Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Moc prawdziwa i moc pozorna
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1947
Przeczytał: 40 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 13:30, 22 Lut 2017    Temat postu:

Przepraszam, ża tę żartobliwą pochwałę :wink: ..bo może nie była na miejscu.
Dawno z Panem Michałem nie pisałam, bo naszło mnie na lżejsze tematy ...ale czytałam jak najbardziej :*

Może jednak nie do końca bym w całości na trzeźwo pochwaliła ;-P bowiem jak się już na poważnie zastanowiłam, to doszłam do wniosku, iż nie wiem czy mogłabym jednoznacznie wskazać takie zupełnie egoistyczne pasożyty. Wszystko w świecie opiera się na wzajemnych relacjach i osoba, czy organizm - tzw. pasożyt, który tylko bierze nic nie dając w zamian wcale może takim zupełnym pasożytem nie być.
Jeśli prawdziwa moc to moc dawania, to czymże byłaby moc dawania bez użycia jej, gdyby wszyscy byli tak zasobni, chcieliby tylko dawać, a nie byłoby nikogo, kto chciałby wziąć, czy bogacz mający potrzebę dzielenia się z innymi byłby wówczas szczęśliwy? Gdyby nie było nikogo, kto choćby i chciał go okraść? Gdyby musiał marnować swoje dobra, wyrzucać, palić, w końcu umierać nie mając nikogo, komu mógły je powierzyć itp.
Napisał Pan Michał że śmierć pasożyta jest dla większości żywicieli ulgą i korzyścią...ale iluż jest również takich żywicieli, którzy po śmierci takiego osobnika wiele lat zmagają się z cierpieniem, z samotnością, wtedy okazuje się, że pasożyt nie był takim do końca pasożytem, bowiem samo już towarzystwo jego było czymś, czego bardzo potrzebowali, a wielu często wiele więcej by oddało za jego powrót niż ten ich kosztował za życia.
Nawet mówiąc dosłownie o pasożytach, ludzie często używają żartobliwych, czy zdrobniałych określeń, np. mój robaczek kiedy mówią o tasiemcu, popularne było swego czasu odchudzanie się na tasiemca ( fuj !) Czyli to nie jest takie znów jednoznaczne, kto ma więcej korzyści i kto jest czasem większym egoistą, dawca, czy pasożyt.
Ale w wielu kwestiach jak najbardziej się tu z Panem Michałem zgodzę.


Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Śro 13:36, 22 Lut 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16287
Przeczytał: 98 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 17:32, 22 Lut 2017    Temat postu:

JanelleL. napisał:
Przepraszam, ża tę żartobliwą pochwałę :wink: ..bo może nie była na miejscu.

Za nie ma co... :rotfl: Sam się nieco uśmiałem...

JanelleL. napisał:
Jeśli prawdziwa moc to moc dawania, to czymże byłaby moc dawania bez użycia jej, gdyby wszyscy byli tak zasobni, chcieliby tylko dawać, a nie byłoby nikogo, kto chciałby wziąć, czy bogacz mający potrzebę dzielenia się z innymi byłby wówczas szczęśliwy? Gdyby nie było nikogo, kto choćby i chciał go okraść? Gdyby musiał marnować swoje dobra, wyrzucać, palić, w końcu umierać nie mając nikogo, komu mógły je powierzyć itp.
Napisał Pan Michał że śmierć pasożyta jest dla większości żywicieli ulgą i korzyścią...ale iluż jest również takich żywicieli, którzy po śmierci takiego osobnika wiele lat zmagają się z cierpieniem, z samotnością, wtedy okazuje się, że pasożyt nie był takim do końca pasożytem, bowiem samo już towarzystwo jego było czymś, czego bardzo potrzebowali, a wielu często wiele więcej by oddało za jego powrót niż ten ich kosztował za życia.
Nawet mówiąc dosłownie o pasożytach, ludzie często używają żartobliwych, czy zdrobniałych określeń, np. mój robaczek kiedy mówią o tasiemcu, popularne było swego czasu odchudzanie się na tasiemca ( fuj !)

Uwagi Przedpiszczyni (jest takie slowo?...) są SŁUSZNE.
To co przedstawiłem wcześniej było UPROSZCZONYM spojrzeniem na sprawę, a przy tym nieco emocjonalnym. Głębiej patrząc na sprawę pasożyty mają w ekosystemie dość nieoczywistą rolę. W przypadku np. pasożytów u ludzi część z nich ma właściwość chronienia przed innymi chorobami, przed alergiami. W tym znaczeniu czasem niektóre pasożyty zbliżają się do roli... symbiontów. Ostatnio czytałem artykuł o jakichś tam utyskiwaniach biologów, na potencjalną możliwość wymarcia jakiejś grupy pasożytów, co miałoby skutkować problemami z populacją ich nosicieli.
W życiu też bywa różnie - wiele pasożytniczych zachowań mobilizuje "dawców" i "nosicieli" do działań, treningu własnych umiejętności. Więc ogólnie ta rola pasożyta wcale nie jest taka oczywista. W ogóle zło na świecie ma swoje dwie strony - z jednej strony jest tym negatywnym czynnikiem, ale z drugiej katalizatorem rozwoju osób, które to zło muszą pokonywać. Widać nieraz, że społeczeństwa zbyt dobrze zorganizowane robią się zgnuśniałe, ludzie którym jest dobrze, którzy nie mają realnym problemów, często wytwarzają sobie problemy sztuczne - a te z kolei, z racji na oderwanie od przyczyn ich powstawania bywają trudniejsze do poradzenia sobie z nimi w psychice.

A jednak...
Jednak - nie dyskredytując roli pasożytów ogólnie - to w kwestii MOCY swoje stanowisko podtrzymuję. Twierdzę, że moc - ta prawdziwa, ta stanowiąca doskonałość - nie jest pasożytnicza z natury. Bycie pasożytem to małość i słabość. Może ta słabość bywa dla otoczenia mobilizująca i potrzebna, ale jednak słabością pozostaje.
Bo moc jest tym, co DAJE i co pozwala na RADZENIE SOBIE W KAŻDEJ SYTUACJI. Pasożyt jest zależny, jest właściwie na łasce swojego nosiciela i karmiciela, więc jego moc jest niższego kalibru, niż moc jednostki samodzielnej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1947
Przeczytał: 40 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 13:33, 23 Lut 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:

Za nie ma co... :rotfl: Sam się nieco uśmiałem...

a to dużo lepsze niż nie ma za co :szacunek:

Michał Dyszyński napisał:


Uwagi Przedpiszczyni (jest takie slowo?...) są SŁUSZNE.


Czy ja przedpiszczałam? :think: ...jak słusznie to niech będzie "przedpiszczyni" :wink:


Michał Dyszyński napisał:

To co przedstawiłem wcześniej było UPROSZCZONYM spojrzeniem na sprawę, a przy tym nieco emocjonalnym. Głębiej patrząc na sprawę pasożyty mają w ekosystemie dość nieoczywistą rolę. W przypadku np. pasożytów u ludzi część z nich ma właściwość chronienia przed innymi chorobami, przed alergiami. W tym znaczeniu czasem niektóre pasożyty zbliżają się do roli... symbiontów. Ostatnio czytałem artykuł o jakichś tam utyskiwaniach biologów, na potencjalną możliwość wymarcia jakiejś grupy pasożytów, co miałoby skutkować problemami z populacją ich nosicieli.


Skoro jest nieoczywista, czyli jeszcze jest co badać i nad czym pracować... no i to bardzo interesujący temat.


Michał Dyszyński napisał:

W życiu też bywa różnie - wiele pasożytniczych zachowań mobilizuje "dawców" i "nosicieli" do działań, treningu własnych umiejętności. Więc ogólnie ta rola pasożyta wcale nie jest taka oczywista. W ogóle zło na świecie ma swoje dwie strony - z jednej strony jest tym negatywnym czynnikiem, ale z drugiej katalizatorem rozwoju osób, które to zło muszą pokonywać. Widać nieraz, że społeczeństwa zbyt dobrze zorganizowane robią się zgnuśniałe, ludzie którym jest dobrze, którzy nie mają realnym problemów, często wytwarzają sobie problemy sztuczne - a te z kolei, z racji na oderwanie od przyczyn ich powstawania bywają trudniejsze do poradzenia sobie z nimi w psychice.

Czyli islamskim imigrantem w zgnuśniałego Niemca :fight:
... nie tylko społeczeństwa, ale taki świat, zupełnie bez krzty zła też by zgnuśniał ... i taki idealny świat jak w biblijnym Edenie nie maiałby na dłuższą metę racji bytu..no może jako taka klatko-akwario-terrarium...gdzie można zobaczyć przedstawicieli gatunku w roli dobrze utrzymanych eksponatów bardziej - to nie to samo co podczas safari.

Michał Dyszyński napisał:

A jednak...
Jednak - nie dyskredytując roli pasożytów ogólnie - to w kwestii MOCY swoje stanowisko podtrzymuję. Twierdzę, że moc - ta prawdziwa, ta stanowiąca doskonałość - nie jest pasożytnicza z natury. Bycie pasożytem to małość i słabość. Może ta słabość bywa dla otoczenia mobilizująca i potrzebna, ale jednak słabością pozostaje.
Bo moc jest tym, co DAJE i co pozwala na RADZENIE SOBIE W KAŻDEJ SYTUACJI. Pasożyt jest zależny, jest właściwie na łasce swojego nosiciela i karmiciela, więc jego moc jest niższego kalibru, niż moc jednostki samodzielnej.


I tu Przedpisca napisał SŁUSZNIE...ale... Kiedyś, podczas mszy ksiądz zakończył kazanie takimi słowy "radosnego dawcę miłuje Bóg" jakoś z różnych powodów dobrze zapamiętałam ... bo dawać z łaski na uciechę, być do tego zmuszonym lub dawać li tylko z konieczności - tak jak w relacjach dawca-pasożyt lub dawać oczekując czegoś w zamian, ukłonów, wyrazów wdzięczności - to nie jest takie oczywiste w aspekcie tej MOCY. Ale przecież, tak zwyczajnie też nikt nie chce być jakąś "dojną krową", tzw. "frajerem" tylko do dawania. Patrząc na to od strony religijnej....Jezus oddał swoje życie dla naszego zbawienia, a KK robi z tego spektakl, ukazuje mękę pańską bez tej radości dawcy, katuje ludzi smutkiem, cierpieniem i gorzkimi żalami, nawet przed Bożym Narodzeniem jest poważnie zamiast radośnie - jakie to niedorzeczne! (a...za wyjątkiem pielgrzymek)- gdzie się podziała ta radość dawania? czy może w ogóle jej nie było? Czy śmierć Jezusa, to było tylko wypełnienie planu, bo tak musiało być? Nie pamiętam jak to opisuje Biblia, musiałabym zajrzeć.....ale już pierwsi chrześcijanie pożerani przez lwy, oddający swe życie, wierni do końca Jezusowi są już pokazywani inaczej, nie cierpiący, a przepełnieni wiarą, nie oczekujący jakichś nagród w niebie w stylu "wino, kobiety i śpiew", a raczej pragnący bożej miłości. Rozumiem, że do ludzi należy przemawiać tak, czy inaczej oraz przypominać i celebrować utrzymując tradycję, ale coś tu jest z tym nie tak.
W sumie idealnie jest jak ktoś z radością daje komuś, kto z radością bierze i to jest prawdziwa MOC.


Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Czw 13:50, 23 Lut 2017, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hikari33




Dołączył: 23 Lut 2012
Posty: 223
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska

PostWysłany: Czw 14:18, 23 Lut 2017    Temat postu:

JanelleL. napisał:


W sumie idealnie jest jak ktoś z radością daje komuś, kto z radością bierze i to jest prawdziwa MOC.


A przypadkiem nie jest to wyzysk jednego osobnika przez drugiego?! A owa "MOC" to dawanie?! czy branie?! Ciekawe.

Menele z pobliskiej "pijalni piwa" stale biorą renty np. za zniszczoną alkoholem wątrobę (etc) i dają - np. awantury i piekło domownikom, swoim dzieciom (które ich się wstydzą), dają obsrane i zasikane mieszkanie ( sprzęty), dają "w mordę", dają poczuć " kto tu rządzi" gdy nie ma jedzenia... To jest MOC? Chyba MOC nieszczęścia... :think:


Ostatnio zmieniony przez hikari33 dnia Czw 14:18, 23 Lut 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1947
Przeczytał: 40 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 14:22, 23 Lut 2017    Temat postu:

hikari33 napisał:
JanelleL. napisał:


W sumie idealnie jest jak ktoś z radością daje komuś, kto z radością bierze i to jest prawdziwa MOC.


A przypadkiem nie jest to wyzysk jednego osobnika przez drugiego?! A owa "MOC" to dawanie?! czy branie?! Ciekawe.

Menele z pobliskiej "pijalni piwa" stale biorą renty np. za zniszczoną alkoholem wątrobę (etc) i dają - np. awantury i piekło domownikom, swoim dzieciom (które ich się wstydzą), dają obsrane i zasikane mieszkanie ( sprzęty), dają "w mordę", dają poczuć " kto tu rządzi" gdy nie ma jedzenia... To jest MOC? Chyba MOC nieszczęścia... :think:


Na pewno nie o to mi chodziło - o relacji dawca-pasożyt było wcześniej, a o relacji dawca-szkodliwy pasożyt chyba nie było.


Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Czw 14:30, 23 Lut 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16287
Przeczytał: 98 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:55, 23 Lut 2017    Temat postu:

JanelleL. napisał:
o relacji dawca-pasożyt było wcześniej, a o relacji dawca-szkodliwy pasożyt chyba nie było.

Zastanawiam się, jak by było idealnie. :think:
Świat, w którym nikt niczego nie potrzebuje (nie ma żadnego pasożyta, choć może ogólniej i sympatycznie BIORCY) wydaje się być taki bez energii, bez przepływu dobra, bez potrzeby działania, mobilizacji, życia. Z drugiej strony świat podzielony na bezmyślnych pasożytów, którzy tylko biorą, a sami niczego nie ofiarowywują, też nie jest jakoś atrakcyjny.
Ideał wyglądałby chyba tak:
- wszyscy mają sobie coś do zaofiarowania
- ale też wszyscy mają powód do otrzymania, a dalej powód za to do WDZIĘCZNOŚCI

W idealnym świecie moc dawania jakoś sąsiadowałaby z jakąś formą..
oczekiwania, pragnienia, nawet pewnej bezradności w jakimś obszarze, a ostatecznie uzyskiwaniem czegoś od innych. Ten obszar byłby wypełniony darem ze strony innych istot myślących, działających.
Tak nieraz chyba się dzieje - w dobrze zorganizowanych (także od strony emocjonalnej) rodzinach, układach zawodowych są podziały ról. W idealnym przypadku nikt nie ma roli "lepszej", tylko inną, a każdy jest wdzięczny za wykonanie przez innych pracy, którą on musiałby wykonywać, gdyby był sam, a tak czerpie z pracy innych.
Wdzięczność jest kluczem (!) do tej atmosfery mocy z dawaniem i braniem od innych.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 14:56, 23 Lut 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1947
Przeczytał: 40 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 7:13, 24 Lut 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
JanelleL. napisał:
o relacji dawca-pasożyt było wcześniej, a o relacji dawca-szkodliwy pasożyt chyba nie było.

Zastanawiam się, jak by było idealnie. :think:
Świat, w którym nikt niczego nie potrzebuje (nie ma żadnego pasożyta, choć może ogólniej i sympatycznie BIORCY) wydaje się być taki bez energii, bez przepływu dobra, bez potrzeby działania, mobilizacji, życia. Z drugiej strony świat podzielony na bezmyślnych pasożytów, którzy tylko biorą, a sami niczego nie ofiarowywują, też nie jest jakoś atrakcyjny.
Ideał wyglądałby chyba tak:
- wszyscy mają sobie coś do zaofiarowania
- ale też wszyscy mają powód do otrzymania, a dalej powód za to do WDZIĘCZNOŚCI

W idealnym świecie moc dawania jakoś sąsiadowałaby z jakąś formą..
oczekiwania, pragnienia, nawet pewnej bezradności w jakimś obszarze, a ostatecznie uzyskiwaniem czegoś od innych. Ten obszar byłby wypełniony darem ze strony innych istot myślących, działających.
Tak nieraz chyba się dzieje - w dobrze zorganizowanych (także od strony emocjonalnej) rodzinach, układach zawodowych są podziały ról. W idealnym przypadku nikt nie ma roli "lepszej", tylko inną, a każdy jest wdzięczny za wykonanie przez innych pracy, którą on musiałby wykonywać, gdyby był sam, a tak czerpie z pracy innych.
Wdzięczność jest kluczem (!) do tej atmosfery mocy z dawaniem i braniem od innych.


Wdzięczność i dawanie czegoś w zamian za coś innego zastąpił pieniądz i wymiana pieniężna, dlatego tak, takich rzeczy można się doszukiwać tylko w rodzinach, czy w związkach opartch na jakichś uczuciach wyższych..choćby do zwierząt. Niestety, deprawacja idzie dużo dalej za sprawą plastikowego pieniądza...wygodnego skądinąd środka płatności.
I czy biorca, dawca, pasożyt już takim się rodzi, z przewagą takich cech, skłonności, jak w przyrodzie, czy raczej je nabywa?


Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Pią 9:46, 24 Lut 2017, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hikari33




Dołączył: 23 Lut 2012
Posty: 223
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska

PostWysłany: Pią 11:56, 24 Lut 2017    Temat postu:

[quote="JanelleL.":
"pasożyt, który tylko bierze nic nie dając w zamian wcale może takim zupełnym pasożytem nie być. "


[u]Pasożyt
[/u]
[link widoczny dla zalogowanych]
znaczenia:
rzeczownik, rodzaj męskozwierzęcy
(1.1) biol. organizm czerpiący korzyści ze współżycia z innym organizmem, zazwyczaj ze szkodą dla swego gospodarza; zob. też pasożyt w Wikipedii
rzeczownik, rodzaj męskoosobowy
(2.1) książk. przen. człowiek wykorzystujący innych dla osiągnięcia własnych korzyści

kolokacje:
(1.1) pasożyt zewnętrzny • pasożyt wewnętrzny • pasożyt obligatoryjny
(2.1) pasożyt społeczny

Pozdr. ;-P


Ostatnio zmieniony przez hikari33 dnia Pią 11:57, 24 Lut 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1947
Przeczytał: 40 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 13:53, 24 Lut 2017    Temat postu:

hikari33 napisał:
JanelleL. napisał:
:
"pasożyt, który tylko bierze nic nie dając w zamian wcale może takim zupełnym pasożytem nie być. "


Co za niezgrabnie sformułowany cytacik :oops: ;-P


hikari33 napisał:

[u]Pasożyt
[/u]
[link widoczny dla zalogowanych]
znaczenia:
rzeczownik, rodzaj męskozwierzęcy
(1.1) biol. organizm czerpiący korzyści ze współżycia z innym organizmem, zazwyczaj ze szkodą dla swego gospodarza; zob. też pasożyt w Wikipedii
rzeczownik, rodzaj męskoosobowy
(2.1) książk. przen. człowiek wykorzystujący innych dla osiągnięcia własnych korzyści

kolokacje:
(1.1) pasożyt zewnętrznypasożyt wewnętrznypasożyt obligatoryjny
(2.1) pasożyt społeczny



Wikipedia to jeszcze mocno niedorobione źródło informacji :( ..niestety w internecie dobrych źródeł wiedzy jest coraz mniej i coraz trudniej je wyszukać.
ale, tak własnymi słowy....
żeby "złapać" pasożyta trzeba:
(1.1) Gdzieś być, w jego środowisku, żeby się na niego natknąć i żeby się doczepił do np. skóry, nie zabezpieczyć się przed nim sprayem, czy odpowiednią odzieżą.

Zjeść coś nieodpowiedniego, niezbadanego, nieumytego lub samemu nie umyć rąk przed zjedzeniem

i tu trzeba mieć wyjątkowego pecha, aby trafić na takiego bezwzględnego :(

(2.1)

trzeba mu stworzyć warunki, np. na plakatach wyborczych wywiesić duży przedziałek Angeli Merkel, żeby było jasne która droga prowadzi do najlepszej jadłodajni.

hikari33 napisał:

Pozdr. ;-P


ja również :*


Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Pią 14:06, 24 Lut 2017, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 32 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:37, 02 Kwi 2017    Temat postu:

Kwestią filozoficzną jest po co “pasożyta łapać”?

Przecież w XXI wieku faktem jest, że jesteśmy tym czym się karmimy i nie chodzi tutaj tylko o to co wkładamy do ust. Oczywiście człowiek, którego system wartości czy Rodzinę zaatakuje pasożyt społeczny ma moralne prawo się bronić ale ma równocześnie moralny obowiązek odejść od intencji pasożyta społecznego po zabezpieczeniu swojego systemu wartości opartego na charakterze moralnym i zabezpieczeniu Rodziny. Jeśli pasożyt społeczny jest szkodliwy, to jego niwelacją powinny zająć sie władze ustawodawcze.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16287
Przeczytał: 98 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:40, 04 Kwi 2017    Temat postu:

Wracając do sprawy mocy...
Ta prawdziwa moc, o której myślę, jest związana bardziej z intelektem i kontrolą nad impulsami na człowieka wpływającymi, niż np. z siłą fizyczną. Słonie są największymi zwierzętami lądowymi, najsilniejszymi. Ale to człowiek, dzięki intelektowi, jest w stanie ostatecznie zrealizować tysiące więcej zadań, niż one. Ale nawet człowiek ma problem ze swoją mocą - bo właściwie nie wie, w jakim kierunku ją skierować. Przeciwieństwo mocy - słabość polega właśnie na tym, że realizujemy rzeczy, których nie chcemy, które często odrzucamy, wolelibyśmy, aby się nie działy.
Teraz jest pytanie: ale kiedy się o tym dowiemy, kiedy się zorientujemy?
Ta moc prawdziwa orientuje się szybciej w tym, że coś idzie nie tak, albo że można coś jeszcze poprawić. Moc głupia, idzie po trupach, więcej szkodzi, niż tworzy, realizuje zadania niezgodnie z planem, albo zgodnie z jakimś planem - tylko że z planem wadliwym. Prawdziwa moc, to właśnie moc sensownego planu - takiego, który daje się zrealizować i który warto jest realizować.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 32 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 1:13, 05 Kwi 2017    Temat postu:

Nie z intelektem, bo to domena ego. Moc jest domena serca, ktore bedac otwartym sprawia, ze czlowiek jest autentycznym w stosunku do siebi a tym samym innych i jest konsekwentny w zyciu, ktore okreslamy jako zrealizowane/dokonane Eng. realized. Nawet gdy taki czlowiek czasami sie pomyli, to przez pokore odnajdzie swoja droge. Sensowny plan nie ma nic wspolnego z moca. Moze wymyslic go grupa w pracy dla osiagniecia jakiegos celu organizacyjengo. Nie koniecznie kazdy czlonek grupy musi preferowac ten sensowny plan, ale jako czlonek grupy i organizacji ma obowiazek go wspierac i wykonywac co do niej/jego nalezy. Moc nie jest ani miarka ani sie nie orientuje. Jest domena swiadomosci zycia w prawdzie swojego charakteru moralnego opartego na pilarach wartosci. Bez tego, nie ma mowy o mocy lecz o sile z ktora czlowiek jako najinteligentniejsze stworzenie na ziemi potrafi niszczyc siebie, innych, i wlasne srodowisko.

[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16287
Przeczytał: 98 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 14:26, 05 Kwi 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Nie z intelektem, bo to domena ego. Moc jest domena serca, ktore bedac otwartym sprawia, ze czlowiek jest autentycznym w stosunku do siebi a tym samym innych i jest konsekwentny w zyciu, ktore okreslamy jako zrealizowane/dokonane Eng. realized. Nawet gdy taki czlowiek czasami sie pomyli, to przez pokore odnajdzie swoja droge. Sensowny plan nie ma nic wspolnego z moca. Moze wymyslic go grupa w pracy dla osiagniecia jakiegos celu organizacyjengo. Nie koniecznie kazdy czlonek grupy musi preferowac ten sensowny plan, ale jako czlonek grupy i organizacji ma obowiazek go wspierac i wykonywac co do niej/jego nalezy. Moc nie jest ani miarka ani sie nie orientuje. Jest domena swiadomosci zycia w prawdzie swojego charakteru moralnego opartego na pilarach wartosci. Bez tego, nie ma mowy o mocy lecz o sile z ktora czlowiek jako najinteligentniejsze stworzenie na ziemi potrafi niszczyc siebie, innych, i wlasne srodowisko.

[link widoczny dla zalogowanych]

Myślimy o różnych rzeczach. Oczywiście w takich rozważaniach, każdy ma swoje prawo definiować pojęcia jak uważa. Ale chyba tu się mocno rozjechaliśmy (co nie koniecznie jest zarzutem, tylko po prostu spostrzeżeniem). Ja będę obstawał przy swoim sposobie patrzenia na te rzeczy, bo wydaje mi się, że tworzą one pewien SPÓJNY SYSTEM rozumowania, a nie są wyłącznie ogólnoumoralniającym gadulstwem.

Mimo podobieństwa spojrzenia na pewne rzeczy, czy czasem bardziej duchowego wydźwięku tego, co piszę, moje podejście do mocy w tym rozdziale nie polega na jakimś moralizowaniu, formułowaniu jakichś duchowych celów, czy agitowania do bycia lepszym człowiekiem. W szczególności nie bardzo rozumiem Twoje rozróżnienie moc vs siła (ta pierwsza jakby bardziej dobra, a druga chyba zła). W fizyce w ogóle mamy definicje mocy i siły nie mające żadnych konotacji w zakresie wartościowania moralnego. Definiując te wielkości poza fizyką też staram się być możliwie bezstronny. Czyli ten mój tekst absolutnie nie aspiruje do bycia zbiorem umoralniających, czy zachęcających do duchowości sentencji (choć co niektórym może się tak wydawać).
Punkt wyjściowy w ogólności jest inny - widzę moc jako OGÓLNIE TEN ASPEKT, KTÓRY PRZEKSZTAŁCA COŚ W KIERUNKU ZGODNYM Z JAKIMŚ ZAMIERZENIEM.
W związku z tym może być moc do dobra, jak i moc do zła. Szatan też jest "mocny", bo jest w stanie zniszczyć wiele dobrych rzeczy, bo potrafi realizować to, co sobie założył. Dla mnie (co pisałem wcześniej) owa definicja mocy może odnosić się także do "mocy zaawansowanej koparki", ale też mówimy o "mocy przetwarzania" przez system komputerowy. Gdzieś na końcu (najtrudniejsze!) mielibyśmy tę moc osobową, o której wspominam na początku, ale ona nie jest punktem wyjścia do definicji, tylko jednym z wielu przypadków użycia owej definicji (choć na koniec, spinając rozumowanie, moc osobowa znowu "wchodzi" w każdą definicję mocy - choć w nieco mniej bezpośredniej formie. Ale o tym może kiedy indziej...).

Tak więc moc widzę w zasadzie W KAŻDYM UKŁADZIE gdy:
- jest jakiś stan wyjściowy
- jest cel do osiągnięcia
- jest mnie, czy bardziej sprawne osiąganie tego celu.
Cel nie musi być szlachetny, dobry moralnie. Ogólnie jest celem.
I ta definicja mocy, która widzi owo pojęcie bardzo ogólnie - jako MIARĘ SPRAWNOŚCI W OSIĄGANIU CELÓW jest bazową koncepcją do rozważań.
Dalej jednak wchodzimy w bardziej konkretne przypadki.
Moc przetwarzania - byłaby miarą sprawności w przeprowadzeniu określonych obliczeń. Jeden system komputerowy będzie tu "mocniejszy", niż inny.
Statek - holownik może mieć większą moc, jeśli jest w stanie pociągnąć (przy zadanych parametrach) większą jednostkę pływającą.
No i ta moc osobowa...
To jest ciekawy przypadek, bo pojawia się PYTANIE O CEL. Co jest celem osoby?...
W prostym rozumowaniu człowiek stawia sobie cele zgodnie z tym, jak mu podpowiada intuicja, najczęściej odnosząc się do potrzeb biologicznych, czy społecznych. Czyli (typowym) celem może być "zarobić pieniądze - możliwie jak najwięcej". Większą moc zarabiania pieniędzy ma zapewne bankier, niż ochroniarz w supermarkecie.
A czy jest coś takiego jak moc osobowa bardziej ogólnie?
- Odpowiedzielibyśmy na to pytanie, gdybyśmy umieli SFORMUŁOWAĆ OGÓLNY CEL dla osoby. Na tym etapie to jest trudne. Możemy próbować podchodzić do zagadnienia w ten sposób, że zdefiniujemy moc osobową poprzez SUMĘ SPRAWNOŚCI W REALIZOWANIU RÓŻNYCH CELÓW. Mocniejszy wtedy będzie ten, który jest w stanie WIĘCEJ ZROBIĆ. W szczególności człowiek słaby, to ten kto jest zdany na innych, bo nie jest w stanie nawet zaspokoić swoich podstawowych potrzeb, zatroszczyć się o siebie. Małe dziecko jest słabe - nie tylko fizycznie, ale tak w ogólności - rozumieniem, wiedzą, umiejscowieniem w społeczeństwie. Mocny w świecie jest ten, kto jest w stanie więcej zarobić, kupić, stworzyć, wybudować - MOŻE ZREALIZOWAĆ WIĘKSZĄ PULĘ CELÓW.
Dopiero na tej bazie rozumowania o prostszej mocy możemy postawić problem MOCY DUCHOWEJ, tej najwyższej, trudniejszej do zrozumienia. Wiąże się ona ze spostrzeżeniem, że nasze moce działania w świecie bywają skonfliktowane. Często jest tak, że realizując jedne cele, uniemożliwiamy sobie zdobycie czegoś innego, może nawet ważniejszego. Np. poświęcając się zbyt mocno pracy mogą stracić w zakresie życia rodzinnego - zrealizuję cel "zarobienie pieniędzy", ale stracę cel "bycia dobrym członkiem rodziny".
Czy ten cel ogólny jest jakąś prostą sumą możliwych celów składowych życia?
- Ja jestem przekonany, że nie. Cele składowe będą miały różne wagi w realizacji jakiegoś ostatecznego celu życiowego. Z tym celem życiowym ostatecznym mogę też związać oczywiście MOC ŻYCIOWĄ. Mocny osobowo będę gdy co?...
- Gdy zarobię dużo pieniędzy?... - pewnie będzie to jakiś wkład do mocy, ale czy ten o największej wadze?...
- a może gdy mnie ludzie uznają, gdy w spolecznej drabince osiągnę szczyt? - to na pewno będzie wkład do mocy, ale najważniejszy? - mam wątpliwości.
itd...

Chyba najbliżej takiego intuicyjnego master celu osobowego jest OSIĄGANIE SZCZĘŚCIA. Jeśli osiągnę szczęście, spełnienie, to tak wewnętrznie poczuję się mocny. Ale z tym też nie jest tak łatwo, bo różne małe życiowe szczęścia, też bywają wzajemnie pokonfliktowane. Czasem te konflikty są nieusuwalne, bardzo poważne - np. gdy weźmie u mnie górę szczęście związane z satysfakcją finansową i zechcę okraść bank w celu jego osiągnięcia, to efektem ostatecznym może być spędzenie większości życia w więzieniu - miejscu mało szczęściu sprzyjającym. Poza tym podejście skupione na sobie (liczy się tylko moje szczęście) wydaje się jednak SŁABSZE (znowu ta moc), niż takie, w którym szczęście osiągam nie tylko ja, ale (dzięki mnie) i inne istoty. Osobiście wierzę, że jeśli nawet ktoś jest w stanie osiągać szczęście w czysto egoistyczny sposób, to potencjał takiego szczęścia jest znacząco mniejszy, niż gdy owo szczęście "zsieciowałoby się" ze szczęściem innych istot dokładających się duchowo, emocjonalnie, intelektualnie do "systemu szczęścia".

Mam swoją osobistą wizję pewnej duchowej (boskiej) mocy, związanego z nią szczęścia. Polega ona na tym, że BARDZO GŁĘBOKO ZROZUMIEM SIEBIE - swoją naturę, to czego naprawdę mi potrzeba (do szczęścia, spełnienia). Jak pisałem jednak wyżej - nie chodzi tylko o własne szczęście, bo być może (to moja hipoteza, do której jednak jestem dość mocno przekonany) jest tak, że spełnianie siebie MUSI BYĆ POWIĄZANE Z NIESIENIEM DOBRA INNYM ISTOTOM. W tym kontekście owa duchowa moc jawi sie jako UMIEJĘTNOSĆ I SIŁA SPRAWCZA DO DAWANIA DOBRA. To jest cel mocy. Z nim wiąże się KONIECZNOŚĆ ZROZUMIENIA - aby nie podejmować działań, które pozornie mają pomagać, choć w istocie szkodzą.
Tu właśnie na koniec chciałem zwróci uwagę na pewne (niezwykle ważne) zagrożenie. Chodzi o problem NAIWNEGO DOBRA. Co prawda w Biblii jest powiedziane, że mądrość świata i ludzi jest niczym wobec mądrości Boga i nie ma konieczności bycia nadzwyczaj inteligentnym, aby osiągnąć zbawienie. Ale niepoprawnym byłby wniosek, że mądrość, rozwaga, umiejętność poprawnego rozpoznawania rzeczy jest nieistotna. Wręcz przeciwnie! Jest to też wielokrotnie wspominane w Biblii. W szczególności "komu dużo jest dane, od tego więcej wymagać będą" - mamy obowiązek korzystania z naszych zdolności, z mądrości. Pewne problemy, cierpienia mogą rozwiązać jedynie ci mądrzejsi, mający właśnie większą moc, a nie słabi, którzy mniej rozumieją, mniej potrafią. Naiwność nie jest cnotą. Głupota nie jest cnotą. Jesteśmy wezwani do doskonalenia się duchowego ("bądźcie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w niebie"), do tego by wzrastała w nas moc. Być może akurat ten, czy inny ktoś nie mógł posiadać wystarczającej wiedzy, aby poprawnie zareagować w jakiejś sytuacji, więc wtedy nie byłoby jego winą, że postąpił głupio. Jednak nie wiemy tego, czy czasem czegoś nie zaniedbaliśmy! Może my, gdybyśmy nie byli gnuśni w osiąganiu większej wiedzy, mądrości, opanowania emocji, już bylibyśmy w stanie ofiarować jakieś dobro, które przeoczyliśmy. Wtedy będzie ciążyła nad nami wina zaniechania. To jest moc oparta przede wszystkim o ROZUMIENIE (choć nieco szerzej rozumiane, niż tylko jako typowa inteligencja, czy wiedza, bo uzupełniona o pewne umiejętności emocjonalne, duchowe) - aby nie robić niczego głupio, nieskutecznie.
W jednym z tłumaczeń "grzech" określa się jako "chybianie celu". W tym ujęciu grzesznik, to ktoś kto jest słaby - bo nie jest w stanie realizować poprawnie zamierzeń - on będzie chybiał na drodze do szczęścia, do dobra. Dobro bez mądrości, bez mocy poprawnego rozpoznawania i rozumowania, się nie utrzyma. To jest mocno skomplikowana układanka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16287
Przeczytał: 98 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 11:27, 24 Kwi 2017    Temat postu:

Moc słowa
Zadajmy sobie pytanie: kto mówiący, piszący, komunikujący innym ludziom ma moc? Po czym poznawalibyśmy ideę mocy słowa?

Moja propozycja jest dość chyba naturalna, narzucająca się. Powiemy zapewne, że ktoś jest mocny słowem, jeśli to co głosi się sprawdza, jest jakoś prawdziwe, daje się pozytywnie potwierdzić.
Ktoś mocny słowem, gdy mówi: przyjdę jutro i oddam ci te pożyczone mi tysiąc złotych, to osoba przekonana o mocy owych słów, będzie czekała z wiarą na przyjście owej osoby. I ów ktoś przyjdzie (właśnie jutro, a nie w innym czasie) i odda tysiąc złotych (pełny tysiąc, a nie np. połowę - bo PRZECIEŻ POWIEDZIAŁ). Ktoś mocny słowem, jak coś powie, to to coś się sprawdzi, tak właśnie będzie.
W odróżnieniu od tego ktoś słaby słowem, gdy powie "jutro przyjdę", może przyjdzie, a może nie. Jego słowa nie znaczą tego, co komunikują - wszak one SĄ SŁABE, czyli są BEZ ZNACZENIA (znaczenia poprawnego, zapewniającego zgodność z oczekiwaniami).

Moc słowa świadczy o osobie.
Trudno jest mi znaleźć coś bardziej świadczącego o osobie, niż moc jej słowa. Mogę nie spełnić jakichś wymogów mi narzuconych. Powiem wtedy: ja tego nie deklarowałem, więc to że czegoś nie spełniam, to (przynajmniej w jakiejś części) problem tych, co tego ode mnie chcą, oczekują. Ja się od tego dystansuję.
Ale z drugiej strony, jeśli coś powiedziałem z własnej woli, to chyba wiedziałem co mówię...
W końcu, jeśli czułem, że nie jestem w stanie tego wypełnić, to mogłem po prostu nie mówić. Jeśli jednak coś mówię, a potem okazuje się inaczej, niż to zadeklarowałem, to znaczy, że moja słowa były nie znaczące, a dalej, że moja świadomość, moje rozumowanie z tym związane SŁABE. Można by też powiedzieć, że jestem "głupi".
Oczywiście w życiu są sytuacje, w których wypowiadamy jakieś słowa trochę do nich zmuszeni, wbrew sobie. Oto np. szef oczekuje od nas, że będziemy kłamali klientom jaki to produkt naszej firmy jest super, a my wiemy, że jednak ów produkt jest "taki sobie". Ale, chcąc zachować pracę, kłamiemy. O czym to świadczy? - ano też o tym, że JESTEŚMY SŁABI, że życie, okoliczności, ludzie są silniejsi od naszej mocy słowa. Inaczej mówiąc PRZEGRYWAMY w tej walce o wykazania poprawności samego siebie w tej najczystszej postaci - poszanowania własnych słów.
Jesteśmy słabi słowem, gdy ulegając emocjom, wypowiadamy sformułowania, z których potem chcielibyśmy się wycofać. Czasem już nie ma jak się wycofać, bo ktoś nasze sformułowania wziął sobie do serca - może od nas po prostu odszedł, albo przestał nam wierzyć, lubić, traktuje odtąd jako osobę niemiłą. I wtedy też wiemy, że BYLIŚMY NIEMILI, ów ktoś ma rację. Słabością naszych słów (niecierpliwością, nieopanowaniem) zniszczyliśmy związek, relację, czasem tracimy pracę. Słabością słów...

Wracając znowu do przeciwnego bieguna - do słów prawdziwej mocy.
Właściwie taki ktoś naprawdę mocny słowem nigdy by nie powiedział czegoś, co mogłoby się okazać głupie, fałszywe, co się nie sprawdzi. Jeśli czegoś nie wiem, to nie mówię, że wiem, ale jak coś powiem, to rzeczywiście ja, a także inni wokół znający moc mojego słowa, będą pewni, że tak właśnie jest.
Człowiek wielkiej mocy słowa powinien być właściwie jak mag, jak Bóg - jeśli powie chmurom "spuśćcie deszcz", to one spuszczą deszcz, jeśli powie wulkanowi "wybuchnij" to ten wulkan wybucha. Taki byłby ktoś o ekstremalnej, właściwie boskiej mocy słowa. To jest oczywiście - patrząc z perspektywy naszego życia - fantazja, ale ona ustanawia jakoś krańcową postać pojęcia mocy słowa. Warto jest jednak myślą tej fantazji dotknąć, zrozumieć jak mogłoby być, gdybyśmy swoją mocą wykroczyli poza zwykłe życie i świat. W Biblii jest powiedziane, że człowiek wielkiej wiary mógłby przenosić góry, słowem nakazywać morwie, aby przesadziła się w morze, a ta byłaby posłuszna. Można odrzucić obrazy religijne w kontekście ich realności wprowadzenia w życie, ale "w czystej teorii" można o nich też pamiętać. Choć ja - chrześcijanin teista - w jakiś sposób WIERZĘ w wielką moc słowa. Dziś nie potrafię mocą mojego słowa nakazywać (skutecznie) morwie przesadzenie się w morze. Ale też trochę aspiruję do owej mocy w tym sensie, że STARAM SIĘ PRZYNAJMNIEJ NIE MÓWIĆ TEGO, CO EWIDENTNIE JEST FAŁSZEM. Mogę pielęgnować, dowartościowywać moc mojego słowa chociażby na tym polu, abym - gdy coś powiem - nie musiał się później wycofywać z tego, aby ludzie nie byli zmuszeni do traktowania mnie jako osoby nie wiarygodnej, rzucającej słowa na wiatr.
Będę mocny (słowem) jeśli każde moje zdanie będzie wyrażało z grubsza właśnie to, co rzeczywiście znaczy to sformułowanie. Nie powinno być wyjątków, a jeśli moja słabość owe wyjątki wprowadzi, to przynajmniej niech tych wyjątków będzie jak najmniej.
Nieraz zdarza mi się, że pewne słowa cisną mi się na usta - chciałbym w irytacji powiedzieć komuś "jesteś kompletnym durniem, nie mam dla ciebie szacunku!". Takie słowa się cisną, bo ktoś może naprawdę zrobił coś niefajnego. Ale jednak jeśli takie słowa wypowiem, jeśli uczynię się sędzią kogoś, to powstanie pytanie - problem: na ile sam jestem w stanie sprostać podobnemu oskarżeniu wobec mnie?...
- Jestem, czy nie jestem zawsze mądry, dojrzały w swoich decyzjach?... Na wszelki wypadek więc staram się nie formułować tych kategorycznych sądów, bo albo będą one świadectwem słabości mojego słowa, czyli miałkości mnie - mojej świadomości, albo...
albo nawet jeśli to okazałoby się prawdą. Jeśli moje potępienie owej osoby uzyskałoby moc, jeślibym oto za chwilę zobaczył, jak ów ktoś - czując tak kategoryczną moją dezaprobatę - załamuje się, wpada w depresję, może popełnia samobójstwo... Czy chciałbym tego? Czy naprawdę chciałbym, aby moje potępienie miało moc (trochę jakby było "magicznie doładowane")?...A gdyby moje potępienie miało moc zsyłania świadomości ludzkich do piekła?... Czy chciałbym owej mocy słowa potępiającego?...
- Gdy sobie to pytanie postawię, to już wiem: NIE CHCĘ MIEĆ MOCY POTĘPIANIA!
W tradycji religii to szatan jest tą istotą o największej mocy potępiania, domagającej się wyświetlenia wszystkich wyborów człowieka w kontekście najbardziej rygorystycznych zasad. Ja się do tego potępiania nie przyłączam. Cofam tu nawet swoją moc. Niech w tym zakresie - w potępianiu - będzie moja słabość...

Ale jednak też jakoś pragnę mocy mojego słowa. Pragnę, aby - gdy powiem "uzdrów się" - ktoś się uzdrowił, aby moja moc stwarzania dobra słowem, jakoś wzrastała. Ale tylko dobra. Bo ostatecznie tylko do takiej mocy przyznaję się naturą mojego jestestwa, bo tylko do dobra JESTEM i tylko do dobra mają służyć moje słowa. Przynajmniej tak chciałbym, aby było, mierząc się ze słabością moich słów, z atakami na to, aby one RZECZYWIŚCIE COŚ ZNACZYŁY, aby ludzie mogli zasadnie mówić: jak Michał coś powie, to aby było jasne, że to jest sensowne, przemyślane, wartościowe, że nie będzie z tego za chwilę się wycofywał, nie okaże się to głupotą, albo fałszem. Tak bym chciał, wtedy czułbym się jako mocny, JAKO "KTOŚ".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 32 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:47, 24 Kwi 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
Ale jednak też jakoś pragnę mocy mojego słowa. Pragnę, aby - gdy powiem "uzdrów się" - ktoś się uzdrowił ...
A nie zastanawiales sie ... better yet nie odczuwales nigdy w sercu, ze ten ktos moze nie byc chory? Moze jest postrzegany jako chory przez Ciebie?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16287
Przeczytał: 98 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:05, 24 Kwi 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:

A nie zastanawiales sie ... better yet nie odczuwales nigdy w sercu, ze ten ktos moze nie byc chory? Moze jest postrzegany jako chory przez Ciebie?

Nie zastanawiałem się, bo nie pisałem o nikim konkretnym. To był bardzo ogólny przykład, który przyszedł mi do głowy, aby nakierować jakoś pojęcie mocy na konkret, który byłby względnie łatwo zrozumiały.
A Ty zastanawiałaś się, czy Twoja uwaga ma szansę mieć sens, skoro tak niewiele wiesz o tym, w jakim kontekście piszę?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 32 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 20:42, 24 Kwi 2017    Temat postu:

Michal Dyszynski napisał:
... skoro tak niewiele wiesz o tym, w jakim kontekście piszę
Skad to przekonanie?

Pisales o slowach I wyplywajacej z nich mocy. Mam odmienne zdanie w aspekcie sily slow. Uwazam, ze sila slowa jest skonczona/ograniczona. Porzekadlo ludowe mowi "mowa jest srebrem a milczenie zlotem".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16287
Przeczytał: 98 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:59, 24 Kwi 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Michal Dyszynski napisał:
... skoro tak niewiele wiesz o tym, w jakim kontekście piszę
Skad to przekonanie?

Pisales o slowach I wyplywajacej z nich mocy. Mam odmienne zdanie w aspekcie sily slow. Uwazam, ze sila slowa jest skonczona/ograniczona. Porzekadlo ludowe mowi "mowa jest srebrem a milczenie zlotem".

To ja już się pogubiłem o czym piszesz. Raz zarzuciłaś mi, że nie zastanawiales sie ... better yet nie odczuwales nigdy w sercu, ze ten ktos moze nie byc chory? Moze jest postrzegany jako chory przez Ciebie? Do tego się odniosłem poprzednio.
Potem okazuje się, że bardziej Ci chodzi o to, że ze sila slowa jest skonczona/ograniczona. Możesz mi jakoś wyjaśnić związek pomiędzy tymi swoimi twierdzeniami? Co właściwie chciałaś mi przekazać?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 32 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:08, 24 Kwi 2017    Temat postu:

Spokojnie, Michal. Niczego nie "zarzucalam".

Wyjasnie Ci przez Twoje religie, katolicyzm. Dlaczego tak niewielu katolikow zna prace Jana od Krzyza I dlaczego praktyka kontemplacji praktycznie nie istnieje poza zakonami Karmelitow Bosych I praca Miniki I Dk. Marcina Gajdow?

Komu "przeszkadzala" MOC (uzycie cudzyslowia I duzych liter jest celowe) ktora oferuje kontemplacja I kiedy?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 3332
Przeczytał: 8 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:16, 24 Kwi 2017    Temat postu:

Kontemplacja to wyższa szkoła jazdy, niewielu do niej dorasta
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16287
Przeczytał: 98 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:28, 24 Kwi 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Spokojnie, Michal. Niczego nie "zarzucalam".

Wyjasnie Ci przez Twoje religie, katolicyzm. Dlaczego tak niewielu katolikow zna prace Jana od Krzyza I dlaczego praktyka kontemplacji praktycznie nie istnieje poza zakonami Karmelitow Bosych I praca Miniki I Dk. Marcina Gajdow?

Komu "przeszkadzala" MOC (uzycie cudzyslowia I duzych liter jest celowe) ktora oferuje kontemplacja I kiedy?

Tu wprowadzasz jeszcze nowe wątki. Nie znam jednoznacznej odpowiedzi na Twoje pytania.
Zarzut, że katolicy polscy są kulturowi, że zadawalają się praktykami, zamiast pielęgnować duchowość jest chyba w sporym stopniu słuszny. Ale przyczyny są złożone.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 32 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 22:08, 24 Kwi 2017    Temat postu:

Andy72 napisał:
Kontemplacja to wyższa szkoła jazdy, niewielu do niej dorasta
Kontemplacja jest czescia Boskiego Planu. Nie potrzeba "dorastac". Droga do Kontemplacji jest prosta I wiedzie przez pokore, czyli zrobienie miejsca/pojemnosci na Boga w sercu, bo przemoca nie wchodzi.

Dk. Marcin M.D. I Monika Gajda "Moment transplantacji serca" :)
https://youtu.be/MIVtvjm7s5Y
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 32 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 22:09, 24 Kwi 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
Spokojnie, Michal. Niczego nie "zarzucalam".

Wyjasnie Ci przez Twoje religie, katolicyzm. Dlaczego tak niewielu katolikow zna prace Jana od Krzyza I dlaczego praktyka kontemplacji praktycznie nie istnieje poza zakonami Karmelitow Bosych I praca Miniki I Dk. Marcina Gajdow?

Komu "przeszkadzala" MOC (uzycie cudzyslowia I duzych liter jest celowe) ktora oferuje kontemplacja I kiedy?

Tu wprowadzasz jeszcze nowe wątki. Nie znam jednoznacznej odpowiedzi na Twoje pytania.
Zarzut, że katolicy polscy są kulturowi, że zadawalają się praktykami, zamiast pielęgnować duchowość jest chyba w sporym stopniu słuszny. Ale przyczyny są złożone.
Tak. Zgadzam sie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16287
Przeczytał: 98 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 15:35, 26 Kwi 2017    Temat postu:

Moc w patrzeniu
W uważnym tylkopatrzeniu też może być moc
choć nic nie robimy, nie działamy
choć w pozornej bierności zatopieni
bez hałasu, bez naciskania
patrzymy
bez napalania się, ale w skupieniasile
to w tym jest także moc

Nie znają tej mocy ci
co zawsze osiągają rzeczy wystawione im przez świat
bo zawsze trzeba być tym pierwszym
albo tym co ma czegoś więcej
moc patrzenia stanie się zrozumiała dopiero wtedy
gdy odejdzie nacisk świata
gdy pojawi się akceptacja tego co jest
a więc i samego siebie
gdy się też poczuje, że to co myślę i czuję
jaki jest mój stosunek do świata
MA ZNACZENIE
bo ja potrafię to znaczenie zrozumieć i nadać je własnemu patrzeniu
bo mam moc.

Michał Dyszyński Warszawa 26.04.2017
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 28 Wrz 2015
Posty: 10057
Przeczytał: 32 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 17:35, 26 Kwi 2017    Temat postu:

A teraz zamknij oczy, Michal :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 5 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin