Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wina, zasługa, kara - czy to poprawne pojęcia?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 15:32, 10 Gru 2016    Temat postu: Wina, zasługa, kara - czy to poprawne pojęcia?

Religie posługuję się pojęciami winy i kary, a także zasługi - cnoty. Te pojęcia są dość wyraziste w ludzkiej zbiorowej intuicji. Jednak mamy też ujęcia, które sensowności owych pojęć zaprzeczają.
Oto przykładowe rozumowanie: jeśli coś (złego) robimy, bo jesteśmy źli, to robimy to z powodu, ŻE TACY JESTEŚMY. Skoro tacy jesteśmy, a nie my się stworzyliśmy, to nie jesteśmy winni, bo nie od nas wszystko się to zaczęło...

Rozumowanie inne zaprzeczające sensowności pojęcia winy, czy zasługi. Człowiek decyduje się na jakiś czyn WAŻĄC STAN AKTUALNY - wszystko co jest w świecie, co składa się na ocenę sytuacji. Ten stan aktualny JEST JAKI JEST (my w nim, jako jego element) zatem nie ma (prawdziwego) wyboru, nie zasługi ani winy, bo rzeczy ZACHODZĄ JAK MUSIAŁY ZAJŚĆ, wybory są pozorne, bo przecież dokonują się względem przesłanek, które są poza owymi wyborami. Właściwie TO PRZESŁANKI POWINNIŚMY KARAĆ (za złe wybory), A NIE CZŁOWIEKA. A przesłanki budują się w jako splot niezliczonych wydarzeń, połączonych w chaotyczny sposób. Jeśli to chaos ostatecznie stoi u podstaw decyzji, to może należałoby "ukarać ten chaos", a nie człowieka?

Postulat kapsularności
Założenie o sensowności etyki w ogóle, o przypisaniu do wyboru pojęć dobra i zła, czy dalej nagrody i kary, związane jest z milczącym założeniem, że WYBIERAJĄCY NIEJAKO POWOŁUJE SWÓJ WYBÓR DO REALNEGO BYTU, niejako enkapsułuje wszystkie okoliczności, stany, związane z wyborem, sytuacją, robi z nich "mentalną paczuszkę" z podpisem "To jest mój wolny wybór", a potem ta paczka reprezentuje go jako osobę, stanowi wyraz poprawności, wartości owej osoby (lub zaprzecza tej poprawności). Tylko ten postulat kapsularności dla wyboru nadaje sens koncepcji winy i zasługi, bo tylko mając jasne przypisanie - wskazanie na osobę - możemy mówić odpowiedzialności. Nikt bowiem nie jest odpowiedzialny za okoliczności, które są zupełnie poza nim, niejasno związane z odniesieniami świat.

Jeśliby więc postulatowi kapsularności wyboru zaprzeczyć, logika etyki wali się w gruzy.
Oczywiście można zastanawiać się na ile postulat kapsularności ma "realne podstawy", na ile dałoby się go jakoś uzasadnić. To odrębny problem. Na razie chyba warto byłoby uświadomić sobie tę jedną rzecz: JEŻELI W OGÓLE rozważamy problemy etyczne, to - czy sobie to uświadomimy, czy nie - taki postulat będziemy przyjmowali. Zaś uświadomienie sobie tego, ma istotne znaczenie w dalszym traktowaniu koncepcji etycznych.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 16:32, 10 Gru 2016    Temat postu: Re: Wina, zasługa, kara - czy to poprawne pojęcia?

Ciągnę temat (po krótkiej, obiadowej, przerwie).
Ja wyżej napisałem, aby w ogóle jakoś można było mówić o sensowności winy/zasługi, a dalej kary/nagrody niezbędny jest postulat, który stwarza jednoznaczne przypisanie wyboru do osoby.
To nie jest oczywisty postulat. Przypuszczam, że wielu mu zaprzeczy. Można wskazywać tu różne okoliczności, ale chyba najważniejszą jest BRAK WYRAZISTEGO PUNKTU ZACZEPIENIA, czyli CO właściwie miałoby, jakoś tak tajemniczo, łączyć ten megawęzeł gordyjski związany z najprostszym nawet wyborem - te dane zewnętrzne i wewnętrzne, do tego kryteria (też przecież arbitralne). Ktoś zabił - zrobił czyn zły. Ale jeśli zabijał w dobrej wierze - np. będąc przekonany, że chroni tę druga osobę przed wiecznym piekłem, które groziłoby jej gdyby żył i wcielał swoje plany w życie?... Rozliczenie takiego czynu jest ściśle zależne od kryteriów - czy można zabić terrorystę - samobójcę, który zbliża się do grupy potencjalnych ofiar? Jeden powie, że można, a nawet trzeba, inny będzie wątpił wskazując, że jednak zabijanie, to zabijanie, wiec nie można tego czynić.

Podstawowe pytanie dotyczące postulatu kapsularności
Jednak najtrudniejsze, najbardziej podstawowe pytanie, związane z tym postulatem kapsularności jest jeszcze inne: czy ten postulat nie jest sam w sobie postulatem poprawności istnienia osoby?
Bo czym jest osoba?
- Pewnie odpowiedź najprostsza na to pytanie byłaby: to jednostka, która jest w stanie ŚWIADOMIE WYBIERAĆ.
Skoro tak, to - zgodnie z moją koncepcją poprawności wyboru i kapsularności - kapsularność jest tożsama z byciem KIMŚ (a nie czymś).
Jeśli kapsularności zaprzeczymy, to zaprzeczymy jednocześnie poprawności osoby - ja, a dalej chyba nawet całej etyce, duchowości, no i religii.
Właściwie istotą religii jest uznanie tego postulatu - że OSOBA JEST W STANIE POPRAWNIE (niesprzecznie w sensie logicznym, w sensie konstrukcji pojęcia) WYBIERAĆ.
Jeśli nie ma poprawnych wyborów, to nie ma osób, nie ma sensowności zasługi, winy, a dalej nagrody, kary, może też nieba i piekła...
Choć to wszystko nie jest takie proste, ale "z grubsza" chyba tak by było.

Spojrzenie na problem od innej strony
Aby zrozumieć pewną ważną okoliczność tych rozważań, warto byłoby spojrzeć jeszcze na ten problem trochę z boku. Weźmy sobie sytuację znaną z religii - oto mamy sąd nad człowiekiem po jego śmierci. W myśl typowej teologii sytuacja jest taka, że staje człowiek przed Sędzią (świadomie piszę "sędzią", a nie Bogiem, bo chcę od razu sytuację ustawić ogólniej, niż to się zwykle mysli, a nie później się mętnie tłumaczyć z dalszych wniosków), który to Sędzia mówi: tu zrobiłeś tak, tam zrobiłeś owak, zasługujesz na ... (mniejsza o to co). To byłby sąd arbitralny. Teraz człowiek, jeśliby okazało się, że werdykt Sędziego mu nie pasuje, ma następującą linię obrony: ja nie wiedziałem co robię, gdy robiłem te złe rzeczy, były okoliczności (moja natura była jedną z nich), były elementy chaosu w owej układance i... wypadło co wypadło. Więc ja winien niczemu nie jestem. Winny jest świat, życie, logika istnienia, ale jak byłem tylko pionkiem w tej układance (odrzucenie postulatu kapsularności).
Problem z takim tłumaczeniem jest jeden, a wiąże się z postawieniem "winowajcy" (na tym etapie rozważań nie wiadomo, na ile można tak go nazywać, więc wsadzam go w cudzysłów) pytania: a czy ty kiedykolwiek zrobiłeś coś, za co byłbyś odpowiedzialny?
To jest to kluczowe pytanie, które powoduje, że winowajca - ISTNIEJĄCY ma problem, bo umywając od wszystkiego ręce, zaprzecza swojemu (logicznemu) istnieniu. Jeśli niczego, tak naprawdę w życiu nie wybrał, do niczego się nie przyznaje, to znaczy, że nie mógł wybierać, czyli nie jest osobą. To czym jest?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 16:54, 10 Gru 2016    Temat postu: Re: Wina, zasługa, kara - czy to poprawne pojęcia?

Dołożę trzeci tekst w tym tryptyku własnych postów. Chyba najbardziej kontrowersyjny.
Weźmy sytuację z poprzedniego posta, gdy winowajca, skazany przez Sędziego na karę (powiedzmy na piekło) broni się, że on nie był niczemu winien, bo (w skrócie) był po prostu nierozróżnialnym, ogniwem łańcucha okoliczności, zdarzeń, nie był podmiotem, czyli kara mu nie przysługuje (wtedy nagroda też oczywiście nie - bo na jakiej zasadzie?). Co takiemu człowiekowi przysługuje - chyba NICOŚĆ, skoro go nie ma...
Czym jest nicość?
- Odrzuceniem, potępieniem istnienia. W religii koncepcja potępionego nie jest jasna. Ale możemy ją związać z POTĘPIENIEM BYTU, z WYBRAKOWANYM ISTNIENIEM. Wybrakowany jest ten, który nie może wybierać, nigdy nie wybiera. Dlaczego nie wybiera?
- Ano dlatego, ze nie może swoich wyborów uczynić całością!
W jakiejkolwiek sytuacji by się nie znalazł, co by się nie działo - on tylko biernie uczestniczy, nie stawia swojej osoby - indywidualności, jest NIKIM. Nie łapie się na postulat kapsularności swoich wyborów.
Jeżeli coś takiego uznamy za piekło (dla jednostki która jednak dalej wciąż czuje, procesuje jakieś myśli, choć nie potrafiąc nadać im sensu), to mielibyśmy jakąś formę wyjaśnienia pewnych paradoksów z religii. To z resztą jest spotykane w piśmiennictwie mistyków, ludzi którzy twierdzą, że jakoś zetknęli się z "tamtą stroną". Według ich relacji potępieńcy nie zostają przez Boga na siłę zsyłani na męki, ale są tam "w pewnym sensie" na własne życzenie. Piszę "w pewnym sensie", bo oczywiście nikt nie chce cierpieć.
Jednak pojawia się wobec istoty myślącej dość podstawowe pytanie: CZY POTRAFISZ PROCESOWAĆ, NIESPRZECZNIE ODCZUWAĆ DOBRO?
Jeśli ktoś tego nie potrafi, a do tego WIE (jest absolutnie o tym przekonany), że tego nie potrafi, to nie ma wobec niego argumentów.
Dobro jest szczególną postacią WYBORU, tylko KTOŚ KTO MOŻE W OGÓLE WYBIERAĆ ma szansę na współistnienie w dobru.
Ci, którzy nie wybierają, za których wyborów dokonują zawsze okoliczności nie są dobrzy na tyle, aby być kimś, czyli aby dobro - w zgodzie z sobą - reprezentować.

Ale skąd mielibyśmy wiedzieć, czy potrafimy się z tym pytaniem o dobro zmierzyć?
Gdyby wszystko było jasne i oczywiste, a my zawsze tylko byśmy mieli akceptować - tę oczywistą - wiedzę "jak jest", to nigdy nie dowiedzielibyśmy się, czy jesteśmy dobrzy. Tak gdzie wybory są jednoznaczne i oczywiste, nie ma dobra ani zła tych wyborów. Dobro i zło wyłania się w mgle niewiedzy, czyli w życiu, w niepewności rozpoznań, w dylematach, wątpliwościach w błędach, w tym co nieokreślone. Im bardziej dotkniemy wątpliwości, nieokreśloności świata, tym większą będziemy mieli okazję ujawnić się jako osoby - jako ci, którzy naprawdę wybierają.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jacol




Dołączył: 06 Maj 2008
Posty: 539
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Poznań

PostWysłany: Śro 22:42, 14 Gru 2016    Temat postu:

Trochę mi to co napisałeś przypomina rozważania o tym czy nasze uczynki (wybory) zawsze są obciążone etycznie - są dobre lub złe. Czy też mogą być neutralne.
Zawsze mnie zastanawiało, jak ludzie, którzy zrobili w życiu wiele złego, dochodzili do takiej mądrości, że potrafili to dostrzec i radykalnie się zmienić. W sumie, nie wiadomo, czy osiągnęli by tą życiową mądrość, gdyby zawsze wybierali dobrze. Dlatego rażą mnie nieco moralizowania różnych "nawróconych" po przejściach przestrzegające innych przed złymi wyborami. Aby wybierać dobrze, trzeba wybierać źle i odwrotnie. Bez tego nie byłoby osobistego rozwoju. Musimy uczyć się na błędach lub nie zmądrzejemy w ogóle. Każdy nasz wybór nas tworzy.

Nie wiem, czy istnieje inna etyka, niż ta oparta na empatii i poczuciu wszechogarniających wątpliwości z którymi musimy się mierzyć dokonując wyborów. Mało jest rzeczy etycznie oczywistych absolutnie. Bóg musi w swojej ocenie brać przecież pod uwagę subiektywny stan osoby podejmującej decyzje, jej emocje, wychowanie, temperament, doświadczenia itd.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 12:27, 15 Gru 2016    Temat postu:

Jacol napisał:
Trochę mi to co napisałeś przypomina rozważania o tym czy nasze uczynki (wybory) zawsze są obciążone etycznie - są dobre lub złe. Czy też mogą być neutralne.
Zawsze mnie zastanawiało, jak ludzie, którzy zrobili w życiu wiele złego, dochodzili do takiej mądrości, że potrafili to dostrzec i radykalnie się zmienić. W sumie, nie wiadomo, czy osiągnęli by tą życiową mądrość, gdyby zawsze wybierali dobrze. Dlatego rażą mnie nieco moralizowania różnych "nawróconych" po przejściach przestrzegające innych przed złymi wyborami. Aby wybierać dobrze, trzeba wybierać źle i odwrotnie. Bez tego nie byłoby osobistego rozwoju. Musimy uczyć się na błędach lub nie zmądrzejemy w ogóle. Każdy nasz wybór nas tworzy.

Nie wiem, czy istnieje inna etyka, niż ta oparta na empatii i poczuciu wszechogarniających wątpliwości z którymi musimy się mierzyć dokonując wyborów. Mało jest rzeczy etycznie oczywistych absolutnie. Bóg musi w swojej ocenie brać przecież pod uwagę subiektywny stan osoby podejmującej decyzje, jej emocje, wychowanie, temperament, doświadczenia itd.

Racja.
Człowiek ocenia sytuację MAJĄC CZĘŚĆ przesłanek. Dlatego jego ocena jest często wadliwa. Wadliwość należy rozumieć w tym sensie, że człowiek - już po poznaniu pełnych okoliczności sytuacji - zechciałby tę ocenę zmienić. W Biblii jest taki tekst, który przypisywany jest Bogu: "pomstę zostaw dla mnie". My ludzie, mamy naturalne pragnienie, aby zło zostało natychmiast ukarane, a dobro nagrodzone. Właściwie to ani jedno, ani drugie, niekoniecznie ma sens.
Karanie zła jest jałowe, jeśli nie wiąże się z naprawą sytuacji, z jakimś usprawnieniem myślenia i odczuwania grzesznika. Jest wtedy czystą mściwością, czy ulżeniem sobie tych, którzy coś tam sobie wyobrażają na temat dobra, chcąc, aby to się stało, choć jednocześnie nie znają całości sytuacji.
Również nagradzanie dobra ma ograniczony sens. Najlepiej widać to, gdy z dobrego serca komuś coś dajemy, po prostu bo tak uważamy, że tak się należy. Gdy obdarowany od razu chce się odwdzięczać, od razu chciałby nam rekompensować jakoś nasz dar, czujemy się nie komfortowo. Nie po to coś dajemy, aby się nam za chwilę wyrównało. Dajemy OD SIEBIE, dajemy z naszej szczodrości, z tego JACY JESTEŚMY. Nie liczyliśmy na szybką odpłatę i nie chcemy jej. Powiemy wtedy tamtej osobie coś w stylu: jak ktoś inny będzie w potrzebie, to oddaj mu tę dobroć, którą otrzymałeś - bo ja teraz nic nie potrzebuję, odwdzięczanie się mi bezpośrednio nie ma teraz sensu (tym bardziej, jeśli ktoś kto chce się odwdzięczać i tak nie ma na to środków, możliwości itp.).
Nasza ludzka - ułomna - sprawiedliwość w pewien sposób jest sprzeczna z ideą rozwoju osoby. Często chcielibyśmy owej sprawiedliwości na "już", podczas gdy dobro jest w tym, aby ta sprawiedliwość się odwlekła. Jest przysłowie "Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy". Ono w jakiś sposób pokazuje, że celem poprawnej etyki jest doprowadzenie do naprawy wadliwych umysłów, a nie potępianie ich.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jacol




Dołączył: 06 Maj 2008
Posty: 539
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Poznań

PostWysłany: Czw 16:13, 15 Gru 2016    Temat postu:

Czyli wina, zasługa, kara, to mało sensowne pojęcia. :shock:
Ale mają chyba znaczenie dla utrzymania spójności społeczeństwa. Dobry i zły, bohater i tchórz, cnotliwy i rozpustny... Takie biało-czarne piktogramy pozwalające lepiej poruszać się w przestrzeni społecznej.

Nawet jeśli obiektywnie morderca nie był złym człowiekiem i miał ograniczoną zdolność oceny swojej decyzji (tylko Bóg może to stwierdzić, psychiatrzy sądowi orzekający tzw. poczytalność nie stwierdzają faktu poczytalności w absolutnym sensie), to więzienie jako kara, nie musi być złym pomysłem. Może mieć ono znaczenie wychowawcze dla mordercy i dla społeczeństwa. No, ważne jest jedynie to, aby w mordercach nadal widzieć ludzi i nie odcinać się od nich. Każdy z nas zapewne w pewnych okolicznościach mógłby stać się mordercą. Pewnie każdego można by tak wychować lub nawet przysposobić, jakimś praniem mózgu, do zabijania.

Nie sądźcie a nie będziecie sądzeni!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 16:38, 15 Gru 2016    Temat postu:

Jacol napisał:
...
Pełna moja zgoda z tekstem Twojego ostatniego posta.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 9246
Przeczytał: 86 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 18:07, 15 Gru 2016    Temat postu:

"Praniem mozgu" zajmuj sie wiekszosc ludzi na swiecie nie zdajac sobie z tego sprawy funkcjonujac w stanie perpetualnego stresu spowodowanego wymogami wspolczesnej elektroniki jak komunikatory na smartphone. Tacy ludzie nie sa swiadomie obecni we wlasnym zyciu I z powodu stalej obecnosci zwiazkow chemicznych stresu w fizjologii komorkowej sa poddatni na dzialanie w afekcie. Nie potrzeba tutaj dodawac zadnego partykularnego wyznania I obecnosci faceta z siwymi wlosami I broad, ktory ma licencje na osad. Nikt takiej licencji nie ma a ten facet jest wymyslem bylych patriarchow.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 9246
Przeczytał: 86 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 18:10, 15 Gru 2016    Temat postu:

"Nie sądźcie a nie będziecie sądzeni!" Najpierw trzeba wybaczyc samemu sobie aby potrafic wybaczac innym, dbac o siebie przez efektywne zarzadzanie stresem, otaczanie sie empatycznymi osobami, znajdywanie czas na hobby, samorealizacja przez bycie kreatywnym, innowacyjnym, inspirujacym, I praktyke mindful leadership :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jan Lewandowski




Dołączył: 12 Gru 2005
Posty: 2512
Przeczytał: 15 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 8:42, 21 Gru 2016    Temat postu:

Dyskurs napisał:
ten facet jest wymyslem bylych patriarchow


Skąd to wiesz? Jak i kiedy to "ustaliłaś"?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 11:53, 21 Gru 2016    Temat postu:

Dyskurs napisał:
"Nie sądźcie a nie będziecie sądzeni!" Najpierw trzeba wybaczyc samemu sobie aby potrafic wybaczac innym, dbac o siebie przez efektywne zarzadzanie stresem, otaczanie sie empatycznymi osobami, znajdywanie czas na hobby, samorealizacja przez bycie kreatywnym, innowacyjnym, inspirujacym, I praktyke mindful leadership :)

Obawiam się, że taki praktycyzm w zakresie własnego szczęścia ma mocno ograniczone zastosowanie. Są sprawy, których nie da się załatać dbaniem o siebie, empatycznością, czy jakąkolwiek techniką umysłu i uczuć. Należy do nich fakt śmierci własnej, śmierci najbliższych, ciężka choroba w rodzinie, pozbawienie środków do życia i wiele innych poważnych nieszczęść. A choć też uważam, że wybaczanie innym jest niezbędne, to jednak inaczej bym je sytuował, niż w kontekście technik poprawiania sobie nastroju.

Postawię pewna kluczowa tezę (może dość kontrowersyjną): duchowym zadaniem człowieka jest poszukiwanie siebie. Od tego zadania nie sposób jest się uwolnić, ono jest osią naszego jestestwa. Przy czym na pytanie o to: kim jestem? nie ma jakiejś prostej odpowiedzi w stylu: jestem specjalistą z certyfikatem ... Wszystkie jednostkowe, związane z pełnionymi rolami społecznymi odpowiedzi są nie satysfakcjonujące w kontekście pełni tego pytania. Właściwie to może więc ściślej byłoby owo kluczowe pytanie sformułować jako: czy potrafię poprawnie reagować i myśleć w kontekście otaczającego mnie świata?
Jeśli ostatecznie ktoś dojdzie do wniosku, że cała jego myślowo - emocjonalna struktura działa wadliwie, że on właściwie "nie myśli", tylko chaotycznie przetwarza nadchodzące informacje, to nie pomogą mu żadne techniki walki ze stresem, wynikającym z poczucia owej wadliwości. Bo człowiek musi jakoś uosabiać sobą pewne minimum sensowności - musi mieć nadzieję, że odrzucając jakieś podejście, pogląd, będzie miał coś (lepszego) w zamian, że korygując swoje spojrzenie na coś - mówiąc NIE - nie prowadzi się w inne, w podobny sposób niejasne NIE.
Pytanie o karę, winę, przebaczenie nie wynika z dążenia do posiadania komfortu psychicznego, ono w jakiś sposób ignoruje kwestię tego komfortu, a stawia na szczycie problem jestestwa. Jeśli zrobimy coś poważnego i złego, coś czego nie jesteśmy w stanie żaden sposób wytłumaczyć, usprawiedliwić, zaakceptować, to taka "przylepiona do umysłu" konstatacja wciąż dźga, wciąż przypomina: nie umiesz znajdować słuszności w rzeczach i zdarzeniach, czyli CO BYŚ NIE ROBIŁ, TO I TAK BĘDZIE TO WADLIWE.

Warto odróżnić poczucie takiej małej winy i wielkiej winy. Mała wina, to takie "coś mi się tam nie udało, coś sknociłem, ale z grubsza jakoś daję radę". Wielka wina wali po całym jestestwie człowieka, dowodząc mu, że cokolwiek by nie pomyślał, jak by nie zadecydował, ostatecznie wyjdzie bez sensu.
Oczywiście zwolennicy robienia sobie po prostu komfortu psychicznego poradzą tutaj, aby się nie przejmować, aby zaprzeczyć faktowi własnej wadliwości i tak po prostu wybaczyć sobie, zapomnieć, uznać rzecz za niebyłą. Ale to nie zadziała. Od pewnego poziomu istotności pytania o poprawność istnienia, nie daje się odeprzeć zarzutu wadliwości, nicości w myśleniu. Bo odrzucając fakt poprzednio stwierdzonej wadliwości, za chwilę wracamy do domyślnego stanu umysłu. Tym stanem jest pytanie: to co teraz, w kontekście tego co akurat dostrzegłem?
A wtedy znowu "wali po oczach" wspomnienie tej poprzednio stwierdzonej wadliwości, krzyczy na człowieka: jesteś do niczego, jesteś w ogóle niczym!
W takim kontekście uznanie swojej winy bywa wybawieniem. Bo oto uznając coś złego w sobie, staję niejako PONAD - mówię: tamto to był BŁĄD, z którym się nie identyfikuję, sam jestem inny, tamto odrzucam. Na dowód tego, że odrzucam, gotów jestem ponieść karę. Gdy tę karę odbędę będę miał od siebie niejako odrzuconą poprzednią wadliwość. Ta odbyta/odbywana kara jest swego rodzaju tarczą przed oskarżeniem o ostateczną wadliwość umysłu -broni go na zasadzie: tamto, to nie ja, a wiem czym jest tamto i wiem czym jestem ja.
Tak więc w kontekście ostatecznego rozliczania się z własnym jestestwem, kara i wina wcale nie są czymś niszczącym, są raczej wybawieniem, bo pozwalają uporać się ze świadomością wadliwości myśli - LOKALIZUJĄ TĘ WADLIWOŚĆ I JĄ "UTYLIZUJĄ". Gorsza jest wadliwość uogólniona, nienazwana, świadcząca o bliżej nieokreślonym upadku poprawności istnienia umysłu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin