Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Moc prawdziwa i moc pozorna
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19320
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 2:23, 19 Lis 2019    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Tyrani i Bóg
Świat docenia na pierwszym miejscu moc niszczenia
dla niego, kto zabija wrogów ten okazuje potęgę
łagodni i niosący pomoc są w świecie widziani jako słabi

Jednak moc tyrana jest zbliżona w swoim działaniu do funkcjonowania tego, co bezmyślne
upadek komety, nie posiadającej ani odrobiny świadomości był w stanie przyprawić o śmierć miliardy dinozaurów
zebrał okrutne żniwo znacząco większe, niż zabójstwa tyranów świata

Tyran może zabić, może przyprawiać o ból i cierpienie
lecz samodzielnie nie jest stanie nikogo uleczyć
nie zbuduje niczego mocą własną
tutaj musi zawsze posłużyć się kimś innym, kimś, kto nie oddał swej duszy złu.

Moc tyrana nie świadczy o geniuszu, nie świadczy o osobie
bo jest podobna w swoich działach do tego, co z chaosu
co o niczym nie świadczy, bo jest samo z siebie nijakie i bezosobowe.
Dlatego dzieła tyrana są potępieniem tyrana - dowodzą, że w istocie tyran
mimo że często wiele namieszał, to niczego z siebie nie stworzył
czyli w znaczeniu zdolności do tworzenia - był nikim.

Świat jednak wielbi tyranów, bo kieruje się filozofią strachu
stawia pomniki generałom, co wysyłali ludzi na śmierć i do tej śmierci zadawania
świat nie docenia mocy tworzenia i uzdrawiania będącej domeną Boga
bo aby tę moc docenić, trzeba się wzbić ponad emocje lęku i dominacji
dostrzec sens kreacji
i dobra przewyższającego wyobrażenie
a to jest dla ludzi świata za trudne.

Michał Dyszyński 19.11.2019


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 2:40, 19 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19320
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 15:19, 22 Gru 2019    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Tryumf i co dalej?
Moc, którą rozumie świat oparta jest o dominację
- zatryumfować, czuć się zwycięzcą, stanąć na podium
Nie stawia się pytania: co dalej?

Moc na sposób świata, to moc na krótką metę
moc nie dbająca o przyszłość, o głębsze konsekwencje
nie dająca punktu wyjścia do dalszego rozwoju
to takie: Zwyciężyłem! Zwyciężyłem!! Zwyciężyłem!!!
ależ mam z tego emocję!!!
Tylko co z tego?...
Co z tego, że mam koronę na głowie, medal na szyi
jeśli zostawiłem za sobą rzeszę trupów, smutek pokonanych, lęki i poczucie poniżenia u ludzi?
Co z tego, że zwyciężyłem i dzisiaj świętuję, pyszniąc się chwilą wywyższenia
skoro ostateczny bilans pokazuje: oto wziąłem wiele od innych, zaciągnąłem w ich życiu dług, niemal niemożliwy do spłacenia?...

Jest inne zwycięstwo i inna moc
Taka, która od początku nie celuje w jeden moment
ani w jedno zdarzenie
jest moc budowania harmonii życia
nie tylko swojego życia, bo moc skupiona na jednostkowym celu jest niewystarczająca
to harmonii dla wielu, wzrostu w wielu aspektach, wygranej dla wielu istot

Ta moc głębsza, szersza, pełniejsza daje zwycięstwa, które wciąż trwają, a nawet się rozwijają
bo ich efekty zyskują na znaczeniu
bo krąg pozytywnych zdarzeń z nich wynikłych stale się rozszerza
taka moc startuje od tego, co niepozorne, trudne do zauważenia, bo działające na niskim poziomie
ale właśnie dlatego, że ta moc startuje jakby od ziarenka gorczycy
- czegoś drobnego, choć o skrytym wewnątrz smaku o dużej intensywności
rozrasta się w dobra i konsekwencje tak liczne, tak pozytywne dla wielu
że stają się one jakby drzewem dającym wsparcie i schronienie wielu istotom
taka moc przemieniająca świat i ludzi jest niezniszczalna
bo została oparta na prawdzie.

Michał Dyszyński 22.12.2019
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19320
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 14:11, 14 Sty 2020    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

W świecie za mocarza uchodzi ten, kto nie dbając o dobro i potrzeby innych, czy o tworzone swoim działaniem problemy i konflikty, realizuje własne kaprysy.
W krainie ducha mocny jest ten, kto umiał pomóc innym w ich trudnych sytuacjach, kto rozwiązał zewnętrzny konflikt, dostosowując się, znajdując trudne rozstrzygnięcia.

W świecie mocarz wynosi się nad innych, żąda hołdów i oznak szacunku, bez względu na to, czy ktoś ma przekonanie aby te oznaki światowemu mocarzowi przyznać.
W krainie ducha szacunek, hołd, oddanie, miłość biorą się ze spontanicznego rozpoznania istot, które doznały dobra od kogoś, kto okazał się na tyle przewidujący, cierpliwy, rozumny, zdolny, by to dobro komuś ofiarować i jego starania przyniosły rzeczywiste owoce.

W świecie mocarze nie dbają o prawdę rozpoznań, o to, czy rzeczywiście jest tak, jak mówią, jak chcą aby było. Bo mocarze świata bardziej ufają w sprawczą siłę swojej presji na innych istotach, niż w niezależne obiektywne powody do uznania ich wartości. W ten sposób jednak mocarze świata dowodzą sprzeczności własnej natury - z jednej strony bowiem robią wszystko, aby oprzeć swoja wartość na czyichś słowach, deklaracjach (choć wymuszonych), a z drugiej strony odmawiają tym deklaracjom (jeśli byłyby szczere) prawa do samodzielnego zaistnienia. Żadne "szanuję cię i kocham", jeśli jest wymuszone, nie oznacza bowiem szacunku w miłości, lecz znaczy "boję się ciebie, więc powiem ci co chcesz". Wymuszone "składam hołd twojej mądrości" nie oznacza ani hołdu, ani mądrości, znacząc co najwyżej "dostosowałem się do przymusu, mówię to co każą, a nie to, co naprawdę myślę". Człowiek, który jest przymuszany, powie wszystko - jak chcą "kocham cię", to powie "kocham cię", jak tyrani chcą słowa "nienawidzę", to powiedzą "nienawidzę", jak zażąda się od nich "hgw", to powiedzą "hgw". Słowa przymuszanych ludzi nie pochodzą z rozpoznań, nie budują znaczeń, tylko pustą dostosowawczość, nie są więc świadectwem niczego.
Tak to mocarze świata - w sprzeczności swojej natury - zabiegają o coś, czym w istocie gardzą, wkładają maksymalny wysiłek w zdobycie czegoś, co - w ich układance sensu - nie ma najmniejszej wartości. Tak to mocarze świata są wewnętrznie wadliwi od strony umysłu i uczuć.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19320
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 15:38, 04 Lut 2020    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Prawdziwa moc jest ściśle związana z samowiedzą
Zależność jest tu chyba oczywista - ktoś, kto nie poznał siebie, ten nie wie, czego naprawdę chce. Nie wiedząc czego się chce, człowiek będzie realizował zadania, które są przeciw niemu, będzie sobie szkodził, będzie psuł inne zadania, których też się podjął, czy podejmie w przyszłości; po prostu z dużym prawdopodobieństwem będzie SPRZECZNY SAM ZE SOBĄ.
Dlatego zdobywanie mocy prawdziwej wymaga osiągnięcia jak najwyższego poziomu samowiedzy - o swojej naturze, o słabościach i mocnych stronach w kontekście tych, czy innych zadań życiowych.
Są ludzie, którzy na szczycie wartości stawiają komfort psychiczny. Tacy ludzie nie chcą się dowiedzieć niczego przykrego o sobie i potencjalnie przykre, niewygodne informacje od sobie blokują, odsuwają, wyrzucają z pamięci. Efektem takiej postawy, jest niezrozumienie jakiejś części własnych motywów, pojawienie się podświadomego lęku (bo gdzieś tam w zakątku świadomości jednak pamiętamy, że odrzuciliśmy trudne zagadnienie, że nic o nim nie wiemy, choć potencjalnie występuje związane z nim zagrożenie). Człowiek nie umiejący spojrzeć trudnej prawdzie w oczy, nie rozumie kim jestem w tym zakresie, który zignorował, odsunął od rozważań. Nie wie, czy by podołał zawartym w nim zagrożeniom, czy uległ. Nie wie nawet czego się bać, bo nie rozeznał się w szczegółach swojego lęku, więc być może boi się na wyrost (wszak strach ma wielkie oczy).
A poza tym to wcale nie musi tak być, że ten zakres ostatecznie okaże się dla człowieka niszczącym. Może być tak, że po pokonaniu przejściowych trudności, zdobyta w eksploracji właśnie tego zakresu wiedza i umiejętności okażą się cennym źródłem mocy sprawczej. Kto jednak nie spróbował, ten się nie przekonał. :nie:
Unikanie samowiedzy to kurs na słabość mentalną, na bycie sterowanym nieuświadamianymi lękami, na walkę z demonami własnego niezrozumienia. Jakiś czas można przed sobą udawać, że jest się wielkim cwaniakiem, robić dobrą minę do złej gry, ale prędzej czy później ten brak podstawowej wiedzy na temat tego jacy naprawdę jesteśmy, da negatywny efekt w postaci wadliwej decyzji. Bo tam gdzie nie sprawdziliśmy (z lęku przed dowiedzeniem się trudnej prawdy) co naprawdę potrafimy, być może przestrzelimy nasze możliwości i wpakujemy się w zobowiązanie, konflikt, któremu nie będziemy w stanie podołać. Z drugiej strony, jeśli asekurancko będziemy unikali wszelkich wyzwań dotyczących niesprawdzonego aspektu naszej osoby, to przegapimy wiele cennych zdobyczy, nie osiągniemy czegoś, co byłoby naszym sukcesem - być może osiągniętym bez dużego wysiłku. Ale tego po prostu nie będziemy wiedzieli i nie spróbujemy.
Kurs na unikanie prawd trudnych, to kurs na unikanie części prawd w ogóle, to kurs na budowanie w sobie asekuranckich fałszy. To kurs na zalęknioną słabość.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19320
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 15:12, 06 Lut 2020    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Gdybyś był bogiem
Gdybyś wiedział, że możesz wszystko, miał wszelką władzę
nie szukałbyś zdobyczy w poniżaniu kogoś, zdobywaniu od kogoś czegoś
- wszak wszystko to i tak byłoby w zasięgu ręki.
Raczej byś dawał
dawał darmo
na lewo i prawo rozdawałbyś dary i pomoc
najsłabszemu dałbyś, aby cieszyć się, że sprawiłeś mu radość
to czyjaś radość, spełnienie, szczęście byłoby twoim celem
bo inne rzeczy już nie byłyby problemem
bo wygrana nad kimś nie byłaby wyzwaniem
tylko wyzwaniem byłby: jak dawać, aby to było skuteczne?
Jal być użytecznym tak, aby obdarowani sobie tymi darami nie szkodzili.

Ludzie tego świata dążą do mocy na sposób poniżenia innych
bo są nienasyceni, bo są słabi
to dziecko musi wciąż dostawać coś od innych
wszak jest słabe
ale ludzikowie tego świata sądzą. że wymuszanie czegoś od innych dla siebie
jest oznaką mocy
gdy naprawdę jest ono tylko oznaką słabości
- że musisz brać. a nie umiesz sam tego sobie zapewnić
że aspirujesz o coś. co ktoś inny daje
Gdybyś był bogiem pełnym mocy, to byś chciał tylko darmo ofiarowywać.

Michał Dyszyński 6.02.2020
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19320
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 8:27, 01 Cze 2020    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Moc prawdziwa ostatnio jawi mi się gdzieś w pobliżu postulatu zerwania z wszelkimi formami pozerstwa.
Oszukując na temat własnych cech właściwie znieważamy siebie. Znieważamy dlatego, że to co prawdziwe w nas de facto pozerstwem uznajemy za niegodne, a tylko poprawioną, nie istniejącą w rzeczywistości atrapę tego czegoś dopuszczamy jako wartościową.
Choć pozerzy bardzo częstą są narcyzami, choć zapewne uważają się za tych, którzy samych siebie szanują, to przemilczają ten fakt, że nie szanują tej postaci siebie, jaka jest, ale wyłącznie tą, którą sobie wymyślili, a która nie występuje w rzeczywistości. Zatem w głębi duszy każdy pozer gardzi sam sobą - przynajmniej tym prawdziwym sobą.

Prawdziwa moc powstać może tylko na bazie prawdy. Fałszywą ręką nie da się nic zrobić, z fałszywą informacją o czymś nie wiadomo co zrobić w kontekście decyzji o tym czymś.

Dlatego w kierunku mocy podąża tylko ten, kto JEST W STANIE WYTRZYMYWAĆ Z PRAWDZIWYM SOBĄ. Tylko ten, kto rozumie co jest, jaki on jest, podejmuje decyzje w swoim kontekście, które opierają się na przesłankach informujących, a tylko na tym co informujące może bazować świadoma i rozsądna decyzja.
Zatem nasza życiowa gra toczy się o to czy umiemy wytrzymać z prawdziwym sobą i prawdziwym światem. Ten, kto się z prawda o sobie i świecie jakoś dogadał, zaakceptował ją, ten ma szansę w przyszłości rozumieć rzeczy adekwatnie, a więc decydować adekwatnie, a więc osiągać te cele, które sobie postawił. Czyli taki ktoś ma moc.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 8:48, 01 Cze 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19320
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 14:04, 19 Lip 2020    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Mocą - tą prawdziwą - umysłu jest zdolność do zajęcia się problemem od strony prawdy, strony merytorycznej, prowadzącej w kierunku poprawnego rozwiązania.

Kto ulega chaotycznym emocjom, ten jest słaby, ten nie pozna prawdy, tylko "pozna" jeszcze raz swoje chciejstwo na temat tej prawdy, a potem nazwie "prawdą" to chciejstwo. Ale takie chciejstwo zamiast prawdy dalej jest nieużyteczne w zastosowaniu, z jego pomocą nie da się podjąć racjonalnej decyzji. Ktoś, kto nie przyjął prawdy o swojej słabości, a zamiast tej prawdy pielęgnuje w umyśle iluzję, jaki to on jest mocny i wspaniały, gdy przyjdzie do zastosowania wiedzy o sobie, podejmie decyzję nieadekwatną do realów. Bo podejmie tę decyzję nie w oparciu o wiedzę, co jest w stanie realnie wykonać, vs czym zapewne polegnie, tracąc przy tym tylko siły i energię psychiczną, lecz w oparciu o kłamstwo na ten temat. Decyzje będzie nietrafiona, a jej konsekwencje nastąpią.

Tacy ludzie, którzy skupiają się na fałszowaniu odczytów rzeczywistości w imię zachowania swojego komfortu emocjonalnego, najczęściej mają tego częściową świadomość, gdzieś w tle pamiętają, że oszukują. Ale nie są w stanie się do tego przyznać, więc rozpoczynają ze sobą tę szczególną grę, w której iluzja przeplata się z prawdą. Im bardziej są niepewni, tym bardziej robią dobrą minę do złej gry, tym bardziej na zewnątrz budują jeszcze mocniejsze iluzje mające potwierdzić ich rzekome kompetencje, zdolności, siłę. Ale im bardziej te iluzje się nawarstwiają, tym więcej w podświadomości zostaje im wspomnień, że nie mogą ufać sami sobie, są znowu coraz bardziej niepewni. A więc żeby z kolei tę niepewność zwalczyć, muszą wybudować jeszcze bardziej przekonywujące iluzje. Aż do paranoi...

Moc umysłu, jest praktycznie tożsama ze zdolnością do przyjęcia prawdy - takiej jaka ona jest, a nie takiej, jak ją wymusza nasza emocjonalna kapryśna potrzeba. To nie znaczy, że emocje miałyby być jakoś niszczone, czy ogólnie odrzucone. Nie, to oznacza jedynie, że te emocje mają być wzięte w jakąś formę kontroli, ale i ...
OCHRONY. Chodzi o ochronę w inny sposób, niż emocje chciałyby narzucić, ale ostatecznie będzie to ochrona. To jest trochę jak z niesfornym dzieckiem - nie pozwalamy mu wybiegać nagle na ulicę, nie pozwalamy robić wielu innych rzeczy, które są nieprzemyślane, wynikają z nagłego impulsu. Ale też nie zabraniamy dziecku cieszyć się, robić wielu innych rzeczy, które rozum jakoś zaklasyfikował jako bezpieczne.
Emocje w nas są właśnie takim niesfornym dzieckiem, którego trzeba pilnować, ale którego się nie odrzuca, nie niszczy. To dziecko w nas jest częścią nas - częścią niezbywalną, a do tego z niego tworzy się radość i sens istnienia. Jednak nie to dziecko musi być jakoś opanowane pod katem uniemożliwienia mu działań ewidentnie destrukcyjnych.

Moc umysłu, jest wobec tego dziecka emocji w nas nadrzędna, choć życzliwa. Pozwala dziecku na to, na co pozwolić może, zabraniając tylko tego, co jest szkodliwe. Lepiej jest z tym dzieckiem emocji w nas dogadywać się, niż go strofować, czy twardo mu czegoś zabraniać. Choć w szczególnych sytuacjach zabronić trzeba. Inaczej to dziecko w nas "wybiegnie na ulicę pod przejeżdżającą ciężarówkę" (w przenośnym sensie słów).


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 14:04, 19 Lip 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19320
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 20:24, 13 Lis 2020    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Moc łagodności
W szczerej łagodności jest moc, którą niewielu rozumie
Głupcy biorą łagodność za wycofanie, czy postawę lękową
albo czasem myślą: łagodny to słabeusz, który nie umie stanąć do walki w obronie słusznej sprawy
a jest bardzo bardzo inaczej...

Łagodność szczera i pogodzona jest postawą tytana
znamionuje tego, kto przejrzał na wylot wszystkie stroszenie piórek
za słabość uznał nadymanie się i buńczuczne deklaracje
zaśmiał się w duchu z tych "zwycięstw", w których słabi emocjonalnie muszą powetować sobie poczucie małości, jakie ich gnębi

Łagodny, który nie aspiruje do bycia tryumfatorem w zawodach, które wyznaczyło społeczeństwo
widzi umowność tych tryumfów, postawienie na głowie sprawy własnej ważności
czując, że przecież tak naprawdę to nie czyjeś uznanie gawiedzi wyznacza wartość człowieka
lecz prawda o tym, kim ów człowiek jest
to nie łaskawe uznanie celebrytów i dawców opinii gra tutaj główne skrzypce
lecz sam ten, który jest, jaki jest - jaki jest w sobie, bez udawania, tak po prostu
Więc dzisiaj łagodny
mając przekonanie, iż nie ma takiej siły świata, która naszą własną wartość byłaby w stanie naruszyć
nie potrzebuje niczego udowadniać, ani nikomu się okazywać
po prostu jest

A jeśli się komuś to nie podoba, jeśli ktoś łagodnym wzgardzi?...
Cóż... - łagodny pomyśli - to tylko problem
to kłopot tego który wzgardę w sobie wyzwolił
I pewnie doda: może on kiedyś zrozumie, może przebije się przez zwały pychy i głupoty
a wtedy będzie mu wstyd, że wcześniej nie rozpoznał istoty sprawy
oddając się wtedy małostkowatości i tyranii wiecznie niezaspokojonych emocji żebrzących o uznanie u innych.

Prawdy i wartości niezaprzeczalne są niezaprzeczalne
nie zmienia ich to, czy ktoś je promuje, albo ich nie promuje
to one upiększają każdego, kto umie je dostrzec, a nie odwrotnie
to nie one potrzebują wspierania, lecz dają wsparcie
wsparcia bowiem udziela silniejszy słabszemu, a nie odwrotnie
na tym właśnie polega prawdziwa moc.

Michał Dyszyński Warszawa 13.11.2020
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19320
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:21, 04 Lut 2021    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Moc nie uprzedzania się
Aby reagować ADEKWATNIE, czyli w zgodzie z sensem, prawdą, obiektywnym istnieniem rzeczy, trzeba mieć moc. To jest trudna moc, zdobywana z mozołem, czasem w błędach i porażkach, często w poczuciu upokorzenia. Bo naturalnym jest oddanie się instynktom, reagowanie emocjonalne, skrajne, przesadne. Naturalne jest dla myślenia, że jak kogoś zakwalifikujemy jako nieprzyjaznego nam, to będziemy wszystko co on mówi, co robi, jak wygląda traktowali negatywnie. Tak się to nam narzuca.
Jednak uleganie tej naturalności jest automatyczną rezygnacją z widzenia rzeczy obiektywnie, niezależnie od emocji, nie mając względu na osobę. Rozumiejąc to, człowiek próbuje jakoś dogadać się z tymi odczuciami, które nakazują mu właśnie tak bezwiednie, instynktownie reagować. Taki człowiek musi rozpocząć pewien rodzaj walki sam ze sobą - walki o widzenie rzeczy takimi, jakie się jawią niezależnie od pragnień.
Ale po co o to walczyć?
- Takie pytanie niektórzy zadadzą. Niektórzy jawnie deklarują prymat przyjemności w emocjach nad jakimś tam obiektywizmem, czy innym poszukiwaniem niezależnej prawdy. Po co się męczyć? Po co robić sobie przykrość, jakimś wątpieniem w siebie, jakimś wymaganiem dodatkowej weryfikacji, ścisłości?
- Na to jest dość prosta odpowiedź:
Warto jest męczyć się po to, aby ZNAĆ POSTAĆ RZECZY ODSEPAROWANĄ OD INCYDENTALNOŚCI NASZYCH PRAGNIEŃ. Bo chyba bezsporne jest, że chcemy tę postać rozumienia rzeczywistości posiadać, jako że tylko ona gwarantuje nam adekwatność decyzji. Chcemy wiedzieć co nam pomoże albo zaszkodzi obiektywnie, a nie tylko co byśmy chcieli, aby nam pomogło, bądź szkodziło. Kupując coś do zjedzenia, interesuje nas nie to, czy pragniemy aby było zdrowe, ale czy owo coś jest zdrowe niezależnie od tego, co sobie o tym myślimy. Jeśli nadpiszemy tę obiektywną wiedzę o nieszkodliwości owego towaru naszym pragnieniem, aby jeść rzeczy zdrowe, to możemy się gorzko rozczarować tym, że się - po jego zjedzeniu - ciężko rozchorujemy. I podobnie jest w każdym innym przypadku - chcemy wiedzieć jak rzeczy się mają niezależnie od tego, co my na ten temat byśmy chcieli.
Choć oczywiście te dwa chcenia w nas walczą. Wielu ludzi nie potrafi się wyplątać z tej walki chceń - nie wie, czy w klasyfikacji rzeczy dać priorytet temu co jest obiektywne, a co zarazem może zaboleć, pogorszyć stan naszych emocji, czy udawać przed sobą, iż oto rzeczy są dokładnie takie, jakimi chcielibyśmy je widzieć. Problem w tym, że ta druga strategia i tak się nie sprawdza w tysiącach ewidentnych przypadków. Nie mamy wszechmocy, a więc nie potrafimy naszym chciejstwem spowodować natychmiastowego spełniania się najrozmaitszych zachcianek. Np. nie mamy możliwości teleportowania się do kogoś, kogo chcielibyśmy aktualnie zobaczyć, nie jesteśmy w stanie zaspokoić chciejstwa kontaktu z bliskimi nam osobami, które zmarły, nie potrafimy uczynić się natychmiastowo znacznie bogatszymi, piękniejszymi, bardziej poważanymi. To i tak nie zadziała, co wiemy, co czujemy. Więc na co się zda udawanie w tych nielicznych przypadkach, gdy coś tam oszukamy?
Ale niektórzy tak działają, chcą choć trochę tę rzeczywistość oszukać, zhakować ją po swojemu chciejstwem. A potem najczęściej będą się łudzić, że to hakowanie się udało.
Nie są w stanie znieść trudnej prawdy, co jest ich słabością.
Z tej słabości braku zdolności do uznawania rzeczy w obiektywnej prawdzie niezależnej od incydentalnych pragnień rodzi się niepewność co do tego, co właściwie wiemy i rozumiemy. Jeśli kupiliśmy towar, klasyfikując jego właściwości wyłącznie mocą własnego chciejstwa, to tak naprawdę nie wiemy, co ten towar naprawdę potrafi, do czego da się go użyć. W takiej sytuacji ten towar jest bezużyteczny, a my tylko głupio wydaliśmy pieniądze. Ktoś, kto nagminnie nadpisuje obiektywność rozpoznań chciejstwem, będzie w końcu żył w świecie totalnie niepewnym, gdzie nic tak do końca nie będzie określone, bo gdzieś w tle, będzie nam uwierało to, iż tak naprawdę to nie znamy statusu obiektywnego własnych opinii na temat świata. Czyli nie będziemy wiedzieli jak w tym świecie reagować. Ta słabość dogadania swoich pragnieniom obróci się przeciw nam.

Dlatego cennym treningiem dla osobowości jest docenianie swoich przeciwników, nawet wrogów, jest widzenie rzeczy na przekór emocjom, nakazującym traktowanie rozpoznań po linii różnych predefiniowanych, ale niemerytorycznych kryteriów. Prawda obiektywna jest niezależna od tego:
- kto z kim trzyma (a więc nie powinna na nasze rozpoznania wpływać lojalność)
- co jest nam przyjemne, a co przykre
- kto nam zrobił kiedyś przykrość
- z kim rywalizujemy, kogo nie lubimy
- jakie mamy marzenia i pragnienia
- co byłoby dla nas sukcesem w klasyfikacji danej sprawy, a co porażką.
Można sobie nadpisywać obiektywną prawdę rozpoznań odczytami z naszych emocji. Tyle, że to się obróci przeciw nam, to spowoduje, że sami sobie nie będziemy mogli zaufać. I to jest słabość. A mocą jest zdolność do postrzegania rzeczywistości w sposób od emocji odseparowany (co z resztą nie oznacza, iż zawsze będziemy się od emocji separowali, a jedynie to, że odseparujemy się od nich wtedy, gdy jest to celowe).


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 17:27, 04 Lut 2021, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 19320
Przeczytał: 61 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 10:48, 04 Maj 2021    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Dorzucam tutaj moje najnowsze rozważania, które wrzuciłem do działu Rozbieranie irracjonalizmu. Być może nie doczekają się one dyskusji, a jeśli się doczekają, to prawdopobne jest, że ferwor i emocje przykryją meritum, dlatego tutaj chcę je umieścić, zachowując tak jakąś postać uporządkowania.

Michał Dyszyński w wątku Demonstracja kontroli rozumu napisał:
Odpowiadanie na ostro postawione argumenty z kulturą i opanowaniem ja traktuję jako rodzaj demonstracji mentalnej mocy.
Człowiek myślący dominacyjnie w emocjach, jak mu ktoś się sprzeciwia, dostaje białej wścieklicy i gotów jest rzucać się przeciwnikowi do gardła. Tylko twarda siła z przeciwka go może przed tym powstrzymać.
Z odwrotnego bieguna - ktoś skupiający na samej sprawie, nawet zaatakowany niesprawiedliwie, a właściwie to szczególnie wtedy, gdy jest atakowany niesprawiedliwie, ale zachowujący kontrolę nad swoimi emocjami daje tą postawą swoisty dowód własnej mocy - pokazuje że:
- Nie ulegam emocjom przy rozważaniu spraw, umiem je powstrzymać - jak widzicie nawet teraz, gdy mnie bezpardonowo atakują - a co dopiero wtedy, gdy mam spokój, gdy rozważam poglądy bez presji. Możecie zatem w jakimś stopniu mi zaufać, że poglądy które przedstawiam, uwzględniają wielość aspektów sprawy, nie były filtrowane mechanizmem emocjonalnym.
- biorę pod uwagę to co istotne dla sprawy, potrafię filtrować z pola mentalnego oglądu rzeczy niemerytoryczne, czym okazuję trzeźwość mojego umysłu i czym daję gwarancję, iż moje przemyślenia są w stanie chłodno i precyzyjnie ważyć argumenty.
Kulturę w dyskusji uważam, za swoistą demonstrację siły.
Nie każdy zrozumie, że jest to siła. Dla wielu jedyną możliwą do zrozumienia, zaakceptowania siłą jest ta siłą uporu, determinacji w prezentowaniu swojego ego i wymuszaniu podległości presją. To jest siła adekwatna do sytuacji, gdy stajemy oko w oko ze zdeterminowanym bandziorem, gdy walczymy fizycznie. Wtedy ta determinacja, piana na ustach, wściekłość w oczach stają się argumentem - mówią komuś, kto je widzi coś w rodzaju: oto jest ktoś, absolutnie oddany agresji, na nic nie będzie zważał, postawi na swoim nawet za cenę życia, bo już nic dla niego się nie liczy, tylko zwycięstwo, zatem zastanów się, czy nie lepiej jest odpuścić, bo możesz stracić rzeczy istotniejsze niż to co wystawiasz do owego sporu. Tak, determinacja furiata, czy twardego dominatora jest forma argumentu w sporach. Tego nie przeczę.
Należy jednak postawić pytanie: czy dyskusja na forum, czy w ogóle dyskusja w kwestiach stawianych problemów natury intelektualnej, filozoficznej, społecznej jest TYM PRZYPADKIEM?
Czy - choćby w obliczu obserwatorów danej dyskusji - postawa zdeterminowania oparta o groźby "bo ja ci tak nabluzgam, tak cię obrzucę błotem, tak będę tysiąc razy powtarzał swoje, nie biorąc pod uwagę, niczego co jest mówione, aż ci się znudzi, aż będziesz miał dość" jest tą formą zwycięstwa, o którą W TYM PRZYPADKU chodzi?...
Co jest celem?
- Wykazanie, jaki to ja dominator jestem
czy może
- Wykazanie, jaki to ja umiejący uwzględnić w trzeźwym rozumowaniu wszystkie aspekty sprawy rozumujący jestem
?...
Tego się nie da wykazać jednocześnie, bo to są SPRZECZNE w istocie postawy.


Postawa dominatora, to postawa odrzucać wszystko co nie moje, co narusza moje symbole, moje ego, to co wystawiam jako moją flagę w tym sporze.
a tej postawie przeciwna postawie dominatora jest postawa wszechstronnie rozważajacego:Wezmę pod uwagę każdą okoliczność, uwzględnię interpretacje tak wygodne, jak i niewygodne mojemu aktualnego stanowisku, niczego nie bronię bezpardonowo, bo ostatecznym celem jest ROZSTRZYGNIĘCIE PRZEZ ROZUMOWE ARGUMENTY.

Pomiędzy tymi postawami nie ma zgody!
One są z innej bajki. Jeśli się prezentuje jedną z nich, to automatycznie deprecjonuje się tę drugą, jako poważaną przez własny umysł. A każdy sam wybiera, która z powyższych postaw jest tą jego. Ostatecznie takie będzie zwycięstwo, jakie kryteria, na których zostało ono oparte (aż się prosi przywołać biblijne "tam będzie skarb twój, gdzie jest twoje serce"). Ten kto po prostu chce zdominować, być może osiągnie swój cel. Dostanie wtedy laur największego dominatora, osoby z którą "nikt nie zadziera", co być może oznaczałoby w obszarze dyskusji, że nikt z nią nie podejmuje dyskusji. Bo wie, że dostanie taki upartą i nie zważającą na nic emocjonalną ripostę, że woli odpuścić niż się z koniem kopać.
Jest możliwe też zwycięstwo na modłę przeciwną - kogoś, kto UDOWODNIŁ, ŻE UMIE ROZWAŻYĆ WSZYSTKO, że jego umysł wniknie w każdy obszar pytań i problemów, ujmie tam rzecz precyzyjnie, chłodno, bez uprzedzeń, niezależnie od tego, czy na początku miał stanowisko, takie, czy inne, a potem dokona opisu tego, co tam jest syntezy niezależnej od jakichkolwiek emocji, chciejstw zwyciężania, laurów, zaszczytów, wypłat pieniężnych. Tutaj celem jest nie to, jak o tobie powiedzą, czy pomyślą, ale JAK UZYSKAĆ MAKSYMALNIE OBIEKTYWNY, OPARTY O ROZUMOWE ARGUMENTY OPIS tego, co stanowi istotę problemu.
Każdy, w dyskusjach jakie toczy, nie tylko oczywiście na sfinii daje swoją postawa świadectwo który cel jest tym, do którego lgnie jego serce.

Dodam jeszcze w tym kontekście coś, co będzie trochę ilustracją powyższych rozważań, co z resztą kilka razy pisałem wcześniej - tego, że kiepski ze mnie apologeta.
Jestem kiepskim apologetą, bo jeśli w ogóle nim jestem, to niejako PRZY OKAZJI nie jako cel główny. Gdy rozważam, to rozważam rzeczy ważąc obiektywnie argumenty, a nie dopasowując rozumowanie do celu "stanowisko, które prezentuję powinno wygrać".
Postawy "rozważać ogólnie argumenty" a "bronić konkretnego stanowiska" uważam w swoim działaniu za niezgodne w ogólności, bo posługują się przeciwną logiką. Logika postawy obronnej, działa przewidująco i dostosowuje się do tego, co wyłania się zza horyzontu jako zagrażające bronionemu stanowisko. Zatem już na start broniący się podejmuje środki zapobiegawcze, stara się np. usunąć z pola zainteresowania w dyskusji niewygodny aspekt sprawy. Odwrotnie z takim aspektem postąpi ktoś skupiający się na bezstronnym ważeniu argumentów - on przyjmie do rozważań każdy nowy aspekt sprawy, zajmie się nim, obsłuży jego własności, wkomponuje w końcowe stanowisko.
Pomiędzy postawą apologetyczną (czy też ogólnie ideologiczną, bo nie chciałbym tu jakoś wyróżniać słowem "apologetyczny" jednej opcji światopoglądowej, chodzi o KAŻDE FAWORYZOWANIA NA START jakiejś ideologii) a obiektywną właściwie nie ma zgody.

I na koniec
Nie chcę przesądzać, czy postawa apologetyczna jest dobra, czy zła, podobnie jak postawa bezstronności. W istocie uważam, ze obie te postawy mają swój naturalny limit. Uważam, że nie da się być
ani absolutnie obiektywnym
ani absolutnie ideologicznym w myśleniu.
Każde praktyczne rozumowanie eksploruje obszar pomiędzy tymi skrajnościami. Ale to JAK ten obszar eksploruje jest tym kluczowym dla sensownego ułożenia sobie świata myśli.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 10:49, 04 Maj 2021, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Strona 7 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin