Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dlaczego błagamy Boga o przebaczenie?
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Katolicyzm
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 91 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 19:19, 11 Lut 2020    Temat postu: Re: Dlaczego błagamy Boga o przebaczenie?

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Cytat:
Ruminacje – rodzaj obsesyjnych myśli, charakteryzujący się ciągłymi wątpliwościami co do jakości i faktu wykonanych czynności; występują one najczęściej w zaburzeniu obsesyjno-kompulsyjnym, jednak mogą pojawić się również samodzielnie jako jedna z odmian obsesji.
Zwykle ruminacja odbywa się w parach ludzi obsesyjnie koncentrujących się na pewnych aspektach życia z których nie postrzegają wyjścia. Ale Ty sobie sam "doskonale" radzisz tą ascezą wyimaginowanego Boga :)

Jaroslaw Gibas "Koruminacja"
https://youtu.be/wS8wyn8UGnU
h*ttps://youtu.be/wS8wyn8UGnU

Jaki z tego wniosek?
- Wiesz co jest ową ruminacją, a co nie?
A jak myślisz, bo tylko to do Ciebie dociera? Czy pytanie czy wiem co znaczy termin którym się posługuję i na który podałam przykład profesjonalisty ten termin interpretujący w kontekście sytuacji społecznych jest logiczne?

MD napisał:
Jaką przyjąc postawę - wyluzowanego optyamisty, który niczego nie sprawdza, bo zawsze "wszystko będzie dobrze"?
Na takich to czyhają specjaliści od wciskania kredytów nie do spłacenia i inne podobne typki.
Być sobą [szeroki kontekst i termin] a nie modelującym siebie.

MD napisał:
Tak - rzeczywiście każdy rodzaj potraktowania jakiejś sprawy ma swoje aberracje, skrajnosci - zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Można się bać czegoś za bardzo, ale można też być skrajnie lekkomyślnym. Może być i tak, i tak.
W zrównoważeniu emocjonalnym nie jest ani to ani tamto możliwe.

MD napisał:
Po czym poznać, jak to jest w konkretnym przypadku?...
- Moja odpowiedź jest dość banalna: SKUPIĆ SIĘ NA SAMYM MERITUM SPRAWY, sprawdzić jaka ona jest sama w sobie, niezaleznie od tego, czy pragniemy/boimy się/wydaje nam się na wersję A, może B, a może C. Po prostu PATRZ JAK JEST - bez złudzeń, bez nastawień i emocji "koniecznie musi być jak ja to lubię", bez lęków, ale i bez lekceważenia. Właśnie odrzucając te nastawienia do takiej ich minimalnej postaci, gdy jeszcze są impulsem do aktywności poznawczej, ale nie fałszują odczytów chciejstwami, aby było wedle jakoś tam pasującej nam aktualnie wersji. Po prostu widzieć rzeczy, jakimi są.
Ba, u robota z algorytmem tak. U człowieka nie, bo obdarzony jst stanem ludzkim który nie jest statyczny.

Biorąc pod uwagę, że stosunek człowieka do Boga [mocy wyższej] odzwierciedla stosunek do ojca, dlaczego Twoje stosunek do Boga jest jak mały chłopiec czyli z punktu wiedzenia, który omawiają w tym wykładzie państwo Gajda czyli religijności neurotycznej?

https://youtu.be/OZvgguM3tNI
h*ttps://youtu.be/OZvgguM3tNI

Jako człowiek wywodzący się z rodziny ateistycznej, dlaczego jako osoba dorosła wybrałeś taką a nie inną ekspresję stosunku do ojca? Co leży w Twojej psyche z dzieciństwa, że potrzebowałeś katolickiego tła żeby się tym publicznie ascezowac i tutaj stawiasz te infantylne/dziecinne "kapliczki" - Bóg to, Bóg tamto, ... gdzie jest jądro lęku przed osądem ojca który może już nie żyć, ale w Tobie żyje ten nieustający lek?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15971
Przeczytał: 129 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:47, 11 Lut 2020    Temat postu: Re: Dlaczego błagamy Boga o przebaczenie?

Dyskurs napisał:

...

Biorąc pod uwagę, że stosunek człowieka do Boga [mocy wyższej] odzwierciedla stosunek do ojca, dlaczego Twoje stosunek do Boga jest jak mały chłopiec czyli z punktu wiedzenia, który omawiają w tym wykładzie państwo Gajda czyli religijności neurotycznej?

Jako człowiek wywodzący się z rodziny ateistycznej, dlaczego jako osoba dorosła wybrałeś taką a nie inną ekspresję stosunku do ojca? Co leży w Twojej psyche z dzieciństwa, że potrzebowałeś katolickiego tła żeby się tym publicznie ascezowac i tutaj stawiasz te infantylne/dziecinne "kapliczki" - Bóg to, Bóg tamto, ... gdzie jest jądro lęku przed osądem ojca który może już nie żyć, ale w Tobie żyje ten nieustający lek?

Onsynuujesz tu całą masę intencji, emocji, lęków. Być może Ty tak byś to odczuwała, więc może to dla Ciebie jest oczywiste, ze tak jest. Dla mnie infantylne jest to, co napisałaś - a przede wszystkim wynikające z tego, ze U CIEBIE to byłoby związane z lękiem, czy neurotyzmem.
Ja zaś odbieram te sformułowania jako Twoją desperacką próbę obrony swojego ego. Musisz być bardzo wrażliwa na najmniejszą sugestię Twojej słabości, strasznie bojąca się jakiegoś mentalnego upadku, jeśli aż tak mocno, tak emocjonalnie, tak chyba w panicznym przerażeniu odbierasz sugestię rozważenia jakichś potencjalnych swoich błędów, zweryfikowania tego, co uważasz. Współczuję, bo to by wskazywało na Twoje życie w nieustannym lęku. :(

Dyskurs napisał:
MD napisał:
Po czym poznać, jak to jest w konkretnym przypadku?...
- Moja odpowiedź jest dość banalna: SKUPIĆ SIĘ NA SAMYM MERITUM SPRAWY, sprawdzić jaka ona jest sama w sobie, niezaleznie od tego, czy pragniemy/boimy się/wydaje nam się na wersję A, może B, a może C. Po prostu PATRZ JAK JEST - bez złudzeń, bez nastawień i emocji "koniecznie musi być jak ja to lubię", bez lęków, ale i bez lekceważenia. Właśnie odrzucając te nastawienia do takiej ich minimalnej postaci, gdy jeszcze są impulsem do aktywności poznawczej, ale nie fałszują odczytów chciejstwami, aby było wedle jakoś tam pasującej nam aktualnie wersji. Po prostu widzieć rzeczy, jakimi są.
Ba, u robota z algorytmem tak. U człowieka nie, bo obdarzony jest stanem ludzkim który nie jest statyczny.

To, że człowiek "nie jest statyczny" miałoby jakoś usprawiedliwiać to, żeby ten człowiek nie dowiadywał się jaki jest świat?
Istota, która zamiast twardej wiedzy o świecie, uzna za prawdę własne rojenia, raczej długo nie pożyje, bo np. weźmie coś niebezpiecznego za atrakcyjną propozycję, stając się ofiarą drapieżnika. Ktoś, kto weźmie za dobrą monetę swoje rojenia, że grzechotnika można sobie pogłaskać, może mieć problem bardzo podstawowej natury. Tak to jest na tym świecie, że zagrożenia świata są niezwykle cennym aspektem naszego mentalnego dojrzewania. Bo realnych zagrożeń nie sposób jest zignorować (ewentualnie część z nich daje się zignorować, ale tylko raz). Już dawno to zauważyłem, jak ważną rzeczą w życiu są pewne prawdy nieprzekraczalne, coś czego nie daje się pokonać czystym chciejstwem, to uczy nas - ludzi szczególnej postaci pokory wobec rzeczywistości. I dobrze, że tego nas uczy, bo samą pychą i bezgranicznym chciejstwem zniszczylibyśmy własną świadomość.

PS
Mój stosunek do ojca (ziemskiego) ze stosunkiem do Boga nie ma wiele wspólnego. Tworzysz jakieś domniemania, konstrukcje rozumowania oparte o intencje, które może i czasem się zdarzają, ale bardzo często się nie zdarzają. Nie wiesz jak jest w konkretnym (tutaj moim) przypadku. Oczywiście, nie weryfikując niczego, możesz się upierać, że Ty "wiesz", ze akurat ja dziedziczę to, czy tamto mentalnie po swoim ojcu. Ale szczerze mówiąc trochę mało mnie to obchodzi, bo nie odpowiadam za wszelkie potencjalne rojenia osób, które coś tam sobie na mój temat wymyśliły, uważają, są przekonane, choć nijak nie są w stanie tego potwierdzić, co - jak np. ten przypadek - jest kompletnie "kulą w płot". Ale też rozumiem, że Twoje podejście do rozumowania, oparte o sławetną "suwerenność" (rozumianą na zasadzie: wcale mnie nie interesuje, czy to co sobie wymyślam ma jakiekolwiek potwierdzenie) nie uruchomi tu procedury wątpienia. Uważaj sobie na ten temat, co Ci tam do głowy przyjdzie. To jest tylko Twój problem.

Jest między nami dość podstawowa różnica mentalna. Dla mnie poznawanie prawd samych w sobie, nawet tych trudniejszych mentalnie, nawet tych stawiających w negatywnym świetle coś mnie wartościującego, jest raczej źródłem ciekawości, zainteresowania, a nie lęku. Lubię widzieć rzeczy świata - jakimi są, a nie jakich oczekiwałyby moje emocje; lubię też poznawać o samym sobie to, czego wcześniej nie rozumiałem, a co też może być potencjalnie deprecjonujące. Mnie te deprecjacje nie ranią, bo uznaję za prawo rzeczywistości to, że nikt nie jest doskonały (z wyjątkiem Boga0.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 20:04, 11 Lut 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 91 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:41, 11 Lut 2020    Temat postu: Re: Dlaczego błagamy Boga o przebaczenie?

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:

... Biorąc pod uwagę, że stosunek człowieka do Boga [mocy wyższej] odzwierciedla stosunek do ojca, dlaczego Twoje stosunek do Boga jest jak mały chłopiec czyli z punktu wiedzenia, który omawiają w tym wykładzie państwo Gajda czyli religijności neurotycznej?
Jako człowiek wywodzący się z rodziny ateistycznej, dlaczego jako osoba dorosła wybrałeś taką a nie inną ekspresję stosunku do ojca? Co leży w Twojej psyche z dzieciństwa, że potrzebowałeś katolickiego tła żeby się tym publicznie ascezowac i tutaj stawiasz te infantylne/dziecinne "kapliczki" - Bóg to, Bóg tamto, ... gdzie jest jądro lęku przed osądem ojca który może już nie żyć, ale w Tobie żyje ten nieustający lek?
Onsynuujesz tu całą masę intencji, emocji, lęków. Być może Ty tak byś to odczuwała, więc może to dla Ciebie jest oczywiste, ze tak jest. Dla mnie infantylne jest to, co napisałaś - a przede wszystkim wynikające z tego, ze U CIEBIE to byłoby związane z lękiem, czy neurotyzmem.
Przypuszczam, że Twoją intencją było użycie terminu "insynuować", który znaczy przypisywanie komuś coś.

MD napisał:
Ja zaś odbieram te sformułowania jako Twoją desperacką próbę obrony swojego ego. Musisz być bardzo wrażliwa na najmniejszą sugestię Twojej słabości, strasznie bojąca się jakiegoś mentalnego upadku, jeśli aż tak mocno, tak emocjonalnie, tak chyba w panicznym przerażeniu odbierasz sugestię rozważenia jakichś potencjalnych swoich błędów, zweryfikowania tego, co uważasz.
Proszę uprzejmie podkreśl w moim zapisie słowa spójne z Twoją percepcją "mojego" odczuwania.

MD napisał:
Współczuję, bo to by wskazywało na Twoje życie w nieustannym lęku. :(
Z tego poziomu świadomości, współczucie jest deklaracja mentalna. Pozostawiam u autora.

MD napisał:
Po czym poznać, jak to jest w konkretnym przypadku?... - Moja odpowiedź jest dość banalna: SKUPIĆ SIĘ NA SAMYM MERITUM SPRAWY, sprawdzić jaka ona jest sama w sobie, niezaleznie od tego, czy pragniemy/boimy się/wydaje nam się na wersję A, może B, a może C. Po prostu PATRZ JAK JEST - bez złudzeń, bez nastawień i emocji "koniecznie musi być jak ja to lubię", bez lęków, ale i bez lekceważenia. Właśnie odrzucając te nastawienia do takiej ich minimalnej postaci, gdy jeszcze są impulsem do aktywności poznawczej, ale nie fałszują odczytów chciejstwami, aby było wedle jakoś tam pasującej nam aktualnie wersji. Po prostu widzieć rzeczy, jakimi są.
Biorąc pod uwagę, że Twoja projekcja na mnie jest "najtwojsza", to jak konkretnie zaczynasz analizę skoro wynik jest stale ten sam, ulegasz niskiej intencji? I dlaczego, przeciw Albertowi Einsteinowi powtarzasz tę samą czynność oczekując innych rezultatów?

MD napisał:
Dyskurs napisał:
Ba, u robota z algorytmem tak. U człowieka nie, bo obdarzony jest stanem ludzkim który nie jest statyczny.

To, że człowiek "nie jest statyczny" miałoby jakoś usprawiedliwiać to, żeby ten człowiek nie dowiadywał się jaki jest świat?
Pytanie logicznie niespojne.

MD napisał:
Istota, która zamiast twardej wiedzy o świecie, uzna za prawdę własne rojenia, raczej długo nie pożyje, bo np. weźmie coś niebezpiecznego za atrakcyjną propozycję, stając się ofiarą drapieżnika. Ktoś, kto weźmie za dobrą monetę swoje rojenia, że grzechotnika można sobie pogłaskać, może mieć problem bardzo podstawowej natury. Tak to jest na tym świecie, że zagrożenia świata są niezwykle cennym aspektem naszego mentalnego dojrzewania. Bo realnych zagrożeń nie sposób jest zignorować (ewentualnie część z nich daje się zignorować, ale tylko raz). Już dawno to zauważyłem, jak ważną rzeczą w życiu są pewne prawdy nieprzekraczalne, coś czego nie daje się pokonać czystym chciejstwem, to uczy nas - ludzi szczególnej postaci pokory wobec rzeczywistości.
Masz skrzywione pojęcie pokory. To pojemność na łaskę a nie wiedza jak chronić się przed zagrożeniami.

MD napisał:
I dobrze, że tego nas uczy, bo samą pychą i bezgranicznym chciejstwem zniszczylibyśmy własną świadomość.
Świadomości nie sposób zniszczyć, bo to dar urodzenia. Człowiek jest w stanie ją obniżać lub podnosić. Ale do unoszenia potrzebuje być dojrzały emocjonalnie.

MD napisał:
Mój stosunek do ojca (ziemskiego) ze stosunkiem do Boga nie ma wiele wspólnego.
Tak odczuwałam. Tu jest odpowiedź na Twoje problemy.

MD napisał:
Tworzysz jakieś domniemania, konstrukcje rozumowania oparte o intencje, które może i czasem się zdarzają, ale bardzo często się nie zdarzają. Nie wiesz jak jest w konkretnym (tutaj moim) przypadku. Oczywiście, nie weryfikując niczego, możesz się upierać, że Ty "wiesz", ze akurat ja dziedziczę to, czy tamto mentalnie po swoim ojcu. Ale szczerze mówiąc trochę mało mnie to obchodzi, bo nie odpowiadam za wszelkie potencjalne rojenia osób, które coś tam sobie na mój temat wymyśliły, uważają, są przekonane, choć nijak nie są w stanie tego potwierdzić, co - jak np. ten przypadek - jest kompletnie "kulą w płot". Ale też rozumiem, że Twoje podejście do rozumowania, oparte o sławetną "suwerenność" (rozumianą na zasadzie: wcale mnie nie interesuje, czy to co sobie wymyślam ma jakiekolwiek potwierdzenie) nie uruchomi tu procedury wątpienia. Uważaj sobie na ten temat, co Ci tam do głowy przyjdzie. To jest tylko Twój problem.
To w USA wiedza ogolna, bo dla dziecka pierwszym Bogiem/autorytetem są rodzice.

MD napisał:
Jest między nami dość podstawowa różnica mentalna. Dla mnie poznawanie prawd samych w sobie, nawet tych trudniejszych mentalnie, nawet tych stawiających w negatywnym świetle coś mnie wartościującego, jest raczej źródłem ciekawości, zainteresowania, a nie lęku. Lubię widzieć rzeczy świata - jakimi są, a nie jakich oczekiwałyby moje emocje; lubię też poznawać o samym sobie to, czego wcześniej nie rozumiałem, a co też może być potencjalnie deprecjonujące. Mnie te deprecjacje nie ranią, bo uznaję za prawo rzeczywistości to, że nikt nie jest doskonały (z wyjątkiem Boga0.
Prawda ujawnia się przez miłość miłosierną w relacjach z innymi. Biorąc pod uwagę twoje wyniki, to Twoja prawda wychodzi Ci niekonstruktywnie dla Ciebie, bo cokolwiek napiszesz to oskarżenia na bazie Twojego rozłamu wartości przekazanych przez Twoich rodziców i cech Boga "wynalezionego"/przyjętego w Twoim życiu dorosłym w celu odnajdywania w tym Bogu swoich niskich instynktów. Jaki w tym sens? Ja nie widze żadnego.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15971
Przeczytał: 129 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 13:00, 12 Lut 2020    Temat postu: Re: Dlaczego błagamy Boga o przebaczenie?

Dyskurs napisał:
MD napisał:
Jest między nami dość podstawowa różnica mentalna. Dla mnie poznawanie prawd samych w sobie, nawet tych trudniejszych mentalnie, nawet tych stawiających w negatywnym świetle coś mnie wartościującego, jest raczej źródłem ciekawości, zainteresowania, a nie lęku. Lubię widzieć rzeczy świata - jakimi są, a nie jakich oczekiwałyby moje emocje; lubię też poznawać o samym sobie to, czego wcześniej nie rozumiałem, a co też może być potencjalnie deprecjonujące. Mnie te deprecjacje nie ranią, bo uznaję za prawo rzeczywistości to, że nikt nie jest doskonały (z wyjątkiem Boga0.
Prawda ujawnia się przez miłość miłosierną w relacjach z innymi. Biorąc pod uwagę twoje wyniki, to Twoja prawda wychodzi Ci niekonstruktywnie dla Ciebie, bo cokolwiek napiszesz to oskarżenia na bazie Twojego rozłamu wartości przekazanych przez Twoich rodziców i cech Boga "wynalezionego"/przyjętego w Twoim życiu dorosłym w celu odnajdywania w tym Bogu swoich niskich instynktów. Jaki w tym sens? Ja nie widze żadnego.

Tu mamy kolejny przypadek, w którym dyskutujesz z własnymi (błędnymi w odniesieniu do mnie) domniemaniami. Nawet nie wiem, co tu dopisać, skomentować, tak dalekie to jest od tego, co myślę i czuję. Ciągnij sobie te (fałszywe) domniemania we własnym zakresie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 91 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 16:33, 12 Lut 2020    Temat postu: Re: Dlaczego błagamy Boga o przebaczenie?

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
MD napisał:
Jest między nami dość podstawowa różnica mentalna. Dla mnie poznawanie prawd samych w sobie, nawet tych trudniejszych mentalnie, nawet tych stawiających w negatywnym świetle coś mnie wartościującego, jest raczej źródłem ciekawości, zainteresowania, a nie lęku. Lubię widzieć rzeczy świata - jakimi są, a nie jakich oczekiwałyby moje emocje; lubię też poznawać o samym sobie to, czego wcześniej nie rozumiałem, a co też może być potencjalnie deprecjonujące. Mnie te deprecjacje nie ranią, bo uznaję za prawo rzeczywistości to, że nikt nie jest doskonały (z wyjątkiem Boga0.
Prawda ujawnia się przez miłość miłosierną w relacjach z innymi. Biorąc pod uwagę twoje wyniki, to Twoja prawda wychodzi Ci niekonstruktywnie dla Ciebie, bo cokolwiek napiszesz to oskarżenia na bazie Twojego rozłamu wartości przekazanych przez Twoich rodziców i cech Boga "wynalezionego"/przyjętego w Twoim życiu dorosłym w celu odnajdywania w tym Bogu swoich niskich instynktów. Jaki w tym sens? Ja nie widze żadnego.

Tu mamy kolejny przypadek, w którym dyskutujesz z własnymi (błędnymi w odniesieniu do mnie) domniemaniami. Nawet nie wiem, co tu dopisać, skomentować, tak dalekie to jest od tego, co myślę i czuję. Ciągnij sobie te (fałszywe) domniemania we własnym zakresie.
"Krótka piłka", MD. Co brakowało w Twoich relacjach jako chłopiec z ojcem ateistą, że jako osoba dorosła potrzebowałeś członkostwa w neurotycznej części KrK aby stworzyć obraz surowego i kapryśnego Boga, który jest refleksją Twojego nieakceptującego siebie/niezintegrowanego psyche? Dlaczego musisz mieć w intelekcie wyimaginowaną wizję surowego i kapryśnego Boga/neurotycznego szczytu doskonałości a nie jesteś sobie w stanie pomyłek wybaczyć? Gdzie jest Chrystusowa pokora [ewidentnie nie jest intelektualna] czyli pojemność na łaskę uświęcająca zbys był w stanie się przed sobą zbawić naśladując Jezusa Chrystusa?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15971
Przeczytał: 129 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 16:52, 12 Lut 2020    Temat postu: Re: Dlaczego błagamy Boga o przebaczenie?

Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
MD napisał:
Jest między nami dość podstawowa różnica mentalna. Dla mnie poznawanie prawd samych w sobie, nawet tych trudniejszych mentalnie, nawet tych stawiających w negatywnym świetle coś mnie wartościującego, jest raczej źródłem ciekawości, zainteresowania, a nie lęku. Lubię widzieć rzeczy świata - jakimi są, a nie jakich oczekiwałyby moje emocje; lubię też poznawać o samym sobie to, czego wcześniej nie rozumiałem, a co też może być potencjalnie deprecjonujące. Mnie te deprecjacje nie ranią, bo uznaję za prawo rzeczywistości to, że nikt nie jest doskonały (z wyjątkiem Boga0.
Prawda ujawnia się przez miłość miłosierną w relacjach z innymi. Biorąc pod uwagę twoje wyniki, to Twoja prawda wychodzi Ci niekonstruktywnie dla Ciebie, bo cokolwiek napiszesz to oskarżenia na bazie Twojego rozłamu wartości przekazanych przez Twoich rodziców i cech Boga "wynalezionego"/przyjętego w Twoim życiu dorosłym w celu odnajdywania w tym Bogu swoich niskich instynktów. Jaki w tym sens? Ja nie widze żadnego.

Tu mamy kolejny przypadek, w którym dyskutujesz z własnymi (błędnymi w odniesieniu do mnie) domniemaniami. Nawet nie wiem, co tu dopisać, skomentować, tak dalekie to jest od tego, co myślę i czuję. Ciągnij sobie te (fałszywe) domniemania we własnym zakresie.
"Krótka piłka", MD. Co brakowało w Twoich relacjach jako chłopiec z ojcem ateistą, że jako osoba dorosła potrzebowałeś członkostwa w neurotycznej części KrK aby stworzyć obraz surowego i kapryśnego Boga, który jest refleksją Twojego nieakceptującego siebie/niezintegrowanego psyche? Dlaczego musisz mieć w intelekcie wyimaginowaną wizję surowego i kapryśnego Boga/neurotycznego szczytu doskonałości a nie jesteś sobie w stanie pomyłek wybaczyć? Gdzie jest Chrystusowa pokora [ewidentnie nie jest intelektualna] czyli pojemność na łaskę uświęcająca zbys był w stanie się przed sobą zbawić naśladując Jezusa Chrystusa?


A skąd Tobie przychodzi do głowy wciskanie do moich myśli takich rzeczy jak: "wizja surowego i kapryśnego Boga, neurotycznego szczytu doskonałości, nieakceptacji itp.?
- Ja widzę tu jeden najbardziej prawdopodobny powód - wzięłaś je ZE SWOICH ODCZUĆ I MYŚLI.
Przestań tak uparcie i neurotycznie rzutować własne emocje i myśli na innych, to może zaczniesz rozumieć co się w dyskusjach z nimi dzieje.

Co prawda wątpię, czy moja rada ma szansę na zastosowanie - przy Twojej totalnej zamkniętości na wpływy z zewnątrz (wadliwie rozumiana "suwerenność") raczej z jeszcze większym uporem będziesz rzutować swoją mentalność na mnie, niż dostrzeżesz swój błąd.
W każdym razie zaliczam Ci kolejne "kulą w płot" - nie trafiłaś w najmniejszym stopniu w moje odczucia, intencje, myśli. Dla mnie Bóg jest nie surowym, kapryśnym sędzią pragnącym pognębić ludzi (to jest właśnie rola szatana), lecz najdelikatniejszą, najczulszą istotą, która tylko chce ludziom pomóc, która stara się robić wszystko, aby człowiek w końcu odnalazł prawdziwego siebie.
Niestety, człowiek często jest bardzo uparty, żeby się zidentyfikować nie z prawdziwą swoją naturą i osobowością, lecz z jej żałosną atrapą - skrojoną na miarę przelotnych emocji, hałaśliwych i namolnych sugestii, nieprzemyślanych, nieodpowiedzialnych impulsów ze strony ego pragnącego wywyższenia ponad wszystko. Bóg może nawet i na to by "poszedł" zaakceptował nawet taką słabą, żałosną atrapę człowieczeństwa, lecz problem jest w tym, że OSTATECZNIE SAM CZŁOWIEK SIEBIE TAKIEGO NIE ZAAKCPETUJE. Człowiek skonfrontowany z tym, co naprawdę jest, widząc jak bardzo żałosne, śmieszne, sprzeczne wewnętrznie są emanacje jest prób wolności, potępi się sam. Potępi się dlatego, że zrozumie, iż nie jest wypracować samodzielnie żadnej wystarczająco spójnej, poprawnej mysli, żadnego uczucia, które nie miałoby w nim swojego antagonisty. Gdy człowiek słaby i mały zobaczy jak bardzo jest wewnętrznie sprzeczny, jak bardzo wszystko co robił było próżne, puste, na pokaz nie wiadomo dla kogo (właściwie to dla nikogo, bo nawet nie dla niego samego), przerazi się tym, że NIC SENSOWNEGO W SOBIE NIE JEST W STANIE ODNALEŹĆ, czyli że jest nikim.

Piszesz o suwerenności, ale ta suwerenność, która wyłania mi się z Twoich komentarzy ewidentnie ma postać kapryśności opartej o chciejstwo, aby rzeczy były niezależnie od wszystkiego, aby chwaliły wiecznie nienasycone ego właściciela. Taka suwerenność jest przeciwieństwem suwerenności w sensownym znaczeniu - suwerenności, w której człowiek WIE CO CZYNI, WIE CZEGO PRAGNIE, WIE KIM JEST i dopiero na tej wiedzy buduje swoje decyzje, nie na emocjonalnych kaprysach.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 91 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 17:29, 12 Lut 2020    Temat postu: Re: Dlaczego błagamy Boga o przebaczenie?

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
MD napisał:
Jest między nami dość podstawowa różnica mentalna. Dla mnie poznawanie prawd samych w sobie, nawet tych trudniejszych mentalnie, nawet tych stawiających w negatywnym świetle coś mnie wartościującego, jest raczej źródłem ciekawości, zainteresowania, a nie lęku. Lubię widzieć rzeczy świata - jakimi są, a nie jakich oczekiwałyby moje emocje; lubię też poznawać o samym sobie to, czego wcześniej nie rozumiałem, a co też może być potencjalnie deprecjonujące. Mnie te deprecjacje nie ranią, bo uznaję za prawo rzeczywistości to, że nikt nie jest doskonały (z wyjątkiem Boga0.
Prawda ujawnia się przez miłość miłosierną w relacjach z innymi. Biorąc pod uwagę twoje wyniki, to Twoja prawda wychodzi Ci niekonstruktywnie dla Ciebie, bo cokolwiek napiszesz to oskarżenia na bazie Twojego rozłamu wartości przekazanych przez Twoich rodziców i cech Boga "wynalezionego"/przyjętego w Twoim życiu dorosłym w celu odnajdywania w tym Bogu swoich niskich instynktów. Jaki w tym sens? Ja nie widze żadnego.

Tu mamy kolejny przypadek, w którym dyskutujesz z własnymi (błędnymi w odniesieniu do mnie) domniemaniami. Nawet nie wiem, co tu dopisać, skomentować, tak dalekie to jest od tego, co myślę i czuję. Ciągnij sobie te (fałszywe) domniemania we własnym zakresie.
"Krótka piłka", MD. Co brakowało w Twoich relacjach jako chłopiec z ojcem ateistą, że jako osoba dorosła potrzebowałeś członkostwa w neurotycznej części KrK aby stworzyć obraz surowego i kapryśnego Boga, który jest refleksją Twojego nieakceptującego siebie/niezintegrowanego psyche? Dlaczego musisz mieć w intelekcie wyimaginowaną wizję surowego i kapryśnego Boga/neurotycznego szczytu doskonałości a nie jesteś sobie w stanie pomyłek wybaczyć? Gdzie jest Chrystusowa pokora [ewidentnie nie jest intelektualna] czyli pojemność na łaskę uświęcająca zbys był w stanie się przed sobą zbawić naśladując Jezusa Chrystusa?


A skąd Tobie przychodzi do głowy wciskanie do moich myśli takich rzeczy jak: "wizja surowego i kapryśnego Boga, neurotycznego szczytu doskonałości, nieakceptacji itp.?
<->
MD napisał:
Dlaczego błagamy Boga o przebaczenie?


MD napisał:
- Ja widzę tu jeden najbardziej prawdopodobny powód - wzięłaś je ZE SWOICH ODCZUĆ I MYŚLI.
Odczucia a myśli, to jak ilustrowałam lingwistycznie poprzednie, dwa różne fenomeny.

Ponieważ ewidentnie nie podzielam Twojej wyimaginowanel wizji surowego i kapryśnego Boga, więc spójnie logicznie nie jestem w stanie poświęcać tej wizji uwagi percepcyjnej a tym samym energii mojego mózgu. Czy jesteś sobie ten fenomen empatycznie wyobrazić?

MD napisał:
Przestań tak uparcie i neurotycznie rzutować własne emocje i myśli na innych, to może zaczniesz rozumieć co się w dyskusjach z nimi dzieje.
Zrównoważonych emocji nie sposób rzutować - cokolwiek ten termin znaczy w Twoim kontekście.

Co się w dyskusji dzieje, wiem, bo to świadomie tworzę. Zadałam Ci konkretne pytanie: Czego brakło Ci w chłopięcych relacjach z ojcem ateistą, że jako dorosły człowiek potrzebowałeś członkostwa neurotycznej części KrK aby stworzyć we własnym umyśle wizję surowego i kapryśnego Boga, do którego odczuwasz konieczność prośby o przebaczeniei i wyrażasz to publicznie w strukturze lingwistycznej języka polskiego? To nieskomplikowane i spójne logicznie pytanie oparte na paradygmatach psychologii ludzkiej. Staram się dotrzeć do załamania się Twojego systemu wartości przekazanych Ci przez ojca i matkę ateistów, które skłoniło Cię do oddania systemu wartości w "ręce" destruktywnego nurtu zinstytucjonalizowanej religii ze szkodami dla Twojego dobrostanu emocjonalnego, który ma konsekwencje psychiczne, fizyczne i duchowe [Twoja dusza jest publicznie cierpiąca].

MD napisał:
Co prawda wątpię, czy moja rada ma szansę na zastosowanie - przy Twojej totalnej zamkniętości na wpływy z zewnątrz (wadliwie rozumiana "suwerenność") raczej z jeszcze większym uporem będziesz rzutować swoją mentalność na mnie, niż dostrzeżesz swój błąd.
Niczego Ci nie radziłam. Czekam cierpliwie na odpowiedź na zadane Ci pytanie.

MD napisał:
W każdym razie zaliczam Ci kolejne "kulą w płot" - nie trafiłaś w najmniejszym stopniu w moje odczucia, intencje, myśli.
Do niczego nie celowałam.

MD napisał:
Dla mnie Bóg jest nie surowym, kapryśnym sędzią pragnącym pognębić ludzi (to jest właśnie rola szatana), lecz najdelikatniejszą, najczulszą istotą, która tylko chce ludziom pomóc, która stara się robić wszystko, aby człowiek w końcu odnalazł prawdziwego siebie.

MD napisał:
Bardzo długo mnie to drażniło w katolicyzmie - częste błaganie Boga o przebaczenie. Skoro tak bardzo błagamy, to chyba dlatego, że Bóg nie chce nam przebaczyć?...
Inaczej byśmy nie musieli chyba Boga tak przekonywać.
Z drugiej strony nieraz w tym samym katolicyzmie mówi się, że Bóg chce nam przebaczyć. A bez tego błagania nie może?...
Coś mu to (wszechmocnemu...) uniemożliwia?... Od jakiegoś czasu widzę w tym sens. Ułożyłem to sobie na stare lata. Ale to nie wydaje się trywialne.
<-> http://www.sfinia.fora.pl/katolicyzm,7/dlaczego-blagamy-boga-o-przebaczenie,15599.html#504077

Jak widać, Twoją wizja wyimiaginowanego Boga jest płynna. Nie dziwi mnie to w Twoim stanie emocjonalno-psychicznym.

MD napisał:
Niestety, człowiek często jest bardzo uparty, żeby się zidentyfikować nie z prawdziwą swoją naturą i osobowością, lecz z jej żałosną atrapą - skrojoną na miarę przelotnych emocji, hałaśliwych i namolnych sugestii, nieprzemyślanych, nieodpowiedzialnych impulsów ze strony ego pragnącego wywyższenia ponad wszystko.
Problemem postrzegam dzielenie ludzkiej psyche na ułamki jak atrapa prawdziwości i prawdziwość. Taka istota musi niezmiernie cierpieć.

MD napisał:
Bóg może nawet i na to by "poszedł" zaakceptował nawet taką słabą, żałosną atrapę człowieczeństwa, lecz problem jest w tym, że OSTATECZNIE SAM CZŁOWIEK SIEBIE TAKIEGO NIE ZAAKCPETUJE. Człowiek skonfrontowany z tym, co naprawdę jest, widząc jak bardzo żałosne, śmieszne, sprzeczne wewnętrznie są emanacje jest prób wolności, potępi się sam. Potępi się dlatego, że zrozumie, iż nie jest wypracować samodzielnie żadnej wystarczająco spójnej, poprawnej mysli, żadnego uczucia, które nie miałoby w nim swojego antagonisty. Gdy człowiek słaby i mały zobaczy jak bardzo jest wewnętrznie sprzeczny, jak bardzo wszystko co robił było próżne, puste, na pokaz nie wiadomo dla kogo (właściwie to dla nikogo, bo nawet nie dla niego samego), przerazi się tym, że NIC SENSOWNEGO W SOBIE NIE JEST W STANIE ODNALEŹĆ, czyli że jest nikim.
Z platofrmy intelektualnej pokory, tak. Gdy będzie się tak stale traktował to w trakcie przesilenia zimy we wiosnę, okresem w trakcie którego wielu ludzi ulega depresji, może nawet popełnić samobójstwo jeśli nie zwróci się po pomoc bliskich lub profesjonalisty od zdrowia emocjonalnego, które determinuje zdrowie psychiczne, fizyczne i duchowe.

MD napisał:
Piszesz o suwerenności, ale ta suwerenność, która wyłania mi się z Twoich komentarzy ewidentnie ma postać kapryśności opartej o chciejstwo, aby rzeczy były niezależnie od wszystkiego, aby chwaliły wiecznie nienasycone ego właściciela. Taka suwerenność jest przeciwieństwem suwerenności w sensownym znaczeniu - suwerenności, w której człowiek WIE CO CZYNI, WIE CZEGO PRAGNIE, WIE KIM JEST i dopiero na tej wiedzy buduje swoje decyzje, nie na emocjonalnych kaprysach.
Mój sens to Twoje nonsens. I to jest kluczowa różnica w istnieniu tylko w intelekcie, na którego nadwyrężanie zwracam Ci uwagę od długiego okresu czasu.

Gdybym, jak Ty, istniała [trudno ten stan określi życiem w pełni] tylko w intelekcie, to nie inwestowałabym czasu aby Ci wyjaśnić, że w intelekcie nabiegasz się (metafora) jak w labiryncie aby odnajdywać te same myśli, które są Twoją podswiadmoscia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15971
Przeczytał: 129 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 19:05, 12 Lut 2020    Temat postu: Re: Dlaczego błagamy Boga o przebaczenie?

Dyskurs napisał:
Ponieważ ewidentnie nie podzielam Twojej wyimaginowanel wizji surowego i kapryśnego Boga, więc ...

Na tym etapie kończę dyskusję, bo niedawno pisałem co jest MOJĄ wizją Boga, a był to opis dokładnie przeciwny temu, co tutaj domniemywasz. Nie będę się tłumaczył, że nie jestem wielbłądem.
Szkoda mi czasu na pisanie do kogoś, kto nie rozumie, albo udaje, że nie rozumie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 91 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 19:47, 12 Lut 2020    Temat postu: Re: Dlaczego błagamy Boga o przebaczenie?

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Ponieważ ewidentnie nie podzielam Twojej wyimaginowanel wizji surowego i kapryśnego Boga, więc ...

Na tym etapie kończę dyskusję, bo niedawno pisałem co jest MOJĄ wizją Boga, a był to opis dokładnie przeciwny temu, co tutaj domniemywasz. Nie będę się tłumaczył, że nie jestem wielbłądem.
Szkoda mi czasu na pisanie do kogoś, kto nie rozumie, albo udaje, że nie rozumie.
Chodzi o szeroką rozpiętość pomiędzy Twoimi intelektualnymi deklaracjami a Twoim postępowaniem w stosunku do drugiego człowieka.

Wstąpiłam na Twój blog, gdzie deklarujesz, że religia katolicka stała się dla Ciebie, między innymi, źródłem piękna. Ale warunkowo musi pozbawić piękna osoby katolicko niereligijne, bo poza religią katolicka o pięknie nie piszesz. I nie pofatygowałeś się na zdefiniowanie roboczo "piękna". Twój powód na teizm/praktyke religii katolickiej jest "nie wiem" i taka jest podstawa Twojej praktyki religii katolickiej. Określamy ją u nas jako grocery Catholic czyli idący do świątyni katolickiej z wybiórczymi zasadami jej praktyki. Bycie praktykującym ale wybiorczynm katolikiem jest źródłem neurotycznej religijności z wszelkiego tego konsekwencjami.

Człowiek w zgodzie z samym sobą naturalnie nie kontempluje konieczności uzyskania wybaczenia od kogokolwiek. Czy to rozumiesz czy mam to dodatkowo wyjaśnić?

Katechizm KrK napisał:
17 Pragnienie Boga jest wpisane w serce człowieka, ponieważ został on stworzony przez Boga i dla Boga. Bóg nie przestaje przyciągać człowieka do siebie i tylko w Bogu człowiek znajdzie prawdę i szczęście, których nieustannie szuka:

Szczególny charakter godności ludzkiej polega na powołaniu człowieka do łączności z Bogiem. Człowiek jest zaproszony do rozmowy z Bogiem już od chwili narodzin: istnieje on bowiem tylko dlatego, że stworzony przez Boga z miłości jest zawsze z miłości zachowywany, i nie żyje w pełnej zgodności z prawdą, jeżeli w sposób wolny nie uzna tej miłości i nie odda się Stworzycielowi.
I każdy katolik z marszu jest skazany na nieustanne [do ostatniego uderzenia serca] szukanie prawdy i szczęścia które KrK twierdzi, że nie znajdzie, bo ma nieustannie szukać. Czy to jest spójne logicznie? Nie. To jest neurotyczne.

Na swoim blogu również przypisałeś intelektualnie fenomen duchowości religii katolickiej nie wiedząc, że duchowość w katolicyzmie przejawia się jedynie w doświadczeniu kontemplacyjnym co w tradycjach kultur wschodu określa się jako stan medytacji. Do tego doświadczenia trzeba pozostawić wymiar konceptów poza sobą. Ponieważ Twoje istnienie to gonienie w labiryncie konceptów swojego ogona, więc nie wiesz odczuciem w ciele czym kontemplacja jest. Podobnie nie doświadczasz kontemplacji w trakcie mszy św., bo to jest formułka czyli oracja. Powodem dlaczego większość katolików jest osobami neurotycznymi jest zaprzestanie kontemplacji w tradycji katolickiej przez następców cesarza Konstantyna. Uformowana "trzodę" łatwiej sterować i straszyć piekłem żeby sponsorowała kolejne pozłacane świątynie w Watykanie. Tylko KrK ze swoimi "twartoglowymi" w Polsce nie przewidzieli wpływu Internetu jako błyskawicznego okna na świat, prawda?

Gdy dorastające dzieci odchodzą od wiary (1) | Monika i Marcin Gajdowie
https://youtu.be/U4gcquhyCzM
h*ttps://youtu.be/U4gcquhyCzM

https://youtu.be/I-girwSOuE4
h*ttps://youtu.be/I-girwSOuE4

https://youtu.be/4my_IBHwlUk
h*ttps://youtu.be/4my_IBHwlUk


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Śro 20:11, 12 Lut 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15971
Przeczytał: 129 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:27, 12 Lut 2020    Temat postu: Re: Dlaczego błagamy Boga o przebaczenie?

Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Ponieważ ewidentnie nie podzielam Twojej wyimaginowanel wizji surowego i kapryśnego Boga, więc ...

Na tym etapie kończę dyskusję, bo niedawno pisałem co jest MOJĄ wizją Boga, a był to opis dokładnie przeciwny temu, co tutaj domniemywasz. Nie będę się tłumaczył, że nie jestem wielbłądem.
Szkoda mi czasu na pisanie do kogoś, kto nie rozumie, albo udaje, że nie rozumie.
Chodzi o szeroką rozpiętość pomiędzy Twoimi intelektualnymi deklaracjami a Twoim postępowaniem w stosunku do drugiego człowieka.

Wstąpiłam na Twój blog, gdzie deklarujesz, że religia katolicka stała się dla Ciebie, między innymi, źródłem piękna. Ale warunkowo musi pozbawić piękna osoby katolicko niereligijne, bo poza religią katolicka o pięknie nie piszesz.

Gdzie wyczytałaś, że ja pozbawiam piękna osoby katolicko niereligjne?
Gdzie w ogóle wyczytałaś, że ja poza religią katolicką o pięknie nie piszę?

Z tego co pamiętam, na całym moim blogu słowo "katolicki" pojawia się co najwyżej parę razy - na chyba już kilkaset wątków i kilka tysięcy postów.
Co ty znowu domniemywasz kompletnie bez związku z tym, co jest realnie?...
:shock: :shock:
Zamiast wymyślać sobie co ja piszę, czytaj i nie przekręcaj.
Znowu kończę, bo prostować takie jawnie wydumane, totalnie bezpodstawne zarzuty, byłoby nadmiarem fatygi z mojej strony.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 91 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 20:58, 12 Lut 2020    Temat postu: Re: Dlaczego błagamy Boga o przebaczenie?

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Ponieważ ewidentnie nie podzielam Twojej wyimaginowanel wizji surowego i kapryśnego Boga, więc ...

Na tym etapie kończę dyskusję, bo niedawno pisałem co jest MOJĄ wizją Boga, a był to opis dokładnie przeciwny temu, co tutaj domniemywasz. Nie będę się tłumaczył, że nie jestem wielbłądem.
Szkoda mi czasu na pisanie do kogoś, kto nie rozumie, albo udaje, że nie rozumie.
Chodzi o szeroką rozpiętość pomiędzy Twoimi intelektualnymi deklaracjami a Twoim postępowaniem w stosunku do drugiego człowieka.

Wstąpiłam na Twój blog, gdzie deklarujesz, że religia katolicka stała się dla Ciebie, między innymi, źródłem piękna. Ale warunkowo musi pozbawić piękna osoby katolicko niereligijne, bo poza religią katolicka o pięknie nie piszesz.



Gdzie wyczytałaś, że ja pozbawiam piękna osoby katolicko niereligjne?
Gdzie w ogóle wyczytałaś, że ja poza religią katolicką o pięknie nie piszę?

Z tego co pamiętam, na całym moim blogu słowo "katolicki" pojawia się co najwyżej parę razy - na chyba już kilkaset wątków i kilka tysięcy postów.
Co ty znowu domniemywasz kompletnie bez związku z tym, co jest realnie?...
:shock: :shock:
Zamiast wymyślać sobie co ja piszę, czytaj i nie przekręcaj.
Znowu kończę, bo prostować takie jawnie wydumane, totalnie bezpodstawne zarzuty, byłoby nadmiarem fatygi z mojej strony.


1 <-> http://www.sfinia.fora.pl/blog-michal-dyszynski,67/dlaczego-jestem-teista,10187.html#342267

MD napisał:
Od jakiegoś czasu nosiłem się z napisaniem tekstu na temat: dlaczego jestem teistą? Powody główne są trzy - po pierwsze gdzieś zadał ktoś mi po prostu na ten temat pytanie. Drugi jest taki, że pisząc to, sam sobie trochę poukładam w głowie. Trzeci powód wynika z tego, że chyba warto to mieć jakoś w konkretnym miejscu, aby w razie czego można było się powołać na tekst, o którym się wie.

Historia mojego teizmu - początki
Urodziłem się jako ateista, w rodzinie ateistów. O Bogu, nikt mi nie mówił wcale. Wielkim zdziwieniem było więc dla mnie, gdy moja sąsiadka (która pomagała moim rodzicom w opiece nade mną) zabrała mnie do kościoła. Widok mężczyzny (oczywiście Jezusa - którego wtedy zobaczyłem po raz pierwszy) wiszącego na krzyżu mną (wówczas może 6 latka), o którym mówiono, że został okrutnie zamordowany przez jakichś ludzi, bardzo mną wstrząsnął. Głównie z tego powodu, że zupełnie nie potrafiłem dopatrzyć się w tym sensu - po co kogoś męczyć, zabijać?... I w tle - właściwie to po co dzisiaj ten fakt okrutnej śmierci pewnej osoby celebrować?...
Potem, gdy byłem już w podstawówce pociągnął mnie przykład dzieci z mojej klasy, które chodziły na religię. Sam sporo po lekcjach "buszowałem" z kolegą po okolicy, właśnie często w pobliżu kościoła. Widok praktykujących ludzi jakoś zachęcił mnie do przemyśliwań nad duchowością. I jakoś dotarło do mnie, że ON JEST. Dotarło tak z poczucia, właściwie sam nie wiem skąd. Ogłosiłem w rodzinie, że chcę chodzić na religię. To moim rodzicom - ateistom - specjalnie nie przeszkadzało. Odpowiedź była: chcesz, to sobie chodź na tę religię...

Religia tradycyjnie
Dalszy etap mojego rozwoju religijnego można by uznać za zbliżony do tradycyjnego. Dowiedziałem się na religii głównych zasad wiary katolickiej, chodziłem do kościoła. Czy jestem/byłem w pełni zadeklarowanym, wierzącym "pod standard" katolikiem?...
- Osobiście jestem przekonany, że taka deklaracja byłaby na wyrost, chyba jakoś nieprawdziwa. Uważam, że aby miała ona podstawy, musiałbym GRUNTOWNIE POZNAĆ CAŁĄ TEOLOGIĄ w jej jakiejś podstawowej, niesprzecznej wersji, potem zaś uznać z pełnym przekonaniem, że swoim umysłem ZROZUMIAŁEM o co teologom chodziło, a na koniec, że BEZ WEWNĘTRZNEGO OSZUKIWANIA W PEŁNI SIĘ ZGADZAM z tym co mi podano. Warunków jest więc sporo, a właściwie żadnego z nich nie spełniam w sposób kompletny. Jestem więc chyba takim "katolikiem niepełnym, niedorobionym", wiele rzeczy fituję wewnętrznymi przekonaniami, część twierdzeń kościelnych trzymam sobie nieco "na dystans", bo np. nie potrafię rozwikłać ich konfliktów z innymi twierdzeniami (często też kościelnymi, ale nie tylko).
Uważam, że "bycie w pełni katolikiem" jest swego rodzaju ułudą, jest czystą deklaracją bez pokrycia. Jak zauważyłem, najbardziej przekonani o swojej idealnej zgodności z nauką Kościoła są ci, którzy owej nauki nie znają, którzy w ogóle nie stawiają sobie pytań intelektualnych, a po prostu deklarują jedynie swoją lojalność, a może jeszcze bardziej PRZYNALEŻNOŚĆ. Ja z kolei uważam, że owa przynależność formalna, organizacyjna to drobiazg w porównaniu przynależnością ducha, uczuć, intelektu - ta zaś odbywa się na znacząco innym poziomie, niż proste deklarowanie, kto z tych, a kto z tamtych.

Okres filozofowania w internecie
Do pewnego czasu mój rozwój religijny był względnie powolny, choć stabilny. Miałem też nieco wewnętrznych "zawirowań" w wierze (ale to temat na inną okazję), stanów - sytuacji, które - gdyby rzeczy inaczej się potoczyły - może odsunęłyby mnie od wiary chrześcijańskiej. Etap aktualny w dużym stopniu zawdzięczam częściowo Wujowi, który mnie dodatkowo zachęcił do filozofowania w Sieci - najpierw na psr.soc.religia, później na sfinii. Ten ostatni etap spowodował, że wreszcie większość rzeczy światopoglądowych sobie poukładałem na tyle, że chyba w końcu dowiedziałem się dlaczego jestem teistą. I dzięki temu mogę pisać ten wątek na moim blogu. :)

Dlaczego jestem teistą - w punktach...
Wypadałoby chyba jakoś to uporządkować, więc w punktach spróbuję wyliczyć powody, dla których jestem teistą:
1. Czuję (często) OBECNOŚĆ czegoś większego, duchowego, niejako "zawieszonego" nad życiem i światem. Odczucie to jest oczywiście subiektywne, może być kwestionowane. Tak to już jest z odczuciami. Dla mnie jest ono ważne i jest chyba głównym powodem, dla którego raczej nie mam poważnych wątpliwości w zakresie pytania: czy czasem nie zostać ateistą? To pytanie znajduje swoja szybką odpowiedź: a co wtedy zrobię z z tym odczuciem, które mam każdego dnia?...
2. Świat na modłę teistyczną wydaje mi się aktualnie najbardziej... logiczny! Najbardziej intelektualnie uzasadnione jest właśnie wyjście od osoby, aby dalej budować epistemologię, która jest niesprzeczna. Bo jedynym co jest pewne, to doznania jako takie, a więc osoba jest niezbędnym składnikiem bytu. Wszystko inne jest z doznań i faktu docierania owych doznań (do osoby) wyinterpretowane. Tego faktu nie ma jak obalić, jak odsunąć. Czyli wszystko co nieosobowe jest jednak jakoś wtórne względem tego co osobowe. Jest jeszcze parę innych powodów, dla których logika personalizmu wyraźnie silniej do mnie przemawia, niż np. wiara w wieczną materię.
3. To co przeciw religii wyciąga ateizm daje się względnie łatwo oddalić ścisłością rozumowania. Tak to wynika z moich dotychczasowych doświadczeń - właściwie wszystkie ataki ateistów na teizm okazują się albo naiwne, albo błędne logicznie w wysokim stopniu, wynikające z niezrozumienia pojęć, z przyjęcia dziwacznych (choć nieuświadamianych) założeń. Dziś ataki ateizmu na teizm traktuję jako ciekawy KATALOG BŁĘDÓW ROZUMOWANIA - ciekawy, bo dzięki niemu, dzięki tych błędów poznaniu i obaleniu, ogólnie człowiek uświadamia sobie strukturę myśli, podstawowe cegiełki, które budują spójność rozumowania. Nie znajduję ani jednego przypadku ataku, który stanowiłby jakieś zagrożenie intelektualne dla ZAAWANSOWANEGO (!) teizmu. Tu chyba warto właśnie dodać, że PISZĘ O TEIZMIE ZAAWANSOWANYM, czyli nie tym prostym kulturowym, sprowadzającym się do "słuchania się kościoła" (jaki by to kościół nie był). Oczywiście konstrukcja owego zaawansowanego teizmu prosta nie jest, a wręcz jest ona w pewnych zakresach sprzeczna z twierdzeniami teizmu kulturowego. Ale to znowu temat na inną, szerszą dyskusję. Podsumowując zaś ten punkt, chce podkreślić ważność tego aspektu, iż teizm przeszedł u mnie wszystkie testy. Jeśliby porównać właśnie problem szukania właściwego światopoglądu z tym, jak działa nauka, to mamy tu dobrą analogię. W nauce teorie są uznawane za potwierdzone właśnie wtedy, GDY PRZEJDĄ TESTY NIEZALEŻNYCH BADACZY. Podobnie jest w kryptografii - szyfr, algorytm zabezpieczający jest uważany za bezpieczny, gdy ATAKOM PODLEGAŁ, ALE SIĘ IM OPARŁ. Gdyby ataków nie było, to mielibyśmy do czynienia z czymś niesprawdzonym. Ta weryfikacja poprzez odparcie znanych (!) ataków jest więc ważnym powodem uznania danej rzeczy za potwierdzoną. Tutaj uważam teizm za potwierdzony, bo w moim przekonaniu odparł on wszystkie znane mi ataki przeciw niemu (dodam jeszcze raz - piszę o ZAAWANSOWANYM TEIZMIE).
4. Zadziwiająca zgodność współczesnej zaawansowanej fizyki i wielu tez duchowych, teistycznych. To jest temat na szerszą dyskusję, więc tutaj go nie omówię. Ten punkt ma więc tutaj status jedynie mojej OPINII, przekonania być może subiektywnie mylnego. Ale akurat dla mnie ma to znaczenie.
5. Biblia - jest to dzieło zaskakująco MOCNE. Znowu - należałoby tu napisać grube tomy, aby sprawę wyjaśnić. Dla mnie jednak refleksja nad tekstem tej księgi okazała się tak cenna, tak ważna od strony rozwoju duchowego, tak zadziwiająco PASUJĄCA do wielu pytań życia i świata, że stanowi ona dla mnie potwierdzenie tego, iż religia nie jest przypadkiem, jest oddana ludziom przez inteligencję znacznie wyższego kalibru, niż to co tu w życiu spotykamy.
6. Kilka zdarzeń z życia, które można by uznać za przeżycia o charakterze mistycznym. Co prawda zdarzenia były bardzo krótkie, w trybie ataku na nie pod kątem weryfikowalności pewnie by się nie obroniły, ale osobiście dla mnie są ważne i cenne, stanowiąc dodatkowo - mi osobiście - potwierdzenie mojego teizmu, jak też pewnych jego osobnych aspektów.
7. Pewna forma piękna... To pewnie jest jeden z najbardziej niezrozumiałych dla wielu punktów. Teizm i piękno... Dla wielu ateistów teizm jawi się nie jako piękny, lecz wręcz wstrętny - bo jest postrzegany jako swego rodzaju tyrania kultury i władzy kleru nad ludźmi. Ja znowu piszę o teizmie zaawansowanym - w nim aspekt nacisku kulturowego, mentalnego, moralnego ze strony autorytetów nie występuje. Trochę zgodzę się nawet z zarzutami ateistów wobec różnych kulturowych form teizmu - nieraz są one jakby wstrętne, częściowo dowodzą małości liderów, duchowej słabości wiernych. Ale jest też w teizmie piękno, które trudno jest opisać. Tylko trzeba spojrzeć na coś innego niż te nakazy i zakazy, przymusy i praktyki, władze i zależności. Trzeba by wejść na poziom osobowy, odrzucający to, co niskie. Wtedy objawia się piękno, zrozumienie, skłonność do przebaczenia i wyniesienia w górę wszystkiego, co już jakoś zaczęło się oddzielać od chaosu, co już raczkuje w duchowości. To, że niektórzy próbują propagować teizm namolnie, nieudolnie, poprzez tyranię i dominację - to też fakt. Jest to chyba jakoś niezbędne, bo teizm wzrasta w warunkach wolności myśli, więc po dostrzeżeniu tego, że SĄ RZECZY NAPRAWDĘ WAŻNE I PIĘKNE, co niektórzy chcieliby je jakoś przygwoździć dyscypliną i przymusem - aby nie zgubić tego, co właśnie takie ważne. Nie zauważają, że w ten sposób często są przeciwskuteczni. Ale to znowu temat na inną okazję. Tutaj chciałbym podkreślić, że w czystej postaci teizm jest naprawdę piękny - uosabiając to co właśnie jest kwintesencją piękna - doskonałą harmonię rozumienia, odczuwania, postrzegania.

Tyle na dziś.

------------------------------------------------------------------------------------
2 <-> http://www.sfinia.fora.pl/blog-michal-dyszynski,67/dlaczego-jestem-teista,10187.html#445335
MD napisał:
Od jakiegoś czasu moje przekonanie o sensowności teizmu wzrasta. Powód jest dość ciekawy, bo wziął się z budowania dość niezwykłej koncepcji - KONCEPCJI IDEALNEGO SPOŁECZEŃSTWA I ŚRODOWISKA DLA UMYSŁU.

Pomysł jest relatywnie stary - już dawno wpadłem na to, że jeśliby coś miało uzasadniać poprawność światopoglądu, to wynikająca z niego OSTATECZNA KONSTRUKCJA, w ramach której powstałby zbiór zasad konstytuujących idealne społeczeństwo i środowisko dla umysłów, które funkcjonowałyby jako wolne z jednej strony, a szczęśliwe i spełnione z drugiej. Na początek miałem tylko sam ten pomysł, przekonanie, że "tak powinno być". Ale nie umiałem tego pomysłu ubrać w konkret, brakowało mi punktu zaczepienia rozumowego. Czym jest szczęście? Jak należy rozumieć wolność? Jak wygląda umysł spełniony?
- Tego wszystkiego po prostu nie potrafiłem sobie wyobrazić, połączyć z koncepcjami, ideami, intuicjami.
Po jakimś czasie jednak te koncepcje idee, zaczęły mi się krystalizować. W jedną całość zaczęły się łączyć idee: wolności, świadomości, szczęścia, prawdy, istnienia. Dziś uważam je niejako za "różne twarze" tej samej rzeczy. Zaczęło się to ze sobą zazębiać na podobieństwo modelu matematycznego, w którym widać dlaczego coś musi być tak, a nie inaczej, w którym niewiele jest arbitralności - ot, garstka założeń, a potem z tych założeń wszystko już wynika.
Gdy to mi się zaczęło układać, znalazłem swoje prywatne potwierdzenie dla koncepcji teistycznych - szczególnie tych zawartych w Biblii, którą aktualnie w głównej mierze uważam za cudowną, alegoryczną opowieść o budowie i sensie świadomości. Oczywiście rozszyfrowanie owych alegorii łatwe nie jest, więc nie dziwie się tym, którzy nie potrafią sensu Biblii dostrzec i traktują ją jako taki sobie, zwykły zbiór mitów i opowieści. Małpa, która znalazłaby zgubionego w dżungli smartfona też nie uznałaby go za coś specjalnie użytecznego - moze nadawałby się do rozbicia orzecha, może dałoby się coś wykopać w ziemi jego płaska powierzchnią. I pewnie na tym zastosowania dla tego przedmiotu pomysły małpy by się skończyły. No... może gdyby odkryła sposób na włączanie go, to mogłaby użyć najbardziej zaawansowanej, a zrozumiałej dla siebie funkcji - latarki, pomagającej zobaczyć coś w ciemnościach. Ale na pewno nie byłaby w stanie użyć jakiejkolwiek aplikacji zapisanej w pamięci tego urządzenia. Podobnie jest z Biblią - ateiści widzą w tej księdze to, co jest w stanie zdiagnozować ich system założeń na temat świata. Ponad te założenia nie wyskoczą...

Tymczasem, GDY SIĘ POSTAWI WŁAŚCIWE PYTANIA, odkryje się (w Biblii i w teizmie) rzeczy, o których się umysłom (zbyt) konkretnym nie śniło. A jak siĘ juŻ te pytania odnajdzie - odnajdzie W SOBIE - to jest szansa na ODKRYCIE NOWEGO CAŁEGO ŚWIATA.

Niestety, aby ten świat odkryć, nie wystarczy po prostu zostać teistą, w sensie zacząć przyznawać się do wiary w Boga i np. zacząć chodzić do kościoła. W moim przekonaniu typowy teista nie różni się tak specjalnie od ateisty. A czasem nawet mniej sobie zaprząta głowę ideami religijnymi, niz ten drugi. Do odkrycia tego świata, o którym myślę, chyba trzeba się rzeczywiście "narodzić na nowo", czyli odkryć w sobie takie DUCHOWE DZIECKO.

------------------------------------------------------------------------------------
3 <-> http://www.sfinia.fora.pl/blog-michal-dyszynski,67/dlaczego-jestem-teista,10187.html#445339

MD napisał:
Chyba dość powszechnym myśleniem o religii jest traktowaniem jej jako "systemu nakazów i zakazów". Po prostu religia określa co wolno, a czego nie wolno, zaś osoba boga miałaby w tym wszystkim tylko budować jakąś sankcję dla nieposłusznych. Owo nakazywanie i zakazywanie jest przy tym arbitralne. co prawda można się w tych normach moralnych dopatrzyć pewnego sensu budującego porządek społeczny (np. aby nie zabijać, nie kraść itp.), ale ogólnie - z perspektywy ateisty patrząc - religia nie miałaby być niczym więcej, jak tym, co w nowoczesnych społeczeństwach zapewnia system sprawiedliwości, obudowanym w rytuały, które mają rolę integrująca ludzi, dających im pewną zbiorową tożsamość. Tak rozumiana religia jest chyba zwyczajnie przeżytkiem - jeśli by w tym miała się zawierać religii istota, to ja zostałbym ateistą.

Problem w tym, że wg mojego aktualnego rozumienia w religii TEJ PRAWDZIWEJ kompletnie nie o to chodzi!
A o co chodzi?...
- W sumie o niejedną rzecz. Ale na początek można by powiedzieć, że o ODKRYCIE SIEBIE!


-----------------------------------------------------------------------------------
4 <-> http://www.sfinia.fora.pl/blog-michal-dyszynski,67/dlaczego-jestem-teista,10187.html#467503 <->
MD napisał:
Typowy obraz teizmu, jaki mają ateiści spotykani na naszym forum, z grubsza przedstawia się następująco:
- mamy tylko doznania ze świata materialnego, reszta to mrzonki
- nic nie wskazuje na to, aby w ogóle był sens mówienia o czymś pozamaterialnym
- od strony epistemologicznej patrząc, jedynie słusznym podejściem jest przyjmowanie stwierdzeń, które mają silne (naukowe) potwierdzenie empiryczne
- wszelkie religijne stwierdzenia są spekulacją o stopniu potwierdzenia porównywalnym z bajkami, czy inną formą literatury pięknej.
- Ostatecznie: nie ma powodu sądzić, że cokolwiek poza materią realnie istnieje,
- moralne zasady głoszone przez religie mają jedynie znaczenie historyczne, związane z przekonaniami ludzi w dawnych czasach co jest dobre, a co złe. Dzisiaj mamy znacznie lepiej uzasadnioną moralność opartą o nowoczesne prawo.

-----------------------------------------------------------------------------------
5 <-> http://www.sfinia.fora.pl/blog-michal-dyszynski,67/dlaczego-jestem-teista,10187.html#467503 <->
MD napisał:
Tymczasem z mojego punktu widzenia sytuacja wygląda prawie na...
odwrotną!
- świat materialny w opisie fizyki kwantowej w ogóle stawia podstawowy problem z wizją jego realności (przynajmniej rozumianej na typowy, intuicyjny sposób). Materia nie jest zatem tak realna jak to się co niektórym wydaje.
- za to niemal wszystko co zajmuje ludzkie umysły jest albo głęboko zanurzone w ideach, albo w ogóle jest samą ideą
- potwierdzenia empiryczne nie są niczym innym tylko ZASTOSOWANIEM IDEI W SPECYFICZNY SPOSÓB. Empiria nie jest pojęciem samym w sobie -jest ideą, bierze się z ZAŁOŻEŃ i MODELI, zaś to co empiria potwierdza samo w sobie jest nieempiryczne, i SPOSÓB w jaki potwierdza też jest uzasadniony pozaempirycznie. Generalnie cała epistemologia jest ideą, ideami zarządza, w świecie idei funkcjonuje.
-stwierdzenia religii oczywiście nie są (przynajmniej na starcie) jakoś wyróżnione od innych stwierdzeń. To, że zostały podane w formie prorockiej, niejako odgórnej wynika z tego, że inaczej w ogóle nie byłyby się w stanie przebić do świadomości pasterzy, rolników, kupców, czy żołnierzy świata starożytnego. Uważam, że można owe stwierdzenia rozważać jako formę dość luźnej hipotezy. Osobną sprawą jest tutaj uruchomienie EMOCJI i WOLI w poszukiwaniu absolutu. Religia do tego zachęca, stawia jako główny postulat. I na początek można od tego wyjść, jeśli ktoś chce swoje mentalne funkcjonowanie utrzymać jak najbliżej "ścieżki racjonalności" (to termin dość niejasny, ma konotację intuicyjną, trudno jest go wytłumaczyć).
- Zasady moralne, głoszone przez religie są warte rozważenia. Oczywiście nie jakoś niewolniczo. Ale może ludzie je spisujący, formułujący mieli pewną dodatkowa wiedzę na temat ludzkiej natury, która jest jeszcze nie ogarnięta mądrością aktualnych czasów?...

------------------------------------------------------------------------------------
6 <-> http://www.sfinia.fora.pl/blog-michal-dyszynski,67/dlaczego-jestem-teista,10187.html#505319 <->
MD napisał:
Dzisiaj sobie uświadomiłem, jak bardzo różny jest mój wewnętrzny świat w kontekście odniesień do Boga, w stosunku do tego, co - jak sądzę - wyobrażają sobie na ten temat (niekoniecznie chodzi o mnie, raczej ogólnie o "teistę uogólnionego") ateiści. Ateiści, co nieraz przebija z ich wypowiedzi, widzą świat teisty, jako obszar wielkiego, upartego wmawiania sobie, że wbrew wszystkiemu co widzą i czują, jednak istnieje Bóg. Przynajmniej teiści na naszym forum z uporem głoszą tezę, że teista na potwierdzenie swojego światopoglądu nie ma kompletnie nic z wyjątkiem uwierzeniu kompletnie na słowo jakimś ludziom, którzy wyciągają skądś swoją antyczną księgę, twierdzą że jest jest ona prawdziwa (bo pochodzi od Boga), a więc dalej mają dowód, na istnienie Boga i żądają od innych bezkrytycznej wiary. Tak sobie świat teizmu wyobrażają zwykle ateiści.

Z mojej strony patrząc, chciałoby się napisać, że jest prawie dokładnie odwrotnie. Mój świat składa się z setek subtelnych potwierdzeń dla teizmu. Niestety, nie potrafię tych potwierdzeń w zdecydowanej większości przekazać innym. Zasadnicze powody są dwa:
- związane są one z prywatnymi odczuciami
- związane są z daleko posuniętą syntezą bardzo różnych aspektów modelowania, rozumowania, spekulowania na temat natury rzeczywistości. Owa synteza oparta jest z kolei o wiele pomocniczych rozważań, w których ostatecznie dałem prymat jakiejś tam opcji - mniej lub bardziej na wyczucie, w oparciu o luźne szacowanie "prawdopodobieństwa".

--------------------------------------------------------------------------------------
Behawioralnymi wyznacznikami angazowania się w duchowość w każdej tradycji światowej są:
1. Akceptacja siebie aby akceptować innych bez konieczności dzielenia światopoglądu.
2. Elastyczność/plastyczność na bazie rdzenia systemu wartości.
3. Komunia/współżycie [nie seksualne] w środowisku społecznym.
4. Łagodność wraz ze stanowczością aby bronić własnej autonomii.
5. Miłość własna, która nie ma nic wspólnego z narcyzmem lecz z szacunkiem do siebie/wiedzą siebie.
6. Otwartość z poszanowanie własnych zasad
7. Spokoj wewnętrzny i spokój zewnętrzny.
8. Włączanie, nie dzielenie, innych.
9. Współpraca w środowisku dla wspólnego dobra.

Postawy behawioralne istoty neurotycznej są antonimami powyższych postaw osoby uduchowionej.

Biorąc pod uwagę, jak wiele energii życiowej i czasu poświęcasz infantylenmu dzieleniu na teistów i ateistów, to Twoją neurotyczność razi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 91 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 21:15, 12 Lut 2020    Temat postu:

Tutaj jak w nierozsądnym dzieciństwie zafundowałeś sobie system reglamentacyjny neurotycznosci katolickiej, którego jesteś więźniem z własnej woli, MD.

Jaroslaw Gibas "Ukryty koszt iluzji stabilizacji #42"
https://youtu.be/mYNlYNP0-m4
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15971
Przeczytał: 129 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 21:50, 12 Lut 2020    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Biorąc pod uwagę, jak wiele energii życiowej i czasu poświęcasz infantylenmu dzieleniu na teistów i ateistów, to Twoją neurotyczność razi.

Tutaj jak w nierozsądnym dzieciństwie zafundowałeś sobie system reglamentacyjny neurotycznosci katolickiej, którego jesteś więźniem z własnej woli, MD.

To zupełnie nie adekwatne do tego, co pisałem, kompletnie chybione spostrzeżenia. Nie rozumiesz, o co mi chodzi i dorabiasz do tego jakaś kompletnie wynaturzoną nadinterpretację.

Dyskurs napisał:
Behawioralnymi wyznacznikami angazowania się w duchowość w każdej tradycji światowej są:
1. Akceptacja siebie aby akceptować innych bez konieczności dzielenia światopoglądu.
2. Elastyczność/plastyczność na bazie rdzenia systemu wartości.
3. Komunia/współżycie [nie seksualne] w środowisku społecznym.
4. Łagodność wraz ze stanowczością aby bronić własnej autonomii.
5. Miłość własna, która nie ma nic wspólnego z narcyzmem lecz z szacunkiem do siebie/wiedzą siebie.
6. Otwartość z poszanowanie własnych zasad
7. Spokoj wewnętrzny i spokój zewnętrzny.
8. Włączanie, nie dzielenie, innych.
9. Współpraca w środowisku dla wspólnego dobra.

Zaś powyższa lista jest zupełnie a muzom w stosunku do tego, co pisałem. Mogę się z jej zawartoscią w jakimś stopniu zgodzić. Ale wypisanie jej w kontekście moich słów jest pomyłką, bo ona nie ma tu kontekstu - nie jest ani względem moich słów potwierdzająca, ani polemiczna. Jest kompletnie z innej bajki. Równie dobrze mogłaś "Jako komentarz" umieścić tutaj wpis z kroniki sportowej, czy ekonomicznej - tak samo będzie bez związku.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 21:57, 12 Lut 2020, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 91 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 22:02, 12 Lut 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Biorąc pod uwagę, jak wiele energii życiowej i czasu poświęcasz infantylnemu dzieleniu na teistów i ateistów, to Twoją neurotyczność razi.

Tutaj jak w nierozsądnym dzieciństwie zafundowałeś sobie system reglamentacyjny neurotycznosci katolickiej, którego jesteś więźniem z własnej woli, MD.
To zupełnie nie adekwatne do tego, co pisałem, kompletnie chybione spostrzeżenia. Nie rozumiesz, o co mi chodzi ...
O co zatem Ci chodzi w tych tyradach atakujacych ateistow?

MD napisał:
... i dorabiasz do tego jakaś kompletnie wynaturzoną nadinterpretację.
Termin wynaturzony znaczy wypaczony i z terminem nadinterpretacja jest niespójny logicznie.

Jaki jest zatem cel tego "dreptania" aby uzasadnić katolicyzm "wybiórczy" przyjęty w dzieciństwie, bo rodzice ateiści niepełnoletniego dziecka nie zaprotestowali? Czemu ma służyć osąd ateistów jako osób gorszych, bo różnią się opinią?


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Śro 22:06, 12 Lut 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15971
Przeczytał: 129 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:54, 12 Lut 2020    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Biorąc pod uwagę, jak wiele energii życiowej i czasu poświęcasz infantylnemu dzieleniu na teistów i ateistów, to Twoją neurotyczność razi.

Tutaj jak w nierozsądnym dzieciństwie zafundowałeś sobie system reglamentacyjny neurotycznosci katolickiej, którego jesteś więźniem z własnej woli, MD.
To zupełnie nie adekwatne do tego, co pisałem, kompletnie chybione spostrzeżenia. Nie rozumiesz, o co mi chodzi ...
O co zatem Ci chodzi w tych tyradach atakujacych ateistow?

Owe "tyrady" nie są wymierzone w osoby, lecz w POGLĄDY. Czyli to nie są żadne tyrady, lecz ODPOWIEDŹ NA ZARZUTY MI STAWIANE. Jak się przyjrzysz trochę temu, co np. tutaj ateiści piszą, a będziesz spostrzegawcza i uczciwa, to szybko zorientujesz się, że odpowiadam na rzeczywiste zarzuty, a nie wydumane.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 91 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 23:30, 12 Lut 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Biorąc pod uwagę, jak wiele energii życiowej i czasu poświęcasz infantylnemu dzieleniu na teistów i ateistów, to Twoją neurotyczność razi.

Tutaj jak w nierozsądnym dzieciństwie zafundowałeś sobie system reglamentacyjny neurotycznosci katolickiej, którego jesteś więźniem z własnej woli, MD.
To zupełnie nie adekwatne do tego, co pisałem, kompletnie chybione spostrzeżenia. Nie rozumiesz, o co mi chodzi ...
O co zatem Ci chodzi w tych tyradach atakujacych ateistow?

Owe "tyrady" nie są wymierzone w osoby, lecz w POGLĄDY. Czyli to nie są żadne tyrady, lecz ODPOWIEDŹ NA ZARZUTY MI STAWIANE. Jak się przyjrzysz trochę temu, co np. tutaj ateiści piszą, a będziesz spostrzegawcza i uczciwa, to szybko zorientujesz się, że odpowiadam na rzeczywiste zarzuty, a nie wydumane.
To tez odpowiedz na zarzuty Ci stawiane?

http://www.sfinia.fora.pl/blog-michal-dyszynski,67/dlaczego-jestem-teista,10187.html#467503

MD napisał:
- Zasady moralne, głoszone przez religie są warte rozważenia. Oczywiście nie jakoś niewolniczo. Ale może ludzie je spisujący, formułujący mieli pewną dodatkowa wiedzę na temat ludzkiej natury, która jest jeszcze nie ogarnięta mądrością aktualnych czasów?...


Księga Sędziów 19,22-30 napisał:
22 Tymczasem, gdy oni rozweselali swoje serca, przewrotni mężowie tego miasta otoczyli dom, a kołacząc we drzwi rzekli do starca, gospodarza owego domu: «Wyprowadź męża, który przekroczył próg twego domu, chcemy z nim obcować». 23 Człowiek ów, gospodarz domu, wyszedłszy do nich rzekł im: «Nie, bracia moi, proszę was, nie czyńcie tego zła, albowiem człowiek ten wszedł od mego domu, nie popełniajcie tego bezeceństwa. 24 Oto jest tu córka moja, dziewica, oraz jego żona, wyprowadzę je zaraz, obcujcie z nimi i róbcie, co wam się wyda słuszne, tylko mężowi temu nie czyńcie tego bezeceństwa». 25 Mężowie ci nie chcieli go usłuchać. Człowiek ten zatem zabrawszy swoją żonę wyprowadził ją na zewnątrz. A oni z nią obcowali i dopuszczali się na niej gwałtu przez całą noc aż do świtu. Puścili ją wolno dopiero wtedy, gdy wschodziła zorza. 26 Kobieta owa, wracając o świcie, upadła u drzwi owego męża, gdzie był jej pan, i pozostała tam aż do chwili, gdy poczęło dnieć. 27 Pan jej, wstawszy rano, otworzył drzwi domu i wyszedł chcąc wyruszyć w dalszą drogę, i ujrzał kobietę, swoją żonę, leżącą u drzwi domu z rękami na progu. 28 «Wstań, a pojedziemy!» - rzekł do niej, lecz ona nic nie odpowiadała. Usadowiwszy ją przeto na ośle, zabrał się ów człowiek i wracał do swego domu. 29 Przybywszy do domu, wziął nóż, i zdjąwszy żonę swoją, rozciął ją wraz z kośćmi na dwanaście sztuk i rozesłał po wszystkich granicach izraelskich. Wysłańcom swoim dał następujące polecenie: «Czy kiedykolwiek widziano podobną rzecz, począwszy od dnia, kiedy Izraelici wyszli z Egiptu, aż do dnia dzisiejszego? Zastanówcie się, naradźcie się i wypowiedzcie!» 30 A wszyscy, którzy to widzieli, mówili: «Nigdy podobnej rzeczy nie było i nie widziano, od kiedy Izraelici opuścili Egipt, aż do dnia dzisiejszego


W tym kontekscie nadal podtrzymujesz swoja opinie?


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Śro 23:41, 12 Lut 2020, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15971
Przeczytał: 129 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 0:56, 13 Lut 2020    Temat postu:

Dyskurs napisał:
MD napisał:
- Zasady moralne, głoszone przez religie są warte rozważenia. Oczywiście nie jakoś niewolniczo. Ale może ludzie je spisujący, formułujący mieli pewną dodatkowa wiedzę na temat ludzkiej natury, która jest jeszcze nie ogarnięta mądrością aktualnych czasów?...


Księga Sędziów 19,22-30 napisał:
22 Tymczasem, gdy oni rozweselali swoje serca, przewrotni mężowie tego miasta otoczyli dom, a kołacząc we drzwi rzekli do starca, gospodarza owego domu: «Wyprowadź męża, który przekroczył próg twego domu, chcemy z nim obcować». 23 Człowiek ów, gospodarz domu, wyszedłszy do nich rzekł im: «Nie, bracia moi, proszę was, nie czyńcie tego zła, albowiem człowiek ten wszedł od mego domu, nie popełniajcie tego bezeceństwa. 24 Oto jest tu córka moja, dziewica, oraz jego żona, wyprowadzę je zaraz, obcujcie z nimi i róbcie, co wam się wyda słuszne, tylko mężowi temu nie czyńcie tego bezeceństwa». 25 Mężowie ci nie chcieli go usłuchać. Człowiek ten zatem zabrawszy swoją żonę wyprowadził ją na zewnątrz. A oni z nią obcowali i dopuszczali się na niej gwałtu przez całą noc aż do świtu. Puścili ją wolno dopiero wtedy, gdy wschodziła zorza. 26 Kobieta owa, wracając o świcie, upadła u drzwi owego męża, gdzie był jej pan, i pozostała tam aż do chwili, gdy poczęło dnieć. 27 Pan jej, wstawszy rano, otworzył drzwi domu i wyszedł chcąc wyruszyć w dalszą drogę, i ujrzał kobietę, swoją żonę, leżącą u drzwi domu z rękami na progu. 28 «Wstań, a pojedziemy!» - rzekł do niej, lecz ona nic nie odpowiadała. Usadowiwszy ją przeto na ośle, zabrał się ów człowiek i wracał do swego domu. 29 Przybywszy do domu, wziął nóż, i zdjąwszy żonę swoją, rozciął ją wraz z kośćmi na dwanaście sztuk i rozesłał po wszystkich granicach izraelskich. Wysłańcom swoim dał następujące polecenie: «Czy kiedykolwiek widziano podobną rzecz, począwszy od dnia, kiedy Izraelici wyszli z Egiptu, aż do dnia dzisiejszego? Zastanówcie się, naradźcie się i wypowiedzcie!» 30 A wszyscy, którzy to widzieli, mówili: «Nigdy podobnej rzeczy nie było i nie widziano, od kiedy Izraelici opuścili Egipt, aż do dnia dzisiejszego


W tym kontekscie nadal podtrzymujesz swoja opinie?

Tak. Co ma jedno do drugiego? :shock:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 91 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 2:51, 13 Lut 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
MD napisał:
- Zasady moralne, głoszone przez religie są warte rozważenia. Oczywiście nie jakoś niewolniczo. Ale może ludzie je spisujący, formułujący mieli pewną dodatkowa wiedzę na temat ludzkiej natury, która jest jeszcze nie ogarnięta mądrością aktualnych czasów?...


Księga Sędziów 19,22-30 napisał:
22 Tymczasem, gdy oni rozweselali swoje serca, przewrotni mężowie tego miasta otoczyli dom, a kołacząc we drzwi rzekli do starca, gospodarza owego domu: «Wyprowadź męża, który przekroczył próg twego domu, chcemy z nim obcować». 23 Człowiek ów, gospodarz domu, wyszedłszy do nich rzekł im: «Nie, bracia moi, proszę was, nie czyńcie tego zła, albowiem człowiek ten wszedł od mego domu, nie popełniajcie tego bezeceństwa. 24 Oto jest tu córka moja, dziewica, oraz jego żona, wyprowadzę je zaraz, obcujcie z nimi i róbcie, co wam się wyda słuszne, tylko mężowi temu nie czyńcie tego bezeceństwa». 25 Mężowie ci nie chcieli go usłuchać. Człowiek ten zatem zabrawszy swoją żonę wyprowadził ją na zewnątrz. A oni z nią obcowali i dopuszczali się na niej gwałtu przez całą noc aż do świtu. Puścili ją wolno dopiero wtedy, gdy wschodziła zorza. 26 Kobieta owa, wracając o świcie, upadła u drzwi owego męża, gdzie był jej pan, i pozostała tam aż do chwili, gdy poczęło dnieć. 27 Pan jej, wstawszy rano, otworzył drzwi domu i wyszedł chcąc wyruszyć w dalszą drogę, i ujrzał kobietę, swoją żonę, leżącą u drzwi domu z rękami na progu. 28 «Wstań, a pojedziemy!» - rzekł do niej, lecz ona nic nie odpowiadała. Usadowiwszy ją przeto na ośle, zabrał się ów człowiek i wracał do swego domu. 29 Przybywszy do domu, wziął nóż, i zdjąwszy żonę swoją, rozciął ją wraz z kośćmi na dwanaście sztuk i rozesłał po wszystkich granicach izraelskich. Wysłańcom swoim dał następujące polecenie: «Czy kiedykolwiek widziano podobną rzecz, począwszy od dnia, kiedy Izraelici wyszli z Egiptu, aż do dnia dzisiejszego? Zastanówcie się, naradźcie się i wypowiedzcie!» 30 A wszyscy, którzy to widzieli, mówili: «Nigdy podobnej rzeczy nie było i nie widziano, od kiedy Izraelici opuścili Egipt, aż do dnia dzisiejszego


W tym kontekscie nadal podtrzymujesz swoja opinie?

Tak. Co ma jedno do drugiego? :shock:




Z Jezusa pomocą, wytłumacz proszę jak zbiorowy gwałt i morderstwo można uznać za
MD napisał:
]dodatkową wiedzę natury ludzkiej, która jest jeszcze nie ogarnięta mądrością aktualnych czasów
.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8301
Przeczytał: 107 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 3:14, 13 Lut 2020    Temat postu:

Michał Dyszynski

Cytat:
Typowy obraz teizmu, jaki mają ateiści spotykani na naszym forum, z grubsza przedstawia się następująco:
- mamy tylko doznania ze świata materialnego, reszta to mrzonki
- nic nie wskazuje na to, aby w ogóle był sens mówienia o czymś pozamaterialnym
- od strony epistemologicznej patrząc, jedynie słusznym podejściem jest przyjmowanie stwierdzeń, które mają silne (naukowe) potwierdzenie empiryczne
- wszelkie religijne stwierdzenia są spekulacją o stopniu potwierdzenia porównywalnym z bajkami, czy inną formą literatury pięknej.
- Ostatecznie: nie ma powodu sądzić, że cokolwiek poza materią realnie istnieje,
- moralne zasady głoszone przez religie mają jedynie znaczenie historyczne, związane z przekonaniami ludzi w dawnych czasach co jest dobre, a co złe. Dzisiaj mamy znacznie lepiej uzasadnioną moralność opartą o nowoczesne prawo.


Musisz zweryfikować te wypowiedzi o ateistach.

Może metodą naukową :-) :-) :-)
Jakies badania statystyczne. Temat pracy doktorskiej: obraz współczesnego polskiego ateisty


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Czw 3:17, 13 Lut 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8301
Przeczytał: 107 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 3:20, 13 Lut 2020    Temat postu:

W myśl zasady: „Boga niet, dusza eto kletoczka, otca w mordu możno”, którą wygłasza jedna z postaci powieści Dostojewskiego, ateizm kojarzył się z czymś najgorszym, potwornymi zbrodniami, degrengoladą moralną, i w ogóle z negacją wszystkiego, co ugruntowane w związanych z humanizmem wartościach. Nie wszystko jednak odnośnie do ateizmu daje się łatwo generalizować. Powołajmy się tutaj na Spinozę. Na niego i jego filozofię spadła zjadliwa, poniżająca i okrutna krytyka m.in. jako na „potwarcę Bogów i ludzi”, jako – jak mówiono o nim w Niemczech – na „zdechłego psa”. Ale np. Goethe, wśród nielicznych, uznawał Spinozę za geniusza natchnionego boskim duchem i najbardziej chrześcijańskiego myśliciela. W istocie Spinoza – co wyraźnie pisał – nie godził się na zarzut, że jest człowiekiem pozbawionym religii, i formułował jej rozumienie, które łączyło go z Mistrzem Eckhartem, Lessingiem, Lutrem, Kantem. Niełatwo jest połączyć ze sobą te dwa wizerunki Spinozy jako ateisty i świętego. Dominuje pogląd, że Spinoza jest ateistą, choć wielu, np. Hegel a także autor omawianej tu książki, uznaje Spinozę za panteistę. (Pewien arystokrata chciał zobaczyć Spinozę; prowadzony przez brudne, nędzne ulice Amsterdamu pyta: „Czy to możliwe, by Spinoza tutaj mieszkał? Przecież ateiści to ludzie bogaci.”)

[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15971
Przeczytał: 129 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 11:59, 13 Lut 2020    Temat postu:

Semele napisał:
Michał Dyszynski

Cytat:
Typowy obraz teizmu, jaki mają ateiści spotykani na naszym forum, z grubsza przedstawia się następująco:
- mamy tylko doznania ze świata materialnego, reszta to mrzonki
- nic nie wskazuje na to, aby w ogóle był sens mówienia o czymś pozamaterialnym
- od strony epistemologicznej patrząc, jedynie słusznym podejściem jest przyjmowanie stwierdzeń, które mają silne (naukowe) potwierdzenie empiryczne
- wszelkie religijne stwierdzenia są spekulacją o stopniu potwierdzenia porównywalnym z bajkami, czy inną formą literatury pięknej.
- Ostatecznie: nie ma powodu sądzić, że cokolwiek poza materią realnie istnieje,
- moralne zasady głoszone przez religie mają jedynie znaczenie historyczne, związane z przekonaniami ludzi w dawnych czasach co jest dobre, a co złe. Dzisiaj mamy znacznie lepiej uzasadnioną moralność opartą o nowoczesne prawo.


Musisz zweryfikować te wypowiedzi o ateistach.

A Ty, jako ateista, nie zgadzasz się z którymś ze stwierdzeń z ww. listy?
Przedstaw tu własne stanowisko.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 15971
Przeczytał: 129 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 12:01, 13 Lut 2020    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Z Jezusa pomocą, wytłumacz proszę jak zbiorowy gwałt i morderstwo można uznać za
MD napisał:
]dodatkową wiedzę natury ludzkiej, która jest jeszcze nie ogarnięta mądrością aktualnych czasów
.

A gdzie ja odnosiłem ową dodatkowa wiedzę natury ludzkiej do zbiorowego gwałtu, abym miał się z tego tłumaczyć?


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 12:01, 13 Lut 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10042
Przeczytał: 91 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:59, 13 Lut 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Z Jezusa pomocą, wytłumacz proszę jak zbiorowy gwałt i morderstwo można uznać za
MD napisał:
]dodatkową wiedzę natury ludzkiej, która jest jeszcze nie ogarnięta mądrością aktualnych czasów
.

A gdzie ja odnosiłem ową dodatkowa wiedzę natury ludzkiej do zbiorowego gwałtu, abym miał się z tego tłumaczyć?
Tu już nawet Jezus z Nazaretu nie pomoże :wink:

Na czasie -> Jarosław Gibas "Nienawiść vs. miłość, czyli prawo biegunowości! #36" czyli to natężenie emocji "głupcze" :wink:
https://youtu.be/3JR7ErH89JM
h*ttps://youtu.be/3JR7ErH89JM
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Parsifal




Dołączył: 10 Paź 2018
Posty: 63
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 1:30, 15 Lut 2020    Temat postu:

"Panie, nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie
ale powiedz tylko słowo a będzie uzdrowiona dusza moja"
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 8301
Przeczytał: 107 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 1:33, 15 Lut 2020    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Michał Dyszynski

Cytat:
Typowy obraz teizmu, jaki mają ateiści spotykani na naszym forum, z grubsza przedstawia się następująco:
- mamy tylko doznania ze świata materialnego, reszta to mrzonki
- nic nie wskazuje na to, aby w ogóle był sens mówienia o czymś pozamaterialnym
- od strony epistemologicznej patrząc, jedynie słusznym podejściem jest przyjmowanie stwierdzeń, które mają silne (naukowe) potwierdzenie empiryczne
- wszelkie religijne stwierdzenia są spekulacją o stopniu potwierdzenia porównywalnym z bajkami, czy inną formą literatury pięknej.
- Ostatecznie: nie ma powodu sądzić, że cokolwiek poza materią realnie istnieje,
- moralne zasady głoszone przez religie mają jedynie znaczenie historyczne, związane z przekonaniami ludzi w dawnych czasach co jest dobre, a co złe. Dzisiaj mamy znacznie lepiej uzasadnioną moralność opartą o nowoczesne prawo.


Musisz zweryfikować te wypowiedzi o ateistach.

A Ty, jako ateista, nie zgadzasz się z którymś ze stwierdzeń z ww. listy?
Przedstaw tu własne stanowisko.


Nie zgadzam się ze wszystkimi. To są uproszczenia. Zacznijmy od zdefiniowaniam ma terii
Ostatni punkt w ogóle od czapy.
Myślę jednak, że warto z tego zrobić nowy wątek..


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Sob 1:34, 15 Lut 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Katolicyzm Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin