Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Czy możemy być dobrzy bez Boga?
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Katolikus




Dołączył: 16 Lis 2016
Posty: 958
Przeczytał: 22 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 14:32, 13 Kwi 2019    Temat postu: Czy możemy być dobrzy bez Boga?

Świetny artykuł. Bardzo polecam.

Cytat:
Czy możemy być dobrzy bez Boga? W pierwszej chwili odpowiedź na to pytanie może wydawać się tak oczywista, że samo jego postawienie rodzi oburzenie.

Chrześcijanie niewątpliwie odnajdują w Bogu siłę i determinację, które pozwalają im prowadzić życie lepsze w porównaniu z tym, jakie mogliby wieść bez Niego. Wykazalibyśmy się jednak arogancją i ignorancją, twierdząc, że osoby, które nie wierzą w Boga, nie mogą żyć moralnie. Tak naprawdę ich dobre życie niejednokrotnie może prowadzić do naszego zakłopotania.

Ale powoli! To prawda, że wykazalibyśmy się arogancją i ignorancją, twierdząc, że ludzie nie mogą być dobrzy, jeśli nie wierzą w Boga. Ale nie o to tu chodzi. Moje pytanie brzmiało: czy możemy być dobrzy bez Boga? Zastanawiając się nad tym, w dość prowokacyjny sposób poruszamy kwestię z dziedziny metaetyki dotyczącą obiektywności wartości moralnych. Czy wartości, które cenimy i które wskazują kierunek w naszym życiu, stanowią tylko pewną społeczną umowę, taką jak ta dotycząca jazdy prawą lub lewą stroną jezdni? A może są jedynie wyrazem osobistych preferencji, takich jak upodobanie bądź wstręt względem wybranych potraw? Czy posiadają moc obowiązującą niezależnie od naszego postrzegania? Jeśli tak, to gdzie doszukiwać się ich fundamentu? Ponadto, jeśli moralność jest jedynie rezultatem ludzkiej umowy, to dlaczego należy zachowywać się moralnie, zwłaszcza gdy pozostaje to w sprzeczności z naszą własną korzyścią? I czy zostaniemy w jakiś sposób pociągnięci do odpowiedzialności za podejmowane przez nas moralne decyzje i działania?

Chciałbym teraz dowieść, że jeśli Bóg istnieje, to wówczas obiektywność moralnych wartości, a także idea moralnej powinności i odpowiedzialności znajdują swoje uzasadnienie. Jeśli Boga nie ma, moralność stanowi jedynie rezultat ludzkiej umowy, a zatem jest zupełnie subiektywna i niewiążąca. Jeśli Bóg nie istnieje, niezależnie od tego, w jaki sposób będziemy postępować, nasze uczynki i tak nie będą rozpatrywane w kategorii dobra (bądź zła), gdyż jeśli Boga nie ma, nie ma też obiektywnych wartości moralnych. A zatem nie możemy być tak naprawdę dobrzy bez Boga. Z drugiej strony, jeśli uznamy obiektywność wartości i powinności moralnych, automatycznie dostarczymy powodu do wiary w Boga.

Rozważmy hipotezę, że Bóg istnieje; jeśli istnieje, istnieją też obiektywne wartości moralne. Mówiąc, że istnieją obiektywne wartości moralne zakładamy, że coś jest dobre bądź złe niezależnie od czyjegokolwiek postrzegania. Na przykład, nazistowski antysemityzm był moralnie zły, nawet jeśli sprawcy Holokaustu uznawali go za coś dobrego, i wciąż byłby zły, nawet gdyby wygrali II wojnę światową i skutecznie zgładzili bądź też poddali indoktrynacji każdą osobę, która nie podzielała ich wizji.

Według założeń teizmu obiektywne wartości moralne zakorzenione są w Bogu. Święta i doskonale dobra natura Boga zapewnia pewne normy absolutne, i to w oparciu o nie ocenia się wszelkie decyzje i czyny. Boska natura moralna jest tożsama z tym, co Platon określał ideą dobra. Bóg z natury jest kochający, wspaniałomyślny, sprawiedliwy, wierny, łaskawy etc. Co więcej, Boża natura moralna wyraża się w odniesieniu do nas w postaci pewnych nakazów, które przekładają się na nasze moralne powinności i obowiązki. Nakazy owe – niemające nic wspólnego z despotycznością – siłą rzeczy wypływają wprost z Bożej natury moralnej. W tradycji judeochrześcijańskiej wszelki obowiązek moralny człowieka zamyka się w dwóch wielkich przykazaniach – pierwsze: będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z myśli swojej; drugie: będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Na tej podstawie możemy potwierdzić obiektywne dobro i słuszność wartości takich jak miłość, wspaniałomyślność, ofiarność, równość oraz potępić jako obiektywnie złe cechy takie jak interesowność, nienawiść, nadużycia, dyskryminację czy prześladowania.

I wreszcie, w hipotezie teistycznej Bóg obarcza wszystkich ludzi moralną odpowiedzialnością za popełnione czyny. Zło zostanie ukarane i sprawiedliwości stanie się zadość. Bóg ostatecznie triumfuje nad złem i pewnego dnia zdamy sobie w końcu sprawę, że faktycznie żyjemy w duchowej rzeczywistości. Pomimo licznych nierówności, z którymi zmagamy się w doczesnym życiu, Bóg ostatecznie wymierzy swoją sprawiedliwość. A zatem moralne wybory, których dokonujemy obecnie, naznaczone są wagą wieczności. Jesteśmy w stanie konsekwentnie podejmować moralne decyzje, które stoją w sprzeczności z naszym własnym interesem, a nawet działać ze skrajnym poświęceniem, wiedząc przy tym jednak, że nasze wybory nie są pozbawionymi znaczenia pustymi gestami; wręcz przeciwnie: moralne życie jest kwestią wielkiej wagi. W obliczu takich faktów wydaje się oczywiste, że teizm stanowi mocną podwalinę dla moralności.

Zestawmy to teraz z hipotezą ateistyczną. Po pierwsze, jeśli przyjmiemy słuszność ateizmu, wówczas obiektywne wartości moralne nie istnieją. Jeśli nie ma Boga, cóż mogłoby posłużyć za fundament dla wartości moralnych? Mówiąc bardziej precyzyjnie, co stanowi punkt wyjścia w ocenie wartości człowieka? Jeśli Boga nie ma, trudno doszukać się jakiegokolwiek powodu, by dostrzec wyjątkowość człowieka, czy też dowieść, że jego moralność jest obiektywną prawdą. Ponadto, skąd nasze przekonanie o moralnych powinnościach? Kto nam je narzuca? Michael Ruse, filozof nauki, pisze:

Współczesny ewolucjonista przyjmuje stanowisko, że ludzie posiadają świadomość moralności, gdyż świadomość takowa jest wartością biologiczną. Moralność to rodzaj biologicznej adaptacji, takiej samej jak powstanie rąk, stóp czy zębów. Etyka rozumiana jako zbiór racjonalnie uzasadnionych i obiektywnych twierdzeń jest czymś złudnym. To piękne, gdy ktoś mówi: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”; w ten sposób myśli, że odnosi się do czegoś, co jest ponad nim i poza nim. Jednakże odniesienie takie nie ma jakiejkolwiek podstawy. Moralność to jedynie narzędzie pomocnicze niezbędne do przetrwania i reprodukcji; wszelkie głębsze znaczenie jest złudne. (1)

W wyniku społeczno-biologicznych nacisków wyewoluował wśród homo sapiens model moralności stadnej, która sprawdzała się w podtrzymywaniu gatunku i w walce o przetrwanie. Ale wciąż nie dysponujemy niczym, co czyniłoby tę moralność obiektywnie prawdziwą. Co więcej, w myśli ateistycznej nie ma żadnego boskiego prawodawcy. A zatem gdzie leży źródło moralnego obowiązku? Richard Taylor, wybitny etyk, pisze:

Współcześnie bardziej lub mniej odrzuca się ideę boskiego prawodawcy, podtrzymując jednak ideę moralnego zła i dobra. Nie zauważa się przy tym, że jeśli odrzucimy Boga, wówczas obalamy warunki, w których koncept dobra i zła ma rację bytu. Zdarza się, że nawet wykształcone osoby deklarują czasami, że wojna, aborcja czy pogwałcenie pewnych praw człowieka to kwestie „moralnie złe”, i wyrokując w ten sposób mają wrażenie, że mówią coś prawdziwego i doniosłego. Wykształconym ludziom nie trzeba jednak tłumaczyć, że wymienionych tu kwestii nie można rozważać w kontekście pozareligijnym. (2) (…) Współcześni etycy, którzy dość niefrasobliwie rozprawiają na temat moralnego dobra i zła czy też moralnego obowiązku bez jakiegokolwiek odniesienia do religii, plotą swe intelektualne sieci z niczego, co oznacza, że cały ich dyskurs pozbawiony jest sensu. (3)

Ważne jest, byśmy dobrze zrozumieli, czego dokładnie dotyczy poruszana przez nas kwestia. Pytanie nie brzmi: czy musimy wierzyć w Boga, by prowadzić moralne życie? Nie ma żadnego powodu, by zaprzeczyć, że zarówno teiści jak i ateiści, mogą żyć w sposób, który ogólnie określamy jako dobry i obyczajny. Pytanie nie brzmi też: czy jesteśmy w stanie stworzyć system etyczny bez odniesienia do Boga? Jeśli osoba niewierząca założy, że człowiek posiada pewne obiektywne wartości moralne, to wówczas nic nie stoi jej na przeszkodzie, by wypracować swój system etyczny, z którym teista w dużej mierze mógłby się zgodzić. Nie pytamy też: czy możemy uznać istnienie obiektywnych wartości moralnych bez odniesienia do Boga? Można utrzymywać, że niekoniecznie musimy wierzyć w Boga, by uznać – przykładowo – że powinniśmy kochać nasze dzieci. Słowami filozofa humanizmu Paula Kurtza: Kluczowym pytaniem dotyczącym moralnych i etycznych zasad jest kwestia fundamentu ontologicznego. Jeśli zasady owe nie pochodzą od Boga, ani też nie są zakotwiczone w jakimś transcendentnym podłożu, to czyż nie są całkowicie ulotne? (4)

Jeśli Boga nie ma, wówczas tracimy powód, by uznać moralność stadną, która wyewoluowała wraz z homo sapiens, za obiektywnie prawdziwą. I w końcu stajemy przed kolejnym pytaniem: co czyni człowieka wyjątkowym? Jesteśmy jedynie przypadkowym produktem ubocznym natury, który wyewoluował całkiem niedawno na nieskończenie małej drobince pyłu zagubionej gdzieś pośród wrogiego i pozbawionego sensu wszechświata. Poza tym, jesteśmy skazani na wyginięcie we względnie niedalekiej przyszłości: zarówno jako gatunek, jak i każdy z nas z osobna. Owszem, pewne czyny, na przykład kazirodztwo, możemy uznać za niekorzystne w kontekście społecznym i biologicznym, i zakazać ich w procesie ludzkiej ewolucji. Ale w rzeczywistości według światopoglądu ateistycznego nie ma nic złego w popełnieniu kazirodztwa. Jak stwierdza Kurtz: Moralne zasady, które determinują nasze zachowanie, zakorzenione są w zwyczaju, obyczaju, odczuciu i przyjętym wzorze. (5) A zatem nonkonformista, który postanawia zlekceważyć moralność stadną, postępuje jedynie niezgodnie z przyjętym wzorem, nic ponadto.

Pogląd naturalistyczny implikuje materializm i determinizm, które podkreślają obiektywną bezwartościowość człowieka. Naturaliści na ogół podzielają filozoficzny materializm czy też fizykalizm, w którym postrzega się człowieka jako czysto zwierzęcy organizm. A jeśli istota ludzka nie posiada jakiekolwiek aspektu niematerialnego (nazwijmy go umysłem, duszą albo jakkolwiek inaczej), wówczas nie różni się jakościowo od innych gatunków zwierząt. W obliczu takich faktów rozpatrywanie obiektywnej moralności człowieka prowadzi nas wprost w pułapkę szowinizmu gatunkowego. Zgodnie z założeniami antropologii materialistycznej, nie ma żadnego powodu, by sądzić, że człowiek jest gatunkiem obiektywnie bardziej wartościowym niż szczur. Ponadto, jeśli nie posiadamy umysłu (rozumianego jako coś odrębnego od organu mózgu), oznacza to, że wszystko, co myślimy i czynimy, determinowane jest przez percepcję zmysłową oraz nasz genotyp. Nie ma żadnego czynnika osobistego, który umożliwiałby nam wolność decydowania. A bez wolności nasze wybory tracą znaczenie w sensie moralnym. Przypominają gwałtowne ruchy marionetki kontrolowanej przez bodźce zmysłowe i uwarunkowania fizyczne. A jaką wartość moralną posiada marionetka i jej bezwładne ruchy?

A zatem, jeśli założenia naturalizmu są słuszne, niemożliwe staje się, abyśmy potępili wojny, ucisk czy przestępstwa. Tak samo nie możemy opiewać braterstwa, równości i miłości. Nie ma znaczenia, jakie wartości weźmiemy pod uwagę, bo dobro i zło nie istnieją. Oznacza to, że zbrodnie takie jak Holokaust w rzeczywistości były aktami moralnie obojętnymi. Może się wydawać, że były złe, ale nasza opinia będzie tyle samo warta, co zdanie nazistowskiego zbrodniarza wojennego, który uważał Holokaust za słuszny. W książce Morality after Auschwitz (Moralność po Auschwitz) Peter Haas zadaje pytanie, jak to możliwe, że całe społeczeństwo mogło przez ponad dekadę bez żadnej znaczącej opozycji zgodnie uczestniczyć w finansowanej przez państwo polityce masowych tortur i ludobójstwa. Dowodzi:

Ówcześni oprawcy byli dalecy od pogardzania etyką; działali w pełnej zgodzie z systemem etycznym, który zakładał, że masowa eksterminacja Żydów i Romów była w pełni usprawiedliwiona, niezależnie od tego jak trudnym i nieprzyjemnym mogła wydawać się zadaniem. (…) Holokaust, który przybrał formę długotrwałego wysiłku, mógł się wydarzyć tylko dlatego, bo obowiązywała wówczas nowa etyka, która nie definiowała w kategoriach zła aresztowań i deportacji Żydów; w rzeczywistości określała je jako etycznie dopuszczalne, a nawet dobre. (6)

Co więcej, jak wskazuje Haas, nazistowska etyka nie dała się wewnętrznie obalić ze względu na swą spójność i konsekwencję. Jedynie przyjmując transcendentny punkt odniesienia wznoszący się ponad relatywistyczne społeczno-kulturowe obyczaje, można by podjąć się jej krytyki. Ale jeśli nie ma Boga, nie posiadamy też takowego punktu odniesienia. Jeden z rabinów, który był uwięziony w Auschwitz, powiedział, że było to miejsce, w którym odwrócono wszystkie dziesięcioro przykazań: nie zabijaj, nie kłam, nie kradnij etc. Ludzkość nigdy nie widziała większego piekła. A jeśli przyjmiemy filozoficzny naturalizm za słuszny, wówczas musimy stwierdzić, że nasz świat faktycznie jest jak Auschwitz. Nie ma dobra i zła; tego, co słuszne i niewłaściwe. Obiektywne wartości moralne nie istnieją.

Co więcej, jeśli ateistyczne założenia mają rację bytu, to nie istnieje moralna odpowiedzialność za popełnione czyny. Nawet jeśli naturalizm przyjąłby istnienie moralnych wartości i obowiązków, to stałyby się one bez znaczenia wobec braku moralnej odpowiedzialności. Jeśli życie kończy się wraz ze śmiercią, nie ma żadnej różnicy, czy ktoś postępuje niczym Stalin, czy też może prowadzi życie świętego. Jak słusznie stwierdził Dostojewski: Jeżeli Boga nie ma, to wszystko jest dozwolone. (7) Oprawcy w sowieckich więzieniach zdawali się rozumieć to aż zanadto dobrze. Jak opisuje Richard Wurmbrand:

Gdy przyjmiemy, że nie ma nagrody za dobro i kary za zło, okrucieństwo ateizmu przekracza granice wyobraźni. Nie ma żadnego powodu, by pozostać człowiekiem; żadnych zahamowań, które mogłyby powstrzymać pokłady zła, które w nas tkwią. Oprawcy komunistyczni często mówili: „Nie ma żadnego Boga, nie ma żadnego życia pozagrobowego, żadnej kary za wyrządzone zło. Możemy robić, co tylko nam się spodoba”. Słyszałem nawet jak jeden z katów powiedział: „Dziękuję Bogu, w którego nie wierzę, że dożyłem chwili, w której mogę dać wyraz całemu złu, które tkwi w moim sercu”. Robił to poprzez niewiarygodne bestialstwo i tortury zadawane więźniom. (8)

Biorąc pod uwagę ostateczność śmierci, faktycznie nie ma znaczenia, w jaki sposób żyjemy. Cóż więc powiemy komuś, kto dochodzi do wniosku, że może żyć jak mu się podoba, kierując się jedynie własną korzyścią? Podejście takie nakreśla dość ponury obraz. Ateistyczny etyk Kai Nielsen z Uniwersytetu Calgary pisze:

Nie jesteśmy w stanie wykazać, że rozum domaga się moralności, ani też że ludzie kierujący się rozsądkiem nie przypominają w niczym egoistów czy też typowych amoralistów. Rozum nie jest tu kwestią decydującą. Obraz, który teraz nakreśliłem, nie należy do przyjemnych; kiedy o tym myślę, czuję się przygnębiony. (…) Czysty praktyczny rozum, nawet ze sporą domieszką znajomości faktów, nie zaprowadzi nas do moralności. (9)

Ktoś mógłby rzec, że prowadzenie moralnego życia leży przecież w naszym najlepszym interesie. Otóż nie zawsze tak jest: każdy z nas zna pewne sytuacje, w których korzyść własna zderza się z hukiem z moralnością. Co więcej, jeśli tylko ktoś dzierży (bądź dzierżył) istotną władzę, tak jak na przykład Ferdinand Marcos czy Papa Doc Duvalier albo nawet Donald Trump, może ignorować głos sumienia i żyć sobie spokojnie w samopobłażaniu. Historyk Stewart C. Easton podsumowuje to celnie, pisząc: Nie ma żadnego powodu, by człowiek postępował moralnie, jeśli owa moralność nie opłaca się w jego życiu społecznym bądź też nie przyczynia się do jego dobrego samopoczucia. Nie ma żadnego obiektywnego powodu, by człowiek miałby czynić cokolwiek, co nie sprawia mu przyjemności. (10)

W światopoglądzie naturalistycznym akty poświęcenia wydają się szczególnie niedorzeczne. Dlaczego miałbyś poświęcić własną korzyść, a już zwłaszcza własne życie, na rzecz kogoś innego? Naturalistyczna wizja nie jest w stanie wytłumaczyć, dlaczego ktoś miałby postępować w sposób, który przeczy sam sobie. Takie altruistyczne zachowanie rozpatrywane ze społeczno-biologicznego punktu widzenia jest jedynie efektem ewolucyjnego uwarunkowania, które przyczynia się do przetrwania gatunku. Matka, która spieszy do płonącego domu, by uratować swoje dzieci, czy też żołnierz, który rzuca się na ręczny granat, by ocalić swych towarzyszy, nie czyni nic bardziej znaczącego bądź chwalebnego niż mrówka, która poświęca samą siebie na rzecz swego mrowiska. Zdrowy rozsądek nakazuje oprzeć się owym społeczno-biologicznym naciskom i działać we własnym interesie. Filozof religii, John Hick, zachęca nas, byśmy wyobrazili sobie sytuację, w której wspomniana tu mrówka nagle staje się świadoma mechanizmów socjobiologii i swobody podejmowania osobistych decyzji. Hick pisze:

Wyobraźmy sobie, że mrówka ta została wezwana, by złożyć się w ofierze na rzecz mrowiska. Czuje na sobie ogromną presję instynktu, która popycha ją ku autodestrukcji. Ale zadaje sobie pytanie, dlaczego miałaby z własnej woli przeprowadzić plan samobójczy, do którego skłania ją instynkt. Dlaczego miałaby uznać przyszłe życie milionów innych mrówek za ważniejsze niż jej własne? Jako że wszystko, czym jest, co posiada i co kiedykolwiek mogłaby mieć, to jedynie jej własne obecne życie, z pewnością wybierze własne życie, o ile tylko uwolni się spod panowania ślepej siły instynktu. (11)

Dlaczego miałaby postąpić inaczej? Życie jest zbyt krótkie, by narażać je na niebezpieczeństwo, działając w nie swoim interesie. Poświęcenie dla innej osoby zakrawa wręcz na głupotę. Brak odpowiedzialności moralnej w filozofii naturalizmu czyni z etyki współczucia i samopoświęcenia pustą abstrakcję. R. Z. Friedman, filozof z University of Toronto, wnioskuje: Bez kontekstu religijnego niemożliwe jest wykazanie spójności w etyce współczucia. Zasada przetrwania osobników najlepiej przystosowanych i zasada poszanowania i względu na drugą osobę wzajemnie się wykluczają. (12)

A zatem dochodzimy do dwóch radykalnie odmiennych podejść do moralności w zależności, czy przyjmiemy, że Bóg istnieje, czy też nie. Jeśli tak, istnieje też mocny fundament dla moralności. Jeśli nie – tak jak zauważył Nietzsche – trafiamy ostatecznie na nihilizm. Wyboru pomiędzy wymienionymi tu dwoma opcjami nie trzeba jednak podejmować losowo. Wręcz przeciwnie, nasze powyższe rozważania mogą stanowić moralne uzasadnienie dla istnienia Boga. Jeśli założymy, że istnieją obiektywne wartości moralne, to doprowadzi nas to logicznie do wniosku, że Bóg istnieje. A czy jest coś bardziej oczywistego niż to, że obiektywne wartości moralne faktycznie istnieją? Nie można zaprzeczyć obiektywnej prawdzie o istnieniu wartości moralnych, tak samo jak nie można zaprzeczyć obiektywnej prawdzie o istnieniu świata fizycznego. Rozumowanie Ruse’a jest w najgorszym razie książkowym przykładem błędu językowo-logicznego, a w najlepszym razie dowodzi tylko, że nasza subiektywna percepcja obiektywnych wartości ulega zmianie. Ale jeśli wartości moralne są przez nas zastane i stopniowo odkrywane, a nie wymyślane, wówczas takie stopniowe i zawodne przyswajanie sfery moralnej nie podważa obiektywnej prawdziwości tej sfery tak samo jak stopniowa i zawodna percepcja świata fizycznego nie podważa obiektywności owego świata. W rzeczywistości każdy z nas dostrzega pewne obiektywne wartości, wszyscy o tym wiemy. Czyny takie jak gwałt, tortury, znęcanie się nad dziećmi czy też bestialstwo nie są jedynie aktami nieakceptowanymi społecznie – to już moralne obrzydliwości. Jak stwierdza sam Ruse: Człowiek, który twierdzi, że gwałt na małym dziecku jest czynem moralnie dopuszczalnym myli się tak bardzo jak ktoś, kto mówi, że 2+2=5. (13) Tym samym miłość, wspaniałomyślność, równość czy poświęcenie są czynami prawdziwie dobrymi. Ludzie, którzy nie potrafią tego dostrzec, są moralnie ułomni i nie ma żadnego powodu, by pozwolić, aby ich upośledzona wizja podważała to, co wydaje się nam oczywiste. A zatem, istnienie obiektywnych wartości moralnych służy nam do wykazania istnienia Boga.

Rozważmy jeszcze istotę obowiązku moralnego. Co sprawia, że pewne czyny postrzegamy jako dobre bądź złe? Co albo kto narzuca nam moralne powinności? Dlaczego należy czynić pewne rzeczy, a innych już nie? Dokąd sięga źródło owych powinności? Zgodnie z tradycją uważa się, że moralne obowiązki zostały na nas nałożone przez Boskie przykazania. Jeśli jednak zaprzeczymy istnieniu Boga, wówczas trudno będzie odnaleźć jakikolwiek sens w moralnej powinności czy też idei dobra i zła. Richard Taylor tłumaczy:

Powinność niesie w sobie ideę zobowiązania. Ale zobowiązać możemy się jedynie wobec jakiejś osoby bądź grupy osób. Nie istnieje coś takiego jak powinność w oderwaniu od ludzi. W tym sensie idea politycznego czy prawnego zobowiązania wydaje się jasna. Podobnie rzecz się ma z ideą wyższego zobowiązania, które określamy mianem obowiązku moralnego, jeśli tylko posiadamy punkt odniesienia wyższy niż w przypadku zobowiązania politycznego czy prawnego. Innymi słowy, nasze moralne obowiązki rozumiemy jako te, które narzuca nam Bóg. W obliczu tego wydaje się całkiem jasne, że moralne obowiązki są dla nas bardziej wiążące niż obowiązki polityczne. (…) A cóż, jeśli ów wyższy od człowieka prawodawca nie jest brany pod uwagę? Czy koncept moralnego obowiązku nadal brzmi sensownie? (..) Idea obowiązku moralnego jest niezrozumiała w oderwaniu od idei Boga. Słowa wprawdzie pozostają, ale sens ulatuje. (14)

Wynika z tego, że idea dobra i zła, a także moralne obowiązki, które oczywiście posiadamy, pociągają za sobą konieczność istnienia Boga. Kiedy ostatnio przemawiałem na jednym z wydziałów Canadian University, dostrzegłem napis na plakacie zawieszonym przez organizację działającą na rzecz ofiar napaści na tle seksualnym. Brzmiał on: Nikt nie ma prawa, by seksualnie wykorzystywać jakiekolwiek dziecko, kobietę czy mężczyznę. Większość z nas uzna za oczywistą prawdziwość tego stwierdzenia, jednakże ateista nie musi doszukiwać się sensu w prawie człowieka, które zakłada, że nikogo nie można wykorzystywać seksualnie. Najlepsza odpowiedź na pytanie o źródło obowiązku moralnego sięga przekonania, że moralna słuszność bądź błędność polega na zgodzie bądź konflikcie z wolą i nakazami świętego, kochającego Boga.

Na koniec rozważmy jeszcze kwestię odpowiedzialności moralnej. Odnajdziemy tu nieodparty praktyczny argument do wiary w Boga. Według Williama Jamesa praktycznych argumentów można użyć tylko wtedy, gdy teoretyczne wydają się niewystarczające, by zadecydować o jakiejś pragmatycznej kwestii dużej wagi. Ale wydaje się oczywiste, że praktycznego argumentu można także użyć, by poprzeć lub uzasadnić przyjęcie wniosku opartego na mocnym teoretycznym argumencie. A zatem przekonanie o nieistnieniu Boga i moralnej odpowiedzialności byłoby dosłownie demoralizujące, bo wówczas musielibyśmy myśleć, że nasze moralne wybory ostatecznie nie mają znaczenia, gdyż zarówno wszechświat jak i nasz własny los nie zmienią się w żaden sposób, niezależnie od naszego postępowania. Przez demoralizację rozumiem upadek moralnej motywacji. Trudno czynić to, co słuszne, gdy oznacza to poświęcenie własnej korzyści i wymaga oparcia się silnej pokusie czynienia zła. Przekonanie o tym, że w ostatecznym rozrachunku nasz wybór nie ma znaczenia, jest w stanie pozbawić nas moralnej siły i w ten sposób podkopać naszą moralność. Jak zauważył Robert Adams: Konieczność uznania za bardzo prawdopodobne, że niezależnie od naszych czynów historia wszechświata ogólnie nigdy nie stanie się dobra, jest w stanie stworzyć cyniczne poczucie daremności moralnego życia, podważając nasze postanowienia i zainteresowanie kwestiami moralności. (15) Z kolei nic tak nie wzmacnia moralności jak przekonanie o tym, że kiedyś zostaniemy pociągnięci do odpowiedzialności za nasze czyny, i że nasze wybory mają wpływ na kreowanie dobra. Teizm jest zatem światopoglądem sprzyjającym moralności, a to dostarcza praktycznego powodu do wiary w Boga i – w obliczu braku teoretycznych argumentów wskazujących na słuszność ateizmu w rozważanej przez nas kwestii – stanowi uzasadnienie dla przyjęcia przedstawionych przeze mnie powyżej argumentów teoretycznych.

Podsumowując, wydaje się, że teologiczny metaetyczny fundament jest niezbędny dla moralności. Jeśli Boga nie ma, wówczas można przyjąć, że nie istnieją obiektywne wartości moralne, że nie posiadamy żadnych powinności moralnych, a także że nie istnieje moralna odpowiedzialność za to, jak żyjemy i w jaki sposób postępujemy. Zgroza takiego moralnie obojętnego świata wydaje się oczywista. Z kolei jeśli założymy – mając do tego racjonalne podstawy – że obiektywne wartości i powinności moralne istnieją, wówczas dysponujemy mocnymi powodami do wiary w istnienie Boga. Ponadto mamy też mocne praktyczne powody, by przyjąć teizm ze względu na moralnie stymulujące skutki, jakie pociąga za sobą przekonanie o moralnej odpowiedzialności. Nie możemy być naprawdę dobrzy bez Boga; ale jeśli przyjmiemy, że możemy być dobrzy w jakimkolwiek stopniu, oznacza to, że Bóg istnieje.


[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hello




Dołączył: 07 Sie 2010
Posty: 1869
Przeczytał: 3 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 14:42, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Cytat:
Przyszło mi do głowy ...
http://www.sfinia.fora.pl/rozbieranie-irracjonalizmu,29/intelektualne-jaja-raz-jeszcze,12833.html#444247

Po dogłębnym rozważeniu, popieram tę propozycję:
http://www.sfinia.fora.pl/samoocena-jak-sfinie-widza-sfinie,35/temat-dzialu-inna-propozycja-zmiany,10047.html#355103
_____________________________________
"Im ludzie wiedzą mniej o powstawaniu kiełbas i praw tym lepiej w nocy śpią." - Bismarck
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Advaita




Dołączył: 04 Kwi 2019
Posty: 204
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 15:26, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Generalnie wystarczą prawa danego kraju. Zasady w kontekście których zachowujemy się na jezdni, nie oszukujemy i nie krzywdzimy innych . Trzeba pamiętać, że pierwsza demokracja z szeregiem zasad narodziła się w Grecji w czasach, w których wierzono w Zeusa i Apollo. Moralność to kwestia dyskusyjna. Dla wyznawcy Mahawira niemoralne jest jedzenie po zachodzie słońca, dla wegetarianina jedzenie mięsa, a dla mnie fana art rocka słuchanie disco polo :) oczywiście każdy stara się przeforsować swoje zasady moralne, dopinając do tego jakąś idee Boga. Idea chrześcijańskiego Boga i jego zasady moralne są paskudne i nie do zaakceptowania dla inteligentnego człowieka. Na szczęście nie ma żadnych dowodów , że taki Bóg istnieje.
Gdyby jednak zaistniał jakiś Bóg , którego istnienie byłoby w 100 % pewne, to byłby to koniec rozwoju naszej inteligencji i świadomości. Bylibyśmy jak tresowane zwierzęta bez własnego zdania. Bezmyślnie byśmy przestrzegali zasad, bo demiurg mógłby nas w każdej chwili zniszczyć. Nasz los byłby w jego rękach. To obdarłoby nas z godności i zredukowało do zabawek ludzkich.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16350
Przeczytał: 108 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 16:24, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Advaita napisał:
Gdyby jednak zaistniał jakiś Bóg , którego istnienie byłoby w 100 % pewne, to byłby to koniec rozwoju naszej inteligencji i świadomości. Bylibyśmy jak tresowane zwierzęta bez własnego zdania. Bezmyślnie byśmy przestrzegali zasad, bo demiurg mógłby nas w każdej chwili zniszczyć. Nasz los byłby w jego rękach. To obdarłoby nas z godności i zredukowało do zabawek ludzkich.

Przyznam, że choć jestem teistą, to mam mieszane uczucia, gdy spotykam się z argumentem w stylu: Bóg jest potrzebny, aby zasady moralne nie były relatywne.
Powodów jest przynajmniej kilka, a jeden z nich przedstawił Advaita. Ustawienie sytuacji, w której utwardzamy zasady moralne tym, że "jest Bóg i nie ma dyskusji", wydaje się rzeczywiście prowadzić w stronę sugestii: tak naprawdę liczy się twarde posłuszeństwo, a nie świadomość. A choć ja nie namawiam do łamania norm moralnych, ani do bycia nieposłusznym z byle powodu, to jednak taki (starotestamentowy w stylu) argument "bo jest twardy sędzia, którego wyroki są ostateczna, a do tego nie da się go oszukać" widzę właściwie jako...
...zaprzeczenie idei chrześcijańskich.

Rozumiem oczywiście pewną "apologetyczną logikę", w ramach której wierzący będzie każdy powód do wykazania poprawności swojej wiary uznawał za dobry, jesli tylko da się jakoś zastosować. Niby jest w tym sens - oto jak każdy ma prawo być relatywistą, tak jak tylko mu się zechce, to zasady moralne może złamać, a wtedy świat nam się zepsuje. Tyle że wg mnie w chrześcijaństwie nie o to chodzi, aby czynić dobro z powodu posłuszeństwa. Właściwie to chyba chodzi o powód DOKŁADNIE PRZECIWNY - o bycie człowiekiem, który PRAGNIE DOBRA SAM Z SIEBIE. W moim odczuciu owo "Królestwo Boże", o który wspomina Jezus, to jest właśnie stan ludzi/dusz, które czynią dobro i Z TEGO POWODU są szczęśliwe, które nie czynią dobra wbrew sobie. A tymczasem argument z konieczności istnienia twardego, pilnującego moralności Boga buduje optykę dokładnie przeciwną - tzn. wizje w ramach której ludzie są z natury niesforni, może źli i tylko (!) ta twarda moc moralności narzuconej największą możliwą siła ich powstrzymuje. Ta retoryka buduje rzeczywistość stałego napięcia wolność człowieka - posłuszeństwa, rzeczywistość dusz nieustannie przymuszanych do bycia dobrymi wbrew sobie.
Tak więc ten argument "z potrzeby utrzymywania moralności" wydaje mi się jakoś...
... nieatrakcyjny, może wręcz wadliwy. Choć z drugiej strony uznaję argument dość podobny, choć o znacząco innej wymowie - argument z POTRZEBY ARBITRA. Uważam, ze w sytuacjach, gdy pojawią się dwie opcje (może spór pomiędzy wolnymi istotami), których nie daje się rozstrzygnąć, to poproszenie o rozsądzenie sporu kogoś o znacznie większej wiedzy, mocy, umiejętnościach przewidywania byłby dobrym rozstrzygnięciem.
Warto zauważyć, że chrześcijaństwo odmieniło starotestamentową, żydowską wizję podległości człowieka prawu (moralnemu).
Z resztą o tym pisze chyba nawet i Biblia

Biblia, list do Rzymian napisał:
(10) Chwała zaś, cześć i pokój spotka każdego, kto czyni dobrze - najpierw Żyda, a potem Greka. (11) Albowiem u Boga nie ma względu na osobę. (12) Bo ci, którzy bez Prawa zgrzeszyli, bez Prawa też poginą, a ci, co w Prawie zgrzeszyli, przez Prawo będą sądzeni. (13) Nie ci bowiem, którzy przysłuchują się czytaniu Prawa, są sprawiedliwi wobec Boga, ale ci, którzy Prawo wypełniają, będą usprawiedliwieni. (14) Bo gdy poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. (15) Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające.

W tym liście św. Paweł wyraźnie pisze o tym, że poganie też będa mieli osąd ich uczynków - wedle ich sumienia, a nie według prawa. Inny tekst.


Biblia, list do Galatów napisał:
Zrozumiejcie zatem, że ci, którzy polegają na wierze, ci są synami Abrahama. (8) I stąd Pismo widząc, że w przyszłości Bóg na podstawie wiary będzie dawał poganom usprawiedliwienie, już Abrahamowi oznajmiło tę radosną nowinę: W tobie będą błogosławione wszystkie narody. (9) I dlatego tylko ci, którzy polegają na wierze, mają uczestnictwo w błogosławieństwie wraz z Abrahamem, który dał posłuch wierze. (10) Natomiast na tych wszystkich, którzy polegają na uczynkach Prawa, ciąży przekleństwo. Napisane jest bowiem: Przeklęty każdy, kto nie wypełnia wytrwale wszystkiego, co nakazuje wykonać Księga Prawa. (11) A że w Prawie nikt nie osiąga usprawiedliwienia przed Bogiem, wynika stąd, że sprawiedliwy z wiary żyć będzie. (12) Prawo nie opiera się na wierze, lecz /mówi/: Kto wypełnia przepisy, dzięki nim żyć będzie. (13) Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił - stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie

Mamy tu wyłożoną ideę chrześcijaństwa, jako pokonującego prawo (moralne). Dla Żydów zbawienie się dokonywało właśnie poprzez posłuszeństwo prawu, przez jego wypełnianie. Chrześcijaństwo stawia sprawę inaczej: Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił.
Teraz nie twarde prawo, nie bezrozumne zapisy stanowią o człowieku, o jego związku z Bogiem, ale wiara. Moralność jest postawiona niżej, niż wiara, niż miłość Boga do człowieka i miłość, jaką odwzajemnia się człowiek.

Jeśliby tak było, że Bóg jest potrzebny, aby jakoś uzasadnić prawo, to chrześcijaństwo to właśnie neguje - prawo stawia niżej, niż tę wolność w Bogu, więź w miłości. Bóg zatem nie jest "potrzebny" po to, aby prawo utwardzić, ale odwrotnie - aby się z nim "rozprawić" swoją logiką miłości i przebaczenia. Jeśliby ten główny argument z artykułu miał być zatem słuszny, to nie wiadomo, jak w ten układ za chwilę "wcisnąć" zbawienie, które dał nam Jezus...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Advaita




Dołączył: 04 Kwi 2019
Posty: 204
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 16:53, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Ja zacząłbym od tego, że chrześcijaństwo nie ma niczego wspólnego z Jezusem, Jego nauczanie zostało zamienione w farsę. Tak się jednak często dzieje, Język człowieka świadomości jest zredukowany do zwykłej transformacji umysłu.
W Interpretacji chrześcijańskiej kwestia zbawienia też czyni z nas marionetki. Albo dostaniemy albo nie. Kaprys Boga. w mistyce chodzi jedynie o obudzenie się ze snu myśli i fałszywej identyfikacji,.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Katolikus




Dołączył: 16 Lis 2016
Posty: 958
Przeczytał: 22 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:09, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Advaita napisał:
Idea chrześcijańskiego Boga i jego zasady moralne są paskudne i nie do zaakceptowania dla inteligentnego człowieka.

Jest gorzej! Jeśli nie ma Boga chrześcijańskiego, a ty jesteś tylko przypadkowym produktem bezrozumnej materii to kwestia tego, co jest „paskudne” i co znaczy „inteligentny człowiek” jest kwestią tego, co ludzie sobie uznają, wymyślą, że tak być powinno. Dlaczego twoje wymyślone kryteria miałby stanowić źródło osądu zasad moralnych chrześcijańskiego Boga?

Cytat:
Gdyby jednak zaistniał jakiś Bóg , którego istnienie byłoby w 100 % pewne, to byłby to koniec rozwoju naszej inteligencji i świadomości.

Znowu ateisto marzą ci się jakieś obiektywne kryteria według, których oceniasz, kiedy zachodzi rozwój inteligencji i świadomości, a kiedy nie.

Cytat:
Bylibyśmy jak tresowane zwierzęta bez własnego zdania. Bezmyślnie byśmy przestrzegali zasad, bo demiurg mógłby nas w każdej chwili zniszczyć. Nasz los byłby w jego rękach. To obdarłoby nas z godności i zredukowało do zabawek ludzkich.

Skąd wiesz, że teraz nie jest niczym więcej jak właśnie „tresowanym zwierzęciem” przez bezrozumną naturę i nacisk społeczno-kulturowy? Na czym opierasz swój fundament myśląc, ze wybijasz się poza „tresowane zwierze”?

-----

Michał Dyszyński napisał:
Przyznam, że choć jestem teistą, to mam mieszane uczucia, gdy spotykam się z argumentem w stylu: Bóg jest potrzebny, aby zasady moralne nie były relatywne.

Jeśli fundamentalnie prawdą jest bezrozumna materia, a ty i ja i inni jesteśmy tego przypadkowym produktem to zasady moralne są tylko iluzją, kwestią tego, co ludzie sobie uzgodnią że być powinno. I powoływanie się na to, że moralność wytycza nam ewolucja to też kolejna bajka o czym wiedziałeś w tym temacie: http://www.sfinia.fora.pl/apologia-teizmu,5/ateisci-a-moralnosc-etyka-wewnetrzne-sprzecznosci,9043.html

Cytat:
Ustawienie sytuacji, w której utwardzamy zasady moralne tym, że "jest Bóg i nie ma dyskusji", wydaje się rzeczywiście prowadzić w stronę sugestii: tak naprawdę liczy się twarde posłuszeństwo, a nie świadomość.

Jeśli Bóg jest to nie znaczy, że „liczy się twarde posłuszeństwo”, bo zawsze w ramach swojej wolności możesz wybrać inną drogę wartości z jej konsekwencjami. Chodzi o to, że jeśli Bóg jest to istnieje obiektywne źródło na mocy, którego można rozsądzić co dobre, a co złe, co ostatecznie zgubi świadomość, a co ją zacznie budować. Jeśli jest Bóg to masz dobro i zlo, wybór należy do ciebie. Jeśli Boga nie ma to w ogóle nie ma problemu „masz dobro i zło” wtedy tylko masz „no dobra to jak się umawiamy?”

Cytat:
Jeśliby tak było, że Bóg jest potrzebny, aby jakoś uzasadnić prawo

Chyba nie zrozumiałeś tego artykułu tak jak ja go zrozumiałem. Szczerze mówiąc to te zarzuty, które stawiasz to ja nie widzę podstaw, by coś takiego zarzucać rozprawce, która komentujemy. Bóg jest potrzebny aby uzasadnić pewne głębokie wartości moralne w, które jako chrześcijanie wierzymy, że mają sens np. osiem błogosławieństw. Tu nie chodzi o jakieś sztywne uzasadnienie prawa.

Cytat:
Jeśliby tak było, że Bóg jest potrzebny, aby jakoś uzasadnić prawo

Bóg jest potrzebny nie żeby uzasadnić prawo, ale by uzasadnić wartości moralne głęboko tkwiące w naszych sercach.

Teraz tylko tyle skomentuje, bo muszę lecieć.
Dziękuje chłopaki za zainteresowanie tematem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1892
Przeczytał: 99 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 19:56, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Krzyżtusianie... dla nich metafizyka sprowadza się do ich bajki dla dzieci i prymitywnego materializmu z drugiej strony, reszta ich nie interesuje.

Ostatnio zmieniony przez szaryobywatel dnia Sob 19:58, 13 Kwi 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 1827
Przeczytał: 168 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:11, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Najważniejszym wnioskiem, jaki płynie z tego artykułu, jest fakt, że człowiek musi lokować źródło dobra poza samym sobą, żeby być dobrym. Człowiek nie może uważać samego siebie za prawodawcę.

Moralność potrzebuje obiektywnego, transcendentnego źródła. Same prawa naturalne nie wystarczą, ponieważ mówią co najwyżej o tym, jak żyjemy, co nam służy, ale nic nie mówią o tym, jak trzeba żyć. Człowiek nie ma motywacji do życia zgodnie z prawami naturalnymi, jeśli nie czuje się zobowiązany, żeby tak właśnie żyć. Szczególnie że ew. negatywne skutki życia wbrew naturze pojawiają się ze znacznym opóźnieniem. Natomiast skutki złamania praw moralnych pojawiają się natychmiast w postaci wyrzutów sumienia, które mogą skutecznie powstrzymać człowieka przed pogwałceniem praw naturalnych.

Tak więc nawet zakładając ateistyczną wersję świata, z czysto racjonalnych powodów opłaca się budować etykę w oparciu o obiektywne prawa moralne, których dawcą jest transcendentny Bóg.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16350
Przeczytał: 108 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:28, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Katolikus napisał:
Cytat:
Jeśliby tak było, że Bóg jest potrzebny, aby jakoś uzasadnić prawo

Bóg jest potrzebny nie żeby uzasadnić prawo, ale by uzasadnić wartości moralne głęboko tkwiące w naszych sercach.

Może źle zrozumiałem ów artykuł. Ale ja tam widzę właśnie myśli w kierunku uzasadnienia prawa obecnością Boga, co miałoby jakoś przeciwdziałaś relatywizmowi moralnemu.
Bóg jako uzasadnienie dla wartości...
Żeby nie było wątpliwości: uważam, że Bóg - stwarzając naturę człowieka na swoje podobieństwo - jest źródłem wartości dla człowieka. Tyle że...
... akurat nie uważam tego za argument w ww. sprawie. Tzn. nie widzę wynikania: skoro powinny być wartości, to znaczy, że jest Bóg, czy coś podobnego w tę stronę. Bo wartości wg mnie mają właściwie dwa źródła - pierwszym jest samo życie, istnienie jako takie, logika bytu.
Drugim źródłem wartości jest jest Bóg, jako ten, który naturę człowieka stworzył. Ale
- po pierwsze to ja (czy kto inny) po prostu tak uważam. Jest to jednak OPINIA, a nie ścisły dowód na cokolwiek.
- po drugie zasady moralne nie są po prostu chciejstwem Boga, takim kapryśnym Jego wymaganiem, ale WYNIKAJĄ Z OKOLICZNOŚCI. To wynikanie właściwych zasad z okoliczności można wskazywać jako pierwsze i główne źródło. Ateiści mogą wskazywać owe okoliczności i upierać się przy tym. I w jakiś sposób będą mieli w tym rację - bo zasady moralne czemuś służą, sa związane z naturą świata i naturą ludzkości, dają się z nich wyprowadzać. I nawet DOBRZE JEST wyprowadzać dobro z natury/logiki świata, bo to buduje w umyśle konstrukcje myślowe, wskazuje na zależności pomiędzy składnikami dobra. Dobro jest po coś. Dobro nie jest wynikiem kaprysu Boga, lecz konstrukcją logicznie spójną z człowiekiem i prawami świata.
Uważam za błąd, za wprowadzanie ludzi na nieprawidłową ścieżkę podejście w stylu: Bóg od nas żąda tego to a tego, więc nie należ pytać, nie wolno wątpić, tylko po prostu się wykonuje. Ktoś kto nie zastanawia się DLACZEGO dobrem jest to, a nie coś innego, kto nie buduje sobie różnych postaci zrozumienia dobra, nie docieka w tym mądrości i prawdy (bo to rzekomo mogłoby zagrozić posłuszeństwu, które polega na wykonywaniu, a nie stawianiu pytań, zaś o posłuszeństwo najbardziej przecież chodzi...) - taka sugestia jest trucizną dla wzrostu dobra wewnątrz człowieka.
Dlatego, choć wg mnie prawdą jest, że Bóg zaprojektował ludzką naturę do dobra i poprawnych wartości, to stawianie sytuacji na zasadzie: to jest po prostu - niepojęta dla człowieka - wola Boga, jest złem, I wycofywanie się co niektórych myślicieli religijnych z dociekania uzasadnienia dla norm moralnych (bo to rzekomo wszystko i tak jest relatywne) też będzie złem. Właśnie TRZEBA SZUKAĆ ŹRÓDEŁ MORALNOŚCI POZA BOGIEM. Co prawda Bóg, ukrytym, źródłem owej moralności będzie. I pewnie dobrze byłoby, aby teista o tym pamiętał. Ale tu nie ma jakiejś konkurncji w rodzaju: jak dostrzeżemy sens moralności w prawach świata, to jakoś "zagrozimy" wierze w Boga. Nie ma konkurencji, tylko niejako jest współpraca, wzajemne uzupełnianie się w rozumowaniu owych dwóch źródeł moralności.

Katolikus napisał:
Jeśli fundamentalnie prawdą jest bezrozumna materia, a ty i ja i inni jesteśmy tego przypadkowym produktem to zasady moralne są tylko iluzją, kwestią tego, co ludzie sobie uzgodnią że być powinno. I powoływanie się na to, że moralność wytycza nam ewolucja to też kolejna bajka

Stawiasz tutaj (nieuzasadnione) założenie, że zasady moralne muszą być podane (potwierdzone) w jakiś asolutny sposób. Można żyć bez absolutności tego potwierdzenia. Można nawet żyć z wątpliwościami na ich temat. Można całe życie pytać, szukać, nawet dręcząc Boga swoimi rozterkami.
Gdzieś powstał (właściwie nie wiadomo na jakiej zasadzie) paradygmat, że rozumowanie musimy przyjmować albo tak na absolutne 100%, albo w ogóle nic nie ma znaczenia. To byłby jakiś dziwny wyjątek od tego, co spotykamy w życiu, jak w tym życiu decydujemy. Nie wiemy na absolutne 100% czy jutro wstanie słońce. Ale mimo to czynimy plany na jutro, zastanawiamy się, co się jutro może zdarzyć. Nawet jeśli ścierają się liczne wątpliwości na temat słuszności zasad moralnych, to wcale to nie uwala jakoś idei moralności.
Z resztą... czy zakładając tę konieczność 100% wiedzy czasem nie strzelimy sobie w stopę?
- W końcu nawet podane w Biblii zasady trzeba zinterpretować, trzeba ustalić, czy np. nie płacenie podatków to kradzież, czy nie oddanie książki znajomemu, który o niej zapomniał i jej nie potrzebuje, to kradzież, czy nie ratowanie na siłę osoby terminalnie chorej, tylko po to, aby się przemęczyła na tym świecie jeszcze 2 dni dłużej, nie jest czasem wystąpieniem przeciw normie "nie zabijaj"... Żądając 100,00000000...% pewności za chwilę staniemy w sprzeczności sami ze sobą, bo w zasadzie nie bedzie nam wolno niemal niczego zapostulować, żadnej decyzji podjąć.

Ja odrzucam paradygmat absolutnej pewności, bo albo będę sprzeczny samemu coś twierdząc, albo powinienem zamknąć się na zawsze (co pewnie niejednemu by się spodobało... - niedoczekanie... :cry: ).


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 20:49, 13 Kwi 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blazep




Dołączył: 02 Mar 2019
Posty: 159
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:35, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Cały temat przypomina mi głaskanie się teistów nawzajem po główce. Jesteście super. Faktycznie tylko wy możecie być dobrzy i moralni. Gdy 300 lat temu uważaliście niewolnictwo za normalne i zgodne z boskim prawem też byliście dobrzy i moralni. Gdy hitlerowcy z napisanym na klamrze "Gott mit uns" ruszali do boju (albo do rozpalania pieców) też byli super moralni. Gdzie nam ateistom do takiej moralności. Będziecie sobie w bogu odkrywać tę moralność bo oczywiście nikt inny nic moralnego wymyślić nie potrafi. A ateiści to już w ogóle tylko Stalin i Pol Pot. I sobie wytłumaczą zaraz, że molestowanie dzieci jest ok. No bo przecież, że nie ładnie jest molestować dzieci - do tego wniosku można dojść tak naprawdę tylko gdy uwierzy się w "świętego, kochającego Boga".

Jaki sens ma rozmowa między dwiema stronami gdy jedna masturbuje się swoją wyższością moralną nad drugą?

A teraz ad meritum. Źródło moralności wiąże się z empatią. Jesteśmy w stanie postawić się w roli cierpiącej osoby i dlatego nie chcemy dokładać do jej cierpienia. Tradycyjnie (co nader często wiązało się z religią i wiarą w jednego lub drugiego boga), ludzi spoza naszego plemienia nie traktowaliśmy jak ludzi a jak zwierzęta/potwory. To pozwalało nam nie czuć empatii do obcych. Z czasem (i z rozwojem globalnej wioski) nauczyliśmy się coraz odleglejszych nam ludzi traktować jako równych nam a przynajmniej czujących tak samo (coś czego niektórzy teiści jak widać dotąd się nie nauczyli). Stąd rozwój moralności.


Ostatnio zmieniony przez blazep dnia Sob 20:36, 13 Kwi 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 1827
Przeczytał: 168 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:40, 13 Kwi 2019    Temat postu:

blazep napisał:
Cały temat przypomina mi głaskanie się teistów nawzajem po główce. Jesteście super. Faktycznie tylko wy możecie być dobrzy i moralni. Gdy 300 lat temu uważaliście niewolnictwo za normalne i zgodne z boskim prawem też byliście dobrzy i moralni. Gdy hitlerowcy z napisanym na klamrze "Gott mit uns" ruszali do boju (albo do rozpalania pieców) też byli super moralni. Gdzie nam ateistom do takiej moralności. Będziecie sobie w bogu odkrywać tę moralność bo oczywiście nikt inny nic moralnego wymyślić nie potrafi. A ateiści to już w ogóle tylko Stalin i Pol Pot. I sobie wytłumaczą zaraz, że molestowanie dzieci jest ok. No bo przecież, że nie ładnie jest molestować dzieci - do tego wniosku można dojść tak naprawdę tylko gdy uwierzy się w "świętego, kochającego Boga".

Jaki sens ma rozmowa między dwiema stronami gdy jedna masturbuje się swoją wyższością moralną nad drugą?

Przeczytaj ten artykuł jeszcze raz, tym razem ze zrozumieniem. Tam jest napisane jak wół i to kilka razy, że ateiści nie są mniej moralni od teistów. Tu nie chodzi o samą wiarę, tylko fakt, że warunkiem obiektywnej moralności przestrzeganej przez tak teistów, jak ateistów musi być jakiś Absolut. Coś, co wkracza poza subiektywizm człowieka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blazep




Dołączył: 02 Mar 2019
Posty: 159
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:51, 13 Kwi 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:

Przeczytaj ten artykuł jeszcze raz, tym razem ze zrozumieniem. Tam jest napisane jak wół i to kilka razy, że ateiści nie są mniej moralni od teistów. Tu nie chodzi o samą wiarę, tylko fakt, że warunkiem obiektywnej moralności przestrzeganej przez tak teistów, jak ateistów musi być jakiś Absolut. Coś, co wkracza poza subiektywizm człowieka.


No przecież na to też dałem odpowiedź w ostatnim paragrafie. Nie zmienia to mojego postrzegania tematu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 1827
Przeczytał: 168 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 21:20, 13 Kwi 2019    Temat postu:

blazep napisał:

No przecież na to też dałem odpowiedź w ostatnim paragrafie. Nie zmienia to mojego postrzegania tematu.

Empatia to zdecydowanie za mało, żeby zbudować system moralny. To jest jedna strona medalu. Druga to rozum.

Dzisiaj żyjemy w rozempatyzowanym świecie. Grzechy współczesnych ludzi to: mowa nienawiści, homofobia, antysemityzm, seksizm, dyskryminacja, obrażanie uczuć. To wszystko to są grzechy przeciwko empatii.

Przez znaczną przewagę empatii nad rozumem świat nam stanął na głowie i przeżywamy teraz moralny kryzys, całkowite odejście od takiej ludzkiej normalności. Zamiast homoseksualizm traktować jak zboczenie, udzielamy homoseksualnych ślubów, zamiast nade wszystko cenić sobie prawdę, nawet jeśli jest nieprzyjemna i trudna do przełknięcia, to wolimy świat bardziej przyjazny, oparty na cenzurze i fałszu, zamiast opowiedzieć się za jakąś hierarchią, dzięki której się rozwijamy, postulujemy równość. To wszystko mamy właśnie dzięki empatii. Całkowity chaos.

Jeśli to ma być Absolut, to nie jest to z pewnością Bóg Ojciec, tylko... Bogini. A jedynym prawem naturalnym jest prawo miłości.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 3332
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:25, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Trzeba mieć empatię, ale wobec właściwych osób,
dziś łatwiej o empatię wobec mordercy niż ofiary. Empatia wobec ofiary to kara śmierci dla mordercy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blazep




Dołączył: 02 Mar 2019
Posty: 159
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:28, 13 Kwi 2019    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:

Empatia to zdecydowanie za mało, żeby zbudować system moralny. To jest jedna strona medalu. Druga to rozum.

Dzisiaj żyjemy w rozempatyzowanym świecie. Grzechy współczesnych ludzi to: mowa nienawiści, homofobia, antysemityzm, seksizm, dyskryminacja, obrażanie uczuć. To wszystko to są grzechy przeciwko empatii.

Przez znaczną przewagę empatii nad rozumem świat nam stanął na głowie i przeżywamy teraz moralny kryzys, całkowite odejście od takiej ludzkiej normalności. Zamiast homoseksualizm traktować jak zboczenie, udzielamy homoseksualnych ślubów, zamiast nade wszystko cenić sobie prawdę, nawet jeśli jest nieprzyjemna i trudna do przełknięcia, to wolimy świat bardziej przyjazny, oparty na cenzurze i fałszu, zamiast opowiedzieć się za jakąś hierarchią, dzięki której się rozwijamy, postulujemy równość. To wszystko mamy właśnie dzięki empatii. Całkowity chaos.

Jeśli to ma być Absolut, to nie jest to z pewnością Bóg Ojciec, tylko... Bogini. A jedynym prawem naturalnym jest prawo miłości.


No ja w absolut nie wierzę (albo wierzę ale w zupełnie inny). W żadnym momencie w przeszłości nasza moralność też nie była wystarczająca. Moralność epoki zawsze ma swoje dobre i złe strony i zawsze jest co zmieniać przez epokę następną.

Co do homoseksualizmu to zawsze z dużą podejrzliwością traktowałem ludzi, których nadmiernie interesuje co ktokolwiek robi w sypialni.

Co do rozumu to, jak sądzę, służy on nam świetnie do formułowania praw moralnych, ale ich podstawy istnieją raczej w naszych uczuciach i intuicjach. Podam przykład wegetarianizmu. Teraz to raczej nieszkodliwa aberracja ale już teraz większość z nas własnoręcznie nie zabiłaby dużego ssaka czy nawet ptaka gdyby to nie było absolutnie konieczne. Zanim rozumowo dojdziemy do tego, że krzywdzenie istot czujących by się najeść nie jest moralne, minie jeszcze trochę czasu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 3332
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:33, 13 Kwi 2019    Temat postu:

blazep napisał:

Co do homoseksualizmu to zawsze z dużą podejrzliwością traktowałem ludzi, których nadmiernie interesuje co ktokolwiek robi w sypialni.

No i właśnie dlatego jestem przeciw obecnej aberracji. Za czasów gdy chodziłem do szkoły, też oczywiście istniał homoseksualizm, ale o tym się nie mówiło, była to sprawa marginesu.
Teraz takie środowiska jak Gazeta Wyborcza chcą "wyzwolić" społeczeństwo od każdego tabu, jakby tabu było czymś złym. Nie na darmo ludzkość wymyśliła tabu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blazep




Dołączył: 02 Mar 2019
Posty: 159
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:40, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Andy72 napisał:

No i właśnie dlatego jestem przeciw obecnej aberracji. Za czasów gdy chodziłem do szkoły, też oczywiście istniał homoseksualizm, ale o tym się nie mówiło, była to sprawa marginesu.
Teraz takie środowiska jak Gazeta Wyborcza chcą "wyzwolić" społeczeństwo od każdego tabu, jakby tabu było czymś złym. Nie na darmo ludzkość wymyśliła tabu.


Jak dla mnie to problem jest w pozycji wahadła. Jesteśmy w skrajnie lewicowym położeniu. Z różnych opcji seksualnych robi się narzędzie walki politycznej. Myślę, że często nawet sami ci ludzi woleliby być zostawieni w spokoju a nie malowani na sztandarach postmodernistycznej lewicy. Ale tabu też bym z tego nie robił. Może to i margines procentowy ale nie margines ludzki. Nikt nie powinien musieć udawać, że go nie ma (no chyba, że ma zapędy niezgodne z prawem).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 3332
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:41, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Dzieci nawet nie muszą wiedzieć że istnieje homoseksualizm
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blazep




Dołączył: 02 Mar 2019
Posty: 159
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:46, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Chyba się mały offtop robi ;). Do pewnego wieku nawet jak wiedzą to i tak nie rozumieją. A jak mogą zrozumieć to już mniej więcej czas, że powinny też wiedzieć.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5954
Przeczytał: 5 tematów

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 22:31, 13 Kwi 2019    Temat postu:

Oczywiście, że możemy. Ale..dobrzy dla kogo??
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Advaita




Dołączył: 04 Kwi 2019
Posty: 204
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:41, 14 Kwi 2019    Temat postu:

Katolikus, podałeś tylko 2 opcje. Wiesz że między nimi jest cała gama możliwości? Bóg też nie jest kwestia tego co ludzie uznają za Boga i sobie wymyśla. Zgadza się? Dlaczego więc wymyślone, lecz oparte na ludzkim doswiadczeniu, nauce , przemyślane koncepcje moralności i prawa mają być gorsze od naprawdę kiepskiego obrazu Boga sfabrykowanego przez prymitywne plemiona żydowskie ?. Ateista nie jestem. Więc tutaj nie trafiłeś. Dla mnie takim kryterium będzie wybudzenia się że snu wewnętrznej werbalizacji i wejście w terazniejszosc. Ty możesz mieć inne kryterium . Wszystko kwestia subiektywna. Powoływanie się na Boga jako obiektywnego kryterium jest też jak najbardziej subiektywne. Co do ostatniej kwestii- to jest właśnie główny cel mistyki. Spoleczno- religijna dehipnoza. Znalezienie w sobie miejsca które nie zostało skażone przez kapłanów i polityków.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 1827
Przeczytał: 168 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 8:00, 14 Kwi 2019    Temat postu:

blazep napisał:

Co do homoseksualizmu to zawsze z dużą podejrzliwością traktowałem ludzi, których nadmiernie interesuje co ktokolwiek robi w sypialni.

A co sądzić o ludziach, którzy innym zarzucają wtrącanie się do ich sypialni, którą wystawiają na widok publiczny? Właśnie to robią paradowi homosie.
Cytat:

Co do rozumu to, jak sądzę, służy on nam świetnie do formułowania praw moralnych, ale ich podstawy istnieją raczej w naszych uczuciach i intuicjach.

W zasadzie się zgadzam, że rozum tylko kodyfikuje to, co już jest zastane i ma podstawy pozarozumowe. Celem kodeksów moralnych jest wzmocnienie cech, które są korzystne dla przetrwania człowieka.
Np. wstręt do kazirodztwa jest jak najbardziej emocjonalny, ale racjonalnie uzasadniony, gatunek tak się broni przed wadami genetycznymi
wstręt do homoseksualizmu jest jak najbardziej emocjonalny, ale również racjonalnie uzasadniony, gatunek się broni przed wyginięciem.
Cytat:
Podam przykład wegetarianizmu. Teraz to raczej nieszkodliwa aberracja ale już teraz większość z nas własnoręcznie nie zabiłaby dużego ssaka czy nawet ptaka gdyby to nie było absolutnie konieczne. Zanim rozumowo dojdziemy do tego, że krzywdzenie istot czujących by się najeść nie jest moralne, minie jeszcze trochę czasu.

Tylko niestety nasza empatia w stronę zwierząt idzie w złym kierunku, bo my zamiast z nimi empatyzować przy zachowaniu rozróżnienia na ludzi i zwierzęta, zaczynamy zacierać różnicę pomiędzy ludźmi i zwierzętami. Można powiedzieć, że my sami upodabniamy się do zwierząt (rola rozumu jest coraz słabsza), a zwierzęta wynosimy do rangi osób. Uczłowieczamy je. Kwestia zwierząt jest poruszana przy omawianiu problemu aborcji. Dlaczego mielibyśmy ze sobą zestawiać te dwie rożne sfery? To nie jest oczywiste.
Wegetarianizm jest ok, ale pod warunkiem, że nie wiąże się ze szkodą dla człowieka. [/quote]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 1827
Przeczytał: 168 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 8:03, 14 Kwi 2019    Temat postu:

Advaita napisał:
Dla mnie takim kryterium będzie wybudzenia się że snu wewnętrznej werbalizacji i wejście w terazniejszosc. Ty możesz mieć inne kryterium . Wszystko kwestia subiektywna. Powoływanie się na Boga jako obiektywnego kryterium jest też jak najbardziej subiektywne. Co do ostatniej kwestii- to jest właśnie główny cel mistyki. Spoleczno- religijna dehipnoza. Znalezienie w sobie miejsca które nie zostało skażone przez kapłanów i polityków.

Możesz opisać konkretnie, jak "wybudzenie się ze snu wewnętrznej werbalizacji i wejście w teraźniejszość" przekłada się na obiektywną moralność? Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Advaita




Dołączył: 04 Kwi 2019
Posty: 204
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 10:30, 14 Kwi 2019    Temat postu:

Pelikanie. Ty możesz wierzyć w Boga A i wyznawać filozofie B. Inna osoba wyznaje Boga C i filozofie Z itd. To wszystko subiektywne wierzenia, produkty silnie uwarunkowanego umysłu. Co jest wiec tam obiektywne ? Przestrzeń świadomość i w której te wierzenia są skąpane. Taka sama przestrzeń dla katolika, ateisty czy muzułmanina. Więc moim kryterium jest generowanie w sobie tej przestrzeni. Wówczas ewentualne zasady moralne będą miały korzenie głębsze niż sfabrykowana przez umysł moralność i nie będą zależne od subiektywnych wierzeń. Będą wypływać z naszego wnętrza.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 1827
Przeczytał: 168 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 11:39, 14 Kwi 2019    Temat postu:

Advaita

Chrześcijanie/katolicy wierzą, że ich wierzenia odpowiadają właśnie wartościom obiektywnym. Żaden katolik nie traktuje swojej religii jako subiektywnego wyboru powodowanego osobistym gustem. Katolik wybiera katolicyzm, bo wierzy, że ten odzwierciedla moralność obiektywną.
Zrównanie ze sobą wszystkich religii/filozofii i sprowadzenie wyboru jednej z nich do konsumenckiego wyboru najbardziej wygodnych butów, podkopuje w zasadzie całą ideę nie tylko moralności obiektywnej, ale prawdy obiektywnej w ogóle.
Innymi słowy, jeśli ta wewnętrzna przestrzeń ma być rzeczywiście źródłem obiektywnej moralności, to nie może prowadzić do opowiedzenia się za sprzecznymi religiami/filozofiami, a więc takimi, z których wypływa zupełnie odmienna etyka. A tak jest w przypadku katolików i wielu ateistów.
Stąd prosiłam o jakiś konkret. Np. wyprowadź mi zakaz mordowania ludzi z wewnętrznej przestrzeni wspólnej muzułmanom, chrześcijanom i ateistom.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 1 z 8

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin