Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Najsilniejszy argument za ateizmem
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 11, 12, 13
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Apologia kontra krytyka teizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13717
Przeczytał: 80 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 18:36, 05 Cze 2019    Temat postu:

JimmyJimmy napisał:
Najsilniejszy jaki znam argument za ateizmem to wiara w irracjonalne bo sprzeczne z dowodami naukowymi i gwałcące metodę naukową dogmaty religijne ateistów.

Dowodzi tego m.in. post założycielski autora tego wątku, w którym napisał ów autor:

Michał Dyszyński napisał:
co jest większą wartością - wewnętrzne przekonanie na temat prawdziwości człowieka na jakiś temat, czy posłuszeństwo?


Wartości ani przekonanie wewnętrzne bowiem nie są kryterium osądu naukowego, czyli dowodu naukowego, lecz metoda naukowa i jej operowanie danymi pozyskanymi.

Przeanalizujmy od strony aksjomatycznej i logicznej deklaracje, które złożył Przedpisca.
Można by je podsumować następująco: kryterium racjonalności, a dalej poprawności sądów jest metoda naukowa.

Teraz zadajmy sobie proste pytanie:
1. czy metoda naukowa wypowiada się na tematy religijne?
2. czy metoda naukowa oferuje nam skończony i pewny rejestr bytów na pewno istniejacych (takich, że innych już nie może być)?
3. CZYM sama metoda naukowa została przyjęta?
Moje odpowiedzi na te pytania są proste:
1. nie
2. nie
3. Wiarą w jej słuszność (wiara jest formą wewnętrznego przekonania na jakiś temat).

Odrzucając wiarę, odrzucamy zatem możliwość uznania za zasadną metodę naukową.
Metoda naukowa nie daje szansy na wykluczenie bytu w rodzaju "Bóg", bo w ogóle nie wypowiada się w formie kategorycznej względem bytów, które nie mają ścisłej postaci modelowej, w ramach bardzo mocno ugruntowanych teorii (podobnie jak nie wyklucza istnienia całej masy innych niedowiedzionych bytów - w rodzaju życie na obcych planetach, egzotyczne ciała niebieskie, czy cząstki elementarne itp.). Teorii ścisłej zagadnień religijnych jak na razie nie sformułowano (mówię o teorii jakoś uzgodnionej przez ogół naukowców, a nie jakiejś teorii wymyślonej ad hoc przez konkretnego pojedynczego naukowca), dlatego od strony naukowej w ogóle nie ma jak podejść do kwestii religijnych. To oznacza, że odpowiedź na pytania religijne ze strony nauki zawsze jest: brak rozstrzygnięć/poza obszarem zainteresowania.

A w ogóle użycie metody naukowej bez zgody wewnętrznej na posłużenie się mechanizmem uzasadniającym typu "wiara", jest opowiedzeniem się po stronie uznania czegoś bez ŻADNEGO W OGÓLE UZASADNIENIA. Bo żadnego ścisłego mechanizmu uzasadniającego metodę naukową ludzkość się nie dopracowała.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 736
Przeczytał: 36 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 19:22, 05 Cze 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
1. czy metoda naukowa wypowiada się na tematy religijne?


Ale do kompetencji nauki należy już wytłumaczenie skąd się wzięły religie i koncepcja "boga". Są źródła materialne z których wynika, że "bóg" jest wytworem ludzkiego umysłu, będącym wytrychem poznawczym wczesnych homo sapiens. Odkrycia archeologiczne (figurki bożków, ołtarze do składania ofiar, pisma mitologiczne) świadczące o tym, że "bóg" jest jedynie koncepcją protofilozoficzną, prymitywną konceptualizacją, prostym i wczesnoludzkim narzędziem poznania, a równocześnie emanacją strachu i zagubienia człowieka w brutalnym świecie, co pozwala na twierdzenie, że bóg nie istnieje realnie, w sensie fizycznym, a co najwyżej jako umysłowy konstrukt.

Ps. na poprzedniej stronie jest post do fedora. Jestem ciekaw jak wybrnie. :think:


Ostatnio zmieniony przez Kruchy04 dnia Śro 19:23, 05 Cze 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13717
Przeczytał: 80 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:36, 05 Cze 2019    Temat postu:

Kruchy04 napisał:
Michał Dyszyński napisał:
1. czy metoda naukowa wypowiada się na tematy religijne?


Ale do kompetencji nauki należy już wytłumaczenie skąd się wzięły religie i koncepcja "boga". Są źródła materialne z których wynika, że "bóg" jest wytworem ludzkiego umysłu, będącym wytrychem poznawczym wczesnych homo sapiens. Odkrycia archeologiczne (figurki bożków, ołtarze do składania ofiar, pisma mitologiczne) świadczące o tym, że "bóg" jest jedynie koncepcją protofilozoficzną, prymitywną konceptualizacją, prostym i wczesnoludzkim narzędziem poznania, a równocześnie emanacją strachu i zagubienia człowieka w brutalnym świecie, co pozwala na twierdzenie, że bóg nie istnieje realnie, w sensie fizycznym, a co najwyżej jako umysłowy konstrukt.

Ps. na poprzedniej stronie jest post do fedora. Jestem ciekaw jak wybrnie. :think:
W jednej z interpretacji tak właśnie i jest. W ramach innych interpretacji, czyli w oparciu o inne paradygmaty, można uznać, że pierwotne koncepcje bóstwa stanowią jakiś nieodłączny składnik ludzkiej natury, co z kolei byłoby wyraźnym wskazaniem na to, że umysł człowieka w sposób naturalny dąży do rzeczywistości pozamaterialnej. Bo może owa rzeczywistość pozamaterialna coś na swój temat zaszczepiła w ludzkim umyśle?...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6289
Przeczytał: 84 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 5:20, 06 Cze 2019    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Semele napisał:
A ja wierzę. Niekoniecznie w A Boga :-) :-) :-)


Jest różnica pomiędzy wiarą religijną, a przyjmowaniem czegoś za prawdę.


Jest. Dam konkretny przykład: czarny kot.
Czy ja uważam iż prawdziwy jest fakt, że gdy przebiegnie mi drogę to spotka mnie coś ciekawego...... Nie.

Jednak wolę zawrócić lub pójść inna drogą. To jest właśnie wiara :) .


@Michał

Nie ma rzeczywistości pozamaterialnej bo nie ma materii jako takiej.Patrz dyskusja: istnieje


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Czw 5:20, 06 Cze 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 2392
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 17:53, 06 Cze 2019    Temat postu:

Arystoteles napisał:
W końcu znalazłem ten wątek.. Trochę mnie nie było, a zapomniałem, co gdzie pisałem.

Dobra, wszystkiego nie przerobię, ale tak jak pisałem już wcześniej najważniejsze są trzy pytania, które postawiłem, a są ze sobą ściśle związane:
1.Czy posiadasz dowody historyczne na to, że w intencji wierzeń związanych z Jezusem 2 tys. lat temu ktoś dał się zabić? Jeżeli tak to poproszę konkretne źródła historyczne


Dostałeś je już i niżej nawet próbujesz je omawiać. Z naciskiem na "próbujesz". Gubisz się w tym jak pijany zając w kapuście

Arystoteles napisał:
2.Skąd wniosek, że śmierć apostołów za wiarę jest solidnie umocowana historycznie, a nie zostało to "dopowiedziane" przez późniejszych chrześcijan?


A choćby stąd, że wniosek ten wynika bezpośrednio z nawzajem potwierdzających się i niezależnych od siebie źródeł, natomiast twoja spekulacja o "dopowiedzeniu" nie wynika kompletnie z niczego i jest wyssanym z palca gdybaniem. Wybieram więc tę pierwszą opcję, zamiast twego gdybania

Arystoteles napisał:
Bo generalnie jak nie znajdziesz przesłanek za tym, że Apostołowie świadomie szli na śmierć, to cały Twój argument nie ma sensu.
I tu chyba się zgadzamy?


Na razie nie znajduję żadnych przesłanek za twoim gdybaniem. Twoje "może było jednak jakoś inaczej" jest dla mnie równe gdybaniu, że może apostołowie byli też kosmitami

Arystoteles napisał:
Napisałeś mi "Mieszasz. Uczniowie umierali za swą pewność, że spotykali Zmartwychwstałego."

No i właśnie tu widzę cały czas problem. ja wciąż nie wiem jakie masz wiarygodne źródła historyczne na to, że ktoś został zabity za twierdzenie, że widział zmartwychwstałego Jezusa


Czyli to są twoje mentalne problemy i problem nie dotyczy źródeł

Arystoteles napisał:
Przeanalizujmy to, co napisałeś dotychczas.

fedor napisał:
Jest ich wiele. Klemens Rzymski już w 90 roku pisze o śmierci męczeńskiej Piotra i Pawła (List do Koryntian, V,4,7). Nie jest to jedyne źródło i w zbliżonym czasie poświadczają to inni, w tym Dionizy w swym Liście do Rzymian, Tertulian, różne niekanoniczne (co nie znaczy: niehistoryczne) Ewangelie z II wieku, które podają szczegóły martyrologii Piotra i Pawła (Piotr kazał ukrzyżować się głową w dół). Flawiusz mówi o męczeństwie Jakuba, brata Jezusa, co potwierdza Euzebiusz. I tak dalej. Są to wystarczająco mocne źródła, na tyle mocne, że w każdym innym przypadku zostałyby uznane za historyczne i są zresztą za takie uznawane - nawet tacy ateiści jak historyk Grant uznają je za wiarygodne (oraz choćby Vermes, którego za stricte ateistę trudno chyba uznać - nie był w każdym razie chrześcijaninem)

Oczywiście, że znajdę. Przesłanek jest wystarczająco dużo. Szczegóły męczeństwa Piotra pokazują, że dano mu nawet wybrać formę śmierci (ukrzyżowanie głową w dół). To nie było zabijanie na oślep i w furii. Mylisz się też twierdząc, że Rzymianie nie pytali nikogo o zdanie. Oczywiście, że pytali. Pliniusz około roku 100 wyraźnie pisał do Trajana, że chrześcijanie dostawali od niego trzy razy szansę aby wyprzeć się Chrystusa przed męczeństwem. Nie znasz historii. Tak więc był czas na wszystko - i na formę męczeństwa, jak i na wyparcie się Chrystusa. Piotr tego nie zrobił i rozsądny jest wniosek, że miał pewność za co umiera


To po kolei: św. Paweł nawrócił się kilka lat po rzekomym zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu. On miał wizje Jezusa, nie był świadkiem jego zmartwychwstania


Ale miał spotkanie uwielbionego Jezusa pod Damaszkiem. Nie musiał więc być świadkiem zmartwychwstania. Zresztą nikt nie był. Uczniowie spotykali "tylko" Jezusa powielkanocnego

Arystoteles napisał:
Wg Flawiusza ("Dawne dzieje Izraela"), Jakub Sprawiedliwy został skazany na śmierć ok. 62 r. (czyli ponad 30 lat po śmierci Jezusa) w wyniku działań narwanego kapłana Annasza, który skorzystał z okazji po śmierci rzymskiego prokuratora (nowy był w drodze), co zresztą "wielu szlachetnych i strażników Prawa" oburzyło, a sam Annasz został za to odwołany przez króla na polecenie nowego prokuratora, bo złamał rzymski monopol na karę śmierci. Wygląda to więc raczej na nadzwyczajną sytuację, skoro Annasz musiał skorzystać z nieobecności rzymskiego zwierzchnika i poniósł karę za swoje zachowanie. Generalnie było tak, że sam Sanhedryn nie mógł wiele zdziałać poza okresami, gdy w Judei nie było rzymskiego namiestnika, jak po odwołaniu Poncjusza Piłata w 36 r., przekazaniu Judei Herodowi w latach 41-44 , oraz własnie w 62. roku. Nadal nie ma tam też nic o śmierci Jakuba za twierdzenie o byciu świadkiem zmartwychwstania, a o to było moje pytanie


Bo to nie Flawiusz miał o tym napisać. Nie uważałeś. Flawiusz miał niezależnie potwierdzić śmierć Jakuba. Natomiast szczegóły jego męczeństwa za wiarę są już w innych niezależnych źródłach, zbliżonych okresem swego powstania do czasu świadectwa Flawiusza, między innymi u Hegezypa, a potem u Klemensa i Euzebiusza

Arystoteles napisał:
List Klemensa sugeruje śmierć męczeńską Piotra. Z tego co pamiętam przypuszcza się, że zginął on podczas prześladowań za Nerona w 64. roku, czyli również ponad 30 lat po śmierci Jezusa (pierwsze prześladowania przez Rzymian). Ale to tyle. Daj konkretne źródło na szczegółowy opis jego śmierci, bo nie podałeś


Szczegółowy opis śmierci męczeńskiej za wiarę to już zagadnienie drugorzędne. List Klemensa napisany w mniej niż 30 lat po śmierci Piotra i Pawła jest wystarczająco dobitnym potwierdzeniem męczeństwa apostołów za wiarę właśnie. Do tego Klemens mieszkał właśnie w Rzymie i wiedział co pisze. Jedyne co możesz zrobić z tak silnym świadectwem to chodzić wkoło tego jak kot wokół rozlanego mleka

Arystoteles napisał:
Te "ewangelie niekanoniczne" to II, III, IV wieczne, anonimowe apokryfy? Który konkretnie z nich masz na myśli w przypadku św. Piotra i jacy historycy uznają go za wiarygodne źródło faktów w tej materii? Poza tym gdzie tam jest coś o skazaniu za bycie świadkiem zmartwychwstania (to najważniejsze, bo o to było moje pytanie)?


Kreujesz się tu na takiego wielkiego speca od wczesnego chrześcijaństwa i nie wiesz jakie to źródła? To dość wiele o tobie mówi. W każdym razie - nie podważyłeś również wiarygodności i tego

Arystoteles napisał:
List Pliniusza do Trajana to jak sam przyznałeś ok. roku 100 (z tego co pamiętam 112 r.), czyli to już dotyczyło kolejnych pokoleń chrześcijan, a nie apostołów. Nie ma tam nic o karze śmierci za twierdzenie, iż było się świadkiem zmartwychwstania, tylko za bycie chrześcijaninem. Z kolei możliwość wycofania dotyczyła szeregowych chrześcijan, ale czy na pewno dotyczyłaby też liderów? Czy dotyczyła św. Piotra, który zginał prawie 50 lat wcześniej?


Bo ja nigdzie nie pisałem, że list Pliniusza do Trajana tyczy się właśnie umierania apostołów. Obalasz tu jakiegoś Strawmana. Twierdziłem natomiast, że list ten poświadcza, że chrześcijanie byli mordowani za wiarę i mogli się wyprzeć swego chrześcijaństwa aby uniknąć śmierci, gdyż nawet to było negowane w tej dyskusji. Znowu nie uważałeś

Arystoteles napisał:
Więc podsumowując - podałeś przykład dwóch osób. W przypadku obu było to ponad 30 lat po śmierci Jezusa (czyli przez te 30 lat jakoś nie zginęli)


A może powinni zginąć w 27 lat po śmierci Jezusa? Lub w 17 lat? Piszesz jakieś wyjątkowe kocopoły w tym miejscu

Arystoteles napisał:
, nie ma podstaw do uznania że zginęli konkretnie za głoszenie bycia świadkiem zmartwychwstania, a nie np. po prostu za to, że byli liderami chrześcijan (Jakub stał na czele Kościoła Jerozolimskiego, św. Piotr wiadomo)


Przecież jedno drugie tu bezpośrednio implikuje. Byli chrześcijanami właśnie dlatego, że uznawali zmartwychwstanie. I vice versa. List Pliniusza, którego nie zrozumiałeś w kontekście tej dyskusji, jasno nadmienia, że jako chrześcijanie mogli uniknąć śmierci zapierając się swej religii

Arystoteles napisał:
Byli zresztą nimi przez przez trzydzieści lat, nie wygląda to na jakąś pewność śmierci za głoszenie zmartwychwstania.


Jak wyżej - nie ma to znaczenia, czy zginęli akurat 30 lat później, 27 lat później, czy 17 lat później. Jest to problem wyłącznie metryczny, czyli urojony. Wymyślasz sztuczne problemy, które istnieją jedynie w twojej głowie


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Czw 18:09, 06 Cze 2019, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Arystoteles




Dołączył: 28 Gru 2018
Posty: 147
Przeczytał: 7 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:15, 06 Cze 2019    Temat postu:

Fedor, No, ale nadal św. Paweł miał wizję, a nie spotkał "powielkanocnego" Jezusa cieleśnie mającego przebywać na Ziemi przed wniebowstąpieniem.

Podaj konkretne dzieła Hegezypa, Klemensa i Euzebiusza, żebym mógł się odnieść.

Cytat:
męczeństwa apostołów za wiarę


Ale ja pytałem o męczeństwo za twierdzenie, iż widzieli zmartwychwstałego "powielkanocnego" Jezusa przed wniebowstąpieniem.

Cytat:
To dość wiele o tobie mówi.


No co mówi? Dawaj, bo takie niedokończone ad personam jeszcze nie pozwala uznać, że przegrałeś dyskusję xD

Cytat:
Bo ja nigdzie nie pisałem, że list Pliniusza do Trajana tyczy się właśnie umierania apostołów.


To pisz na temat.

Cytat:
A może powinni zginąć w 27 lat po śmierci Jezusa? Lub w 17 lat? Piszesz jakieś wyjątkowe kocopoły w tym miejscu


Ma to znaczenie, bo świadczy o tym, że stając na czele chrześcijan czy zmyślając historię o zmartwychwstaniu wcale nie przyjmowali na siebie pewnego i rychłego wyroku śmierci, jak to zasugerowano. Co wiecej po tylu latach chrześcijaństwo już rozprzestrzeniło sie na tyle, ze nawet gdyby liderzy w obliczu śmierci wyrzekli się wiary, to nie musiałoby spowodowac upadku chrześcijaństwa. Poza tym nie ma pewności, że liderów traktowano tak jak szeregowych chrześcijan i dawano im możliwość wycofania się, chociażby ze względów politycznych.

Cytat:
Byli chrześcijanami właśnie dlatego, że uznawali zmartwychwstanie.


To może wyjaśnie skoro to nie jest jasne - dyskusja dotyczy tego, dlaczego liderzy chrześcijaństwa mieliby kłamać na temat zmartwychwstania, skoro mieliby w ten sposób rzekomo przyjmować na siebie rychły i pewny wyrok śmierci. Tu chodzi o rzekomych świadków zmartwychwstania, a nie później nawróconych chrześcijan, bo męczeństwo akurat tych nie jest żadnym argumentem za prawdziwością chrześcijaństwa czy istnienia Boga. Po pierwsze oni nie twierdzili, ze widzieli zmartwychwstałego Jezusa (a więc ich męczeństwo nie oznacza, że historia nie była zmyślona, bo nie oni mieliby ją zmyślić), a po drugie w wielu religiach (i nie tylko) masz męczenników. Dyskusja dotyczy tego, czy historia o zmartwychwstaniu mogła być kłamstwem i to męczeństwo twórców tej historii jest kluczowe.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 2392
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:19, 06 Cze 2019    Temat postu:

Arystoteles napisał:
Fedor, No, ale nadal św. Paweł miał wizję, a nie spotkał "powielkanocnego" Jezusa cieleśnie mającego przebywać na Ziemi przed wniebowstąpieniem


No i co z tego. To wciąż ten sam Jezus

Arystoteles napisał:
Podaj konkretne dzieła Hegezypa, Klemensa i Euzebiusza, żebym mógł się odnieść


Odszukaj sobie, to są powszechnie znane świadectwa i jeśli ich nie znasz to pokazuje niestety tylko twoją ignorancję w temacie (na Klemensa rzymskiego dokładny namiar już podawałem). Problemem zresztą nie są same źródła ale stosunek ateisty do nich

Arystoteles napisał:
Cytat:
męczeństwa apostołów za wiarę


Ale ja pytałem o męczeństwo za twierdzenie, iż widzieli zmartwychwstałego "powielkanocnego" Jezusa przed wniebowstąpieniem


Wedle Klemensa i innych umierali za wiarę chrześcijańską i widzenie Zmartwychwstałego oraz dotykanie Go było u nich właśnie jej centralnym punktem, o czym pisał Piotr w swym liście. Kombinujesz jak koń pod górę ale marnie ci to idzie

Arystoteles napisał:
Cytat:
To dość wiele o tobie mówi.


No co mówi? Dawaj, bo takie niedokończone ad personam jeszcze nie pozwala uznać, że przegrałeś dyskusję xD


Mówi o twojej indolencji, przecież pisałem i znowu ci umknęło

Arystoteles napisał:
Cytat:
Bo ja nigdzie nie pisałem, że list Pliniusza do Trajana tyczy się właśnie umierania apostołów.


To pisz na temat


Piszę na temat ale ty odpisujesz już nie na temat

Arystoteles napisał:
Cytat:
A może powinni zginąć w 27 lat po śmierci Jezusa? Lub w 17 lat? Piszesz jakieś wyjątkowe kocopoły w tym miejscu


Ma to znaczenie, bo świadczy o tym, że stając na czele chrześcijan czy zmyślając historię o zmartwychwstaniu wcale nie przyjmowali na siebie pewnego i rychłego wyroku śmierci, jak to zasugerowano. Co wiecej po tylu latach chrześcijaństwo już rozprzestrzeniło sie na tyle, ze nawet gdyby liderzy w obliczu śmierci wyrzekli się wiary, to nie musiałoby spowodowac upadku chrześcijaństwa. Poza tym nie ma pewności, że liderów traktowano tak jak szeregowych chrześcijan i dawano im możliwość wycofania się, chociażby ze względów politycznych


To są tylko twoje puste gdybania. Wiadomo, że nie wyrzekli się wiary i nic nie wiadomo czy pozwolono im wycofać się. Nadal nie masz nic poza gdybaniami. I nadal wychodzi na to, że 30 lat to bardzo niewiele

Arystoteles napisał:
Cytat:
Byli chrześcijanami właśnie dlatego, że uznawali zmartwychwstanie.


To może wyjaśnie skoro to nie jest jasne - dyskusja dotyczy tego, dlaczego liderzy chrześcijaństwa mieliby kłamać na temat zmartwychwstania, skoro mieliby w ten sposób rzekomo przyjmować na siebie rychły i pewny wyrok śmierci. Tu chodzi o rzekomych świadków zmartwychwstania, a nie później nawróconych chrześcijan, bo męczeństwo akurat tych nie jest żadnym argumentem za prawdziwością chrześcijaństwa czy istnienia Boga. Po pierwsze oni nie twierdzili, ze widzieli zmartwychwstałego Jezusa (a więc ich męczeństwo nie oznacza, że historia nie była zmyślona, bo nie oni mieliby ją zmyślić), a po drugie w wielu religiach (i nie tylko) masz męczenników. Dyskusja dotyczy tego, czy historia o zmartwychwstaniu mogła być kłamstwem i to męczeństwo twórców tej historii jest kluczowe.


To już było na forum wałkowane i historia z umieraniem za kłamstwo z premedytacją jest kompletnie niespójna i kupy się nie trzyma


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Pią 14:05, 07 Cze 2019, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Advaita




Dołączył: 04 Kwi 2019
Posty: 204
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:33, 06 Cze 2019    Temat postu:

Arystoteles napisał:


To może wyjaśnie skoro to nie jest jasne - dyskusja dotyczy tego, dlaczego liderzy chrześcijaństwa mieliby kłamać na temat zmartwychwstania, skoro mieliby w ten sposób rzekomo przyjmować na siebie rychły i pewny wyrok śmierci. Tu chodzi o rzekomych świadków zmartwychwstania, a nie później nawróconych chrześcijan, bo męczeństwo akurat tych nie jest żadnym argumentem za prawdziwością chrześcijaństwa czy istnienia Boga. Po pierwsze oni nie twierdzili, ze widzieli zmartwychwstałego Jezusa (a więc ich męczeństwo nie oznacza, że historia nie była zmyślona, bo nie oni mieliby ją zmyślić), a po drugie w wielu religiach (i nie tylko) masz męczenników. Dyskusja dotyczy tego, czy historia o zmartwychwstaniu mogła być kłamstwem i to męczeństwo twórców tej historii jest kluczowe.


najlepsze jest , że największy dowód na zmartwychwstanie czyli żyjący Jezus też wyparował za pomocą cudu wniebowstąpienia :) We wszystkich religiach są magia i cuda. Budda przechodził i zakwitały drzewa, Bodhidharma zmartwychwstał, Nanak był w niebie 3 dni, Lao tze urodził sie jako stary człowiek. Ludzie w to wierzą bo kieruje nimi strach przed śmiercią i pragnienie życia po. Dla mnie żaden ze starożytnych mędrców, historyków, kronikarzy nie jest autorytetem,. Czemu mam wierzyć ułomnemu człowiekowi ? Nawet historia 20 wieku mogła zostać mocno zmanipulowana i wypaczona,. a co dopiero jakieś legendy powstałe na zasadzie głuchego telefonu ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
evaj23




Dołączył: 28 Gru 2017
Posty: 1826
Przeczytał: 25 tematów


PostWysłany: Pią 14:30, 07 Cze 2019    Temat postu:

Advaita napisał:
Czemu mam wierzyć ułomnemu człowiekowi ?

Otóż to. Otóż to, światły Adwaito, nie możesz, musisz wierzyć bogu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Advaita




Dołączył: 04 Kwi 2019
Posty: 204
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 17:01, 07 Cze 2019    Temat postu:

evaj23 napisał:

Otóż to. Otóż to, światły Adwaito, nie możesz, musisz wierzyć bogu.


To pokaz mi chociaż jednego boga, który nie został zredukowany do myśli, wyobrażenia, konceptu przez ułomnego człowieka. Tysiące ludzi, tysiące bogów, Każdy z tych bogów reprezentuje stan mentalny osoby, która go sfabrykowała
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
evaj23




Dołączył: 28 Gru 2017
Posty: 1826
Przeczytał: 25 tematów


PostWysłany: Pią 21:11, 07 Cze 2019    Temat postu:

Advaita napisał:
To pokaz mi

Ja tobie nie pokażę, wstydzę się, ale Pan Barycki może się zgodzi pokazać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Arystoteles




Dołączył: 28 Gru 2018
Posty: 147
Przeczytał: 7 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:54, 08 Cze 2019    Temat postu:

fedor napisał:
No i co z tego. To wciąż ten sam Jezus


to, że takie wizje nie są niczym wyjątkowym. Ludzie miewają wizje różnych rzeczy.
Cytat:
Odszukaj sobie

To ty się powołujesz na te źrodła więc powinieneś je podać. Nie mam obowiązku znać każdego z nich.

Cytat:
Nadal nie masz nic poza gdybaniami

Ale to ty gdybasz, że mogli się wycofać. Ja tylko napisałem, że nie ma takiej pewności.

Cytat:
I nadal wychodzi na to, że 30 lat to bardzo niewiele

30 lat to bardzo niewiele? twierdzisz, ze byli w stanie przewidziec wydarzenia na 30 lat wprzód?

Cytat:
historia z umieraniem za kłamstwo z premedytacją jest kompletnie niespójna i kupy się nie trzyma

Niby dlaczego? Dopóki nie ma pewności ze mogli się bez problemu wycofać to nie widzę żadnej niespójności.

podsumowując: jak na razie nikt nie pokazał jakie są źródła historyczne na to, że ktoś został zabity za twierdzenie, że widział zmartwychwstałego Jezusa. Czyżby jeden z czołowych argumentów był bezpodstawny? :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 2392
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:18, 08 Cze 2019    Temat postu:

Arystoteles napisał:
fedor napisał:
No i co z tego. To wciąż ten sam Jezus


to, że takie wizje nie są niczym wyjątkowym. Ludzie miewają wizje różnych rzeczy


To nie była jakaś tam wizja tylko bardzo konkretne i dramatyczne spotkanie. Opisuje to tekst Dziejów. Możesz to oczywiście rozmiękczać dalej ale nic to nie da

Arystoteles napisał:
Cytat:
Odszukaj sobie

To ty się powołujesz na te źrodła więc powinieneś je podać. Nie mam obowiązku znać każdego z nich


Podałem dokładnych autorów i te teksty są do odszukania w 10 minut. Jak komuś zależy znajdzie sobie. Może bym nawet i sam zacytował ale będzie to na marne bo dla ateisty nie jest problemem to co mówią źródła lecz jego stosunek do tych źródeł

Arystoteles napisał:
Cytat:
Nadal nie masz nic poza gdybaniami

Ale to ty gdybasz, że mogli się wycofać. Ja tylko napisałem, że nie ma takiej pewności


Czyli dalej gdybasz. Dla mnie nie jest istotne ani to czy mogli, ani to czy nie mogli. To ty wprowadziłeś ten zupełnie nadmiarowy podwątek do dyskusji

Arystoteles napisał:
Cytat:
I nadal wychodzi na to, że 30 lat to bardzo niewiele

30 lat to bardzo niewiele? twierdzisz, ze byli w stanie przewidziec wydarzenia na 30 lat wprzód?


A co to ma za znaczenie. Dryfujesz w jakieś nieistotne dygresje. Mowa była o tym, że 30 lat to niewielki okres zaświadczenia martyrologii. Nie wiem z kim ty gadasz ale chyba już tylko sam ze sobą

Arystoteles napisał:
Cytat:
historia z umieraniem za kłamstwo z premedytacją jest kompletnie niespójna i kupy się nie trzyma

Niby dlaczego? Dopóki nie ma pewności ze mogli się bez problemu wycofać to nie widzę żadnej niespójności


Gdybanologii ciąg dalszy. Nie interesuje mnie co ewentualnie mogli. Interesuje mnie tylko to co zrobili

Arystotelrs napisał:
podsumowując: jak na razie nikt nie pokazał jakie są źródła historyczne na to, że ktoś został zabity za twierdzenie, że widział zmartwychwstałego Jezusa. Czyżby jeden z czołowych argumentów był bezpodstawny? :think:


Po prostu tego nie ogarniasz. Źródła były pokazane, przede wszystkim świadczący o tym wprost Klemens rzymski piszący zaledwie 30 lat po męczeństwie Piotra i Pawła w Rzymie. Niedwuznacznie zaznacza on, że umarli za wiarę (sam nawet o tym napomknąłeś). Resztę świadectw łatwo sobie odszukać (autorów wymieniłem precyzyjnie)


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Sob 18:32, 08 Cze 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
O.K.




Dołączył: 05 Maj 2012
Posty: 1974
Przeczytał: 58 tematów


PostWysłany: Nie 0:01, 09 Cze 2019    Temat postu:

Arystoteles napisał:
podsumowując: jak na razie nikt nie pokazał jakie są źródła historyczne na to, że ktoś został zabity za twierdzenie, że widział zmartwychwstałego Jezusa. Czyżby jeden z czołowych argumentów był bezpodstawny? :think:


[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13717
Przeczytał: 80 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 23:42, 12 Cze 2019    Temat postu:

Trochę zmienię temat, podając inny - w moim przekonaniu bardzo silny - argument za ateizmem. Przyznam, że przez wiele lat dawał mi on w kość, wciąż kierując moje teistyczne odczuwania w stronę wątpienia. Dziś go w zasadzie sobie rozwiązałem. Choć pewnie jeszcze jakiś cień wątpliwości niekiedy w tej kwestii mam. Ale to jest raczej cień wątpliwości, bardziej emocjonalna reakcja, niż rozumowo kładący argument.

Przejdę do samego argumentu.
Aby go opisać przywołam, jakże często stosowaną, ulubioną przez bardzo wielu teistów (!) wizje wszechmocy i wszechwiedzy Boga. Jest to wizja, w ramach której zdania człowieka w ogóle nie powinno się brać pod uwagę. Skoro Bóg i tak ma wszystkie atuty, to to co odczuwa człowiek, tenże człowiek, wobec zdania Boga, może swoje własne zdanie wsadzić...
w buty. :(
Bóg jest taki mocny, tak górujący (także możliwością kreowania dowolnej logiki) nad człowiekiem, że jeśliby On miał powiedzieć, że 2+2=5, to oczywiście 2+2 STAŁOBY SIĘ równe 5. (stałoby się logicznie i pod każdym jeszcze względem)
To dalej oznacza, że w zasadzie człowiek w ogóle nie ma prawa uważać, iż wie czego Bóg od niego chce. Jest napisane "myśli moje nie są myślami waszymi" (stwierdzenie od strony Boga kierowane do człowieka).
Skoro tak jest, że Bóg w ogóle nie musi się nijak oglądać na zdanie człowieka, to tenże człowiek, słysząc np. "Bóg cię kocha", właściwie nie wie, co się za tym "kochaniem" kryje. W końcu Bóg mówi coś w języku jedynie słusznym, a człowiek myśli w języku swoim. Co prawda słuszność jest po stronie Boga, ale zrozumienie o co chodzi...
Człowiek w tym układzie może postawić Bogu zarzut: no dobra, zgadzam się, że masz jedynie słuszne definicje, twierdzenia, odczucia, sformułowania, w ogóle wszystko. To jest Twój (Boże) język, do którego ja nie mam przecież dostępu, dzieli nas bariera nie do sforsowania...
Człowiek może dalej powiedzieć: sorry, ale ja właściwie nawet nie mam prawa uważać, że wiem czego ode mnie chcesz. Skoro tak różnimy się w kwestii języka i rozumienia, skoro żyjemy w tak osobnych mentalnie światach, to postawmy sprawę uczciwie - ja od poćzątku nie mam, nie miałem nic do gadania, mój wkład w ten układ Bóg - człowiek jest od początku zerowy, jestem po prostu ofiarą, która doznaje przemocy czegoś przerastającego ją o niewyobrażalne poziomy. Jestem zwyczajnie wdeptanym w ziemię robakiem - pod każdym względem: logicznym, mentalnym, intelektualnym, moralnym, emocjonalnym. Jestem nikim, byłem nikim, a pewnie i Bedę nikim wobec tak wielkiej potęgi, jaką jest Bóg. To co tu w ogóle gadać o jakiejś relacji, co tu w ogóle gadać o tym, że "Bóg nas kocha", skoro owo "kocha" oznacza np. że zsyła człowiekowi (także własnemu Synowi) cierpienie. Jeśli znaczenie słowa "kochać" zawiera zsyłanie na kogoś cierpienia, to ja w takim razie w ogóle nie wiem, o jakim znaczeniu tego słowa mówimy.
Co ciekawe, bardzo wielu religijnych ortodoksów lubuje się właśnie w takim absolutnym postawieniu władzy Boga nad człowiekiem. Oni potwierdzą zapewne, że wszystko co opisałem, to "tak jest", a jeśli komuś sie nawet to nie podoba, to jest już jego problem. I niech się nie buntuje, bo Bóg mu dopiero pokaże, jak się karze niepokornych... I tak ma być, tak jest właściwie.

A ja kiedyś - myśląc właśnie nad tym problemem - zadałem sobie dość podstawowe pytanie: czy gdybym znał całą prawdę o okolicznościach i poznał uczucia Boga, jakie On ma wobec mnie, to SPONTANICZNIE (nie przymuszany w żaden absolutnie sposób!) też określiłbym W SWOIM JĘZYKU owe uczucia jako miłość?... :think:
A może to jest tak, że uznałbym ową "miłość" od Boga za coś, co znaczeniowo nie odpowiada temu odczuciu znaczenia słowa miłość, jakie się we mnie ukształtowało?...
Dziś odpowiem na to pytanie: TAK!
Tak właśnie uważam, że miłość Boga do człowieka jest także miłością w tym rozumieniu, jakie ma człowiek.
Tu oczywiście aż prosi się zaoponować: to co, to znaczy, że świadome kierowanie kogoś na cierpienie w ogóle mieści się w normalnym ludzkim poczuciu miłości?...
Skoro tak, to wszyscy sadyści, psychopaci torturujący niewinne ofiary, kochają... Czyż nie tak?... Należałoby powiedzieć, że ten Michał, który wierzy w to, że w ludzkim języku miłość miałaby dopuszczać nakazanie cierpienia komuś, chyba jednak na głowę upadł...

Niestety, sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. :think: Niestety. :( W tym wszystkim liczy się pewien SZCZEGÓLNY KONTEKST.
No tak... teraz Michał tym "kontekstem" będzie mataczył rozumowanie...

A jednak, uczciwie uważam, że to się da pogodzić, czyli że ten kontekst jednak naprawdę wiele może zmienić, wręcz odwrócić całą sprawę. Jak to możliwe?...
W zasadzie odpowiedź jest dość prosta do sformułowania: trzeba wyraźnie rozdzielić cierpienie PRZEJŚCIOWE, od cierpienia OSTATECZNEGO.
To jest trochę tak, jak z wizyta u dentysty, którą chcemy wytłumaczyć małemu dziecku. Dziecko ni akceptuje cierpienia, jakie z leczeniem zębów jest związane. Dorosły człowiek zna tu jednak PEŁEN KONTEKST SPRAWY - to, że jeśli się owo dziecko trochę na fotelu nie przemęczy, to w przyszłości spadnie na nie znacznie większe cierpienie. Ostatecznie, jak dziecko dorośnie, to zrozumie.

I podobnie jest z innymi problemami, dotyczącymi zagadnienia odrębnych języków człowieka i Boga. Jeśli się pozna pełen kontekst sprawy, to się wyjaśni, że tu nie było innego wyjścia, że ostatecznie także człowiek Z WŁASNEJ NIEPRZYMUSZONEJ WOLI zgodzi się z takim postawieniem spraw, jakie miał Bóg.

A dodatkowo tez uważam, że strategia, jaką ma wobec człowieka Bóg jest nakierowana dokładnie na JAK NAJWIĘKSZE UPODMIOTOWIENIE TEGO CZŁOWIEKA. To właśnie zdanie człowieka ma się liczyć, ma okazać się ważne i do niego nawet Bóg w pewnym sensie się dostosuje. Problem w tym, że to zdanie nie może zawierać wewnętrznych sprzeczności. A to jest naprawdę trudny do zrealizowania warunek...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6289
Przeczytał: 84 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 14:43, 08 Wrz 2019    Temat postu:

Dla mnie na dzisiaj racja dla ateizmu jest istnienie Fedora..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6289
Przeczytał: 84 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 14:51, 08 Wrz 2019    Temat postu:

O.K. napisał:
Semele napisał:
Papieska Rada do spraw Kultury zainaugurowała w tych dniach nową inicjatywę, inspirowaną przez Benedykta XVI: dialog z ateistami, agnostykami i obojętnymi religijnie (a raczej jest to powrót do idei Sekretariatu ds. Niewierzących). Przedsięwzięcie to, nazwane „Dziedziniec pogan”, z paru względów jest szczególnie godne uwagi. Po pierwsze, zdecydowano się wyjść z bezpiecznych kościelnych przestrzeni, chrześcijańskich miast i świątyń, by stanąć u źródeł sekularyzmu, myśli laickiej i ateistycznej: wybrano więc Paryż, Instytut Francuski, Sorbonę.

Znamienny ruch na zewnątrz, do ludzi przeżywających świat i jego sprawy w całkowicie odmiennej perspektywie, by rozmawiać z nimi na ich gruncie. Po drugie, jak podkreśla o. Jean-Marie Laurent Mazas FSJ, dyrektor wykonawczy „Parvis des Gentils”, nie chodzi o ewangelizację rozmówców. Trzeba ich przyjąć na takich warunkach, na jakich oni chcą być partnerami w tej rozmowie i zaakceptować ich w pełnym poszanowaniu ich wolności i wyborów. Uznano więc, ze strony Kościoła, pragnienie ludzi, którzy po prostu nie chcą być przedmiotami ewangelizacji, a jednocześnie są otwarci na rozmowę z wierzącymi.

Ktoś zapyta: jeśli wchodzimy w laicki i ateistyczny świat na jego prawach, jeśli nie chcemy ewangelizować, to po co zajmować się podobnym dialogiem?

Kościół, czując się odpowiedzialnym przed Bogiem za cały świat, nie ma innego wyboru. Dzisiejsze czasy wymagają globalnej rozmowy kilku miliardów ludzi. Nie można pozwolić na tworzenie się gett: getta chrześcijańskiego i niechrześcijańskiego albo getta ludzi wierzących i niewierzących. Dyskursy prowadzone przez te grupy ludzi nie mogą ograniczać się tylko do zamkniętego kręgu i stanowić hermetycznej mowy wtajemniczonych. Brak rozmowy z ateistami, agnostykami może łatwo zamknąć wierzących w takim języku i przeżywaniu świata, który będzie ich najzwyczajniej izolował. Podobnie może się zdarzyć z drugą stroną. Po prostu nie będziemy się rozumieli, podczas gdy nieznośnie konieczne jest porozumienie w tak wielu sprawach.
[link widoczny dla zalogowanych]
Kształtowanie rozmowy z ateistami domaga się uznania równości obu stron.


Mądrze, nie bedą ewangelizować, będą rozmawiać -i w rozmowie wykażą, na jak kruchych postawach, mitach, bzdurach i uprzedzeniach, opiera się cały ateizm.


Nie mam uprzedzeń do teistów. Nie chcę kontaktów z księżmi. Wydaja mi się strasznie zarozumiali...że pozjadali wszystkie rozumy i że mają jakies glejty....

Nie lubię ludzi, Którzy chcą dominować nad innymi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13717
Przeczytał: 80 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 18:27, 08 Wrz 2019    Temat postu:

Semele napisał:
Dla mnie na dzisiaj racja dla ateizmu jest istnienie Fedora..

Fascynuje Cię ta jego osobowość.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6289
Przeczytał: 84 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 18:44, 08 Wrz 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Dla mnie na dzisiaj racja dla ateizmu jest istnienie Fedora..

Fascynuje Cię ta jego osobowość.


To był żart Michał...
Jednak księdza się faktycznie boję. Mam przy rzadkich spotkaniach ( zdarzylo mi się być w gosciach i przyszedl z kolędą) objawy lęku, nie czuję się swobodnie. W przypadku pastorow tak nie jest.
Może faktycznie jestem pomiotem szatanskim i obawiam się wody święconej



:) :wink:


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Nie 18:50, 08 Wrz 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13717
Przeczytał: 80 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 19:14, 08 Wrz 2019    Temat postu:

Semele napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Dla mnie na dzisiaj racja dla ateizmu jest istnienie Fedora..

Fascynuje Cię ta jego osobowość.


To był żart Michał...

A ja, patrząc na częstotliwość pojawiania się w Twoim postach nicka fedor, jednak upieram się przy moim spostrzeżeniu, że jesteś nim zafascynowana od paru przynajmniej lat. Trochę też było fascynacji wujem. Ale chyba Twoja fascynacja fedorem jest mocniejsza.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6289
Przeczytał: 84 tematy


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:51, 08 Wrz 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Semele napisał:
Dla mnie na dzisiaj racja dla ateizmu jest istnienie Fedora..

Fascynuje Cię ta jego osobowość.


To był żart Michał...

A ja, patrząc na częstotliwość pojawiania się w Twoim postach nicka fedor, jednak upieram się przy moim spostrzeżeniu, że jesteś nim zafascynowana od paru przynajmniej lat. Trochę też było fascynacji wujem. Ale chyba Twoja fascynacja fedorem jest mocniejsza.


Fascynuje też mnie DYSKURS, ale nie wiem czy to dobrze. Wuj chyba się zdenerwuje.
Nie mam dziś głowy do poważnych dyskusji.
W istocie moje życie byłoby pewnie o wiele łatwiejsze gdybym została wychowana w chłodnym obyczajowym katolicyzmie.
Religia pewnie w ogóle by mnie nie interesowała. Może jednak mam coś w genach, że dociekam czegoś w tej dziedzinie. Mam przystanek.
Szykuję się do nowego rozdania. Nie wiem kiedy ono jednak nastapi.
:)

Zastanawiam się czy trafna jest myśl.
[link widoczny dla zalogowanych]

Gdyby w to wierzyć niemozliwa bylaby miłość miedzy ludźmi o roznych swiatopogladach np scjentysty i teisty. Ciekawy podział...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Apologia kontra krytyka teizmu Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 11, 12, 13
Strona 13 z 13

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin