Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dlaczego niektórzy nie mogą ścierpieć Boga?
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Apologia kontra krytyka teizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 2832
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:15, 09 Wrz 2019    Temat postu: Dlaczego niektórzy nie mogą ścierpieć Boga?

Znana jest historia Paula Sartre'a
Arcybiskup przywołał postać Jeana Paula Sartre'a, francuskiego filozofa, powieściopisarza, dramaturga. Mając prawie 60 lat, opublikował autobiografię "Słowa". Jest w niej ciekawy fragment mówiący o tej chwili, w której przestał w Boga wierzyć. Jean Paul był ochrzczony, ale jego dziadek, agnostyk, robił wszystko, by dziecięcą wiarę wnuka jak najbardziej ośmieszyć i wykorzenić z serca chłopca. Taka była atmosfera jego domu. Jean Paul Sartre nie miał jeszcze 10 lat, gdy pewnego dnia został sam w domu. Zaczął bawić się zapałkami i wypalił dziurę w dywanie. Przerażony "zbrodnią", chciał zatrzeć ślady. Zamalował dziurę w dywanie. W momencie, gdy pomyślał, że udało się i nikt tego nie zobaczy, poczuł na sobie wzrok Boga, który widział, co się stało, widział próbę zamazania odpowiedzialności. Doświadczył obecności Boga, którego można by nazwać wielkim podglądaczem, który nie ma nic do robienia tylko czyha na człowieka, by ten zgrzeszył i zaraz odnotowuje w księdze życia kolejny grzech, za który ten człowiek musiałby ponieść odpowiedzialność. Wściekłem się na niedyskrecję Boga, tak ordynarną - napisał w swej autobiografii Jean Paul Sartre. - Nabluźniłem, wymamrotałem jak mój dziadek: "Ty Boże cholerny, od wszystkich choler". I nie spojrzał na mnie już nigdy więcej...

Czytaj więcej: [link widoczny dla zalogowanych]

A teraz zobaczyłem że NIetzsche tak samo rozumował:
On jednak — umrzeć musiał: oczyma, które wszystko widzą, — widział człowiecze głębie i dna, całą jego zatajoną sromotę i szpetność.

Jego litość wstydu nie znała: wpełzał w me najbrudniejsze zakątki. Ten najciekawszy, nad miarę natrętny, ten nadlitościwy umrzeć musiał.

On zawsze mnie widział: na takim świadku zemstę wywrzeć musiałem — lub też sam przestać żyć.

Bóg, co widział wszystko, nawet i człowieka, Bóg ten umrzeć musiał! Człowiek nie ścierpi, aby taki świadek żył.

Dla porównania polecam Ewangelię Jana:
14 A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni7, tak potrzeba, by wywyższono7 Syna Człowieczego, 15 aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne8. 16 Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. 17 Albowiem Bóg nie posłał9 swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. 18 Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. 19 A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. 20 Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. 21 Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu».
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3201
Przeczytał: 34 tematy


PostWysłany: Pon 20:37, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Cytat:
"Ty Boże cholerny, od wszystkich choler". I nie spojrzał na mnie już nigdy więcej...

Piękne.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 2832
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:40, 09 Wrz 2019    Temat postu:

NIe piękne ale smutne
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3201
Przeczytał: 34 tematy


PostWysłany: Pon 20:43, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Andy72 napisał:
NIe piękne ale smutne

Akt wypędzenia idei Boga jest przepięknym doznaniem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 2832
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:47, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:
Andy72 napisał:
NIe piękne ale smutne

Akt wypędzenia idei Boga jest przepięknym doznaniem.

Jeszcze niedawno chciałeś jakieś świadectwa osób żyjących z Bogiem.
Wypędzenie Boga nic nam nie da nawet za życia, a po śmierci może lepiej to zrozumiemy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3201
Przeczytał: 34 tematy


PostWysłany: Pon 21:04, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Andy72 napisał:
Banjankri napisał:
Andy72 napisał:
NIe piękne ale smutne

Akt wypędzenia idei Boga jest przepięknym doznaniem.

Jeszcze niedawno chciałeś jakieś świadectwa osób żyjących z Bogiem.

Ale nic nie uzyskałem

Cytat:
Wypędzenie Boga nic nam nie da nawet za życia, a po śmierci może lepiej to zrozumiemy.

Daje wolność, coś co wierzący mają tak wypaczone, że nawet nie wiedzą czym jest. W każdej sekundzie swojego życia są na mentalnej smyczy.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Pon 21:05, 09 Wrz 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 2832
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:09, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Róbta co chceta to według ciebie "wolnosc"? ;-P
Wolnośc od to pseudowolność, prawdziwa wolność to jest wolność do.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3201
Przeczytał: 34 tematy


PostWysłany: Pon 21:12, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Andy72 napisał:
Róbta co chceta to według ciebie "wolnosc"? ;-P .

A według ciebie, "róbta" na co wam pozwole?

Cytat:
Wolnośc od to pseudowolność, prawdziwa wolność to jest wolność do.

Jaki koń jest, każdy widzi...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 2832
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:21, 09 Wrz 2019    Temat postu:

W moim życiu stosowałem za dużo "róbta co chceta" i źłe na tym wyszedłem.

Ostatnio zmieniony przez Andy72 dnia Pon 21:22, 09 Wrz 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:39, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:
Akt wypędzenia idei Boga jest przepięknym doznaniem.

Wypędzisz idee Boga. Coś/ktoś przyjdzie na jej/Jego (Boga) miejsce.
Ja bym z tym kimś nie chciał się spotykać. :shock:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3201
Przeczytał: 34 tematy


PostWysłany: Pon 21:51, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Akt wypędzenia idei Boga jest przepięknym doznaniem.

Wypędzisz idee Boga. Coś/ktoś przyjdzie na jej/Jego (Boga) miejsce.
Ja bym z tym kimś nie chciał się spotykać. :shock:

A skąd ty wiesz?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3201
Przeczytał: 34 tematy


PostWysłany: Pon 21:55, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Andy72 napisał:
W moim życiu stosowałem za dużo "róbta co chceta" i źłe na tym wyszedłem.

Nie masz się czym chwalić.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Pon 21:55, 09 Wrz 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:59, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Akt wypędzenia idei Boga jest przepięknym doznaniem.

Wypędzisz idee Boga. Coś/ktoś przyjdzie na jej/Jego (Boga) miejsce.
Ja bym z tym kimś nie chciał się spotykać. :shock:

A skąd ty wiesz?

Natura nie cierpi próżni.
Ciemna strona świadomości jest realnym zagrożeniem. Nie na ludzkie moce jest poradzenie sobie z nią samodzielnie.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 21:59, 09 Wrz 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6025
Przeczytał: 98 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 22:09, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Andy72 napisał:
W moim życiu stosowałem za dużo "róbta co chceta" i źłe na tym wyszedłem.


To jest ciekawe....
Czy można dobrze wychować dziecko nie strasząc go Bogiem....?
"No niestety, ludzie nie są przez sam ten fakt lepsi. Przeprowadzono eksperyment, w którym uczestniczyli studenci teologii, kandydaci na księży - powiedziano im, że chodzi o test - mieli opowiedzieć, dlaczego chcą zostać księżmi, wypełnić kwestionariusz. Powiedziano im, że będzie jeszcze osobisty wywiad, który zostanie zarejestrowany i odbędzie się on w innym budynku. Studenci musieli przejść przez dziedziniec, żeby na niego dojść. Poproszono ich o to, żeby się pospieszyli, bo jest mało czasu. Przepuszczano ich przez dziedziniec pojedynczo. Na dziedzińcu w kącie leżał jakiś mężczyzna ewidentnie chory. Właściwy eksperyment polegał na sprawdzeniu, kto się nad nim zatrzyma, czyli który ze studentów teologii jest naprawdę tym biblijnym samarytaninem. Niestety, eksperyment był dla nich niekorzystny, zatrzymało się, żeby pomóc choremu ok. 30 proc. Przede wszystkim eksperyment ten pokazał, że im bardziej badani byli pod presją czasu tym mniej się zatrzymywało. Jeśli powiedziano by im: Proszę udać się do kolejnego budynku, ale nie musicie się spieszyć, to być może byliby bardziej gotowi do pomocy. Eksperyment pokazuje, że ludzie religijni nie stają się automatycznie lepsi. Jest jeszcze drugi wniosek - pośpiech i stres są naturalnymi wrogami religii."

Czytaj więcej na [link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Pon 22:12, 09 Wrz 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3201
Przeczytał: 34 tematy


PostWysłany: Pon 22:16, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Brzmi jak wprowadzenie do egzorcyzmów. Szkoda tylko, że jest kompletnie bezpodstawnym gadaniem. Jedyne co wiesz, to że miało zabrzmieć groźnie. Tak chcesz bronić idei Boga, oczerniając jego brak. A ja sobie doskonale radzę bez Boga, czego nie mogę powiedzieć o moim życiu, kiedy w niego wierzyłem. Różnica widoczna jest gołym okiem, a o pozytywach emocjonalnych z tego płynących, mogę ci tylko poopowiadać. Co więcej, nie jestem chodzącą patologią i nie odczuwam zagrożenia z żadnej strony swojej świadomości. Koledze mogę jedynie współczuć strachu. Jak się puści ojcowych spodni, to się dorasta do samodzielności. Niektórzy jednak są tak przerażeni światem, że nie potrafią żyć bez chociażby wyimaginowanego Ojca.

Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Pon 22:17, 09 Wrz 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 2832
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:28, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:
Brzmi jak wprowadzenie do egzorcyzmów. Szkoda tylko, że jest kompletnie bezpodstawnym gadaniem. Jedyne co wiesz, to że miało zabrzmieć groźnie. Tak chcesz bronić idei Boga, oczerniając jego brak. A ja sobie doskonale radzę bez Boga, czego nie mogę powiedzieć o moim życiu, kiedy w niego wierzyłem. Różnica widoczna jest gołym okiem, a o pozytywach emocjonalnych z tego płynących, mogę ci tylko poopowiadać. Co więcej, nie jestem chodzącą patologią i nie odczuwam zagrożenia z żadnej strony swojej świadomości. Koledze mogę jedynie współczuć strachu. Jak się puści ojcowych spodni, to się dorasta do samodzielności. Niektórzy jednak są tak przerażeni światem, że nie potrafią żyć bez chociażby wyimaginowanego Ojca.

Czyli chwalisz się że zacząłeś stosować zasadę "róbta co chceta" w swoim życiu?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3201
Przeczytał: 34 tematy


PostWysłany: Pon 22:32, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Andy72 napisał:
Banjankri napisał:
Brzmi jak wprowadzenie do egzorcyzmów. Szkoda tylko, że jest kompletnie bezpodstawnym gadaniem. Jedyne co wiesz, to że miało zabrzmieć groźnie. Tak chcesz bronić idei Boga, oczerniając jego brak. A ja sobie doskonale radzę bez Boga, czego nie mogę powiedzieć o moim życiu, kiedy w niego wierzyłem. Różnica widoczna jest gołym okiem, a o pozytywach emocjonalnych z tego płynących, mogę ci tylko poopowiadać. Co więcej, nie jestem chodzącą patologią i nie odczuwam zagrożenia z żadnej strony swojej świadomości. Koledze mogę jedynie współczuć strachu. Jak się puści ojcowych spodni, to się dorasta do samodzielności. Niektórzy jednak są tak przerażeni światem, że nie potrafią żyć bez chociażby wyimaginowanego Ojca.

Czyli chwalisz się że zacząłeś stosować zasadę "róbta co chceta" w swoim życiu?

Oczywiście. Nadal, pozostaje ciągłe interakcja pomiędzy chęciami a rozsądkiem, ale nie ma w tym już zabobonu.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Pon 22:32, 09 Wrz 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 2832
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:39, 09 Wrz 2019    Temat postu:

A możesz powiedziec co w twoim zyciu sie poprawilo jak odrzuciłeś Boga?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:57, 09 Wrz 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:
Brzmi jak wprowadzenie do egzorcyzmów. Szkoda tylko, że jest kompletnie bezpodstawnym gadaniem. Jedyne co wiesz, to że miało zabrzmieć groźnie. Tak chcesz bronić idei Boga, oczerniając jego brak. A ja sobie doskonale radzę bez Boga, czego nie mogę powiedzieć o moim życiu, kiedy w niego wierzyłem. Różnica widoczna jest gołym okiem, a o pozytywach emocjonalnych z tego płynących, mogę ci tylko poopowiadać. Co więcej, nie jestem chodzącą patologią i nie odczuwam zagrożenia z żadnej strony swojej świadomości. Koledze mogę jedynie współczuć strachu. Jak się puści ojcowych spodni, to się dorasta do samodzielności. Niektórzy jednak są tak przerażeni światem, że nie potrafią żyć bez chociażby wyimaginowanego Ojca.

Może jesteś bardzo mocny. Ale może też Twoje odejście od Boga wynikło z tego, ze tę ideę Boga, jaką dostaje się od społeczeństwa często trudno jest poskładać w sensowną całość. Dostajemy ideę Boga w postaci patchworka różnych, bardzo często sprzecznych koncepcji i tendencji. Słusznie wspominasz o lęku - ten się zdaje w tym najważniejszym. Wiele z religijnego nauczania polega na straszeniu. Jak się ten przymus strachu weźmie za dobrą monetę, jak się go tan na poważnie spróbuje wdrożyć w swoją psychikę i życie, to się ostatecznie dociera do swoistego klinczu w swoim emocjach, intencjach, umyśle. Poznawanie idei Boga napędzane strachem ostatecznie samego Boga zaczyna czynić wielkim straszydłem. I często spoza owego strachu już niewiele widać. Bo strach jest bardzo wyrazistym uczuciem, przykrywającym inne uczucia. Gdy człowiek zacznie się bać i bać, to za chwilę nie będzie wiadomo, gdzie w tym strachowym pędzie się zatrzymać. Nie będzie wiadomo, "bogobojny" człowiek jeszcze powinien strachem uczynić w swoim życiu, który aspekt myśli i odczuwania owym lękiem nakarmić...
Wtedy odrzucenie idei Boga staje się wielką ulgą i powiewem wolności. Właściwie to więcej niż wolności - powiewem sensu, przeświadczeniem, że oto rzeczy wreszcie są na swoim miejscu, że w końcu zyskaliśmy prawo do myślenia, odczuwania, działania, tak jak to czujemy - jacy jesteśmy. To może być naprawdę przełomowe, uwalniające uczucie, którego się później nie chce oddać, którego warto bronić za wszelką cenę.

Problem w tym wszystkim jest taki, że po prostu BOGA NIE TRZEBA SIĘ BAĆ. Bać się warto...
...SIEBIE! A ściślej nie samego siebie w całości, tylko tej części siebie, która jest w nas totalnie skonfliktowana - wewnętrznie sama ze sobą, a do tego z prawdą rzeczy, sensem i dobrem.
Bóg jest tą siłą, która chce w nas poukładać to, co się pokonfliktowało, co jest nieperspektywiczne, głupie, pozbawione jakiegokolwiek sensu.

Czyli w pewnym sensie jakby trochę ten lęk w ogóle jest potrzebny. Jednak jest źle skierowany - był kierowany przeciwko Bogu, zamiast być kierowany przeciw kłamstwu i słabości naszej własnej natury. Lęk jednak trzeba pożegnać, wywalić go ze zdecydowanej większości naszej świadomości. Choć...
... tak nie do absolutnego końca. Jakiś ślad, nawet po nim, nawet po tym lęku, powinien zostać. Aby pamiętać, że był, trochę jaki był, aby w przyszłości nie dać się mu oszukać i opętać. Też aby docenić, co się ma, ZROZUMIEĆ INNYCH (tych co jeszcze w lęku trwają), aby mieć w świadomości obszary odniesienia.
Poznajemy w religiach Boga lęku i groźby. Na to też jest trochę uzasadnienia - ludy pierwotne, nieokrzesane znały tylko jedno prawo - prawo siły. Dlatego język tamtych czasów tak często mówi o "bojaźni bożej", a nie o poszukiwaniu samodzielnym dobra - wszak dla ludzi napędzanych chęcią tryumfu, dominacji, niszczenia wrogów i zabierania łupów, większość tego co było w ich sercu, w ich pragnieniach, nie było dobre. Więc aby tym najbardziej prymitywnym żądzom jakoś powiedzieć (choćby na chwilę) "stop!", trzeba było posłużyć się groźbą, pojęciem kary, cierpienia. Inaczej cały przekaz zostałby zlekceważony.
Poznajemy religię jako narzędzie dominacji uprzywilejowanych mentalnie ludzi nad innymi ludźmi. Poznajemy siebie, jako tego wrzuconego między młot i kowadło - pomiędzy przymusy, twarde wymogi, przykazania, winy, kary, powinności.
W którymś momencie warto jest się zbuntować i ODNALEŹĆ PRAWDZIWEGO SIEBIE. Tego siebie da się odnaleźć w łączności z rozsądkiem, dobrem, prawdą, miłością - czyli właśnie z Bogiem. Ale już nie Bogiem lęku, tylko Bogiem wsparcia i zrozumienia - razem zbawienia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3201
Przeczytał: 34 tematy


PostWysłany: Wto 9:57, 10 Wrz 2019    Temat postu:

Andy72 napisał:
A możesz powiedziec co w twoim zyciu sie poprawilo jak odrzuciłeś Boga?

Powiedzmy, że mam dużo szerszy i łagodniejszy horyzont emocjonalny.

Michał Dyszyński napisał:
Może jesteś bardzo mocny. Ale może też Twoje odejście od Boga wynikło z tego, ze tę ideę Boga, jaką dostaje się od społeczeństwa często trudno jest poskładać w sensowną całość.

Nie. Moi rodzice byli raczej pasywnymi katolikami, a do kościoła chodziłem sam. Co ważniejsze, dużo czasu poświęciłem na studiowanie nowego testamentu, a zwłaszcza apokryfów i odrzucenie idea Boga przyszło jako konsekwencja zgłębienia tematu. Mogę powiedzieć, że moja wizja Boga była dużo bardziej rozbudowana i uduchowiona niż to, co dostaje się od społeczeństwa.

Cytat:
Problem w tym wszystkim jest taki, że po prostu BOGA NIE TRZEBA SIĘ BAĆ. Bać się warto...
...SIEBIE! A ściślej nie samego siebie w całości, tylko tej części siebie, która jest w nas totalnie skonfliktowana - wewnętrznie sama ze sobą, a do tego z prawdą rzeczy, sensem i dobrem.
Bóg jest tą siłą, która chce w nas poukładać to, co się pokonfliktowało, co jest nieperspektywiczne, głupie, pozbawione jakiegokolwiek sensu.

I to jest właśnie największy problem z Bogiem, ma służyć rozwiązaniu problemu, który sam generuje. Tego właśnie uczą apokryfy, mówiąc o królestwie niebieskim. Idea Boga, będącego osobowym bytem mentalnym, któremu wierzący nadają realne istnienie w ich umysłach, prowadzi do podziału psychiki na 2 części. Zamiast pojedynczego "ja" mamy dwa osobowe byty rzutujące na psychikę i tworzące odrębne płaszczyzny podziału. Podziału, którego naturalną konsekwencją jest rywalizacja o wpływy (na działanie jednostki). Ponieważ Bóg ma doskonałe atrybuty, nic nie jest w stanie z nim wygrać i "SIEBIE", staje się przegranym, oczernionym, zepchniętym do roli sługi. Nie da się chyba lepiej tego wyrazić niż:
Cytat:
Bać się warto...
...SIEBIE! A ściślej nie samego siebie w całości, tylko tej części siebie, która jest w nas totalnie skonfliktowana - wewnętrznie sama ze sobą, a do tego z prawdą rzeczy, sensem i dobrem.


Cytat:
Bóg jest tą siłą, która chce w nas poukładać to, co się pokonfliktowało, co jest nieperspektywiczne, głupie, pozbawione jakiegokolwiek sensu.

Bóg Ego :)

Cytat:
był kierowany przeciwko Bogu, zamiast być kierowany przeciw kłamstwu i słabości naszej własnej natury.

Kłamstwo twojej włąsnej natury...
Jesteś tak głęboko skonfliktowany z samym sobą, że pozostaje mi współczuć. Co gorsza, racjonalizujesz ten konflikt przy użyciu idei Boga.

Cytat:
W którymś momencie warto jest się zbuntować i ODNALEŹĆ PRAWDZIWEGO SIEBIE. Tego siebie da się odnaleźć w łączności z rozsądkiem, dobrem, prawdą, miłością - czyli właśnie z Bogiem. Ale już nie Bogiem lęku, tylko Bogiem wsparcia i zrozumienia - razem zbawienia.

"Ja" zgodne z jakąś zewnętrzną definicją rozsądku, dobra, prawdy i miłości, na 100% nie jest PRAWDZIWYM JA. Jest tym, czym chciałbyś być, co prowadzi do wyparcia tego, co do modelu nie pasuje, wylania dziecka z kąpielą. Twoje idealne "ja", może być jedynie doskonałą iskrą bożą, więc jeżeli Boga nie ma i nie jest to prawdą, to nasz pewny konflikt wewnętrzny, którego efektem będzie błędne koło obwiniania samego siebie za swoje niedoskonałości. Z psychologicznego punktu widzenia, katastrofa.

Dokładnie zapamiętanym elementem wyzbywania się Boga, było odpuszczenie sobie samemu wszystkich win, pomyłek i niedoskonałości, tak przeszłych jak przyszłych. Dopiero wtedy człowiek widzi, jak głupim sadystą, w stosunku do samego siebie był. Doświadczenie zupełnie obce fanatykom.
Powodzenia w tłuczeniu siebie za pomocą bożej pałki.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Wto 10:07, 10 Wrz 2019, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 11:29, 10 Wrz 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
W którymś momencie warto jest się zbuntować i ODNALEŹĆ PRAWDZIWEGO SIEBIE. Tego siebie da się odnaleźć w łączności z rozsądkiem, dobrem, prawdą, miłością - czyli właśnie z Bogiem. Ale już nie Bogiem lęku, tylko Bogiem wsparcia i zrozumienia - razem zbawienia.

"Ja" zgodne z jakąś zewnętrzną definicją rozsądku, dobra, prawdy i miłości, na 100% nie jest PRAWDZIWYM JA. Jest tym, czym chciałbyś być, co prowadzi do wyparcia tego, co do modelu nie pasuje, wylania dziecka z kąpielą. Twoje idealne "ja", może być jedynie doskonałą iskrą bożą, więc jeżeli Boga nie ma i nie jest to prawdą, to nasz pewny konflikt wewnętrzny, którego efektem będzie błędne koło obwiniania samego siebie za swoje niedoskonałości. Z psychologicznego punktu widzenia, katastrofa.

Dokładnie zapamiętanym elementem wyzbywania się Boga, było odpuszczenie sobie samemu wszystkich win, pomyłek i niedoskonałości, tak przeszłych jak przyszłych. Dopiero wtedy człowiek widzi, jak głupim sadystą, w stosunku do samego siebie był. Doświadczenie zupełnie obce fanatykom.
Powodzenia w tłuczeniu siebie za pomocą bożej pałki.

To poszukiwanie siebie w zgodności z prawdą nie oznacza oddania się zewnętrznym definicjom.
Oczywiście pisząc coś w postaci tekstu na grupie dyskusyjnej, używam słów, które mają swoje definicje, pojęć które aspekt zewnętrzny posiadają. Jednak ta FORMA PRZEKAZU nie jest treścią, którą pragnę przekazać. Umysł odbiorcy, który miałby podążyć w tym przypadku za myślą nadawcy, powinien odszukać coś skrytego za tą formą - samą ideę spójności umysłu i uczuć.
Pisząc "prawda" mogę przekazywać wiele idei, bo to pojęcie jest szerokie - raz jako binarną wartość użytą w języku programowania, za chwilę jako wskaźnik zweryfikowania konkretnego stwierdzenia, ale też np. w postaci bardzo ogólnej - jako nie specjalnie sprecyzowane w konkrecie dążenie do pewnej zgodności myśli i doznań. Mi chodzi właśnie o mocno ogólny poziom. Owe - dla Ciebie "zewnętrzne" - wymogi dla umysłu, w mojej wizji są właśnie wewnętrzne - one są jakby samym mną.
Dla mnie Bóg wcale nie ma pałki, tylko właśnie ochronę przed pałką. Pałką jest moja osobista głupota mojej interpretacji świata i mnie samego.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 11:30, 10 Wrz 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3201
Przeczytał: 34 tematy


PostWysłany: Wto 11:35, 10 Wrz 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Oczywiście pisząc coś w postaci tekstu na grupie dyskusyjnej, używam słów, które mają swoje definicje, pojęć które aspekt zewnętrzny posiadają. Jednak ta FORMA PRZEKAZU nie jest treścią, którą pragnę przekazać.

Jeżeli nie możesz się wysłowić, to po co piszesz?

Cytat:
samą ideę spójności umysłu i uczuć.

To jest pusty frazes, któremu autor może nadać dowolne znaczenie, które akurat mu pasuje.

Cytat:
Pisząc "prawda" mogę przekazywać wiele idei, bo to pojęcie jest szerokie

Jest takie, jak sobie zdefiniujesz.

Cytat:
Dla mnie Bóg wcale nie ma pałki, tylko właśnie ochronę przed pałką. Pałką jest moja osobista głupota mojej interpretacji świata i mnie samego.

Bóg jest pałką, którą siebie pałujesz, za osobistą głupotę, a podstawą oceny jest sumienie oparte o jego przykazania.

"Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina". W kościele każdy to mówi, niezależnie od swoich uczynków, bo winą jest sam on. Patologia.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Wto 11:39, 10 Wrz 2019, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 16:33, 10 Wrz 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
Dla mnie Bóg wcale nie ma pałki, tylko właśnie ochronę przed pałką. Pałką jest moja osobista głupota mojej interpretacji świata i mnie samego.

Bóg jest pałką, którą siebie pałujesz, za osobistą głupotę, a podstawą oceny jest sumienie oparte o jego przykazania.

"Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina". W kościele każdy to mówi, niezależnie od swoich uczynków, bo winą jest sam on. Patologia.

To, że mogę być winnym, jest oznaką mojej podmiotowości. Lew nie jest winny, gdy zabija żywą istotę, zadając cierpienie, czy czyniąc cokolwiek innego. Bo lew nie ma wystarczająco zaawansowanego umysłu, aby móc ocenić swoje postępowanie w oparciu o jakąś postać etyki, czyli sprzężenia zwrotnego w ocenach własnych wyborów.
Podobnie jest z ludźmi upośledzonymi umysłowo - ich sądy traktują bez orzekania kary. Uzasadnieniem jest, że "sprawca nie miał zdolności do oceny swojego postępowania". I nawet największa zbrodnia takiego sprawcy nie jest rozpatrywana jako jego wina. Traktuje się, że taki sprawca po prostu nie był podmiotem myślącym w danej sytuacji - on był jedynie biernym wykonawcą względem tych impulsów, które nimi powodowały, władając całkowicie jego umysłem.
Ateistyczna wizja świata (ta typowa) kompletnie ignoruje ten podstawowy fakt: to MOŻLIWOŚĆ BYCIA WINNYM, CZYNI NAS PODMIOTAMI. Dokładnie tak jak jest w sądzie - co prawda, mimo złego uczynku, CZŁOWIEKOWI ŚWIADOMEMU należałaby się kara, to jednak komuś pozbawionemu możliwości oceny sytuacji od strony etyczno moralnej, tę karę się odpuszcza.
Można by na to popatrzeć jako: ale fajnie! Nie ma kary, nie ma winy! Super!
Ale czy na pewno?...
Czy na pewno chcielibyśmy być postrzegani jako ci, którzy nie są w stanie ocenić swoich działań pod kątem dobra i zła?...
Bo są też tego inne konsekwencje. Człowiekowi, który nie jest w stanie takich ocen - względnie poprawnie - dokonać, nie powierza się żadnych trudniejszych zadań, nie dopuszcza do sytuacji, w których owe oceny są po prostu niezbędne. Taki ktoś jest wiecznym "dzieckiem specjalnej troski", nie jest pełnoprawnym członkiem społeczności. On de facto nie jest pełnym człowiekiem, nie jest ukończoną osobą. Mówiąc do takiego człowieka nie oczekujemy zrozumienia, interakcji w ludzkim sensie - mówimy do niego trochę jak do psa. Można odrzucić odpowiedzialność, ale wraz z nim odrzucimy coś dodatkowo - PARTNERSTWO I PODMIOTOWOŚĆ.

Pytanie bowiem jest zasadnicze: czy w ogóle DA SIĘ funkcjonować mentalnie poprawnie bez koncepcji odpowiedzialności (a w tym winy i zasługi)?
- W moim przekonaniu po prostu nie da się. Nie da się w ogóle myśleć o swoich działaniach, celach, związkach ze światem, ludźmi, własną psychiką, rezygnując z tych pojęć. Można udawać, że się da, można próbować nie dostrzegać kwestii z winą związanych w pewnych ocenach i sytuacjach. Można przed sobą prowadzić taką sprytną grę w ukrywanie sobie tego, co niewygodne ze względu na przyjęte paradygmaty. Ale wtedy, już w innych miejscach, i tak owe pojęcia powrócą. Może powrócą w ukrytej, jakoś tam przed nami zakamuflowanej formie, ale i tak powrócą. Bo bez tych pojęć, nawet nie ma jak skonstruować pojęcia sprawczości, bez nich tracą sens najprostsze wyrażenia w stylu "posłałem dziecko do szkoły". Takie sformułowanie oznacza bowiem pewien rozpad opisu rzeczywistości na podmiot i przedmiot, na tło i obiekt, na to co jest (świadomym) działaniem, a co stanem chaotycznym, czy niezakłóconym trwaniem odartym z możliwości ingerencji. Można się łudzić, że te pojęcia jesteśmy w stanie oderwać od myślenia, ale to doprowadzi tylko do ukrywania prawdy przed sobą i życie w iluzji. Jak nie życia w schizofrenii...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6025
Przeczytał: 98 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 16:54, 10 Wrz 2019    Temat postu:

Wiele osób uposledzonych umysłowo nigdy nikogo nie zabije.
Inteligentni potrafią. Na przyklad Hitler, Stalin.

Michał wszystko jest bardziej skomplikowane niż myślisz..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3201
Przeczytał: 34 tematy


PostWysłany: Wto 18:34, 10 Wrz 2019    Temat postu:

Michale, możesz tłumaczyć sobie konieczność winy i kary jak chcesz, twój problem. LEJ SIĘ bożą pałą ile wlezie, widocznie zasługujesz w swojej niedoskonałości. Wmawiaj sobie, że tak trzeba, bo inaczej się nie da żyć.

Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Wto 18:43, 10 Wrz 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Apologia kontra krytyka teizmu Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin