Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

"Pozytywne myślenie" a prawda
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 10496
Przeczytał: 77 tematów

Pomógł: 728 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 3:45, 05 Mar 2018    Temat postu: Re: "Pozytywne myślenie" a prawda

Ircia napisał:
Cytat:
Więc po którymś tam spotkanym człowieku z depresją, aż się prosi tym ludziom powiedzieć: przestańcie patrzeć na tą ciemną stronę życia! Zobaczcie, w tej samej sytuacji ktoś inny dostrzega pozytywy, ciekawe wyzwania, okazję do wykazania swojej osobowości, a wy tutaj ględzicie o tym, że wszystko jest źle, że świat jest wredny!... Ludzie! Ogarnijcie się!


Tak, słynne i jakże nieskuteczne 'weź się w garść' -nie jedną osobę ten rodzaj pomocy doprowadził do ostateczności. Wiem Michał że nie to miałeś na myśli, tak mi się tylko skojarzyło z 'Ogarnijcie się'...

A właśnie, że akurat miałem też na myśli i to :szacunek: ;-P
Moje ostatnie lata życia uczą mnie skutecznie pokory w zakresie dekretowania ludziom tego co "oni mogą, skoro inni to mogą", czy porad w stylu "weź się w garść". Kiedyś byłem święcie przekonany, co do tego, że człowiek ogólnie panuje nad swoim ciałem i życiem. Okoliczności pokazały mi co innego. Może to i dobrze, bo chyba duchowo nawet cenniejsza jest pokora, niż osiąganie sukcesów życiowych. W każdym razie owa rada "weź się w garść" jest aktualnie przeze mnie diagnozowana jako (najczęściej, choć może nie zawsze) przykładanie nierealnych możliwości do sytuacji, o której się nie ma pojęcia. Kiedyś łatwo bym osądzał: schudnąć? - co za problem, wystarczy nie jeść. Wyrwać się z nałogu? - po prostu nie trzeba kupować tego co nałóg powoduje. Lenisz się, nie pracujesz? - weź się w garść człowieku! Nikomu praca nie przychodzi łatwo!
Takie porady kiedyś były dla mnie oczywiste. I przekonanie, że wszyscy mają podobne żołądki, możliwości, szanse opanowania tego, co na nich spada. Wkurzało mnie, jak to ludzie, zamiast robić "co trzeba", robią głupoty. Dziś wciąż mnie to trochę wkurza, ale już w inny sposób - miejsce skażonego wyniosłością oceniania zajęło współczucie, połączone z myślą "nie wiesz z jakiego stanu ten człowiek startował, nie wiesz co na niego spadło W PORÓWNANIU DO JEGO MOŻLIWOŚCI". Czyli nawet gdybym niejako "obiektywnie" coś wskazywało, że pewne rzeczy łatwo robi większość ludzi, to wcale nie oznacza, ze ta konkretna osoba to będzie w stanie wykonać. Po prostu każdy przypadek jest inny, szczególny.

Ircia napisał:
Na pewno warto o tym podyskutować, szczególnie dojść do tego jak myśleć, aby myślenie było realistyczne, ani nie magiczno-życzeniowe, ani aby czarne myśli nie blokowały działań.

Ponoć badania psychologów pokazują, że inteligencja koreluje z pesymizmem - pesymiści sa statystycznie inteligentniejsi. Nie znam precyzyjnie tych badań (a już teraz nie za bardzo dowierzam zasłyszanym, czy dziennikarskim doniesieniom ze świata nauki), ale chyba coś w tym musi być. Dzieci z zespołem Downa mają niską inteligencję, ale ponoć są raczej pogodne. W ogóle ludzie prości, żyjący tymi bardziej bezpośrednimi pragnieniami, bliżej ciała i natury, nie stawiający sobie wygórowanych celów, są zwykle szczęśliwsi i bardziej optymistyczni. Z drugiej strony natura inteligencji, styl myślenia ogniskujący się poszukiwaniu bardziej obiektywnej prawdy jest chyba związany z jakąś formą niezadowolenia. Bo rzetelna wiedza wymaga właśnie tego ciągłego stanu niezaspokojenia, potrzeby weryfikacji, wątpienia, szukania dziury w całym. To się pewnie jakoś przenosi z odruchów intelektualnych na emocjonalne - ludzie wpadają w nawyk bycia niezadowolonymi, szukającymi słabych stron sytuacji. Ale to właśnie to szukanie owych słabych, problematycznych stron jest tym, co później może być nieocenione - to ci "upierdliwcy" wyszukują błędy w konstrukcjach (może błędy skutkujące potencjalnym wypadkiem), w procedurach medycznych (ratując przez to niejedno życie), w zabezpieczeniach (chroniąc firmę, czy inne dobra przed wrogim atakiem). Optymista jest zadowolony z tego co osiągnął, czyli nie ma powodu dążyć do ulepszenia tego. To pesymista, niezadowolony z tego, iz musi wykonywać jakąś głupią czynność znajduje w sobie powody, aby wynaleźć usprawnienie, maszynę ułatwiającą pracę, czy życie. Ktoś myślący pozytywnie, umiejący "naładować się dobrą energią" bez wymyślenia czegoś, nie dokona wynalazku.
Nasze obiegowe wyobrażenia o tym, co jest dobre, a co złe, co korzystne, a co niekorzystne, po bliższym przyjrzeniu się sprawie, nieraz zawodzą. Najczęściej jest tak, że zysk na krótką metę, okazuje negatywne strony, gdy spojrzymy w dłuższej perspektywie. Najeść się smacznie - raz, drugi, trzeci - to niewątpliwy emocjonalny zysk. Ale ze zbyt częstego najadania się do przesady wyniknie nam problem z nadwagą, czy otyłością. Dobrze jest mieć dostatnie dzieciństwo, w którym młodym ludziom niczego nie brakuje. Tyle, że potem takie (zbyt) rozpieszczone dzieci, nie motywowane do walki o byt, stają nieprzygotowane do życia w dorosłości, gdy już tata z mamą nie są w stanie pomagać, brać na swoje barki każdy błąd młodego człowieka.

Ja dziś mam przemodelowaną koncepcję co jest pozytywne, a co negatywne. Na pewno negatywne jest samooszukiwanie się, w tym naiwna wersja pozytywnego myślenia (bo dojrzała wersja pozytywnego myślenia jest według mnie ok.). Zdobycie czegoś konkretnego bywa pozytywne, ale nie zawsze. Nie dać się słabości, nie dać się wewnętrznemu zakłamaniu - to jest to coś, co byłoby raczej bezsprzecznie pozytywne. Choć... też trzeba uważać, aby nie przeholować z zrzucaniem na swoją psychikę każdego ciężaru. Bywają prawdy, których na jakimś etapie swojego rozwoju wewnętrznego nie będziemy w stanie znieść. I będą to jak najbardziej prawdy. Ale tak trudne, tak padające na nieprzygotowany grunt, że zniszczą... Wtedy warto jest zrobić sobie jakąś ulgę - nawet z lekka się zakłamać jakąś wersją naiwno pozytywnego myślenia. Ale tak chwilę, aby złapać oddech. Potem chyba trzeba będzie znowu brać byka za rogi...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 4:14, 05 Mar 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 915
Przeczytał: 37 tematów

Pomógł: 95 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 17:36, 05 Mar 2018    Temat postu: Re: "Pozytywne myślenie" a prawda

Cytat:
Moje ostatnie lata życia uczą mnie skutecznie pokory w zakresie dekretowania ludziom tego co "oni mogą, skoro inni to mogą", czy porad w stylu "weź się w garść". Kiedyś byłem święcie przekonany, co do tego, że człowiek ogólnie panuje nad swoim ciałem i życiem. Okoliczności pokazały mi co innego
.
Z tym się zgadzam - nasz poziom kontroli jest dosłownie śmieszny - celowo zmajstrowana dieta potrafi niepoprawnego optymistę wprowadzić w konkretną deprechę - na takim poziomie malutkie molekuły rządzą naszym samopoczuciem...

Cytat:
Może to i dobrze, bo chyba duchowo nawet cenniejsza jest pokora, niż osiąganie sukcesów życiowych. W każdym razie owa rada "weź się w garść" jest aktualnie przeze mnie diagnozowana jako (najczęściej, choć może nie zawsze) przykładanie nierealnych możliwości do sytuacji, o której się nie ma pojęcia. Kiedyś łatwo bym osądzał: schudnąć? - co za problem, wystarczy nie jeść. Wyrwać się z nałogu? - po prostu nie trzeba kupować tego co nałóg powoduje. Lenisz się, nie pracujesz? - weź się w garść człowieku! Nikomu praca nie przychodzi łatwo!
Takie porady kiedyś były dla mnie oczywiste. I przekonanie, że wszyscy mają podobne żołądki, możliwości, szanse opanowania tego, co na nich spada. Wkurzało mnie, jak to ludzie, zamiast robić "co trzeba", robią głupoty.

Cieszę się że piszesz o czasie przeszłym ,niestety nadal mało ludzi wykazuje ten podstawowy poziom zrozumienia... 'Skoro ja to widzę i dla mnie jest to proste i oczywiste to dla reszty musi być tak samo' - błąd mierzenia innych swoją miarką, nie rozumienia że mimo że zamieszkujemy wspólny świat każdy tak naprawdę żyje w swoim.
Cytat:

Dziś wciąż mnie to trochę wkurza, ale już w inny sposób - miejsce skażonego wyniosłością oceniania zajęło współczucie, połączone z myślą "nie wiesz z jakiego stanu ten człowiek startował, nie wiesz co na niego spadło W PORÓWNANIU DO JEGO MOŻLIWOŚCI". Czyli nawet gdybym niejako "obiektywnie" coś wskazywało, że pewne rzeczy łatwo robi większość ludzi, to wcale nie oznacza, ze ta konkretna osoba to będzie w stanie wykonać. Po prostu każdy przypadek jest inny, szczególny.

Dokładnie, z tym że nigdy nie poznamy do końca ani swoich ani tym bardziej kogoś możliwości, szczególne że nie mamy owych możliwości danych na stałe, np jednego dnia zrobię coś z łatwością, ale drugiego to na prawdę przekracza moje możliwości... To doprowadziło mnie do lekko paradoksalnego wniosku że każdy zawsze robi wszystko najlepiej jak jest to możliwe w tym konkretnym momencie

Cytat:
Ponoć badania psychologów pokazują, że inteligencja koreluje z pesymizmem - pesymiści sa statystycznie inteligentniejsi. Nie znam precyzyjnie tych badań (a już teraz nie za bardzo dowierzam zasłyszanym, czy dziennikarskim doniesieniom ze świata nauki), ale chyba coś w tym musi być. Dzieci z zespołem Downa mają niską inteligencję, ale ponoć są raczej pogodne. W ogóle ludzie prości, żyjący tymi bardziej bezpośrednimi pragnieniami, bliżej ciała i natury, nie stawiający sobie wygórowanych celów, są zwykle szczęśliwsi i bardziej optymistyczni.

Coś na pewno w tym jest - dziecko na ogół potrafi się cieszyć z niczego, a im więcej rozumiemy tym bardziej realnie oceniamy świat, a otoczenie nasze podejście ocenia jako pesymizm.

Cytat:
Z drugiej strony natura inteligencji, styl myślenia ogniskujący się poszukiwaniu bardziej obiektywnej prawdy jest chyba związany z jakąś formą niezadowolenia. Bo rzetelna wiedza wymaga właśnie tego ciągłego stanu niezaspokojenia, potrzeby weryfikacji, wątpienia, szukania dziury w całym. To się pewnie jakoś przenosi z odruchów intelektualnych na emocjonalne - ludzie wpadają w nawyk bycia niezadowolonymi, szukającymi słabych stron sytuacji. Ale to właśnie to szukanie owych słabych, problematycznych stron jest tym, co później może być nieocenione - to ci "upierdliwcy" wyszukują błędy w konstrukcjach (może błędy skutkujące potencjalnym wypadkiem), w procedurach medycznych (ratując przez to niejedno życie), w zabezpieczeniach (chroniąc firmę, czy inne dobra przed wrogim atakiem).

Niezadowolenie ogólnie jest napędem do odkryć i do rozwoju, bo jak coś komuś pasuje to nie ma powodu aby to udoskonalać...

Cytat:
Optymista jest zadowolony z tego co osiągnął, czyli nie ma powodu dążyć do ulepszenia tego. To pesymista, niezadowolony z tego, iz musi wykonywać jakąś głupią czynność znajduje w sobie powody, aby wynaleźć usprawnienie, maszynę ułatwiającą pracę, czy życie. Ktoś myślący pozytywnie, umiejący "naładować się dobrą energią" bez wymyślenia czegoś, nie dokona wynalazku.

Może ideał to popatrzeć na sytuację , pomarudzić pesymistycznie jak to jest źle i z optymizmem zabrać się do działania aby sobie tą sytuację polepszyć.

Cytat:
Nasze obiegowe wyobrażenia o tym, co jest dobre, a co złe, co korzystne, a co niekorzystne, po bliższym przyjrzeniu się sprawie, nieraz zawodzą. Najczęściej jest tak, że zysk na krótką metę, okazuje negatywne strony, gdy spojrzymy w dłuższej perspektywie. Najeść się smacznie - raz, drugi, trzeci - to niewątpliwy emocjonalny zysk. Ale ze zbyt częstego najadania się do przesady wyniknie nam problem z nadwagą, czy otyłością. Dobrze jest mieć dostatnie dzieciństwo, w którym młodym ludziom niczego nie brakuje. Tyle, że potem takie (zbyt) rozpieszczone dzieci, nie motywowane do walki o byt, stają nieprzygotowane do życia w dorosłości, gdy już tata z mamą nie są w stanie pomagać, brać na swoje barki każdy błąd młodego człowieka.

Świat jest dualny , wszystko ma swoje plusy i minusy, oraz każdy plus ma swoje minusy i każdy minus swoje plusy i można tak rozrysować to jak fraktal...

Cytat:
Ja dziś mam przemodelowaną koncepcję co jest pozytywne, a co negatywne. Na pewno negatywne jest samooszukiwanie się, w tym naiwna wersja pozytywnego myślenia (bo dojrzała wersja pozytywnego myślenia jest według mnie ok.)
.
Z zasady dojrzała wersja jest ok, dla mnie dojrzała = wzbogacona o pozytywne aspekty swojego przeciwieństwa, czyli zrównoważona.

Cytat:
Zdobycie czegoś konkretnego bywa pozytywne, ale nie zawsze. Nie dać się słabości, nie dać się wewnętrznemu zakłamaniu - to jest to coś, co byłoby raczej bezsprzecznie pozytywne. Choć... też trzeba uważać, aby nie przeholować z zrzucaniem na swoją psychikę każdego ciężaru. Bywają prawdy, których na jakimś etapie swojego rozwoju wewnętrznego nie będziemy w stanie znieść. I będą to jak najbardziej prawdy. Ale tak trudne, tak padające na nieprzygotowany grunt, że zniszczą... Wtedy warto jest zrobić sobie jakąś ulgę - nawet z lekka się zakłamać jakąś wersją naiwno pozytywnego myślenia. Ale tak chwilę, aby złapać oddech. Potem chyba trzeba będzie znowu brać byka za rogi...


Korzystanie z naiwnego optymizmu, z chwilowego zapomnienia o realnych problemach i zagrożeniach to cenna umiejętność, problemem staje się gdy się jej nadużywa i zaczyna traktować jak coś prawdziwego. Iluzja jest jak najbardziej ok, dopóki się jest świadomym że jest to tylko iluzja.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 10496
Przeczytał: 77 tematów

Pomógł: 728 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:18, 05 Mar 2018    Temat postu: Re: "Pozytywne myślenie" a prawda

Ircia napisał:
...

Korzystanie z naiwnego optymizmu, z chwilowego zapomnienia o realnych problemach i zagrożeniach to cenna umiejętność, problemem staje się gdy się jej nadużywa i zaczyna traktować jak coś prawdziwego. Iluzja jest jak najbardziej ok, dopóki się jest świadomym że jest to tylko iluzja.

Cóż, znowu się zgadzamy. :)
Biorę na tapetę ostatni komentarz, bo w pozostałych zgodność jest na tyle duża, że aż nie ma co komentować.
Ładnie sformułowałaś to jako "nadużywanie chwilowego zapomnienia". Niektórym się chyba zdaje, że życie na nieustannie aplikowanych sobie środkach przeciwbólowych i rozśmieszaczach jest właśnie tym, co najmądrzejsze. Oczywiście też nie chodzi mi o jakiś masochizm, czy skrajne umartwienia. Bardziej chodzi o WOLNOŚĆ. Ci, co zawsze wybierają to co jawi się im jako najprzyjemniejsza opcja mają życie wyznaczone owym paradygmatem przyjemności. To nie oni decydują, tylko "spływają" do obszarów najniższego potencjału, do minimum przykrości, a maksimum przyjemności.
Jest to o tyle trudne do przejrzenia, że ODCZUCIE wolności jest czymś znacząco różnym od samej wolności. Czujemy się (! - nie piszę "jesteśmy") wolni, gdy możliwe do osiągnięcia jest to, co nam się jawi jako najbardziej atrakcyjna opcja. Jeśli coś/ktoś nami sprytnie manipuluje ukazując tylko to co chce, przedstawiając jak przyjemne dla nas, to będziemy to wybierali, nie dbając o alternatywy.
Prawdziwa wolność bierze się jednak ZE ŚWIADOMOŚCI ALTERNATYW. Tylko wtedy gdy dostrzegamy różne opcje, możemy realnie wybierać. Jak opcja jest i tak jedna, to podążamy nią jako pojedynczą ścieżką.
Z drugiej strony owa świadomość alternatyw nie bierze się z niczego. Ona wynika z SZUKANIA, częściowo założonego PARADYGMATU w stylu: zobacz coś więcej, jedna opcja to za mało, może coś przeoczyłeś"
Mnie tego trochę nauczyła gra w szachy. Gdy skupiałem się na pierwszym pomyśle, jaki przyszedł mi do głowy, to zwykle przegrywałem. Dopiero zmuszenie się do rozważenia kilku wariantów czyni grę skuteczną. Tak samo jest w życiu - należałoby przyjąć zasadę: jeśli znasz tylko opinię jednej strony w sporze, to nie znasz sprawy; jeśli widzisz tylko jedną ścieżkę działania, to być może ktoś wiedzie cię w pułapkę. Szukanie wolności polega na grymaszeniu odnośnie stanu własnej wiedzy, świadomości, rozumienia. Zadowoleni z siebie i zawsze optymiści "myślący pozytywnie", choć będzie im może przyjemnie, choć będą przekonani, że posiedli nie wiadomo jak doniosłe prawdy, wolnymi naprawdę nie będą.
Czy warto jednak postawić tę wolność wyżej, niż samozadowolenie?
Ja, jako teista, czyli ktoś wierzący, że znalazłem się na tym łez padole celowo, zaś świat został zaprojektowany pod katem uczynienia mnie doskonalszym, widzę w tym aspekcie sens dla cierpienia. Gdybym cierpienia nigdy nie poznał i nie doznał, to wybierałbym wyłącznie pomiędzy poziomami zadowolenia - pewnie większe zadowolenie/przyjemność zawsze by wygrywało. Jeśli jednak krótkofalowe zadowolenie skonfliktuje mi się z zadowoleniem/szczęściem na dłuższą metę (jak to w życiu bywa), a nawet z pojawieniem się cierpienia, to zapewne w myślach dokona się "click" - ojej, to tak prosto nie działa. A dalej stąd wyniknie wniosek, że szukanie prawdziwej wolności (właśnie opartej o możliwość oceny wielu opcji i wyboru spomiędzy nich, a nie skupianiu się na tej pierwszej podanej mi - atrakcyjnie - opcji) warte jest wyższego priorytetu w tej układance. To zaś dalej oznacza OTWARCIE SIĘ NA NIEZNANE, docelowo aż na nieskończoność, na rozwój świadomości, który nie ma kresu.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 20:21, 05 Mar 2018, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 915
Przeczytał: 37 tematów

Pomógł: 95 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 20:43, 05 Mar 2018    Temat postu:

Mi osobiście pasuje porównanie z chodzeniem po górach - jest wiele szlaków, łatwiejszych , trudniejszych, można iść wyasfaltowanym szlakiem za przewodnikiem, można korzystać z wyciągów albo iść samemu trudnym kiepsko oznaczonym szlakiem lub wręcz na przełaj - w pełni wolnym wędrowcem jest się wówczas gdy ma się świadomość istnienia różnorodnych opcji, ich plusów i minusów oraz ma umiejętności ( i sprzęt) pozwalające w miarę bezpiecznie poruszać się po każdym terenie. Aby te umiejętności zdobyć potrzeba treningu - nikt o zdrowych zmysłach kto do tej pory chodził tylko po galeriach handlowych nie powinien ruszać od razu na wysokogórskie bezdroża Uralu czy Himalajów, trzeba poznać siebie, swoje możliwości i aby zwiększać swoją wolność górskiego wędrowca spokojnie trenować. Warto studiować mapy, ale zawsze pamiętać że to tylko mapa, poznać jak bardzo nawet najlepsze mapy mają się do rzeczywistych warunków w terenie itd, słuchać relacji innych, cenić je, ale zdawać sobie sprawę że gdy się samemu tam trafi można to odbierać zupełnie inaczej nawet jeśli warunki pogodowe będą takie same jakie miał nasz rozmówca...
Idąc na taką wyprawę warto myśleć pozytywnie że będzie ok, że czeka nas super przygoda, warto zachować dobry humor nawet jak leje deszcz i zaliczyło się zjazd z górki na tyłku, ale realizm musi być, niebezpieczeństwa nie można lekceważyć.
Ci 'górscy wędrowcy' nastawieni czysto hedonistycznie siedzą w luksusowych hotelach i podziwiają góry z basenu, a szczyt zdobywają wyciągiem - ok, jak im to pasuje i daje satysfakcje to super,ale gdy z ust takiego człowieka słyszę jak to on zna góry to chce mi się śmiać; ja satysfakcję czuję gdy wlezę sama na mało uczęszczany ale trudny szczyt nawet jak kiepska pogoda sprawia że pięknych widoków podziwiać się nie da...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 10496
Przeczytał: 77 tematów

Pomógł: 728 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:47, 05 Mar 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Mi osobiście pasuje porównanie z chodzeniem po górach - jest wiele szlaków, łatwiejszych , trudniejszych...

Przykład też mi bliski. Lubię góry i wędrówki po nich. Czasem skorzystam z kolejki, ale prawie zawsze po to, aby wędrówkę pieszą rozpocząć z dalej wysuniętego punktu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 915
Przeczytał: 37 tematów

Pomógł: 95 razy
Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:00, 05 Mar 2018    Temat postu:

To wiesz że nie ma szlaków tak naprawdę lepszych ani gorszych, każdy za to ma plusy i minusy które każdy odbiera bardzo subiektywnie, mi np oddalenie od cywilizacji bardzo pasuje i liczę to na plus, ale rozumiem tych którzy chcą móc się normalnie wykąpać i przespać w łóżku po wędrówce. Nie twierdzę że osoby korzystające z wyciągów są lepsze lub gorsze - jesteśmy po prosu inni( ja tam kocham rejony gdzie nie ma wyciągów).
Wędrujemy po tych samych górach ale każdy ma tak naprawdę swoje góry, z mojego punktu widzenia jest tak z innego inaczej, dwie osoby mogą patrzeć na to samo w tym samym momencie i odbierać zupełnie coś innego i to jest piękne i cudowne moim zdaniem. Mogę kolejny raz wchodzić na tą samą górę ale to nie będzie taka sama wędrówka, ja się zmieniam, góra się zmienia... stała jest tylko zmiana... chyba :D


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin