Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Akceptacja ryzyka i nadodpowiedzialność

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Świat ożywiony
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 25961
Przeczytał: 84 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:43, 31 Sty 2021    Temat postu: Akceptacja ryzyka i nadodpowiedzialność

Chciałbym zdefiniować pojęcie nadodpowiedzialności. Tak je sobie nazwałem, bo chyba nazwa niezgorzej oddaje ideę, o której chcę tu napisać.
Nadodpowiedzialność - postawa osobista charakteryzująca się brakiem akceptacji dla ryzyka w życiu, a co za tym idzie daleko posunięte unikanie wszystkich tych sytuacji, gdy nie sprawujemy kontroli nad, albo przynajmniej nie mamy przekonania iż ta kontrola jest sprawowana przez właściwe podmioty względem różnych okoliczności życiowych.

Nadodpowiedzialny (w sposób skrajny) człowiek nie zrobi niczego, co nie posiada gwarantowanego sukcesu, z czym wiąże się niepewność, ryzyko. Nadodpowiedzialni w społeczeństwie będą starali się realizować wyłącznie takie przedsięwzięcia, które są przewidywalne, określone w swoich ramach, sprawdzone. To jednocześnie oznacza, że nadodpowiedzialni są zdani na łaskę tych, którzy sprawdzalność ogłaszają, trzymają nad nią pieczę. Nadodpowiedzialny będzie się np. bardzo bał zastosować - w przypadku choroby swojej, czy swojej rodziny - mniej oficjalną, niesprawdzoną terapię. Problem w tym, że w bardzo wielu przypadkach oficjalne schematy leczenie okazują się nieskuteczne, więc nadodpowiedzialny ma wybór albo terapii ryzykownej, albo żadnej.

Nadodpowiedzialność w większości przypadków jest też motorem zależności od władzy, oznacza brak własnego zdania w wielu sprawach. Starając się być zawsze correct, starając się robić to, co uznane i sprawdzone, siłą rzeczy będziemy polegać nie tyle na tym, co sprawdzone w sposób absolutny, lecz co UZNANE ZA sprawdzone, czasem co po prostu wylobbowane przez określone grupy interesu. Dopiero w idealnym społeczeństwie, tam gdzie wszyscy byliby uczciwi, a procedury wyłaniania słusznych rozwiązań byłyby pewne, mielibyśmy podstawę aby wierzyć temu co oficjalne. Jednak ten świat jest skomplikowany, władza bywa skorumpowana, prawo częściowo niepoprawnie skonstruowane, a częściowo źle wdrażane, podatne na manipulację ze strony tych, którzy mają władzę i pieniądze.
Nadodpowiedzialni szukają sobie w życiu takiej niszy, która ochroni ich przed koszmarem (dla nich) podjęcia ryzyka.

Wiele systemów moralnych (szczególnie tych tradycyjnych) ryzyko traktuje jako zło. Moralność powstawała przede wszystkim jako system zakazów i nakazów, czyli ograniczenie na swobodę decydowania i działania. A choć owe nakazy i zakazy same w sobie najczęściej są słuszne (w sensie statystycznym, czyli społeczeństwo zyskuje, jeśli SREDNIO ten normy są stoosowane), to zbytnia podległość psychiczna ideologii zakazów i nakazów będzie skutkowała powolnym dryfowaniem osobowości w stronę podstawy bierności, nie podejmowania trudnych form odpowiedzialności, mentalnego ubezwłasnowolnienia (w dużym stopniu ubezwłasnowolnienia na własne życzenie).

Chcę zaznaczyć, że nie jestem wcale orędownikiem pójścia w drugą skrajność, czyli w zachowania z zasady ryzykowne. Nie, to nie tak. Chodzi raczej o to, aby przynajmniej co jakiejś czas dać sobie zezwolenie na bardziej ryzykowne postawy, przedsięwzięcia. Chodzi o to, aby - mimo tego, że zwykle stosujemy to co sprawdzone - być w stanie też DOSTRZEGAĆ SYTUACJE, W KTÓRYCH SPRAWDZALNOŚĆ JEST UŁUDĄ.

Pandemia koronawirusa, a szczególnie związany z nią paraliż służb medycznych, skompromitował dobre rady, które wciąż nam powtarzały media - rady w stylu: badaj się regularnie, słuchaj zaleceń lekarzy itp. Dzisiaj trudno jest często w ogóle spotkać się z lekarzem, badania są bardzo limitowane, wykonuje się ich niewiele. Tak więc rada typu "badaj się, bo to jest bezpieczne dla twojego zdrowia", zwyczajnie nie może być zastosowana.
To, że ryzyko w życiu występuje, że ono i tak nas doścignie zostało przez wielu jako zapomniane, zamiecione pod dywan. Tymczasem nasze życie i tak skończy się śmiercią - jak byśmy się nie starali, jakkolwiek nie próbowalibyśmy żyć wyłącznie kierując się zasadą maksimum bezpieczeństwa. Kto nie wkalkulowuje ryzyka w swoje życie, ten wikła się w potencjalną paranoję, bo to ryzyko i tak i tak się pojawi. Można udawać, że go nie ma, ale to będzie tylko udawanie, iluzja jaką sami sobie fundujemy, konserwując słabość naszych emocji.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 25961
Przeczytał: 84 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 0:45, 01 Lut 2021    Temat postu: Re: Akceptacja ryzyka i nadodpowiedzialność

Michał Dyszyński napisał:
Chciałbym zdefiniować pojęcie nadodpowiedzialności. Tak je sobie nazwałem, bo chyba nazwa niezgorzej oddaje ideę, o której chcę tu napisać.
Nadodpowiedzialność - postawa osobista charakteryzująca się brakiem akceptacji dla ryzyka w życiu, a co za tym idzie daleko posunięte unikanie wszystkich tych sytuacji, gdy nie sprawujemy kontroli nad, albo przynajmniej nie mamy przekonania iż ta kontrola jest sprawowana przez właściwe podmioty względem różnych okoliczności życiowych.

Z moich obserwacji wynika, że systemy moralne mają pewną skłonność do wywyższania nadodpowiedzialności. Zwykle jest tak, że nawet jak się staramy, jak dokładamy wszelkich sił, aby robić dobrze, jednak po naszych decyzjach przekonujemy się, iż z różnych przyczyn wychodzi źle, to czujemy się winni. Przynajmniej wiele osób czuje się winnych w tej sytuacji (może nie wszyscy). Obarczamy się winą za to, czego nie przewidzieliśmy, choć przecież przewidzieć jakichś następstw nie mogliśmy.
Z drugiej strony jest problem ludzi, którzy wszystko co robią sobie łatwo odpuszczają, są przekonani, że oni zawsze mają dobre intencje, a więc nie mają winy. Problem jest taki, że często owe ich dobre intencje są wyraźnie tendencyjne, sklecone pod kątem komfortu emocjonalnego, wywyższenia się, są oportunistyczne, wygodnickie.
Przesada w każdą stronę jest jakoś niewłaściwa. Tyle, że nikt nie wie, gdzie jest to właściwe POMIĘDZY.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Świat ożywiony Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin