Od razu oskarżając innych, próbując ich zdeprecjonować. Standard


Tak sobie to tłumaczy głupek taki jak ty o mentalności dziecka.

Cytat:
Nie szukałbyś rozwiązania gdybyś nie mógł. Więc co byś zrobił


A na jakiej podstawie mam założyć, że „nie mógłbym” ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Prosiak




Dołączył: 28 Lis 2015
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 3:01, 29 Mar 2016    Temat postu:

Błażej, wykazałem, że masz psychopatyczne myślenie. Być może wynika to z młodego wieku. Lewandowski nawet się nie kryje, nie przyszło mu do głowy żeby zmienić styl pisania i bardzo charakterystyczną dla niego retorykę. To trochę tak jakby podpisał się hologramem. No chyba, że ma mentalnego klona, ale dla mnie to mniej prawdopodobne niż to, że to po prostu on i stosuje multikonta żeby niby bardziej uwiarygodnić swoje wypociny. To chory człowiek, dla którego dyskusja jest areną jakiejś walki osobistej, a nie pole do sprawdzenia które argumenty wygrywają.

A buduję teorie na twój temat, bo ty to pierwszy zrobiłeś. Tylko, że moje są trafne, a twoje wynikały z czytania na szybkości.

Cytat:
Kontrolować znaczy sprawować nad kimś lub nad czymś nadzór. Nikt, ani nic nade mną nie sprawuje żadnego nadzoru. Bełkoczesz jak jakiś sekciarz.


To ty bełkoczesz jak sekciarz, że nad ludźmi ktoś sprawuje nadzór. Owszem, z tego punktu wiedzenia, o którym napisałem faktycznie każdy jest przez coś kontrolowany, ale to wtedy każdy. To, że ktoś ma inne zdanie niż ty nie czyni go automatycznie głupkiem. No ale ty wiesz co inni powinni myśleć i jakie podejmować decyzje. Oni tacy kontrolowani, a ty taki wolny :)

Cytat:
Jedyne co wytknąłeś to swoją głupotę, bo nie jestem psychopatą i nad nikim kontroli mieć nie chce. Jest to tylko twój nieudowodniony bełkot i ujadanie frustrata pokrzywdzonego przez życie.


Nauczyłeś się tego od Lewandowskiego, takie wpisy są dowodem pod moimi wpisami na twój temat :)

To fakt, że większość nie myśli o filozofii. Nie każdy musi, a wiele osób biorących się za filozofię rozumie literki, a nie idzie za tym realne zrozumienie. Jedni są mądrzejsi, a drudzy głupsi. Ludzie czynią częściej raczej głupio niż mądrze, bo słuchają często swoich emocji. Gdyby kierowali się tylko logiką byliby psychopatami, a ta logika nie miałaby się do czego realnego odnieść. Podobnie jest kiedy człowiek myśli tylko o tym co jest dobre, a co złe, albo wyznaje jakąś ideę, lub gdy ktoś kieruje się tylko emocjami.

Cytat:
A kiedy zaczynają się głębokie, a kiedy jeszcze są niegłębokie i kto o tym decyduje ? Niektórym ? Przeprowadzałeś jakieś badania statystyczne ? Opierasz się na jakiś badaniach statystycznych ?


Pomyśl tępaku zamiast znów zalewać gradem pytań, który już ci wielokrotnie wytykałem.

Głębokie przemyślenia (jeśli naprawdę są głębokie) zwracają się przeciw ego i ustalonemu w głowie porządkowi świata i siebie w tym świecie, co często jest przyczyną zaburzeń. Ale po jakimś czasie człowiek może z tego punktu dojść do sedna tego o czym piszę. Jeśli ktoś tego nie rozumie to jest w filozoficznym przedszkolu i korzysta jeszcze z klocków przygotowanych przez panią.

Cytat:
Nie, nie przedstawiłem takiej dychotomii. To twoje wypaczone rozumowanie cię przywiodło do takiego wniosku. Pisałem o ludziach, którzy nie dążą do zrozumienia siebie (np. własne poczucie wartości), swojej natury, osobowości, jakie zasady postępowania akceptują, nie rozumieją swoich reakcji na różne sytuacje, pozostają w dziecięcym rozumowaniu o rzeczach dobrych i złych, nie wiedzą do czego dążą, idą na oślep w życiu stają się bezmyślnymi robotami nastawionymi na konsumpcje, posiadanie, wyścig szczurów. Stają się bezmyślnymi kozami społecznymi. A po drugiej stronie są osoby, które wychodzą z tego „uśpienia” i są zdolni do refleksji nad sobą i otaczającym ich otoczeniem/światem i tego się nie leczy, ani to nie jest zaburzeniem, co sugerowałeś wcześniej. Takie podejście nakreśliłem już w pierwszej mojej wypowiedzi w tym temacie (Wysłany: Śro 0:55, 23 Mar 2016). I znów nic mi nie wytknąłeś. Pokazałeś tylko swoją ignorancję i płytkość rozumowania. Wyrwałeś zdanie o grze w komórce z kontekstu zamiast czytać w kontekście całej mojej wypowiedzi, a potem czytasz własną bajkę i próbujesz mi przypisać swoje głupie, wykoślawione rozumowanie.


No i właśnie kolejny raz przedstawiasz dychotomię :D I jak z tobą rozmawiać skoro w jednym akapicie wypierasz się dychotomicznego myślenia, a w następnych zdaniach wypisujesz właśnie dychotomiczne podziały oparte na rozszczepieniu? A potem jeszcze próbujesz psychopatycznie odwrócić kota ogonem, że to ja wyrywam z kontekstu, choć tak nie jest.

Cytat:
Najpierw upewnij się, że dobrze zrozumiałeś wypowiedź przedmówcy, bo wciąż czytasz swoją bajkę. Poza tym, jakie „twarde argumenty” ? Wcześniej na mój post napisałeś „Nie ma w tym nic złego, że ktoś sobie w coś tam gra, a "zwykła" rzeczywistość też jest grą. Oni sami NIE SĄ bohaterami, ani nawet graczem. My jesteśmy ekranem, na którym doświadczenie się "wyświetla".” I kropka, nie podałeś argumentów na swoje przekonanie „jesteśmy ekranem, na którym doświadczenie się "wyświetla"”. Dlatego ja ci odpisałem, że do mnie taka metafora nie przemawia. Nie podałeś argumentów za swoją wiarą w to przekonanie.


A gdzie ty tu masz jakieś przekonanie? Jeśli nie rozumiesz, że 2+2=4 to jesteś debilem. Jeśli nie rozumiesz metafory z ekranem to może mam pisać po chińsku? To ty prędzej powinieneś przedstawić powód swojej wiary w to, że jesteśmy postacią, a nie ekranem. Ale w tym momencie powinieneś się kapnąć, że "postać" to element ekranu...

Cytat:
Ty też samotniku wycinałeś moje zdania z kontekstu i wykoślawiając przez to myśl. Ja tylko na chwilę zrobiłem tak jak ty i już płaczesz.


No i znów ta manipulacja słowna, to słowo "płaczesz" tutaj zupełnie nie pasuje, ale musiałeś go użyć. Nie robiłem takich rzeczy, więc nie kłam. Ty tak robisz notorycznie, a potem jak to wytykam to próbujesz odwrócić kota ogonem i to niby ja jestem "ten zły" bo rzekomo "płaczę" (nadanie pejoratywnego określenia).

Jesteś mentalnie jeszcze gimbem.

Dalej znów powycinane z kontekstu i będę musiał wracać do poprzednich postów. Kolejny raz, no kurwa.

Więc odpowiem jutro, bo teraz nawet nie chce mi się tego dalej czytać. Mam wrażenie, że rozmawiam z człowiekiem upośledzonym, który jednak mimo tego upośledzenia wypowiada się logicznie i potrafi manipulować. Tak rzucając pobieżnie okiem na to co dalej piszesz to dla psychoterapeuty to już jest dobry materiał żeby zakwalifikować cię jako psychopatę tak podręcznikowo. No, ale może jesteś faktycznie gimbem tak fizycznie, to wtedy nawet bym cię przeprosił za ten pocisk na rajtki, który jak widać cię zdenerwował bo znów przeczytałeś na szybko, bez refleksji.

Cytat:
A na jakiej podstawie mam założyć, że „nie mógłbym” ?


No tu jest największy hit. Przecież ci o tym napisałem i na ten właśnie wpis odpowiadałeś. No chyba, że zakładasz, że nie znając sytuacji wiesz lepiej i znasz rozwiązania na wszystkie nierozwiązywalne problemy :D

A jeszcze co do rozumienia dobra i zła to masz typowo mentalne zrozumienie wyprane z uczuć, co może wskazywać na to, że nie wiesz czym są uczucia i tym samym co mierzysz przykładając do tego miarę dobra i zła. Patrzysz na to właśnie jak dziecko - dychotomicznie i rozszczepiasz.

Człowiek dojrzały widzi wiele kolorów, wiele różnych możliwości, wiele aspektów. Dobro to przyjemność, a zło to nieprzyjemność, ale to występuje w różnych konfiguracjach, miesza się w obiektach, ideach itd. A ty myślisz jak dziecko, czyli przypisujesz mentalnym kategoriom kwantyfikatory dobra lub zła tak jakby fast food albo haj był cały zły.

Trzeba być naprawdę kompletnym debilem żeby nie wiedzieć, że idzie się do dentysty po to żeby było mi dobrze i przyjemnie (brak cierpienia i bólu z powodu chorych zębów).

Cytat:
Może ty byś dziecku serwował tylko Fast foody, bo wierzysz, że „Dobro to przyjemność, a zło to nieprzyjemność i nie można tego odwracać.”


No takie coś mógł napisać tylko kompletny idiota. Dychotomia (TYLKO fast foody) i niezrozumienie tego, że skoro dobro to przyjemność, to z jedzenia tylko fast foodów może raczej wyniknąć więcej nieprzyjemności. Tak samo natura dychotomicznie jest zła itd. Z myśleniem tego typu ciężko dyskutować bo tacy ludzie zawsze i tak wszystko przekręcą i odwrócą byleby ich zdanie było na wierzchu (w ich umyśle). No np tu jest kwintesencja:

Cytat:
Zdrowy wysportowany „byczek” może przysłużyć się w szeroko rozumianych służbach bezpieczeństwa, w ratownictwie itp.. A Hawking, to co najwyżej zaspokaja ciekawość ludzką odnośnie pewnych aspektów wszechświata, ewolucyjnie zbędne i wcale niekoniecznie takie ważne. Tak wiec przykład słaby.


Byczek może się przysłużyć, ale to nie znaczy, że to robi. A naukowcy dają ludzkości więcej. Gdyby byczek nie walczył z innymi byczkami to nie byłby potrzebny, więc eliminacja wszystkich byczków mogłaby się okazać nawet korzystna :D

CDN...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 4033
Przeczytał: 87 tematów


PostWysłany: Wto 9:00, 29 Mar 2016    Temat postu:

Cytat:
Jeśli nie rozumiesz metafory z ekranem to może mam pisać po chińsku?

Prosiaku, wbij sobie to tego pustego jeszcze łba, że debilne metafory, nie są argumentem!
I piszę to, bo odczuwam mimo twojego debilizmu jakąś sympatię do ciebie :mrgreen: a nie mam zamiar wdawać się z tobą, w coś, co tobie się wydaje, że jest dyskusją. Więc, choć wiem, że to do tego, twojego pustego łba i tak nie dotrze, proszę nie odpisuj :mrgreen: :* .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Prosiak




Dołączył: 28 Lis 2015
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 9:55, 29 Mar 2016    Temat postu:

Debilne metafory nie są argumentem, ale mądre są i na tym można zakończyć tę jałową dygresję :D

P.S.

@Błażej, jak chcesz to zapraszam na dyskusję gdzie możemy pogadać tak żeby wykluczyć możliwość trollingu i manipulacji. Zasada jest prosta - rozmowa argument po argumencie, np umowa na nie więcej niż ileś tam znaków w wypowiedzi. Wtedy żadne pokrętne argumenty nikomu nie będą przeszkadzać, bo skupiamy się na jednej rzeczy i po uzgodnieniu lecimy dalej. Myślę, że tylko to ma w tym momencie sens w momencie gdy każdy powtarza do znudzenia swoją kwestię.

Wszystko można podważyć, postawić jako niewiadomą. Tylko, że ja obalam wierzenia, a brak wiary chyba ciężko obalić. Dłuższą dyskusję można rozmyć, więc zapraszam na wyzwanie, może być np w dziale "gwiezdne wojny".


Ostatnio zmieniony przez Prosiak dnia Wto 10:09, 29 Mar 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Prosiak




Dołączył: 28 Lis 2015
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 21:06, 31 Mar 2016    Temat postu:

Błażej napisał:
Zacytuj wypowiedź do, której się odnosisz, a która wskazuje, że popełniam taki błąd: „Nie można powiedzieć, że skoro czegoś nie wiem to X. Jeżeli czegoś nie wiem to nie wiem.”


Porównanie z ekranem i twój brak zrozumienia tego tematu. A skoro nie rozumiesz i nie wiesz, to znaczy, że personalizm. Nie wiesz skąd wziął się świat to znaczy, że Bóg. Nie wiesz co jest sensem to znaczy, że Bóg. Nie wiesz co jest dobre to znaczy, że to co Bóg powiedział. Dla mnie jesteś takim klonem kopii i pionkiem, który potrzebuje cudzej idei i albo nie ma własnej, albo ją tłumi, albo jest pomieszany.

Błażej napisał:
Konkretna moja wypowiedź, która wskazuje, że to ignoruje to ... ? To ty sadzisz byki, bo piszesz „Dosłownie to jesteśmy świadomością jako taką, ale nie wiemy czym ona jest.” A moja odpowiedź to: Nie można powiedzieć, że skoro czegoś nie wiem to X. Jeżeli czegoś nie wiem to nie wiem. Czyli ja tu się przedstawiam jako agnostyk w tej kwestii, a nie ignorant.


Przedstawiasz się tu jako człowiek niepotrafiący czytać ze zrozumieniem. Nie wiemy czym jest świadomość, więc nie można powiedzieć, że X. Jesteśmy świadomością, ale nie wiemy czym ona jest. Wiemy za to czym ona NIE jest. I tu leżysz i kwiczysz ze swoją wiarą w personalizm, który jest OBALONY i sprzeczny.

Błażej napisał:
Jeśli, ktoś chce wiedzieć, kim jest Błażej to ja proponuje zawsze praktyczną metodę: Spotkaj się, pogadaj, zakoleguj, wyskocz na piwko, idź na trening ect.. Dopiero w codziennym życiu i przebywaniu z kimś najlepiej można o kimś dowiedzieć się jaki jest.


No i nadal mylisz KIM jest z tym JAKI jest.

Błażej napisał:
Nie moim celem OD POCZĄTKU tej dyskusji było wchodzenie w tematykę istnienia „ja”. Skupiłem się na innych problemach. A to czy „ja” jest czymś realnym i stałym czy jak pisałeś „nie ma jakiegoś stałego Ciebie.” to ja w tej tematyce filozoficznej zajmuje stanowisko agnostyczne. Czytałem i słuchałem nieco filmów na ten temat, i jak to w takich sprawach bywa zdania są podzielone, a sam temat choć ciekawy to dyskusja w świecie wciąż trwa. Bardzo ciekawe poglądy ma tej sprawie John Searle. Wiem, że w świecie filozofów i neurobiologów dyskusja jest wciąż otwarta, a ja mówię „nie wiem” i z ciekawością przyglądam się różnym stronom w dyskusji.


Nie można rozmawiać o tym o czym rozmawiamy abstrahując od tego tematu, w którym jesteś agnostykiem. Tu nie ma miejsca na agnostycyzm. Pewne rzeczy można śmiało wykluczyć. To tak jakbyś powiedział, że zajmujesz stanowisko agnostyczne wobec tego czy czytasz teraz mojego posta. Bez sensu. Chyba, że masz jakieś argumenty na przeciwne stanowisko, ale takie poważne. Bo za personalizmem nie przemawia NIC.

Dobra, będę odpowiadał po kawałku, bo nie mam siły teraz na cały post. I tak wszystko jest łatwe do odpowiedzi, ale jak jest tego tyle to się nie chce pisać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Prosiak




Dołączył: 28 Lis 2015
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 20:28, 01 Kwi 2016    Temat postu:

Błażej napisał:
Moja metafora o postaci, która zbiera punkty doświadczenia nie nawiązywała do szeroko dyskutowanego problemu z pojęciem „ja”. Przez nią chciałem coś innego zakomunikować, co wyraźnie zaznaczyłem w ostatnim zdaniu. Nie zrozumiałeś, bo wykoślawiłeś mój punkt widzenia już na samym początku na, co ci delikatnie wyżej zwróciłem uwagę. W temacie o istnieniu „ja” zajmuje stanowisko agnostyczne.


Niczego nie wykoślawiłem, tylko sam nie wiesz o czym piszesz. Czego miała więc dotyczyć ta metafora, skoro napisałeś o postaci, a teraz się tego wypierasz?

Takie punkty to możesz sobie przypisać w głowie, tak pomocniczo. I to będzie tylko twoja ocena i twoje kategorie myślenia.

Błażej napisał:
No i twoje „wrażenia” okazały się błędne (co wyjaśniłem wyżej) i bezpodstawne (brak dowodów).


Z tego wynika tylko to, że albo nie wiesz o czym piszesz, albo piszesz tak jakby chodziło o coś innego. i wprowadzasz rozmówców w błąd.

Błażej napisał:
czyli tylko psychopaci chcą kogoś IP lub kogoś dane ? I nie liczy się intencja ? Powinieneś się zgłosić do psychoterapeuty, bo twoje rozumowanie przeraża.
Ty głupcze w tym wątku w ogóle mnie filozofia personalizmu nie interesuje, a ściślej od pierwszego mojego postu nie to było moim celem dyskusji, nie na tym koncentrowałem myśl. Mój rozpoczynający post odnosi się do całkiem innego problemu. Już ci się wszystko miesza.


Typowe dla psychopaty zarzuty. Widać twoją bezsilność, więc to zostawiam tak jak jest :)

Chciałeś IP w psychopatycznej intencji, bo twoje wierzenia zostały zaorane, a tobie brakuje argumentów.

Błażej napisał:
Z braku argumentów już ci pozostało tylko puszczanie w obieg pustych pseudo teorii na mój temat.
Nie potrafisz wykazać, „tego zatracenia duchowego”, a moje doświadczenie niezgodne z twoimi pseudo teoriami dają mi osobistą pewność, że łżesz jak zaślepiony swoją wizją jedynej rzeczywistości frustrat.


Kiedy wykazałem jasno, że myślisz jak psychopata próbujesz chyba potwierdzić moją teorię i dostarczasz na to kolejnych dowodów. Wykazałem ci zatracenie duchowe, to teraz kłamiesz, że nie potrafię tego wykazać, czyli kłamiesz jak typowy psychopata złapany za rękę. A takie arbitralne oceny ludzi o jakich lubisz myśleć są właśnie psychopatyczne.

Błażej napisał:
Nie tłumaczę się, tylko tłumaczę tobie. Ale to jak rozmowa debilem. Odwracasz kota i udajesz, że wiesz lepiej ode mnie, co miałem namyśli.


Ja ci już dawno pisałem, że odwracasz kota ogonem i udajesz, że wiesz lepiej ode mnie co miałem na myśli. I teraz to powtarzasz odwracając kota ogonem i dostarczając kolejnego dowodu na to, że myślisz jak psychopata. Potem coś piszesz i kiedy na to odpowiadam to udajesz, że miałeś coś innego na myśli. No tak się dyskutuje z trollem...

Popatrz, jakoś z Michałem Dyszyńskim rozmawiam normalnie. A jak rozmówca jest oszołomem to już nie moja wina.

Błażej napisał:
W interpretacji Jana Pawła II, które rozważania/zdania/słowa/wypowiedzi jasno świadczą o egoizmie ?


Personalizm = egoizm.

Nie pisałem nic o JPII, więc nie wyjeżdżaj tu ze swoimi głupotami nie mającymi związku z dyskusją.

Błażej napisał:
Czy ty jesteś upośledzony dokumentnie ? Pytałeś się „nad czym?” to ci odpowiedziałem. Proste pytanie i prosta odpowiedź.


Takie ogólniki to ma być odpowiedź? Nie żartuj. Napisałeś:

Błażej napisał:
Miałem raczej namyśli, że ludzie potrafią być do tego stopnie bezrefleksyjni, że nawet nie zastanawiają się nad sensem swojego działania, czyli swoich wyborów i postępowania(ich znaczenie i konsekwencje).


Na moje pytanie nad czym odpowiadasz:

Błażej napisał:
Nad codziennym podejmowaniem różnych decyzji o różnej randze wartości.


Ty jaja sobie ze mnie robisz?

Błażej napisał:
Kiedy w swoim zdaniu użyłem słowa „nad sensem” to użyłem tego jako synonimu dla słowa „nad znaczeniem”. Po raz kolejny wykoślawiłeś moją myśl.


No to skoro nie miałeś na myśli sensu w normalnym rozumieniu to trzeba było o tym napisać, a nie potem udawać, że wykoślawiam twoją myśl.

Błażej napisał:
Kiedy w swoim zdaniu użyłem słowa „nad sensem” to użyłem tego jako synonimu dla słowa „nad znaczeniem”. Po raz kolejny wykoślawiłeś moją myśl. To bardzo proste, podam przykład, który już łopatologicznie ci wyjaśni skoro wcześniej nie zrozumiałeś prostych zdań. Przykład: niektórzy nie zastanawiają się nad wyborem studiów, które byłby zgodne z ich zainteresowaniami i potrzebami. Często idą, tam, gdzie najbliżej, dla wygody czy po prostu bo „idzie tam kolega/koleżanka to ja też”. Znam takie przypadki i dlatego pisałem „ludzie potrafią być do tego stopnie bezrefleksyjni, że nawet nie zastanawiają się nad sensem swojego działania, czyli swoich wyborów i postępowania(ich znaczenie i konsekwencje).” – cały czas w kontekście pierwszego postu w tym temacie.


No i nie ma tu żadnego braku zastanawiania się. Większość osó nie ma tego typu zainteresowań, a potrzeby wyjdą w trakcie i wtedy często pierwotny wybór się zmienia, albo trzeba studiować tam gdzie się dostało. Dalej posługujesz się ogólnikami i wyimaginowanymi sytuacjami.

Błażej napisał:
A, co ty mi an to odp: „Zastanawianie się nad tym to zaburzenie i to się leczy, ale jest trudne, bo chorobie towarzyszy przekonanie, że ma się rację.” Haha :-D


Czytaj ze zrozumieniem...

Prosiak napisał:
Myślenie, że inni ludzie nie zastanawiają się nad decyzjami jest zaburzeniem, podobnie jak myślenie, że rozkminianie "sensu" jest każdemu potrzebne. Raczej rozkminianie sensu towarzyszy brakowi sensu, więc często robią to osoby zaburzone. Takie też często interesują się filozofią i psychologią :) A zrozumienie przynosi świadomość tego, że nie ma mentalnego sensu, a zastanawianie się nad tym umysłem to czynność bezproduktywna na dłuższą metę. Ale osoby żyjące w swoim umyśle i nie potrafiące wyjść z niego (np psychopaci, którzy nie czują emocji, uczuć) myślą, że właśnie tak trzeba i tak jest prawidłowo.


I już widać, że nie było tak jak piszesz...

CDN
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16339
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:21, 24 Cze 2016    Temat postu: Re: Mentalność chciwca

Chciałbym jeszcze pociągnąć główny temat tego wątku - mentalności chciwca.
Wróciłbym do pewnych podstaw pojęcia chciwości, czyli funkcjonowania jej bliżej ekonomii. Warto tę postawę widzieć w kontekście jej przeciwwagi - chciwiec jest odwrotnością człowieka szczodrego.

Człowiek szczodry
Aby zrozumieć chciwość, warto zastanowić się nad jej przeciwieństwem - nad postawą szczodrości. W moim przekonaniu szczodrość wynika ze szczególnej emocjonalnej i duchowej MOCY.
Jej istota polega na świadomości i odczuciu, że:
- mam wiele, na tyle wiele, że nie stracę nic podstawowego, jeśli się tym podzielę, nie czuję lęku przed stratą
- chcę działać wprost, skutecznie, chcę wpływać na świat według zasad, wynikających z aktualnego osądu, a nie jakichś tam kalkulacji korzyściowych, które to ostatnie jakoś przeszkadzają w osiąganiu tych celów, jakie mi się bieżąco spodobały.
- moja wartość nie wymaga szczególnych potwierdzeń - mogę oddać, bo mi nie ubędzie, bo znam swoją wartość, czyli nie muszę jej zdobywać ciułając jakieś marne bonusy w jakimś (finansowym) rankingu
Szczodrość jest więc pewną mocą umysłu i uczuć. Tylko ktoś mocny, niezależny, świadomy swojej przewagi - pewnego nadmiaru bogactw - może być szczodry. Ktoś, kto czuje że ma zawsze (za) mało, szczodrym nie będzie.

W odróżnieniu od szczodrości, chciwość jest postawą zwątpienia w głębszego ja, w swoją moc, w znaczenie tego, co się teraz posiada. Bo teraz jest wciąż mało, koniecznie trzeba zdobyć więcej. Chciwiec musi ścibolić punkciki, pieniądze, aktywa, bo bez nich czuje się słaby, nijaki. Pieniądz i zdobycze w świecie są dla niego tym najważniejszym (właściwie jedynym prawdziwym) mechanizmem potwierdzającym.

Mentalność chciwca jest więc mentalnością słabości, lęku i pewnego podporządkowania zewnętrznym mechanizmom i ocenom. I odwrotnie mentalność osoby szczodrej jest powiązana z mocą, zaufaniem do swoich możliwości, niezależności wobec tego, co wyznaczają nam w tym świecie inni. Szczodry powiada: mam, więc daję - bo posiadam tę moc, bo nie boję się, że stracę; daję - bo tak pragnę i wiem, że zgodnie z moimi pragnieniami warto jest działać. Bycie szczodrym jest radosne, jest jak płynięcie statku pod pełnymi żaglami - nie trzeba ścibolić, okłamywać, kluczyć, człowiek czuje się w pełni swojego ja.
Tylko nie każdy ma ten luksus, aby mieć CO dawać. Aby być szczodrym, trzeba mieć z czego być szczodrym. Tak jest na gruncie finansowym. Bo na gruncie życiowym sprawa ma się trochę inaczej - tutaj zawsze można być szczodrym - choćby szczodrością życzliwych myśli, życzliwości, uśmiechu, przebaczenia, czasem jakiejś pomocy (niekoniecznie finansowej).

Nasz świat został skażony chciwością. Wolnorynkowcy nawet traktują chciwość jako coś pozytywnego, jako napęd do działania. Być może w pewnej części mają rację, bo faktycznie dla części ludzi motywacja finansowa stanowi znaczący bodziec do większego wysiłku, pracy. Ale chyba w drugiej części się mylą. Bo chciwość jednocześnie niszczy - niszczy związki między ludźmi, które rozpadają się, erodowane brakiem zaufania wynikającego z poczucia konieczności ciągłej walki, obrony swojej pozycji. Chciwość niszczy też wolność działania - widać to wyraźnie w strategiach marketingowych wielu firm, które - posiadając atrakcyjne rozwiązania technologiczne - wstrzymują się z ich wprowadzeniem na rynek, bo wygodniej, łatwiej zarabia się na tych starych. W efekcie mamy wolniejszy rozwój technologiczny. Chciwość wreszcie niszczy po prostu radość - zatruwa ją ciągłym kalkulowaniem, atmosferą agresji, walki ciągłymi negocjacjami, szukaniem słabości u konkurentów i klientów. Postawa chciwości związana jest z ciągłym przypominaniem innym postawy w stylu: to, czego od ciebie najbardziej chcę, to pieniądz, więc nie czuj się zbyt pewny, zbyt akceptowany, musisz być w gotowości do walki o swoje, bo za chwilę może się okazać, iż uznam za wartą zachodu nową odsłonę walki o więcej zysku. Życie w takim poczuciu niepewności, zagrożenia jest może atrakcyjnie dla osób o pewnej szczególnej psychice, ale dla wielu jest gehenną.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin