Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Moc Biblii

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Święte Księgi
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 0:35, 12 Sty 2017    Temat postu: Moc Biblii

Nie jest tajemnicą, że jestem chrześcijaninem. Prawdą jest też, że uznaję autorytet Bibli, jako najważniejszej księgi chrześcijaństwa. Ale czym właściwie ów autorytet jest?

Przyznam, że kiedyś - czyli jeszcze pewnie ze 20 lat temu i dalej - gdy czytałem wypowiedzi ludzi, którzy deklarowali, że Biblia to dla nich najważniejsza księga, albo że to najmądrzejsze dzieło pisane, jakie kiedykolwiek stworzono, myślałem sobie coś w stylu: dobra, piszesz tak trochę ze strachu przed Bogiem, trochę aby się przypodobać swojemu kościołowi, trochę dla siebie, aby samemu się przekonywać, jaki to jesteś wierzący, bo pewnie masz wątpliwości... Tak sobie myślałem, ze oświadczenia ludzi o wielkości owej księgi są zdecydowanie przesadzone. Myślałem sobie - księga, jak księga - owszem, ważna, bo wprowadza do kluczowych zdarzeń religijnych, ale o jakiejś szczególnej jej mądrości nie ma powodu mówić. Jest tam parę wskazówek moralnych, napomnień, ale to nic szczególnego. Tak sobie myślałem kiedyś. Potem mi się zmieniło.
Dzisiaj bym powiedział, ze moje poczucie ważności dla źródeł pisanych, mądrości, których można z nich czerpać wygląda z grubsza tak:
Na pierwszym miejscu Biblia
na drugim - nie ma nic
na trzecim- nie ma nic
...
potem jeszcze długo, długo, długo nie ma nic
A potem są wszystkie inne dzieła ludzkie.

Żeby było zabawniej, to uważam tak wcale nie dlatego, że w Biblii wszystko jest jasne, że ona precyzyjnie tłumaczy, to co ma tłumaczyć. I wcale nie uważam, ze się "nie myli" w różnych swoich zapisach, że podaje "czystą prawdę" faktów. Nie będę się upierał, że jest napisana najlepszym językiem, albo że precyzyjnie podaje okoliczności zdarzeń. I nawet bym odradzał zbytnie traktowanie Biblii jako autorytetu, którego należy "tylko słuchać i nie mędrkować". Zgodziłbym się też ze sformułowaniem niektórych ateistów, że są tam "mity i bajki".
Te wszystkie zastrzeżenia wcale nie zmieniają mojego przeświadczenia, że jest to absolutnie najgenialniejsza, najważniejsza księga świata. I piszę to (naprawdę!) nie po to, aby się komuś przypodobać.
Zdaję sobie sprawę, ze to co tu piszę zapewne dla ateistów jest wręcz śmieszne, a przynajmniej dziwne, niezrozumiałe. I ja też pewnie (już będąc chrześcijaninem) gdybym wcześniej przeczytał te moje dzisiejsze deklaracje, to bym pewnie sobie pomyślał - coś tam autor tych słów sobie ubrdał, poprawność religijna przysłoniła mu trzeźwość patrzenia na świat. Tak bym sobie pomyślał, więc nie dziwię się, gdy większość ludzi coś podobnego sobie pomyśli.
Najciekawsze jest tu pytanie: dlaczego tak mi się zmieniło?
Zasadniczy powód jest taki, że ilość rzeczy dla mnie życiowo ważnych, które się mi wyjaśniły dzięki lekturze Biblii jest tak wielka, tak nieporównywalna z oddziaływaniem jakiegokolwiek innego źródła pisanego, iż nawet kiedyś przyszło mi do głowy, że Biblia jest dowodem na istnienie Boga, bo żaden człowiek nie potrafiłby stworzyć dzieła aż tak mocno oddziaływającego na świadomość.
Ciekawe przy tym jest to, że aby zrozumieć czym jest Biblia trzeba w szczególny sposób zmienić nastawienie do czytania. Typowym nastawieniem przy czytaniu książki jest - co to za fakt przedstawiają i czy jest on prawdziwy, czy nie?
W przypadku Biblii to nie działa. Tzn. nie twierdzę, że fakty, zdarzenia opisy, przedstawione w tej księdze są fałszywe, czy coś podobnego. Nie, chodzi o to, że Biblię czyta się pod kątem: co jeszcze w sobie i świecie mam zrozumieć?
Jeśli gdzies napisano, że prorok został połknięty przez rybę, to typową reakcją zwykłego czytelnika jest zapewne: eeee, pewnie jakaś bzdura, bo to jest niemożliwe. Dalej nie czytam. Może być reakcja w stylu: ale to bajka. Ktoś dopiero miał fantazję, jak to pisał.
Dzisiaj ja, gdy czytam o takim zdarzeniu zastanawiam się zupełnie inaczej - w szczególności: czego SYMBOLEM jest to zdarzenie? Co za nauka z tego płynie?
A nauki płyną rozliczne. Z tego połknięcia Jonasza przez wieloryba wynikają ciekawe wnioski dla osoby, która zaakceptowała ów szczególny, religijny sposób narracji. Można by powiedzieć, że całe owo zdarzenie jest ważnym do postawienia sobie przed oczy wyobraźni obrazem TRANSFORMACJI CZŁOWIEKA, jego przejścia od stanu braku akceptacji dla woli Boga, do stanu ufności i akceptacji. Chrześcijanie odczytają ten symbol szerzej, niż Żydzi - ta ryba (wieloryb dla Żydów też był "rybą") jest niejako zapowiedzią dalszej transformacji - w stronę chrześcijaństwa, którego późniejszym symbolem stała się ryba. Ryba jest trochę jak ten świat - pochłania nasze jestestwo, gdy jesteśmy nieprzygotowani i krnąbrni , a oddaje wtedy, gdy (jak to było z prorokiem w rybim brzuchu) będziemy gotowi wyjść na świat po swojej przemianie. Ten mit o Jonaszu (nie boje się nazwy "mit" i nawet do końca nie będę się upierał, że oparł się on o prawdziwe zdarzenie) jest potrzebny, aby człowiek zrozumiał swoje powołanie w życiu.
To był przykład wykorzystanie czegoś ze Starego Testamentu. Z resztą zupełnie przypadkowy - przyszedł mi do głowy prawie ad hoc.
Ale historii, wskazówek, powiedzeń, wyjaśnień, jakie w Biblii do mnie dotarły, jakie ukształtowały moje rozumienie jest tak wielka ilość, że nie potrafię tego z porównać z żadnym innym źródłem pisanym. Najwięcej jest ich w Nowym Testamencie. Tam każda przypowieść niejako MIENI SIĘ ZNACZENIAMI, każde zdanie jest jak element układanki, którą się umysłem przypasowuje w koncepcje, teorie, hipotezy. Może chodzi o to... eee... nie. raczej nie to, bo wtedy napisano by to inaczej. Więc może tamta poprzednia opcja ma więcej sensu, bo potwierdza ją cytat z ... - tak z grubsza przebiega myślenie na temat zdań, sformułowań, użytych porównań.
Ostatecznie to się łączy w całość, zaczyna tworzyć pewną spójną narrację, w której centrum jest człowiek szukający swojego jestestwa i Bóg, jako dawca sensu istnienia dla tego człowieka.
Biblia jest księgą, która rośnie wraz z człowiekiem. Coś innego dostrzegamy w niej w wieku lat 15, co innego w wieku lat 30, a co innego wieku lat 50. Tę księgę warto CZYTAĆ SOBĄ - nie samym umysłem, nie tylko sercem i nie tylko wiarą, ale zdarzeniami, jakie się w życiu pojawiły, problemami, przemyśleniami. Niektóre teksty z Biblii wyjaśniają się dopiero po pewnych przeżyciach - w szczególności po traumie jakiejś straty, porażki, zwątpienia. Wcześniej nijak nie miały sensu, nie dały się do niczego przypasować. Aż tu nagle zaczynamy rozumieć, bo sytuacja życiowa postawiła nowy problem.

Dobrze jest jednak też sięgnąć do wiedzy fachowców - biblistów. Pewne teksty biblijne są kompletnie niezrozumiałe, jeśli się nie zdobędzie pewnej minimalnej wiedzy o mentalności ludzi tamtych czasów. Podam przykład - nieraz w Biblii pojawia się sformułowanie "rozważać w sercu". My to rozumiemy jako jednoznaczne odwołanie się do uczuciowości. Tymczasem dla Żydów serce wcale nie było symbolem uczuć, a rozumu! Organem uczuć była (chyba..., bo mogłem źle zapamiętać)... wątroba. :rotfl:
Takich "drobiazgów" jest wiele, a warto jest się trochę w nich pogrzebać, jak też warto wyciągnąć pewien dość ogólny wniosek - nie spodziewajmy się przy lekturze tej Księgi jednoznaczności, czy łatwości - pewności interpretacyjnej. Ktoś kiedyś powiedział, ze Biblia jest bodaj rozkoszą dla umysłu. Po prostu niuanse są tutaj tak złożone, układanka tak skomplikowana, że satysfakcja z każdego drobnego sukcesiku w ujrzeniu kolejnego małego sensu jest gwarantowana.
Przyznam trochę, że nie do końca lubię takie podejście do interpretowania Biblii, jakie uchodzi za stricte katolickie, a miałoby polegać na dogmatyzmie, na jakiejś wizji twardej poprawności jednego ujęcia, a niepoprawności innych. Takie mocno autorytarne interpretowanie Biblii jest chyba najbardziej domeną Świadków Jehowy. Ale akurat ich sposób interpretacji (z drobnymi wyjątkami) uważam akurat za relatywnie mało sensowny. Ja w kościele katolickim nie spotykam się aktualnie z jakimś wielkim dogmatyzmem. Wręcz przeciwnie - wielokrotnie słyszałem zachęty do samodzielności w szukaniu "swojej prawdy Biblii".
Podsumowując - w moim przekonaniu Biblia ma wielką moc. Oczywiście nie jest to moc, jaka wyobrażają sobie scjentyści, czyli jakąś jednoznaczność sformułowań i ścisła zgodność z kanonami, normami naukowymi. Biblia jest taką "symboliczną księgą życia i człowieczeństwa" - księgą o jestestwie, o wzrastaniu w duchowości, o tym jak człowiek może zrozumieć samego siebie i swój związek z innymi ludźmi i światem. Nie jest księgą łatwą. Właściwie to jest trochę jakby "zakodowana", co należy interpretować tak, że pewne teksty będą niezrozumiałe dla człowieka, który nie zdobył jeszcze jakiejś konkretnej bazy doświadczeń życiowych i przemyśleń na ich temat. Ona odkrywa się człowiekowi wraz z jego życiem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Karol Ustaw




Dołączył: 05 Mar 2017
Posty: 160
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 4:44, 22 Kwi 2017    Temat postu:

Biblia jest obszernym zbiorem tekstów z bogatą możliwością interpretacji. Ma też to coś, co nazywasz autorytetem. To jakiś rodzaj "majestatyczności" możliwy do odbierania przy podejściu bez uprzedzeń. Dla mnie również jest ważną księgą, jeśli chodzi o kształtowanie moich postaw życiowych na różnych dotychczasowych etapach. Chyba nawet mógłbym powiedzieć, że jest najważniejsza, bo chyba miała największy wpływ, jednak nie mam aż tak wielkiej przepaści między Biblią a trzema czy czterema innymi książkami, które wpływ na mnie niewątpliwie wywarły.

Mam wrażenie, że ta podatność na interpretacje w Biblii jest wg Ciebie jej atutem. Dla mnie m.in. ona (ta podatność) stała się powodem... odejścia. Odejścia od wiary. W pełni świadomie przeprowadzonego odejścia. Odejścia powodowanego nie wrogością a wręcz przeciwnie - uczuciami pozytywnymi. W pewnym momencie uznałem, że zbyt dużo jest mojej woli w mojej religijności co stoi w sprzeczności z tym, że ma być wola Boga, a nie moja. Każdy rodzaj modlitwy jest forsowaniem własnej woli podobnie jak sama wiara... oczekiwanie, że jest i będzie tak, jak pragnę, by było.

Dzisiaj nie mam wiary w Boga ani wiary w to, że nie istnieje. Nie uważam się za ateistę ani tym bardziej za teistę. Jakkolwiek jest... to jest i moja wola jest zbędna. Jakkolwiek będzie, tak będzie. Mam spokój i moją wolę ograniczoną do mnie samego na ile to możliwe.

W Biblii nadal są teksty, które są czymś w rodzaju drogowskazów, jednak już nie na zasadzie autorytetu boskiego, bo zachowanie takiego autorytetu wymaga wiary w to, że księgi Biblii pisane były pod natchnieniem. A tej wiary już nie mam. Są też w Biblii treści budzące mój sprzeciw lub... hm... smutek.

No i jest poezja.

Sięgałem po Biblię dość często, w tym raz przeczytałem "od deski do deski", księga po księdze. Za każdym razem można znaleźć coś istotnego, interesującego, zastanawiającego...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 11:45, 22 Kwi 2017    Temat postu:

Karol Ustaw napisał:
Biblia jest obszernym zbiorem tekstów z bogatą możliwością interpretacji. Ma też to coś, co nazywasz autorytetem. To jakiś rodzaj "majestatyczności" możliwy do odbierania przy podejściu bez uprzedzeń. Dla mnie również jest ważną księgą, jeśli chodzi o kształtowanie moich postaw życiowych na różnych dotychczasowych etapach. Chyba nawet mógłbym powiedzieć, że jest najważniejsza, bo chyba miała największy wpływ, jednak nie mam aż tak wielkiej przepaści między Biblią a trzema czy czterema innymi książkami, które wpływ na mnie niewątpliwie wywarły.

Mam wrażenie, że ta podatność na interpretacje w Biblii jest wg Ciebie jej atutem. Dla mnie m.in. ona (ta podatność) stała się powodem... odejścia. Odejścia od wiary. W pełni świadomie przeprowadzonego odejścia. Odejścia powodowanego nie wrogością a wręcz przeciwnie - uczuciami pozytywnymi. W pewnym momencie uznałem, że zbyt dużo jest mojej woli w mojej religijności co stoi w sprzeczności z tym, że ma być wola Boga, a nie moja. Każdy rodzaj modlitwy jest forsowaniem własnej woli podobnie jak sama wiara... oczekiwanie, że jest i będzie tak, jak pragnę, by było.

Dzisiaj nie mam wiary w Boga ani wiary w to, że nie istnieje. Nie uważam się za ateistę ani tym bardziej za teistę. Jakkolwiek jest... to jest i moja wola jest zbędna. Jakkolwiek będzie, tak będzie. Mam spokój i moją wolę ograniczoną do mnie samego na ile to możliwe.

W Biblii nadal są teksty, które są czymś w rodzaju drogowskazów, jednak już nie na zasadzie autorytetu boskiego, bo zachowanie takiego autorytetu wymaga wiary w to, że księgi Biblii pisane były pod natchnieniem. A tej wiary już nie mam. Są też w Biblii treści budzące mój sprzeciw lub... hm... smutek.

No i jest poezja.

Sięgałem po Biblię dość często, w tym raz przeczytałem "od deski do deski", księga po księdze. Za każdym razem można znaleźć coś istotnego, interesującego, zastanawiającego...

Rozumiem zarzut. Dotykamy tu absolutnie podstawowego problemu filozoficznego, czyli rozdziału pomiędzy ja - reszta. W tym wypadku ten rozdział odnosi się do mentalnego rozróżnienia na ile źródło (tu Biblia) JEST niezależnie indywidualnym bytem, a na ile za każdym razem ten byt jest generowany w umyśle z samej wiary, że owa niezależność występuje. Wydaje mi się, że taką absolutnie pewną, obiektywizowalną odpowiedź trudno będzie tu przedstawić. Problem zawsze będzie miał jakąś płynną granicę, którą co najwyżej można trochę przesuwać, ale zawsze ta wiara gdzieś będzie.
Z drugiej strony ów zarzut można odrzucić właściwie prawie tym samym mechanizmem, który go stanowi. Bo przecież wszystko (!) i tak zawsze oceniamy za pomocą tego, co sobie zakładamy w naszym modelu rzeczywistości. Oceniamy rozpoznania rzeczywistości ZAWSZE naszym modelem, a nie samą rzeczywistością. Więc sytuacja z Biblią nie jest niczym nowym. Choć pozostaje kwestia SKALI, pytanie o to, czy tak silny udział wiary w percepcji owej księgi nie stanowi już "samograja", nie przesuwa rozpoznań ze strony wyborów, do (nadmiernego) arbitralnego stwierdzania i widzimisię.
Bo chyba w ogóle nie ma takiego zerojedynkowego rozstrzygnięcia, co na pewno jest prawem mojego umysłu, a co niezależnym od niego prawem świata.

Jednak...
Moje spojrzenie na tę sprawę jest jeszcze bardziej "dziwne". Właściwie aspekt, o którymi piszesz, że był dla Ciebie czymś, co zadziałało na niekorzyść religii, dla mnie jest kto wie, czy nie głównym ZA. :rotfl:
To jest naprawdę zabawne, jak ta sama okoliczność (!) może być przez dwie osoby dokładnie odwrotnie odbierana. Dla mnie ów fakt, że Biblia w jakiś sposób "wymusza" (?...) spojrzenie przez pryzmat mnie samego, a nie tylko jakimś "zewnętrznym obiektywizmem", jest właśnie podstawą wielkiego życiowego odkrycia! Oto dzięki niemu nagle jasne się staje jak bardzo JA JESTEM WAŻNY w tej układance, jak bardzo nie da się nic beze mnie.
Biblijny tekst ma bardzo wiele wymiarów. Dla mnie tym szczególnie cennym jest wyczytana (przyznam, że nieco między wierszami) apoteoza świadomości jako takiej. Gdy już raz się "załapie" ten powiew świadomościowy interpretacji Biblii, a potem jeszcze połączy ten powiew z innymi rozpoznaniami świata, to już nic nie będzie takie, jak było. To jest trochę jak odkrycie Boga w sobie - chciałoby się powiedzieć "ja jestem" (Jahwe). Jestem, bo nie odbieram już siebie jako czegoś wyłącznie miotanego tymi obiektywizmami i koniecznościami świata, ale jako aktywnego gracza na scenie istnienia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2324
Przeczytał: 10 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 13:00, 22 Kwi 2017    Temat postu:

Karol Ustaw napisał:
Biblia jest obszernym zbiorem tekstów z bogatą możliwością interpretacji

Która zresztą zmienia się w czasie i często bywa różna w różnych kościołach chrześcijańskich. Nigdy też nie możesz być pewny czy interpretujesz dany tekst prawidłowo, już nie wspominając czy w ogóle interpretujesz tekst oryginalny.
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Karol Ustaw




Dołączył: 05 Mar 2017
Posty: 160
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 19:07, 27 Kwi 2017    Temat postu:

@mat
Dzięki za linka i poruszenie ważnego problemu w czytaniu Biblii. Bo to rzeczywiście jest problem, gdy nie mamy dostępu do tekstu oryginalnego. Dotyczy to nie tylko przeróbek, pominięć lub dodatkowych wstawek. Już samo tłumaczenie niesie duże ryzyko nieprzekazania dokładnego sensu zawartego w oryginale (jak choćby tłumaczenie pozdrowienia Marii, co wyczytałem u doskoka:
doskok napisał:

Tak, to jest χαιρε (chaire). Zwyczajne w starożytnej grece słowo przywitania, pozdrowienia. To samo, którym w greckim tekście ewangelii według Łukasza anioł zwraca się do Marii, zwiastując jej dobrą nowinę:
Χαίρε, κεχαριτωμενη
Tradycyjnie tłumaczone na polski jako "Zdrowaś", chociaż znaczy tyle co "ciesz się", "raduj się". W języku tej ewangelii to codzienne, zwyczajne i banalne pozdrowienie równocześnie dobrze pasuje do tego, co anioł zapowiada Marii.

Ten problem przypomina trochę sytuację człowieka odseparowanego od bliskiej osoby, który otrzymuje "korespondencję" od tej osoby z jakiegoś powodu przez kilka etapów pośrednictwa (spisanie dyktowanej treści lub relacje z rozmów, późniejsze redagowanie, wyjaśnianie, tłumaczenie). Osoba ta ma do wyboru - odrzucić przekaz jako nieoryginalny lub... pokładać wiarę w to, że potrafi wyczuć intencje bliskiej osoby mimo zniekształceń. Ryzykuje albo odrzucenie tego, co bliska osoba chciała przekazać z powodu jakiegoś procenta zafałszowań, albo przyjęcie niepożądanych treści jako treści przypisywane bliskiej osobie. Co wybrać?
Im silniejsza wiara, tym łatwiej o przekonanie, że zna się intencje bliskiej osoby i potrafi się ją rozpoznać. Tak mi się wydaje...

@Michał
A ja rozumiem Twoje podejście i ten entuzjazm tkwiący w takim sposobie rozwiązywania problemu interpretacji. Sposób ten nazwałbym nawet genialnym... chociaż obcym mi. I to rzeczywiście jest zabawne/ciekawe/frapujące, że ta sama okoliczność może powodować diametralnie odmienne rozwiązania. Nie mamy gotowca (w sensie rozstrzygnięcia czy coś jest prawem naszego ja, czy jest prawem zewnętrznego świata). Pojmując coś, dokonujemy przejęcia, jakbyśmy brali glinę do lepienia. Ostatecznie i tak w pewnym sensie jesteśmy samotni gdzieś tam "na dnie duszy", zdani tylko na siebie. I jako tacy samotnicy niektórzy potrafią uchwycić pomocną dłoń (Boga... człowieka?), inni raczej nie. Ludzie są różni, więc tak też chyba być powinno. To chyba prawda, że jest wiele dróg, którymi można dobrze przejść życie, jeśli się to robi z przekonaniem... wiarą?
W każdym razie dobrze było przeczytać o Twojej postawie i o tym, co Ci daje :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8261
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 19:15, 27 Kwi 2017    Temat postu:

mat napisał:
Karol Ustaw napisał:
Biblia jest obszernym zbiorem tekstów z bogatą możliwością interpretacji

Która zresztą zmienia się w czasie i często bywa różna w różnych kościołach chrześcijańskich. Nigdy też nie możesz być pewny czy interpretujesz dany tekst prawidłowo, już nie wspominając czy w ogóle interpretujesz tekst oryginalny.
[link widoczny dla zalogowanych]
Nie ma takiego fenomenu jak "prawidlowa intepretacja tekstu". Interpretacja tekstu zalezy od kultury danego regionu, osoby dokonujacej interpretacji, I wielu innych czynnikow.

Michal Dyszynski napisał:
Te wszystkie zastrzeżenia wcale nie zmieniają mojego przeświadczenia, że jest to absolutnie najgenialniejsza, najważniejsza księga świata. I piszę to (naprawdę!) nie po to, aby się komuś przypodobać.
W Swieta Wielkanocne bylam u moich polskich sasiadow. Ich starsza corka przyszla z mezem, synem, I tesciowa. Niby powierzchownie mila pani w wieku 80 lat ale z uwaga, ze skrzywila sobie psychike przeswiadczeniem, ze pochodzi z tradycyjnej rodziny katolickiej I wiara katolicka to ta prawdziwa. Smutny to byl widok, jak nie byla w stanie sei kontrolowac I musial to za nia czynic jej syn. Owszem zabieraja ja ze soba w miejsca publiczne gdzie wszystkich znaja, bo nie musza tlumaczyc dlaczego musza nagle wyjsc.

Michal Dyszynski napisał:
... chodzi o to, że Biblię czyta się pod kątem: co jeszcze w sobie i świecie mam zrozumieć?
Powinienes uzyc terminu "czytam" nie "czyta sie".

A jak w trakcie studiowania tekstow biblijnych ma sie Twoje poczucie "wlaczania", bo jako katolik (trudno w Polsce uzywac terminu chrzescijanin, bo chrzescijanin to protestant nie podlegajacy Watykanowi) slubujesz sakramentalnie "kochac blizniego jak siebie samego"?

Michal Dyszynski napisał:
Biblia jest księgą, która rośnie wraz z człowiekiem. Coś innego dostrzegamy w niej w wieku lat 15, co innego w wieku lat 30, a co innego wieku lat 50.
Raczej nie "rosnie" jako tako, tylko czlowiek dojrzewa zcyiowo I niektorzy dochodza do wniosku, ze zostala spisana, autoryzowana do druku przez wiele osob o wielorakich intencjach. Osob, ktore nie roznia sie oda nas, tylko zyly znacznie wczesniej I ich problem zyciowe nie byly takie jak nasze.

Zebym nie wiem jak sie wczytywala w Ksiege Rodzaju, to nie zmieni to faktu, ze jej tresc ma niskie czestotliwosci I dlatego omijam te tresci szerokim lukiem.

Jaki z mojego wpisu moral? Kiedy "zawieszasz sie" na fizykalnosci tracisz lacznosc ze swoja esencja I dzialasz z nizszych instyntkow jak w tym przypadku pycha, ze nie ma lepszego tekstu niz Biblia. U nas w chrzescijanskich uczelniach przed taka postawa ostrzegaja I zachecaja do wglebiania sie w teksty innych tradycji.


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Czw 19:46, 27 Kwi 2017, w całości zmieniany 8 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 19:39, 27 Kwi 2017    Temat postu:

Karol Ustaw napisał:
@Michał
A ja rozumiem Twoje podejście i ten entuzjazm tkwiący w takim sposobie rozwiązywania problemu interpretacji. Sposób ten nazwałbym nawet genialnym... chociaż obcym mi. I to rzeczywiście jest zabawne/ciekawe/frapujące, że ta sama okoliczność może powodować diametralnie odmienne rozwiązania. Nie mamy gotowca (w sensie rozstrzygnięcia czy coś jest prawem naszego ja, czy jest prawem zewnętrznego świata). Pojmując coś, dokonujemy przejęcia, jakbyśmy brali glinę do lepienia. Ostatecznie i tak w pewnym sensie jesteśmy samotni gdzieś tam "na dnie duszy", zdani tylko na siebie. I jako tacy samotnicy niektórzy potrafią uchwycić pomocną dłoń (Boga... człowieka?), inni raczej nie. Ludzie są różni, więc tak też chyba być powinno. To chyba prawda, że jest wiele dróg, którymi można dobrze przejść życie, jeśli się to robi z przekonaniem... wiarą?
W każdym razie dobrze było przeczytać o Twojej postawie i o tym, co Ci daje :)

Pięknie to napisałeś. :*

Karol Ustaw napisał:
doskok napisał:

Tak, to jest χαιρε (chaire). Zwyczajne w starożytnej grece słowo przywitania, pozdrowienia. To samo, którym w greckim tekście ewangelii według Łukasza anioł zwraca się do Marii, zwiastując jej dobrą nowinę:
Χαίρε, κεχαριτωμενη
Tradycyjnie tłumaczone na polski jako "Zdrowaś", chociaż znaczy tyle co "ciesz się", "raduj się". W języku tej ewangelii to codzienne, zwyczajne i banalne pozdrowienie równocześnie dobrze pasuje do tego, co anioł zapowiada Marii.

Ten problem przypomina trochę sytuację człowieka odseparowanego od bliskiej osoby, który otrzymuje "korespondencję" od tej osoby z jakiegoś powodu przez kilka etapów pośrednictwa (spisanie dyktowanej treści lub relacje z rozmów, późniejsze redagowanie, wyjaśnianie, tłumaczenie). Osoba ta ma do wyboru - odrzucić przekaz jako nieoryginalny lub... pokładać wiarę w to, że potrafi wyczuć intencje bliskiej osoby mimo zniekształceń. Ryzykuje albo odrzucenie tego, co bliska osoba chciała przekazać z powodu jakiegoś procenta zafałszowań, albo przyjęcie niepożądanych treści jako treści przypisywane bliskiej osobie. Co wybrać?
Im silniejsza wiara, tym łatwiej o przekonanie, że zna się intencje bliskiej osoby i potrafi się ją rozpoznać. Tak mi się wydaje...

A to w ogóle jest genialne. :brawo:
Kwintesencja sytuacji człowieka, gdy dostaję Biblię do ręki. Właśnie - nie wie co robić, jak interpretować ten tekst. Czystą logiką, skupieniem się na faktografii?
- oj... nie za bardzo działa
To czym więcej?
- Ano SOBĄ, życiem!
Z każdym dniem się wgryzamy w materię prawdy vs fałszu, tego co trwałe vs ułuda. Różnie bywa. Nieraz trzeba się, po wielu latach ufania czemuś, ogarnąć i powiedzieć NIE. Czasem odwrotnie - przez lata było traktowane jako bzdura - aż nagle się okazuje, że to jest właśnie to.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8261
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 19:50, 27 Kwi 2017    Temat postu:

Karol Ustaw napisał:
Osoba ta ma do wyboru - odrzucić przekaz jako nieoryginalny lub... pokładać wiarę w to, że potrafi wyczuć intencje bliskiej osoby mimo zniekształceń. Ryzykuje albo odrzucenie tego, co bliska osoba chciała przekazać z powodu jakiegoś procenta zafałszowań, albo przyjęcie niepożądanych treści jako treści przypisywane bliskiej osobie. Co wybrać?
Im silniejsza wiara, tym łatwiej o przekonanie, że zna się intencje bliskiej osoby i potrafi się ją rozpoznać. Tak mi się wydaje...
SOS!

Jakie, wedlug Ciebie, mialy intencje osoby spisujace Ksiege Rodzaju I w jaki sposob sa Ci bliskie, skoro maja Cie w zyciu "prowadzic"?

Michal Dyszynski napisał:
Kwintesencja sytuacji człowieka, gdy dostaję Biblię do ręki. Właśnie - nie wie co robić, jak interpretować ten tekst. Czystą logiką, skupieniem się na faktografii?
Ten nie wie, kto siebie nie wie/zna. Ten kto siebie zna odczuje co w Biblii warto czytac a co nie. Nie gloryfikuje Biblii jako "slowa bozego" tylko przekazu czlowieka o wlasnym wyobrazeniu Boga.

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Czw 19:55, 27 Kwi 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 21:33, 27 Kwi 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Michal Dyszynski napisał:
Kwintesencja sytuacji człowieka, gdy dostaję Biblię do ręki. Właśnie - nie wie co robić, jak interpretować ten tekst. Czystą logiką, skupieniem się na faktografii?
Ten nie wie, kto siebie nie wie/zna.

A ten kto wszystko wie, nie ma problemów z niczym. Kto jest silny i młody, może biegać, śpiewać, tańczyć.
Czlowiek uczy się całe życie (z wyjątkiem oczywiście tych, co już całkowicie siebie poznali). Ja się sam wciąż poznaję, świat też poznaję, z każdym miesiącem dziwiąc się, że ilość rzeczy nowych, fundamentalnych dla rozumienia przyrasta, zamiast maleć. W odniesieniu do Biblii ta zasada obowiązuje w dwójnasób.

Dyskurs napisał:
Ten kto siebie zna odczuje co w Biblii warto czytac a co nie. Nie gloryfikuje Biblii jako "slowa bozego" tylko przekazu czlowieka o wlasnym wyobrazeniu Boga.

Znowu "ten co siebie zna"...
Jak do tej pory, wszyscy których spotkałem, uważający się za tych co to "wiedzą i znają", okazywali się tymi, którym... się wydawało.
Każdy oczywiście może mieć własne zdanie, własną wiarę w tej kwestii, więc swojej tu nie narzucam. Ale z każdym rokiem, gdy poznają Biblię coraz bardziej się przekonuję, jak wiele mi ma ta księga do powiedzenia. A przecież czytam najczęściej wciąż te same teksty, tam nic się nie zmienia. Geniusz owej księgi jest dla mnie tak powalający, że akurat przychylam się do opinii, że trudno sobie wyobrazić, aby była one dziełem TYLKO człowieka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8261
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 22:14, 27 Kwi 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
A ten kto wszystko wie, nie ma problemów z niczym.
Ta wiedza nie jest mierzalna I nie istnieje na poziomie intelektu. Wczesniej alchemia ja zwano. Mozemy tez "pozyczyc" termin yoga czyli Jednosc ciala, umyslu, I duszy.

Michal Dyszynski napisał:
Kto jest silny i młody, może biegać, śpiewać, tańczyć.
Nie jestem ani mloda ani silna a "biegam, spiewam I tancze".

Michal Dyszynski napisał:
Czlowiek uczy się całe życie (z wyjątkiem oczywiście tych, co już całkowicie siebie poznali).
Energia pierwszej czesci zdania jest w konflikcie z druga. Czlowiek uczy sie cale zycie.

Michal Dyszynski napisał:
Jak do tej pory, wszyscy których spotkałem, uważający się za tych co to "wiedzą i znają", okazywali się tymi, którym... się wydawało.
Mnie sie nie wydaje, ze znam siebie. Ja wiem.

Michal Dyszynski napisał:
Ale z każdym rokiem, gdy poznają Biblię coraz bardziej się przekonuję, jak wiele mi ma ta księga do powiedzenia. A przecież czytam najczęściej wciąż te same teksty, tam nic się nie zmienia.


I dlatego jeden z autorow ameryaknskich uzyl stwierdzenia eat this book. Tak daleko jak ten sam dekst Cie "karmi" (metafora = strawa duchowa) to jest Lectio Divina czyli "winda do Kontemplacji/Nieba".

Ale jak potem zaglebisz sie w kontemplacje, to nie bedziesz sobie zadawal takich pytan:

Cytat:
Geniusz owej księgi jest dla mnie tak powalający, że akurat przychylam się do opinii, że trudno sobie wyobrazić, aby była one dziełem TYLKO człowieka.


Wowczas terminy uzywane u nas wyjasnia Ci co znaczy caloosobowo to be in Spirit a co znaczy to be dispirited.

Richard Dawkins mimo ewidentnego intelektu ma niskie kalibracje energi zyciowej, bo ma niskie intencje. Jego swiatopoglad wylacza jednych na korzysc drugich. Dawkins jest dispirited.


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Czw 22:15, 27 Kwi 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Karol Ustaw




Dołączył: 05 Mar 2017
Posty: 160
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 23:23, 27 Kwi 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Karol Ustaw napisał:
Osoba ta ma do wyboru - odrzucić przekaz jako nieoryginalny lub... pokładać wiarę w to, że potrafi wyczuć intencje bliskiej osoby mimo zniekształceń. Ryzykuje albo odrzucenie tego, co bliska osoba chciała przekazać z powodu jakiegoś procenta zafałszowań, albo przyjęcie niepożądanych treści jako treści przypisywane bliskiej osobie. Co wybrać?
Im silniejsza wiara, tym łatwiej o przekonanie, że zna się intencje bliskiej osoby i potrafi się ją rozpoznać. Tak mi się wydaje...
SOS!

Jakie, wedlug Ciebie, mialy intencje osoby spisujace Ksiege Rodzaju I w jaki sposob sa Ci bliskie, skoro maja Cie w zyciu "prowadzic"?

Witaj, Dyskurs :)
Mogę się zastanowić i przygotować odpowiedź? Czy wolisz "na żywo", ad hoc?


Ostatnio zmieniony przez Karol Ustaw dnia Czw 23:24, 27 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 0:01, 28 Kwi 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Michal Dyszynski napisał:
Jak do tej pory, wszyscy których spotkałem, uważający się za tych co to "wiedzą i znają", okazywali się tymi, którym... się wydawało.
Mnie sie nie wydaje, ze znam siebie. Ja wiem.

Cóż, akurat o tym może warto by pogadać. W szczególności uważam, że "posiadanie wiedzy o sobie" może o realnie oznaczać jedynie "jakąś tam" (w domyśle, raczej minimalną) wiedzę na ten temat. TĘ PRAWDZIWĄ, PEŁNĄ wiedzę o sobie zdobywa się przez całe życie. Jeśli ktoś już uważa, że na swój temat "rozumy pozjadał", to albo ma wyjątkowo niskie oczekiwania względem owej wiedzy, ale się po prostu mocno łudzi. Choć jest tu jeszcze jeden aspekt sprawy, lecz tutaj nie chcę go omawiać, bo jest to w moim zamierzeniu, wątek poświęcony Biblii.
Może gdzie indziej zacznę ów temat.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8261
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 4:23, 28 Kwi 2017    Temat postu:

O Biblii będzie jak najbardziej. Piszę ponownie. Mimo wymiernych osiągnięć naukowych, jestem osobą skormną i nie identyfikuje się z moimi osiągnięciami naukowymi. Istnieją jako narzędzia mojej inteligencji, które w dalszym ciągu rozwijam.

Wiedza o życiu nie polega na angażowaniu intelektu, bo to byłaby kłótnia z życiem. Życie to nie tylko mentacja czyli gromadzenie i analiza danych. Wiedza o życiu czyli wiedza siebie jako kropli zycia polega na zaufaniu sobie. Konkretnie na zaufaniu systemowi wartości, który najpierw nam przekazują Rodzice a następnie pielęgnujemy swoim życiem. To charakter moralny czlowieka oparty na byciu zgodnym z systemem wartosci i konsekwentnym. Dlatego nie mam wachań komu popatrzę i na co przez palce, bo tego nie uczynię. Śliska ścieżka i życie wedłg charakteru moralnego nie są kompatybilne. Jeśli Regulamin jest wszędzie oprócz Kawiarnii, Gwiezdnych Wojen, i prywatnych blogów, to obowiązuje wszystkich. To znaczy, że każdy łamiący Regulamin ma obowiązek przeprosić osobę którą złamanie Regulaminu skrzywdziło. A każdy użytkownik Forum jest steward czyli kustoszem tego Regulaminu. Bez wyjątku.

Żeby znać siebie ze strony bycia konsekwentnym potrzeba mieć silną wolę i nie identyfikować się grupowo, bo wówczas zaczyna się w kręgosłupie moralnym korozja lojalności. Tak więc, aby nie ulegać sztormom emocji potrzeba podwaliny systemu wartości i u mnie jest niezachwiane zaufanie, że nie ma takiej siły, która zmusiłaby mnie abym czyniła co nie jest zgodne z moim systemem wartości z wartością ujemną dla Rodziny Ludzkiej. Pewnie zdziwisz się, że powołam się na mistyka kultury zachodniej Jezusa z Nazaretu, który nawet nie jesteśmy pewni czy istniał, ale istnieje przekaz Beatitudes, który podobnie do Twojego czytania i "zjadania" tekstów Biblii jest moim przewodnikiem życiowym. Jest to dla mnie tak ważne, że wyjscie poza ramy mojego charakteru moralnego byłoby jednoznaczne z moją śmiercią. Po co żyć w zagubieniu i braku zaufania sobie?

Dlatego możemy się zgadzać w wielu tematach. Ale za każdym razem kiedy z powodu niedoboru zaufania sobie (muszę być autentyczna) atakujesz mnie - wprawdzie w grzeczny sposób - ale atakujesz jak dla przykładu komunikacja "po kobiecemu" czy, że utrudniam życie osobom terytorialnym, które zamiast sobie założyć tutaj bloga i klepać swoje dogmaty jak z ambony, porywają i terroryzują ścieżki tematyczne swoim ego, to ode mnie poczytasz, bo jestem autentyczna i transparentna.

Piszę jeszcze raz, nie ma takiej siły we mnie i poza mną, która zmusiłaby mnie do porzucenia mojego charakteru moralnego opartego na prostych zasadach - czyń z wartością dodaną dla Rodziny Ludzkiej w odpowiednim miejscu i czasie. Nie funkcjonuję w idealnym świecie i muszę się liczyć z tym, że wartość dodana dla Rodziny Ludzkiej pozostawia wiele sińców na wielu ego. To koszty naszej ewolucji. Ja i moje potrzeby są drugorzędne w porównaniu z Rodziną Ludzką. Ja jestem w służbie Rodzinie Ludzkiej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 12:56, 28 Kwi 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
O Biblii będzie jak najbardziej. Piszę ponownie. Mimo wymiernych osiągnięć naukowych, jestem osobą skormną i nie identyfikuje się z moimi osiągnięciami naukowymi. Istnieją jako narzędzia mojej inteligencji, które w dalszym ciągu rozwijam.

Wiedza o życiu nie polega na angażowaniu intelektu, bo to byłaby kłótnia z życiem.

To ostatnie sformułowanie z Twojej wypowiedzi jakoś chyba tłumaczy Twoją postawę. Ale też potwierdza to, co pisałem wcześniej - o "kobiecym" podejściu.
Żeby nie było wątpliwości - nie jestem seksistą, nie wrzucam wszystkich kobiet do jednego worka. Ale też uważam, że większa proporcjonalnie część kobiet woli rozmawiać o uczuciach, niż o tym czystym intelekcie. Oczywiście nie jest ot jakaś absolutna reguła, bo są kobiety bardzo "intelektualne w stylu", a są mężczyźni mocno uczuciowi (choć tam z kolei chyba jest jakaś nadreprezentacja homoseksualistów). Faktem jest jednak, że tutaj np. rozpoczęto wątek jednak głównie intelektualny w koncepcji. Ten wątek akurat taki jest - nie jest o uczuciach, albo o modzie. Myślę, że ktoś włączający się w niego, powinien to zaakceptować.

Piszesz dalej, że Cię atakuję. Cóż trochę się zgodzę, a trochę to nie tak.

Jest coś, co mnie ewidentnie w Twoich wypowiedziach razi. Nazwałbym to "trybem ogłaszania". Wiąże się to z moim nastawieniem do dyskusji - pytaniem: po co w ogóle dyskutuję?
- Moja odpowiedź na to jest taka: aby przyjrzeć się rzeczom z różnych stron, aby sobie nawzajem poszerzać horyzonty myślowe dzięki temu, że ktoś przeszedł inną drogę w życiu, widzi daną sprawę inaczej, od nieznanej mi strony. Coś podobnego chyba zawarłem w stopce.
Przyznam, że ten mój cel dyskutowania jest w jakimś konflikcie z Twoim podejściem, czyli ze sposobem komunikowania się w stylu:

1. przypomnijmy np. tę wypowiedź:
Dyskurs napisał:
Mimo wymiernych osiągnięć naukowych, jestem osobą skormną i nie identyfikuje się z moimi osiągnięciami naukowymi. Istnieją jako narzędzia mojej inteligencji, które w dalszym ciągu rozwijam.

- coś tu ogłosiłaś na swój temat. Co chcesz tym wnieść do dyskusji? W jakim celu? Jest tu jakieś pytanie, zagwozdka do rozkminiania?...

Idźmy dalej:
Dyskurs napisał:
Życie to nie tylko mentacja czyli gromadzenie i analiza danych.

Stwierdzenie - ogłoszenie - deklaracja. Ale do czego właściwie zmierzasz? Po co angażujesz mój czas? Abym dalej CO?...

Następny akapit:
Dyskurs napisał:
Żeby znać siebie ze strony bycia konsekwentnym potrzeba mieć silną wolę i nie identyfikować się grupowo, bo wówczas zaczyna się w kręgosłupie moralnym korozja lojalności.

Brzmi jak morał. Ale jaki związek ma to tematem wątku. Jaki cel?...

Mam wrażenie, że traktujesz dyskusję trochę jako okazję napisania w dowolnym miejscu dowolnej rzeczy, która akurat wpadnie Ci do głowy.
Obojętnie co i obojętnie gdzie - może wspomnienie co się zdarzyło, może jakiegoś luźnego linka, może jakieś uczucie, co się skojarzyło.
Takim postępowaniem akurat mnie wyprowadzasz na manowce. Ja próbuję się trzymać tematu wątku, hierarchizować komunikację, rozumowanie. Tymczasem od Ciebie dostaję treść, która zupełnie nie wynika z tego, co jest "na etykiecie" - wątku, dyskusji. Na początku jeszcze próbuję jakoś to dopasować, ale potem już pasuję. Bo się nie daje.

Sorry, ale TU SĄ WĄTKI NASTAWIONE NA INTELEKTUALNY CHARAKTER WYPOWIEDZI.
Jeśli ci przeszkadza to, że ktoś wiedzę jednak traktuje jako angażowanie intelektu, to oczywiście fajnie, jeśli będziesz to robiła po swojemu, ale się nie wciskaj z kompletnie innym podejściem tam, gdzie ludziska WŁAŚNIE SIĘ NA INTELEKCIE SKUPIAJĄ. Przecież masz możliwość wyboru, zakładania wątków na własnym blogu itp.
Ja odbieram takie kompletne ignorowanie tej UMOWY dyskusyjnej, ze jednak tu akurat intelekt stawiamy na pierwszym planie jako formę PSUCIA. Jest to, choć może być grzeczne w tonie, a do tego powiązane z miłą informacją, też jakaś AGRESJA. Bo to trochę tak, jak by ktoś specjalnie utrudniał jego starania - np. do katalogu w Bibliotece z romansami wstawiał podręczniki z logiki, a do działu "fabuła", wrzucał kalendarze. Potem ten ktoś będzie musiał wkładać pracę w odgruzowanie całego tego bałaganu.

Osobiście uważam, że jak się do kogoś przychodzi, to się powinno AKCEPTOWAĆ ZASADY GOSPODARZA. Jak bym miał ochotę wtracić się do wątku o modzie, to starałbym się pisać coś właśnie o modzie, w stylu, który lubią ludzie interesujący się modą. Wejście w taki wątek na siłę z własnym stylem, znacząco różnym od bazowego, w sposób nie akceptowany przez innych byłoby faux pas, gafą. Byłoby też nie potrzebnym przeszkadzaniem, może formą trolingu, agresji.
W internecie są biliardy myśli, sformułowań. Wiadomo, że nie wszystko jest dla każdego, wiadomo, że trzeba się skupiać na ty, co się w miarę ogarnia. Pomagajmy sobie w tym zakresie - nie wciskajmy na siłę treści tam, gdzie ich być nie powinno. Przecież w innym miejscu ta sama treść będzie pasowało całkiem dobrze.

A na koniec mam osobną refleksję na temat myśli, którą na początku wyróżniłem w Twoim cytacie. Gdy twierdzisz
Dyskurs napisał:
Wiedza o życiu nie polega na angażowaniu intelektu, bo to byłaby kłótnia z życiem.

Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. I to nie zgadzam się zdecydowanie. Ale tę Twoja tezę uważam za ciekawą, chyba wartą przedyskutowania (choć znowu - jednak w innym miejscu - aby się tu nie wcinać z dygresjami na wszystkie strony). Aby tylko zasygnalizować o co mi chodzi napiszę: kłótnia intelektu z życiem ma miejsce wtedy, gdy intelekt jest słaby, gdy nie ułożył w sobie kluczowych rzeczy, bo naprawdę mocny, "przepracowany" intelekt z życiem nie tylko się nie kłóci, ale to życie wspomaga we wspaniały sposób.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 13:54, 28 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8261
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 13:26, 28 Kwi 2017    Temat postu:

OMG, yikes :)

W trakcie mszy swietej tez tak intensywnie intelektualizujesz, aby intelektowi/ego egzystowalo sie dostatnio?

Dk. Marcin Gajda, M. D. "Patrze do tylu, usmiecham sie"
https://youtu.be/Q6pLm-AOlko

Dk. Marcin Gajda, M. D. "Najcichsza Obecnosci"
https://youtu.be/Xcg3vLkBRm8

Dk. Marcin Gajda, M. D. "Ma Sens"
https://youtu.be/l4d5DsK4tlM

"Czym jest zycie?
Jest blyskiem swietlnej muszki w mroku nocy
Oddechem bawolu zima
Cieniem trawy, ktory niknie w sloncu
Zycie, ktore znamy uplywa zbyt szybko
Umierajac, wracamy do swiatla
Zrodla, gdzie jest nasz poczatek
Wtedy rzeczywistosc ma tylko jedno zrodlo
Jestesmy tym zrodlem
Bog jest naszym najwyzszym instynktem samopoznania" - Wodz Crawford, 1890

Szczesc Boze, Michal :)


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pią 17:30, 28 Kwi 2017, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13263
Przeczytał: 59 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 17:44, 28 Kwi 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
OMG, yikes :)

W trakcie mszy swietej tez tak intensywnie intelektualizujesz, aby intelektowi/ego egzystowalo sie dostatnio?

To nie jest tak, że ja zawsze mam jeden schemat myślenia, działania, reagowania. Staram się być adekwatny do kontekstu.
Wiesz dobrze, że pisuję w sposób zbliżony do poetyckiego. Pisuję o uczuciach, czasem pisuję - specjalnie - w sposób rozwichrzony, nieformalny.
Jednocześnie jednak PANUJĘ nad przejawami mojej świadomości, staram się działać celowo, a nie chaotycznie. Jest czas i miejsce na luz, a także czas i miejsce na mobilizację; czasem trzeba się skupić na warstwie intelektualnej, czasem ją odrzucić. W przypadku gdy pojawia się ZDEFINIOWANY PROBLEM, kwestia robi się intelektualna - bo jest jakiś model językowy, są odniesienia, które można eksplorować. Jak by się to wyczerpało (na razie daleko do wyczerpania) można by szukać inspiracji w uczuciowej warstwie problemu. Ale dopiero wtedy...
Ogólnie poprawne myślenie uważam za PRZEPLATANIE SIĘ OBU ASPEKTÓW - intelektualnego i uczuciowego. Mógłbym o tym właściwie prawie napisać już książkę, bo od jakiegoś czasu jest to jeden z najgłówniejszych tematów moich przemyśleń. Nie odrzucam uczuć - one są, a do tego są ważne i cenne. Nie odrzucam też intelektu - on jest niezbędny dla świadomości. Jest to złożona układanka, którą miałem rozkminiać na swoim blogu (trochę w tym wątku poświęconym człowieczemu spełnianiu się) ale się to trochę rozlazło, bo z jednej strony mam za dużo do przekazania (przeraża mnie ta masa tekstu, który należałoby stworzyć, a który pewnie i tak nie znalazłby zrozumienia), a z drugiej jakoś chyba nie bardzo to kogoś zainteresowało, bo bo rozmowa jakoś tak szybko schodzi na kwestie prywatno - towarzyskie. W każdym razie nikt nie podjął tematu w kierunku, który sobie planowałem. Może z resztą i dobrze, ale się zniechęciłem.
Tak więc pewnie się z tym nie wynurzę, albo przy zupełnie innej okazji.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 17:46, 28 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8261
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 18:29, 28 Kwi 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
Wiesz dobrze ...


Jakbym miala ten process "wiedzenia dobrze" opisac slowami, to byloby bez sensu, bo slowa nie przekaza ani mnie ani nikomu innemu jak dobrze wiem jak to czuje :)

Ksiazke piszesz tutaj swoimi wpisami podobnie jak ja I wszyscy. Tak jak kazdy z nas to czyni, nie kazdy jest tego swiadomy. Osoba swiadoma odczuwa jednoczesnie, ze piszac obnaza sie, co jest moze przyjemnym dla osoby wykonywujacej zawod striptease, ale to tez niepewne. Kondycja ludzka jest tym czym psychologia okresla to co tradycja katolicka okresla mianem "gdzechu pierworodnego". Materializujemy sie z otwarta kondycja ludzka, ktora nastepnie jest zawezana przez naszych Rodzicow, srodowisko, etc.

I tak Ty jako praktykujacy katolik I ja jako niepraktykujaca katoliczka przez Chrzest Sw., I Komunie, Sw., I Bierzmowanie - uzwierciedlamy cale spekrum kondycji ludzkiej. Potrafimy sie skutecznie zranic, bo tylko w ten sposb mozna kogos zainspirowac aby wyszed z wygodnego kokonu zawezonej kondycji ludzkiej I potrafimy sie odczuc aby nie zranic sie za bardzo. Tak daleko jak odczucie jest najwyzszego instynktu samopoznania, to jest fenomen "sw. ulgi" :)

Dk. Marcin Gajda, M. D. "Ulga"
https://youtu.be/EfoPqmBa_U4

P.S. Maz byl sensorem (ISFJ) I mial na mnie wplyw grounding. Jestem superintuicyjna (INFJ).

ISFJ = "Love only grows by sharing. You can only have more for yourself by giving it away to others." — Brian Tracy

"INFJs tend to see helping others as their purpose in life, but while people with this personality type can be found engaging rescue efforts and doing charity work, their real passion is to get to the heart of the issue so that people need not be rescued at all."


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pią 18:33, 28 Kwi 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Karol Ustaw




Dołączył: 05 Mar 2017
Posty: 160
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 2:24, 01 Maj 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Karol Ustaw napisał:
Osoba ta ma do wyboru - odrzucić przekaz jako nieoryginalny lub... pokładać wiarę w to, że potrafi wyczuć intencje bliskiej osoby mimo zniekształceń. Ryzykuje albo odrzucenie tego, co bliska osoba chciała przekazać z powodu jakiegoś procenta zafałszowań, albo przyjęcie niepożądanych treści jako treści przypisywane bliskiej osobie. Co wybrać?
Im silniejsza wiara, tym łatwiej o przekonanie, że zna się intencje bliskiej osoby i potrafi się ją rozpoznać. Tak mi się wydaje...
SOS!

Jakie, wedlug Ciebie, mialy intencje osoby spisujace Ksiege Rodzaju I w jaki sposob sa Ci bliskie, skoro maja Cie w zyciu "prowadzic"?

Przy założeniu, że autorem Biblii jest Bóg a spisujący ją ludzie pisali pod natchnieniem, ich intencje są nieistotne (mogli zostać do tego powołani w odróżnieniu od samodzielnych dążeń i koncepcji). Istotne byłyby intencje Boga. Najprościej można to ująć jako przekazanie wybranym ludziom słów pozwalających im trwać w przymierzu z Bogiem, słów kształtujących ich świat.
Przy założeniu, że spisujący Biblię nie pisali pod natchnieniem ale z własnej woli i własnego pomysłu, ich intencje mogły być bardzo różne i trudno jest wypowiadać się za kogoś.

Odnośnie drugiej części pytania mogę powiedzieć, że w moim życiu już nie ma tej powinności, że Biblia ma mnie prowadzić, jednak potrafię z niej coś dla siebie wyciągnąć.

Cytat:
Rdz 5,1-32
1 Oto rodowód potomków Adama.
Gdy Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boga stworzył go; 2 stworzył mężczyznę i niewiastę, pobłogosławił ich i dał im nazwę "ludzie", wtedy gdy ich stworzył.
3 Gdy Adam miał sto trzydzieści lat, urodził mu się syn, podobny do niego jako jego obraz, i dał mu na imię Set. 4 A po urodzeniu się Seta żył Adam osiemset lat i miał synów oraz córki. 5 Ogólna liczba lat, które Adam przeżył, była dziewięćset trzydzieści. I umarł.
6 Gdy Set miał sto pięć lat, urodził mu się syn Enosz. 7 A po urodzeniu się Enosza żył osiemset siedem lat i miał synów oraz córki. 8 I umarł Set, przeżywszy ogółem dziewięćset dwanaście lat.
9 Gdy Enosz miał dziewięćdziesiąt lat, urodził mu się syn Kenan. 10 I żył Enosz po urodzeniu się Kenana osiemset piętnaście lat, i miał synów oraz córki. 11 Enosz umarł, przeżywszy ogółem dziewięćset pięć lat.
12 Gdy Kenan miał lat siedemdziesiąt, urodził mu się Mahalaleel. 13 A po urodzeniu mu się Mahalaleela żył Kenan osiemset czterdzieści lat i miał synów i córki.
14 I gdy Kenan przeżył ogółem dziewięćset dziesięć lat, umarł.
15 Gdy Mahalaleel miał sześćdziesiąt pięć lat, urodził mu się syn Jered. 16 A po urodzeniu się Jereda żył osiemset trzydzieści lat i miał synów i córki. 17 Gdy Mahalaleel miał ogółem osiemset dziewięćdziesiąt pięć lat, umarł.
18 Gdy Jered miał sto sześćdziesiąt dwa lata, urodził mu się syn Henoch. 19 A po urodzeniu się Henocha Jered żył osiemset lat i miał synów i córki. 20 Jered przeżył ogółem dziewięćset sześćdziesiąt dwa lata, i umarł.
21 Gdy Henoch miał sześćdziesiąt pięć lat, urodził mu się syn Metuszelach. 22 Henoch po urodzeniu się Metuszelacha żył w przyjaźni z Bogiem trzysta lat i miał synów i córki. 23 Ogólna liczba lat życia Henocha: trzysta sześćdziesiąt pięć. 24 Żył więc Henoch w przyjaźni z Bogiem, a następnie znikł, bo zabrał go Bóg.
25 Gdy Metuszelach miał sto osiemdziesiąt siedem lat, urodził mu się syn Lamek. 26 Po urodzeniu się Lameka żył jeszcze siedemset osiemdziesiąt dwa lata i miał synów i córki. 27 Metuszelach umarł mając ogółem dziewięćset sześćdziesiąt dziewięć lat.
28 Gdy Lamek miał sto osiemdziesiąt dwa lata, urodził mu się syn. 29 A dając mu imię Noe, powiedział: «Ten niechaj nam będzie pociechą w naszej pracy i trudzie rąk naszych na ziemi, którą Pan przeklął». 30 Lamek po urodzeniu się Noego żył pięćset dziewięćdziesiąt pięć lat i miał synów i córki. 31 Umierając Lamek miał ogółem siedemset siedemdziesiąt siedem lat.
32 A gdy Noe miał pięćset lat, urodzili mu się: Sem, Cham i Jafet.

Niby prosty spis. A wyczytać z niego można, że są sprawy ważne i mniej ważne, dwa porządki: jak nurt główny i nieistotna reszta. Po urodzeniu pierworodnego ojcowie żyli długo i mieli synów oraz córki... których imiona nie warte były zapisu. To kwestia wyboru. Odseparowania mniejszego zbioru, by móc się nim bardziej troszczyć, bardziej zajmować, ingerować. Wydaje się, że wybór i kwestie związane z ograniczaniem (zmniejszanie lub zwiększanie) należą do głównych zagadnień Biblii.
Cytat:

Rdz 18,16-33
16 Potem ludzie ci odeszli i skierowali się ku Sodomie. Abraham zaś szedł z nimi, aby ich odprowadzić, 17 a Pan mówił sobie: «Czyż miałbym zataić przed Abrahamem to, co zamierzam uczynić? 18 Przecież ma się on stać ojcem wielkiego i potężnego narodu, i przez niego otrzymają błogosławieństwo wszystkie ludy ziemi. 19 Bo upatrzyłem go jako tego, który będzie nakazywał potomkom swym oraz swemu rodowi, aby przestrzegając przykazań Pana postępowali sprawiedliwie i uczciwie, tak żeby Pan wypełnił to, co obiecał Abrahamowi». 20 Po czym Pan rzekł: «Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich [mieszkańców] są bardzo ciężkie. 21 Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się».
22 Wtedy to ludzie ci2 odeszli w stronę Sodomy, a Abraham stał dalej przed Panem. 23 3 Zbliżywszy się do Niego, Abraham rzekł: «Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? 24 Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? 25 O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie?» 26 Pan odpowiedział: «Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich». 27 Rzekł znowu Abraham: «Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem. 28 Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy z braku tych pięciu zniszczysz całe miasto?» Pan rzekł: «Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu». 29 Abraham znów odezwał się tymi słowami: «A może znalazłoby się tam czterdziestu?» Pan rzekł: «Nie dokonam zniszczenia przez wzgląd na tych czterdziestu». 30 Wtedy Abraham powiedział: «Niech się nie gniewa Pan, jeśli rzeknę: może znalazłoby się tam trzydziestu?» A na to Pan: «Nie dokonam zniszczenia, jeśli znajdę tam trzydziestu». 31 Rzekł Abraham: «Pozwól, o Panie, że ośmielę się zapytać: gdyby znalazło się tam dwudziestu?» Pan odpowiedział: «Nie zniszczę przez wzgląd na tych dwudziestu». 32 Na to Abraham: «O, racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu?» Odpowiedział Pan: «Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu». 33 Wtedy Pan, skończywszy rozmowę z Abrahamem, odszedł, a Abraham wrócił do siebie.

Wybory, ograniczenia, matematyka moralności... szkoda, że nie potrafię w jakiś interesujący sposób przedstawić interpretacji, zawsze ona będzie gorsza od interpretowanego tekstu.

W Księdze Rodzaju znaleźć coś dla siebie mogą nawet... weganie, chociaż w obiegowej opinii jest przyjęte, że religie oparte na Biblii przyjmują za naturalny stan, w którym człowiek może dowolnie wykorzystywać zwierzęta, zabijać je i zjadać. Dość wspomnieć, że początkowo Bóg przeznaczył na pokarm ludziom rośliny zielone, owoce. Oddanie zwierząt człowiekowi na pokarm wiązało się z konstatacją, że człowiek jest zły. Przez wzgląd na zły charakter człowieka Bóg wydał zwierzęta na jego pastwę, podobnie jak później przez wzgląd na zatwardziałość serc ludzkich zezwolił na rozwody. Można wnioskować, że tak jak rozwody nie są naturalnym i pożądanym postępowaniem ludzi religijnych, nie należy też przyjmować, że jedzenie zwierząt jest czymś zaplanowanym przez Boga.
Cytat:

Rdz 1,29
I rzekł Bóg: «Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem.

Rdz 3,17-19
Do mężczyzny zaś [Bóg] rzekł: «Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść -
przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu:
w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie
po wszystkie dni twego życia.
18 Cierń i oset będzie ci ona rodziła,
a przecież pokarmem twym są płody roli.
19 W pocie więc oblicza twego
będziesz musiał zdobywać pożywienie,
póki nie wrócisz do ziemi,
z której zostałeś wzięty;
bo prochem jesteś
i w proch się obrócisz!

Rdz 8,20-22, 9,1-3
Noe zbudował ołtarz dla Pana i wziąwszy ze wszystkich zwierząt czystych i z ptaków czystych złożył je w ofierze całopalnej na tym ołtarzu. 21 Gdy Pan poczuł miłą woń, rzekł do siebie: «Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości. Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem. 22 Będą zatem istniały, jak długo trwać będzie ziemia: siew i żniwo, mróz i upał, lato i zima, dzień i noc.
1 Po czym Bóg pobłogosławił Noego i jego synów, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i mnóżcie się, abyście zaludnili ziemię. 2 Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie. 3 Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko.

Taki był początek oddania zwierząt człowiekowi na pokarm, wyraźnie powiązany z jego złym usposobieniem.

P.s.: A dlaczego zapytałaś akurat o tę księgę?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8261
Przeczytał: 76 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 3:53, 01 Maj 2017    Temat postu:

Karol Ustaw napisał:
Przy założeniu, że autorem Biblii jest Bóg a spisujący ją ludzie pisali pod natchnieniem, ich intencje są nieistotne (mogli zostać do tego powołani w odróżnieniu od samodzielnych dążeń i koncepcji).
Z tymi intencjami bez znaczenia się nie zgadzam. Na jednej ze stron Codex Vaticanus jest notka pomiędzy kolumną pierwszą i drugą gdzie średniowieczny kopista zwraca koledze uwagę, by na własną ręke nie poprawiał tekstu określając poprawiającego mianem głupca.

"Pasterz z Hermasu" napisany w II wieku, ale jedyny ocalaly manuskrypt jest z IV wieku znany jako Codex Sinaiticus przekazuje, że Hermas, byly niewolnik, doświadczał objawień co zdarzy się w przyszłości. We wstępie, Hermas twierdzi, że objawienie otrzymuje od starej kobiety symbolizującej energię wczesnego chrześcijaństwa czyli ruchu znanego jako Droga. Kobieta daje mu księge, którą Hermas kopiuje nie będąc w stanie rozpoznać liter. To znaczy, że Hermas nie umiał czytać i pisać. Dodając, że starożytna Greka nie miała interpunkcji, tekst był pisany małymi literami bez spacji między wyrazami scriptuo continua, można sobie wyobrazić jak wierna była ta kopia przeznaczona dla Klemensa z Rzymu. Drugą zrobił dla kobiety kopistki Grapte i się znacznie różniła.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Karol Ustaw




Dołączył: 05 Mar 2017
Posty: 160
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Śro 13:46, 03 Maj 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Karol Ustaw napisał:
Przy założeniu, że autorem Biblii jest Bóg a spisujący ją ludzie pisali pod natchnieniem, ich intencje są nieistotne (mogli zostać do tego powołani w odróżnieniu od samodzielnych dążeń i koncepcji).
Z tymi intencjami bez znaczenia się nie zgadzam. Na jednej ze stron Codex Vaticanus jest notka pomiędzy kolumną pierwszą i drugą gdzie średniowieczny kopista zwraca koledze uwagę, by na własną ręke nie poprawiał tekstu określając poprawiającego mianem głupca.

"Pasterz z Hermasu" napisany w II wieku, ale jedyny ocalaly manuskrypt jest z IV wieku znany jako Codex Sinaiticus przekazuje, że Hermas, byly niewolnik, doświadczał objawień co zdarzy się w przyszłości. We wstępie, Hermas twierdzi, że objawienie otrzymuje od starej kobiety symbolizującej energię wczesnego chrześcijaństwa czyli ruchu znanego jako Droga. Kobieta daje mu księge, którą Hermas kopiuje nie będąc w stanie rozpoznać liter. To znaczy, że Hermas nie umiał czytać i pisać. Dodając, że starożytna Greka nie miała interpunkcji, tekst był pisany małymi literami bez spacji między wyrazami scriptuo continua, można sobie wyobrazić jak wierna była ta kopia przeznaczona dla Klemensa z Rzymu. Drugą zrobił dla kobiety kopistki Grapte i się znacznie różniła.

No tak... ale czy wiemy jakie intencje spowodowały różnice w kopii dla owej Grapte? I czy różnice powstały celowo a nie przez pomyłkę?
Jasną sprawą jest, że w przypadku kopiowania czy tłumaczenia intencje powinny zejść na dalszy plan i powinny być podporządkowane wierności przekazu z oryginałem. Można ubolewać, że tak nie jest. W sumie masz więc rację, że niestety intencje mogą odgrywać znaczną rolę, ale i tak trudno dociec jakie to były intencje.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Święte Księgi Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin