Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Istnienie prawdziwego szczęścia
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3790
Przeczytał: 72 tematy


PostWysłany: Czw 9:00, 17 Paź 2019    Temat postu: Istnienie prawdziwego szczęścia

szaryobywatel napisał:
Banjankri napisał:
szaryobywatel napisał:
Ja nie ruszam prawdy, tylko stosunek do niej.

Czy prawda istnieje?


Jeżeli prawda nie istnieje, to to że prawda nie istnieje, nie jest prawdą. Nie ma wtedy odpowiedzi na Twoje pytanie.

Dlatego cała waga przechodzi na naturę istnienie, z której wynika, że prawda istnieje jedynie konwencjonalnie. Ostatecznie, nie ma nic do osiągnięcia, bo wszelkie dążenia są jak gonitwa za własnym cieniem, własnymi projekcjami. Uznajesz coś za prawdziwe i się za tym uganiasz, albo od tego uciekasz. Oczywiście, ma to swoją dynamikę, bo nic nie pozostaje bez wpływu. Kształtując ciebie, wpływa na wszystko inne. Nie może jednak pomóc w realizacji celu podstawowego, jakim jest szczęście, a co gorsza, jest jedynym, co w odzyskaniu tego szczęścia przeszkadza.
“Yajnadatta thought he had lost his head. When he ceased from his frantic looking for it, he had nothing further to seek.”

Zastanawiając się nad tytułem tego tematu, doszedłem do wniosku, że prawdziwe szczęście nie istnieje i to jest jedyną drogą do niego. Brzmi paradoksalnie i przypomina mi wypowiedź pewnego mistrza zen:
https://youtu.be/G6KyQIo9Q7M?t=2454


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Czw 9:10, 17 Paź 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 21 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 13:23, 17 Paź 2019    Temat postu: Re: Istnienie prawdziwego szczęścia

Banjankri napisał:
szaryobywatel napisał:
Banjankri napisał:
szaryobywatel napisał:
Ja nie ruszam prawdy, tylko stosunek do niej.

Czy prawda istnieje?


Jeżeli prawda nie istnieje, to to że prawda nie istnieje, nie jest prawdą. Nie ma wtedy odpowiedzi na Twoje pytanie.

Dlatego cała waga przechodzi na naturę istnienie, z której wynika, że prawda istnieje jedynie konwencjonalnie. Ostatecznie, nie ma nic do osiągnięcia, bo wszelkie dążenia są jak gonitwa za własnym cieniem, własnymi projekcjami. Uznajesz coś za prawdziwe i się za tym uganiasz, albo od tego uciekasz. Oczywiście, ma to swoją dynamikę, bo nic nie pozostaje bez wpływu. Kształtując ciebie, wpływa na wszystko inne. Nie może jednak pomóc w realizacji celu podstawowego, jakim jest szczęście, a co gorsza, jest jedynym, co w odzyskaniu tego szczęścia przeszkadza.
“Yajnadatta thought he had lost his head. When he ceased from his frantic looking for it, he had nothing further to seek.”

Zastanawiając się nad tytułem tego tematu, doszedłem do wniosku, że prawdziwe szczęście nie istnieje i to jest jedyną drogą do niego. Brzmi paradoksalnie i przypomina mi wypowiedź pewnego mistrza zen:
https://youtu.be/G6KyQIo9Q7M?t=2454
Tlumacze najpierw zdanie dla osob nie znajacych jezyka angielskiego:
Cytat:
Yajnadatta myslal, ze stracil glowe. Kiedy przestal panicznie jej szukac, nie mial czego szukac.
Czyli w jezyku Zen bez slow [ale tutaj musimy ich uzyc] kiedy u Yandatty ustala gonitwa konceptow, odnalazl spokoj wewnetrzny i przestal cierpiec na wlasne zyczenie a raczej na zyczenie wielu falszywych twarzy ego.

Jak czytam jak MD postuluje, ze znalazl spokoj wewnetrzny w koncaptach, to moim rekoma nawet nie chce sie opadac tylko smieje sie calym cialem :rotfl:

Jeśli już musimy zaangażować dedukcję i indukcję logiczną, Banjankri, bo tylko tak możemy się przez Internet skomunikować, to dojdziemy do wniosku, który przydstawia Zen Master (nie wierzę w przypadki, wiem czym jest synchronizacja, bo filmik - dziękuję - włączył mi się w 51 minucie, kiedy Zen Master mówi, że "dla tych którzy znają Buddę nie ma Buddy"), że człowiek żyjąc funkcjonuje w widełkach formy i jej braku a jakość życia (nazwijmy umownie blogostanu a w terminologii angielskiej joy, bo bliss jest używane w żarcie Ignorance is bliss więc ma trochę "nalotu") determinuje tym na czym się "zawiesza" czyli tym na co najwięcej zwraca uwagę a tam podąża energia mózgu.

Podobnie jak "można wyciągnąć dziecko z getta, ale nie można getta wyciągnąć z dziecka", tak nie można, dla przykładu, wyciągnąć kogoś ze szponów konceptów i gonitwy za kolejna definicją definicji. Może uczynić to sam na poziomie świadomości nieliniowej serca (program AA) kiedy odczuje jak cierpi kiedy na cokole stoi umysł konceptów bez wartościowania odczuciem.

Poznawanie siebie nie tylko jako zlepek konceptów ale jako całość (szeroki termin) wymaga odwagi na która przeciętny człowiek nie jest w stanie się w uczuciu pokory unieść aby z tej platformy i tą dźwignią używać innych wartości charakteru moralnego i poznawc siebie głębiej.

Dla większości ludzi (ekstrawertyków, których jest na świecie większość) to murowane stanie w kolejce na śmierć ale z iPhonem w ręku, bo jak można opuścić wiadomość "życia i śmierci" - kiedy ostatnie wybicie serca przyjdzie znienacka i spowodują cienką strużkę krwi w kąciku ust.

Nie bez kozery <->
Blaise Pascal napisał:
Wszystkie problemy ludzkości wynikają z niezdolności człowieka do spokojnego siedzenia w pokoju sam.
Co Pascal mial na mysli to pierwotna emocje strachu czlowieka przed pieknem pierwotnej emocji milosci moralnej czyli ciszy egzystencji i stad wyplywa paniczny strach przed nuda. Zamiast pieknie zyc, wiekszosc ludzi wybiera bezcelowe rozproszenie uwagi i nie może powstrzymać się od ciaglej ucieczki od piekna dynamiki emocji do fałszywych wygód umysłu konceptow.

Jak tłumaczy Mistrz Zen, na początku siedzenie z samym sobą to dla każdego tortura nie do opisania. Dla ekstrawertyka "przyklejonego" do myślenia grupą to nieuchwytne zajęcie - jest zbyt zajęty gonitwą za stadem aby przystanąć na moment i li tylko zerknąć.

Mnie sie archetypy same rozmyly w trakcie siedzenia. Owszem uzywam ich jako referencji, bo jednak w Internecie porozumiewamy sie slowem [bez jezyka ciala - obrazu[/i], ale najefektywniejszym "jezykiem" miedzyludzkim jest cisza siedzac. Jestem optymistka, ale nie przypuszczam, ze ludzkosc sie tak wyewoluuje anytime soon :wink:

Courtesy of Oasis of Meditation "Inner Beauty"
https://youtu.be/lAE3LmuXVQY

:szacunek:


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Czw 13:38, 17 Paź 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3790
Przeczytał: 72 tematy


PostWysłany: Czw 15:13, 17 Paź 2019    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Podobnie jak "można wyciągnąć dziecko z getta, ale nie można getta wyciągnąć z dziecka", tak nie można, dla przykładu, wyciągnąć kogoś ze szponów konceptów i gonitwy za kolejna definicją definicji. Może uczynić to sam na poziomie świadomości nieliniowej serca (program AA) kiedy odczuje jak cierpi kiedy na cokole stoi umysł konceptów bez wartościowania odczuciem.

Nie tylko jest to znanym zjawiskiem w zen, ale i mi się udało z innymi.

Cytat:
Poznawanie siebie nie tylko jako zlepek konceptów ale jako całość (szeroki termin) wymaga odwagi na która przeciętny człowiek nie jest w stanie się w uczuciu pokory unieść aby z tej platformy i tą dźwignią używać innych wartości charakteru moralnego i poznawc siebie głębiej.

Odpowiem na to w ten sposób:
https://www.youtube.com/watch?v=AtQNAsXDc7c
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 21 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:43, 17 Paź 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:
Dyskurs napisał:
Podobnie jak "można wyciągnąć dziecko z getta, ale nie można getta wyciągnąć z dziecka", tak nie można, dla przykładu, wyciągnąć kogoś ze szponów konceptów i gonitwy za kolejna definicją definicji. Może uczynić to sam na poziomie świadomości nieliniowej serca (program AA) kiedy odczuje jak cierpi kiedy na cokole stoi umysł konceptów bez wartościowania odczuciem.

Nie tylko jest to znanym zjawiskiem w zen, ale i mi się udało z innymi.

Cytat:
Poznawanie siebie nie tylko jako zlepek konceptów ale jako całość (szeroki termin) wymaga odwagi na która przeciętny człowiek nie jest w stanie się w uczuciu pokory unieść aby z tej platformy i tą dźwignią używać innych wartości charakteru moralnego i poznawc siebie głębiej.

Odpowiem na to w ten sposób:
https://www.youtube.com/watch?v=AtQNAsXDc7c
Moja matko boska zapalisz papieroska? To moje zartobliwe pytanie kiedy uwolniona z konceptow zyje radoscia dziecka, ktore nie ma jeszcze podswiadomosci i widzac swoje oblicze w lustrze mierzy sie z pytaniem [Przenosnia, bo nie wiemy co dziecko czuje. Ze nie mysli w oparciu o punkt odniesnienia wiadomo, bo go jescze nie ma.] czy to ktos czy nikt, a odbicien jest niczym.

Ostatnio znajomy na FB wkleil taki filmik jak dziecko udaje sie za lustro. Poniewaz ten filmik moze sie wyswietlac na okraglo, to jest alegoria zludy konceptow kiedy odbicie w lustrze jest niczym.

Teraz napisze co czulam jak zauwazylam, ze odpisales, bo jako czlowiek nie jestem w stanie wymazac naszych poprzednich doswiadczen - nie ma takiej cudownej gumki. Wiec udalam sie z odpowiedzia do Jacka [nowego uzytkownika] odczuwajac potezny strach przez Twoim wpisem - taki chropowaty, nieocheblowany - trwalam w tym strachu do momentu az napisalam w P. S. do Jacka, ze pojde zobaczyc co "dziadek lesny" Banjankri napisal. Kiedy otwieralam Twoj wpis czulam jak strach sie rozmywa - uczucie glorii in excelcis Deo/Boga jako najwyzszego instynktu samopoznania bylo tak blogie, ze lzy plynely mi po policzkach jak Niagara Falls a teraz ciesze sie jak male dziecko ktore jeszcze nie podeszlo do lustra :)

Teraz pora wracac do "kieratu akademickiego", ktory bedzie przyjemnoscia tak mniej wiecej do 9 wieczorem, jak mi "zwazy mozg" i udam sie w szerokie ramiona Morfeusza aby sie zregenerowac.

To sie samo wlaczylo po Twoim linku, wiec (za)podaje, bo cudne <->

Courtesy of Meditative Mind "Gregorian Chants at 432Hz | 3 Hours of Healing Music"
https://youtu.be/W-hrBhA4XkM

P.S. Ciekawa jestem [zdrowo] jak Ci sie udalo wyciagnac z kogos "getto konceptow" ale poczekam jak bedziesz gotowy sie podzielic a ja bede gotowa otrzymac - Namaste & no(w) must go :szacunek:


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Czw 15:49, 17 Paź 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3790
Przeczytał: 72 tematy


PostWysłany: Czw 16:14, 17 Paź 2019    Temat postu:

Dyskurs napisał:
P.S. Ciekawa jestem [zdrowo] jak Ci sie udalo wyciagnac z kogos "getto konceptow" ale poczekam jak bedziesz gotowy sie podzielic a ja bede gotowa otrzymac

Koncepty zawsze odnoszą się do przyszłości w oparciu o przeszłość, więc trzeba wciągnąć kogoś w pustą teraźniejszość. To, co ludzi blokuje to wolna wola, a dokładniej potrzeba ciągłego wyboru pomiędzy konceptami. Jak kogoś przekonasz do tego, że nie ma wolnej woli (albo nie musi jej mieć), automatycznie wpadnie w teraźniejszość. I nie musi w to wierzyć, wystarczy, że to przemyśli z pełną otwartością, a temat sam wejdzie. Potem zapewne wyjdzie, ale wtedy wystarczy komuś przypomnieć, że nie da się z niego wyjść, bo jest zawsze obecny i już wróci.
Jak widać, stan odchodzi i przychodzi, ale jest dostępny wtedy, kiedy myślimy, ze jest zawsze obecny. Innymi słowy, przyjdzie wtedy, kiedy uznasz, że jest zawsze obecny.

Cytat:
Teraz napisze co czulam jak zauwazylam, ze odpisales, bo jako czlowiek nie jestem w stanie wymazac naszych poprzednich doswiadczen - nie ma takiej cudownej gumki. Wiec udalam sie z odpowiedzia do Jacka [nowego uzytkownika] odczuwajac potezny strach przez Twoim wpisem - taki chropowaty, nieocheblowany - trwalam w tym strachu do momentu az napisalam w P. S. do Jacka, ze pojde zobaczyc co "dziadek lesny" Banjankri napisal. Kiedy otwieralam Twoj wpis czulam jak strach sie rozmywa - uczucie glorii in excelcis Deo/Boga jako najwyzszego instynktu samopoznania bylo tak blogie, ze lzy plynely mi po policzkach jak Niagara Falls a teraz ciesze sie jak male dziecko ktore jeszcze nie podeszlo do lustra :)

Doznanie nieocheblowanej deski jest najintymniejsze.

Monk asked: "Master, from whom is the song you sing? Where does your style come from?"
The master said: "When I was with Obaku, I questioned him three times, and three times was beaten."
The monk hesitated.
The master gave a Katsu, then hit him and said: "One cannot drive a nail into empty space."


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Czw 16:21, 17 Paź 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Katolikus




Dołączył: 16 Lis 2016
Posty: 1088
Przeczytał: 24 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 18:38, 17 Paź 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:
Dlatego cała waga przechodzi na naturę istnienie, z której wynika, że prawda istnieje jedynie konwencjonalnie.


Nie jesteś wstanie wyjść poza własne konwencje włącznie z konwencją „prawda istnieje jedynie konwencjonalnie” - a więc może to być tylko przedmiotem wiary, dogmatu.. Nie twierdzę, że nie możesz mieć racji. Piszę tylko o tym, że przedstawiasz tylko jedną z wielu opcji, która nie jest udowodniona.

Cytat:
Ostatecznie, nie ma nic do osiągnięcia, bo wszelkie dążenia są jak gonitwa za własnym cieniem, własnymi projekcjami.


Można sobie prywatnie przyjąć, że „Ostatecznie, nie ma nic do osiągnięcia” i żyć jakby to było uniwersalną prawdą. Takie podejście na pewno zadowoliłoby szkolną gimbazę. Człowiek, który od siebie wymaga, stawia cele – rozwija się, ubogaca. Twoje podejście (może błędnie je rozumiem) prowadzi do tego, że spokojnie można położyć się na kanapie i czekać aż się zdechnie i to będzie najsłuszniejsze podejście do życia po przyjęciu założenia „Ostatecznie, nie ma nic do osiągnięcia”.

Cytat:
Uznajesz coś za prawdziwe i się za tym uganiasz, albo od tego uciekasz. Oczywiście, ma to swoją dynamikę, bo nic nie pozostaje bez wpływu. Kształtując ciebie, wpływa na wszystko inne. Nie może jednak pomóc w realizacji celu podstawowego, jakim jest szczęście, a co gorsza, jest jedynym, co w odzyskaniu tego szczęścia przeszkadza.


Ty uznałeś za prawdziwe swoją filozofię (czy tam filozofię jakiegoś nurtu buddyzmu) i za tym się uganiasz. Każdy się za czymś ugania, bo takie to życie już po prostu jest. Ważne jest, by uganiać się za czymś, co nas będzie rozwijać, ubogacać duchowo oraz intelektualnie.

Cytat:
“Yajnadatta thought he had lost his head. When he ceased from his frantic looking for it, he had nothing further to seek.”


To podejście kojarzy mi się z taką sytuacją: nie jestem wstanie utrzymać porządku w domu więc zburzę dom i pójdę zamieszkać na ulicy. Taki reset konceptowy wydaje mi się dobry co najwyżej na chwilę, gdy rzeczywiście umysł się zaśmieci, ale trwać w tym.. To bezsensowne piekło.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 21 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 18:39, 17 Paź 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:
Dyskurs napisał:
P.S. Ciekawa jestem [zdrowo] jak Ci sie udalo wyciagnac z kogos "getto konceptow" ale poczekam jak bedziesz gotowy sie podzielic a ja bede gotowa otrzymac

Koncepty zawsze odnoszą się do przyszłości w oparciu o przeszłość, więc trzeba wciągnąć kogoś w pustą teraźniejszość. To, co ludzi blokuje to wolna wola, a dokładniej potrzeba ciągłego wyboru pomiędzy konceptami. Jak kogoś przekonasz do tego, że nie ma wolnej woli (albo nie musi jej mieć), automatycznie wpadnie w teraźniejszość. I nie musi w to wierzyć, wystarczy, że to przemyśli z pełną otwartością, a temat sam wejdzie. Potem zapewne wyjdzie, ale wtedy wystarczy komuś przypomnieć, że nie da się z niego wyjść, bo jest zawsze obecny i już wróci.
Jak widać, stan odchodzi i przychodzi, ale jest dostępny wtedy, kiedy myślimy, ze jest zawsze obecny. Innymi słowy, przyjdzie wtedy, kiedy uznasz, że jest zawsze obecny.

Cytat:
Teraz napisze co czulam jak zauwazylam, ze odpisales, bo jako czlowiek nie jestem w stanie wymazac naszych poprzednich doswiadczen - nie ma takiej cudownej gumki. Wiec udalam sie z odpowiedzia do Jacka [nowego uzytkownika] odczuwajac potezny strach przez Twoim wpisem - taki chropowaty, nieocheblowany - trwalam w tym strachu do momentu az napisalam w P. S. do Jacka, ze pojde zobaczyc co "dziadek lesny" Banjankri napisal. Kiedy otwieralam Twoj wpis czulam jak strach sie rozmywa - uczucie glorii in excelcis Deo/Boga jako najwyzszego instynktu samopoznania bylo tak blogie, ze lzy plynely mi po policzkach jak Niagara Falls a teraz ciesze sie jak male dziecko ktore jeszcze nie podeszlo do lustra :)

Doznanie nieocheblowanej deski jest najintymniejsze.

Monk asked: "Master, from whom is the song you sing? Where does your style come from?"
The master said: "When I was with Obaku, I questioned him three times, and three times was beaten."
The monk hesitated.
The master gave a Katsu, then hit him and said: "One cannot drive a nail into empty space."
Napisze potem wiecej, bo fantastycznie t[termin umowny] to wyjasniles, ale teraz mam niewiele czasu.

Tymczasem jak zauwazylam Twoj wpis, to ta madrosc mnie ustrzelila :)

http://www.sfinia.fora.pl/polemiki-na-blogu-dyskurs,67/z-lotu-ptaka,14339-450.html#479029


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Czw 18:40, 17 Paź 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3790
Przeczytał: 72 tematy


PostWysłany: Pią 8:25, 18 Paź 2019    Temat postu:

Katolikus napisał:
Nie jesteś wstanie wyjść poza własne konwencje włącznie z konwencją „prawda istnieje jedynie konwencjonalnie”

"Jestem" jest konwencją, która z definicji nie może wyjść poza konwencję, bo swoim istnieniem automatycznie generuje dualizm, a co za tym idzie, istnienia. Na tej samej zasadzie, nawet Bóg wszechmogący, nie mógłby wyjść poza swoje konwencje. To jest granica absolutna.

Katolikus napisał:
Można sobie prywatnie przyjąć, że „Ostatecznie, nie ma nic do osiągnięcia” i żyć jakby to było uniwersalną prawdą.

Ja to twierdzenie wyprowadzam, a nie przyjmuję. Niespecjalnie jestem też zainteresowany twoim pozwoleniem na cokolwiek.

Cytat:
Takie podejście na pewno zadowoliłoby szkolną gimbazę.

Nie znam gimbazy, będę musiał zaufać twojemu doświadczeniu z tym środowiskiem.

Cytat:
Człowiek, który od siebie wymaga, stawia cele – rozwija się, ubogaca.

Ubogacaj ile chcesz. Możesz nawet swoją babą pole orać, dla swojego bogactwa. Twoja pazerność mnie nie interesuje. Natura nic od siebie nie wymaga, a jest tak bogata, że jej nawet skatalogować nie możemy.

Cytat:
Twoje podejście (może błędnie je rozumiem) prowadzi do tego, że spokojnie można położyć się na kanapie i czekać aż się zdechnie i to będzie najsłuszniejsze podejście do życia po przyjęciu założenia „Ostatecznie, nie ma nic do osiągnięcia”.

Być może, prości ludzie potrzebują celu, choćby kompletnie z nieba, żeby nie zdechli na kanapie. Bez trosk nie potrafią wytrzymać, dlatego będą je generować na potęgę i innych nimi "ubogacać".
Oczywiście, że nie rozumiesz tego, o czym piszę. Cały twój światopogląd jest oparty o założenie, że beztrosko to będzie w raju. Nie możesz sobie pozwolić, na pogląd niezgodny z doktryną, więc będziesz robił (może nawet nieświadomie) wszystko, żeby nie zaszkodzić własnej religii. Innymi słowy, sam sobie nie pozwalasz zrozumieć.

Cytat:
Ty uznałeś za prawdziwe swoją filozofię (czy tam filozofię jakiegoś nurtu buddyzmu) i za tym się uganiasz. Każdy się za czymś ugania, bo takie to życie już po prostu jest. Ważne jest, by uganiać się za czymś, co nas będzie rozwijać, ubogacać duchowo oraz intelektualnie.

Kultura, narzuca pewne zachowania, które leżą w jej interesie. Ewolucja to bezrefleksyjna machina, która obejmuje wszystko, również aspekty mentalne, kulturowe i duchowe. Jest bardziej efektywna wtedy, kiedy jej mechanizmy są zadedykowane rozwojowi właśnie. Jesteś jak robotnik, który nie wie po co pracuje, ale wie, że jego praca ubogaca i rozwija. Komu służysz? Na pewno nie Jezusowi, bo jest wiele jego przykazań, których nie wypełniasz. Jesteś trybikiem wielkiej machiny, którą napędza bezwiedna praca.
Bogactwo duchowe, nie płynie z wysiłku, pod dyktat intelektu, to chyba jasne. Zresztą katolicyzm jest zdecydowanie najpłytsza duchowo religią jaka istnieje, najbardziej ukierunkowaną na tworzenie bogactwa materialnego. O tym można mówić bez końca, ale ja nie bardzo jestem tym zainteresowany. Jeżeli masz jakieś argumenty, poza "ty" i "twoje", to chętnie posłucham, ale nie jestem zainteresowany walką z twoim wewnętrznym niepokojem, który jest dla mnie oczywisty.

Cytat:
To podejście kojarzy mi się z taką sytuacją: nie jestem wstanie utrzymać porządku w domu więc zburzę dom i pójdę zamieszkać na ulicy. Taki reset konceptowy wydaje mi się dobry co najwyżej na chwilę, gdy rzeczywiście umysł się zaśmieci, ale trwać w tym.. To bezsensowne piekło.

Piekło Jezusowe:
Mateusza 6:26: „Przypatrzcie się uważnie ptakom nieba, gdyż nie sieją ani nie żną, ani nie zbierają do spichrzy, a jednak wasz Ojciec niebiański je żywi. Czyż nie jesteście warci więcej niż one?”.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1936
Przeczytał: 114 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 9:45, 18 Paź 2019    Temat postu: Re: Istnienie prawdziwego szczęścia

Banjankri napisał:
Dlatego cała waga przechodzi na naturę istnienie, z której wynika, że prawda istnieje jedynie konwencjonalnie.


Ja tam nie mam potrzeby zakładać tej niekonwencjonalnej prawdy o istnieniu.

Banjankri napisał:
Ostatecznie, nie ma nic do osiągnięcia, bo wszelkie dążenia są jak gonitwa za własnym cieniem, własnymi projekcjami. Uznajesz coś za prawdziwe i się za tym uganiasz, albo od tego uciekasz.


Samo uznanie czegoś za prawdziwe, nie sprawia jeszcze że się za czymś uganiasz. Uganianie się powodują oczekiwania wobec świata, wiąże się z pragnieniem uczynienia czegoś prawdą.

Banjankri napisał:

Oczywiście, ma to swoją dynamikę, bo nic nie pozostaje bez wpływu. Kształtując ciebie, wpływa na wszystko inne. Nie może jednak pomóc w realizacji celu podstawowego, jakim jest szczęście, a co gorsza, jest jedynym, co w odzyskaniu tego szczęścia przeszkadza.
“Yajnadatta thought he had lost his head. When he ceased from his frantic looking for it, he had nothing further to seek.”


Bezwarunkowa akceptacja prawdy, czym i jaka by nie była, prowadzi do bezwarunkowej akceptacji doznania.

Banjankri napisał:

Zastanawiając się nad tytułem tego tematu, doszedłem do wniosku, że prawdziwe szczęście nie istnieje i to jest jedyną drogą do niego. Brzmi paradoksalnie i przypomina mi wypowiedź pewnego mistrza zen:
https://youtu.be/G6KyQIo9Q7M?t=2454


Ama si dat lejter.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3790
Przeczytał: 72 tematy


PostWysłany: Pią 11:14, 18 Paź 2019    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Samo uznanie czegoś za prawdziwe, nie sprawia jeszcze że się za czymś uganiasz. Uganianie się powodują oczekiwania wobec świata, wiąże się z pragnieniem uczynienia czegoś prawdą.

Czy istnieją pragnienia, które są niemożliwe? Wydaje mi się, że nie. Pragnąć można tylko tego, co jest możliwe, a więc potencjalnie prawdziwe. Mamy więc relację między tymi dwoma, co znaczy, że pogląd na prawdę będzie miał odzwierciedlenie w pragnieniach. To prawda, poprzez istnienie, określa mentalne ramy, w których się poruszamy. To jest dosłownie, nasza rzeczywistość. Każdy generuje, swego rodzaju nakładkę na doznanie, która determinuje jego zachowania. Budulcem jest istnienie uznawane za prawdziwe.
I tak, nie za wszystkim, co uznasz za prawdziwe się uganiasz, ale wszystko za czym się uganiasz, uznałeś za prawdziwe.

Cytat:
Bezwarunkowa akceptacja prawdy, czym i jaka by nie była, prowadzi do bezwarunkowej akceptacji doznania.

Zgadzam się, chociaż nie wiem, czy moja interpretacja tego, jest taka jak twoja. Bezwarunkowa akceptacja kompletnie usuwa pojęcie prawdy. Wszystko jest prawdziwe (doznanie), i nic nie jest prawdą.
Kompletna akceptacja doznania, może wydawać się zachowaniem kompletnie niewłaściwym, ze względów praktycznych. Ktoś kto akceptuje doznanie bezwarunkowo jest kompletnie bezbronny, i zostanie "zjedzony" przez życie na różne sposoby. Strach jest mechanizmem, który nas odstrasza od takiej akceptacji i chroni przez przykrościami. Jest przeciwnym ekstremum nadziei.

W Dzogchen, strach i nadzieja, są tymi aspektami determinującymi, od których trzeba się wyzwolić, aby uzyskać bezwarunkowe. To jest klatka, która nas trzyma i determinuje. Żadna nowość, bym powiedział, ale dzogchem ma tutaj bardzo ciekawe wytłumaczenie, które jest zarazem metodą. To jest ten obszar, w którym Dzogchen błyszczy. Po wyzwoleniu się z się, tzn. z okowów strachu i nadziej, nie pozostaje nicość (Jak katolikusowi się wydaje, ze śmiercią na kanapie), a wyłania się coś, a raczej ktoś. Rinzai nazywał to "człowiek bez rangi", w zen to natura buddy, ja to nazywam "świadomością prawej półkuli", w Czogchen to Samantabhadra. Doznanie "tego" jest bardzo ciekawe, ale i trudne do uchwycenia. Wrażenie jest takie, jakby coś przejęło kontrolę nad naszym ciałem, ale zarazem oczywistym jest, że to my. Jego działanie jest doskonale dobre, w pełni satysfakcjonujące. Kreatywne, żywotne, współczujące. Geniuszem Dzogchen jest twierdzenie, że to Samantabhadra tworzy wszystko. Wszelkie doznania, twory mentalne, ja, są jej emanacją. Nie ma nic poza nią. Z tego od razu wnioskuje się, że nie ma żadnej drogi, żadnych praktyk, ani potrzeby zmiany. Wszystko, do zawsze jest tym.

Mnich zapytał mistrza chan Zhaozhou Czy pies ma naturę Buddy?
Wu (nic/żaden) – odpowiedział mistrz.

Ludzie latami próbują rozgryźć ten koan. :)

Ps. Jakby moje tłumaczenie było niewystarczające, to tutaj jest praktyka:
https://youtu.be/cZ6cdIaUZCA


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Pią 11:16, 18 Paź 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 21 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 12:13, 18 Paź 2019    Temat postu:

Najpierw pytanie Banjankri, czy podejmujesz decyzje rozumem czy rozumem w konsultacji z sercem/odczuciem?

Banjankri napisał:
Koncepty zawsze odnoszą się do przyszłości w oparciu o przeszłość, więc trzeba wciągnąć kogoś w pustą teraźniejszość.
Na przykladzie MD, jak to konkretnie uczynic?

Banjankri napisał:
To, co ludzi blokuje to wolna wola, a dokładniej potrzeba ciągłego wyboru pomiędzy konceptami. Jak kogoś przekonasz do tego, że nie ma wolnej woli (albo nie musi jej mieć), automatycznie wpadnie w teraźniejszość. I nie musi w to wierzyć, wystarczy, że to przemyśli z pełną otwartością, a temat sam wejdzie. Potem zapewne wyjdzie, ale wtedy wystarczy komuś przypomnieć, że nie da się z niego wyjść, bo jest zawsze obecny i już wróci. Jak widać, stan odchodzi i przychodzi, ale jest dostępny wtedy, kiedy myślimy, ze jest zawsze obecny. Innymi słowy, przyjdzie wtedy, kiedy uznasz, że jest zawsze obecny.
Z mojego odczucia jest obecny stale ale subtelnie i potrzebuje uwagi/wtyczki. W oceanie rozproszen uwaga na tu i teraz u wiekszosci jest niemozliwa. U kogos jak MD "zakopany" w konceptach po nos, zmiana orientacji na tu i teraz z definicji definicji jest tez praktycznie niemozliwa.

Pytam, bo w kulturze stanu w ktorym mieszkam nie znajde drugiej osoby na moim poziomie a w Polsce masz dodatkowo gruby nalot specyficznego katolicyzmu, ktory nie promuje "tu i teraz" lecz strach o jutro w piekle.

Banjankri napisał:
Doznanie nieocheblowanej deski jest najintymniejsze.
Tak, bo doznanie pojawi sie czyste jak glos pioruna zanim pojawi sie swiatlo. To jakby 5 zmyslow zlaczylo sie w jeden superzmysl i cala soba czulam przerazliwy ale taki przejmujacy w swoim pieknie strach kiedy intuicja podsylala wspomagacze czyli obraz deski z zadrami, moje dlonie ktore wiem, ze zastygly w bezruchu ale przesuwaly sie i czuly bol, oczy pelne lez ze strachu i podziwu zarazem, w uszach dzwieczal grom ale rownozesnie hejnal a w ustach bylo sucho i mokro zarazem a w powietrzu unosila sie won strachu [nie opisze] i jego braku rownoczesnie.

A kiedy juz wiem cala soba, ze nie musze sie Ciebie, bac to jest odczucie szacunku z lekiem, ze przeciez proba moze przyjsc w kazdej chwili. Ale to jest inny lek - taki jakby rozrzewniajacy ale z ogromna doza samodyscypliny.

To jest chyba tak jak kazdy uczen z filmiku zalaczonego przez Ciebie idzie do Mistrza i pod koniec Mistrz wali tymi kijkami obok ucznia. Uczen w dalszym ciagu nie jest na 100% pewny co uczyni Mistrz. Jest pewna doza zaufania praktyce/drodze ale Mistrz tez czlowiek. :wink: :szacunek:


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pią 12:20, 18 Paź 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3790
Przeczytał: 72 tematy


PostWysłany: Pią 15:35, 18 Paź 2019    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Najpierw pytanie Banjankri, czy podejmujesz decyzje rozumem czy rozumem w konsultacji z sercem/odczuciem?

Rozumiem pytanie dzięki perspektywie czasu i moich doświadczeń. Obecnie jest to dla mnie jeden proces. Nie konsultuję niczego z sercem i nigdy nie gryzie mnie sumienie.

Dyskurs napisał:
Na przykladzie MD, jak to konkretnie uczynic?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale podejrzewam, że najpierw trzeba by złamać jego ego i doprowadzić do wewnętrznej konfrontacji z kompletną bezsilnością. Niektórzy ludzie są otwarci i wyrozumiali, tzn. potrafią się wczuwać w temat. Niektórzy jednak mają tak wielkie ego, że im na to nie pozwala.

Dyskurs napisał:
Z mojego odczucia jest obecny stale ale subtelnie i potrzebuje uwagi/wtyczki. W oceanie rozproszen uwaga na tu i teraz u wiekszosci jest niemozliwa.

Właśnie przez to, że jest subtelny, ciężko go dostrzec. Trzeba się na chwilę zamknąć, zatrzymać, a nie ciągle hałasować buciorami.


Cytat:
A kiedy juz wiem cala soba, ze nie musze sie Ciebie, bac to jest odczucie szacunku z lekiem, ze przeciez proba moze przyjsc w kazdej chwili. Ale to jest inny lek - taki jakby rozrzewniajacy ale z ogromna doza samodyscypliny.

Kiedy się kompletnie poddajesz, wtedy dopiero widzisz, że nikt ci nic nie może zrobić. Jesteś w miejscu, w którym zawsze masz rację i nie musisz nic mówić.

Cytat:
To jest chyba tak jak kazdy uczen z filmiku zalaczonego przez Ciebie idzie do Mistrza i pod koniec Mistrz wali tymi kijkami obok ucznia.

Walą po plecach i to mocno. To i tak nic, w porównaniu do tego, co działo się na początku:
Cytat:
The master and all the monks were out hoeing. When the
master saw Obaku approach, he stopped working and propped himself up on his hoe. Obaku said: "Would this fellow be tired?"
The master replied: "I have as yet not even lifted my hoe. Why should I be tired?"
Obaku hit him.
The master grabbed the stick, gave Obaku a good blow and knocked him over. Obaku called the superintendent to help him up. The superintendent, doing so, remonstrated: "Venerable, how can you permit the impudence of this madman?"
Obaku was hardly on his feet when he hit the superintendent.
The master, having started to hoe, remarked: "Cremation is the custom everywhere, but here, I bury alive with a single stroke!"

To byli prawdziwi mistrzowie zen, a nie te martwe kukły na poduszkach.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1936
Przeczytał: 114 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 16:31, 18 Paź 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:
szaryobywatel napisał:
Samo uznanie czegoś za prawdziwe, nie sprawia jeszcze że się za czymś uganiasz. Uganianie się powodują oczekiwania wobec świata, wiąże się z pragnieniem uczynienia czegoś prawdą.

Czy istnieją pragnienia, które są niemożliwe? Wydaje mi się, że nie. Pragnąć można tylko tego, co jest możliwe, a więc potencjalnie prawdziwe. Mamy więc relację między tymi dwoma, co znaczy, że pogląd na prawdę będzie miał odzwierciedlenie w pragnieniach. To prawda, poprzez istnienie, określa mentalne ramy, w których się poruszamy. To jest dosłownie, nasza rzeczywistość. Każdy generuje, swego rodzaju nakładkę na doznanie, która determinuje jego zachowania. Budulcem jest istnienie uznawane za prawdziwe.
I tak, nie za wszystkim, co uznasz za prawdziwe się uganiasz, ale wszystko za czym się uganiasz, uznałeś za prawdziwe.


Bo relacja wygląda tak: pragnienie => prawdziwość, a nie na odwrót. Z samej prawdziwości nic jeszcze nie wynika.

Banjankri napisał:

Cytat:
Bezwarunkowa akceptacja prawdy, czym i jaka by nie była, prowadzi do bezwarunkowej akceptacji doznania.

Zgadzam się, chociaż nie wiem, czy moja interpretacja tego, jest taka jak twoja. Bezwarunkowa akceptacja kompletnie usuwa pojęcie prawdy. Wszystko jest prawdziwe (doznanie), i nic nie jest prawdą.


Taka sama, nie ma zastanawiania się nad czymkolwiek.

Banjankri napisał:

Kompletna akceptacja doznania, może wydawać się zachowaniem kompletnie niewłaściwym, ze względów praktycznych. Ktoś kto akceptuje doznanie bezwarunkowo jest kompletnie bezbronny, i zostanie "zjedzony" przez życie na różne sposoby.


Nie ma przed czym się bronić wtedy :)

Banjankri napisał:

Strach jest mechanizmem, który nas odstrasza od takiej akceptacji i chroni przez przykrościami. Jest przeciwnym ekstremum nadziei.


True. Byłbyś w stanie sobie wyobrazić coś bolesnego, co się właśnie teraz może stać? Mówiąc wyobrazić, mam na myśli przeprowadzenie w głowie realistycznej symulacji, bez wypierania i oszukiwania się.

Banjankri napisał:

W Dzogchen, strach i nadzieja, są tymi aspektami determinującymi, od których trzeba się wyzwolić, aby uzyskać bezwarunkowe. To jest klatka, która nas trzyma i determinuje. Żadna nowość, bym powiedział, ale dzogchem ma tutaj bardzo ciekawe wytłumaczenie, które jest zarazem metodą. To jest ten obszar, w którym Dzogchen błyszczy. Po wyzwoleniu się z się, tzn. z okowów strachu i nadziej, nie pozostaje nicość (Jak katolikusowi się wydaje, ze śmiercią na kanapie), a wyłania się coś, a raczej ktoś. Rinzai nazywał to "człowiek bez rangi", w zen to natura buddy, ja to nazywam "świadomością prawej półkuli", w Czogchen to Samantabhadra. Doznanie "tego" jest bardzo ciekawe, ale i trudne do uchwycenia. Wrażenie jest takie, jakby coś przejęło kontrolę nad naszym ciałem, ale zarazem oczywistym jest, że to my. Jego działanie jest doskonale dobre, w pełni satysfakcjonujące. Kreatywne, żywotne, współczujące. Geniuszem Dzogchen jest twierdzenie, że to Samantabhadra tworzy wszystko. Wszelkie doznania, twory mentalne, ja, są jej emanacją. Nie ma nic poza nią. Z tego od razu wnioskuje się, że nie ma żadnej drogi, żadnych praktyk, ani potrzeby zmiany. Wszystko, do zawsze jest tym.


Brzmi jakby znajomo.

Banjankri napisał:

Mnich zapytał mistrza chan Zhaozhou Czy pies ma naturę Buddy?
Wu (nic/żaden) – odpowiedział mistrz.

Ludzie latami próbują rozgryźć ten koan. :)

Ps. Jakby moje tłumaczenie było niewystarczające, to tutaj jest praktyka:
https://youtu.be/cZ6cdIaUZCA


Szkoda piesów. Wiadomo że nie każdy może wpaść na teorię względności, ale czy każdy może sam wpaść na to jak usunąć cierpienie?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 21 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 16:38, 18 Paź 2019    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Bo relacja wygląda tak: pragnienie => prawdziwość, ...
Ale tylko z punktu widzenia (termin umowny) konceptu :wink:

Banjankri napisał:
Wszystko jest prawdziwe (doznanie), i nic nie jest prawdą.
Wszystko jest, po prostu, zanim nadejdzie koncept :wink:

szaryobywatel napisał:
Byłbyś w stanie sobie wyobrazić coś bolesnego, co się właśnie teraz może stać? Mówiąc wyobrazić, mam na myśli przeprowadzenie w głowie realistycznej symulacji, bez wypierania i oszukiwania się.
Mózg stworzy te same związki chemiczne obojętne czy coś w istocie doświadczasz czy o tym myślisz, bo używa tej samej matrycy aby dopasować doświadczenie fizyczne czy wyimaginowane do istniejącego "odcisku"/imprint w podświadomości. Ten odcisk tworzy emocja. Relatywnie stabilne emocje to nasza osobowość. To jest teoria naukowa w razie jakbyś miał jekiekolwiek konceptualne wątpliwości.

Jeśli pomyślisz o sobie jako zlepek emocji, to "otwiera oczy" (uwaga zwrot metaforyczny).

szaryobywatel napisał:
Szkoda piesów. Wiadomo że nie każdy może wpaść na teorię względności, ale czy każdy może sam wpaść na to jak usunąć cierpienie?
Nie polecam próbować cierpienia usunąć. "Usunie" się samo naturalnie wraz z ostatnim wybiciem serca a potem jeszcze mózg w ciągu 2-3 minut wyświetli zanim obumrze. Ponieważ stan ludzki/human condition "zawieszony" jest pomiędzy cierpieniem naurotycznym [teraz o nim piszesz] a cierpieniem rozwojowym [innych opcji nie ma, i bez znaczenia jest ile Ci argumentów konceptualnie podeśle ego aby cię "święcie" przekonać, że są], bo cierpienie rozwojowe mniej "swędzi" (uwaga zwrot metaforyczny) i można się "podrapać" tu i tam.

Czym jest cierpienie rozwojowe? Wchodzeniem w relacje ludzkie ale pomalutku aby Cię niskie instynkty ludzi-zwierząt nie "zadziobały". Wówczas budujesz mocne resilience/odporność na dzioby przez hart ducha. Następnie przestajesz dokarmiać ego. Coś tam mu podrzucisz aby nie umarło, bo dzięki niemu pamiętasz jak szczotkować zęby ale nie za dużo, bo różnie szybko do rozmiaru Jabba the Hutt. Skąd wiemy? Ano, z przykładu naszych tutaj cierpiętników dumnych jak pawie jak puszczają tutaj "pawie".

Pamiętaj, że Natura (wybór dużej litery nie jest przypadkowy) to matka natury ludzkiej i ma sporo dzieci. Ma też idealny system równowagi. Tak więc, gdy tylko zaniedbasz cierpienie rozwojowe, to Jabba the Hutt rośnie w siłę i żyje się mu dostatniej kosztem Twojego hartu ducha.

W terminologii angielskiej mamy wyraz hostgospodarz. Kiedy dodasz do niego termin age/stary to nie wyjdzie "stary gospodarz" ale zakladnik czyli hostage czyli isota w okowach ego - osoba neurotyczna.

Już prościej nie mogę wyjaśnić.


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pią 16:58, 18 Paź 2019, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 10308
Przeczytał: 115 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 19:06, 18 Paź 2019    Temat postu:

Czym się różni prawdziwe szczęście od nieprawdziwego?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 10308
Przeczytał: 115 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 19:09, 18 Paź 2019    Temat postu:

Wszystko to, co może tworzyć więzy międzyludzkie - wspólne upodobania, fantazje, marzenia, nadzieje na przyszłość, lęki z przeszłości, jest w naszym społeczeństwie bardziej kruche i w większym stopniu należy do sfery wstydliwości niż pójście z kimś do łóżka.
Rollo May (z książki Miłość i wola)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3790
Przeczytał: 72 tematy


PostWysłany: Pią 20:33, 18 Paź 2019    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
True. Byłbyś w stanie sobie wyobrazić coś bolesnego, co się właśnie teraz może stać? Mówiąc wyobrazić, mam na myśli przeprowadzenie w głowie realistycznej symulacji, bez wypierania i oszukiwania się.

Oczywiście.

szaryobywatel napisał:
Wiadomo że nie każdy może wpaść na teorię względności, ale czy każdy może sam wpaść na to jak usunąć cierpienie?


To usunięcie cierpienia, może wpaść na kogoś.

szaryobywatel napisał:
Szkoda piesów.

Kotów też.
Nanchuan saw the monks of the eastern and western halls fighting over a cat. Seizing the cat, he told the monks: “If any of you can say a word of Zen, you will save the cat.” No one answered. Nanchuan cut the cat in two. That evening Zhaozho returned to the monastery and Nanchuan told him what had happened. Zhaozho removed his sandals, placed them on his head, and walked out. Nanchuan said: “If you had been there, you would have saved the cat.”

Dyskurs napisał:
Wszystko jest, po prostu, zanim nadejdzie koncept :wink:

Koncepty też są po prostu.

Semele napisał:
Czym się różni prawdziwe szczęście od nieprawdziwego?

Prawdziwe szczęście nie generuje cieripenia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1936
Przeczytał: 114 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 21:03, 18 Paź 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:
szaryobywatel napisał:
True. Byłbyś w stanie sobie wyobrazić coś bolesnego, co się właśnie teraz może stać? Mówiąc wyobrazić, mam na myśli przeprowadzenie w głowie realistycznej symulacji, bez wypierania i oszukiwania się.

Oczywiście.


Coś to zmienia?

Banjankri napisał:

To usunięcie cierpienia, może wpaść na kogoś.


Ja nie o usunięcie cierpienia pytałem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 21 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 21:29, 18 Paź 2019    Temat postu:

Banjankri napisał:
Dyskurs napisał:
Wszystko jest, po prostu, zanim nadejdzie koncept :wink:
Koncepty też są po prostu.
Tu sie zgodzimy niezgodzic. "Fruwajacych" konceptow nie ma. Koncepty w umysle maja najpierw (a) ladunek emocjonalny, (b) potegowanie przez podswiadomosc [wylaczam sytuacje gdy sie komus mysli jak jedzie samochodem i nawet nie pamieta o czym, bo to myslenie nieswiadome], i (c) zwiazki chemiczne w fizjologii komorkowej. To jest mierzalne przez [link widoczny dla zalogowanych] z konsekwencjami w poziomie cisnienia krwi, czestotliwosci pulsu, i wielu innymi czynnikami okreslajacymi dobre lub niedobre samopoczucie.

Semele napisał:
Czym się różni prawdziwe szczęście od nieprawdziwego?
Prawdziwe szczescie jest psychologiczna abstrakcja. Z chwila gdy zaczniesz o prawdziwym szczesciu myslec staje sie nieprawdziwe, bo staje sie uwarunkowane przez Twoje proces analityczny - dedukcje i indukcje.

Uwazam, ze jedynym stanem jaki moze zobrazowac bezwarunkowa radosc to stan niewinnej radosci malego dziecka, ktore nie doswiadcza stanow emocjonalych w oparciu o podswiadomosc, bo jej jeszcze nie ma. Moze zatem w jednym momencie smiac sie calym cialem i za moment plakac calym cialem i nie pamieta tych stanow. Jest to jaskrawe zachowanie dzieci w wieku 2-3 lat, ktore u nas okreslamy jako terrible two czyli okres gdy dziecko wlasnie odczuwa i wyraza tu i teraz bez "bagazu" doswiadczen zyciowych.

Moge sie wprowadzic w taki stan, bo znam jego mechanizm. Pamietaj jednak, ze kazdy czlowiek dorosly jest poddatny na uzaleznienia. Poniewaz mam charakter moralny to znam swoje granice. Jak widze, ze istoty toksyczne zebrza o uwage, to z litosci im szczypte mojej uwagi poswiece. Ale odpuszczam sobie bezwarunkowa radosc z powodu zawieszania sie tych toksycznych istot na ich wyimaginowanej rzeczywistosci, mimo, iz smiac sie calym cialem uwielbiam. Ale znam moralna cene za kierowanie mojej uwagi na takie fenomeny i wiem kiedy odpuscic aby te istoty sie nieswiadomie nie krzywdzily, bo nie maja charakteru moralnego i granic.

Semele napisał:
Wszystko to, co może tworzyć więzy międzyludzkie - wspólne upodobania, fantazje, marzenia, nadzieje na przyszłość, lęki z przeszłości, jest w naszym społeczeństwie bardziej kruche i w większym stopniu należy do sfery wstydliwości niż pójście z kimś do łóżka.
Rollo May (z książki Miłość i wola)
Dla mnie intymnosc jest zwienczeniem wspolnoty duchowej. Wiec nie zgadzam sie z opinia Rollo May. Wskakiwanie pod koldre zeby sie "pobz*kac" jest tanie czyli cheap. Dodatkowo, dzieli sie fizjologie wszystkich osob z ktorymi ta osoba dzielila siebie. W dobie XXI wieku mamy swiadomosc ceny "puszczalstwa". Nie zeby umieranie na choroby weneryczne bylo latwe w dawnych czasach. Po prostu wielu z nich nie znano i nie diagnozowano.

Banjankri napisał:
To usunięcie cierpienia, może wpaść na kogoś.
Prosze wyjasnij mechanizm. :szacunek:

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Pią 21:50, 18 Paź 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 10308
Przeczytał: 115 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 1:18, 19 Paź 2019    Temat postu:

Dyskurs Rollo May ubolewa nad tym, ze tak jest a nie zaleca takiej postawy.
Polecam tobie tę książkę. Będziesz mogla ją tez przeczytać w oryginale.

Inna ciekawa myśl z niej nawet bardziej przystajaca do tematu w ktorym się obracamy:
Jeżeli opuszczą mnie moje diabły, obawiam się, że ulecą z nimi moje anioły.
- Rilke, wycofując się z psychoterapii, po zapoznaniu się z jej celami. więcej
Rollo May – Miłość i wola
Mimo że książka napisana została w roku 1969, jej treść jest nadal zdumiewająco aktualna (może nawet bardziej niż wtedy). Autor opisuje jak rewolucja seksualna oraz inne zmiany społeczne utrudniają współczesnym ludziom przeżywanie prawdziwej głębokiej Miłości oraz nabywanie indywidualnej Woli, a także rolę połączenia tych dwóch czynników w rozwoju świadomości. Można tu znaleźć rozważania na temat seksualności, krytykę Freuda, wprowadzenie pojęć Erosa i Daimoniona oraz parę ciekawych przypadków klinicznych. Wszystko napisane błyskotliwie i przystępnie - polecam! Bartosz Porębski


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Sob 1:47, 19 Paź 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 21 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 2:42, 19 Paź 2019    Temat postu:

Semele napisał:
Dyskurs Rollo May ubolewa nad tym, ze tak jest a nie zaleca takiej postawy.
Polecam tobie tę książkę. Będziesz mogla ją tez przeczytać w oryginale.

Inna ciekawa myśl z niej nawet bardziej przystajaca do tematu w ktorym się obracamy:
Jeżeli opuszczą mnie moje diabły, obawiam się, że ulecą z nimi moje anioły.
- Rilke, wycofując się z psychoterapii, po zapoznaniu się z jej celami. więcej
Rollo May – Miłość i wola
Mimo że książka napisana została w roku 1969, jej treść jest nadal zdumiewająco aktualna (może nawet bardziej niż wtedy). Autor opisuje jak rewolucja seksualna oraz inne zmiany społeczne utrudniają współczesnym ludziom przeżywanie prawdziwej głębokiej Miłości oraz nabywanie indywidualnej Woli, a także rolę połączenia tych dwóch czynników w rozwoju świadomości. Można tu znaleźć rozważania na temat seksualności, krytykę Freuda, wprowadzenie pojęć Erosa i Daimoniona oraz parę ciekawych przypadków klinicznych. Wszystko napisane błyskotliwie i przystępnie - polecam! Bartosz Porębski
Zgadzam sie, ze represja czegokolwiek w podswiadomosci sprawi efekt cienia, ktory z nieswiadmosci bedzie atakowal istote ludzka jako bezbronna.

Rewolucja seksualna odarla nas z intymnosci i tym samym godnosci. Ale rozwoj technologiczny a konkretnie galopujaca cyfryzacja jest odpowiedzilan za upadek charakteru moralnego czlowieka.

U nas, na szczescie jest kampania jego odbudowy, ale na skorygowanie zaniedban potrzeba czasu. Poniewaz HR to moja dzialka i mam kontakt z masa ludzi, przyjemnie jest sluchac jak wartosci charakteru moralnego wracaja na pierwszy plan.

Dziekuje za polecenia. Postaram sie odnalezc.:*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 10308
Przeczytał: 115 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 12:29, 19 Paź 2019    Temat postu:

Nie boję się w ogóle cyfryzacji.

Ona daje ogromne szanse introwertykom..:-) :-) :-) :-)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10048
Przeczytał: 21 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 15:45, 19 Paź 2019    Temat postu:

Semele napisał:
Nie boję się w ogóle cyfryzacji.

Ona daje ogromne szanse introwertykom..:-) :-) :-) :-)
Wszystko jest dobre/konstruktywne w równowadze. Cyfryzacja galopuje i to nie jest dobre.



W*******i, 2019 napisał:
Obecnie przeżywamy epokę galopującego postępu technologicznego, który powoduje większy stres na rynku globalnym, z którym ludzie mogą sobie poradzić. Koszty medyczne w USA rosną, a federalne systemy opieki zdrowotnej w innych krajach są przytłoczone, podczas gdy populacje niektórych krajów maleją, a starzenie się w innych i przeludnienie krajów jest problemem społeczno-politycznym.
Organizacje krajowe i globalne muszą nie tylko nauczyć się, jak kontynuować adaptację, ale także inwestować w ich zrównoważony rozwój, ponieważ zmiany beda sie kontynuować na całym świecie. Jednak bliższe spojrzenie na współczesne organizacje ujawnia, że dysfunkcyjne są bardziej powszechne niż te, które działają skutecznie. Ehlers Jr. (2018) wskazał, że istnieje dysfunkcja organizacyjna z powodu indywidualnych pracowników preferujących skłonność do struktur dowodzenia bez kwestionowania władzy.


Hofstede (1983) 4 pilary oszacowania kultury narodowej są skutecznym miernikiem stanu kultury narodowej. Problemem w Polsce jest wysoki wskaźnik podporządkowania się autorytetowi/high power distance index i bardzo wysoki wskaźnik obaw przed zmianami/uncertainty avoidance.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 10308
Przeczytał: 115 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 15:49, 19 Paź 2019    Temat postu:

Polacy nigdy NIE uznawali autorytetow. Wyjątkiem był JPII
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 10308
Przeczytał: 115 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 15:51, 19 Paź 2019    Temat postu:

Cytat:
Semele napisał:
Czym się różni prawdziwe szczęście od nieprawdziwego?

Banjankri: Prawdziwe szczęście nie generuje cierpienia.
_________________


"Prawdziwe" szczęście może generować cierpienie. Szczęście nie trwa ciągle i ta myśl może dac nam ulgę. Chrześcijanie pewnie szukają odpowiedzi w księdze Hioba.

Buddyzm mam takie wrażenie ma nas uchronić od emocji. Oczywiście troche trywializuje, na pewno JEST to bardziej skomplikowane.
Człowiek NIE może żyć bez emocji.
Stąd takie powodzenie skoków na bangi i rollercoasterow. :) :wink:


Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Nie 7:04, 27 Paź 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 1 z 8

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin