Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wolny rynek, a etyka - zasadniczy problem

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16767
Przeczytał: 74 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 1:29, 28 Lut 2017    Temat postu: Wolny rynek, a etyka - zasadniczy problem

Ideologia wolnorynkowa opiera się na podstawowym paradygmacie - przedsięwzięcia gospodarcze mają generować zysk. Ściślej mają MAKSYMALIZOWAĆ ZYSK, czyli uzyskiwać zysk jak największy w danych warunkach.
Praktyka działania wolnego rynku, szczególnie w tych przypadkach, gdy zysk uzyskiwany jest z ewidentną ludzką krzywdą, degradacją życia ludzi stawia pytanie: na ile owa zasada może być uznana za etyczną? Może należałoby uznać ją za właściwie totalnie nieetyczną (z religijnego punktu widzenia diabelską)?...
Bo jeśli zysk postawiony jest wyżej niż harmonia związków między ludźmi, niż możliwość rozwoju słabszych uczestników rynku, a w skrajnych przypadkach nawet niż życie ludzkie (np. gdy czyjaś chęć zarobienia winduje ponad granicę dostępności ceny leków ratujących życie), to chyba zasadnie można mówić o nieetycznym charakterze takiej zasady. Po ludzku rzecz biorąc - powinniśmy człowieczeństwo, dobro ludzi cenić jakoś wyżej, niż zysk, który często służy jedynie zaspokojeniu ambicji, zrealizowaniu potrzeby ścigania się przez finansistów całego świata.

Na takie postawienie sprawy zaoponują pewnie zwolennicy wolnego rynku w ten sposób, że jednak nic lepszego, niż sterowanie wydajnością i skutecznością działań gospodarczych metodami finansowymi nie wymyślono. Być może na jakimś etapie zysk nawet czyjeś życie zdegraduje, ktoś nie dostanie czegoś, co mógłby zdobyć (nawet jeśli jest mu to potrzebne), ale pójście w stronę przeciwną - w rozdawnictwo - jest na tyle demobilizujące, iż ostatecznie wszyscy na tym stracą, bo nikomu w warunkach braku konkurencji nie będzie chciało się pracować, wysilać nad wymyślaniem nowych rzeczy - np. leków, które walczą z chorobami. Tak więc być może - patrząc z bardziej długofalowej perspektywy - ostatecznie zasada wolnego rynku wygra, bo będzie skutkowała postępem, który jakoś spłynie również na tych słabszych, początkowo jakichś dóbr pozbawionych.
Niewątpliwie ten ostatni argument nie da się łatwo zignorować. Ludzie, którzy nie muszą się wysilać z dużym prawdopodobieństwem wysilać się nie będą, albo wysilą się w sposób, który sprawia im wyłącznie przyjemność, a nikomu do niczego się nie przyda (np. wysilą się pisząc takie teksty, jak autor niniejszego posta... :rotfl: ). Ale tego też do końca nie wiemy - co się komu przyda...
Ogólnie zwolennicy wolnego rynku posługują się tym JEDNYM MASTER ARGUMENTEM - że wybór jest między rozdawnictwem, a absolutnym wolnym rynkiem, a ten ostatni przynosi w ogólnych rozrachunku korzyść wszystkim ludziom. Czy ów (master)argument jest słuszny?
Najpierw zadajmy sobie dość podstawowe pytanie: jaki jest status owego argumentu? - czy jest to udowodniona zależność, czy może jakiś postulat, takie widzimisię?...
Z tego co mi wiadomo, nikt tego argumentu nie udowodnił. A chyba nawet nie zabrał się do dowodzenia, bo zwolennicy wolnego rynku w ogóle odżegnują się od rozważania jakichś niezależnych mierników poprawności gospodarczej - stawiając wolność w tym zakresie jako coś absolutnego i niezbywalnego - czyli z góry odrzucając takiego kryteria jak sprawiedliwość, szczęście, czy satysfakcję ludzi. Może mają w tym jakąś rację, ale fakt pozostaje - nie mamy dowodu na masterargument wolnego rynku. Czyli ten argument pozostaje widzimisię, postulatem, założeniem wziętym z ogólnej intuicji, a nie z czegoś potwierdzonego.
Skoro argument o tym, że w wyniku trzymania zasady maksymalizowania zysku ostatecznie ludzkość jest na poprawnej (także etycznie) ścieżce, to możemy sobie pogdybać na ten temat - opcje są otwarte.

Osobiście uważam zasadę maksymalizacji zysku na górze hierarchii (nawet uzupełnioną o postulat przestrzegania prawa) za JAWNIE NIEETYCZNĄ, WRĘCZ ANTYETYCZNĄ. To jednak nie oznacza, że zasada ta jest jakoś nieużyteczna myślowo, albo że nie stanowi ciekawego przykładu na myślową układankę. Warto się jest nad nią zastanawiać.
Zasada ta, stawiając zysk wyżej niż ludzką solidarność, pragnieniem niesienia pomocy, wrażliwość na ludzkie potrzeby, cierpienia jest właściwie "samym złem" w czystej postaci. W Biblii Jezus jasno mówi kto nie zostanie przyjęty do Raju - wskazując na "kozły", czyli takich którzy "głodnym nie dali jeść, spragnionym nie dali pić, nagich nie przyodziali". Z punktu widzenia zasady zysku, nie ma tu problemu - każdy powinien martwić się o siebie, może sobie wynegocjować lepsze warunku, aby w ramach gry rynkowej zapewnić sobie jedzenie, picie i przyodziewek. Jeśli tego ktoś nie potrafi to zasługuje na (wolnorynkowo patrząc na sprawę) eliminację. Dla Jezusa jednak, nie postawienie swojego człowieczeństwa, rozumianego jako miłość, pragnienie niesienia pomocy wyżej, niż zysk, czy cokolwiek innego, zamyka takiej osobie bramy raju. Zupełnie przeciwne paradygmaty...

Wrócę jednak do dyskusji nad skutecznością zasady maksymalizacji zysku w pobudzaniu, inspirowaniu rozwoju ludzkości. Na ile przekonanie, że ten sposób - oparty o finansowy zdecydowanie na pierwszym miejscu mechanizm - jest tu skuteczny. Myślę sobie o dzisiejszych czasach, gdy z roku na rok coraz większe znaczenie dla rozwoju technologii ma wykształcenie ludzi. Jeśli wielcy tego świata będą wyjątkowo skutecznie (a tak chyba jest) negocjować sobie lepsze warunki podziału korzyści z działalności gospodarczej, to będzie rosła rzesza ludzi zdegradowanych, w szczególności takich, których nie stać na kształcenie. Statystyki ostatnich lat wykazują, że rosnące rozwarstwienie na świecie drenuje klasę średnią - ta jest coraz słabsza, biedniejsza, bo rosną nam skrajności - przybywa wielkich bogaczy (przybywa im majątek) i biedaków (tych przybywa ilościowo, bo majętności mają znikome). W efekcie coraz mniej ludzi może pracować w zawodach wymagających wyższych kwalifikacji. To wygląda na znaczącą barierę dla postępu nauki, technologii, a dalej poziomu życia.
W szczególności powstaje pytanie czy zasada maksymalizacji zysku nie jest po prostu ZBYT SKUTECZNA?
Nikt doświadczalnie nie sprawdzał jak skuteczny może być mechanizm negocjowania sobie - mając wyższą, uprzywilejowaną pozycję - lepszego kawałka zysku, w porównaniu do słabszych uczestników gry ekonomicznej. Może - gdyby takie badania globalnie wykonano - to by się okazało, że od pewnego poziomu, dzięki przewadze w możliwości sięgania do fachowej wiedzy (psychologów, technologów, umiejętności zarządzania) ktoś kto zyskał (odpowiednio dużą) przewagę może już tylko rosnąć, tylko zyskiwać, a ktoś kto stoi zbyt nisko, będzie już (z nielicznymi wyjątkami) tylko tracił. Może tak właśnie to działa - szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy wiedzy specjalistycznej jest tak wiele, iż po zebraniu jej w jednym ręku, staje się ona orężem nie do pokonania.
Może więc być tak, że nawet ten główny argument zwolenników wolnego rynku, ta nadzieja, że ostatecznie ludzkość jako całość wygrywa dzięki gromadzeniu się zysków w rękach tych "najlepszych" (pytanie pod jakim względem najlepszych) uczestników gry, skutkował będzie postępem. Może od pewnego momentu ta nadzieja staje się już mało uzasadniona, bo mechanizm wyrównywania szans metodami zwykłej negocjacji wyraźnie się załamuje. Przynajmniej w dzisiejszych czasach.
A chyba sporo by za tym przemawiało.
Wtedy chyba o zasadzie maksymalizacji zysku należałoby by mówić już niemal "czyste zło bez wyjątków".
No i ostatni problem - pytanie: czy aby na pewno wybór jest pomiędzy maksymalizacją zysków a rozdawnictwem?
- Ja uważam, że jest to fałszywa alternatywa. Rozdawnictwo, lub jego brak jest właściwie czymś niezależnym od mechanizmów wolnego rynku. Można niczego nikomu nie rozdawać, ale zastanowić się nad tym jak wyrównywać te zachwiane, nierówne szanse tych którzy pracują, działają, którzy przyczyniają się do wzrostu gospodarczego. Można się zastanowić, czy jednak tak gigantyczne rozpiętości pensji w firmach na różnych (czasem tych samych) stanowiskach są właściwe. Tu nikt nikomu nic nie daje - chodzi o to, aby ci co pracują dostali z grubsza ten przypadający na nich kawałek zysku, jaki im by się należał przy UCZCIWYCH negocjacjach. A z tym chyba w dzisiejszych czasach (gdy mówi się o nędzarzach - pracujących) jest poważny problem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16767
Przeczytał: 74 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 2:11, 28 Lut 2017    Temat postu: Re: Wolny rynek, a etyka - zasadniczy problem

W tym kontekście przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl
To, że zyski, czy ogólnie korzyści z gospodarki wpadają głównie do coraz węższego grona uprzywilejowanych jest chyba w jakimś sensie udowodnionym faktem - przynajmniej w odniesieniu do krajów Zachodu, bo np. w Chinach, czy Indiach może być jeszcze inaczej. Kręgi finansowe (Wall street) reagują entuzjastycznie na informacje o obniżkach podatkowych, o kolejnych posunięciach rządu (teraz Trumpa) zwiększających jeszcze przewagę najsilniejszych finansowo uczestników rynku. Ja osobiście uważam, że na dłuższą metę gospodarka na tym straci, po prostu zacznie się powoli zwijać. Rynku nie da się wciaż pompować kredytami (bo te trzeba w końcu spłacać), a jak pensje zwykłych ludzi będą drenowane z przepływami w stronę zysków akcjonariuszy i rekinów finansjery, to powoli nie za bardzo będzie komu sprzedawać. Większy zysk też dużo nie będzie bo duże pieniądze i tak siedzą przede wszystkim u "grubasów". To znaczy oczywiście biedaków też jakoś tam da się skubnąć, ale to nie będą już takie oszałamiające kwoty. A przy kurczącym się (właśnie z powodu owego skubania) rynku, zyski samych przedsiębiorstw też trudno będzie wypracować. Efektem będzie znowu to co mielismy do tej pory, tylko w większej skali - tzn. OGROMNE SPEKULACJE (bo to finansiści, spekulanci dysponują pieniędzmi, z którymi nie wiedzą co robić) na wszystkim przy kurczącym się realnym rynku. Jak długo gospodarka może tak funkcjonować?...
Oczywiście nikt z wielkich nie jest zainteresowany aby "pójść po rozum do głowy", bo rządy "siedzą w kieszeniach" bankierów, a ci ostatni mają w głowie program "więcej zysków" a nie naprawę świata. Więc może być tylko gorzej.
W takich warunkach wybuchały w końcu wojny, które robiły gruntowne zamieszanie, ustawiające na nowo gospodarki świata. Tylko czy po tej wojnie będą w ogóle jakieś gospodarki?...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 2:14, 28 Lut 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10147
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 19:21, 01 Mar 2017    Temat postu:

Byl tez krach na gieldzie w "czarny wtorek" 1929 I krach 1 pazdziernika 2008. Obecny "krach" to koniecznosc transofmacji firm w wysoko produktywne aby sie utrzymac na rynku. Jest to skomplikowana zmiana, ktora potrzebuje madrego (zyciowo) przewodnictwa, ktore z kolei pociagnie masy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16767
Przeczytał: 74 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 20:02, 03 Mar 2017    Temat postu:

Tradycyjny wolny rynek w ogóle jest oparty o nieaktualny paradygmat.
Paradygmatem wolnego rynku jest - jednym słowem ujmując - WIĘCEJ. Chodzi o więcej pieniędzy, albo więcej wzrostu, więcej wydajności. To działa poprawnie wtedy, gdy mamy jednostki otoczone niewyczerpanym morzem zasobów, z którego to morza czerpie się do woli, a większe zaczerpnięcie powoduje tylko korzyść. W dzisiejszych czasach, gdy niemal cała gospodarka doszła do ściany w postaci ograniczonych zasobów planety, paradygmat WIĘCEJ oznacza tylko drogę w przepaść.
- więcej połowów, to wytępienie zasobów ryb, a w konsekwencji upadek rybołówstwa za parę lat
- więcej wycinania lasów, to katastrofa ekologiczna i upadek samego przemysłu drzewnego
- więcej produkcji energii, to zanieczyszczenie środowiska
- więcej dróg, to mniej terenu na zieleń
- więcej produkcji ogólnie, to obciążenie środowiska na wiele sposobów.
- itd...
Paradygmat WIĘCEJ powinien ustąpić - w czasach globalnej gospodarki - nowemu paradygmatowi. Jakiemu?...
- może ROZSĄDNIEJ
- albo W SPOSÓB BARDZIEJ ZRÓWNOWAŻONY, BILANSUJĄCY SIĘ
- nie wiem czy też nie SPRAWIEDLIWIEJ...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin