Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Myślenie kontra złoszczenie się, że ktoś ma inne zdanie
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 8336
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 13:17, 26 Sie 2023    Temat postu:

MD napisał:
Ja mam INFP-a.


wg. tej klasyfikacji typów osobowością, nie jesteś osobą konkluzywną, a "podogadywującą" :wink:

/żartuję, sprawdziłem tylko, czy "typ" to potwierdza/


mój typ tam to ISFJ-a i na ogół nie interesują mnie intencje rozmówcy, a rozmawiając z tobą, miałem wrażenie, że "rżniesz głupa", co mnie wkurwia ... teraz myślę, że prowokujesz, żeby tę wizję oponenta, jaką przedstawiłeś, móc sobie potwierdzić ... co do mnie to wizja fałszywa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 30700
Przeczytał: 64 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 15:59, 26 Sie 2023    Temat postu:

lucek napisał:
MD napisał:
Ja mam INFP-a.


wg. tej klasyfikacji typów osobowością, nie jesteś osobą konkluzywną, a "podogadywującą" :wink:

/żartuję, sprawdziłem tylko, czy "typ" to potwierdza/


mój typ tam to ISFJ-a i na ogół nie interesują mnie intencje rozmówcy, a rozmawiając z tobą, miałem wrażenie, że "rżniesz głupa", co mnie wkurwia ... teraz myślę, że prowokujesz, żeby tę wizję oponenta, jaką przedstawiłeś, móc sobie potwierdzić ... co do mnie to wizja fałszywa.

Myślę, że trudno jest moją osobę zdiagnozować komuś, kto nie ma - podobnego do tego z mojego podejścia - silnie krytycznego stosunku do WŁASNYCH emocji. Ja ciągle analizuję własne reakcje i zachowania pod kątem "co mogło je we mnie samym je spowodować?". Większość moich automatycznych, bezwiednych, instynktownych reakcji emocjonalnych trafia u mnie pod surowy sąd, w którym prokurator ma głos całkiem silny. Mój wewnętrzny "kodeks karny" bardzo surowo karze niespójność w reakcjach, jak i brak zdolności racjonalnego wytłumaczenia PO CO ROBIĘ to, co robię. Efektem tego mojego podejścia stało się (po wielu latach analiz i prób) stworzenie całego systemu diagnostycznego, w którym kategoryzuję własne reakcje i odczucia pod wieloma aspektami, poddając je później osądowi, doszukującemu się niespójności. To też oznacza, iż posługuję się wewnętrznie mocno rozbudowanym własnym "językiem opisującym" charakter tak mój, jak i (bo oczywiście, jak zdecydowana większość ludzi rzutuję to rozumienie samego siebie na obserwowane zachowania innych osób) innych. Ludzie, którzy nie mają dostępu do całości owego modelu i języka (bo skąd mieliby mieć?...) będą wtedy odbierali moje niektóre uwagi jako niezrozumiałe, czy dziwne.

Poza tym chciałbym zauważyć, że aby uniknąć konfliktów, rzadko piszę o kimkolwiek wprost. Nie atakuję personalnie, choć OPISUJĘ OGÓLNE POSTAWY ludzi jako anonimowych członków społeczności. To, że ktoś sobie mój ogólny, czyli nie skierowany wobec niego opis, akurat przy czytaniu dopasuje do siebie...
... to sorry, ale to już nie jest moja wina. Ja go personalnie nie atakowałem. A jeśli jednak SAM (!!!) się do owego opisu dopasował, to niejako potwierdził (on potwierdził, nie ja!), że opis jest zasadny. Więc nie może mieć do mnie pretensji o to, że to ja cuś tutaj mataczę, oszukuję, skoro to on uznał to dopasowanie. No sorry, ale to nie do mnie wtedy pretensja, tylko do tego, kto dopasowanie rozpoznał.

PS
Mam dość sceptyczny stosunek do różnych psychologicznych klasyfikacji. Uważam, że ich zasadność jest dość mizerna. Czasem, cząstkowo coś może słusznie zasugerują, ale żeby uznawać te klasyfikacje za jakiś mocny wzorzec... od tego jestem bardzo daleki.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 8336
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 16:49, 26 Sie 2023    Temat postu:

MD napisał:
Poza tym chciałbym zauważyć, że aby uniknąć konfliktów, rzadko piszę o kimkolwiek wprost. Nie atakuję personalnie, choć OPISUJĘ OGÓLNE POSTAWY ludzi jako anonimowych członków społeczności. To, że ktoś sobie mój ogólny, czyli nie skierowany wobec niego opis, akurat przy czytaniu dopasuje do siebie...
... to sorry, ale to już nie jest moja wina. Ja go personalnie nie atakowałem. A jeśli jednak SAM (!!!)

:nie: :)

myślę, że stworzyłeś sobie wyimaginowanego przeciwnika, którego prowokujesz "rżnięciem głupa", wtedy, gdy zauważysz, że jakąś głupotę palnąłeś lub coś idzie nie po twojej myśli, a oponent ci nie odpuszcza, bo jest sensoryczny, a nie frazeologiczny.

zastanawiałem się, czy ten wyimaginowany przeciwnik to projekcja ciebie samego - chyba nie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 30700
Przeczytał: 64 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:00, 26 Sie 2023    Temat postu:

lucek napisał:
MD napisał:
Poza tym chciałbym zauważyć, że aby uniknąć konfliktów, rzadko piszę o kimkolwiek wprost. Nie atakuję personalnie, choć OPISUJĘ OGÓLNE POSTAWY ludzi jako anonimowych członków społeczności. To, że ktoś sobie mój ogólny, czyli nie skierowany wobec niego opis, akurat przy czytaniu dopasuje do siebie...
... to sorry, ale to już nie jest moja wina. Ja go personalnie nie atakowałem. A jeśli jednak SAM (!!!)

:nie: :)

myślę, że stworzyłeś sobie wyimaginowanego przeciwnika, którego prowokujesz "rżnięciem głupa", wtedy, gdy zauważysz, że jakąś głupotę palnąłeś lub coś idzie nie po twojej myśli, a oponent ci nie odpuszcza, bo jest sensoryczny, a nie frazeologiczny.

zastanawiałem się, czy ten wyimaginowany przeciwnik to projekcja ciebie samego - chyba nie.

Nie wiem, skąd przychodzi Ci w ogóle do głowy mój "oponent", gdy ja piszę ogólnie, o postawach, a nie konkretnych osobach. Ja piszę BEZ OPONENTA.
To, że akurat ktoś się moim oponentem poczuł...
... cóż, to jego inicjatywa. :rotfl:
A jeśli to jest jego pomysł, aby się za mojego oponenta uznać, to niech sam sobie rozstrzyga te dylematy walki ze mną (urojonego przez niego walki, bo ja nawet nie wiem, że mam "oponenta"). :rotfl:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 8336
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 17:03, 26 Sie 2023    Temat postu:

ależ oczywiście :)

MD napisał:
rzadko piszę o kimkolwiek wprost.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 30700
Przeczytał: 64 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:21, 26 Sie 2023    Temat postu:

lucek napisał:
ależ oczywiście :)

MD napisał:
rzadko piszę o kimkolwiek wprost.

W każdym razie staram się pisać jak najmniej personalnie. Wymiguję się z dyskusji, które przybierają wymianę personalnych ciosów. Lekceważę sobie to, czy zostanę uznany za "przegranego", bo nie okazałem swojej determinacji w powtarzaniu swojej tezy bardziej dobitnie i groźnie, niż oponent.
Nie jest to ścisła reguła, bo jak już nieraz pojawi się konkretna dyskusja o personalnych charakterze, to przez jakiś czas ją potrafię pociągnąć. Jednak zwykle będę ją wyraźnie ściągał do zakończenia, porzucenia, w ostateczności zignorowania tego aspektu jakim jest wykazanie swojej wyższości, dominacji, przewagi personalnej. Nie rzucam obelg, raczej nie stosuję epitetów, co najwyżej komentując czyjeś POSTAWY, a nie osoby jako całość. Może tego nie widzisz, bo nie zwracasz na to uwagi, ale przyjrzyj się paru losowo wybranym postom, czy widać w nich nakierowanie bardziej na osobę, czy raczej na ideę, ewentualnie METODĘ dyskutowania.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 8336
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 18:08, 26 Sie 2023    Temat postu:

a nie prościej przyznać się do błędu, niż kombinować jak obrócić kota ogonem ?

wiem, że nie :) no ale jakoś zakończyć muszę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 30700
Przeczytał: 64 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:45, 26 Sie 2023    Temat postu:

lucek napisał:
a nie prościej przyznać się do błędu, niż kombinować jak obrócić kota ogonem ?

wiem, że nie :) no ale jakoś zakończyć muszę.

A jaki błąd w ogóle tu mi zarzucasz?... Bo ja nawet tego nie wiem. :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 8336
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 19:01, 26 Sie 2023    Temat postu:

konkretnie, wolisz przyznać się do błędu, niż odwracać kota ogonem ?
żadnego konkretnego błędu w tym momencie ci nie zarzucam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 30700
Przeczytał: 64 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 19:17, 26 Sie 2023    Temat postu:

lucek napisał:
konkretnie, wolisz przyznać się do błędu, niż odwracać kota ogonem ?
żadnego konkretnego błędu w tym momencie ci nie zarzucam.

To ja już nie wiem, do czego pijesz.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 8336
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 19:19, 26 Sie 2023    Temat postu:

no i niech tak zostanie :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Katolikus




Dołączył: 16 Lis 2016
Posty: 2008
Przeczytał: 84 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 1:00, 27 Sie 2023    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Właściwie to wypadałoby wprost postawić tu tezę:
Albo się złościsz, jesteś w silnych negatywnych emocjach, albo myślisz...


Ciekawe. Czyli uważasz, że niekontrolowane emocje złości uniemożliwiają obiektywny osąd rzeczywistości. A czy to się tyczy tylko emocji złości?
A emocje radości? Czy pozytywne emocje też są przeszkodą dla myślenia?

Cytat:
- Przede wszystkim do tej, że człowiek nie za bardzo w ogóle ma świadomość co nim kieruje w życiu. A w dyskusjach widać to doskonale. Mało kto ma zdolność głębokiej autorefleksji, która ujawnia, czego tak naprawdę chcemy, a jakie cele realizujemy bezwiednie, dając je sobie narzucać różnym siłom i wpływom.


Człowiek jest jak ten liść na wietrze, którym rządzą siły wiatru i grawitacji. To trochę przytłaczająca perspektywa, bo wszystko dzieje się poza człowiekiem, wybory człowieka są powodowane i kształtowane przez coś co słabo rozumiemy. W tej perspektywie można nawet wątpić w to, czy matka radująca się z narodzin dziecka, jest szczęśliwa i chce wychować dziecko, bo je kocha, czy może po prostu to przejaw jakichś ewolucyjnych sił, które sprawiają, że matka zachowuję się tak, a nie inaczej i tyle. Wtedy też nie ma czegoś takiego jak odpowiedzialność.

Cytat:
Tymczasem, jeśłiby już jako ten ostateczny, najważniejszy cel wskazać po prostu szczęśliwe, spełnione bytowanie umysłu, to dogadanie się samemu ze sobą wydaje mi się absolutnie kluczowe.


Co wchodzi w skład "dogadania się ze sobą"? Człowiek dogadany sam ze sobą to człowiek jaki?
Czy to coś jest w ogóle do osiągnięcia w warunkach życia ziemskiego? Człowiek jednak, jest tak bardzo często pogubiony w swoich emocjach, wartościach, relacjach, tak bardzo porozbijany, że cel wewnętrznego uporządkowania wydaje się tylko jakimś marzeniem, snem. Jeśli nie istnieje Bóg to człowiek praktycznie nie ma szans na to, by dojść ze sobą do ładu. :think:

Cytat:
Często bywa tak, że najgorszą rzeczą w życiu dla kogoś okazuje się zrealizowanie właśnie tego celu, do którego usilnie dążył. Jako najbardziej sztandarowy przykład weźmy bardzo typowy cel: pokonać wrogów. Ludzie dążą do pokonania swoich przeciwników, do stłamszenia ich oporu. Gdyby jednak nagle wszelki opór ze strony przeciwników zniknął, gdyby wszyscy wrogowie się pokornie poddali temu, kto miał za cel ich niszczyć, czyli jeśliby ZNIKŁY WSZYSTKIE MOŻLIWE WYZWANIA, jakie ktoś potrafi emocjonalnie rozpoznać jako wartościowe dla niego, to pojawiłaby się tak głęboka pustka i bezsens, że dopiero wtedy taki ktoś poczułby się sfrustrowany, dopiero dopadłoby go silne emocjonalne cierpienie!


Ale w tym punkcie nie chodzi ci o to, aby nie stawiać sobie celów i je nie realizować, bo gdy to się uda, to doświadczymy "głębokiej pustki i bezsensu", tylko chodzi ci o to, że niektóre cele (po ich ostatecznym osiągnięciu) przez nas wybierane mogą się okazać destrukcyjne dla naszej osobowości?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 30700
Przeczytał: 64 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 12:06, 27 Sie 2023    Temat postu:

Katolikus napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Właściwie to wypadałoby wprost postawić tu tezę:
Albo się złościsz, jesteś w silnych negatywnych emocjach, albo myślisz...


Ciekawe. Czyli uważasz, że niekontrolowane emocje złości uniemożliwiają obiektywny osąd rzeczywistości. A czy to się tyczy tylko emocji złości?
A emocje radości? Czy pozytywne emocje też są przeszkodą dla myślenia?

Masz o tyle rację, że nie znak uczuć (pozytywne vs negatywne) jest tu najistotniejszy, co bardziej to, na ile emocja ZAWŁASZCZA świadomość. Radość w małym natężeniu jeszcze nie degraduje myślenia, podobnie jak - w wersji negatywnej - niewielkie poirytowanie na kogoś. Wręcz pewien emocjonalny ferment może nam posolić myślenie, aby było żywsze.
Problem jest z tymi emocjami, które zaczynają rządzić, które wyznaczają wszystko, albo większość.
Dałem przykład tej złości, bo jakoś rzuca się ona mocno w oczy w dyskusjach, a poza tym miałem w życiu kontakt z osobą, która bardzo łatwo reagowała złością na najmniejszy sprzeciw. Z taką osobą nie dało się praktycznie niczego przedyskutować, bo ona nie miała odrobiny dystansu do spraw, natychmiast sprowadzając je do walki ego. Złość uważam zatem za sztandarowe uczucie zakłócające. Choć masz o tyle rację, że jakieś mocne uczucia pozytywne - np. euforyczna radość też nie będą sprzyjały myśleniu.

Katolikus napisał:
Cytat:
- Przede wszystkim do tej, że człowiek nie za bardzo w ogóle ma świadomość co nim kieruje w życiu. A w dyskusjach widać to doskonale. Mało kto ma zdolność głębokiej autorefleksji, która ujawnia, czego tak naprawdę chcemy, a jakie cele realizujemy bezwiednie, dając je sobie narzucać różnym siłom i wpływom.


Człowiek jest jak ten liść na wietrze, którym rządzą siły wiatru i grawitacji. To trochę przytłaczająca perspektywa, bo wszystko dzieje się poza człowiekiem, wybory człowieka są powodowane i kształtowane przez coś co słabo rozumiemy. W tej perspektywie można nawet wątpić w to, czy matka radująca się z narodzin dziecka, jest szczęśliwa i chce wychować dziecko, bo je kocha, czy może po prostu to przejaw jakichś ewolucyjnych sił, które sprawiają, że matka zachowuję się tak, a nie inaczej i tyle. Wtedy też nie ma czegoś takiego jak odpowiedzialność.

Niektórzy, wpatrując się w tego rodzaju obraz negują wolność woli. W moim przekonaniu jest w tym rodzaj błędu myślenia. Weźmy dwóch szachistów grających w szachy. Reguły gry wyznaczają u nich to, co mogą zrobić na szachownicy. Jednak te reguły, pomimo tego, że działają, nie powodują, iż decyzyjność spada do zera. Ograniczenie do jakiejś tam postaci, wpływ do jakiegoś tam stopnia nie powinien być mylony z zablokowaniem decyzyjności w ogóle. Gdzieś mamy dwa skrajne aspekty ograniczające wolność - przypadkowość, absolutna losowość z jednej strony, a determinizm, czyli ograniczenie do jednej jedynej ścieżki z drugiej. Jednak to, co jest pośrodku ma jakiś kształt, z czegoś się bierze i ja tam właśnie widzę wolność.
Silne emocje są o tyle ciekawym przypadkiem, że do końca nie sposób jest ich zlokalizować na tej skali - czy pchają one bardziej decyzje w determinizm czy w przypadkowość?...
Z jednej strony emocje zdają się determinować osobę, zmuszą ją do działania w określony sposób, ale z drugiej strony są one same na tyle chaotyczne, że trudno tu mówić o determinizmie. Emocje silnego strachu determinują cel (np. ucieczka), ale nie determinują tego, jak się do celu dochodzi, czyli którędy będziemy uciekali.

Katolikus napisał:
Cytat:
Tymczasem, jeśłiby już jako ten ostateczny, najważniejszy cel wskazać po prostu szczęśliwe, spełnione bytowanie umysłu, to dogadanie się samemu ze sobą wydaje mi się absolutnie kluczowe.


Co wchodzi w skład "dogadania się ze sobą"? Człowiek dogadany sam ze sobą to człowiek jaki?
Czy to coś jest w ogóle do osiągnięcia w warunkach życia ziemskiego? Człowiek jednak, jest tak bardzo często pogubiony w swoich emocjach, wartościach, relacjach, tak bardzo porozbijany, że cel wewnętrznego uporządkowania wydaje się tylko jakimś marzeniem, snem. Jeśli nie istnieje Bóg to człowiek praktycznie nie ma szans na to, by dojść ze sobą do ładu. :think:

Człowiek dogadany ze sobą nie przeczy samemu sobie, bo realizuje te cele, które zachowują trwałość, a nie z których się musi wycofywać. Niedogadany wewnętrznie robi coś, a już za chwile będzie chciał czegoś dokładnie odwrotnego, czyli jest jako człowiek, który kopie dół, aby za chwilę ten dół pracowicie zasypywać, bo wychodzi na to, że w tym miejscu pragnął nie mieć zagłębienie, lecz górkę.
Jest w naszym zdobywaniu świadomości etap, gdy nie znamy jeszcze siebie, etap pytań, narastających wątpliwości, etap zdobywania informacji. Ale ten etap w poprawnym scenariuszu powinien prowadzić do następnego etapu - tego, na którym umysł tworzy jakiś rodzaj syntezy, w której pojawia się jakaś TRWAŁOŚĆ, czyli coś, co OBOWIĄZUJE NA DŁUŻEJ (potencjalnie na zawsze). Tworząc tę trwałość, mamy szansę budować coś bardziej złożonego w swojej osobowości, bo wtedy jest coś, do czego się na stałe możemy odwołać, uznać iż to "jest", to nas tworzy.
Bóg, samym swoim istnieniem, daje człowiekowi nadzieję, że w ogóle możliwe jest osiągnięcie stanu osobowej doskonałości, czyli takie skonfigurowanie w sobie aspektów trwałych, że nie przeczą one sobie, a dodatkowo konstruują spełnioną osobowość.

Katolikus napisał:
Cytat:
Często bywa tak, że najgorszą rzeczą w życiu dla kogoś okazuje się zrealizowanie właśnie tego celu, do którego usilnie dążył. Jako najbardziej sztandarowy przykład weźmy bardzo typowy cel: pokonać wrogów. Ludzie dążą do pokonania swoich przeciwników, do stłamszenia ich oporu. Gdyby jednak nagle wszelki opór ze strony przeciwników zniknął, gdyby wszyscy wrogowie się pokornie poddali temu, kto miał za cel ich niszczyć, czyli jeśliby ZNIKŁY WSZYSTKIE MOŻLIWE WYZWANIA, jakie ktoś potrafi emocjonalnie rozpoznać jako wartościowe dla niego, to pojawiłaby się tak głęboka pustka i bezsens, że dopiero wtedy taki ktoś poczułby się sfrustrowany, dopiero dopadłoby go silne emocjonalne cierpienie!


Ale w tym punkcie nie chodzi ci o to, aby nie stawiać sobie celów i je nie realizować, bo gdy to się uda, to doświadczymy "głębokiej pustki i bezsensu", tylko chodzi ci o to, że niektóre cele (po ich ostatecznym osiągnięciu) przez nas wybierane mogą się okazać destrukcyjne dla naszej osobowości?

To jest jedno z drugim związane. Źle wybrany cel życiowy po jego zrealizowaniu nie przyniesie osobowości spełnienia, lecz rozczarowanie. Do tego jest grupa złych celów, które przy okazji wiele w osobowości potrafią napsuć - np. zniszczyć wrażliwość.

Pisałem o tym niewiele, więc tutaj troszkę dorzucę o tym, co uważam za szczególnie ważne - zachować w sobie szczerą, głęboką wrażliwość.
To jest właśnie to, co gubią fundamentalizmy, osobowości wojownicze, albo nastawione na zysk ponad wszystko (chciwość). Wrażliwość jest "tym czymś" czym de facto kontaktujemy się ze światem. Niejako nawet wrażliwością istniejemy.
Fundamentalizmy religijne, zapatrzone w obraz Boga, który przede wszystkim wymaga, domaga się, a na koniec karze, wspierają takie postawienie osoby w świetle wyzwań świata, w której nie liczą się odczucia tej osoby, tylko to czy realizuje ona jedynie słuszne zasady, przykazania, wymogi. To jest postawienie sprawy na zasadzie: nie odczuwaj, nie patrz na to, co do ciebie dociera, musisz tłumić wszystko, co W POWIERZCHOWNEJ OCENIE sugeruje jakąś niezgodność z tym, co postulowany jako przykazanie, norma do zastosowania w życiu.
Wrażliwość jest tą właściwością naszego poznania, która pozwala umysłowi na dostrzeganie niuansów spraw. Fundamentalistyczne postrzeganie pragnie maksymalnie skupić umysł na wypełnieniu normy jako takiej, usuwając z przestrzeni oglądu wszystko "co przeszkadza". Ale co właściwie przeszkadza?
Co przeszkadza człowiekowi w realizacji (nawet tego najbardziej słusznego!) nakazu moralnego?...
- Gdybyśmy to z góry wiedzieli...
Najczęściej jednak samo to jest właśnie kwestią do ustalenia.
Ale fundamentalizm jest zero-jedynkowy, niecierpliwy, skupiający się na tym co główne (pozostający w strachu przed tym, że może jakiekolwiek odejście od głównej linii będzie już totalnym odstępstwem). Więc wrażliwość w tym układzie robi się "zła", niechciana, bo odciągająca od tego, co główne.
Problem w tym, że to co główne na start jest TYLKO PIERWSZYM WRAŻENIEM. Fundamentalizm wywyższa pierwsze wrażenie, skupia się na nim totalnie, uznając je z góry za to, co ostateczne. Jednak życie nas uczy, że nie zawsze pierwsze wrażenie daje dobrą wskazówkę co do istoty sprawy. Pierwsze wrażenie, że to Słońce okrąża Ziemię jest ostatecznie mylne. I tysiące innych przykładów pokazuje, że nie można polegać na pierwszym wrażeniu, że bardziej rozsądnym podejściem jest dopuszczenie wątpliwości, zmierzenie się z alternatywami dla tego pierwszego wrażenia, czy ogólnie głównej sugestii, aby stworzyć w umyśle obraz bardziej złożony, zniuansowany. To właśnie wrażliwość, związana z percepcją odczuć mniej dominujących, subtelnych, buduje dopiero PEŁNIĘ OBRAZU ŚWIATA. Blokując wrażliwość dowiadujemy się tylko o tym, co najbardziej dominujące, często prostackie, inwazyjne, pomijając głębsze rozumienie rzeczywistości.
Tu znowu dotykamy emocji złości, choć w dodatkowej odmianie - negacji wszystkiego, co nie nasz, co inne niż to pierwsze. Odrzucanie alternatyw rozumowania ma w sobie zwykle wpisaną emocję złości - nieakceptacji. Mentalnie nie chcąc tej alternatywy, bojąc się jej, umysł będzie dodawał jej atrybut "zła", "wroga". A przecież to jest tylko alternatywa rozumowania, to nie jest żadna osobowa siła, więc to w gestii naszego umysłu jest tu wszelka kontrola, więc tu nie ma się czego bać, bo możemy w każdej chwili przestać alternatywę rozważać, czy oddalić ją w inny sposób.
Ta złość w myśleniu, złość na idee, złość na narzędzia rozumowania, w tym złość nawet na posiadaną wrażliwość... to jest nieracjonalne, to jest głupie!
Fundamentalistyczne myślenie jest nasączone pełną uprzedzeń, podejrzliwą złością. Podobnie z resztą myślenie wojownicze i myślenie chciwców. Wszystkie te myślenia poświęcają ludzką wrażliwość w imię "wyższego" (????....) celu, którym jest
- zachowanie literalnej zgodności z jakimś zapisem u fundamentalistów
- zwycięstwo u wojowników
- zysk, zdobycie czegoś u chciwców.
Wrażliwość przeszkadza, bo ona jest bliska empatii, a empatia bardzo przeszkadza w
- postawieniu sprawy na zasadzie "liczy się tylko literalny zapis", uczucia są tu nieważne, mają ulec - u fundamentalistów
- trzeba wygrać, więc nad pokonanymi się nie litujemy - u wojowników
- trzeba zyskiwać, więc zabrać innym, nie bacząc na to, czy czasem nie pozbawiamy ich czegoś podstawowego - u chciwców.
Wrażliwość pada ofiarą celu, który wydaje się wyższy. Ale bez wrażliwości, karleje zdolność poznawcza, karleje człowieczeństwo, ostatecznie też szansa na szczęście. Bo szczęście to nic innego jak tylko wszechogarniające w pełni wrażliwości przeżywanie piękna.
Kto w sobie zabija wrażliwość, nigdy nie będzie szczęśliwy. Kto zniszczył w sobie wrażliwość, może być na chwilę stłumić frustrację, może odczuć jakiś tryumf, które to uczucie jednak nie trwa długo, jednak nie będzie w stanie osiągnąć tego stanu, w którym osobowość jest spełniona na dłużej, która niczym "jacht pod pełnymi żaglami" syci się mocą cudownych doznań w obliczu doznawanego piękna.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin