Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Demokracja zawłaszczona

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9457
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 623 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 10:48, 19 Sie 2016    Temat postu: Demokracja zawłaszczona

Przeczytałem niedawno tytuł artykułu, w którym pojawia się teza, o ustępowaniu demokracji na rzecz rządów autorytarnych. Tak w świecie. I chyba taki trend widać. Ale skąd się bierze?
Według mnie podstawowe mechanizmy są dwa:
- Pierwszym, chyba ważniejszym, jest zjawisko zawłaszczenia sobie demokracji przez grupy interesów. Widać to było bardzo wyraźnie w rządach PO w Polsce - lobbing pracodawców, różnych grup kapitałowych był bardzo wyraźnie widoczny w tworzeniu prawa, a także w jego egzekwowaniu. Więc nastąpiło odbicie w stronę PiS-u, który wykorzystał zmęczenie ludzkiego materiału przedłużającą sie sytuacją, przewlekłej "niemożności" zrobienia oczywistych rzeczy dla ogółu ludzi, skoro ucierpiałyby na tym interesy wybrańców (sam PiS z kolei też ulega lobbystom - szczególnie z branży energetycznej, ale nie tylko). Podobny mechanizm występuje we władzach Unii Europejskiej i chyba to on najbardziej przyczynia się do wzrostu popularności eurosceptyków.
- Drugi powód tego, ze demokrację mamy ostatnio w odwrocie jest oczywiście wzmocnienie się autokratów na całym świecie. Widać to właśnie po dość powszechnym naginaniu swobód obywatelskich dla potrzeb władzy. Po prostu na świecie - tym razem już w krajach bardziej demokratycznych - nastąpił "wysyp" autokratów.
Te dwa powody są ze sobą dość ściśle powiązane, bo autokraci na tym się promują, że wskazują nieskuteczność demokracji, wynikającą z przewagi, jaką mają w tym układzie grupy lobbingowe.
Zastanawiam się czy nie ma tu jakiejś trzeciej drogi - tzn. czy zawsze musi być władza autokratów, albo władza lobbingów?
- W aktualnym układzie chyba tak musi być. Aby to zmienić, należałoby jakoś lepiej "nastroić" procedury demokratyczne - dopuścić więcej otwartości, odejść od polityki "prywatności" (która służy najbardziej tym, którzy zamierzają coś ukryć), właśnie do polityki otwartości. Na razie nie zanosi się, aby w tym kierunku coś się ruszyło...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5250
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 216 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 17:17, 19 Sie 2016    Temat postu:

No widzisz, Michałku- nie tylko A. Hitler i iluś tam podobnych chciało być nadludźmi; wielu, bardzo wielu tego chce...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9457
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 623 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 9:23, 22 Sie 2016    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
No widzisz, Michałku- nie tylko A. Hitler i iluś tam podobnych chciało być nadludźmi; wielu, bardzo wielu tego chce...

Ludzie chcą być "nadludźmi" najczęściej po to, aby realizować swoją PODLUDZKĄ, prymitywną (gadzią) część natury. Ludzie żądający dla siebie władzy oczekują, że jak tę władzę zdobędą, to będą bez ograniczeń mogli zaspakajać swoją rządzę:
- bycia chwalonym i formalnie akceptowanym, bez związku z tym, na ile na to zasłużyli
- robienia innym przykrości, zadowalając w ten sposób sadystyczne skłonności
- pielęgnowania w sobie iluzji, że są w stanie kontrolować wszystko, czyli kaprysić do woli, nie bacząc na nic.
- itp

Ogólnie dla większości ludzi bycie nadczłowiekiem miałoby oznaczać po prostu wyrzeczenie się ODPOWIEDZIALNOŚCI. Problem jest w tym, że LOGICZNIE brak odpowiedzialności oznacza brak prawdziwego bytowania w sferze świadomości. Odpowiedzialność jest niezbywalnym atrybutem świadomości. Ta ostatnia prawda jest niejako najkrótszym wyjaśnieniem o co właściwie chodzi w religii i duchowości. Nie być odpowiedzialnym oznacza bowiem NIE BYĆ W OGÓLE w sensie bycia osobą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5250
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 216 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 17:04, 22 Sie 2016    Temat postu:

W większości to prawda, co napisałeś w poprzedzającym ten post'cie, Michale. Ale brak odpowiedzialności to też stan pełnej swobody, wolności, czyli- wg mnie- największego szczęścia, wszelkiego wyzwolenia, może nawet nirwany. Trochę tak mają noworodki, małe dzieci; bardziej tak mają anioły...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9457
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 623 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 19:10, 22 Sie 2016    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
W większości to prawda, co napisałeś w poprzedzającym ten post'cie, Michale. Ale brak odpowiedzialności to też stan pełnej swobody, wolności, czyli- wg mnie- największego szczęścia, wszelkiego wyzwolenia, może nawet nirwany. Trochę tak mają noworodki, małe dzieci; bardziej tak mają anioły...

Przed zjedzeniem owocu z drzewa wiadomości dobra i zła, pewnie tak to funkcjonowało - była, swoboda, wolność, szczęście. Po zjedzeniu owego owocu nagle wyrosły pytania, które zawłaszczyły stan szczęśliwości na rzecz dociekań, które teraz wymagają domknięcia w świadomości. Teraz, niestety, trzeba - choćby w minimalnym stopniu - zmierzyć się z problemami i pytaniami, które postawimy sobie my sami, albo postawi je rzeczywistość zewnętrzna. I trzeba na te pytania znaleźć odpowiedź W ZGODZIE Z SAMYM SOBĄ. A żeby tę zgodę ostatecznie mieć, trzeba być KIMŚ, trzeba oprzeć się na czymś W SOBIE. Inaczej to nie będzie żadna odpowiedź.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5250
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 216 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:38, 22 Sie 2016    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
W większości to prawda, co napisałeś w poprzedzającym ten post'cie, Michale. Ale brak odpowiedzialności to też stan pełnej swobody, wolności, czyli- wg mnie- największego szczęścia, wszelkiego wyzwolenia, może nawet nirwany. Trochę tak mają noworodki, małe dzieci; bardziej tak mają anioły...

Przed zjedzeniem owocu z drzewa wiadomości dobra i zła, pewnie tak to funkcjonowało - była, swoboda, wolność, szczęście. Po zjedzeniu owego owocu nagle wyrosły pytania, które zawłaszczyły stan szczęśliwości na rzecz dociekań, które teraz wymagają domknięcia w świadomości. Teraz, niestety, trzeba - choćby w minimalnym stopniu - zmierzyć się z problemami i pytaniami, które postawimy sobie my sami, albo postawi je rzeczywistość zewnętrzna. I trzeba na te pytania znaleźć odpowiedź W ZGODZIE Z SAMYM SOBĄ. A żeby tę zgodę ostatecznie mieć, trzeba być KIMŚ, trzeba oprzeć się na czymś W SOBIE. Inaczej to nie będzie żadna odpowiedź.
To ciekawe sformułowanie "w zgodzie z samym sobą". Pisałeś tu już dość często, co wg ciebie oznacza "bycie kimś". Ja niezbyt się z tym zgadzałem. Bo czy w zgodzie ze mną jest np. to, że na mojej ścieżce leży duży, ciężki kamień; dla mnie nie.
Piszesz też "oprzeć się na czymś w sobie". Ale na czym? Potrafisz to określić? Przypuszczam, że chodzi ci o wewnętrzną wiarę...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9457
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 623 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 9:10, 23 Sie 2016    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
To ciekawe sformułowanie "w zgodzie z samym sobą". Pisałeś tu już dość często, co wg ciebie oznacza "bycie kimś". Ja niezbyt się z tym zgadzałem. Bo czy w zgodzie ze mną jest np. to, że na mojej ścieżce leży duży, ciężki kamień; dla mnie nie.
Piszesz też "oprzeć się na czymś w sobie". Ale na czym? Potrafisz to określić? Przypuszczam, że chodzi ci o wewnętrzną wiarę...

Być w zgodzie z samym sobą oznacza dla mnie przede wszystkim sytuację, w której nie będę się chciał wyprzeć żadnych moich zachowań, postaw. To co przychodzi z zewnątrz może być różne. Mogę być poddany wielu formom przymusu, jednak ważne tutaj jest, abym ja wiedział, że NIE ZDRADZIŁEM SIEBIE, potrafię wciąż spojrzeć sobie w oczy - czyli to co uznawałem za naprawdę ważne, zachowałem.
Wtedy wiem, że tam oto "byłem ja" - działałem tą emanacją siebie, jaką rozumiem i czuję. Nie byłem popychlem sytuacji, nie sprzedałem swoich przekonań za marne grosze. Jeśli sprzedaję swoje poglądy za to, że będzie mi a to milej, a to cieplej, a to w większej izbie, to znaczy, że sam owe poglądy uważam za coś mniej wartościowego, niż doraźne bycie - w cieple, w wygodzie. Czyli sam sobie w ten sposób udowadniam, że moje poglądy są g..no warte, bo je oddaję za niewielką cenę.
Ktoś w pełni, głęboko przekonany co do tego, co w sobie ma, nie będzie tego sprzedawał tanio (może nie sprzeda nigdy), bo dla niego to będzie wartość wyższa ponad wszystko inne.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 9:16, 23 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5250
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 216 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:07, 23 Sie 2016    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
To ciekawe sformułowanie "w zgodzie z samym sobą". Pisałeś tu już dość często, co wg ciebie oznacza "bycie kimś". Ja niezbyt się z tym zgadzałem. Bo czy w zgodzie ze mną jest np. to, że na mojej ścieżce leży duży, ciężki kamień; dla mnie nie.
Piszesz też "oprzeć się na czymś w sobie". Ale na czym? Potrafisz to określić? Przypuszczam, że chodzi ci o wewnętrzną wiarę...

Być w zgodzie z samym sobą oznacza dla mnie przede wszystkim sytuację, w której nie będę się chciał wyprzeć żadnych moich zachowań, postaw. To co przychodzi z zewnątrz może być różne. Mogę być poddany wielu formom przymusu, jednak ważne tutaj jest, abym ja wiedział, że NIE ZDRADZIŁEM SIEBIE, potrafię wciąż spojrzeć sobie w oczy - czyli to co uznawałem za naprawdę ważne, zachowałem.
Wtedy wiem, że tam oto "byłem ja" - działałem tą emanacją siebie, jaką rozumiem i czuję. Nie byłem popychlem sytuacji, nie sprzedałem swoich przekonań za marne grosze. Jeśli sprzedaję swoje poglądy za to, że będzie mi a to milej, a to cieplej, a to w większej izbie, to znaczy, że sam owe poglądy uważam za coś mniej wartościowego, niż doraźne bycie - w cieple, w wygodzie. Czyli sam sobie w ten sposób udowadniam, że moje poglądy są g..no warte, bo je oddaję za niewielką cenę.
Ktoś w pełni, głęboko przekonany co do tego, co w sobie ma, nie będzie tego sprzedawał tanio (może nie sprzeda nigdy), bo dla niego to będzie wartość wyższa ponad wszystko inne.
W ten sposób dość łatwo wpadasz w pewną pułapkę: pułapkę bycia niezmiennym, "betonem", tkwienia wciąż w tym samym. A to jest raczej sprzeczne i z naturą i z parciem ku rozwojowi człowieka.
A druga sprawa: Czy jest coś w naszym doraźnym byciu, niż..doraźne bycie?
Jak może już widzisz, sporo pułapek w takim podejściu- nie tylko logicznych, jakoby "samowywrotnych" czy "przewrotnych" sformułowań...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9457
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 623 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:26, 23 Sie 2016    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
To ciekawe sformułowanie "w zgodzie z samym sobą". Pisałeś tu już dość często, co wg ciebie oznacza "bycie kimś". Ja niezbyt się z tym zgadzałem. Bo czy w zgodzie ze mną jest np. to, że na mojej ścieżce leży duży, ciężki kamień; dla mnie nie.
Piszesz też "oprzeć się na czymś w sobie". Ale na czym? Potrafisz to określić? Przypuszczam, że chodzi ci o wewnętrzną wiarę...

Być w zgodzie z samym sobą oznacza dla mnie przede wszystkim sytuację, w której nie będę się chciał wyprzeć żadnych moich zachowań, postaw. To co przychodzi z zewnątrz może być różne. Mogę być poddany wielu formom przymusu, jednak ważne tutaj jest, abym ja wiedział, że NIE ZDRADZIŁEM SIEBIE, potrafię wciąż spojrzeć sobie w oczy - czyli to co uznawałem za naprawdę ważne, zachowałem.
Wtedy wiem, że tam oto "byłem ja" - działałem tą emanacją siebie, jaką rozumiem i czuję. Nie byłem popychlem sytuacji, nie sprzedałem swoich przekonań za marne grosze. Jeśli sprzedaję swoje poglądy za to, że będzie mi a to milej, a to cieplej, a to w większej izbie, to znaczy, że sam owe poglądy uważam za coś mniej wartościowego, niż doraźne bycie - w cieple, w wygodzie. Czyli sam sobie w ten sposób udowadniam, że moje poglądy są g..no warte, bo je oddaję za niewielką cenę.
Ktoś w pełni, głęboko przekonany co do tego, co w sobie ma, nie będzie tego sprzedawał tanio (może nie sprzeda nigdy), bo dla niego to będzie wartość wyższa ponad wszystko inne.
W ten sposób dość łatwo wpadasz w pewną pułapkę: pułapkę bycia niezmiennym, "betonem", tkwienia wciąż w tym samym. A to jest raczej sprzeczne i z naturą i z parciem ku rozwojowi człowieka.
A druga sprawa: Czy jest coś w naszym doraźnym byciu, niż..doraźne bycie?
Jak może już widzisz, sporo pułapek w takim podejściu- nie tylko logicznych, jakoby "samowywrotnych" czy "przewrotnych" sformułowań...

Słusznie dostrzegłeś lukę w moim poprzednim poście. Ale nie da się o wszystkim na raz. Jak próbuję wszystko od razu zbalansować, to posty robia się długie, ludziska się denerwują, że ZA długie, czyli niestrawne. Ale jak napiszę o jednej stronie medalu, to wyjdzie za chwilę, że zupełnie zapominam o tej drugiej. W rzeczywistości nie zapominam.
Sygnalizowałem ten aspekt, który - słusznie - poruszyłeś właśnie w tym słowie "doraźny". Ale wymaga to chyba dodatkowego komentarza.
Zgadzam się, że mamy to zagrożenie stania się "betonem". Jak ktoś chce byc zgodny ze sobą na fundamentalistyczny, prosty sposób, to zwykle - prędzej czy później - skonfliktuje się wewnętrznie. Bo okaże się, że jego wcześniejsza wiedza była niewystarczająca, aby zrobić dobre założenia co do samego siebie, swojej postawy w świecie. Popełniamy błędy, grzeszymy, źle oceniamy sytuacje, bo mamy problem z dopięciem modelu naszego ja, naszych postanowień, zachowań. Natrafiamy na barierę nieprzekraczalnych realiów, praw logiki, czy fizyki, które konfliktują nasze różne oczekiwania, postanowienia.
Czyli musimy jakoś wyważyć owe sprzeczne tendencje:
- z jednej strony jakąś wierność sobie, temu co przyjęliśmy, postanowiliśmy, w co wierzymy
- z drugiej strony nieraz przyjdzie nam zrezygnować z owych postanowień, bo inaczej po prostu się nie da.

Co jest wyjściem z tego impasu?
Oczywiście odpowiednia HIERARCHIA dla naszych postanowień, celów, wartości. Gdy pojawi się konflikt dwóch wartości powinniśmy wiedzieć, która z nich ma wyższy priorytet. Wtedy sprzeczności dadzą się rozwiązać - ta mniej ważna ulegnie prymatowi wartości nadrzędnej.
Właściwa hierarchia wartości jest też receptą na WOLNOŚĆ.
Wolni bowiem możemy być tylko wtedy, gdy z jednej strony mamy jakiś wybór, a z drugiej zachowujemy zgodność ze swoją naturą. Gdyby nasza natura, była ustanowiona na sztywno, nie mielibyśmy wyboru.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5250
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 216 razy
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:42, 23 Sie 2016    Temat postu:

Tak, Michale. Tylko jak wartościować? Na podstawie czego? Na czym opierać wartościowanie? Możemy tutaj mówić o pewnym paradoksie [choć może to nieodpowiednie słowo, zbyt mocne] co do czasu- nie tym fizykalnym, o którym tez kiedyś pisałem- lecz takim: trzeba doświadczyć przyszłości, żeby zrozumieć i naprawić przeszłość, albo przynajmniej, by nie kontynuować błędów...

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Wto 23:43, 23 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.




Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1077
Przeczytał: 11 tematów

Pomógł: 79 razy

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 3:46, 24 Sie 2016    Temat postu:

"Hierarchia wartości" ...jakoś nie kojarzy mi się najlepiej, tzn. niby mam z nią nie najlepsze doświadczenia :mrgreen: ...każdego dnia dzieje się tyle różnych, czasem nieprzewidzianych sytuacji, że układanie spraw według jakiejś sztywnej hierarchii ważności, tak czy inaczej doprowadza do wewnętrznego konfliktu.. albo jakiegoś typu znieczulicy..Wiadomo, że każdy ma jakieś sprawy ważne i mniej ważne, ale to, co jest ważniejsze czasem musi ustąpić miejsca czemuś mniej ważnemu, czasem z pozoru zupełnej błahostce..wszystko zależnie od sytuacji. Ktoś, kto ma sztywno ustanowioną ową hierarchię, trzyma się jej kurczowo jest mniej elastyczny w postrzeganiu świata, koncentruje się na najważniejszych sprawach, często bagatelizuje zupełnie te drobne, które zebrane do kupy tworzą jakąś niezbędną "przestrzeń" dla sensowności tej hierarchii. Kończy się to czasem tak, jak w przypadku dążenia do sukcesu zawodowego kosztem wszystkiego innego, nawet własnego zdrowia.

Tu jest może ogólnie jakaś różnica między kobietami, a mężczyznami - nie chcę stwierdzać, że na pewno ..a może w zależności od charakterów, niezależnie od płci...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 9457
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 623 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 10:58, 24 Sie 2016    Temat postu:

JanelleL. napisał:
"Hierarchia wartości" ...jakoś nie kojarzy mi się najlepiej, tzn. niby mam z nią nie najlepsze doświadczenia :mrgreen: ...każdego dnia dzieje się tyle różnych, czasem nieprzewidzianych sytuacji, że układanie spraw według jakiejś sztywnej hierarchii ważności, tak czy inaczej doprowadza do wewnętrznego konfliktu.. albo jakiegoś typu znieczulicy..Wiadomo, że każdy ma jakieś sprawy ważne i mniej ważne, ale to, co jest ważniejsze czasem musi ustąpić miejsca czemuś mniej ważnemu, czasem z pozoru zupełnej błahostce..wszystko zależnie od sytuacji. Ktoś, kto ma sztywno ustanowioną ową hierarchię, trzyma się jej kurczowo jest mniej elastyczny w postrzeganiu świata, koncentruje się na najważniejszych sprawach, często bagatelizuje zupełnie te drobne, które zebrane do kupy tworzą jakąś niezbędną "przestrzeń" dla sensowności tej hierarchii. Kończy się to czasem tak, jak w przypadku dążenia do sukcesu zawodowego kosztem wszystkiego innego, nawet własnego zdrowia.

Tu jest może ogólnie jakaś różnica między kobietami, a mężczyznami - nie chcę stwierdzać, że na pewno ..a może w zależności od charakterów, niezależnie od płci...

Niewątpliwie hierarchia wartości może być poprawna, ale też i wadliwa. Dlatego w religii mamy koncepcję "narodzenia się z ducha". Ów duch, który rodzi się w człowieku jest właśnie tym najwyższym poziomem hierarchii, będąc jednocześnie czymś znacząco odmiennym od tego, co da się jakoś łatwo określić, nazwać, opisać słowami. Duch zawiera w sobie ten aspekt niezwykłej integracji uczuć, myśli, woli, intuicji. I ta intuicja, wynikająca z połączenia z boską naturą człowieka, kto wie, czy nie jest tu najważniejsza. Duch (u ludzi, którzy się narodzili z niego) rządzi niższymi aspektami naszej natury nadając im spójność, sens. W duchu wszystko staje się jasne - czy powinienem raczej trzymać się jakiejś litery prawa, czy postąpić w zgodzie z bieżącą oceną, dającą osobie, świadomości wyższy priorytet.
Kobiety dostały od Boga pewien szczególny dar - takiej wrodzonej intuicji poszanowania osoby, jej uczuć, istnienia. Można by powiedzieć, że część z tego ducha, który mężczyźni muszą w życiu zdobywać, one mają gratis na starcie. Ale, jak to z darami bywa, ten również ma swoją problematyczną stronę - bo to jest tak jak z oddychaniem, jak się je ma zawsze ze sobą, to się go nie zauważa. Kobiety nie muszą wypracowywać w sobie żmudnie i pracowicie tej postaci duchowości, przez co są pozbawione dość ważnej postaci refleksji, która u mężczyzn pojawi się, jako konieczność przewalczenia w sobie sprzecznych, trudnych tendencji. Mężczyźni (często) jakby nie rozumieją wartości życia, uczuć. Aspergerowcy w sposób szczególny. Muszą się nauczyć tych wartości mocą swojej refleksji, modelowania, budowania hierarchii samodzielnie.
W każdym razie nie chodziło mi - w tej hierarchii - o coś kostycznego, statycznego. Myślę raczej w kategoriach duchowych, czyli często trudnych do wyrażenia słowami, nieokreślonych do końca w przestrzeni koncepcji. Bo tylko taka elastyczna, duchowa hierarchia, jest tą poprawną, niesprzeczną, właściwą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin