Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Filozofia muzyki
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Sztuka a światopogląd
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blazep




Dołączył: 02 Mar 2019
Posty: 159
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 15:34, 02 Mar 2019    Temat postu: Filozofia muzyki

Hej, jest tu ktoś zainteresowany muzyką? Sam gram na instrumentach i uwielbiam słuchać. Jednocześnie fascynuje mnie temat pt "co mi się w tej muzyce tak właściwie podoba i co to wszystko znaczy?". Może wrzucę parę przemyśleń coby rozruszać temat, ktoś się dołączy i coś fajnego z tego wyjdzie.

Przede wszystkim muzyka to wydaje się mieć dwie pierwotne funkcje. Jedna to funkcja społeczna (prawdopodobnie starsza), druga to funkcja indywidualna, ekspresyjna dla artysty, impresyjna dla słuchającego. Oczywiście obie się nawzajem przenikają.

Muzyka, pierwotna (perkusja, skandowanie) służyła integracji grupy. W związku z jej transowym charakterem, była stosowana w obrzędach, do przebłagania bogów, zapewnienia pomyślności polowania. Ogólnie jako komunia. Wszyscy wpadają w ten sam transowy stan. Mają poczucie jedności.

Z drugiej strony od pewnego momentu powstał podział na grających i słuchających. Muzyka zaczęła być wyrazem ekspresji jednej osoby czy grupy osób, który to wyraz jest odbierany przez innych. Myślę, że im bardziej jednostka się indywidualizowała (wraz z powiększaniem się społeczności) tym bardziej rozwijała się funkcja ekspresyjna.

Fascynująca jest dla mnie różnica pomiędzy koncertem rockowym a koncertem muzyki poważnej. Fajnie widać tu te dwie różne funkcje. W pierwszym przypadku to takie przeniesione parę tysięcy lat skakanie wokół ogniska. Dotyka czegoś pierwotnego. Słuchając muzyki poważnej z kolei o wiele trudniej poczuć się jednością z resztą słuchaczy. Jesteśmy raczej zatopieni w naszym wewnętrznym świecie, nad którym muzyka na jakiś czas przejmuje kontrolę. Oczywiście i jedno i drugie ma wartość. Nie chodzi o ocenianie, która funkcja jest lepsza. Sama muzyka natomiast może się lepiej lub gorzej sprawdzać w danej funkcji.

Ciekawą kwestią jest to czy muzyka, którą słuchamy jest przejawem naszego umiejscowienia na spektrum indywidualizm-kolektywizm. To samo pytanie można by zadać co do muzyki naszych czasów i różnych kultur. U siebie widzę fale: raz siedzę po uszy w muzyce poważnej, innym razem lubię coś prostszego. Może to wyraz negocjacji pomiędzy moją indywidualnością a potrzebą przynależności?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16712
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:06, 02 Mar 2019    Temat postu: Re: Filozofia muzyki

blazep napisał:
Hej, jest tu ktoś zainteresowany muzyką? Sam gram na instrumentach i uwielbiam słuchać. Jednocześnie fascynuje mnie temat pt "co mi się w tej muzyce tak właściwie podoba i co to wszystko znaczy?". Może wrzucę parę przemyśleń coby rozruszać temat, ktoś się dołączy i coś fajnego z tego wyjdzie.

Przede wszystkim muzyka to wydaje się mieć dwie pierwotne funkcje. Jedna to funkcja społeczna (prawdopodobnie starsza), druga to funkcja indywidualna, ekspresyjna dla artysty, impresyjna dla słuchającego. Oczywiście obie się nawzajem przenikają.

Mam parę przemyśleń na temat muzyki. Niektóre dość mocno złożone, nawet nie wiem na ile sens byłoby je przestawiać. Ale wrzucę tu trochę

1. Tworzenie muzyki jako forma konkurowania.
U ptaków śpiewających ten aspekt jest używany do dobierania się w pary - pięknie śpiewający samczyk jest lepszym kandydatem na współtwórcę jajeczek w gnieździe, niż patałach, który śpiewa marnie. Zamiast się tłuc po mordach, można konkurować w znacznie mniej inwazyjnej dyscyplinie. Choć podobno niektóre samczyki potrafią się...
zaśpiewać na śmierć. :shock:
To ile dziewczyn kręci się koło muzyków rockowych pokazuje, że schemat uczuciowo - erotyczny działa i u ludzi. Ja, widząc piękną wiolonczelistkę, a do tego pięknie grającą czuję też już prawie motyle w brzuchu...

2. Muzyka jako harmonizowanie pracy mózgu (czy tez ogólniej umysłu). Ciekawy jest efekt oddziaływania muzyki na ludzi. Niektórzy włączają sobie muzykę w tle, twierdząc, że wtedy im się lepiej pracuje (umysłowo). Inni nie lubią muzyki przy pracy. Sporo osób włącza sobie muzykę do jazdy samochodem - nieraz już z daleko słychać takich melomanów, bo basy dobrze się rozchodzą na większe odległości. Samochodu jeszcze nie widać, a już słychać gromkie łup, łup, łup...
Sprawa nie jest jednoznaczna, widzę tu wiele wątków. Ale najgłówniejszym jest chyba to, że mając w tle dodatkowe harmonijne "wątki" umysł ma swoistą "odskocznię" od bieżącego tematu, nad którym się myśli - może "łapać dystans". To jest o tyle ważne, że zbytnie skupienie się na problemie w wielu sytuacjach utrudnia jego rozwiązanie. Dopiero spojrzenia na coś z perspektywy daje szansę na poukładanie trudniejszych obrazów sprawy na nowo, a wtedy rozwiązanie się "zakliknie". Temat szeroki... (miałbym tu wiele koncepcji kognitywistyczno - psychologicznych, ale właśnie ZA wiele).

3. Muzyka jako odskocznia na nerwów.
To nie zawsze działa. Ale przy pewnych problemach emocjonalnych, stały harmonijny bodziec, jakim jest muzyka, pomaga oderwać się od tego, co człowieka gnębi.

4. Muzyka jako zrytmizowanie działania - chyba najlepszy przykład: muzyka marszowa.

5. Muzyka jak pozawerbalny objaw społecznej przynależności. Przykład: hymn narodowy, znane lokalne piosenki, coś, co wszyscy słuchali w dzieciństwie, co budzi wspomnienia, skojarzenia, spaja ludzi.

6. Muzyka jako katalizator duchowości i mistycyzmu. Ten temat pewnie mniej dla ateistów, ale dwa słowa wrzucę. Muzyka instrumentalna jest o tyle interesująca, że oddziałuje bez słów, niejako "masuje" nasze uczucia, wywołując też wrażenia na poziomie kinestetycznym, dalej u niektórych powodując stany zbliżone do mistycznych. Muzyka sakralna ułatwia modlitwę, stwarza jakby dodatkowy kanał łączności ze sferą ponadmaterialną.
Można by (sporo) więcej o każdym z tych punktów, a także parę punktów dołożyć. Temat rzeka...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blazep




Dołączył: 02 Mar 2019
Posty: 159
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:42, 02 Mar 2019    Temat postu:

Ad 1. W przypadku muzyków rockowych to raczej kwestia statusu społecznego niż samej muzyki. Ale może z muzyką, jak i z całą kulturą tak właśnie jest - żeby chuchra też mogły zaliczyć ;).

Ad 4. A nie sądzisz, że było dokładnie odwrotnie? To, że mamy w ogóle poczucie i potrzebę rytmu wywodzi się z takich rzeczy jak bicie serca naszej mamy i później nasze, krok, oddech.

Ad 5. W pewnych warunkach z utworu muzycznego może się zrobić symbol. Szczególnie jeśli utwór jest programowy (ma jakąś treść pozamuzyczną). Np Oda do radości to w pewnych (niekoniecznie euroentuzjastycznych) kręgach potężny symbol.

Ad 6. Muzyka i natura to dwa źródła moich najgłębszych duchowych przeżyć. To, że nie ma Boga nie znaczy, że nie ma ducha ;).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3626
Przeczytał: 39 tematów


PostWysłany: Sob 18:46, 02 Mar 2019    Temat postu:

Jeśli chodzi o filozofię muzyki, to polecam wywiady i twórczość Dead Can Dance.
https://www.youtube.com/watch?v=ABvJaIDMbjY


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Sob 18:47, 02 Mar 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10138
Przeczytał: 56 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 0:13, 03 Mar 2019    Temat postu: Re: Filozofia muzyki

blazep napisał:
Hej, jest tu ktoś zainteresowany muzyką? Sam gram na instrumentach i uwielbiam słuchać. Jednocześnie fascynuje mnie temat pt "co mi się w tej muzyce tak właściwie podoba i co to wszystko znaczy?". Może wrzucę parę przemyśleń coby rozruszać temat, ktoś się dołączy i coś fajnego z tego wyjdzie.

Przede wszystkim muzyka to wydaje się mieć dwie pierwotne funkcje. Jedna to funkcja społeczna (prawdopodobnie starsza), druga to funkcja indywidualna, ekspresyjna dla artysty, impresyjna dla słuchającego. Oczywiście obie się nawzajem przenikają.

Muzyka, pierwotna (perkusja, skandowanie) służyła integracji grupy. W związku z jej transowym charakterem, była stosowana w obrzędach, do przebłagania bogów, zapewnienia pomyślności polowania. Ogólnie jako komunia. Wszyscy wpadają w ten sam transowy stan. Mają poczucie jedności.

Z drugiej strony od pewnego momentu powstał podział na grających i słuchających. Muzyka zaczęła być wyrazem ekspresji jednej osoby czy grupy osób, który to wyraz jest odbierany przez innych. Myślę, że im bardziej jednostka się indywidualizowała (wraz z powiększaniem się społeczności) tym bardziej rozwijała się funkcja ekspresyjna.

Fascynująca jest dla mnie różnica pomiędzy koncertem rockowym a koncertem muzyki poważnej. Fajnie widać tu te dwie różne funkcje. W pierwszym przypadku to takie przeniesione parę tysięcy lat skakanie wokół ogniska. Dotyka czegoś pierwotnego. Słuchając muzyki poważnej z kolei o wiele trudniej poczuć się jednością z resztą słuchaczy. Jesteśmy raczej zatopieni w naszym wewnętrznym świecie, nad którym muzyka na jakiś czas przejmuje kontrolę. Oczywiście i jedno i drugie ma wartość. Nie chodzi o ocenianie, która funkcja jest lepsza. Sama muzyka natomiast może się lepiej lub gorzej sprawdzać w danej funkcji.

Ciekawą kwestią jest to czy muzyka, którą słuchamy jest przejawem naszego umiejscowienia na spektrum indywidualizm-kolektywizm. To samo pytanie można by zadać co do muzyki naszych czasów i różnych kultur. U siebie widzę fale: raz siedzę po uszy w muzyce poważnej, innym razem lubię coś prostszego. Może to wyraz negocjacji pomiędzy moją indywidualnością a potrzebą przynależności?


Matthew 7:7 napisał:
Ask, and it will be given to you.


Sharpe, 2004 napisał:
This lively and lucid introduction to the philosophy of music concentrates on the issues that illuminate musical listening and practice. It examines the conceptual debates relevant to the understanding and performing of music and grounds the philosophy to practical matters throughout. Ideal for a beginning readership with little philosophical background, the author provides an overview of the central debates enlivened by a real sense of enthusiasm for the subject and why it matters. The book begins by filling in the historical background and offers readers a succinct summary of philosophical thinking on music from the Ancient Greeks to Eduard Hanslick and Edmund Gurney. Chapter 2 explores two central questions: what is it that makes music, or, to be precise, some pieces of music, works of art? And, what is the work of music per se? Is it just what we hear, the performance, or is it something over and above that, something we invent or discover? Chapter 3 discusses a problem peculiar to music and one at the heart of philosophical discussion of it, can music have a meaning? And if so, what can it be? Chapter 4 considers whether music can have value. Are there features about music that make it good, features which can be specified in criteria? Is a work good if and only if it meets with the approval of an ideally qualified listener? How do we explain differences of opinion? Indeed, why do we need to make judgments of the relative value of pieces of music at all? This engaging and stimulating book will be of interest to students of aesthetics, musical practitioners and the general reader looking for a non-technical treatment of the subject.
-> [link widoczny dla zalogowanych]

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Nie 0:15, 03 Mar 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blazep




Dołączył: 02 Mar 2019
Posty: 159
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:21, 03 Mar 2019    Temat postu:

AAAAAA!!! Mam backlog na jakieś 10 książek, z których każda pewnie rozgałęzi się na ze dwie kolejne. A do tego czytam z prędkością żółwia wyścigowego. Jak żyć panie premierze? Jak życ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10138
Przeczytał: 56 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 1:25, 03 Mar 2019    Temat postu:

blazep napisał:
AAAAAA!!! Mam backlog na jakieś 10 książek, z których każda pewnie rozgałęzi się na ze dwie kolejne. A do tego czytam z prędkością żółwia wyścigowego. Jak żyć panie premierze? Jak życ?
Pomalutku, pomalutku, cichutko ... Życie to podróż samo poznania a nie udręka. Pamiętasz jak w I klasie szkoły podstawowej składało się literki? Teraz pewnie w zerówce, ale za moich czasów w PRLu tego "wynalazku" jeszcze nie było :)

Courtesy of Mark Eliyahu "Journey"
https://youtu.be/RgKKgzVhMgY
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16712
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 2:50, 03 Mar 2019    Temat postu:

blazep napisał:
Ad 1. W przypadku muzyków rockowych to raczej kwestia statusu społecznego niż samej muzyki. Ale może z muzyką, jak i z całą kulturą tak właśnie jest - żeby chuchra też mogły zaliczyć ;).

Myślę, że nie chodzi tylko o status. Dziewczyny nie na darmo lgną do gitarzystów ogniskowych, mimo że ich status nie różni się specjalnie od statusu turystów, harcerzy ogólnie. Podejrzewam już bardziej inny efekt - ściągania uwagi. Aby zdobyć partnera jedno jest niezbędne na pewno - zostać zauważonym. Śpiewający bard jest w centrum uwagi lokalnej. Do tego pojawia się naturalny efekt rywalizacji - np. wszystkie dziewczyny widzą tego chłopaka z gitarą?... - To ja im pokażę, że on będzie mój!
sam grywałem na gitarze przy ogniskach. :)

blazep napisał:
Ad 4. A nie sądzisz, że było dokładnie odwrotnie? To, że mamy w ogóle poczucie i potrzebę rytmu wywodzi się z takich rzeczy jak bicie serca naszej mamy i później nasze, krok, oddech.

To też. Mamy złożony układ oddziaływań.

blazep napisał:
Ad 6. Muzyka i natura to dwa źródła moich najgłębszych duchowych przeżyć. To, że nie ma Boga nie znaczy, że nie ma ducha ;).

Bóg jest duchem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blazep




Dołączył: 02 Mar 2019
Posty: 159
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 11:02, 03 Mar 2019    Temat postu:

Nic pomalutku. Dawać mi tu interfejs mózg-komputer. Będę ściągał jak w matrixie ;).

Kawałek Journey przyniósł mi na myśl jeszcze jedno. Zarówno sam dźwięk, jak i muzyka jest stosowana w medytacji do lepszego zestrojenia się z tu i teraz. Np. mnisi buddyjscy nawalają w mały gong czy dzwonek i wysłuchują starannie dźwięku póki całkiem nie zaniknie. I zaraz jeszcze raz. I tak w nieskończoność. Od jakiegoś miesiąca gram na shakuhachi (flet japoński) i fajnie to wchodzi do medytacji. W gitarze i pianinie walczę o jakieś zatopienie w muzyce. Stan flow w którym następuje integracja ruchów, emocji, feedbacku słuchowego itp (myślę, że to jest stan pożądany u większości muzyków). Przy flecie, szczególnie po chwili medytacji dźwięk staje się elementem rzeczywistości i ja go tylko obserwuję, tak samo jak obserwuję siebie grającego.

Muzyka ma w sobie coś z rzeczywistości. W zasadzie nie istnieje abstrakcyjnie. Często nawet nie znaczy nic więcej niż samą siebie. Nasze mózgi próbują nadać sens muzyce tak jak próbują nadać sens rzeczywistości. Zamknąć ją w ramy narracji bez której widzimy tylko chaos. Jednocześnie dzięki temu, że postrzegamy fizyczne relacje między wibracjami (stosunek długości fal) jako bardziej konsonansowe lub dysonansowe wyjątkowo łatwo nam zacząć tworzyć narrację na temat muzyki, tak samo jak robimy to z rzeczywistością.

Michał Dyszyński napisał:

Myślę, że nie chodzi tylko o status. Dziewczyny nie na darmo lgną do gitarzystów ogniskowych, mimo że ich status nie różni się specjalnie od statusu turystów, harcerzy ogólnie. Podejrzewam już bardziej inny efekt - ściągania uwagi. Aby zdobyć partnera jedno jest niezbędne na pewno - zostać zauważonym. Śpiewający bard jest w centrum uwagi lokalnej. Do tego pojawia się naturalny efekt rywalizacji - np. wszystkie dziewczyny widzą tego chłopaka z gitarą?... - To ja im pokażę, że on będzie mój!
sam grywałem na gitarze przy ogniskach. :)


Ale właśnie ta gitara jest tym co daje Ci status. Skoro wszyscy inni Cię słuchają i śpiewają pod Twoje dyktando. Jesteś na tę chwilę przewodnikiem stada ;).

Co do Boga, to może chociaż nie w tym wątku, bo wszędzie indziej jak na razie to czysta walka na noże między ateistami i teistami ;).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16712
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 15:27, 03 Mar 2019    Temat postu:

blazep napisał:
Michał Dyszyński napisał:

Myślę, że nie chodzi tylko o status. Dziewczyny nie na darmo lgną do gitarzystów ogniskowych, mimo że ich status nie różni się specjalnie od statusu turystów, harcerzy ogólnie. Podejrzewam już bardziej inny efekt - ściągania uwagi. Aby zdobyć partnera jedno jest niezbędne na pewno - zostać zauważonym. Śpiewający bard jest w centrum uwagi lokalnej. Do tego pojawia się naturalny efekt rywalizacji - np. wszystkie dziewczyny widzą tego chłopaka z gitarą?... - To ja im pokażę, że on będzie mój!
sam grywałem na gitarze przy ogniskach. :)


Ale właśnie ta gitara jest tym co daje Ci status. Skoro wszyscy inni Cię słuchają i śpiewają pod Twoje dyktando. Jesteś na tę chwilę przewodnikiem stada ;).

To też, ale chyba nie tylko to.
Nieraz obserwuję osoby grające w orkiestrze. Wiele osób gra na raz, nieraz rola ich jest podrzędna (co innego dyrygent). Ale te grające (dla wszystkich) osoby są takie ważne... I przy tym wydają się wręcz piękniejsze, należą do jakiejś całości, która porywa wiele osób, a więc te osoby które dostarczają wielu ludziom wrażeń są istotne.
Chodzi o to, aby byś zauważonym. Jeśli przy okazji jest się zauważonym naprawdę pozytywnie, oddziałując na uczucia, to juz się jest o szczebelek czy dwa wyżej.

blazep napisał:
Muzyka ma w sobie coś z rzeczywistości. W zasadzie nie istnieje abstrakcyjnie. Często nawet nie znaczy nic więcej niż samą siebie. Nasze mózgi próbują nadać sens muzyce tak jak próbują nadać sens rzeczywistości. Zamknąć ją w ramy narracji bez której widzimy tylko chaos. Jednocześnie dzięki temu, że postrzegamy fizyczne relacje między wibracjami (stosunek długości fal) jako bardziej konsonansowe lub dysonansowe wyjątkowo łatwo nam zacząć tworzyć narrację na temat muzyki, tak samo jak robimy to z rzeczywistością.

Odbieram to dość podobnie. Przy czym ciekawy jest sam ów "sens" w owym kontekście. Czym on jest?
Najbardziej chyba SEKWENCYJNOŚCIĄ. Muzyka buduje sekwencje doznań, układa je w ciągi, które zazębiają się z innymi sekwencjami. Umysł może po tych ciągach sobie szperać, oglądać je, przełączać się. Podobnie jak poszukuje znaczeń w zdarzeniach życia, może modelach naukowych. Ważne jest też to, że mamy COŚ NIEWERBALNEGO (dla muzyki instrumentalnej, ale tez dla śpiewanej mamy ten dodatek melodyczny, odróżniający od recytacji wiersza). Umysł uczy się odnajdować sekwencje, porównywać, doznawać, oceniać w tym co nienazwane, co jest w ciągach odczuć. Coś bardziej pierwotnego, niż funkcjonowanie na poziomie pojęciowym.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blazep




Dołączył: 02 Mar 2019
Posty: 159
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 15:52, 03 Mar 2019    Temat postu:

Ciekawy jest w muzyce (z punktu widzenia tego jak odbiera ją mózg) kwestia jej skomplikowania i przewidywalności. Wyczytałem kiedyś, że podobnie jak w życiu musimy stać jedną nogą w porządku a drugą w chaosie i jakby mediować sobą pomiędzy nimi, tak i w muzyce nie jesteśmy w stanie znieść ani zbyt dużej przewidywalności ani całkowitego chaosu. Musi być i jakaś rozpoznawalna struktura i odstępstwa od niej, które przykują naszą uwagę i zmusi nas do jeszcze większego skupienia uwagi na niej. W muzyce klasycznej przeważnie czujemy się (przynajmniej osoby osłuchane) względnie bezpiecznie. Czasem mi tego właśnie trzeba. Komfortu przewidywalności. Im później tym taka muzyka robi się bardziej chaotyczna. Muzyka współczesna w ogóle do mnie nie trafia ale może kiedyś dorosnę. Na razie najbardziej angażuje mnie muzyka późnego romantyzmu. Myślę, że to również jest jak w życiu. Niektórzy (a czasem ta sama osoba w różnych momentach życia), są w stanie znieść niesamowitą niepewność, inni (innym razem) potrzebują stabilności i poczucia bezpieczeństwa. O tym też jest muzyka.

Co do orkiestry to wielokrotnie po koncercie chciałem tam pójść i ich wszystkich wyściskać. Z drugiej strony orkiestra to trochę taki instrument na którym gra dyrygent.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10138
Przeczytał: 56 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 16:07, 03 Mar 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
blazep napisał:
Ad 1. W przypadku muzyków rockowych to raczej kwestia statusu społecznego niż samej muzyki. Ale może z muzyką, jak i z całą kulturą tak właśnie jest - żeby chuchra też mogły zaliczyć ;).

Myślę, że nie chodzi tylko o status. Dziewczyny nie na darmo lgną do gitarzystów ogniskowych, mimo że ich status nie różni się specjalnie od statusu turystów, harcerzy ogólnie. Podejrzewam już bardziej inny efekt - ściągania uwagi. Aby zdobyć partnera jedno jest niezbędne na pewno - zostać zauważonym. Śpiewający bard jest w centrum uwagi lokalnej. Do tego pojawia się naturalny efekt rywalizacji - np. wszystkie dziewczyny widzą tego chłopaka z gitarą?... - To ja im pokażę, że on będzie mój!
sam grywałem na gitarze przy ogniskach. :)

blazep napisał:
Ad 4. A nie sądzisz, że było dokładnie odwrotnie? To, że mamy w ogóle poczucie i potrzebę rytmu wywodzi się z takich rzeczy jak bicie serca naszej mamy i później nasze, krok, oddech.

To też. Mamy złożony układ oddziaływań.

blazep napisał:
Ad 6. Muzyka i natura to dwa źródła moich najgłębszych duchowych przeżyć. To, że nie ma Boga nie znaczy, że nie ma ducha ;).

Bóg jest duchem.
Dzieńdoberek o 9:06 AM ET czyli 906 w militarnym ale wschodniego wybrzeza U. S. :)

Chief Crawford napisał:

Czym jest życie?
Jest błyskiem świetlnej muszki w mroku nocy
Oddechem bawołu zimą
Cieniem trawki, który ginie w słońcu
Życie które znamy mija zbyt szybko
Umierając wracamy do światła
Źródła gdzie jest nasz początek
Wtedy rzeczywistość ma tylko jedno źródło
Jesteśmy tym źródłem
Bóg jest naszym najwyższym instynktem samopoznania.

What is life?
It is a flash of a fire fly at night
A breath of a buffalo in winter
A shadow of grass before it’s lost in the Sun
Life, as we know it, flashes so fast
Dying, we return to the Light
The Source of all beginning
One Source of Reality
We are that Source
God is our highest self-Instinct
To get to know ourselves


I co teraz? :)
:*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10138
Przeczytał: 56 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 16:34, 03 Mar 2019    Temat postu:

blazep napisał:
Ciekawy jest w muzyce (z punktu widzenia tego jak odbiera ją mózg) kwestia jej skomplikowania i przewidywalności. Wyczytałem kiedyś, że podobnie jak w życiu musimy stać jedną nogą w porządku a drugą w chaosie i jakby mediować sobą pomiędzy nimi, tak i w muzyce nie jesteśmy w stanie znieść ani zbyt dużej przewidywalności ani całkowitego chaosu. Musi być i jakaś rozpoznawalna struktura i odstępstwa od niej, które przykują naszą uwagę i zmusi nas do jeszcze większego skupienia uwagi na niej. W muzyce klasycznej przeważnie czujemy się (przynajmniej osoby osłuchane) względnie bezpiecznie. Czasem mi tego właśnie trzeba. Komfortu przewidywalności. Im później tym taka muzyka robi się bardziej chaotyczna. Muzyka współczesna w ogóle do mnie nie trafia ale może kiedyś dorosnę. Na razie najbardziej angażuje mnie muzyka późnego romantyzmu. Myślę, że to również jest jak w życiu. Niektórzy (a czasem ta sama osoba w różnych momentach życia), są w stanie znieść niesamowitą niepewność, inni (innym razem) potrzebują stabilności i poczucia bezpieczeństwa. O tym też jest muzyka.

Co do orkiestry to wielokrotnie po koncercie chciałem tam pójść i ich wszystkich wyściskać. Z drugiej strony orkiestra to trochę taki instrument na którym gra dyrygent.
Z muzyka w jakiś sposób się synchronizuję kiedy przychodzą mi na myśl materializujące się artefakty moich odczuć. Inspiracja przychodzi z odczuć. I w tym przypadku moje odczucia poznawania naszych dziejów kiedy wiadomo jak dużo straciliśmy przez kulturę rzymską skorelowało mnie z relacją Halila Furkana Bektasa, który ten utwór zagrał siadając przy fortepianie będąc w podróży

Courtesy of Halil Furkan Bektas "Rüzgarlari/Breeze of Hope"
https://youtu.be/mJzbl1d2E-Q

Halil Furkan Bektas napisał:

Rok temu wyruszyłem w podróż pełną nadziei z moją kochaną kuzynką. Mieliśmy zobaczyć jej ukochanego, którego nie widziała od bardzo dawna. Kiedy dotarliśmy na lotnisko, zobaczyłem fortepian i oczywiście zacząłem grać. I ta melodia wtedy powstała. Grałem ją jako "Powiew nadziei" na sesji otwierającej nowy rok sądowy w Sądzie w Antwerpi. Oczywiście chciałbym się z Wami podzielić.


http://www.sfinia.fora.pl/blog-dyskurs,67/poezja,10613-400.html#434383

Mówi o takim doświadczeniu aktor, który odgrywa rolę właściciela Asilomar (ustronie nad morzem/konkretnie Pacyfikiem), bo stracił z własnej winy (fałszowania) karierę muzyka -> 1:32:48 - 1:38:40

Cytat:
Sometimes, all you have to do is show up and pay attention.
-> a energia mózgu się dostroi :) -> "The Shift/Zmiana" z polskimi napisami -> https://youtu.be/FVPvDLUvA34

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Nie 16:45, 03 Mar 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 17:08, 03 Mar 2019    Temat postu:

blazep napisał:
Jednocześnie fascynuje mnie temat pt "co mi się w tej muzyce tak właściwie podoba i co to wszystko znaczy?"
To bardzo ważne pytanie, nie zdajecie sobie raczej sprawy, jak bardzo ważne. Ponieważ wskazuje [trochę pośrednio] na duszę. To co dokładnie i kiedy lubimy, podoba się komuś mniej, a co bardziej zależy od całej psychosomatyki, od świadomości, a głównie od przedświadomości. Jednak co jest „adresatem” a jednocześnie „keeperem”, „podmiotem” tego, że w ogóle są odczucia, emocje?? Wg mnie jest to właśnie dusza [nieświadoma].

Natomiast co do rodzajów muzyki i konkretnych, rozpoznawanych, uświadamianych odczuć związanych z ich słuchaniem, to bywa to różnie. Przykładowo osobiście chyba najbardziej lubię niektóre utwory J. S. Bacha, L. v. Beethovena oraz..Rammstein’a. I podczas słuchania np. symfonii, sonat Beethovena czuję większe „wzburzenie”, niż podczas refleksji i autorefleksji płynącej z muzyki i z tekstów Rammsteina... Natomiast część utworów Bacha „zawiera” w sobie wszystko, pełnię, doskonałość niemal boską, jakby wszystkie emocje przymykały ku ostatecznie nirwanie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blazep




Dołączył: 02 Mar 2019
Posty: 159
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 18:04, 03 Mar 2019    Temat postu:

Dyskurs napisał:

Z muzyka w jakiś sposób się synchronizuję kiedy przychodzą mi na myśl materializujące się artefakty moich odczuć. Inspiracja przychodzi z odczuć. I w tym przypadku moje odczucia poznawania naszych dziejów kiedy wiadomo jak dużo straciliśmy przez kulturę rzymską skorelowało mnie z relacją Halila Furkana Bektasa, który ten utwór zagrał siadając przy fortepianie będąc w podróży


Mogłabyś rozwinąć kwestię tej straty związanej z Rzymem?
Puki artysta musi zarabiać swoją muzyką to nie może przestać się oglądać na innych. To trochę jak proces socjalizacji. Wyrażanie prawdziwego siebie mogłoby się czasem skończyć w psychiatryku. Musimy się nauczyć wyrażać siebie na sposoby będące do przyjęcia dla innych. W końcu gdyby nie oni to po co byśmy się mieli wyrażać?

Piotr,

nie rozumiem tej konieczności ładowania w to duszy (może z braku zrozumienia co przez tę duszę rozumiesz). Na gust muzyczny wpływa tyle czynników czysto fizycznych (ja muzykę poważną chłonąłem już przed urodzeniem i to tydzień w tydzień na żywo. Wróciłem do niej na poważnie mając prawie 30 lat). Podobno większość naszych gustów muzycznych formuje się w okresie dojrzewania gdy muzyka, której słuchamy łączy się z huśtawką emocjonalną jaką wtedy przeżywamy. Musi przeżywam drugą młodość.

Co do Bacha, rozumiem o czym mówisz apropo tej pełni. Jak go słucham to mam czasem wrażenie jakby w swoich przetworzeniach próbował skatalogować rzeczywistość warstwa po warstwie. O ile Bach to czysta boskość i absolut o tyle Beethoven to czyste człowieczeństwo. W nim czuję całe tragiczne piękno życia. Chyba wolę Beethovena. Ale jak na razie najbardziej podszedł mi Mahler.[/quote]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 18:16, 03 Mar 2019    Temat postu:

Co do duszy, to po prostu spróbuj odpowiedzieć co/kto czuje, odczuwa, przeżywa. Jeśli odpowiesz, że ty to spróbuj odpowiedzieć czym jest „ty”; jakby to sformułował wujzboj: czym/kim jest „ja jestem”.

Ale kwestia duszy raczej mało pasuje do tego tematu wątku. Więc, jeśli chcesz o niej dyskutować, to przenieśmy się z tym do innego wątku o odpowiednim tytule.


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Nie 18:17, 03 Mar 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blazep




Dołączył: 02 Mar 2019
Posty: 159
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 19:01, 03 Mar 2019    Temat postu:

"Ja" to iluzja. Taka maszyna do lepszego funkcjonowania w świecie. A czuje, odczuwa, przeżywa (i umiera) świadomość. Jeśli chcesz dyskutować z takim stanowiskiem to chętnie. Stworzysz temat czy dołączymy do już istniejącego?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10138
Przeczytał: 56 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:00, 03 Mar 2019    Temat postu:

blazep napisał:
Dyskurs napisał:

Z muzyka w jakiś sposób się synchronizuję kiedy przychodzą mi na myśl materializujące się artefakty moich odczuć. Inspiracja przychodzi z odczuć. I w tym przypadku moje odczucia poznawania naszych dziejów kiedy wiadomo jak dużo straciliśmy przez kulturę rzymską skorelowało mnie z relacją Halila Furkana Bektasa, który ten utwór zagrał siadając przy fortepianie będąc w podróży


Mogłabyś rozwinąć kwestię tej straty związanej z Rzymem?

'What the World Lost and Gained from the Triumph of Christianity" ->
https://youtu.be/OZkiwl5aPEs

Ehrman, B. (2018) "The Triumph of Christianity: How Forbidden Religion Swept the World"
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10138
Przeczytał: 56 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:11, 03 Mar 2019    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Co do duszy, to po prostu spróbuj odpowiedzieć co/kto czuje, odczuwa, przeżywa. Jeśli odpowiesz, że ty to spróbuj odpowiedzieć czym jest „ty”; jakby to sformułował wujzboj: czym/kim jest „ja jestem”.

Ale kwestia duszy raczej mało pasuje do tego tematu wątku. Więc, jeśli chcesz o niej dyskutować, to przenieśmy się z tym do innego wątku o odpowiednim tytule.
Konglomerat procesów życiowych (termin roboczy) w człowieku. Możesz sobie teoretyzować w którąkolwiek stronę chcesz i redukować cud, którym jest życie ludzkie. Ale pamiętaj, że dopóki nie będziesz świadkiem powolnego odejścia najdroższej osoby, to nie będziesz wiedział o czym piszesz.

I proszę bez obniżania kultury osobistej w dyskusji. Dziękuję.

blazep napisał:
"Ja" to iluzja. Taka maszyna do lepszego funkcjonowania w świecie. A czuje, odczuwa, przeżywa (i umiera) świadomość. Jeśli chcesz dyskutować z takim stanowiskiem to chętnie. Stworzysz temat czy dołączymy do już istniejącego?
Proszę nie redukuj życia ludzkiego, bo jest irreducible. Proszę ciesz się życiem - nie jest to proste :)

blazep napisał:
Puki artysta musi zarabiać swoją muzyką to nie może przestać się oglądać na innych.
Mozart też musiał zarabiać na życie. Salieri krytykował kupowana od Mozarta muzykę za "zbyt wiele nut" :)

Mozart "Eine Kleine Nachmisik"
https://youtu.be/FCi2u265wxQ

blazep napisał:
To trochę jak proces socjalizacji. Wyrażanie prawdziwego siebie mogłoby się czasem skończyć w psychiatryku.
W Polsce z powodu ostracyzmu, tak :)

blazep napisał:
Musimy się nauczyć wyrażać siebie na sposoby będące do przyjęcia dla innych.
Nie musimy.

Pablo Picasso "Wielbłąd"


blazep napisał:
W końcu gdyby nie oni to po co byśmy się mieli wyrażać?
Oni nie mają znaczenia :)

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Nie 22:51, 03 Mar 2019, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blazep




Dołączył: 02 Mar 2019
Posty: 159
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 21:44, 03 Mar 2019    Temat postu:

Dyskurs napisał:

Proszę nie redukuj życia ludzkiego, bo jest irreducible. Proszę ciesz się życiem - nie jest to proste :)

To co my tu w ogóle robimy? Bo całą filozofię można by podciągnąć pod redukowanie życia ludzkiego. Jakbym miał się tylko cieszyć życiem i nie poszukiwać i konceptualizować pewnych rzeczy to by mnie tu nie było.

Dyskurs napisał:


blazep napisał:
Musimy się nauczyć wyrażać siebie na sposoby będące do przyjęcia dla innych.
Nie musimy.
Oni nie mają znaczenia :)


Jeśli pozwolimy dziecku wyrażać siebie bez socjalizowania go (a więc tamowania jego ekspresyjnych zapędów) to jest spora szansa, że skończy w izolacji, bez kluczowych umiejętności komunikacyjnych jako wyalienowana i nie lubiana osoba. Jesteśmy istotami społecznymi. Cały czas negocjujemy ile siebie jesteśmy w stanie zaprzedać za zdrowe funkcjonowanie w społeczeństwie. Pewnie, że można przestać to robić za dorosłego. Zostać mnichem, pustelnikiem, abnegatem. Ale dla większości z nas inni ludzie mają bardzo duże znaczenie (i dla Ciebie chyba też biorąc pod uwagę jak opisujesz swoją rodzinę i stratę).

Co do Rzymu, w historii ludzkości straciliśmy o wiele więcej. Przypomina to rozwój mózgu, który nie tyle powstaje w czasie naszego niemowlęctwa ile raczej jest ociosywany z nadmiaru połączeń nerwowych. Chrześcijaństwo nie mogło zresztą antyku wymazać. Mogło go tylko połknąć i lekko przetrawić. Stąd dziwnie współgrające z astronomią daty świąt, symbolika (moja ulubiona - kropidło jako symbol falliczny xD). Z filozofią antyczną może się poprztykali ale też dość szybko się przeprosili.


Ostatnio zmieniony przez blazep dnia Nie 21:50, 03 Mar 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10138
Przeczytał: 56 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 22:46, 03 Mar 2019    Temat postu:

blazep napisał:
Dyskurs napisał:

Proszę nie redukuj życia ludzkiego, bo jest irreducible. Proszę ciesz się życiem - nie jest to proste :)

To co my tu w ogóle robimy? Bo całą filozofię można by podciągnąć pod redukowanie życia ludzkiego.
Hmm ->
Cytat:
Philosophy is the study of the fundamental nature of knowledge, reality, and existence, especially when considered as an academic discipline.


blazep napisał:
Jakbym miał się tylko cieszyć życiem i nie poszukiwać i konceptualizować pewnych rzeczy to by mnie tu nie było.
Hmm ... radosc zycia to szeroki termin :)

blazep napisał:
Dyskurs napisał:
blazep napisał:
Musimy się nauczyć wyrażać siebie na sposoby będące do przyjęcia dla innych.
Nie musimy. Oni nie mają znaczenia :)
Jeśli pozwolimy dziecku wyrażać siebie bez socjalizowania go (a więc tamowania jego ekspresyjnych zapędów) to jest spora szansa, że skończy w izolacji, bez kluczowych umiejętności komunikacyjnych jako wyalienowana i nie lubiana osoba.
Drugą stroną tej "monety" jest przedawkowanie kurateli. Knowles i inni (2015), moim zdaniem, naszkicowali trafnie proporcje pedagogiki i andragogiki w stosunku do wieku człowieka.


blazep napisał:
Jesteśmy istotami społecznymi. Cały czas negocjujemy ile siebie jesteśmy w stanie zaprzedać za zdrowe funkcjonowanie w społeczeństwie.
Ale w kontekście kultury narodowej Polski ta metoda się nie sprawdza, bo agresja w narodzie "kipi".

blazep napisał:
Pewnie, że można przestać to robić za dorosłego. Zostać mnichem, pustelnikiem, abnegatem. Ale dla większości z nas inni ludzie mają bardzo duże znaczenie (i dla Ciebie chyba też biorąc pod uwagę jak opisujesz swoją rodzinę i stratę).
Miłość moralna jest jak matka - jednym ramieniem przytula a drugiam ustawia poprzeczkę życiową i pomaga przeskoczyć.

Klan to owszem korzenie. Ale kiedy zbyt ogranicza, staje się więzieniem.

Kiedy miałam 3 lata, Tato powiedział mi: "będziesz musiała się wykształcić aby się utrzymać, bo nigdy się calkowiecie nie podporządkujesz mężczyźnie". Miał rację. Jako jedyna z 4 osobowego rodzeństwa (włączając mnie, jako młodsza siostra w środku), znam perfekcyjnie język angielski i równocześnie polski i to nie są jedyne języki, którymi się posługuję. Ale przyjechałam do USA w listopadzie 1985 roku z zamiarem adaptacji i czyniłam to od pierwszego dnia pobytu ucząc się sama języka angielskiego i po 3 miesiącach osiągając możliwość prostej konwersacji. W roku 1990, zostałam zaakceptowana do programów licencjackich zarządzania o specjalności finansów i psychologii w katolickim Stonehill College. Po wejściu do biblioteki, musiałam się uszczypnąć z powodu ogromu źródeł. Podobnie było po moim uczestnictiwe we mszy świętej na rozpoczęcie roku akademickiego - tak innej od poskiego rytuału. Jestem z Rzeszowa, kolebki polskiego katolicyzmu w odmianie swoistej. Potem była uczelnia świecka gdzie pracowałam nad magistrem zarządzania o specjalności globalnych finansów. Następnie program doktorski na uczelni protestanckiej o specjalizacji przewodnictwa organizacyjnego i rozwoju zasobów ludzkich.

Z rodzeństwem mamy niewiele tematów, bo starszy brat i siostra po przemieszkaniu w the Mid-West od konca lat 80-tych, stali się Republikaninami, więc nie pasuję jako bezpartyjna w dodatku ze stanu Roger Williams, bo nie roddzielam ludzi i Żydzi mi nie przeszkadzają :)

Jeśli chodzi o Męża, to był moim Przyjacielem/Bratnia Dusza ale żyje przeze mnie nadal i dlatego wiem jak cieszyć się życiem dla siebie i dla Niego - to uwalniające a nie ograniczające uczucie ->

Teraz widzisz świat moimi oczami
I odczuwasz przez moje serce
Miłość, która nigdy nie umiera

Courtesy of Mark Eliyahu "Tribe"
https://youtu.be/v398Vn2oNlQ
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 2:53, 04 Mar 2019    Temat postu:

blazep napisał:
"Ja" to iluzja. Taka maszyna do lepszego funkcjonowania w świecie. A czuje, odczuwa, przeżywa (i umiera) świadomość. Jeśli chcesz dyskutować z takim stanowiskiem to chętnie. Stworzysz temat czy dołączymy do już istniejącego?
Wlasnie, że to nie świadomość, lecz dusza, nieświadomość. Wujzboj uważa też, że chodzi tu o świadomość, ale to nieprawda. Świadomość tylko „wie”, ale czuje dusza, czyli emocje. Proponuję dyskusję o tym przenieść do wątku „Czym jest psychika?” w dziale Filozofia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 2:57, 04 Mar 2019    Temat postu:

Do Dyskurs:
Uważasz, że odczuwanie kończy się wraz z ustaniem życiowych procesów biologicznych w organizmie?
Uważasz życie ludzkie za cud, a nie za „konglomerat procesów biologicznych”, a może psychosomatycznych?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10138
Przeczytał: 56 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 2:59, 04 Mar 2019    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
blazep napisał:
"Ja" to iluzja. Taka maszyna do lepszego funkcjonowania w świecie. A czuje, odczuwa, przeżywa (i umiera) świadomość. Jeśli chcesz dyskutować z takim stanowiskiem to chętnie. Stworzysz temat czy dołączymy do już istniejącego?
Wlasnie, że to nie świadomość, lecz dusza, nieświadomość. Wujzboj uważa też, że chodzi tu o świadomość, ale to nieprawda. Świadomość tylko „wie”, ale czuje dusza, czyli emocje. Proponuję dyskusję o tym przenieść do wątku „Czym jest psychika?” w dziale Filozofia.
Dusza ludzka nie jest emocjami, bo emocje generuje mozg nizszy. Szukaj dalej :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 3:06, 04 Mar 2019    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
blazep napisał:
"Ja" to iluzja. Taka maszyna do lepszego funkcjonowania w świecie. A czuje, odczuwa, przeżywa (i umiera) świadomość. Jeśli chcesz dyskutować z takim stanowiskiem to chętnie. Stworzysz temat czy dołączymy do już istniejącego?
Wlasnie, że to nie świadomość, lecz dusza, nieświadomość. Wujzboj uważa też, że chodzi tu o świadomość, ale to nieprawda. Świadomość tylko „wie”, ale czuje dusza, czyli emocje. Proponuję dyskusję o tym przenieść do wątku „Czym jest psychika?” w dziale Filozofia.
Dusza ludzka nie jest emocjami, bo emocje generuje mozg nizszy. Szukaj dalej :)
Mózg, a właściwie cały organizm generuje przejawy behawioralne, obserwowalne objawy emocji, odczuć, ale nie emocje same w sobie. Ale wątpię, byś ty i wielu innych to zrozumiało. Podobnie, jak niewielu rozumie, że brak przejawów, czyli dowodów empirycznych nie jest dowodem, ani nawet przesłanką na brak dowodu, czyli tego, co objawy może tylko wywoływać. Ale może taki przykład dla zakutych łbów: Brak objawów opryszczki nie świadczy o braku wirusów opryszczki w ciele np. człowieka.

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Pon 3:07, 04 Mar 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Sztuka a światopogląd Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin