Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Potrzeba agresji i sporu w dyskusjach

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 13:13, 08 Maj 2019    Temat postu: Potrzeba agresji i sporu w dyskusjach

Od wielu już lat przemyśliwuję nad zagadnieniem swoistej "potrzeby sporu" przejawianej przez ogromną część dyskutantów. Czy ja się do nich też zaliczam?...
- Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Czasem rzeczywiście chcę się pospierać - czasem bardziej, czasem mniej. Moje osobiste życie układało się tak, że miałem w otoczeniu dwa, skrajne pod tym względem, typy ludzi: nastawionych na spieranie się o wszystko, jak tez względnie dogadliwych, ugodowych. Sam zaczynałem własną drogę życiową jako osobnik raczej przekorny, w wielu sytuacjach prowokujący (czego się dzisiaj trochę wstydzę). Tak, w dzieciństwie i młodości miałem zadatki na trola... (wiem, co ten i ów chce tu napisać - pewnie: "dalej jesteś trolem!" - fajnie, tak komuś przygadać, nie?...)
Jednak od pewnego czasu pojawiła się u mnie refleksja, że nawet jeśli miałbym być jakoś tam zaczepny, agresywny w słowach, to przynajmniej warto mieć to pod kontrolą świadomości, rozumu. Warto jest się obserwować, czy agresja, jaką przejawiam, nie jest zwyczajnie głupia, prowadząca do szkodliwych dla mnie skutków.
Właśnie to doświadczenie z osobą polemiczną w sposób skrajny, złoszczącą się bez refleksji - bo ma "trudne dni", bo to, bo tamto, a wtedy po prostu nie sposób z tą osobą się dogadać, czegokolwiek uzgodnić - ta refleksja zaowocowała pytaniem: czy ja sam nie działam podobnie. Ostatnio spotkałem się z przypadkiem paradoksalnych zachowań psychicznych po zażyciu pewnego antybiotyku - silne pobudzenie i złość. Złość na wszystkich i wszystko. Niewątpliwie można takim być...
Na jakimś etapie mojego życia, przyjąłem postawę przeciwną - eliminowania owej "głupiej" agresji. Doszedłem do pewnych postępów w tym względzie, już byłem mniej naturalnie napastliwy, mniej zaczepny. Ale pełnego sukcesu nie osiągnąłem. Przynajmniej z jakąś częścią ludzi w ogóle nie umiem kontaktować się bez wzbudzania jakichś tam kontrowersji. Z innymi można dogadywać się polubownie, choć czasem aż za łatwo to idzie. Odnoszę wrażenie, że takie całkowite dążenie do zgody, ostatecznie kończy się na pewnej jałowości kontaktów - bo szybko okazuje się, że ten aspekt mamy zgodny, tamtego nie ruszamy, bo jest kontrowersyjny, a więc już nie ma o czym gadać...
Tu jawi się podstawowe zagadnienie myśli, jakie chcę w owym wątku postawić:
czy czasem potrzeba sporu, jakaś forma agresywności mentalnej, nie jest w ogóle niezbędna, aby prowadzić żywą, dyskursywną wymianę myśli?

Ja osobiście opieram się mocno przeciwko przyjęciu takiej tezy. Za dużo mnie kosztowało przebijanie się przez tą zaporę złości, aby cokolwiek dogadać z osobą, skrajnie emocjonalną i szukająca sporu, abym mógł jakoś łatwo zaakceptować tak do końca ideę pozytywnego sporu. Ale jednak dostrzegam, że bez dobrego przeciwnika właściwie żadna dobra dyskusja się nie rozwija. Musi być "ten zadzior", to dążenie do sprzeciwu.
Spór jest z resztą w pewien sposób wpisany nawet w metodologię naukową - w jej ramach odkrycie jest potwierdzone, gdy zostanie przeprowadzone W NIEZALEŻNYCH OŚRODKACH, sprawdzone przez kogoś, kto CHCE ZNALEŹĆ BŁĄD. Jak by się wszyscy od razu zgadzali z tym, co ktoś ogłosi, to szybko zalałyby nas "odkrycia" miernej jakości, nie potwierdzone w żaden sposób. Więc ten spór - sprzeciw, niezależne podejście, "szukające dziury w całym", musi być.

Tak więc mamy problematyczność z obu stron tego zagadnienia: zbyt łatwa zgoda zabija kreatywność myśli, choć też i zbyt duży poziom pragnienia sporu, też wyprowadza dyskusje na manowce.
Tu chyba pewną wskazówką co do rozwiązania byłaby analiza, jak zły spór niszczy szanse na budującą dyskusję. Głównym problemem z nim związanym jest chyba to, że ZBYT ŁATWO ODCHODZI OD ZAGADNIEŃ MERYTORYCZNYCH, WEKSLUJĄC UWAGĘ NA KWESTIE PERSONALNE.

Dlatego ja właściwie niemal sformułowałem sobie swoiste prawo dyskusji:
Poprawna dyskusja to taka, w której strony mogą się spierać WYŁACZNIE ODNOSZĄC SIĘ DO SAMEGO SPORNEGO ZAGADNIENIA, nie poruszając kwestii pobocznych, szczególnie personalnych.

Inaczej mówiąc, gdyby gdzieś miał powstać obszar konstruktywnej dyskusji, gdyby gdzieś udało się dogadać miejsce, w którym "jest inaczej", jest lepiej, niż to się zazwyczaj spotyka, to swoistą konstytucją dla obszaru byłby NATYCHMIASTOWY ban za JAKĄKOLWIEK UWAGĘ PERSONALNĄ. Można by w takim obszarze konstruktywnej dyskusji powiedzieć najgorszą rzecz o ideach, opisach, wyobrażeniach, ale jakakolwiek uwaga w rodzaju "ty jesteś ..." (personalnie, do kogoś) skutkowałaby natychmiastowym banem.
Wiem, że takie zaostrzenie zasad by wykluczyło z dyskusji pewnie z 90% userów sfinii. Zostałoby jedynie 10%, którzy taki reżim byliby w stanie wytrzymać psychicznie i po prostu na myśli, odpowiadaliby wyłącznie przeciwmyślą, nie zaś atakiem na twórcę myśli. Ale ja uważam, że coś podobnego pozwoliłoby na pogodzenie owych sprzecznych tendencji - z jednej strony mielibyśmy dość dużą swobodę w prowadzeniu sporu, kontrowersje swobodnie by latały, a z drugiej pojawiłby się bezpiecznik, który osoby nie panujące nad sobą, wywalałby gdzieś w kosmos (dyskusyjny kosmos).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3201
Przeczytał: 34 tematy


PostWysłany: Śro 14:01, 08 Maj 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Inaczej mówiąc, gdyby gdzieś miał powstać obszar konstruktywnej dyskusji, gdyby gdzieś udało się dogadać miejsce, w którym "jest inaczej", jest lepiej, niż to się zazwyczaj spotyka, to swoistą konstytucją dla obszaru byłby NATYCHMIASTOWY ban za JAKĄKOLWIEK UWAGĘ PERSONALNĄ. Można by w takim obszarze konstruktywnej dyskusji powiedzieć najgorszą rzecz o ideach, opisach, wyobrażeniach, ale jakakolwiek uwaga w rodzaju "ty jesteś ..." (personalnie, do kogoś) skutkowałaby natychmiastowym banem.

Oczywistym przecież jest, że "ty NIE jesteś...".
A co myślisz o myślozbrodni? Czapa, nie?
Jeszcze głód i ubóstwo wyeliminuje dekretem.

Ataki osobiste, nie mające nic wspólnego z tematem dyskusji, nie mają żadnej wartości ani wpływu. Jeżeli bezpodstawnie nazwę kogoś chujem, to nic to nie zmieni, będzie jedynie przerywnikiem. Problemem, który leży u podstaw twojej frustracji, który ma wymierny wpływ na dyskusję, są uwagi podstawne, a najbardziej te trafne. Nic cię nie wnerwi bardziej, niż wytknięcie ci prawdziwej wady, która wpływa na zdolność do poprawnego rozumowania i wyciągania wniosków w dyskusji. Dla ciebie, najlepiej zbanować takiego człowieka, uciszyć, a jeżeli się nie da, to próbować ustalić normy zakazujące wszelkiej krytyki i uwag personalnych. Z góry założyć, że w kwestiach personalnych wszystko jest poprawne i właściwe. No, nie jest!
Mamy wielu ignorantów, z chorymi ambicjami i przerośniętym ego, którzy są w stanie płodzić kompletne głupoty na poczekaniu. Według ciebie jednak, każdego kto zwróci na to uwagę należy banować.
:brawo:
Poprawność polityczna uber alles.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 691
Przeczytał: 69 tematów


PostWysłany: Śro 14:47, 08 Maj 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:

Mamy wielu ignorantów, z chorymi ambicjami i przerośniętym ego, którzy są w stanie płodzić kompletne głupoty na poczekaniu. Według ciebie jednak, każdego kto zwróci na to uwagę należy banować.
:brawo:
Poprawność polityczna uber alles.

Skoro widzisz, ze ktoś pisze głupoty, a nie potrafisz wyjaśnić na czym ta głupota polega, to nie dziw się, ze ten ktoś Cię uzna za rozemocjonowanego chłopca, który swoją diagnozą "Brednia" próbuje powiedzieć mniej więcej tyle co "Nie podoba mi się to, co mówisz"/"Nie zgadzam się z tym". Musisz wiedzieć, że nie jest to konstruktywna krytyka, ponieważ ten, który Twoim zdaniem gada głupoty, nie ma jak się do tej krytyki odnieść.

Być może w swoje pogardzie uważasz, że nie ma sensu gadającemu głupoty tłumaczyć, na czym jego głupota polega, bo i tak nie zrozumie, ale skoro tak, to w jakim celu w ogóle tę głupotę wytykasz? Skoro odbiorcy ona nie mówic nic poza Twoim stosunkiem emocjonalnym?

Chyba musisz mieć przeświadczenie, że jesteś dla tej osoby jakimś autorytetem, ze wystarczy, że ją zganisz i tym samym postawisz do pionu, tak żeby przyjęła bezkrytycznie Twoją wizję świata.


Ostatnio zmieniony przez towarzyski.pelikan dnia Śro 14:49, 08 Maj 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3201
Przeczytał: 34 tematy


PostWysłany: Śro 15:06, 08 Maj 2019    Temat postu:

Pewnie czasem zdarzają się posty, w których wyrażone jest jedynie poirytowanie i niechęć, ale zdecydowana większość uwag personalnych pojawia się w trakcie dyskusji i z niej wynika. Czasem czyjąś ignorancję widać już po pierwszym zdaniu, czasem na dziesiątek stronie tematu. Innymi słowy, uwagi osobiste pojawiają się zazwyczaj wtedy, kiedy wszelkie inne metody zawiodły, a istnienie potrzeba zwieńczenia wątku.
Nie uważam, że głupi to ten, który nie wie, tylko ten, który jest uparty w swojej głupocie. Dyskusja nie polega na przekonywaniu innych do swojej wizji świata, a konsultowaniu jej spójności. Najpopularniejsze wizje świata jakie istnieją, są zarazem kompletnie głupie, co może świadczyć o tym, że nie rozsądek decyduje o przyjmowaniu poglądów.
Osobiście nie zależy mi na żadnych wyznawcach, wręcz przeciwnie, jestem w pełni usatysfakcjonowany będąc jedynym posiadaczem takiej, a nie innej wizji świata. To, na czym może mi zależeć, to racjonalna krytyka, dlatego też krytykuję wszystko co mi się nawinie, z osobami włącznie. Jeżeli ktoś chce mnie cenzurować, to jest dla mnie tchórzem niegodnym szacunku, któremu tym bardziej należy krytyka.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Śro 15:08, 08 Maj 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:08, 08 Maj 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Banjankri napisał:

Mamy wielu ignorantów, z chorymi ambicjami i przerośniętym ego, którzy są w stanie płodzić kompletne głupoty na poczekaniu. Według ciebie jednak, każdego kto zwróci na to uwagę należy banować.
:brawo:
Poprawność polityczna uber alles.

Skoro widzisz, ze ktoś pisze głupoty, a nie potrafisz wyjaśnić na czym ta głupota polega, to nie dziw się, ze ten ktoś Cię uzna za rozemocjonowanego chłopca, który swoją diagnozą "Brednia" próbuje powiedzieć mniej więcej tyle co "Nie podoba mi się to, co mówisz"/"Nie zgadzam się z tym". Musisz wiedzieć, że nie jest to konstruktywna krytyka, ponieważ ten, który Twoim zdaniem gada głupoty, nie ma jak się do tej krytyki odnieść.

Idealnie nazwane!
Nie o to chodzi, że ktoś kogoś krytykuje. Chodzi O ZASADNOŚĆ.
Powiedzmy nawet, że ktoś napisał głupotę, że należy mu się przymiotnik "głupi". I ktoś to powie. W tym wypadku niby mamy po prostu stwierdzenie jakiejś tam prawdy.
Ale z drugiej strony mamy też inny przypadek - ktoś po prostu jest trolem, nie lubi autora jakiegoś tekstu. On też napisze (choćby tekst był wspaniałą analizą): "głupi".
Z zewnątrz patrząc mamy po prostu stwierdzenie "głupi". Bez uzasadnienia. Piszący komuś "głupi", przekonany nawet o zasadności owej klasyfikacji, o ile sam głupi nie jest, powinien się zorientować, że pisząc sam epitet, nie odróżnił się od trola.
Czym odróżnia się komentarz uzasadniony od komentarza trola?
- Jeśli wiadomo, że nieuzasadniony epitet może być potraktowany jako małostkowość i troling, to powinniśmy pomóc czytającym dany komentarz w decyzji - DODAJĄC UZASADNIENIE.
Tak więc minimalnym sensownym wg mnie stwierdzeniem z krytyką mogłoby być: to jest głupie sformułowanie, bo ... (tu powinien znaleźć się jakiś rzeczowy argument). Wtedy ktoś, kto zastanawiał się, czy krytykant jest trolem, czy może rzeczywiście ma racje, będzie miał szanse ocenić - jest tak, czy inaczej. To już przechyla szalę od pozycji "trol" w stronę "krytykant mający w swojej krytyce jakąś myśl, jakieś argumenty".
Ale ja bym jednak poszedł trochę dalej. Tzn. uważam, ze jeśli ktoś już umie zdiagnozować błąd, który zarzuca poprzedniemu dyskutantowi, myśl swoja ujął zgrabnie, wie iż tego stwierdzenia MAJĄ MOC, to już sam epitet...
... mógłby sobie darować. Tzn. może niechby taki epitet został, jeśli dyskusja jest w gronie ludzi "z gminu" (archaizm, wiem, specjalnie go stosuję, aby nikogo tym osobiście nie obrazić, tylko zarysować myśl), ludźmi, gdzie koniecznie trzeba dawać kawę na ławę, bo inaczej się nie zorientują, aluzji nie załapią, krytyka po nich spłynie. Rzeczywiście jak się ma do czynienia osobników myślowo z grubsza ciosanych, to może i trzeba walnąć im puentą, a nawet tę puentę powtórzyć. Jednak inaczej jest, gdy mamy do czynienie z osobami o pewnym minimum ambicji intelektualnych. Takim ludziom nie tłumaczy się puenty, nie tłumaczy się istoty dowcipu, bo OCZEKIWANE JEST, ŻE SIĘ ZORIENTUJĄ. Nie tłumaczenie owej puenty, jest też swoistym "zapisaniem się do klubu", bo jest wskazaniem na pewną nić porozumienia, na świadomość tego: my tutaj mamy już na tyle obycia, bystrości, inteligencji, że sami sobie spuentujemy ewidentnie narzucający się aspekt sprawy. Jeśli ktoś prostacko puentuje w takiej sytuacji to daje niejako do zrozumienia dwie rzeczy:
- nie uważa, że rozmawia w intelektualnym gronie (nie liczy na to że inni sami zrozumieją jego argumenty, czym jakby nieco ich inteligencję obrażał...)
- może sam nie czuje się pewny w tym co napisał, może w ogóle nie wie, co to jest dyskusja na intelektualnym poziomie?... Czyli wtedy on pośrednio poniża samego siebie - jeśli rzeczywiście jest w gronie intelektualistów.

Jak ktoś kiedyś grywał w brydża, w minimalny sposób uczył się licytacji, to pewnie spotkał się z następującą zasada licytacji - jeśli już wiesz, że macie dobry rozkład kart, ale nie jesteście pewni, że bardzo dobry, wtedy licytujecie relatywnie wysoko od razu (np. od razu, gdy tylko wiadomo, że mamy na to realną szansę "4 pik"). Aby zablokować przeciwnikom wylicytowanie dobrego kontraktu na zbliżonym poziomie. Jeśli jednak macie NAPRAWĘ MOCNĄ KARTĘ, jeśli już to wyczuliście, to licytujecie...
...nisko (Np. "2 pik"). Dzięki temu (zakładamy, że obie strony czują o co biega) zostaje więcej przestrzeni licytacyjnej na dogadanie OPTYMALNEGO kontraktu. Ściślej (jeśli ktoś w brydża nie grywał, to wyjaśnię) chodzi o zgarnięcie wysokiej premii - za szlemika, bądź szlema. Kto premię zgarnie, ma już partię, roberka w kieszeni, już wygrał. Wylicytowanie kontraktu niższego niż optymalny uważane jest po prostu za błąd, bo w następnym rozdaniu karta się może odwrócić, a my zamiast wygrać całą rozgrywkę, przegramy. Jednak aby ten optymalny kontrakt wylicytować, warto jest mieć jeszcze parę odzywek w przestrzeni licytacyjnej (w końcu każda odzywka musi być mocniejsza, niż poprzednia), zanim dojdziemy do poziomu np "6 pik", albo "7 trefl", co daje większe szanse na wysoką premię.

Podsumowując - gdy wiemy, że jesteśmy mocni, gdy inni wiedzą, że my tę moc mamy, to możemy sobie pozwolić na okazanie różnych postaci "słabości".
Jeśli wiemy, że nasze towarzystwo "czuje bluesa", jeśli czujemy, że naprawdę dobrze sprzedaliśmy nasz pogląd, to nie musimy go puentować, nie musimy nic potwierdzać mocnym określeniem. Bo WSZYSCY I TAK TO WIDZĄ. To jest taki pewien ukłon w stronę inteligencji obserwujących, choć chyba też w jakimś stopniu okazanie PRZEKONANIA O WŁASNEJ MOCY. To danie do zrozumienia czegoś stylu: moje argumenty są mocne, są wystarczające do tego, aby wiadomo było kto tu ma rację. Są TAK WYSTARCZAJĄCE, że nic więcej tutaj nie muszę dodawać, nie muszę niczego puentować.
A jeśli mamy do czynienia z prostakami (gminem) po drugiej stronie?
cóż - z takimi lepiej do dyskusji nie przystępować w ogóle. Mam nadzieję, że przynajmniej prosiaczki z naszego forum, mimo że lubią się nieco "w błocku pochlapać", to jednak są wystarczająco bystrzy, świadomi różnych konwencji intelektualnych, zdolni do zinterpretowania określeń nie epatujących emocjami, by nie trzeba było ich traktować jako mało rozgarniętych. Traktowanie ich w ten sposób, byłoby właśnie swoistym ukłonem, okazaniem szacunku dla ich możliwości intelektualnych.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:08, 08 Maj 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Banjankri napisał:

Mamy wielu ignorantów, z chorymi ambicjami i przerośniętym ego, którzy są w stanie płodzić kompletne głupoty na poczekaniu. Według ciebie jednak, każdego kto zwróci na to uwagę należy banować.
:brawo:
Poprawność polityczna uber alles.

Skoro widzisz, ze ktoś pisze głupoty, a nie potrafisz wyjaśnić na czym ta głupota polega, to nie dziw się, ze ten ktoś Cię uzna za rozemocjonowanego chłopca, który swoją diagnozą "Brednia" próbuje powiedzieć mniej więcej tyle co "Nie podoba mi się to, co mówisz"/"Nie zgadzam się z tym". Musisz wiedzieć, że nie jest to konstruktywna krytyka, ponieważ ten, który Twoim zdaniem gada głupoty, nie ma jak się do tej krytyki odnieść.

Idealnie nazwane!
Nie o to chodzi, że ktoś kogoś krytykuje. Chodzi O ZASADNOŚĆ.
Powiedzmy nawet, że ktoś napisał głupotę, że należy mu się przymiotnik "głupi". I ktoś to powie. W tym wypadku niby mamy po prostu stwierdzenie jakiejś tam prawdy.
Ale z drugiej strony mamy też inny przypadek - ktoś po prostu jest trolem, nie lubi autora jakiegoś tekstu. On też napisze (choćby tekst był wspaniałą analizą): "głupi".
Z zewnątrz patrząc mamy po prostu stwierdzenie "głupi". Bez uzasadnienia. Piszący komuś "głupi", przekonany nawet o zasadności owej klasyfikacji, o ile sam głupi nie jest, powinien się zorientować, że pisząc sam epitet, nie odróżnił się od trola.
Czym odróżnia się komentarz uzasadniony od komentarza trola?
- Jeśli wiadomo, że nieuzasadniony epitet może być potraktowany jako małostkowość i troling, to powinniśmy pomóc czytającym dany komentarz w decyzji - DODAJĄC UZASADNIENIE.
Tak więc minimalnym sensownym wg mnie stwierdzeniem z krytyką mogłoby być: to jest głupie sformułowanie, bo ... (tu powinien znaleźć się jakiś rzeczowy argument). Wtedy ktoś, kto zastanawiał się, czy krytykant jest trolem, czy może rzeczywiście ma racje, będzie miał szanse ocenić - jest tak, czy inaczej. To już przechyla szalę od pozycji "trol" w stronę "krytykant mający w swojej krytyce jakąś myśl, jakieś argumenty".
Ale ja bym jednak poszedł trochę dalej. Tzn. uważam, ze jeśli ktoś już umie zdiagnozować błąd, który zarzuca poprzedniemu dyskutantowi, myśl swoja ujął zgrabnie, wie iż tego stwierdzenia MAJĄ MOC, to już sam epitet...
... mógłby sobie darować. Tzn. może niechby taki epitet został, jeśli dyskusja jest w gronie ludzi "z gminu" (archaizm, wiem, specjalnie go stosuję, aby nikogo tym osobiście nie obrazić, tylko zarysować myśl), ludźmi, gdzie koniecznie trzeba dawać kawę na ławę, bo inaczej się nie zorientują, aluzji nie załapią, krytyka po nich spłynie. Rzeczywiście jak się ma do czynienia osobników myślowo z grubsza ciosanych, to może i trzeba walnąć im puentą, a nawet tę puentę powtórzyć. Jednak inaczej jest, gdy mamy do czynienie z osobami o pewnym minimum ambicji intelektualnych. Takim ludziom nie tłumaczy się puenty, nie tłumaczy się istoty dowcipu, bo OCZEKIWANE JEST, ŻE SIĘ ZORIENTUJĄ. Nie tłumaczenie owej puenty, jest też swoistym "zapisaniem się do klubu", bo jest wskazaniem na pewną nić porozumienia, na świadomość tego: my tutaj mamy już na tyle obycia, bystrości, inteligencji, że sami sobie spuentujemy ewidentnie narzucający się aspekt sprawy. Jeśli ktoś prostacko puentuje w takiej sytuacji to daje niejako do zrozumienia dwie rzeczy:
- nie uważa, że rozmawia w intelektualnym gronie (nie liczy na to że inni sami zrozumieją jego argumenty, czym jakby nieco ich inteligencję obrażał...)
- może sam nie czuje się pewny w tym co napisał, może w ogóle nie wie, co to jest dyskusja na intelektualnym poziomie?... Czyli wtedy on pośrednio poniża samego siebie - jeśli rzeczywiście jest w gronie intelektualistów.

Jak ktoś kiedyś grywał w brydża, w minimalny sposób uczył się licytacji, to pewnie spotkał się z następującą zasada licytacji - jeśli już wiesz, że macie dobry rozkład kart, ale nie jesteście pewni, że bardzo dobry, wtedy licytujecie relatywnie wysoko od razu (np. od razu, gdy tylko wiadomo, że mamy na to realną szansę "4 pik"). Aby zablokować przeciwnikom wylicytowanie dobrego kontraktu na zbliżonym poziomie. Jeśli jednak macie NAPRAWĘ MOCNĄ KARTĘ, jeśli już to wyczuliście, to licytujecie...
...nisko (Np. "2 pik"). Dzięki temu (zakładamy, że obie strony czują o co biega) zostaje więcej przestrzeni licytacyjnej na dogadanie OPTYMALNEGO kontraktu. Ściślej (jeśli ktoś w brydża nie grywał, to wyjaśnię) chodzi o zgarnięcie wysokiej premii - za szlemika, bądź szlema. Kto premię zgarnie, ma już partię, roberka w kieszeni, już wygrał. Wylicytowanie kontraktu niższego niż optymalny uważane jest po prostu za błąd, bo w następnym rozdaniu karta się może odwrócić, a my zamiast wygrać całą rozgrywkę, przegramy. Jednak aby ten optymalny kontrakt wylicytować, warto jest mieć jeszcze parę odzywek w przestrzeni licytacyjnej (w końcu każda odzywka musi być mocniejsza, niż poprzednia), zanim dojdziemy do poziomu np "6 pik", albo "7 trefl", co daje większe szanse na wysoką premię.

Podsumowując - gdy wiemy, że jesteśmy mocni, gdy inni wiedzą, że my tę moc mamy, to możemy sobie pozwolić na okazanie różnych postaci "słabości".
Jeśli wiemy, że nasze towarzystwo "czuje bluesa", jeśli czujemy, że naprawdę dobrze sprzedaliśmy nasz pogląd, to nie musimy go puentować, nie musimy nic potwierdzać mocnym określeniem. Bo WSZYSCY I TAK TO WIDZĄ. To jest taki pewien ukłon w stronę inteligencji obserwujących, choć chyba też w jakimś stopniu okazanie PRZEKONANIA O WŁASNEJ MOCY. To danie do zrozumienia czegoś stylu: moje argumenty są mocne, są wystarczające do tego, aby wiadomo było kto tu ma rację. Są TAK WYSTARCZAJĄCE, że nic więcej tutaj nie muszę dodawać, nie muszę niczego puentować.
A jeśli mamy do czynienia z prostakami (gminem) po drugiej stronie?
cóż - z takimi lepiej do dyskusji nie przystępować w ogóle. Mam nadzieję, że przynajmniej prosiaczki z naszego forum, mimo że lubią się nieco "w błocku pochlapać", to jednak są wystarczająco bystrzy, świadomi różnych konwencji intelektualnych, zdolni do zinterpretowania określeń nie epatujących emocjami, by nie trzeba było ich traktować jako mało rozgarniętych. Traktowanie ich w ten sposób, byłoby właśnie swoistym ukłonem, okazaniem szacunku dla ich możliwości intelektualnych.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin