Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dlaczego Bóg miałby być miłością ?
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Apologia kontra krytyka teizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2740
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Sob 15:52, 13 Sty 2018    Temat postu:

Andy72 napisał:
To zależy, taka Marta Robin na przykład nie była po ludzku szczęśliwa, ale paradoksalnie Jezus mówi "Błogosławieni którzy się smucą". :)

ale nie smutek jest szczęściem :) , ale fakt, "... że będą pocieszeni" :wink:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 9017
Przeczytał: 97 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 15:52, 13 Sty 2018    Temat postu:

Andy72 napisał:
Dyskurs napisał:
lucek napisał:

ale tu chodzi o biblijny cytat, który mówi coś w rodzaju "każdemu dane są inne doświadczenia" i nie jest to kwestia interpretacji - ja np. nie urodziłem się kaleką .... albo królem ...
Romans 12:6 :wink:

[link widoczny dla zalogowanych]

Ten cytat mówi co innego.
Cytat nic nie mówi, bo nie posiada zmysłu mowy. Zawiera przekaz tłumaczony z aramejskiej struktury lingwistycznej na grecką, łacinę, angielską, polską, etc. i tekst przekazu może zostać zinterpretowany dowolnie (przynajmniej w środowiskach demokratycznych) przez osobę interpreetujaca, która - jak potwierdza 7 Esseńskich Luster - w trakcie procesu interpretacyjnego "spotyka" (uwaga metafora) siebie a konkretnie zawartość swojej podświadomości/ramy referencji doświadczeń życiowych i dokonuje projekcji na swoje otoczenie. W dobie XXI wieku globalnego hiperaktywnego Internetu piszemy nasze publiczne pamiętniki.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 9017
Przeczytał: 97 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 15:56, 13 Sty 2018    Temat postu:

lucek napisał:
Andy72 napisał:
To zależy, taka Marta Robin na przykład nie była po ludzku szczęśliwa, ale paradoksalnie Jezus mówi "Błogosławieni którzy się smucą". :)

ale nie smutek jest szczęściem :) , ale fakt, "... że będą pocieszeni" :wink:
Ale tylko jeśli osoba świadomie wybiera się pocieszyć czyli wybiera intencję, która rozwinie się (Bohm, 1995) jako afirmującą życie, bo Natura zwróci wedle życzenia tej osoby tylko z potęgą pół elektro-magnetycznych.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 2740
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Sob 16:02, 13 Sty 2018    Temat postu:

Cytat:
Romans 12:6 :wink:

tyle, że nie ten cytat miałem na myśli :) ten mówi (podobnie jak "neuronauka uczy,..." :wink: ) o czymś innym :)


Ostatnio zmieniony przez lucek dnia Sob 16:03, 13 Sty 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 9017
Przeczytał: 97 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 16:02, 13 Sty 2018    Temat postu:

Andy72 napisał:
Dyskurs napisał:
Nie zastanawiales sie, Andy72, ze mozesz byc slaby w wierze I ich odmienny swiatopoglad napawa Cie lekiem ale nie masz wystarczajecej woli aby oprzec sie temu odczuciu?

Dopiero słaba musi być wiara ateistów że chcą tak nawracać na swoją niewiarę!
Trzeba byłoby wybrać grupę ateistów uważających, że "nawracają innych na ateiz" i przeprowadzić z nimi albo pół-strukturyzowany wywiad na bazie pytań badania jakosciowego ze specyficznym znaczeniem i ukierunkowaniem opartymi na istniejących teoriach naukowych aby wyłoniły się tematy i kody w ich odpowiedziach albo stworzyć survey przez określenie czynników, które przypuszczalnie wplywaja na "nawracanie przez ateistów na ateizm" i zbadać na podstawie grupy kontrolnej czyli ateistów, którzy nie uważają, że "nawracają innych na ateizm" :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 9017
Przeczytał: 97 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 16:03, 13 Sty 2018    Temat postu:

lucek napisał:
Cytat:
Romans 12:6 :wink:

tyle, że nie ten cytat miałem na myśli :) ten mówi (podobnie jak "neuronauka uczy,..." :wink: ) o czymś innym :) [/i]
Teraz idę do okulisty, ale proszę (za)podaj cytat to omówimy jak wrócę. Dziękuję :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hikari33




Dołączył: 23 Lut 2012
Posty: 223
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska

PostWysłany: Pon 15:27, 15 Sty 2018    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Teraz idę do okulisty, ale proszę (za)podaj cytat to omówimy jak wrócę. Dziękuję :)


Chętnie "posłucham"...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
yatzeck




Dołączył: 19 Gru 2017
Posty: 70
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 16:13, 15 Sty 2018    Temat postu:

Dyskurs napisał:
yatzeck napisał:
Dyskurs napisał:
yatzeck napisał:
to już polityka jest- punktem wyjścia jest przekonywanie do swoich racji.
Czyli "parcie" na mesjanizm.

yatzeck napisał:
co ludzi religii czyni takimi nieszczęśnikami,iż ich wiara to za mało? że muszą ewangelizować,nawracać ,nauczać?
jakby wszystko zależało nie od tego,że uwierzyli,ale od tego,w co wierzą inni.
Z punktu widzenia nauki, nie bylbys w stanie zbadac fenomenu zainteresowania, gdzy kwestia nie jest szczegolna.

Jesli chcialbys zbadac ilosciowo czy jakis czynnik proponowany przez Ciebie lub jakosciowo aby zidentyfikowac tematy I kody majace potencjalnie wplyw na polskich katolikow ze "musza ewangelizowac, nawracac, nauczac" to nie polecam brac tych czynnosci pod uwage z powodu stopnia ryzyka dla osoby badajacej fenomen zainteresowania.


Cytat:

Pole emocjonalne

Aby opisać relacje człowieka samego z sobą i z otoczeniem, w gestalcie używa się pojęcia pole emocjonalne. Dla zwolenników gestaltu emocje nie są wyłącznie wewnętrznym odczuciem poszczególnych ludzi, lecz powstają na styku kontaktu człowieka z otoczeniem. Z jednej strony otoczenie "generuje" różnorakie bodźce wpływające na emocje człowieka, a z drugiej emocje wywoływane przez jednego człowieka wpływają często na innego. Tak więc każdy człowiek, trochę tak jak magnes, jednocześnie znajduje się w swoistym polu emocjonalnym "generowanym" przez innych oraz sam je "generuje" dla innych ludzi. Terapia gestaltowa stara się leczyć poprzez odpowiednie wprowadzanie ludzi w czasie terapii w odpowiednie pole emocjonalne.

Granice psychologiczne

Pole emocjonalne może mieć zarówno pozytywny jak i negatywny wpływ na ludzi. Z tego względu wszyscy ludzie posiadają swoje granice psychologiczne. Prawidłowo ukształtowana granica powinna działać jak półprzepuszczalna błona. Powinna dopuszczać istotne dla danej osoby bodźce emocjonalne i blokować szkodliwe i nieistotne. Prawidłowo ukształtowana granica nie kłóci się z uważnością, lecz wręcz przeciwnie jest niezbędnym składnikiem tej umiejętności. Natomiast nieprawidłowo ukształtowana granica wręcz uniemożliwia uważność. Granice, które są za słabe w miejscach gdzie powinny być mocne i za silne w miejscach gdzie powinny być otwarte, prowadzą do bólu, dysfunkcji osobowości i wypaczeń w percepcji siebie samego i otoczenia. Z tego powodu, jednym z najważniejszych celów terapii gestaltowej jest odbudowa "uszkodzonych" granic psychologicznych.


[link widoczny dla zalogowanych]

ależ owszem,"z punktu widzenia nauki" jestem w stanie zbadać każdy fenomen :wink:
W takim razie czekam na Twoją publikację naukową i proszę podaj jej namiary przez pocztę. Dziękuję :)




skąd u naukowca ten brak wiary w możliwość naukowego opisania rzeczywistości,czy chociażby jednego z aspektów owej rzeczywistości?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6616
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 16:13, 16 Sty 2018    Temat postu:

No właśnie skąd?? Może jednak naukowiec powinien być naturalista. Naukowiec wierzący w siły nadprzyrodzone powinien wykręcić sie w Religijne przeżycia. Polecam Jamesa . Doświadczenie [link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
yatzeck




Dołączył: 19 Gru 2017
Posty: 70
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 7:01, 17 Sty 2018    Temat postu:

Semele napisał:
No właśnie skąd?? Może jednak naukowiec powinien być naturalista. Naukowiec wierzący w siły nadprzyrodzone powinien wykręcić sie w Religijne przeżycia.


naturalistą? a co to znaczy? najpierw trzeba by poznać prawa przyrody,bez sugerowania się granicą pomiędzy przyrodą i tym,co rzekomo nadprzyrodzone,spoza praw przyrody.
psychiatria to też nauka.


a jeśli chodzi o polecanego jamesa i jego doświadczenia religijne,to...
religijne skłonności człowieka... pułapką dla nauki,czy też naukowca może być wadliwe podejście do "skłonności człowieka".
i jako sceptyk powątpiewam,by w kontekście ludzkiej istoty duchowej nie należało z dystansem do owej duchowości podchodzić.
bo na ile człowiek,jako istota duchowa jest tym,co mu zaszczepiono,poniekąd jako swoistej tabula rasa- urodzonej czystej karcie,a na ile człowiek jako istota duchowa to forma duchowej ciągłości,zdolnej do otrząśnięcia się z wszystkiego,co napływowe,co wpajane chociażby jako tradycja,w tym religijna.


Ostatnio zmieniony przez yatzeck dnia Czw 17:44, 18 Sty 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Katolikus




Dołączył: 16 Lis 2016
Posty: 744
Przeczytał: 16 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 1:15, 22 Sty 2018    Temat postu:

Michał napisał:
Jest ta stara anegdota o pobożnym Żydzie, który ratował się z powodzi.
[link widoczny dla zalogowanych]
Z tym chłopakiem wygląda mi na podobną sprawę.

Przy tej okazji warto jednak dodać tu pewne ważne spostrzeżenie dotyczące chrześcijaństwa (i chyba judaizmu też). Jak się czyta Biblię, to dość uderzające jest (przynajmniej dla mnie), że właściwie tak bezpośrednio Bóg w niej nie prawie działa. Normą jest jakiś osobowy pośrednik:
- anioł (zwiastowanie Maryi, powoływanie proroków i w ogóle w wielu miejscach aniołowie coś tam robią. Także w Apokalipsie mamy obrazy aniołów którzy coś tam robią np. "Anioł zaś wziął naczynie na żar, napełnił je ogniem z ołtarza i zrzucił na ziemię".
- Bóg posyła proroków. Dlaczego sam nie powie, co ma do powiedzenia? Przecież mógłby jakoś przekazywać swoją wolę bezpośrednio...
- Nawet Jezus przychodzi na świat z pomocą człowieka - matki Boskiej.
Wszędzie mamy pośredników - ludzi, duchy, anioły. Przypadek?...

Warto się nad tym zastanowić, bo chyba jednak wygląda to na pewną regułę. Bóg woli realizować swoją wolę za pośrednictwem innych istot świadomych, co by sugerowało, iż ma w tym swój cel.


Te przykłady, które wymieniłeś (te od myślniczków) różnią się od anegdoty i przypadku chłopaka z mojego postu. W twoich przykładach Bóg NIE MILCZY tylko działa jawniej: anioł (postać nadnaturalna), Prokom objawia się też jakoś bardziej bezpośrednio i dopiero oni idą dalej, Jezus to Bóg, którego każdy mógł spotkać i zobaczyć jego znaki bezpośrednio. Natomiast ekipom ratunkowym z anegdoty, która ma obrazować nasze codzienne sytuacje, Bóg się nie objawił ani nawet nie posłał żadnego anioła. W jaki sposób Bóg zrealizował swoją wolę za pośrednictwem ekipy ratunkowej bądź psychoterapeuty?

Na tym świecie jest mnóstwo sytuacji, w której ludzie bardzo cierpią, często niesłusznie i z nie swojej winy, a Bóg milczy, nie odpowiada na modlitwy.

Czytałem, kogoś, kto opowiadał o pewnej rodzinie. Małżonkowie i ich dzieci. Bardzo wierzący ludzie. Kobieta zachorowała na czerniaka. Lekarze nie dali jej wielkich szans i określili ile kobiecie jeszcze zostało, tak żeby mogła się przygotować zapewne. Ona jednak wierzyła w cud. Wierzyła z rodziną w to, co Bóg powiedział „Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich”. Modliło się za tą kobietą podobno bardzo dużo ludzi. Niestety zmarła tak jak przewidziała to medycyna. Zostawiła męża i małe dzieci.
Takie sytuacje sprawiają, że ludzie tracą wiarę w dobrego Boga lub w Boga w ogóle.

Znamy też mniej więcej historię o np. Holokauście, historię RPA i niewolnictwa w różnych krajach. Tam też ludzie strasznie cierpieli i działań Boga nie widzieli.

Inny przykład, bo lubię czytać historie różnych ludzi. Pewna kobieta opisywała, że należała do jakiegoś zgromadzenia ludzi wierzących (być może jakiś odłam protestantów lub ŚJ). Opisane było, że w jej wspólnocie zło tłumaczyło się tym, że Bóg je dopuszcza, by ludzie przekonali się, że nie umieją sobie radzić bez Boga. Ale ci posłuszni Bogu (czyli np. to konkretne zgromadzenie), Bóg miał chronić, jakoś opiekować (taka opatrzność). Wtedy ona należała do tego zgromadzenia i jednocześnie żyła w toksycznym związku z jakimś mężem „tyranem”. W końcu jak sama stwierdziła, odważyła się zadać Bogu pytanie – „Boże to jest ta Twoja opieka?” I jak zwykle odpowiedziało jej milczenie ze strony Boga. Na szczęście udało się jej wyjść z tego życia, zostawiła też wspólnotę do której należała, poznała innego dobrego człowieka. I jest szczęśliwa (coś jak w przypadku chłopaka z pierwszej wypowiedzi).

Mógłbyś argumentować Michale, że Bóg tu działał przez pośredników. Ale jakich? Komuś się objawił, jakiemuś człowiekowi i kazał ruszyć na pomoc? A może wysłał anioła? Może ducha? Nie Michale. Cisza i pustka. Przykłady życiowe nie mają nic wspólnego z przykładami z myślników, które podałeś.

W anegdocie, którą podałeś Bóg mówi: „Trzy razy posyłałem Tobie na ratunek dobrych ludzi żeby Cię uratowali od Twoich nieszczęść, a Ty nie skorzystałeś.” – co to znaczy „posłałem”? Komuś się objawił? Zesłał anioła? Nie, ludzie sami działali. Mógłbym wiele historii przytaczać, gdzie ludzie zapewniają, że im Bóg nie pomógł pomimo, że wierzyli, prosili. Żeby można było mówić, że Bóg pomógł to musiałoby się stać coś na kształt tego, co opisałeś w myślnikach: albo komuś się objawił w jakiś sposób (jak prorokom, którzy potem szli do ludzi), albo zesłać anioła. Niestety w życiu historii wielu byłych wierzących ludzi takich sytuacji próżno szukać. Mamy raczej sytuację, w której Boga nie widać, choć można Go na siłę dopisywać (pewnie jakiś sprawny apologeta dałby radę), ale po, co skoro sytuacje życiowe tych ludzi da się wyjaśnić nie odwołując się do działania Boga?

edit. Wybacz, ale wydaje mi sie, że prostymi anegdotami próbujesz wyjaśnić sobie milczenie Boga i to, że ludzie Go potrzebujący, Go jednak nie widzą (w sensie jakoś Jego ratunku), a przecież On tam jakoś działa tak jak w przypadku ekipy ratunkowej ratującej Żyda. Tylko jak się bliżej przyjrzeć to działanie ekipy można wyjaśnić bez Boga, co innego, gdyby jakiś anioł od Boga wskazał im kierunek. :wink:

edit2. gdyby więc Żyd jednak postanowił skorzystać z pomocy ratowników i żył dalej, aż do śmierci ze starości to słusznie mógłby Bogu zarzucić ''Boże mój tyle Cię prosiłem o pomoc, a Ty mi nie pomogłeś. Pomogli mi ludzie, którzy działali samodzielnie''. Czy coś w tym stylu, by mógł powiedzieć. Bóg nie mógłby odpowiedzieć posyłałem Tobie, bo ludzie działali sami, a dowodem na to jest też to, że nie zawsze udaje im się dotrzeć na czas lub w miejsce, gdzie ktoś jest (czyli błądzą). :think:

edit3. Jak czytam sobie te rożne, często smutne, ale tez i z szczęśliwym zakończeniem historie ludzkie to chyba narzuca się prosty wniosek: Bóg jest głuchy na zło i cierpienie swoich stworzeń. Dałoby się to jeszcze zrozumieć wobec tych, którzy od początku w Niego nie wierzą, ale ciężko w przypadku osób, gdzie ludzie naprawdę wierzyli i prosili o pomoc. Można to sobie tłumaczyć anegdotami tak jak ta o Żydzie, ale po bliższej analizie to tam działania Boga nie widać. To takie tylko dokomponowanie Go na siłę...


Ostatnio zmieniony przez Katolikus dnia Pon 1:43, 22 Sty 2018, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14053
Przeczytał: 68 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 2:31, 22 Sty 2018    Temat postu:

Katolikus napisał:
wydaje mi sie, że prostymi anegdotami próbujesz wyjaśnić sobie milczenie Boga i to, że ludzie Go potrzebujący, Go jednak nie widzą (w sensie jakoś Jego ratunku), a przecież On tam jakoś działa tak jak w przypadku ekipy ratunkowej ratującej Żyda. Tylko jak się bliżej przyjrzeć to działanie ekipy można wyjaśnić bez Boga, co innego, gdyby jakiś anioł od Boga wskazał im kierunek. :wink:

edit2. gdyby więc Żyd jednak postanowił skorzystać z pomocy ratowników i żył dalej, aż do śmierci ze starości to słusznie mógłby Bogu zarzucić ''Boże mój tyle Cię prosiłem o pomoc, a Ty mi nie pomogłeś. Pomogli mi ludzie, którzy działali samodzielnie''. Czy coś w tym stylu, by mógł powiedzieć. Bóg nie mógłby odpowiedzieć posyłałem Tobie, bo ludzie działali sami, a dowodem na to jest też to, że nie zawsze udaje im się dotrzeć na czas lub w miejsce, gdzie ktoś jest (czyli błądzą). :think:

edit3. Jak czytam sobie te rożne, często smutne, ale tez i z szczęśliwym zakończeniem historie ludzkie to chyba narzuca się prosty wniosek: Bóg jest głuchy na zło i cierpienie swoich stworzeń. Dałoby się to jeszcze zrozumieć wobec tych, którzy od początku w Niego nie wierzą, ale ciężko w przypadku osób, gdzie ludzie naprawdę wierzyli i prosili o pomoc. Można to sobie tłumaczyć anegdotami tak jak ta o Żydzie, ale po bliższej analizie to tam działania Boga nie widać. To takie tylko dokomponowanie Go na siłę...

Cóż, nie mogę powiedzieć, że Bóg wysłuchuje każdej modlitwy. Nawet Jezus prosił Go "jeśli możliwe oddal ode mnie ten kielich", a kielich nie został oddalony. Ja też mam wiele takich próśb do Boga, które nie zostały spełnione (choć kiedyś może i one się spełnią?...), więc nie zamierzam się upierać, że to po prostu działa.

Ale te sprawy są wieloaspektowe. Z drugiej strony wiem, że gdyby jakaś część tych moich modlitw wysłuchana została, to moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej, czegoś tam nie przeżyłbym, czegoś bym nie zrozumiał, byłbym dziś innym człowiekiem. Jeśli Bóg chce mnie kierować właśnie na taką ścieżkę, a nie tę, którą ja widzę jako mi właściwą, to wierzę, że to On ma tu lepsze rozeznanie. Czy się z tym do końca godzę wewnętrznie?... - Cóż, trudno bywa.... Pewnie mam z tym trudności, nieraz walczę, wściekam się, nie rozumiem. Zdarza mi się oskarżać w myślach Boga o to nie zrozumienie mnie, o brak reakcji, jaką widzę jako jedynie słuszną i poprawną. Choć może nie upieram się przy tym do końca.
Wiele rzeczy z tego, co mi Bóg nie dał kiedyś tam, dzisiaj widzę jako uzasadnione. Z punktu widzenia "załatwienia sprawy" może byłoby lepiej. Ale jednak owa sprawa niezałatwiona coś zmieniła, postawiła życie w innym kontekście. Najczęściej jest tak, że dzięki takim rzeczom WAŻNE RZECZY ZROZUMIAŁEM. Dzisiaj to zrozumienie przez mnie czegoś traktuję więc jako jeden z głównych aspektów mojego życia i problemów z tym życiem.
No i jeszcze jeden aspekt sprawy jest tu ważny - NIE TYLKO JAK TU JESTEM ISTOTNY. Czasem wygląda, jakbym miał być pionkiem w tej "rozgrywce", choć bardzo chcę pomóc, być użytecznym, coś poprawić, a tu... jestem słaby i bezradny. Tak jakbym to nie ja miał tu pomagać. I często wtedy inni pomagają temu komuś, nie ja. Może to jest czasem ważniejsze, aby jeszcze KTOŚ INNY coś zrobił, coś zrozumiał, przeżył. To dorzucenie do układanki losów innych ludzi, związanych z nami, wyjaśnia bardzo wiele spraw.

Bóg pragnie aby ludzie tu na świecie coś zdziałali, aby doszli do czegoś, MIELI ZASŁUGĘ.
Ew. Jana, Biblia Tysiąclecia napisał:
Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie

Ci ludzie, którzy ratują Żyda z powodzi, ROBIĄC TO OSOBIŚCIE, działają zgodnie z celem Boga - on dozna chwały, gdy LUDZIE ZROBIĄ DOBRE UCZYNKI. Bóg mógłby rzeczy robić za ludzi, ale wtedy ludzie by na tym stracili - jedni by nie zrozumieli, tego co mają zrozumieć, inni nie mieliby zasługi, jeszcze inni nie dowiedzieliby się jacy są słabi, może mierni i małostkowi (co też jest ważne dla rozliczenia życia). Życie to test. Mamy go przejść NA SERIO, nie zakładać, że jest na niby.
Dla Boga i dla ludzi lepiej jest, aby ludzie okazali się tymi dobrymi, tymi, którzy przynoszą obfity owoc. Gdyby Bóg za ludzi ten owoc przynosił, to nie miałoby sensu, bo nie po to jest owo życie ludzkie, aby osiągnąć cele, które sobie założymy. Są ludzie sparaliżowani przez całe (albo prawie całe) życie. Niczego nie zrobią, a może właśnie zrobią?... - Nie wiemy, co jest owym owocem życia człowieka schorowanego, słabego, nieporadnego. Bóg to wie, my nie.

Wiem, że tu gdzieś ciśnie się na usta stwierdzenie - tak to sobie "można tłumaczyć". Tak to "wszystko się da wytłumaczyć" - ot "wola Boża", my nic do gadania nie mamy. Niektórzy wręcz, uświadomiwszy sobie bezradność w owej sytuacji, nawet tracą wiarę w Boga. Bo to dla nich nie ma sensu, NIE WIDAĆ TEGO SENSU. Tylko, że fakt iż tego sensu nie widzimy, nie oznacza, iż go rzeczywiście tam nie ma. Gdzieś tu niezbędne jest ZAUFANIE (Bogu). Kto wie, czy nie najważniejszy test dla człowieka - jak ufać, a do tego jeszcze ufać naprawdę szczerze?... (tzn. nie traktując relacji Bóg - ja, jako układu tyran - podwładny, który ma obowiązek wszystko znosić, bo jest za słaby w tym układzie...).

Tak więc, mówiąc szczerze, NIE MAM DOBREJ ODPOWIEDZI NA TWÓJ PROBLEM, PYTANIE. Nie mam tej odpowiedzi ani na płaszczyźnie filozoficznej, ani nawet na prywatnej dla siebie. Ten problem zdaje się przez całe życie być taką otwartą raną. Uważam, ze jest pewien DZIWNY (to fakt) sens, aby taką ranę, problem przez całe życie nieść. Najmocniejsze chyba w ten sytuacji, co mogę dać jako argument, to chyba to, że jak się zbuntujemy, to i tak nic z tego nie wyniknie, niejako nie mamy wyjścia. Bunt i tak będzie jałowy.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 2:37, 22 Sty 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
yatzeck




Dołączył: 19 Gru 2017
Posty: 70
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 7:23, 22 Sty 2018    Temat postu:

Jeśli chcesz rozśmie­szyć Bo­ga, opo­wiedz mu o twoich pla­nach na przyszłość.
If you want to ma­ke God laugh, tell him about your plans. (ang.)

______________________woody allen


piszesz,że nawet jezus prosił go o uwolnienie od śmierci - ale widać nie modlił się do tego właściwego.
jeśli chodzi o bogów starożytnego bliskiego wschodu - kolosalne znaczenie w nawiązywaniu kontaktu z bogiem miało poznanie jego imienia.
a nawet znając imię boga- relacje dzieją się w duchu dekalogu,w którym stoi jak wół napisane ;

„Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, gdyż Pan nie pozostawi bezkarnie tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy” (Wj 20,7).

„Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, bo nie dozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto bierze Jego imię do czczych rzeczy” (Pwt 5,11).

w zależności od tłumaczenia,czy zafałszowania różnie to brzmi,ale sens pozostaje mniej więcej taki sam.
do czczych rzeczy,czyli do nic nie znaczących,a w każdym bądź razie mało istotnych.
przywołałeś tu przypadek niejakiego jezusa,który w jednej z wersji ewangelii na koniec biadolił,iż Bóg go opuścił.
można to sobie różnie tłumaczyć,interpretować na korzyść jakiejś idei,jak katolicyzm,ale można również przyjąć ,iż to nie Bóg opuścił jezusa,ale ten zszedł z właściwej drogi - oddalił się od Boga,a w oddaleniu tylko trwoga.
/............../


Ostatnio zmieniony przez yatzeck dnia Pon 7:41, 22 Sty 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
yatzeck




Dołączył: 19 Gru 2017
Posty: 70
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 6:50, 23 Sty 2018    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:


Bóg pragnie aby ludzie tu na świecie coś zdziałali, aby doszli do czegoś, MIELI ZASŁUGĘ.
Ew. Jana, Biblia Tysiąclecia napisał:
Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie




wyrwane z kontekstu -

Cytat:
1 Ja jestem prawdziwym krzewem winnym1, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. 2 Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. 3 Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. 4 Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. 5 Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. 6 Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. 7 Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. 8 Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami. 9 Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! 10 Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. 11 To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.



w kontekście tego,jak jezus skończył - po mojemu jak wyrwany z życia chwast,to cała ta dobra nowina brzmi jak przechwałki głupca,albo i podszepty szatana.
Bóg dał ludziom rozum,by nie dali się sprowadzać na manowce.
z oglądu rzeczywistości widać,iż w praktyce Bóg jest taką kukłą,której byle kto może wkładać własne słowa w usta,mówić "oto słowo boże".
ale na ile to jest zgodne z tym,co rzeczywiste?

piszesz "Bóg pragnie aby ludzie tu na świecie coś zdziałali, aby doszli do czegoś, MIELI ZASŁUGĘ. "- ale jesteś pewien,że to Bóg pragnie,a nie są to tylko przez kogoś przypisane Bogu oczekiwania względem ludzi?
przez kogoś,dla kogo Bóg jest tylko narzędziem w osiąganiu własnych celów dzięki wierze ludzi?
ludzi skazanych na rozczarowanie,choć,co zabawne w tym wszystkim - i tak głupich,że nie mają pretensji do tych wszystkich,którzy w imieniu Boga im obiecują,ale kierują się z pretensjami i swoją złością do Boga właśnie,chociaż ten im niczego nie obiecywał.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
yatzeck




Dołączył: 19 Gru 2017
Posty: 70
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 4:43, 24 Sty 2018    Temat postu:

"Łatwiej jest oszukać ludzi, niż przekonać ich, że zostali oszukani" – ~Mark Twain.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Apologia kontra krytyka teizmu Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
Strona 11 z 11

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin