Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wolność woli w tekstach nieuczesanych

 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16950
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 13:27, 21 Lut 2019    Temat postu: Wolność woli w tekstach nieuczesanych

Uważam, że choć pojęcie wolnej woli ma jak najbardziej sens, to jest to jednocześnie pojęcie ściśle nie formułowalne, nie definiowalne. Ten problem z definiowalnością stanie się oczywisty, jeśli uświadomimy sobie czym w ogóle jest definiowanie CZEGOKOLWIEK - to przekazanie językiem pewnego zbioru (podsiatki) ODWOŁAŃ DO TEGO CO (U)ZNANE. W uporządkowanej postaci zbiór tych stwierdzeń uznanych przyjmie postać MODELU.
Niestety, w przypadku czegoś tak złożonego, nieuchwytnego, niemodelowalnego jak właśnie wolna wola, po prostu nie mamy czym tego wyrażać, nie ma się do czego odwołać - nie ma tu pojęć, słów, zależności.
Czyżbyśmy mieli więc kompletną niemożność w zakresie mówienia o wolnej woli?...
Albo można zadać też inne pytanie: skoro nie potrafimy o czymś mówić, a do tego nawet WIEMY, że nie będziemy w stanie tego ściśle przestawić, to może tego czegoś (tu wolnej woli) po prostu nie ma?
Jednak, chyba nie jest tak źle...
Nie jest źle, bo liczne przykłady rozwoju wiedzy i komunikowania się ludzkości pokazują, że tego typu ograniczenia spotykamy nie pierwszy raz, zaś w wielu znanych przypadkach udaje się je jakoś (jeśli nawet nie absolutnie, to w jakiejś części) pokonać, trochę obejść, a w każdym razie na pewno posunąć się do przodu. Rozwój myśli ludzkiej pokazał, że często tak jest na początku, że nie wiadomo jak coś ująć modelem, słowami, ale po jakimś czasie kreatywność ludzka sobie z tym zaczyna radzić - powstają nowe pojęcia, nowe sposoby traktowania rozpoznań świata. Mam nadzieję, że i w tym przypadku da się osiągnąć jakiś postęp.

Skoro nie mamy modelu, w którym dałoby się przedstawić ściśle ideę wolnej woli, to powstaje pytanie: to co mamy? - w końcu od czegoś jednak zacząć trzeba...
- Ano mamy INTUICJE, mamy luźne przekonania ludzi - w literaturze, w sformułowaniach życia codziennego. Oczywiście to wszystko należałoby jakoś oczyścić, wyklarować koncepcyjnie, bo - póki co - jest tu niezły bajzel, ale na początek może (musi...) to właśnie być. Do tego dołożyłbym tu jeszcze moją nieśmiałą próbę wymodelowania (przyznaję nieco prostackiego) ujęcia wolnej woli w formie informatycznej. http://www.sfinia.fora.pl/blog-michal-dyszynski,73/prosty-informatyczny-model-wolnej-woli,7155.html
Od razu zastrzegam, że model nie jest kompletny, ale ma jedną zaletę - w jakiejś tam postaci MODELUJE POSTULATY na temat tego, jak sobie można wolną wolę wyobrażać. Model ten doczekał się krytyki. Krytyka - częściowo - jest słuszna, bo model nie uwzględnia jakiejś tam części intuicji, które posiadamy na temat pojęcia wolnej woli. Problem w tym, że aby model coś uwzględnił, to owe intuicje trzeba jakoś przełożyć na język konkretu, jakoś je sformułować. Tymczasem nikt z krytykujących tego konkretu nie zaoferował. Ja sam tego też nie robiłem, bo obawiam się, że nie miałbym z kim potem dyskutować. Skoro nikt z komentujących nie pojął sensu, przeznaczenia tego prostego modelu, to jak tu teraz ten model rozszerzać?... :cry:
Dlaczego uważam, że nikt nie pojął sensu tego modelu?
- Bo nikt nie zadał WŁAŚCIWYCH PYTAŃ, nie zbliżył się konkretnością swoich zarzutów do szansy na budowanie modelu. Typowa reakcją jest ogólne kwękanie "że źle", albo wręcz zwykły hejt skupiający się na atakowaniu mnie personalnie. Czyli nie było z czym/kim dyskutować. To tutaj podyskutuję trochę sam ze sobą...
Jednocześnie będzie to próba postawienia owych właściwych pytań - wyłonienia na światu rozważań kwestii, które gdzieś tam w tle niejeden myślący człowiek ma, ale nie umie ich ubrać w słowa, nie wie do końca, o co mu właściwie chodzi.

Ten problem z językiem, modelem (brak modelu i języka) wymusza też szczególną postać rozważań, jakie zamierzam tu prowadzić. Będą one bardziej luźne, właśnie "nieuczesane" (pomysł określania zaczerpnąłem od sławnego Leca i jego "Myśli nieuczesanych").

No to poloneza czas zacząć...
Będzie to wstępny esej.

Czym jest człowiecza wolność?
Najczęściej ludzie CZUJĄ SIĘ wolni, gdy mogą osiągać to, co im do głowy przyjdzie. Chcę cukierka?...
- Będę (czul się) wolny, jak dostanę cukierka. I tak dalej - jeśli będę dostawał to co mi się zachce, to będę czuł się wolny. Tylko czy to jest ta prawdziwa wolność?

Od dawna uważam, że należy rozdzielić te dwa konteksty pojęcia wolności:
- czucie się wolnym
- bycie wolnym w szerszym sensie.
W pewnym zakresie uważam, że są one wręcz sprzeczne!

Bo zadajmy sobie pytanie następujące: kogo byśmy uznali za osobę - w ludzkim ogólniejszym sensie - "bardziej wolną": człowieka, który ma tylko jedno oczekiwanie - np. dostawać działkę narkotyczną - i, po jego spełnieniu, zapada w letarg trwający aż do chwili, gdy znowu to oczekiwanie mu się wyłoni, czy też człowieka, który:
- ma wiele pragnień i oczekiwań
- stawia pytania, miewa wątpliwości
- widzi WIELE OPCJI, RÓŻNE OPCJE ŚWIATA
- dostrzega złożoność rzeczy, potrafi reagować w sposób zmienny, RADZĄC SOBIE Z PROBLEMAMI RÓŻNORAKIEJ NATURY
- działa w warunkach zmiennych, w środowisku zaskakującym nowymi sytuacjami.
- czasem dostaje, to czego chce, a czasem nie. Nieraz musi się dostosować, zmienić swoje oczekiwania. I robi to - dostosowuje się, zmienia, tworzy nowe pragnienia, które jednak wcale nie koniecznie muszą być zaspokojone.
O którym z tych ludzi powiedzielibyśmy "to jest wolny człowiek?".

Tego narkomana, który żadnych pytań nie stawia, do niczego nie dąży, o nic nie pyta, tylko o to, czy będzie miał kolejną działkę widzielibyśmy chyba nie jako człowieka wolnego, tylko człowieka właśnie ZNIEWOLONEGO nałogiem. To, że CZUJEMY się wolni w tym sensie, iż dostajemy to co chcemy - w moim odczuciu - wcale nie oznacza, że rzeczywiście JESTEŚMY wolni.

To był esej wprowadzający, który ma zwrócić uwagę na to jedno podstawowe rozróżnienie - czucie się wolnym vs bycie wolnym. Dalej będę sprawę rozszerzał...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16950
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:02, 21 Lut 2019    Temat postu: Re: Wolność woli w tekstach nieuczesanych

Pociągnę wątek z tym narkomanem i jego wolnością do zażycia kolejnej działki.
Zagadnienie jest w istocie podstawowe, jest KANWĄ RELIGII. Aby zrozumieć, jak ono funkcjonuje znowu będziemy się musieli o coś spytać naszej intuicji, naszego poczucia sensu i poprawności rozumowej.

Rozważmy następującą sytuację: DOSTAJEMY OFERTĘ WIECZNEJ SZCZĘŚLIWOŚCI. Raj! I to MY OKREŚLIMY WARUNKI owej szczęśliwości!

Wariant 1 - szczęście na wzór narkomana: oto przez całą wieczność będzie nam w żyłę aplikowany środek narkotyczny. Narkotyk będzie nie wyniszczający zdrowia, a w ogóle zdrowie nie będzie nam się psuło. Nie będzie też chorób, czy innej postaci degeneracji organizmu. I wciąż będzie niewyczerpane źródło narkotyków, które nie będą dawały efektu wymuszania coraz to wyższej dawki. Będziemy leżeli i jak nam się zachce narkotyku, to go dostaniemy. Po jakimś czasie znowu i znowu...

Wariant 2 to wariant 1 z rozszerzeniem. Weźmy sytuację jak z wariantu 1, ale będą teraz dwa narkotyki do wyboru - będziemy mogli dostawać w żyłę raz narkotyczną substancję A, ale też można wybrać narkotyczną substancję B. I substancje te będą jakoś tam różniły się oddziaływaniem na psychikę (choć obie będą dawały odlot, przyjemność). I tak przez całą wieczność - dostajemy raz A, raz B i dalej...

Wariant 3 jest rozbudowaną wersją wariantu 2. Teraz mamy do dyspozycji całą gamę narkotyków, wybór z wielkiej ich puli.

Wariant 4 jeszcze bardziej rozszerza opcje wyboru. Teraz mamy już nie tylko narkotyki w puli, ale również możliwość dostania zamiast narkotyków innego rodzaju wrażeń - np. percepcji jakiegoś pięknego obrazu, zapachu, muzyki, spotkania innej - miłej nam - istoty. Ale jak będziemy chcieli, to zawsze możemy z powrotem brać te kolejne działki.

Wariant 5 jest już najbardziej "odjechany" - oto możemy sobie w nim wybrać nie tylko bodźce przyjemne, lecz nawet te bolesne, trudne, nieprzyjemne. W razie czego zawsze byśmy mogli wrócić do wariantów z niższym numerkiem. Ale też mamy możliwość poszerzania naszej świadomości o dodatkowe bodźce, wrażenia.

Teraz zadaję pytanie (sobie i każdemu temu, kto do tej pory dotrwał z czytaniem): który wariant byśmy wybrali?
No i drugie pytanie: którą z tych opcji uznalibyśmy za odpowiadającą NAJWIĘKSZEJ WOLNOŚCI dla człowieka?...
:think:

Ja mam cichą nadzieję, że te przykłady ilustrują, iż taka najprostsza wizja wolności, polegająca na zwykłej możliwości realizowania pragnień (tak w ogóle, bez żadnych dodatkowych warunków czy pytań) została - przynajmniej lekko - podważona. Ale w następnej odsłonie rozważań o wolności chcę jeszcze bardziej zasiać w tej materii ziarna wątpliwości. :fight:


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 0:26, 22 Lut 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16950
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 0:49, 22 Lut 2019    Temat postu: Re: Wolność woli w tekstach nieuczesanych

Michał Dyszyński napisał:
Ja mam cichą nadzieję, że te przykłady ilustrują, iż taka najprostsza wizja wolności, polegająca na zwykłej możliwości realizowania pragnień (tak w ogóle, bez żadnych dodatkowych warunków czy pytań) została - przynajmniej lekko - podważona. Ale w następnej odsłonie rozważań o wolności chcę jeszcze bardziej zasiać w tej materii ziarna wątpliwości. :fight:

W przykładach z poprzedniego posta starałem się zilustrować moją tezę, że (dość przez wielu uznawana) teza, iż wolność polega na możliwości zaspokojenia swoich pragnień jest przynajmniej niepełna. Pociągnę sprawę dalej.
Weźmy sytuację człowieka, który akurat ma depresję i wszystko mu jest obojętne. Czy to znaczy, że ten człowiek jest mniej wolny, od kogoś kto ma dążenia i je realizuje?
Ale jeśli człowiek w depresji, co prawda nie pragnąc niczego, ale jednak podobnie działa do tamtego, podobne wybory czyni, to czy to oznacza, że jego wolność wyboru jest jakaś gorsza?...
- A może jest nawet lepsza?! :shock:
Bo ktoś, kto chce coś osiągać, jest tym pragnieniem niejako "niewolony" - skłaniany często wbrew przemyśleniu z innej strony. Ktoś, kto rozważa rzeczy w oderwaniu od dążeń może widzieć sprawy na poziomie wynikającym z samej tylko bezstronnej oceny sytuacji.

Ocena sytuacji
Warto zwrócić uwagę, że możliwość oceny sytuacji poprawnie, albo i niepoprawnie jest też tym, co może ocenę wolności przewrócić do góry nogami.
Wyobraźmy sobie sytuację, gdy komuś dano do ręki trzy fiolki i powiedziano, że pod groźbą śmierci musi wybrać jedną z nich i wypić zawartość. Fiolki są czerwona, niebieska i bezbarwna (jak woda). Człowiek nie wie, co wybrać, więc ostatecznie wybiera kierując się barwą płynu.
Weźmy teraz alternatywną sytuację, w której inny człowiek też dostaje podobne zadanie, ale usłyszał, że w bezbarwnej fiolce jest trucizna, w czerwonej smaczny soczek, a w niebieskiej lek na wszystkie dolegliwości, jakie tylko można by mieć.
Sytuacja w sensie zewnętrznym w obu przypadkach jest taka sama, różni się jedynie WIEDZĄ, jaką maja wybierające osoby. Czy można porównywać WOLNOŚĆ owych dwóch osób, mających realnie tak bardzo różną sytuację do oceny?...
Ludzie często wybierają po jakichś pozorach. W naszym przykładzie pewnie niejeden, mimo braku wiedzy o właściwościach płynu w fiolce, szybko zdecyduje: chcę ten czerwony napój! W sumie wybrał, może nawet w zgodzie ze swoimi preferencjami (kolorystycznymi). Ale nie miał PEŁNEJ wiedzy, albo przynajmniej WYSTARCZAJĄCEJ wiedzy.

W moim przekonaniu aspekt wiedzy, albo ściślej posiadanych informacji i modeli (bo wiedza jest tu trochę nie do końca określonym pojęciem - nie wiadomo, czy chodzi o wiedze prywatną, czy jakąś naukową, czy może jeszcze osobiste przekonania, które ludzie często za wiedzę uważają) - ten aspekt jest niezwykle ważny. Wybór, jeśli ma mieć cokolwiek wspólnego z pełnym pojęciem wolności, powinien wiązać się z jakimiś przekonaniami co do tego, co się stanie w sytuacji, gdy wybieramy opcję A, B, C... Nie mając wiedzy, właściwie nie wiemy co wybieramy, czyli wybieramy pozornie.
Przy czym wiedza nie jest czymś automatycznym, czymś co zwyczajnie sobie mamy, a do tego mamy od razu w kompletnej postaci. Wiedza w realnych warunkach, związana z tym co dotyczy świata, zawsze jest jakaś fragmentaryczna, zawieszona w niepewności (nie mamy wiedzy absolutnej). Mamy modele, które mogą być bardziej poprawne, lub mniej. Często też nawet nie wiemy, czego chcemy - jak w tym przykładzie z fiolkami do wyboru.

Aspekt wiedzy o samym sobie
Jest jeszcze jeden, najczęściej niedoceniany, aspekt sprawy dotyczący wiedzy. Aby wybrać coś sensownie, zgodnie z tym, czego chcemy, trzeba jednak coś w ogóle chcieć i WIEDZIEĆ CO SIĘ CHCE. Czy aby na pewno tak jest?...
- Myślę, że większość dorosłych ludzi dobrze wie, że owo uzgodnienie samemu ze sobą czego się chce jest jedną z najtrudniejszych rzeczy. Trudno jest wybrać zawód, partnera życiowego, czasem nawet buty w sklepie - bo sami nie wiemy, co nam się podoba, czemu możemy zaufać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16950
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 12:52, 22 Lut 2019    Temat postu: Re: Wolność woli w tekstach nieuczesanych

Postanowiłem dzisiaj, że nieco zburzę mój poprzedni pomysł na narrację w tym wątku. Miałem zamiar prowadzić ją niejako chronologicznie, od zagadnień prostych do złożonych. Ale jedna rzecz mnie zainspirowała, aby "uderzyć z grubej rury", czyli jakoś nakreślić obraz końcowy już teraz. Więc tu będzie moje najsilniejsze jak do tej pory uderzenie w problem - czym jest wolna wola?

Najbardziej skrótowo (choć przez to z niejasnościami, kwestie niewyjaśnione należy doprecyzować w osobnych pytaniach i odpowiedziach) wolną wolę można by okreśłić jako
zdolność zaawansowanego obrazowania rzeczywistości, w kontekście zależności w tym układzie, formułowania własnych celów, pragnień, emocji, prowadzące do WYTWORZENIA SYNTEZY objawiającej pod postać DECYZJI dotyczącej jakiegoś wyboru.
Chcę zwrócić uwagę na aspekt OBRAZOWANIA, dokonującego się w umyśle. Wolnej woli jest TYM WIĘCEJ, IM BARDZIEJ ZŁOŻONY I SPÓJNY OBRAZ całości legł u podstaw decyzji.

Takie pojmowanie wolnej woli ilustruje moją rezerwę wobec pewnych eksperymentów neurobiologów, polegających na tym, że np. próbują oni badać co jest pierwsze - wyrażenie swojej woli zewnętrznie w postaci decyzji, czy odpowiadający jej impuls w mózgu. Zgodnie z tym, co ja rozumiem jako wolną wolę, takie badanie:
1. po pierwsze nie bada wolnej woli, tylko proste wzorce reaktywne
2. po drugie jest obarczone błędem metodologicznym w postaci nieokreślonego precyzyjnie momentu podjęcia decyzji. Są tu bowiem trzy momenty czasowe, które wchodzą w grę: moment właściwego powstania decyzji, moment wyrażenia decyzji działaniem, moment pojawienia się impulsu nerwowego (rejestrowany przez urządzenie). Zbadać można tylko te dwa ostatnie, moment pierwszy poprzedza oba w sposób nie dający się określić. Niestety, niektórzy z faktu, że impuls nerwowy rejestrowany przez urządzenie poprzedza widoczną reakcję (np. wciśnięcie przycisku wyboru) wyciągają wniosek, jakoby wola była tylko w tymże impulsie nerwowym, zaś ogólnie jest złudzeniem. Mamy tu błąd nieprawidłowego przypisania owej (rzekomej, tej którą za chwilę zakwestionujemy) "woli" do momentu objawienia się jej. To nie tak - objawienie się musi być oczywiście na końcu całego procesu. Będzie na końcu, bo jest zwieńczeniem złożonego ciągu decyzyjnego. Ale gdzie i kiedy ten ciąg się zaczął?...
- Na to pytanie wspomniane eksperymenty nie są w stanie dać odpowiedzi.
3. wreszcie trzeci powód, dla którego odrzucam wyniki owych eksperymentów jako w ogóle dotyczące wolnej woli (a nie prostej reaktywności) jest to, że w mojej definicji WOLNA WOLA JEST DOKŁADNIE TYM, CO WYRASTA PONAD PROSTĄ REAKTYWNOŚĆ!

Inaczej mówiąc - stajemy się wolni dopiero wtedy, gdy przestajemy reagować instynktownie, odruchowo, wedle automatycznych zasad.
Dalszym wnioskiem z teo byłoby, że wolnej woli właściwie NIE DA SIĘ ZBADAĆ. Nie da się jej zbadać, bo jak na razie nauki neurobiologiczne nie są w stanie wyjść poza badanie reakcji odruchowych. Złożone obrazy, tworzone w umysłach są niedostępne - możemy co najwyżej wskazywać na powiązanie prostych widocznych działań odruchowych z jakimś tam konkretnym pobudzeniem neuronu(ów). Tymczasem to pobudzenie jest (w moim rozumieniu wolnej woli) jakimś OSTATNIM ETAPEM, dotyczy sytuacji, gdy wolna wola już "zakończyła swoje działanie" i mamy tylko reaktywność. Wolna wola w przypadku owych eksperymentów działała dużo wcześniej - zaczęła się gdzieś już w momencie podjęcia decyzji O SAMYM UDZIALE w eksperymencie, potem o zgodzie na taką, a nie inną jego postać, wdrożeniu jego zasad - że należy wciskać przycisk gdy coś tam - itd. Efekt końcowy - wciśnięcie przycisku - może być (arbitralnie) przypisywany przez badaczy różnym aspektom przyczynowym. Badacze arbitralnie powiązali go z chwilą zarejestrowania przez urządzenie impulsu nerwowego. Ten wybór badaczy jest skrzywieniem metodologicznym, bo impuls nerwowy nie wziął się znikąd - nie skonsumował w sobie całej decyzji. Ta decyzja tworzyła się całym ciągiem zdarzeń - właśnie choćby zgodą delikwenta na udział w badaniu. Gdyby tej zgody nie było, to i impulsu by nie było.
Ktoś na to powie, że mieszam, stawiam niemożliwe do spełnienia warunki, bo przecież za chwilę można by powiedzieć, że przyczyną decyzji jest też moment narodzin uczestnika badań. I będzie w tym jakaś racja! Tak - decyzja wynika z niezliczonych zdarzeń wcześniejszych. Wybranie przez badaczy jakichś tam wskaźników (tu pojawienie się impulsu nerwowego) jest nieuprawnionym ZDEFINIOWANIEM pojęcia wolnej woli, jako "coś, co się dzieje, gdy widzę impuls rejestrowany przez urządzenie pomiarowe". Te eksperymenty w ogóle nie powinny się nazywać "eksperymentami badania wolnej woli, tylko "eksperymentami badania związków czasowych pojawienia się odczytu na urządzeniu i fizycznej reakcji badanego". Ale od tej reakcji, czy pojawienia się impulsu do właściwej wolnej woli droga jest jak stąd, do najdalszych kwazarów.

Wracam teraz do tej wolnej woli, którą zdefiniowałem wcześniej - do czegoś BARDZO ZŁOŻONEGO, do czegoś będącego właściwie zaprzeczeniem tego, co badały owe eksperymenty neurobiologów. Wręcz można by się pokusić o stwierdzenie, iż jeżeli cokolwiek neurobiolodzy są w stanie zbadać, to właśnie to NIE JEST wolną wolą!
Bo neurobiologia nie bada tego, co jest istotą wolnej woli - tej ZŁOŻONOŚCI OBRAZOWANIA W UMYŚLE. A to właśnie owa ZŁOŻONOŚĆ jest istotą wolności. Im bardziej wchodzimy w reakcje proste, tym mniej wolnej woli się będzie pojawiało.

Tu pewnie ktoś by zaoponował - ale przecież reakcje złożone jakoś tam składają się reakcji prostych! Zatem jeżeli coś obowiązuje dla reakcji prostych (te da się badać), to z nich dalej powstanie obraz złożony. Problem jest jednak w kilku miejscach:
1. nawet samych reakcji prostych nie jesteśmy w stanie zbadać wystarczająco precyzyjnie, określając wszystkie aspekty, WYŁANIAJĄC ową reakcję ze złożonej sekwencji zdarzeń poprzedzających.
2. Nie jesteśmy w stanie WYMODELOWAĆ ZWIĄZKÓW MIĘDZY REAKCJAMI PROSTYMI, te związki same w sobie są wątpliwościom, czymś do badania (a możliwości jest tu właściwie nieskończoność) - nie wiemy jak je połączyć w syntezę, która by jakoś nam wytworzyła obraz całościowy
3. Sytuacje, w których obraz całościowy jest w ogóle sumą składników jest ekskluzywną sytuacją modelowania. W fizyce mówimy o takich sytuacjach, że "zmienne się separują". Ale zmienne nie zawsze się separują, zaś częste są EFEKTY NIELINIOWE. To powoduje, że nawet mając jako tako wymodelowany składnik jakiejś całości, w wielu przypadkach nie mamy możliwości opisu tym składnikiem owej całości.
Przywołując obraz z fizyki: cząstek elementarnych jest relatywnie niewiele - w sumie kilkadziesiąt. Ale nawet znając te cząstki, nie jesteśmy w stanie opisać do końca nawet bardzo prostych układów, w których one występują. A co tu mówić o układach naprawdę złożonych...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16950
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:55, 22 Lut 2019    Temat postu: Re: Wolność woli w tekstach nieuczesanych

Michał Dyszyński napisał:
Inaczej mówiąc - stajemy się wolni dopiero wtedy, gdy przestajemy reagować instynktownie, odruchowo, wedle automatycznych zasad.
Dalszym wnioskiem z teo byłoby, że wolnej woli właściwie NIE DA SIĘ ZBADAĆ.


Przeciwnicy koncepcji wolnej woli pewnie na ten ostatni tekst pomyślą: sprytny jesteś, Michale! Tak sobie definiujesz to co chcesz wprowadzić, aby tego nie dało się zbadać, dalej zweryfikować i obalić.
Moja odpowiedź brzmi: to nie jest kwestia sprytu, to nie działa tak, że tworzę definicję właśnie pod kątem niemożności weryfikacji. Ale to pojęcie po prostu tym właśnie jest. Można by wręcz zaproponować krótszą definicję wolności woli:
wolna wola jest nieredukowalną złożonością decyzyjną.

Niektórzy są przekonanie (np. determiniści), że wszystko na tym świecie daje się zredukować do aspektów elementarnych. Widzą to tak, że skoro wiele rzeczy w ten sposób dało się wyjaśnić, to znaczy, że mamy tu ogólną regułę. Ta hipoteza nie ma żadnych pewnych potwierdzeń. A wątpliwości nad nią się mnożą:
- po pierwsze, to co udało się wyjaśnić, nigdy nie jest wyjaśnione do końca, absolutnie. Każdy opis ma swoje granice dokładności, stosowalności
- po drugie, każdy opis JEST SUBIEKTYWNY w sensie wyboru modelu, punktu odniesienia. Model wybieramy arbitralnie. I nie ma jak z tego ograniczenia się uwolnić, więc jakże tu moglibyśmy mniemać o tym, że ogólna ontologiczna natura świata jest już od subiektywizmu oderwana?...
- po trzecie, żaden elementarny byt stosowany w opisie nie jest zdefiniowany w sposób absolutny. Definiujemy pojęcia, wskazując związki z innymi pojęciami. A z kolei same związki definiujemy poprzez wskazywanie na elementy, które są nimi łączone. Co tu jest pierwsze: jajko czy kura? - Nie ma ścisłego, niezależnego, absolutnego punktu startowego. Wszystko tu jest współzależne.
- Skoro nawet najprostsze opisy, najbardziej elementarnych bytów w fizyce są niekompletne, to jak możemy mniemać, że ich niewyobrażalne w złożoności wzajemne relacje bedą kompletne w swojej naturze?

Tu dodam argument, który dla mnie jest chyba głównym, ale obawiam się, że nie będę w stanie przekazać tej intuicji, jaką mam w umyśle. Mam tu problem z wyrażaniem językiem idei, które nie mają nazw, są tylko w niewerbalnej postaci. Ale coś tam będę w tej materii próbował (wedle niektórych pewnie bardziej będzie pasowało słowo "mącił", co muszę przyjąć jako zarzut, lecz nie widzę tu możliwości niemącenia). Z grubsza chodzi o to, że świat redukowalny do twardych definiowalnych ściśle elementów...
powinien być światem bezczasowym!

Idea czasu wymaga w moim przekonaniu niejako "aktów twórczych", punktów wyraziście wykraczających poza stan poprzedni. Jeśli coś by się redukowało do absolutnego opisu, czy absolutnego stanu, to takie coś MUSI BYĆ STATYCZNE. (nie wiem, czy ktokolwiek zrozumiał o co mi chodzi... :( )
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16950
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 15:42, 22 Lut 2019    Temat postu: Re: Wolność woli w tekstach nieuczesanych

Wolność woli w Biblii
Niewątpliwie koncepcja wolności woli jest mocno religijna, w religii osadzona, z religią związana i religię też sankcjonująca.
Dla mnie najbardziej znamienną wypowiedzią o wolności woli w Biblii jest następujący cytat:
Ew. Jana 3:8, Biblia Tysiąclecia napisał:

(8) Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha.

Uzupełniająco też mamy:
Ew. Jana 1, Biblia Tysiąclecia napisał:
(10) Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. (11) Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. (12) Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - (13) którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.

Koncepcja, o której mówi Biblia jest związana z:
- brakiem możliwości jednoznacznego wskazania czym jest wolna wola, gdzie się "lokalizuje" - jest jak wiatr, który wiedzie gdzie chce, lecz nie wiesz skąd przychodzi.
- w części "ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża" mamy wskazanie czym jest wolność człowieka - niezależnością od tego co biologiczne, co narzucone czy to dziedzictwem genetycznym, czy wolą ludzi (kultura), ale z "Boga" (tutaj chyba w szczególny sposób chodzi o trzecią Osobę - Ducha Świętego, czyli Ducha Prawdy). Bóg uosabia tu wolność człowieka, rozumianą jako niezależność od więzów narzuconych biologią bądź kulturą.
Człowiek musi wyjść ponad to co kulturowe, biologiczne, bezpośrednie, prosto zastane w tym świecie, odkryć swoją tożsamość jako będącą "panem" (motyw pojawiający się w licznych przypowieściach) ponad tym, co zewnętrzne, jednostkowe, proste, narzucające się zewnętrznością, przyczynowością świata.
Czy człowiek ma na to szansę?
Opisywana przeze mnie koncepcja wolności woli nie jest w stanie dowieść tego jednego (reszta to właściwie definicje, które są z natury arbitralne, więc nie ma jak ich obalać, można tylko - tak samo arbitralnie - przyjąć ich inną wersję) - że tak rozumianą wolną wolę człowiek (czy jakakolwiek inna istota) jest w stanie przejawić...
Przeciwnicy wolnej woli pewnie by tu powiedzieli - ten twór, który tutaj Michale, pracowicie malujesz, jest tylko koncepcją, a do tego nieziszczalną koncepcją. Bo człowiek jest na twardo przypisany do przyczynowości, zależności, więzów ze światem a w ostateczności do ślepej przypadkowości i nigdy nie wzbije się ponad te ograniczenia. Jeśli jeszcze nie możesz tu wskazać tego "czegoś", co rzekomo miałoby ten przełom zrealizować, to uwolnienie uczynić dokonanym, to po prostu mówisz o mglistej mrzonce. Można sobie w tę koncepcję wierzyć, ale na podobnej zasadzie można sobie uwierzyć we wszystko - np. w to, że za 10 lat 2+2 w matematyce osiągnie wartość 4,1.
W tym zarzucie jest moc. Bo nie mam dowodu na to, że tak rozumiana przeze mnie wolna wola ma szansę się zrealizować. Ten twór dotyczący uwolnienia się z więzów twardej przyczynowości (bo miękką, w postaci budowy przesłanek do decyzji - ale przesłanek w postaci niedeterministycznej - sam uznaję) jest czymś postulatywnym. Może ktoś go w sobie też poczuć, związać z nim swoje myśli i uczucia. Ale nie sposób go wymodelować ściśle intelektem. Chociaż...
... parę tropów intelektualnych tu by się znalazło. Zamierzam je dalej przedstawić.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16950
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 21:18, 22 Lut 2019    Temat postu: Re: Wolność woli w tekstach nieuczesanych

Michał Dyszyński napisał:
nie mam dowodu na to, że tak rozumiana przeze mnie wolna wola ma szansę się zrealizować. Ten twór dotyczący uwolnienia się z więzów twardej przyczynowości (bo miękką, w postaci budowy przesłanek do decyzji - ale przesłanek w postaci niedeterministycznej - sam uznaję) jest czymś postulatywnym. Może ktoś go w sobie też poczuć, związać z nim swoje myśli i uczucia. Ale nie sposób go wymodelować ściśle intelektem. Chociaż...
... parę tropów intelektualnych tu by się znalazło. Zamierzam je dalej przedstawić.

Spróbuję teraz przedstawić te argumenty za ideą wolnej woli, a także skomentować to, co jest przeciw owej idei. Zacznę od chyba najmocniejszego zarzutu względem wolnej woli - wynikający z koncepcji PRZYCZYNOWOŚCI.

Zarzut z grubsza można by sformułować następująco: na wolną wolę zwyczajnie nie ma miejsca w "logice rzeczywistości", ponieważ całość związków owej rzeczywistości tłumaczy koncepcja przyczyny i skutku.
Mówiąc inaczej - wszystko co zwolennik wolnej woli uzna za efekt owej wolności, każdą decyzję człowieka, należy w istocie przypisać istnieniu jakiejś przyczyny (być może nieznanej, być może ukrytej), która owe działanie wywołała. Człowiek miałby więc wybierać pozornie - zdaje mu się, że wybiera, bo nie zna przyczyn, które sterują jego myśleniem. A myślenie przecież, to proces jak każdy inny - podległy prawu przyczyny i skutku. Tutaj przeciwnik wolnej woli może nam podać liczne przykłady tego, jak to wybieramy w sposób z pozoru wolny - np. jeśli ktoś wybiera ciastko do kupienia w sklepie ze słodyczami, to po prostu podlega złożonym wpływom: własnej ochoty na ciastko, wyglądu ciastek, ceny i ogólnie wszystkiego tego, co tworzy daną sytuację. Człowiek wybierający jest ostatecznie tylko figurantem, który wykonuje to, co wypadkowa wszystkich wektorów budujących (zewnętrznie) jego decyzję wskaże.
Tak to z grubsza widzą przeciwnicy wolnej woli, argumentując od strony koncepcji przyczynowości. Może mają rację?... :think:

Ja od dłuższego już czasu uważam, że owej racji nie mają, zaś sama koncepcja przyczynowości W UJĘCIU DETERMINUJĄCYM ABSOLUTNIE WYBORY jest założeniem nie posiadającym ani uzasadnienia, ani nawet specjalnie dobrze wyglądającego sensu. Jak doszedłem do tego wniosku?...
- Cóż droga była długa i raczej kręta, ale ostatecznie tak mi się to złożyło w myślach. Spróbuję owe myśli tu przedstawić przynajmniej w jakiejś części.

Zacznę od sprawy podstawowej statusu koncepcji przyczynowości, zadając proste pytanie: stwierdzenie iż "wszystko ma swoją przyczynę" z czego właściwie miałoby wynikać? (czy jest na nie jakiś dowód? Może niepodważalny model rozumowania?...)

Zamierzam też zadać następne, choć powiązane z poprzednim pytanie: czy pojęcia przyczyny i skutku w ogóle są ścisłe?

Pociągnę sprawę kolejnym pytaniem: a może pojęcie przyczynowości jest w ogóle nadmiarowe, wynika z samej naszej psychologii, jest swoistym atawizmem?

Na początek wyciągnę najważniejszy mój argument przeciwko koncepcji przyczynowości - pytanie o DEFINICJĘ. W jego świetle spróbuję uporać się z pytaniami wyżej.
Czym jest przyczyna?
Może okolicznością?
- przedmiotem materialnym?
- modelem?
- zdarzeniem?
- chwilą czasową?
- decyzją czyjąś?
- opisem?
...?
Wszystkim tym na raz?...
- Może w ogóle wszystkim i niczym, albo tym, co się komu spodoba?...

Jeśli spojrzymy na użycie pojęcia poprzez konteksty użycia tego terminu w języku, to dojrzymy tu bogactwo kontekstów i zastosowań. Oto przykładowe wyrażenia:
1. Przyczyną śmierci denata był rozległy wylew (okoliczność)
2. Przyczyną śmierci denata był zator doprowadzający w tętnicy do wylewu (byt materialny)
3. Przyczyną śmierci denata był niewłaściwy tryb życia, skutkujący chorobą wieńcową (decyzja człowieka)
4. Przyczyną śmierci denata był zespół niewydolności krążeniowej, powiązany z chorobowymi zmianami w tętnicy doprowadzającej krew do mózgu (model, opis).
5. Przyczyną śmierci denata było nagłe uszkodzenie tętnicy, co dalej spowodowało wylew (moment w czasie i okoliczność)
Właściwie w nieskonczoność można by mnożyć różnego rodzaju "przyczyny" w przypadku owej śmierci związanej z wylewem w: niewłaściwych decyzjach osoby, czy członków jej rodziny, problemach służby zdrowia, naturalnej słabości organizmu, zanieczyszczeniu środowiska, braku monitoringu osób zagrożonych problemami kardiologicznymi, braku edukacji takich osób, ogólnej polityki zdrowotnej państwa, lobbingu i nachalnego marketingu sprzedawców niezdrowej żywności itp. itd...
To wszystko (i wiele innych okoliczności, zdarzeń, bytów materialnych) można nazywać przyczynami. Właściwie to cały świat - taki jaki on jest, stanowi "przyczynę" stanów następnych owego świata - czyli świat jest własną swoją przyczyną i skutkiem w jednym...
To, do jasnej ciasnej! - czym w końcu jest owa "przyczyna"?
Co to za pojęcie, które może być właściwie prawie WSZYSTKIM?... :shock:

W zadziwiający sposób, jakoś nikomu to nie przeszkadza, że pojęcie przyczyny (podobnie jest ze skutkiem) należy do bodaj najbardziej nieścisłych pojęć, jakie się stosuje, a jednocześnie co niektórzy są przekonani, że owo pojęcie "tłumaczy" jak się rzeczy dzieją. Jak tłumaczy?
- Tak tłumaczy wskazaniem co cokolwiek?... :shock:
Od czegoś co teoriach naukowych zasługuje na miano wytłumaczenia oczekujemy jednak większej jednoznaczności. Wzór na prawo grawitacji jest jeden konkretny. Ewentualnie w innym modelu może być inny, ale jest jasne w jakim modelu i kiedy co się stosuje. Ale konia z rzędem temu, kto wyjaśni czym właściwie jest owa przyczynowość (status)
- postulatem umysłu?
- prawem rzeczywistości?
- iluzją?
Kant nazwał pojęcia przyczyny i skutku "kategoriami umysłu". I według mnie miał rację - te pojęcia to takie atrapy myślowe związane z ANTROPOMORFIZACJĄ opisu zdarzeń świata. Człowiek stara się działać celowo. Cel jest powodem tego, że coś robi. Cel jest psychologiczną "przyczyną" w myśleniu o przyszłości. Tak jest od milionów lat (ewolucji), że podpinamy zdarzenia pod cele, którymi człowiek stara się porządkować swoje działania. Idziemy na polowanie, bo celem jest zdobycie zwierzyny, spotykamy się z dziewczyną, bo celem jest nawiązanie z nią relacji, ubieramy się, bo celem jest zabezpieczenie przed zimnem. Mamy zawsze ten prosty schemat - coś "przed", co ściąga myśli jako cel i coś "po" co jest efektem dążenia do celu. W uogólnieniu jest to właśnie przyczyna i skutek. Przyczynowość jest zantropomorfizowaniem opisu świata do schematu "przed" i "po", typowym dla planowania działań w życiu. Jest pewnym odruchem myślowym, naturalnością spojrzenia na świat, ale właściwie nie uzasadnioną niczym więcej, jak tylko na zasadzie atawizmu.
Ale niektórzy uważają, że jest rzekomo, niezależnym od człowieka prawem rzeczywistości. Tak uważają, bo tak im się to (arbitralnie) jawi. Bo nie znam tu żadnego argumentu, który by konieczność takiego ustawienia sobie mentalnego świata wyjaśnił. To jest tylko nasz "myślowy instynkt".
Wittgenstein (w końcu filozof całkiem mądry) o pojęciu przyczyny był w stanie podać tylko taką jedną pewną okoliczność: przyczyną jest coś, co występuje PRZED skutkiem. Tylko podał następstwo w czasie. I ja (w końcu tylko filozof amator, więc nie dziwota...) też nie potrafiłbym nic lepszego tutaj wymyślić - bo nic uniwersalnego nie da się wskazać, nie wiadomo co jest tą "właściwą" przyczyną czegokolwiek - jakoś cały poprzedni stan wszechświata jest przyczyną całego następnego stanu wszechświata - całość za całość.
Ale przecież czas jest continuum - więc nie ma ścisłej chwili poprzedzającej i następującej - jest płynne przejście. Zatem nawet nie można wskazać tej przyczyny właściwej, bo pomiędzy nią, a skutkiem zawsze znajdzie się chwila pośrednia, która też (może właśnie zasadniej) zasługuje na miano przyczyny. Jak wyłonić to coś, co jest przyczyną z tła, z reszty świata?
Do tego dochodzą problemy, które zrozumie lepiej fizyk - problem z wyborem układu odniesienia, zagadnieniem równoczesności w ramach teorii względności. Okazuje się, że różni obserwatorzy (w zgodzie z logiką i fizyką) mogą w odmienny sposób opisywać następstwo czasowe. Co prawda jest tu ograniczenie - związane z nieprzekraczalnością prędkości światła, jednak splątanie kwantowe nawet tę barierę przekracza. Zatem do końca nie można być pewnym jakie zdarzenie jest poprzedzające, a jakie następujące. Czyli nawet - tak bardzo uproszczona i ograniczona - Wittgensteinowska wizja przyczyny, też ma swoje problemy.

To w takim razie, jak takie "coś", co zdefiniować się nie da, jest rozmyte i niekonkretne, stanowiące ogólną kategorię, którą stosuje atawistycznie umysł w celu porządkowania sobie obrazu świata, miałaby tak "na twardo" zaprzeczyć idei wolnej woli, "wyjaśniając" zamiast niej rzeczywistość?... :shock:


- Oczywiście upierać się przy tym można. Ale chyba widać, że jedyne co pozostaje to właśnie sam ten upór...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 21:43, 22 Lut 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16950
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 21:59, 22 Lut 2019    Temat postu: Re: Wolność woli w tekstach nieuczesanych

Michał Dyszyński napisał:
To w takim razie, jak takie "coś", co zdefiniować się nie da, jest rozmyte i niekonkretne, stanowiące ogólną kategorię, którą stosuje atawistycznie umysł w celu porządkowania sobie obrazu świata, miałaby tak "na twardo" zaprzeczyć idei wolnej woli, "wyjaśniając" zamiast niej rzeczywistość?... :shock:

W moim przekonaniu owe problemy ze zdefiniowaniem pojęcia przyczyny, oprócz tego, że uwalają atak na koncepcję wolnej woli oparty o wskazanie przyczynowości, jako - niezależnej od woli człowieka - prawdziwej natury decyzji, to w pewien sposób właśnie koncepcję wolnej woli pozytywnie (!) wspierają.
Nie umiemy wskazać jednej przyczyna na nic. Nie umiemy właściwie podać żadnych absolutnych okoliczności w historii Wszechświata - bo wszystko jest tu ze wszystkim powiązane na niezliczoną ilość sposobów. Na dobrą sprawę mamy zawsze płynne przejścia, brak twardej granicy pomiędzy tłem, a tym indywiduum, które z tła pragniemy wyłonić. Świat jest taką jednią.
A jednak...
A jednak świadomość (także człowieka) postrzega i rozpoznaje. Świadomość wyłania byty, doprowadzając do tego, iż pewne rzeczy, okoliczności stają się wyróżnione. Przez tę świadomość są wyróżnione. Można powiedzieć więcej - owo wyróżnienie jest na tyle spójne, iż propaguje się pomiędzy świadomościami. COŚ to powoduje...
Tak jakby świadomość miała pewną dodatkowa moc!
Owa moc świadomości generuje zindywidualizowane obrazy rzeczywistości, wyszukuje w nich wzorce, pomiędzy wzorcami dostrzega zależności. Przy czym robi to raz lepiej, raz gorzej - czasem z błędem!
- Mało kto jest w stanie DOCENIĆ ASPEKT POJAWIAJĄCEGO SIĘ BŁĘDU.
Skoro jest coś takiego jak błąd wyłonienia aspektu świata, a więc ISTNIEJE JAKAŚ POTWIERDZALNOŚĆ owego wyłonienia (sam wyłaniający to potwierdza, przyznając się do błędu), to znaczy, że świadomość generuje COŚ POZA SAMYM ŚWIATEM. Świat jest źródłem, ale świadomość czyni z tego źródła coś ponad - dodaje własną kreację, zaś kreacja ta ma cechy spójności i zależność od wyłaniającej ją świadomości.
Ponieważ owo wyłonienie NIE BYŁO ZAWARTE W SAMYM ŚWIECIE, a ewidentnie widać, że JEST, zaistniało, to SKĄDŚ SIĘ WZIĘŁO!
Tzn. oczywiście wzięło się od świadomości, ale jak nazwać samą ową moc wyłaniania?
- Ja ją nazywam właśnie wolnością woli. Kreacja jest aktem woli, ale z racji na to, że dokłada coś do świata, wiążąc owo dołożenie z indywidualnością wyłaniającego, jest też aktem WOLNOŚCI. Stąd jest razem "wolność woli".


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 0:28, 23 Lut 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16950
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 1:22, 23 Lut 2019    Temat postu: Re: Wolność woli w tekstach nieuczesanych

Staram się być uczciwym intelektualnie. Z tego starania, postulatu wynika m.in. taka okoliczność, iż nie zamierzam się uchylać przed rozpatrzeniem każdego znanego mi argumentu przeciw moim poglądom. Nie zamierzam niczego zamiatać pod dywan, ignorować, mataczyć, pokrzykiwać na oponentów, atakować ad personam, jeśli mnie argumentacją przyprą do muru. Niestety, nie za bardzo mogę liczyć na wzajemność w tej zasadzie, co jest powodem pociągnięcia rozważań od pewnej mojej retrospekcji.
Dyskutowałem na temat wadliwości pojęcia przyczynowości w kontekście zagrożenia tym wolności woli z pewnym userem naszego forum. Przedstawiłem argumenty, jak z posta poprzedniego. Od razu chcę zastrzec, ze jest w nich pewien element nie rozpatrzony. Gdyby ów user się zorientował, że ten element występuje, to by go wskazał i dyskusja dalej by się toczyła. Jednak spotkałem się od tego oponenta jedynie z obraźliwymi odzywkami, na temat mojej głupoty, która miałaby być chyba oczywista, skoro się z owym oponentem nie zgadzam...
Dlatego zakończyłem wtedy dalszą dyskusję, choć zdawałem sobie sprawę, że jest sprawa do rozpatrzenia. Ale gdy ktoś zaczyna obrażać, zamiast przedstawiać argumenty, to atmosfera robi się nieintelektualna, wtedy zamiast odpowiedzi pojawiają się kolejne obraźliwości, myśl schodzi na dalszy plan. Więc nawet wskazując wtedy tę myśl, jaką zaraz przedstawię, pewnie nie osiągnąłbym efektu poprawnej nad nią dyskusji. Więc zrobię tę dyskusję teraz sam.

Argument do rozpatrzenia jest następujący (polemika z moim poprzednim postem): może i przyczynowość nie jest żadnym twardym argumentem przeciw wolnej woli, może nawet są problemy ze zdefiniowaniem co przyczyną jest. Jednak, niezależnie od tego, czy nazwiemy to przyczynowością, czy nie mamy dwa podejścia do tego, jak tworzą się kolejne stany wszechświata:
- albo WYNIKAJĄ z poprzednich stanów
- albo NIE WYNIKAJĄ, czyli są NIEZALEŻNE względem tamtych stanów, a więc CHAOTYCZNE (przynajmniej względem nich).
Nic poza tym nie widać - albo wynikanie jest, albo go nie ma.
Jeśli wynikanie jest, to mamy to, o czym może ktoś myślał, wskazując na przyczynowość świata. I chyba rzeczywiście jakąś formę wynikania obserwujemy - np. pod postacią praw fizyki, obserwując EWIDENTNĄ PRZEWIDYWALNOŚĆ pewnych przyszłych stanów. Położenia planet i gwiazd na niebie daje się przewidywać z dużą precyzją. Zatem mamy PRAWA NATURY, które nie pozwalają, aby w tym świecie rzeczy działy się "byle jak". Tu mamy właśnie to, do czego dążył (może... zależy kto go stawiał) ów argument o przyczynowości - nie chodzi o samą nazwę "przyczyna", ale o mechanizm WYNIKANIA.
Wolna wola wiąże się z pojęciem ODPOWIEDZIALNOŚCI za decyzje. Jeśli wszystko ze stanów poprzednich ściśle wynika, to odpowiedzialności nie możemy agentowi (osobie dokonującej wyboru) przypisać. Wszak oznacza to, że i tak on robi to, co musi.
Opcja chaotyczna też nie wspiera idei odpowiedzialności - jeśli coś jest chaotyczne, jeśli nie wynika z tego co było wcześniej, to wybierający nie może być obarczony winą czy też zasługą. Bo to co się dalej zdarzyło i tak było przypadkowe, nie ma zależności pomiędzy oceną wybierającego, czy ogólniej stanem świata, a samym wyborem.
Tak więc, ani wynikanie, ani jego brak z tego, co wcześniejsz, nie wspiera wolnej woli rozumianej jako związek wybierającego z sytuacją, w której dochodzi do wyboru i samym wyborem. W takim razie i tak wolna wola byłaby iluzją - wybierający wybrać (tak naprawdę nie może), bo jest totalnie nieodpowiedzialny za to, co wybiera. On nie wybiera, tylko "wybiera".
Trzeba przyznać, że taki argument jest mocny. Tak na pierwszy rzut oka nie bardzo widać co by można mu przeciwstawić. Czy jest w nim jakaś słabość, może jakiś błąd myślowy, niekonsekwencja rozumowania?...
Ano jest!
Zawarta jest ona w pytaniu o NATURĘ OWEGO WYNIKANIA.
Co to właściwie znaczy, że coś wynika z czegoś innego?
Ano znaczy tyle, że WSKAZUJEMY to co poprzednie (znowu jest jakby przyczyna, ale może w ogólniejszym sensie) a potem wskazujemy też to, co by miało wyniknąć. Gdy nie zdefiniujemy owych wskazań, gdy nie wyłonimy tego co "ma oddziaływać na" i tego co jest obiektem oddziaływania, to nie możemy mówić o oddziaływaniu. Czy na pewno możemy wskazać (zawsze...) obiekt i byt działający?...
Jakoś trzeba je wyłonić z tła, trzeba wiedzieć co tu jest czym. Wtedy znowu potkniemy się o ten problem, który omawiałem przy krytyce pojęcia przyczyny, że właściwie mamy oddziaływanie wszystkiego ze wszystkim. Nie wyłaniają się jasno byty w postaci hierarchii niezbędnej do ustanowienia wynikania.
Z drugiej strony znowu mamy bezsporny fakt - rozpoznajemy, że agent w pewnym momencie dokonuje wyboru. Musiał go właśnie w tej postaci dokonać?
- Odpowiedź jest nieoczywista - może musiał, może nie.
Wybory mogą być różne - nie każdy z nich będzie wolny. Ale na pewno jest tak, że wyłanialność decyzji jakimś przełamaniem "magmy nieskończonej złożoności świata", jest wprowadzeniem twardego "tak ma być" do tego, co początkowo było rozmyte.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16950
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 16:03, 21 Sie 2019    Temat postu: Re: Wolność woli w tekstach nieuczesanych

Gdyby tak jakoś prostym zdaniem przedstawić ideę wolnej woli, to - jak to dzisiaj przyszło mi do głowy - byłoby to z grubsza coś następującego:
Wolną wolą jest to, co dzięki mocy i indywidualności osoby, jest w stanie wybory owej osoby wydźwignąć ponad to co zastane - ponad geny, ograniczenia, okoliczności, a nawet chaos.
Czy takie "coś" w ogóle może zaistnieć?
- Nie mam na to dowodu, nie mam nawet jakiegoś ostatecznego argumentu. Powiem tylko, że WIERZĘ, iż faktycznie osoba może wykrzesać z siebie taką niezwykłą moc przekraczania wszystkiego co zadane, jest w stanie aktem wolnego wyboru dołożyć do wszechświata nową zmienną, nie zawartą w zbiorze informacji tego świata przed wyborem.
Ale może też być tak, że jest to tylko mój konstrukt myślowy, który nigdy nie pojawia się w rzeczywistości...
Może też tak być...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16950
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:03, 21 Gru 2019    Temat postu: Re: Wolność woli w tekstach nieuczesanych

Z innej dyskusji.
Michał Dyszyński napisał:
szaryobywatel napisał:
Michał Dyszyński napisał:
szaryobywatel napisał:
Problem z wolna wolą jest taki, że jeżeli coś nie stało się z Twojej woli, to na to nie wpłynąłeś swoją wolą. Jeżeli to że coś stało się z Twojej woli - samo nie stało się z Twojej woli, to gdzie wolność woli?
A jeżeli to, że coś stało się z Twojej woli, samo stało się z Twojej woli, to:
...W(W(x)), i tak ad infinitum.
Na czym zatem polegać miałaby wolność woli?

Wolność woli wg mnie bierze się nie tyle z rozważań co się stało, lecz z tego, CZY WYTWORZYŁEŚ SOBIE PRZESTRZEŃ MYŚLOWĄ, ZAWIERAJĄCĄ ALTERNATYWY, MODELOWALNE ODNIESIENIA, POŁĄCZONE Z INDYWIDUALNYMI ASPEKTAMI TWOJEJ OSOBY.
Ostatecznie czasem nie sposób ustalić jednego "właściciela" dla zdarzenia, okoliczności. Rzeczy nie dzieją się - zerojedynkowo ta z woli X-a, a tamta z woli Y-ka. To jest tylko uproszczenie, dość skrajny redukcjonizm. Wszystko dzieje się jakąś złożoną mieszaniną wpływów. Nikt w całości nie wymyśla sobie sytuacji, w której coś zadecyduje - ta sytuacja spływa na niego z zewnątrz, a on reaguje. Pytanie jest - czy reaguje świadomie i zgodnie ze swoją naturą?
NIe wiem jak wielki stopień uświadomienia sobie okoliczności sprawy jest wymagany, aby uznać czyjś wybór jako wolny. Może nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, może zawsze jest continuum przejść, czyli że niejako decyzje są tylko w jakimś tam procencie wolne - nigdy całkowicie wolne. Jednak wiem jedno - POTRAFIĘ WIDZIEĆ RZECZY W ZŁOŻONOŚCI I OPCJACH WYBORU. Potrafię modelować okoliczności w umyśle, zanim coś zadecyduję. Sama ta możliwość widzenia rzeczy po swojemu, w opcjach, w powiązaniu z tym, za co/kogo się sam uznaję, to już buduje mi jakoś postać wolności. I to NIEZALEŻNIE OD TEGO, JAKĄ DECYZJĘ PODEJMUJĘ.
Zakładam, że ilość czynników wpływających na sytuację jest praktycznie nieskończona. Wszak po odpowiednim czasie, machnięcie skrzydełek motyla w Amazonii jakoś tam odbije się na tym, czy jakiegoś dnia wypiję herbatę, czy kawę. A przecież motyli są miliardy... A przecież nie tylko motyle machają skrzydełkami....
Dlatego mój model nie wyłania nigdy w sposób absolutny samego wybierającego, zaś wolność też nie jest traktowana zerojedynkowo, jako 100% vs absolutne 0. Ale wiem, że umysłem modeluję sytuacje różne, opcje dostrzegam i porównuję. W zderzeniu z tą nieskończonością wpływów, moje modelowanie staje się czymś ważnym. I dla mnie dowodzi ono wolności.


To jest lanie wody, nie ma tu ani żadnego argumentu za niczym, ani żadnej definicji. Do tego co napisałem się nie odniosłeś. Wierzysz w sam nie wiesz co?

Odniosłem się, tylko jakoś do Ciebie to nie dotarło.
Moje odniesienie polega na tym, że KWESTIONUJĘ CAŁE POSTAWIENIE SPRAWY, jakie zastosowałeś. W moim przekonaniu jest ono nieadekwatne do idei wolnej woli, o której warto jest w ogóle rozmawiać. Ludzie mają różne wyobrażenia czym wolna wola jest. Spotkałem się z interpretacją w stylu: nie ma wolnej woli, bo nie mogę dzisiaj kupić sobie najnowszego maserati. Twoja interpretacja tego, czym wolna wola jest (niejawne postulaty, które czynisz, a z których nie wiem, czy do końca zdajesz sobie sprawę), zakłada:
1. poprawność rozgraniczenia "wpłynąłem vs nie wpłynąłem" na coś, zawierające - zerojedynkowe tego rozstrzygnięcie.
2. niejawna "definicja" wolnej woli, polegająca na tym, że - znowu zerojedynkowo - wiążemy wolną woli z całościowo rozstrzygnięciem jak w punkcie 1.
3. zakładasz, że w ogóle coś musi się stać, aby wolna wola była.
Na koniec pytasz: Na czym zatem polegać miałaby wolność woli?
Więc - ja ci ODPOWIADAM. Jak?
- Wskazując ALTERNATYWNY MODEL/DEFINICJĘ WOLNOŚCI WOLI.

W tym moim modelu Twoje pytanie nie ma sensu, bo (co chyba potwierdzają obserwacje intuicje) powiązania zdarzeń i okoliczności z innymi zdarzeniami, okolicznościami (może osobami) są NIESKOŃCZENIE ZŁOŻONE. Zatem przypisanie "zdarzenie X należy przypisać osobie O" jakie - zerojedynkowo - chciałbyś w modelu umieścić, ja uważam za niepoprawne. To jest odpowiedź na Twoje pytanie - ale odpowiedź zakwestionowaniem podstaw modelowych i kryteriów. W Twoim modelu - tak jak go przedstawiłeś - ja też nie jestem w stanie pokonać owego dylematu, więc przyznałbym Ci rację. Jednak ja jestem zwolennikiem wolnej woli w definicji innej niż Twoja. Twoja - co sam zauważyłeś - jest właściwie paradoksalna. To przyjmijmy, że taka właśnie jest i odłóżmy ją z tą etykietą na półkę.
Teraz ja mam swoją, alternatywną definicję. Być może ona tez okazać się paradoksalna przy bliższej analizie, ale na razie jakoś się broni.

Tu jeszcze skomentuję tę moją definicję. Ona wiąże wolność woli raczej nie z jakąś, twardą pojętą, wolnością decyzji, a z WOLNOŚCIĄ MYŚLI. Ewentualnie pochodną względem wolnych myśli byłyby wolne decyzje, prowadzące do określonych działań. Ale w moim znaczeniu wolność woli może się obyć nawet bez żadnych działań.
Można to zilustrować następującym modelowym przykładem.

Dwóch ludzi zostało zaproszonych na poczęstunek. Pani domu podeszła do nich i zapytała: życzą sobie panowie kawę, czy herbatę?
Pierwszy gość szybko odpowiedział: kawę proszę! Bo on zawsze pijał kawę.
Drugi gość zareagował inaczej: ponieważ pijał zarówno kawę, jak i herbatę, to najpierw spróbował się wczuć w swoje potrzeby - czy by się napił jednego, czy drugiego napoju. Potem rozważył jaka mogłaby być kawa, a jaka herbata. Pociągnął nosem i poczuł zapach średniej herbaty, ale pysznej kawy. Rozważył też to, że jeszcze dzisiaj kawy nie pił, a dobrą herbatę ma w domu, więc tam się jej napije. Analizując to i jeszcze parę dodatkowych okoliczności, których nie opisałem, a nawet takich, które są niemierzalne, zbyt złożone, aby je opisać i modelować, ten drugi odpowiedział: to ja też prosiłbym o kawę.
Z zewnątrz sytuacja wygląda na zupełnie identyczną u obu panów. W końcu obaj wybrali kawę. Jednak w zakresie kwalifikacji ich postaw w kontekście wolności ja widzę fundamentalną różnicę. W pierwszym przypadku właściwie nie było wolności, nie było żadnych szans na wybór, na ROZWAŻENIE OPCJI. W drugim przypadku opcje się wyłoniły, NIE BYŁY OCZYWISTE, a do tego SPLOTŁY SIĘ ZE ZŁOŻONYM ROZUMOWANIEM.
Oczywiście można by tu zadać pytanie, czy czasem nawet odpowiedź drugiego pana nie była jakoś zdeterminowana. Można się oczywiście upierać przy tym, że te złożone rozważania, jakie ktoś prowadził w istocie musiały się wydarzyć. Można, ale dowodu na to nie ma. Więc równie dobrze mogło być tak, że całe to rozumowanie było unikalne dla osoby je prowadzącej, a do tego miało w sobie istotny aspekt nieokreśloności (np. wynikające z procesów kwantowych w neuronach).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16950
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 21:41, 02 Sty 2020    Temat postu: Re: Wolność woli w tekstach nieuczesanych

Znowu z innej dyskusji:
Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
"Jak w przypadku kompulsywnego obżarstwa, czy innego nałogu, o którym wiem, że mi szkodzi i chcę z nim zerwać, ale nie mam siły wyzwolić się spod jego władzy nade mną. "
Kto jest obżarciuchem? Ja jestem obżarciuchem, bo nie mogę się powstrzymać. Teraz, co to znaczy "się powstrzymać"? Ewidentnie mamy do czynienia z dualizmem i błędną definicją "ja". Jeżeli obżarstwo ma władzę nade mną, to nie może być mną, ani moje. Jeżeli jest mną, to jego władza jest moja. Wszystko sprowadza się do zdefiniowania agenta. .

Dokładnie tak. Wszystko sprowadza się do zdefiniowania agenta.
A agent definiuje się/wyłania się przez wybory jakich dokonuje. Jeśli całość owych wyborów tworzy jakąś spójność, "tka misterną układankę osobowości", to tak powstaje wolność. Jeśli jednak te wybory nawzajem sobie przeczą, nie mają żadnej postaci wewnętrznej spójności, to nie będzie tu ani podmiotowości, ani wolności.
Tak więc nie sposób jest ocenić wolności woli po jednym wyborze. Sam jeden wybór, wyekstrahowany z życia agenta w ogóle nie jest wolny, ani nie wolny. Wolność buduje się dopiero jako ROZLICZENIE CAŁOŚCI wyborów człowieka.

Wolność nie da się zdefiniować, bo jest wolnością od ograniczeń, a każda definicja ogranicza. Nawet jeśli definicja jest poprawna, powiemy prawdziwa, to niczego nie rozwiązuje, bo prawda jest pierwszym i podstawowym mechanizmem zniewolenia. Wielu jednak trwa w błędnym przekonaniu, że "prawda cię wyzwoli".

Idea prawdy ma wiele poziomów. Rzeczywiście jest tak, że na poziomie najczęściej stosowanym prawdę wiąże się z weryfikowalnością w ramach jakiegoś modelu, jakiejś definicji. Ale jest też inne traktowanie idei prawdy - bardziej ogólne, aspirujące do rozumienia jej jako postulatu pogodzenia umysłu z tym, co do tego umysłu dociera. Byłaby to więc prawda nie jednostkowa, a jakoś tam całościowa, wynikająca z pewnej formy mentalnego oświecenia, zawierającego w sobie przekonanie, iż wszelkie jednostkowe prawdy są niekompletne, incydentalne, a przez to nie dają umysłowi szansy na bezkonfliktowe ujmowanie rzeczywistości. Prawda jednostka oczywiście musi być dualna, więc jest w nią - z natury rzeczy - wpisana jakaś postać konfliktu, czy choćby napięcia mentalnego. Prawda całościowa byłaby zaakceptowaniem tej okoliczności, byłaby przejściem umysłu na poziom, w którym wszelką incydentalną, ukonkretnioną, jednoznaczną postać stwierdzeń traktuje się jako rodzaj mentalnej migawki, a nie całościowy ogląd sprawy. Idea prawdy na tym wyższym poziomie zatem niczego nie niewoli, lecz spod tej niewoli wyzwala. Wyzwala właśnie relatywizując, postrzegając ze znacznie szerszej perspektywy prawdy na poziomie niższym, tym ukonkretnionym.


Tu dodam jeszcze wcześniejszy tekst z tego wątku:
Michał Dyszyński napisał:
anbo napisał:
Fragment artykułu Adama Groblera "Nauka przeciw wolnej woli?" (któryś numer dwumiesięcznika "Filozofuj!"):

Baruch Spinoza twierdził, że wolna wola jest złudzeniem, które powstaje dzięki nieznajomości przyczyn naszego postępowania. Gdybyśmy je znali, wiedzielibyśmy, że rzekomy wybór jest konsekwencją splotu przyczyn, na które nie mam wpływu. Pojęcia fizyki kwantowej wnoszą do tej kwestii tylko tyle, że zastępują przyczynowość deterministyczną przyczynowością statystyczną.
Ten przygnębiający pogląd próbował oddalić m.in. Peter Strawson oddzielając zupełnie wolność od przyczynowości. O tym, czy czyn jest wolny, ma decydować, czy odczuwam go jako wolny, akceptuję go jako mój własny, bez względu na przyczyny, które go spowodowały. Czyn wolny odróżnia się nie od czynów zdeterminowanych przyczynowo, lecz od czynów kompulsywnych, odczuwanych jako popełnione pod przymusem, któremu nie potrafię się oprzeć. Jak w przypadku kompulsywnego obżarstwa, czy innego nałogu, o którym wiem, że mi szkodzi i chcę z nim zerwać, ale nie mam siły wyzwolić się spod jego władzy nade mną.

Ten opis od Petera Strawsona jest właśnie tym, o czym piszę w kontekście ww. Dzięki za jego przytoczenie. Najważniejszym składnikiem wolnej woli jest bowiem IDENTYFIKOWANIE SIĘ PODMIOTU ze stanami, decyzjami. Nikt nie jest w stanie przeanalizować do końca wpływów, czynników tworzących nawet bardzo proste zdarzenie. Być może tych czynników jest nieskończenie wiele - wzajemnie splątanych w niewyobrażalnie skomplikowany sposób. Ale to, czy ktoś się identyfikuje z czymś stanowi osobny fakt - okoliczność niezależną. O wolnej woli decyduje więc głównie INTENCJA.


Kwestia identyfikowania się podmiotu jest tu kluczowa o tyle, że aby podmiot w ogóle był w stanie samo identyfikowanie się zrealizować, niezbędne będzie spełnienie pewnych wymogów:
1. Osoba WYŁANIA SWOJĄ INDYWIDUALNOŚĆ,
2. a także ma ŚWIADOMOŚĆ WYBORU
3. Dokonuje się złożony proces porównywania wizji własnej rzeczy i jej alternatyw. W jej ramach wyłania się ZAGADNIENIE SPÓJNOŚCI, czyli pytania jak oceniać to, co moje a co nie, w kontekście wyborów wcześniejszych.
Pytanie czy agent jest coś podobnego wykonać?
Czy agent potrafi stworzyć sobie taką wizję siebie, że wybory, których jest autorem wpasują się w pewien obraz całości?
Jeśli to mu się uda, to agent uzna, że jest zgodny sam ze sobą, czyli że rzeczywiście wybiera, funkcjonuje celowo.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16950
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 2:20, 12 Sty 2020    Temat postu: Re: Wolność woli w tekstach nieuczesanych

Wolność woli można by przyrównać do melodii. Sama pojedyncza nuta - czy jest melodią?
- Raczej nie. Nawet dwie nuty obok siebie dadzą się pewnie dopasować do wielu różnych melodii. Ale gdy zbierze się wiele nut, to nagle okaże się, że tworzą one melodię unikalną, jedyną w sobie, rozpoznawalną przez osoby znające ją.
Wolność woli jest też podobna do malowidła. Czy pojedyncza plamka malowidła jest dziełem malarza? - w pewnym sensie tak, ale to nie jest jeszcze to właściwe dzieło. Nawet dwie, trzy, pięć, czy trochę więcej plamek losowo wybranych jeszcze nie ukaże nam malowidła. Dopiero gdy zostaną te plamki zebrane w całość, malowidło się ujawni.
Wolna wola podobna jest tez do poematu. Czy pojedyncza litera jest poematem?
- Raczej nie. Nawet kilka liter nim nie jest. Dopiero wszystkie litery, tworzące słowa, wywołujące końcowy efekt tworzą poemat.
Tak samo jest z wolną wolą - pojedynczy wybór sama z siebie jest wolny w bardzo nieokreślonym sensie. On (najczęściej) jeszcze o niczym nie świadczy. Jednak zbiór wyborów życia jakiejś osoby, świadczy o tej osobie, ukazuje naturę owej osoby, pozwala nam się przekonać, czy to jest osoba dobra, czy zła, mądra, czy głupia, konsekwentna, czy chaotyczna. Każdy człowiek tka swoim życiem misterny "gobelin". W nim każdy wybór jest jakby pojedynczą plamą tworzoną rozumem i sercem tego człowieka. Jednak dopiero całość tworzy dzieło, jakie w sposób unikalny jest świadectwem osobowości owego człowieka. Ten gobelin może coś przedstawiać, ale może być chaosem bezkształtnych plam barwnych. Ten kto umie swoim życiem zbudować sensowną całość, ten ukształtował SIEBIE, czyli jest KIMŚ.
Gdzie tu jest wolność?
- Właśnie w tej TWÓRCZOŚCI, w tym, że ktoś tworzy coś unikalnego, stawiając te "kropki" na mapie rozpoznań i wyborów życia. Całość jest mniej, albo bardziej sensowna, całość buduje coś, co da się jakoś rozpoznać, ująć w wynikania i zależności (choćby częściowo), choć też może być po prostu chaosem, który o niczym, ani o nikim świadczyć nie może.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 2:24, 12 Sty 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin