Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Pojęcie osoby
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3243
Przeczytał: 14 tematów


PostWysłany: Czw 18:08, 06 Gru 2012    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Więc pewnie nigdy nie odważysz się tego sprawdzić.

Teraz bawisz się w papugę, powtarzając to co ja wcześniej stwierdziłem? Wszyscy znamy takie zachowanie z... piaskownicy. Trolluj dalej :
http://www.youtube.com/watch?v=kKJRPPA6NBQ
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pruut




Dołączył: 17 Cze 2011
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 20:58, 06 Gru 2012    Temat postu:

A Papierz gwałcił małe dzieci ;<
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:03, 06 Gru 2012    Temat postu:

Banjankri napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Więc pewnie nigdy nie odważysz się tego sprawdzić.

Teraz bawisz się w papugę, powtarzając to co ja wcześniej stwierdziłem? Wszyscy znamy takie zachowanie z... piaskownicy. Trolluj dalej :
http://www.youtube.com/watch?v=kKJRPPA6NBQ

Dopowiem na koniec jedną rzecz, która odnosi się do pierwszego mojego wtrącenia się w Twoją rozmowę z Wujem.
Wzięło się ono stad, że wyraźnie z rozmowy wyszło, że zamierzasz Wuja uczyć filozofii, buddyzmu i czego tam jeszcze. Oczywiście nie miałeś zamiaru sprawdzać z kim ta dyskusja. Wuj akurat przez parę lat był buddystą, przeżył buddyjskie oświecenie i o filozofii buddyjskiej wie naprawdę dużo i obstawiam, że (choćby z racji na to, że pracuje naukowo, zna się na metodologii i wiedzy, filozofii jak mało kto) ma o sprawach, w których chciałeś go pouczać znacznie więcej do powiedzenia od Ciebie (oczywiście mogę się mylić, ale rzecz jest nie do założenia z góry, tylko sprawdzenia, jeśli ktoś umie sprawdzać).
Ale po co miałbyś tracić czas na komunikację, na proste spytanie, czy druga strona czasem nie jest na innym poziomie rozumienia, niż ten prymitywny, zakładany przez Ciebie?...
Tymczasem ten prosty wymóg komunikacji (czyli zasada: spytaj najpierw, zanim zaczniesz udawać wielkiego mądralę, zanim będziesz uczyć lepszych od siebie) oszczędza czasem po prostu kompromitacji. Nie wiem, co miałbyś Wujowi do powiedzenia w buddyzmie i filozofiach pochodnych, ale bardzo bym się zdziwił, gdybyś był w stanie zaskoczyć go w tej materii. Obstawiam w zakładach 5 do 1 na Wuja.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 22:14, 06 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pruut




Dołączył: 17 Cze 2011
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 22:33, 06 Gru 2012    Temat postu:

Aby móc zamilknąć, byt przytomny musi mieć coś do powiedzenia, to znaczy posiąść szerokie i autentyczne objawienie samego siebie.[/quote]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3243
Przeczytał: 14 tematów


PostWysłany: Czw 22:51, 06 Gru 2012    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Banjankri napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Więc pewnie nigdy nie odważysz się tego sprawdzić.

Teraz bawisz się w papugę, powtarzając to co ja wcześniej stwierdziłem? Wszyscy znamy takie zachowanie z... piaskownicy. Trolluj dalej :
http://www.youtube.com/watch?v=kKJRPPA6NBQ

Dopowiem na koniec jedną rzecz, która odnosi się do pierwszego mojego wtrącenia się w Twoją rozmowę z Wujem.
Wzięło się ono stad, że wyraźnie z rozmowy wyszło, że zamierzasz Wuja uczyć filozofii, buddyzmu i czego tam jeszcze. Oczywiście nie miałeś zamiaru sprawdzać z kim ta dyskusja. Wuj akurat przez parę lat był buddystą, przeżył buddyjskie oświecenie i o filozofii buddyjskiej wie naprawdę dużo i obstawiam, że (choćby z racji na to, że pracuje naukowo, zna się na metodologii i wiedzy, filozofii jak mało kto) ma o sprawach, w których chciałeś go pouczać znacznie więcej do powiedzenia od Ciebie (oczywiście mogę się mylić, ale rzecz jest nie do założenia z góry, tylko sprawdzenia, jeśli ktoś umie sprawdzać).
Ale po co miałbyś tracić czas na komunikację, na proste spytanie, czy druga strona czasem nie jest na innym poziomie rozumienia, niż ten prymitywny, zakładany przez Ciebie?...
Tymczasem ten prosty wymóg komunikacji (czyli zasada: spytaj najpierw, zanim zaczniesz udawać wielkiego mądralę, zanim będziesz uczyć lepszych od siebie) oszczędza czasem po prostu kompromitacji. Nie wiem, co miałbyś Wujowi do powiedzenia w buddyzmie i filozofiach pochodnych, ale bardzo bym się zdziwił, gdybyś był w stanie zaskoczyć go w tej materii. Obstawiam w zakładach 5 do 1 na Wuja.

Skończ już tę dziecinadę. Będzie pięć lat kiedy pierwszy raz z Wujem dyskutowałem. Znam więc dobrze jego podejście i poziom zrozumienia. To właśnie szeroko pojęta otwartość i akceptacja, którą przejawia, jest jego największym atutem w dyskusji. Dzięki temu nie potrzebuje giermka, który mu będzie dyskutantów ustawiał. Świetnie da sobie radę bez pomocy, zwłaszcza tak nieporadnej jak twoja.
Co do buddyzmu i pochodnych (cokolwiek przez to rozumiesz), twój wgląd zdaje się być niższy niż wystarczający do rozpoczęcia dyskusji. Twoje obstawianie jest jak najbardziej na miejscu, bo aby ktoś wygrał, ktoś wtopić musi. Sprawiedliwie byłoby, gdyby tą osobą był kompletny laik, jak ty.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3243
Przeczytał: 14 tematów


PostWysłany: Czw 22:56, 06 Gru 2012    Temat postu:

pruut napisał:
Aby móc zamilknąć, byt przytomny musi mieć coś do powiedzenia, to znaczy posiąść szerokie i autentyczne objawienie samego siebie.

Nie wyklarujesz wody mieszając w niej kijem. Zwłaszcza jeśli nie wiesz skąd masz kij i do czego służy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:20, 06 Gru 2012    Temat postu:

Banjankri napisał:
Co do buddyzmu i pochodnych (cokolwiek przez to rozumiesz), twój wgląd zdaje się być niższy niż wystarczający do rozpoczęcia dyskusji. Twoje obstawianie jest jak najbardziej na miejscu, bo aby ktoś wygrał, ktoś wtopić musi. Sprawiedliwie byłoby, gdyby tą osobą był kompletny laik, jak ty.

Faktycznie, ja nie jestem specjalistą od buddyzmu. Masz rację, bardziej tu jestem laikiem, choć nie całkowitym, bo to i owo w temacie "liznąłem".
To, że stawiam na Wuja wynika nie tyle z mojej wiedzy o buddyzmie, co o wiedzy spoza tej dziedziny. Wuj wie jak się pisze naukową pracę, wie jak formułuje się myśli, aby były jasne. Ale tym co najbardziej promuje Wuja w opisywanym układzie jest... pokora. On nie musi stawiać się wyżej ponad współdyskutanta, ustawiać go ciągłym krytykanctwem. Umie słuchać, nie boi się podjąć kwestii, którą stawia druga strona i nie musi skupiać się tylko na tym, co we własnej głowie. Z czegoś to wynika, że nie gra wielkiego mądrali, nie próbuje sztucznie usadzić drugiej strony na niższej pozycji. Pewnie nie musi. Pewnie ma lepsze atuty.
I dlatego z 1 do 1 (z konserwatywnie zakładanej wiedzy o czystym buddyzmie) przyznaję mu dodatkowe 4 punkty. Stąd mój szacunek na 5 do 1.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Czw 23:44, 06 Gru 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3243
Przeczytał: 14 tematów


PostWysłany: Pią 9:20, 07 Gru 2012    Temat postu:

Cytat:
Faktycznie, ja nie jestem specjalistą od buddyzmu. Masz rację, bardziej tu jestem laikiem

A mimo to nie boisz się używać stwierdzeń takich jak
Cytat:
przeżył buddyjskie oświecenie

Pomijając fakt, że jest to oksymoron, to jak laik jest w stanie stwierdzić coś takiego? Co skłoniło cię do takiego stwierdzenia, które rzecz jasna jest wyssane z palca. Co tobą kierowało? No bo nie wiedza. Zapewne to samo, co we wcześniejszych postach. Pragnienie zdobycia uznania, za wszelką cenę. Sam jesteś za słaby, więc używasz osoby wuja, żeby siebie dowartościować (jako jego obońca).
Dalej myślisz, że twoje obstawianie ma jakąkolwiek wartość? Chyba tylko binarną, jako dane w bazie.
Owszem, wuj potrafi dyskutować, choć jego podejście i wgląd nie są pozbawione słabości. Z nim jednak można grać w szachy, dla samej gry w szachy. Choć może to być pozbawione celu, może być zabawne i owocne. Tobie zostaje przyklaskiwanie kubusiowi.

Mimo twojej, niebywale niskiej, zdolności analizy kwestii metafizycznych, uhonorowałem cię moją uwagą i mimo twego marudzenia w kompletnym zagubieniu, nie zignorowałem cię, ale starałem się choć odrobinę rozjaśnić twój umysł. Ty jednak, ten wielki zaszczyt, obróciłeś w potwarz i zniewagę. Kiedy ja błądziłem po przedmieściach zrozumienia, tak jak ty czynisz to dzisiaj, nie marnowałem takich okazji. Dzięki temu wolny jestem dzisiaj od jarzma autorytetu i potrafię znaleźć źródło, a nie tylko powielać idea innych. Niestety, nawet tego nie jesteś w stanie pojąć, nie mając zielonego pojęcia o czym piszę. W sumie dobrze, bo nawet Jezus mówił, że pereł się pod wieprze nie rzuca.


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Pią 9:31, 07 Gru 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 12:25, 07 Gru 2012    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
Faktycznie, ja nie jestem specjalistą od buddyzmu. Masz rację, bardziej tu jestem laikiem

A mimo to nie boisz się używać stwierdzeń takich jak
Cytat:
przeżył buddyjskie oświecenie

Pomijając fakt, że jest to oksymoron, to jak laik jest w stanie stwierdzić coś takiego? Co skłoniło cię do takiego stwierdzenia, które rzecz jasna jest wyssane z palca. Co tobą kierowało? No bo nie wiedza.

Wuj opisał w swoje przemiany życiowe i zamieścił tę relację w sieci. Czy to jest wiedza? - Można dyskutować, czy czyjaś relacja zasługuje na to miano. Ja Wujowi wierzę, że nie wyssał swojej historii z palca. Oczywiste jest, że taki fenomen jak przeżycia duchowe możemy poznać tylko z relacji. Nie ma metody obiektywnego pomiaru duchowości.

Banjankri napisał:
Mimo twojej, niebywale niskiej, zdolności analizy kwestii metafizycznych, uhonorowałem cię moją uwagą i mimo twego marudzenia w kompletnym zagubieniu, nie zignorowałem cię, ale starałem się choć odrobinę rozjaśnić twój umysł. ...

No to przeczytaj jeszcze raz, to co napisałeś. Przyjrzyj się i odpowiedz na proste pytanie: jak tu odmówić komuś, kto pisze takie teksty miana trola?...
Przecież to wręcz nie uchodzi.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 12:58, 07 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3243
Przeczytał: 14 tematów


PostWysłany: Pią 13:57, 07 Gru 2012    Temat postu:

Cytat:
Wuj opisał w swoje przemiany życiowe i zamieścił tę relację w sieci. Czy to jest wiedza? - Można dyskutować, czy czyjaś relacja zasługuje na to miano. Ja Wujowi wierzę, że nie wyssał swojej historii z palca. Oczywiste jest, że taki fenomen jak przeżycia duchowe możemy poznać tylko z relacji. Nie ma metody obiektywnego pomiaru duchowości.

Chętnie poczytam relację, w której wuj mianuje się Tathagatą. Nie wiem co duchowość robi w buddyzmie, o jakim duchu mówisz? Dobra skończmy tą zabawę, bo udowadnianie twoje niewiedzy nie jest fancynujące...

Cytat:
No to przeczytaj jeszcze raz, to co napisałeś. Przyjrzyj się i odpowiedz na proste pytanie: jak tu odmówić komuś, kto pisze takie teksty miana trola?...
Przecież to wręcz nie uchodzi.

Troluje ten, kto nie pisze na temat i notorycznie odciaga innych od tematu. Nie ten, którego nie jesteś w stanie zmylić. Prosty przykład. Tobie nie podoba się mój ton i forma, ale nie treść, co ciągle wyciągasz na pierwszy plan. Jeżeli pomijasz treść, to trolujesz. Wynika to z faktu, że nie potrafisz odnieść się do treści, przerasta cię i przytłacza. Musisz więc wprowadzić temat zastępczy, żeby twoja słabość nie wyszła na jaw. To samo było kiedyś z dyskusją o wolnej woli. Nie byłeś w stanie odnieść się do logiki, więc notorycznie wprowadzałeś zamieszanie. Przyparty do muru, zaczynałeś kąsać. Dyskusja z tobą skazana jest na niepowodzenie, bo dla ciebie jedynym celem jest utrzymanie statusu, owego porządku, który masz w głowie. Zrobisz wszystko, żeby go obronić i to jest logiczne. Niestety dyskwalifikuje cię jako dyskutanta. W sumie, mogę się zabawić w analizę twojej osoby przy użyciu metody, którą tu opisałem. W ten sposób, nie będziesz musiał nic rozumieć, wystarczy że będziesz pisał.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ouli




Dołączył: 03 Gru 2012
Posty: 10
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:00, 07 Gru 2012    Temat postu:

sprawdzam czy jestem odblokowany i mogę wysyłać posty.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ouli




Dołączył: 03 Gru 2012
Posty: 10
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:26, 07 Gru 2012    Temat postu:

kilka dni temu z powodu zawiłości komputerowych byłem zablokowany.

Teraz wysyłam moje włączenie się w rozmowę z przed kilku dni. Teraz trochę przybyło wypowiedzi z waszej strony. Na ile czas mi pozwoli to będę dalej z wamichętnie rozmawiał.


„Pojęcie osoby” to sztuka. Teatr jest życiem.
Występują: Michał, Banjankri, Ouli, Inni (naprawdę inni).

W przestrzeni wirtualnej, jak najbardziej nie rzeczywistej, spotykają się bardzo rzeczywiście, w czasie, poza czasem normalnego życia. Nie muszą więc być najnormalniej normalni.
Ouli: Banjankri napisałeś: „Ouli, Słaby start, nawet jak na alter ego.” Z twojej inspiracji dedukuję nam obu.
http://www.youtube.com/watch?v=qOOxzJbSuac&noredirect=1
Myślę, że Michał z chęcią wysłucha ten utwór i dalej odkrywał będzie razem z nami sztukę „ Pojęcie osoby”.
Uważam Michał, że wejście z Trollem (nowy inny) było wspaniałe.

W wikipedii:Troll (norw., szw. troll, duń. trold) – przypominający wyglądem człowieka stwór ze skandynawskich wierzeń ludowych, wywodzący się z mitologii nordyckiej. Wierzono, że trolle różniły się między sobą zarówno wyglądem, jak i charakterem. Najczęściej miały to być stworzenia bardzo stare, brzydkie, złośliwe i mało inteligentne. Można było wśród nich znaleźć olbrzymy, jak i niewielkiego wzrostu skrzaty (norw. nisse) czy karły (norw. dverg). Niektóre większe trolle ze starości porastały lasem. Trolle mieszkały w trudno dostępnych dla człowieka miejscach: lasach, górach i jaskiniach, niektóre żyły też w morzu. Wyrządzały szkody ludziom i zwierzętom. Pod tym względem były podobne do orków, lecz o wiele od nich większe, silniejsze i agresywniejsze. Zajmowały się też wydobyciem i gromadzeniem srebra, złota oraz kosztowności. Były bardzo chciwe i skąpe. Nie znosiły światła słonecznego, dlatego pojawiały się wyłącznie w nocy; troll, który na czas nie schował się przed promieniami słońca, zamieniał się w kamień.

Cieszę się również, że powoli rezygnujesz z definiowania „Pojęcia osoby” i dopuszczasz wzajemne odsłanianie się . Intelektualny długopis firmy „Definicja” udaje Ci się coraz częściej odkładać na bok.
Czeka nas arcytrudne zadanie. Jak odrzucić laski, własnej najbardziej osobistej racji. Bez nich od razu się przewracamy, nie potrafimy się utrzymać.
Racje to też okiennice naszego zaczarowanego zamku, zasłaniają nam wszystko.
Tak bardzo nie chciałbym mieć racji. Jak to zrobić? Przyznawać rację innym? Ale czy to jest uczciwe?
Potem będą chodzić i pysznić się swoją i moją racją. Jeszcze stanę się zazdrosny.

Michale piszesz: ” - osoba jest czymś wyjątkowym, niemożliwym do prostego przeniesienia gdzie indziej.”
Ten i następne Twoje opisy są bardzo ciekawe. Zastanawiam się, dlaczego ja nie potrafię w ten sposób pisać. W opisie swoim poruszyłeś bardzo wiele zagadnień. Każde z nich, według mnie należałoby dalej rozwijać.

Chcę Ci przedstawić też siebie. Na przykładzie zacytowanego Twojego opisu o osobie, pytałbym się siebie, dlaczego osoba jest czymś wyjątkowym? Co wyróżnia ją, czyli również i mnie, z pośród zwierząt, świata roślin, świata mineralnego? Co czyni nas osobami?
Przez wieki, od czasów kultury greckiej istnieją dwa nurty myślenia przyjmujące spuściznę szkoły Platona i szkoły Arystotelesa. Pięknie przedstawił tych dwóch wielkich myślicieli Rafael na fresku w Watykanie. W Twoich wypowiedziach wyczuwam nurt myślenia Arystotelesa. W wypowiedziach Twoich przeważa dynamika i ruch nad formą. U mnie jeżeli opisuję coś dynamicznego to i tak na koniec zamykam ten ruch w formie. Szczegóły odnoszę do całości, która jest bardziej statyczna.

Z wykształcenia jesteś fizykiem. Ciekawe byłoby wspólne przyglądanie się co piszą o materii Platon i Arystoteles.

Banjankri jest już dosyć późno i nie jestem teraz w stanie dalej dużo pisać. W specyficzny sposób żyją w Twojej osobie buddyzm i trolizm. Myślę, że toczy się o Ciebie walka. Tu należałoby zacytować:

Twoje Ja,
z drugim osobistym Ja,
które dwie półkule mózgu ma,
tak się w sobie odnajdują,
że za mózgiem spisek knują.

Tą walkę prowadzą „Inni” poza fizycznym mózgiem. Ludzie, którzy potrafią wychodzić z ciała doświadczają bardziej bezpośrednio „ Innych”. Każdy z nas ma przy sobie Anioła Stróża i i istotę z krainy cienia podobną doTrolla.
Dlaczego jesteśmy dla nich tak ważni, że zabiegają o nasze względy?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 12:20, 08 Gru 2012    Temat postu:

ouli napisał:
Racje to też okiennice naszego zaczarowanego zamku, zasłaniają nam wszystko.
Tak bardzo nie chciałbym mieć racji. Jak to zrobić? Przyznawać rację innym? Ale czy to jest uczciwe?
Potem będą chodzić i pysznić się swoją i moją racją. Jeszcze stanę się zazdrosny.

To może jeszcze bardziej odkryję karty. Na temat tej dyskusji, co ma swój związek z pojęciem osoby.
Po pierwsze kwestia racji.
Zawiodłem się na Banjankri. Nie dlatego, żebym chciał ustalić, kto w owej dyskusji "ma rację". Racja - w moim rozumieniu prawdy o świecie - to ulotna rzecz, tylko w nielicznych przypadkach dobrze określona. Dlatego - zakładając ten wątek - miałem nadzieję, że ktoś się wypowie. Coś wykreuje. I mniejsza o rację. Banjankri dobrze zaczął. Nawet ten jego trolerski styl coś obiecywał - może okaże się zdystansowany? Może załapuje, złożoność sytuacji "racji"? (rym się zrobił z dwóch wyrazów - hehe :) ). Ale nie był w stanie wytrzymać stylu dyskusji, który sam przecież narzucił - trolersko bezpośredni, napastliwy, lekceważący drugą stronę. Normalnie nie przepadam za takim stylem. To nie po mojemu. Ale skoro współdyskutant tak wybrał?... - mogłem przyjąć. Może i niech tak będzie...
Ale Banjankri wymiękł. Nie był w stanie wygrzebać się z porywów ego, które nakazuje walczyć o "swoje". A co to jest owo "swoje"?... Czy to, kto komu przyłoży w dyskusji? Racja?...
Tak więc Banjankri nie wyskoczył ponad, zapętlił się na poziomie podstawowych emocji. I tam pozostał, zamiast je zostawić i przejść wyżej. Tym samym - właśnie tą postawą - fajnie też zilustrował pewną właściwość pojęcia osoby - właściwość walki o to bliżej nieokreślone "coś" (co?...), o tę rację, to uznanie, zwycięstwo. Które, jak się tak bliżej przyjrzeć, też jest niczym.
A miałem nadzieję, bo w kilku miejscach sygnalizował swoją gotowość właśnie do tego aktu wykroczenia ponad. Najwyraźniej chęci, to jedna sprawa, a możliwość realizacji - druga.
Z dyskusją z Banjankri był jeszcze jeden istotny problem - generowanie chaosu. Z mojej strony spraw wygląda tak, że całe moje pisanie, to jedna wielka REDUKCJA. To z resztą pisałem, ale nie zostało zaakceptowane. Ostatecznie na zewnątrz przedostaje się najwyżej 2 - 3 procent, tego co możliwe. Przynajmniej ja mam ten problem. Piszę problem, bo w kontekście wypowiedzi Banjankri, który dokłada jeszcze nową dawkę chaosu (brakiem wyjaśnienia, o co mu chodzi, enigmatycznością sformułowań) staję przed sytuacją, gdy przestrzeń wyjściowa do opisu (po dołączeniu wszystkich owych chaotycznych wątków) robi się tak wielka, że kompletnie nie do ogarnięcia. Miałbym zatem do wyboru, albo zżymać się na to, albo kompletnie zignorować drugą stronę, bo podtrzymanie tak chaotycznego wątku jest dla mnie nierealne. Próbowałem jakoś skłonić Banjankri do współpracy, ale się nie udało, bo chyba nałożył sobie program chaotyzowania dyskusji.
Może to moja "wina", że nie ogarniam aż tak wielkiej rozpiętości wątków, ale też mam swoje ograniczenia.


ouli napisał:
Cieszę się również, że powoli rezygnujesz z definiowania „Pojęcia osoby” i dopuszczasz wzajemne odsłanianie się . Intelektualny długopis firmy „Definicja” udaje Ci się coraz częściej odkładać na bok.

Pojęcie osoby to zbyt trudna rzecz, aby ją jakoś zamknąć w definicji. Ale chyba warto zacząć próbować. Choćby po to, aby zdać sobie sprawę z ogromu problemów. Walka o ego jest jednym z nich, a przy tym chyba kluczowym. Choć to też tylko aspekt sprawy, a nie całość.


ouli napisał:
Twoje Ja,
z drugim osobistym Ja,
które dwie półkule mózgu ma,
tak się w sobie odnajdują,
że za mózgiem spisek knują.

To rozdarcie jest chyba właśnie swego rodzaju "tworzywem", albo raczej "placem budowy" ja. Dlatego tak kluczową sprawą duchowości jest PRZEBACZENIE. Żyjąc, popełniamy błedy, ale stajemy się poprzez to, że jesteśmy w stanie rozwikłać problemy życia na nasz własny, unikalny sposób. Stajemy się dzięki temu, że owo rozwiązanie ostatecznie wystąpi. Ale po drodze narobimy głupot. Te głupoty są przeciwko ostatecznemu rozwiązaniu, bo przecież pochodzą z czasu, kiedy jeszcze rozwiązania się nie dopracowaliśmy. Mamy więc do wyboru - odrzucić siebie (za owe błędy), albo zaakceptować. To pierwsze jest destrukcyjne, to jakaś forma potępienia. To drugie wiąże się z przebaczeniem, ale jednocześnie z nowym problemem - jak zakreślić ja? - jak wytyczyć granicę tego co z błędu (ale przecież tez nasze, też od nas pochodzące), względem tego, co ukształtowane i ostatecznie zaakceptowane.
Tu mamy jeszcze jeden element - WOLA. Trzeba mieć wolę, aby tego aktu samoprzebaczenia (ale - jeśli nie mamy być sprzeczni - także przebaczenia innym) dokonać? To trzeba sobie ZAŁOŻYĆ!!!
Nie ma doświadczenia, czy procedury logicznej, która przebaczenie jednoznacznie nakazuje. Przebaczenie można wykrzesać tylko mocą jakiejś ufności, wiary, że to ma sens, że jest ostatecznie zgodne z prawdziwym JA, tym którego może jeszcze nie widzę w pełni, ale który w środku tkwi. Jeśli w to uwierzę, to otworzyłem właściwe drzwi - teraz wolno mi zbłądzić (co nie jest celem samym w sobie, ale jest czasem nieuniknionym skutkiem uboczny) i MAM OBOWIĄZEK przebaczyć - tak innym, jak i sobie. Staję się (wyłaniam z nicości) tym co wybudowałem, ale jednocześnie na właściwym miejscu widzę drogę owego budowania - te błędy, grzechy, małość. I daję sobie prawo do zamknięcia owych błędów w opakowanie: "ten stary ja, był kiedyś, był czasowo potrzebny, ale teraz odchodzi i zostaje nowe ja".
To jest chyba ten ważny, ale wcześniej nie omówiony aspekt pojęcia osoby.

Tu dochodzimy też powoli do religii - w szczególności chrześcijaństwa. Być może proste założenie - przebaczę sobie, bo to rozsądne i tak ustaliłem - nie będzie wystarczająco silne w zetknięciu z pełną prawdą o sobie samym. Może widząc wielość własnych błędów, win, niespójności będziemy musieli w końcu uznać - do niczego jestem, potępiam swoje życie i siebie, jak też cały świat i wszystko wokoło. Bo nic nie jest takie, jak być powinno, bo wszystkiemu da się zaprzeczyć, bo tak ja, jak i inni nie spełniają wielu norm, które są oczywiste, albo które ja sam sobie założyłem i inni ludzie sami sobie założyli. Wobec siły perswazji OSKARŻYCIELA (nie ważne teraz kto nim będzie) to proste założenie o przebaczeniu, o pozytywnym spojrzeniu na siebie, może okazać się za słabe. Z dużym prawdopodobieństwem będzie za słabe. Potrzebne jest coś dodatkowego - jakiś punkt zaczepienia, może światło, może inne ważne JA, które przetrze szlak przebaczenia, które stanie się wzorem na tej drodze, które ostatecznie wykrzyknie z czeluści "co by nie było, Ty jesteś dla mnie ważny, najważniejszy i ta prawda góruje nad problemami zaakceptowania siebie!". To może być potrzebne. A nawet niezbędne. Bo dla swoich decyzji zwykle chcemy mieć POWÓD. Ale powód w stylu "sam wcześniej podjąłem decyzję" może okazać się za słaby. Tak jak nie można się odepchnąć od samego siebie stojąc na idealnie gładkiej tafli lodu, tak i własna decyzja jest zbyt słabym powodem dla kolejnych własnych decyzji. Musimy się czegoś uchwycić - tak na gładkim lodzie, jak i w przestrzeni własnych decyzji. W końcu jeśli to my podejmowaliśmy wtedy tę decyzję, to my możemy ją odwołać. I w konfrontacji z oskarżycielem możemy poczuć się do tego zmuszeni. Chrześcijaństwo proponuje nam ratunkowy punkt uchwycenia - OSOBĘ JEZUSA. Można to teraz uznawać, można zanegować. Ale nie wiem, czy da się znaleźć coś lepszego. Ja - póki co - nie znam niczego takiego.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 12:29, 08 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3243
Przeczytał: 14 tematów


PostWysłany: Sob 22:09, 08 Gru 2012    Temat postu:

Ale to się zabawnie czyta... chociaż przyznam, że nie dałem rady doczytać do końca. Redukcja u Michasia, to dopiero :) . Zabieracie się jak pies do jeża. Jak coś mądrego was się uda spłodzić, to może skomentuję. Na Michasia nie liczę, ale ouli... nie, na niego też nie, jakby miał potencjał, to już wyłapałby przynajmniej ze dwa rodzyny. Dyskutujcie sobie o filozofach starożytnych, może jakimś cudem przewinie wam się "wiem, że nic nie wiem"... i wtedy będziecie się mogli wreszcie dowartościować.

Taka mała uwaga. Ktoś kto ma coś konkretnego do powiedzenia, nie rozwodzi się nad pierdołami. Ktoś, kto nie ma nic, i z gówna posąg Platona lepił będzie. Kilkadziesiąt tysięcy taki posągów tylko na tym forum jest, jak terakotowa armia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ouli




Dołączył: 03 Gru 2012
Posty: 10
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:05, 09 Gru 2012    Temat postu:

Banjankri napisał:
„Taka mała uwaga. Ktoś kto ma coś konkretnego do powiedzenia, nie rozwodzi się nad pierdołami. Ktoś, kto nie ma nic, i z gówna posąg Platona lepił będzie. Kilkadziesiąt tysięcy taki posągów tylko na tym forum jest, jak terakotowa armia.”

Banjankri z tobą rozmawiać, to jak z psem. Spróbuj porozmawiać najlepiej z psem sąsiada, na każdą twoją wypowiedź zawsze odpowie ci szczekaniem. Porozmawiaj z nim o „pojęciu osoby” to dużo się dowiesz o sobie. Może pies patrzy na ciebie z politowaniem i myśli (jeżeli potrafiłby myśleć), żal mi Banjankri. Nie zdaje sobie sprawy jaki jest biedny. Ktoś w młodości musiał mu dokopać, i cały żal do świata, wyraża w agresji do wszystkich z otoczenia. Najlepiej pewnie czuje się w stadzie dresiarzy z blokowiska zebranych pod budą z piwem. Sympatyzujesz z buddystami tak jak ja sympatyzowałem. I I co z tego mam. W tej inkarnacji jestem psem i muszę ciągle szczekać. Jedyne co mnie cieszy w tym pieskim życiu, to jedynie to, że mam psie serce i mogę innych ostrzec przed takim życiem jak moje. Mam dobrego nosa, i wiesz co wyczuwam, wyczuwam na mój psi węch, że Ouli już więcej nie będzie z Tobą rozmawiał. Szkoda, bo od każdego człowieka można się coś nauczyć. Auuuuuuuuuuuuu………….
Auuuuuuuuuuuuu……… Auuuuuuuuuuuuu………….
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3243
Przeczytał: 14 tematów


PostWysłany: Nie 14:49, 09 Gru 2012    Temat postu:

Ouli nie zaczął nawet ze mną rozmawiać, tylko rozwinął swój mały straganik i skuczy o jakiś dresiarzach, blokowiskach i buddystach. Człowieku, puknij się w czoło. O czym ja mam z tobą dyskutować? Miliardy ludzi, od niepamiętnych czasów debatują na różne tematy, i co z tego? Mylisz, że istnieją jakieś wypracowane standardy, których przestrzeganie daje jakiś efekt?
Masz na swoim czole taki guzik z napisem "rzyg", który nawet opcy może wcisnąć, a ty zaczniesz się miotać. Zyjecie w jakieś urojonej krainie filozoficznej utopii, która jest efektem totalnie spranegu umysłu. Babracie się w tym szambie bez pomysłu na wydostanie się z niego. Ba... nawet nie wiecie, że to robicie i że można z tego wyjść. Zadać wam jedno, czy dwa trudne pytania i cisza. Nie burkniecie nawet nic pod nosem. Próbujecie małopować wielkich filozofów stylem, tylko że wgląd macie zerowy. Zanim zaczniecie się przerzucać wielkimi greckimi imionami, choć chwilę poświęćcie jaskini Platona i zrozum, że jak już schodzę to tej psiarni, to nie zakładam sobie kagańca i nie siadam obok burków przyjmując ich zasady. Myślisz, że oburzenie sfory mnie jakoś nurtuje? Że swoim szczekaniem i warczeniem możesz coś wskurać? Możesz wyszczekać swoje żale Michasiowi, który przywiązany jest tóż obok ciebie. Na pewno dojdziecie do porozumienia, snując nieskończone teorie o cieniach na ścianie. A poświecić was światłem po oczach... to dopiero jest skowyt.
Masz tu uproszczenie, jakbyś czasem nie wiedział o czym mówię:
http://www.youtube.com/watch?v=d2afuTvUzBQ

Teraz sobie wróć do tego co pisałem w temacie, i zobacz jak mało z tego zrozumiałeś, jeżeli w ogóle. Zobacz również, czym jest twój bunt i co o mówił Platon. Może, może!, wtedy zrozumiesz, że mnie w ogóle nie obchodzi "wisdom of the cave".


Ostatnio zmieniony przez Banjankri dnia Nie 14:55, 09 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ouli




Dołączył: 03 Gru 2012
Posty: 10
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Polska
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 16:39, 09 Gru 2012    Temat postu:

Michale dziękuję Ci za ostatnią wypowiedź. Odniosę się do tego co napisałeś na swój sposób. Nie chcę być jakimś doradcą. To co pisze przenoszę z własnego podwórka, z doświadczenia duszy, jakie przecież każdy ma w specyficzny dla siebie sposób.
Piszesz o rozdarciu, które występuje na „placu budowy” pomiędzy prawdziwym „Ja” a tym zewnętrznym „Ja”, będącym na usługach życia doraźnego. Na „placu budowy” wiele się dzieje. Są miejsca gdzie zadomowiło się zwątpienie, brak wiary we własne siły, niepewność.
Przez budowę od strony wewnętrznego „Ja” przemieszczają się transporty pełne siły woli i wiozą szlachetny materiał „Przebaczenie”.
Już coś zostało wybudowane. To bagaż doświadczeń, który może być dobrym doradcą, a czasem balastem, kołem zamachowym, do dalszych złych postępowań z których ciężko jest się uwalniać.
Myślę, ze na ten plac budowy dobrze jest spojrzeć z dystansem, jakby nie był to mój plac budowy, mój porządek i bałagan. Gdy tak spokojnie się temu przyglądamy, to zdobywamy zrozumienie dla procesów, które się tam odbywają.
Można dojrzeć wielki sens w tym, że nie jesteśmy doskonali. Na placu budowy możemy odnajdywać „wolność”. Gdybyśmy mieli na wszystko procedury, przepisy, normy, przyjęte od autorytetów, lub tworzone przez samego siebie, wtedy nie bylibyśmy wolni. W wielu miejscach placu budowy, muszą na razie, obowiązywać wspomniane normy. Jesteśmy w tych miejscach jeszcze za słabi, i wspieramy się zewnętrznymi nakazami (również mój własny osobisty nakaz, jest działaniem zewnętrznym).
Napisałeś:
„Tak jak nie można się odepchnąć od samego siebie stojąc na idealnie gładkiej tafli lodu, tak i własna decyzja jest zbyt słabym powodem dla kolejnych własnych decyzji. Musimy się czegoś uchwycić …”
Czego musimy się uchwycić, gdzie znajdziemy punkt podparcia?

Jest to pytanie do duszy ludzkiej. Gdzie ona jest, i co jest na jej granicach? Myślę, że z jednej strony granicę duszy stanowią zmysły jakie posiadamy. Druga granica, znajduje się w samym jej środku gdzie strażnikiem jest nasze wyższe „Ja”. Przez ten punkt graniczny, przez to ucho igielne, mamy, lepszy lub gorszy, dostęp do świata ducha - świata moralnego, wspólnego dla wszystkich istot ludzkich.
Z tego świata wypływa „Przebaczenie”, „Miłość”, wyrozumiałość do własnych i innych ludzi błędów.
Z tego świata wypływają również "myśli".
My ludzie myśląc bierzemy udział w myślach świata. W każdej głowie ludzkiej żyje to samo „pojęcie” trójkąta. Myśli poszczególnych ludzi różnią się, uzyskując zabarwienie duszą. Na przykład wiersz może posiadać głębokie, prawdziwe dla wszystkich ludzi myśli, zabarwione przez twórcę szczególnym ciepłem, dynamiką, indywidualnym zestawem słów.

„Pojecie duszy” stawia nas wobec pytań kim jest człowiek? Czy wyobrażoną przez wielu, maszyną, samodoskonalącą się materią, powstała kiedyś po wielkim Bum… ? Czy moralność, miłość, to nadbudowa zrodzona wtórnie z materii w ewolucji?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 21:08, 09 Gru 2012    Temat postu:

ouli napisał:
Piszesz o rozdarciu, które występuje na „placu budowy” pomiędzy prawdziwym „Ja” a tym zewnętrznym „Ja”, będącym na usługach życia doraźnego. Na „placu budowy” wiele się dzieje. Są miejsca gdzie zadomowiło się zwątpienie, brak wiary we własne siły, niepewność.

W tym miejscu nawet mniej chodziło mi właśnie o ową grzeszność, czyli rozpięcie jak prawdziwego i doraźnego, ale także (nawet może ciut barrdziej) o dylemacie kryteriów - akceptacja vs odrzucenie siebie. Oczywiście te kryteria zanurzone sa w dylemat który wskazałeś - tzn. bazującym na spostrzeżeniu, że nie potrafimy pogodzić się z sobą, który jest tak niedoskonały, że robi owe głupoty, że małe wredne impulsy potrafią zdominować to, co powinno być (w nas) niewzruszone, wspaniałe, piękne.

Ale właśnie w dużym stopniu niezależnie od stopnia naszej "obiektywnej" winy jest jeszcze problem kryteriów - nie posiadamy predefiniowanej miary (naszej) doskonałości, naszej akceptacji siebie. Dla jednych ludzi najdrobniejsze uchybienie będzie skazą nie od zaakceptowania na obrazie siebie, podczas gdy inni są tu tolerancyjni. Dlatego oparcie się na osobie Jezusa daje nam zewnętrzną miarę - już nie musimy kombinować, jaki jest ten właściwy poziom dowodu, ze oparliśmy się głupocie i nędzy świata. NIe trzeba wciąz szukać rozwiązania dylematu: czy dobrze wybrałem, czy w swoich decyzjach jestem poprawny? Ktoś (Bóg) powiada: będzie dobrze, bo ja cię akceptuję. I to możemy przyjąć, jak swój wybór i już go nie podważać.
Własne wybory będą dla nas zawsze możliwe do podważania, bo są one nasze. Więc stoją one na podstawie dokładnie tak stabilnej, jak my sami potrafimy być stabilni. Niektórzy mają tę stabilność na wysokim poziomie, ale inni sa chwiejni. Dla wszystkich jest szansa, jeśli sięgniemy po wyciągniętą rękę, która pochodzi od samego źródła dobra. Ale, niestety, trzeba mieć jeszcze moc wyciągnięcia swojej dłoni w kierunku owej wyciągniętej reki. Coś w nas musi choć trochę taki stan zaakceptować. Nawet w obliczu największej własnej niedoskonałości - niedoskonałości palącej żywym ogniem.
Oczywiście zwykły człowiek tego świata jest przekonany, że wybaczyć samemu sobie, to drobiazg. W końcu wciąż to robi i dobrze mu z tym, że nie zawraca sobie głowy jakąś tam "głupią odpowiedzialnością". Ale to działa tak przyjemnie tylko dlatego, ze nie znamy skutków swoich decyzji, że zapominamy o niewygodnych dla nas okolicznościach.
Tymczasem w świecie prawdy NICZEGO SIĘ NIE ZAPOMINA - każda nasz głupota, jaką zrobiliśmy trwa, uwiera, krzyczy. Zapomnienie już nie chroni, bo ciągle umysł musi konfrontować się ze wszystkim, co spowodował. I jeszcze raz i jeszcze raz. Bez końca.
Tam gdzie nie ma zapomnienia, przebaczenie jest jedynym wyjściem!.

Nasze małe kłamstwa tu na ziemi są czymś wrednym, ale są (przejściowym) ratunkiem. Możemy jeszcze pożyć, jeszcze coś zrobić, zamiast się zadręczać. Bo nie widać skutków, bo można coś tam zatuszować, zamieść pod dywan. To daje szansę na przetrwanie. Ale to nie zadziała tam, gdzie prawdę widać jak na dłoni, gdzie rzeczy szeptane w ukryciu, rozgłaszają na dachach. Nikt nie jest "dobry", bo tak się nazwał, ale jest dobry tym, co zrobił. Nikt nie jest "świetny", bo tak sobie ustalił kryteria świetności, że właśnie on pod nie podpada, ale jest po prostu "tym co zrobił tak, a tak".
Nazwy są mniej ważne. Tym bardziej, że w naszym świecie tak łatwi jest ich nadużyć.
I tu wyłania się owo podstawowe pytanie: czy nadaję się do świata prawdy?... Czy dałbym sobie radę w świecie, w którym ja i wszyscy ludzie musiałbym pamiętać każdą małość mojego życia, bo wyświetlałaby się ona na wszechobecnym ekranie w każdym niemal momencie?
To daje się wytrzymać tylko w jednym przypadku, jeśli w każdej chwili istnienia gdzieś wewnętrznie brzmiałaby pieśń - przebaczamy, to nic, zdarzyło się, ale to odchodzi, już przebaczamy, przebaczamy - wszyscy przebaczamy, bo starego głupiego ja, już nie musimy w sobie karmić!

Tu trochę wracamy do dyskusji, jak się toczyła w trolerskim stylu. Dlaczego tak walczymy o swoje samopoczucie, dobre imię, dlaczego chcemy jakoś "zwyciężać"?
- Bo tak już mamy, bo jakoś wpisane w nas jest pragnienie spełnienia się, wykazania, że jesteśmy czymś więcej, niż kamieniem, czy kupą łajna. To jest właśnie atrybut osoby, który dla niektórych jest ważniejszy niż życie - bo są nawet gotowi oddać życie, aby pokazać swoją niezłomność, swoją ważność.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 23:17, 09 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3243
Przeczytał: 14 tematów


PostWysłany: Pon 12:49, 10 Gru 2012    Temat postu:

Cytat:
Bo tak już mamy

Dyskusja sięgnęła zenitu. :gitara:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:06, 10 Gru 2012    Temat postu:

Banjankri napisał:
Cytat:
Bo tak już mamy

Dyskusja sięgnęła zenitu. :gitara:

Myślisz, że coś wyrażasz takim pustym stwierdzeniem?...
Równie dobrze mógłbyś napisać "kupa na balonie", albo "jutro będzie futro".
Chcesz wziąć udział w dyskusji jako poważny dyskutant, to wysil się na jakieś zdania, które coś opisują. Bo takie banialuki, które znaczą wszystko i nic, które są niby kąśliwe, niby tam coś, które pasują do każdej możliwej wypowiedzi - tak samo nic nie znacząc - takie banialuki to chyba tylko otwarte Twoje przyznanie, że tak naprawdę nie masz nic do powiedzenia.
To dam Ci radę - wklejaj lepiej po prostu więcej ikonek. Obojętnie jakich. Też nie nadwyrężą Twojego intelektu, a będzie szybciej. I kolorowiej. I tez możesz później ogłosić, ze wyrażają one Twoją "teorię". Tylko głupi współdyskutanci nie zrozumieli jej genialności.
Choć jak byś miał to minimum autorefleksji, to byś po prostu zamilkł wtedy, gdy nie masz nic do powiedzenia.
Krytyka jest czymś fajnym. Ja chętnie zobaczyłbym jakąś sensowną krytykę z Twojej strony. Albo w ogóle jakiś objaw kreatywnej myśli Banjankri. Nie stać Cię już na rozmowę, która cokolwiek wyraża?...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3243
Przeczytał: 14 tematów


PostWysłany: Wto 8:59, 11 Gru 2012    Temat postu:

Cytat:
Myślisz, że coś wyrażasz takim pustym stwierdzeniem?...

Rozumiem, że potrzebujesz tłumaczenia. Swoim stwierdzeniem wyraziłe fakt, że dużo piszesz nie mając nic do powiedzenia. "Bo tak już mamy" jest kwintesencją twojej postawy jako dyskutanta. To, że nie masz nic do powiedzenia założyłem już na początku, ale ty nie miałeś odwagi się do tego przyznać, wolałeś udawać znawcę tematu. Być może jesteś zwolennikiem równości i nie akceptujesz różnorodności, nawet jej nie dopuszczasz. Takie zaszłości przeszłego systemu?
Cytat:
Chcesz wziąć udział w dyskusji jako poważny dyskutant, to wysil się na jakieś zdania, które coś opisują

Takich zdań w temacie jest od groma, problem w tym, że nie ma nikogo kto mógłby je choćby skomentować.

Reszty nie czytałem... nie mam mocy na takie banialuki.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 10:48, 11 Gru 2012    Temat postu:

Warto by w temacie pojęcia osoby i przebaczenia zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz.
Przebaczenie jest niejako w sprzeczności ze stawaniem się osoby. Jeśli przebaczam (sobie), to jednocześnie jakby utrącam znaczenie tej poprzedniej zasady, którą przecież jakimś niewłaściwym czynem naruszyłem. Bez owej zasady byłbym co prawda bezgrzeszny, ale jednocześnie nie miałbym okazji objawić się jako osoba. Bo jestem, tym kim jestem, okazując się wobec uwarunkowań, zasad. Czyli staję się osobą, ubieram się w konkret będąc w zgodzie z jakąś zasadą, a jednocześnie, gdybym z tą jedną zasada pozostał na wieki, to też zamurowałbym swoje ja w stagnacji.
Przebaczenie jest aktem zlekceważenia zasady, która przez osobę została złamana. Ale jednocześnie jest czymś więcej - kluczowy jest POWÓD, dla którego dokonujemy przebaczenia. Tym powodem jest uznanie, że osoba - ja wykracza poza tę konkretną zasadę, ten konkretny niewłaściwy postępek. W tym sensie przebaczenie ma jednocześnie pierwiastek konstruktywny (wierzę w "ja", choć w jakimś zakresie to "ja" zawiodło), jak i destruktywny (przebaczając lekceważę to, co uznałem za regułę, a czego przestrzeganie krystalizowało moją osobę). Mamy tu więc kolejny przykład dialektyki, w której możemy doszukać się walki przeciwieństw: poszanowania zasad, będącego aktualnością stawania się i przebaczenia z wiarą i nadzieją wobec "ja", które wyprowadza osobę z owej aktualności.
Wiem, że to nieco mętne, ale może do kogoś tam trafi...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3243
Przeczytał: 14 tematów


PostWysłany: Wto 11:08, 11 Gru 2012    Temat postu:

Co to są zasady?
Kto je tworzy?
Dlaczego przestrzegasz zasad?
Dlaczego przyjmujesz zasady?
Jak to się dzieje, że pewne zasady przyjmujesz, a inne nie?
Co było pierwszą zasadą, którą przyjąłeś?
Co zmienia przyjęcie, lub odrzucenie zasady?
Czy każde słowo nie jest przyjętą zasadą?
Czy istnieje coś w osobie, co jest czymś więcej niż przyjętą zasadą?
Czyż nie na podstwie wcześniej przyjętych zasad, odrzucasz lub przyjmujesz nowe?
Czy nie owijasz się kolejnymi warstwami zasad tworząc kokon?
Czy zasady nie służą temu żeby bronić?
Czego bronić?
"Ja jestem", pierwszej przyjętej zasady, matki wszystkich zasad.
Tutaj już widać jak na dłoni, że wszystkie zasady można rzucić w kąt lekką ręką. W analizie liczy się bowiem tylko jedna zasada, jej natura i pochodzenie. Wszystkie filozofie i religie sprowadzają się do jednogo pytania "Kim ja jestem?". Nie chodzi jednak o to, skąd się bierzesz jako ciało, umysł i akt, ale o to, skąd się bierze ZASADA, jak i dlaczego jest przyjmowana i jak się od niej uwolnić.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 14428
Przeczytał: 93 tematy

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 12:01, 11 Gru 2012    Temat postu:

Banjankri napisał:
Co to są zasady?

Zasadą jest to, co rozpoznajemy jako trwały element stawiający Twoją osobę wobec rzeczywistości. Zasady możemy zaakceptować - tzn. uznać, że przyjmowanie trwałej (!) pozycji wobec tej zasady świadczy o JA.

Banjankri napisał:
Kto je tworzy?

To nie jest specjalnie ważne (znacznie ważniejsze jest, kto je akceptuje). Zwykle zasady tworzy dana osoba, ale częściowo jest przyjmuje z zewnątrz. Może nawet czasem tworzą się same?...

Banjankri napisał:
Dlaczego przyjmujesz zasady?

Akceptacja zasady, to samookreślenie względem jakiegoś aspektu. Jeśli zasady nie przyjmę, to moje JA względem owego aspektu pozostaje nieokreślone. Wobec tego aspektu zatem nie istnieje.
Czyli przyjmuję zasady głównie dlatego, że mam wolę stawania się.

Banjankri napisał:
Jak to się dzieje, że pewne zasady przyjmujesz, a inne nie?

Do końca nie wiem. Część przyjmuję "na czuja" - bo mi się wydaje, że ta zasada "obowiązuje", że moja osoba będzie bardziej wyrażona, jeśli zachowa zgodność z owa zasadą. Inną część zasad przyjmuję rozumowo - tzn. potrafię śledzić pewne ich związki z resztą świata i potrafię podpiąć pod owe zasady jakieś własne cele.

Banjankri napisał:
Co było pierwszą zasadą, którą przyjąłeś?

Nie wiem. Ale tak bardzo mnie to nie martwi. Może kiedyś się dowiem.

Banjankri napisał:
Co zmienia przyjęcie, lub odrzucenie zasady?

Powoduje, że dany aspekt sprawy (nie)uzyskuje określoność(ci) względem mojego ja.

Banjankri napisał:
Czy każde słowo nie jest przyjętą zasadą?

W pewnym sensie tak.

Banjankri napisał:
Czyż nie na podstwie wcześniej przyjętych zasad, odrzucasz lub przyjmujesz nowe?

Niekiedy tak.

Banjankri napisał:
Czy nie owijasz się kolejnymi warstwami zasad tworząc kokon?

Jest taka możliwość. Zasady mogą być w różnych wzajemnych konfiguracjach. Niektóre z tych konfiguracji mogą stopować rozwój, inne go wspomagać.

Banjankri napisał:
Czy zasady nie służą temu żeby bronić?
Czego bronić?

Czasem służą, żeby bronić. Czasem nie - można mieć zasadę "nie bronię się", bądź "nie bronię czegoś tam".
Co ciekawe zasada "niczego nie będę bronił" wydaje się kolejnym wydaniem paradoksu kłamcy, bo kłopotem stanie się pytanie: czy mam bronić samej owej zasady?
Z tego by wynikało, że zasady należy traktować jako swego rodzaju TYMCZASOWOŚĆ rozwoju. Każda zasada jest ważna na jakimś etapie, ale na nowym etapie może znaleźć jakieś swoje przekształcenie, nowe wydanie, które w jakimś stopniu zaprzeczy staremu. Dlatego też dodatkowo muszę nieraz przebaczyć sobie, że nie dotrzymałem jakiejś zasady.

Banjankri napisał:
"Ja jestem", pierwszej przyjętej zasady, matki wszystkich zasad.
Tutaj już widać jak na dłoni, że wszystkie zasady można rzucić w kąt lekką ręką. W analizie liczy się bowiem tylko jedna zasada, jej natura i pochodzenie. Wszystkie filozofie i religie sprowadzają się do jednogo pytania "Kim ja jestem?".

Zgoda. Choć z drobnym zastrzeżeniem - rzucanie zasad zbyt lekką ręką może się zemścić.

Banjankri napisał:
Nie chodzi jednak o to, skąd się bierzesz jako ciało, umysł i akt, ale o to, skąd się bierze ZASADA, jak i dlaczego jest przyjmowana i jak się od niej uwolnić.

Z tego co napisałem, wynika, że chyba nie da się uwolnić. Przynajmniej w tym sensie, jaki standardowo chcielibyśmy nadać słowu "uwolnić". Można jednak wprowadzić się w stan nieskończonego rozwoju - który jest czymś pośrednim pomiędzy przyjęciem i odrzuceniem, który przekształcanie traktuje jako naturę bytu. To byłaby jakaś forma uwolnienia. Ale w nieco innym sensie, niż normalnie używany.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 12:23, 11 Gru 2012, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Banjankri




Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3243
Przeczytał: 14 tematów


PostWysłany: Wto 12:50, 11 Gru 2012    Temat postu:

Cytat:
Zgoda. Choć z drobnym zastrzeżeniem - rzucanie zasad zbyt lekką ręką może się zemścić.

Zwracam szczególną uwagę na to swierdzenie, bo wyraźnie pokazuje chwytanie się zasad. Pokazuje dlaczego trzymasz się zasad... ze strachu. Trzymanie się zasad jest mechanizmem obronnym, który inicjowany jest od strony osoby. W tych kajdanach osoba trzyma się sama.
Cytat:
"nie bronię się"

Zauważ, że poddać możesz się zawsze i nikt nie jest cię w stanie zmusić do nie poddawania się. Poddawanie się musi mieć więc podłoże w czymś nieuwarunkowanym. "Nie wiem" jest stwierdzeniem wskazującym dokładnie na to samo. "Nie wiem" to znaczy nie mam metody/zasady. Czym jesteś bez zasad? Czym jest to coś, co zostaje kiedy odrzucimy wszelkie zasady? Noworodek nie ma zasad ani metod. Jest osobą, czy nie?

Cytat:
Z tego co napisałem, wynika, że chyba nie da się uwolnić.

To jest nazywane oświeceniem na wschodzie. Nie polega to na uwolnieniu się, bo czym jest "się" jak nie zbiorem metod?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 4 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin