Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Michał o sobie
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 10:09, 11 Cze 2019    Temat postu: Re: Michał o sobie

Jednym z najbardziej niebezpiecznych dla umysłu pragnień, jest wg mnie pragnienie bycia bezwzględnie docenianym, traktowanym jako autorytet.

Ktoś, kto takie pragnienie w sobie hołubi, naraża swoje myślenie na kręcenie "pustych pętli" myślowych, procesujących jałowe emocje, a nie rzetelne rozpoznania świata. Lepiej jest skupiać się na samej materii spraw, samych faktach, modelach, ideach, a nie "roztkliwiać się nad swoimi pragnieniami bycia docenionym". W końcu jesteśmy sobie równi - każdy ma takie samo z grubsza prawo do docenienia go przez innych. Jeśli ma być w tym układzie równowaga, to należałoby dawać swojego szacunku innym przynajmniej tyle, ile się go otrzymało z zewnątrz. Bycie mentalnym pasożytem, czyli kimś przyklejonym emocjonalnie do łaski innych, polegającej na docenieniu owej osoby, czyni takiego kogoś nie tylko zależnym i słabym, ale też niekreatywnym - bo zamiast zajmować się rozwiązywaniem problemów, taki człowiek będzie procesował frustrację niespełnienia. Ostatecznie realne mniej osiągnie, bo mnie pracy włoży w realne osiąganie. Za to jeszcze więcej będzie się frustrował tym, że tych osiągnięć nie ma. I kółko się zamyka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:36, 08 Lip 2019    Temat postu: Re: Michał o sobie

W zasadzie to chyba troche jestem nieudacznikiem. Na własne życzenie.
Boję się (zbyt wielkiej) skuteczności, mam wstręt do manipulowania ludźmi, gdy z kimś negocjuję w różnych sprawach, to często wyjaśniam co jest słabą u mnie stroną, wadą, czego należałoby się wystrzegać w kontaktach ze mną.
I w życiu jak do tej pory miałem więcej szczęścia niż rozumu, bo biorąc pod uwagę to, jak bardzo działam przeciw własnej skuteczności, to powinienem być już kloszardem, albo w ogóle nie żyć.
Najgorszy zawód dla mnie, to polityk. Przegrywałbym wszystkie wybory, bo zamiast bezpardonowo atakować przeciwników często przyznawałbym im rację, a do tego przyznawałbym się do własnych błędów... :rotfl:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 16:31, 29 Lip 2019    Temat postu: Re: Michał o sobie

Unikam w wypowiadaniu się erudycji, używania trudnych sformułowań, a nawet nawiązywania do znanych kierunków filozoficznych. Dlaczego tak?
Powodów jest kilka:
1. Uważam, że to odstręcza czytelników mniej wyrobionych. Oni nie rozumieją trudnych pojęć, musieliby przegrzebać parę źródeł, aby wszystko zebrać do kupy. To jest spory wysiłek, którego wielu nie zechce włożyć. Więc do nich moja treść nie dotrze.
2. I tak każde nowe użycie jakiejś idei jest w pewnym stopniu unikalne, i tak trzeba je uściślić do konkretnego przypadku. Więc i tak trzeba już konkretnie wyjaśnić o co chodzi.
3. Wielkie idee miały wielu komentatorów, naśladowców, rozwijały się przez pokolenia. Odnosząc się do nich ryzykuję to, że ktoś weźmie pod uwagę nie ten zakres znaczeniowy, o którym ja myślałem, ale np. jakąś inną szkołę filozoficzną. A mi chodzi o jakieś konkretne znaczenie.
4. Pracując jako nauczyciel w szkołach, zorientowałem się, że ludzie zapominają co wiedzieli wcześniej. Nawet jak ktoś zna w miare nieźle trudny termin użyty w sformułowaniu, to czasem ma w tej materii jakieś wątpliwości.
5. Wreszcie ja sam mogę coś poknocić w rozumieniu terminu. Szczególnie jeśli nie odświeżałem sobie wiedzy na jego temat. Prościej i szybciej jest napisanie o co mi chodzi, niż odwoływanie się do terminu, który choć ogólnie jest mi znany, może być znany nie tak dobrze, jak osobom o większej erudycji.

Oczywiście nieraz odstępuję od tej zasady i jawnie odwołuję się do trudnego, specjalistycznego terminu. Zazwyczaj wynika to z chęci wskazania dodatkowych odniesień, jawnego podparcia się czyimś rozumowaniem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:56, 30 Lip 2019    Temat postu: Re: Michał o sobie

Uważam, że człowiek co jakiś czas powinien w jakiś sposób PRZEGRAĆ.
Po co?
- m.in. dla higieny mentalnej.
Jak się przyzwyczaimy do wygrywania, do tego, że zawsze jest po naszemu, to staniemy się "betonem" i tyranami.
Warto jest przegrywać także po to, aby...
ktoś mógł wygrac!
Absolutny zwycięzca, to ktoś kto ma wokół siebie SAMYCH PRZEGRANYCH. To ktoś, kto żyje wśród przegranych, jest jedynym w morzu przegranego świata przegranych ludzi.
Ja nie chcę być wyróżnionym obywatelem (nawet na plus) takiego świata. Po prostu ten świat wydaje mi się mało atrakcyjny.
Może mam za dużo empatii?...
Niby co mnie obchodzi to, że ktoś obok mnie poczuł się przegrany?...
Ano może...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 21:57, 30 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 12:17, 08 Sie 2019    Temat postu: Re: Michał o sobie

Michał Dyszyński napisał:
Uważam, że człowiek co jakiś czas powinien w jakiś sposób PRZEGRAĆ.
Po co?
- m.in. dla higieny mentalnej.

Poglądy idee, nie są moje. Dlatego walczyć o te idee sensu nie widzę. W dyskusji zatem ja nie walczę, tylko WYJAŚNIAM kontrowersje. Kiepski ze mnie apologeta, irytujący przeciwnik w dyskusji. Bo co to za przeciwnik, który nawet nie ma zbytnio zamiaru upierać się przy swoim?...
Ale z drugiej strony, gdybym się przy czymś "zbytnio" uparł, to właściwie zamknąłbym sobie automatycznie ścieżki rozwoju, zablokowałbym swój rozum. A tego nie chcę czynić z przyczyn pryncypialnych.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 13:36, 15 Sie 2019    Temat postu: Re: Michał o sobie

Od jakiegoś czasu wygrzebuję się mentalnie z nadmiaru krytycyzmu. W mojej rodzinie tego krytycyzmu było dużo. Widzę, jak łatwo się krytykuje, nie wiedząc prawie nic o sprawie, tylko wytykając, jak to coś tam jest złe, coś tam "powinno się" poprawić. Ale dopóki sam ktoś za coś się nie weźmie, dopóty nie będzie wiedział, czy to rzeczywiście poprawić się da. Z resztą, nawet jeśli okazałoby się, że my podołamy danemu zadaniu, to wcale jeszcze nie oznacza, że ktoś - mający inne zdolności i możliwości - też może temu zadaniu podołać.
Więc teraz zajmuję się często wyszukiwaniem powodów, dla których jakaś moja (zbyt łatwa) krytyka wcale nie musi być zasadna. Krytykuję sam siebie. Choć, na podobnej zasadzie, jak przestałem już tak namolnie krytykować innych, sobie też zostawiam jakiś margines wyrozumiałości - w końcu tak jak, jak i inni jedziemy na tym samym wózku.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 14:46, 28 Sie 2019    Temat postu: Re: Michał o sobie

Dziś uświadomiłem sobie, że moje emocje - gdyby komuś udało się jakimś magicznym, telepetycznym sposobem do nich zajrzeć - jawiłyby się chyba jak niezrozumiałe. Byłyby one niezrozumiałe z powodu braku w nich poczucia DUMY. Ja już chyba nie potrafię być dumny. Z czegokolwiek nie potrafię. Wzorzec emocjonalny "racji" (którą się posiada, wykazuje, która jest jakimś zwycięstwem w relacjach z ludźmi) jakoś u mnie zanikł, zaś w jego miejscu zakorzenił się wzorzec POROZUMIENIA (bądź jego braku).
Nie wierzę w "posiadanie racji", albo może ściślej - choć sam aspekt słuszności tych, czy innych przekonań uważam za poprawny, to jednak tej słuszności się nie "posiada". Słuszne jest to, co się sprawdza - jak się sprawdziło gdzieś, to dobrze i fajnie, to mamy potwierdzenie. Jednak owa słuszność nie jest czymś jakoś przypisanym do osoby, czy tym bardziej stanowiącym rodzaj "medalu" za poprawne myślenie.
Myślowo jesteśmy "ciągle w drodze", ciągle się doskonalimy. Dzisiejsza genialna teoria, jutro może być tylko przykładem naiwnego spojrzenia na rzeczywistość. Słuszności tego świata są jak kolapsy funkcji falowej - objawiają się na ułamek sekundy, w konkretnym miejscu i czasie, lecz za chwilę układ i tak ewoluuje w nieokreślonym w pełni kierunku, nie wiadomo czym dzisiejsze "absolutne prawdy" staną się jutro.
Dlatego właściwie absurdem, fałszem, głupotą jest dla mnie jakieś (zbytnie) emocjonalne wpatrywanie się w te sukcesy na polu ogarniania myślą świata. Te sukcesy, jeśli jakoś wystąpiły, wolę traktować funkcjonalnie, trochę jak "rzeczy", które sobie zaistniały, teraz je widzimy, a w przyszłości się rozpadną. Psy szczekają, karawana idzie dalej...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 21:52, 08 Wrz 2019    Temat postu: Re: Michał o sobie

Nie znoszę gier emocjonalnych.
Są tacy (chyba częściej takie), którzy lubują się w budowaniu jakichś tam systemów wpływu na innych ludzi - poprzez wmawianie poczucia winy, powinności, pretensji, roszczeń. Dla mnie zaś odejście od zasady maksymalnej szczerości i uczciwości jest czymś obrzydliwym. Mogę sie litować nad ludźmi, którzy z nieszczerości i gierek uczuciowych budują w sobie jakieś formy satysfakcji, spełnienia. Ale trudno jest mi takie osoby do końca szanować. Dla mnie są to osoby okazujące ewidentną słabość wobec ciemnej strony swojego człowieczeństwa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 0:03, 30 Paź 2019    Temat postu: Re: Michał o sobie

Całe życie byłem ze strony pokolenia wyżej, zadręczany wymogami najróżniejszymi, które rzekomo "powinienem". Dotyczyły one wyglądu, stroju, zachowania, bywania tu i tam, robienia tego, czy tamtego. Nie jestem jakimś przeciwnikiem kultywowania pewnych zwyczajów, czy grzeczności, a w szczególności powstrzymania się od zachowań, które rzeczywiście kogoś mogłyby dotknąć. Problem w tym, że u pewnych ludzi zwyczajowe normy urastają do rangi absolutnego wymogu i nieodpartej konieczności. Tacy ludzie zadręczają różnymi - często mocno dyskusyjnymi - powinnościami innych i siebie. Gotowi są ryzykować wiele, poświęcać swoje zdrowie dla jakiegoś zwyczaju, czy normy społecznej o relatywnie niskim priorytecie.

Z czego to wynika?
Wydaje mi się, że jest pewien szczególny typ osobowości - przedziwnie skupiony na robieniu z wielu życiowych okoliczności przymusu, absolutnej konieczności. Są to jednocześnie ludzie, którzy "wiedzą najlepiej", nie stawiają sobie pytań "czy mam rację?", lecz hiemal zawsze przyjmują swoje pomysły za prawdę absolutną. Są to ludzie zakonserwowani w swoich poglądach, sztywni, kostyczni. Z nimi się nie dyskutuje, bo oni znają tylko jedną opcję na prawdę - tę, która im się jawi przed oczami.
Jedno co im imponuje, to twarda siła, żelazny autorytet, bo ten bywa mocniejszy od ich własnej woli upierania się przy tym, co im się tam uwidziało. Choć oni oczywiście nigdy nie przyznają się do tego, że są arbitralni w swoich wyborach, że realizują swoje widzimisię. Nie, wręcz przeciwnie - oni ogłaszają te swoje widzimisia jako ostateczne i niepodważalne prawdy, które domagają się realizacji bez żadnej wątpliwości, czy gadania. Stosowanie odrębnych standardów wobec siebie i innych ludzi, jest znakiem rozpoznawczym tego typu osobowości. I są absolutnie ślepi na to, że właśnie te różne standardy stosują.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 0:06, 30 Paź 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 20:18, 19 Lis 2019    Temat postu: Re: Michał o sobie

W pewnym sensie brzydzę się mentalnie tworzeniem wokół siebie atmosfery dostojeństwa, nobliwości, autorytetu. W pewnym sensie, bo staram się stosować owo obrzydzenie głównie do samego siebie. Wobec innych mam osłabioną formę dezaprobaty, czyli zamiast obrzydzenia - uznanie za słabość, oddanie się małości, uleganie pokusie.
Pracowałem z ludźmi na wyższych stanowiskach. Spora część z nich (nie wszyscy!) zdawała się lubować w swoim autorytecie, władzy, posiadanych tytułach. W moich oczach to właśnie lubowanie się czyniło ich raczej gorszymi, niż lepszymi od otaczających ich innych ludzi. Szacunek budzi we mnie jedynie szef nie wywyższający się. A niewątpliwie są tacy!

Za żałosne uważam perorowanie, podkreślanie swoich atrybutów, osiągnięć.
Czy sam jestem pod tym względem lepszy?...
- Na pewno NIE ZAWSZE BYŁEM takim, jakim dzisiaj chciałbym się widzieć, czyli bardziej skromnym. Dzisiaj mogę tylko powiedzieć, że STARAM SIĘ. Jak mi wychodzi?...
To inni ocenią bardziej obiektywnie. Sam też się staram to ocenić.

Jak ocenić siebie, jednocześnie nie dając się ponieść skłonności do zakłamywania?
- To jest dość ciekawe pytanie.
Opracowałem sobie tutaj nawet pewną strategię. Pierwszym pomysłem była przesada w drugą stronę - próbowałem sobie wmawiać coś przeciwnego, niż to, że jestem wartościowy, posiadający kompetencje, zdolny do czegoś, postrzegany pozytywnie. Ta przesada w stronę przeciwną ostatecznie upadła jako poprawna strategia. Powodem jest to, że produkuje ona sporo mylnych skutków ubocznych.
Po pierwsze inni ludzie odbierają nas tak, jak to widzą - czyli jeśli gdzieś kompetencje posiadamy, to oni to zauważą. Nasze zaprzeczanie odbiorą prędzej jako formę kokieterii, czy dziwactwa, niż jako wyraz skromności. Nawet jeśli to rzeczywiście jest wyraz skromności.
Poza tym udawanie że się kompetencji nie ma, jeśli się je ma, często oznaczać będzie po prostu zrzucanie odpowiedzialności za innych. Lekarz, który - ze skromności - nie przyzna się, że umie leczyć w obliczu wypadku drogowego z rannymi, stojąc z boku, oddając "szacunek mądrzejszym" może właściwie stać się winnym moralnie czyjejś śmierci. Bo za reanimację weźmie się ktoś o znacznie gorszym przygotowaniu, co może spowodować śmierć pacjenta, zanim przyjedzie karetka. Tak więc trzeba się pogodzić z tym, że jakieś kompetencje mamy, jeśli je mamy. Ukrywanie się w wielu sytuacjach jest nieetyczne. A nawet jeśli nic złego się nie stanie, to jest to jakieś nienaturalne.
Wreszcie takie - nawet w najlepszej wierze - robienie z siebie skromnego właściwie jest jest formą fałszowania, wprowadzania do rozpoznań życia chaotycznych odczytów.

Dziś uważam, że nawet jakąś swoją kompetencję, czasem fakt bycia postawionym wyżej nad ludźmi trzeba jednak nieść jako formę zobowiązania, czy nawet krzyża. Jest się wyżej nie po to, aby się tym pysznić, lecz aby pomagać. I pod tym warunkiem należy uznać też swoje kompetencje - uznać je w postaci obiektywnej i "technicznej", czyli bez nadawania im atrybutów wbijających w dumę, czy inną postać samozadowolenia.
Na szczęście nie mam powodów do bycia jakoś skrajnie fetowanym za swoje wybitne osiągnięcia, więc akurat tutaj problem mam jakby z głowy (w większości sytuacji). I tak jest mi mentalnie najwygodniej. :)

Wracając do strategii obiektywnego oceniania się. Dzisiaj uważam, że podstawą dla niej powinno być formułowanie celów w postaci uniemożliwiającej manipulację, naginanie wyników do pragnień.
Niepoprawnym jest (w ramach owej strategii) postawienie sobie celu: uznam się za znającego tę dziedzinę wiedzy, jeśli będzie mi się wydawało, że ją rozumiem. Cóż, "wydawanie się" łatwo jest zmanipulować. Zamiast niego cel należy sformułować w sposób wykluczający mataczenie z mojej strony - np. uznam się za znającego tę dziedzinę wiedzy, jeśli zdam uczciwie niezależny egzamin z tej dziedziny, bądź jeśli dokonam samodzielnie czegoś, co powszechnie jest uznawane za świadczące o kompetencji w tym zakresie. Wszelkie postacie uznania sobie czegoś, opierające się na mało precyzyjnych kryteriach, traktować powinienem jako mocno podejrzane.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:06, 10 Gru 2019    Temat postu: Re: Michał o sobie

Tak się zdarzyło w moim życiu, że miałem przez wiele lat kontakt, wspólne życie z osobą neurotyczną. Do pewnego stopnia to mnie ukształtowało, wytworzyło we mnie pewne nawyki - tak dobre, jak i złe. Jednym z wbudowanych wtedy przeświadczeń, które do dziś mi zostało i trwa, jest przekonanie, że osobami silnie nastawionymi na konfrontację nie da rady się dogadać. Próbowałem to na setki sposobów. Ani razu nie zadziałało.
Jest jedyna metoda - ODEJŚĆ, ODPUŚCIĆ.

Dziś z ową neurotyczną osobą mam już dużo rzadszy kontakt. Ale też wiem, że coś w mnie zostało - rodzaj MENTALNEGO WSTRĘTU DO BEZREFLEKSYJNEJ AGRESJI. Jak widzę osobę, która atakowanie czyni celem ponad inne, to przestawia mnie to z automatu w nastawienie, w którym mówię sobie: od teraz będziesz już tylko TRACIŁ CZAS z tą osobą. Nie czego cię ŻADNA pozytywna rzecz, tylko trwonienie energii, czasu, zasobów. Więc odejdź. Nie oglądaj się! Nie patrz na to, czy ktoś to uzna za twoją słabość, porażkę, policzy ci to na minus. To, że ktoś to policzy tak, czy inaczej to pierdoła w porównaniu z tą frustracją, którą będziesz czuł znosząc bezrozumną agresję kogoś, kto nawet nie jest w stanie pojąć celu uczciwej rozmowy. Z takiego układu SPIERDALAJ! Daleko, jak najdalej! Byle dalej, byle jak najmniej czasu i zasobów stracić wcześniej.
Bo co byś nie zrobił, w najlepszej wierze, w najbardziej poświęcający się, czy szczery sposób, zostanie zdeptane, zafajdane pragnieniem ukąszenia cię za wszelką cenę. Tak owe osoby mają. Same mają z tym problem. Ale rozwiązanie go nie leży w twojej gestii. Masz tylko jedną sensowną możliwość - odejdź.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:56, 10 Gru 2019    Temat postu: Re: Michał o sobie

Michał Dyszyński napisał:
Dziś z ową neurotyczną osobą mam już dużo rzadszy kontakt. Ale też wiem, że coś w mnie zostało - rodzaj MENTALNEGO WSTRĘTU DO BEZREFLEKSYJNEJ AGRESJI. Jak widzę osobę, która atakowanie czyni celem ponad inne, to przestawia mnie to z automatu w nastawienie, w którym mówię sobie: od teraz będziesz już tylko TRACIŁ CZAS z tą osobą.

Dodam tu jeszcze jedno, ale ważne. Powyższa zasada - negatywnego traktowania rozumowania opartego o agresywne emocje - jeśliby miała być poprawna, musi obowiązywać także MNIE SAMEGO.
To ma dla mnie bardzo istotne konsekwencje, polegające na ROZLICZANIU SIEBIE z tego, czy nie dałem się gdzieś wmanewrować w agresję PERSONALNĄ. Nieraz się tak wmanewrować daję. Nieraz zdarza mi się, że odpowiem kontratakiem, czy wręcz jakąś formą zaczepnego ataku personalnego gdy coś mnie zirytowało. Jeśli się na tym przyłapię, że atakuję osobę, nie zaś idee, poglądy, to...
... jest źle! :fight:
Wtedy "biorę się na wewnętrzną męską rozmowę". Jest to nieprzyjemna rozmowa, w której ja sam - ta bardziej świadoma część mnie - wyzywa tego gadziego, ewolucyjnego ja od najgorszych. Owa świadoma część ja, swoiste INTELEKTUALNE SUMIENIE, względem tego cieniasa, który wciąż chce się boksować, któremu zależy na wywyższeniu się, na gnojeniu wrogów, lekceważąc przy tym prawdę, uczciwość, sens, jest dość bezlitosna. Można by to przedstawić w postaci emocjonalnego dialogu:
- Ty, cieniasie mentalny, co właściwie zamierzasz osiągnąć atakując osobę?
- Jaką prawdę udowodnisz nazywając kogoś pejoratywnym epitetem?
- Naprawdę wierzysz, że to ma jakąkolwiek (!) intelektualną wartość?! :shock:
- Cenisz sobie bardziej mentalność kibola niż uczciwość intelektualną?!!!
- Podaj JAKIKOLWIEK powód, dla którego nazwania Twojego adwersaża, obelżywym, czy lekceważącym słowem miało wesprzeć twoje intelektualne stanowisko.
- Podaj ścieżkę rozumowania, które nawet największe twoje zwycięstwo w nazywaniu kogoś obelżywie, czy poniżająco miało dowieść czegokolwiek w zakresie idei, które były przedmiotem sporu. Jakikolwiek!

Jeśli nie potrafisz tego podać, to znaczy, że jesteś mentalnym odpadem, małpą, która nie zeszła z drzewa i kręci się wciąż wokół ewolucyjnych emocji. Jesteś cieniasem i głupcem! Brzydzę się takimi postawami w sobie!
Można usprawiedliwić to, że ktoś okazuje się niewystarczająco mocny, aby wytrwać w prawdzie w obliczu zagrożenia życia - tak własnego, czy innych ludzi. Można usprawiedliwić, że ktoś się gdzieś pomylił, że starał się, ale mu nie wyszło. Jednak jak usprawiedliwić tę mentalną nędzę, gdy ktoś udaje, że traktuje rzeczy intelektualnie, choć w rzeczywistości wciąż na poziom intelektualny nie było w stanie wstąpić, bo musi dowartościowywać instynkty, ewolucyjne emocje?!...
Taki ktoś po prostu nie jest intelektualistą. Takiemu komuś nie sposób jest uwierzyć, bo skoro emocje biorą nad nim górę teraz, to zapewne w innych rozpoznaniach świata i siebie, jakie miał, też ignorował uczciwość intelektualną, a dowartościowywał tę pierwotną małpę w sobie. Jesteś więc - Ty bezmyślny, tępy Michale - po prostu cieniasem do setnej potęgi, mentalnym odpadem, głupcem, miernotą.
Tak siebie widzę za każdym razem, gdy emocje walki wezmą u mnie górę nad rozumem, zrównoważonym odczuwaniem, równowagą mentalną.
Innych w podobnej sytuacji staram się usprawiedliwić. Wszak oni NIE WIEDZĄ CO CZYNIĄ. Ja wiem.
Posłużę się tu cytatem z Biblii.
Ewangelia Łukasza napisał:
Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. (48) Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.


Tu sobie pozwolę na pewną dygresją z refleksją na temat Biblii. Nie wiem, kto odczyta ten tekst po mojemu, ale dla mnie ten tekst jest EWIDENTNĄ ilustracją tego, o czym pisałem wyżej. W typowej narracji katolickiej taki tekst odczytuje się, jako sąd Boga, że to Bóg wymierza chłostę grzesznikowi. Ja twierdzę, że to nie Bóg tutaj sądzi. Wcale nie (a przynajmniej NIE KONIECZNIE, bo słuszne mogą być, a pewnie i są obie interpretacje) Bóg.
Jakie mam argumenty?
- Ano takie, że gdyby to był Bóg, to Jezus po prostu by to powiedział. Jednak używa alegorii "Pana". Co prawda w typowej interpretacji katolickiej (różnych przypowieści) Pan - Bóg. Tak więc moja interpretacja jest nietypowa, może dla kogoś wydać się heretycka. A jednak dla mnie Biblia jest niczym innym tylko Zadziwiającą alegorią kognitywistyczną. Tu sąd umysł dokonuje nad sobą. Tylko nie ten umysł zwierzęcy, lecz ta część umysłu, ta wyższa jego forma, KTÓRA ZROZUMIAŁA. Gdy patrzysz na samego siebie, na swoje błędy w pełni świadomości tego, jakie one naprawdę były, jak byłeś niekonsekwentny, nieszczery WZGLĘDEM SAMEGO SIEBIE, to nie masz tu obrony. To widać jak na dłoni. Jeśłi jeszcze ktoś zna prawdę, zna reguły, ale ich nie stosuje, to ocena jest drastycznie bardziej negatywna. Wtedy już nie ma wytłumaczenia.
Zatem mogę wytłumaczyć wszystkich tych, którzy ulegają emocjom walki, bo jeszcze nie dotarło do nich, że nic tym nie osiągają, poza podporządkowaniem się instynktom. Oni nie wiedzą co czynią. Więc może i należy im się (bardziej) wybaczenie. Choć z drugiej strony...
.. jeślibyś był naprawdę KIMŚ, to być przejrzał tę sytuację! To byś WIEDZIAŁ co czynisz!

To nie jest tak, że ten co nie wie co czyni i czyni głupotę jest równy temu, co przejrzał postępy zwierzęcych genów w sobie, podszepty diabła, pułapki świata czy co tam jeszcze. Ten co przejrzał, WYKAZAŁ SIĘ, sprawdził, on pokazał, że JEST KIMŚ.
Jest różnica pomiędzy tym, jak traktujemy dziecko, które jest za głupie, aby się powstrzymało od głupoty, a dorosłym człowiekiem, który POWINIEN być ŚWIADOMY. Przebaczenie nie oznacza zrównania tych sytuacji.
Dlatego ja właściwie NIE MAM WYJŚCIA, muszę PRZEGRYWAĆ w tym rozliczeniu, jakie dają prawa świata. Nie mam jak się bronić przed napastliwością, bo gdybym dał napaściom odpór na porównywalnym poziomie, automatycznie dowartościowałbym zasadę, że to napaść personalna jest czymś akceptowalnym, poprawnym. Usankcjonowałbym i uświęciłbym to, co przecież uznałem za głupotę.
Więc muszę przegrywać wszędzie tam, gdzie mnie ktoś wyzwie na arenę starcia personalnego. Bo w przeciwnym wypadku wystąpiłbym przeciw samemu sobie, sam wobec siebie okazując się głupcem. A to jednak jest znacznie gorsze, niż przegrać wobec kogoś kto..
... przecież nie wie co czyni. :oops:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 12:32, 22 Gru 2019    Temat postu: Re: Michał o sobie

Poszukuję transcendencji. Tak określił mnie jedne z horoskopów, jako osobę nakierowana na transcendencję. Co prawda jakoś specjalnie w horoskopy nie wierzę, ale tu się akurat zgodzę, że mam swoje osobnicze wychylenie w stronę transcendencji. Oznacza to, że nudzi mnie zwykłe życie, nudzi small tok, gadanina o wszystkim i niczym, wyrażanie emocji przez ludzi. To co jest na krótką metę, co jest tylko zasygnalizowaniem jakiegoś tam przelotnego nastroju, dla mojej osobowości jest niewartą uwagi głupotką. Tylko to co (jak najbardziej) trwałe, fundamentalne, wieczne - dopiero to jest w stanie obudzić we mnie zainteresowanie. Stąd te ciągoty do filozofii, ale i religii.
Nieraz muszę się wręcz przywoływać do porządku, walczyć z sobą, aby jakoś nie pomijać zwykłego życia, zwykłych ludzkich emocji. Bo skoro postrzegam je jako totalnie nudne, to efekt jest taki, że nie biorę udziału w tym ludzkim ferworze komunikacyjnym, alienuję się. Więc zmuszam się nieraz do udziału w tym, co mnie nie kręci, walczę z poczuciem nudy, aby jednak nie stoczyć się jakoś totalnie w poszukiwanie wyłącznie najbardziej podstawowych rzeczy. Bo jednak człowiek w jego ulotnych uczuciach, życie w jego drobiazgach jest nie do pominięcia w tej układance w prawdę i istnienie. Więc nic, że mnie to tak nudzi, nic to że widzę każdą rozmowę, która jakoś nie dąży do kwestii fundamentalnych jako nie znaczącą, jako przeznaczoną z miejsca do zapomnienia. Staram się choć trochę na tych drobiazgach życia czasem skupić. Staram się, choć z trudem i pewną formą cierpienia mi to przychodzi...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:36, 28 Sty 2020    Temat postu: Re: Michał o sobie

Zauważyłem u siebie jedną cechę myślenia, która odróżnia mnie od znaczącej masy dyskutantów. Tą cechą jest coś, co nazwałbym CIEKAWOŚĆ WBREW POTRZEBIE POSIADANIA RACJI.
Funkcjonowanie tej cechy jest takie, że najchętniej zajmuję się tym, co przeczy moim aktualnym poglądom, a w mniejszym stopniu tym, co je potwierdza. Ogólnie kurs na potwierdzanie sobie poglądów uważam za jałowy - skoro coś wiem, to dowiadując się, że słuszne jest to, co wiem, nic nowego nie zyskuję. Ciekawe jest dopiero coś, co stanowi zagwozdkę, co jakoś przeczy moim aktualnym poglądom.
Kiedyś byłem przekonany, że inaczej nie ma sensu w ogóle myśleć, że wszyscy tak powinni mieć. Ale przekonałem się, że spora grupa ludzi ma zupełnie inny sposób myślenia - oni szukają tego, co im potwierdza ich przekonania, a filtrują negatywnie (odrzucająco) to co stanowi wobec tych pośladów zagrożenie, czy znak zapytania. Z takimi ludźmi dość ciężko mi się dyskutuje. Właściwie to często rezygnuję z dyskusji, bo - poza zapoznaniu się z tym, co oni mają do powiedzenia - nic dalej ciekawego w dyskusji się nie będzie działo. Taki gostek po prostu upiera się przy swoim i nic do niego nie dociera. Czyli po prostu nie ma z nim dyskusji.

Z pewnych obserwacji wynika mi, że skrajne formy zafiksowania na własnych przekonaniach są wręcz objawem zaburzenia psychicznego. Wielu ludzi z zaburzeniami typu autystycznego, miewa problem z zaakceptowaniem wielości rozwiązań, nieokreślonością poglądów. Oni potrafią przyswoić sobie zdania twierdzące, mają mając problem z trybami warunkowymi.

Czasem jednak troche się zmuszam do zapoznania się poglądem człowieka, który ma problem z akceptacją wielości rozwiązań i poglądów. Co prawda po takim człowieku nie spodziewam się jakiegoś wyważonego rozumienia, kompletności rozumowania, czy ogólnie mądrości, lecz trochę mnie ciekawi do jakiej postaci myślenia można dojść upierając się "na zabój" przy jednej opcji. Sam bym nie chciał iść tą drogą, bo uważam ją za ograniczającą rozumowanie. Jednak jeśli ktoś inny tę ścieżkę przeszedł, to chętnie się z wynikami zapoznam.

Ale ogólnie chyba po "twardogłowcach" mało kto się spodziewa wyższej postaci rozumu. Więc i ja, widząc że ktoś tylko w kółko stwierdza swoje, nie ciągnę dyskusji. Mam znikomą nadzieję, że ktoś, kto nie umie w tej akurat sprawie opuścić swojego ciasnego grajdołka myślowego, mógłby mieć w ogóle jakiś warty uwagi pogląd. On przecież nie był w stanie nawet zorientować się, jakie są alternatywy jego rozwiązań, a co dopiero przetestować ich znaczenie i interakcje myślowe. A ja tego właśnie wymagam od kogoś, komu przypisałbym status mądrego - że prześledził nie jedną wybraną opcję rozwiązań danego problemu, lecz prześledził przynajmniej główne z nich, przekonując się do czego każda z nich prowadzi, by ostatecznie wybrać tę najlepszą. Ci upierający się przy swoim sami sobie nie dają szansy na rozejrzenie się po tych opcjach, znają tylko wycinek problemu, a więc zapewne ich pogląd jest niekompletny, czyli wadliwy.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 1:17, 29 Sty 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 13:06, 25 Kwi 2020    Temat postu: Re: Michał o sobie

W moim życiu otaczali mnie ludzie, którzy racje ustalali mocą swojego uporu.
Zasada funkcjonowania mentalnego takich ludzi jest oparta o następujący schemat:
1. ktoś rozpoznaje rzecz wedle jakiejś swojej intuicji
2. na to rozpoznanie nakładana jest intuicja "jak ja to chcę, aby było", czy "jak wg mnie powinno być"
3. te intuicje następnie są ze sobą mieszane, rozpoznania są (najczęściej bez wyraźnej reguły) zastępowane intuicją "jak by się chciało", "jak ja to potrzebuję wiedzieć".
4. następnie jest przyjmowany jako "prawda" o rzeczy ten chaotyczny, splątany, podbity różnymi dodatkowymi emocjami zwitek przekonań.

Czy da się obejść ów schemat?
- Można próbować.
Niestety, choć tutaj będę pisał o owym schemacie w kontekście pejoratywnym, to jednak chyba powinienem zauważyć, że właściwie to inaczej się nie da myśleć. Praktycznie każde myślenie tak działa. Także to, co słuszne, potwierdzone, skuteczne w rozumowaniu taki ma początek. Różnica pomiędzy myśleniem perspektywicznym, a opartym wpieraniu swoich chciejstw jest chyba W ILOŚCI DODATKOWYCH REFLEKSJI - WERYFIKACJI, NOWYCH UJĘĆ, DOŁĄCZANIA SPRAWDZONYCH SCHEMATÓW.
Każde myślenie ma w sobie silny pierwiastek intuicyjny. Myślenie dające szanse na okazanie się ostatecznie perspektywicznym wymaga WIELU SPRAWDZEŃ I POTWIERDZEŃ.
Problemem dodatkowym w myśleniu jest jednak to, że jesteśmy uwikłani w związki z ludźmi i naszą biologiczną konstrukcją. W jej ramach działa na myślenie paradygmat: zdominuj otoczenie. Więc ludzie bardzo często skupiają się nie na ustalaniu niezależnych okoliczności, lecz na wpieraniu innym ludziom własnej wizji sprawy, własnych opisów, przekonań. Im więcej czasu, wysiłku. uwagi poświęca ktoś na wymuszaniu na ludziach przyjęcia swojej wizji sprawy, tym mniej pozostaje na obiektywne badanie tej sprawy.
Tu dochodzi ten problem: kiedy należy sobie zaliczyć sukces?
Kiedy "ustaliliśmy prawdę"?...
- Wtedy gdy co?...
Dla wielu ludzi zaliczenie sobie "ustaliłem prawdę o rzeczy" jest praktycznie równoznaczne ze stwierdzeniem "nikt mi się nie sprzeciwił, gdy rzecz po swojemu ogłaszałem". Stąd dalej tak wiele osób, zrównuje dochodzenie do prawdy z wpieraniem swoich poglądów otoczeniu. Dla nich to jest po prostu to samo, nie czują różnicy.

Tacy ludzie rozumują w myśl zasady:
skoro mam moc, aby spacyfikować głosy sprzeciwu względem moich stwierdzeń, to znaczy, że moje stwierdzenia są słuszne.
Albo
skoro nikt już mi się nie sprzeciwia, to moja jest prawda, mogę na niej polegać.
A nawet
Jeśli umiem wewnętrznie uporać się, umiem odrzucić, zlekceważyć, nie zająć się tymi głosami krytycznymi, tylko potrafię we własnym umyśle utwierdzać się skutecznie (we własnym rozliczeniu) przy swoim zdaniu, to znaczy, że jestem w posiadaniu obiektywnej prawdy.

Zaznaczę, że nie chcę całkiem dyskredytować społecznej roli dochodzenia do prawdy. Uważam, że jest ona ważna. Ale to społeczne dochodzenie do prawdy wtedy spełnia swoją rolę, gdy JEST OPARTE O REGUŁY OBOWIĄZUJĄCE ODGÓRNIE, nie zaś o kapryśne chciejstwa we wszystkich aspektach spraw. Inni ludzie mogą być bardzo cenną pomocą w dochodzeniu do prawdy. Ale dzieje się tak tylko wtedy, gdy z ich niezależnej spostrzegawczości, odrębnego punktu widzenia KORZYSTAMY. Jeśli inni ludzie służą tylko do tego, aby przekierować swoją uwagę z ustalania obiektywnego sprawy, na "walkę z wrogiem"; jeśli wysiłek jest mentalny kierowany na uciszanie głosów krytycznych, zamiast wykorzystywanie tych głosów do budowania szerszej wizji sprawy, to nie tylko traci się ten bonus, jaki daje udział innych ludzi, ale wręcz obraca się go w aspekt destrukcyjny.
Inaczej mówiąc, są ludzie, którzy o "prawdę" walczą nie analizując związki danej rzeczy z rzeczywistością, lecz poprzez samo uciszanie głosów krytycznych. Jest to strategia intelektualnie i mentalnie straceńcza. Z niej ostatecznie nie ma szansy wyłonić się nic poza fałszywym przekonaniem o rzeczach. To kierunek na intelektualną i mentalną samozagładę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:20, 29 Kwi 2020    Temat postu: Re: Michał o sobie

Być z siebie dumnym...
Nieraz w filmach, książkach pojawia się motyw, że ktoś się czuje dumny, że coś tam zrobił, osiągnął. Spróbowałem sobie zadać pytanie: a ty Michale, czy jesteś z czegoś w sobie dumny?
- Moją odpowiedzią jest: nie, z niczego nie jestem dumny!
Tak kompletnie z niczego nie jestem dumny. Nawet nie bardzo rozumiem poczucie dumy. Noooo, może jako jakieś dalekie wspomnienie, jako coś zamglonego, nierzeczywistego. Właściwie to nie umiem nawet poczucia dumy za bardzo w sobie umieścić. Najbliżej tego uczucia chyba jest sytuacja, w której ktoś z bliskich mi osób, okazuje swoją wartość. Nie tyle ja, ale ktoś bliski i na pewno nie chodzi o to, że kogoś tam pobił, zniszczył, zgnębił. Ale np. gdyby uratował komuś życie, coś pięknego stworzył, wykonał piękny utwór. Ostatnio lekko mi "zaleciało" dumą, gdy na youtube odsłuchałem występ polskiej młodocianej pianistki. https://www.youtube.com/watch?v=bK8jihRMFWw&t=647s
Ta Maja Babyszka, piętnastoletnia dziewczynka, z orkiestrą w części osób niewiele starszych od nich (choć też w dużej części składającej się z osób dorosłych) tak odegrała Błękitną Rapsodię Gershwina, że niektóre komentarze aż piały z zachwytu, a niektórzy twierdzili, że to najlepsze wykonanie, jakie znają. Więc chyba mi lekko tu "zaleciało" narodową dumą. Ale dość lekko i bez przesady, bo podziwiam nie tylko piękne wykonania z własnej nacji, lecz wszystkie. Np. cudownie na gitarze Chacconę Bach odgrywa ten młodziutki Chińczyk: https://www.youtube.com/watch?v=YPlboeTiJfo

Ale wracając do poczucia dumy. Właściwie to niemal nie zdarza mi się takiego poczucia mieć. A nawet nie bardzo wiem, po co by ono mi miało być. Sytuacje, w których jakoś coś zbliżonego do poczucia dumy mi się pojawia, raczej napełniają mnie jakimś zażenowaniem, lekką irytacją. Nie wiem, co z tym uczuciem zrobić - jak sobie z nim radzić. Co miałoby z tego wynikać?
Może jakoś emocjonalnie jest za bardzo zadaniowcem, może zbytnio oczekuję, iż z uczuć ma wynikać wskazówka do jakiego działania, dalszych wyborów, ale przynajmniej z ową dumą jest tak, że nie wiem, do czego miałbym ją przypisać, jak się nią zająć w kontekście dalszych celów życiowych. Właściwie to mi ono raczej przeszkadza mentalnie, niż daje przyjemność czy satysfakcję.
Paradoksalnie już jakoś łatwiej poradzić mi sobie z poczuciem, że coś mi się nie udało. Z tego ostatniego bowiem płynie jakaś wskazówka, że coś tam powinienem w sobie zmienić, zaplanować jakieś zmiany. COŚ z tego wynika.

Ten brak parcia na bycie dumnym daje mi nawet pewne bonusy. Oto nie oczekuję specjalnie, aby mnie chwalono, raczej jakoś nie jestem łasy na pochlebstwa. Patrzę sobie na świat bez poszukiwania w rzeczach jakichś osobistych emocji - ot, z ciekawością, jak się rzeczy mają, a nie czy przyniosą mi one jakąś chwałę.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 22:22, 29 Kwi 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:23, 25 Maj 2020    Temat postu: Re: Michał o sobie

Tutaj o sobie, co mi się napisało w innym wątku.
Michał Dyszyński napisał:
towarzyski.pelikan napisał:
W oczach takiego prawdziwego katolika, który naprawdę zna doktrynę, naprawdę czuje, że zjada ciało Chrystusa podczas Mszy św., przywiązuje wagę do tych wszystkich detali, taki katolik kulturowy to jest pseudokatolik. On w ogóle nie rozumie katolicyzmu.

Dla mnie z tą transsubstancją to też jest niejasna sprawa. Pewnie marny ze mnie katolik. :(

Problem w tym, że ja - z racji mojej osobistej filozofii - do słów przywiązuję chyba nieco inne znaczenia, niż zwykle ludzie. W ogóle to w całości jest "zupełnie inaczej", niż chyba przeciętny człowiek myśli. Mam swoja osobistą epistemologię i prywatną semantykę. W jej ramach pewne funkcjonalności standardowego rozumienia są inaczej obsługiwane, może nawet w pewnych sytuacjach nie obsługiwane. Dlatego w ogóle traktuję często ludzi, jakby byli z innego plemienia, posługiwali się innym językiem. I ja dopiero, gdy z nimi rozmawiam, to swoje myśli "tłumaczę na polski" wedle tego rozumienia, jakie uważam za domyślne w rozumieniu moich współrozmówców, ale które często nie są moim natywnym językiem myśli (choć oczywiście podobieństwa też są duże). Świadomość tego powoduje, że jestem chyba nieco bardziej tolerancyjny widząc wyrażenia, myśli, które są nie po mojemu. Traktuję to jako normę - wszystko jest trochę nie po mojemu, wszystko i tak trzeba tłumaczyć z michałowego na polski. Więc różnica większa, czy mniejsza nie jest już tak znacząca.
Przy czym wcale nie myślę, że ja wiem lepiej. Zakładam, że jest nieskończona liczba potencjalnych języków, a każdy język ma swoje zalety i wady - jedne pojęcia obsługując lepiej, a inne gorzej, niż konkurencja. Ostatecznego rozstrzygnięcia w większości przypadków w ogóle nie będzie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 15:00, 19 Cze 2020    Temat postu: Re: Michał o sobie

Mam pewną cechę - postulat mojego traktowania innych ludzi i kontaktów z nimi, której bardzo wiele osób nie będzie w stanie emocjonalnie zrozumieć, a na pewno zaakceptować jako coś sensownego.
Postulat brzmi: nie dopuszczać do tego, aby moim głównym celem dyskusji, kontaktu osobowego z kimś było "zawojowanie" tej osoby, skłonienia jej do czegoś wbrew jej przekonaniom, uznania mnie za kogoś w oderwaniu od maksymalnie niezakłóconego zewnętrznie osądu.
W zasadzie to tak naprawdę JA NIKOGO NIE CHCĘ DO NICZEGO PRZEKONAĆ!
Nieraz pisałem, że i apologeta ze mnie jest do niczego.

Tu pewnie niejeden powie: to po co w ogóle coś piszesz?
Po co?
- ja przedstawiam swój punkt widzenia, NIE oczekując, że ktoś go przejmie, zastępując własny punkt widzenia, lecz że WEŹMIE POD UWAGĘ, to co piszę.
Oczekiwałbym jedynie, że ów ktoś jakoś może zastanowi się nad tym w kontekście własnej wizji sprawy, a potem dokona syntezy tej swojej wizji i mojej. Ostatecznie powstanie coś, co zapewne nie będzie ani dokładnym odwzorowaniem mojego spojrzenia na rzecz, ani cudzego.

Dlaczego nie chcę nikogo przekonać - ściślej przekonać w znaczeniu: spowodować, aby mój pogląd został w maksymalnie wiernej postaci przejęty przez inną osobę?
Powodów jest przynajmniej kilka:
1. jeśli ktoś przejmie mój pogląd, a potem stanie się coś złego z tego powodu, to ja będę (i będę się czuł) za to odpowiedzialny
2. dlatego, że w ogóle nie wierzę, aby ktoś poprawnie i w całości był w stanie przejąć cudzy pogląd, a szczególnie mój pogląd, który najczęściej jest bardzo powiązany z historią mojego życia, preferencjami, odruchami, emocjonalnością. Przecież każdy człowiek jest inny. Takie przejmowanie cudzych poglądów uważam w ostatecznym rozrachunku za nieskuteczne w większości przypadków.
3. dlatego, że nie chcę ludzi pozbawiać ich cząstki samodzielności, udziału w zdobywaniu wiedzy o świecie, rozumienia siebie. Godzę się na rolę bycia ewentualnie jakimś impulsem do przemyśleń, ale w żadnym wypadku nie chcę, aby ktoś jakoś na sztywno kopiował moje wzorce rozumowania.
4. bo nawet ja, za jakiś czas, zapewne zmodyfikuję swoją wizję rzeczywistości na dany temat. Więc jak mogę kogoś tak usilnie przekonywać do czegoś, jeśli za chwilę może sam z tego zrezygnuję?...
5. Bo byłem w moim życiu wiele razy głupio przekonywany przez innych i wiem, jak się wtedy czułem. Źle się czułem i absolutnie nie chciałbym być przyczyną czyichś negatywnych odczuć, szczególnie związanych z odczuwaniem jakiejś presji, agresji mentalnej, emocjonalnych szantaży i nacisków. Uważam, że taka postawa sinego narzucania poglądów najczęściej prowadzi do złych etycznie efektów. A uważam się za osobę etyczną.
6. Dlatego że ilekroć ja próbowałem przejść cudze poglądy, to mi się to kompletnie nie udawało. Więcej z tego było zamieszania w mojej głowie, niż tworzenia się w niej porządku. Nie da się tak po postu wlać czyichś przekonań, do ekosystemu innego umysłu. Poprawna komunikacja polega na stworzeniu pewnej przestrzeni negocjacyjnej, w której strony uczestniczą na z grubsza równych prawach, a nikt tu niczego nie wymusza.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 16:36, 19 Cze 2020, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16052
Przeczytał: 106 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 19:23, 28 Cze 2020    Temat postu: Re: Michał o sobie

Myślę, że gdyby przeciętny człowiek, a szczególnie wielu grupowiczów sfinii zajrzało do moich uczuć, to by się nimi mocno zdziwiło. Najbardziej zdziwiłoby się tym, jak bardzo w tych uczuciach "brakuje" chęci pokonania kogokolwiek, wykazania mu swojej wyższości z mojej strony. Zdziwiłby się pewnie niejeden, jak bardzo czasem cieszy mnie to, że ktoś wykazał się RZECZYWISTĄ wyższością (także nade mną), albo przynajmniej wysoką kompetencją w jakimś zakresie. Jednocześnie jednak "osłabia mnie" wykazywanie przez ludzi "swojej wyższości" w sposób pozorny - np. próbą zdominowania kogoś za pomocą samych pejoratywnych epitetów, bezpodstawnych oskarżeń itp. Zdziwiliby się, jak mało w istocie jest we mnie walki o własne ego.
Dlaczego tak?
- z kilku powodów.
Po pierwsze dlatego, że uważam iż z jednej strony nikt nie ma dostępu do absolutnej prawdy (czymkolwiek by ona nie była, a nawet jeśliby czymkolwiek mogła być), a więc i tak nikt tu nikogo ostatecznie nie pokona, bo każdy ma jakąś swoją ważną działkę w dołożeniu się do prawdy rzeczywistości.
Po drugie - dlatego, że mam osobisty interes w tym, aby postrzegać ludzi jako możliwie najbardziej fajnych, wartościowych - wtedy ja sam stanę się dowartościowany mając właśnie z takimi ludźmi kontakt.
Po trzecie mam świadomość jak wielu rzeczy sam nie przekazałem nikomu, czyli jak wiele rzeczy jest niewypowiedzianych, jak wiele jest do dołożenia do tych prawd świata - prawd może nieidealnych, ale jakoś tam wartościowych, cennych. I cieszę się z każdego przypadku, gdy ktoś jakąś swoją prawdę do tych zasobów prawd świata dokłada.
Po czwarte - każda sensowna rzecz jaka dokonała się w człowieku jest na chwałę Boga, który jest człowieka twórcą, bo dowodzi, że Jego dzieło (człowiek) jest wspaniałe, a więc i Bóg okazuje w tym człowieku swoją chwałę. A ja cieszę się, gdy ludzkość chwali Boga.
Po piąte - czuję się cząstką ludzkości i cieszy mnie, gdy ludzkość - w jakimś konkretnym jej wydaniu tego człowieka - okazała się być wartościowa, wspaniała, zdolna do przekraczania swoich ograniczeń.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 19:42, 28 Cze 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin