Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Ostateczna tożsamość człowieka
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 9704
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 2:29, 29 Gru 2016    Temat postu:

Blah, blah, blah. Osoby odbierające bodźce bez osądu czyli funkcjonujące w stanie Mindfulness to według Lucka "nikt" :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2966
Przeczytał: 58 tematów


PostWysłany: Czw 3:01, 29 Gru 2016    Temat postu:

tak samo zdefiniowaliśmy osobę :shock: ? tj. czy mówimy o tym samym tj. o poznaniu - rozumieniu - interpretacji ? ... czy osoby, o których piszesz, odwzorowują równoległe wszechświaty (lub przynajmniej fragmenty) :shock: i skąd o tym wiesz ?


.... :) ( :wink: )
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 9704
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 3:19, 29 Gru 2016    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
szaryobywatel napisał:
Ponownie spytam, co to za Bóg który nie stworzył "wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych", nie wie wszystkiego, nie może wszystkiego, itd?

NIe zastanawiam się "co to za Bóg?". Zakładam, że Mój Bóg wystarczająco dużo może, wie, jest w stanie zrobić. Stworzył rzeczy widzialne i niewidzialne, jeśli posiada jakieś ograniczenia (bo np. sam je sobie postawił), to ja też nie będę na to zrzędził. Nie stawiam Bogu zadań, które powinny być spełnione, aby był "właściwym" Bogiem.

Moim przynajmniej na okres wiosennego i ostatniego semestru w programie Doctor of Philosophy - Organizational Leadership//Human Resource Development jest Prof. Dr. B. To mój ostatni kurs. Dlaczego ten ostatni? Bo musiałam dojrzeć do niego. Oto "wizytówka" Prof. Dr. B.

What a privilege and honor to be on this learning adventure with you! I am trained in the field of Organizational Leadership and Development, and I enjoy developing ethical leaders in every sector of society. I received my PhD in Organizational Leadership right here, and my MA in Leadership and Organizational Studies is from ... After working full-time in higher education for over a decade, I felt called to be an instrument of growth and empowerment in the civic context. I am now a Trainer for HR-Learning and Development for the City of ..., a role which includes consulting, strategic development, curriculum development, and training/leadership development opportunities. I have more than two decades of experience in leadership and organizational development. I have a passion for mentoring, coaching, and challenging people to pay attention to their calling. I look forward to hearing how you intend to use what you are learning to make a difference in the world by maximizing our engagement to shape you to be optimally empowered to do what you're created to do, and continue to become the best version of who you're meant to be.

Brałam z nią kurs Leadership Theories latem 2015 ale była jedną z instruktorek wraz z 2 mężczyznami. Korygując mój artykuł naukowy i stawiając mi ocenę 95 na możliwych 100 punktów (do publikacji), napisała więcej komentarzy niż ja tekstu.

Mam "strachańca" przed nią bardziej niż przed końcowymi egzaminami z całego programu w maju. Bóg, diabeł, etc. mi nie straszni. Ta kobieta wyciśnie ze mnie każdą kroplę soku życiowego :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1760
Przeczytał: 110 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:17, 29 Gru 2016    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
szaryobywatel napisał:
Ponownie spytam, co to za Bóg który nie stworzył "wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych", nie wie wszystkiego, nie może wszystkiego, itd?

NIe zastanawiam się "co to za Bóg?". Zakładam, że Mój Bóg wystarczająco dużo może, wie, jest w stanie zrobić. Stworzył rzeczy widzialne i niewidzialne, jeśli posiada jakieś ograniczenia (bo np. sam je sobie postawił), to ja też nie będę na to zrzędził. Nie stawiam Bogu zadań, które powinny być spełnione, aby był "właściwym" Bogiem.


Ja myślę że dla dowolnego bytu osobowego ograniczenia są postawione z góry przez strukturę w ramach której on istnieje, a wszelkie ograniczenia które tenże byt myśli że sobie "stawia", nie zależą w istocie od niego. Nic ostatecznie nie ma i nie może mieć osobowego źródła.

lucek napisał:
moja definicja osoby to zbiór przekonań, tak jak wcześniej napisałem ... mogę dodać, że niekoniecznie spójnych i nie koniecznie własnych (tj. z własnego doświadczenia, a z wiary np. "naukowej" ;) z mojego punktu widzenia "podważanie" jako takie mija się z celem, bo rozumienie tego pojęcia jest różne dla każdego, w sensie "reprezentacji mentalnej" pojęcia, choć niekoniecznie definicji wrażonej słowami ... o "podważaniu pojęcia osoby" to ty coś pisałeś ...


Pisałem o podważaniu w odniesieniu do tego co napisałeś o właściwościach których osoba wg Ciebie nie posiada. My tutaj rozważamy to o czym piszesz jako cechę osoby, a nie jej definicję, choć Twoja definicja nie jest głupia, pod warunkiem że dobrze określisz co to jest przekonanie.
Mam pytanie: czy jesteś istotą świadomą do której należą oczy śledzące ten tekst?

lucek napisał:

nikt ... natomiast obiektywizuje poznanie (zbliża do obiektywnego), własne (więc solipsystyczne;) doświadczenie (obiektywny u mnie to tyle co prawdziwy, ale niekoniecznie powszechnie wyznawany - uznany) ... i tylko za pośrednictwem tych solipsystycznych doświadczeń możliwe jest dopiero po-rozumienie z innymi (solipsystycznymi zresztą z natury) osobami ... poznanie pozostaje własne, choć nie jest "zasługą" poznającego :wink:


Myślę że Twój pogląd jest odmianą subiektywizmu, w każdym razie na pewno nie jest odmianą solipsyzmu, bo w solipsyzmie nie ma nigdzie żadnej obiektywności, nie ma niczego poza podmiotem poznającym.


Ostatnio zmieniony przez szaryobywatel dnia Czw 23:25, 29 Gru 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 9704
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 23:20, 29 Gru 2016    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Ja myślę że dla dowolnego bytu osobowego ograniczenia są postawione z góry przez strukturę w ramach której on istnieje, a wszelkie ograniczenia które tenże byt myśli że sobie "stawia", nie zależą w istocie od niego.
Prosze podaj robocza definicje tej "struktury". Dzieki z gory czyli from the mountain :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 9704
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 23:23, 29 Gru 2016    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Mam pytanie: czy jesteś istotą świadomą do której należą oczy śledzące ten tekst?
O micie nazarenski - w dowcipie bylo, zeby wbic widelec w oko I pojsc do okulisty, bo lekarz ogolny mial zbyt wielu pacjentow w przychodni :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15049
Przeczytał: 102 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:56, 29 Gru 2016    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Ja myślę że dla dowolnego bytu osobowego ograniczenia są postawione z góry przez strukturę w ramach której on istnieje, a wszelkie ograniczenia które tenże byt myśli że sobie "stawia", nie zależą w istocie od niego. Nic ostatecznie nie ma i nie może mieć osobowego źródła.

Ja widzę to dokładnie odwrotnie. Dla mnie osobowe źródło jest jedynym możliwym, bo jest swego rodzaju KAPSUŁĄ KOMPLETNOŚCI. Jeśliby wyobrażać sobie "pierwotną prasubstancję wszystkiego" to byłby to po prostu chaos możliwości. Chaos polega na wyłanianiu się i zanikaniu wszystkiego chaotycznie - podobnie jak w próżni kwantowej, gdzie wirtualne cząstki powstają stochastycznie, zanikając po czasie wynikającym z zasady nieoznaczoności. Tym co UZYSKUJE TRWAŁOŚĆ jest byt w jakiś sposób KOMPLETNY, czyli nie składający się z części, a sam ze sobą immanentny, niesprzeczny. Tylko w takiej sytuacji chaos "nie odbierze sobie" takiego bytu z powrotem, bo ten byt sam podtrzymuje niejako swoje istnienie, stał się od chaosu niezależny. Musi to być więc byt, który nie dzieli się na części, nie podlega fragmentyzacji w żadnym aspekcie - jest kompletny. Dla mnie takim bytem może być jedynie osoba (ściślej doskonała osoba). Dalszą emanacją takiego bytu byłaby forma powielenia - na swój obraz i podobieństwo, ewentualnie kreacja bytów mniejszego kalibru - tzn. wymagających podtrzymywania (taką jest wg mnie materia), albo nie spełniająca reguł kompletności (konieczność nieustannej ewolucji, przemian).
Ograniczenia są w tym układzie niejasną kategorią. Czy to, czym/kim się jest, stanowi ograniczenie? Gdyby tak było, to owo podejście wymusza ograniczenie innego rodzaju - nieustanne "wypieranie się" tego kim/czym się jest. To chyba jest gorsze, niż trwać w tym, co stanowi naturę danego bytu. Słowo "ograniczenie" ma wydźwięk pejoratywny - zawiera w sobie milczące założenie, ze lepiej jest wciąż przekraczać jakieś granice, niż trwać w tym, co się osiągnęło/czym się jest. Nie wiem, czy istnieje obowiązek przyjmowania tego paradygmatu ekspansji wbudowanej w idealny byt. A jeśli nawet jakaś forma ekspansji zalicza się do koncepcji ideału, to jeszcze mamy pytanie: jak to jest forma?
W każdym razie dla mnie ideałem nie jest ślepe "rzucanie się", atakowanie na każdą formę określoności - granicy (choćby dla pojęć), bo może ktoś to uzna za "ograniczenie". Czyli niejako "mam w nosie" co ktoś uzna za "ograniczenie", bo ja sobie powiem, że to nie jest żadne ograniczenie, tylko właśnie to, co chcę mieć, od czego nie chcę odchodzić.
W tym ujęciu właśnie CELOWOŚĆ (jakimś pełnym sensie) jest tym, co buduje byt idealny - przynajmniej taki byt, jaki ja rozumiem. Celowość, jesi jest pod kontrolą swojego źródła, cel stawiającego - osoby, stanowi właśnie ten czynnik ideału. To co nie stawia celów jest podrzędne - bierne, ono nie stawiając owych celów, nie mając ich świadomości, z konieczności musi służyć temu, co wyrasta wizją - modelowaniem poza bieżące trwanie. Ale w tej celowości właśnie NIEZBĘDNA JEST KONTROLA, czyli stawianie celów w sposób spójny - jakoś zgodny z NATURĄ ŹRÓDŁA, a nie "jak leci", bo się zrobiło, bo tak wyszło. To co się "samo" zrobiło, jest poza kontrolą, jest opanowaniem źródła, czyli przeczy ideałowi owego źródła.
Tak jest jednak w pierwszym rzucie - na pierwszym etapie. Źródło opanowując pierwsze poziomy celowości, na następnych poziomach może odstąpić od kontroli pełnej. Bo już panuje nad tym, co nawet bezpośredniej kontroli się wymyka. Panuje w jakimś dalszym rozumieniu. Ale to już dalszy etap.
W każdym razie - żeby nie komplikować zanadto. Dla mnie, jeśli już ruszyliśmy kwestię ideału, to zdecydowanie bliższym jest mu źródło osobowe, niż nieosobowe.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 13:04, 30 Gru 2016, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2966
Przeczytał: 58 tematów


PostWysłany: Pią 12:07, 30 Gru 2016    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Ja nie pytam o tożsamość osoby, tylko podważam tożsamość: ja = "ta" osoba, w ogólności: istnieje taka osoba x że ja = x. To są tezy bezzasadne, czytaj uważniej ;)


szaryobywatel napisał:
Pisałem o podważaniu w odniesieniu do tego co napisałeś o właściwościach których osoba wg Ciebie nie posiada. My tutaj rozważamy to o czym piszesz jako cechę osoby, a nie jej definicję, choć Twoja definicja nie jest głupia, pod warunkiem że dobrze określisz co to jest przekonanie.


skoro uznaje, że wszelkie, nawet przejęte lub nie spójne przekonania muszą podlegać interpretacji tego, kto je przyjmuje, bo "on sam" ;) rozumie je w sposób jaki rozumie, .... kwestionowanie "ja" jest równoznaczne z kwestionowaniem pojęcia osoby ... zwłaszcza, ze sam postawiłeś znak równości (pomijam już fakt, co miałoby oznaczać to pojęcie, gdyby taka tożsamość miałaby nie zachodzić) ... poniższe pytanie raczej ja powinienem tobie zadać::

=szaryobywatel napisał:
Mam pytanie: czy jesteś istotą świadomą do której należą oczy śledzące ten tekst?


Cytat:
Myślę że Twój pogląd jest odmianą subiektywizmu, w każdym razie na pewno nie jest odmianą solipsyzmu, bo w solipsyzmie nie ma nigdzie żadnej obiektywności, nie ma niczego poza podmiotem poznającym.


myślę, że zarówno ja jak i ty pojęcie solipsyzmu znamy, z którejś ręki to po pierwsze;
po drugie, jest to pogląd budzący w pierwszy momencie naturalny sprzeciw i niechęć bo jest niezgodny z wrażeniem, jakie chyba większość ludzi, w tej kwestii odnosi .... czytałem kilka krytycznych komentarzy nt solipsyzmu i uznaje je za niedorzeczne tj. nie odnoszące się do solipsyzmu, bo to do czego się odnoszą nie wynika z solipsyzmu ....

a po trzecie i chyba najważniejsze, to masz rację w solipsyzmie jest jedynie mowa o subiektywizmie poznania podmiotu poznającego ;) .... ale solipsyzm, to tylko część tego co napisałem, o reszcie solipsyzm chyba rzeczywiście nic nie mówi (a przynajmniej ja o tym nie wiem), więc reszta to już nie tylko solipsyzm ....

... a, tak jak poprzednio napisałem, obiektywizacja poznania subiektywnie poznającej jednostki, nie wynika z natury jej poznania, a z obiektywnego istnienia, obiektywnych praw rządzących światem, które i poprzez które i dzięki którym, dopiero jednostka może obiektywizować swoje poznanie .... i odwrotnie, powyższe oznacza, że jeśli wierzę obiektywizację swoich sądów, to istnienie obiektywnych praw jest koniecznością, bo " ja sam" i każdy z osobna jest w oczywisty sposób solipsystą, nawet jeśli o tym nie wie :mrgreen:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1760
Przeczytał: 110 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:52, 31 Gru 2016    Temat postu:

Dyskurs napisał:
szaryobywatel napisał:
Mam pytanie: czy jesteś istotą świadomą do której należą oczy śledzące ten tekst?
O micie nazarenski - w dowcipie bylo, zeby wbic widelec w oko I pojsc do okulisty, bo lekarz ogolny mial zbyt wielu pacjentow w przychodni :)


Odpowiedź twierdząca na to pytanie byłaby przecież redukcją swojego istnienia do "pauzy pomiędzy dwoma datami na marmurowym nagrobku" ;)

Michał Dyszyński napisał:
Ja widzę to dokładnie odwrotnie. Dla mnie osobowe źródło jest jedynym możliwym, bo jest swego rodzaju KAPSUŁĄ KOMPLETNOŚCI.


Kapsułą kompletności?

Michał Dyszyński napisał:
Jeśliby wyobrażać sobie "pierwotną prasubstancję wszystkiego" to byłby to po prostu chaos możliwości. Chaos polega na wyłanianiu się i zanikaniu wszystkiego chaotycznie - podobnie jak w próżni kwantowej, gdzie wirtualne cząstki powstają stochastycznie, zanikając po czasie wynikającym z zasady nieoznaczoności.


To nie jest "chaos", tylko zamknięty w ramach pewnej struktury proces.

Michał Dyszyński napisał:
Tym co UZYSKUJE TRWAŁOŚĆ jest byt w jakiś sposób KOMPLETNY, czyli nie składający się z części, a sam ze sobą immanentny, niesprzeczny. Tylko w takiej sytuacji chaos "nie odbierze sobie" takiego bytu z powrotem, bo ten byt sam podtrzymuje niejako swoje istnienie, stał się od chaosu niezależny. Musi to być więc byt, który nie dzieli się na części, nie podlega fragmentyzacji w żadnym aspekcie - jest kompletny. Dla mnie takim bytem może być jedynie osoba (ściślej doskonała osoba).


W jaki sposób osoba może być czymś kompletnym i jeśli jest doskonała - niesprzecznym?
Zakładając stochastyczną w istocie naturę bytu, skąd wyłoniła się przestrzeń możliwości dająca początek temu co się z niej wyłania?

Michał Dyszyński napisał:
Ograniczenia są w tym układzie niejasną kategorią. Czy to, czym/kim się jest, stanowi ograniczenie?


Tak.

Michał Dyszyński napisał:
Gdyby tak było, to owo podejście wymusza ograniczenie innego rodzaju - nieustanne "wypieranie się" tego kim/czym się jest. To chyba jest gorsze, niż trwać w tym, co stanowi naturę danego bytu. Słowo "ograniczenie" ma wydźwięk pejoratywny - zawiera w sobie milczące założenie, ze lepiej jest wciąż przekraczać jakieś granice, niż trwać w tym, co się osiągnęło/czym się jest.


Albo rozumieć co jest niemożliwe. Chcesz powiedzieć że nieistotne jest rozumienie tego co jest możliwe, a co nie?

lucek napisał:
kwestionowanie "ja" jest równoznaczne z kwestionowaniem pojęcia osoby ... zwłaszcza, ze sam postawiłeś znak równości (pomijam już fakt, co miałoby oznaczać to pojęcie, gdyby taka tożsamość miałaby nie zachodzić) ...


"Ja" to to czym jestem, a tożsamość jest kwestionowana bo nie ma uzasadnienia, a przynajmniej nikt go do tej pory nie podał.


Ostatnio zmieniony przez szaryobywatel dnia Sob 1:09, 31 Gru 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2966
Przeczytał: 58 tematów


PostWysłany: Sob 3:41, 31 Gru 2016    Temat postu:

Cytat:
"Ja" to to czym jestem, a tożsamość jest kwestionowana bo nie ma uzasadnienia, a przynajmniej nikt go do tej pory nie podał.


dopiero dzisiaj dotarło do mnie (chyba?) co masz na myśli pisząc o tożsamości ... przyznam się też bez bicia, że nie wszystko czytam i nie koniecznie uważnie :mrgreen:
... ale rozumiem, że masz na myśli to, że nie czujesz? - czy nie widzisz? związku (uzasadnienia) dla bycia tą samą osobą powiedzmy 10 lat temu i dziś ... a jeśli tak, to i przed ułamkiem sekundy ..... :think: w tym sensie nie jesteś i tyle .... nawet zdaje się, większość komórek twojego ciała ( przez 10 lat) mogła ulec wymianie - jest nie ta sama ....

... z drugiej jednak strony, kontynuujesz wymianę kilku zdań ze mną od kilku dni, i to może być jakieś uzasadnienie .... a inne to takie, że nie musisz co chwilę nowego dowodu tożsamości wyrabiać ... to kosztuje i nabiegłbyś się po urzędach :wink: .... ale nic na siłę nie mam zamiaru uzasadniać, zwłaszcza, że w tym sensie jesteś różnymi osobami :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15049
Przeczytał: 102 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 11:39, 31 Gru 2016    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Gdyby tak było, to owo podejście wymusza ograniczenie innego rodzaju - nieustanne "wypieranie się" tego kim/czym się jest. To chyba jest gorsze, niż trwać w tym, co stanowi naturę danego bytu. Słowo "ograniczenie" ma wydźwięk pejoratywny - zawiera w sobie milczące założenie, ze lepiej jest wciąż przekraczać jakieś granice, niż trwać w tym, co się osiągnęło/czym się jest.


Albo rozumieć co jest niemożliwe. Chcesz powiedzieć że nieistotne jest rozumienie tego co jest możliwe, a co nie?


Rozumienie jest istotne, tylko mamy z nim podstawowy problem - nadmiar możliwości. Aby cokolwiek zrozumieć, trzeba dany aspekt postawić w dualności - rozpiąć przestrzeń wyobrażeń, tak aby w niej różnicować daną rzecz. Wszystko zatem co rozumiemy ma swoje przynajmniej dwa przeciwne krańce myśli, a oba krańce są potencjalnie do użycia jako możliwość. Czyli - ZAWSZE MOŻLIWOŚĆ ZAWIERA W SOBIE POTENCJALNĄ SPRZECZNOŚĆ.
Przykład:
Jest możliwość, abym był ogromny, a równie dobrze abym był malusieńki. Bo umysł oceniający świat "rozsuwa sobie" rozumienie rzeczywistości duży vs mały. Jeśli jestem duży, to automatycznie nie jestem mały i odwrotnie. Ustawiając (robimy to ARBITRALNIE) kategorię, względem której coś oceniamy, wychodzi, że albo bycie dużym jest tą pożądaną możliwością, albo małym. Jak jestem jednym, to zaprzeczam drugiemu. Zatem zarzut, że jakiejś tam możliwości nie wykorzystuję (np. możliwości bycia małym, gdy jestem dużym) jest w moim przekonaniu absurdalny. ZAWSZE czegoś nie wykorzystuję, jeśli jakoś się zdecyduję w którąś z opcji. Jeśli stałem się jedynką, to zawsze będzie zarzut, że nie stałem się dwójką, albo czwórką. Czyli ja w ogóle odrzucam postawienie problemu w ten sposób, że zastanawiam się jakiej to możliwości nie spełniłem, aby było "dobrze", bo chcąc je spełniać, zaprzeczam w istocie swojej określoności, zaprzeczam samemu wyborowi.
To jest też powód, dla którego za mało sensowne uważam rozważania na temat boskiej wszechmocy, ustawiane na zasadzie każdej logicznej opcji, jaką sobie pomyślimy. Nasze postrzeganie zawsze będzie jakąś grą sprzeczności, więc stawianie zarzutu, że coś - będąc jakieś - nie jest swoją sprzecznością, świadczy nie o słabości tamtej strony, ale o nieporadności myślenia w tej kwestii.
Dlatego traktuję zarzut "z możliwości", jak powyżej, jako po prostu logicznie niepoprawny.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 12:03, 31 Gru 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1760
Przeczytał: 110 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 4:06, 02 Sty 2017    Temat postu:

lucek napisał:
... ale rozumiem, że masz na myśli to, że nie czujesz? - czy nie widzisz? związku (uzasadnienia) dla bycia tą samą osobą powiedzmy 10 lat temu i dziś ... a jeśli tak, to i przed ułamkiem sekundy ..... :think: w tym sensie nie jesteś i tyle .... nawet zdaje się, większość komórek twojego ciała ( przez 10 lat) mogła ulec wymianie - jest nie ta sama ....

... z drugiej jednak strony, kontynuujesz wymianę kilku zdań ze mną od kilku dni, i to może być jakieś uzasadnienie .... a inne to takie, że nie musisz co chwilę nowego dowodu tożsamości wyrabiać ... to kosztuje i nabiegłbyś się po urzędach :wink: .... ale nic na siłę nie mam zamiaru uzasadniać, zwłaszcza, że w tym sensie jesteś różnymi osobami :)


To jeszcze nic. Skoro mamy wiele wycinków świata które mogą być obserwowane/doświadczane przez świadomość w nich "tkwiącą", czyli osób, to jakie uzasadnienie ma to że jesteś akurat "tą" osobą? Siedzisz sobie gdzieś i rozmawiasz z kimś. Wydaje się że w ogólności nie doświadczasz myśli tego kogoś, ani nie widzisz świata jego oczami. Ale czy na pewno, skoro jedyne do czego masz dostęp to niemierzalnie krótka chwila teraźniejsza? Przed sekundą mogłeś widzieć świat oczami tego kogoś, i tak ta osoba którą wydaje Ci się teraz że jesteś nie będzie o tym wiedzieć, bo pamięć w jej mózgu nie mogła tego zarejestrować. Pytam całkiem poważnie, czy istnieje uzasadnienie tożsamości: ja = "ta" osoba? ;)

Michał Dyszyński napisał:
Rozumienie jest istotne, tylko mamy z nim podstawowy problem - nadmiar możliwości. Aby cokolwiek zrozumieć, trzeba dany aspekt postawić w dualności - rozpiąć przestrzeń wyobrażeń, tak aby w niej różnicować daną rzecz. Wszystko zatem co rozumiemy ma swoje przynajmniej dwa przeciwne krańce myśli, a oba krańce są potencjalnie do użycia jako możliwość. Czyli - ZAWSZE MOŻLIWOŚĆ ZAWIERA W SOBIE POTENCJALNĄ SPRZECZNOŚĆ.
Przykład:
Jest możliwość, abym był ogromny, a równie dobrze abym był malusieńki. Bo umysł oceniający świat "rozsuwa sobie" rozumienie rzeczywistości duży vs mały. Jeśli jestem duży, to automatycznie nie jestem mały i odwrotnie. Ustawiając (robimy to ARBITRALNIE) kategorię, względem której coś oceniamy, wychodzi, że albo bycie dużym jest tą pożądaną możliwością, albo małym. Jak jestem jednym, to zaprzeczam drugiemu. Zatem zarzut, że jakiejś tam możliwości nie wykorzystuję (np. możliwości bycia małym, gdy jestem dużym) jest w moim przekonaniu absurdalny. ZAWSZE czegoś nie wykorzystuję, jeśli jakoś się zdecyduję w którąś z opcji. Jeśli stałem się jedynką, to zawsze będzie zarzut, że nie stałem się dwójką, albo czwórką. Czyli ja w ogóle odrzucam postawienie problemu w ten sposób, że zastanawiam się jakiej to możliwości nie spełniłem, aby było "dobrze", bo chcąc je spełniać, zaprzeczam w istocie swojej określoności, zaprzeczam samemu wyborowi.
To jest też powód, dla którego za mało sensowne uważam rozważania na temat boskiej wszechmocy, ustawiane na zasadzie każdej logicznej opcji, jaką sobie pomyślimy. Nasze postrzeganie zawsze będzie jakąś grą sprzeczności, więc stawianie zarzutu, że coś - będąc jakieś - nie jest swoją sprzecznością, świadczy nie o słabości tamtej strony, ale o nieporadności myślenia w tej kwestii.
Dlatego traktuję zarzut "z możliwości", jak powyżej, jako po prostu logicznie niepoprawny.


Dziwnie osobiście i negatywnie odbierasz pojęcie ograniczoności. Nie rozumiem też z jakim nadmiarem możliwości masz problem, cokolwiek jest realizacją ich niesprzecznego zestawu. Tylko zdając sobie dobrze sprawę z ograniczoności nas, świata dookoła, jesteśmy w stanie ruszyć z czymkolwiek do przodu.


Ostatnio zmieniony przez szaryobywatel dnia Pon 4:19, 02 Sty 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2966
Przeczytał: 58 tematów


PostWysłany: Pon 8:08, 02 Sty 2017    Temat postu:

Cytat:
Pytam całkiem poważnie, czy istnieje uzasadnienie tożsamości: ja = "ta" osoba? ;)


odpowiadam całkiem poważnie ;) - Tak, bo niby jaka inna?

... był sobie podobno taki starożytny myśliciel, od którego pochodzi "nie można wejść do tej samej rzeki", czyli to co było, minęło i już nie wróci takie same ... ale nawet dla niego, a może zwłaszcza dla niego, nie oznacza, że pozostaje bez związku z poprzednim - wprost przeciwnie ;) (zdaje się)

... dowód tożsamości (osobisty) ważny zdaje się 10 lat, zmieniasz, uaktualnisz swoje np. zdjęcie ... ale twoja tożsamość pozostaje ta sama :); napisałeś, że ułamek sekundy temu byłeś kimś innym, a jednak kontynuujesz ten sam temat ;) więc ostrzegał bym przed zafiksowaniem się na jakimś aspekcie rzeczywistości, w "scholastycznych" rozważaniach redukując rzeczywistość, do tego, wybranego aspektu :mrgreen:


Ostatnio zmieniony przez lucek dnia Pon 8:13, 02 Sty 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15049
Przeczytał: 102 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 12:39, 02 Sty 2017    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Dziwnie osobiście i negatywnie odbierasz pojęcie ograniczoności. Nie rozumiem też z jakim nadmiarem możliwości masz problem, cokolwiek jest realizacją ich niesprzecznego zestawu. Tylko zdając sobie dobrze sprawę z ograniczoności nas, świata dookoła, jesteśmy w stanie ruszyć z czymkolwiek do przodu.

Właściwie to uważam pojęcie ograniczoności, w jakimś takim ogólnym sensie za nieco NADMIAROWE. Czy czujemy się "ograniczeni", że nie możemy się teraz teleportować na Marsa, albo że nie możemy nabrać łyżką i wrzucić do szuflady paru gram materii słonecznej?
- chyba nie mamy takich problemów.
Jest nieskończona liczba rzeczy, których nie możemy zrobić, ale to nie jest jakoś problemem, ludziom to nie przeszkadza. W zasadzie maksimum problemu z "byciem ograniczonym" polega na UWIERZENIU, że jest się ograniczonym w jakiejś dziedzinie. Powiedzmy, że spotkałem dawnego znajomego, który mi mówi: słuchaj, ty jesteś bardzo ograniczony, bo nie możesz, tak jak ja, wejść do jakiegoś ekskluzywnego klubu, do którego ja mam kartę. Jeśli ktoś mi to powie, to ja się uśmiechnę i powiem: nie czuję takiego ograniczenia, bo nie bywam w klubach, nie lubię tych klimatów, więc skorzystanie z takiej oferty odebrałbym raczej jako przykrość - karę, a nie coś dla mnie atrakcyjnego. Ale oczywiście ktoś inny, jakiś bywalec klubów, poczuje się "ograniczony", że nie ma wstępu do owego klubu.
Być może to właśnie, że ludzie są w sposób mało spójni w swoich pragnieniach, jakieś takie wieczne niespełnienie jest istotą koncepcji grzechu pierworodnego?...
Możemy różne rzeczy chcieć. Chcemy oczywiście to, czego nie mamy, bo jak coś mamy, to chcenie robi się zbędne. Jeśli chcemy, a nie osiągamy - to czujemy się ograniczeni. Jeśli juz osiągniemy, to chcenie się wykasowuje, a my szukamy nowego chcenia - znowu nie zaspokojonego. Więc zawsze jesteśmy na owym "głodzie", zawsze nie mamy i coś nas "ogranicza".
A rozwiązanie problemu z owymi chceniami jest dość proste - wystarczy refleksja: czy możesz mieć wszystko?
- ani NIE MOGĘ MIEĆ WSZYSTKIEGO! Nie mogę z przyczyn "logicznych", bo nie mogę np. spełnić takiego pomysłu jak zajęcie całego podium, czyli jednocześnie pierwszego, drugiego i trzeciego miejsca w jakiejś konkurencji olimpijskiej. Mogę być pierwszy, ale wtedy nie będę już drugi.
Skoro moje chcenia podlegają takim ograniczeniom logicznym, to już WIEM, że muszę z tymi chceniami dojść jakoś do ładu, czyli nie warto chcieć głupio!
Ten wniosek - choć nie wydaje się jakoś szczególnie odkrywczy - przy głębszym spojrzeniu wydaje się kluczowy dla jestestwa. Problemem jest jednak pytanie: jak chcieć niegłupio, czyli jakoś "mądrze"?
Pierwsze co się nasuwa, to nie chcieć bez pewnego głębszego przemyślenia konsekwencji. Wielu ludzi popełnia dość podstawowy błąd polegający na tym, że pragną rzeczy których...
... których tak naprawdę NIE PRAGNĄ. Dążą do czegoś, co jest w istocie zaprzeczeniem ich głębszych potrzeb. Weźmy taki dość typowy przykład, gdy chcemy sobie zdobyć drugą osobę, chcemy aby nas pokochała, może polubiła, zaczęła cenić. Wielu podchodzi do tego zadania w sposób niejako "deterministyczny" - tzn. "używają środków", aby skutecznie skłonić drugą osobę, do pokochania nas. Czyli np. ktoś kupuje dziewczynie kwiaty, robi mnóstwo rzeczy, aby wydać się atrakcyjnym, ukrywa swoje wady. Problem jest w tym, że jak ukryje te wady, a dziewczyna ostatecznie pokocha tego gościa takim, jakim się wobec niej objawił - to pokocha nie jego samego, tylko wykreowany w celu przyciągnięcia do siebie obraz. Czyli właściwie wychodzi, że owo całe staranie się skłonienia drugiej osoby do siebie jest funta kłaków warte (może nie w całości, ale w sporej części), bo nie realizuje podstawowego celu - spowodować, aby ktoś POKOCHAŁ NAS (!). Z drugiej strony oczywiście boimy się, że taki ja - jaki jest - z wszystkimi wadami - może nie nadawać się do pokochania, więc dziewczyna pójdzie do innego. Zatem walczą w tym układzie dwie sprzeczne tendencje - kreacji, zmiany siebie i jakby zachowania siebie.
Co w tym układzie jest OGRANICZENIEM? Ja bym powiedział, że w zdecydowanej większości NASZA ŚWIADOMOŚĆ. Chcemy, ale i nie chcemy jednocześnie. Gdyby jakaś czarownica dała nam jakiś superskuteczny eliksir miłości, po podaniu którego tamta druga osoba zadurzy się w nas nieodparcie, nieodwołalnie, to czy byśmy go użyli?...
Ja osobiście raczej bym w takiej sytuacji owego eliksiru NIE użył. Bo taka miłość bez osobistego wyboru drugiej strony, bez UCZCIWEJ OCENY MNIE nie byłaby wartościowa. Gdyby ta osoba mnie kochała, nawet przez całe życie, to ja wciąż zadawałbym sobie to pytanie: a czy ona kocha mnie naprawdę, czy tylko dlatego, że musi, bo jest zmanipulowana?... A skoro tak jest, to czy to w ogóle jest miłość, czy raczej jakaś forma zależności, obsesji?...
Gdzie jest tu OGRANICZENIE w tej sytuacji?
Chcę jednego i drugiego - bycia pokochanym, ale też bycia pokochanym nie z powodu konieczności, przymusu. Ten przykład, choć wydaje się być dość szczególnym, w moim przekonaniu dotyka istoty problemu - którym jest nie tyle co mogę, a czego nie mogę zrobić, tylko CZEGO NAPRAWDĘ CHCĘ.
Aspekt miłości, choć poruszony przeze mnie niezależnie - jako przykład, splata się tu dość ciekawie z rozwiązaniem całego dylematu z ograniczeniem, jestestwem, spełnieniem. Bo jakoś tak jest, że gdy czujemy się kochani, a sami to doceniamy (czyli zwykle gdy też kochamy), to mamy praktycznie wszystko co ważne. Oczywiście możemy kochać nie tylko ludzi - swoją pracę, ideały itp. Gdy mamy to co kochamy, wtedy nie pojawia się problem z ograniczeniem - bo nie chcemy czegoś nowego, jako że rajcuje nas bycie z tym i z tym, co kochamy, czyli JESTEŚMY SPEŁNIENI. A że nie możemy czegoś tam zrobić? mnóstwa rzeczy nie możemy zrobić, więc martwienie się "nierobieniem" czegoś z nieskończonej listy jest kompletnie nieracjonalne. Dla nas liczy się to, czy możemy robić coś, co pragniemy, co jest dla nas ważne. A to oznacza, że chcemy być z tym, co kochamy. A to oznacza, że trzeba NAUCZYĆ SIĘ KOCHAĆ - w tym co pokochamy, "będziemy my", w tym sensie, źe pokochanie ZDEFINIUJE NAM ZAKRES OGRANICZEŃ, CELÓW, PRAGNIEŃ, które będą "obowiązujące", czyli wykroją nam z nieskończonej (zatem nierealizowalnej) listy możliwości do zdobywania, te cele które nam odpowiadają. Nie da się osiągnąć wszystkiego, bo należałoby osiągać również rzeczy sprzeczne. Skoro i tak musimy się SAMI OGRANICZAĆ (!) w uznawaniu kandydatów na cele do realizacji, to zróbmy to od początku do końca rozsądnie - przyglądając się sobie, nie robiąc sprzecznych założeń. Droga tutaj jest prosta - pozbyć się pewnego nierealnego obrazu siebie, który zdobywa wszystko, zamieniając to na obraz siebie, który umie kochać i w tej miłości się realizuje.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1760
Przeczytał: 110 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 3:43, 03 Sty 2017    Temat postu:

lucek napisał:
odpowiadam całkiem poważnie ;) - Tak, bo niby jaka inna?


Żadna.

lucek napisał:
... dowód tożsamości (osobisty) ważny zdaje się 10 lat, zmieniasz, uaktualnisz swoje np. zdjęcie ... ale twoja tożsamość pozostaje ta sama :); napisałeś, że ułamek sekundy temu byłeś kimś innym, a jednak kontynuujesz ten sam temat ;) więc ostrzegał bym przed zafiksowaniem się na jakimś aspekcie rzeczywistości, w "scholastycznych" rozważaniach redukując rzeczywistość, do tego, wybranego aspektu :mrgreen:


Nie martw się ;) Poza tym, to nie żadne wydumane filozofowanie, tylko zupełnie podstawowe pytanie. Inna wersja brzmi: dlaczego urodziłeś się tą osobą, a nie inną? Nie swoim kolegą, nie Napoleonem, nie kimś innym tylko właśnie "tą" osobą. Jeżeli nie potrafisz udzielić odpowiedzi to naturalne jest postawienie kolejnego pytania: no to skąd wiesz że urodziłeś się "tą" osobą, jeśli nie potrafisz nawet tego uzasadnić? Brzmi przezabawnie, ale po zastanowieniu się już nie jest zabawne. Nie jest też ani dołujące ani prowadzące do jakiegoś obłędu, przeciwnie ;)
Pozdrawiam.

Michał Dyszyński napisał:
Właściwie to uważam pojęcie ograniczoności, w jakimś takim ogólnym sensie za nieco NADMIAROWE. Czy czujemy się "ograniczeni", że nie możemy się teraz teleportować na Marsa, albo że nie możemy nabrać łyżką i wrzucić do szuflady paru gram materii słonecznej?
- chyba nie mamy takich problemów.
Jest nieskończona liczba rzeczy, których nie możemy zrobić, ale to nie jest jakoś problemem, ludziom to nie przeszkadza. W zasadzie maksimum problemu z "byciem ograniczonym" polega na UWIERZENIU, że jest się ograniczonym w jakiejś dziedzinie. Powiedzmy, że spotkałem dawnego znajomego, który mi mówi: słuchaj, ty jesteś bardzo ograniczony, bo nie możesz, tak jak ja, wejść do jakiegoś ekskluzywnego klubu, do którego ja mam kartę. Jeśli ktoś mi to powie, to ja się uśmiechnę i powiem: nie czuję takiego ograniczenia, bo nie bywam w klubach, nie lubię tych klimatów, więc skorzystanie z takiej oferty odebrałbym raczej jako przykrość - karę, a nie coś dla mnie atrakcyjnego. Ale oczywiście ktoś inny, jakiś bywalec klubów, poczuje się "ograniczony", że nie ma wstępu do owego klubu.
Być może to właśnie, że ludzie są w sposób mało spójni w swoich pragnieniach, jakieś takie wieczne niespełnienie jest istotą koncepcji grzechu pierworodnego?...
Możemy różne rzeczy chcieć. Chcemy oczywiście to, czego nie mamy, bo jak coś mamy, to chcenie robi się zbędne. Jeśli chcemy, a nie osiągamy - to czujemy się ograniczeni. Jeśli juz osiągniemy, to chcenie się wykasowuje, a my szukamy nowego chcenia - znowu nie zaspokojonego. Więc zawsze jesteśmy na owym "głodzie", zawsze nie mamy i coś nas "ogranicza".
A rozwiązanie problemu z owymi chceniami jest dość proste - wystarczy refleksja: czy możesz mieć wszystko?
- ani NIE MOGĘ MIEĆ WSZYSTKIEGO! Nie mogę z przyczyn "logicznych", bo nie mogę np. spełnić takiego pomysłu jak zajęcie całego podium, czyli jednocześnie pierwszego, drugiego i trzeciego miejsca w jakiejś konkurencji olimpijskiej. Mogę być pierwszy, ale wtedy nie będę już drugi.
Skoro moje chcenia podlegają takim ograniczeniom logicznym, to już WIEM, że muszę z tymi chceniami dojść jakoś do ładu, czyli nie warto chcieć głupio!
Ten wniosek - choć nie wydaje się jakoś szczególnie odkrywczy - przy głębszym spojrzeniu wydaje się kluczowy dla jestestwa. Problemem jest jednak pytanie: jak chcieć niegłupio, czyli jakoś "mądrze"?
Pierwsze co się nasuwa, to nie chcieć bez pewnego głębszego przemyślenia konsekwencji. Wielu ludzi popełnia dość podstawowy błąd polegający na tym, że pragną rzeczy których...
... których tak naprawdę NIE PRAGNĄ. Dążą do czegoś, co jest w istocie zaprzeczeniem ich głębszych potrzeb. Weźmy taki dość typowy przykład, gdy chcemy sobie zdobyć drugą osobę, chcemy aby nas pokochała, może polubiła, zaczęła cenić. Wielu podchodzi do tego zadania w sposób niejako "deterministyczny" - tzn. "używają środków", aby skutecznie skłonić drugą osobę, do pokochania nas. Czyli np. ktoś kupuje dziewczynie kwiaty, robi mnóstwo rzeczy, aby wydać się atrakcyjnym, ukrywa swoje wady. Problem jest w tym, że jak ukryje te wady, a dziewczyna ostatecznie pokocha tego gościa takim, jakim się wobec niej objawił - to pokocha nie jego samego, tylko wykreowany w celu przyciągnięcia do siebie obraz. Czyli właściwie wychodzi, że owo całe staranie się skłonienia drugiej osoby do siebie jest funta kłaków warte (może nie w całości, ale w sporej części), bo nie realizuje podstawowego celu - spowodować, aby ktoś POKOCHAŁ NAS (!). Z drugiej strony oczywiście boimy się, że taki ja - jaki jest - z wszystkimi wadami - może nie nadawać się do pokochania, więc dziewczyna pójdzie do innego. Zatem walczą w tym układzie dwie sprzeczne tendencje - kreacji, zmiany siebie i jakby zachowania siebie.
Co w tym układzie jest OGRANICZENIEM? Ja bym powiedział, że w zdecydowanej większości NASZA ŚWIADOMOŚĆ. Chcemy, ale i nie chcemy jednocześnie. Gdyby jakaś czarownica dała nam jakiś superskuteczny eliksir miłości, po podaniu którego tamta druga osoba zadurzy się w nas nieodparcie, nieodwołalnie, to czy byśmy go użyli?...
Ja osobiście raczej bym w takiej sytuacji owego eliksiru NIE użył. Bo taka miłość bez osobistego wyboru drugiej strony, bez UCZCIWEJ OCENY MNIE nie byłaby wartościowa. Gdyby ta osoba mnie kochała, nawet przez całe życie, to ja wciąż zadawałbym sobie to pytanie: a czy ona kocha mnie naprawdę, czy tylko dlatego, że musi, bo jest zmanipulowana?... A skoro tak jest, to czy to w ogóle jest miłość, czy raczej jakaś forma zależności, obsesji?...
Gdzie jest tu OGRANICZENIE w tej sytuacji?
Chcę jednego i drugiego - bycia pokochanym, ale też bycia pokochanym nie z powodu konieczności, przymusu. Ten przykład, choć wydaje się być dość szczególnym, w moim przekonaniu dotyka istoty problemu - którym jest nie tyle co mogę, a czego nie mogę zrobić, tylko CZEGO NAPRAWDĘ CHCĘ.
Aspekt miłości, choć poruszony przeze mnie niezależnie - jako przykład, splata się tu dość ciekawie z rozwiązaniem całego dylematu z ograniczeniem, jestestwem, spełnieniem. Bo jakoś tak jest, że gdy czujemy się kochani, a sami to doceniamy (czyli zwykle gdy też kochamy), to mamy praktycznie wszystko co ważne. Oczywiście możemy kochać nie tylko ludzi - swoją pracę, ideały itp. Gdy mamy to co kochamy, wtedy nie pojawia się problem z ograniczeniem - bo nie chcemy czegoś nowego, jako że rajcuje nas bycie z tym i z tym, co kochamy, czyli JESTEŚMY SPEŁNIENI. A że nie możemy czegoś tam zrobić? mnóstwa rzeczy nie możemy zrobić, więc martwienie się "nierobieniem" czegoś z nieskończonej listy jest kompletnie nieracjonalne. Dla nas liczy się to, czy możemy robić coś, co pragniemy, co jest dla nas ważne. A to oznacza, że chcemy być z tym, co kochamy. A to oznacza, że trzeba NAUCZYĆ SIĘ KOCHAĆ - w tym co pokochamy, "będziemy my", w tym sensie, źe pokochanie ZDEFINIUJE NAM ZAKRES OGRANICZEŃ, CELÓW, PRAGNIEŃ, które będą "obowiązujące", czyli wykroją nam z nieskończonej (zatem nierealizowalnej) listy możliwości do zdobywania, te cele które nam odpowiadają. Nie da się osiągnąć wszystkiego, bo należałoby osiągać również rzeczy sprzeczne. Skoro i tak musimy się SAMI OGRANICZAĆ (!) w uznawaniu kandydatów na cele do realizacji, to zróbmy to od początku do końca rozsądnie - przyglądając się sobie, nie robiąc sprzecznych założeń. Droga tutaj jest prosta - pozbyć się pewnego nierealnego obrazu siebie, który zdobywa wszystko, zamieniając to na obraz siebie, który umie kochać i w tej miłości się realizuje.


Ciekawy tekst o podejściu do swoich ograniczeń, odniosę się w wolnym czasie. Niemniej, wydaje mi się że odbierasz to pojęcie w naszej dyskusji zbyt potocznie, a co za tym idzie w jakiś sposób osobiście. W tym sensie rzeczywiście decydujemy o tym co jest ograniczeniem, a co nie.
Z tym co kochamy jest niestety tak że to przemija, rozpada się, gnije. Fantazjowanie o najpotężniejszej osobie która nas zbawia tego nie zmieni.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
Strona 6 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin