Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Obrona świadomości przed samą sobą
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wujzboj
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Lis 2005
Posty: 22804
Przeczytał: 4 tematy

Skąd: znad Odry
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 23:23, 28 Sie 2016    Temat postu:

A zakręciłem się, bo dopisałem sobie "DO" i wyszło mi : "ponawiam pytanie DO wujazbója". Samo życie. Zresztą, dopiero co wczoraj pisałem gdzieś tutaj o tym, jak to ciężkie jest życie korektora, bo czytelnik czyta nie literkami, ale pojęciami i widzi czasami nie to, co jest napisane. :)


A że przeszliśmy na nową stronę, to przypomnę: Banjakri, przewiń kartkę, na poprzedniej jest pytaie do ciebie ode mnie i od Piotrka!


Ostatnio zmieniony przez wujzboj dnia Nie 23:24, 28 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3806
Przeczytał: 67 tematów


PostWysłany: Pon 8:17, 29 Sie 2016    Temat postu:

Cytat:
A niby w jaki sposób można w ten sposób jakiekolwiek szczęście stracić?

Dostając cierpieniem za niedbalstwo i ignorancję. Jest to właśnie ten "pech", o którym pisałeś, wymuszający troskę o byt. Tego samego pecha mają wszystkie organizmy żywe, wystarczy się rozejrzeć i zobaczyć ich ciągłą walkę o przetrwanie. Chociaż rozwój myśli pozwolił nam ułatwić sobie wiele spraw, dalej żyjemy w tej samej rzeczywistości.
Cytat:
A jeśli On jest, to musimy Mu zaufać

Zamienić troskę o swój byt w ufność wszechmocnej miłości? Znamy historię, wszechmocna miłość nie brała w niej udziału.

Długo się bawiłem w te klocki. Mogę nawet powiedzieć, że doznałem przebudzenia, tylko że tak jak Cypher w The Matrix, nie jestem tym faktem specjalnie uradowany. Rzeczywistość pozbawiona błogiej ignorancji jest taka, jak można się tego było spodziewać, czyli pozbawiona błogiej ignorancji :) , a Bóg, Budda, Tao, czy foruna, to tylko skuteczne metody ucieczki od niej. Teraz widzę tą ignorancję wszędzie, zwłaszcza w swojej przeszłości. Nie wiem jak ten statek mógł płynąć bez kapitana, zapewne dryfował. Faktem jest, że nie ma powrotu do Matrixa, bo kiedy świadomość zobaczy, co to znaczy faktycznie żyć, nie będzie chciała tego życia oddać. I dochodząc do sedna, czyli szczęścia, i tego jak się zmieniło. Zyskując realne spojrzenie na rzeczywistość, zyskujemy kontrolę nad szczęściem. Jest dostęne praktycznie na zawołanie i to w czystej formie (bezobiektwe). Co z tego, jak człowiek rozumie, że to nie o maksymalizowanie szczęścia chodzi, bo jest ono jak heroinowe uzależnienie, tylko o bycie sobą. Pogoń za szczęściem staje się ucieczką od rzeczywistości, przez co prowadzi do nieszczęścia. Tego jednak nie zrozumie ktoś, kto się szczęściej nie nasycił. Na skali szczęścia i cierpienia, odchylenia w którąkolwiek ze stron jest oznaką ignorancji i nieświadomych pragnień. Zanim zaczniecie szukać Boga, zrozumcie jak sami funkcjonujecie. Na pewno nie będziecie wtedy zachłannie gonił za bezwarunkowym szczęściem. Prawdziwe szczęście, to takie, które tworzymy sami, z gruzów rzeczywistości. To jest jedyny prawdziwy sens życia. Tworzyć szczęście, a nie kombinować jak się do niego podpiąć poprzez intelektualne triki, światopogląd, czy religię.
Reasumując, ceną za błogą ignorancję jest utrana świadomego szczęścia. Bardzo wysoka cena.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Pon 8:19, 29 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18109
Przeczytał: 104 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:20, 29 Sie 2016    Temat postu:

Banjankri napisał:
Reasumując, ceną za błogą ignorancję jest utrana świadomego szczęścia. Bardzo wysoka cena.

Czy szczęście musi być świadome?
Ja nie jestem co do tego przekonany. Choć zapewne szczęście MOŻE być świadome
Gdy słucham pięknej muzyki, ciesząc się z niej, to robię to świadomą częścią mojej osoby?...
- U mnie tak to NIE działa. Podobnie z odczuciem szczęścia na łonie natury, kontaktu z kochaną osobą.
Ale pewnie da się też zmontować i bardziej świadome rodzaje szczęścia - np. szczęście odkrywania ważnych rzeczy, piękna praw natury (fizycy o tym wspominają, matematycy i inni zajmujący się naukami).
Czym się płaci za szczęście?
- To bardzo ciekawe pytanie. Ja teraz nie znam na nie odpowiedzi. Bo ona jest chyba bardzo złożona. I, jako teista, wierzę, że jeśli się zdamy na pomoc Boga, wszelkie koszty w tym względzie, okażą się TYMCZASOWE. Ale teraz, na tym łez padole, jak najbardziej są.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 18:21, 29 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3806
Przeczytał: 67 tematów


PostWysłany: Pon 18:39, 29 Sie 2016    Temat postu:

Cytat:
Czy szczęście musi być świadome?

Jeżeli czegoś nie jesteś świadomy, to skąd wiesz, że istnieje?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18109
Przeczytał: 104 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:20, 29 Sie 2016    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
Czy szczęście musi być świadome?

Jeżeli czegoś nie jesteś świadomy, to skąd wiesz, że istnieje?

Nie muszę "wiedzieć", że szczęście istnieje, aby być szczęśliwym. Nie wiedząc, że jestem szczęśliwy, nie znając opisu dla tego uczucia, mogę po prostu odczuwać szczęście i nic więcej.
Poza tym świadomość szczęścia też może mieć różne postacie i poziomy. Mogę mieć jedynie świadomość tego, że jestem szczęśliwy, bez wiedzy z czego to wynika, jak to jest uwarunkowane.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3806
Przeczytał: 67 tematów


PostWysłany: Wto 6:10, 30 Sie 2016    Temat postu:

Czyli szczęście musi być świadome.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18109
Przeczytał: 104 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 10:37, 30 Sie 2016    Temat postu:

Banjankri napisał:
Czyli szczęście musi być świadome.

To ja nie rozumiem. Skąd taki wniosek?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wujzboj
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Lis 2005
Posty: 22804
Przeczytał: 4 tematy

Skąd: znad Odry
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:05, 30 Sie 2016    Temat postu:

wuj napisał:
A niby w jaki sposób można w ten sposób jakiekolwiek szczęście stracić?
Banjakri napisał:
Dostając cierpieniem za niedbalstwo i ignorancję. Jest to właśnie ten "pech", o którym pisałeś, wymuszający troskę o byt. Tego samego pecha mają wszystkie organizmy żywe, wystarczy się rozejrzeć i zobaczyć ich ciągłą walkę o przetrwanie. Chociaż rozwój myśli pozwolił nam ułatwić sobie wiele spraw, dalej żyjemy w tej samej rzeczywistości.

Ależ gdzie tam. Po pierwsze, jeśli będę cię piekł na wolnym ogniu, to będziesz cierpiał niezależnie od tego, co sobie w głowie ułożyłeś. Są pewne techniki pozwalające odizolować się od bólu i można je opanować w większym lub mniejszym zakresie w zależności od włożonego w to wysiłku, ale mają one się nijak do filozofii; to sprawa ćwiczeń, a nie światopoglądu. Po drugie, jeśli o ból psychiczny chodzi, to są trzy podejścia do niego. Można się mu poddać i cierpieć; to jedna skrajność, dość słusznie wiązana przez ciebie z ignorancją i niedbalstwem. Można się od niego odciąć, wychładzając swój stosunek do wszystkiego, tak, że świat płynie obok, a ty jedynie obserwujesz, co robi z tym twój mózg; to druga skrajność, będąca leczeniem przez amputację chorego organu. Ale rozsądne są zazwyczaj drogi środka, nie skrajności. W tym przypadku, droga środka polega na zbudowaniu właściwej perspektywy, z której się własny los postrzega ("wychłodzenie" to też rodzaj perspektywy - ale, jak rzekłem, to perspektywa skrajna, z której traci się z oczu wszystko). Dokładnie temu służy perspektywa wieczności w obecności wszech-miłującego Boga. Dzięki niej zło, które nas spotyka, boli nas mniej, niż cieszy nas dobro. Dzieje się to także i przez to, że człowiek uczy się, w jaki sposób w tym, co dzisiaj jest "nie tak", znaleźć choćby zalążek drogi do tego, co będzie "jak należy". Ludzie potrafią w ten sposób przejść psychicznie nienaruszeni (a wręcz: psychicznie podbudowani) przez najcięższe sytuacje, także i tak ciężkie, że i ty nie chciałbyś próbować, czy twoja skorupa je przetrzyma.

wuj napisał:
A jeśli On jest, to musimy Mu zaufać
Banjakri napisał:
Zamienić troskę o swój byt w ufność wszechmocnej miłości?

Nie. Dodać do swojego życia perspektywę normalności.

Banjakri napisał:
Znamy historię, wszechmocna miłość nie brała w niej udziału.

Non sequitur. Było o tym na forum sporo.

Banjakri napisał:
widzę tą ignorancję wszędzie, zwłaszcza w swojej przeszłości.

Człowiek zawsze widzi swoją ignorancję wszędzie poza teraźniejszością. Z tego, że kiedyś miałeś poplątane, nie wynika ani trochę, że teraz masz prosto.

Banjakri napisał:
kiedy świadomość zobaczy, co to znaczy faktycznie żyć, nie będzie chciała tego życia oddać.

To prawda.

Być może przedtem było ci wciąż tak źle, że jedynym sposobem, jaki znalazłeś, była amputacja wszystkiego, co nie jest niezbędne do fizycznego przetrwania. W ten sposób psychiczny ból zniknął. Teraz wobec uważasz, że faktycznie żyjesz - i oczywiście nie zamierzasz powracać do złej przeszłości; to zrozumiałe.

Tyle, że to wciąż nie jest "faktycznie życie". To stan zawieszenia pomiędzy życiem i śmiercią.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3806
Przeczytał: 67 tematów


PostWysłany: Śro 8:48, 31 Sie 2016    Temat postu:

Cytat:
Ależ gdzie tam. Po pierwsze, jeśli będę cię piekł na wolnym ogniu, to będziesz cierpiał niezależnie od tego, co sobie w głowie ułożyłeś

Ale jeżeli mam poukładane, to do takiej sytuacji nie dopuszczę. To jest właśnie myślenie, czyli analizowanie doświadczeń, w celu maksymalizacji korzyści, minimalizacji cierpienia i eliminacji zagrożeń.
Cytat:

Są pewne techniki pozwalające odizolować się od bólu i można je opanować w większym lub mniejszym zakresie w zależności od włożonego w to wysiłku, ale mają one się nijak do filozofii;

To po co o nich piszesz? Pewnie dlatego, że zakładasz, że z nich korzystam.

Cytat:
Dokładnie temu służy perspektywa wieczności w obecności wszech-miłującego Boga.

Taka perspektywa nie uratuje cię od pieczenia na wolnym ogniu. Jest poniękąd zabiegiem myślowym, trikiem na emocjonalnej części naszego bytu, który ma za zadanie osłodzić rzeczywistość.
Ktoś kto poświęcił trochę uwagi swojej uwadze, wie doskonale jak to działa. Umysł ma możliwość nadpisywania doświadczenia pewnymi wartościami, modyfikując doznania. Pozwala to zamaskować i zagłuszyć cierpienie mentalne, a czasem nawet fizyczne. Jest o tyle gorsze od amputacji, że leczy objawy, nie przyczyny. Ponieważ problemy nie są rozwiązywane, tylko chowane, jest ich coraz więcej, aż człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że jeżeli Boga nie ma, to on sam nie da rady tego wszystkiego udźwignąć. Robi więc wszystko, żeby samemu sobie wmówić, że ów zbawca istnieje.

Cytat:
Ludzie potrafią w ten sposób przejść psychicznie nienaruszeni (a wręcz: psychicznie podbudowani) przez najcięższe sytuacje, także i tak ciężkie, że i ty nie chciałbyś próbować, czy twoja skorupa je przetrzyma.

Nie chciałbym, chociaż moja skorupa jest całkiem wytrzymała. Na czym polega jej wytrzymałość? Zapewne nie na chowaniu się za suknię Boga. Wynika z mojej perspektywy, w której jestem otwarty na każdą sytuację. Patrzę jak jest, zastanawiam się co mogę zrobić, a potem to robie. To jest faktyczne życie, i jest o wiele skuteczniejszym sposóbem rozwiązywania problemów niż modlitwa i wiara w boską interwencję, czy rekompensatę po śmierci. Nie boję się cierpienia, dlatego mogę mu stawić czoła, zamiast sobie je tłumaczyć jakimś kosmicznym mechanizmem sprawiedliwości.


Cytat:
Nie. Dodać do swojego życia perspektywę normalności.

Nie da się ukryć, że Bóg jest nienormalnością, bo normalnie to on nie występuje.
Różnimy się tym, że dla mnie normalność to to, co jest, czy mi się to podoba czy nie, a dla ciebie normalność to tak jak powinno być. Łatwo wydedukować, które podejście jest poprawne.

Cytat:
Z tego, że kiedyś miałeś poplątane, nie wynika ani trochę, że teraz masz prosto.

Kiedyś myślałem, że mam prosto, a miałem poplątane. Teraz wiem, że mam poplątane, a poplątanie jest wpisane w życie.
Cytat:

Być może przedtem było ci wciąż tak źle, że jedynym sposobem, jaki znalazłeś, była amputacja wszystkiego, co nie jest niezbędne do fizycznego przetrwania. W ten sposób psychiczny ból zniknął. Teraz wobec uważasz, że faktycznie żyjesz - i oczywiście nie zamierzasz powracać do złej przeszłości; to zrozumiałe.

Zupełnie odwrotnie. Brak ukojenia w wyimaginowanej perspektywie (a uwierz mi, próbowałem ich wiele), skłonił mnie do zupełnego porzucenia zewnętrznych perspektyw, co wyjawiło normalność. Normalność pełną ciężarów, z którymi jednak mogę teraz pracować. Okłamywanie siebie poprzez dziwacznie hedonistyczne perspektywy jest jak dziecko, które chowa się za cienkim drzewem i myśli, że jak ono nikogo nie widzi, to nikt nie widzy jego.

Cytat:
Tyle, że to wciąż nie jest "faktycznie życie". To stan zawieszenia pomiędzy życiem i śmiercią.

Faktyczne życie, to życie faktami, a nie urojonymi fantazjami o miłującym ojcu w niebie, które mają równoważyć ciężary życia.

Przekazanie cześci swoich ciężarów Bogu, Allahowi, czy innemu Krishnie, jest zapewne koszuące. Tao i znaczna cięść buddyjskiej Mahajany idzie jeszcze dalej i przekazuje wszystko, minimalizując aktywność jednoski praktycznie do nieświadomych odruchów. Wszystko to protezy hedonizmem malowane, które potrafią wrastać w nasz światopogląd znacząco go modyfikując. Ten światopogląd jest dosłownie emocjonalną nakładką na doznania, która ukierunkowuje działanie bytu. Jak osioł chodzący za marchewką na kiju, nasza uwaga kierowana jest poprzez emocjonalne zabarwienia. Ty uważasz, że trzeba tak pomalować świat, żeby był idealny (jak to nazwałeś, normalny). Ja uważam, że takie zabarwienia, to przekłamania ktradnące nasz czas. Memy, byty w wymiarze świadomości walczące o uwagę. Kiedyś była tylko religia, dzisiaj jest jeszcze telewizja, internet, sport, wiadomości. Człowiek nawet się nie zorientował, kiedy przestał siedzieć na szczycie drabiny. Jeszcze chwila, a ludzie obudzą się z rękami w nocniku i zawyją o pomoc do Boga. Ta jednak nie przyjdzie. To będzie cena za błogą ignorancję i hedonistyczne fantazjowanie.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Śro 9:17, 31 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18109
Przeczytał: 104 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 18:48, 31 Sie 2016    Temat postu:

Banjankri napisał:
Faktyczne życie, to życie faktami, a nie urojonymi fantazjami o miłującym ojcu w niebie, które mają równoważyć ciężary życia.

Przekazanie cześci swoich ciężarów Bogu, Allahowi, czy innemu Krishnie
...
Ty uważasz, że trzeba tak pomalować świat, żeby był idealny (jak to nazwałeś, normalny). Ja uważam, że takie zabarwienia, to przekłamania ktradnące nasz czas.

Co nam kradnie czas?
Życie nam go kradnie. Co byś nie wybrał, COŚ będziesz robił. Czy Ty, odrzucając relgię na pewno ten czas ZYSKAŁEŚ?
Według jak skonstruowanych kryteriów zyskałeś?
- Umiesz tu podać DOBRĄ regułę/rozumowanie, które wskaże jakoś ogólnie, które aktywność jest zyskiem, a która stratą czasu?...
- bo tylko w takim przypadku możesz kogoś przekonać, że rzeczywiście lepiej wybrałeś. Ja nie lubię wielu rodzajów aktywności, uważam je za stratę czasu. Inni ludzie z kolei za stratę czasu uznają pewnie pisanie czegoś na forum sfinia (w tym czasie lepiej byś zarobił pieniądze...).

Myślisz, że nie "malujesz" swojego świata, że tylko inni - ci od religii - go "malują"?...
Ano Ty też malujesz - tutaj swoim przekonaniem o lepszości dokonanych wyborów w zakresie poświęcenia czasu temu, co uznałeś za słuszne.

Poza tym przekonanie, że religia służy "równoważeniu ciężarów życia" jest nałożeniem dość prostackiego filtra na motywy, jakie przyświecają osobom religijnym. Rzeczywistość jest bowiem o wiele bardziej złożona. Ja osobiście właściwie nawet nie wiem jak moje religijne przekonania mają się do owych ciężarów życia - czy na plus, czy na minus?
- Często mam wrażenie, że bez religii może byłbym NA TYM ŚWIECIE szczęśliwszy. Mniej bym się wszystkim kłopotał, mniej walczył, bo perspektywa śmierci świadomości połączonej ze śmiercią ciała, daje przynajmniej tę nieodwolalność i jakąś formę spokoju.
Ale może i nie. Może po prostu kłopotałbym się czymś innym. :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5980
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:49, 31 Sie 2016    Temat postu:

Na razie powstrzymam się od komentarzy, bo chciałbym poczytać więcej, co macie w temacie do "powiedzenia".
Jednak poczynię tylko jedną uwagę- raczej mocno banalną, ale jednak: wszyscy tu [prawdopodobnie dotyczy to w ogóle wszystkich ludzi] piszecie właściwie o "światopoglądach dorabianych, chcianych". Nawet Banjankri, z którym się w tych aspektach chyba najbardziej zgadzam- pomimo tego, że pisze, iż jego światopogląd bazuje na tym "jak jest"- popełnia to samo "nadużycie". Bo tak naprawdę jak jest, czyli znajomość Prawdy Absolutnej jest niedosięgniona; i Banjankri też nie wie "jak jest", a jedynie to, jak reaguje, oddziałuje z otoczeniem oraz pomiędzy własną somą i psyche...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wujzboj
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Lis 2005
Posty: 22804
Przeczytał: 4 tematy

Skąd: znad Odry
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:46, 31 Sie 2016    Temat postu:

wuj napisał:
jeśli będę cię piekł na wolnym ogniu, to będziesz cierpiał niezależnie od tego, co sobie w głowie ułożyłeś
Błażej napisał:
Ale jeżeli mam poukładane, to do takiej sytuacji nie dopuszczę. To jest właśnie myślenie, czyli analizowanie doświadczeń, w celu maksymalizacji korzyści, minimalizacji cierpienia i eliminacji zagrożeń.

Ja też. Więc to, że nie dopuścisz, nie jest akurat żadnym argumentem przeciwko zaufaniu Bogu.

wuj napisał:
Są pewne techniki pozwalające odizolować się od bólu i można je opanować w większym lub mniejszym zakresie w zależności od włożonego w to wysiłku, ale mają one się nijak do filozofii;
Banjakri napisał:
To po co o nich piszesz? Pewnie dlatego, że zakładasz, że z nich korzystam.

Nie. Dlatego, żeby wyczyścić przedpole: żeby było jasne, że mówimy o cierpieniu psychicznym, a nie - fizycznym.

wuj napisał:
Dokładnie temu służy perspektywa wieczności w obecności wszech-miłującego Boga.
Banjakri napisał:
Taka perspektywa nie uratuje cię od pieczenia na wolnym ogniu.

Patrz wyżej :)

Banjakri napisał:
Jest poniękąd zabiegiem myślowym

Oczywiście. Podobnie, jak amputacja.

Banjakri napisał:
Jest o tyle gorsze od amputacji, że leczy objawy, nie przyczyny.

A niezupełnie. Po pierwsze, uznanie czegoś za przyczynę jest tu uznaniowe właśnie. Po drugie i niezależnie od tego pierwszego, lekarstwo usuwające objawy może być znacznie zdrowsze od lekarstwa usuwającego przyczyny. Niektóre choroby, które da się doskonale zaleczyć, można całkiem skasować w pacjencie tylko za pomocą cyjanku potasu. Operacja się udała, tylko pacjent umarł.

Banjakri napisał:
moja skorupa jest całkiem wytrzymała. Na czym polega jej wytrzymałość? Zapewne nie na chowaniu się za suknię Boga. Wynika z mojej perspektywy, w której jestem otwarty na każdą sytuację. Patrzę jak jest, zastanawiam się co mogę zrobić, a potem to robie. To jest faktyczne życie, i jest o wiele skuteczniejszym sposóbem rozwiązywania problemów niż modlitwa i wiara w boską interwencję, czy rekompensatę po śmierci. Nie boję się cierpienia, dlatego mogę mu stawić czoła, zamiast sobie je tłumaczyć jakimś kosmicznym mechanizmem sprawiedliwości.

Wygląda na to, że nie wiesz, co krytykujesz (może to moja wina, może nie wypowiadam się dość jasno). Otwartość na każdą sytuację? Patrzenie, jak jest, zastanawianie się, co się robi, a dopiero potem robienie tego? To są oczywistości; kto o nich zapomina, ten sam prosi się o kłopoty. Modlić się i leźć na oślep w bagno z nadzieją, że jakoś tak będzie, bo Bóg przecież pomoże albo przynajmniej w zaświatach wynagrodzi to klasyczna głupota, wyśmiewana od czasu do czasu nawet przez księży z ambony. Cała rzecz polega natomiast na tym, w jaki sposób uzyskać zdolność stawiania czoła trudnościom, niepowodzeniom, nieuniknionym stratom. Czy przez amputację emocji, czyli przez odebranie sobie zarówno zdolności do rozpaczy, jak i zdolności do radości? Czy raczej przez okiełznanie emocji, czyli przez dodanie im perspektywy wartościującej, pozwalającej dostrzec sens i ostateczną korzyść także i w tym, co niemiłe?

Warto powtórzyć: ta druga droga nie oznacza ani niefrasobliwego zamykania oczu na konsekwencje, ani dobrowolnego włażenia w ogień. Ona dotyczy przede wszystkim emocjonalnej reakcji na to, co po prostu na człowieka przyszło i na obecność czego poradzić się tak czy owak nie da. Niepowodzenie w szkole, w pracy, zawód miłosny, świństwo uczynione przez przyjaciela, śmierć bliskiej osoby, nieuleczalna choroba, perspektywa własnego grobu.

Banjakri napisał:
Nie da się ukryć, że Bóg jest nienormalnością, bo normalnie to on nie występuje.

Dziękuję za votum separatum. Oczywiście wiesz, że mam w tej kwestii zdanie dokładnie przeciwne :). I że ani ty ani ja dowodów swojej słuszności przedstawić nie damy rady.

Banjakri napisał:
Kiedyś myślałem, że mam prosto, a miałem poplątane. Teraz wiem, że mam poplątane, a poplątanie jest wpisane w życie.

Dokładnie: poplątane jest wpisane w życie. I cała sztuka, o której tu rozmawiamy, dotyczy tego, jak z tym poplątaniem żyć. Czy wyłączyć czujnik, czy raczej włączyć przetwornik?

Banjakri napisał:
Okłamywanie siebie poprzez dziwacznie hedonistyczne perspektywy jest jak dziecko, które chowa się za cienkim drzewem i myśli, że jak ono nikogo nie widzi, to nikt nie widzy jego.

Oczywiście. Ale kto z nas siebie okłamuje? Ty myślisz, że ja. Ja przypuszczam, że raczej ty. Dowodów nikt z nas nie znajdzie. Można tylko porównywać zyski i straty z zastosowania proponowanych przez nas metod. Czy zgodność z "prawdą absolutną" da się w tym rachunku uwzględnić? Nie, bo prawdy tej nie znamy, a tylko sobie ją wyobrażamy - ty inaczej, ja inaczej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3806
Przeczytał: 67 tematów


PostWysłany: Czw 8:52, 01 Wrz 2016    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Co nam kradnie czas?
Życie nam go kradnie. Co byś nie wybrał, COŚ będziesz robił. Czy Ty, odrzucając relgię na pewno ten czas ZYSKAŁEŚ?
Według jak skonstruowanych kryteriów zyskałeś?

Życie to czas, a kradną go różne doznania, obiekty, perspektywy. My rozdzielamy go według naszego uznania, a jeśli nie, to jest on dzielony poprzez chęci, przyzwyczajenia, nawyki. Zyskiwać czas, znaczy mieć go więcej pod kontrolą i w odniesieniu do rzeczywistości. Zamiast myśleć o niebieskich migdałach, myślisz o tym jak realnie polepszyć swój (i nie tylko) byt.
Cytat:
- Umiesz tu podać DOBRĄ regułę/rozumowanie, które wskaże jakoś ogólnie, które aktywność jest zyskiem, a która stratą czasu?...
- bo tylko w takim przypadku możesz kogoś przekonać, że rzeczywiście lepiej wybrałeś. Ja nie lubię wielu rodzajów aktywności, uważam je za stratę czasu. Inni ludzie z kolei za stratę czasu uznają pewnie pisanie czegoś na forum sfinia (w tym czasie lepiej byś zarobił pieniądze...).

Zajmowanie się tym co jest, albo wiesz, że będzie. Ja pisanie na forum traktuję jako część oczyszczania perspektywy, która mi to ułatwia.
Cytat:

Myślisz, że nie "malujesz" swojego świata, że tylko inni - ci od religii - go "malują"?...
Ano Ty też malujesz - tutaj swoim przekonaniem o lepszości dokonanych wyborów w zakresie poświęcenia czasu temu, co uznałeś za słuszne.

Wiem że maluję, ale jeśli tylko jestem tego świadom, usuwam malowidła, co pozwala mi odzyskiwać czas, i przeznaczyć go na inne tematy, niż te sugerowane przez zabarwienia.

Cytat:
Poza tym przekonanie, że religia służy "równoważeniu ciężarów życia" jest nałożeniem dość prostackiego filtra na motywy, jakie przyświecają osobom religijnym.

Motywów może być wiele, ja odniosłem się do tego zaprezentowanego przez wujzboja.

Cytat:
Rzeczywistość jest bowiem o wiele bardziej złożona. Ja osobiście właściwie nawet nie wiem jak moje religijne przekonania mają się do owych ciężarów życia - czy na plus, czy na minus?

No ja ci tego nie powiem, bo nie jestem tobą.

Piotr napisał:
Banjankri też nie wie "jak jest", a jedynie to, jak reaguje, oddziałuje z otoczeniem oraz pomiędzy własną somą i psyche...

Wolałbym być milionerem, ale jest jak jest. Wolałbym mieć anioła stróża, ale jest jak jest. Chciałbym być piękny, młody i wystportowany, ale jest jak jest. Chciałbym, żeby ludzie się nie bili, ale jest jak jest.
Mam wymieniać dalej, czy już rozumiesz, że o co chodzi?

wujzboj napisał:
Nie. Dlatego, żeby wyczyścić przedpole: żeby było jasne, że mówimy o cierpieniu psychicznym, a nie - fizycznym.

Często te dwa są nierozróżnialne.

Cytat:
Patrz wyżej :)

Ty też :), zresztą to był ogólnik, który sam wprowadziłeś do dyskusji.

Cytat:
A niezupełnie. Po pierwsze, uznanie czegoś za przyczynę jest tu uznaniowe właśnie.

Sam pisałeś, że celem jest osłabienie bólu wywołanego przez zło, tak aby dobro cieszyło bardziej. Nie pisałeś o redukcji zła (przyczyny), tylko bólu, który jest jego efektem. Perspektywa miłującego ojca osłabia ból, a nie usuwa zło. Znaczy to tyle, że robisz się bardziej niewrażliwy na zło, bo mniej cie ono boli. Taka perspektywa to anestetyk, który przykrywa potrzebę działania. O tym właśnie pisałem wcześniej. Zło jest niezaprzeczalnie częścią rzeczywistości, bo nie jest chciane.

Cytat:
Po drugie i niezależnie od tego pierwszego, lekarstwo usuwające objawy może być znacznie zdrowsze od lekarstwa usuwającego przyczyny.

Takie lekarstwo nie leczy choroby tylko konkretne objawy, przez co nie można go nazwać lekarstwem na daną chorobę.

Cytat:
Niektóre choroby, które da się doskonale zaleczyć, można całkiem skasować w pacjencie tylko za pomocą cyjanku potasu.

Ile takich chorób, które były neuleczalne kiedyś, są uleczalne dzisiaj? Trzeba było je wypracować. Obejście problemu nie jest jego rozwiązaniem.

Cytat:
Czy przez amputację emocji, czyli przez odebranie sobie zarówno zdolności do rozpaczy, jak i zdolności do radości? Czy raczej przez okiełznanie emocji, czyli przez dodanie im perspektywy wartościującej, pozwalającej dostrzec sens i ostateczną korzyść także i w tym, co niemiłe?

Zacznijmy od tego, że niemiałbyś łatwego zadania w wykazywaniu wyższości drugiego nad pierwszym. Bo, co amputacja emocji faktycznie znaczy? Co pozostaje po ich usunięciu, i gdzie na skali szczęścia-cierpienia się znajduje? Z mojego doświadczenia wynika, że usuwanie emocjonalnych naleciałości odsłania stan pierwotny, który jest bardzo przyjemny. Nie zakłóca myśłenia, niepotrzebnymi odchyłami w samopoczuciu. Nie o tym jednak chciałem pisać. Ja uważam, że reakcje emocjonalne i ich siła, mają bardzo ważną rolę, przez co nie można ich usuwać, ani specjalnie modyfikować. Trzeba je dostrajać do potrzeb, edukować. Nasz byt emocjonalny jest w pewnym sensie oddzielny od intelektualnego, i w znacznym stopniu zacofany. Mamy takiego trochę niedorozwiniętego mentalnego bliźniaka syjamskiego, który operuje emocjami. Jego trzeba uczyć, nie przykrywać płaszczykiem religii. Mechanizmem poprzez który odbywa się nauka jest świadomość, więc to ile czasu poświęcamy na co. Jeżeli patrzę na świat, mogę świadomie dokonać modyfikacji perspektywy, tylko że wtedy nie mam do czynienia z rzeczywistościa tylko jej wypaczoną wersją. Teraz, jeżeli nakładasz na swoje doświadczenie światopogląd je modyfikujący, tak aby wyglądało lepiej, to nie da się ukryć, że uczysz "siebie" wypaczonej wersji rzeczywistości. Robisz to, bo wtedy "zło, które nas spotyka, boli nas mniej, niż cieszy nas dobro".

Cytat:
Warto powtórzyć: ta druga droga nie oznacza ani niefrasobliwego zamykania oczu na konsekwencje, ani dobrowolnego włażenia w ogień. Ona dotyczy przede wszystkim emocjonalnej reakcji na to, co po prostu na człowieka przyszło i na obecność czego poradzić się tak czy owak nie da. Niepowodzenie w szkole, w pracy, zawód miłosny, świństwo uczynione przez przyjaciela, śmierć bliskiej osoby, nieuleczalna choroba, perspektywa własnego grobu.

Dalej jest to celowe przekłamywanie.

Cytat:
Dziękuję za votum separatum. Oczywiście wiesz, że mam w tej kwestii zdanie dokładnie przeciwne :). I że ani ty ani ja dowodów swojej słuszności przedstawić nie damy rady.

Uważasz, że Bóg normalnie występuje? No to nie pozostaje mi nic innego jak spytać, w jakiej formie? Normalnie występuje głód, pragnienie, swędzenie, noga od krzesła, oddychanie, odczucie zimna, parcie na pęcherz itd. Gdzie u ciebie Bóg występuje w codzienności i w jakiej formie?
Czyż nie w formie tej perspektywy, którą nakładasz na emocje?

Cytat:
Dokładnie: poplątane jest wpisane w życie. I cała sztuka, o której tu rozmawiamy, dotyczy tego, jak z tym poplątaniem żyć. Czy wyłączyć czujnik, czy raczej włączyć przetwornik?

Dostroić czujniki tak, aby przetrowniki działały poprawnie. Teraz, różnimy się pewnie definiowaniem owej poprawności. Jeżeli poprawnie to przyjemnie, dochodzimy do hedonizmu. Jeżęli poprawnie to bez reakcji, dochodzimy do nihilizmu. Ja uważam, że poprawnie, znaczy z sensem, czyli zrozumiane. To jest działanie świadome, czyli jedyny obszar naszego faktycznego wkładu. Zamiast chronić "siebie", chcę siebie wykorzystywać w jak największym stopniu, a nie jechać na autopilocie utworzonym z naleciałości światopoglądowych, które dają mi komfort. Takie życie jest bez sensu, niczym próba stworzenia kokonu, w którym chcemy przetrwamy jakoś nasz czas.

Cytat:
Oczywiście. Ale kto z nas siebie okłamuje? Ty myślisz, że ja.

Wydaje mi się, że wykazałem w tym poście, że świadomie nakładając perspektywę modyfikującą, przekłamujesz uzyskany obraz, tak aby był znośniejszy. Dziwi mnie, że z jednej strony przyznajesz to jawnie, a z drugiej uważasz, że siebie nie okłamujesz.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Czw 9:10, 01 Wrz 2016, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18109
Przeczytał: 104 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 12:45, 01 Wrz 2016    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
- Umiesz tu podać DOBRĄ regułę/rozumowanie, które wskaże jakoś ogólnie, które aktywność jest zyskiem, a która stratą czasu?...
- bo tylko w takim przypadku możesz kogoś przekonać, że rzeczywiście lepiej wybrałeś. Ja nie lubię wielu rodzajów aktywności, uważam je za stratę czasu. Inni ludzie z kolei za stratę czasu uznają pewnie pisanie czegoś na forum sfinia (w tym czasie lepiej byś zarobił pieniądze...).

Zajmowanie się tym co jest, albo wiesz, że będzie. Ja pisanie na forum traktuję jako część oczyszczania perspektywy, która mi to ułatwia.

Niby dlaczego zajmowanie się tym, czego nie będzie, albo nie jest miałoby być gorsze?
Jak czytam opowiadanie fantazy, cieszę się odniesieniami do rzeczywistości całkowicie zmyślonej, a mam z tego przyjemność, czasem ciekawą refleksję, to robię jakoś gorzej, niż gdy zmuszam się do myślenia ile kosztuje w pietruszka w sklepie, którą kupię w dniu jutrzejszym?...
W swoim czasie komuniści pragnęli jakoś oczyścić przestrzeń literatury, sztuki z "głupot" - sztuka miała służyć konkretnym, użytecznym celom. Wyszło z tego... Właściwie to chyba nie wyszło.
Poza tym, skąd mam wiedzieć, czy coś będzie, czy nie. Właściwie wszystko co "będzie" w aktualnej rachubie, może się nie zdarzyć.
Ja nie wiem co jest stratą czasu. Raczej gdzie indziej bym tu ustawił linię demarkacyjną. Staram się NIE POWIELAĆ WCIĄŻ I WCIĄŻ JUŻ WYEKSPLOATOWANYCH OBSZARÓW MYŚLI. Rzeczom banalnym (choć często całkiem użytecznym) nie poświęcam wiele uwagi. Staram się rozwijać, czyli raczej jednak kierować ku rzeczom nowym.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3806
Przeczytał: 67 tematów


PostWysłany: Czw 14:26, 01 Wrz 2016    Temat postu:

Cytat:
Niby dlaczego zajmowanie się tym, czego nie będzie, albo nie jest miałoby być gorsze?

Bo jest w większości nieprzydatne. Człowiek może marzyć, czyli doznawać efektów, które nie mają miejsca w rzeczywistości. Gdyby celem istnienia było szczęście, żylibyśmy tylko w myślach. To właśnie świat naturalny przysparza nam problemów, co świadczy o tym, że jest prawdziwy, a marzenia wtórne i iluzoryczne. Są narzędziem ułatwiającym nam interakcję z rzeczywistościa, nie celem samym w sobie. Używanie umysłu w innym celu generuje problemy. Po pierwsze, niezgodność światopogladu z rzczywistością. Po drugie, oczekiwania przewyższające możliwości, co prowadzi do zawodu, zwątpienia, poczucia winy i niepewności, które to stanowią fandamenty stresu odcinającego nas od rzeczywistości. Marzenia są podstawą nadziei i strachu, które z kolei są podstawą cierpienia. Jak widać po połączeniach, temat nie jest trywialny, wręcz przeciwnie, jest sprawą najważniejszą, która prowadzi nas do fundamentalnego pytania o sens życia. Jeżeli nie masz takowego, albo masz go źle zdefiniowanego, kierujesz się przyjemnością, nadzieją i strachem. Powiesz, że każdy sam wybiera swój cel i to jego sprawa. Tak, ale nie zupełnie. Są pewne fundamentalne aspekty życia, które są uniwersalne. Przede wszystkim, aby życie miało sens, musi mieć sens. Oczywista oczywistość, ale z jakiegoś względnu zapomniana. Jeżeli twoj cel życia jest bez sensu, nielogiczny, niezrozumiały dla ciebie, to tak na dobrą sprawę, twoje życie nie ma sensu. Druga sprawa to sam aspekt życia jako zdolności do działania. Jest jakościowa różnica między działaniem aktywnym, a pasywnym poddaniem się wpływom świata. Dla mnie życie, to działanie, a sens życia może być osiągnięty tylko przez, sensowne działanie. Jak łatwo zauważyć, wiara jest tutaj zupełnie bezużyteczna. Żeby coś zrobić, nie potrzeba wierzyć, że damy rade. Ja jestem informatykiem, ale przyszło mi w tym roku zrobić generalny remont nowego mieszkania, kompletnie samemu. Gdybym skupił się na wierze, musiałbym wyobrazić sobie efekt końcowy, co zupełnie zdusiłoby we mnie nadzieje i nawet bym nie próbował. Mimo tego, że wszyscy w koło mówili mi, że nie dam rady, ja zamiast się nad tym zastanawiać, zająłem się konkretami, a nie ogólnikami i marzeniami. Nie marzyłem o pięknej łazience, tylko robiłem wszystko co było potrzene do jej zbudowania. Do czego zmierzam, ano prawdziwy sens życia znajduje się w aktywności, nie w marzeniach. Marzenia są oddalone w czasie, a aktywność jest zawzsze dostęna. Innymi słowy, celem mojego życia nie jest jakieś wymarzone zbawienie, czy 70 dziewic, a życie samo w sobie. Nie jestem więc zupełnie zainteresowany jakimiś nakładkami na rzeczywistości, czy jak to wcześniej nazwałem, przebarwieniami. Wszystko to, co przeszkadza w aktywnym życiu jest nieprzydatne. Pojęcie Boga, w takim ujęciu nie odgrywa żadnej roli. Nie tylko nie wierzę w jego istnienie, ale i nie widzę takiej potrzeby. Wiara w istnienie Boga, jest zupełnie nieprzydatna w sensownym życiu, a jest zazwyczaj fundamentem życia sensu pozbawionego.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Czw 14:33, 01 Wrz 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18109
Przeczytał: 104 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 20:17, 01 Wrz 2016    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
Niby dlaczego zajmowanie się tym, czego nie będzie, albo nie jest miałoby być gorsze?

Bo jest w większości nieprzydatne.
...
Marzenia są podstawą nadziei i strachu, które z kolei są podstawą cierpienia. J
...
Dla mnie życie, to działanie, a sens życia może być osiągnięty tylko przez, sensowne działanie. Jak łatwo zauważyć, wiara jest tutaj zupełnie bezużyteczna.

Jakoś bardzo subiektywnie patrzysz na ten świat.
Dla mnie z kolei życie to NIE TYLKO działanie. Właściwie działanie widzę dopiero jako efekt końcowy przemyśleń, refleksji, patrzenia na świat i siebie. A nawet jeśliby życie było działaniem w swoim głównym celu, to też wcale nie widze uzasadnienia, czy ten cel należy dodatkowym nastawieniem wzmocnić, czy może przeciwnie - osłabić.
Marzenia są DLA CIEBIE "podstawą nadziei i strachu, które z kolei są podstawą cierpienia.". Dla mnie marzenia są poznawaniem siebie w kontekście świata. Marzenie jest pewną projekcją moich odczuć w przyszłość. Dzięki niemu dowiaduję się niejedno o tym, czego pragnę, jaki jest związek mojego ja, z tym co mnie otacza. Wiedza o tym wydaje mi się ważna dla celu podjęcia różnych decyzji.
Przyznam, ze nie rozumiem za bardzo Twojego podejścia. Żeby wiedzieć co się chce zrobić dzisiaj, trzeba dopracować się jakiejś WIZJI - siebie, świata, praw rządzących życiem i światem. Nie chciałbym być wykonawcą czyichś marzeń, planów, nie chcę być posłusznym mięsem armatnim. Aby nie dać się manipulować, muszę mieć jakieś własne poglądy, przekonania na wiele spraw. Tylko wtedy na czyjeś "trzeba robić, to a nie tamto" mogę odpowiedzieć: sorry, ale chyba jednak jest inaczej, ja będę robił właśnie "tamto", zamiast tych sugestii, które tutaj podałeś. Mogę tak odpowiedzieć, jeśli JESTEM ŚWIADOMY, jeśli wcześniej dokonam eksploracji różnych opcji przyszłości, siebie wobec nich, innych ludzi w tym układzie.

Podsumowując
Nawet przyjmując to, o czym piszesz - tzn. jakieś skupienie się na działaniu, to i tak nie da się jednocześnie robić wszystkiego, a więc WYBÓR, czyli też przygotowanie się do niego, wydaje sie mi czymś ABSOLUTNIE NIEZBĘDNYM w postawie świadomego człowieka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3806
Przeczytał: 67 tematów


PostWysłany: Czw 21:22, 01 Wrz 2016    Temat postu:

Cytat:
Nawet przyjmując to, o czym piszesz - tzn. jakieś skupienie się na działaniu, to i tak nie da się jednocześnie robić wszystkiego, a więc WYBÓR, czyli też przygotowanie się do niego, wydaje sie mi czymś ABSOLUTNIE NIEZBĘDNYM w postawie świadomego człowieka.

Zdaje się, że nie do końca zrozumiałeś to, o czym pisałem, a ja niebardzo wiem jak to wyrazić w inny sposób.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5980
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 21:26, 01 Wrz 2016    Temat postu:

Banjankri napisał:


Piotr napisał:
Banjankri też nie wie "jak jest", a jedynie to, jak reaguje, oddziałuje z otoczeniem oraz pomiędzy własną somą i psyche...

Wolałbym być milionerem, ale jest jak jest. Wolałbym mieć anioła stróża, ale jest jak jest. Chciałbym być piękny, młody i wystportowany, ale jest jak jest. Chciałbym, żeby ludzie się nie bili, ale jest jak jest.
Mam wymieniać dalej, czy już rozumiesz, że o co chodzi?
Piszemy o różnych aspektach, poziomach. Te przykłady, które podajesz są tym, jak ci się wydaje, że jest, a nie Prawdą Absolutną. Podobnie wujowizbojowi lub komukolwiek innemu może wydawać się tak albo inaczej. Jedyna różnica, że na twoje widzimisię są jokby dowody [w sensie materialnym], na innych poglądy może nie być takich dowodów. Ale napiszę po raz kolejny, że brak dowodów nie może przesądzać o nieistnieniu, niezachodzeniu czegoś. Tak więc twoje widzimisię jest tylko trochę "mocniejsze" od np. wujozbojowego, a może i wcale nie mocniejsze, zważywszy, że w każdy dowód trzeba też uwierzyć. Natomiast moje "jak jest" odnosi się do Prawdy Absolutnej...
Zauważ jeszcze, że piszemy o tym tu w kontekście metafizyki, a nie tylko praktyki życia codziennego.


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Czw 21:28, 01 Wrz 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3806
Przeczytał: 67 tematów


PostWysłany: Czw 21:33, 01 Wrz 2016    Temat postu:

Cytat:
Piszemy o różnych aspektach, poziomach. Te przykłady, które podajesz są tym, jak ci się wydaje, że jest, a nie Prawdą Absolutną

Nie jest Prawdą Absolutną, jest po prostu prawdą :)

Cytat:
Zauważ jeszcze, że piszemy o tym tu w kontekście metafizyki, a nie tylko praktyki życia codziennego.

Znieczulica na praktyczne życie codzienne mnie przeraża. Oczywistości są pomijane dla gdybania o wyimaginowanych fantazjach, które niby są wyższego poziomu. Nie nie są, ileż można się oszukiwać.

W niektórych przypadkach można odnieść wrażenie, że ludzie bronią się przed niekwestionowaną oczywistością. Po co? Oczywistości, nie fantazje, powinny być fundamentem światopoglądu.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Czw 21:36, 01 Wrz 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18109
Przeczytał: 104 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 21:38, 01 Wrz 2016    Temat postu:

Banjankri napisał:

Wiara w istnienie Boga, jest zupełnie nieprzydatna w sensownym życiu, a jest zazwyczaj fundamentem życia sensu pozbawionego.


Cytat:
Nawet przyjmując to, o czym piszesz - tzn. jakieś skupienie się na działaniu, to i tak nie da się jednocześnie robić wszystkiego, a więc WYBÓR, czyli też przygotowanie się do niego, wydaje sie mi czymś ABSOLUTNIE NIEZBĘDNYM w postawie świadomego człowieka.

Zdaje się, że nie do końca zrozumiałeś to, o czym pisałem, a ja niebardzo wiem jak to wyrazić w inny sposób.

Odniosę się do tej "nieprzydatności wiary w życiu". Właściwie to masz rację o tyle, że psy, niedźwiedzie, czy słonei żyją, nie mając w ogóle światopoglądu. Podobnie miliony ludzi przeżyły swoje życie nie wiedząc nic o wiarach w Boga. Co prawda bardzo sobie cenię pragmatyczną koncepcję prawdy, ale też uważam, ze pragmatyzm należy pojmować NA WŁAŚCIWYM POZIOMIE. Tutaj zaś chodzi mi o to, że zarzut bezsensowności da się - w jakiś sposób zasadnie - postawić właściwie dowolnej aktywności, która nie sprowadzi się do czynności biologicznie niezbędnych. W tym ujęciu prawie nic nie ma sensu - czytanie książek, oglądanie filmów, dyskutowanie na sfinii... Wiara w Boga, szukanie sensu zycia, odnoszenie swoich celów życiowych do jakichś kategorii w rodzaju: dobro, prawda, miłość, to wszystko jest jakoś dodane, nie jest niezbędne do życia, a więc też i do podważenia. Właściwie to nawet i to co niezbędne do życia też można jakoś podważać, jeśli podważy się paradygmat przetrwania.

Dla mnie jednak wiara w Boga ma sens. Ma go dlatego, że uważam za oczywiste, że samo przetrwanie - jak takie - nie jest dla mnie absolutnym celem. Stawiam sobie pytania dotyczące mnie samego, a do tego potrzebne jest mi odniesienie, jakiś model, jakieś pojęcia. Te pojęcia daje mi religia, która mówi o kategoriach winy, odpowiedzialności, nagrody (w podstawowej wersji, dobrej na start rozumowania) a jednocześnie o "królestwie Bożym" (czyli w sformułowaniu trudniejszym koncepcyjnie i poprawniejszym w ostatecznym rozrachunku). Wszystko to tworzy pewną układankę, w jakiej jest jednocześnie wiara (teraz chodzi mi o znaczeni ogólniejsze, nie tylko dotyczące Boga) - czyli UTWORZENIE PUNKTÓW STAŁYCH W ŚWIADOMOŚCI. Bez nich w ogóle nie byłoby jak rozumować.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5980
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 21:44, 01 Wrz 2016    Temat postu:

Interesujące są tu też szczególnie ostatnie posty Banjankriego i Michała. Już mam pewne przeczucie, podejrzenie o co wam w tych tekstach chodzi, ale jeszcze się powstrzymam, bo chcę to dokładniej zgłębić. Ale już na teraz widzę dwa "błędy", których się tu dopuściliście. Michał trochę za bardzo poszerza temat, zamiast odnosić się precyzyjnie i bezpośrednio do treści, w tym wypadku Banjankriego. Natomiast Banjankri- nadal podtrzymuję, że w miarę rozgarnięty z ciebie człek, jednak nie na tyle, żeby dostrzec chociażby to, o czym już wielokrotnie pisali różni forumowicze [m. in. Lewandowski i ja]: że dosłownie wszystko wymaga [jakiejś] wiary ze strony człowieka. Niby tak dobrze i dogłębnie postrzegasz i analizujesz przeżycia psychiczne, życie również to wewnętrzne ludzi, ale popełniasz kilka błędów podczas tego, wcale nie takich zawiłych, bardziej podstawowych. Nie będę wymieniał na razie pozostałych- o jednym napisał Michał, czyli o potrzebie, a właściwie wymogu imaginacji, marzeń- ale bowiem chciałbym, byś skupił się właśnie na akceptacji wpierw tego, że cokolwiek wymaga wiary.

P. s.: W ogóle, Banjankri, to odnoszę takie wrażenie, że w swoim światopoglądzie starasz się sprowadzać wszystko do mechanizmów, do funkcjonowania, jak maszyny, do algorytmów, wytycznych, życia "krok po kroku". Trochę to buddyjskie, nieco nihilistyczne, po części stoickie może... Ale w tym sęk, że przesadzasz z tym, czyli w sumie się mylisz. Ani fizyczność nie funkcjonuje dokładnie wszędzie i zawsze wedle niezmiennych reguł, ani tym bardziej ludzka psychika. Najgorsze jest w tym, że raczej okłamujesz sam siebie do pewnego stopnia, starając się być takim tylko jak najmniej błędnym mechanizmem, żyć wedle tego, co uważasz za najbardziej konieczne z "zewnętrznego" mechanistycznego, technologicznego punktu widzenia- ale choćbyś nie wiem jak się starał, maszyną się nie staniesz, człowieku...
Twoim sporym brzemieniem, cierpieniem jest chęć stania się maszyną, rodzajem nieomylnej, nie emocjonalnej AI. Lecz złudzeniem jest, że taka opcja da ci wyswobodzenie, schronienie od ludzkiej pewnej irracjonalności.

Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale Budda mówił chyba coś takiego: "żyj, jak czujesz, i czuj, jak żyjesz; dopiero wtedy myślenie się "naprostuje" i pozbędziesz się wewnętrznych konfliktów, czyli cierpienia".
:)


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Czw 21:55, 01 Wrz 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wujzboj
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Lis 2005
Posty: 22804
Przeczytał: 4 tematy

Skąd: znad Odry
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:39, 01 Wrz 2016    Temat postu:

wuj napisał:
Dokładnie: poplątane jest wpisane w życie. I cała sztuka, o której tu rozmawiamy, dotyczy tego, jak z tym poplątaniem żyć. Czy wyłączyć czujnik, czy raczej włączyć przetwornik?
Banjakri napisał:
Dostroić czujniki tak, aby przetrowniki działały poprawnie.

Tak jest. Właśnie o to chodzi!

Banjakri napisał:
Teraz, różnimy się pewnie definiowaniem owej poprawności. Jeżeli poprawnie to przyjemnie, dochodzimy do hedonizmu. Jeżęli poprawnie to bez reakcji, dochodzimy do nihilizmu. Ja uważam, że poprawnie, znaczy z sensem, czyli zrozumiane. To jest działanie świadome, czyli jedyny obszar naszego faktycznego wkładu.

Różnimy się definiowaniem owej poprawności, ale akurat nie pod tym względem; jest to jak widać bardziej wyrafinowana sprawa.

Banjakri napisał:
Zamiast chronić "siebie", chcę siebie wykorzystywać w jak największym stopniu, a nie jechać na autopilocie utworzonym z naleciałości światopoglądowych, które dają mi komfort. Takie życie jest bez sensu, niczym próba stworzenia kokonu, w którym chcemy przetrwamy jakoś nasz czas.

Tutaj jest problem, Banjakri. Bo skąd wiesz, co jest naleciałością, a co nie? Jak rozpoznajesz? I skąd kryterium mówiące, że jeśli coś jest odbierane pozytywnie, to jest fałszywe? To samowywrotne kryterium, bo musiałbyś je odbierać negatywnie, by je zaakceptować, czyli - jak by nie było - uznać za pozytywne właśnie. No i z drugiej strony jest to kryterium masochistyczne (jeśli kryterium komfortowości nazywać hedonistycznym). Pewno nie uważasz się za masochistę; wobec tego zważ, że przeholowałeś z tym hedonizmem, podobnie jak ja z masochizmem, i że w rzeczywistości sprawa jest nieco bardziej skomplikowana.

Wybrałem te trzy akapity z końcowej części twojego postu, bo są one najbardziej konstruktywne. Dla porządku możesz przerzucić także i resztę mojej odpowiedzi, bo zapewne znajdziesz tam nieco więcej szczegółów, ale czytaj to proszę z perspektywy właśnie tych trzech akapitów.


Banjakri napisał:
Sam pisałeś, że celem jest osłabienie bólu wywołanego przez zło, tak aby dobro cieszyło bardziej. Nie pisałeś o redukcji zła (przyczyny), tylko bólu, który jest jego efektem.

Przeczytaj proszę jeszcze raz (tym razem podkreśliłem pewien fragment na niebiesko):
wuj napisał:
Warto powtórzyć: ta druga droga nie oznacza ani niefrasobliwego zamykania oczu na konsekwencje, ani dobrowolnego włażenia w ogień. Ona dotyczy przede wszystkim emocjonalnej reakcji na to, co po prostu na człowieka przyszło i na obecność czego poradzić się tak czy owak nie da. Niepowodzenie w szkole, w pracy, zawód miłosny, świństwo uczynione przez przyjaciela, śmierć bliskiej osoby, nieuleczalna choroba, perspektywa własnego grobu.


wuj napisał:
Po drugie i niezależnie od tego pierwszego, lekarstwo usuwające objawy może być znacznie zdrowsze od lekarstwa usuwającego przyczyny.
Banjakri napisał:
Takie lekarstwo nie leczy choroby tylko konkretne objawy, przez co nie można go nazwać lekarstwem na daną chorobę.

Banjakri, nazywać sobie możesz wedle woli, ale w niczym nie zmienia to faktu, że nieskończenie zdrowiej jest usunąć objawy zostawiając chorobę, niż zniszczyć chorobę razem z pacjentem.

Banjakri napisał:
Ile takich chorób, które były neuleczalne kiedyś, są uleczalne dzisiaj?

Właśnie dlatego rozmawiamy. Ty uważasz, że masz lekarstwo, ja uważam, że masz truciznę.

wuj napisał:
Cała rzecz polega natomiast na tym, w jaki sposób uzyskać zdolność stawiania czoła trudnościom, niepowodzeniom, nieuniknionym stratom. Czy przez amputację emocji, czyli przez odebranie sobie zarówno zdolności do rozpaczy, jak i zdolności do radości? Czy raczej przez okiełznanie emocji, czyli przez dodanie im perspektywy wartościującej, pozwalającej dostrzec sens i ostateczną korzyść także i w tym, co niemiłe?
Banjakri napisał:
co amputacja emocji faktycznie znaczy? Co pozostaje po ich usunięciu, i gdzie na skali szczęścia-cierpienia się znajduje? Z mojego doświadczenia wynika, że usuwanie emocjonalnych naleciałości odsłania stan pierwotny, który jest bardzo przyjemny. Nie zakłóca myśłenia, niepotrzebnymi odchyłami w samopoczuciu.

Co rozumiesz pod hasłem: "emocjonalna naleciałość"? Pod tym może bowiem kryć się cokolwiek. Mogą być to złe emocje (na przykład, pycha, skąpstwo, zazdrość, nienawiść), ale mogą być to wszelkie emocje wiążące się z ryzykiem rozczarowania lub utraty (na przykład, miłość, przyjaźń, nadzieja, radość). W zależności od tego, pozostały "stan przyjemny" może być przyjemny na wiele różnych sposobów. W części przypadków jest to empatyczna przyjemność biorąca się z czystości intencji, a w części przypadków jest to przyjemność psychopatyczna biorąca się z usunięcia całego życia emocjonalnego poza samolubnym minimum zapewniającym jednostce motywację do przetrwania.

Banjakri napisał:
Ja uważam, że reakcje emocjonalne i ich siła, mają bardzo ważną rolę, przez co nie można ich usuwać, ani specjalnie modyfikować. Trzeba je dostrajać do potrzeb, edukować. Nasz byt emocjonalny jest w pewnym sensie oddzielny od intelektualnego, i w znacznym stopniu zacofany. Mamy takiego trochę niedorozwiniętego mentalnego bliźniaka syjamskiego, który operuje emocjami. Jego trzeba uczyć, /.../

To, że emocje trzeba umieć dostrajać do potrzeb, powinno być zrozumiałe dla każdego emocjonalnie dojrzałego człowieka. Nawet zwierzęta potrafią zdawać sobie z tego sprawę i stosować się do tego.

Banjakri napisał:
/.../ nie przykrywać płaszczykiem religii.

Ani nie wycinać brzytwą psychopatii. Banjakiri, takie hasła nic nie znaczą. Jeśli wydaje ci się, że posiadłeś Prawdę Absolutną i że wobec tego twoja wiedza o tym, co jest rzeczywistością a co fantazją, przekracza wiedzę moją, to może zacznij od przekonania mnie, że nie są to tylko twoje absurdalne wyobrażenia. A jeśli wiesz, że co najwyżej tylko przypuszczasz, to proszę zostaw na boku nieuzasadnione poczucie wyższości poznawczej i skup się na kwestiach praktycznych. Bo tylko przez nie prowadzi droga do czegokolwiek, tak w dyskusji jak i w życiu.

Banjakri napisał:
Mechanizmem poprzez który odbywa się nauka jest świadomość, więc to ile czasu poświęcamy na co.

Oczywiście.

Banjakri napisał:
Jeżeli patrzę na świat, mogę świadomie dokonać modyfikacji perspektywy, tylko że wtedy nie mam do czynienia z rzeczywistościa tylko jej wypaczoną wersją. Teraz, jeżeli nakładasz na swoje doświadczenie światopogląd je modyfikujący, tak aby wyglądało lepiej, to nie da się ukryć, że uczysz "siebie" wypaczonej wersji rzeczywistości. Robisz to, bo wtedy "zło, które nas spotyka, boli nas mniej, niż cieszy nas dobro".

Widzisz, tak się komicznie składa, że moim zdaniem to ty wypaczasz rzeczywistość, a nie ja. Udowodnij mi, że jest inaczej, a staniesz się moim guru i w moich oczach na Nobla będziesz zasługiwał. Jeśli jednak nie wiesz, jak się do tego zabrać, to proszę nie rozpraszaj naszej uwagi na takiej bezproduktywnej gadaninie o wyższości samby nad rumbą i skup się, proszę raz jeszcze, na praktycznych aspektach, które według ciebie czynią twoje podejście bardziej godnym zastosowania od mojego.

Banjakri napisał:
Uważasz, że Bóg normalnie występuje? No to nie pozostaje mi nic innego jak spytać, w jakiej formie?

W formie takiej samej, w jakiej występujesz ty. A w jakiej formie twoim zdaniem występuję ja?

Banjakri napisał:
Normalnie występuje głód, pragnienie, swędzenie, noga od krzesła, oddychanie, odczucie zimna, parcie na pęcherz itd. Gdzie u ciebie Bóg występuje w codzienności i w jakiej formie?
Czyż nie w formie tej perspektywy, którą nakładasz na emocje?

W formie takiej samej, jak głód, pragnienie, i cała reszta. W formie zapotrzebowania, w formie zaspokajania, w formie odczucia sensu, w formie relacji między obserwacjami. Także i w formie perspektywy - bo wszystko występuje także w formie perspektywy, chyba, że człowiek oślepnie tak dalece, że niczego poza chwilą teraźniejszą postrzegać nie potrafi.


Ostatnio zmieniony przez wujzboj dnia Czw 23:47, 01 Wrz 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5980
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 0:14, 02 Wrz 2016    Temat postu:

Wtrącę taką drobniutką uwagę: wujuzboju, ten gość- nie wnikam czemu- przybrał ksywkę Banjankri, a nie Banjakri, jak ty piszesz to.
Tak na marginesie: banjankri to yeti.
:)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3806
Przeczytał: 67 tematów


PostWysłany: Pią 15:24, 02 Wrz 2016    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
W tym ujęciu prawie nic nie ma sensu - czytanie książek, oglądanie filmów, dyskutowanie na sfinii...

Niezupełnie, choć w wielu przypadkach owszem.
Cytat:

Dla mnie jednak wiara w Boga ma sens. Ma go dlatego, że uważam za oczywiste, że samo przetrwanie - jak takie - nie jest dla mnie absolutnym celem.

Przetrwanie ma sens tylko wtedy, gdy isnieje nadzieja na pozytywne życie.

Cytat:
UTWORZENIE PUNKTÓW STAŁYCH W ŚWIADOMOŚCI.

Musiałbym przeglądnąć swoje notatki, bo przypominam sobie, że zastanawiałem się nad zagadnieniem punktów odniesienia. Tak na szybko to pamiętam, że odległość od takiego punktu jest związana z cierpieniem.

Piotr Rokubungi napisał:

Kombinuj dalej :) .

Cytat:
Tak na marginesie: banjankri to yeti. :)

Szaman lasu, odpowiednik słowiańskiego Leszego/Borowego.

wojzbuj napisał:
Bo skąd wiesz, co jest naleciałością, a co nie?

Widzę. Wypracowałem u siebie zdolnąć obserwacji światopolądu. Jest emocjonalną nakładką na postrzeganą przestrzeń.

Cytat:
I skąd kryterium mówiące, że jeśli coś jest odbierane pozytywnie, to jest fałszywe?

Tak Pozytywy jak i negatywy, są w życiu odchyłami od normy, korygowanymi z czasem. Jeżeli coś ciebie zaskakuje pozytywnie/negatywnie, to znaczy że myliłeś się co do rzeczywistości. Jest to jednak temat poboczny, w który nie chciałbym się teraz zagłębiać, bo liczba wątków, które w tym temacie ciągnę jest już wystarczająco duża.

Cytat:
Banjakri, nazywać sobie możesz wedle woli, ale w niczym nie zmienia to faktu, że nieskończenie zdrowiej jest usunąć objawy zostawiając chorobę, niż zniszczyć chorobę razem z pacjentem.

Nie wiem czego to ma dowodzić, ale wrzucę tylko, że "nieskończenie" jest tutaj chybione. Co najwyżej dłuższe o jakiś czas, dopóku choroba cię nie zabije.

Cytat:
Właśnie dlatego rozmawiamy. Ty uważasz, że masz lekarstwo, ja uważam, że masz truciznę.

Ja uważam, że nie ma lekarstwa, bo życie to śmiertelna choroba, a ty próbujesz zaleczyć jej obiawy.

Cytat:
Co rozumiesz pod hasłem: "emocjonalna naleciałość"? Pod tym może bowiem kryć się cokolwiek.

Doświadczanie zmysłowe posiada naleciałości emocjonalne, które wpływają na odbiór.
Cytat:

W części przypadków jest to empatyczna przyjemność biorąca się z czystości intencji

Tyle negatywów, a tylko jeden pozytyw. No ale dobrze, spójrzmy na tę czystość intencji. Czy zawsze dają przyjemność? No niebardzo, bo często kończą się pospolitym i jakże bolesnym "chciałem dobrze". Rygor intencji może minimalizuje negatywne konsekwencje, ale ich nie eliminuje. Jest narzędziem, osłoną sumienia, zabezpieczeniem przed przykrymi konsekwencjami. Społeczną wersją takiego zachowania jest przestrzeganie prawa.

Cytat:
a w części przypadków jest to przyjemność psychopatyczna biorąca się z usunięcia całego życia emocjonalnego poza samolubnym minimum zapewniającym jednostce motywację do przetrwania.

To byłaby ekstremalna wersja rygoru intencji, bo cel jest identyczny.

Cytat:
To, że emocje trzeba umieć dostrajać do potrzeb, powinno być zrozumiałe dla każdego emocjonalnie dojrzałego człowieka.

Emocje nie są tylko bierną reakcją, na którą trzeba umieć reagować. Takie zachowanie jest wręcz szkodliwe, bo generuje wewnętrzny konflikt.

Cytat:
Jeśli wydaje ci się, że posiadłeś Prawdę Absolutną i że wobec tego twoja wiedza o tym, co jest rzeczywistością a co fantazją, przekracza wiedzę moją, to może zacznij od przekonania mnie, że nie są to tylko twoje absurdalne wyobrażenia.

Wyraźnie drażni cię taka perspektywa.

Cytat:
A jeśli wiesz, że co najwyżej tylko przypuszczasz, to proszę zostaw na boku nieuzasadnione poczucie wyższości poznawczej i skup się na kwestiach praktycznych.

Poruszam kwestie tak praktyczne i oczywiste, że Piotr zarzucił mi nie ten poziom abstrakcji. Już dawno skończyłem zabawę w wymyślanie światopoglądów. Wszystko o czym piszę jest bezpośrednim rezultatem obserwacji i jest banalnie oczywiste, jeżeli nie patrzy się na to przez okulary filozofii absolutu. Często schodzę w dyskusji do samych podstaw, odwolując się do znaczenia konkretnych słów, jak to, że sens życia musi być sensowny. Taki banalnie prosty zabieg, czyni dyskusję klarowną, a mimo to nie jest akceptowany. Oczywistości pozbawione są wątpienia, a ty próbujesz je wyłączyć z dyskusji, ponieważ tworzą poczucie wyższości poznawczej. Taki zabieg odbiera sens dyskusji. Mój światopogląd jest rozwinięciem oczywistości, na których bazuje. Ciężko kogoś przekonać, że czarne jest czarne, a białe jest białe, bo albo ktoś to rozumie od razu, albo musi się sam wysilić. Mój wysiłek niewiele da.
Cytat:

Widzisz, tak się komicznie składa, że moim zdaniem to ty wypaczasz rzeczywistość, a nie ja. Udowodnij mi, że jest inaczej, a staniesz się moim guru i w moich oczach na Nobla będziesz zasługiwał. Jeśli jednak nie wiesz, jak się do tego zabrać, to proszę nie rozpraszaj naszej uwagi na takiej bezproduktywnej gadaninie o wyższości samby nad rumbą i skup się, proszę raz jeszcze, na praktycznych aspektach, które według ciebie czynią twoje podejście bardziej godnym zastosowania od mojego.

To twoja wypowiedź jest rozproszeniem uwagi. Ja napisałem jasno, że intencjonalna modyfikacja perspektywy tworzy wypaczoną wersją rzeczywistości. Dokładnie jak różowe okulary. To jest banalnie oczywiste. Właśnie dlatego nie odniosłeś się do treści, tylko trywializujesz szmieszkując z nagrodą Nobla i tańcem. Istna tragikomedia.

Cytat:
W formie takiej samej, w jakiej występujesz ty. A w jakiej formie twoim zdaniem występuję ja?

Gdyby Bóg był miłością, nie potrzebowalibyśmy nadawać mu osobnego bytu. To samo tyczy się jego formy. Ja, tak jak i ty, występujemy w formie człowieka. Chcesz przez to powiedzieć, że Bóg jest czlowiekiem?
Zresztą, pytałem raczej o formę w jakieś jest doznawany. Doznaję swojego kota w formie ruchwilego stworzenia o gładkiej sierści, a ty Boga jak?
W innym temacie wspominałem o "obłoku niewiedzy" i akurat mam tę książke pod ręką. Jest tutaj bardzo ciekawy fragment, który nawiązuje to tego problemu:
I know You'll ask me, "How do I think on God as God, and who is God?" and I can only answer, "I don't know."
Powalająca szczerość, która jest jedynym możliwym fundamentem. Ty uważasz, że nasz Boga i kombinujesz, w jaką formę go ubrać.

Cytat:
W formie takiej samej, jak głód, pragnienie, i cała reszta. W formie zapotrzebowania, w formie zaspokajania, w formie odczucia sensu, w formie relacji między obserwacjami. Także i w formie perspektywy - bo wszystko występuje także w formie perspektywy, chyba, że człowiek oślepnie tak dalece, że niczego poza chwilą teraźniejszą postrzegać nie potrafi.

Odpowiedziałeś zbywająco, więc spytam dalej. Skoro boga doznajesz w formie takiej samej jak np. głód i cala reszta, to czy jest on doznaniem fizycznym? Bo z dalszego opisu wynika, że jest specyficzną perspektywą na wszystko. Tylko perspektywą.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Pią 15:26, 02 Wrz 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18109
Przeczytał: 104 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 16:06, 02 Wrz 2016    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
UTWORZENIE PUNKTÓW STAŁYCH W ŚWIADOMOŚCI.

Musiałbym przeglądnąć swoje notatki, bo przypominam sobie, że zastanawiałem się nad zagadnieniem punktów odniesienia. Tak na szybko to pamiętam, że odległość od takiego punktu jest związana z cierpieniem.

To cenne spostrzeżenie, które też i u mnie wystąpiło. Choć myślę, że cierpienie jest tu niejedynym "graczem". Generalnie mamy tu bardzo nośny kierunek eksploracji myślą. :brawo: :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 2 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin