Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Ekologiczne ratowanie Ziemi - radykalna zmiana paradygmatu

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 32147
Przeczytał: 70 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 16:47, 24 Lip 2021    Temat postu: Ekologiczne ratowanie Ziemi - radykalna zmiana paradygmatu

W ostatnich latach nasila się głos o tym, że ludzkość powinna zmienić swoje podejście do wykorzystywania zasobów Ziemi. W przeciwnym razie czeka nas ekologiczna katastrofa.
Ja osobiście uważam, że - prędzej czy później - ludzkość coś z problemem musi zrobić. A choć sam nie jestem przekonany, że głównym problemem ludzkości jest emisja CO2, to nawet już niezależnie od tego, czy jest to problem główny, czy nieco mniejszego kalibru, to z samym faktem zmiany podejścia na ogólnie ekologiczne się zgadzam. Bardzo się zgadzam, podpisuję się dwoma rękami (i nogami).
Problem w tym, że ludzkość jakby nie dojrzała jeszcze do sensownych decyzji. Mimo alarmistycznych prognoz, mimo zalewających nas gór śmieci, zanieczyszczenia powietrza, wód, gleby, wymieraniu gatunków, zanikania lodowców, chorób cywilizacyjnych, wciąż podstawowym paradygmatem działań ludzkości jest właściwie: chcemy opływać w dobra, kapryśnie je konsumować, bawić się, być beztrosko traktować swoje życie i świat.

Dotychczasowe działania proekologiczne osobiście oceniam za wysoce niekonsekwentne, chaotyczne, mało celowe. Koncentrują się one (też bardzo niekonsekwentnie) na ograniczaniu emisji CO2, ignorując w większości pozostałe rodzaje bezsensów współczesnej cywilizacji. Mówi się o "niezbędnym zmniejszeniu poziomu życia", aby ratować planetę, ale wygląda na to, że właściwie nikt nie proponuje niczego, co miałoby jakoś całościowo i konsekwentnie rozwiązywać najważniejsze problemy.

Osobiście stawiam tezę, że jest możliwe połączenie tych dwóch zadań
Ratowania planety
i
Zapewnienie ludzkości rozwoju i satysfakcji
Z EFEKTEM SYNERGII, a nie obniżeniem poziomu życia!
Jestem przekonany, że ostatecznie poziom życia - w sensie zadowolenia z niego, poczucia życiowej radości - przy mądrym zastosowaniu reguł zrównoważonego rozwoju może wzrosnąć, a nie zmaleć!
Co mamy do "stracenia"?
Rozbuchany konsumpcjonizm...
Czyli tę satysfakcję milionów zakupoholiczek, które koniecznie muszą kupować buty, sukienki, torebki w ilościach przekraczających ich zdolność wykorzystania, a potem - nieużywane - wyrzucać na śmietnik?...
Czy gdyby to im się ukróciło, to byłaby to jakaś istotna zmiana poziomu życia?...
A może te zakupoholiczki znalazłyby sobie szybko jakiś inny sposób zaspokajania swojej życiowej ambicji, niż to kupowanie. Może nawet by nie odczuły (w ostatecznym rozrachunku) żadnego dyskomfortu?...
Czy ludzkość musi produkować rzeczy w nadmiarze, na zapas, a potem niszczyć je "bo się nie sprzedają, a zasady marketingu nie pozwalają na obniżenie cen"?
Czy nie da się nic zrobić z mechanizmem lokaty kapitału polegającym na tym, że produkujemy nadmiarowo domy, kryptowaluty i inne dobra, których jedynym celem jest nie służenie człowiekowi, czy jakiejkolwiek innej istocie żywej, lecz sprawienie, że zdobyte środki nie będą traciły na wartości? A może - zamiast tworzyć gigantyczne ilości pustostanów, rzeczy przez nikogo nie użytkowanych - można by dopracować się zasad ochrony kapitału na poziomie jakiejś umowy finansowej?
A weźmy kwestię biurokracji - czy naprawdę tak wiele ludzi musi pracować, pracowicie zmagając się intelektualnie ze złożonością przepisów, obliczając je, sprawdzając, analizując złożone parametry, tylko dlatego, ze ktoś tam nie umiał rozwiazać problemu opodatkowania inaczej, jak tylko zatrudniając miliony księgowych, którzy wykorzystują miliony komputerów, biur, dojazdów do tych biur, bo "inaczej się nie da"?...
Czy musimy się godzić na to, że producenci będą zatruwali planetę nadmiarowo, tworząc towary, które mają planowany okres trwałości, bo na ich przyspieszonym psuciu się można zarobić?...
Czy aby na pewno wszystko musimy kupować tak wymyślnie opakowane? A może pogodzilibyśmy się z tym nieco mniej rozbuchanym opakowywaniem dóbr, mając za to tańszy zakup (w końcu opakowanie trzeba wliczyć w jego cenę) i ostatecznie ten sam efekt użytkowy?...
Czy w ogóle jest nam potrzebny marketing SKŁANIAJĄCY DO NIEPOTRZEBNYCH (w istocie) zakupów? Czy tak dużo by nam się "pogorszyła jakość życia", gdyby zamiast kupując coś kapryśnie, a potem wyrzucając, bo na nic nam się to nie przydało, system jakoś skłaniał do większego przemyślenia zakupów?
itd. itp.
Oczywiście czuję tu już głos frakcji wolnorynkowej - że to byłoby odebranie nam wolności gospodarczej i konsumenckiej, czyli (wg wolnorynkowców) najgorsze możliwe zło tego świata. Ale czy to rzeczywiście jest większe zło, niż zniszczenie Ziemi?...

Ja uważam, że bardzo wiele w stronę ratowania planety dałoby się zrobić, ostatecznie bardziej na tym zyskując, niż tracąc:
- zyskując czas - bo skasowana niepotrzebna produkcja i usługi zwolniłaby miliony, albo i miliardy ludzi z pracy bezsensownej, dając za to ręce do pracy w użytecznych obszarach, czyli praca rozłożyłaby się na większą ilość ludzi, czyli pracowano by krócej. A czy - poza patologicznymi pracoholikami - tak bardzo byśmy na tym stracili?
- zyskując lepsze produkty (bo nie planowane, aby się szybciej psuły)
- zyskując życie w mniej zanieczyszczonym środowisku
- zyskując bezpieczeństwo socjalne - bo system bardziej dbałby o to, aby nie było marnotrawstwa - w tym marnotrawstwa ludzkiej aktywności.
- zyskując większą RACJONALNOŚĆ ŻYCIA, mniej głupot, a więcej skupienia się na tym, co rzeczywiście przynosi korzyść. Dla mnie to byłby ewidentnie mocny dodatkowy wkład do komfortu życiowego.

Jakaś część ludzi może by na takich zasadach straciła. Choć w rzeczywistości wg mnie może nie tyle straciła, co "straciła", tzn. owszem coś tam w ich życiu poszłoby nie po ich myśli, nie tak jakby sobie planowali, musieliby ustąpić, nieco się dostosować, ale nie byłoby to jakieś dramatyczne dostosowanie się, tylko nieco przytemperowania ich ambicji, nieco rezygnacji z kapryśnego, opartego o potrzebę wywyższania się (choćby finansowego) stosunku do życia. Są tacy, co by stracili, bo ich nieuporządkowana natura, która w dzisiejszej bałaganiarskiej rzeczywistości może hulać, musiałaby się nieco ograniczyć. Ale uważam, że tych stratnych byłoby znacznie mniej niż tych, co by ostatecznie zyskali. A do tego Ziemia - zamiast się degradować, stawałaby się piękniejsza.
Dlaczego tego się nie robi?...
Bo się PRZYZWYCZAILIŚMY do tego, co jest!
Tak naprawdę, to nie ma tu nic z obiektywizmu, z realnych potrzeb ludzkości. To jest tylko bezwładność myślowa, przyzwyczajenie, bezmyślność ludzka. :(
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blackSwan




Dołączył: 25 Maj 2014
Posty: 2210
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 19:09, 24 Lip 2021    Temat postu:

Większość przez Ciebie wymienionych problemów to w gruncie rzeczy pierdoły, może jeden, dwa z nich są nieco bardziej poważne, ale i tak są o wiele mniejszego kalibru niż problem główny, którego większość nie tylko boi się ruszyć, ale nawet poruszyć. A jego rozwiązanie załatwiłoby od razu ¾ sprawy. A tak cokolwiek się zrobi nie ruszając problemu głównego, będzie syzyfowym przedsięwzięciem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 32147
Przeczytał: 70 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 9:35, 25 Lip 2021    Temat postu:

blackSwan napisał:
Większość przez Ciebie wymienionych problemów to w gruncie rzeczy pierdoły, może jeden, dwa z nich są nieco bardziej poważne, ale i tak są o wiele mniejszego kalibru niż problem główny, którego większość nie tylko boi się ruszyć, ale nawet poruszyć. A jego rozwiązanie załatwiłoby od razu ¾ sprawy. A tak cokolwiek się zrobi nie ruszając problemu głównego, będzie syzyfowym przedsięwzięciem.

Uważam, że wzięcie na start się za sprawy, które właściwie bezboleśnie ludzkość mogłaby wdrożyć jest najbardziej racjonalnym podejściem. Może trzeba tez później pójść dalej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blackSwan




Dołączył: 25 Maj 2014
Posty: 2210
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 10:54, 25 Lip 2021    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Uważam, że wzięcie na start się za sprawy, które właściwie bezboleśnie ludzkość mogłaby wdrożyć jest najbardziej racjonalnym podejściem. Może trzeba tez później pójść dalej.

Wiadomo, na raka najlepsza jest morfina.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 32147
Przeczytał: 70 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:46, 26 Lip 2021    Temat postu:

blackSwan napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Uważam, że wzięcie na start się za sprawy, które właściwie bezboleśnie ludzkość mogłaby wdrożyć jest najbardziej racjonalnym podejściem. Może trzeba tez później pójść dalej.

Wiadomo, na raka najlepsza jest morfina.

Może i tak. Ale tak w ogóle to nawet nie wiem, o czym myślisz.

Natomiast pisze się o tym skróceniu dnia pracy.
[link widoczny dla zalogowanych]
W artykule nawet wspomniano "półgębkiem" aspekt ekologiczny.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blackSwan




Dołączył: 25 Maj 2014
Posty: 2210
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 17:40, 26 Lip 2021    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
blackSwan napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Uważam, że wzięcie na start się za sprawy, które właściwie bezboleśnie ludzkość mogłaby wdrożyć jest najbardziej racjonalnym podejściem. Może trzeba tez później pójść dalej.

Wiadomo, na raka najlepsza jest morfina.

Może i tak. Ale tak w ogóle to nawet nie wiem, o czym myślisz.

I o to właśnie chodzi, jeżeli ludzie nawet nie wiedzą (albo wiedzieć nie chcą), co jest główną przyczyną problemu, to tego problemu za Chiny nie rozwiążą. A główną przyczyną jest: Przeludnienie i powoli zbliżamy się do 20-krotnego poziomu.

Michał Dyszyński napisał:
Natomiast pisze się o tym skróceniu dnia pracy.
[link widoczny dla zalogowanych]
W artykule nawet wspomniano "półgębkiem" aspekt ekologiczny.

Nie bardzo rozumiem, gdzie jest tam ukryty aspekt ekologiczny. Informatykowi to co się niszczy, to chyba tylko przetarte od duposiedzenia spodnie, bo serwery i tak zazwyczaj pracują 7/24.

Co do samego skrócenia pracy, to jest tak, że praca kształci człowieka, a jej brak prowadzi do udebilnienia. Oczywiście we wszystkim należy zachować odpowiednią równowagę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 32147
Przeczytał: 70 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 14:01, 27 Lip 2021    Temat postu:

blackSwan napisał:
A główną przyczyną jest: Przeludnienie i powoli zbliżamy się do 20-krotnego poziomu.

Za czasów jury było "przedinozaurzenie". Na pustyniach jest przepustynnienie, a w oceanach przewodnienie.
Tak - ludzie mamy dużo. I nawet nie jestem za tym, aby populacja naszego gatunku się już rozrastała. Jednak co tu jest miarą?
Miara wyniknie z jakichś kryteriów, które są arbitralne. Ten Twój "20-krotny poziom" też wziął się z jakichś arbitralnych założeń, że tyle to a tyle być powinno, a więcej już nie. Ktoś weźmie inne założenia i wyjdzie mu inna wartość, ile ludzkości powinno być na Ziemi.
Według mnie wszystkie te liczby mają znaczenie bardzo umowne - świadczą o przekonaniach osób, ale o niczym szczególnym ponad to.

A tak w ogóle, to jestem przekonany, że TYLKO RACJONALIZUJĄC LICZNE SPOŁECZNE NAWYKI, czyli de facto nie odczuwając materialnego, dla mnie jedynego realnego poziomu życia, można by zmniejszyć zużycie zasobów przez mieszkańca Europy, czy innych krajów rozwiniętych o połowę. Największym kosztem byłaby tylko konieczność zmiany pewnym mód, przyzwyczajeń.

W każdym razie względy etyczne są wystarczające ku temu, aby nie walczyć z przeludnieniem drastycznymi metodami przez depopulację (np. wypuszczeniem jakiejś odmiany szczególnie zabójczego wirusa). To oznacza, że ekologię trzeba ratować innymi sposobami. Najmniej bolesne wydaje się RACJONALIZOWANIE zarówno konsumpcji, jak i...
...pracy.
Dzisiejszy model gospodarczy wciąż bazuje na paradygmacie "im większa konsumpcja i produkcja tym lepiej". Ja bym ten model (wg mnie wadliwy nie tylko ze względów ekologicznych, ale głównie z tych względów) zastąpił jakimś opartym o paradygmat używania zasobów Ziemi w sposób mocno oparty o priorytety. Priorytetem głównym jest oczywiście zapewnienie ludziom podstaw do życia, rozwoju (choć już w limitowanym zakresie, preferującym rozwój, który zużywa zasobów mniej, a nie więcej), realizacji swoich pasji.
Do drastycznej redukcji, bądź zmiany modelu rozwoju przeznaczyłbym takie aspekty współczesnego życia jak
- używanie jednorazowych produktów
- organizowanie imprez o bardzo dużej masowości, wielkim wpływie na środowisko
- bardzo mocne opodatkowanie nadmiarowej konsumpcji
- silne dotowanie nowych technologii, które byłyby niskoenergetyczne, nie wymagające transportu na duże odległości (np. technologię utylizacji śmieci w pobliżu miejsca zamieszkania)
- progresywne opodatkowanie używania środowiska w sposób mocno przekraczający standard
- rekultywację (szybką) zniszczonych przez przemysł (kopalnie odkrywkowe) terenów.
doskonalenie metod produkcji pod kątem ich wykorzystywania zasobów Ziemi
- przegląd wszystkich aktów prawnych pod kątem generowania przez nie niepotrzebnej aktywności, pracy - głównie chodzi o zmniejszenie biurokracji i nadmiernego zużycia zasobów np. przez wymuszanie jednorazowych produktów (oczywiście tam gdzie to się uda, gdzie to jest racjonalne)
- promowanie obyczajów, zachowań, które ograniczają negatywny wpływ na środowisko.

Najtrudniejsze tutaj jest wg mnie jedno: ludzie muszą mieć szanse na aktywność, rozwój, realizowanie jakichś swoich pasji, nie można więc tej aktywności jakoś dusić totalnym przestawieniem na ortodoksyjny ekologizm.
Ja wierzę, że mamy na tyle duże pole manewru, że da się pożenić ów paradygmat rozwoju i aktywności ludzkości z ekologią. Zamiast pasjonować się wyścigami Formuły 1, można by organizować wyścigi elektryków, zamiast mody na kupowanie ciężarówek przez mieszkańców miast, można wykorzystywać niewielkie, głównie elektryczne auta miejskie (wygospodaruje się tak nie tylko energię, ale i miejsca do parkowania, bo małych aut zmieści się więcej na niedużej przestrzeni). Itp. Itd.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 7:22, 28 Lip 2021, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blackSwan




Dołączył: 25 Maj 2014
Posty: 2210
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 13:22, 28 Lip 2021    Temat postu:

Zamiatanie "potworka" pod dywan spowoduje jedynie, że ten urośnie jeszcze większy i w końcu pożre dywan razem z zamiatającymi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 32147
Przeczytał: 70 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 12:04, 23 Sie 2021    Temat postu:

Tak od dłuższego czasu widzę aspekt ratowania Ziemi jako największe wyzwanie mentalne przed ludzkością. Aby to się udało, trzeba by praktycznie przekonstruować każdy aspekt ludzkiej aktywności, życia, odniesień społecznych.
Przede wszystkim ten problem z naszym niszczeniem Ziemi wywraca do góry idee wolnorynkowe.
Wolny rynek opiera się o zasadę, że co tam kto chce sobie wymyślić w kontekście gospodarczym, to - o ile nie przekracza prawa - będzie mu to wolno zrobić, a nikt (a już w szczególności nie państwo) nie ma prawa mu tego zabraniać, wtrącać się. Oznacza to de facto, że właściwie nie widać najmniejszego hamulca, aby - skoro coś się sprzedaje - absolutnie bez umiaru
- produkować opakowania, które mamią nabywców, a więc sprzedają się
- produkować towary zupełnie niepotrzebne, a zaśmiecające tylko świat
- wycinać bez umiaru lasy, betonować grunty, prowadzić rabunkową gospodarkę zasobami
- wymuszać ogólnie na ludziach aktywność szkodliwą ekologicznie.
Wolnorynkowiec wobec problemów ekologicznych przyjmuje zwykle postawę "jakoś to będzie", czy też "może z tą ekologią jest drobny problem, ale przecież najgorszym możliwym złem jest zabronienie komuś jakiegoś rodzaju aktywności gospodarczej przez państwo - to jest dopiero wielkie zło!". Czy aby na pewno to jest to największe zło w dzisiejszych czasach?...
Można iść w zaparte, można być przekonanym, że to zabranianie przez państwa aktywności gospodarczej jest tym złem największym. Można mieć taki paradygmat życia, taki światopogląd. Obawiam się jednak, że efektem utrzymywania takiego światopoglądu przez rzesze ludzi, będzie sytuacja, gdy kolejnemu pokoleniu zgotujemy zwyczajnie piekło, bo dzisiaj żyjemy wedle normy "po nas choćby potop".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 32147
Przeczytał: 70 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 7:23, 24 Sie 2021    Temat postu:

To, że tak bardzo nadmiarowo eksploatujemy Ziemię wynika w z grubsza 50% (jak nie więcej) nie z rzeczywistej potrzeby, nie z tego, że byśmy cierpieli, gdyby coś w danym zakresie się zmieniło, lecz przyzwyczajeń, mody małych ambicyjek, rywalizacji społecznej. Poza tym dla niektórych "absolutną niemożnością" z przyczyn doktrynalnych jest np. przyznanie, że w ogóle powinniśmy się jakoś ograniczać, że może jakoś odgórnie należałoby blokować ten superwystawny styl życia współczesnej ludzkości. Owa wolność, która jest wolnością do zmierzania ku ekologicznej katastrofie, jest dla ekonomicznych doktrynerów tak nienaruszalna, tak ponad wszystko, że bez po prostu "się nie da" Wszak dogmatem nie do ruszenia jest, iż rzekomo najgorszym złem świata jest narzucanie czegoś przez państwo, zaś najwyższym dobrem jest aby tego narzucania nie było...
A popatrzmy tylko na to jak bezsensownie działa nasze życie w wymiarze społecznym, ekonomicznym, jak wiele jest tu wkładanego wysiłku w rzeczy, które niczego pozytywnego ludziom nie dają, za to wymuszają ciężką harówkę ludzi, a do tego niemal wyłącznie zatrucie środowiska. Przykłady to np.
- w Polsce święta w okolicach 1 listopada, gdy "koniecznie" trzeba spalić tysiące ton parafiny i podobnych materiałów palnych na grobach, wyrzucić potem pozostałości po nich, a do tego całą masę produktów, których jedynym przeznaczeniem jest postawienie ich na grobie, żeby inni widzieli
- utrzymywanie milinów domów na całym świecie, w których nikt nie mieszka, ale są one lokatą kapitału, czy ekstrawagancją bogaczy, ich pokazaniem się, że mogą sobie pozwolić na więcej niż inni
- posiadanie przez bogaczy samochodów do kolekcji, z których nie korzystają, ale się tylko chwalą przed innymi
- użytkowanie samochodów, które zużywają znacznie więcej paliwa, nawierzchni dróg, niż to jest potrzebne, aby się przemieścić tam, gdzie ktoś pragnie - zwykle prawie wyłącznie z przyczyn ambicji pokazania się, że się ma drogi samochód
- nadmiarowe remonty domów, czy innych budynków, bo koniecznie trzeba aby wszystko pachniało nowością
- kupowanie rzeczy (szczególnie ubrań przez kobiety) wyłącznie po to, aby sprawić sobie przyjemność - potem takie leżą gdzieś w szafie, a często nigdy nie są używane.
- moda na przesadną czystość i piękne zapachy, a z nią zużycie chemii gospodarczej w nadmiarowych ilościach, epidemia alergii, zatrucie środowiska
- nadmiarowe podróże służbowe i prywatne
- opakowywanie nadmiarowe towarów
- projektowanie urządzeń tak, aby się szybciej psuły i klient musiał kupić kolejna ich sztukę
- utrudnianie przez producentów naprawy urządzeń, brak dobrych praktyk tworzenia produktów trwałych
- niszczenie nowych urządzeń, które się nie sprzedały, aby nie psuć rynku
- brak troski przy projektowaniu urządzeń o aspekt ekologiczny. Tymczasem niewielkim wysiłkiem można spowodować, że urządzenia będą dużo lepsze pod tym względem - np. będą zużywały mniej prądu, wody, wymiennych wkładów.
- brak przemyślenia wielu konstrukcji pod względem ekologicznym - np. budowa domów słabo ocieplonych (na szczęście ostatnio jest coraz lepiej pod tym względem), nie zagospodarowywanie na miejscu wody opadowej, odpadków organicznych, tzw. wody szarej.
Gdyby to wszystko uwzględnić, praktycznie nikt by na tym nie musiał ograniczyć żadnych realnych potrzeb. Trochę by zmienił przyzwyczajenia, ale użytkowałby ten świat z grubsza na tym samym poziomie co teraz.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 32147
Przeczytał: 70 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 8:12, 24 Sie 2021    Temat postu:

Rekonstrukcja całego układu społecznego, a w szczególności ekonomii
Osobiście uważam, że aby jakoś uratować naszą planetę, należałoby dokonać gruntownej rekonstrukcji całego tego układu społecznego, jaki reguluje życie ludzi. W szczególności należałoby chyba oprzeć się nowe zasady:
1. Wolność ekonomiczna powinna mieć niższy priorytet, niż ekologia (szczegóły będą tu skomplikowane, rzecz do ustalenia)
2. Ludzka aktywność powinna zostać przekierowywana sukcesywnie z obszarów, które wykorzystują mocno zasoby planety na takie, które są pod tym względem oszczędne
3. W szczególności ograniczenia powinny w większym stopniu dotknąć tych, którzy dzisiaj wykorzystują zasoby planety nadmiarowo i rozrzutnie - ludzi bogatych, mających duży wpływ na gospodarkę zasobami.
4. Zmiany powinny objąć EDUKACJĘ, która w znacznie większym niż to jest aktualnie stopniu, powinna uwzględniać aspekty ekologiczne.
5. Powinien powstać system OCENY KOSZTÓW EKOLOGICZNYCH, który byłby stosowany do wystawiania swoistych "rachunków" tym podmiotom, które korzystają z zasobów planety. Aktualnie największym chyba problemem z ekologią jest to, że zasoby planety są traktowane jak niczyje, choć w istocie każdy od nich zależy. Jak ktoś smrodzi z komina całemu miastu, to jest "jego komin" i mu wolno (ostatnio to się zmienia, ale dopiero ostatnio, a do tego zbyt powoli, a tak w ogóle to jest to przykład, bo chodzi o zilustrowanie zasady).
6. Najpoważniejszy problem byłby tu chyba z państwami, które nie przyłączyłyby się do projektu ratowania planety, dalej uznając iż mają prawo rabunkowo korzystać z tej planety zasobów. Niezbędny byłby solidarny wysiłek innych państw, wystawianie rachunków państwom trucicielom.
7. Warto zwrócić uwagę na to, ze przesadne, czy źle przemyślane działanie "proekologiczne" może łatwo okazać się przeciwskuteczne. Osobna sprawą jest bardzo głęboka refleksja, poparta solidną nauką, badaniami co właściwie długofalowo ekologii służy, a co tylko wydaje się, że służy. Strategi w stylu "ratujemy wszystko równomiernie" się nie sprawdzi. Trzeba wydzielić priorytety, a przy tym skupić się na tym, co najlepiej rokuje.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin