Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Ostateczny sens życia
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3992
Przeczytał: 54 tematy


PostWysłany: Pon 9:36, 08 Lut 2021    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Piękne, eleganckie, doskonałe rozwiązanie, którego nawet nie trzeba implementować, bo od zawsze i na zawsze jest na miejscu.

To po prostu nie jest żadne rozwiązanie, tylko zrezygnowane z poszukiwań rozwiązania.

Sama rezygnacja nie niesie ze sobą żadnego rozwiązania, ona jedynie wskazuje na właściwe znaczenie "rozwiązania". Pokazuje, że nie chodzi o konstruowanie, a rozwiązanie supła stresu, problemów, trosk i oczekiwań. Odpuszczanie wskazuje na akt fabrykacji, który miał/ma miejsce. Fabrykacji, czyli próby uwiecznienia, zniewolenia w formę, w fantazmat. Dzieląc doznanie na najprostszy dualizm, który jest podstawą świadomości, otrzymujemy wolność i formę. Ty notorycznie próbujesz się uformować, uzupełnić, dosztukować. Przesz w formę, co jest wysiłkiem. Jak odpuścisz ten wysiłek, to którą częścią tego dualizmu będziesz? Jak wyglądało to przed narodzeniem, i gdzie zmierza w śmierci? No nie w formę, tylko w wolność. Wolność, która jest doskonale wolna od wszelkiej formy, od wszelkich fantazmatów, i zawsze dostępna. Nawet jak ci ktoś pistolet do głowy przyłoży, tej wolności ci nie odbierze. Możesz ją odebrać jedynie sam, prąc w formę, co nieustannie robisz.
Ja nic nie muszę udowadniać, niczego dowodzić, bo ta wolność jest nieunikniona, a zniewolenie jedynie wysiłkiem, nietrwałym aktem woli. I żebyś sobie nie pomyślał, nie trzeba umrzeć, żeby być wolnym, właśnie o to chodzi, że nic nie trzeba.
Jak widzisz, ja niczego konkretnego nie potrzebuję, doskonałość po prostu jest. Ty natomiast musisz te swoje konstrukty ciągle czymś podpierać, poprawiać, sztukować, bo ci na głowę lecą. :wink:


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Pon 9:39, 08 Lut 2021, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18891
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 10:16, 08 Lut 2021    Temat postu:

Banjankri napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Piękne, eleganckie, doskonałe rozwiązanie, którego nawet nie trzeba implementować, bo od zawsze i na zawsze jest na miejscu.

To po prostu nie jest żadne rozwiązanie, tylko zrezygnowane z poszukiwań rozwiązania.

Sama rezygnacja nie niesie ze sobą żadnego rozwiązania, ona jedynie wskazuje na właściwe znaczenie "rozwiązania". Pokazuje, że nie chodzi o konstruowanie, a rozwiązanie supła stresu, problemów, trosk i oczekiwań. Odpuszczanie wskazuje na akt fabrykacji, który miał/ma miejsce. Fabrykacji, czyli próby uwiecznienia, zniewolenia w formę, w fantazmat. Dzieląc doznanie na najprostszy dualizm, który jest podstawą świadomości, otrzymujemy wolność i formę. Ty notorycznie próbujesz się uformować, uzupełnić, dosztukować. Przesz w formę, co jest wysiłkiem. Jak odpuścisz ten wysiłek, to którą częścią tego dualizmu będziesz? Jak wyglądało to przed narodzeniem, i gdzie zmierza w śmierci? No nie w formę, tylko w wolność. Wolność, która jest doskonale wolna od wszelkiej formy, od wszelkich fantazmatów, i zawsze dostępna. Nawet jak ci ktoś pistolet do głowy przyłoży, tej wolności ci nie odbierze. Możesz ją odebrać jedynie sam, prąc w formę, co nieustannie robisz.
Ja nic nie muszę udowadniać, niczego dowodzić, bo ta wolność jest nieunikniona, a zniewolenie jedynie wysiłkiem, nietrwałym aktem woli. I żebyś sobie nie pomyślał, nie trzeba umrzeć, żeby być wolnym, właśnie o to chodzi, że nic nie trzeba.
Jak widzisz, ja niczego konkretnego nie potrzebuję, doskonałość po prostu jest. Ty natomiast musisz te swoje konstrukty ciągle czymś podpierać, poprawiać, sztukować, bo ci na głowę lecą. :wink:

W ten sposób znowu opisałeś po prostu nihilizm.
Ja tu widzę rozdwojenie się linii rozumowania:
Opcja 1 - nic nie robimy, zobaczymy co samo wyjdzie - nihilizm
Opcja 2 - dążenie, wysiłek, poszukiwania.
Życie i tak wymusza na nas opcję 2, bo aby utrzymać swoje ciało w funkcjonującej postaci, trzeba jakiś wysiłek, jakiś rodzaj przemyślności podjąć. Od tego i tak nie umkniemy. Możemy co najwyżej minimalizować swoje oczekiwania, ograniczyć się do prostego przetrwania, nie pytać, nie szukać niczego dodatkowego. Ale coś tam i tak zainwestować w swoje istnienie trzeba.
Ja traktuję ten przymus ruszenia się, zmobilizowania, jako zamysł Boga. Bóg specjalnie wcisnął człowieka w świat, który jest tak niekomfortowy. Celem jest, aby człowiek się w tym świecie wykazał, udoskonalił. Takie założenie robocze sobie zsyntetyzowałem z ogólnego osądu sytuacji, w jakiej przyszło mi tu zafunkcjonować.
Rozważałem też opcję nihilistyczną. Gdyby jeszcze była ona w pełni klarowna, to może spojrzałbym na nią łaskawszym okiem. Gdyby to było tak, że mogę się pozbyć rozterek, zwyczajnie olewając wszystko wokół, to miałbym powód do oceny w rodzaju: to jest jednak rozwiązanie, już jest mi lepiej, już mam swoją niszę istnienia. Tymczasem...
... i tak mam to życie. I tak muszę rozwiązywać tysiące codziennych problemów - rodzinnych, całkiem prywatnych, społecznych, biologicznych itd. Więc - z przyczyn czysto praktycznych - nihilizm i tak daje mi niewiele. Mogę, wciśniętym jako odgórny paradygmat nihilizmem, ewentualnie próbować wyczyszczać moje myślenie na gruncie światopoglądowym. Mogę sobie powiedzieć: przestanę myśleć o zagadnieniach religijnych. Albo może: przestanę rozkminiać filozofię, epistemologię. Tylko czy to mi coś da?
- Dla mnie to będzie też SZTUCZNE, NIENATURALNE, czyli TEŻ BĘDZIE WYMAGAĆ ODE MNIE WYSIŁKU. Jeśli mam ochotę pomyśleć o filozofii, to narzucony mi nihilistyczny wzorzec musiałbym sobie wciskać do myślenia wydatkując energię. Będę musiał ze sobą walczyć wewnętrznie, tłumacząc sobie: teraz nie myśl o tym zagadnieniu, zapomnij, pomyśl sobie o czymś innym... Czyli znowu przymus.
Co tak zyskam?
- Właściwie to nie wiem, co tym nihilizmem miałbym zyskać... :(
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3992
Przeczytał: 54 tematy


PostWysłany: Pon 11:44, 08 Lut 2021    Temat postu:

Cytat:
- Właściwie to nie wiem, co tym nihilizmem miałbym zyskać...

Dążeniem zniewalasz się w formę (fantazmat istnienia), która jest niekompletna, po to aby potem dążeniem próbować kompletność uzyskać (zazwyczaj za pomocą religii). Błędne koło samsary. Co więcej, nie mogąc kompletności uzyskać, zaczynasz ją usprawiedliwiać, stając się niewolnikiem własnych przekonań. Ciągle się krępujesz nowymi supłami. Ten nihilizm, który sobie tutaj wymyśliłeś, to kolejny supeł w twojej kolekcji, który akurat odrzucasz.

Ja nie proponuję żadnych supłów, żadnych nihilizmów, ani eternalizmów. Mówię o kompletność, która jest wolność od niekompletności.
Ty sobie wymyślasz jakieś jałowe fantazmaty, które jakoś tam tłumaczą i usprawiedliwiają twoją niedolę. Ja stworzyłem, przestałem liczyć ile, działających fantazmatów, które dawały satysfakcję, spokój i błogostan. Z czasem jednak uzmysłowiłem sobie, że aby taki fantazmat zadziałał, muszę go, za każdym razem przywołać. Co to za rozwiązanie, które można zapomnieć? Sztuczne, sfabrykowane. Każde, które wymaga wysiłku, które trzeba przywoływać z pamięci i podtrzymywać, jest ostatecznie bezwartościowe, wręcz szkodliwe. Wszystkie fantazmaty mają ten sam problem. Właściwe rozwiązanie jest od niego wolne, bo jest rozwiązaniem, a nie splątaniem. Za każdym razem, jak sobie coś tam wymyślisz, to zwróć uwagę na to, czy możesz to zapomnieć. Jak znajdziesz takie, którego nie da się zapomnieć, zobaczysz, że nie jest konstruktem i nie wymaga ani podpierania argumentami, ani uzasadniania, ani żadnego innego wysiłku.
Póki co, lepisz zamki z piasku, mając pełną świadomość nadchodzącego przypływu.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Pon 11:46, 08 Lut 2021, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18891
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 12:37, 08 Lut 2021    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
- Właściwie to nie wiem, co tym nihilizmem miałbym zyskać...

Dążeniem zniewalasz się w formę (fantazmat istnienia), która jest niekompletna, po to aby potem dążeniem próbować kompletność uzyskać (zazwyczaj za pomocą religii). Błędne koło samsary. Co więcej, nie mogąc kompletności uzyskać, zaczynasz ją usprawiedliwiać, stając się niewolnikiem własnych przekonań. Ciągle się krępujesz nowymi supłami. Ten nihilizm, który sobie tutaj wymyśliłeś, to kolejny supeł w twojej kolekcji, który akurat odrzucasz.

Ja nie proponuję żadnych supłów, żadnych nihilizmów, ani eternalizmów. Mówię o kompletność, która jest wolność od niekompletności.
Ty sobie wymyślasz jakieś jałowe fantazmaty, które jakoś tam tłumaczą i usprawiedliwiają twoją niedolę. Ja stworzyłem, przestałem liczyć ile, działających fantazmatów, które dawały satysfakcję, spokój i błogostan. Z czasem jednak uzmysłowiłem sobie, że aby taki fantazmat zadziałał, muszę go, za każdym razem przywołać. Co to za rozwiązanie, które można zapomnieć? Sztuczne, sfabrykowane. Każde, które wymaga wysiłku, które trzeba przywoływać z pamięci i podtrzymywać, jest ostatecznie bezwartościowe, wręcz szkodliwe. Wszystkie fantazmaty mają ten sam problem. Właściwe rozwiązanie jest od niego wolne, bo jest rozwiązaniem, a nie splątaniem. Za każdym razem, jak sobie coś tam wymyślisz, to zwróć uwagę na to, czy możesz to zapomnieć. Jak znajdziesz takie, którego nie da się zapomnieć, zobaczysz, że nie jest konstruktem i nie wymaga ani podpierania argumentami, ani uzasadniania, ani żadnego innego wysiłku.
Póki co, lepisz zamki z piasku, mając pełną świadomość nadchodzącego przypływu.

Fajnie jest się Ci skupiać na tym, czego ja nie mam, co jest niedostatkiem moich rozwiązań (albo i nawet braku rozwiązań). Pytanie jednak jest takie, czy masz coś do zaoferowania poza stwierdzeniem, że niczego nie masz?
Oczywiście można z zaniechania zrobić sobie w głowie rozwiązanie. Umysł jest elastyczny, zniesie wszystko. Ale mi to trochę przypomina sytuację gościa, który wystartował w biegu, a że zajął w nim ostatnie miejsce, to racjonalizuje: właśnie o to mi chodziło! Widzicie, jestem ostatni, czyli pierwszy od końca, czyli - odpowiednio patrząc na sprawę - wygrałem! Wystarczy odpowiednio spojrzeć!
Masz rację w tym, że to, jak myślę, jest niczym innym tylko budowaniem "fantazmatów", jest kreacją umysłu, jest aktem indywidualnym i twórczym. Jest też konstruktem, podpartym argumentami. Ale czy to źle?...
Odpowiedz na to proste pytanie: dlaczego właściwie to Ci się nie podoba?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3992
Przeczytał: 54 tematy


PostWysłany: Pon 13:25, 08 Lut 2021    Temat postu:

Starasz się skompletować światopogląd, znaleźć sens, bo życie zdaje się być dla ciebie niekompletne, albo niezrozumiałe. Ja tylko zwracam uwagę na to, dlaczego tak jest i że ta niekompletność jest efektem twoich metod działania.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18891
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:01, 08 Lut 2021    Temat postu:

Banjankri napisał:
Starasz się skompletować światopogląd, znaleźć sens, bo życie zdaje się być dla ciebie niekompletne, albo niezrozumiałe. Ja tylko zwracam uwagę na to, dlaczego tak jest i że ta niekompletność jest efektem twoich metod działania.

Każde większe przedsięwzięcie ma swój początek, stan pośredni - obszar realizacji i koniec. Tylko na tym końcowym etapie wiemy, jaki jest status przedsięwzięcia - zrealizowany, czy nie, pozytywny, czy może porażka. Będąc w środku, w stanie realizacji, najczęściej nie wiemy, czy się przedsięwzięcie powiedzie. Ty mi piszesz, że moje przedsięwzięcie się nie powiedzie. A ja mam nadzieję, że się powiedzie.
Nie zamierzam nikomu wpierać, że jestem pewny swego, bo nie jestem. Ale tę nadzieję mam, choćby z tego powodu, że było parę innych przedsięwzięć, które realizowałem, a które na początku i w środku miały stan nieokreślony, lecz na końcu okazały się sukcesem. Były oczywiście też i porażki, więc nie mogę na pewno założyć, że strategia, którą wybrałem będzie owocna. Jak to w życiu.
Nie rozumiem jednak, dlaczego akurat to moje przedsięwzięcie tak jednoznacznie skreślasz jako nieperspektywiczne. Przecież nie masz tu jakiejś statystyki doświadczeń innych ludzi, nie masz modelu. Problemy po drodze - owszem - wskazujesz. Ale praktycznie żadne wymagające, większe przedsięwzięcie nie jest bezproblemowe. Czyli problemów wręcz NALEŻY SIĘ SPODZIEWAĆ. Dodałbym, że sam fakt problemów występowania można traktować wręcz pozytywnie - jako okazję do wykazania się, jako "smak" całej tej "imprezy".
Więc ja nie widzę tu jakichś mocnych podstaw, w oparciu o które tę moją nadzieję uznajesz za bezzasadną.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3992
Przeczytał: 54 tematy


PostWysłany: Pon 14:35, 08 Lut 2021    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Każde większe przedsięwzięcie ma swój początek, stan pośredni - obszar realizacji i koniec. Tylko na tym końcowym etapie wiemy, jaki jest status przedsięwzięcia - zrealizowany, czy nie, pozytywny, czy może porażka. Będąc w środku, w stanie realizacji, najczęściej nie wiemy, czy się przedsięwzięcie powiedzie. Ty mi piszesz, że moje przedsięwzięcie się nie powiedzie. A ja mam nadzieję, że się powiedzie.

Skoro masz nadzieję, że się powiedzie, a tylko na końcu to wiemy, to jakie są warunki powodzenia? Jak na razie, wszystko to jest syzyfową pracą i nie możesz zdefiniować ani jednego efektu końcowego. Pokaż mi, gdzie są trwałe efekty twojej pracy, takie, które nie zależą od pamięci, czy ciągłego ich podtrzymywania wysiłkiem. Masz nadzieję, że się zjawią, bo je panbók skrupulatnie notuje? Nie masz niczego, tylko swoją nadzieję.

Cytat:

Nie zamierzam nikomu wpierać, że jestem pewny swego, bo nie jestem. Ale tę nadzieję mam, choćby z tego powodu, że było parę innych przedsięwzięć, które realizowałem, a które na początku i w środku miały stan nieokreślony, lecz na końcu okazały się sukcesem. Były oczywiście też i porażki, więc nie mogę na pewno założyć, że strategia, którą wybrałem będzie owocna. Jak to w życiu.

Wszystkiemu, nawet pierdnięciu można przypisać sukces. Każdy sukces będzie miał albo efekt materialny, albo emocjonalny, jako wspomnienie. Gdzie będą twoje sukcesy jak oczy przestaną widzieć i pamięć zawiedzie? I tu się pojawia kolejna nadzieja, że jakimś cudem, pambuk sprawi, że zobaczysz, poczujesz i przypomnisz sobie na nowo. Innymi słowy, nie masz nic, prócz tej nadziei.

Cytat:
Nie rozumiem jednak, dlaczego akurat to moje przedsięwzięcie tak jednoznacznie skreślasz jako nieperspektywiczne. Przecież nie masz tu jakiejś statystyki doświadczeń innych ludzi, nie masz modelu.

Podaj mi choćby jeden prawdziwie trwały dla wykonawcy efekt przedsięwzięcia. Statystycznie 100% działań jest ostatecznie nieperspektywiczna dla jednostki.

Cytat:
Więc ja nie widzę tu jakichś mocnych podstaw, w oparciu o które tę moją nadzieję uznajesz za bezzasadną.

Nie tylko mocnych, ale żadnych podstaw twoja nadzieja nie posiada. Jest pragnieniem oderwanym od realiów i doświadczeń, czystym fantazmatem, o którym prędzej, czy później zapomnisz.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Pon 14:36, 08 Lut 2021, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18891
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:27, 08 Lut 2021    Temat postu:

Banjankri napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Każde większe przedsięwzięcie ma swój początek, stan pośredni - obszar realizacji i koniec. Tylko na tym końcowym etapie wiemy, jaki jest status przedsięwzięcia - zrealizowany, czy nie, pozytywny, czy może porażka. Będąc w środku, w stanie realizacji, najczęściej nie wiemy, czy się przedsięwzięcie powiedzie. Ty mi piszesz, że moje przedsięwzięcie się nie powiedzie. A ja mam nadzieję, że się powiedzie.

Skoro masz nadzieję, że się powiedzie, a tylko na końcu to wiemy, to jakie są warunki powodzenia? Jak na razie, wszystko to jest syzyfową pracą i nie możesz zdefiniować ani jednego efektu końcowego. Pokaż mi, gdzie są trwałe efekty twojej pracy, takie, które nie zależą od pamięci, czy ciągłego ich podtrzymywania wysiłkiem. Masz nadzieję, że się zjawią, bo je panbók skrupulatnie notuje? Nie masz niczego, tylko swoją nadzieję.
...
Nie tylko mocnych, ale żadnych podstaw twoja nadzieja nie posiada. Jest pragnieniem oderwanym od realiów i doświadczeń, czystym fantazmatem, o którym prędzej, czy później zapomnisz.

A jednak uważam, że idę do przodu, mam swoje sukcesy:
1. Wiele pytań, które kiedyś sobie zadawałem, które mnie gnębiły, dzisiaj doczekały się mojej wewnętrznej odpowiedzi.
2. Różne frustracje mojego życia zostały uładzone
3. Uważam, że lepiej dziś, niż kiedyś rozumiem siebie i moje własne potrzeby
4. Stać mnie na akceptację wielu rzeczy, ktore wcześniej miały status "wrogi aspekt rzeczywistości"
5. Potrafię docenić wiele rzeczy, które wcześniej były emocjonalnie nieistotne, płaskie. Dzisiaj nabrały barwy.
6. Myślę, że jakby było we mnie więcej pewnego szczególnego aspektu życia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3992
Przeczytał: 54 tematy


PostWysłany: Pon 16:39, 08 Lut 2021    Temat postu:

Nic z tej listy nie adresuje problemów, o które pytałem. Nic nie jest trwałe i wszystko jest podtrzymywane, podpierane przekonaniami, które bez pomocy, znikną bez śladu.
Nawet gdybyś miał odpowiedź rozwiązującą wszelkie problemy twojego życia, to nadal musiałbyś sobie odpowiedzieć na pytanie, czy posiadanie takiej odpowiedzi jest zależne od czegoś nietrwałego. Jeżeli jest, to masz tylko protezę, chwilową zapchajdziurę, która prędzej, czy później się rozpadnie, jak zamek z klocków. Idziesz do przodu, w budowaniu własnego więzienia, którego, na dodatek, boisz się utracić. A co będzie na końcu?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18891
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 16:50, 08 Lut 2021    Temat postu:

Banjankri napisał:
Nic z tej listy nie adresuje problemów, o które pytałem. Nic nie jest trwałe i wszystko jest podtrzymywane, podpierane przekonaniami, które bez pomocy, znikną bez śladu.
Nawet gdybyś miał odpowiedź rozwiązującą wszelkie problemy twojego życia, to nadal musiałbyś sobie odpowiedzieć na pytanie, czy posiadanie takiej odpowiedzi jest zależne od czegoś nietrwałego. Jeżeli jest, to masz tylko protezę, chwilową zapchajdziurę, która prędzej, czy później się rozpadnie, jak zamek z klocków. Idziesz do przodu, w budowaniu własnego więzienia, którego, na dodatek, boisz się utracić. A co będzie na końcu?

Nie zgodzę się z tą diagnozą. Właściwie wszystkie punkty z wyjątkiem 1 zawierają aspekt niekonceptualny. Akceptacja jest np. formą uczucia, czymś co nie jest utrzymywane mocą jakichś konceptów, ale to w nas jest, to się czuje. Podobnie jest z uczuciem, gdy coś doceniamy. Docenienie się nie tylko myśli, ale się czuje, jest połączone z naturalnym podsyłaniem przez nasz emocje określonych instynktownych, pozytywnych ocen.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3992
Przeczytał: 54 tematy


PostWysłany: Pon 17:18, 08 Lut 2021    Temat postu:

Ja nie pisałem tylko o konceptach. Czy te uczucia, o których piszesz są trwałe? Nie są od niczego zależne i same się podtrzymują?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18891
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 17:33, 08 Lut 2021    Temat postu:

Banjankri napisał:
Ja nie pisałem tylko o konceptach. Czy te uczucia, o których piszesz są trwałe? Nie są od niczego zależne i same się podtrzymują?

Od pewnego poziomu uwierzenia w ich podstawę, zinternalizowania, jak najbardziej są trwałe.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3992
Przeczytał: 54 tematy


PostWysłany: Pon 18:15, 08 Lut 2021    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Ja nie pisałem tylko o konceptach. Czy te uczucia, o których piszesz są trwałe? Nie są od niczego zależne i same się podtrzymują?

Od pewnego poziomu uwierzenia w ich podstawę, zinternalizowania, jak najbardziej są trwałe.

W jakiej formie? Jak się manifestują? Są trwałe w nieskończoność?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 18891
Przeczytał: 54 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:37, 08 Lut 2021    Temat postu:

Banjankri napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Ja nie pisałem tylko o konceptach. Czy te uczucia, o których piszesz są trwałe? Nie są od niczego zależne i same się podtrzymują?

Od pewnego poziomu uwierzenia w ich podstawę, zinternalizowania, jak najbardziej są trwałe.

W jakiej formie? Jak się manifestują? Są trwałe w nieskończoność?

Nieskończoności oczywiście nie testowałem. Są w takiej formie trwałe, że np. coś, co kiedyś mnie tylko denerwowało, wywoływało u mnie zły nastrój, dzisiaj wywołuje u mnie raczej uśmiech, życzliwą opiekuńczą reakcję w rodzaju: tak chcesz próbować? Próbuj, zobaczysz co ci wyjdzie, pewnie się zdziwisz, ale zawsze się czegoś nauczysz... :rotfl: Z resztą dość podobnie myślę nie tylko o różnych ludziach, ale nawet o samym sobie.
Zmiana jest o tyle trwała, że już objawia się spontanicznie, czyli nie muszę wkładać energii, aby sobie coś nakazywać, przypominać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3992
Przeczytał: 54 tematy


PostWysłany: Pon 18:46, 08 Lut 2021    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Ja nie pisałem tylko o konceptach. Czy te uczucia, o których piszesz są trwałe? Nie są od niczego zależne i same się podtrzymują?

Od pewnego poziomu uwierzenia w ich podstawę, zinternalizowania, jak najbardziej są trwałe.

W jakiej formie? Jak się manifestują? Są trwałe w nieskończoność?

Nieskończoności oczywiście nie testowałem. Są w takiej formie trwałe, że np. coś, co kiedyś mnie tylko denerwowało, wywoływało u mnie zły nastrój, dzisiaj wywołuje u mnie raczej uśmiech, życzliwą opiekuńczą reakcję w rodzaju: tak chcesz próbować? Próbuj, zobaczysz co ci wyjdzie, pewnie się zdziwisz, ale zawsze się czegoś nauczysz... :rotfl: Z resztą dość podobnie myślę nie tylko o różnych ludziach, ale nawet o samym sobie.
Zmiana jest o tyle trwała, że już objawia się spontanicznie, czyli nie muszę wkładać energii, aby sobie coś nakazywać, przypominać.

W nosie też pewnie dłubiesz odruchowo. Pewnie już na zawsze, bo nikt przecież nieskończoności nie testował.....
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
Strona 5 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin