Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Moc prawdziwa i moc pozorna
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
rafal3006
Opiekun Forum Kubusia



Dołączył: 30 Kwi 2006
Posty: 25121
Przeczytał: 13 tematów

Skąd: z innego Wszechświata
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 15:36, 28 Paź 2016    Temat postu:

... no i rozwaliła baba moją algebrę Kubusia.
... ja się zaraz rozbeczę :cry:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10147
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 18:31, 28 Paź 2016    Temat postu:

"Bo gdzie diabel nie moze to babe posle". Sorry, Batory and don't worry, Batory :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 1:10, 29 Paź 2016    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Kim jestes? Napisz, tylko nie wolno podawac nic z biografii.
"Ja jestem nikim. Wyrywam tylko chwasty, co przeszkadzają żyć drugim." :shock: :wink:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16786
Przeczytał: 75 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 1:19, 29 Paź 2016    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Kim jestes? Napisz, tylko nie wolno podawac nic z biografii.

Jestem tym, nad czym panuję moją świadomością -tak w aspektach wewnętrznych (przede wszystkim) ale też jakoś zewnętrznych. Przy czym panowanie nad zewnętrznymi aspektami powinno być UZGODNIONE, synchronizowane z innymi istotami. Natomiast nad swoim wnętrzem powinienem panować w stopniu maksymalnym z możliwych sensownych (nie maksymalnych możliwych, bo nie chodzi o maksimum możliwości, tylko maksimum sensu).
Już bardziej wyliczając elementy - jestem tym:
co umiem i rozumiem
jak i kogo kocham
w co wierzę
w co mam nadzieję
nad czym panuję, gdy coś próbuje wytrącić mnie poziomu równowagi
co szanuję
czego nie akceptuję
jakie mam słabości
co zrobiłem
co pomyślałem
do czego dążę
o czym marzę, czego pragnę
co jest moim złudzeniem
jak moge być szczęśliwy
a także jak nieszczęśliwy
i wiele innych
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10147
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 4:32, 29 Paź 2016    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Kim jestes? Napisz, tylko nie wolno podawac nic z biografii.
"Ja jestem nikim. Wyrywam tylko chwasty, co przeszkadzają żyć drugim." :shock: :wink:
Chwastom? :rotfl:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 16:42, 29 Paź 2016    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Kim jestes? Napisz, tylko nie wolno podawac nic z biografii.
"Ja jestem nikim. Wyrywam tylko chwasty, co przeszkadzają żyć drugim." :shock: :wink:
Chwastom? :rotfl:
Nie. Kaczyńskim np. Zresztą jednego już zamordowali. :->

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Sob 16:43, 29 Paź 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16786
Przeczytał: 75 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 13:53, 02 Lut 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Kim jestes? Napisz, tylko nie wolno podawac nic z biografii.
"Ja jestem nikim. Wyrywam tylko chwasty, co przeszkadzają żyć drugim." :shock: :wink:

Jak już wyrwiesz wszystkie znane Ci chwasty (a z doświadczenia widzę, że ostatecznie chyba wszyscy załapią się na miano Twojego "chwasta") rozkwitniesz sobie na tym pustym polu - sam jeden, a wokół tylko rola, goła gleba.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16786
Przeczytał: 75 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:13, 02 Lut 2017    Temat postu:

Są dwa mechanizmy mocy, w pewnym stopniu ze sobą sprzeczne.
- moc twardej ingerencji, w tym także destrukcji.
- moc dostosowawczego rozumienia.

Gdy zastajemy jakąś sytuację, gdy porównujemy cele swojego umysłu z tym, co jakoś przygotował nam świat, stajemy przed dylematem
1. poprzestać na szybkim rozpoznaniu i szybko wziąć się zaraz za zmiany dostosowawcze, tak aby to, co nam się nie podoba, zmienić na coś - według naszym rozpoznań i wyobrażenia - lepszego
2. wstrzymać aktywne działanie, skupiając się na głębszym zrozumieniu, co zwykle objawi się jakąś formą zaniechania aktywnych ingerencji w świat, a dalej pewnie wypracowanie jakiejś formy nowej koncepcji naszej interakcji z owym światem.

W skrajnym przypadku 1. uzyskamy efekt nadsterowności w działaniu, zbyt silnych sprzężeń zwrotnych, bo zwykle tak jest, że efekty działań objawiają się po pewnym czasie, zaś przy braku pełnej wiedzy na temat konsekwencji podjętych działać, często są to efekty niezgodne z zamierzeniami. Ostatecznie ktoś, kto szybko przechodzi do działania, nie dając sobie czasu i szansy na głębsze przemyślenie problemu, ląduje w działaniach mało perspektywicznych, które przynoszą wiele szkody, czasem więcej szkody niż pożytku. To takie działanie głupka, który nie przewiduje konsekwencji, robiąc zawsze to, co mu się nawinie, bo mu pierwsze strzeliło do głowy.

W skrajnym przypadku 2 uzyskamy model działania w stylu "mędrca", który na wszystko tylko patrzy, ale jest totalnie bierny. Bo jeśli naczelnym paradygmatem byłoby maksymalnie precyzyjne określanie związków dla danego problemu i dopiero po jakiejś absolutnej i pełnej syntezie przechodzenie do działania, to praktycznie nigdy nie uda się spełnić tak wyśrubowanych wymagań. Efektem będzie tylko nieustanna analiza, nieskończone myślowe szukanie związków, skupianie się na myśleniu, ale też i totalna bierność.
Wyjście z owej bierności jest możliwe w oparciu o mechanizm zwany WIARĄ. To wiara jest właśnie takiem operatorem myśli, który - opierając się na niepełnych danych - przecina wątpliwości, jakie są na danym etapie i dekretuje rozpoznanie "to jest tak, a tak, czyli można przystąpić do działania D".
Wiara przecina wieczny stan niedokonany poznawania świata w swoich nieskończonych aspektach, dając osobie dokonującego swoistego "kolapsu" stanu wiedzy wiarą, szansę na zadziałanie w zgodności ze swoimi przekonaniami.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 1:24, 05 Lut 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Kim jestes? Napisz, tylko nie wolno podawac nic z biografii.
"Ja jestem nikim. Wyrywam tylko chwasty, co przeszkadzają żyć drugim." :shock: :wink:

Jak już wyrwiesz wszystkie znane Ci chwasty (a z doświadczenia widzę, że ostatecznie chyba wszyscy załapią się na miano Twojego "chwasta") rozkwitniesz sobie na tym pustym polu - sam jeden, a wokół tylko rola, goła gleba.
Gleby mi nawet nie trzeba, ani roli, a tym bardziej ludzi. Właściwie niczego nie potrzebuję... No, może oprócz bycia bogiem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16786
Przeczytał: 75 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 3:04, 05 Lut 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Kim jestes? Napisz, tylko nie wolno podawac nic z biografii.
"Ja jestem nikim. Wyrywam tylko chwasty, co przeszkadzają żyć drugim." :shock: :wink:

Jak już wyrwiesz wszystkie znane Ci chwasty (a z doświadczenia widzę, że ostatecznie chyba wszyscy załapią się na miano Twojego "chwasta") rozkwitniesz sobie na tym pustym polu - sam jeden, a wokół tylko rola, goła gleba.
Gleby mi nawet nie trzeba, ani roli, a tym bardziej ludzi. Właściwie niczego nie potrzebuję... No, może oprócz bycia bogiem.

W pewnym sensie - jeśli zrezygnujesz z obecności innych wolnych istot - JUŻ JESTEŚ bogiem. W swoim świecie (czyli po wyłączeniu tych ludzi, istot, których ci nie trzeba) możesz wszystko uznać, wszystko odrzucić.
Załóżmy, że oto stałeś się bytem komputerowym, wirtualnym, który ma po prostu siebie i nic więcej. Po prostu Ty i pustka. Żadnych istot. Co wymyślisz - Twoje. Ponieważ uznanie innych Ci nie jest potrzebne, to niczego się tu nie zatwierdza, o niczyje zdanie się nie pyta. Ty i pustka wokoło. I Twoje myśli.
Wymyślasz A - jest A. Załóżmy, że dostałeś wielką moc stawania się owego A - więc masz. Wymyślasz za chwilę B. Potem kasujesz, bo Ci się tak zachciało. Jesteś bogiem, wszystko możesz - wszystko powołujesz do bytu (nooo... tylko w Twoim umyśle, ale przecież o innych umysłach nie myślisz, a materialność jest jeszcze mniejszej rangi), jak zechcesz, to to skasujesz. To da się wyobrazić - tę sytuację, w której Twoja moc nie ma żadnych ograniczeń, bo to Ty sam wyznaczasz jej granice.
Ja przynajmniej zrobiłem sobie ze sobą taki eksperyment myślowy - co by było, gdybym był bogiem. Gdy zamknę oczy, gdy pomyślę, że już mojego ciała nie ma - zostały tylko moje myśli, a niczego innego też już nie ma, to jestem w tym stanie bogiem. Czy bym tego chciał.
Wyobraź sobie, ze jesteś astronautą, którego wysłano w kosmos do naprawy jakiejś stacji kosmicznej. Dostałeś superskafander, który idealnie dba o Twoje zdrowie - nie pozwoli Ci umrzeć. Do tego, wyświetli Ci na monitorze wszystko czego zażądasz. I oto robi się awaria - wylatujesz w przestrzeń w tym skafandrze - tracisz kontakt z całą ludzkością. Ale oczywiście nic Ci nie grozi, bo skafander dostarczy Ci wszystkiego, co potrzebne do funkcjonowania, wyświetli wszystko, co zechcesz, a Ty możesz sobie pomyśleć o czym zechcesz. Nawet - jak zechcesz, to możesz dostać taki zastrzyk, który likwiduje jakieś (irracjonalne, bo przecież nic Ci nie grozi) lęki owej samotności - nagle czujesz, że po prostu możez sobie wyświetlić dowolną rzecz, zasymulować wrażenia, a nikogo już nie ma. Ty i kosmos.
To jest właśnie trochę jak stan bycia bogiem - bo wszystko co ci zostaje, to Twój umysł. Patrzysz w tym stanie tylko na siebie, a władzę sprawienia sobie jakiegoś wrażenia - doznania masz pełną, wymyślenia czegoś w głowie, masz pełną. Raj - spełnienie marzeń...

Tzn. nie dla mnie.
Ja odkryłem, że to byłoby raczej piekło. Bo tu nie ma punktu podparcia, punktu odniesienia. Wszystko mogę, ale to wszystko też zawsze wisi na mojej mocy. Odkryłem, że CHCĘ MIEĆ OGRANICZENIA. Chcę, aby jakaś inna istota mówiła mi: tego nie chcę, co ty chcesz, dostosuj się do mnie. A ja muszę kombinować jak się dostosować.
Ludzie wybierają sobie partnerów życiowych. Teoretycznie najlepiej byłoby sobie wybrać partnera/parnterkę idealnie uległą, zawsze posłuszną, zawsze gotową na wezwanie, taką co nie stawia warunków, ale się dostosowuje. Czy takie idealnie posłuszne partnerki są najbardziej rozchwytywane na "rynku"?...
Ja widzę, że nie. Oczywiście wielu facetów sobie takie uległe znajduje. Ale to zwykle są psychopaci, którzy za chwilę je zaczynają gnębić, są tyranami domowymi. Właściwie nie wiedzą dlaczego tacy są, ale coś im każe dochodzić do granicy uczuć, możliwości tej drugiej osoby, którą dręczą. Dlaczego?
Ano dlatego, że są totalnie niedojrzali, niepogodzeni z prawdą swoich uczuć - chcą czuć pełnię władzy, ale... ale nie nad istotą, która jest bezwolna. Chcą mieć władzę nad kimś, kto się im opiera, aby mieli wrażenie, że coś wygrywają, osiągają, pokonują. Chcą zjeść ciastko i mieć ciastko (chcą mieć pewność, że wymuszą, pokonają drugą osobę, a jednocześnie tak się boją, że im sie to nie uda, iż wybierają osobę, która nie stawi im oporu).
Dlatego w miarę normalni faceci (czy w miarę normalni ludzie, bez wskazania płci, bo jest i efekt w stronę kobiety - zołzy, która musi gnębić swojego faceta, aby czuć się dobrze), tacy którzy jakoś pogodzeni są ze swoimi pragnieniami nie potrzebują, nie chcą kobiet idealnie posłusznych, ale takich z krwi i kości, które będą miały potrzeby własne, będą stawiały swoje warunki, oczekiwania. W dobrym związku jest z grubsza równość owych wzajemnych oczekiwań i spełniania ich przez obie strony.
Ja odkryłem, że z idealnie posłuszną kobietą nigdy nie byłbym szczęśliwy. Chcę CZUĆ MOC DAWANIA SZCZĘŚCIA. To JA CHCĘ DAWAĆ SZCZĘŚCIE MAPRAWDĘ (czyli szczęście zweryfikowane reakcją drugiej strony, a nie tylko wymuszone moim chciejstwem), a nie być biorcą strumienia przyjemnych wrażeń, jak po jakimś narkotyku. Potrzebuję innych istot do tego, aby moja moc była pełna i prawdziwa (tak jak ją rozumiem - jako prawdziwą - czyli w pewien sposób ZWERYFIKOWANĄ przez inne osoby, odczutą przez nich i W WOLNOŚCI ocenioną).
Dla mnie największa nawet moc robienia czegoś, ale bez odzewu ze strony innej wolnej istoty, byłaby nic nie warta.
Potrzebuję więc innych istot, takich które postawią ograniczenia, mają realne, własne potrzeby, ale oczywiście też potrzebuję pewnej uczciwości, sensowności układu z tymi istotami - aby one z kolei nie stawiały żądań nie spełnianych, aby to jakoś funkcjonowało. Gdzieś bodaj w Bhagawadgicie jest określenia na Boga "wszechatrakcyjny". Prawdziwy Bóg daje szczęście każdej czującej istocie - dlatego właśnie jest Bogiem, dlatego ma moc. Bo najwyższy wyraz mocy, jaką można sobie wyobrazić (przynajmniej według mnie) to nie jest moc robienia jakichś rzeczy martwych, nie stawiających (wolnych) ograniczeń, ale moc miliony razy trudniejsza - moc odnalezienia szczęścia, spełnienia, życia, zbawienia istot, które nie są "proste w obsłudze", istot czujących, wolnych.
Jeżeli satysfakcjonowałaby Cię moc bycia bogiem martwego świata, to jak dla mnie masz mikroskopijne ambicje. To ja zamiast miliona takich mocy wolałbym jedną jedyną moc - uszczęśliwienia, wybawienia jednej najmniejszej istoty wolnej i czującej, która beze mnie tego szczęścia by nie osiągnęła. To tak zupełnie subiektywnie i prywatnie - to jest dla mnie wyzwanie, wartość i szczęście. :think:
(choć oczywiście gdybym stał się źródłem szczęścia więcej, niż jednej osoby, to moja radość byłaby dużo większa).


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 3:04, 05 Lut 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10147
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 5:30, 05 Lut 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Gleby mi nawet nie trzeba, ani roli, a tym bardziej ludzi. Właściwie niczego nie potrzebuję... No, może oprócz bycia bogiem.
Acha, to zamiast na wyspie chcesz być Cast Away w wodzie? A piłkę sobie nazwiesz Wilson czy jakoś inaczej?

https://youtu.be/zaQa4ttIyNo
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10147
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 5:47, 05 Lut 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Wyobraź sobie, ze jesteś astronautą, którego wysłano w kosmos do naprawy jakiejś stacji kosmicznej.
Tu masz Piotr posmak tej wyprawy kosmicznej:
https://youtu.be/VlhJm_KkKEg
W tej boskiej wyprawie Wilson to była wyobraźnia osoby granej przez George Clooney’a, który pozostał w kosmosie.

Tutaj pokora z powrotu na naszą Matkę Ziemię:
https://youtu.be/1qSBUTcTX5Q

To niby tylko film, ale z morałem.

Piotr, odczuwam, że nosisz w sobie traumę z powodu albo despotycznego ojca albo ojca, który wmawiał Ci, że nic Ci się w życiu nie uda. Esseńczycy skonstruowali model związków międzyludzkich. Kluczowym aspektem tego modelu jest zależność stosunku człowieka do swojego ojca i do Boga. To jest publiczne forum i nie musisz odpisywać. Ale przemyśl to sobie w kontekscie Twoich "boskich aspiracji".
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Nie 6:09, 05 Lut 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10147
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 6:31, 05 Lut 2017    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Jeżeli satysfakcjonowałaby Cię moc bycia bogiem martwego świata, to jak dla mnie masz mikroskopijne ambicje.
Boskie aspiracje. Najpierw by się zachłysnął, a następnie zwariował.

Michał Dyszyński napisał:
To ja zamiast miliona takich mocy wolałbym jedną jedyną moc - uszczęśliwienia, wybawienia jednej najmniejszej istoty wolnej i czującej, która beze mnie tego szczęścia by nie osiągnęła. To tak zupełnie subiektywnie i prywatnie - to jest dla mnie wyzwanie, wartość i szczęście.
Ditto, nie pamiętam snów ale jak przyśnił mi się zmarły Tato na początku marca 2003 roku, uśmiechał się i trzymał w ręku czerwoną róże, to kupiłam sztuczną i wstawiłam do rogu domu - obszaru miłości według energii Feng Shui. W tym samym czasi odczułam, że po 18-latach bycia singielką i matką syna, czas na związek i to musi być mężczyzna z kultury polskiej. W piątek przed dniem kobiet weszłam na portal Sympatia w Interii, wstukałam czarne włosy i brązowe oczy (Taty) i wyskoczyło zdjęcie sympatycznego faceta, który w profilu miał anons: “Cześć. Jestem K. Jak chcesz mnie lepiej poznać, to napisz.” To splagiatowałam pisząc „Cześć. Jestem A. Jak chcesz mnie lepiej poznać, to napisz.” Napisał na drugi dzień (różnica strefy czasowej). Na trzeci pisaliśmy już przez pocztę poza Interią. Napisał, że miał się żenić ale narzeczona go zdradziła parę tygodni przed ślubem, więc spokojnie odszedł na swój ’plac’, usunął zdjęcia singli ze ścian, powiesił widoczki z Londynu a pod koniec marca spotkaliśmy się w Londynie w hotelu the Savoy aby się zaręczyć. W maju byłam w Polsce, a w lipcu przyjechał i pobraliśmy się w dniu Jego urzodzin o zachodzie słońca. Nigdy się o nic nie kłóciliśmy, zawsze się zgadzamy, bo dzielimy ten sam system wartości. Nie nudzimy się, mimo, iż lubimy pogadać albo pomilczeć razem. Nie wiem jak wyglądałoby życie mojego męża w Polsce gdyby nie przyjechał 14 lat temu do USA w kontekście ostrej białaczki, chemioterapii, transplantacji komórek macierzystych i rekonwalescencji, gdzie mała odległość do 8 salowego przeszklonego oddziału Blood and Marrow Transplant Unit jest wymagana i nie chcę o tym myśleć. Nie wierzę lecz wiem, że ten sen, to było pragnienie życia aby dokonała się ekspresja w formie. Nasz syn jest podobny do mojego Taty, ma Jego maniery, inteligencję i kocham Go w ten sam sposób jak kocham mojego Tatę, mimo, iż odszedł 26 lat temu. Nie zmianiłabym w moim życiu nic, bo wszystkie doświadczenia były podwaliną mojej pracy nad sobą aby wypełniała się wola, której mocy nikt i nic nie dorówna.

Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Nie 6:32, 05 Lut 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16786
Przeczytał: 75 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 17:18, 05 Lut 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Jeżeli satysfakcjonowałaby Cię moc bycia bogiem martwego świata, to jak dla mnie masz mikroskopijne ambicje.
Boskie aspiracje. Najpierw by się zachłysnął, a następnie zwariował.

Pewnie tak by było.
Ludzie biorą z całości okoliczności tylko ostateczną emocję i wydaje im się, że w tej emocji jest całość i sens. Patrzą krótkowzrocznie, pobieżnie, chybiają celu.
Emocja bycia ważnym, potężnym, wspaniałym nie powstanie w świecie bez uznania wartości człowieka, szacunku dla niego, dla jego uczuć, nawet błędów.

Można stworzyć program komputerowy, który będzie wypisywał na ekranie teksty: jesteś wspaniały, wygrywasz na zawsze, jesteś boski! Można stworzyć automat, który będzie w kółko powtarzał: Piotr to geniusz, najwspanialsza istota w kosmosie! Można nagrać największe uznanie słowne, najwznioślejsze hołdy na rejestrator, a potem go uruchomić z największa z możliwych głośnością i mocą - aby grzmiał po wszystkie krańce ziemi: Piotr jest boski, niezwyciężony, dokonały!
Dołóżmy tylko do tego taki element - to jest PUSTY ŚWIAT. Nie ma na nim NIKOGO KTO BY ROZUMIAŁ I DZIELIŁ Z NAMI W SWOICH EMOCJACH znaczenie owych słów. Sam Piotr by stał i słuchał?... Sam jeden by się sycił, tym (o czym by świetnie wiedział) nagranym hołdem? Niechby w tym świecie nie było już żadnego przeciwnika, nikogo mającego szansę zagrozić Piotrowi, zmierzyć się z nim, jakkolwiek zaprzeczyć, wątpić (a w tym wszystkim niezależnie oceniać i wybierać!) - w takim świecie pustej materii, w którym nikt nie rozumie tych hołdów, one i tak będą niczym. Będą znaczyły tylko tyle i każdy inny dźwięk - szum fal, odgłos trzęsienia ziemi, hurgot lawiny. Ich znaczenie znowu wróciłoby do Piotra, który by ich słuchał - tylko on nadawał by tym dźwiękom sens. Na jego UWIERZENIU w znaczenie owych hołdów wszystko by "wisiało", nikt więcej by tego nie potwierdził. To po co byłaby cały ten hałas? Większy hałas, mniejszy - i tak tylko Piotr tego słucha i tak tylko on się musi z tym zgodzić, nadając w swoim umyśle słowom znaczenie.
- Przecież Piotr i tak - dokładnie tę samą swoją arbitralną mocą - mógłby powiedzieć "jestem najwspanialszy!" To niech to sobie powie - niech sam sobie zadekretuje tę swoja boskość - w końcu, skoro to on jest tym najwspanialszym - to potwierdzenie kogoś/czegoś innego jest zbędne, jako słabsze, jako bez znaczenia.
Piotr już ma swoją "boskość" - już ją ma, uznając siebie za tego, który jest ponad, nie dopuszczając innych do (równego) udziału w nadawaniu sobie znaczenia. Skoro już ma, to powinien przecież być szczęśliwy i spełniony...
Skoro wszystko jest mniejsze, mniej ważne, niż to, co myśli, co ocenił Piotr, to nawet nie ma jak Piotrowi potwierdzić, to że taki wspaniały jest! Bo jak coś/ktoś nieistotny, z założenia głupszy, nieważny miałby coś w ogóle potwierdzić?!... W szczególności wobec ważności i mocy samego Piotra! Piotr więc już jest "bogiem", sam o tym nie wiedząc. Albo może...
albo może w środku jakoś czując, i jakoś "wiedząc", że to nie przejdzie. Piotr wciąż przeczy sam sobie domagając się uznania od ludzi, nawet pisząc coś na sfinii (do tych nic nie znaczących ludzi pisze.. a po co? On taki wspaniały traci swój cenny czas, wysiłek, aby coś zakomunikować np. takiemu nic nie znaczącemu Dyszyńskiemu?...).
Bo Piotr czuje - że sam nie jest w stanie zasadnie potwierdzić swojej mocy!
Tyle, że dopóki innych uważa za gorszych, nie wartych szacunku, to nawet NIE DAJE SOBIE SZANSY NA OWO POTWIERDZENIE!
To jest potępienie (!) dla sensowności swoich myśli i uczuć - sam nie potrafię się potwierdzić wystarczająco, a innych do tego dopuścić też nie jestem w stanie. Czyli zawsze pozostanę bez wartości...
Kto to zrozumie u końca swoich dni, ten poczuje się potępiony. Własnym wyborem i własną mocą poczuje się potępiony. Nie przez Boga, czy kogokolwiek będzie potępiony, ale sam przed sobą - dokładniej przed własną PYCHĄ.
To nie jest kwestia jakichś "moralnych" zakazów, czy nakazów, posłuszeństwa jakimś tam księgom, czy prorokom. To jest konsekwencja LOGICZNA.
Albo dajesz sobie szansę na potwierdzenie siebie, albo jej nie dajesz. Jak Ci inni ludzie są nie potrzebni w tym układzie, to możesz spróbować potwierdzić się sam. Jak Ci się uda. Ja bym nie potrafił. Na pewno sam sobie nie potrafię potwierdzić wartości. Dlatego UBIEGAM SIĘ O SZACUNEK, sam szukam szacunku i staram się go dawać, bo on jest jedynym narzędziem, które jest w stanie wartość mi (i jakiejkolwiek innej istocie) nadać. Hoduję ten szacunek, pielęgnuję, dmucham na niego i chucham, starając się przekonać też do niego samego siebie. Chcę nawet z naddatkiem dać innym szacunek - nawet niech go mają więcej, niż im się należy - wtedy będą mogli mi odpowiedzieć, szacunek i wartość zwrócić (choć nie na zasadzie handlu, ale swojego WOLNGO WYBORU). A w każdym razie na pewno nie będę ich poniżał, bo wtedy stracę tę jedyną okazję nadania sobie wartości.
A jak ktoś mi szacunkiem nie odpłaci, nie zrozumie ważności tego daru, jakim jest potwierdzanie się ludzi nawzajem? - No cóż, to też jakoś zniosę, licząc, że kiedyś zrozumie, a poza tym wierząc, że znajdę jednak ludzi, którzy zrozumieją...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 3:41, 22 Lut 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 23:36, 05 Lut 2017    Temat postu:

@ Michał: Przeczytałem twój wpis- ten, o kilka postów powyżej, a kolejnego twego- tego w odpowiedzi do Dyskurs, poprzedzającego ten mój- nie chciało mi się już przeczytać, chociaż zauważyłem tam nawiązania do mnie. A to dlatego, że to, co we wspomnianym tu na początku przedstawiłeś, to twoja osobista "spowiedź", gdzie przedstawiasz własny, mocno subiektywny, w pewnym stopniu emocjonalny (uczuciowy) punkt widzenia, czy raczej nastawienie do życia, ludzi, świata.
Ja również mam do tych spraw, rzeczy własne podejście- także subiektywne. Więc niezbyt jest to temat do jakiejś choćby "paranaukowej" dyskusji, bo tu po prostu każdy może napisać tylko, co mu osobiście "leży na umyśle i psychice".
Ale to twoje podejście jest znacznie różne od mego; w dodatku mego raczej niezbyt ogarniasz, tzn. niezbyt prawidłowo je odbierasz, rozumiesz. Żebym się nie rozpisywał, to napiszę tylko o podstawowych kwestiach, zasadniczych różnicach pomiędzy tym, co ja uważam, a tym, co chyba ty uważasz o moim nastawieniu do opisywanych kwestii. Otóż dla mnie "bycie bogiem" oznacza przede wszystkim "moc", a raczej możność nie czynienia absolutnie niczego- aczkolwiek również czegokolwiek, w razie zachcianki, których sądzę, że raczej wielu bym nie miał, a także [może przede wszystkim] MOŻLIWOŚĆ NIEISTNIENIA, NIEBYCIA, gdy tego zechcę [a dość często tego właśnie pragnę], a zarazem MOŻNOŚĆ ZAISTNIENIA, STAWANIA SIĘ, PRZYJMOWANIA FORMY, POSTACI, również, gdy czasem tak mi się zechce.

Dodam jeszcze, że to dość często nachodzące mnie pragnienie nieistnienia niejako "realizuję" poprzez swoistego rodzaju "usypianie mózgu", "wyciszanie umysłu"- jak niektórzy mawiają; zarówno wtedy, kiedy długo i głęboko śpię [z małą ilością sennych marzeń], jak i "na jawie", gdy staram się "myśleć o niczym" lub właśnie o tym, że absolutnie niczego nie muszę, że nawet niejako nie ma mnie... Takie nastawienie, myślenie wiąże się również z tym, że nie jestem nikomu potrzebny, jak i ja nie potrzebuje nikogo; jakoś stronię od bycia pośród ludzi, a również właśnie od bycia potrzebnym, kochanym- jak i ja niespecjalnie zamierzam kochać kogokolwiek, nawet siebie niezbyt. Tym samym łatwiej jest mi "nie być"...
Trochę tak, jak napisałeś, lecz jednak ze sporą różnicą: wyłącznie mój rozum, jaźń, które jednak w sytuacji tej samotności i pustki nawet one nie potrzebują być. Nie wiem, czy to się kwalifikuje, jako zaburzenie psychiczne, ale dla mnie cudownie jest nie istnieć!
Może dlatego, gdy "wyjdę" z takiego stanu, to wiele rozumiem i też dość wiele mogę; owszem- w mojej wyobraźni, ale realnie także...


Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Nie 23:41, 05 Lut 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 23:54, 05 Lut 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Gleby mi nawet nie trzeba, ani roli, a tym bardziej ludzi. Właściwie niczego nie potrzebuję... No, może oprócz bycia bogiem.
Acha, to zamiast na wyspie chcesz być Cast Away w wodzie? A piłkę sobie nazwiesz Wilson czy jakoś inaczej?

https://youtu.be/zaQa4ttIyNo
Nie we wodzie, lecz w Niebycie; jako nieświadomość, jako jeden ze wszystkich noumenów niezróżnicowanych- tak, raczej, jako noumen, niż, jako monada. Nie sądzę, bym wtedy potrzebował jakiegokolwiek innego obiektu, czy bytu- ani piłki, ani człowieka; raczej niczego, bo bym nie istniał, jako osoba [nie tylko w sensie fizycznym, biologicznym]. A tym bardziej, nie zachodziłaby potrzeba, ani sens nazywania czegokolwiek. Jeśli w ogóle w tym stanie byłbym jeszcze "ja" i miał wyobrażenia- w co bardzo wątpię- to zupełnie nie potrzebowałyby one nazywania, bo i po co, gdy nie byłoby wymiany informacji o informacji, a prawdopodobnie również- w myśl mojej Hipotezy Wszystkiego, jej części- nie byłoby wymiany samej informacji pierwotnej- czyli brak oddziaływań, zależności jakichkolwiek. Zresztą, jak, po co i czemu miałoby oddziaływać to samo z tym samym [mam tu na myśli noumeny]?..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 0:07, 06 Lut 2017    Temat postu:

@ Dyskurs:
Cytat:
Tu masz Piotr posmak tej wyprawy kosmicznej:
https://youtu.be/VlhJm_KkKEg
W tej boskiej wyprawie Wilson to była wyobraźnia osoby granej przez George Clooney’a, który pozostał w kosmosie.

Tutaj pokora z powrotu na naszą Matkę Ziemię:
https://youtu.be/1qSBUTcTX5Q

To niby tylko film, ale z morałem.
Obejrzałem ten film dawno temu. Straszne badziewie i chłam! Nudny, jak plucie się L. Wałęsy, że nie był "Bolkiem".:fuj: A morał z niego taki, że każdy maluch już o nim wie- ten film jest mniej ambitny od "Reksia", a nawet od "Teletubisiów"! Ale od tępaków i przekupniów z "komisji oskarowej" dostał sporo "plusów"- to nie dziwota, że w USA większość ludności, to tępaki, prymitywy żujące gumy z hamburgerami i wpierdalający tony pizzy, gapiąc się tępo na kolejną beznadziejną "wypocinę" z Hollyshit [że tak sparafrazuję Hollywood].
Cytat:
Piotr, odczuwam, że nosisz w sobie traumę z powodu albo despotycznego ojca albo ojca, który wmawiał Ci, że nic Ci się w życiu nie uda. Esseńczycy skonstruowali model związków międzyludzkich. Kluczowym aspektem tego modelu jest zależność stosunku człowieka do swojego ojca i do Boga. To jest publiczne forum i nie musisz odpisywać. Ale przemyśl to sobie w kontekscie Twoich "boskich aspiracji".
Średnio mnie te semickie dyrdymały z podtekstem seksualnym, prawiące o posłuszeństwie obchodzą! Nie jestem antysemitą, ale...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10147
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 0:27, 06 Lut 2017    Temat postu:

Masz depresje?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 1:20, 06 Lut 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Masz depresje?
To też. Ale głównie mam kurwicę.
Ale, przede wszystkim, nie rozumuję w tak popieprzone, pokręcone "sposoby", jak wy tu, pomyleńcy!
:fuj: ;-P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10147
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 4:55, 06 Lut 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Ale głównie mam kurwicę.
A to specjalista jest po drugiej stronie korytarza :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 0:49, 07 Lut 2017    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Ale głównie mam kurwicę.
A to specjalista jest po drugiej stronie korytarza :)
Ja jestem specjalistą od wszystkiego; głównie, jak Leon zawodowiec. Ale nie po drugiej stronie korytarza, lecz po drugiej stronie Rzeczywistości się znajduję...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16786
Przeczytał: 75 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 14:44, 08 Lut 2017    Temat postu:

Procedura mocy
Gdyby ogólnie jakoś opisać mechanizm mocy osobowej, miałby on chyba następujące elementy-etapy (niekoniecznie w zapisanej kolejności):
1. Rozpoznanie obiektu - wyodrębnienie z całości emanacji świata i osobowości tych aspektów, które wyróżniamy jako interesujące do wpływu/zmiany
2. Ustanowienie zadania - celu - wyobrażenie sobie sytuacji docelowej, rozprawienie się z pytaniem, czego właściwie chcemy, co jest do osiągnięcia jest kluczowym aspektem mechanizmu mocy.
3. Skonfrontowanie celu głównego z prawami i mechanizmami obowiązującymi w układzie - na tym etapie szukamy jednocześnie sposobu, w jaki realizowane jest zadanie.
4. Akt woli sprawczej - realizacja - gdy jesteśmy pewni co i jak chcemy zrobić, dochodzi do aktywnego uruchomienia działania w postaci aktu woli sprawczej.
Punkt 1 i 2 mogą zamieniać się nieraz kolejnością. Punkt 3 nieraz powstaje w rozważaniach lącznie z punktem 1 i 2 tworząc z nimi nierozerwalną całość. Poza tym sama analiza z punktów 1 -3 jest oczywiście uruchamiana też własnym aktem woli. Czyli wszystko razem jest splątane, skomplikowane.

Schemat jest względnie ogólny, odnosi się do praktycznie każdego przypadku, gdy mamy do czynienia z osobą, która ma przejawiać swoją moc.
Nie znaczy to jednak, że skończyły się tu pytania i wątpliwości. W szczególności etap od 1 do 3 są pod ciągłym pręgierzem pytań: na ile poprawnie zostały wybrane, na ile np. jedne cele działania nie występują przeciwko innym celom, a wtedy emanacja osoby się skonfliktuje i ostatecznym efektem jej działania będzie całościowa bezcelowość.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 14:46, 08 Lut 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 3:59, 10 Lut 2017    Temat postu:

"Procedura mocy"?? Oj, Michałek-fantasta znów coś "wyprodukował"!..:mrgreen: ;-P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10147
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 5:20, 10 Lut 2017    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Ale głównie mam kurwicę.
A to specjalista jest po drugiej stronie korytarza :)
Ja jestem specjalistą od wszystkiego; głównie, jak Leon zawodowiec. Ale nie po drugiej stronie korytarza, lecz po drugiej stronie Rzeczywistości się znajduję...
Rzeczywistość, Piotr, jest holistyczna. Siedzi (metafora) w środku i wie, poprostu :wink:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16786
Przeczytał: 75 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 3:39, 22 Lut 2017    Temat postu:

Prawdziwa moc, to moc dawania. Ten kto daje, jest mocny i zasobny, ten kto musi brać, musi się wciąż pożywiać cudzym, ten jest zależny.
Najsłabszym okresem życie jest niemowlęctwo - wtedy człowiek jest całkowicie zależny od swoich rodziców, wtedy tylko bierze. Wraz z wzrastaniem człowiek zaczyna nabierać mocy, co objawia się tym, że jest w stanie coś innym zaofiarować, odznaczać pozytywnie swoją osobę w świecie. Choć nie wszyscy tak potrafią - są zwolennicy wiecznej niemocy, niedojrzałości, ciągłego brania od innych. Oni w pewnym momencie to swoje życie z nieustająco powiększającym się moralnym długiem zaczynają traktować jako objaw swojej wielkości. Bo oni bardziej biorą, niż inni, są większymi pasożytami. Tyle że pasożyt to ktoś zależny - jak żywiciel pasożyta umiera, to pasożyt zwykle też (chyba, że umie sobie szybko wyszukać nowego żywiciela), śmierć pasożyta jednak jest dla większości żywicieli tylko ulgą i korzyścią.
Świat dzisiejszej ekonomii stał się pochwałą pasożytnictwa. Liczy się ponad wszystko zysk, rozumiany jako wzięcie jak najwięcej dla siebie, przy zignorowaniu wszystkiego innego - tylko zysk, zysk i jeszcze raz zysk. Choćby świat miał się za chwilę zawalić, to "ekonomicznie" jest brać i żreć na maksa.
Czy można mówić o "mocy pasożytnictwa"? - pewnie można. Ale to jest moc niestabilna, polegająca na piłowaniu gałęzi, na której się siedzi. Jeśli piła wejdzie odrobinę za głęboko, to gałąź się złamie razem z pasożytem, który miał nadzieję, że jeszcze trochę więcej sobie odpiłuje.
Ta moc egoizmu jest jednak słabością. I to wielką słabością, tylko innego rodzaju. Egoizm jest słabością, bo jest NIESTABILNY LOGICZNIE. Egoista wymaga dla siebie albo uprzywilejowanej pozycji - właściwie satysfakcjonująca w pełni jest jedynie ta na samym szczycie, albo niespójności rozumowania - bo od pewnego poziomu egoizmu długofalowe straty z dalszego "maksymalizowania" zysku zaczynają przeważać nad korzyściami. Ale to długofalowo, więc egoista tego nie widzi. A fakt owego nie dostrzegania jest tylko kolejnym elementem słabości.
Prawdziwie mocny jest ten, kto nie potrzebuje dla siebie żadnych uprzywilejowanych miejsc, żadnego kombinowania z zyskiem długo, czy krótkofalowym, bo jest SAMĄ PROMIENIUJĄCĄ MOCĄ, jest ciągłą produkcją dobra, które się przelewa, które jest niepowstrzymane, bo jego źródło jest nieskończone. Dlatego mocny daje innym - bo ma i wie, ze ma, jest pewny, że jego mocy wystarczy.
Prawdziwa moc nie musi kalkulować, czy jej się uda - jej się zawsze udaje, bo jest mocą z natury rzeczy i to ona daje innym, a nie musi się pożywiać dzięki czyjejś łasce, czy słabości.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 15:56, 22 Lut 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 4 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin