Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Moc do przyjęcia prawdy

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 16:58, 12 Maj 2019    Temat postu: Moc do przyjęcia prawdy

Taki artykuł mnie dziś zainteresował: [link widoczny dla zalogowanych]
Jest o osobach otyłych i ich dyskryminacji, trudnościach w życiu. Sam temat jest ciekawy, jak jednak nie o nim chciałem tu napisać parę refleksji. Chodzi mi właśiwie o jeden fragment z owego artykułu:
tvn24.pl napisał:
Najgorsze jednak dla mnie były słowa lekarza, który powiedział, że nigdy nie będę miała dzieci. Tak po prostu, tylko dlatego, że ważyłam za dużo


Autorka tekstu ma wyraźnie za złe temu lekarzowi, że przestrzegł ją przed konsekwencjami otyłości. Tu należy postawić pytanie: a jak właściwie powinien się zachować lekarz w takiej sytuacji?
- Mówić, że nic się nie stanie, choć ma wiedzę medyczną, iż otyłość jest zagrożeniem dla poczęcia dziecka i ciąży?
Czy osoba mająca pretensję o tę przestroge postuluje, aby lekarze kłamali swoim pacjentom w imię nie psucia im dobrego samopoczucia?

Nie twierdzę oczywiście, że przyjęcie prawdy jest zawsze łatwą rzeczą. Oczywiście, że często będzie tu stres, nawet depresja. Tylko czy na pewno na szczycie hierarchii wartości należy postawić dobre samopoczucie, a nie względy zdrowia, życia, czy np. poważne straty materialne?... Czy na pewno powinniśmy się nawzajem traktować jak małe dzieci, którym się nie mówi prawdy?...
Jeśli przyjmiemy jako naczelną zasadę komfortu psychicznego, to dalej też powstanie nam kolejne pytanie: CZYJ komfort jest ważniejszy?
Bo oto ktoś, kto nie chce, aby palono papierosy w jego obecności, mówiący "przepraszam, ale ten dym bardzo mi przeszkadza", też narazi na stres palacza. Palacz może argumentować, że taki ktoś nie powinien mówić mu takich przykrych, stresujących go słów. To wtedy ten ktoś będzie musiał cierpliwie znosić własny dyskomfort, nie może wyrazić tego słowami, bo przecież "nie należy kogoś stresować". Jednocześnie jednak palacz - na mocy tej samej zasady - nie miałby prawa poskarżyć się na to, że ktoś mu zwrócił uwagę. Wszak tym samym spowodowałby dyskomfort psychiczny u owej osoby...

Chyba jednak należałoby przyjąć zasadę, że dorosły człowiek ma pewien obowiązek przyjmowania prawd na swój temat. Ma ten obowiązek, nawet w odniesieniu do trudnych prawd. W przeciwnym razie nie będzie żadnej możliwości skorygowania jego nieprawidłowych (czasem wręcz niebezpiecznych dla siebie, czy otoczenia) zachowań. Tę minimalną moc do przyjmowania trudnych prawd każdy musi w sobie mieć. Bo w przeciwnym wypadku, to ktoś inny będzie musiał ponieść konsekwencje nieodpowiedzialności tej osoby.

Od lat zastanawia mnie, całkiem nierzadko spotykana postawa części osób, które bronią prawa człowieka do posiadania iluzji i fałszywego obrazu świata. Jeszcze w sprawach nikogo więcej nie dotyczących, można to jeszcze jakoś usprawiedliwić. Choć chyba nie do końca, bo chyba nawet bierne patrzenie na to, jak ktoś się stacza, jak na własne życzenie degraduje swoje życie, nie powinno być czymś tak do końca uznawanym. A przecież brak reakcji, bierność, forma zaniechania w sytuacji, gdy widzimy staczanie się jakiegoś człowieka, właśnie byłby efektem ustanowienia priorytetu dla swoistego "absolutnego prawa do prywatnych iluzji życiowych". Jednak niezależnie od tego, mamy jeszcze całą klasę przypadków, gdy czyjeś hołdowanie iluzjom ma wyraźne przełożenie na życie innych ludzi,. Oto ktoś przekonany, że trwoniąc majątek rodziny, nie robi nic złego, że mu to wolno, bo on chce "żyć bez ograniczeń", ostatecznie wpędzi całą swoją rodzinę w nędzę. Konsekwencje i tak się pojawią. Więc jeśli owej iluzji nie przerwiemy odpowiednio szybko, na etapie, gdy jeszcze szkody nie były wielkie, to prawo do iluzji staje się przepustką do życiowej katastrofy.
Podsumowując:
Uważam, że pewne minimum mocy do przyjmowania trudnych prawd na swój temat jest obowiązkiem i bezwzględnym wymaganiem. I nie można mieć pretensji do kogoś z tego, tytułu, że "stresował" kogoś innego, mówiąc mu prawdę - nawet jesli to jest trudna prawda. Pewne wyjątki pewnie od tej reguły będę - w odniesieniu do dzieci, czy osób umysłowo niepełnosprawnych. Ale to są standardowe wyjątki i sę one właśnie "wyjątkami", bo reguła jest jw.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 13:47, 15 Cze 2019    Temat postu: Re: Moc do przyjęcia prawdy

Znam ludzi, którzy ustawiają sobie koncepcję prawdziwości opartą wyłącznie o deklaracje, separując się przy tym od szukania w tych deklaracjach sensu i spójności. Tak naprawdę mają jeden główny życiowy cel - kogoś pokonać, komuś wykazać swoją wyższość, ewentualnie wskazać winnego.
Tacy ludzie wciąż mają uwagę wpatrzoną w kwestie personalne - wszystko jest "czyjeś", komuś służy.
Są to ludzie wielkiej wiary w moc chciejstwa. Są to też ludzie, którzy chciejstwu zawierzają wszystko, lekceważąc logikę, prawdę, to jak jest. Owi ludzie są przekonani, że ogłaszając faktom, oczywistościom swoje weto, ostatecznie postawią na swoim, ze to im ujdzie, że się to naprostuje.
Tacy ludzie są często RATOWANI PRZEZ LITOŚCIWE OTOCZENIE, mentalnie wspierani na setki sposobów. Bo ludzie odpowiedzialni i rozsądni obok, widząc że ktoś pakuje się swoją wiarą w chciejstwo w jakieś wielkie kłopoty, ratują co się da - próbują wpłynąć na na ową osobę, wymuszając odejście od najgłupszych pomysłów, wkładają własny wysiłek w zniwelowanie skutków głupoty człowieka chciejstwa. Potem często to, że jakoś to wszystko się udało, człowiek chciejstwa zaczyna przypisywać sobie - jest przekonany, że to jego mądrość i wybory są głównym powodem, iż projekt nie przyniósł porażki. W rzeczywistości projekt został uratowany pracą i litościwym ratunkiem osób postronnych.
W ostatecznym rozrachunku zasługa jest po stronie kogoś innego, zaś uznanie dla mocy działania też przysługuje temu komuś, kto naprawdę zasłużył, a nie osobom o mentalności dziecka, które tylko się w kabałę pakowały.
Bo bez mocy przyjmowania prawdy i uczciwego wnioskowania nic trwałego i wartościowego nie powstanie.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 17:01, 15 Cze 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin