Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Brama Ezechiela.
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Seriale - utwory w odcinkach
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 9:57, 15 Maj 2010    Temat postu: Brama Ezechiela.

Zawsze pociągały mnie tajemnice świata i praca w moim instytucie dawała mi ogromna satysfakcję, ale niestety zapanował tu marazm, na to nałożyły się cięcia finansowe, co zmusiło mnie do odejścia z niego. Mógłbym, co prawda tam zostać i być wyrobnikiem w miarę biednym, bo do mojej pensji musiałbym dołożyć drugie tyle, żeby starczyło na godne życie. Dlatego w dniu swych 30 urodzin zrezygnowałem z pracy w instytucie.
Zmusiło to mnie do poszukiwania innych źródeł dochodów, a ponieważ pomysłów mi nie brakowało, więc wpadł mi pomysł do głowy, by w wyeksploatowanej kopalni uranu zrobić dyskotekę, a ja zostałbym didżejem. Największy problem był w tym, że porywam się z motyką na księżyc, bo nie dość, że nie miałem pojęcia o prowadzeniu dyskoteki, to w dodatku nie znałem współczesnych trendów muzycznych i o wykonawcach.
Co z tego, że nasłuchałem się piosenek popu, rocka, czy naoglądałem teledysków, ale umieć się w tym poruszać, to co innego. Po głowie zawsze chodziła mi nauka i technika, a nie muzyka, czy inne dziedziny mnie nie interesowały, jestem w nich zwyczajnie mało rozwinięty.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 8:26, 16 Maj 2010    Temat postu:

Jednak uparcie dążyłem do pozyskania tego lokalu, ale jak to u nas bywa ,od początku zaczynają się schody. Rozmowy z władzami administrującymi terenu, na którym miał znajdowała się kopalnia, trwały ponad rok, ponieważ nikt nie czuł się na tyle władnym by wydać odpowiednią decyzję. Burmistrz twierdził, że właścicielem kopalni jest wojsko, a wojsko z kolei, że to agencja energii atomowej. I tak odsyłano mnie od Annasza do Kajfasza, aż w końcu pomyślałem, że to Hitler albo Stalin są nadal właścicielami, bo eksploatowana była przez faszystowskie Niemcy, a później przez sowietów i będę musiał czekać jak ich spadkobiercy łaskawie wydadzą zgodę.
Wreszcie dostałem zezwolenie na pismie od burmistrza na otwarcie dyskoteki.
Pewnie trwałoby to jeszcze dłużej, lub zupełnie bym takiego zezwolenia nie otrzymał, gdyby w sprawę nie zaangażował się mój przyjaciel z instytutu mający tam silną pozycję. Oczywiście żadnych podejrzanych czynności nie było, wystarczył tylko jeden telefon. On znał się osobiście burmistrza, wymagały tego kontakty służbowe, ponieweaż często się spotykali. Jego instytut robił badania na radiacją w kopalni pod kątem bezpieczeństwa dla okolicznej ludności. Radiacja była na tak niskim poziomie, że nie stanowiła żadnego
zagrożenia dla osób z zewnątrz kopalni, a nawet wewnątrz. Będąc w samej
kopalni nie jest się bardziej narażonym na promieniowanie jonizujące, niż
załoga samolotów pasażerskich na dużej wysokości.
cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 7:37, 17 Maj 2010    Temat postu:

Tyle zachodu to mnie kosztowało, a z dyskoteką wyszła wielka klapa.
Wszystko podlega prawom rynku, modzie i po roku był coraz mniejszy ruch. A w dodatku przypałętali się jacyś chętni ochroniarze, którym nie można było odmówić świadczonych "usług".
Plajta mi zajrzała w oczy i już widziałem napalonych na mnie komorników.
W nieszczęściu przyszło szczęście, w postaci przyjaciół, bo jak mówią: „Przyjaciół poznaje się w biedzie”.
Do mojego kopalnianego interesu przyłączyło się dwóch z dawnych czasów przyjaciół Katarzyna i George. Katarzyna jest uroczą kobietą z nieprzeciętnymi zaletami ducha i swoją zmysłowością. Posiada także analityczny umysł bardzo przydatny w odkrywczej pracy naukowca, ma na swoim koncie wiele badań naukowych, jak również mnóstwo publikacji gdzie jest ich współautorem i autorem. Obecnie wraz z zespołem pracuje nad teorią kwantowej grawitacji i może dokonają przewrotu w nauce.
W tej miłej, mądrej dziewczynie od zawsze się kochałem, ale nigdy nie dawałem tego po sobie poznać. Taki ze mnie dziwak.
Ona ma miły i działający na zmysły głos, że zawsze go długo wspomnianam.
Moi przyjaciele pracują w wiodącym instytucie fizyki, natomiast ja pracowałem tylko w jego oddziale i to w innym mieście. Katarzyna z George w dalszym ciągu pracują w jednym zespole i jest on kierownikiem tego zespołu nadając kierunek badań. Ma nie mniejsze osiągnięcia naukowe jak Katarzyna, ale, że jest mężczyzną i chyba dlatego został wybrany na szefa. Osobiście widziałbym na jego miejscu Kasię, ale ona pewnie takich ambicji nie ma. Chyba dobrze, że tak jest, bo jako kierownik straciłaby wiele ze swojej kobiecości. Nasze drogi się rozeszły i zamieszkaliśmy w różnych miastach, jednak utrzymywaliśmy kontakty prywatno-zawodowe.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 9:42, 18 Maj 2010    Temat postu:

Z nauką mam cały czas kontakt, choć teraz już tak prywatnie, jednak śledzę wszystkie dokonania instytutu, a zwłaszcza Kasi.
Zaproszono mnie niedawno na sympozjum naukowe i tam spotkałem się z przyjaciółmi. Po oficjalnym spotkaniu poszliśmy na kolację do stylowej karczmy na regionalne rarytasy. Kasia delektowała się winem, a my mężczyźni drinkami, gawędziliśmy o tym i owym, wtedy
opowiedziałem im o moich problemach z dyskoteką. Byli zaskoczeni, ponieważ nigdy by nie pomyśleli, że biznesem się zajmę, całkowicie porzucając naukę, uważali, że dyskoteka będzie dodatkowym źródłem dochodu, bym mógł kontynuować pracę w instytucie.
Znali mnie z dociekliwości i zamiłowania do odkrywania nieznanego, a nawet
skłonności do fantastyki. Ja zawsze twierdziłem, że nasze życie i cała
rzeczywistość przerasta najśmielszą fantastykę. Zawsze mnie nurtowała
ciekawość świata i wszędzie doszukuję się tajemniczych przyczyn, mocy
sprawczych, o których nam się nie śniło.
Na kolacji wprowadziłem ich w temat mojego biznesu, a właściwie plajtę. Oni widząc moje zrezygnowanie zaproponowali pomoc i podjęliśmy decyzję o wspólnym przedsięwzięciu w
kopalni uranu, by jakiś grosz z niej wyciągnąć. Nakresliłem im mój plan, im to się spodobało, bo upatrywali w tym też jakichś dochodów, bowiem sami też cierpieli na niedostatek kasy, a wiadomo, jak to jest z wynagrodzeniem w nauce.
Plan był następujący: Zdecydowaliśmy się na urządzeniu w kopalni muzeum
ognia i energii. To miało szansę przynosić dochody, zwłaszcza, że mogliśmy
skorzystać z dotacji unijnych. Po drugie, turystyka w tym rejonie jest
dość rozwinięta, ponieważ są to rejony górskie a zwłaszcza zimą, kiedy
przyjeżdżają narciarze. Dla zziębniętych była kawiarenka z grzańcem i
lekkim jedzeniem.
Co zaplanonowane, zostało wykonane. Wbrew pozorom interes jakoś się kręcił, bo zwiedzający nie byli hołotą, tylko ludźmi kulturalni chłonni wiedzy i ciekawi historii.
cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 9:20, 19 Maj 2010    Temat postu:

Kopalnia miała kilometry chodników i wyrobisk, ale my wykorzystaliśmy
jedynie 200 m. Miała główny korytarz i wiele bocznych wydrążonych w skale wyrobisk.
Pozostawiliśmy je w nienaruszonym stanie i tylko pomalowaliśmy ściany i
sklepienia różnymi kolorami odpowiadającymi różnym epokom ognia i energii.
Te boczne korytarze nazwane zostały salami i urządzone je tematycznie od
zarania dziejów człowieka do czasów współczesnych. Tych sal było 20 i w
każdej zgromadziliśmy zbiory eksponatów z różnych epok, malowideł, zdjęć i modeli
najróżniejszych urządzeń niezbędnych do wytwarzania energii.
Pierwsza sala, licząc od wejścia, pokazywała domniemaną scenerię i rekonstrukcję artystyczną człowieka pierwotnego, posługującego się ogniem. Był nim Homo Erectus i działo się to ponad pół miliona lat temu. Opanowanie wzniecania ognia umożliwiło dawnemu człowiekowi rozwój oraz ekspansję na cały świat, a nawet kosmos. Dzisiaj wykorzystujemy nawet ogień atomowy, który warunkuje nasze przetrwanie w przyszłości.
Tych sal odpowiadających różnym epokom jest wiele, ale jedna sala jest
wyjątkowa, ponieważ ona pochłonęła nas kompletnie. Wraz z Kasią i George nie mamy jeszcze pojęcia, co to może oznaczać, czego tam doświadczamy. Nasza wiedza fizyczna wysiada i na gruncie nauki nie możemy tego wytłumaczyć, a w cuda nie wierzymy.
Tą tajemniczą salą jest sala o nazwie Brama Ezechiela i miała nawiązywać
do Ezechiela biblijnego. Był on bystrym obserwatorem i opisywał ze
szczegółami to, co widział. A widział niestworzone rzeczy. Najdziwniejszym
było przedstawienie rydwanów ognistych, jakoby bogowie zstępowali na nich
z nieba. Ich pojazdy Ezechiel opisał nadzwyczaj precyzyjnie i na pewno
nie mógł tego wymyślić, bo w owym czasie takiej techniki jeszcze nie było.
Te rydwany latały w powietrzu, a także poruszały się po ziemi za pomocą
przemyślnych kół. Koła te miały złożoną budowę, które umożliwiały
poruszanie się w różnych kierunkach nie obracając się i nie skręcając.
Kombinowaliśmy i powstały różne modele tych kół, a jeden przypadł nam do gustu i go skopiowaliśmy.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 9:27, 20 Maj 2010    Temat postu:

George jest umysłem ścisłym, ale niepozbawionym polotu. Potrafi wymyślić
rzeczy nowe i w takim przypadku mówi, że te pomysły przychodzą mu same, że
to dzieje się bez jego udziału. Ja mu wierzę, bo coś na ten temat wiem.
George jest upartym człowiekiem i tak łatwo nie rezygnuje z obranej drogi.
Widoczne jest to w pracy naukowej, kiedy jego hipoteza się wali, on
jeszcze próbuje ją ratować. Tak nie powinno być, ponieważ naukowiec nie
powinien kierować się osobistymi poglądami, a tylko metodą naukową. Jednak
jeśli badacz nie kierowałby się emocjami i subiektywnymi poglądami, nie
miałby takiej motywacji do działania i traciłaby na tym nauka.
Sala Ezechiela była całkowicie pomysłem Georga i to on poddał pomysł, by
taki biblijny nastrój wytworzyć i połączyć z tematem ognia oraz
nieokiełznanej energii. Nie mogliśmy zbudować makiety rydwanów ognistych,
bo jak je wykonać? Ezechiel nic nie narysował, a na podstawie tekstu może
tym być wszystko. Rydwan może być samolotem odrzutowym, statkiem
kosmicznym, albo nawet nieznanym nam pojazdem do podróży
międzygwiezdnych, czy międzygalaktycznych. Odpuściliśmy sobie te rydwany i skupiliśmy na kołach Ezechiela.
Pisał on, że rydwan miał 4 koła i każde koło składało się z trzech, lub czterech kół umieszczonych wewnątrz największego koła. Zbytnio wyobraźni nie musieliśmy poruszać, by to zrozumieć, ponieważ na targu z zabawkami takie koła można kupić. Zbudowane są tak, że w dużym kole jest mniejsze połączone i obracające się według własnej osi. My poszliśmy tym tropem i wykonaliśmy trzy koła o różnej średnicy tak, że każde koło mieściło się wewnątrz większego. Największe koło obracało się na postumencie, jak obracający się globus, mniejsze koło miało swoją oś pod kątem prostym do koła dużego, a jeszcze mniejsze do pośredniego koła. Te trzy osie, każda pod kątem prostym do pozostałych wyznaczały trzy współrzędne przestrzenne.
Model ten miał średnicę 30 cm, więc postawiliśmy go na skrzyni, a obok
dwa Heruby, które miały nawiązywać do Arki Przymierza. Całość
była urządzona w duchu starotestamentowym i taki nastrój miała wywołać u
zwiedzających.

cgn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 8:35, 21 Maj 2010    Temat postu:

Nieprzypadkowo zatrzymałem się na sali Ezechiela, bo do niej zaraz
powrócę, a dlatego, ponieważ o niej najwięcej chcę opowiedzieć z
tego powodu, iż dzieją się tam rzeczy niesamowite i dla nas niezrozumiałe.
Chcę jednak powiedzieć o następnej Sali, która nazywa się
„Salą Daniela” i ma ona nawiązywać do proroctw Daniela biblijnego.
Chcieliśmy urządzić te dwa tematy w jednej sali, ale jednak je
rozdzieliliśmy z powodu zamknięcia sali Ezechiela przed turystami.
Trochę szkoda, bo muzeum właśnie z tego powodu cieszyło się powodzeniem, zwłaszcza w gorszą pogodę. Kaski też szkoda, ale niestety są rzeczy ważniejsze od niej.
Do sali Ezechiela wchodziliśmy tylko my, czyli Kasia, George oraz ja. Nikt poza nami
nie miał wstępu, nawet Sanepid nie wiedział o tej sali, bo ją
zamaskowaliśmy. Żeby tam wejść, należało odsunąć plakat przedstawiający
wehikuł czasu Wellsa. Później sobie uświadomiliśmy, że plakat z salą
idealnie z sobą pasują, bo mają bardzo wiele wspólnego.
W kopalni uranu jest dość wysoki poziom promieniowania jonizującego, ale
jeszcze bezpieczny dla człowieka. Myślę, że to promieniowanie jest sprawcą
niesamowitych rzeczy, nad którymi pracowaliśmy w trójkę.
Jako fizyk/mechanik umiem wykonać z metalu bardzo skomplikowane rzeczy,
konstrukcje, mechanizmy. Dlatego zbudowanie kół Ezechiela nie nastręczało
wiele trudności, pomimo pewnych kłopotów z łożyskami i silnikami
napędowymi. Chodziło o precyzję ruchu, bo ona pełniła istotną rolę w
powodzeniu całego doświadczenia.
Oczywiście pierwowzór nie był doskonały i efekt Ezechiela był mało
zauważalny. Nazwałem to „efektem Ezechiela”, żeby odróżnić to od jego wizji
oraz, żeby biskupi mnie czasem o prawa autorskie nie zaskarżyli.
Wracając do technicznej strony kół Ezechiela, to już wiem, dlaczego
ponieśliśmy porażkę. Koła były po prostu za małe i wiem dlaczego. Chodzi o
interferencję fal ciemnej materii z normalną materią. Do nakładania się
fal i ich wzmacniania potrzebna jest określona długość fali wynosząca w
przybliżeniu 1,5 m. By to osiągnąć, musiałem zwiększyć średnicę kół tak,
że najmniejsze miało 1,5 m, a największe 2,5 m.
To stawiało nas w trudnej sytuacji, ponieważ wykonanie kół musiałem
zlecić wyspecjalizowanej firmie posiadającej tak dużą tokarkę, a żeby
zmniejszyć koszty udałem się do znajomego, który pozwolił mi bym sam zabawił się za tokarza, bo wiedział, że w końcu to jest po mojej linii umiejętność. Cały problem, to było zaprojektowanie i wykonanie programu do tokarki sterowanej numerycznie. CNC to nic takiego i wystarczy
znać się na autoCAD, a reszta to pryszcz.
Toczenie to nie wszystko, bo należało wykonać otwory w osich pod wały i
osadzenie na nich łożysk tocznych oraz przeniesienie napędu z silników
elektrycznych do każdego z kół. Po drodze było też spawanie,
dopasowywanie, montaż i wiele innych prac, których nie będę wymieniać. To
nie były wszystkie problemy związane z kołami, bo całość należało
zmontować w ciasnej kopalni i doprowadzić energię elektryczną o
niebagatelnej mocy, bo aż 40 kW.
cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 7:58, 22 Maj 2010    Temat postu:

Kasia miała największy udział w naszym doświadczeniu, ponieważ bezbłędnie
naprowadzała nas na właściwy kierunek, jak by go znała wcześniej. To ona
poddała myśl, by zwiększyć średnicę kół.
Kiedy to mówiła, znów zauważyłem jaką jest uroczą kobietą o pięknych kształtach ciała. Niewysoka, ciemna blondynka z przenikliwymi oczami, przed którymi nic nie może się ukryć.
Jedno jej spojrzenie rozbraja każdego mężczyznę, a kiedy się śmieje, staje
się inna. Ten uśmiech mówi - kocham ciebie. Ona powinna być noszona na
rękach przez wielbiciela, ale na pwno za ten pomysł. Dla kobiety, fizyka
powinna być nudna, bo tam nie ma nic z wzniosłych uczuć, ale jest piękno.
Tak, Kasia jest wrażliwa na piękno i w fizyce widzi to piękno i przeżywa
wzniosłe uczucia. Piękno i uczucia jej są skierowane na Stwórcę
rzeczywistości, którą bada. Kasia wbrew pozorom, jest osobą wierzącą w Boga i dla niej wyznacznikiem wiary jest Biblia. Ona wierzy w dosłownie jej brzmienie, a nie żadne interpretacje dokonywane przez najróżniejsze kościoły.
Może to było powodem, że zainteresowała się kołami Ezechiela i salą
Daniela, bo nawiązywały do wydarzeń biblijnych. A może powodem było coś innego, może wiedziała więcej, niż ja, czy George. Czy mogła mieć jakiś związek z postaciami biblijnymi, a może przepowiedniami Daniela? Może skądś przybyła?

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 23:00, 23 Maj 2010    Temat postu:

Pomyślicie, że trzeba być niespełnym rozumu, żeby się rzucać na tak trudne przedsięwzięcie z kołami, które pochłonęły dużo czasu, niemałe pieniądze i to nie jednego nawiedzonego, ale nas trzech. Do tego zmotywował nas wspomniany efekt Ezechiela. Zauważylismy go podczas pierwszego doświadczenia z małymi kołami, a ukazał się nam, jako poświata wypełniająca przestrzeń najmniejszego koła. To jawiło się, jako mleczna kula podobna do białego abażuru, lecz ledwo zauważalna. Na początku tego nie zauważyliśmy i sądziliśmy, że to jest efekt szybko obracających się kół, takie miganie ich przed oczami. Nagle Kasia zwróciła nam uwagę, że mleczna kula częściowo przesłania nam widok, który był za kulą. To jest normalne przy szybko obracających się kołach, ale Kasia powiedziała, że tak mocno nie powinno przesłaniać. I rzeczywiście, po głębszej analizie i obliczeniach, byliśmy pewni, że coś jest nie tak, właściwie bardzo mocno nie tak.
Tych doświadczeń z kołami robiliśmy znacznie więcej, łącznie z przepuszczaniem światła laserowego przez mleczną kulę i wyniki potwierdzały, że jest ona przeszkodą nawet dla lasera.
Mieliśmy już tego dosyć, bo zamiast zarabiać pieniądze, tkwiliśmy w tej dziurze marnując czas. George zrobił dokumentację całego doświadczenia i ową mleczną kulę nazwał białą dziurą. Tak ją nazwał, dla odróżnienia od czarnej dziury pochłaniającej wszystko, nawet światło. Biała kula była jasna, a więc światła nie pochłaniała.
Dokumentacji nikomu nie udostępnił i czekał na nadarzającą się okazję. Może jakieś badania w jego instytucie, albo w inny sposób wykorzystać. George ma głowę do interesów i na wszystkim potrafi zrobic pieniądze, ale musi mieć coś pewnego, a nie jakąś tam kulę.
Kasia była innego zdania i powiedziała, że należy kontynuować doświadczenia z kołami i poddała myśl, żeby zwiększyć ich śraednicę i ulepszyć całą konstrukcję. Ja oczywiście przystałem na Kasi propozycje, bo ciekawość mnie zżerała, a przede wszystkim, dla Kasi zrobiłbym wszystko.
Tak powstała decyzja o wykonaniu nowych kół pozbawionych wad tych małych. Następne wydarzenia już znacie i przystąpię teraz do opisu tuż po uruchomieniu nowych kół Ezechiela.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 9:54, 25 Maj 2010    Temat postu:

Pierwsze uruchomienie kół odbywało się z kłopotami, bo to prądu zabrakło na skutek wyłączeń w sieci, albo ruch powietrza, który powodowały koła i ciepło od silników. Po paru dniach się z tym uporaliśmy i mogliśmy zacząć właściwe próby nad Ezechielem.
Efekty były nadzwyczaj pomyślne i wszyscy patrzeliśmy na nie, jak wryci. Chodzi o mleczną kulę, bo ukazała się nam z całą okazałością. Miała kształt bardzo wyraźny o zarysowanej powierzchni, ale bez żadnych szczegółuw na powierzchni. Po prostu była idealną kulą wewnątrz najmniejszego obracającego się koła, ale wyraźnie mniejsza o tego koła. Później poprzez oświetlanie jej i rzucanie cienia na tarcz, zmierzylismy jej średnicę, która wynosiła dokłądnie 1,4 m i mieściła się z dużym luzem w najmniejszym kole. Prawdopodobnie miała związek z długością fali interferencyjnej normalnej i ciemnej materii.
Właściwie to powtórzyło się wszystko, jak w małymi kołami, a różnicą była bardziej widoczna mleczna kula. Przyszedł nam pomysł, by tam zajrzeć i najlepiej byłoby umieścić w niej kogoś z nas. Ale, jak to zwykle bywa, nikt nie chciał ryzykować i ustaliliśmy, żeby włożyć tam kamerę.
Zaprojektowaliśmy tak, żeby oś najmniejszego koła była w pionie i w tej osi podwiesić kamerę, a nawet człowieka. Podwieszenie posiadało ułożyskowanie nie pozwalającym na odebranie stopnia swobody w osi pionowej. Człowiek, lub kamera, musiała być nieruchoma podczas szybko obracających się kół.
A więc umieściliśmy tak kamerę, rozpędziliśmy koła, biała dziura się pojawiła. Obracaliśmy kołami 5 minut, żeby jakiś ciekawy fimik video wyszedł i obejrzeć sobie.
Ale cóż, po zatrzymaniu kół, kamery nie było, a u góry w osi wystawał kawałek drutu idącego do kamery. Coś go użarło na przejściu miedzy widzialną przestrzenią, a mleczną kulą. Nie było jej nigdzie, wyparowała!

W cuda nie wierzymy i musiało mieć jakieś racjonalne wytłumaczenie, którego jeszcze nie znaliśmy. Nie dawało nam spokoju, co mogło pożreć kamerę i kawałek łącznika. Wzięliśmy ten użarty kawałek pod mikroskop i to, co ujrzeliśmy, zaparło nam dech. Nie było tam żadnych śladów od zębów, noża, ani zgniotów, tylko stalowy pręt, z którego wykonany był łącznik, został jakby rozpuszczony w kwasie. Nie miał ostrych przejść, tylko sieć krystaliczna żelaza stawała się coraz rzadsza, jakieś dendryty z niej wystawały i na przestrzeni ułamka milimetra kończyło się. Tego nie dokonał kwas, bo na powierzchni metalu nie było żadnych zwiazków od reakcji chemicznych, ale coś nas bardzo zaskoczyło i to niemożliwego. Próbkę poddaliśmy pod obserwacje mikroskopem skaningowym i zauważyliśmy, że sieć krystaliczna metalu zmieniła swoją strukturę, bo odległości między atomami się znacznie zwiększyły. To jest nieprawdopodobne, ponieważ kryształy żelaza mają niezmienną sieć, a tu nagle powstała zmieniona. To odkrycie już zasługiwało na Nobla - lekko żartując.
Wpadłem na pomysł, by zrezygnować z połączenia mechanicznego kamery z kołami, na rzecz pola. Pola nic nie powinno ugryźć, bo tam nic nie ma do ugryzienia, to jest tylko pole magnetyczne niesmaczne nawet dla najwiekszych żarłoków.
Wpadłem na pomysł, żeby wykorzystać magnesy stałe i elektromagnesy, aby wykorzystać efekt magnetycznej poduszki, jaka jest w pociągach na takiej samej poduszce. W najmniejszym kole od wewnątrz należało umieścić elektromagnesy, nad którymi unosiły się magnesy stałe, a między nimi szczelina na kilka centymetrów. Taki fotel na poduszce magnetycznej, na którym mogła byc duża kamera, inna aparatura, a nawet człowiek.
Stabilność fotela na wychylenia boczne była bardzo dobra, ponieważ obracające sie elektromagnesy zataczały w przestrzeni czaszę kulistą idealną, jako gniazdo mechaniczne.
Musiałem ten długi opis zamieścić, żeby nie być posądzony o pominięcie istotnych kwestii dla znających się na technice i sądzę, że wszystko jest zrozumiałe i nie będę do tego wracać.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 7:25, 26 Maj 2010    Temat postu:

Zrezygnowaliśmy z kamery i zastosowaliśmy wiele czujników mierzące parametry fizyczne oraz pozom promieniowania elektromagnetycznego. W takich warunkach każda kamera może wysiąść ze względu na wrażliwą elektronikę, a czujniki są znaczne odporniejsze. Podobne czujniki pracują w sondach kosmicznych, a także na Marsie się sprawdziły.
Umieściliśmy zestaw urządzeń wewnątrz kół i rozpędziliśmy je do prędkości 50 obrotów na minutę każde. Efekt Ezechiela pojawił się nagle, obracały się także 5 minut i zatrzymaliśmy. Zaskoczeni byliśmy bardzo, bo nic nie użarło i czujniki były nietknięte. Wniosek z tego, że pomysł z polem magnetycznym był trafiony i dowiedzieliśmy się, że poduszka magnetyczna o wysokości 2 cm jest wystarczająca. Wymiar dzielący przestrzeń naszą i kuli musiała być mniejsza, niż 2 cm.
Teraz wystarczyło odczytać dane z czujników i dowiedzieć się wszystkiego, co tam się działo.
Niestety przełozyliśmy to na następny dzień, bo zrobiła się 4 w nocy, a dane należao odczytać na komputerze, który musiał długo je przetwarzać.
Wszyscy padaliśmy z nóg i żal mi sie zrobiło Kasi, bo oczy dostała, jak szparki. Jej przecudne oczy były na wpół zamknięte, ale wiedziałem, że zżera ją ciekawość zapisu danych. Tylko przez chwilę przeszła mi szalona myśl, żebysmy wszyscy przespali się w kopalni, lecz względy moralne zwyciężyły. To znaczy mógłbym zaproponować ten nocleg, ale nie chciałem urazić Kasi i zapewne Georga.

O rany, 8, ja jeszcze śpię, a obok George chrapie. Wyskoczyłem z łóżka i poszedłem do drugiego pokoju grzecznie pukając do drzwi, by obudzić Kasię. Kiedy nie odpowiadała wszedłem do pokoju zaniepokojony by sprawdzić, co jest? Nie było jej tam i szybko pobiegłem do pomieszczenia z komputerem i zobaczyłem tam Kasię wpatrującą się w monitor z wyświetlonymi danymi z sond Kół Ezechiela.
Była tak pochłonięta pracą, że mnie nie zauważyła, za to ja zamiast rzucić się na wyniki, rzuciłem okiem na Kasię. Właściwie to ją pożerałem oczami, bo taka była pociągająca. Ubrana była w krótką sukienkę i pochylała się nad wydrukami z sond i kamery_. Miała bardzo zgrabną figurę, jej kształtne bioderka przyciągnęły moją uwagę natychmiast, wypukłe pośladki z idealnie zgrabnymi nogami targały moimi namiętnościami. Ale to nie wszystko, bo wcięcie w taili i przepiękny biust robiły niesamowite wrażenie.
To było kilka sekund fascynacji Kasią, bo przecież nie mogłem pozwolić, by sie zorientowała o moim zaciekawieniu nią i kiedy trzasnąłem drzwiami, zorientowała się, że wszedłem.

cd.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 10:08, 27 Maj 2010    Temat postu:

Zdzisławie - rzekła - spójrz, ja z tego nic nie rozumiem, może ty coś wywnioskujesz.

-Tak, mam na imię Zdzisław, takie nieciekawe, staroświeckie imię i nie rozumiem dlaczego rodzice mi takie nadali. Może dlatego, że w naszej rodzinie jest ktoś z takim imieniem i pełni ważną funkcję społeczną. Kasia wie, że nie lubię swojego imienia i na przekór tak sie do mnie zwraca.
Przysunęła się do mnie z wydrukami danych i pokazuje z wielkim zaskoczeniem pytając
-czy Ty coś z tego rozumiesz? - Dane były szokujące bo na przykład temperatura była bliska zera bezwzględnego, ciemność, głęboka próżnia, a promieniowanie jonizujące znacznie wyższe. niż w kopalni. Dane te są niemożliwe, bo skąd zero bezwzględne by się wzięło, przecież w kopalni mamy 16 stopni. Także skąd ta próżnia, czy koła mogły wytworzyć próżnię? Fizycznie to jest niemożliwe. Wyższe promieniowanie też jest dziwne. Jeśli to nie awaria sprzętu, to jedynym wytłumaczeniem jest uznać te dane za prawdziwe.
Byliśmy kompletnie skołowani, bo nikt tego nie potrafił zrozumieć i zdecydowaliśmy umieścić tam specjalną kamerę odporną na niskie temperatury i próżnię oraz parę innych czujników.
Następna próba z rozpędzaniem kół, wyjmowaniem kamery i odczytem była już lepsza i taki cykl zajmował nam niewiele ponad godzinkę.
Nasza wiedza o mlecznej kuli nie posunęła się ani o krok, bo ciągle rejestrowaliśmy to samo i byliśmy z tego powodu zrozpaczeni. Czyżby przedstawiciele nauki polskiej byli do kitu? Nawet urocza kobieta naukowiec? Niemożliwe, powiedziałem i zaproponowałem, żeby zmienić parametry ruchu kół, zmieniając ich prędkość obrotową. Mieliśmy duże możliwości zmian parametrów, bo zakres obrotów każdego z kół mieścił się od zera do 300 na minutę. Zmiany prędkości mogły następować płynnie dla każdego koła osobno. Zapanowanie nad prędkościami kół mogło być tylko poprzez sterowanie numeryczne z komputera. Do tego był niezbędny program, który napisany był za pomocą odpowiedniego algorytmu i macierzy. Specjalistą od pisania programów jest George i nasze oczy skierowane były na niego, jako wybawiciela z opresji.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 8:12, 30 Maj 2010    Temat postu:

Mieliśmy już spore nrzędzia w postaci regulacji prędkości kołami, dobry program i typowy sprzęt sterowniczy. Mogliśmy zadawać dowolne prędkości kół do 300 obrotów na minutę.
Podczas następnych prób z mleczną kulą zaobserwowaliśmy ciekawe zjawisko, kiedy zmieniając płynnie obroty kół, nagle zmieniały się parametry fizyczne wewnątrz kuli. Podobne było do wyszukiwania stacji radiowych pokręcając gałką od długości fali Najdziwniejsze, kiedy przy pewnych nastawach skoczyło natężenie promieniowania - jakieś punktowe światła i wyższa temperatura.
Skąd u licha w kopalni takie światła i wpatrując się w monitor, wyglądało, jak nocne rozgwieżdżone niebo. Chociaż nie tak do końca, ponieważ gwiazdy nie były podobne do znanych astronomom.
Zdzisławie - z egzaltacją krzyknęła Kasia rzucając mi sie w ramiona - jesteś...jesteś....pierwszy, któremu to powiem, wiem co to jest! Wybierzmy się tam razem, bo znam to, Wiem od Daniela.
Pierwszy raz Kasię widziałem taką uradowana, ale czy te dziwne zapisy z wnętrza mlecznej kuli są powodem do takiej radości? Ja tam nic radosnego nie widzę oprócz Kasi w moich ramionach. Powiedziała - czy czujesz to, to jak dotykanie czegoś niesamowitego, najpiękniejszego?
- Owszem, czułem coś najpiękniejszego, najmilszego, ale dlatego, że miałem przytuloną do siebie Kasię. Ona obejmowała mnie za szyję, a ja ją w pół. Pomyślałem, po co mamy odkrywać jakieś wątpliwe światy, kiedy cały świat już mam w ramionach.
Kasia szybko z mojego uścisku się uwolniła, a ja jej w tym nie przeszkadzałem, wiedząc, że poczuła się skrepowana tą wylewnością. Ona zawsze była oszczędna w wyrażaniu uczuć i to odbierałem, jako obojętność wobec mnie.
Zdzisławie - rzekła - posłuchaj mnie uważnie, bo mam pewną koncepcję. Może i zwariowaną, ale kupy się trzyma. Kiedyś rozmawialiśmy o Wieloświecie, jako jednej z koncepcji kosmologicznych i to właśnie mi się na myśl nasunęło przeglądając dane z sond. Może zbyt pochopne wnioski wyciągam, może w tym dużo chcenia, albo wpływu wizji Daniela. Zawsze mnie intrygowały jego wizje i nie bardzo wiem, jak rozumieć te cztery bestie? Lecz to, co widzieliśmy, z bestiami nie mają nic wspólnego.
ha ha- zaśmiałem się - ale poważnie, odstawmy mitologie i uruchommy rozum naukowca. Hipoteza Wieloświata zakłada nieskończoną liczbę wszechświatów podobnych, a także i bardzo różnych od naszego. W Wieloświecie nieskończonym wszystko może się wydarzyć, bo taką cechę ma nieskończoność. Może być wzechświat, gdzie Ty i ja będziemy......
Ona opuściła oczy, a ja tematu dalej nie ciągnąłem. Dzień się kończył, a na następny zaplanowaliśmy wiele do wykonania.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 10:05, 01 Cze 2010    Temat postu:

Jakoś nie mogłem dzisiaj spać i wstałem o świcie. Wyszedłem na zewnątrz domu, by podziwiać okolicę. Na horyzoncie pojawiło słońce, które przepięknie oświetlało łańcuchy górskie Karkonoszy. Małe góry, ale swój urok mają. To był koniec października i w niektórych miejscach pojawił się snieg. Była nadzieja dla nas, bo sezon narciarski niebawem się rozpocznie i zarazem większy ruch w naszym muzeum. Wszyscy czekaliśmy na kasę, bo urlop Kasi i Georga pomału dobiegał końca i ja ze swoimi problemami pozostanę sam. Coś tam wykombinuję i jakiegoś pracownika do pomocy wezmę, bo nie mam zamiaru skończyć, jako karczmarz, kasjer i odrźwierny. Zresztą tak uzgodniliśmy w trójkę.
Taki optymizm mnie naszedł i pewnie dlatego, że świt w górach jest przepiękny, ten krajobraz skąpany w blasku słońca. A może ten optymizm z czegoś innego wynika? Na pewno tak.
Tak sobie siedzę przed domem, rozmyślam, aż tu nagle Kasia się pokazuje i mówi, że śniadanie na stole. Ja stanąłem na równe nogi i nie mogłem wyjść z podziwu nad Kasią, ale tego nie dałem po sobie poznać. Ona na tle gór i w promieniach słońca wyglądała przecudnie. Pomyślałem, że ten świat jest najpiękniejszy z wszystkich wszechświatów.
Zdzisławie - zawołała Kasia - dalej, chodź na śniadanie, bo George już czeka, kawa zrobiona, tylko Ciebie brak. Czym się tak zachwycasz? Gór nie widziałeś? Po śniadaniu dużo roboty mamy!
Kasia wołając mnie na śniadanie starała się być miła, ale wiedziałem, że jest bardzo niecierpliwa. Nie potrafi do końca ukrywać swych emocji, ale to dodaje jej uroku.
Kasia śniadanie zrobiła na szybciaka, bo czas naglił. Prawdę mówiąc, śniadanie było skromniutkie. Składało się z niezłej kawy z expresu, gotowych kanapek przełożonych wędliną. Na deser po dwa kruche ciasteczka. I to wszystko.
Właściwie to było śniadanie spartańskie, w które Kasia włożyła swoją duszą. W tym pośpiechu zrobiła najlepsze, jakie tylko było możliwe. Nie będę wiele mówić, jak mi smakowało, ale czułem się, jak bym miał gębę w niebie.
Zauważyłem kątem oka, że George miał kanapki obłożone mortadelą, a ja polędwiczką i sądzę, że to nie przypadek. Czyżbym zasługiwał na lepsze kawałki? Przecież George ma większe zasługi w naszych doświadczeniach, niż ja. Ciekawe dlaczego Kasia mnie tak wyróżniła? Pewnie to jednak przypadek.
Zaraz po śniadaniu pojechaliśmy do kopalni, a to dosłownie chwila, bo odległość to niespełna 1,5 km. To jest idealna odległość, by pieszo pójść, ale czas nas pogania, bo dzisiaj będzie decydujący moment. George powiedział, że w nocy ulęgł mu się w głowie pewien pomysł. Może i szalony pomysł, bo przypuszcza, że w mlecznej kuli zaobserwowaliśmy świat alternatywny. Przekonał go obraz z kamery przedstawiajający rozgwieżdżone niebo, ale inne niebo, niepodobne do naszego.

George rzekł - Obraz ten na pewno nie przedstawia naszej Galaktyki, bo nie widać nigdzie znanych nam układów gwiezdnych, ani charakterystycznych gwiazd, to jest jakieś inne niebo.Kasia na to - a może nie w tym kierunku kamera patrzała, albo to inne czasy, ale dotyczące naszej Galaktyki.
- Kasiu, ta galaktyka jest już ukształtowaną galaktyką i musi byś bardzo stara, podobnie, jak nasza.
- Jeśli tak, to co to może byc?
- Możliwe, że zajrzeliśmy do innej galaktyki spiralnej, a są ich miliardy we wszechświecie i wcale nie musimy się uciekać do jakichś światów alternatywnych.
- no dobrze, ale jak wytłumaczyć tą obserwacje, kiedy nawet Teleskop Hubbla tego nie potrafi? Chyba nie sądzisz, że nasza kółka są lepsze od Hubbla i to jeszcze umieszczone w ciasnej kopalni?
- Nie wiem i może skupmy się na zwariowanej teorii strun, inflacji i wieloświata. Zróbmy więc badania pod tym kontem i z takim nastawieniem kręćmy naszymi kołami Ezechiela.

Ta dyskusja zajęła nam parę godzin, a nasze koła bezczynnie stały, aż wzięliśmy się ostro do roboty, a najbardziej zdeterminowana była Kasia. Ona wierzyła w swojego Daniela i Starą Księgę.

Umieściliśmy na powrót zestaw czujników z kamerą i puściliśmy całość w ruch. Znów zadaliśmy po 100 obrotów na minutę i płynnie zmienialiśmy je do 90 w przeciągu 10 minut.. Mleczna kula na powrót się pojawiła i widać było, że te zmiany obrotów jej nie zniekształciły. Może troszeczkę stała się mniej jasna i taką zmianę zapisał miernik natężenia światła. Wszystkie czynności powtórzyliśmy, jak w poprzednich doświadczeniach i także przyglądaliśmy się odczytom i filmowi.
Parametry fizyczne z czujników i film nic nie pokazały, prócz jakiejś kakofonii świateł i skaczacych wyników danych. To podobne było do przejechania po wszystkich długościach fal w radio w krótkim czasie. Obraz z kamery puściliśmy w maksymalnie zwolnionym tempie. Ujrzeliśmy coś zaskakujacego, bo każda klatka pokazywała coś innego. Sądziliśmy, że to będzie jakiś film zmieniający się w czasie, a w rzeczywistości pojawiały się coraz to nowe obrazy niemające wiele wspólnego z poprzednimi. To wyglądało, jak film zrobionych z różnych zdjęć bez ładu i składu.
Stwierdziliśmy, że należy zastosować szybkozmienną kamerę taką, jaką stosuje się w laboratoriach rejestrujących na przykład ruch pocisku po wystrzale. I taką kamerę umieściliśmy w mlecznej kuli i powtórzyliśmy doświadczenie. Po odtworzeniu filmu oczom naszym nie wierzyliśmy, to było niesamowite.
Chłopaki - krzyknęła Kasia - już wiem, co to jest.
-George wiedział co Kasia ma na myśli, bo pierwszy poddał ten pomysł i czekał, co ma do powiedzenia.

- To jest inna galaktyka i nazwijmy ją Galaktyką Daniela
- Dobrze - rzekł George i ja też przystałem na ten pomysł i taką nazwę galaktyki.
Wiele galaktyk jest widocznych z Ziemi, ale nikt nie potrafił wejrzeć w nie z taką dokładnością, że widać poszczególne gwiazdy i inne struktury galaktyczne.
- Widziałem na twarzy Kasi zadowolenie, miała wypieki na policzkach i jak by nas nie zauważała. Pewnie jej mysli krążyły gdzieś w przestworzach, ale takich kosmicznych. Tylko jakiego kosmosu, pomyślałem, przecież nie naszego.
Na dzisiaj mieliśmy już dosyć i zmęczeni od wrażeń udaliśmy się do domu w oczekiwaniu na następny dzień.
cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 7:27, 02 Cze 2010    Temat postu:

Moi drodzy - powiedziałem z patosem - myślę, że jest to przełomowa chwila w naszych doświadczeniach, ponieważ uchyliliśmy rąbka tajemnicy o naszej rzeczywistości. Możliwe, że otworzyliśmy Puszkę Pandory i prawdziwe kłopoty mogą się dopiero zacząć. Jeśli rzeczywiście zajrzeliśmy w inny wszechświat, to skutki tego mogą być nieprzewidywalne.
Moje zdanie jest takie, że nie możemy nikomu pisnąć słówka o tym i trzymać w całkowitej tajemnicy. Wiecie, co by się stało, gdyby dowiedziały się instytuty naukowe? Zostalibyśmy odsunięci od badań, całość utajniona i zarekwirowana. A gdyby wojsko tu wpadło, to w najlepszym przypadku zostalibyśmy ślepymi wykonawcami ich poleceń, lub w przypadku sprzeciwu, aresztowani.
Wiecie, jakie narzędzia i broń mogłoby posiąść wojsko, gdyby wykorzystało do swoich celów naszą wiedzę? Nie wspomnę o opinii publicznej w naszym zideologizowanym państwie i większości świata.
A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Kasiu, może Ty powiedz pierwsza.
- Cóż co mam powiedzieć, chociaż chcialabym ogłosić światu nasze odkrycie, żeby nasza wiedza była dobrem wspólnym, żeby wszyscy mogli mieć z tego korzyści.
George na to - Kasiu, Ty jesteś niepoprawną idealistką i świat taki widzisz. Nie zdajesz sobie sprawy ile zła jest na świecie i nasze odkrycie zostałoby wykorzystane wbrew naszym zamiarom. Podobnie było z Einsteinem - on zwrócił uwagę światu na ogromną energię drzemiącą w materii i kiedy wykorzystano jego teorię do budowy bomby atomowej, pożałował tego gorzko. Niestety nie można było zatrzymać postępu nauki ze skutkiem nam znanym. Jednak ta straszna energia jest dobrodziejstwem, bo będzie nas ogrzewać w przyszłości i być warunkiem naszego istnienia na Ziemi. Trudno mi powiedzieć, czy należy utajnić całą sprawę, ale może Zdzisław ma rację i tak zróbmy. Jednak nie na zawsze i proponowałbym, by ją w późniejszym czasie ogłosić. Na razie dowiedzmy się co to jest, bo to może być coś zwykłego, albo czyjś kawał - Georgre spojrzał na nas badawczo. Po chwili się uśmiał ze swojej podejrzliwości i zdecydowaliśmy, że następne doświadcznia robimy.
-Na twarzy Kasi malowało sie niezadowolenie, bo ona chciałby naprawić świat, tchnąć w niego idei, dobra i uczuć. Ona jest przekonana o sensie istnienia świata, a celem jet człowiek - największe dzieło Boga. Dlatego jest taka ufna temu, co zobaczyła w mlecznej kuli i jest pewna, że tą drogą zbliży się do Stwórcy.
cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 20:58, 03 Cze 2010    Temat postu:

Czujniki parametrów fizycznych i szybkozmienną kamerę znów umieściliśmy wewnątrz kół Ezechiela i puśćiliśmy w ruch. Nastawiliśmy prędkość kół na 95,1 obr/min i w trakcie doświadczenia zwiększaliśmy prędkość do 96 obrotów. Po 15 minutach obejrzeliśmy dane i o dziwo przed oczami ukazał się nam przepiękny obraz kosmosu z czterema gwiazdami w towarzystwie jakichś dziwnych obiektów. Podobne widoki znamy i są to układy gwiazd z czarnymi dziurami w trakcie pożerania gwiazdy. Wokól czarnej dziury wytwarza się dysk akrecyjny i wygląda bardzo spektakularnie.
Jesteśmy pewni, że to jest inna galaktyka, bo układy czterech gwiazd z głodnymi towarzyszami w naszej nie zauważyliśmy. Może jeszcze ich nie dostrzeżono.
Zauważyliśmy coś jeszcze i wyglądało jak planety. Zbyt daleko były te obiekty i nasza licha kamera nie mogła dostrzec szczegółów, obraz był niewyraźny i ledwo odróżniał się od tła. Czyżby to był układ planetarny z czterema gwiazdami - zastanawialiśmy się, a Kasia była pewna, że tak.
Zdecydowaliśmy, że naszą kulę należy umieścić bliżej tego układu i sprawa się wyjaśni. Tylko jak to zrobić, bo zmieniajac prędkość obrotów naszych kół możemy znaleźć się całkiem gdzieś indziej. Powiedziałem, że możemy zrobić jeden manewr polegający na zmianie prędkości obrotowej jednego koła na przykład w osi Z, a pozostałych nie ruszać. Jeśli to nie pomoże, będziemy manipulować innymi osiami.
Poprzedni obraz pojawił się przy prędkości 95, 75 obr/min i tak nastawiliśmy 2 osie, a oś Z na prędkość95, 5.
Po następnych odczytach zapisu z mlecznej kuli wszystko było wiadomo, bo zblizyliśmy się we właściwym kierunku ku jednej gwieździe, tej największej. Był to rzeczywiście układ planetarny czterech gwiazd z trzema planetami. Możliwe, że planet jest więcej, ale naszą kamerą tego nie widać. Uwagę naszą przykuła jedna gwiazda, wokół której krążyły trzy planety.
Nagle wszyscy zamarliśmy ze strachu, ponieważ z niewyobrażalną prędkością pędziła ku naszej kamerze planeta. Ona dosłownie z minuty na minurę powiększała się, aż zakryła nam całkowicie pole widzenia. byłem przekonany, że to koniec z naszym sprzętem i mleczną kulą, bo się zaraz roztrzaska o powierzchnię planety. Jednak się nie roztrzaskała, bo przecież jest nakręcony film.
To była dosłownie chwila, kiedy planeta przeleciała przed obiektywem i szybko się oddalała. George szybko obliczył, że prędkość była sporo większa, niż III kosmiczna i niemożliwe, żeby planeta taką miała, bo by już dawno uwolniła się od przyciągania grawitacyjnego swojej gwiazdy. Z tego wniosek, że nasza kula musiała z wielką prędkością się przemieszczać względem planety i gwiazdy.
Od zagadnień programów i obliczeń, specjalistą był George i on wziął na siebie obliczenie parametrów ruchu tych obiektów.
Kasia i ja w tym czasie poszlismy na kawę do naszej kopalnianej kawiarenki i po naciśnięciu klawisza kawa szybko napełniła nasze filiżanki.
Kasiu, jak zwykle czarną z cukrem - zapytałem.
- nie, bez cukru
- co się stało? Zawsze z cukrem piłaś.
- Osłodź kawę sobą - zażartowała
- Kawy nie umiem osłodzić, lecz między łykami mogę lizaka dać.
- A czy ten lizak nie jest za bardzo wylizany - zapytała.
- odpowiedziałem, że właściwie to nie, a jeśli nawet, to słodycz odrosła.
Widziałem jej śmiejące oczy, jak coś kombinuje, by dać ripostę i na to wszedł George z wynikami obliczeń.
- Dosyć tych flirtów - powiedzial George - mam już przybliżone dane ruchu planety.
- Obliczenia poszły szybko, bo dane wstawił do programu i po pół godziny były wyniki.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 11:16, 06 Cze 2010    Temat postu:

Planeta jest wielkości Ziemi, lub trochę mniejsza, doba trwała około 16 godzin, a rok mógł wynosić między 12, a 16 miesięcy ziemskich . Znając ruch planety, można z łatwością obliczyć trajektorię mlecznej kuli z umieszczoną w niej aparaturą. Trajektoria miała być tak dobrana, by kula stała nieruchomo, jak satelita na orbicie geostacjonarnej Ziemi.
Komputer uporał się już z trajektorią lotuu i należało jeszcze pozmieniać prędkości kół Ezechiela. Zanąc zasady z poprzednich doświadczeń oraz mając aparat matematyczny, George obliczył nam te prędkości obrotowe dla każdej z osi. Należało je nastawić i puścić koła w ruch. Szło nam szybko i doszliśmy do perfekcji w całym cyklu obserwacji. Taki cykl trwał około 5 minut i po paru próbach i korektach doszliśmy do takiej wprawy, że mogliśmy mleczną kulę posadzić na powierzchni planety. Nie tak do końca posadzić, bo najlepszy wynik, kiedy kula zawisła nad powierzchnią wynosił tylko.... 10 km i nadal wykazywała przemieszczenia poziome z prędkością odrzutowca.
Radość nasza była ogromna z tych osiągnięć, bo się w głowie nie mieści, że można oglądać planetę z takiej odległości i to nieznaną. A najważniejsze, że w nieznanej galaktyce.
W tym dniu dalsze badania sobie odpuściliśmy, bo wrażeń mieliśmy naprawdę dość. Jutro też jest dzień.
Następnego dnia, oszołomieni sukcesem, poszliśmy pieszo do kopalni, na luzie, bez pośpiechu z mieszanymi uczuciami. Kasi i George był bo to był ostani dzień naszych wspólnych przygód z kołami, a ja musiałem tu tkwić choćby z powodu gospodarza muzeum i zabiegania o klientelę. Ruch był coraz większy z uwagi na turystów, bo sezon narciarski sie rozkręcał.
Weszliśmy do naszej nory i czym prędzej udaliśmy się do odczytów z komputera, który przetwarzał dane całą noc. Mieliśmy już w miarę dokładne obliczenia z czujników, sond i kamery umieszczonej w mlecznej kuli, która obserwowała dziwna planetę. Pokazały się takie dane: Masa planety 0,8 masy Ziemi, temperatura mierzona telemetryczne na powierzchni gruntu od 40 do 200 stopni C w zależności od miejsca. Grawitacja 75 proc. ziemskiej, rok trwa 16 miesięcy ziemskich. Inne dane pokrywają się z wcześniejszymi odczytami.
Dokładniejszych danych tym sposobem nie da sie uzyskać i to wszystko, na co nas było stać. Idealnym byłoby posadzić kulę na powierzchni planety, jak robiono z lądownikiem na Księżycu, lub Marsie. Jednak to jest marzenie ściętej głowy , bo było poza naszymi mozliwościami. Cały problem sprowadzał sie do precyzji ruchu kół Ezechiela, a na to nie pozwalały nasze mozliwości techniczne. Chociaż jest sposób, ale nakłady materialne byłyby znacznie przekraczajace nasze możliwości finansowe.
Kasia i George szykowali się do wyjazdu, bo urlop się skończył i pojutrze musieli pojawić się w instytucie. Powiedzieli, na odchodnym, że coś wymyslą, by posadzić naszą kulę na powierzchni planety. Mnie oczy się załzawiły z powodu bezsilności, ale też z powodu wyjazdy przyjaciół i towarzyszy w tak doniosłym eksperymencie. Ale najbardziej zrozpaczony byłem, że Kasia odjeżdża. Jednak nadzieja mnie uspokajała, że niebawem wróci i dalej w trójke podejmiemy prace z naszymu kołami. Ja tymczasem będę robić za klucznika i karczmarza.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:24, 10 Cze 2010    Temat postu:

Nie było tak źle, ponieważ zatrudnilem pomocnika do muzeum, a sam się uwolniłem od nudnych czynności. Chociaż nie do końca nudnych, ponieważ muzeum odwiedzali też ciekawi ludzie. Interesowali się naszym tematem i zbiorami z różnych okresów rozwoju ludzkości. Byli też znający się w temacie i musiałem odpowiadać na zaskakujące pytania.
Pewien zwiedzający mężczyzna zapytał mnie, czy można wyobrazić sobie, jaką energię w dalekiej przyszłości będzie ludzkość wykorzystywać i czy za poszukiwaniem energii bedziemy musieli podążać w nieznane rejony Galaktyki, a może jeszcze dalej? Mnie po plecach przeleciały ciarki, bo skojarzyłem sobie jego pytanie z naszymi doświadczeniami w kopalni. Pomyślałem przez chwilę, czy czegoś nie wie o naszej tajemnicy, ale to raczej był zwykły przypadek.
Ów mężczyzna był bardzo wysoki, szczupły, młody, ubrany sportowo, w dżinsach i adidasach. Był sam i nie rozmawiał z nikim, jednak coś w nim dziwnego było. Nie wiem co, ale miał dziwne oczy i robił wrażenie, jakby go nic nie obchodziło, a jedynie moja odpowiedź na zadane pytanie o energii przyszłości. Wypił kawę z automatu, posiedział parę chwil przy stoliku i poszedł sobie, jak by się gdzieś spieszył. Nawet nie zwiedził dobrze naszego muzeum, robiąc wrażenie, że zna je na pamięć.
Po jego odejściu, coś mnie intrygowało - te oczy, takie przenikliwe i czułem, że koniecznie chce się czegoś ode mnie dowiedzieć. Może to ktoś z KGB, FBI, albo innego wywiadu. Jednak nie wyczuwałem od niego żadnej wrogości, a wręcz przeciwnie, emanowała od niego przyjaźń i wzbudzał we mnie sympatię. W pewnym momencie poczułem, że grzebie mi w myślach, a ja mu je udostępniam. Bzdura - zaśmiałem się do siebie i poszedłem za grupką turystów popowiadać im o historii ognia i energii.
Po zamknięciu muzeum, kiedy byłem w domu, uświadomiłem sobie, że temu zagadkowemu turyście nie odpowiedziałem na zadane pytanie, skąd będziemy czerpać energię w dalekiej przyszłości, a on tej odpowiedzi się nie dopominał. Kompletnie go już nie rozumiem - w jakim celu wszedł do kopalni z dziwnym pytaniem. A może to jakiś homo niepewny? Ale chociaż mógłby być bardziej rozmowny. Z tą zagadką zasnąłem, by zebrać motywacje na następny dzień pracy.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 7:44, 12 Cze 2010    Temat postu:

Rankiem dostałem telefon od Kasi i z nieukrywanymi emocjami oznajmiła, że poprosili o bezpłatny urlop w swoim instytucie i dostali aż 2 miesiące wolnego. To nie było takie łatwe, instytut zwykle odmawia dodatkowych urlopów, ale w ich przypadku zadecydowało coś innego. Dostali bowiem propozycję na dwuletni kontrakt pracy w CERN, a urlop miał być wykorzystany do przygotowania się i przeprowadzki do Genewy. O czymś takim zawsze marzyli, ale kolidowało z naszymi doświadczeniami w kopalni, a właściwie je wykluczało.
Kasia i George postanowili, że przyjadą do mnie na miesiąc, by pchnąć trochę temat kół, może czegoś więcej się dowiedzą o tajemiczym świecie.
Na drugi dzień, pod wieczór, zajeżdża niezła Beemka, a za kierownicą George, obok Kasia. W gardle mnie coś ścisnęło, bo wyglądali, jak para, ale Kasia nieraz mówiła, że on nie jest w jej typie i woli takich.....zwariowanych jak ja.
Wyszedłem z domu i wykrzyknąłem z radością witajcie. Podbiegłem do drzwi Kasi i pomogłem jej wyjść. Właściwie to ją wyniosłem na rękach - trochę ważyła, ale jakże słodki ciężar. Uścisnąłem dłoń Georga i wyraziłem zadowolenie z ich przybycia.
Powiedzcie jak się jechało i domyślam się, że super. Takim autem, a przede wszystkim z taką pasażerką to jedzie się, jak na skrzydłach.
George rzekł - tak, rzeczywiście, jechałem uskrzydlony i dobrze, że trafiło na mnie, bo Ty na moim miejscu wzbiłbyś się nad poziomy z opłakanym skutkiem.
- A co, wóz nie chciał jechać, takie super auto?
- Bez przesady, to jest poprzedni model, ale te 12 garów robi swoje. Przecież muszę jakoś dojechać do Genewy.
- No jasne - rzekłem - Ale do tego wystarczyłoby ćwierć mocy.
- Zdzichu i Ty to mówisz? Muszę sobie dodać mocy, chociaż tej mechanicznej - śmiejąc się.
Kasia stała z boku i już się denerwowała, że nie jest w centrum uwagi, mówiąc:
- Chłopaki bijcie się o mnie, a ja w tym czasie idę się rozpakować i kolację przygotować, bo jutro zatrudniam Was w kopalni. Wymagam absolutnego posłuszeństwa i poświęcenia. Czy są słowa sprzeciwu? Nie? No to marsz na kolację!

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 9:00, 14 Cze 2010    Temat postu:

Nazajutrz pogoda była paskudna, jak to w listopadzie. Walił śnieg z deszczem i z miłą chęcią skryliśmy się w kopalni, a jeszcze bardziej z powodu wznowienia naszych doświadczeń z kołami Ezechiela.
Przez trzy tygodnie nikt kołami się nie zajmował, ale parę razy zajrzałem do sali Ezechiela, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Nawet nie próbowałem uruchomić czegokolwiek, bo a nóż znalazłbym się na jakiejś planecie nimf i jeszcze nie wrócił. A co na to by Kasia powiedziała, bo Georg chyba zbytnio by nie żałował. Pewnie niesłusznie tak go oceniam, bo przecież jesteśmy przyjaciółmi od wielu lat.
Ze świeżymi siłami i umysłami rzuciliśmy się w wir pracy i wzięliśmy się za nasze koła. Było mało czasu, bo przeznaczyliśmy tylko ten miesiąc, który Kasia i George mogli poświęcić przed wyjazdem do Szwajcarii.
W końcu przystąpiliśmy do właściwych prac i wprawiliśmy koła w ruch. Trochę zazgrzytały, zadrżały i to pewnie ze zbyt długiego postoju. Warunki w kopalni są dość agresywne i możliwe, że jakaś korozja w mechanizmy się dostała, ale po chwili wszystko wróciło do normy.
Przez te parę tygodni urlopu od kopalni, George opracował lepsze sterowanie napędu i udało mu się zwiększyć precyzję ruchu kół. Ta precyzja była o dwa rzędy wielkości większa, od dotychczasowej i pozwalało na niesamowitą dokładność pozycjonowania mlecznej kuli w przestrzeni. Nie będę wprowadzać w szczegóły, ale George cel osiągną programowo.
George na podstawie poprzednich namiarów, zbudował model matematyczny naszej planety i tak zaprogramował ruch poszczególnymi kołami, że powinno się udać posadzić kulę na powierzchni planety.
Kręciliśmy kołami dobre 10 minut, by sprawdzić dokładność obliczeń i ewentualnie je skorygowć.
Po zatrzymaniu ich zobaczyliśmy coś tragicznego. W najmniejszym kole była jakaś skruszona skała, trochę ziemi i jakieś inne zabrudzenia. Zniszczone były dwa czujniki, ale na szczęście pozostałe się uratowały, a przede wszystkim kamera.
Z duszą na ramieniu wrzuciliśmy dane do kompa i puściliśmy odtwarzanie z kamery. Oczom naszym ukazał się nieziemski widok - widzieliśmy całą okolicę z powierzchni planety. To była pustynia z niewielkimi górami, a w nich czeluście, jak by jaskinie. Panował półmrok, a na horyzoncie widniała łuna od zachodzącej gwiazdy. Widok był nadzwyczaj dziwny, ponieważ światło było ciemnoczerwone, które zalewało dużą część nieba. Najbardziej wystraszyliśmy się, bo w pewnym momencie nasza kula pomału zbliżała się do gruntu planety i zaczęła w nią uderzać. Widać było, jak szura po nim i słyszymy trzaski, wstrząsy kamerą i lecące okruchy gruntu. Mówimy, że to koniec i wszystko stracimy. Ale jednak nie, bo pokiereszowane, ale jednak sprzęty wróciły.
Z uratowanych czujników odczytaliśmy parametry ruchu, co nam pozwoliło dokonać niewielkich korekt, aby się ustrzec od następonego zderzenia z gruntem planety. Całe szczęście, że koła zatrzymaliśmy w czas, bo inaczej wszystko byśmy potracili.
Promieniowanie jonizujące na planecie było niewielkie i nie różniło się prawie wcale od panującego u nas w kopalni, może nawet trochę niższe. Nasza aparatura jest mało dokładna i wyniki są obarczone błędem. Jednak wystarczające do właściwej oceny warunków fizycznych.
Ciśnienie trochę niższe, jak na Ziemi, skład atmosfery podobny, ale zdecydowanie mniej tlenu. Jest go tyle, jak u nas na wysokości 4 tyś m.nad poziomem morza. Najgorsza jest temperatura, bo w trakcie zachodzenia, gwiazdy, wynosiła 50 stponi. To jest sauna, ale ze względu na niską wilgotność, przez krótką chwilę dałoby się wytrzymać.
Dysponując tymi danymi zażartowałem, że można by tam wysłać człowieka. Na to George powiedział
- Chyba Ciebie.
- ja na to - tak, ale z Kasią, i wtrąciła się ona mówiąc.
- z dwojga złego wybieram Zdzicha. To lecimy!
Tym optymistycznym i żartobliwym akcentem zakończyliśmy rozmowę, zabierając się do następnych prób z kołami.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 9:04, 16 Cze 2010    Temat postu:

Tych prób zrobiliśmy nastepnych kilkanaście i posiedliśmy dużą wiedzę o dziwnej planecie. Jednak nie na tyle dziwnej, bo ma dużo wspólnego z Ziemią. Różni się znacznie, ale na pustyni ziemskiej też są podobne warunki i nikt nie mówi, że tam nie można przebywać. Na Sacharze nawet w południe można troche pobyć, jesli sie ma cień i dużo do picia.
Z żartu o wysłaniu człowieka na naszą planetę powstał pomysł, żeby go urealnić i polecieć tam. Oczywiście ja tym królikiem doświadczalnym miałem zostać i odradzałem komukolwiek innemu. Powiedziałem, że jak zginę, to strata będzie najmniejsza, bo po co komu kopalniany gostek, a tym bardziej nauce. Kasia, jak to Kasia uparła się i mówi - Lecę z Tobą.
- Kasiu to niemożliwe - rzekłem - kobieta nie może narażać swojego życia. Ona musi być matką i przekazać swoje wartości dzieciom. Mężów może mieć wielu.
- Ale ja nie mam dzieci.
- I nie chcesz mieć? Tu Kasia się zamyśliła i nic mi nie odpowiedziała.
Pomysł wysłania człowieka na naszą planetę braliśmy coraz bardziej poważnie, bo tylko w ten sposób można ją poznać najbardziej. Tylko oko ludzkie i bezpośrednia obserwacja oraz wrażenia, dostarczą najwięcej informacji. Należało tylko wyposażyć nasze gniazdo w kołach do transportu człowieka. Wystarczyło zbudować klatkę, do której wejdzie człowiek tak, żeby z niej nic nie wystawało, bo inaczej straci kończynę, lub cokolwiek innego.
Klatka to prosta rzecz i wykonałem szkielet z drzwiczkami, a całość obłożyłem drobną siatką. Należało uważać tylko na palce, żeby ich nie przetykać przez oczka.
Klatkę umieściłem w gnieździe magnetycznym w najmniejszym kole i całość wypróbowałem pod kątem konstrukcyjnym i mechanicznym. Klatka nie rozpadła się, nie znikła i wyglądało na dobry pomysł. Miała ona kształt kuli o średnicy 1,3 m z małymi drzwiczkami, przez które mógł z łatwością przecisnąć się człowiek. Miejsca w niej było wystarczająco, że mogłyby się zmieścić nawet dwie osoby.
Powiedziałem - wyślijcie mnie tam, a całą odpowiedzialność za bezpieczeństwo biorę na siebie.
Kasia powiedziała - Oooo nigdy, nie z nami te numery!
George - a co, jak nie wrócisz? Odrzekłem - ciekawość człowieka jest większa od jego bezpieczeństwa. Loty kosmiczne zebrały wielkie żniwo ofiar i z tego powodu niewielu rozpacza. Kasiu czy rozpaczałabyś, gdybym nie wrócił z wyprawy? Kasi łzy zakręciły się w oczach o odrzekła - lecę z Tobą.
Po dłuższym milczeniu odezwał się George - a co ze mana, czy pomyśleliście o kwestiach prawnych? Mogą mnie oskarżyć o morderstwo. Co z tego, że nie celowe, ale jako naukowiec wszystko powinienem wziąć pod uwagę, nawet śmierć współtowarzyszy.
Z drugiej strony, niech mnie nawet zamkną, ale gdy się powiedzie, ryzyko się opłaci. A na pewno się opłaci całej ludzkości, bo być może posiądziemy wiedzę ognia i energii, która nas uratuje od niechybnej śmierci za pareset lat.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 8:16, 18 Cze 2010    Temat postu:

Kasiu wypróbujmy klatkę, czy będzie nam wygodnie. Ja wejdę pierwszy, a Ty po mnie. Usadowiłem się niewygodnie leżąc na plecach, które układały się według krzywizny klatki. Kasia miała trochę lepiej, bo położyła się na mnie. Nie wiem, czy jej było wygodnie, ale mnie się bardzo podobało.
Miejsca pozostało niewiele, a trzeba zabrać jeszcze ekwipunek w dwóch plecakach. Na pewno dużo picia, trochę jedzenia, coś do okrycia przed światłem, a może nawet chłodem. Nie wiadomo, czy temperatura jest stabilna, bo odczyty były wyrywkowe i mogą się wahać w dużych granicach. Zróbmy wyprawę pod koniec dnia, powiedziałem, bo temperatura już nie jest niebezpieczna dla życia. W końcu pobędziemy tam parę minut - powiedzmy 10 i zaraz wracamy. Nic nam nie grozi, zwłaszcza że nie ma tam żadnych żywych mikroorganizmów, ponieważ zbadaliśmy próbki gruntu, które przypadkowo znalazły się w naszych kołach. Na takiej gorącej pustyni nic nie może przeżyć, bo w pełnym świetle gwiazdy, temperatura sięga nawet setek stopni.
Nasz ekwipunek musimy ograniczyc, bo nie upchamy tego w klatce. Dwa plecaki z ciuchami i wodą, osłona przed promieniowaniem, rękawice i apteczka pierwszej pomocy. Zabraliśmy także zastrzyki z adrenaliny i jeszcze coś, bo nie wiemy, co nas czeka. Na aparaturę pomiarową i kamerą już nie starczyło miejsca i należało z nich zrezygnować. W końcu mamy dosyć danych i filmów.
Przed wejściem do klatki zauważyłem łzy w oczach Kasi, a sam je powstrzymywałem, żeby nie wyjść na mięczaka. Tylko George trzymał formę i był gotowy wysłać nas w nieznany świat. Jesteśmy już w klatce, emocje nam przeszły i zachowywaliśmy się, jak przed zwykłą podróżą. Na końcu George powrzucał nam plecaki i pozostałe rzeczy. Kiedy wszystko było zapięte na ostatni guzik Kasia krzyknęła do George - kręć pan, czasu oszczędź! Koła ruszyły ostro i po chwili zaczęło się coś dziwnego dziać. Poczułem się lekki, gdyż zapanowała nieważkość, a przed oczami ukazywały się nam najróżniejsze obrazy. One były słabo widoczne takie, bo nasza kamera wcześniej tego nie rejestrowała, ale oko ludzkie tak.
Czas pobytu na obcej planecie miał trwać krótko, raptem 10 minut, a wydłuża się i wydłuża. Nie nudziło się nam, bo przytulaliśmy się do siebie i widać było projekcje, jak w kinie 3D. Ta projekcja nic specjalnego nie przedstawiała i na początku wyglądało, jak rozgwieżdżone niebo. Następnie niebo zaczęło się zmieniać, zmieniało się położenie gwiazd i one wszystkie zaczęły się oddalać, aż znikły. Ujrzeliśmy równocześnie świecące plamy innych ciał niebieskich i już wiedziałem, że Droga Mleczna jest daleko za nami. Te inne ciała, to są następne galaktyki, miliardy galaktyk, gromad i supergromad galaktyk. Nieznane nam były te widoki, bo najlepsze teleskopy ziemskie ich nie dostrzegły i raczej znajdowaliśmy się poza obserwowalną z Ziemi częścią Wszechświata. On się nie kończy tam, gdzie go nie widać, lecz jest znacznie więkzy, może nawet nieskończony.
Gromady i supergromady galaktyk układały się w struktury, jak pajęczyny, a między nimi puste przestrzenie. Nasza kula przemieszczała się z potworną prędkością, gdyż z galaktyk porobiły sie kreski, tak szybko przelatywała. Pomyślałem, a co z Teorią Względności? Przecież nie ma większej prędkości od prędkosci światła, a my pędziliśmy może miliony razy szybciej. To było niezrozumiałe i świadczyło, że nasze pojmowanie rzeczywistości jest w powijakach.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 22:26, 19 Cze 2010    Temat postu:

Nagle obraz się zatrzymał, a przed nami ukazała się znana nam planeta. Niesamowite, mleczna kula usiadła na niej precyzyjnie. George po mistrzowsku to zrobił, on jest kawał gościa.
Radość została zastąpiona strachem przez to, co nam się ukazało przed oczami. To była wymarła planeta, niegościnna z surowym klimatem, duszącą atmosferą i przeraźliwym Słońcem. Ono było na horyzoncie i chyliło się ku zachodowi. Resztki słońca i ogromny obszar nieba wokół niego był krwisto czerwony, jak po jakiejś rzezi Azteków. Nie wiadomo, czy to atmosfera sprawia, czy słońce ma taki kolor. Jeśli słońce, to musi być czerwonym olbrzymem, którego życie dobiega kresu. Jednak coś jeszcze tu nie pasowało ze słońcem, bo nie miało całkowicie okrągłego kształtu, lecz jakiś wydłużony i wielokrotnie większe od naszego. Nie widać go było dokładnie, ponieważ chowało się za horyzontem.
Powiedziałem do Kasi, że wyjdę z klatki, rozejrzę się po okolicy i pójdę w kierunku tych skał. One były dziwne i wyglądały, jakby były ludzką ręką zbudowane. Ale nasze Dolomity tez takie skojarzenia przywołują.
Kasia powiedziała, że w żadnym wypadku nie mam wychodzić, bo za chwilę mleczna kula zostanie odesłana z powrotem na Ziemię. George nad tym czuwa.
-Kasia i George byli dobrej myśli i nie zdawali sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie za chwilę nastąpi.
George w kopalni realizował swój plan i wszystko przebiegało normalnie, aż tu nagle zaklął - ooo k....wa!!! światło zgasło.
Kiedy przerażenie opadło, uświadomił sobie, co to może oznaczać. Był tryb awaryjny na wypadek przerwy w dostawie pradu i polegało na gorącej linii do energetyki, by natychmiast naprawiono. Dlatego załoganci kuli zostali wyposażeni w niezbędny ekwipunek, by przeżyć chociaż dwie godziny w najtrudniejszych warunkach.
Rzeczywistość okazała się znacznie gorsza, dla Georga przerażająca. Własciwie to był wyrok śmierci dla Kasi i Zdzisława.
Na zewnątrz kopalni rozszalała się nawanica deszczu, śniegu z huraganem i pozrywała linie wysokiego napięcia. Straty były duże, bo na wielu kilometrach druty zostały zerwane, i kilka słupów powywracanych. Dla kilku ekip naprawczych to jest robota co najmniej na dzień, albo dwa. A w rzeczywistości jeszcze dłużej.
George już widział Kasię i zdzisława, jak umieraja z gorąca, bo jak długo można wytrzymać w 50 stopniach. Może uda im się jakoś schronić, ale nad ranem będą martwi.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 9:06, 22 Cze 2010    Temat postu:

Na obcej planecie Kasia i Zdzisław już się denerwują, bo tkwią w klatce 10 minut i nic. Klatka ani drgnie po 15 minutach i 20. Warunki stają się nie do zniesienia z powodu gorąca, czuli się, jak w saunie.
-Kasiu, masz napij się, rzekłem do niej i podałem bidon z wodą z minerałami. Byliśmy cali spoceni z gorąca i dyszeliśmy z niedoboru tlenu. Po godzinie większość wody została wypita, a reszta maiła być rezerwą na gorsze czasy, które zbliżały się w zastraszającym tempie.
Kasiu musimy stąd wyjść, bo za następną godzinę będziemy umierać w meczarniach.
Mam truciznę na taką okoliczność, ale pewnie jeszcze nie nadszedł na to czas. Tak się pocieszałem i powiedziałem Kasi, że jeśli ktoś z nas będzie pierwszy konał, drugi powinien podać truciznę. Ale na pewno przesadzam, bo George wie, co robi i nas wyratuje z opresji.
Kasia powiedziała, że jak nie wyjdzie z klatki, to zaraz umrze. Ja tego nie mówiłem, ale podobnie się czułem. Zdecydowaliśmy się na ten desperacki krok i podążyliśmy do pobliskich gór w poszukiwaniu schronienia przed gorącem.
Szło się lekko, bo przyciąganie grawitacyjne jest nieco mniejsze, niz ziemskie, ale niskie stężenie tlenu robiło swoje. Gorączka i brak tlenu wykonczyłyby najlepszego sportowca i dziwię się, że jeszcze idziemy. Szliśmy ślamazarnie dłuższy czas i reszta wody została wypita. W końcu dotarliśmy do upragnionych skał, w której jest wiele wnęk i czeluść. I jest też jaskinia, w której temperatura była o wiele niższa, ale jednak gorąco bardzo dokuczało.
Nie wiem, jak długo tam tkwiliśmy - były to minuty, a może pół godziny. Kasia zaczęła mówić od rzeczy i chyba majaczyła. Ja też zacząłem tracić orientację i mazał mi sie obraz przed oczami. Leżeliśmy obok siebie na chłodniejszym podłożu, ale i tak na niewiele to sie zdało. Nawet nie w głowie nam bylo, żeby się przytulić.
Poczekam jeszcze chwilę i podam kasi truciznę, a następnie sobie. Co chwilę traciłem świadomość i na powrót odzyskiwałem. To już koniec i chciałem sięgnąć po strzykawkę z trucizną, ale nie mogłem się ruszyć. Czyżby brak tlenu mnie unieruchomił? Przecież mam świadomość - albo mi się tak tylko wydaje. Może to są wizje agonalne, albo umarłem i jestem gdzieś. Tu jest dobrze i nie chce mi się nigdzie wracać.
Znów odzyskałem świadomość, patrzę na Kasię, a ona jeszcze oddycha. Leżymy bezsilni w tej jaskini i widzę w oddali, jak zbliża się do nas jakiś człowiek. Szturcham Kasię resztkami sił, szarpię ją coraz bardziej, by ją obudzić. Ona się poruszyła i zaczęła coś mamrotać. Chciałem koniecznie wiedzieć, czy widzi to samo, co ja. Jesli potwierdzi, to znaczy, że nie zwariowałem i ten czowiek jest rzeczywisty.
- Kochanie - wyszeptała Kasia, co się stało?
- Spójrz , tam w oddali widzę człowieka, czy widzisz to samo, co ja?
- Widzę jakąś postać - powiedziała szeptem i zaraz straciła przytomność.
Jak to dobrze, że nie dałem jej trucizny, może ten człowiek nas uratuje.

- Cześć Kaśka i Zdzichu - powiedział wesoło młody mężczyzna, wchodząc do jaskini.
Znałem go skądś i nie mogłem sobie przypomnieć skąd. Nie było w mojej mocy cokolwiek sobie przypomnieć i już dawno bym umarł, gdyby nie nadzieja pomocy od tego mężczyzny.
W Kasię wstąpiła energia i zdołała otworzyć oczy przysłuchując się ze zdziwieniem, co mówił ów mężczyzna. A mówił czystą polszczyzną, nawet literackim językiem.
- Słuchajcie Moi Drodzy, za godzinę będziecie już martwi.....
-Jego głos stawał się coraz cichszy, aż przestałem go słyszeć i widzieć.

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
luciu




Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:20, 24 Cze 2010    Temat postu:

Odzyskałem świadomość, ale widzę ciemność, chłód i pomyślałem, że to tutejsza noc nastała. Ciekawa planeta, że są tak duże różnice temperatur między dniem, a nocą. Tu jest całkiem przyjemnie i nadaje się do zamieszkania. Nawet Kasia ożyła i zaczęliśmy żywiej rozmawiać.
Ciekawe, gdzie ten gościu się podział - zapytałem
Na to Kasia ledwo słyszalnym głosem - chyba się gdzieś tu kręci, bo słyszę odgłosy.
- Rzeczywiście, ja też słyszałem, jak ktoś idzie, stuka czymś i w oddali widzę światełko. Szybko mi przez myśl przeleciało, że światełko w tunelu widzą ludzie w śmierci klinicznej, ale ja nie umarłem, bo czuję, słyszę i rozmawiamy z sobą. Nagle światełek zrobiło się więcej i wielu ludzi pojawiło. Cyba w piekle nie jesteśmy - pomyślałem, na pewno nie będą nas przypiekać - pocieszałem się.
- Dawaj tu - rzekł głos ze światełkiem, drugi głos na to - ciągnij kabel i daj mi w rękę.
- Strach mnie przeleciał, czyżbym był w piekle pederastów.
- Odpal agregat i po rozgrzaniu dawaj pełną moc! - usłyszałem.
Po chwili zapanowała przeraźliwa jasność, aż musiałem oczy zamknąć. Pomyślałem, że jednak w niebie jesteśmy, bo tak tu jasno. Tylko aniołów brak.
- Tu są jacyś ludzie ledwo żyjacy, przyślijcie ratownika - ktoś krzyczał.
Wyjęli nas z klatki i na noszach przetransportowali do szpitala.
Na drugi dzień odwiedził nas w szpitalu George, który nic nie rozumiał z naszego wypadku. Lekarz mu powiedział, że jeszcze dzień, albo dwa i puszczą nas do domu. Trochę gorzej było z Kasią, bo uległa większemu odwodnieniu, ale najgorsze jest już zażegnane.
Powiedziałem George, że Kasię dzisiaj widziałem i leży obok na żeńskim oddziale. Całkiem dobrze jest z nią, jest młoda i silna, więc odwodnienie śladów żadnych nie pozostawi.
Powiedz George co sie stało?
- Nie mam pojęcia, ale przyczyną wypadku jest na pewno brak prądu. Kiedy wrócicie wszytstko Wam opowiem.
- Wiesz George, my z Kasią mamy też wiele do opowiedzenia, ale czy w to uwierzysz?

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Seriale - utwory w odcinkach Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin