Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Śmierć jako warunek sensownego życia
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 948
Przeczytał: 99 tematów


PostWysłany: Sob 20:20, 30 Lis 2019    Temat postu: Śmierć jako warunek sensownego życia

W tym wątku chciałabym poruszyć temat afirmacji życia i tego, czym w ogóle jest życie, czym jest byt, w tym byt ludzki i jaką rolę w tym wszystkim odgrywa śmierć, przemijanie.

Jedna z hipotez mówi, że ludzka religijność w obszarze wiary w życie po życiu wynika z niezgody na śmierć, buntu przeciwko śmierci fizycznej jako ostatecznemu kresowi człowieka. Człowiek ma tak bardzo się na to nie zgadzać, tak bardzo ma się to kłócić z potrzebą wiecznego trwania, że stworzył sobie koncept nieśmiertelności albo w formie wiary w zaświaty, zmartwychwstania po śmierci, albo w formie reinkarnacji. Kluczowe w obu przypadkach jest przekonanie, że po śmierci fizycznej ma przetrwać świadomość/osobowość/ciało człowieka, to co czyni go konkretną jednostką na tym świecie, co odróżnia ją od wszystkich innych jednostkowych istot. Zatem śmierć fizyczna jest w takim ujęciu fikcją, nie jest prawdziwa, to zaledwie przejście do kolejnego etapu.

Z powyższego wynika, że śmierć postrzega się jako coś odrębnego od życia, coś na co nie ma w życiu miejsca, dlatego to co nazywamy śmiercią nie jest wcale śmiercią. Jest zjawiskiem pozornym, człowiek umiera dla świata, ale nie umiera dla siebie. Życie jest wartościowe, ponieważ nie ma końca.

Nie wszyscy jednak wierzą w życie po życiu, w ciąg dalszy ziemskiej wędrówki. I często za tym odrzuceniem wiary w nieśmiertelność idzie negacja życia, tzn. ktoś stwierdza, ze życie jest pozbawione sensu, wartości, ponieważ na końcu i tak się umiera. Więc po co to wszystko? Po co pogoń za marzeniami, po co rozwój, po co inwestowanie w siebie, jeśli z góry jesteśmy spisani na straty? Jaką to robi różnicę robalom, które będą konsumować nasze martwe ciała, czy to ciało kiedyś było wielce szanowanym prezydentem, wybitnym architektem czy menelem spod budki z piwem. Żadną, w oczach robali jak w oczach śmierci skończymy jako pożywne truchła, które mogą co najwyżej zasilić energetycznie przyrodę.

Z powyższego wynika, że jeżeli uznaje się realność śmierci, to za tą afirmacją śmierci często idzie negacja życia. Tak więc choć te dwie postawy się od siebie różnią samym stosunkiem do życia i śmierci, to tym, co łączy je obie jest fakt, że śmierć traktowana jako ostateczny kres człowieka czyni życie bezsensownym, dlatego wierzący w życie po życiu uspokajają się myślą, że śmierci nie ma, w związku z czym życie ma sens, a z kolei ci niewierzący w życie po życiu tę nadzieję porzucają.

Gdyby pokusić się o definicję sensownego życia, którą zaakceptowałyby obie strony to brzmiałaby ona mniej więcej tak „Sensowne życie to takie życie, które trwa wiecznie”. Życie temporalne, które jest udziałem roślin czy zwierząt, jest w takim układzie egzystencją, zjawiskiem, życiem nie w pełni prawdziwym, życiem przez małe ż.

Jeśli jednak się przyjrzeć życiu, jak się rozwija od nasiona/embriona do postaci dorosłej, to nie sposób nie dostrzec, że już w sam rozwój bytu jest wpisana śmierć. To nie jest tak, że żyjemy sobie x lat, a potem nagle przychodzi do nas z zewnątrz śmierć spersonifikowana jako Kostucha z kosą. Jakiś obcy, wrogi życiu byt zakrada się do nas, żeby nam zabrać to co cenne. Śmierć towarzyszy nam od samego poczęcia, umieramy z każdym oddechem, z każdym wyrastającym ząbkiem, z każdym traconym mleczakiem i zębem stałym, kiedy beztrosko rok w rok obchodzimy hucznie ente urodziny z obowiązkowym wypasionym tortem ze świeczuszkami, to niczego nieświadomi składamy hołd śmierci, która nas wzbogaca o kolejną cyferkę w metryczce. Ona pomału nas z tego świata zabiera i jest przy tym bardzo sprytna, bo kieruje naszą uwagę w przyszłość, w obszar jej królestwa. „Idź za marzeniami!” – szepcze. „Wytycz sobie cele i do nich dąż!” – zachęca, „Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy” – śpiewa ustami wrażliwego muzyka. To co najcenniejsze w życiu, to co nas napędza do życia jest dokładnie tym, co nas przybliża do końca. Rozwój, spełnianie marzeń, samodoskonalenie, alleluja i do przodu. Przecież to jest kwintesencja życia! Bez tego byśmy byli jacyś tacy martwi, drętwi, przylepieni do przeszłości. A więc kwintesencją życia jest umieranie? Na to wychodzi. Czy takie życie jest sensowne? Myślę, że mało kto się z tym nie zgodzi.

Jak więc to się dzieje, że tak wiele osób nie godzi się ze śmiercią albo podważając jej realność, albo negując sens życia z jej powodu, skoro to właśnie ta immanentna życiu śmierć, nadaje życiu sens? Śmierć nie tylko nie jest wrogiem życia, ale jest warunkiem tego życia, bo żyć znaczy umierać.

A może chodzi o to, że śmierć rozumiana jako ostateczne zgaśnięcie, śmierć totalna jest końcem samego umierania? Skoro sensownie jest umierać, to zaprzestanie umierania sprawia, że umieranie staje się bezsensowne? Że jeśli umierać, to wiecznie albo wcale? Jednak wieczne umieranie byłoby oszustwem z punktu widzenia logiki bytu, no bo umieranie jest kończeniem się, zmierzaniem do jakiegoś końca. Jeśli z góry byłoby wiadomo, że końca nie ma, to wówczas nie może być mowy o kończeniu się.

Czy gdyby hipotetycznie założyć, że życie nie ma kresu, a więc nie jest de facto umieraniem, tylko wiecznym rozwojem, to czy takie życie miałoby sens? Owidiusz powiedział „Koniec wieńczy dzieło”, a więc to koniec ostatecznie decyduje o znaczeniu tego, co się kończy. To śmierć rozumiana jako kres definitywny nadaje sens życiu. Dopiero przeczytawszy całą książkę, jesteśmy w stanie powiedzieć, o czym ona jest, co autor chciał przekazać, dopiero koniec wydobywa z książki znaczenie. Czyż nie tak samo jest z naszym życiem? Jeśli nie ma końca, jest jak książka, która ciągle się pisze, w związku z tym nie wiadomo, do czego autor zmierza? Być może takie życie może być przyjemne, zaskakujące, ale czy sensowne?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2514
Przeczytał: 24 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 22:23, 30 Lis 2019    Temat postu: Re: Śmierć jako warunek sensownego życia

towarzyski.pelikan napisał:
Czy gdyby hipotetycznie założyć, że życie nie ma kresu, a więc nie jest de facto umieraniem, tylko wiecznym rozwojem, to czy takie życie miałoby sens?

Przede wszystkim takie życie byłoby torturą, niemożność skończenia ze sobą to byłaby okropna perspektywa, ergo, katolicki raj to piekło.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 948
Przeczytał: 99 tematów


PostWysłany: Sob 22:46, 30 Lis 2019    Temat postu:

W katolickim raju mogłyby przebywać tylko istoty pogodzone z życiem, a więc takie, którym do głowy by nie przyszło, żeby ze sobą skończyć. Katolicki raj to piekło z perspektywy człowieka, który się do katolickiego raju nie nadaje.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1758
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:41, 30 Lis 2019    Temat postu:

Amor fati, premeditatio malorum i memento mori. Ale wątpię by śmierć była końcem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2514
Przeczytał: 24 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:49, 30 Lis 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
W katolickim raju mogłyby przebywać tylko istoty pogodzone z życiem, a więc takie, którym do głowy by nie przyszło, żeby ze sobą skończyć. Katolicki raj to piekło z perspektywy człowieka, który się do katolickiego raju nie nadaje.

A kto tam się nadaje? Ręce do góry. Podejrzewam, ze nawet Katolikus miałby tam dosć. W końcu rej będą tam wodzić zamiast ludzi nauki i kultury nieoczytani oraz przygłupi święci + brzydkie zakonnice, możliwość samobójstwa byłaby tam największym darem od Boga.


Ostatnio zmieniony przez mat dnia Sob 23:51, 30 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 948
Przeczytał: 99 tematów


PostWysłany: Nie 8:37, 01 Gru 2019    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Amor fati, premeditatio malorum i memento mori. Ale wątpię by śmierć była końcem.

Więc co po śmierci?
mat napisał:
A kto tam się nadaje? Ręce do góry. Podejrzewam, ze nawet Katolikus miałby tam dosć. W końcu rej będą tam wodzić zamiast ludzi nauki i kultury nieoczytani oraz przygłupi święci + brzydkie zakonnice, możliwość samobójstwa byłaby tam największym darem od Boga.

Tak jak pisałam - osoby pogodzone z życiem albo inaczej ujmując - osoby, które w sposób bezwarunkowy życie akceptują. Np. Ty podajesz nieatrakcyjnych Twoich zdaniem towarzyszy w raju jako argument za tym, że raj byłby miejscem nieznośnym. Abstrahując zupełnie od tego, czy Twoja obawa jest uzasadniona, już sam sposób argumentacji wskazuje na to, że Ty sam życie akceptujesz warunkowo. Życie jest znośne o tyle, o ile otaczają Cię atrakcyjni fizycznie i intelektualnie ludzie. Tymczasem człowiek pogodzony z życiem miałby powód, by żyć, nawet gdyby był w tym raju sam jak palec.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2514
Przeczytał: 24 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 12:41, 01 Gru 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Abstrahując zupełnie od tego, czy Twoja obawa jest uzasadniona, już sam sposób argumentacji wskazuje na to, że Ty sam życie akceptujesz warunkowo.

Na pewno sam? Gdybyś była torturowana, marzyłabyś o śmierci.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:45, 01 Gru 2019    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Amor fati, premeditatio malorum i memento mori. Ale wątpię by śmierć była końcem.


Śmierć jest początkiem. Nie ma początku bez śmierci..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:46, 01 Gru 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
W katolickim raju mogłyby przebywać tylko istoty pogodzone z życiem, a więc takie, którym do głowy by nie przyszło, żeby ze sobą skończyć. Katolicki raj to piekło z perspektywy człowieka, który się do katolickiego raju nie nadaje.


Napisz to do WUJA zbuja..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 948
Przeczytał: 99 tematów


PostWysłany: Nie 12:53, 01 Gru 2019    Temat postu:

mat napisał:

Na pewno sam? Gdybyś była torturowana, marzyłabyś o śmierci.

Źle mnie zrozumiałeś. Pisząc "sam" nie miałam na myśli, że jesteś w tym odosobniony. Użyłam tego słowa w tym samym znaczeniu co np. we frazie "przecież sam w to nie wierzysz".

Myślę, że każdy torturowany człowiek marzyłby o śmierci, ale nie każdy by odebrał sobie życie. Są na tym świecie osoby, które strasznie cierpią, a mimo to kontynuują życie, a są i takie, które targają się na własne życie, mimo że ciężko jest znaleźć jakiś racjonalny powód dla tak radykalnego kroku.
Semele napisał:
Śmierć jest początkiem. Nie ma początku bez śmierci..

Jak to rozumiesz?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:42, 01 Gru 2019    Temat postu:

Rolniczo. Nic nie wyrośnie bez gleby. Gleba to.
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Nie 13:47, 01 Gru 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:50, 01 Gru 2019    Temat postu:

Człowiek umrze bez gleby..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 948
Przeczytał: 99 tematów


PostWysłany: Nie 14:01, 01 Gru 2019    Temat postu:

Semele napisał:
Człowiek umrze bez gleby..

Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 14:10, 01 Gru 2019    Temat postu:

No właśnie. .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 14:11, 01 Gru 2019    Temat postu:

Wuj jednak ma inny pomysł i wymiksowal się z dyskusji .:-) :-)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1758
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 14:25, 01 Gru 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:

Więc co po śmierci?


Od tego czym jest "ja" zależy czym jest śmierć. Tylko jeżeli wiadomo by było czym jest "ja", można by sensownie rozważać co jest "przed" narodzinami, i co jest "po" śmierci.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 948
Przeczytał: 99 tematów


PostWysłany: Nie 14:35, 01 Gru 2019    Temat postu:

Semele napisał:

Śmierć jest początkiem. Nie ma początku bez śmierci..

Ta Twoja myśl mnie zaciekawiła, bo rzeczywiście tak to wygląda, jakby koniec był początkiem w tym sensie, że nie znając końca czegoś nie znamy celu, a nie znając celu nie znamy potencjału, a nie znając potencjału, nie wiemy, czym to jest. Koniec rzeczy definiuje w ogóle samą rzecz.

To bardzo dobrze widać po tym, jak np. doświadczamy różnych zdarzeń w naszym życiu, które np. postrzegamy jako bezsensowne, albo w ogóle przy nich się nie zatrzymujemy, bądź przypisujemy im jakiś sens, natomiast z czasem, jak już poznajemy oddalone w czasie skutki tych zdarzeń, zaczynamy rozumieć ich prawdziwy sens, znaczenie. W pewnym sensie żyjemy zawsze do przodu, ale życie można zrozumieć tylko, jeśli się ogląda je od tyłu, dopiero znając koniec, skutki.

Dobrze też to ilustruje Biblia, o czym m.in. wspomina J. Peterson w swoich wykładach biblijnych, w której Nowy Testament nie jest tylko kontynuacją Starego Testamentu, ale w ogóle zmienia jego sens, tzn. nie można zrozumieć Starego Testamentu, nie znając Nowego Testamentu, tak jakby Stary Testament był tylko przesłanką dla Nowego Testamentu, dopiero Nowy Testament wydobył znaczenie Starego Testamentu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 948
Przeczytał: 99 tematów


PostWysłany: Nie 14:39, 01 Gru 2019    Temat postu:

szaryobywatel napisał:

Od tego czym jest "ja" zależy czym jest śmierć. Tylko jeżeli wiadomo by było czym jest "ja", można by sensownie rozważać co jest "przed" narodzinami, i co jest "po" śmierci.

Ja to jest jednostkowa jaźń, osobowość, identyfikująca się z konkretnym ciałem fizycznym.

Nie jest Ja świadomość w ogóle, czyli to, co można przypisać wszystkim ludziom, a nie pojedynczej jednostce.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1758
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 15:16, 01 Gru 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
szaryobywatel napisał:

Od tego czym jest "ja" zależy czym jest śmierć. Tylko jeżeli wiadomo by było czym jest "ja", można by sensownie rozważać co jest "przed" narodzinami, i co jest "po" śmierci.

Ja to jest jednostkowa jaźń, osobowość, identyfikująca się z konkretnym ciałem fizycznym.

Nie jest Ja świadomość w ogóle, czyli to, co można przypisać wszystkim ludziom, a nie pojedynczej jednostce.


Dla takiego "ja" śmierć osoby jest końcem, jeżeli znika to z czym się utożsamia. Jak jednak widać, takie "ja" poprzez swoją śmierć nie kończy świadomości w ogóle, czyli ciągu doświadczeń. Życie pojedynczego człowieka jest zaledwie jego fragmentem.


Ostatnio zmieniony przez szaryobywatel dnia Nie 15:19, 01 Gru 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:19, 01 Gru 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Semele napisał:

Śmierć jest początkiem. Nie ma początku bez śmierci..

Ta Twoja myśl mnie zaciekawiła, bo rzeczywiście tak to wygląda, jakby koniec był początkiem w tym sensie, że nie znając końca czegoś nie znamy celu, a nie znając celu nie znamy potencjału, a nie znając potencjału, nie wiemy, czym to jest. Koniec rzeczy definiuje w ogóle samą rzecz.

To bardzo dobrze widać po tym, jak np. doświadczamy różnych zdarzeń w naszym życiu, które np. postrzegamy jako bezsensowne, albo w ogóle przy nich się nie zatrzymujemy, bądź przypisujemy im jakiś sens, natomiast z czasem, jak już poznajemy oddalone w czasie skutki tych zdarzeń, zaczynamy rozumieć ich prawdziwy sens, znaczenie. W pewnym sensie żyjemy zawsze do przodu, ale życie można zrozumieć tylko, jeśli się ogląda je od tyłu, dopiero znając koniec, skutki.

Dobrze też to ilustruje Biblia, o czym m.in. wspomina J. Peterson w swoich wykładach biblijnych, w której Nowy Testament nie jest tylko kontynuacją Starego Testamentu, ale w ogóle zmienia jego sens, tzn. nie można zrozumieć Starego Testamentu, nie znając Nowego Testamentu, tak jakby Stary Testament był tylko przesłanką dla Nowego Testamentu, dopiero Nowy Testament wydobył znaczenie Starego Testamentu.


Nie wiem.
Martin Buber uważał, że gdy zmarła jego żona, to nie kończy się relacja między nimi - ona nadal trwa, choć dialog jest jednostronny. Można z kimś po śmierci rozmawiać, tylko kiedyś chodziło się na most, a teraz wchodzi się na molo"...

Czytaj więcej na [link widoczny dla zalogowanych]


Pismo Święte jest tak wieloznacze....
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:24, 01 Gru 2019    Temat postu:

Ponieważ jestem wychowana ateistycznie zawsze zastanawialam się co znaczy skrót ś.p. myślałam, że śpiący. Ktoś vmi wreszcie powiedział, że świętej pamięci..
Miałam wówczas już prawie 25 lat :-).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 948
Przeczytał: 99 tematów


PostWysłany: Pon 13:43, 02 Gru 2019    Temat postu:

szaryobywatel napisał:

Dla takiego "ja" śmierć osoby jest końcem, jeżeli znika to z czym się utożsamia. Jak jednak widać, takie "ja" poprzez swoją śmierć nie kończy świadomości w ogóle, czyli ciągu doświadczeń. Życie pojedynczego człowieka jest zaledwie jego fragmentem.

To prawda, jednak dla większości ludzi ta ciągłość świadomości/doświadczeń nie gra większej roli, ponieważ to nie jest to, z czym oni się utożsamiają. Człowiek pragnie własnych doświadczeń i własnej świadomości, a nie jakiegoś tam abstrakcyjnego ciągu.

Częściej można spotkać się z podejściem - cieszę się, że zostawię coś po sobie. Ja umrę, ale jakaś cząstka mnie pozostanie, ten mój wkład w ogólną świadomość.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1758
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:34, 02 Gru 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
szaryobywatel napisał:

Dla takiego "ja" śmierć osoby jest końcem, jeżeli znika to z czym się utożsamia. Jak jednak widać, takie "ja" poprzez swoją śmierć nie kończy świadomości w ogóle, czyli ciągu doświadczeń. Życie pojedynczego człowieka jest zaledwie jego fragmentem.

To prawda, jednak dla większości ludzi ta ciągłość świadomości/doświadczeń nie gra większej roli, ponieważ to nie jest to, z czym oni się utożsamiają. Człowiek pragnie własnych doświadczeń i własnej świadomości, a nie jakiegoś tam abstrakcyjnego ciągu.

Częściej można spotkać się z podejściem - cieszę się, że zostawię coś po sobie. Ja umrę, ale jakaś cząstka mnie pozostanie, ten mój wkład w ogólną świadomość.


Ja powiem tak, nasze życie, urodzenie się konkretną osobą, jest nam dane przez los. Co los dał, los zawsze odbierze z powrotem, to nie jest nasze tak naprawdę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 948
Przeczytał: 99 tematów


PostWysłany: Pon 15:55, 02 Gru 2019    Temat postu:

szaryobywatel napisał:

Ja powiem tak, nasze życie, urodzenie się konkretną osobą, jest nam dane przez los. Co los dał, los zawsze odbierze z powrotem, to nie jest nasze tak naprawdę.

Kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera. Nie dziwi mnie, że ludzie nie godzą się z takim losem albo próbują sobie z tym radzić np. poprze buddyjskie unikanie przywiązywania się. Pogodzenie się z takim losem jest równoznaczne ze zgodą na nieprzezwyciężalne cierpienie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:37, 02 Gru 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
szaryobywatel napisał:

Dla takiego "ja" śmierć osoby jest końcem, jeżeli znika to z czym się utożsamia. Jak jednak widać, takie "ja" poprzez swoją śmierć nie kończy świadomości w ogóle, czyli ciągu doświadczeń. Życie pojedynczego człowieka jest zaledwie jego fragmentem.

To prawda, jednak dla większości ludzi ta ciągłość świadomości/doświadczeń nie gra większej roli, ponieważ to nie jest to, z czym oni się utożsamiają. Człowiek pragnie własnych doświadczeń i własnej świadomości, a nie jakiegoś tam abstrakcyjnego ciągu.

Częściej można spotkać się z podejściem - cieszę się, że zostawię coś po sobie. Ja umrę, ale jakaś cząstka mnie pozostanie, ten mój wkład w ogólną świadomość.


Wielu tak myśli.Ludzie którzy NIE próbują chociaż trochę czegoś tworzyć wolą religię z nieśmiertelnościa w tle.
Mimo , że to piszę wiem, że chwile śmierci mogą być trudne nawet dla tepego ateisty..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin