Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Co jest właściwie celem dyskutowania?
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lukrecja




Dołączył: 22 Maj 2018
Posty: 676
Przeczytał: 4 tematy


PostWysłany: Sob 20:28, 13 Lip 2019    Temat postu:

...

Ostatnio zmieniony przez Lukrecja dnia Nie 10:26, 14 Lip 2019, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
MMM




Dołączył: 21 Paź 2014
Posty: 2458
Przeczytał: 58 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:29, 13 Lip 2019    Temat postu:

Lukrecja napisał:
Może poznajmy cechy chcarakteryzujące psychopatę? Kolejność nie ma znaczenia.

zupełne nieuwzględnianie (i zasadniczo brak zrozumienia) uczuć i potrzeb innych ludzi;
lekceważenie autorytetów i ogólnie przyjętych zasad oraz norm;
drastyczną tendencję do kłamania;
umiejętność manipulowania innymi ludźmi – psychopaci są w stanie zrobić wszystko, byle tylko osiągnąć jakieś korzyści dla siebie;
znaczne zmniejszenie (lub nawet całkowity brak) odczuwania lęku i strachu;
przekonanie o swojej wyjątkowości i związane z tym to, że psychopaci prezentują wyjątkowego stopnia tendencję do obwiniania innych ludzi (skoro oni sami są tak idealni, to wszelkie niepowodzenia nie są ich winą, a odpowiedzialni za nie są właśnie inni ludzie);
niską tolerancję frustracji
doskonałą umiejętność usprawiedliwiania swoich zachowań – nieważne, jak podłego zachowania podejmie się psychopata, człowiek ten zawsze będzie w stanie samego siebie wytłumaczyć i zracjonalizować swoje postępowanie.

-rzadkie odczuwanie lęku, na ogół brak poczucia winy,
-nieadekwatność motywacji zachowań prowadząca do antyspołecznych przejawów,
-nieumiejętność wchodzenia w interakcje społeczne
-brak wyrzutów sumienia
-zawyżona, nieadekwatna samoocena
-manipulowanie i skłonność do oszustwa
-nieadekwatne w stosunku do sytuacji zachowania, manifestowany nastrój
-patologiczny egocentryzm
- psychopaci używają około dwa razy więcej słów związanych z podstawowymi potrzebami fizjologicznymi i własnym przeżyciem, w tym jedzeniem, piciem i pieniędzmi, niż osoby niebędące psychopatami.



Grubo :)


Ale trafnie i zgadza się w 100%.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8479
Przeczytał: 67 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:34, 13 Lip 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Źle mnie rozumiesz. Przyjrzyj się wyraźnie moich tekstom: czy ja gdziekolwiek piszę, że to się MUSI DAĆ wykonać?
Nie czynię nikomu wymówek, nie pouczam, ze oto ktoś "powinien" coś tam.
Masz spora roznice pomiedzy swoj osobowoscia wyidealizowana (w twoich myslach) a zrealizowana w srodowisku Michal -> http://www.sfinia.fora.pl/rozbieranie-irracjonalizmu,29/co-jest-wlasciwie-celem-dyskutowania,13075-25.html#460387

MD napisał:
Ja piszę, że...
WARTO jest mieć ten problem rozwiązany w sobie.
Jak go rozwiazujesz, bo ze nie na stale to oczywiste?

MD napisał:
Nie siedzę w niczyjej głowie, nie znam żadnej konkretnej sytuacji i do żadnej konkretnej się nie odnoszę. Zdaję sobie sprawę, iż to może być ponad czyjeś siły, ponad to, dokąd zdarzenia zaszły.
Status moich sformułowań jest: JEŚLIBY SIĘ TO UDAŁO, to warto mieć tę rzecz załatwioną, tak jak to opisuję.
Jednak...
jeśli się nie udało dzisiaj. To może uda się za pół roku.
Pytanie zatem jest jeszcze inne: czy warto chcieć?
Zawsze warto, zeby nie odchodzic, kiedy przybedzie "zegarmistrz swiatla purpurowy", w stylu ->

Lew Tolstoj Śmierć Iwana Iljicza napisał:
Opublikowana po raz pierwszy w 1886 roku. Utwór należy do najwybitniejszych osiągnięć tego autora w zakresie prozy psychologicznej. Głównym bohaterem noweli jest sędzia Iwan Iljicz Gołowin. Akcja rozpoczyna się na jego pogrzebie, na którym spotykają się jego rodzina i koledzy z pracy. Dowiadujemy się, że zmarł po ciężkiej chorobie. Autor opisuje dzieje jego życia, a historię jego choroby, która dopadła go nagle u szczytu kariery. Choroba połączona z cierpieniami fizycznymi i psychicznymi uzmysławia mu, że jego życie nie było takie, jakie powinno być.


Bycie przykutym do lozka bez mozliwosci poruszania sie ale bycie w stanie myslec o zyciu niegodnie przezytym musi byc gehenna przed smiercia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lukrecja




Dołączył: 22 Maj 2018
Posty: 676
Przeczytał: 4 tematy


PostWysłany: Sob 20:34, 13 Lip 2019    Temat postu:

Dziękuję za tego posta Małgoś, tu sprawa jest jasna dla każdego, poza wujem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:31, 13 Lip 2019    Temat postu:

Dyskurs napisał:
...

Znowu nie wiem, jakie konkretnie myśli chciałaś przekazać.
Nie odpowiadam na Twoje posty, bo właściwie to nawet nie wiem, o co Ci chodzi. Tu umieścisz linka, tam luźną uwagę. Ale co jest właściwie Twoją TEZĄ?

Piszesz gdzieś tam, żę "jesteś naukowcem". Od naukowca oczekiwałbym przede wszystkim jednej umiejętności: formułowania jasnego głoszonych tez.
Potem zaś ewentualnie, gdyby nastąpiły pytania ze strony osób zainteresowanych owymi tezami, oczekuje się zrozumiałego wyjaśnienia co ich autor miał na myśli w zakresie zadawanych pytań.
Taka jest bowiem procedura komunikowania się naukowego:
- jasne określenie stanowiska
- obrana/wyjaśnienie tego stanowiska w sytuacji, gdy ktoś zadaje pytania, czy stawia zarzuty.
Pytania, a nawet zarzuty z resztą właściwie nie są dla naukowca oznaką personalnej niechęci, ale po prostu świadczą o zainteresowaniu tezami/pracą, świadczą o tym, że w ogóle została owa praca/teza dostrzeżona, jako warta dyskutowania o niej.

Przykro mi to stwierdzić, ale przynajmniej ja tej umiejętności sprecyzowania tez, określenia jasno stanowiska, a potem doprecyzowanie wątpliwości wzgledem tego stanowiska zupełnie u Ciebie nie potrafię dostrzec. Dostrzegam z Twojej strony - w reakcji na zapytanie, wątpliwość, czy nawet zarzut - ZALEW LUŹNYCH (często bardzo emocjonalnych) UWAG I SPOSTRZEŻEŃ NA TEMAT ŚWIATA CAŁEGO, A SZCZEGÓLNIE PRYWATNYCH SKOJARZEŃ.

Nie wiem, jaką nauką uprawiają tam u Was. Ale dla mnie ta Twoja postawa po prostu jest od postawy naukowca tak daleka, że właściwie to z nia sprzeczna, a ja w ogóle wciąż się zastanawiam, czy cokolwiek z nauką wspólnego naprawdę masz. Trochę się ze środowiskiem naukowym zapoznałem, z wieloma naukowcami dyskutowałem (sam, co prawda najniższy, ale jakiś tam tytuł posiadam), lecz ŻADEN Z OWYCH NAUKOWCÓW nie prezentuje takiej postawy, jak Twoja - postawy ucieczkowej, polegającej na zmianach tematu, wklejaniu do dyskusji merytorycznych osobistych, czy luźnych uwag i spostrzeżeń, ale przede wszystkim NOTORYCZNYM NIE ODPOWIADANIU NA WĄTPLIWOŚCI WZGLĘDEM PREZENTOWANEGO STANOWISKA. Sorry, ale taka postawa, jako naukowca, dyskutanta po prostu kompromituje.
Oczywiście w luźnej rozmowie, to co innego. Tam można dużo więcej. Jesli jednak jakoś choćby próbujesz (np. często podpierając się cytowaniami) aspirować w dyskusjach do choćby częściowego charakteru naukowego, to wypadałoby jednak spełniać to, co w naukowości jest istotą, czymś kluczowym - jasnego formułowania tez, obrony tych tez i nie mieszaniu do tego wszystkiego prywatnych emocji.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8479
Przeczytał: 67 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 22:29, 13 Lip 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
...

Znowu nie wiem, jakie konkretnie myśli chciałaś przekazać.
Nie odpowiadam na Twoje posty, bo właściwie to nawet nie wiem, o co Ci chodzi. Tu umieścisz linka, tam luźną uwagę. Ale co jest właściwie Twoją TEZĄ?

Piszesz gdzieś tam, żę "jesteś naukowcem". Od naukowca oczekiwałbym przede wszystkim jednej umiejętności: formułowania jasnego głoszonych tez.
Jako naukowiec, zajmuje sie stawianiem hipotez roboczych na bazie opublikowanych w jezyku angielskim tez naukowych w trakcie badania fenomenu zainteresowania. Nie czynie tego tutaj, bo to nie to srodowisko socjalnego kontaktu. Podobnie, bedac zaangazowana w konsulting w srodowisku korporacyjnym nie odgrywam tam roli naukowca w mysl madrosci amerykanskiej know your audience czyli stosuje sie do norm socjalnych srodowiska kontaktu na bazie inteligencji emocjonalnej i socjalnej.

Poniewaz postawiles hipoteze robocza (to adekwatny termin), ze
MD napisał:
... nie pouczam, ze oto ktoś "powinien" coś tam.
, wiec przecze tej hipotezie roboczej przez podanie ci linku do wpisu skierowanego do mnie http://www.sfinia.fora.pl/rozbieranie-irracjonalizmu,29/co-jest-wlasciwie-celem-dyskutowania,13075-25.html#460387 w ktorym pouczasz i dokonujesz falszywych projekcji.

Pytam zatem ponownie, czy jestes swiadomy roznicy/rozbieznosci pomiedzy twoja osobowoscia wyidealizowana czyli osobowoscia w twoich myslach a osobowoscia zrealizowana w srodowisku forum SFiNiA na przykladzie zwrocenia sie do mnie z plejada uwag, ktore mojego zycia nie dotycza.

Kiedys miales trudnosci ze zdefiniowaniem roboczo fenomenu autentycznosci, wiec podkresle, ze w USA to transparenacja ciaglosci osobowsci w kazdym srodowisku kontaktu spolecznego. Czyli standardem jest zasada, ze jesli nie bylbys odwazny wypowiedziec tych samych slow do mnie publicznie, to dlaczego piszesz je w Internecie?

Juz jasniej fenomenow osobowosci wyidealizowanej przez dana osobe i osobowosci zmaterializowanej w srodowiskach kontaktu przez te osobe wyjasnic nie moge :)

MD napisał:
Potem zaś ewentualnie, gdyby nastąpiły pytania ze strony osób zainteresowanych owymi tezami, oczekuje się zrozumiałego wyjaśnienia co ich autor miał na myśli w zakresie zadawanych pytań.
Taka jest bowiem procedura komunikowania się naukowego:
- jasne określenie stanowiska
- obrana/wyjaśnienie tego stanowiska w sytuacji, gdy ktoś zadaje pytania, czy stawia zarzuty.
Pytania, a nawet zarzuty z resztą właściwie nie są dla naukowca oznaką personalnej niechęci, ale po prostu świadczą o zainteresowaniu tezami/pracą, świadczą o tym, że w ogóle została owa praca/teza dostrzeżona, jako warta dyskutowania o niej.
Naukowca obowiazuje rygor naukowy i brak uprzedzen.

MD napisał:
Przykro mi to stwierdzić, ale przynajmniej ja tej umiejętności sprecyzowania tez, określenia jasno stanowiska, a potem doprecyzowanie wątpliwości wzgledem tego stanowiska zupełnie u Ciebie nie potrafię dostrzec. Dostrzegam z Twojej strony - w reakcji na zapytanie, wątpliwość, czy nawet zarzut - ZALEW LUŹNYCH (często bardzo emocjonalnych) UWAG I SPOSTRZEŻEŃ NA TEMAT ŚWIATA CAŁEGO, A SZCZEGÓLNIE PRYWATNYCH SKOJARZEŃ.
Jestem osoba emocjonalnie suwerenna i zrownowazona, bo emocje nie zarzadzaja mna i nie uciekam od nich. Tego o sobie nie jestes w stanie napisac, jak sam tutaj publicznie piszesz. Uciekanie od emocji ma cene dla jednostki (efekt cienia osobowosci - u ciebie to albo zaprzeczanie, lub zapytany stwierdzasz, ze nie rozumiesz o do przedmowcy chodzi). Poniewaz napisane jest jezykiem zrozumialym i prostym, wiec mozna byloby sadzic, ze czasami masz przeciazony intelekt i logike dedukcyjna i indukcyjna i wolisz napisac, ze czegos nie rozumiesz. Emocjonalna cena tego stwierdzenia jest brak ciekawosci intelektualnej i poglebianie efekty cienia osobowosci. Jak widze w twoich dyskusjach z innymi, ten sam problem jest jaskrawy.

MD napisał:
Nie wiem, jaką nauką uprawiają tam u Was. Ale dla mnie ta Twoja postawa po prostu jest od postawy naukowca tak daleka, że właściwie to z nia sprzeczna, a ja w ogóle wciąż się zastanawiam, czy cokolwiek z nauką wspólnego naprawdę masz. Trochę się ze środowiskiem naukowym zapoznałem, z wieloma naukowcami dyskutowałem (sam, co prawda najniższy, ale jakiś tam tytuł posiadam), lecz ŻADEN Z OWYCH NAUKOWCÓW nie prezentuje takiej postawy, jak Twoja - postawy ucieczkowej, polegającej na zmianach tematu, wklejaniu do dyskusji merytorycznych osobistych, czy luźnych uwag i spostrzeżeń, ale przede wszystkim NOTORYCZNYM NIE ODPOWIADANIU NA WĄTPLIWOŚCI WZGLĘDEM PREZENTOWANEGO STANOWISKA. Sorry, ale taka postawa, jako naukowca, dyskutanta po prostu kompromituje.
Oczywiście w luźnej rozmowie, to co innego. Tam można dużo więcej. Jesli jednak jakoś choćby próbujesz (np. często podpierając się cytowaniami) aspirować w dyskusjach do choćby częściowego charakteru naukowego, to wypadałoby jednak spełniać to, co w naukowości jest istotą, czymś kluczowym - jasnego formułowania tez, obrony tych tez i nie mieszaniu do tego wszystkiego prywatnych emocji.
Nauka jest praktykowana wszedzie tak samo czyli na bazie koncentracji na fenomenie zainteresowania w oparciu o opublikowane naukowe tezy, opisana metodologie, analize i konkluzje bez osobistych uprzedzen. Wszystkie publikacje musza byc w jezyku angielskim aby mozna bylo je uznac za opublikowane w swiecie.

Ponizej przyklad mojej dysertacji, wiec za jednym zamachem zapoznasz sie jakim jestem naukowcem i jakim posluguje sie jezykiem w srodowisku naukowym - ale to tylko jedna z rol spolecznych ktora spelniam, Na forum SFiNiA jestem uzytkownikiem srodowiska dyskusyjnego i jak wdziecznie mawiamy u nas I flex to accommodate. czyli zmieniam swoje zachowanie aby bylo adekwatne do srodowiska kontaktu.

W.......i, 2019 napisał:
This qualitative study examined what learned values flowing from the moral character (Hannah, Avolio, & Walumbwa, 2011; Issler, 2012; Lindebaum, Geddes, & Gabriel, 2017) of the selected six American women in leadership roles may have informed their key objectives and what behaviors (Hofstede, 2001; Raffo & Williams, 2018; Sharif, 2019) may have been exhibited by them to accomplish their key objectives within the context of the evolving U. S. national culture. This study examined feminine values (Saseanu, Toma, & Marinescu, 2014) as juxtaposed with Hofstede’s (1983) masculine dimension also discussed as masculine leadership by Murdoch and Kaciak (2011) with due consideration to the propellers of social change and the hope to find further clarification of what characteristics constitute value-based feminine leadership in the contemporary context.


Skoro napisalam ci, ze zglaszam twoj nieadekwatny wpis ad personam gdzie zrobiles sporo domniemam w aspekcie mojego zdrowia psychicznego i emocjonalnego a nastepnie napisales sporo projekcji na temat zycia w ktorym ja ewidentnie nie uczestnicze, to biorac pod uwage, ze czesto powolujesz sie na bycie chrzescijaninem (mam na Linkedin i FB sporo znajomych chrzescijan z programu doktorskiego, wiem mam porownanie) a jestes praktykujacym katolikiem, wiec dlaczego po zapoznaniu sie w moim wpisem nie inspirujesz siebie aby dokonac modyfikacji, bo napisales projekcje albo wlasnych doswiadczen albo swoich obaw?

O wspomnieniu, Dyskurs, mylilem sie, bo pokora to nie jest twoja cecha. Jak widzisz nie zrazam sie ale pochylam sie z kolejnymi pytaniami, bo ta kombinacja "czystego intelektu" i uciekania od emocji jest interesujacym freskime natury ludzkiej w tobie.


Ostatnio zmieniony przez Dyskurs dnia Sob 22:44, 13 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:13, 14 Lip 2019    Temat postu:

Dyskurs napisał:
MD napisał:
Przykro mi to stwierdzić, ale przynajmniej ja tej umiejętności sprecyzowania tez, określenia jasno stanowiska, a potem doprecyzowanie wątpliwości wzgledem tego stanowiska zupełnie u Ciebie nie potrafię dostrzec. Dostrzegam z Twojej strony - w reakcji na zapytanie, wątpliwość, czy nawet zarzut - ZALEW LUŹNYCH (często bardzo emocjonalnych) UWAG I SPOSTRZEŻEŃ NA TEMAT ŚWIATA CAŁEGO, A SZCZEGÓLNIE PRYWATNYCH SKOJARZEŃ.
Jestem osoba emocjonalnie suwerenna i zrownowazona, bo emocje nie zarzadzaja mna i nie uciekam od nich.

W tych tekstach, które tu publikujesz pewien dość szczególny rodzaj owej "suwerenności" chyba wykazujesz. Polega on na tym, że piszesz, co Ci się tylko spodoba, bez oglądania się na oczekiwania społeczności, czy konkretnych dyskutantów.
Stawiam tezę, że za potrzebą pisania dużo o sobie zapewne stoją w Twoim przypadku jakieś silne emocje, właśnie związane z silną potrzebą pokazania innym wspomnianej suwerenności. Chyba są to jednak emocje niezbyt uświadomione.
Tak więc cała owa dyskusja chyba nawet pasuje do tematu wątku - co jest celem dyskutowania?

Stawiam tu roboczą hipotezę, ale potwierdzoną, przez własne Twoje słowa, zawarte w powyższym cytacie, że akurat w Twoim przypadku jest to potrzeba zaprezentowania właśnie samej siebie i jej "suwerenności". W jej ramach im bardziej przeciw dyskutantom występujesz, im mniej się przejmiesz tym, że łamiesz reguły danej społeczności, tym silniej aspekt okazanej "suwerenności" zaznaczasz. To by nawet było jakoś spójne, w pewien sposób też tłumacząc dlaczego aż tak wiele kontrowersji wzbudza Twoja osoba.
W sumie do tej listy powodów dyskutowania cały ten Twój przypadek (hipoteza, nie mam tu pewności) dołożył dość interesującą opcję.

Jednak można by tu zadać ogólniejsze pytanie: sama suwerenność - czy ona koniecznie musi być (szczególnie mocno prowokacyjnie) okazywana?...
Ja osobiście też czuję się suwerenny, ale nie mam chyba tak silnej potrzeby owej suwerenności ludziom wpychania przed oczy. Wręcz czasem specjalnie się stawiam na pozycji, gdzie owej suwerenności jakbym nie miał. Okazywanie suwerenności nie jeste zatem celem mojego dyskutowania. Można mieć, jak widać cele i w jedną, i w drugą stronę.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 0:29, 14 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:45, 14 Lip 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Jednak można by tu zadać ogólniejsze pytanie: sama suwerenność - czy ona koniecznie musi być (szczególnie mocno prowokacyjnie) okazywana?...

Chciałbym pociągnąć ten wątek, odrywając go od kwestii personalnych (a już szczególnie chciałbym oderwać dyskusje od osoby, która stała się kanwą niniejszego zacytowania). Chyba ciekawe jest właśnie postawienie pytania ogólnego - tak jak w cytacie.
Bo niewątpliwie wielu osobom dyskusje, rozmowy służą jako element swoistej psychoterapii - w tych dyskusjach próbują się oni z własnymi emocjami, wykazują sobie własną podmiotowość. Z tą podmiotowością wiąże się właśnie suwerenność.

Dlaczego w ogóle mamy taką potrzebę - zaznaczenia swojej suwerenności?...
Jak się spojrzy na etapy rozwojowe dziecka, to psychologowie wskazują w nim pewien charakterystyczny okres - WIEK PRZEKORY. Właśnie wtedy dziecko odkrywa swoją suwerenność, przekonuje się, że może powiedzieć "nie". Więc mówi to "nie" często, próbując się z własnymi reakcjami, a także w reakcjami innych osób. Potem (podobno..., bo zdaje się, że jednak nie wszyscy...) z okresu przekory się wyrasta.
W życiu dorosłym problem chyba powraca w zmienionej formie - w postaci walk o władzę, o pozycję w grupie. Ludzie mimowolnie testują się "kto silniejszy?", "Kto kogo zdominuje?"
Ktoś zawsze zgodny, nie sprawiający problemów, nie zaznacza swojej tożsamości, właśnie suwerenności. Jeśli sie nie przetrenuje otoczenia pod kątem "musicie się ze mną liczyć", to często rzeczywiście to otoczenie gotowe jest nas lekceważyć. Dlatego osoby aspirujące do zdobywania pozycji w grupie, używają róznych form prowokacji do inicjowania różnego rodzaju sporów. Te spory mają wyłonić zwycięzcę, który ostatecznie stanie się liderem. Prowokacyjne okazywanie suwerenności jest trochę zapisane w naszych genach, jest formą atawizmu. Ale też chyba się przydaje w życiu, jeśli ktoś stawia sobie za cel wspinanie się po drabinie społecznej.

Ja na to patrzę jednak z pozycji filozofa. Tzn. próbuję jakoś w pełni wymodelować owe zależności z dystansu. Nie muszę okazywać suwerenności, choć mogę. Gdybym musiał, a szczególnie nie zdając sobie z tego sprawy, to byłbym niewolnikiem swoich genów.
Patrząc na innych ludzi, czasem myslę, że oni MUSZĄ. Ich psychika nie jest w stanie funkcjonować w zdystansowaniu się od potrzeby wspinania się po drabinie społecznej. Może taki ich los. Może jest im z tym lepiej.
Każdy wybiera, jak umie, jak zrozumiał siebie w kontekście życia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 12:24, 14 Lip 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
patrzę jednak z pozycji filozofa. Tzn. próbuję jakoś w pełni wymodelować owe zależności z dystansu. Nie muszę okazywać suwerenności, choć mogę. Gdybym musiał, a szczególnie nie zdając sobie z tego sprawy, to byłbym niewolnikiem swoich genów.


Z perspektywy jeszcze bardziej szerokiej patrząc, owo silne pragnienie do okazania suwerenności chyba należałoby uznać za jedną z najbardziej pierwotnych potrzeb psychicznych.
Czym jest owa "suwerenność" w tym kontekście (czyli kontekście niepolitycznym tylko osobowym)?
- Chyba przede wszystkim pokazywaniem innym ludziom, że mogę robić coś po swojemu, oceniać po swojemu, przyjmować własne kryteria do życia, działania, zwiazków z ludźmi. Człowiek, który nie czuje się suwerenny w tym znaczeniu, jest zależny, wykonuje cudze polecenia, myśli cudzymi kategoriami ocen, nie wie, jak być sobą.
Czyli chyba samą suwerenność jako taką należałoby uznać za prawo człowieka, za obszar jego godności.
Na ile jednak trzeba/warto jest ową suwerenność, przy każdej nadarzającej się okazji, okazywać?...

Są pewne wartości, które poprowadzone w kierunku "bardziej" wyradzają się, stają się własną karykaturą. Przykładowo, bliskie suwerenności pojęcie "wolność". Wolność najczęściej rozumiemy jako prawo do działania wedle tego, co chcemy, nie posiadanie ograniczeń. Ale jak już owych ograniczeń nie posiadamy, to nie ma jak wolności zrobić bardziej. Gdy ktoś nam bariere postawi, to "nie ma wolności", gdy barier nie ma, wtedy nie daje się zrobić wolności więcej, bo dążenie do wolności jest właśnie likwidowaniem barier, a jak nie ma co likwidować, to nie ma jak dążyć.
Tu się pojawia ciekawy problem z tendencjami, które nasza ludzka psychologia wyciągnęła za bardzo (u pewnych ludzi, w pewnych przypadkach). Gdy ktoś sobie wolność postawi jako cel, zaś barier do likwidowania ich jest niewiele, a te co są już absolutnie nie dadzą się usunąć, bo są bardzo podstawowe (np. typu prawa fizyki), to zwolennik wolności kieruje się w stronę pewnego rodzaju paranoi - anarchizując chaotycznie różne aspekty życia i myśli.
Bo za tendencja "teraz zrobię po swojemu", w sytuacji gdy coś jest jakoś tam, oznacza de facto ZMIENIĘ COŚ i SPRZECIWIĘ SIĘ. Tylko warto sobie postawić pytanie: czy w moim interesie w ogóle lezy to zmieniać?
- Obawiam się, że sporo ludzi, szczególnie tych anarchizujących swoje związki z ludźmi, nie zadaje sobie takiego pytania - oni po prostu dążą do wpływu na świat, do zmian bezrefleksyjnie, tu jest ZMIANA DLA SAMEJ ZMIANY, dla UDOWODNIENIA SOBIE, ZE JA MOGĘ ZROBIĆ INACZEJ, NIŻ TO BYŁO WCZEŚNIEJ.
W tym sensie taka tendencja chyba powinna być zaklasyfikowana jako rodzaj niedojrzałości, jako nie oderwanie się od dziecięcego wieku przekory. Człowiek zrównoważony, wewnętrznie głęboko suwerenny w swoim myśleniu, nie musi co chwila owej suwerenności udowadniać.
Ale do tego, niestety, trzeba być człowiekiem, który jakoś dojrzał, co wiąże się z pracą mentalną, spostrzegawczością, umiejętnością zdiagnozowania w sobie uczuć (także tych negatywnych), a nie brania siebie "jakim jestem". Po prostu chodzi o KRYTYCYZM, a w szczególności SAMOKRYTYCYZM.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 14:59, 14 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8479
Przeczytał: 67 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 18:43, 14 Lip 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
MD napisał:
Przykro mi to stwierdzić, ale przynajmniej ja tej umiejętności sprecyzowania tez, określenia jasno stanowiska, a potem doprecyzowanie wątpliwości wzgledem tego stanowiska zupełnie u Ciebie nie potrafię dostrzec. Dostrzegam z Twojej strony - w reakcji na zapytanie, wątpliwość, czy nawet zarzut - ZALEW LUŹNYCH (często bardzo emocjonalnych) UWAG I SPOSTRZEŻEŃ NA TEMAT ŚWIATA CAŁEGO, A SZCZEGÓLNIE PRYWATNYCH SKOJARZEŃ.
Jestem osoba emocjonalnie suwerenna i zrownowazona, bo emocje nie zarzadzaja mna i nie uciekam od nich.

W tych tekstach, które tu publikujesz pewien dość szczególny rodzaj owej "suwerenności" chyba wykazujesz. Polega on na tym, że piszesz, co Ci się tylko spodoba, bez oglądania się na oczekiwania społeczności, czy konkretnych dyskutantów.
W towarzystwie cnoty pokory mialbys swiadomosc, ze jestes tutaj uzytkownikiem czyli jednostka i nie posiadasz zadnej autoryzacji nadanej przez Administratora forum SFiNiA aby byc rzecznikiem naszej spolecznosci. Poniewaz spolecznosc mamy tutaj znacznie zdywersyfikowana (od istot z niezmiernie niskimi intencjami po jednostki altruistyczne i jestem jedna z nich), nie przypuszczam, zeby Administrator oddelegowal role rzecznika komukolwiek i kiedykolwiek. Jak sobie wymieniamy swiatopoglad z Administratorem przez poczte moze sie z Toba podzielic ale nie musi. Nadmienie tylko, ze klasyfikuje Administratora forum SFiNiA jako osobe prawa i moralnie wyewoluowana - czyli jest to wedlug mnie czlowiek z mocnym charakterem moralnym. Co nie znaczy, ze nie kwestionuje Jego decyzji i czynie to z szacunkiem do Niego lecz bez stawiania w kompromis mojej odwagi (jest niepodwazalna, bo jestem odwaga) czy godnosci jako czlowiek.

Jako naukowiec kierujac uwage na fenomen zainteresowania, weryfikuje czy jestem w stanie oprzec badanie na istniejacych opublikowanych w jezyku angielskim teoriach naukowych aby stworzyc najpierw szkic badania zawierajacy metodologie by nastepnie zweryfikowac z peers czy ma sens w kontekscie wewnetrznej spojnosci/internal validity i dopiero je wykonac co nie gwarantuje publikacji, bo to kolejne peer review i albo otrzymuje sie propozycje poprawek lub otrzymuje sie uprzejma wiadomosc, ze publikacja opublikowana nie zostanie. Jest to doswiadczenie tak bolesne (wiem, bo pszyezylam je w trakcie pierwszego kursu doktorskiego i przez okres kursow doktorskich nie bylam zainteresowana probami publikacji naukowych do ktorych mialam dostep przez status doktorantki i prawo, bo nie koniecznym jest posiadanie dyplomu Ph. D. aby byc opublikowanym), ze zostaje na reszte zycia.

Poniewaz nie jestes w stanie wypowiadac sie w imieniu naszej spolecznosci Forum SFiNiA lecz sobie to prawo uzurpujesz, moja intencja nie jest inwestowanie czasu i energii zyciowej aby dyskutowac z twoim ego.

MD napisał:
Stawiam tezę, że za potrzebą pisania dużo o sobie zapewne stoją w Twoim przypadku jakieś silne emocje, właśnie związane z silną potrzebą pokazania innym wspomnianej suwerenności. Chyba są to jednak emocje niezbyt uświadomione.Tak więc cała owa dyskusja chyba nawet pasuje do tematu wątku - co jest celem dyskutowania?
Blad. Jak narazie tylko my Amerykanie trudzimy sie poznawaniem przywodztwa miedzykulturowego. Jak sie ostatnio przekonalam roznice kulturowe pomiedzy USA i, dla przykladu, the UK nie sa tak znaczne jak pomiedzy USA i Polska. Warto to wiedziec, niz glosic prawdy subiektywne publicznie.

Warto rowniez czy w stanie tego "czystego intelektu" (cokolwiek ten termin w tym kontekscie znaczy) czy nie zwrocic uwage na fakt, ze poniewaz spedzilam wiekszosc mojego zycia w USA z intencja od poczatku pobytu stalego, ktory zawiodl mnie po 5 latach do obywatelstwa amerykanskiego, to beda wiecej Amerykanka niz Polka, bo skoro moja 90-letnia Mama mowi, ze w polskiej kulturze wspolczesnej by sie nie odnalazla (nie asymilowala sie szeroko w USA), wiec ja jako osoba zasymilowana w kazdym srodowisku USA oprocz srodowisk patologicznych nie wiem co ci poweidziec, ze taki oczywisty wniosek ci sie do "czystego intelektu" nie nasuwa :)

MD napisał:
Stawiam tu roboczą hipotezę, ale potwierdzoną, przez własne Twoje słowa, zawarte w powyższym cytacie, że akurat w Twoim przypadku jest to potrzeba zaprezentowania właśnie samej siebie i jej "suwerenności". W jej ramach im bardziej przeciw dyskutantom występujesz, im mniej się przejmiesz tym, że łamiesz reguły danej społeczności, tym silniej aspekt okazanej "suwerenności" zaznaczasz. To by nawet było jakoś spójne, w pewien sposób też tłumacząc dlaczego aż tak wiele kontrowersji wzbudza Twoja osoba. W sumie do tej listy powodów dyskutowania cały ten Twój przypadek (hipoteza, nie mam tu pewności) dołożył dość interesującą opcję.
Pokora, ktora omawia, miedzy innymi, Katechizm KrK czyli twoj zbior wartosci, uaktywnia ci sie po tym jak twoje ego wykrzyczy juz twoje prawdy subiektywne i po tym jak emocje ida na bok. Poniewaz w tym stanie "czystego intelektu" (ucieczka i zaprzeczenie), nie jestes w stanie odczuc we wlasnych tkankach co uczyniles blizniemu, wiec nie jestes automatycznie w stanie zastanowic sie intelektoalnie czy twoj wpis moze kogos zabolec (uwaga metafora), bo niczego nie odczules. Dla mnie "byl czas przywyknac", bo nie jestem ascetka ale pochyle sie nad kazdym zagubionym - nawet tym ktory mnie krzywdzi, bo wspolczucie nie mierzy uczucia, po prostu jest. Nie czynie tego jednak w module milosci agape czyli self-sacrificing tylko w milosci moralnej czyli przytulajac jednym ramieniem aby uniesc a drugim ustawic poprzeczke i jest to poprzeczka wysoka. Dlatego budze tyle kontrowersji, bo taka postawa ani nie potrzebuje rzecznika ani nie musi niczego tlumaczyc, bo to znana nam ale nie czesto praktykowana Zlota Zasada a nawet u nas Platynowa. Przypomnij sobie scene opisana w tekstach kiedy Jezus przewraca lawki sprzedajacych bilety do publicznej swiatyni, nie czyni tego z poziomu: "Panowie, a moze by tak ten proceder jednak przestac praktykowac i pieniadze wyludzone zwrocic." Zakladajac, ze gdyby legiony rzymskie stacjonowaly w omawianym regionie - a nie bylo to konieczne bo byl to relatywnie spokojny region - wiec, za takie korygowanie sytuacji w miejscu publicznym i zaklocenie porzadku spolecznego Jezus (czytaj "pionek" w hierarchii spolecznej, bo Zyd - czyli o jeden stopien wyzej od niewolnika) zostalby przekluty na miejscu wlocznia przez najblizszego legioniste w poblizu. I nie wymyslilam sobie tej histori, bo omawialismy taka mozliwosc w college (nomen omen "wyznaniowym") jesienia roku 1991 w trakcie omawiania tradycji swiatowych. Z mojego badania (w dysertacji) wyniklo, co juz dawno przekazal nam
Winston Churchill napisał:
Courage is rightly esteemed the first of human qualities, because it is the quality that guarantees all others.
Odwaga moze byc moim srodkowym imieniem, bo urodzilam sie i umre odwazna. Ze taka postawa wielu "uwiera", to nie moj problem. Kto w skorupie ego sadzi sam lub w malej grupce, ze moze mnie skrzywdzic, srogo sie myli (szeroki termin). Jak przycisne w imadle (uwaga metafora) do przyslowiowego muru, to skorupa ego musi peknac, bo jest nieelastyczna i wyleci ku radosci globalnej wioski i Ludzkiej Rodziny piekny motyl :)

MD napisał:
Jednak można by tu zadać ogólniejsze pytanie: sama suwerenność - czy ona koniecznie musi być (szczególnie mocno prowokacyjnie) okazywana?...
To kwestia twojej percepcji. Masz znaczne w niej bariery kulturowe i nie tylko kulturowe.

MD napisał:
Ja osobiście też czuję się suwerenny, ale nie mam chyba tak silnej potrzeby owej suwerenności ludziom wpychania przed oczy.
Czynisz to nieswiadomie wjezdzajac buldozerem na ich suwerennosc z moja wlacznie. Pisalam ci poprzednio, ze jestes ISTJ czyli introwertykiem z poukladana percepcja (percepcja schodkowa/liniowa), twartoglowym/nieczulym i uporzadkowanym. To jest OK, bo taki profil MBTI posiadal wielu ludzi na swiecie ale u ciebie jest jeszcze jeden aspekt ktorego nie bede omawiac publicznie, bo jest zbyt osobisty. Co to znaczy w kontekscie energii zyciowej? Masz nieodparta potrzebe "ewangelizacji" bedac "swiecie" przekonany o swojej racji. Chociaz, moze po wpisach ze mna w jakims stopniu potrafisz stwierdzic, ze "mozesz sie myslic". I to jest u ciebie ogromny skok ewolucyjny. Ja mam prawo do wlasnego standardu i nie musze go bronic. Jest z gruntu prawy, mimo, iz czasami znajde sie na "grzaskim gruncie" podobnie jak undercover agent - ale efekt musi byc (ja nie mam wyboru, wybor ma mnie) z odnawialna wartoscia spoleczna.

MD napisał:
Wręcz czasem specjalnie się stawiam na pozycji, gdzie owej suwerenności jakbym nie miał. Okazywanie suwerenności nie jeste zatem celem mojego dyskutowania. Można mieć, jak widać cele i w jedną, i w drugą stronę.
Niejednokrotnie pisalam ci ze masz chwiejny kregloslup moralny, bo suwerennosc jest jak odwaga i jesli deprecjonujesz ja sam, to kim jestes? Pozdrawiam.

Lektura nieobowiazkoa ale przydatna ->

[link widoczny dla zalogowanych]

P. S. Jest niewielu ludzi, ktorzy mieli i maja wplyw na formacje mojego charakteru moralnego nad ktorym ewidentnie trzeba pracowac przez cale zycie, bo inaczej staje sie "ugorem" i autor tej publikacji jest jednym z Nich. Za Tatusiem, ktory nauczyl mnie, ze "na grzecznosci nikt nie stracil" i Mama, ktora nauczyla mnie, ze "grzecznosc to nie jest mowienie komus co jego ego chce uslyszec". Kolejnymi osobami mocnego charakteru moralnego jest wykladowca ze Stonehill College wypowiadajca do mnie pamietne slowa: "Twoja wiara w ludzi wstrzasnie Ziemia.", wykladowca Uniwersytetu Regent, ktory wyjasnil mi od A do Z czym jest milosc moralna, wykladowca badan ilosciowych rowniez z Uniwersytetu Regent, ktory po moim potknieciu sie (bylam po pierwszym kursie doktorantka w okresie probnym, bo mialam trudnosci przeksztalcenia sie z publikacji popularnych na naukowe, bo wykladowca pierwszego kursu z kultury tajlandzkiej uznala, ze powinnam to wiedziec. Poniewaz zaczelam studia doktoranckie latem jako jedna doktorantka, nie mialam oparcia w kohorcie doktorantow jakie maialam pozniej od jesieni tego roku). Ten wykladowca z Rumunii powiedzial mi, "Najwyzsza ocena nie jest dana ale zapracowana. Pomoge Ci i Cie przeniose, bo wiem, ze warto". Piszac to czuje ten momnt, mam ciarki a bylo to koncem lata 2013 roku. Kolejna osoba jest Przewodniczaca mojej dysertacji, ktora w trakcie choroby Meza i Jego smierci przytulila mnie jak Siostra i przeprowadzila pracujac ramie w ramie ze mna, przez dysertacje a jaki to jest trud to tylko doktor moze sie wypowiedziec. Kolejna osoba jest moj chirurg, ktory podarowal mi prezent mometarny wysokosci 6000 USD, jako symbol szacunku dla moich wartosci. Jest wymieniony w mojej dysertacji rowniez wraz z Mezem (z dedykacja dla Niego), Rodzicami i Rodzenstem, Synami, Sasiadami polskimi i Mamy Siostra.

Im wiecej twoje ego chce mnie zranic, moje wspolczucie dla ciebie we mnie rosnie i rolewa sie na cala ludzkosc i taka siebie przynosze do wszelkich srodowisk mojego socjalnego kontaktu. Oby takich osob wiecej a zylibysmy w zupelnie innym swiecie. Pozdrawiam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8479
Przeczytał: 67 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:11, 14 Lip 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Jednak można by tu zadać ogólniejsze pytanie: sama suwerenność - czy ona koniecznie musi być (szczególnie mocno prowokacyjnie) okazywana?...

Chciałbym pociągnąć ten wątek, odrywając go od kwestii personalnych (a już szczególnie chciałbym oderwać dyskusje od osoby, która stała się kanwą niniejszego zacytowania). Chyba ciekawe jest właśnie postawienie pytania ogólnego - tak jak w cytacie.
Bo niewątpliwie wielu osobom dyskusje, rozmowy służą jako element swoistej psychoterapii - w tych dyskusjach próbują się oni z własnymi emocjami, wykazują sobie własną podmiotowość. Z tą podmiotowością wiąże się właśnie suwerenność.

Dlaczego w ogóle mamy taką potrzebę - zaznaczenia swojej suwerenności?...
Jak się spojrzy na etapy rozwojowe dziecka, to psychologowie wskazują w nim pewien charakterystyczny okres - WIEK PRZEKORY. Właśnie wtedy dziecko odkrywa swoją suwerenność, przekonuje się, że może powiedzieć "nie". Więc mówi to "nie" często, próbując się z własnymi reakcjami, a także w reakcjami innych osób. Potem (podobno..., bo zdaje się, że jednak nie wszyscy...) z okresu przekory się wyrasta.
W życiu dorosłym problem chyba powraca w zmienionej formie - w postaci walk o władzę, o pozycję w grupie. Ludzie mimowolnie testują się "kto silniejszy?", "Kto kogo zdominuje?"
Ktoś zawsze zgodny, nie sprawiający problemów, nie zaznacza swojej tożsamości, właśnie suwerenności. Jeśli sie nie przetrenuje otoczenia pod kątem "musicie się ze mną liczyć", to często rzeczywiście to otoczenie gotowe jest nas lekceważyć. Dlatego osoby aspirujące do zdobywania pozycji w grupie, używają róznych form prowokacji do inicjowania różnego rodzaju sporów. Te spory mają wyłonić zwycięzcę, który ostatecznie stanie się liderem. Prowokacyjne okazywanie suwerenności jest trochę zapisane w naszych genach, jest formą atawizmu. Ale też chyba się przydaje w życiu, jeśli ktoś stawia sobie za cel wspinanie się po drabinie społecznej.

Ja na to patrzę jednak z pozycji filozofa. Tzn. próbuję jakoś w pełni wymodelować owe zależności z dystansu. Nie muszę okazywać suwerenności, choć mogę. Gdybym musiał, a szczególnie nie zdając sobie z tego sprawy, to byłbym niewolnikiem swoich genów.
Patrząc na innych ludzi, czasem myslę, że oni MUSZĄ. Ich psychika nie jest w stanie funkcjonować w zdystansowaniu się od potrzeby wspinania się po drabinie społecznej. Może taki ich los. Może jest im z tym lepiej.
Każdy wybiera, jak umie, jak zrozumiał siebie w kontekście życia.
Skoro mamy "jechac na skroty" (jak Matka Natura oszczedzac energie zyciowa, bo jest skonczona) to prosze bardzo oto robocza defincja suwerennosci emocjonalnej ->

Cytat:
From emotional sovereignty comes the deep peace that rests unperturbed, even through the trials of relationships with others.
i powolujac sie na publikacje Issler, 2012, ktory interpretuje, ze chrzescijanin (tak sie okreslasz) moze sobie wybaczyc (trudne przy rozmiarze ego XL - nie twierdze, ze twoje takiego rozmiaru jest) pracowac na zamknieciem w sobie (nie musi byc calkowite, bo wowczas jest nieelastyczne) wyrwy emocjonalnej czyli powolujac sie na Prof. Rudolph "Rudi" Tanzi, Ph. D. tej zauwazalnej roznicy kiedy emocje rzadza czlowiekiem czyli stan ego w momencie amoku i stanu ktory odczuwamy kiedy wybaczamy sobie w sercu aby nie nosic uraz do innych, bo inni o tym nie wiedza.

Wiec jesli przypomnimy sobie paradygmaty neuronauki - pamietajac pokornie, ze "Ameryki nie odkryla" - ze na poczatku byl instynkt samozachowawczy w celu przetrwania zycia w formie danego gatunku, nastepnie otrzymalismy wraz z polaczonym z chromosomow malpy chromosom ludzki #2 czyli dczuwanie i zaczelismy sie osiedlac (zmiana z lowcy i zbieracza na osadnika - ewolucja grupy krwi A, ktora posiadam), a nastepnie Matka Natura podarowala nam intelekt ale wbudowala opcje "sie nam mysli" (czystego nie wbudowala, ale ci sie wydaje :)) i wartosciowanie czyli ewolucyjnie najmlodsza kore mozgowa (te 2 talenty czyli intelekt i wartosciowanie charakterem moralnym/u nas funkcja mozgu intuicyjnego/szosty zmysl - jesli ma byc starotekstowo - nie kazdy uzywa lecz zakopuje. Emocje o niskiej energii na bazie niskiej intecji (to jest pragnienie ego aby szkodzic innym bez swiadomosci, ze innym nie sposob zaszkodzic bez uprzedniego zaszkodzenia sobie) pobieraja krew i energie z platow czolowych do konczyn gornych i dolnych kiedy czlowiek w czestym stanie amoku wprowadza swoja cala fizjologie komorkowa w stan pogotowia a tym samym stopu rozwoju komorkowego.

Jak widzisz, twoje interpretacje, ze zarzadzanie soba - i mam prawo ten fenomen zainteresowania tak roboczo zdefiniowac na potrzebe tego wpisu - czyli przynozenie siebie do swoich srodowisk kontaktu socjalnego odbywa sie nadal na zasadzie "Ostatni beda pierwszymi" czyli pokora zawiedzie do "zbaweinia", mimo czestego "bolu rozwojowego" kosztem "Bolu neurotycznego", bo tego nikomu nie zycze. Widze tutaj i odczuwa jak cierpia osoby zadajace sobie publicznie w grupie bol neurotyczny i wspolczuje.

To nie jest zadne wspinanie sie na drabince, bo prawdy nazwijmy uniwersalne" czyli w tym kontekscie prawdy miedzypokoleniowe sa te same, tylko kazde pokolenie ma prawo do ich interpretacji i ekspresji podobnie jak takie prawo mielismy my jako ludzie mlodzi. Roznica wieku metrycznego miedzy nami to rok zycia, i zylismy w tym samym PRLu. Z ta roznica, ze ja wyjechalam z PRLu w roku 1985 z wysika intencja asymilacji w "Ziemi Obiecanej", ktora szanuje jak Matke Ojczyzne mimo, ulomnosci ktora tutaj posiadamy jak w kazdym kraju - a nasz jest zdywersyfikowany geograficznie, kulturowo, rteligijnie, jezykowo, etnicznie - tygiel jakiego nie ma nigdzie indziej na swiecie i dlatego czuje sie w USA jak a Raju ale nie wyobrazam sobie mieszkania poza progresywnym regionym Nowej Angli :)

Jade na zakupy (tak wiem to oswiadczenie publiczne i osobiste) ale u nas kulturowo przyjete, bo u nas "inkwizycja kulturowa" (sorry) jest kulturowo nieprzyjeta i ostracyzm spoleczny nie tylko nie zrobilby u nas kroczku ale nawet by nie raczkowal :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6025
Przeczytał: 98 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:20, 14 Lip 2019    Temat postu:

Cenzura

Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Czw 11:57, 25 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6025
Przeczytał: 98 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:22, 14 Lip 2019    Temat postu:

Dyskurs rudy uwolnił wizy dla Polaków??
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6025
Przeczytał: 98 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:24, 14 Lip 2019    Temat postu:

Dyskurs nie przedstawiaj Ameryki jako kraju wolność i tolerancjii wiem, ze tego chcesz i tego TO bie życzę :wink:

Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Pią 2:15, 26 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6025
Przeczytał: 98 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:44, 14 Lip 2019    Temat postu:

Dyskusja na forum mogła by mieć etap w realu.

Ostatnio zmieniony przez Semele dnia Czw 11:59, 25 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6025
Przeczytał: 98 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:45, 14 Lip 2019    Temat postu:

Fedora jestem bardzo ciekawa:-)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lukrecja




Dołączył: 22 Maj 2018
Posty: 676
Przeczytał: 4 tematy


PostWysłany: Nie 21:47, 14 Lip 2019    Temat postu:

Przepraszam Michale, za wczorajszy, emocjonalny wpis, zachowałam się dokładnie tak, jak troll, edytowałam, cały czas się uczę. Póki co , zbyt osobiście rzecz traktuję, stąd poczytam i odezwę się w momencie, kiedy będę mogła obiektywnie podejść do dysputy.
Na ten moment nie jestem gotowa.


Ostatnio zmieniony przez Lukrecja dnia Nie 21:48, 14 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8479
Przeczytał: 67 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 0:03, 15 Lip 2019    Temat postu:

Semele napisał:
Dyskurs rudy uwolnił wizy dla Polaków??
Znaczy sie, uprzejmie pytasz Semele czy Prezydent Trump z "interesujaca" konfiguracja fryzury o kolorycie cery nie wspomnie :wink: zmienil sposob przyznawania wiz turystycznych dla Polakow pragnacych odwiedzic USA? Nie, to jeszcze nie mialo miesca chociaz w trakcie ostatniej wizyty w USA Prezydenta Polski Andrzeja Dudy byla o tym wzmianka. Jest to zlozony proces i potrzeba zniwelowac poprzedni negatywny wplyw naduzyc przywileju wizowego wizy turystycznej w celu nielegalnego zarobkowania, ktore w obecnej sytuacji zaostrzonych przepisow e-rekrutacji i weryfikacji wszystkich danych jaki istnieja w relacji zatrudnienia jest awykonalne. Nie twierdze, ze tak jest wszedzie, bo mieszkam i udzielam sie profesjonalnie i akademicko w progresywnych i zcyfrowanych stanach.

A tereaz ciekawostka odnosnie Prezydenta Trump'a. Otoz Pan starszy dyrektor, ktory jest moim "skrzydlem" w korporacji (jestem kontrahentem, bo mi taki stan odpowiada) jest usluznym i pokornym liderem. Mamy podobne poczucie humoru. Siedzimy tymczasem w jednym pomieszczeniu biurowym wraz ze starsza kierowniczka i analityczka (u nas duze ego skoncentrowane na pokoju biurowym z widokiem aby imponowac rodzince i znajomym i traktowac innych z pogarda sie nie utrzyma - to nierentowne i spolecznie destruktywne), wiec jak jednego dnia starsza kierowniczka i analityczka pracowaly z domu , to "ni z gruszki ni z pietruszki" powiedzialam, Panu ze w trakcie wyborow w roku 2016 nie oddalam glosu na Prezydenta, bo nie bylo etycznych kandydatow. Jak sie facet rozgadal, to godzine pozniej widzialam dokladnie wszystko czego nie wiedzialam o Prezydencie Trump'ie, bo nigdy nie byl moim fenomenem zaintersowania poza tym, ze nie warty byl mojego glosu. Poniewaz polityka mnie nie fascynuje, bede w przyszlosci ostrozna, bo "czas to pieniadz" a obowiazkow nie ubywa. "Ferajna" jedzie niedlugo do Polski, kiedy ja bede trzymac fort w dzialalnosci i musze w krotkim czasie stac sie Jill of all trades czyli "Jaska ktora wszystko potrafi", wiec bede udawac uprzejmie, ze o Polsce nic nie pamietam :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8479
Przeczytał: 67 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 0:05, 15 Lip 2019    Temat postu:

Semele napisał:
Fedora jestem bardzo ciekawa:-)
Umyslem (jako relacja cala Ty [szeroki termin] i srodowisko), "czystym intelektem" (MD, w razie kwestii) czy sercem - czyli odczuwaniem kim jest fedor? :wink:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs




Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 8479
Przeczytał: 67 tematów

Skąd: Little Rhody, USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 0:35, 15 Lip 2019    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Michał Dyszyński napisał:
patrzę jednak z pozycji filozofa. Tzn. próbuję jakoś w pełni wymodelować owe zależności z dystansu. Nie muszę okazywać suwerenności, choć mogę. Gdybym musiał, a szczególnie nie zdając sobie z tego sprawy, to byłbym niewolnikiem swoich genów.
Z perspektywy jeszcze bardziej szerokiej patrząc, owo silne pragnienie do okazania suwerenności chyba należałoby uznać za jedną z najbardziej pierwotnych potrzeb psychicznych.
Dla scislosci, MD, bo nie rozumiesz i nie odczuwasz. Suwerennosc nie potrzebuje ani rzecznika ani poslanca. Suwerennym czlowiek jest lub nie jest.

MD napisał:
Czym jest owa "suwerenność" w tym kontekście (czyli kontekście niepolitycznym tylko osobowym)?
Polityka, MD, jak przekazal mi Dziadziu Bruno to "najgorsza kurtyzana", wiec o fenomenie suwerennosci w polityce mowy byc nie moze.

MD napisał:
- Chyba przede wszystkim pokazywaniem innym ludziom, że mogę robić coś po swojemu, oceniać po swojemu, przyjmować własne kryteria do życia, działania, zwiazków z ludźmi. Człowiek, który nie czuje się suwerenny w tym znaczeniu, jest zależny, wykonuje cudze polecenia, myśli cudzymi kategoriami ocen, nie wie, jak być sobą.
Takie dzialanie nie ma nic wspolnego z suwerennoscia. Suwerennym sie jest w oparciu o mocny charakter moralny. Czlowiek cierpiacy na erozje charakteru moralnego suwerennym nie jest w stanie byc. W aspekcie suwerennosci nie potrzeba niczego tlumaczyc. Opisze to na ostanim przykladzie w korporacji. Kolezanka jako pracownik korporacji (jestem kontrahentem, bo mi to obecnie odpowiada) poprosila mnie w nazwijmy umownie "interesujacy" sposob, zebym skontaktowala sie z osoba trzecia i powiedziala, jej, ze bylysmy w naszym pokoju biurowym w danym dniu o danej godzinie kiedy ta osoba twierdzila, ze przyszla zalatwic sprawe. Poniewaz wiedzialam, ze mnie nie bylo we wspolnym pokoju i bylam jedyna osoba ktora to mogla potwierdzic, wiec uprzejmie ale z emanacja mojej godnosci jako czlowiek (szeroki termin) przekazalam jej, ze nie jestem w stanie spelnic jej prosby, gdyz mnie nie bylo i zeby byla uprzejma nie stawiac mnie ponownie w takiej sytuacji. Ze te kobiete na moment "zatkalo" i nie wiedziala jak zareagowac to nie musiala komunikowac, bo zanim pokazal te reakcje jej "jezyk ciala" odczulam ja sercem To jest jak w USA tworzymy granice godnosci czlowieka, ktrorych nikomu nie wolno przekroczyc.

MD napisał:
Czyli chyba samą suwerenność jako taką należałoby uznać za prawo człowieka, za obszar jego godności.
Na ile jednak trzeba/warto jest ową suwerenność, przy każdej nadarzającej się okazji, okazywać?...
Tutaj umiesciles sie na sliskiej sciezce slabosci charakteru moralnego, bo w momencie kiedy wydaje sie twojemu ego, ze okazywanie/emanacja twojej godnosci jest zbedna, to kim jestes i jak odbiera ciebie twoje otoczenie?

MD napisał:
Są pewne wartości, które poprowadzone w kierunku "bardziej" wyradzają się, stają się własną karykaturą.
Wartosci przekazywane sa miedzypokoleniowo ale nie przez wszystkich sa praktykowane. Dlatego to nie wartosci sie deprecjonuja, bo te sa ikonami kultury narodowej lecz deprecjonuje sie czlowiek, ktorego ego uzna, ze emanacja godnosci jest zbyteczna.

MD napisał:
Przykładowo, bliskie suwerenności pojęcie "wolność". Wolność najczęściej rozumiemy jako prawo do działania wedle tego, co chcemy, nie posiadanie ograniczeń.
Nikt rozumny nie definiuje tak fenomenu wolnosci. Wolnosc to prawa i obowiazki.

MD napisał:
Ale jak już owych ograniczeń nie posiadamy, to nie ma jak wolności zrobić bardziej. Gdy ktoś nam bariere postawi, to "nie ma wolności", gdy barier nie ma, wtedy nie daje się zrobić wolności więcej, bo dążenie do wolności jest właśnie likwidowaniem barier, a jak nie ma co likwidować, to nie ma jak dążyć. Tu się pojawia ciekawy problem z tendencjami, które nasza ludzka psychologia wyciągnęła za bardzo (u pewnych ludzi, w pewnych przypadkach). Gdy ktoś sobie wolność postawi jako cel, zaś barier do likwidowania ich jest niewiele, a te co są już absolutnie nie dadzą się usunąć, bo są bardzo podstawowe (np. typu prawa fizyki), to zwolennik wolności kieruje się w stronę pewnego rodzaju paranoi - anarchizując chaotycznie różne aspekty życia i myśli.
Bo za tendencja "teraz zrobię po swojemu", w sytuacji gdy coś jest jakoś tam, oznacza de facto ZMIENIĘ COŚ i SPRZECIWIĘ SIĘ. Tylko warto sobie postawić pytanie: czy w moim interesie w ogóle lezy to zmieniać?
- Obawiam się, że sporo ludzi, szczególnie tych anarchizujących swoje związki z ludźmi, nie zadaje sobie takiego pytania - oni po prostu dążą do wpływu na świat, do zmian bezrefleksyjnie, tu jest ZMIANA DLA SAMEJ ZMIANY, dla UDOWODNIENIA SOBIE, ZE JA MOGĘ ZROBIĆ INACZEJ, NIŻ TO BYŁO WCZEŚNIEJ. W tym sensie taka tendencja chyba powinna być zaklasyfikowana jako rodzaj niedojrzałości, jako nie oderwanie się od dziecięcego wieku przekory. Człowiek zrównoważony, wewnętrznie głęboko suwerenny w swoim myśleniu, nie musi co chwila owej suwerenności udowadniać. Ale do tego, niestety, trzeba być człowiekiem, który jakoś dojrzał, co wiąże się z pracą mentalną, spostrzegawczością, umiejętnością zdiagnozowania w sobie uczuć (także tych negatywnych), a nie brania siebie "jakim jestem". Po prostu chodzi o KRYTYCYZM, a w szczególności SAMOKRYTYCYZM.
Zbyt wiele slow o niczym. Wolnosc to ewidentnie prawa i i obowiazki. Ego, upor, bezmyslnosc, bezrefleksyjnosc, i tym podobne wady ludzkie sa destruktywne dla dczlowieka jako jednostki i jej/jego srodowiska spolecznego jako skladowej srodowiska globalnego. Wadami ludzkimi nie tworzymy norm spilecznych. Nie afirmuja zycia w ewoluujacej sie spolecznosci. W grupie, te wady potrafia dokonac wielu zniszczen. Przyklady historii jak Adolf Hitlera czy Jozef Stalin to wieczne pomniki do jakich postaw nie spirowac. W ostatecznym rozrachunku z samym soba (znana jako Sad Ostateczny w twojej tradycji katolickiej i w mojej bylej tradycji, ktorej nie praktykuje ale szanuje) zakladajc, ze umierajacy czlowiek jest swiadomy przed ostatnim tchnieniem "wyswietla" (termin umowny) mu sie zycie od momentu chwili obecnej do pierwszej pamieci zanim serce uderzy po raz ostati a mozg obumrze w trakcie 2-3 minut. Co czuje czlowiek zalujacy, ze nie przezyl zycia inaczej mozna sie przekonac siegajac po klasyczna pozycje "Smierc Iwana Ilicza" Lwa Tolstoja.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13541
Przeczytał: 88 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 1:01, 15 Lip 2019    Temat postu:

Lukrecja napisał:
Przepraszam Michale, za wczorajszy, emocjonalny wpis, zachowałam się dokładnie tak, jak troll, edytowałam, cały czas się uczę. Póki co , zbyt osobiście rzecz traktuję, stąd poczytam i odezwę się w momencie, kiedy będę mogła obiektywnie podejść do dysputy.
Na ten moment nie jestem gotowa.

Nie wiem, o który wpis Ci chodzi. Ja - przynajmniej w ostatnich Twoich wpisach - nie zaobserwowałem niczego niewłaściwego (chyba, że moderator coś usunął, co ja przeoczyłem).
Pieknie to jednak napisałaś "cały czas się uczę". Akurat o to chodzi, jeśli ktoś nie chce być trolem!
Z byciem trolem jest wg mnie trochę tak, jak z byciem alkoholikiem, czy innym uzależnionym. Na spotkaniach AA wypowiedź zaczyna się zwykle od stwierdzenia: nazywam się ..., jestem alkoholikiem. W tym jest zawarty pewien mentalny przełom, przebudzenie się świadomości. I nawet nie jest ważne, czy dana osoba JESZCZE realnie tym alkoholikiem jest. Może nie pije już ponad rok, może już nie ma problemu z ciągiem do wódy. Chodzi o coś innego - O CZUJNOŚĆ.
Tym pełnym alkoholikiem, tym w stanie upadku jest ktoś kto WYPIERA w ogóle samo przypuszczenie, iż z alkoholem może mieć problem. Z trolami nieświadomymi (osobna kategoria niż trole zawodowe, cynicznie manipulujące ludźmi, często na zlecenie polityczne) jest bowiem tak, że najczęściej wcale nie uważają, że trolują. One po prostu wpadły w wir narzucania innym swoich przekonań, sformułowań, wciąż walczą, wciąż coś zdobywają, ale zawsze to inni są ci źli, oni są niewinni.
Przebudzenie do świadomości polega na WZIĘCIU POD UWAGĘ, ŻE JA TEZ MOGĘ ZBŁĄDZIĆ? To jest początek, potem jeszcze powinna przyjść refleksja: PO CZYM MOGĘ POZNAĆ TO, ŻE PRZEKRACZAM JAKĄŚ GRANICĘ, POZA KTÓRĄ JEST ŹLE?

Więzienia są pełne "niewinnych". Niewielu skazanych dojrzewa do tego, aby uznać, że zrobili źle to co zrobili. Dla większości z nich zawsze znajdzie się powód, aby swój udział usprawiedliwić - bo "musieli", to "taka sytuacja", bo "przecież im nie udowodniono".
Dokładnie tak samo jest z osobami, które krzywdzą innych w necie - oni mają sto i jeden powodów, aby nie uznać swojego sprawstwa, winy. Bo przecież zawsze można wskazać na coś tam, co tę winę "likwiduje" - domniemanie co druga strona robi, jej odpowiedź tak, albo i owaka, wymogi tego, albo i owego. Jak ktoś nie chce w ogóle wziąć pod uwagę tego, że kogoś być może (! - nie oczekuję przyznawania się z góry, tylko samego postawienia pytania) się krzywdzi, to oczywiście NIGDY NIE ZECHCE TEGO SPRAWDZIĆ, zawsze odrzuci sygnały ku temu prowadzące. I kółko się zamyka - ktoś "nie jest" trolem, bo "nic na to nie wskazuje". Ale nic mu na to nie wskazuje, bo zawsze odrzuca, jako z góry fałszywe, wszystko to co by wskazać mogło.

Dlatego jest taka kategoria ludzi, co do których zupełnie nie mam oczekiwań rozumu, czy uczciwości - to ci, co zawsze "mają rację", co "nigdy nie wymiękają". Oni nie diagnozują uczciwie sytuacji, tylko ją dekretują wcześniej własną decyzją, najczęściej utworzoną na miarę swoich egoistycznych (choć rzadko się oni do tego egoizmu przyznają) pragnień. A choć bywają to ludzie inteligentni, to są jednocześnie...
głupi. Są głupi na własne życzenie, własną słabością malowania sobie prawd świata życzeniowością, a nie uczciwym rozpoznaniem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lukrecja




Dołączył: 22 Maj 2018
Posty: 676
Przeczytał: 4 tematy


PostWysłany: Wto 22:12, 23 Lip 2019    Temat postu:

Kurczę, słusznie bądź nie, wiele wpisów zginęło , nie oceniam działań admina czy moda w tej materii znikania. Ale pytałeś o satysfakcję, więc ...nie ma satysfakcji i nie będzie. Jest jedynie zwykła, ludzka taka solidarność, a w dobie znieczulicy, w erze życia smartfonami, to jest naprawdę coś. Coś dobrego i fajnego, że ludziska potrafią się zjednoczyć jednak i wspierać w obliczu zła, które ich dotyka. Niezależnie czy to vipy, czy gęsiarki, czy mieszkają na Bora Bora czy na Podhalu, brzydcy, piękni, bogaci, biedni, dali sobie wsparcie. I to rokuje bardzo pozytywnie. To rokuje w ten sposób, że troll prędzej czy później będzie odosobniony, bo zgrana grupa da mu odpór.
W necie jak i w realu, cieżko samemu pokonać chorobę, przeciwności losu, ale kiedy masz przy sobie fajnych ludzi, demony często okazują się małymi strachami.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aurelka Bocianek
Mediator



Dołączył: 06 Mar 2007
Posty: 215
Przeczytał: 50 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 9:24, 24 Lip 2019    Temat postu:

Nie kopiemy tego kto leży IruSiu.

____________________________________________


Ty tak na poważnie, że to o Adminie? zmień berbeluchę ;-P


Ostatnio zmieniony przez Aurelka Bocianek dnia Śro 10:43, 24 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6025
Przeczytał: 98 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:27, 01 Sie 2019    Temat postu:

Lukrecja napisał:
Kurczę, słusznie bądź nie, wiele wpisów zginęło , nie oceniam działań admina czy moda w tej materii znikania. Ale pytałeś o satysfakcję, więc ...nie ma satysfakcji i nie będzie. Jest jedynie zwykła, ludzka taka solidarność, a w dobie znieczulicy, w erze życia smartfonami, to jest naprawdę coś. Coś dobrego i fajnego, że ludziska potrafią się zjednoczyć jednak i wspierać w obliczu zła, które ich dotyka. Niezależnie czy to vipy, czy gęsiarki, czy mieszkają na Bora Bora czy na Podhalu, brzydcy, piękni, bogaci, biedni, dali sobie wsparcie. I to rokuje bardzo pozytywnie. To rokuje w ten sposób, że troll prędzej czy później będzie odosobniony, bo zgrana grupa da mu odpór.
W necie jak i w realu, cieżko samemu pokonać chorobę, przeciwności losu, ale kiedy masz przy sobie fajnych ludzi, demony często okazują się małymi strachami.


Słusznie ale to forum nie JEST pomocowe. Forum NIE też.

To sa fora, które wzmacniają atomizacje. Hasło: radzić sobie sam Masz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Semele




Dołączył: 09 Lis 2014
Posty: 6025
Przeczytał: 98 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:28, 01 Sie 2019    Temat postu:

Bo wokół wilki..
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Rozbieranie irracjonalizmu Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4
Strona 4 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin