Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Moje życiowe odkrycia
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 20:37, 03 Sie 2018    Temat postu:

Kiedyś, za młodu byłem przekonany, że człowiek wartościowy powinien być zaangażowany na maksa. Ale zaangażowani byli ludzie różni - terroryści islamscy nawet swoje życie poświęcają za ideę, Hitler ideę wywyższenia narodu niemieckiego uczynił celem swojego życia. Tzn. nie twierdzę, że słuszna miałaby być teza przeciwna, że trzeba być miałkim i bez uporu w obronie słusznej sprawy. Jednak chyba trzeba być przygotowanym, że życie może spłatać nam figla przedstawiając jako coś wartościowego rzeczy złe, głupie, szkodliwe. Idea szatana, który inteligentnie i z premedytacją chce zwieść człowieka jest tu całkiem na miejscu. Bo nieraz odnoszę wrażenie, że zło, oszustwo, sprowadzanie ludzi na złą drogę ma jakby swoją szczególną "logikę", jakby chciało umysł człowieka ośmieszyć, wykazać jego głupotę, małość intencji.
Dlatego od jakiegoś czasu uważam, że choć bycie zaangażowanym, może i bezkompromisowym jest zaletą i czymś niezbędnym dla prawdziwego człowieczeństwa, to jednak ABSOLUTNIE NIEZBĘDNYM WARUNKIEM UZUPEŁNIAJĄCYM do tego postulatu zaangażowania byłaby maksymalna czujność, inteligencja, mądrość oceny z nastawieniem na to, że wokół czai się fałsz. Czai się on w tym, co nam powiedzą ludzie, co nam zasugerują nasze zmysły, uczucia, pragnienia. Tu niezbędna jest swoista moc umysłu, działanie w stylu: wolno jest być głupim, nieroztropnym, jeśli tylko cel miałby być słuszny, poniża prawdziwą wartość człowieka. A choć Jezus modlił się za swoich oprawców "przebacz im, bo nie wiedzą co czynią", to owo usprawiedliwienie należy uznać za swoistą "ostatnią deskę ratunku". Najpierw człowiek powinien jednak się wykazać, czyli (znowu słowa Jezusa): "być doskonałym, jak Ojciec w niebie".
Niektórzy być może nie mają w sobie tej mocy rozpoznawania fałszu, być może będą usprawiedliwieni, bo ich umysły są za słabe. Ale to nie oni będą "jaśnieli jak słońce", nie oni będą tymi, których bierze się za przykład.

Myślę o tym trochę w kontekście filmu, na który zerknąłem dzisiaj. Przedstawiona w nim sytuacja została odmalowana w ckliwych, czarno - białych tonacjach emocjonalnych. Film jest o prześladowaniu czarnoskórych amerykanów. Oto jedni (tutaj czarni) są całkiem dobrzy, inni całkiem źli "biali". Naiwny umysł może zacząć wiązać dobro i zło nie z charakterem człowieka, a z kolorem skóry. W naiwnych przedstawianiach rzeczywistości w literaturze, sztuce tkwi jakieś niebezpieczeństwo ogłupienia ludzi prostolinijnych, mało doświadczonych życiowo. Potem co niektórzy z nich są przekonani, że powinni walczyć o "sprawiedliwość" rozumianą jako wyrównywanie szans pomiędzy rasami białą i czarną, że każdy czarny to biedna ofiar, a każdy biały to agresor. Problem jest w tym, że przemoc w dzielnicach czarnoskórej ludności polega GŁÓWNIE na krzywdzeniu czarnych właśnie przez czarnych. I choć oczywiście biali też bywają wredni, to udawanie, że czarni są tylko ofiarami przemocy ostatecznie sprowadzi się do ignorowania tych sytuacji, gdy jednak czarnego trzeba wsadzić za kratki. Bo w przeciwnym razie najczęściej inny czarnoskóry obywatel zostanie poszkodowany.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 11:39, 29 Paź 2018    Temat postu:

Hasło mentalne ostatnich lat: pozwól ludziom być sobą, być innymi, niż sam masz w głowie.
Kiedyś miałem w swojej świadomości przeświadczenie o konieczności realizowania się w świecie jakiegoś bliżej nieokreślonego "porządku", tego, że ludzie powinni być karni i posłuszni najrozmaitszym słusznym wytycznym. Co prawda miałem przykład różnych totalitaryzmów, ale jakoś nie docierało to mnie, że mentalnie zmierzam w kierunku przez totalitaryzm nakreślony. Od jakiegoś czasu wdrażam się do pożegnania w sobie tamtego nastawienia. Od podejścia w stylu: co nie jest dozwolone, jest zakazane, przechodzę w stronę: co nie jest zakazane, jest dozwolone. A poza tym nawet jeśli coś jest zakazane, to nie zawsze trzeba to respektować. W ogóle zakazów powinno być jak najmniej.

Dlatego od jakiegoś czasu wdrażam sobie program cieszenia się odmiennością ludzi. Staram się dostrzegać jak najwięcej pozytywów z tego, że ktoś robi coś inaczej, niż ja, czuje na swój (niezrozumiały dla mnie) sposób, robi coś nawet... od czapy. Bo (oczywiście jeśli ów ktoś nie krzywdzi przy tym nikogo) inność, odmienność względem tego co znane i opatrzone, jest wzbogaceniem przestrzeni mentalnej, objawem rozwoju i kreatywności ludzi.

Dodam na koniec, że słowo "odmienność" używam w tym tekście nieco inaczej, niż to mam miejsce ostatnio w mediach - nie obejmuje propagandy mniejszości seksualnych. Piszę bardziej o odmienności hobby, zainteresowań, wykonywanych zawodów, typów reaktywności, poglądów politycznych, stylów życia, ubierania się, jedzenia itp.
Co się tyczy zaś odmienności seksualnych, to z lekka mam tego tematu powyżej uszu. Choć nie zamierzam potępiać osób, które ze swojego upodobania do takiej, czy innej seksualności zrobiły życiowy sztandar, pod którym umieszczają własną godność, tożsamość, ważność, to uważam taką strategię za głupią i poniżającą same te osoby. Mogę to tolerować, ale też nie zamierzam się kryć z negatywną oceną takiej postawy. Dla mnie seks jest dalej sprawą intymną, nie nadającą się do epatowania społeczeństw, lansowania się na zasadzie: patrzcie ludziska, jaki to ja jestem inny, jaki niezwykły i wspaniały... Ze wszystkich sposobów zdobywania mojej uwagi - np. twórczością artystyczną, naukową, kulturalną, społeczną - prowokowanie tego zainteresowania ekstrawaganckimi pomysłami na seks, uważam za najmniej sympatyczne; mój odbiór tu wręcz na skraju obrzydzenia. I ten odbiór nie dotyczy tylko kwestii homoseksualności, ale ogólnie każdego rodzaju epatowania seksem, afiszowania się z wybujałą swobodą pod tym względem - także w zakresie stosunków heteroseksualnych.
Oczywiście staram się z owym obrzydzeniem jakoś tam walczyć, uporać się, nikogo nie potępiać, ale fakt pozostaje, że wymaga to ode mnie dodatkowego wysiłku, sprawia mi dyskomfort.
Czy jestem w tym podejściu pruderyjny?...
Pewnie w jakimś stopniu ten zarzut mnie może i obejmuje, ale uważam, że w dość niedużym stopniu. Zdaję sobie sprawę, że ocena zawsze będzie zależna od określenia normy - punktu neutralnego. Dla jednego normą jest częsta zmiana partnerów seksualnych, a dla kogoś innego normą jest seks wyłącznie w małżeństwie. Normą, do której ja tutaj się odnoszę, jest uznanie spraw seksu za coś intymnego, obejmującego dwoje ludzi, powiązanego z miłością i duchowością. Bo jednak celem życia człowieka jest w moim przekonaniu doskonalenie duchowe, a nie kolekcjonowanie pustych wrażeń. Jeśli dla kogoś to podejście jest pruderyjne, to przyjmę zarzut i zgodzę się, że w TYM JEGO ZNACZENIU jestem pruderyjny. Ja mam jednak inną normę pruderyjności, a w jej ramach pruderyjny nie jestem. Pruderią w moim rozumieniu jest lęk przed poruszaniem kwestii seksualnych w ogóle, udawanie, że tej sfery jakby nie było, bądź obwarowywanie dyskusji o niej jakimiś społecznymi tabu. Zaś posiadanie przekonania, że seks powinien jednak pozostawać sferą intymną jako pruderia się nie kwalifikuje, bo jest po prostu jednym z możliwych przekonań.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 13:00, 05 Lis 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 16:05, 18 Lis 2018    Temat postu: Czarna dziura przestrzeni myśli

Jednym z kluczowych odkryć, właściwie na wagę mentalnego zwycięstwa świadomości nad chaosem byłoby chyba coś w stylu:
uwierzyć, że głębsza prawda jest zawsze ponad tym co doraźne.

Poznajemy świat i siebie budując sobie jakieś reguły. Każda reguła, gdy jest poznawana, gdy przekonujemy się, że nam się sprawdziła w jakimś zakresie, jest (w jakimś sensie słusznie) uznana za osiągnięcie, sukces, tryumf świadomości nad chaosem. Ale czy tryumfem ostatecznym?
- Otóż NIE!
Prawdy, które poznajemy zawsze są na miarę bieżącego modelu rzeczywistości! One nie są ostateczne.

Tu narzuca się pytanie: Czy jest coś ostateczne?
- może...
Ale zapewne na tym etapie, na jakim aktualnie funkcjonujemy nawet nie bylibyśmy w stanie tego nazwać. Ani nazwać, ani zrozumieć...

Stąd ktoś mógłby wyciągnąć (pochopnie!) wniosek, że zatem żadne osiągnięcie nic nie jest warte. Ale to nie tak. Każdy krok w stronę opanowania rzeczywistości myślą jest cenny, jest jakimś sukcesem, mimo że nie jest ostatecznym rozstrzygnięciem wszystkiego.
Tak więc największym błędem, "matką wszystkich błędów" jest przypisanie jakiejś prawdzie, jakiemuś rozpoznaniu waloru absolutności ostatecznej. To byłoby coś podobnego do zrobienia "czarnej dziury" w przestrzeni myśli - ta czarna dziura wchłonie i przetrawi wszystko, co się znajdzie w jej zasięgu.

Tu trzeba pokory, trzeba uświadomienia sobie i ZAAKCEPTOWANIA tego faktu, że rozpoznania mają charakter lokalny, odkrycia i modele są ograniczone, zaś znane nam prawdy nie są ostateczne.
A gdzie tu spełnienie, radość, zwycięstwo, szczęście?...
- Jak ktoś umie się cieszyć tym, co nieostateczne, to będzie miał radość, a może i jakieś (jedno z wielu na ścieżce) zwycięstwo i spełnienie.
I właściwie dobrze, że te odkrycia i zwycięstwa nie są ostateczne, że jest coś (zawsze!) większego za nimi. Bo gdyby wszystko się kończyło na jakimś ostatecznym zwycięstwie, to musielibyśmy się pogodzić z kresem owego szczęścia, zwycięstwa, tryumfu. Więc dobrze jest tak, że zawsze możemy coś zdobywać. A radość i spełnienie?...
- Trochę je musimy ofiarować sobie sami. One nie przyjdą wyłącznie z zewnątrz, nie będą darem, który wszystko zawrze w sobie, ale choć coś nam przyniesie, to drugą cześć - tę radość, dobry nastrój, szczęście - będziemy musieli dorzucić sami - z własnego wnętrza, z własnego, wypracowanego dogadywaniem się ze swoimi emocjami, rezerwuaru dawania sobie szczęścia. Musimy to odczuwane przez siebie szczęście trochę popchnąć samodzielnie
- trochę wdzięcznością (warto się nauczyć być wdzięcznym)
- trochę oczekiwaniem i pozwoleniem, aby się dać zaskoczyć
- umiejętnością DOCENIANIA
- a może samą tą świadomością, że jednak MAMY PEWNĄ MOC NAD SWOIMI UCZUCIAMI, pewną WOLNOŚĆ WYBORU. I tę moc możemy skierować albo w stronę deprecjonowania daru, który przyszedł, albo w strone jego docenienia i wywyższenia.
Kto zdeprecjonuje dar, jaki dostał - ten dostanie dar zdeprecjonowany, czyli dający mniej radości i wartości.
Kto doceni, dowartościuje dar, który dostał, ten dołoży temu darowi wzmocnienie mentalne, wzmocni go i upiększy.
I chyba głupotą byłoby, mając coś, fundować sobie z tego tytułu niezadowolenie i zły nastrój, zamiast radości. Bo to co jest - jest jakie jest - to się nie zmieni, zaś nasze nastawienie jest w naszej władzy i lepiej jest wybrać takie, które pcha nasze emocje na plus, a nie na minus.

Niektórzy ludzie wpadają w pułapkę emocji deprecjonujących, PUŁAPKĘ NIENASYCONEJ ROSZCZENIOWOŚCI. Działają w myśl zasady: jestem wielki, jestem wspaniały, więc wszystko wokół mnie jest traktowane jak gorsze, słabsze, mniej wartościowe. Wtedy - mocą tej samej zasady - widzę/rozpoznaję rzeczy, ludzi, dary świata i serca jako mniej wartościowe. Czyli wszystko co dostaję - mocą samego tego nastawienia, mającego mnie wywyższać - staje się głupotą, nędzą, śmieciem. Oto na koniec zostaję tylko ten wielki, niedoceniony, pełen roszczeń i złości względem świata (nie doceniającego tej mojej wielkości).
Jest też nastawienie przeciwne. W nim ja jestem także wielki, ale nie tylko ja jestem wielki, wspaniały. Inni też są wspaniali, wielcy, cudowni, warci docenienia. Więc ich cenię, dary, które mi przynoszą cenię i szanuję, radość, którą mi dają biorę z wdzięcznością, dodając każdemu darowi jeszcze więcej wartości i piękna - już z własnej chęci i nastawienia. Wtedy robię się szczęśliwy, widzę świat wokół jako coś dającego mi szczęście.

Ludziom biznesu i walki o sukces nieraz zdaje się, że roszczeniowość jest naturalną cechą, że jest twórcza, bo tylko będąc niezadowolony ze stanu aktualnego, coś będziemy robili, coś udoskonalali. Jest w tym pewna racja, jednak jest i zagrożenie - właśnie wpadnięciem w opisany wyżej mechanizm emocjonalnego deprecjonowania wszystkiego. Czy można pragnąć, chcieć tworzyć, działać, nie wpadając w pułapkę złej roszczeniowości?...
- To nie jest łatwe. Ale to jest możliwe. Trzeba w sobie niejako utrzymywać jednocześnie obie, przeciwne tendencje
- radość i akceptację tego co zdobyliśmy, co jest, co nam ofiarowano, albo my to sobie byliśmy w stanie ofiarować.
- przeświadczenie, że zawsze da się znaleźć coś większego, lepszego. Co prawda absolutu nie osiągniemy nigdy, to jednak możemy wzrastać, możemy osiągać coraz więcej. I warto osiągać coraz więcej.
Ale warto osiągać coraz więcej nie tracąc radości z tego co już udało się osiągnąć. Nie wymagajmy od siebie, świata, ludzi ostatecznego zwycięstwa i sukcesu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:51, 09 Sty 2019    Temat postu: Krytyka

Łatwość krytykowania
Kiedyś znacznie więcej krytykowałem to, co robią, lubią, jak działają, nawet wyglądają inni ludzie. A jeśli nawet głośno nie krytykowałem, to nieraz sobie myślałem w stylu: ale ten gość to palant, jakiej dennej muzyki słucha! Albo: ale głupek, zajmuje się rzeczami kompletnie bez sensu!
MUzyka zbyt łatwa, w stosunku do tej, którą lubię, była traktowana jako głupia i banalna. Ale z kolei muzyka "zbyt" wyrafinowana traktowana była jako "dla snobów" (w domyśle: przecież coś takiego nie może się podobać). Jak ktoś zajmował się dziedziną, która mnie interesowała, to kiedyś zajmował się"głupotami" (w mojej ocenie) I nie zadawałem sobie wtedy pytanie czy aby na pewno każde moje zajęcie to na pewno były "nie głupoty"?....

Od jakiegoś czasu, gdy widzę coś, co mi się nie podoba w innych osobach, co naturalnie wywołuje u mnie niechęć, skłania do uznania za głupie, złe itp., NARZUCAM SOBIE zupełnie inną reakcję: ooo ktoś robi coś innego niż niż ja, może to ma swój sens?...

Ocena wszystkiego, aby była zasadna, powinna być oparta o DOBRE KRYTERIA. Tymczasem zauważyłem, że ludzie w większości (a ja kiedyś też i to nagminnie) oceniam wcale nie mając jakoś pewnych kryteriów, tylko w oparciu o luźne widzimisię. W końcu to dostrzegłem - uznałem, że najczęściej moje "mądre" krytyki były po prostu arbitralne i subiektywne, rzadko mając walor głębszy.
Oczywiście zawsze pod krytykę da się podpiąć jakiś sens. Zawsze jest jakiś powód, aby uznać, ze coś powinno być inaczej, niż jest. Ale jak się człowiek zastanowi, to równie dobrze znajdzie się powód dokładnie przeciwny temu pierwszemu. Wystarczy chwilę pokombinować i już mamy uzasadnienie zdania odwrotnego, niż to pierwsze.

Posiadanie JAKIEGOŚ uzasadnienia zatem właściwie o niczym prawie nie świadczy. Posiadanie powodu do krytyki, to też mało.
Wiem, ze mnie też można skrytykować. Sam mogę się skrytykować na wiele sposobów. Mogę się skrytykować za wszystko. Innie też mnie mogą skrytykować za wszystko. Właściwie to wszystko da się skrytykować! Jakiś powód się znajdzie. I będzie on miał jakieś tam uzasadnienie.
Skoro tak jest, to dlaczego miałbym (przynajmniej zbyt łatwo) krytykować coś, czego do końca nie znam?...
- Jeśli tak robię, to postępuję dokładnie tak jak ci pozostali, którzy krytykują z byle powodu (także mnie krytykują z byle powodu, nie próbując wniknąć w szczegóły, w to co rzeczywiście mam do powiedzenia). Zatem zamiast zaczynać od krytyki kogoś, tylko dlatego, że pierwsze wrażenie jest negatywne, stawiam sobie program: najpierw znajdź argument NA JEGO STRONĘ, spróbuj zrozumieć co ma do powiedzenia! Inaczej sam powinienem przyznać rację tym, którzy mnie ochoczo krytykowali, bo coś im się "tak z palca" nie spodobało.

Stosując tę regułę uczę się więcej od innych. Ucząc się o innych, uczę się tez o samym sobie - trochę przez podobieństwa, a trochę przez różnice.
Oceny tego co widzimy, to nie rywalizacja, to nie wyścig. To, że komuś przyznam etykietkę "głupi" wcale nie oznacza, że to ja taki mądry jestem, tylko najczęściej to, że coś tam mi się nie spodobało.
Mam zatem program - najpierw próbuję zrozumieć, najpierw próbuję zaakceptować jakoś to, co mi się na początku nie spodobało. I chyba to skutkuje ciekawymi odkryciami intelektualnymi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 12:33, 17 Sty 2019    Temat postu: Re: Krytyka

Chcieć postrzegać więcej i szerzej - to takie nieoczywiste
Biologicznie jesteśmy naznaczenie paradygmatem zwyciężania. Działa to nawet na nasze myślenie w sprawach, gdzie zwycięstwo nie jest wcale celem. Ale domyślnie "chcemy zwyciężyć" w tym sensie, że aktualny pomysł miałby być tym wygranym, przyjętym, dominującym. To powoduje, że upieramy się często przy pierwszym pomyśle, narzucającym się oglądzie sprawy, przy swoich koncepcjach (choć nie zawsze one zasługuję na miano "swoich").
Aby zyskać myślową wolność, niejako narodzić się z ducha wolności, niezbędne jest zapanowanie nad tą tendencją, tym pragnieniem uczynienia jakiegoś aktualnego pomysłu, koncepcji główną i dominującą. Zapanować jednak nie znaczy całkiem wyrzec się poszukiwań poprawnego rozwiązania. W końcu przecież jakąś decyzję trzeba będzie podjąć. Ale warto ją podjąć dopiero mają pełen ogląd sprawy, dopiero po zbadaniu za i przeciw, po zweryfikowaniu także tych przeciwnych (startowo) poglądów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 11:33, 23 Sty 2019    Temat postu: Re: Krytyka

Ludzie szukają wiedzy. Z jednej strony jest to słuszna postawa. Z innej jednak strony w tym skupieniu na wiedzy tkwi niebezpieczeństwo. Bo wiedza jest ze swojej konstrukcji konserwatywna, utwierdza zastany model, więzi umysł w tym, co stanowi aksjomatykę dla problemu. Jeśli jeszcze ta aksjomatyka znajdzie potwierdzenie w postaci zgodności z jakimiś doznaniami, jeśli się sprawdzi, to wtedy umysł stanie w obliczu swoistej niewoli - przekonania, że to "po prostu tak jest".
Jest dla umysłu jednak druga strona - dynamicznego metarozumienia. W jego ramach każda wiedza jest fragmentaryczna, niepełna, stanowiąc rzut pytań umysłu na płaszczyznę modelu. Nie jest więc jakoś szczególnie cenna. Za to cenniejszy może okazać się sam umysł - umocniony w swoim trwaniu, niezależny od tych pytań, które ktoś stawia, tych odpowiedzi, które udało się sformułować. Umysł sam w sobie - silny, reaktywny, modelujący zawsze w sposób niezależny i stabilny. Umysł nie przywiązany do tego, co gdzieś się potwierdziło, bo nie wiadomo, czy się to potwierdzi w przyszłości, jak też nie wiadomo, czy nadchodząca przyszłość będzie w ogóle obsługiwała ten typ problemu, jaki wystąpił w przeszłości.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Śro 11:34, 23 Sty 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 12:40, 27 Mar 2019    Temat postu: Re: Krytyka

Potrzeba wyrazistości i radykalizacji
Myślę, że w naszą (ewolucyjną?...) naturę wpisana jest potrzeba bycia jakoś tam wyrazistym, często przesadnym. To co jest obserwowane na niskim, bądź średnim poziomie umyka percepcji, więc staramy się być "naj...".
Ten efekt ma, niestety, swoje bardzo negatywne skutki w postrzeganiu - często zdarzy nam się przeoczyć ważne rzeczy tylko dlatego, że są one w okolicach średniej bieżących rozpoznań.
Wdrożenie się do docenienia tego, co nie skrajne, mało radykalne, po prostu "zwyczajne" (nie koniecznie musi to być tak zwyczajne do końca, to jest tylko pierwsze rozpoznanie) oznaczać może formę mentalnego przebudzenia (może wręcz oświecenia).
Widzieć rzeczy bez potrzeby nadawania im przesadnego znaczenia...
To jest trudne. Ale to jest niezbędne dla budowania w sobie mentalnej wolności. :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 18:54, 12 Maj 2019    Temat postu: Re: Krytyka

Oddawać pole innym...
Kiedyś starałem się jak najwięcej zrobić, jak najwięcej zadziałać. Myślałem: ja to zrobię, wtedy będzie dobrze.
Od jakiegoś czasu zmieniłem nastawienie i potrafię cieszyć się z tego, że zamiast mnie ktoś inny coś zrobił (co ja miałem w planach), coś osiągnął, ma z tego satysfakcję. Nie muszę na tym świecie ja wszystko zrobić, osiągnąć...

Można powiedzieć, że stałem się leniwy. Ale, jeśli nawet czasem ten zarzut można uznać za słuszny, to jest w tym oddawaniu pola tez i ważne uzasadnienie. W końcu ten świat nie jest tylko dla mnie, nie jest dla mojej satysfakcji. Te satysfakcje można jakoś podzielić, dać innym szansę. Poza tym, jeśli to ja wszystko będę robił, tylko ja będę owa alfą i omegą, to za chwilę może pojawić się sytuacja, w której mnie z jakichś powodów zabraknie. I co wtedy? - ma się np. jakiś projekt zawalić?...
Czytałem, że szefowie, którzy tak ustawiają pracę, aby być absolutnie niezastąpionymi, to źli szefowie. I tak to teraz czuję.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 19:01, 18 Maj 2019    Temat postu: Re: Krytyka

Akceptować to, że mnie ktoś nie lubi
Od jakiegoś czasu bycie przez kogoś znielubianym nie wywołuje u mnie szczególnie przykrych uczuć. Czasem nawet trochę...
szczycę się tym, że mnie niezbyt lubią. :shock:
Cóż, pewnie ludzie, gdyby mnie lubili, gdyby im się podobało to, co mówię, kim jestem, mogliby sprawić wrażenie, że jestem im podobnym. A ja nie chcę sprawić takiego wrażenia... :(

Więc nieraz cieszę się, gdy okazało się, że ktoś mnie nie lubi, nawet hejtuje
- bo niedawno usłyszałem też i taką sentencję: nie odniósł w sieci sukcesu ten, kto nie ma swoich hejterów...
- bo sam czasem kogoś nie specjalnie lubię, więc tym nie lubieniem uznałem zasadę: wolno jest kogoś nie lubić, czy niezbyt lubić.
- bo nie jestem celebrytą, który skamle o zainteresowanie i lajki
- bo, jako chrześcijanin, miałem zapowiedziane przez mojego Mistrza "Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony." Więc chyba trzeba zacząć się przyzwyczajać...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 13:30, 11 Lis 2019    Temat postu: Re: Krytyka

Kiedyś świat wydawał mi się bardziej oczywisty. Miałem przekonanie, że rządzą nim nieodparte prawa. Teraz to się totalnie pokomplikowało. Upadło bardzo wiele starych zasad, przekonań. Uznałem je za naiwne, wynikające bardziej z ludzkiej potrzeby aby mieć coś poukładane we własnej głowie, niż z tego jak funkcjonuje świat. Jesteśmy chyba trochę tak zaprogramowani, że nawet kiepska reguła jaką przyjmiemy do opisu wydaje nam się bardziej wartościowa, niż brak reguł w ogóle. I chyba nawet jest w tym pewien sens - bo poszukując prawdy zawsze będziemy startować od nieporadnych jej wersji, czyli właśnie od tych kiepskich reguł. Problem jest w tym, że wielu, po uznaniu jakiejś tam reguły, absolutyzuje ją, przestaje ją doskonalić. A reguła nie doskonalona pozostanie kiepską.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:51, 20 Gru 2019    Temat postu: Re: Krytyka

Michał Dyszyński napisał:
Kiedyś świat wydawał mi się bardziej oczywisty. Miałem przekonanie, że rządzą nim nieodparte prawa.

Uzupełnieniem do powyższego jest uświadomienie sobie, że wszystkie prawdy, jakie się "posiada" są jak buty kupowane dla dziecka, które rośnie - w końcu będą dla niego za małe. Umysł, który wzrasta, rozwija się, doskonali znajdzie nowszą, lepszą instancję swojego rozumienia i prawd z nim związanych. I to jest prawo ogólne, prawo rozwoju, który nie ma granic.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:52, 21 Gru 2019    Temat postu: Re: Krytyka

Z tego co mnie uczono w dzieciństwie i młodości zdecydowana większość okazała się kłamstwem.
Problem w tym, że zaprzeczenie tego czegoś też jest kłamstwem...
To trochę tak, jakby zasada niesprzeczności po prostu była błędna.

Przykłady" - są liczne:
Uczono, że trzeba być grzecznym, słuchać się starszych, władzy. - Kłamstwo! Dziś wiemy, że żadne starszeństwo czy władza kogoś, kto chce nas do czegoś nakłaniać, nie upoważnia nas do zaniechania odpowiedzialności własnej. Trzeba mieć swój rozum.
Ale to wcale nie oznacza, że po prostu rada "nie słuchaj nikogo" miałaby być słuszna.

Uczono, że trzeba się uczyć, ciężko pracować, bo to zapewni człowiekowi sukces w życiu. - To może nie całkiem jest kłamstwo, ale wielkie uproszczenie. Ktoś, kto zbyt dużo energii i wysiłku poświęci zgłębianiu teoretycznych formuł, a nie wypracuje sobie charakteru, odporności psychicznej, ten nie zdziała w życiu wiele. Raczej to stabilność emocjonalna jest tu kluczem, a nie wykształcenie, czy ciężka harówa.
Choć to też wcale nie znaczy, że warto jest rezygnować z wykształcenia i wysiłku.

Uczono, że my, nasz kraj, nasza historia tak ogólnie była świetlana, słuszna, że powinniśmy być gotowi ginąć za nią. Tymi hasłami zwodził ludzi Hitler, zapędzał do posłuszeństwa komunizm, a dzisiaj nie wiadomo jak władza upasie na tym swoje ambicje. Bo jesteśmy, jacy jesteśmy - ani specjalnie lepsi, ani gorsi od innych ludzi na tym świecie.
Co wcale nie znaczy, że należy lekceważyć zarówno historię społeczeństwa w jakim żyjemy, jak i pamięć ludzi, czy szacunek do nich.

Uczono jeszcze wielu rzeczy, a właściwie każdą rzecz, które mnie uczono dzisiaj widzę inaczej. I chyba nie jest to dziwne - skoro uczono kilku, kilkunastolatka (może nieco ponad 20 latka), a teraz ocenia to osoba mająca ponad pół wieku życia. Dziwne by było, aby tamten przekaz zachował aktualność.

Ale ogólnie największe kłamstwo, jakim karmi nas społeczeństwo, związane jest z posłuszeństwem. Że rzekomo jest to cnota, coś co warto kultywować. Tymczasem posłuszeństwo jest zawsze KOMUŚ.
Kim jest ten, któremu mamy być posłuszni?
- Jeśli ktoś miałby być posłuszny tak w ogóle, to sens tego pojawia się tylko wtedy, jeśli załozymy, że jesteśmy głupsi od owego autorytetu. Ale przecież dzieląc populację ziemi na połowę, będziemy mieli dokładnie po 50% statystycznie mądrzejszych i drugą połowę statystycznie głupszych, rozdzielone tym idealnym średniakiem. Czyli biorąc losowego człowieka jest dokładnie 50% szans, że drugi człowiek (pewnie mający się za autorytet) jest od nas mądrzejszy i dokładnie 50% szans, że jest głupszy. A jaki jest sens słuchać się głupszego?
Jeśli dodać do tego fakt, że nawet słuchając kogoś mądrzejszego, po prostu możemy źle go zrozumieć, to okaże się, że szansa na to, że posłuszeństwo da lepszy rezultat decyzji od zdania się na własne rozeznanie jest właściwie mniejsze niż to 50%. Bo aby coś dobrze zrobić, trzeba to rozumieć. Jak się nie rozumie (nie jest wystarczająco mądrym), to i tak nic z tego nie wyjdzie. A jak ktoś jest odpowiednio mądry, to pewnie sam będzie wiedział, co robić.
Tu jednak warto zauważyć, że są pewne WSPÓLNE STANDARDY I NORMY. Jeśli są one sprawiedliwe, nie wyróżniają nikogo, to warto jest do nich się nagiąć. Zapewne są one jakoś tam sprawdzone - są mądrością, która przewyższa owe 50%, wznosząc się nieraz wręcz do 90%. Ale nie są absolutne. Nie ma takiej reguły postępowania, która w szczególnych sytuacjach, wzięta prostolinijnie w najbardziej wyglądający na oczywisty sposób, nie okazała się mocno wątpliwa.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 1:13, 21 Gru 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:51, 20 Sty 2020    Temat postu: Re: Krytyka

Pułapka przesadnej adekwatności, czy inaczej pułapka pewnych form perfekcjonizmu
W swoim czasie miałem teorię, aby zawsze w swoim życiu maksymalizować adekwatność działań i interpretacji. Odkryłem jednak, że ta postawa, jeśli ją się stosuje w nadmiarze, generuje liczne problemy. Dziś uważam, że właściwie zawsze dobrze jest sobie ZOSTAWIĆ PEWIEN MARGINES NA BŁĄD I DYSTANS DO SPRAWY. Bardzo często okazuje się, że idealnie = gorzej, niż gdyby było tylko dobrze. Paradoks?...

Wcale nie. Wynika to z tego, że rzeczywistość myśli ma naturę dynamiczną. Wszystko co w myślach "jest" zawiera się gdzieś między skrajnościami. Jeśli coś wyląduje dokładnie w skrajności, umysł nie będzie wiedział co dalej z tym zrobić. Wtedy ten umysł zwyczajnie się pogubi.
Dlatego wiele rzeczy warto jest zostawić na etapie pewnej niedoskonałości, w otwartości na zmiany, na przyszłe inne odniesienia. Ludzie opanowani manią perfekcji popadają w neurotyzm, tracą kontrolę nad odczuwaniem świata w harmonii, bo ich uczucia i myśli dominuje dążenie do osiągania tych swoich perfekcyjnych stanów. Gdyby odpuścili, gdyby uznali, że zadowolił ich pewien poziom odległy od doskonałości, za to dający szansę na wzrost w przyszłości, czy po prostu pozwalający zająć się innymi celami, wtedy ich umysł miałby większe szanse na powrócenie do równowagi.
Idealną perfekcję zostawmy matematykom. Tam ona pasuje. Ale w życiu dobrze jest się CIESZYĆ Z OSIĄGNIĘĆ POŚREDNICH, NIEKONIECZNIE ABSOLUTNYCH.

Z drugiej strony chrześcijanin mógłby wobec moich powyższych myśli wytoczyć "ciężkie działo" w postaci następującego cytatu Biblii.
Ew. Mateusza 5:48 napisał:
(48) Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

Ten cytat wskazywałby na coś innego, niż pisałem. Czym innym jest jednak doskonałość CZŁOWIEKA, a czym innym perfekcjonizm CELÓW, do których człowiek miałby dążyć. Głębsza refleksja nad natura celowości, ujawnia to, co wyżej starałem się wytłumaczyć, że niejako: przesadny perfekcjonizm to zaprzeczenie doskonałości, to aberracja umysłu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 12:34, 11 Lut 2020    Temat postu: Re: Krytyka

Standardem w życiu jest nieustanne akceptowanie rzeczy, ludzi, okoliczności POMIMO JAKICHŚ BRAKÓW.
Czasem chyba o tym zapominamy, domagając się ideału w tym życiu, tłumacząc się, że czegoś nie możemy, bo coś jest niedoskonałe. Tymczasem doskonałość jest zawsze z jakiegoś punktu widzenia, nigdy absolutna. Będąc doskonale twardą, rzecz staje się zaprzeczeniem doskonałej miękkości; doskonały przewodnik jest kompletnie bezużyteczny tam, gdzie potrzebna jest izolacja.
Można by powiedzieć, że doskonałość w konkretnym aspekcie jest - z ogólnego punktu widzenia patrząc - niedoskonała.
To co jest bardzo i za bardzo, nie daje się już zastosować w warunkach mieszanych - tych, w jakich żyjemy. Doskonałe piękno onieśmiela, czasem zniewala; wielka siła, pozwalająca realizować cele przemocą i twardym przymusem, niszczy intencję bycia sprytnym, wykorzystującym istniejące ograniczenia, a więc dalej budowania na tym, co jest, a nie zaczynania wciąż od nowa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:11, 15 Lut 2020    Temat postu: Re: Krytyka

Takim bardzo oczywistym, a dość starym moim życiowym odkryciem było: zaakceptuj to, że inni ludzie są inni, a ty nie wiesz często w jakim stopniu są inni.
To nie jest takie oczywiste. Swego rodzaju etycznym paradygmatem jest równość. Powinniśmy kochać bliżniego jak siebie samego. Bardzo wiele pytań, wątpliwości w relacjach międzyludzkich da się wyjaśnić po prostu biorąc sobie własne potencjalne reakcje na sytuację, w której pytamy się o to, dlaczego tak zareagował ktoś inny. Biorąc siebie za przykład, jesteśmy w stanie jakoś dochodzić do tego, co jest dobre dla innych ludzi. Ale...
Ale ta metoda ma swoje granice!
Jednocześnie bowiem, oprócz podobieństw, między ludźmi są różnice. Czasem to jest naprawdę trudno zaakceptować, zrozumieć, ułożyć sobie w głowie, że ktoś widzi sprawę inaczej niż my. Niektórzy jakby nie przyjmowali do wiadomości tych rozlicznych różnic, dziwią się, że ktoś inaczej coś opisuje, ma inne odczucia, co innego go cieszy, a jeszcze co innego złości.
Takie głębsze uświadomienie sobie, że jednak się różnimy (np. kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa) oszczędza wielu frustracji, konfliktów, złych emocji. Będąc przygotowanym na to, że jednak ktoś inny może zareagować nieproporcjonalnie, czy niezgodnie z naszymi oczekiwaniami, zyskujemy dodatkowe pole manewru w przypadku pojawienia się nietypowej sytuacji.
Dla mnie to odkrycie różnic było naprawdę przełomem życiowym. Przewartościowałem w sobie wcześniejszą zasadę, wynikającą mi z paradygmatów etycznych, że tak ogólnie panuje równość. Nie, równości nie ma i nie będzie, a nawet nie zawsze warto jest o nią walczyć. Warto ją wprowadzać tam, gdzie jest na to szansa, gdy jest w tym jakieś dobro. Warto szukać sposobu na wyrównywanie szans, walczyć z niesprawiedliwością, ale urawniłowka jest złem tak samo destrukcyjnym, jak zlekceważenie tego, że - w godności ludzkiej - powinniśmy się uznawać za równych.
Jednym z najbardziej podstawowych problemów wynikłych z niedoceniania różnic między ludźmi są relacje w związkach, szczególnie w małżeństwie. Czasem jest tak, ze jedna strona bardzo się stara, bardzo się zmusza do czego, co rzekomo ma sprawiać tej drugiej stronie przyjemność, a w rzeczywistości to druga strona zagryza zęby i stara się nie dawać po sobie poznać, jak bardzo ją irytuje forsowanie przez jej partnera/partnerki czegoś, co odczuwane jest jako mało atrakcyjne.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16283
Przeczytał: 95 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 19:57, 28 Cze 2020    Temat postu: pozwól ludziom być innym, niż ty

Jednym z bardziej podstawowych (a wcale nie tak dawno uświadomionych) życiowych odkryć był paradygmat kontaktów osobowych: pozwól ludziom być innym, niż ty.

Przez długi czas mojego życia hołdowałem domyślnemu od strony ewolucyjnej paradygmatowi: czyń wszystko poddanym sobie. Wiele czasu zajęło mi dojrzewanie do świadomości, że to jest błędna życiowa strategia. Nie mam prawa wymuszać na świecie jakiejś podległości mojej woli w ogólności. A już na pewno nie powinienem wymuszać swojej wizji świata na ludziach. Co oczywiście nie znaczy, że nie powinienem jakoś zaznaczać w świecie swojej osoby, nastawień, oczekiwań. Jednak czym innym jest zasygnalizowanie swojej wizji rzeczy, a czym innym twarde jej wymuszanie na otoczeniu, które przecież też ma swoją wizję, a do tego swoją godność, wolę, pragnienia.
Wciąż uczę się akceptacji dla innych. Wciąż jestem w tym zakresie niedoskonały. Instynkt próbuje wymusić na mnie podejście w stylu: rządź, ty masz rację, więc wszystko ma być po twojemu, bo inaczej przegrasz.
A może wcale nie przegram... A może właśnie wygram w ten sposób, że nie zablokuję czyjegoś rozwoju, albo wręcz temu rozwojowi pomogę?...
Wydaje mi się, że sukces czyjś czasem może być moją wygraną, moją satysfakcją. :)

A co z moją sprawczością?
- Ona też będzie. Dlatego też doceniam to, co bezosobowe, materialne czego nie mogę skrzywdzić. Z tego co nie cierpi, co daje się kształtować bez obawy o niszczący wpływ, daje się budować wspaniałe konstrukcje, tworzyć piękno, niepowtarzalne konfiguracje.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 20:00, 28 Cze 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
Strona 5 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin