Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Czy list O. Ludwika Wiśniewskiego OP w czymś pomoże?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Katolicyzm
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jacol




Dołączył: 06 Maj 2008
Posty: 539
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Poznań

PostWysłany: Wto 15:11, 14 Gru 2010    Temat postu: Czy list O. Ludwika Wiśniewskiego OP w czymś pomoże?

JE Ks. Arcybiskup Celestino Migliore
Nuncjusz Apostolski w Polsce

Czcigodny Księże Arcybiskupie,


Ośmielam się przesłać Księdzu Arcybiskupowi, na początku jego służby Kościołowi polskiemu w charakterze Nuncjusza Apostolskiego, kilka uwag wynikających z niepokoju o losy Kościoła w Polsce. Tak nakazuje mi sumienie.

Jestem już starym kapłanem i zakonnikiem i byłem świadkiem wielu ważnych dla Kościoła i Narodu wydarzeń.

Od kilkunastu lat, a konkretnie od upadku rządów komunistycznych, znawcy i badacze zjawisk społecznych, głównie z Europy Zachodniej, prognozowali szybkie zlaicyzowanie społeczeństwa polskiego i upadek Kościoła, czego znakiem miało być opustoszenie kościołów z wiernych. Nic takiego nie stało się.

Ale oto teraz znaleźliśmy się w momencie - taka jest moja ocena, obym okazał się fałszywym prorokiem - kiedy te prognozy mogą zrealizować się, i to w niedalekiej przyszłości. Widmo hiszpańskiego Kościoła przybliżyło się.

Siła polskiego Kościoła wypływała w dużej mierze (choć nie wyłącznie) stąd, że przez całe lata istniał w naszym Kościele wyraźny, czytelny „zwornik” i wyraźna „twarz” Kościoła. Takim „zwornikiem” od 1948 roku aż do roku 1981 był Prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński. Był on dla Polaków w trudnych czasach komunizmu „drugim papieżem”. Jego zdanie i jego stanowisko nie były zasadniczo kwestionowane, choć w sprawach drugorzędnych pojawiały się głosy krytyczne. On porządkował trudne sprawy, których w tamtych czasach było bardzo wiele. On był autorem tego, co określaliśmy jako „modus vivendi” z panującym w Polsce komunizmem, który uprawiał „państwowy” ateizm i dążył do zniszczenia Kościoła.

Kardynał Wyszyński dał także Kościołowi "twarz". To było coś bardzo ważnego. Wiadomo było, co Kościół głosi nie tylko w zakresie wiary, ale także w zakresie spraw społecznych, a nawet politycznych. Wiadomo było także, że Kościół zawsze stanie po stronie skrzywdzonych i poniżonych.

Ta wyrazista "twarz Kościoła" pozwoliła wielu ludziom, dotąd krytycznie patrzącym na Kościół, zbliżyć się i współpracować z ludźmi Kościoła.

Przyszedł moment, kiedy zabrakło Księdza Prymasa Wyszyńskiego. Ale wtedy był już papieżem Jan Paweł II. I znowu mieliśmy "zwornik", a polski Kościół miał "twarz". Papież nie kierował bezpośrednio naszym polskim Kościołem, ale wszyscy wiedzieli, że "stoi na straży" i jeśli trzeba będzie, to wkroczy, zainterweniuje.

Bywało, że słowa i stanowisko Papieża różnie interpretowano, jak np. w sprawie przynależności Polski do Unii Europejskiej, ale z tym dało się jeszcze żyć.

5 lat temu zabrakło Jana Pawła II. Jeszcze za Jego życia, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, zaczęło się w naszym Kościele dziać coś niepokojącego. Spróbuję te niepokojące sprawy przedstawić.

1) Zapanował swoisty triumfalizm. To prawda, z komunizmu Kościół polski wyszedł silny. Z biegiem jednak lat pojawiły się zjawiska, które powinny napełnić nas troską, a może nawet wstydem. I zabrakło nam refleksji. My, ludzie Kościoła, a zwłaszcza duchowni, uważaliśmy, że jesteśmy ciągle wspaniali, zwycięscy i że należą się nam oklaski, a nawet przywileje. Nieżyjący już ks. Józef Tischner próbował księży i biskupów sprowadzić na ziemię. Okrzyknięto go liberałem i odtąd słowo „liberał” stało się przekleństwem i synonimem „lewaka”, który tak naprawdę działa na szkodę Kościoła, nawet wtedy, kiedy jest gorliwym księdzem.

2) Nastąpił gorszący podział w polskim Episkopacie. Nie znam sprawy od wewnątrz. Nie mam wglądu w prace odbywające się podczas Konferencji polskiego Episkopatu. Patrzę na Episkopat od zewnątrz, a od tej strony podział jest naprawdę gorszący.

I nie chodzi wcale o to, że biskupi mają różne przekonania społeczne i polityczne. To nawet dobrze, bo to zdejmuje z biskupów maskę sztuczności.

Ten gorszący podział objawia się poprzez popieranie inicjatyw i dzieł formalnie katolickich, a w rzeczywistości pogańskich, bo jątrzących i dzielących społeczeństwo i Kościół. Aby nie być gołosłownym, dam przykład: oto część biskupów pozwala drukować swoje wypowiedzi, a nawet pisze i drukuje swoje artykuły w dzienniku ("Nasz Dziennik"), w którym roi się od oszczerstw. Ten dziennik inni biskupi uważają za głęboko antychrześcijański! Czyż to nie jest gorszący podział? Trudno nie wspomnieć także o dramacie mającym miejsce w ostatnich tygodniach, a związanym z krzyżem przed pałacem prezydenckim. Tak naprawdę to nie jest to obrona krzyża (choć pewnie niektórzy tak sądzą), ale walka z Prezydentem i Rządem oraz podkopywanie ich prestiżu. Nie jest to także upominanie się o godne uczczenie ofiar katastrofy smoleńskiej, czego rzekomo nie chcą uczynić ludzie aktualnie kierujący Krajem, bowiem Prezydent i Rząd kilkakrotnie deklarowali wolę godnego uczczenia tych ofiar. To jest godne pożałowania polityczne awanturnictwo!

Niestety, część biskupów "dolewa oliwy do ognia", popierając ten nieracjonalny protest. Czyżby nie wiedzieli, co czynią i jak bardzo przyczyniają się do rozbijania Kościoła?

3) Rozbicie w Episkopacie przekłada się na rozbicie duchowieństwa. Polska ma ogromny zastęp młodych i ofiarnych księży. Jednakże według moich ocen ponad 50 proc. duchowieństwa jest „zarażone” ksenofobią, nacjonalizmem i wstydliwie skrywanym antysemityzmem. Bardzo wielu księży zatraciło granicę między Ewangelią a polityką. Oczywiście, księża mają prawo mieć poglądy na tematy społeczne i polityczne, i to nie jest jeszcze źle. Źle jest, kiedy podczas liturgii - która par excellence jest wielbieniem Boga w miłości - potrafią w niewybrednych słowach potępiać albo popierać partie polityczne i konkretnych polityków. To nie jest wcale rzadkie. Czynią to w rzekomej obronie Kościoła i Narodu - za przykładem sporej części biskupów. Z dnia na dzień coraz bardziej tracimy to, co nazywa się „sensus catholicus”. Nie ma, niestety, w Polsce badań dotyczących treści wygłaszanych przez księży homilii i kazań. W moim przekonaniu dzieje się tutaj bardzo źle. Zdaję sobie sprawę, jak wielkie formułuję oskarżenie pod adresem polskiego duchowieństwa, i bardzo chciałbym mylić się.

4) Rozbicie dosięgło także całego polskiego Kościoła. Myślę nie tylko o duchownych, ale także o świeckich katolikach. Niektórzy lekceważą to rozbicie, twierdząc, że grupy fundamentalistyczne (nazwa chyba nie jest adekwatna, ale nie mam innej) to jest margines Kościoła.

Jestem zdania, że tych grup nie wolno lekceważyć. Są najbardziej krzykliwe i dla młodego pokolenia stają się coraz bardziej "twarzą" Kościoła. Te grupy same o sobie buńczucznie twierdzą, że tylko one są wierne Chrystusowi i Kościołowi. Ta "wykrzywiona twarz" coraz większe rzesze młodych odpycha od Kościoła - w liturgii bierze udział coraz mniej młodych Polaków.


Krzykliwe, ksenofobiczne grupy, mające często cechy sekciarskie - a myślę tu m.in. o entuzjastach Radia Maryja, o obrońcach krzyża przed pałacem prezydenckim, o ludziach węszących wszędzie zło - wnoszą w nasze życie ogromny chaos i powodują spustoszenie moralne w wielu ludziach. Aż dziw bierze, że biskupi zdają się tego nie widzieć. Może szkoda, że tak rzadko zasiadają w konfesjonałach - tam widać owo spustoszenie i widać jasno, skąd ono płynie.

5) Rozbity polski Episkopat nie potrafił rozwiązać żadnego trudnego problemu, który w naszym Kościele zaistniał. Nie rozwiązano należycie problemu związanego z arcybiskupem Paetzem i w najbardziej uroczystych momentach twarz jego jest eksponowana w telewizji, ku zgorszeniu wiernych. Nie rozwiązano problemu tzw. „lustracji” kapłanów i biskupów. Do dziś gorszy historia związana z arcybiskupem Wielgusem, której należycie nie wyjaśniono. Nie wyjaśniono również wpisania na listę „tajnych współpracowników” sporej części biskupów. W moim przekonaniu nie można nikogo z nich oskarżyć o rzeczywistą współpracę z komunizmem, można co najwyżej zarzucić im naiwność. Jednak w opinii wiernych Kościoła sprawę „zamieciono pod dywan” i nie wyjaśniono jej z otwartą przyłbicą: tak, tak - nie, nie. Episkopat Polski nie rozwiązał także problemu Radia Maryja, który to problem jest coraz trudniejszy do rozwiązania. To radio jest miejscem, gdzie ludzie uczą się modlić (i chwała mu za to!), a zarazem jest miejscem - o paradoksie - gdzie ludzie uczą się fanatyzmu i niechęci, a nawet nienawiści do inaczej myślących. Jest to miejsce, w którym miesza się wiarę z pseudopolityką! Biskupi nie potrafili tego problemu rozwiązać. Kilkakrotnie pojawiały się oświadczenia, że biskupi są bezradni, bo radio i całe Dzieło z tym radiem związane należy do Zakonu Redemptorystów. W moim przekonaniu jest to ucieczka od problemu, jest to wymówka. Zakony cieszą się egzempcją w sprawach życia zakonnego. Natomiast duszpasterstwo prowadzone przez Zakony w pełni podlega biskupom - inaczej mielibyśmy w Kościele anarchię. Radio Maryja, które codziennie określa siebie jako „katolicki głos w twoim domu”, powinno być traktowane jako kościelna „ambona”, miejsce, gdzie prowadzi się intensywne duszpasterstwo. Ta „ambona” znajduje się w Toruniu i w pełni podlega Pasterzowi Toruńskiemu, który już dawno powinien sprawy uporządkować. To nie Prowincjał ani Generał Redemptorystów, ale biskup toruński jest odpowiedzialny za duszpasterstwo na terenie swojej diecezji i do niego należy czuwanie, aby ten „katolicki głos w twoim domu” był rzeczywiście katolicki.


6) Dzisiejsza Polska jest zdecydowanie inna niż Polska z roku 1990, kiedy Nuncjuszem Apostolskim zostawał ksiądz Arcybiskup Józef Kowalczyk. Polska jest obecnie demokratyczna, a społeczeństwo coraz bardziej pluralistyczne. Pluralizm (od społecznego do aksjologicznego) bywa przez jednych uważany za nieszczęście, ale przez innych za rozwojową szansę. Ale tylko wtedy pluralizm jest szansą, kiedy istnieje komunikacja między ludźmi wyznającymi różne poglądy i ceniącymi różne wartości.

Wydaje się, że "piętą Achillesa" naszego polskiego Kościoła, w tym biskupów i kleru, jest nieumiejętność komunikowania się ze zmieniającym się światem.

Jestem starym zakonnikiem, który nie czeka ani na pochwały, ani na godności, więc decyduję się powiedzieć zuchwale: nominacje biskupie w ostatnim dwudziestoleciu dość często wzbudzały zdziwienie. Biskupami zostawali kapłani wykształceni i prawdopodobnie święci, ale bardzo często nieumiejący skomunikować się z wiernymi. Czasem całe lata przebywali poza Polską i często nic wspólnego nie mieli z jakimkolwiek duszpasterstwem. Ktoś ostatnio powiedział mi: oni przemawiają, jakby byli z innego świata, a nie "spośród nas wzięci".

Słucham czasem biskupich przemówień do młodzieży przystępującej do bierzmowania, słucham przemówień do wiernych z różnych okazji - wiele z nich jest "ponad głowami", nie dociera do rzeczywistych ludzkich problemów. I być może przydałoby się w tych przemówieniach trochę więcej skromności i pokory. Mówię zuchwale.

Naturalnie, to nie dotyczy wszystkich biskupów. Są w polskim Episkopacie Pasterze, którzy czują rytm ludzkiego życia i których głosu wysłuchują ludzie z wielką uwagą.

Zdaje się, że biskupi nie korzystają z rady ekspertów, kiedy zamierzają zabierać głos na tematy społeczne, gospodarcze i polityczne. Swoje przekonania wypowiadają najczęściej ze swadą i wielką pewnością, ale w opinii profesjonalistów bywają one często niekompetentne.

7) Polska od kilku lat przeżywa prawdziwą rewolucję społeczną i obyczajową. Ta rewolucja dotyka przede wszystkim młodego pokolenia.

Może warto wyakcentować przynajmniej dwa momenty. Młodzi Polacy bardzo szybko usamodzielniają się, opuszczają rodzinne domy, wyjeżdżają za granicę. Tego nie było jeszcze 15 lat temu. To zjawisko ma nie tylko wymiar pozytywny, ale także negatywny. Młodzi, jeszcze niedojrzali ludzie tracą oparcie w swoich rodzinach i trafiają "w pustkę".

Przetacza się także przez nasz kraj rewolucja obyczajowa. Upowszechniają się "małżeństwa na próbę", znoszone są wszelkie bariery dotyczące spraw seksu.

Jest pytanie, jak w tej sytuacji ma się zachowywać Kościół. Łagodzić twarde zasady moralne? Oczywiście nie. Jednakże ludzie Kościoła mają obowiązek zastanowić się nad językiem, którym przemawiają i prezentują zasady moralne. Zdaje się, że my, polscy duchowni, jesteśmy ciągle na etapie "sloganu religijnego". Zdaje się, że najczęściej wygłaszamy oklepane "święte frazesy", których nie są w stanie słuchać młodzi i uciekają z Kościoła. Nasza mowa jest zazwyczaj negatywna. Piętnujemy "zgniliznę" przychodzącą oczywiście z Zachodu, ujawniamy "sprzysiężone siły" chcące zniszczyć chrześcijaństwo - ale nie potrafimy przemawiać z miłością do zagubionego człowieka. Polski Kościół czeka wielka praca nad językiem, którym przemawiamy do wiernych.

Jeszcze raz powtórzę, obym okazał się fałszywym prorokiem: nie jest dobrze z polskim Kościołem. Jest duży, kolorowy, imponujący - ale tak naprawdę jest sztucznie nadmuchany jak balon. Boję się, że nie doceniamy zagrożeń.

Czego polskiemu Kościołowi potrzeba? Niektórzy mówią: wielkiego przywódcy.

Myślę, że niekoniecznie potrzebny jest dzisiaj wielki przywódca. Tacy "giganci" jak kardynał Wyszyński czy Jan Paweł II są potrzebni na okresy szczególne. A teraz mamy czas zwyczajny. Czas zwyczajnej pracy.

Kościołowi polskiemu potrzebna jest "twarz". Twarzą polskiego Kościoła coraz bardziej są krzykacze uważający siebie za "prawdziwych Polaków i prawdziwych katolików". To jest "twarz" wykrzywiona. Dlatego młode pokolenie coraz bardziej od takiego Kościoła ucieka.

Co więc proponuję?

Proponuję WIELKIE DEBATY na najbardziej palące problemy - z nadzieją, że może one zaczną przywracać prawdziwą „twarz” Kościołowi.

Uruchomienie takich debat wymagałoby powołania zespołów złożonych z najbardziej kompetentnych autorytetów - zarówno z laikatu, jak i z duchowieństwa - w odpowiednim temacie. Zespoły te miałyby za zadanie wypracować stanowisko Kościoła w danej sprawie i takie stanowisko przedstawić publicznie.

Jakie to są najbardziej palące problemy, które wymagają kompetentnego omówienia i jakie zespoły należałoby powołać - jest sprawą otwartą. Ośmielam się przedłożyć wstępną propozycję takich zespołów:



* Zespół do precyzowania pojęć występujących w życiu publicznym. Pewne pojęcia są w Polsce nadużywane i zastępują prawdziwą debatę. Nie definiują problemów i wyzwań współczesności, tylko czarno-białymi schematami dzielą rzeczywistość społeczną. Do takich pojęć należą: liberał i liberalizm; laicyzm i laicyzacja; patriotyzm i nacjonalizm; ortodoksja i religijny fundamentalizm; antysemityzm w Polsce i na świecie. Media pełne są pustych sloganów - czas, by do debaty publicznej powróciła treść.

* Zespół określający plusy i minusy naszej przynależności do Unii Europejskiej. Trzeba ocenić i przedstawić ocenę przekonania głoszonego przez część polskich polityków, że poprzez przynależność do Unii Europejskiej utraciliśmy niepodległość. Trzeba też podjąć próbę przedstawienia naszych zadań w Unii.



* Zespół do oceny naszej drogi przejścia z komunizmu do demokracji. Sprawa pozornie nie dotyczy Kościoła, ale tylko pozornie. Przedstawiciele Kościoła „weryfikowali” etapy tego przejścia - choćby „Okrągły Stół” - i wobec jawnego zamazywania prawdy o tym wydarzeniu trzeba by dać świadectwo o tym, jak było naprawdę. Coraz więcej osób związanych z aktualnym związkiem „Solidarność”, ale także z Kościołem, przekreśla rzeczywiste osiągnięcia ludzi budujących naszą niepodległość. Dlatego trzeba kompetentnie przedstawić prawdę o opozycji przedsolidarnościowej, prawdę o „Okrągłym Stole”, o roli agentury w tamtych latach, o potrzebie i możliwościach dekomunizacji, a może także o „grubej kresce”.

* Zespół do sprawy wychowania i wykształcenia religijnego dzieci i młodzieży. Trzeba określić racje wprowadzenia religii do szkół i krytycznie ocenić wieloletnie już funkcjonowanie nauki religii w szkołach. Trzeba także krytycznie i twórczo spojrzeć na programy katechezy szkolnej i pozaszkolnej. Szczególnej uwagi, jak się wydaje, wymaga sprawa katechezy w szkołach średnich. Zespół ten mógłby być zaczynem ogólnonarodowej debaty nad kształceniem i wychowaniem młodego pokolenia.

* Zespół podejmujący problemy na styku: Państwo - Kościół. Jest tutaj wiele spraw, które wzbudzają niepokój. Trzeba by pokazać sens i pożytki zawartego Konkordatu ze Stolicą Apostolską. Trzeba by jasno ukazać miejsce Kościoła przy stanowieniu prawa państwowego. Trzeba by jasno określić, czy Kościół ma prawo zobowiązywać w sumieniu prawodawców do stanowienia odpowiedniego prawa. Trzeba by także jeszcze doprecyzować, na czym ma polegać życzliwy rozdział państwa od Kościoła.

Zespół ten mógłby także przeanalizować trudne sprawy, jakie wydarzyły się na styku Państwo - Kościół (sprawa Karmelitanek w Oświęcimiu, sprawa krzyży na żwirowisku, sprawa krzyża przed pałacem prezydenckim).

* Zespół do wypracowania stosunków z Kościołem Prawosławnym. Chyba zbyt małą wagę przywiązuje się do tej sprawy. Rzeczywisty dialog z Kościołem Prawosławnym w moim przekonaniu jest sprawą pierwszorzędnej wagi dla naszego polskiego Kościoła i chyba dla całego Kościoła Katolickiego. Uważam, że to jest życiowe zadanie Kościoła w Polsce.

* Zespół oceniający działalność Radia Maryja, Telewizji Trwam, „Naszego Dziennika” i innych pism katolickich. Ten zespół powinien podać zasady, których przekraczanie sprawia, że dane radio, telewizja, pismo przestaje być katolickie. Temu zespołowi nie stawiałoby się zadania rozwiązywania trudnych problemów. To bowiem należy do Kościoła hierarchicznego. Zespół miałby ocenić działalność z punktu widzenia Ewangelii.

Te propozycje to jakiś tylko nieudolny szkic. W trakcie zespołowej pracy jaśniej okazałoby się, jakie to są palące problemy, nad którymi należy się pochylić, bo inaczej staną się zarzewiem coraz większych nieporozumień.

Adresuję swoje pismo do Nuncjusza. Ale nie zwracam się z propozycją organizowania takich debat do Nuncjusza Apostolskiego, bo oczywiście nie jest to jego rola. Wystarczyłoby, aby Wasza Ekscelencja taką inicjatywę poparł. Nie łudzę się, że tym wielkim debatom może patronować Episkopat i że da się wypracować stanowisko, z którym zgodzą się wszyscy biskupi. Episkopat jest chyba zbyt rozbity.

Ale być może mógłby takim debatom patronować któryś z najbardziej liczących się w Polsce biskupów. Myślę o Prymasie Polski Arcybiskupie Józefie Kowalczyku, o Przewodniczącym Konferencji Episkopatu Arcybiskupie Józefie Michaliku, o Biskupie Warszawy Arcybiskupie Kazimierzu Nyczu i o Biskupie Krakowa kardynale Stanisławie Dziwiszu. Dlatego odpis mojego listu przedkładam wyżej wymienionym biskupom oraz biskupowi lubelskiemu, na którego terenie mieszkam i staram się pracować.

Z wielkim szacunkiem

O. Ludwik M. Wiśniewski OP

Do wiadomości:

Arcybiskup Józef Kowalczyk, Prymas Polski

Arcybiskup Józef Michalik, Przewodniczący KEP

Kardynał Stanisław Dziwisz, Metropolita Krakowski

Arcybiskup Kazimierz Nycz, Metropolita Warszawski

Arcybiskup Józef Życiński, Metropolita Lubelski

Lublin, 11 września 2010

Żródło:[link widoczny dla zalogowanych]

Moim skromnym zdaniem O. Wisniewski zostanie uznany przez katolicką wiekszość jako wielki szkodnik Kościoła :(
Nieśmiali obrońcy O. Wiśniewskiego także. :(
Niestety taki mamy KK w Polsce.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Johnny99




Dołączył: 10 Wrz 2009
Posty: 592
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 7:57, 15 Gru 2010    Temat postu:

Nie, w niczym nie pomoże. Zresztą nie ze wszystkim się można zgodzić - o. Wiśniewski np. postuluje znacznie silniejsze związanie polityki i Kościoła (ocenianie, czy Polska utraciła niepodległość przez akces w UE? z ambony?). U tych, o których traktuje, nie zmieni niczego, bo Rydzyk i jego pobratymcy to nie są ludzie, którym można coś wytłumaczyć czy wyjaśnić, którzy się nad czymś zastanawiają, którzy w ogóle cokolwiek wiedzą albo cokolwiek rozumieją. Tu potrzeba zmiany pokoleniowej.

Ostatnio zmieniony przez Johnny99 dnia Śro 7:59, 15 Gru 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Budyy




Dołączył: 04 Sty 2008
Posty: 1735
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw 14:50, 16 Gru 2010    Temat postu:

Johnny99 napisał:
Nie, w niczym nie pomoże. Zresztą nie ze wszystkim się można zgodzić - o. Wiśniewski np. postuluje znacznie silniejsze związanie polityki i Kościoła (ocenianie, czy Polska utraciła niepodległość przez akces w UE? z ambony?). U tych, o których traktuje, nie zmieni niczego, bo Rydzyk i jego pobratymcy to nie są ludzie, którym można coś wytłumaczyć czy wyjaśnić, którzy się nad czymś zastanawiają, którzy w ogóle cokolwiek wiedzą albo cokolwiek rozumieją. Tu potrzeba zmiany pokoleniowej.


Tu potrzeba pokazać polskiemu KK wielkiego fucka. Jeżeli za 20 lat grube gęby pokroju Głódź i spółka nie będą miały na wódkę to może się okazać, że był to najbardziej ozdrowieńczy ruch w Polskim kościele od czasów chrztu. Tak dla zdrowotności co poniektórych, którym brzuchy wiszą do ziemi jak i tych, którzy mają nadwerężoną wątrobę a przede wszystkim dla poziomu intelektualnego polskiego kościoła. Dziś kościół to takie bagno z tonącymi perełkami. To, że wielu młodych księży chce coś zmienić jest fajne, to że jeszcze w coś wierzą ok. Problem, że za 20 lat, gdy część z nich będzie już biskupami będą tak przesiąknięci tym bagnem, że nawet jubiler nie rozpozna w nich dawnej perły. Władza to arogancja a im więcej władzy i wpływów ma kościół tym większym jest arogantem i tym szybciej traci zwolenników. Ta kula śnieżna już się toczy i scenariusz który miał się ziścić w latach 90 zostanie zrealizowany najbliższej 10 latce. Nie ma co się łudzić. Za 20 lat więcej w Polsce katolików nie będzie a na dodatek nie będzie już wielu tych co to pamiętają zasługi kościoła w komunizmie za to będą pamiętać skandale cośtam w Irlandii.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wujzboj
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Lis 2005
Posty: 22065
Przeczytał: 4 tematy

Skąd: znad Odry
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:13, 21 Gru 2010    Temat postu:

W dużym stopniu muszę zgodzić się z przedmówcami. Ale...

Po pierwsze, chciałbym zauważyć, że - jak powiadają mądrzy i doświadczeni ludzie - prorokowanie jest bardzo trudne, szczególnie, gdy dotyczy przyszłości. Wobec tego pozwalam sobie nie tracić nadziei.

Po drugie, chociaż zjawisko demoralizacji przez posiadanie władzy jest dobrze znane, to jednak jest ono z grubsza proporcjonalne do tego, ile władzy się posiada. Skutkiem znacznego spadku popularności Kościoła będzie upadek jego znaczenia politycznego, czyli i znaczne zmniejszenie realnej władzy posiadanej przez biskupów. Nowi ludzie będą demoralizowani znacznie mniej :).

Po trzecie... cóż, odchudzanie bywa zdrowe.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Johnny99




Dołączył: 10 Wrz 2009
Posty: 592
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 7:46, 22 Gru 2010    Temat postu:

Cytat:
Po trzecie... cóż, odchudzanie bywa zdrowe.


Byt określa świadomość. Kiedy ktoś coś ma, zazwyczaj boi się to utracić. A to prosta droga do fundamentalizmu. Biskup boi się prowadzić - mówiąc generalnie - dialog ze światem najbardziej wtedy, kiedy boi się, że świat mu zabierze to, co ma. Nic dziwnego, że nastawieni bardziej na dialog i mniej fundamentalistyczni to zazwyczaj ci, którzy są mniej przywiązani do dóbr materialnych. Dlatego fundamentalizm Radia Maryja jest ściśle związany ze strachem o to, że wszyscy naokoło chcą zniszczyć radio i "dzieła przy nim powstałe".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
bol999




Dołączył: 02 Maj 2008
Posty: 3306
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: PIEKŁO z klimatyzacja
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 6:06, 25 Gru 2010    Temat postu:

Panowie.
Po co ta panika o ilość katolików?
Katolików przybywa co dnia, bo chrzest to tradycja a każdyb zarejestrowany chrzest to katolik więcej w tej kolekcji.
Działa to dokładnie jak forum.
Co dnia przybywa kilka nowych userów a nawet kilkanaście czy kilkadziesiąt jak katolików w rejestrach KrK
Problem na forum zaczyna się nie wówczas jak jeden na tysiąc coś pisze ale jak NIKT nie pisze.
Podobnie w kościele. Jak jeden katolik na tysiąc przyjdzie raz w roku do kościoła to jeszcze doskonale ale jak ksiądz prawi kazanie filarom kościelnym i pustym ławkom, to Bóg dogorywa na łożu śmierci z braku wiernych, bez względu na to, ile ich wykazują kościelne rejestry.

Najwięcej katolików to tacy, co zostali zarejestrowani w tej organizacji z powodu chrztu i nie przykładają do tego żadnej wagi a często nawet nie wiedzą, że tam figurują.
Ja też byłem takim katolikiem i nic mnie to nie obchodziło aż w Niemczech zaczęto mi potrącać podatek kościelny i to niebagatelną wówczas kwotę bo chyba ponad 80 DM miesiecznie.
Trzeba było zrobić z tym porządek i od razu ubyło 4-ech katolików- cała rodzina.
Drugi rodzaj katolików to typ Wuja.
Wątpię czy jest w kościele co niedziela, spowiada się i wypełnia wszyskie wymagania KRK a sama wiara w Boga na swój własny sposób to wiele za mało aby nazwać się katolikiem.
Wuj jest zatem wierzącym w Boga ale do katolika to raczej jeszcze mu bardzo daleko.
KRK robi więc ogromny statystyczny przekręt licząc wszystkich zarejestrowanych jak userów na forum za 100 %-towych katolików z których wielki procent ma to w dupie albo nawet nie wie że katolikiem jest, bo z jakichś powodów został tam zarejestrowany.

Patrz ile jest userów na tym forum i ilu pisze choć jeden post tygodniowo jak msza w niedzielę? Tak i z katolikami.


Ostatnio zmieniony przez bol999 dnia Sob 6:44, 25 Gru 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hanah




Dołączył: 17 Mar 2008
Posty: 378
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: trójmiasto
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 11:14, 26 Kwi 2011    Temat postu:

Widząc olbrzymią siłę osądu, skłonna jestem przychylić się do wypowiedzi wuja napawającej nadzieją. Często nasze oceny są automatyczne i tak jak kiedyś bardzo zdziwiła mnie samoocena Bolka ( na forum huny) odnośnie siebie. Powodowana być może , większymi niż u innych sukcesami w posługiwaniu sie huną. Tak dzis jestem bardzo wdzieczna za tę jego wypowiedź ( jak i wiele innych). Ponieważ pokazuje coś co pomijamy a co jako pominiete, wytworzony obraz rzeczywistości, ukazuje fałszywie czyli zmienia w kłamstwo.
Dodatkowym bodzcem, jaki każe mi wierzyć ,że list coś zmieni i wniesie jest obietnica z Nowego Testamentu, że gdy" ustanie wszelka władza i wszelki przymus" Chrystus ponownie będzie z nami. Jednak nie edzie to tak ,że przyjdzie i bedzie można powiedzieć oto jest tu czy tam. Bo pośród uczniów On będzie jako Duch św.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Katolicyzm Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin