Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Gospodarka - okiem zdrowego rozsądku

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 10586
Przeczytał: 59 tematów

Pomógł: 738 razy
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 14:30, 08 Maj 2012    Temat postu: Gospodarka - okiem zdrowego rozsądku

Co jakiś czas większość z ludzi patrzących na współczesną ekonomię miewa napady "poczucia zdrowego rozsądku". Te napady są później jakoś opanowywane przez "rozsądek ekonomistów", ale i tak pewien niepokój zostaje.
Oto kilka moich pytań do współczesnej ekonomii, wynikłe z - oczywiście głupiego i nieoświeconego - spojrzenia czysto zdroworozsądkowego:
1. odpady - współczesna ekonomia kapitalizmu i wolnego rynku karmi się "wzrostem gospodarczym" opartym o wciąż zwiększającą się produkcję wszystkiego. A wzrost jest tym większy, im częściej wymieniamy wszystko co kiedyś kupiliśmy. Efektem jest zaprogramowane psucie się produktów, obciążenie środowiska odpadami (produkcyjnymi, konsumpcyjnymi), opakowaniami itp. A jednocześnie wiemy, ze większość dóbr, które nabywamy jest w dużym stopniu nie wykorzystana, producenci przestali "bawić się" w naprawy - dominuje zasada "wyrzuć stare i kup w to miejsce nowy model". I NIE DA SIĘ (?!?!) inaczej. Bo przecież wzrost gospodarczy musi być....
Tylko na zdrowy rozsądek to działa idiotycznie, bo niszczymy swoje środowisko, pracujemy nad siły tylko po to, aby uzysać coś, co daje się osiągnąć efektem wielokrotnie mniejszym.
Tak wiem, "ekonomiści" powiedzą, że inaczej się nie da. To niemożliwe. Rozsądek be... Trzeba pogodzić się z tym, ze gospodarka musi na nas wymuszać tę hiperaktywność oderwaną od sensu. Ja mam jednak wątpliwości.
2. Cel pracy "Ekonomiści" przekonują nas, że niedługo zabraknie ludzi pracujących, że trzeba później przechodzić na emeryturę. Bo gospodarce zabraknie rąk do pracy. A ja się tak zastanawiam: co takiego ważnego dzisiaj ludzie robią, ze koniecznie trzeba będzie nowych pokoleń do tego samego?... Bo żeby zaorać, zasiać i zebrać plony wystarczy dziś - na setki konsumentów - jeden człowiek z dobrym wyposażeniem. Podobnie jest z produkcją odzieży, domów i innych dóbr. Wydajność pracy wciąż rośnie więc teoretycznie mamy tu duże rezerwy. Ale się "nie da" tak prosto. Bo przecież nasz wolny rynek wymaga (!?!?) tych milionów ludzi zatrudnionych w działach nieprodukcyjnych - w reklamie, usługach finansowych, prawnych itp. A gdyby tak przestac brać kredyty, zacząć kupować mniej, nie wyrzucać tego, co się ma, a jest jeszcze dobre, to ile zawodów, ile ludzi nagle zwolniłoby się do pracy w celu produkcji realnie potrzebnych nam dóbr!
Tak na zdrowy rozsądek widać, że aktualnie duża część ludzi uprawia zawodowo rzeczy realnie mało konieczne, często dla życia ludzi nieużyteczne. Da się żyć bez kredytów, bez spekulacji finansowych, bez reklamy wylewającej się na człowieka z każdego zaułka. Tak na zdrowy rozsądek by się dało. Ale "ekonomiści" wiedzą, ze się nie da. Nie da, i już!
3. Bezrobocie i czas pracy Mamy wysokie bezrobocie, a jednocześnie nadmierne obciążenie pracą zawodową. Tak na zdrowy rozsądek to zamiast dawać nadmiar pracy jednym, a nie oferować jej innym, sensownie byłoby to jakoś rozdzielić. Tak, żeby jedni nie zarzynali się robotą na śmierć, a inni mieli na chleb. Ale się nie da. "Ekonomiści" udowodnią, że to jest niemożliwe.

A ja sobie stawiam dość proste pytanie: czy w tej ekonomii ktoś próbował zacząć działać zgodnie ze zdrowym rozsądkiem?...
Ale tak rzeczywiście rozsądnie. Wolnorynkowcy powiedzą, że nie wolno jest niczego narzucać w gospodarce, że wszystko powinno "się samo", że wolność konsumentów itp. Ale na tej samej zasadzie powinniśmy może nie utrudniać kradzieży złodziejom, czy zabójstw mordercom - w tym przypadku ingerujemy, chociaż "się samo" coś robi. Ale jednak wkraczamy z naszą ingerencją - Z WAŻNIEJSZYCH POWODÓW. Podobnie wkraczamy w z ingerencją w naturalne procesy w organizmie - lecząc choroby. Robimy to, bo nam podpowiada zdrowy rozsądek, że jednak wyższą wartością niż zawsze samowyleczenie jest po prostu zdrowie i życie człowieka. Ale byli kiedyś też tacy zwolennicy "naturalności" zdrowotnej, którzy sprzeciwiali się wielu zabiegom medycznym - bo skoro Pan Bóg dał chorobę, to znaczy, że nie należy mu się sprzeciwiać.
Czy gołym okiem widocznym bezsensom życia gospodarczego i społecznego należy się przeciwstawić konkretnym działaniem, czy czekać "aż ureguluje się samo"?
Podobny problem mamy z nierównościa dochodów. Oto widzimy gdzieś tam miliony osób zyjących w nędzy, a jednocześnie tysiące osób szastających wielkimi pieniędzmi, widzimy gospodarkę, która marnotrawi siły ludzi na zaspakajanie kaprysów nielicznych, a jednocześnie nie robi nic dla ludzi, którzy autentycznie cierpią. Często bez żadnej winy ze swojej strony. Wiem, że tutaj różni "ekonomiści", szczególnie nastawieni wolnorynkowo, powiedzą, że nie wolno jest ruszać tego "naturalnego" układu, bo przecież tylko w drodze wyborów konsumentów i wzmacniania się dobrych podmiotów gospodarczych całość ulega prawidłowej samoregulacji. Ale mój zdrowy rozsądek mówi, ze w takim układzie owa samoregulacja wcale nie jest prawidłowa! Bo po czym poznajemy, kiedy coś jest prawidłowe?
- Chyba po tym, że spełnia jakieś tam kryteria poprawności prawidłowości. A co jest lepszym dla człowieka kryterium prawidłowości, jak jakoś życia ogółu ludzi?... Ja nie widzę lepszego kandydata?
Bo iluzoryczna "wolność gospodarcza" jak nadrzędne kryterium w ogóle do mnie nie przemawia - to kategoria czysto teoretyczna, nawet nie zdefiniowana wystarczająco ściśle - to mit, miraż, bo wolność w ludzkim odczuciu jest bardzo ściśle związana z pragnieniami i odczuciami, które nie są obiektywne, a są kształtowane przez życie w społeczeństwie.

Tak na zdrowy rozsądek zatem sensownie byłoby, aby nie było obszarów wielkiej ludzkiej biedy, wielkiego cierpienia, wielkiego marnotrawstwa, bardzo ciężkiej pracy jednych, przy połączeniu z harówą innych, zatruwania siebie i środowiska z powodu kaprysów ludzi, którzy nie mają wystarczającej odpowiedzialności za swoje działania i gotowi są wziąć od innych i środowiska wielokrotnie więcej, niż są realni w stanie wykorzystać. Tak na zdrowy rozsądek. Ale to się jakoś nie udaje, bo zawsze ktoś powie, że inaczej - niż aktualny bezsens - być nie może.
A może po prostu nie spróbowali (w sensowny sposób)?

I oczywiście - próbować można mądrze i głupio. Komunizmy bloku sowieckiego dowiodły, że ideę "sprawiedliwości społecznej" można popsuć, zamienić w jej przeciwieństwo. Czy ten jeden konkretny nieudany przykład oznacza, że zawsze mamy wielbić wolnorynkową filozofię chaosu ekonomicznego jako podstawę działania? To jest oczywiście kwestia wiary. Ja WIERZĘ, że jest możliwość sensownego działania wbrew chaosowi kapryśnych wyborów konsumenckich i filozofii egoizmu kapitalistycznego. Historia (związana z czasem komunizmu) uczy mnie, że tego rodzaju działanie musi być ostrożne, że ręcznie sterując gospodarką trzeba być bardzo ostrożnym. Ale spojrzenie na to jak się to "samo" robi w warunkach chaosu, sugeruje mi, ze jednak warto coś zrobić.
W gruncie rzeczy WSZYSTKO CO ROBIMY JEST JAKĄŚ INGERENCJĄ W NATURALNOŚĆ. Stawiając dom, psujemy naturalne ukształtowanie terenu, mówiąc dziecku "nie bij kolegi" występujemy wbrew naturalnej (ewolucyjnie ukształtowanej) tendencji do rywalizacji w grupie. Ingerujemy, bo sądzimy, że mamy ważny powód. Stowarzyszając się z kimś w coś ingerujemy, zawierając umowę w coś ingerujemy. Nie ma prostego, oczywistego podziału na "złą ingerencję przeciw wolności gospodarczej" vs "naturalną ingerencję rynkowego działania". Każde działanie zakłóca poprzedni stan - zakłóca w sposób właściwie niemożliwy do przewidzenia. Nie ma żadnego oczywistego stanu "ekonomicznej wolności", ani stanu ingerencji z drugiej strony, tylko jest jedno przelewanie się tendencji, ingerencji, idei - raz bardziej związanych z jednostkami, później z grupami ludzi, wreszcie z organizacjami (także organizacjami państwowymi). Wszystko to jest jednym procesem i wszystko to w jakimś stopniu wystąpi, bo nie ma żadnej jasno określonej granicy pomiędzy wolnością, a ingerencją - jest ich współistnienie - taki jang i jin stosunków ekonomiczno - społecznych.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 12:08, 09 Maj 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Nauki społeczne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin