Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Moje przekonania, moje pragnienia...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 2:10, 17 Sty 2015    Temat postu: Moje przekonania, moje pragnienia...

Witam po raz kolejny.
W tym wątku chcę zawrzeć niejako streszczenie moich poglądów na świat, życie oraz opisać pewne pragnienie, które nurtuje mnie od bardzo dawna.

Otóż nie przyznaję racji ani materialistycznej filozofii, ani realizmowi. Ani ateistom, ani teistom. Ani ewolucjonistom [choć z nimi raczej zgadzam się najbardziej], ani kreacjonistom. W ogóle nie przykładam większego znaczenia do ludzkich cech i możliwości. Wypływa to głównie z mojej hipotezy, która zakłada iż organizmy żywe nie są nigdy w pełni dostosowane do otoczenia, nigdy nie są z nim w pełni "kompatybilne". A tym bardziej organizmy ludzi i ich funkcjonowanie- zarówno fizjologiczne, jak i psychiczne. Tak więc ludzkie zachowania, a przede wszystkim to, co nimi steruje- czyli emocje i, szczególnie, myślenie nie są "kompatybilne" całkowicie z Rzeczywistością. Człowiek może jedynie w stopniu trochę odzwierciedlającym faktyczną Rzeczywistość ją poznać i to jedynie lokalnie- w stopniu pozwalającym jako tako się do niej dostosować, aby w niej żyć. Co więcej, człowiek, jako chyba jedyny gatunek ziemski, ma nadmiernie- nie boję się użyć tego określenia- rozwiniętą wyobraźnię, fantazję. Wobec czego "wymyśla" sobie dodatkowe opcje, ideologie, a nawet światy, rzeczywistości; gubiąc się w tym niepomiernie. Dlatego uważam, że pomimo swej "umysłowej elastyczności"- a właściwie ze względy na nią- jest gatunkiem najmniej dostosowanym do życia, funkcjonowania w danych okolicznościach. Pewna przewaga ludzi polega wyłącznie na umiejętnościach- słabych raczej- dostosowywania środowiska do siebie. Tak więc to pozostałe gatunki na tej planecie lepiej "wiedzą" jak żyć i jak przetrwać, pomimo- a raczej właśnie dlatego- że kierują się prostym myśleniem, podstawowymi emocjami, instynktem. Mógłbym nawet napisać, iż możliwe, że w ujęciu ewolucyjnym, jesteśmy- jako gatunek- pewnym wynaturzeniem...

Teraz co do samej istoty życia biologicznego. Otóż wydaje mi się, iż jest ono WBREW Naturze. Dlatego, że wszystkie naturalnie przebiegające procesy mają zwrot ku zwiększaniu entropii i osiąganiu równowagi [termodynamicznej]; a procesy biochemiczne- skądinąd też "naturalne"- mają zwrot przeciwny, tzn. np. reakcje kataboliczne mają "za cel" podtrzymywanie wyróżniającej się struktury [np. budowa i reperacja tkanek], zamiast naturalnie ulegać degradacji i rozkładowi.

A na koniec przedstawię moje "odwieczne" pragnienie. Dotyczy ono- gdyby tak parafrazować- "powrotu do Raju". Tym dążeniem jest istnienie w takiej postaci oraz w takiej zgodzie z Naturą, aby organizmy ludzi były całkowicie samowystarczalne a funkcjonowanie [fizjologia] zgodne z procesami naturalnie przebiegającymi w otoczeniu- a więc przede wszystkim brak wymogu dostarczania i zużytkowania energii w celu podtrzymywania procesów życiowych.

To po krótce tyle. Jeśli pojawią się tu pytania, komentarze, wątpliwości- będę się starać na nie odpisywać w miarę możliwości.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
istota




Dołączył: 10 Sty 2015
Posty: 194
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 12:28, 17 Sty 2015    Temat postu:

Cytat:
Tak więc to pozostałe gatunki na tej planecie lepiej "wiedzą" jak żyć i jak przetrwać, pomimo- a raczej właśnie dlatego- że kierują się prostym myśleniem, podstawowymi emocjami, instynktem. Mógłbym nawet napisać, iż możliwe, że w ujęciu ewolucyjnym, jesteśmy- jako gatunek- pewnym wynaturzeniem...


Ten sąd można też z powodzeniem przenieść na sam świat ludzi. Wśród ludzi najlepiej dostosowane do rzeczywistości są osoby relatywnie proste. Nie kombinują, nie myślą za dużo o samym "sensie życia", nie mają ambicji "bycia absolutnym panem swojego losu", tylko skłonni są poddać się swoim naturalnym skłonnościom i czerpać dzięki temu satysfakcjonujące w pełni życie.

Jeśli ludzkość ma przetrwać, to właśnie dzięki takim osobom. Z tym że wydaje mi się, że kierunek rozwoju ludzkości to biegun przeciwny. Co potwierdzałoby tezę, że człowiek to "pomyłka natury".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:11, 17 Sty 2015    Temat postu:

istota, w powyższym post'cie wyraziłeś myśl, pogląd bardzo zbieżny z moimi przypuszczeniami. Jednak ja staram się raczej nie wyrażać poglądów, osądów swoich jako coś w rodzaju tez, zdań orzekających. Dlatego piszę zazwyczaj o swoich przekonaniach, przypuszczeniach, poglądach, czy hipotezach; zawsze z pewną dozą wątpliwości. Wynika to szczególnie z tego, iż niezupełnie wierzę w wiarę; a ponieważ wszystko co umysłowe w jakimś stopniu jest wiarą, dlatego nie wierzę całkowicie nawet w najbardziej sprawdzone teorie, a co więcej- nie za bardzo wierzę we własne postrzeganie świata i własny [a także innych] sposób rozumowania. Dlatego też nie będę nawet w przybliżeniu osądzać czy rozstrzygać co jest, a co nie jest pomyłką Natury- bo tak naprawdę nie wiem [ani raczej żaden inny człowiek tego nie wie i się nie dowie] i raczej nie będę wiedzieć jakie są "zamiary", "plany" Natury [lub boga, jeśli ktoś woli]. Bo może być też tak- co raczej mało prawdopodobne- iż to dziwaczna ludzkość jest "prawidłowym" wytworem Rzeczywistości, ewolucji (?), a cała reszta świata jest "pomyłką". A może właśnie nie powinno się wcale używać takich kategorii jak np.: słuszne, niesłuszne, prawidłowe, błąd, pomyłka, sens, logika, celowość, bezsens i t. p. Na pewno całe deliberowanie w zakresie tych określeń i tematów jest pozbawione podstaw i użyteczności, jeśli wszystko jest dziełem przypadku. I chyba coraz bardziej skłaniam się ku temu poglądowi... To, z kolei, niesie ze sobą również pewne istotne konsekwencje. O niektórych z nich pisałem już w innych swoich postach. Możliwe, że jeszcze będę o nich pisać w tym wątku- ale już innym razem.

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Sob 18:14, 17 Sty 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16820
Przeczytał: 86 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:50, 17 Sty 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
...staram się raczej nie wyrażać poglądów, osądów swoich jako coś w rodzaju tez, zdań orzekających. Dlatego piszę zazwyczaj o swoich przekonaniach, przypuszczeniach, poglądach, czy hipotezach; zawsze z pewną dozą wątpliwości. Wynika to szczególnie z tego, iż niezupełnie wierzę w wiarę; a ponieważ wszystko co umysłowe w jakimś stopniu jest wiarą, dlatego nie wierzę całkowicie nawet w najbardziej sprawdzone teorie, a co więcej- nie za bardzo wierzę we własne postrzeganie świata i własny [a także innych] sposób rozumowania. Dlatego też nie będę nawet w przybliżeniu osądzać czy rozstrzygać co jest, a co nie jest pomyłką Natury- bo tak naprawdę nie wiem [ani raczej żaden inny człowiek tego nie wie i się nie dowie] i raczej nie będę wiedzieć jakie są "zamiary", "plany" Natury [lub boga, jeśli ktoś woli.

Cóś bym się nawet z Tobą zgodził. Trochę w innych słowach bym to ujął, choć trochę w podobnych. Tzn. zamiast pisać "niezupełnie wierzę w wiarę" starałbym się uniknąć jakiegoś zapętlenia w tym przekazie. Z grubsza może (pewnie też niepełnie i jakoś tam nieudolnie) ująłbym to tak:
1. Istnieje nieskończenie wiele sposobów UJĘCIA RZECZYWISTOŚCI.
2. Istnieje NIESKOŃCZENIE WIELE KRYTERIÓW, które wartościują te ujęcia, nadając im walor poprawny/niepoprawny
3. W tym nieskończonym zbiorze ujęć istnieje podzbiór (także nieskończony) ujęć pod jakimś tam względem poprawnych, możliwych przez kogoś do przyjęcia.
4. Jedynym więc kryterium wprowadzającym hierarchię w ową niezmierzoną grupę poprawnych ujęć jest arbitralne widzimisię tego, który coś uznał. W tym kontekście można OSOBĘ uznać za "przyrząd pomiarowy" (unikalny, bo niepowtarzalny), który wyróżnia ze zbioru ujęć poprawnych potencjalnie, grupę ujęć poprawnych w sposób zaistniały, zrealizowany.
5. Nie ma jak (nie ma czego) przeciwstawić się odpowiednio silnej wierze. Jeśli ktoś. odpowiednio silnie, wierzy w największy absurd, jeśli opiera się każdej próbie weryfikacji owego absurdu, to i tak, w jakiś sposób, ów absurd staje się rzeczywistością. A przynajmniej jest nią w większym stopniu, niż pogląd skądinąd sensowny i mądry, ale taki, którego nikt nigdy nie zrozumiał, nie odczuł, nie wymyślił, który jest wyłącznie możliwością, nie uaktywnioną jak byt "mieszkający" w umyśle osoby.
Dlatego faktycznie jest powód aby "niewierzyć w wiarę", co ma jednak sens wyłącznie taki, że nie należy wierzyć, iż wyróżniona jedna konkretna postać wiary, jest absolutnie konieczna do funkcjonowania umysłu. Bo zawsze można jej będzie przeciwstawić jakąś inną wiarę. I nie będzie dobrego (czyli absolutnego, niepodważalnego) wyróżnika, który je od siebie rozróżnił. Bo jedynym - względnie dobrym (choć także przecież podważalnym) - wyróżnikiem jest tu właśnie "pomiar" za pomocą UZNANIA PRZEZ JAKĄŚ OSOBĘ.
Ale z drugiej strony...
Jeśli ktoś uwierzył w coś (nie myślą tu wyłącznie o jakichś "wielkich" wiarach w rodzaju wiary religijnej, ale o wierze ogólnie, także w tych błahych sprawach), to ma pełne prawo trzymać się tego.
Uwierzenie jest testem natury (człowieka), bo wierzymy przecież w to, co jest jakoś zgodne z naszą naturą umysłu. Z drugiej strony natura naszego umysłu objawia się właśnie tym, w co wierzymy.

Mówi się, że w pewne rzeczy nie musimy wierzyć, bo je "wiemy" (tak lubią stawiać sprawę ateiści, próbując w ten sposób sprytnie przemycić fałszywą myśl, że w świecie istnieją twierdzenia absolutnie niepodważalne). W istocie rzeczy, które "wiemy", są jedynie nieco lepiej przetestowanymi formami wiar i wniosków z tych wiar (wyprowadzanych za pomocą takich wiar jak metodologia, czy logika).
Dlatego w istocie hierarchia poprawności wiar polega na połączeniu ich we w miarę spójny system. Wiary dobrze wspólnie funkcjonujące są tymi "lepszymi", zaś te "luźno wiszące" są słabiej wbudowane w kontekst myśli, czyli najczęściej innych wiar i wniosków z wiar i doznań. Niektórym zdaje się, ze ten układ jest absolutnie niepodważalny, ze jest jest 100% wiedza. Tak myślą, bo zatrzymali swoją dociekliwość (chęć do szukania zaprzeczeń i innych "dziur w całym") na pewnym określonym poziomie (poziomie ufności). Gdyby tylko zechcieli podwyższyć poprzeczkę dla tego, co uznaje się za na pewno niepodważalne, to również ich pewna 100%-owa wiedza wpadłaby to szufladki "tam też mogą być wątpliwości". Ale przeciętny człowiek nie lubi żyć w kontekście absolutnej ścisłości, lubi sobie pewne rzeczy upraszczać.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 22:24, 17 Sty 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
istota




Dołączył: 10 Sty 2015
Posty: 194
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 14:03, 18 Sty 2015    Temat postu: Moje przekonania, moje pragnienia...

Piotr Rokubungi napisał:
Na pewno całe deliberowanie w zakresie tych określeń i tematów jest pozbawione podstaw i użyteczności, jeśli wszystko jest dziełem przypadku. I chyba coraz bardziej skłaniam się ku temu poglądowi... To, z kolei, niesie ze sobą również pewne istotne konsekwencje. O niektórych z nich pisałem już w innych swoich postach. Możliwe, że jeszcze będę o nich pisać w tym wątku- ale już innym razem.[/color]


Z sytuacją niewiedzy można sobie radzić w dwojaki sposób:
a) tak jak Pan to opisał - powstrzymywać się od sądów, wątpliwość wysuwając zawsze na pierwszy plan
b) wydawać różne sądy, też przeczące sobie nawzajem, osiągając stan komfortowej niespójności ponieważ w tle pobrzmiewa wątpliwość, która uprawnia nas do wiary we wszystko i nic jednocześnie

Osobiście skłaniam się obecnie ku drugiej opcji, dlatego że podczas tkwienia przy postawie a) towarzyszyło mi uczucie marazmu "nie ruszam się z miejsca", kurczowo trzymam się środka...swoją drogą niedawno udało mi się odkryć, że można być fanatykiem niewiedzy, można uczynić religię z powstrzymywania się od wszelkich sądów;

Główną zaletę postawy b) widzę w poszerzaniu przestrzeni, nie tracąc z oka neutrum rozszerzam swój światopogląd o kolejne wiary, które być może ani o krok nie zbliżają mnie do prawdy o świecie jako rzeczywistości obiektywnej, ale jedno dzięki temu zyskuję na pewno - większe zrozumienie dla świata jako rzeczywistości subiektywnej, świata stworzonego przez umysł ludzki. Jedyne co jest dla mnie uchwytne, na czym mogę się oprzeć. Często, żeby jakiś światopogląd zrozumieć, trzeba najpierw samemu wejść w jego posiadanie. Dlatego podejmuję nieustanny wysiłek nie tyle samego biernego poznawania innych, nowych poglądów dot. różnych aspektów rzeczywistości, ale aktywnego w nich uczestniczenia. Staram się być aktorem, który w pełni utożsamia się ze swoją rolą. Pierwszoplanowy dystans towarzyszący postawie a) byłby wówczas przeszkodą.


Ostatnio zmieniony przez istota dnia Nie 14:22, 18 Sty 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
istota




Dołączył: 10 Sty 2015
Posty: 194
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 14:03, 18 Sty 2015    Temat postu: Moje przekonania, moje pragnienia...

...

Ostatnio zmieniony przez istota dnia Nie 14:22, 18 Sty 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 1:39, 19 Sty 2015    Temat postu:

@ Michał Dyszyński: W treści twego ostatniego postu [nie tylko zresztą] znalazłem trochę nieścisłości, rozmywania pojęć a nawet sprzeczności. Nie będę jednak tych teraz komentować. Skupię się na moim "głównym przesłaniu", w kontekście twojej wypowiedzi. Otóż dla ciebie, jak ja to rozumiem, punktem wyjścia, a raczej fundamentem jest wola i myśli człowieka. Ja- zgadzając się z pewną poprawnością takiego rozumowania i podejścia- poniekąd temu przeczę, idąc nawet dalej, niż materialiści. A może nie tyle zaprzeczam, ile rozważam sytuacje, świat od innej strony. Moją najsilniejszą wiarą i przekonaniem jest ta w istnienie Rzeczywistości Obiektywnej. Tak więc, z jednej strony zgadzam się, że człowiekowi pozostaje jedynie wiara, a nie wiedza [absolutna]. Jednak istnieje TYLKO JEDNA Rzeczywistość i to ona powinna być jedynym kryterium "wiar", poglądów, w szczególności nauki. Oczywiście człowiek jest tak zbudowany i funkcjonujący- a przede wszystkim dlatego, że jest częścią tej Rzeczywistości- że nie jest zdolny doznać, poznać całości tejże Rzeczywistości. Dlatego nigdy raczej nie będzie mieć pełnej wiedzy, a jedynie wiarę. Takim obiektem, który wie wszystko, zna całą Rzeczywistość mógłby być właśnie Bóg. Ale uważam go za jeden z wielu wytworów wyłącznie ludzkich umysłów. Przecież oczywiste chyba i zupełnie wystarczające jest stwierdzenie, że takim wszechwiedzącym i omnipotentnym obiektem jest sama Rzeczywistość, Natura! Pisząc o jednej, konkretnej Rzeczywistości wcale nie wykluczam możliwości, iż w całej swej rozciągłości Natura zawiera WSZYSTKO, że nie jest to "zbiór danych procesów fizycznych", lecz "zbiór [nieskończony] WSZELKICH takich procesów".
Podstawowa więc różnica pomiędzy moją hipotezą rzeczywistości, a hipotezami zbliżonymi do filozofii realistycznej czy solipsystycznej- czyli np. takiej [podobnej], jaką prezentuje wujzboj i w pewnej mierze ty, Michale- jest taka, że tam fundamentem są doznania człowieka i wiara w jego sposób rozumowania; ja natomiast- nie podważając poprawności logicznej takiego "zagnieżdżenia" tez realizmu czy empiryzmu- bardziej, niż w kompatybilność ludzkich doznań z Obiektywną Rzeczywistością, bardziej, niż w uniwersalną poprawność ludzkiego rozumowania [działania mózgu], wierzę, że- używając obrazowego porównania- jesteśmy tylko "bakterią" w kwantowych oceanach zdarzeń; więc nasze możliwości poznania zmysłowego i rozumowania są tylko po to, by lokalnie jako tako orientować się w otoczeniu, w zakresie potrzebnym do funkcjonowania i przetrwania organizmu (gatunku)- natomiast są o wiele "za słabe" i nieodpowiednie, aby doświadczać i ogarniać rozumem całościowo naturę Rzeczywistości.
Poniekąd się tutaj powtarzam po raz kolejny, wiec na tym zakończę- przynajmniej jak na razie.

@ istota: "swoją drogą niedawno udało mi się odkryć, że można być fanatykiem niewiedzy, można uczynić religię z powstrzymywania się od wszelkich sądów"- a mnie interesowałoby, jak do tego odniesie się forumowicz Banjankri (tak na marginesie).
Co do reszty wypowiedzi istoty: Twoje starania, które opisałeś w ostatnim akapicie uważam za absorbujące sporo wysiłku i raczej trudne w realizacji. Stąd, z jednej strony, brawo! Ale czy na pewno prowadzą one do lepszego poznania, zrozumienia? Właściwie czy tak istotne jest rozwijanie się [nie przeczę] i stawanie się "bardziej człowiekiem", poprzez rozumienie, a nawet odczuwanie różnorodnych aspektów ludzkiej rzeczywistości, różnych kultur, poglądów? Czy z czasem nie przyprawi to np. ciebie o większy mętlik i zagubienie w tej różnorodności i feerii myśli, poglądów, odczuć, doznań? Czy nie będziesz wtedy tym bardziej "pomyłką Natury", bytem z Nią coraz bardziej niekompatybilnym? Zamiast zbliżać się, skupiać na Jednej Prawdzie Rzeczywistości, na Jednym Prawdziwym Bogu, czyli Naturze, której jesteś częścią i od której zależysz ściśle..hm?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
istota




Dołączył: 10 Sty 2015
Posty: 194
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 14:12, 24 Sty 2015    Temat postu:

Cytat:

Ale czy na pewno prowadzą one do lepszego poznania, zrozumienia?


Jeśli chodzi o zrozumienie ludzi, świata widzianego ludzkimi oczyma - to myślę że tak.

Cytat:

Właściwie czy tak istotne jest rozwijanie się [nie przeczę] i stawanie się "bardziej człowiekiem", poprzez rozumienie, a nawet odczuwanie różnorodnych aspektów ludzkiej rzeczywistości, różnych kultur, poglądów? Czy z czasem nie przyprawi to np. ciebie o większy mętlik i zagubienie w tej różnorodności i feerii myśli, poglądów, odczuć, doznań?


Niewątpliwie przyjęcie takiej postawy prowadzi do pewnego zagubienia, czy raczej włóczęgostwa. Trzeba odmówić sobie komfortu bycia określonym, posiadania pewnych trwałych fundamentów, które ułatwiają podejmowanie decyzji. Jednak kiedy raz się podda dogłębnie w wątpliwość istnienie TEJ JEDYNEJ właściwej postawy, za jaką często uchodzi postawa wycofania, to człowiek już nie ma wyjścia, musi się włóczyć, żeby nie żyć ze świadomością, że żyje "na pół gwizdka".

Cytat:

Czy nie będziesz wtedy tym bardziej "pomyłką Natury", bytem z Nią coraz bardziej niekompatybilnym? Zamiast zbliżać się, skupiać na Jednej Prawdzie Rzeczywistości, na Jednym Prawdziwym Bogu, czyli Naturze, której jesteś częścią i od której zależysz ściśle..hm?


Istotnie moja postawa idzie w kierunku raczej naturalnego pomylenia, które paradoksalnie bardziej odpowiada mojej indywidualnej naturze - pełnej sprzecznych dążeń, które nie zostały wyparte przez konkretny wybór światopoglądowy. Zreszta czy światopogląd jest wyborem czy raczej czymś co jest uwarunkowane umysłowością, kulturą i innymi zewnętrznymi determinantami? Ciekawi mnie co stoi u podłoża pewności służenia JEDNEJ PRAWDZIE. Wydaje mi się, że prawda będąca wynikiem wyboru, a nie głębokiej wiary, nigdy nie będzie rodziła uczucia pewności.[/quote]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:39, 24 Sty 2015    Temat postu:

Cytat:
Jeśli chodzi o zrozumienie ludzi, świata widzianego ludzkimi oczyma - to myślę że tak.
Zgoda. Tylko na ile ten świat jest rzeczywiście prawdziwy, obiektywnie istniejący jako taki, jakim się nam wydaje?
Cytat:
Niewątpliwie przyjęcie takiej postawy prowadzi do pewnego zagubienia, czy raczej włóczęgostwa.
Ja bym to nazwał nieco łagodniej- np. poszukiwania, "trippowania". :wink:
Cytat:
Jednak kiedy raz się podda dogłębnie w wątpliwość istnienie TEJ JEDYNEJ właściwej postawy, za jaką często uchodzi postawa wycofania, to człowiek już nie ma wyjścia, musi się włóczyć, żeby nie żyć ze świadomością, że żyje "na pół gwizdka".
Ale wtedy, z kolei, może cała para pójść w gwizdek. ;-P

Światopogląd jest wyborem, ale -jak każdy ludzki- nie w pełni wolnym. :)
U podłoża wszelkiego ludzkiego zachowania stoi głównie psychika [poza uwarunkowaniami biologicznymi, fizycznymi]. U podłoża przekonań stoi przekonanie: :) Czyli w gruncie rzeczy wiara, jak sam napisałeś.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16820
Przeczytał: 86 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:04, 24 Sty 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
...istnieje TYLKO JEDNA Rzeczywistość i to ona powinna być jedynym kryterium "wiar", poglądów, w szczególności nauki. ...oczywiste chyba i zupełnie wystarczające jest stwierdzenie, że takim wszechwiedzącym i omnipotentnym obiektem jest sama Rzeczywistość, Natura!

To co napisałem w poprzednim poście, co wydaje Ci się "rozmywaniem" ma swoje ważkie powody. Kiedyś przedstawiłem odpowiednie rozumowanie, ale już nie pamiętam gdzie, więc tutaj je przywołam w nowym opisie, a wtedy - mam nadzieję - wyjaśni się dlaczego mam takie "dziwaczne" spojrzenie na kwestię co jest rzeczywistością.

Bo oto przyjmijmy sobie taką koncepcję, jak ją sugerujesz: istnieje TYLKO JEDNA Rzeczywistość . Przyjrzyjmy się konsekwencjom takiego ujęcia, zadając przy tym pytanie: czy ta jedna rzeczywistość jest jakoś dotykalna umysłem?...
- Chyba tak, bo przecież żyjemy w tej rzeczywistości...
Czy są elementy owej jednej rzeczywistości nie dotykalne dla umysłu?...
- Przypuszczam, że typowa odpowiedź będzie brzmiała:
- Tak, umysł pewnych rzeczy nigdy nie dotknie, nie dowie się o nich, mimo że są one "rzeczywiste".
Czym mogą być te rzeczy?
- Może to są nigdy nie dostępne przez umysł cząstki materii. Może są to niedostępne właściwości materii. A może to są całe wszechświaty?... Może tuż obok nas istnieje miliard wszechświatów, które są "rzeczywiste", choć niedotykalne umysłem. Może są bardzo bardzo "rzeczywiste" kolory, budowle, konstrukcje, które "realnie są", ale umysł (przyjmijmy ostatecznie, że ŻADEN UMYSŁ) nigdy ich nie zaobserwuje, nie dotknie, nie spotka, nie wyobrazi sobie. One "są". Tuż obok "są".
To teraz weźmy sobie te rzeczy kompletnie niedotykalne, niewykrywalne umysłem, choć "rzeczywiste" i postawmy obok nich rzeczy z drugiego końca skali - czyli kompletnie wykreowane przez ten umysł, jawnie nierzeczywiste - np. wymyślone gnomy, smoki, jaszczury z piętnastoma nogami i jedenastoma głowami. One "SĄ TYLKO W UMYŚLE".

Potencjalnie mamy całe masy "rzeczywistych wszechświatów" (które są w naszej jednej rzeczywistości), ale których umysł nigdy nie dotknie, nie będzie w stanie potwierdzić, zaprzeczyć, zrobić z nimi cokolwiek, a tuż obok nierzeczywiste gnomy i krasnoludy, które umysł potrafi sobie pięknie wyobrazić, w wyobraźnie przekształcić, podyskutować z kimś na ten temat. Co dla tego umysłu ma (większe) znaczenie?
Co w ogóle ma znaczenie?

Spójrzmy na problem z perspektywy oczywistej klasyfikacji. Mamy ewidentnie trzy kategorie bytów:
1. rzeczy, które istnieją, będąc zawarte w tej Twojej "jednej rzeczywistości" i jakiś umysł to kiedyś jakoś potwierdził (choćby pośrednio), bądź potwierdzi - jest to kategoria najmniej ciekawa, bo tutaj chyba obaj zgadzamy się co do jej pełnej użyteczności i poprawności.
2. byty, które są zawarte w "jednej rzeczywistości", ale żaden umysł nigdy, przenigdy tego nie zauważy, nie potwierdzi w jakiejkolwiek, choćby pośredniej, formie. - to jest NAJCIEKAWSZA kategoria, która jest osią problemu
3. wreszcie byty nie istniejące w twojej "jednej rzeczywistości", obecne tylko w umyśle (jakimś), być może w innym umyśle jest wobec tych bytów zaprzeczenie, albo częściowe zaprzeczenie (np. zaprzeczenie tylko wybranej ich właściwości) - słowem byty WYMYŚLONE.
Wydaje mi się, że ten podział wyczerpuje wszystkie możliwości...

Teraz rozważmy problem: jakie znaczenie ma termin "JEDNA Rzeczywistość", jeśliby miała ona zawierać byty, których umysł (żaden) nigdy jej nie dotknął, nie potwierdził, nie zetknął się z jakimkolwiek ich przejawem?
Co odróżnia "jedną prawdziwą rzeczywistość", która miałaby zawierać byty kompletnie dla umysłów niedostępne, od absolutnej fikcji, od nierzeczywistości?
- Ktoś powie: bo one - te byty - SĄ. Tylko co to znaczy ""są", jeśli umysł tego nie dotyka?... Czy taka deklaracja nie jest aby zupełnie PUSTA?...

Jedyna rzecz odróżniająca coś istniejącego_w_rzeczywistości, ale nie dostępnego umysłem (poza nazwą oczywiście i nieokreślonym iluzorycznym "chceniem", że to "jakoś" tak jest) od czegoś wymyślonego i nie_istniejącego_w_rzeczywistości, to NASZA DEKLARACJA, ZE TAK WŁAŚNIE JEST!!! Czyli taki byt "coś istnieje w rzeczywistości, a nie istnieje w umyśle" zbiega nam w sposób nieunikniony do bytu wymyślonego, w którym mechanizmem wymyślającym jest właśnie owa deklaracja.
Ja nie potrafię dostrzec tego znaczenia, tego odróżnialnego, zrozumiałego atrybutu realności. Dla mnie koncept jednej rzeczywistości abstrahującej od umysłu, który może ją zweryfikować, jest znaczeniowo pusty. Problem, którego dotknęliśmy to FALSYFIKOWALNOŚĆ - tylko na ontologicznym, a nie typowym - metodologicznym, poziomie. Rzeczywistość "jedna istniejąca", jeśli nie byłaby sfalsyfikowana, JEST NIEODRÓŻNIALNA od NIERZECZYWISTOŚCI (zaś jedynym falsyfikatorem jest - póki co - umysł).

Zatem sam postulat istnienia jednej rzeczywistości, niezależnej od umysłu jest wadliwy o tyle, że i tak owa rzeczywistość ostanie się z weryfikacji jedynie dzięki umysłowi, a więc i tak jest OD TEGO UMYSŁU JAKOŚ JEST ZALEŻNA. Czyli realnie dostępna spekulacjom, intelektualnie jakoś użyteczna nasza "jedna rzeczywistość" jest i tak wyłącznie rzeczywistością umysłu.
A wtedy nie ma sensu przeciwstawiać tej "jednej (prawdziwej) rzeczywistości" czemuś co jest "tylko z umysłu" (z domniemaniem "wymyślone nieistniejące"), bo i tak, i tak mamy to w umyśle. Kropka.

W świecie myśli dostępne jest wszystko i mamy tu jeden podstawowy plus wobec tego, co oferuje "rzeczywistość jedna", ale nie dostępna dla umysłu - tutaj mamy przynajmniej jakąś (!!! - może słabą, może nie satysfakcjonującą, ale przynajmniej możliwą do wskazania) formę weryfikacji - umysł jakoś to rozpoznał. Tymczasem aspekty niedotykane umysłem jednej rzeczywistości nie mają nawet tego. Nie mają NIC.
Czyli z tych trzech kategorii, które wyróżniłem na liście, druga nam wypada, jako wadliwa, nieużyteczna. Zostaje 1 (istniejące potwierdzone umysłem) i 3 (nieistniejące, ale dostępne dla umysłu). Kategoria 2 (istniejące niedostępne dla umysłu) ma status jeszcze gorszy niż kategoria 3, bo ta ostatnia ma przynajmniej jakieś minimalne "coś" na swoje potwierdzenie, podczas gdy 2 nie ma nic.

Ile może być "nierzeczywistości", czyli "rzeczy tylko w umyśle" (kat. 3)?
- potencjalnie chyba jest nieskończenie wiele nierzeczywistości, które można sobie zapostulować, wymyślić, wyobrazić. Dla umysłu, który te nierealne rzeczywistości w sobie dotyka i tak znaczą one o wiele więcej, niż ta wyróżniona "jedna rzeczywistość realna", w aspektach, których tenże umysł nigdy nie dotknie.

Dlatego moja osobista brzytwa (nie wiem co na to Ockham) tnie te elementy rzeczywistości, które nigdy z umysłem się nie zetkną (kat. 2). Tnie je, bo są słabsze nawet od elementów nierealnych, które umysł jednak ma w swoim zasięgu (kat. 3). W tym kontekście "jedna rzeczywistość" musi się albo ograniczyć do tego co umysłem dotykalne, albo - jeśliby postulowano dalej jej zasięg poza umysłem - musiałaby być tworem myślowym paradoksalnym.

Tak na marginesie: jest chyba mocno w temacie sfinski wątek o teorii odbicia: http://www.sfinia.fora.pl/notatki,3/teoria-odbicia-idealistyczna-glownie,109.html


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 3:32, 26 Sty 2015, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:12, 26 Sty 2015    Temat postu:

Michale, ze wszystkim, co napisałeś powyżej (nie tylko ty piszesz w ten sposób- podobnie wujzboj, czy Banjankri, i chyba kilku innych uczestników tego forum) się zgadzam- jednocześnie odrzucając taki światopogląd. Podstawową, zupełnie chyba zasadniczą różnicą między naszymi poglądami jest to, że ty (wy) odnosicie wszystko i "mierzycie miarą" ludzkiego umysłu. Ja natomiast mocno wierzę w istnienie innego "większego" umysłu, który inaczej, a przynajmniej pełniej "dotyka", doświadcza Rzeczywistości- być może nawet Ją kreuje; w co jednak wątpię. Ale to jeszcze "nie to". Bowiem jeszcze bardziej wierzę, że Rzeczywistość nie potrzebuje ŻADNEGO umysłu- nie potrzebuje wcale być zauważana, rozpoznawana, doświadczana! Możliwe również, że to sama Rzeczywistość, Natura jest takim nadrzędnym umysłem, poniekąd samo się kreującym... Ale właściwie po co?? Po co ma cokolwiek istnieć w jakimś umyśle?! Przecież wystarczy, że będzie istniało samo w sobie, dla siebie! Choćby w formie Niebytu, który również jest formą istnienia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin