Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Moc prawdziwa i moc pozorna
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 3:23, 19 Lis 2019    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Tyrani i Bóg
Świat docenia na pierwszym miejscu moc niszczenia
dla niego, kto zabija wrogów ten okazuje potęgę
łagodni i niosący pomoc są w świecie widziani jako słabi

Jednak moc tyrana jest zbliżona w swoim działaniu do funkcjonowania tego, co bezmyślne
upadek komety, nie posiadającej ani odrobiny świadomości był w stanie przyprawić o śmierć miliardy dinozaurów
zebrał okrutne żniwo znacząco większe, niż zabójstwa tyranów świata

Tyran może zabić, może przyprawiać o ból i cierpienie
lecz samodzielnie nie jest stanie nikogo uleczyć
nie zbuduje niczego mocą własną
tutaj musi zawsze posłużyć się kimś innym, kimś, kto nie oddał swej duszy złu.

Moc tyrana nie świadczy o geniuszu, nie świadczy o osobie
bo jest podobna w swoich działach do tego, co z chaosu
co o niczym nie świadczy, bo jest samo z siebie nijakie i bezosobowe.
Dlatego dzieła tyrana są potępieniem tyrana - dowodzą, że w istocie tyran
mimo że często wiele namieszał, to niczego z siebie nie stworzył
czyli w znaczeniu zdolności do tworzenia - był nikim.

Świat jednak wielbi tyranów, bo kieruje się filozofią strachu
stawia pomniki generałom, co wysyłali ludzi na śmierć i do tej śmierci zadawania
świat nie docenia mocy tworzenia i uzdrawiania będącej domeną Boga
bo aby tę moc docenić, trzeba się wzbić ponad emocje lęku i dominacji
dostrzec sens kreacji
i dobra przewyższającego wyobrażenie
a to jest dla ludzi świata za trudne.

Michał Dyszyński 19.11.2019


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 3:40, 19 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 16:19, 22 Gru 2019    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Tryumf i co dalej?
Moc, którą rozumie świat oparta jest o dominację
- zatryumfować, czuć się zwycięzcą, stanąć na podium
Nie stawia się pytania: co dalej?

Moc na sposób świata, to moc na krótką metę
moc nie dbająca o przyszłość, o głębsze konsekwencje
nie dająca punktu wyjścia do dalszego rozwoju
to takie: Zwyciężyłem! Zwyciężyłem!! Zwyciężyłem!!!
ależ mam z tego emocję!!!
Tylko co z tego?...
Co z tego, że mam koronę na głowie, medal na szyi
jeśli zostawiłem za sobą rzeszę trupów, smutek pokonanych, lęki i poczucie poniżenia u ludzi?
Co z tego, że zwyciężyłem i dzisiaj świętuję, pyszniąc się chwilą wywyższenia
skoro ostateczny bilans pokazuje: oto wziąłem wiele od innych, zaciągnąłem w ich życiu dług, niemal niemożliwy do spłacenia?...

Jest inne zwycięstwo i inna moc
Taka, która od początku nie celuje w jeden moment
ani w jedno zdarzenie
jest moc budowania harmonii życia
nie tylko swojego życia, bo moc skupiona na jednostkowym celu jest niewystarczająca
to harmonii dla wielu, wzrostu w wielu aspektach, wygranej dla wielu istot

Ta moc głębsza, szersza, pełniejsza daje zwycięstwa, które wciąż trwają, a nawet się rozwijają
bo ich efekty zyskują na znaczeniu
bo krąg pozytywnych zdarzeń z nich wynikłych stale się rozszerza
taka moc startuje od tego, co niepozorne, trudne do zauważenia, bo działające na niskim poziomie
ale właśnie dlatego, że ta moc startuje jakby od ziarenka gorczycy
- czegoś drobnego, choć o skrytym wewnątrz smaku o dużej intensywności
rozrasta się w dobra i konsekwencje tak liczne, tak pozytywne dla wielu
że stają się one jakby drzewem dającym wsparcie i schronienie wielu istotom
taka moc przemieniająca świat i ludzi jest niezniszczalna
bo została oparta na prawdzie.

Michał Dyszyński 22.12.2019
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 15:11, 14 Sty 2020    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

W świecie za mocarza uchodzi ten, kto nie dbając o dobro i potrzeby innych, czy o tworzone swoim działaniem problemy i konflikty, realizuje własne kaprysy.
W krainie ducha mocny jest ten, kto umiał pomóc innym w ich trudnych sytuacjach, kto rozwiązał zewnętrzny konflikt, dostosowując się, znajdując trudne rozstrzygnięcia.

W świecie mocarz wynosi się nad innych, żąda hołdów i oznak szacunku, bez względu na to, czy ktoś ma przekonanie aby te oznaki światowemu mocarzowi przyznać.
W krainie ducha szacunek, hołd, oddanie, miłość biorą się ze spontanicznego rozpoznania istot, które doznały dobra od kogoś, kto okazał się na tyle przewidujący, cierpliwy, rozumny, zdolny, by to dobro komuś ofiarować i jego starania przyniosły rzeczywiste owoce.

W świecie mocarze nie dbają o prawdę rozpoznań, o to, czy rzeczywiście jest tak, jak mówią, jak chcą aby było. Bo mocarze świata bardziej ufają w sprawczą siłę swojej presji na innych istotach, niż w niezależne obiektywne powody do uznania ich wartości. W ten sposób jednak mocarze świata dowodzą sprzeczności własnej natury - z jednej strony bowiem robią wszystko, aby oprzeć swoja wartość na czyichś słowach, deklaracjach (choć wymuszonych), a z drugiej strony odmawiają tym deklaracjom (jeśli byłyby szczere) prawa do samodzielnego zaistnienia. Żadne "szanuję cię i kocham", jeśli jest wymuszone, nie oznacza bowiem szacunku w miłości, lecz znaczy "boję się ciebie, więc powiem ci co chcesz". Wymuszone "składam hołd twojej mądrości" nie oznacza ani hołdu, ani mądrości, znacząc co najwyżej "dostosowałem się do przymusu, mówię to co każą, a nie to, co naprawdę myślę". Człowiek, który jest przymuszany, powie wszystko - jak chcą "kocham cię", to powie "kocham cię", jak tyrani chcą słowa "nienawidzę", to powiedzą "nienawidzę", jak zażąda się od nich "hgw", to powiedzą "hgw". Słowa przymuszanych ludzi nie pochodzą z rozpoznań, nie budują znaczeń, tylko pustą dostosowawczość, nie są więc świadectwem niczego.
Tak to mocarze świata - w sprzeczności swojej natury - zabiegają o coś, czym w istocie gardzą, wkładają maksymalny wysiłek w zdobycie czegoś, co - w ich układance sensu - nie ma najmniejszej wartości. Tak to mocarze świata są wewnętrznie wadliwi od strony umysłu i uczuć.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 16:38, 04 Lut 2020    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Prawdziwa moc jest ściśle związana z samowiedzą
Zależność jest tu chyba oczywista - ktoś, kto nie poznał siebie, ten nie wie, czego naprawdę chce. Nie wiedząc czego się chce, człowiek będzie realizował zadania, które są przeciw niemu, będzie sobie szkodził, będzie psuł inne zadania, których też się podjął, czy podejmie w przyszłości; po prostu z dużym prawdopodobieństwem będzie SPRZECZNY SAM ZE SOBĄ.
Dlatego zdobywanie mocy prawdziwej wymaga osiągnięcia jak najwyższego poziomu samowiedzy - o swojej naturze, o słabościach i mocnych stronach w kontekście tych, czy innych zadań życiowych.
Są ludzie, którzy na szczycie wartości stawiają komfort psychiczny. Tacy ludzie nie chcą się dowiedzieć niczego przykrego o sobie i potencjalnie przykre, niewygodne informacje od sobie blokują, odsuwają, wyrzucają z pamięci. Efektem takiej postawy, jest niezrozumienie jakiejś części własnych motywów, pojawienie się podświadomego lęku (bo gdzieś tam w zakątku świadomości jednak pamiętamy, że odrzuciliśmy trudne zagadnienie, że nic o nim nie wiemy, choć potencjalnie występuje związane z nim zagrożenie). Człowiek nie umiejący spojrzeć trudnej prawdzie w oczy, nie rozumie kim jestem w tym zakresie, który zignorował, odsunął od rozważań. Nie wie, czy by podołał zawartym w nim zagrożeniom, czy uległ. Nie wie nawet czego się bać, bo nie rozeznał się w szczegółach swojego lęku, więc być może boi się na wyrost (wszak strach ma wielkie oczy).
A poza tym to wcale nie musi tak być, że ten zakres ostatecznie okaże się dla człowieka niszczącym. Może być tak, że po pokonaniu przejściowych trudności, zdobyta w eksploracji właśnie tego zakresu wiedza i umiejętności okażą się cennym źródłem mocy sprawczej. Kto jednak nie spróbował, ten się nie przekonał. :nie:
Unikanie samowiedzy to kurs na słabość mentalną, na bycie sterowanym nieuświadamianymi lękami, na walkę z demonami własnego niezrozumienia. Jakiś czas można przed sobą udawać, że jest się wielkim cwaniakiem, robić dobrą minę do złej gry, ale prędzej czy później ten brak podstawowej wiedzy na temat tego jacy naprawdę jesteśmy, da negatywny efekt w postaci wadliwej decyzji. Bo tam gdzie nie sprawdziliśmy (z lęku przed dowiedzeniem się trudnej prawdy) co naprawdę potrafimy, być może przestrzelimy nasze możliwości i wpakujemy się w zobowiązanie, konflikt, któremu nie będziemy w stanie podołać. Z drugiej strony, jeśli asekurancko będziemy unikali wszelkich wyzwań dotyczących niesprawdzonego aspektu naszej osoby, to przegapimy wiele cennych zdobyczy, nie osiągniemy czegoś, co byłoby naszym sukcesem - być może osiągniętym bez dużego wysiłku. Ale tego po prostu nie będziemy wiedzieli i nie spróbujemy.
Kurs na unikanie prawd trudnych, to kurs na unikanie części prawd w ogóle, to kurs na budowanie w sobie asekuranckich fałszy. To kurs na zalęknioną słabość.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 16:12, 06 Lut 2020    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Gdybyś był bogiem
Gdybyś wiedział, że możesz wszystko, miał wszelką władzę
nie szukałbyś zdobyczy w poniżaniu kogoś, zdobywaniu od kogoś czegoś
- wszak wszystko to i tak byłoby w zasięgu ręki.
Raczej byś dawał
dawał darmo
na lewo i prawo rozdawałbyś dary i pomoc
najsłabszemu dałbyś, aby cieszyć się, że sprawiłeś mu radość
to czyjaś radość, spełnienie, szczęście byłoby twoim celem
bo inne rzeczy już nie byłyby problemem
bo wygrana nad kimś nie byłaby wyzwaniem
tylko wyzwaniem byłby: jak dawać, aby to było skuteczne?
Jal być użytecznym tak, aby obdarowani sobie tymi darami nie szkodzili.

Ludzie tego świata dążą do mocy na sposób poniżenia innych
bo są nienasyceni, bo są słabi
to dziecko musi wciąż dostawać coś od innych
wszak jest słabe
ale ludzikowie tego świata sądzą. że wymuszanie czegoś od innych dla siebie
jest oznaką mocy
gdy naprawdę jest ono tylko oznaką słabości
- że musisz brać. a nie umiesz sam tego sobie zapewnić
że aspirujesz o coś. co ktoś inny daje
Gdybyś był bogiem pełnym mocy, to byś chciał tylko darmo ofiarowywać.

Michał Dyszyński 6.02.2020
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 9:27, 01 Cze 2020    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Moc prawdziwa ostatnio jawi mi się gdzieś w pobliżu postulatu zerwania z wszelkimi formami pozerstwa.
Oszukując na temat własnych cech właściwie znieważamy siebie. Znieważamy dlatego, że to co prawdziwe w nas de facto pozerstwem uznajemy za niegodne, a tylko poprawioną, nie istniejącą w rzeczywistości atrapę tego czegoś dopuszczamy jako wartościową.
Choć pozerzy bardzo częstą są narcyzami, choć zapewne uważają się za tych, którzy samych siebie szanują, to przemilczają ten fakt, że nie szanują tej postaci siebie, jaka jest, ale wyłącznie tą, którą sobie wymyślili, a która nie występuje w rzeczywistości. Zatem w głębi duszy każdy pozer gardzi sam sobą - przynajmniej tym prawdziwym sobą.

Prawdziwa moc powstać może tylko na bazie prawdy. Fałszywą ręką nie da się nic zrobić, z fałszywą informacją o czymś nie wiadomo co zrobić w kontekście decyzji o tym czymś.

Dlatego w kierunku mocy podąża tylko ten, kto JEST W STANIE WYTRZYMYWAĆ Z PRAWDZIWYM SOBĄ. Tylko ten, kto rozumie co jest, jaki on jest, podejmuje decyzje w swoim kontekście, które opierają się na przesłankach informujących, a tylko na tym co informujące może bazować świadoma i rozsądna decyzja.
Zatem nasza życiowa gra toczy się o to czy umiemy wytrzymać z prawdziwym sobą i prawdziwym światem. Ten, kto się z prawda o sobie i świecie jakoś dogadał, zaakceptował ją, ten ma szansę w przyszłości rozumieć rzeczy adekwatnie, a więc decydować adekwatnie, a więc osiągać te cele, które sobie postawił. Czyli taki ktoś ma moc.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 9:48, 01 Cze 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 15:04, 19 Lip 2020    Temat postu: Re: MOC PRAWDY I DEKLARACJONIŚCI

Mocą - tą prawdziwą - umysłu jest zdolność do zajęcia się problemem od strony prawdy, strony merytorycznej, prowadzącej w kierunku poprawnego rozwiązania.

Kto ulega chaotycznym emocjom, ten jest słaby, ten nie pozna prawdy, tylko "pozna" jeszcze raz swoje chciejstwo na temat tej prawdy, a potem nazwie "prawdą" to chciejstwo. Ale takie chciejstwo zamiast prawdy dalej jest nieużyteczne w zastosowaniu, z jego pomocą nie da się podjąć racjonalnej decyzji. Ktoś, kto nie przyjął prawdy o swojej słabości, a zamiast tej prawdy pielęgnuje w umyśle iluzję, jaki to on jest mocny i wspaniały, gdy przyjdzie do zastosowania wiedzy o sobie, podejmie decyzję nieadekwatną do realów. Bo podejmie tę decyzję nie w oparciu o wiedzę, co jest w stanie realnie wykonać, vs czym zapewne polegnie, tracąc przy tym tylko siły i energię psychiczną, lecz w oparciu o kłamstwo na ten temat. Decyzje będzie nietrafiona, a jej konsekwencje nastąpią.

Tacy ludzie, którzy skupiają się na fałszowaniu odczytów rzeczywistości w imię zachowania swojego komfortu emocjonalnego, najczęściej mają tego częściową świadomość, gdzieś w tle pamiętają, że oszukują. Ale nie są w stanie się do tego przyznać, więc rozpoczynają ze sobą tę szczególną grę, w której iluzja przeplata się z prawdą. Im bardziej są niepewni, tym bardziej robią dobrą minę do złej gry, tym bardziej na zewnątrz budują jeszcze mocniejsze iluzje mające potwierdzić ich rzekome kompetencje, zdolności, siłę. Ale im bardziej te iluzje się nawarstwiają, tym więcej w podświadomości zostaje im wspomnień, że nie mogą ufać sami sobie, są znowu coraz bardziej niepewni. A więc żeby z kolei tę niepewność zwalczyć, muszą wybudować jeszcze bardziej przekonywujące iluzje. Aż do paranoi...

Moc umysłu, jest praktycznie tożsama ze zdolnością do przyjęcia prawdy - takiej jaka ona jest, a nie takiej, jak ją wymusza nasza emocjonalna kapryśna potrzeba. To nie znaczy, że emocje miałyby być jakoś niszczone, czy ogólnie odrzucone. Nie, to oznacza jedynie, że te emocje mają być wzięte w jakąś formę kontroli, ale i ...
OCHRONY. Chodzi o ochronę w inny sposób, niż emocje chciałyby narzucić, ale ostatecznie będzie to ochrona. To jest trochę jak z niesfornym dzieckiem - nie pozwalamy mu wybiegać nagle na ulicę, nie pozwalamy robić wielu innych rzeczy, które są nieprzemyślane, wynikają z nagłego impulsu. Ale też nie zabraniamy dziecku cieszyć się, robić wielu innych rzeczy, które rozum jakoś zaklasyfikował jako bezpieczne.
Emocje w nas są właśnie takim niesfornym dzieckiem, którego trzeba pilnować, ale którego się nie odrzuca, nie niszczy. To dziecko w nas jest częścią nas - częścią niezbywalną, a do tego z niego tworzy się radość i sens istnienia. Jednak nie to dziecko musi być jakoś opanowane pod katem uniemożliwienia mu działań ewidentnie destrukcyjnych.

Moc umysłu, jest wobec tego dziecka emocji w nas nadrzędna, choć życzliwa. Pozwala dziecku na to, na co pozwolić może, zabraniając tylko tego, co jest szkodliwe. Lepiej jest z tym dzieckiem emocji w nas dogadywać się, niż go strofować, czy twardo mu czegoś zabraniać. Choć w szczególnych sytuacjach zabronić trzeba. Inaczej to dziecko w nas "wybiegnie na ulicę pod przejeżdżającą ciężarówkę" (w przenośnym sensie słów).


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Nie 15:04, 19 Lip 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Strona 7 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin