Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Czy czciłbym Allaha?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Religie i wyznania
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:33, 11 Cze 2018    Temat postu: Czy czciłbym Allaha?

Nieraz zastanawiam się nad dość podstawowym pytaniem: czy jak - chrześcijanin - gdybym urodził się w krajach islamu, to czciłbym Allaha?

Dla mnie odpowiedź na to pytanie ma zasadnicze znaczenie dla samookreślenia. Bo jeśli tak by było, że nie miałbym żadnej szansy samodzielnego na osiągnięcie stanu wiary, który dzisiaj uważam za właściwy, to znaczy, że to nie ja wybieram wiarę, a wiara wybiera mnie. Choć ściślej: miejsce, w którym się rodzę wybiera mi moją wiarę. Jeśli tak by było, to mogę sobie długo bajać o tym, jak to uważam w zakresie relgiii to, czy tamto - przecież i tak decyduje to, jak mnie wychowano, więc ja w istocie nic nie "uważam", tylko powtarzam za tymi, którzy mnie kształtowali.

Co zatem wspierałoby moją tezę, że to jednak ja w jakiś sposób wybrałem moją religię, a nie po prostu ją dostałem?
1. mój powód pierwszy: za młodu byłem ateistą, a potem sam zdecydowałem o potrzebie stanie się chrześcijaninem (choć można by na pewno dyskutować, na ile to był świadomy wybór, ale jednak sam fakt, że wybór nastąpił ukazuje możliwość zmiany).
2. Mimo że czuję się katolikiem, to w wielu kwestiach nauki kościoła mam swoje zdanie. I to nieraz zdanie odrębne od tego, które słyszę najczęściej z ust księży. Czyli znowu nie przyjmuję wszystkiego automatycznie.
3. Stawiam sobie trudne pytanie: a gdybym nagle doznał jakiegoś olśnienia, z którego wynikałoby, że powinienem znowu zmienić swoje wyznanie? - Czy bym coś takiego zaakceptował, czy postawiłbym twarde NIE?...
Uważam, ze jeśli nie byłbym w stanie nawet rozważyć zmiany swojej religii na inną, to znaczy, że w istocie jej nie wybieram, a co dalej za tym idzie, ona nie jest MOJA w tym sensie, że coś z mojej świadomości buduje stan mojej wiary; ona byłaby cudza, bo całość decyzji o owej wierze pozostawałaby w rękach społeczności, która mnie kształtuje.

Dlaczego mnie to tak nurtuje?
Bo uważam, że kiedyś stanę przed Bogiem, a wtedy pojawi się od Niego pytanie: na ile, Michale, starałeś się mnie odszukać, sprawić, abym w tobie był, trwał?
Jeśliby wszystko, co dotyczy wiary, działo się automatycznie, niezależnie od mojego rozeznania, woli, to znaczyłoby, ze nie mam czym się przed Bogiem wykazać, nic nie stworzyłem, niczego nie zbudowałem (w sobie). Jedyne co chyba mogę Bogu ofiarować w tym układzie, to to, że szukałem go NAPRAWDĘ. A to "naprawdę" oznacza, iż nie może to się dziać w całości poza mną, nie powstaje w ramach czystego posłuszeństwa. W ramach tego posłuszeństwa, urodzony w krajach arabskich wyznawałbym islam.

W Biblii jest stwierdzenie "obyś był zimny albo gorący, bylebyś nie był letni". W kontekście tego co wyżej zsygnalizowałem, wydaje mi się to jakoś zrozumiałe. Myślę, że dla Boga ważniejsze jest szczere pytanie o prawdę, niż posłuszeństwo. Właściwie to nieraz TRZEBA BYĆ NIEPOSŁUSZNYM. Inaczej tego nie potrafię sobie wyobrazić. W tym kontekście akurat DOBRZE SIĘ SKŁADA, ZE WŁAŚCIWIE KAŻDA RELIGIA JEST NIEDOSKONAŁA, ze ma liczne słabości (polski katolicyzm, w moim przekonaniu, też je ma). Gdybyśmy mieli teraz wyuczoną religię idealną, to nie mielibyśmy czego doskonalić, przeciw czemu się buntować, nie byłoby powodu do szukania czegokolwiek w zakresie religii i wiary.
Dlatego też - paradoksalnie - wskazania na to, jak to religia, księża, czy co tam jeszcze jest niedoskonałe (np. skandale cośtam, czy materialistyczne nastawienie części kleru) nie specjalnie mnie "ruszają". Wręcz ta niedoskonałość POWINNA BYĆ, aby UWALNIAĆ LUDZI, aby wytrącać ich ze stanu bezrefleksyjnego posłuszeństwa.
Ostateczna moja religia i tak będzie ta (właśnie) MOJA, tzn. nie kopiująca idealnie żadnego z wzorców. Choć wzorce jak najbardziej powinno się rozważać i uwzględniać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1033
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 15:18, 11 Cze 2018    Temat postu:

Michał - próbowałeś na poważnie spróbować zrozumieć przekaz innych religii, nie mówię o powierzchownym liźnięciu ale o próbie dogłębnego zrozumienia, wcielania tego w życie? Uczciwego poszukania plusów, choć nie pomijając minusów.
Pomyśl co wiesz pozostałych religiach - czy w pełni świadomie je odrzuciłeś? Aby uznać że jakiejś potrawy się nie lubi należy jej spróbować i to jeszcze od dobrego kucharza, posprawdzać lekko zmodyfikowane warianty, bo być może potrawa jest ok, a ty nie lubisz tylko jakiejś konkretnej przyprawy...
( może w ramach ćwiczenia przeanalizujemy po kolei plusy i minusy różnorodnych religii oraz ich form? - osobiście niby już to robiłam, ale na pewno pojawi się wiele nowych wątków)

Ja dochodzę do wniosku że na pewnym poziomie wszystkie religie mówią o tym samym i tego samego można doświadczyć osobiście niezależnie z poziomu której religii się startuje, byle odpowiednio głęboko ją rozumieć, sądzę że ten rdzeń jest najważniejszy, reszta to fasada, obudowa, która niektórym z pewnych względów jest potrzebna a często ma swój niepowtarzalny urok.
To jak dom - tak naprawdę nie liczą się mury, meble, liczą się relacje między ludźmi choć trudno o dobre relacje nie mając dachu nad głową, miejsca do spania i czegoś do jedzenia...
Dobry dom może przyjmować wiele form ale oznacza to samo - poczucie bezpieczeństwa, dobrych relacji, możliwości rozwoju, odpoczynku... To co uważamy za dobry dom zależy od warunków w jakich żyjemy, od kultury, mody oraz własnych preferencji.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 16:38, 11 Cze 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Michał - próbowałeś na poważnie spróbować zrozumieć przekaz innych religii, nie mówię o powierzchownym liźnięciu ale o próbie dogłębnego zrozumienia, wcielania tego w życie? Uczciwego poszukania plusów, choć nie pomijając minusów.
...
Ja dochodzę do wniosku że na pewnym poziomie wszystkie religie mówią o tym samym i tego samego można doświadczyć osobiście niezależnie z poziomu której religii się startuje, byle odpowiednio głęboko ją rozumieć, sądzę że ten rdzeń jest najważniejszy, reszta to fasada, obudowa, która niektórym z pewnych względów jest potrzebna a często ma swój niepowtarzalny urok.

Myślę, że zastanawiałem się nad innymi religiami. I z tego też wynikło mi, że gdybym właśnie skupiał się na tym, o czym piszesz - owym "rdzeniu" - to byłbym ateistą, jak Ty. Bo to co jest rdzeniem, wspólną częścią w tych licznych religiach właśnie mnie...
relatywnie najmniej interesuje, do pewnego stopnia właśnie to odrzucam!

Co jest bowiem rdzeniem w religiach?
- kultura, moralność, tradycja, konformizm. Oczywiście każda religia ma swoje tradycje, ale tradycja jest niejako powodem, dla którego religia trwa. Ja widzę sprawę jakby od przeciwnego bieguna, od zadania szukania Boga, a nie łączenia się z ludźmi w celu robienia mnóstwa różnych rzeczy (np. obrzędów, zwyczajów), tak jak im się to wydawało. Jeśli coś sobie pozytywnie z religii biorę, to właśnie to, co wyrasta poza wspólny rdzeń.
I jest jeszcze inny powód, dla którego moje podejście jest znacząco różne od Twojego. Właściwie to już mam pewien swój własny model religii koncepcyjnej, wewnętrznie można by ją określić jako "matematyką świadomości". Odnajduję w różnych religiach tropy do tego mojego modelu, ale mocno porozrzucane, to zaś co najbardziej w religiach na wierzchu, czyli co służy zarządzaniu społeczeństwami, organizowaniu życia wiernych, to akurat wydaje mi się relatywnie mało interesujące. W centrum mojego zainteresowania jest sam Bóg, religia jest co najwyżej środkiem do celu, a nie celem samym w sobie.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 18:47, 11 Cze 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1033
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:01, 11 Cze 2018    Temat postu:

Nie o ten rdzeń mi chodzi !- ale być może o to co nazywasz matematyką świadomości... - każda religia ma inne tradycje, obrzędy, moralność- to fasady - każda ma swoją, okraszaną najróżniejszymi ozdóbkami które lubię podziwiać - chwilkę i z boku, tak z ciekawości, dla wrażeń estetycznych...

To co jest sednem nie rzuca się w oczy, to esencja której fragmenty znajduję w różnych religiach, filozofiach, dziedzinach nauk, własnych doświadczeniach i rozmyślaniach...
Porównaj koncepcję Brahmana, Tao, Boga który jest Słowem( Logos) JESTEM który JESTEM, koncepcje buddyjskiego oświecenia, to o czym mówią mistycy niezależnie od kultury, opisują to słowami pasującymi do ich wyznania i zwyczajów społecznych, ale moim zdaniem chodzi o jedno COŚ, którego nie da się opisać, ale można go doświadczyć, choć może bliżej ono jest samym doświadczaniem...

Nie nazywam tego Czegoś Bogiem ,aby nie mylić tej koncepcji z osobowym Bogiem z Biblii , który stworzył świat i ingeruje w niego czyniąc jakieś cuda, wysłuchując modlitwy... bo taka wizja mi nie pasuje... to ewentualnie kolejny aspekt tego Czegoś ale nie to Coś
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 0:08, 12 Cze 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Porównaj koncepcję Brahmana, Tao, Boga który jest Słowem( Logos) JESTEM który JESTEM, koncepcje buddyjskiego oświecenia, to o czym mówią mistycy niezależnie od kultury, opisują to słowami pasującymi do ich wyznania i zwyczajów społecznych, ale moim zdaniem chodzi o jedno COŚ, którego nie da się opisać, ale można go doświadczyć, choć może bliżej ono jest samym doświadczaniem...

Nie nazywam tego Czegoś Bogiem ,aby nie mylić tej koncepcji z osobowym Bogiem z Biblii , który stworzył świat i ingeruje w niego czyniąc jakieś cuda, wysłuchując modlitwy...

Religie jako poszukiwanie duchowości. Niewątpliwie jest to coś wielkiego i pozytywnego w takim "rdzeniu". Jednocześnie przy tym - poza samym owym faktem, iż tej duchowości i wspólnoty w absolucie religie poszukują - ja właśnie to Twoje podejście, które tu opisałaś właśnie odrzuciłem. Moje podejście, to kierowanie się właśnie na BOGA OSOBOWEGO. Precyzyjniej byłoby BARDZO OSOBOWEGO. A jeszcze lepiej bardzo, bardzo, bardzo osobowego! :shock:
Tu stoimy po przeciwnych stronach tego zagadnienia. Dla mnie ten osobowy charakter Boga jest właśnie tym co kluczowe, tym co powoduje, że Bóg JEST, a także tym, co powoduje, że również ja mogę być. W jakimś sensie uznaję osobowy charakter za źródło ontologii rzeczywistości.
Z tym to aspektem wiążą się takie rzeczy jak: odczucie piękna, zachwyt, wybranie, bycie kimś jedynym i najważniejszym w swoim rodzaju. Właściwie to niejako JESTEŚMY właśnie dlatego, że jesteśmy jedyni w swoim rodzaju, jesteśmy bo "jesteśmy indywidualnościami".
Nie wiem jak to dobrze wytłumaczyć. Ale może podam taki przykład. Oto gdzieś w fabryce milionami automat tłucze jakiś produkt, tworząc idealne kopie zaprogramowanego pierwowzoru. Owe kopie nie mają SWOJEGO istnienia, różnią się tym (pomijając jakieś minimalne przypadkowości w samej produkcji), że ostatecznie zajmą inne miejsca w przestrzeni, zostaną zapakowane w inne pudełka, wysłane do innych sklepów. Ale one same z siebie nie mają indywidualności, a indywidualność nadaje im co najwyżej zewnętrzna sytuacja, w jakiej się znajdą. Jeśli to np. są lalki, to ostatecznie jakas taka lalka trafi do rąk dziewczynki, która ją polubi, będzie się nią bawiła. Dopiero te uczucia dziewczynki sprawią, że lalka wyłoni się magmy identyczności innych lalek, które zostały w identycznych kopiach wyprodukowane. Dopiero aspekt osobowy (tutaj zewnętrzny, za pomocą dziewczynki, co lalką się bawi) nadał lalce ten byt konkretny jednostkowy - odróżniający tę właśnie lalkę od lalki wysłanej na drugi koniec świata, gdzie bawi się nią zupełnie inne dziecko, w inny sposób, mając do swojej lalki zupełnie inny stosunek (np. dość obojętny, bo woli inną lalkę, a tę po prostu rzuciło w kąt i tylko się poniewiera).
Dla mnie właśnie aspekt osobowy decyduje o człowieczeństwie, ale i jestestwie, o tym, że coś JEST. Niejako Bóg dlatego właśnie, że jest OSOBĄ, powoduje, że inne OSOBY MOGĄ BYĆ.
Słowo "religia" pochodzi od słowa "więź". I jak dla mnie kluczową cechą prawdziwej religii jest właśnie więź, właśnie to osobowe połączenie człowieka i Boga.
Sam kiedyś miałem nawet takie króciutkie momenty odczucia bardziej bezpośredniego więzi z Bogiem (albo z inną istotą o cudownej osobowości). W każdym razie owo odczucie właśnie na pierwszym miejscu stawiało nie jakąś uniwersalność, bycie jednym z wielu, lecz cudowność osobistego wybrania. W religii judeochrześcijańskiej porównuje się miłość człowieka i Boga z miłością kochanków. I nie jest to przypadkowe, czy puste porównanie, lecz trafianie w samo sedno tego, czym jest religia. Przynajmniej ta religia, którą ja rozumiem i w sobie noszę.

W moim przekonaniu wyraziście pokazują to malowane przez Akianę Kramarik wizerunki Jezusa. On jest na nich taki osobowo - ludzki!


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 1:42, 12 Cze 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1033
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 10:43, 12 Cze 2018    Temat postu:

Czyli w pewnym sense oboje poszukujemy Boga z tym że zakładamy zupełnie inne cechy, dla Ciebie zasadniczą cechą Boga jest jego osobowość.
Chętnie podyskutuję konfrontując nasze poglądy, aczkolwiek najpierw chcę dobrze zrozumieć co dla Ciebie oznacza że Bóg jest osobowy, bo być może różnica jest tylko pozorna...
Mamy tą lalkę i zgadzam się że indywidualność, znaczenie, itd nadaje mu dziewczynka ( moje dzieci mają dla mnie identyczne misie, które rozróżniają bez problemów i ponoć bardzo się różnią osobowościami, preferencjami itd, bo takimi je one stworzyły), ale mamy tu nadawanie pozornej osobowości przez byt osobowy - dziecko, co zaś sprawia że dziecko jest bytem osobowym?
Czy pies jest bytem osobowym? Co rozróżnia byt osobowy od nieosobowego?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 11:45, 12 Cze 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Mamy tą lalkę i zgadzam się że indywidualność, znaczenie, itd nadaje mu dziewczynka ( moje dzieci mają dla mnie identyczne misie, które rozróżniają bez problemów i ponoć bardzo się różnią osobowościami, preferencjami itd, bo takimi je one stworzyły), ale mamy tu nadawanie pozornej osobowości przez byt osobowy - dziecko, co zaś sprawia że dziecko jest bytem osobowym?
Czy pies jest bytem osobowym? Co rozróżnia byt osobowy od nieosobowego?

Trudno jest mi to wytłumaczyć, bo koncept, którym mam w swoim umyśle jest dość mocno niewerbalny (od jakiegoś czasu moje myślenie w ogóle stało się słabo werbalne - tzn. natywnie koncepcje tworzą u mnie jakby "krajobraz", może "kształt", który słowami co najwyżej opisuję, a nie który ze słów się składa). Spróbuję - zdaję sobie sprawę, że będzie to mocno nieporadne - przybliżyć jednak jakoś to ujęcie, o którym myślę.

Chodzi o coś w rodzaju ONTOLOGII UMYSŁU - świadomości. Osią rozważań jest koncepcja wolnej woli, czy ogólnie wolności i indywidualności. Ale pomocne byłyby tu też takie pojęcia jak: odczucie, piękno, CELOWOŚĆ (bardzo ważne!), incydentalność odczuć i zdarzeń.
Jak rozumiem wolność woli?
W moim ujęciu jest to coś powstające na styku NIEPEWNOŚCI i CELOWOŚCI. Umysł odbiera doznania. Potem łączy owe doznania z wiedzą nabytą wcześniej, budując ROZPOZNANIA (coś podobnego, do doznania wcześniejszego, jakoś zapamiętanego, stanie się rozpoznaniem). Do tego dochodzi szczególny rodzaj doznań - rozpoznań, taki naturalny, którego nie musimy się uczyć, związany z odczuciem piękna, szczęścia, harmonii choć z drugiej strony brzydoty, bólu, cierpienia. Reakcją umysłu na owe rozpoznania jest tworzenie CELOWOŚCI, czyli budowanie przez umysł jakichś wizji tego, co zdarzyć się powinno, do czego warto dążyć. Jednak ścieżki do celu najczęściej nie są oczywiste, pewne, określone. Umysł będzie realizował swoje cele w ramach zmiennych uwarunkowań, braku wiedzy, braku nawet ścisłego sformułowania samego celu. Będzie się jednak starał wypracowywać WYBORY, czyli impulsy do działania, łączące ze sobą wizję celu i sposobów dla jego realizacji.
Czy pies jest osobą?
- Trudno mi jest na to odpowiedzieć. Nie wykluczam, że może gdzieś pojawić się taka zaawansowana postać psiego umysłu, która uzyska świadomość. Ale nie chcę tu się jakoś deklarować po stronie, że tak właśnie jest.
Raczej podałbym najbardziej podstawowy warunek, jaki według mnie powinien być spełniony, aby umysł można było uznać za umysł osoby (myślę o jakiejś kompletności, pełni osoby, bo w niektórych przypadkach pewnie mielibyśmy coś w rodzaju "pół"osoby, słabej, niepełnej postaci osoby, osoby też potencjalnie uzyskującej świadomość, jak np. niemowlę). To ODPOWIEDZIALNOŚĆ, czyli bardzo szczególna forma połączenia celowości, wizji ja i umiejętności rozpoznawania. To trochę tak jak podczas rozprawy w sądzie, gdy powstaje pytanie: czy oskarżony "miał świadomość" konsekwencji swoich czynów?
- jeśli ktoś ma tę świadomość, to może zostać ukarany. Jeśli jednak mieliśmy do czynienia z człowiekiem bezwolnym, nie umiejącym poprawnie oceniać sytuacji, ani przewidywać interakcji własnych działań z otoczeniem, to mówimy, że człowiek nie był świadom tego co robi, a dalej nie jest skazywany na karę (której i tak nie byłby w stanie poprawnie odnieść do siebie).
Osoba świadoma, to ktoś kto wie co czyni, gdy coś czyni - czyli względnie spójnie potrafi wskazać cele, które jego działaniu przyświecają, jest w stanie myślowo prześledzić skutki działań takich, a nie innych, w kontekście owych celów.
Jak z tego widać, do ukształtowania się osoby w pełnym sensie potrzeba dość wyśrubowanego zestawu warunków - te minimum wiedzy, zdolności przewidywania, świadomość ja (oddzielanie tego, co powstaje wskutek mojej decyzji, a tego co dzieje się wskutek wpływów zewnętrznych). Do układanki należałoby też dodać tutaj WRAŻLIWOŚĆ (czyli w ogóle możliwość odbioru bodźców określonego typu), jak i DOSTOSOWAWCZOŚĆ, czy związana z nią NIEPRZEWIDYWALNOŚĆ i INDYWIDUALNOŚĆ.
Bo ważną cechą świadomości osoby jest to, że jest w stanie ona obsługiwać swoimi wyborami nowe sytuacje - dostosowuje się, akceptując odchylenia od znanych wzorców, intuicyjnie zestawiając zgrubne obrazy rzeczywistości, aby stworzyć tak nowe podstawy dla wyborów. Związana jest z tym też indywidualność - bo każdy zestawia sobie owe obrazy rzeczywistości w oparciu o unikalne własne zdolności, słabości, historię życia itp.
Wybory świadomego umysłu dają się wartościować. Kryterium głównym tutaj byłoby spełnienie założonej celowości, wraz z uwzględnieniem celów pobocznych, drugoplanowych (choć czasem może okazać się, że cel drugoplanowy jest ważniejszy, niż ten początkowo rozpoznany jako pierwszoplanowy). Krótko mówiąc - osoba to taki spójnie działający system reakcji i odbioru bodźców wypracowujący decyzję w ramach zmienności czynników środowiska, potrafiący modelować rzeczywistość w celu realizacji różnego rodzaju celów.
Tak rozumiana osoba posiada pewną ważną cechę - UNIKALNOŚĆ. Świadomość budowana jest przez całe życie, jej historia nie powtórzy się z innym umysłem. Stąd też wynika wartość osoby - nie jesteśmy w stanie jej odtworzyć w całości, jeśliby zginęła, taka strata byłaby bezpowrotna.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 1:22, 14 Cze 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1033
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 17:22, 12 Cze 2018    Temat postu:

Umysł to taki spójnie działający system reakcji i odbioru bodźców wypracowujący decyzję w ramach zmienności czynników środowiska, potrafiący modelować rzeczywistość w celu realizacji różnego rodzaju celów.
Intelekt to taki spójnie działający system reakcji i odbioru bodźców wypracowujący decyzję w ramach zmienności czynników środowiska, potrafiący modelować rzeczywistość w celu realizacji różnego rodzaju celów
Rozum to taki spójnie działający system reakcji i odbioru bodźców wypracowujący decyzję w ramach zmienności czynników środowiska, potrafiący modelować rzeczywistość w celu realizacji różnego rodzaju celów
Tak też pasuje...

Ja uważam że kluczem jest samoświadomość - świadomość siebie, możliwość obserwacji własnych zachowań oraz ich modyfikowanie

Sama świadomość działań oraz celowość i przewidywanie skutków to chyba trochę mało, ale już świadomość świadomości działań to już coś - choć tak jak napisałeś na początku - jak się próbuje to opisać słowami to robi się problem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:32, 12 Cze 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Umysł to taki spójnie działający system reakcji i odbioru bodźców wypracowujący decyzję w ramach zmienności czynników środowiska, potrafiący modelować rzeczywistość w celu realizacji różnego rodzaju celów.
Intelekt ...
Rozum ...
Tak też pasuje...

Ja uważam że kluczem jest samoświadomość - świadomość siebie, możliwość obserwacji własnych zachowań oraz ich modyfikowanie

Sama świadomość działań oraz celowość i przewidywanie skutków to chyba trochę mało, ale już świadomość świadomości działań to już coś - choć tak jak napisałeś na początku - jak się próbuje to opisać słowami to robi się problem.

Trudno jest rozdzielić te pojęcia - umysł, świadomość, intelekt. Nie jesteśmy w stanie być świadomymi bez intelektu, umysłu, podobnie jak intelekt bez świadomości też nie występuje (bo sztuczna inteligencja to jeszcze inna kategoria).
Na razie tylko zarysowywałem temat. Z resztą, może i nieporadnie, bo nie stworzyłem tu rzeczywiście precyzyjnego aparatu pojęciowego. Niewątpliwie świadomość świadomości jest ważna. Jest jeszcze parę innych rzeczy w tej układance, ktore mam w głowie, a których zupełnie nie wiem jak ująć.
Jedną lekko zasygnalizuję, nazywając to też dość nieporadnie - może: "świadomość bycia z sobą", albo "samozgodność pragnień i odczuwania", "akceptacja swojej osobowości - samoakceptacja". To coś powoduje, że pragnienia jakie w nas się rodzą, są przez nas akceptowane i uzyskują pewien minimalny poziom znaczenia. Są ludzie, którzy jakby nie bardzo wiedzieli czego chcą - żyją próbując wprowadzać w życie te wzorce, jakie zsyła im kultura, albo się buntując, lecz cały czas w tym co robią nie potrafią dostrzec siebie, nawiązać kontaktu z głębszymi warstwami swojej jaźni. Choć są też ludzie, którzy jakoś właśnie mają wyraziste poczucie siebie, czując że żyją jakoś tak "prawdziwie".


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 22:33, 12 Cze 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8253
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 23:24, 12 Cze 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Ja uważam że kluczem jest samoświadomość - świadomość siebie, możliwość obserwacji własnych zachowań oraz ich modyfikowanie …
Bez wartosciowania przez najwyzszy instynkt/funkcja intuicyjna ludzkiego mozgu modyfikacji samoswiadomosci bedzie przetwarzana przez ego bez wartosci dodanej dla ogolu.

Samoswiadomosc przetwarzana rozumem I sercem w spojnosci energetycznej I mozliwosc modyfikacji wlasnego zachowania dla dobra ogolu przez empatyczne wyobrazenie sobie konsekwencji wlasnych mysli, ktore prowadza do slow I czynow to tworzenie konstruktywnego przeznaczenia przez empatie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2324
Przeczytał: 10 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 0:07, 13 Cze 2018    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
W moim przekonaniu wyraziście pokazują to malowane przez Akianę Kramarik wizerunki Jezusa. On jest na nich taki osobowo - ludzki!


Ówcześni Żydzi wyglądali jak współcześni Arabowie. Bardziej pewne, ze Jezus wyglądałby tak:


[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 11:23, 13 Cze 2018    Temat postu:

mat napisał:
Ówcześni Żydzi wyglądali jak współcześni Arabowie. Bardziej pewne, ze Jezus wyglądałby tak:

Też znałem ten drugi wizerunek, a wręcz dostrzegam podobieństwo z pierwszym.
Ale chyba takie wnioskowanie, jakie mamy w tym drugim przypadku - czyli branie jakiejś średniej, bądź typowej fizjonomii i uznawanie, że konkretna osoba taka by była, chyba nie specjalnie się sprawdzi. To trochę tak jakby wnioskować, jak wygląda konkretny Kowalski, biorąc uśrednienie wszystkich Polaków. Nie sądzę, aby uśredniony, czy inaczej utypowiony Polak z dużym prawdopodobieńśtwem wstrzelił się w losowo wybranego. Po prostu rozrzut wyglądu twarzy w populacji jest zbyt szeroki. Gdyby się w ten sposób dawało wnioskować, to znaczyłoby, że dana twarz pasować musi do każdego Polaka - do mnie, do Przedpiscy, jego sąsiada, a polskiego modela prezentującego marynarki na wybiegach, czy żulika zniszczonego nałogiem.
Były też modne w swoim czasie wizerunki idealnej kobiety. Brali coś tam z Angeliny Jolie (mam pretensję do tej mody na Angelinę, bo mnóstwo dziewczyn się do nie upodabnia, robiąc sobie jakoś usta napęczniałe, jakby je osy pokąsały...), coś tam w innych aktorek (kilkanaście ich było jako dawczyń szczegółów twarzy) i miała powstać idealna. Wyszła średnia - ani ładniejsza, ani brzydsza od każdej z tego pierwowzoru.
To w ogóle jest ciekawa sprawa, że takie uśrednianie, czy branie "najlepszych" cech do tworzenia ideału nie za bardzo się sprawdza.

Jest jeszcze taka wizja [link widoczny dla zalogowanych]



Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 20:45, 13 Cze 2018, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 2541
Przeczytał: 29 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 13:12, 14 Cze 2018    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Były też modne w swoim czasie wizerunki idealnej kobiety. Brali coś tam z Angeliny Jolie (mam pretensję do tej mody na Angelinę, bo mnóstwo dziewczyn się do nie upodabnia, robiąc sobie jakoś usta napęczniałe, jakby je osy pokąsały...), coś tam w innych aktorek (kilkanaście ich było jako dawczyń szczegółów twarzy) i miała powstać idealna. Wyszła średnia - ani ładniejsza, ani brzydsza od każdej z tego pierwowzoru.


Nie znasz się, to znaczy masz pierwszy stopień : rozpoznajesz kto to chłop a kto to baba :)
Ja widziałem coś takiego : oprócz Angeliny Jolie, były tam kobiety,które z założenia miały być bardzo ładne, jak Jessica Alba,
ale te zdjęcia, nawet Alby nie były specjalnie ładne.
Natomiast średnia wyszła dużo ładniejsza od najładniejszej z nich.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1033
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 13:35, 14 Cze 2018    Temat postu:

Ciekawe są uśrednienia robione z twarzy ocenianych jako brzydkie - uśrednienie jest ocenianie jako ładne lub bardzo ładne przez większość oceniających, generalnie moim zdaniem chodzi o symetrię.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:29, 17 Cze 2018    Temat postu:

Ircia napisał:
Ciekawe są uśrednienia robione z twarzy ocenianych jako brzydkie - uśrednienie jest ocenianie jako ładne lub bardzo ładne przez większość oceniających, generalnie moim zdaniem chodzi o symetrię.

Ja jednak mam przekonanie, że sprawa jest bardziej złożona. Żadna symetria nie sprawi, że rysy brzydkie zrobią się ladne. Zrobić symetryczną twarz w programie graficznym można względnie szybko - bierze się połówkę twarzy, robi odbicie lustrzane, a wtedy symetria robi się idealna. Tylko, że to nie przemieni brzydala w piękność.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ircia




Dołączył: 04 Lut 2018
Posty: 1033
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: z wyśnionej krainy abstrakcji
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 14:20, 17 Cze 2018    Temat postu:

Nie chodzi przecież o jedną oś symetrii, chyba źle się wyraziłam bo w grę wchodzi proporcjonalność oraz symetryczność.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Religie i wyznania Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin