Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Jak nawrócić Jezusa? - polemika z etyką ewangeliczną

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 948
Przeczytał: 99 tematów


PostWysłany: Pon 19:30, 18 Lis 2019    Temat postu: Jak nawrócić Jezusa? - polemika z etyką ewangeliczną

Na pomysł założenia tego tematu wpadłam pod wpływem lektury poniższej pozycji Leszka Nowaka:
Człowiek, ludzie, międzyludzkie. Eseje z nie-Ewangelicznego modelu człowieka
Cytat:
Książka bada model człowieka, który z racji swej opozycyjności wobec modelu Ewangelicznego określony został jako nie-Ewangeliczny. Autor dowodzi, że u podstaw naczelnej zasady etyki chrześcijańskiej, nakazu miłości bliźniego, leży głęboko gombrowiczowska wizja natury ludzkiej: człowieka stwarzają ludzie. Naczelną zasadą Ewangelicznego modelu człowieka jest przekonanie, że im ludzie są życzliwsi dla człowieka, tym człowiek jest bardziej życzliwy dla nich, a im są mu bardziej wrodzy, tym bardziej on jest im wrogi. Nakaz miłości bliźniego jest jedynym sposobem wyjścia poza zaklęty krąg nienawiści.

L. Nowak wskazuje jednak, że skonfrontowany z ekstremalną wrogością człowiek zaczyna odpowiadać życzliwością (zjawisko zniewolenia), a skonfrontowany z ekstremalną życzliwością człowiek zaczyna odpowiadać wrogością (zjawisko zbieszenia). Na tej podstawie formułuje zmodyfikowany model zachowań ludzkich, tzw. nie-Ewangeliczny model człowieka, który można stosować do wyjaśnienia zjawisk społecznych, a który też generuje zmodyfikowane normy etyczne. Naczelną taką normą jest wykluczenie dominacji jednych ludzi nad innymi i utrzymanie równowagi między ludźmi.


Krótko mówiąc autor książki krytykuje ewangeliczny model człowieka (a dokładnie: jego interpretację ewangelicznego modelu człowieka) wedle którego im bardziej jesteśmy życzliwi w stosunku do ludzi, tym ludzie są bardziej życzliwi dla nas oraz w drugą stronę: im bardziej jesteśmy złośliwi w stosunku do innych ludzi, tym bardziej ludzie są złośliwi w stosunku do nas oraz wynikającą z tego prawa etykę normatywną (zło dobrem zwyciężaj, nadstawiaj drugi policzek, miłuj swoich nieprzyjaciół, kochaj bliźniego swego jak siebie samego), zarzucając mu m.in., że ma zastosowanie w ograniczonym zakresie, a co za tym idzie stosowanie etyki ewangelicznej w sposób absolutny, niezależnie od sytuacji jest przeciwskuteczne, nieetyczne, jeżeli naszym celem moralnym jest maksymalizacja dobra i minimalizacja zła.

Autor zgadza się, że normalną reakcją na umiarkowaną życzliwość jest życzliwość oraz reakcją na umiarkowaną wrogość jest wrogość, jednak ta prawidłowość nie ma zastosowania dla ekstremalnej życzliwości oraz ekstremalnej wrogości, które u jednostki normalnej powodują odpowiednio reakcję zbieszenia (na ekstremalne dobro reagujemy wrogością) oraz zniewolenia (na ekstremalne zło reagujemy życzliwością). Są oczywiście wyjątki od tej normy, takie jak: osoby święte, które zawsze reagują życzliwością, osoby doskonale złośliwe, które zawsze reagują wrogością oraz jednostki doskonale apatyczne, które zawsze reagują obojętnością).

Ten zmodyfikowany o ekstremalne sytuacji model człowieka musi się wiązać z odpowiednią modyfikacją etyki. Mianowicie powszechną zasadę życzliwości jako punkt wyjścia w relacji z bliźnim należy uzupełnić/skorygować o:

- nakaz postawy buntowniczej wobec zła ekstremalnego
- nakaz postawy indyferentnej lub buntowniczej wobec dobra ekstremalnego
- zakaz zniewalania (reagowanie na ludzi ekstremalną wrogością)
- zakaz zbieszania (reagowania na ludzi ekstremalną dobrocią)
- reguła pierwszego policzka (odrzucenie reguły drugiego policzka jako zasady uniwersalnej)
- „zło dobrem zwyciężaj” nie obowiązuje jako reguła uniwersalna, należy każdorazowo dopasować do sytuacji

W ramach tego wątku stawiam dwa zasadnicze problemy:
1. Czy model człowieka jak i etyki zaproponowany przez Leszka Nowaka jest słuszny?

2. Czy rzeczywiście jest opozycyjny w stosunku do etyki zaproponowanej przez Jezusa z Nazaretu, a więc czy interpretacja modelu oraz etyki ewangelicznej zaprezentowana przez Leszka Nowaka jest poprawna? Jak wy jako chrześcijanie, innowiercy albo ateiści/agnostycy interpretujecie etykę Chrystusa? W tak "naiwny" sposób jak to zrobił autor książki, czy jednak w swojej interpretacji idziecie bardziej w kierunku tej zmodyfikowanej etyki Leszka Nowaka?

Krótka uwaga ode mnie: stanowisko autora przedstawiłam w bardzo uproszczony sposób (pomijając obszerne wyjaśnienia), więc jeśli coś jest niejasne, uzupełnię na prośbę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 22:15, 18 Lis 2019    Temat postu:

Czy Leszek Nowak jest ateistą ze stacji ateizm? Czy to nieżyjący juz filozof...

Wczoraj przyszlo mi do głowy, ze etyka Jezusa jesli o takiej w ogóle można mówić jest podobna do
[link widoczny dla zalogowanych]

Jednak może się kompletnie mylę..

Tu coś w tym stylu:
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Pon 22:26, 18 Lis 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 948
Przeczytał: 99 tematów


PostWysłany: Wto 13:53, 19 Lis 2019    Temat postu:

Semele napisał:
Czy Leszek Nowak jest ateistą ze stacji ateizm? Czy to nieżyjący juz filozof...

Nieżyjący filozof.
Cytat:
Wczoraj przyszlo mi do głowy, ze etyka Jezusa jesli o takiej w ogóle można mówić jest podobna do
[link widoczny dla zalogowanych]

Jednak może się kompletnie mylę..

Tu coś w tym stylu:
[link widoczny dla zalogowanych]

Być może rzeczywiście etykę Jezusa można sprowadzić do porozumiewania bez przemocy, ale wszystko zależy jak zdefiniujemy przemoc.

Czy jeśli traktujemy drugiego człowieka bez cienia przemocy, ale on akurat oczekuje przemocy, tzn. ma potrzebę traktowania w sposób przemocowy, bo został w ten sposób ukształtowany, to jeśli chcemy z się z nim porozumieć bez przemocy (z poszanowaniem jego potrzeb), to może należałoby potraktować go jednak w sposób przemocowy?

Mechanizm zbieszenia polega na tym, że otrzymujemy dawkę dobra, której nie możemy stolerować:
- jeśli wyczuwamy niecne intencje – ktoś nas zasypuje pochwałami, żeby nas wykorzystać
- jeśli ktoś nas denerwuje, ze jest taki „idealny”, automatycznie chcemy go sprowadzić do naszego poziomu, żeby się nie wyróżniał, nie przypominając nam tak dobitnie o własnych wadach
- jeśli ktoś nam przyzwala na wiele, to tracimy do tej osoby szacunek, bierzemy to za słabość i wykorzystujemy, np. wandal, który widząc, że niszcząc mienie nie otrzymuje za to żadnej nagany czy kary, kontynuuje akty wandalizmu

Czy zatem powinniśmy miarkować dobro? A może przedefiniować dobro? Może dobro wcale nie wiąże się koniecznie z brakiem przemocy?


Ostatnio zmieniony przez towarzyski.pelikan dnia Wto 13:53, 19 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 14:19, 19 Lis 2019    Temat postu:

Mnóstwo problemów. Gdy ktoś nas zasypuje pochwałami to ingracjacja.
Ten problem działania bez przemocy dotyczy także policji.
Wg mnie jednak biblijny Jezus nie jest pizda jak by to określił jeden z naszych apologetow, ktory użył tego określenia wobec drugiego apologety.
Przekaz biblijny można odczytac bardzo tendencyjnie w istocie..
To temat rzeka. Dopiero wróciłam z pracy..:-)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 18:12, 21 Lis 2019    Temat postu:

https://youtu.be/tdPdyFWPnpo

Musiałabym przeczytać tę rozprawę..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 9472
Przeczytał: 70 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 18:24, 21 Lis 2019    Temat postu:

Semele napisał:
Mnóstwo problemów. Gdy ktoś nas zasypuje pochwałami to ingracjacja. Ten problem działania bez przemocy dotyczy także policji.
Wg mnie jednak biblijny Jezus nie jest p*zda jak by to określił jeden z naszych apologetow, ktory użył tego określenia wobec drugiego apologety.
Przekaz biblijny można odczytac bardzo tendencyjnie w istocie..
To temat rzeka. Dopiero wróciłam z pracy..:-)
Zawsze sobą, bo od siebie a konkretnie własnych intencji nie ma możliwości ucieczki.

Internet jest publicznym pamiętnikiem a google translator wszystko przetłumaczy.

Asceza indywidualna i asceza w grupie, sporo by pisać :wink:

:*


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Czw 18:25, 21 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 948
Przeczytał: 99 tematów


PostWysłany: Czw 20:22, 21 Lis 2019    Temat postu:

Natknęłam się na inspirujący tekst w temacie:
źródło: Jan Andrzej Kłoczkowski "Więcej niż mit. Leszka Kołakowskiego spory o religię", 1994 (s. 297-298)
Cytat:
Chrześcijanie, w moralnej ocenie czynów, biorą pod uwagę intencje - najbardziej zwięzła i znana formuła św. Augustyna brzmi: ama et quod vis fac. Niezależnie od trudności, jakie sprawia Kołakowskiemu rozumienie "miłości" (czy jest to - zgodnie z normalnym wyczuciem językowym -postawa emocjonalna, czy też inna?) nie jest dlań jasny przedmiot tej miłości - jak bowiem można połączyć miłość Boga i bliźniego? Filozof dostrzega tutaj niebezpieczeństwo "teocentryzmu", czyli takiej postawy, w której celem nadrzędnym jest miłość Boga, natomiast dobro człowieka ma charakter instrumentalny. Takie poglądy głosili - twierdzi Kołakowski - zarówno niektórzy katoliccy mistycy, jak i odnaleźć je można w tekstach Reformatorów, spośród których wymienia Kalwina. Postawa taka budzi sprzeciw Kołakowskiego, bowiem nie widzi ona człowieka jako osoby posiadającej w sobie cel (na sposób kantowski).

Podobnie nieufność Kołakowskiego wzbudza nakaz samodoskonalenia, czyli dążenie do świętości. Widzi on sprzeczność pomiędzy działaniem zmierzającym do łagodzenia cudzych cierpień, czyli miłosierdziem, a dążeniem do osiągnięcia własnej doskonałości. Skłania to Kołakowskiego do sformułowania jakby aporii tkwiącej w etyce chrześcijańskiej: jest sprawą moralnie ryzykowną podporządkować własne stosunki z ludźmi wyższym celom - "zadowoleniu Boga" (jak pisze), bądź własnej doskonałości. Ryzyko zawarte w takiej postawie polega na tym, że bardzo łatwo przekształca ona religię w teokratyczny totalitaryzm (gdy Bóg, z wykluczeniem człowieka, stoi na pierwszym miejscu) lub w "nadprzyrodzony egoizm" i obojętność wobec ludzi.

Kołakowski zdaje się stawać po stronie Leszka Nowaka, a więc na stanowisku chrześcijaństwa zdroworozsądkowego, które w centrum stawia ludzkie dobro rozumiane jako brak cierpienia, stan wewnętrznej równowagi etc. Jest to postawa humanistyczna, miłosierna, wedle której etyczne jest to co odpowiada potrzebom człowieka. Jeśli wiem, że dawka dobra, którą obdarzam bliźniego go zbiesza -> powoduje u niego dyskomfort i wrogie nastawienie, to powinnam wstrzymać się od dalszego dawkowania dobra. Jeśli moja surowość powoduje zniewolenie drugiego człowieka, powinnam przejść w bardziej łagodne tony.

Chrześcijaństwo heroiczne natomiast jest postawą w pewnym sensie antyhumanistyczną. Człowiek zostaje zinstrumentalizowany do zbiornika na dobro, a więc Boga. Jest narzędziem Boga i jest wobec tego bezwzględnie posłuszny Bogu, nie kalkuluje, nie przystawia do Bożego światła ludzkiej miary. To człowiek powinien się dostosować do Bożych standardów, a nie na odwrót. Nawet jeśli to bezwzględne oddanie Bogu doprowadzi do cierpienia samego chrześcijanina czy jego bliźnich, to cel (zbawienie ludzkiej duszy) uświęca środki. Ostatecznie dopiero idąc na całość można się od tego cierpienia całkowicie wyzwolić, a nie tylko cierpienie łagodzić bądź go unikać.

Czy te dwie postawy da się ze sobą pogodzić? Można być świętym humanistą? Czy Jezus Chrystus był świętym humanistą? A jeśli tak, to czemu tak bardzo zbiesił ludzi, że posłali Go na krzyż?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 21:20, 21 Lis 2019    Temat postu:

Jezus był Bogiem. Czy jest Bogiem. Jeśli tak go potraktujemy te pytania tracą sens.
Został ukrzyżowany bo tak miało być.
Nie musiał ludzi zbiesic. Ludzie tacy są. Przestają takimi być jeżeli uczestniczą w jego męce, czyli wierzą.

Nie ma to być może nic wspólnego z humanizmem.

Humanizm to zupełnie inna postawa. To wiara w wewnętrzną moc człowieka do czynienia dobra.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 948
Przeczytał: 99 tematów


PostWysłany: Czw 21:43, 21 Lis 2019    Temat postu:

Semele napisał:
Jezus był Bogiem. Czy jest Bogiem. Jeśli tak go potraktujemy te pytania tracą sens.
Został ukrzyżowany bo tak miało być.
Nie musiał ludzi zbiesic. Ludzie tacy są. Przestają takimi być jeżeli uczestniczą w jego męce, czyli wierzą.

To zależy, czy spojrzymy na to z perspektywy teizmu naturalistycznego czy nadnaturalistycznego.

Teista nadnaturalistyczny zakłada, że Bóg działa w świecie za sprawą cudów, a więc łamiąc prawa natury, natomiast teista naturalistyczny preferuje stanowisko naturalistyczne, a więc Bóg działa w świecie za pomocą praw natury.

Ja (nie będę ukrywać) przychylam się do teizmu naturalistycznego. Zatem rozumiem to tak, że Bóg wydając Syna na śmierć męczeńską, wiedział, jak jego bezwzględne dobro zadziała na ludzi - zbiesi ich i w ten sposób dokona się zapowiedziana śmierć i zmartwychwstanie Zbawiciela.

Zbieszenia nie rozumiem jako uczynienia kogoś złym, tylko jako sprowokowanie kogoś do zła. Chrystus to zrobił.

Pytanie, czy humanista by tak postąpił? Czy pozwoliłby sobie na tak bezwstydne epatowanie swoim dobrem?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 20:40, 22 Lis 2019    Temat postu:

Zapytał Go pewien dostojnik: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» 19 Jezus mu odpowiedział: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.

Jezus jako człowiek był grzeszny tak jak kazdy człowiek. Trudno więc go oskarżać o cokolwiek.

Trzeba wiec zapytać czy Bóg jest humanista.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 20:52, 22 Lis 2019    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

Wymagające wskazówki otrzymał Młodzieniec od Pana Jezusa, gdy ten zapytał się Go o życie wieczne (wg. Mt 19, 16). Nazwał on Jezusa "Nauczycielem dobrym". Jan Paweł II rozważa ten dialog Jezusa i młodzieńca w swej encyklice Veritatis Splendor (tzn. Blask Prawdy). Izraelita ten zadał pytanie o to, co ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne. Pytając się o to "Dobrego", którym jest Jezus - Bóg, miał on na myśli: "co dobrego mam czynić i co dla mnie jest dobrem?" Papież pisze: "Istotnie, zadać pytanie o dobro znaczy w ostatecznej analizie zwrócić się ku Bogu - pełni dobra." (Veritatis Splendor nr 9 w skrócie: VS 9).

Co dla człowieka jest, więc, największym dobrem?

"Dobro to przynależność do Boga, posłuszeństwo wobec Niego, pokorne obcowanie z Nim, pełnienie sprawiedliwości i umiłowanie życzliwości (por. Mi 6, 8). Uznanie Pana jako Boga stanowi najgłębszą istotę, samo serce Prawa, z którego wypływają i ku któremu prowadzą nakazy szczegółowe. Poprzez moralność przykazań ujawnia się przynależność ludu Izraela do Pana, ponieważ tylko Bóg jest Tym, który jest dobry." (VS 11)

W kręgach odnowy w Duchu Świętym przyjęło się wyznawanie Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Ta praktyka ma celu uznanie, że Pan, czyli Jezus jest Bogiem. Nie wystarczy to wypowiedzieć. Wg. Jana Pawła II polega to na życiu zgodnym z Dekalogiem: "Jeśli jednak tylko Bóg jest Dobrem, to człowiek sam, choćby najściślej przestrzegał przykazań, nigdy nie zdoła o własnych siłach "wypełnić" Prawa, to znaczy uznać Pana jako Boga i oddać Mu czci należnej tylko Jemu (por. Mt 4, 10). "Wypełnienie" może nastąpić tylko jako dar Boży: jako dar uczestnictwa w Boskiej Dobroci, objawiającej się i udzielającej w Jezusie, którego bogaty młodzieniec nazywa "Nauczycielem dobrym" (por. Mk 10, 17; Łk 18, 18)."

Papież dalej: Nasz bohater, niestety stracił, podejmując decyzję odejścia. Tak to zdarzenie wyjaśnił Papież polskiej młodzieży, zebranej na Westrplatte w 1987 r.:

Młody rozmówca Chrystusa "odszedł" i "odszedł smutny" (por. Mk 10, 22). Dlaczego smutny? Może zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele traci. Istotnie. Tracił ogromnie wiele. Gdyby został z Chrystusem, tak jak apostołowie, byłby się doczekał dnia jerozolimskiej Paschy. Byłby się doczekał krzyża na Golgocie, ale potem i zmartwychwstania. I zstąpienia Ducha Świętego. Byłby się doczekał tej przedziwnej przemiany, jakiej w dniu Pięćdziesiątnicy dostąpili apostołowie. Stali się nowymi ludźmi. Osiągnęli wewnętrzną moc prawdy i miłości. Gdyby został przy Chrystusie ów młody człowiek, byłby się przekonał o tym, że On - Nauczyciel i Mistrz - "umiłowawszy swoich... do końca ich umiłował" (J 13, 1). I właśnie przez tę miłość "do końca" "dał im moc, aby się stali synami Bożymi" (por. J l, 12). Oni - ludzie. Zwyczajni, słabi ludzie.


Humanizm nie jest ceniony przez chrześcijan bo zakłada, że człowiek może być dobry nawet gdy Bóg nie ISTNIEJE. To jest pycha..
Niejednokrotnie czytałam takie wypowiedzi.
To co pisze Kołakowski to "chciejstwo". Proba splaszczenia pierwotnego chrześcijaństwa.
Kołakowski chrzescijannem nie był chociaż znał meandry religii "chrzescijanskiej".


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Sob 5:33, 23 Lis 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 7216
Przeczytał: 95 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 5:44, 23 Lis 2019    Temat postu:

Dodam w oddzielnym poście aby byo czytelnie: w kręgach literackich poza światem akademickim, idee Ralpha Waldo Emersona wciąż są na topie. Emerson utrzymywał, że "Over Soul" ([dusza całości- esej filozoficzny podkreślający transcendentalny panteizm) istniejąca w każdej osobie staje się źródłem jej własnego zbawienia i prawdy. Czytając takich autorów jak Emerson i Hegel, chrześcijanie (szczególnie ci, którzy bronią wiary obajawionej raz na zawsze świętym [Judy werset 3]) muszą przywiązywać szczególną uwagę do wytrwałego studiowania Słowa Bożego, stawiając je na pierwszym miejscu w swoich myślach i pokornej postawie posłuszeństwa w życiu codziennym.

Celem świeckiego humanizmu jest, w większym czy mniejszym stopniu, jedno i drugie. Ma na celu uzdrowienie tego świata i gloryfikowanie człowieka jako autora swojego własnego progresywnego zbawienia. W tym sensie, "świecki" humanizm dość łatwo zamienia elementy Bożej Prawdziwej Ewangelii- na przykład, jeśli chodzi o nauczanie Yogananda, założyciela Wspólnoty Samorealizacji. W przeciwieństwie do nich chrześcijańscy humaniści podążają za swym Panem - Jezusem w rozumieniu, że nasze królestwo nie jest z tego świata i że nie możemy w pełni doświadczyć go tutaj na ziemi (Ew. Jana 18.36; 8.23).


[link widoczny dla zalogowanych]

Najważniejsze:
Nie trzeba być chrześcijaninem aby zauważyć, że koncepcja humanizmu napędzana jedynie siłą rozumu nie może się udać. Nawet Emmanuel Kant w Krytyce Czystego Rozumu, w chwili szczytowego rozwoju Niemieckiego Oświecenia był tego świadom. Naśladowcy Chrystusa nie mogą dać się zwieść filozofii i ludzkiej tradycji, czy poddać się humanizmowi opartemu na romantycznej wierze w możliwości samorealizacji człowieka (Kolosan 2,8). Hegel przyjmował koncepcję rozwoju ludzkości w oparciu o ideę rozumu jako ducha "konstytuującego się" poprzez przechodzenie progresywnych, dialektycznych etapów w historii; gdyby jednak Hegel żył na tyle długo, by zobaczyć wojny światowe XX wieku, to wątpliwe jest by nadal upierał się przy stanowisku rzekomego rozwoju człowieka w chwilach tak wielkiej klęski historii ludzkości. Chrześcijanie rozumieją, że jakakolwiek forma humanizmu oddzielona od boskiego odkupienia jest skazana na niepowodzenie i jest fałszywą wiarą. Mamy wysokie mniemanie o człowieku, ponieważ wysoko cenimy Boga, skoro człowiek jest stworzony na obraz Boga i zgadzamy się z Pismem co do tego, że człowiek jest w desperackiej sytuacji i potrzebuje Bożego planu zbawienia.


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Sob 5:46, 23 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin