Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Jestem katolikiem!
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Katolicyzm
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
trabka




Dołączył: 01 Maj 2006
Posty: 256
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy

PostWysłany: Wto 12:37, 02 Sty 2007    Temat postu:

levis napisał:
trabka napisał:
Moim zdaniem [...] powinniśmy interpretować wszelkie biblijne wypowiedzi o Bogu jako symbol (antropomorfizację, personifikację) przemożnych sił, od których zależy los człowieka.

Ale wtedy moim zdaniem przekraczamy granicę dopuszczalnej interpretacji.


Kto ma decydować o tym, że w danym przypadku dopuszczamy się interpretacyjnego "nadużycia" czy też "przekraczamy granicę dopuszczalnej interpretacji"? I według jakich kryteriów? Znów jeśli ostatecznym arbitrem ma być tu mój własny rozum i moje własne sumienie, to nie widzę powodu, dla którego powinienem odrzucić ateistyczną, naturalistyczną interpretację Biblii jako "niedopuszczalną" czy jako "nadużycie". Wprost przeciwnie - właśnie taka interpretacja wydaje mi się najbardziej prawomocna! Fakt, iż do tej pory interpretowano Biblię w określony sposób (np. w kategoriach teistycznych i supranaturalistycznych) nie znaczy, że zawsze i wszyscy muszą Biblię w ten sposób interpretować!

levis napisał:
Naprawde jesteś w zgodzie z sobą samym, gdy o Twojej moralności decyduje superego, ten konglomerat przesądów, obyczajów i zwyczajów społecznych? Chyba, że masz inną naturalistyczną koncepcję sumienia.


Owszem, moje sumienie konstytuują m.in. uwewnętrznione przeze mnie w procesie socjalizacji "przesądy, obyczaje i zwyczaje społeczne". Podobnie jest w przypadku mojego rozumu. Moja tożsamość jako osoby obdarzonej rozumem i sumieniem jest w dużej mierze określona przez czynniki społeczne czy kulturowe. I cóż z tego? Dlaczego nie miałbym się kierować swoim rozumem i sumieniem, nawet jeśli są one społecznie czy kulturowo uwarunkowane? W moim głębokim odczuciu nie będę czuł się "w zgodzie z samym sobą", jeśli nie będę postępował w zgodzie z własnym rozumem i sumieniem.

Ponadto proponuję Panu i wszystkim innym katolickim Śfinkom pewien eksperyment myślowy: załóżcie Państwo na chwilę, że Pana Boga nie ma. Czy w tej sytuacji miałbym prawo uważać się za katolika w sensie wyznaniowym? Czy w tej sytuacji ktokolwiek miałby prawo uważać się za katolika w sensie wyznaniowym? Myślę, że jeśli ktokolwiek, to przede wszystkim właśnie ja - zadeklarowany katolicki ateista! I proszę wyobrazić sobie, że w tej właśnie ateistycznej perspektywie postrzegam Kościół katolicki i kwestię mojej przynależności do niego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
miki




Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 494
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz

PostWysłany: Wto 13:44, 02 Sty 2007    Temat postu:

Panie Trąbka, myślę że popełnia Pan błąd w swoim rozumowaniu – a nawet dwa, z których wynika nie trafne moim zdaniem Pana samookreślenie się jako „ateista-katolik”.

Myślę - przypuszczam, że te błędy maja jednak jedno i to samo źródło, a mianowicie dość powszechne ateistyczne przekonanie – być może już „podświadome”, jakoby źródłem religijności człowieka był lęk przed śmiercią, a więc istotą religii i wiary było „zbawienie wieczne” i „życie poza grobowe”.

Tymczasem, jeśli zapozna się pan z przekazem biblijnym, przekona się pan – jak sądzę, że nie jest to istota tego o czym mówiąc prorocy – „Bóg jest Bogiem żywych, a nie umarłych” , i „nie jest rzeczą ludzką, zajmowanie się tym co po śmierci - w Niebie” (bardzo, bardzo luźno cytując biblię) - taki jest mniej więcej sens przekazu biblijnego, w tej materii – moim zdaniem.

Akcent, kładziony na powyższy aspekt, oraz „nadnaturalna przestrzeń” w jakiej rzekomo miałby funkcjonować Bóg, to domena nauki kościoła katolickiego – nie widzę więc uzasadnienia dla określania się przez Pana jako „katolik”, gdyż akurat te aspekty „katolickie”, a nie biblijne Pan kwestionuje.

Również w tym kontekście przeinterpretowania przekazu biblijnego, określenie „ateista” w stosunku do Pana, wydaje mi się nie na miejscy, skoro istnienia takiej (nie przypominam sobie w tym momencie jak to pan sam określił) „przemożnej siły” rządzącej ludźmi, Pan nie kwestionuje. Również, gdy bliżej się Pan przyjrzy znaczeniu słowa „osoba”, ale w odniesieniu nie do Boga, a właśnie do człowieka!, być może dostrzeże Pan – moim zdaniem fakt – że "Bóg Osobowy", jest pojęciem jak najbardziej na miejscu, zwłaszcza w kontekście słów Św. Jana – „na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo”(też "luźno" cytując).

Szanowny Panie Trąbka, całkowicie zgadzam się z Panem co do kierunku w jakim idzie Pana samookreślenie się światopoglądowe i przekonań jakie leżą u tego kierunku podstaw. Podobnie jak poprzednio, nie bardzo rozumiem tylko tego samomianowania się jako „ateista katolik”(taki skrót) – tego co za tymi słowami może się kryć, te mnie ciągle mylą i z nich wynikały moje poprzednie podejrzenia co chce Pan przez to powiedzieć – z czym się Pan identyfikuje. Teraz wiem, że moje tamte spekulacje były błędne – tak sądzę i interpretuje Pana wypowiedzi – więc:

Przepraszam i Pozdrawiam


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
levis




Dołączył: 23 Gru 2005
Posty: 1066
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy

PostWysłany: Wto 15:15, 02 Sty 2007    Temat postu:

trabka napisał:
Kto ma decydować o tym, że w danym przypadku dopuszczamy się interpretacyjnego "nadużycia" czy też "przekraczamy granicę dopuszczalnej interpretacji"? I według jakich kryteriów?

Właśnie nasz rozum i sumienie.
Ale przecież sam pan przyznał, że nawet najbardziej nieprawdopodobne wytłumaczenia naturalistyczne są dla pana
lepsze niż wytłumaczenia supranaturalistyczne. Dla mnie to wygląda właśnie na nakładanie rozumowi kagańca. Przez przyjęcie a priori założenia (niesprawdzalnego), że wszystko na tym świecie dzieje się z przyczyny naturalnej, odrzuca pan prawdopodobniejsze wytłumaczenia supranaturalistyczne. A różnimy się niewiele, bo ja uważam, że 99,(9)% zdarzeń na świecie następuje z przyczyny naturalnej. Ale pozostaje to 0,(0)1% interwencji boskiej.
To odnosi się też do interpretacji Pisma Św. Jest pan skłonny przyjąć absurdalną hipotezę apostołów-szalbierzy, zamiast przyjąć, że Chrystus zmartwychwstał. A to w imię, powtarzam, nieweryfikowalnego założenia, że wszystko dzieje się z naturalnej przyczyny.
Wygląda to trochę tak, jakby opierał pan sprawę absolutnie kluczową, jaką jest wiara, na nieweryfikowalnym przesądzie. A przecież wiara nie potrzebuje żadnej pewności. Potrzeba panu jedynie tego 0,(0)1% niepewności, żeby uznać, że Chrystus mógł zmartwychwstać.

Napewno lepiej ode mnie wyraził to C.S.Lewis("Bóg na ławie oskarżonych"):

Cytat:
Prawa fizyki, jak rozumiem, zrządzają, że jeżeli jedna kula bilardowa (A) wprawia w ruch drugą kulę bilardową (B), to pęd stracony przez A równa się dokładnie pędowi zyskanemu przez B. Takie jest p r a w o. Znaczy to, że istnieje wzór, do którego ruch obu kuł bilardowych musi się zastosować; pod warunkiem, oczywiście, że coś wprawi w ruch kulę A. W tym właśnie jest problem. P r a w o nie wprawi jej w ruch. Zwykle robi to człowiek za pomocą kija bilardowego. Lecz człowiek z kijem bilardowym odesłałby nas z powrotem do zagadnienia wolnej woli, więc załóżmy, że kula leżała na stole statku transatlantyckiego i że to, co wprawiło ją w ruch, to był przechył statku. W tym przypadku to nie prawo spowodowało ruch; zrobiła to fala. Fala ta, mimo że poruszała się z g o d n i e z prawami fizyki, nie była nimi poruszana. Była poruszana przez inne fale i przez wiatr, i tak dalej. Bez względu więc na to, jak daleko wstecz prześledzimy tę historię, nigdy nie natrafimy na p r a w a natury, które by cokolwiek spowodowały.


Cytat:
- No spójrz, prawa powiedzą ci. jaką drogę obierze kulka bilardowa na gładkiej powierzchni, jeżeli uderzysz ją w określony sposób - lecz tylko pod warunkiem, że nikt temu nie przeszkodzi. Dlaczego, jeżeli w momencie, kiedy ona będzie już w ruchu, ktoś chwyci kij bilardowy i uderzy ją z boku - nie uzyskasz tego, co przewidywali naukowcy?
- No. oczywiście, że nie. Temu komuś nie wolno pozwalać sobie na podobne małpie figle.
- Właśnie. Ale dokładnie w ten sam sposób gdyby było coś na zewnątrz natury i gdyby ono ingerowało - wtedy wydarzenia, których spodziewali się naukowcy, nie nastąpiłyby. Zaistniałoby to, co nazywamy cudem. W pewnym sensie nie łamałoby to praw natury: prawa te mówią, co się stanie, jeżeli nie będzie żadnej interwencji. Nie mogą one powiedzieć, czy coś ma z a m i a r ingerować. Chcę przez to powiedzieć. że to nie ekspert od arytmetyki może ci powiedzieć, jakie jest prawdopodobieństwo, że ktoś wtrąci się do pensów w mojej szufladzie - właściwszy byłby tu detektyw. Również nie fizyk powie nam. jakie jest prawdopodobieństwo, że ja chwycę kij bilardowy i popsuję jego eksperyment z kulą bilardową - zapytaj lepiej psychologa. I nie naukowiec Jest tym, który może ci powiedzieć, jakie jest prawdopodobieństwo, że coś z zewnątrz zaingeruje w naturę. Musisz iść do metafizyka.


Cytat:
Owszem, moje sumienie konstytuują m.in. uwewnętrznione przeze mnie w procesie socjalizacji "przesądy, obyczaje i zwyczaje społeczne". Podobnie jest w przypadku mojego rozumu. Moja tożsamość jako osoby obdarzonej rozumem i sumieniem jest w dużej mierze określona przez czynniki społeczne czy kulturowe. I cóż z tego? Dlaczego nie miałbym się kierować swoim rozumem i sumieniem, nawet jeśli są one społecznie czy kulturowo uwarunkowane? W moim głębokim odczuciu nie będę czuł się "w zgodzie z samym sobą", jeśli nie będę postępował w zgodzie z własnym rozumem i sumieniem.

Przesądy społeczne w pewnych okresach czasu bardzo odbiegały od człowieczeństwa, patrz:powszechna akceptacja antysemityzmu w hitlerowskich Niemczech. Uważasz, że dobro i zło dają się relatywizować do aktualnych przesądów społecznych?

Cytat:
Ponadto proponuję Panu i wszystkim innym katolickim Śfinkom pewien eksperyment myślowy: załóżcie Państwo na chwilę, że Pana Boga nie ma. Czy w tej sytuacji miałbym prawo uważać się za katolika w sensie wyznaniowym? Czy w tej sytuacji ktokolwiek miałby prawo uważać się za katolika w sensie wyznaniowym? Myślę, że jeśli ktokolwiek, to przede wszystkim właśnie ja - zadeklarowany katolicki ateista! I proszę wyobrazić sobie, że w tej właśnie ateistycznej perspektywie postrzegam Kościół katolicki i kwestię mojej przynależności do niego

Myślę, że nie potrafiłbym się określić jako katolik wyznaniowy, gdybym wiedział, że Bóg nie istnieje. Gdyby wszyscy wiedzieli, że Bóg nie istnieje katolicyzm wyznaniowy i obrzędowy umarłby momentalnie. Nie wyobrażam sobie przeskoku z "Bóg istnieje i czcimy Go" na "Bóg nie istnieje, jest symbolem egzystencji, i dlatego Go czcimy".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wujzboj




Dołączył: 29 Lis 2005
Posty: 21729
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 410 razy
Skąd: znad Odry
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:23, 02 Sty 2007    Temat postu: Emmanuel Levinas: ateista czy mistyk?

trabka napisał:
Innym przykładem jest [link widoczny dla zalogowanych].

Emmanuel Levinas w Całość i nieskończoność, tłum. M. Kowalska, PWN, Warszawa 1998, s. 78-80, napisał:
[...] wiara oczyszczona z mitów, wiara monoteistyczna, zakłada metafizyczny ateizm. [...] Ateizm stanowi warunek prawdziwej relacji z prawdziwym Bogiem [...] Wymiar boskości otwiera się w twarzy człowieka. Relacja z Transcendentnym - wolna od jakiejkolwiek władzy nad Transcendentnym - jest relacją społeczną. [...] Ateizm metafizyka znaczy pozytywnie, że stosunek z Metafizycznym jest zachowaniem moralnym, a nie teologią [...] Bóg wznosi się do swej najwyższej i ostatecznej obecności przez sprawiedliwość, jaką oddajemy ludziom. [...] Właśnie nasze stosunki z ludźmi, prawie niezbadane przez filozofię (która z reguły poprzestaje na paru formalnych kategoriach, przyjmując, że ich treść byłaby tylko "psychologią"), nadają pojęciom teologicznym jedyne znaczenie, jakie one w ogóle posiadają. [...] Metafizyka dzieje się w stosunkach etycznych. Bez znaczenia czerpanego z etyki pojęcia teologiczne stają się puste i formalne. [...] Wszystko, czego nie można sprowadzić do relacji międzyludzkiej, stanowi nie wyższą formę, lecz wciąż prymitywną postać religii.


Upraszczając nieco, można powiedzieć, że wg Levinasa po Holokauście nie można już "naiwnie" i po prostu wierzyć w Boga. Holokaust był straszliwym doświadczeniem nieobecności Boga. Z Boga pozostała już tylko "epifania twarzy".

Trudno mi sie wypowiadac autorytatywnie na temat wiary Levinasa (ktory zreszta pisal bezposrednio o Bogu niewiele), ale zdaje mi sie, ze ateistą to on ani troche nie byl. Gdyby zreszta byl, to nie mialoby to wiekszego znaczenia dla dyskusji o mozliwosci "wyznaniowego ateistycznego katolicyzmu"; dla naszej dyskusji jest bowiem istotne to, ze RELIGIE Ksiegi sa o ISTNIENIU Boga, nieistotne jest juz natomiast w tym watku, ze mozna afirmowac etyczne rozwiazania religijne, odrzucajac jednoczesnie Boga jako realny, istniejacy byt osobowy - zgodzilismy sie juz przeciez z sensownoscia pojecia "kulturowy katolicyzm". Nawiasem mowiac, jako przyklad kulturowego katolika moglbys podac Woltera. Ten w Boga raczej nie wierzyl, ale byl przekonany o praktycznej przydatnosci katolicyzmu w wychowaniu spoleczenstwa.

Obraz Boga w filozofii Levinasa jest jednak ciekawy i chyba warto sobie o tym chwile pogadac. Mnie sie wydaje, ze Levinas konsekwentnie buduje cala swoja filozofie wokol etyki; nazwal zreszta etyke "duchowa optyka" [Totality and Infinity, Pittsburgh 1979, str. 78]. Etyka jest dla Levinasa tym, co pozwala nam WIDZIEC rzeczywistosc i co KSZTALTUJE nam obraz rzeczywistosci. Boga widzimy tylko przez doznanie Innej Osoby, poprzez nasz stosunek do Blizniego. Teologiczne spekulacje nie maja sensu, bo albo wykraczają poza te optyke (i wtedy sa slepe, mowią o niczym), albo ją rekapitulują (i wtedy sa nie tyle teologią, ile etyką wlasnie). Dlatego wlasnie mowi Levinas o monoteizmie jako o metafizycznym ateizmie: nie ma roznicy pomiedzy relacją czlowieka z Bogiem i relacją czlowieka z drugim czlowiekiem, a ten, kto naprawde dązy do Boga, dązy do Niego wylącznie przez swojego blizniego. Etyka Levinasa jest - moim zdaniem laika w temacie - po prostu praktyczną realizacją ewangelicznej zasady milosci, DEFINIUJACEJ milosc do Boga jako milosc do czlowieka.

Teologiczne spekulacje rzeczywiscie nierzadko odwracają te biblijną zasade "kto nie kocha czlowieka, nie moze kochac Boga" i zamieniają ją na pojeciowo puste "kto nie kocha Boga, nie moze kochac czlowieka". Jest to blad, przed ktorym Levinas przestrzega - i w tym wlasnie sensie nazywa wiare w Jedynego Boga slowami "metafizyczny ateizm". Cytujac Levinasa raz jeszcze: "Blizni jest w samym centrum metafizycznej prawdy i jest niezbedny w moich relacjach z Bogiem" [Totality and Infinity, Pittsburgh 1979, str. 78].

Jesli twoj "ateizm katolicki" jest tego samego rodzaju, co naszkicowany powyzej "ateizm" Levinasa, to moge uwazac cie za wyznaniowego katolika.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
trabka




Dołączył: 01 Maj 2006
Posty: 256
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy

PostWysłany: Śro 23:29, 03 Sty 2007    Temat postu:

Przede wszystkim, po zastanowieniu, wycofuję swoje roszczenie do bycia katolikiem w sensie wyznaniowym. Przyznam się, że upierałem się przy tym roszczeniu trochę przez przekorę, ale też trochę, żeby samemu przekonać się, sprawdzić, jak daleko mogę posunąć się w stronę katolicyzmu, nie rezygnując przy tym z mojego ateizmu. Oczywiście jednak roszczenie zatwardziałego ateisty, którym jestem, do bycia katolikiem w sensie wyznaniowym to absurd!

Pozostaję więc ateistą i katolikiem w sensie kulturowym!

Odpowiadając na ostatni post Pana levisa, mogę powtórzyć, że - owszem - nawet najbardziej nieprawdopodobne wyjaśnienia naturalistyczne są dla mnie wciąż bardziej prawdopodobne niż wyjaśnienia supranaturalistyczne, postulujące istnienie bytów nadprzyrodzonych, transcendentnych, istniejących zupełnie niezależnie od świata przyrody. Po prostu czymś niepodważalnym wydaje mi się stara, marksistowska zasada wszechzwiązku i wzajemnego oddziaływania zjawisk.

Józef Wissarionowicz Stalin (cyt. za Krótki słownik filozoficzny, KiW, Warszawa 1955, s. 734-735) napisał:
[...] dialektyka rozpatruje przyrodę nie jako przypadkowe nagromadzenie przedmiotów, zjawisk, oderwanych od siebie, izolowanych od siebie i wzajem od siebie niezależnych - lecz jako jedną spoistą całość, w której przedmioty, zjawiska są organicznie ze sobą powiązane, zależą od siebie wzajem i wzajemnie się warunkują.

Dlatego metoda dialektyczna utrzymuje, że żadnego zjawiska w przyrodzie nie można zrozumieć, jeżeli się je rozpatruje w postaci izolowanej, poza związkiem z otaczającymi zjawiskami, każde bowiem zjawisko z każdej dziedziny przyrody może zamienić się w nonsens, jeżeli się je będzie rozpatrywało poza związkiem z otaczającymi warunkami, w oderwaniu od nich, i przeciwnie, każde zjawisko można zrozumieć i uzasadnić, jeżeli się je rozpatruje w jego nierozerwalnym związku z otaczającymi zjawiskami, w jego uwarunkowaniu przez otaczające je zjawiska.


Jeśli więc nawet istnieją jakieś osoby inne niż osoby ludzkie, to one również należą do świata przyrody, są zmienne, przemijające, oddziałują i same podlegają oddziaływaniom. Idea transcendentnego, pozaświatowego, niezmiennego, niepodlegającego żadnym oddziaływaniom Boga, który miałby jednak oddziaływać na bieg zdarzeń w świecie, wydaje mi się wewnętrznie sprzeczna, nonsensowna!

Jeśli chodzi o kwestię wiarygodności świadectwa apostołów, to nie zarzucam im szalbierstwa. Może i coś widzieli, może w dobrej wierze złożyli swoje świadectwo. Nadzwyczajne wydarzenia wymagają jednak nadzwyczajnych dowodów. Moim patronem mógłby być św. Tomasz Apostoł: "Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę"!

Co do zaproponowanej przez Pana wujazboja interpretacji Levinasowego "metafizycznego ateizmu", to, po pierwsze, wypada mi zaznaczyć, że również nie znam się na filozofii Levinasa, a po drugie, wypada mi się zgodzić z zaproponowaną przez Pana wujazboja interpretacją. Na potwierdzenie trafności tej interpretacji przytaczam jeszcze jeden fragment z Levinasa - ten, do którego Pan wujzboj w swojej interpretacji się odwoływał.

Emmanuel Levinas w Całość i nieskończoność, tłum. M. Kowalska, PWN, Warszawa 1998, s. 79 napisał:
Bóg niewidzialny to nie tylko Bóg niewyobrażalny, ale Bóg, do którego dostęp daje jedynie sprawiedliwość. Optyką ducha jest etyka. Nie oddaje jej relacja podmiot-przedmiot, bo jest to relacja bezosobowa, a do Boga niewidzialnego, lecz osobowego nie można dotrzeć inaczej niż przez relację z ludźmi. [...] Aby otworzyła się wyrwa, która prowadzi do Boga, trzeba dzieła sprawiedliwości - prawego twarzą w twarz - i "widzenie" jest tu tym samym, co sprawiedliwy czyn. Metafizyka dzieje się więc tam, gdzie zachodzi relacja społeczna - w naszych stosunkach z ludźmi. Żadne "poznanie" Boga nie istnieje w oderwaniu od tych stosunków. Inny człowiek stanowi właściwe miejsce prawdy metafizycznej i w mojej relacji z Bogiem jest niezbędny.


Levinas afirmuje więc Boga, choć wg niego afirmacja ta dokonuje się nie na drodze teoretycznego poznania (stąd "metafizyczny ateizm"), lecz na drodze sprawiedliwego postępowania wobec bliźnich - na drodze ewangelicznej, ofiarnej miłości bliźniego, chciałoby się powiedzieć, ale trzeba pamiętać, że Levinas był żydem i zapewne nie uznawał Ewangelii.

Niestety, mój "katolicki ateizm" niewiele ma wspólnego z "metafizycznym ateizmem" Levinasa. Owszem, cenię etykę katolicką (np. gdy staję przed jakimś dylematem moralnym, to pierwszym źródłem, po które sięgam w celu rozjaśnienia danej sytuacji jest zwykle Katechizm Kościoła Katolickiego - Katechizm ma u mnie zwykle pierwsze, choć niekoniecznie ostatnie słowo). Ale tak w ogóle, to jestem raczej egoistą i mizantropem - nie za bardzo "kocham bliźnich"... Etykę katolicką cenię, bo jest mądra, roztropna, kierowanie się nią (niezbyt rygorystyczne, zastrzegam) pomaga mi nadać mojemu życiu pewien ład, porządek, pewną estetykę, można by wręcz powiedzieć...

W ogóle chyba tym, co w katolicyzmie czy w kulturze katolickiej (ew. katolicyzmem zainspirowanej) pociąga czy fascynuje mnie najbardziej jest piękno - piękno przede wszystkim architektury, ale także muzyki, literatury i ogólnie - sztuki sakralnej. A także jakaś taka solidność, duch rzetelności, solidności, który bije z różnych "dzieł katolickich"...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
levis




Dołączył: 23 Gru 2005
Posty: 1066
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy

PostWysłany: Czw 9:34, 04 Sty 2007    Temat postu:

Ja jestem za wydzieleniem offtopa:)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wujzboj




Dołączył: 29 Lis 2005
Posty: 21729
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 410 razy
Skąd: znad Odry
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 0:29, 05 Sty 2007    Temat postu:

No to jak, tniemy, Panie Trabka?

I czy wycinamy jeden watek (trabka - wuj - levis), czy raczej dwa (trabka-levis o wiarygodności świadków i trabka-wuj o transcendencji i immanencji?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
trabka




Dołączył: 01 Maj 2006
Posty: 256
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy

PostWysłany: Pią 2:29, 05 Sty 2007    Temat postu:

wujzboj napisał:
No to jak, tniemy, Panie Trabka?

I czy wycinamy jeden watek (trabka - wuj - levis), czy raczej dwa (trabka-levis o wiarygodności świadków i trabka-wuj o transcendencji i immanencji?


Tnij Waść! :D Może na dwa wątki? Np. na "Mówią, że zmartwychwstał - czy im wierzyć?" oraz na "O transcendencji i immanencji Boga".

Tymczasem życzę dobrej nocy!

Trąbka
    __________________________
    Zrobione :D (SN)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Katolicyzm Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
Strona 3 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin