Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Spirala poznania-poza błędnym kołem i nieskończonym regresem
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 3873
Przeczytał: 124 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:35, 11 Lip 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
fedor napisał:
towarzyski.pelikan napisał:
fedor napisał:

Co wcale nie znaczy, że kolejny raz je tam znajdzie. Przeszłe doświadczenie jest bez znaczenia dla tego co będzie w przyszłości więc jego rozumowanie jest oparte na czymś innym i to właśnie owo coś jest czymś decydującym, a nie doświadczenie

Jeśli ich nie znajdzie, to znaczy, że błędnie założył regułę/ zakres jej obowiązywania. Przeszłe doświadczenia służą do tego, by te reguły odkrywać, a przyszłe do tego, by te reguły weryfikować


Skoro ich nie znajdzie to jedynie wydawało mu się, że była jakaś reguła

Niekoniecznie. Mogła być reguła, ale działająca pod jakimś warunkiem/w okreslonych okolicznościach, np. jedzenie jest zawsze pod stołem, kiedy właścicel jest w domu


Reguła działająca tylko czasem nie jest regułą

Cytat:
Cytat:
Nie można bo brak podstaw i za mało przesłanek

Czemu brak podstaw i za mało przesłanek?


Bo nie masz podstawy i żadnej przesłanki ku temu aby ekstrapolować przeszłość w przyszłość. Co gorsza, każda próba uzasadnienia tego poglądu skończy się argumentowaniem przy pomocy tego samego rozumowania, które ma dopiero zostać uzasadnione. To jest właśnie tak zwany problemat Hume'a, który zdaniem nawet ateisty Bertranda Russella pozbawił ludzkość całej racjonalnej podstawy w działaniu i rozumowaniu opartym na doświadczeniu

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

Cytat:
Cytat:
To tylko psychiczny nawyk. Nie jest to reguła

Jeśli jedzenie jest zawsze pod stołem, to jest to reguła. I jeśli pies nawykowo będzie szukał pod stołem jedzenia to dlatego, że to jedzenie tam się do tej pory znajdowało. Nie szukałby go tam, gdyby jedzenie zawsze czekało na niego w korytarzu albo na dworze przy budzie


Dopiero co ciut wyżej pisałaś, że ta reguła działa tymczasem, a nie zawsze. Poza tym nawet z tego, że coś działało zawsze wcześniej nie wynika, że w ogóle zadziała to następnym razem

Cytat:
Cytat:
Nie jest bo indukcja z doświadczenia się nie bierze. Jest ekstrapolowaniem poza doświadczenie. Cały czas nie możesz tego zrozumieć. Można nawet sprzeczne rzeczy z indukcji wywodzć

To zalezy jak zdefiniujesz doświadczenie. Dla mnie coś co się naturalnie w doświadczeniu narzuca jest integralną częścią doświadczenia


To mocno subiektywny pogląd

Cytat:
Cytat:
Prawa formułujesz a priori

Czyli sformułowałbyś np. prawo popytu bez względu na to co obserwujesz na rynku? Mógłbyś obserwować odwrotną zalezność, a i tak sformułowałbyś to prawo?


To z kolei tylko analogia i mocno dyskusyjne jest czy wiąże się ona jakkolwiek z problemem indukcji. Chorobą filozofii są nieadekwatne analogie. Poza tym nawet prawo popytu mogłabyś sformułować na zasadzie hipotezy przed wprowadzeniem jakichkolwiek praw rynkowych

Cytat:
Cytat:
Ja pisałem, że nie da się indukcji logicznie uzasadnić

Ale to nie ma zadnego znaczenia, logika nie służy do tego, by uzasadniać indukcję. Ile razy mam to tłumaczyć?


Są tu takie "orły" co wszystko "uzasadniają logiką" :) Ale jeśli do nich nie należysz to ok

Cytat:
Cytat:
Ja tylko pokazuję, że to co uważasz za oczywiste wcale takie nie jest

Dla Ciebie nie jest, bo dla umysłu spekulatywnego oczywistości nie istnieją z definicji, poza jedną - nie ma żadnych oczywistości. Umysł oderwany od rzeczywostości nie ma żadnego punktu odniesienia poza samym sobą, sam widzisz, dokąd Cię to doprowadziło, że nie jesteś w stanie swoje wiary Boga uczynić bardziej zasadną od wiary w dowolną bzdurę. Nie masz do tego żadnych podstaw


Bóg jest elementem aksjomatyki światopoglądu i światopoglądów się nie udowadnia bo w tym wypadku musiałabyś nadbudować inny światopogląd nad światopoglądem i wpadłabyś w nieskończony regres. Bóg nie jest więc celem rozumowania, ani nawet początkiem, jest elementem aksjomatyki światopoglądu. Jest nie tyle startem rozumowania, co bez Niego w ogóle nie można wystartować jako bez podstawy gwarantującej osobową i racjonalną strukturę twych myśli. Poza tym jeśli chcesz podawać "podstawę" dla Boga spoza Boga to ciekawe skąd ją weźmiesz. Przecież w tym momencie nikt i nic nie gwarantuje twej racjonalności i sensowności twych myśli. Jedynie wydaje ci się, że jesteś "racjonalna", tak jak pewnej zahipnotyzowanej osobie jedynie wydaje się, że zna i rozumie znaki japońskie. W tej sytuacji nie jesteś w stanie sama sobie zagwarantować, że nie mylisz się po prostu we wszystkim. Możesz być w Matrixie, w niekończącym się śnie lub być czyimś innym snem, któremu jedynie się śni, że jest tobą. Możesz de facto nawet nie istnieć i być jedynie samotną porcją bezosobowej energii zawieszonej we Wszechświecie, która istnieje dopiero od 5 minut i jest zarazem snem o tej dyskusji. W tym wypadku też żadne przekonanie takiej porcji energii nie będzie sensowne i prawdziwe i nie będziesz też w stanie podważyć jakiegokolwiek mojego rozumowania w tej dyskusji bo nie będziesz miała żadnych podstaw ku temu

Cytat:
Kręcisz sie po błednym kole swojego spekulatywnego umysłu. Nigdy nie dojdziesz do żadnych podstaw, bo sobie w sposób konieczny założyłeś, że ządnych podstaw nie ma.


Mało jeszcze w życiu liznęłaś i cały czas niewiele rozumiesz. Dowolny filozof współczesny powie ci, że jesteś skazana na uprawianie filozofii bez podstaw. Różnica polega na tym, że jedni się co do tego jeszcze łudzą, a inni nie. To nie jest mój prywatny wymysł więc to nie ja mam problem. Poczytaj sobie choćby Hilarego Putnama lub Richarda Rorty. Rorty na przykład od dawna wskazuje na bezpodstawność wszystkich koncepcji prawdy i stawia pod znakiem zapytania sens jakiejkolwiek epistemologii. Napisał o tym bardzo głośną książkę pt. "Filozofia a zwierciadło natury" (Warszawa 1994), która zatrzęsła współczesną kognitywistyką. Tak więc co do "dowolnej bzdury" to już pytałem cię ale nie odpowiedziałaś: skąd wiesz, że w ogóle masz dane jakiekolwiek poznanie? Niektórym wydaje się, że jak się oburzą na to, że mogliby niechcący uwierzyć w dowolną bzdurę to już samo to wystarczy, że w nią nie uwierzą. Ale tylko im się wydaje bo skąd wiedzą, że samo to ich oburzenie nie jest właśnie dowolną bzdurą?


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Nie 7:33, 12 Lip 2020, w całości zmieniany 9 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blackSun




Dołączył: 25 Maj 2014
Posty: 547
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:37, 11 Lip 2020    Temat postu:

szaryobywatel napisał:

Jeśli o fedora chodzi to ten przypadek jest o tyle ciekawy, że on uważa że bez założenia o krasnoludku który stworzył świat i jego prawa, jakiekolwiek założenie na temat świata jest bezzasadne i błędnokołowe. Takiego tutaj mamy inteligenta na forum. Nie tak dawno wykłócał się, mówię poważnie, że dowolne stwierdzenie wygłoszone przez ateistę jest bezzasadne.

Niestety, bez swego Boga nie jest on nawet pewien tego, czy nie jest osłem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2388
Przeczytał: 151 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 9:56, 12 Lip 2020    Temat postu:

fedor napisał:

Cytat:
Niekoniecznie. Mogła być reguła, ale działająca pod jakimś warunkiem/w okreslonych okolicznościach, np. jedzenie jest zawsze pod stołem, kiedy właścicel jest w domu


Reguła działająca tylko czasem nie jest regułą

Nie pisałam o regule działającej czasem, tylko w określonych okolicznościach. Na tej samej zasadzie jak to, ze coś może być regułą na Ziemi, a na Marsie nie, bo Mars ma inne uwarunkowania.
Cytat:
Bo nie masz podstawy i żadnej przesłanki ku temu aby ekstrapolować przeszłość w przyszłość.

A mam podstawy zakładać, że istnieje jakaś przyszłość?
Cytat:
Dopiero co ciut wyżej pisałaś, że ta reguła działa tymczasem, a nie zawsze.

Nic takiego nie pisałam.
Cytat:
Poza tym nawet z tego, że coś działało zawsze wcześniej nie wynika, że w ogóle zadziała to następnym razem

A na jakiej podstawie zakładasz jakiś "następny raz"?
Cytat:
To mocno subiektywny pogląd

To mocno subiektywny pogląd, że mój pogląd jest mocno subiektywny. W języku potocznym na porządku dziennym stosuje się sformułowania typu "uczyć się na podstawie doświadczenia", co już sugeruje, że doświadczenie zakłada indukcję, bo nie da się uczyć, jeśli nie ekstrapoluje się przeszłych doświadczeń na przyszłość.
Cytat:
To z kolei tylko analogia i mocno dyskusyjne jest czy wiąże się ona jakkolwiek z problemem indukcji. Chorobą filozofii są nieadekwatne analogie. Poza tym nawet prawo popytu mogłabyś sformułować na zasadzie hipotezy przed wprowadzeniem jakichkolwiek praw rynkowych

Skąd by mi się wzięła ta hipoteza? Chybił trafił? Czy na jakiejś podstawie?
Cytat:
Bóg jest elementem aksjomatyki światopoglądu i światopoglądów się nie udowadnia bo w tym wypadku musiałabyś nadbudować inny światopogląd nad światopoglądem i wpadłabyś w nieskończony regres. Bóg nie jest więc celem rozumowania, ani nawet początkiem, jest elementem aksjomatyki światopoglądu.

Nikt nie mówi o wymogu odowadniania istnienia Boga, tylko o tym, czy ma się podstawy, żeby zakładać jego istnienie, to zupełnie co innego.
Mamy w związku z tym wierzących, którzy uzasadniają swoją wiarę np. pięknem i porządkiem świata, jakimiś doświadczeniami mistycznymi, świętymi tekstami (Objawieniem) czy korzystnymi konsekwencjami takiej wiary. Żadna z tych osób nie jest w stanie udowodnić istnienia Boga, ale każda ma jakieś przesłanki, które czynią ich wiarę zasadną.
Cytat:
Jest nie tyle startem rozumowania, co bez Niego w ogóle nie można wystartować jako bez podstawy gwarantującej osobową i racjonalną strukturę twych myśli.

Dlaczego założenie Boga jest konieczne, żeby mieć taką podstawę?
Cytat:
Poza tym jeśli chcesz podawać "podstawę" dla Boga spoza Boga to ciekawe skąd ją weźmiesz. Przecież w tym momencie nikt i nic nie gwarantuje twej racjonalności i sensowności twych myśli. Jedynie wydaje ci się, że jesteś "racjonalna", tak jak pewnej zahipnotyzowanej osobie jedynie wydaje się, że zna i rozumie znaki japońskie. W tej sytuacji nie jesteś w stanie sama sobie zagwarantować, że nie mylisz się po prostu we wszystkim. Możesz być w Matrixie, w niekończącym się śnie lub być czyimś innym snem, któremu jedynie się śni, że jest tobą. Możesz de facto nawet nie istnieć i być jedynie samotną porcją bezosobowej energii zawieszonej we Wszechświecie, która istnieje dopiero od 5 minut i jest zarazem snem o tej dyskusji. W tym wypadku też żadne przekonanie takiej porcji energii nie będzie sensowne i prawdziwe i nie będziesz też w stanie podważyć jakiegokolwiek mojego rozumowania w tej dyskusji bo nie będziesz miała żadnych podstaw ku temu

To proste, ze świata, który Bóg stworzył. To na podstawie tego, jak działa świat, jak doświadcza się świata wnosi się o istnieniu Boga, a nie odwrót. W katolicyzmie jest zresztą zasada "Fides et ratio", wiara nie jest czymś irracjonalnym, co nie ma wsparcia w rozumie, tylko się wraz z rozumem uzupełnia. Fideizm jest, z tego co się orientuje, sprzeczny z katolicyzmem, który jak mniemam, Ty wyznajesz, w związku z tym zastanawiające jest, czemu się przy nim upierasz.
Cytat:
Mało jeszcze w życiu liznęłaś i cały czas niewiele rozumiesz. Dowolny filozof współczesny powie ci, że jesteś skazana na uprawianie filozofii bez podstaw. Różnica polega na tym, że jedni się co do tego jeszcze łudzą, a inni nie. To nie jest mój prywatny wymysł więc to nie ja mam problem. Poczytaj sobie choćby Hilarego Putnama lub Richarda Rorty

Już sam fakt, że uprawiają filzofię bez żadnych podstaw zniechęca mnie do tego, by się nimi zaintersować. Równie dobrzę mogę sama sobie wymyślić każdą dowolną bzudrę, nie potrzeba mi zewnętrznych bajkopisarzy. Jak sam zauwazyłeś, mam rozbuchaną wyobraźnię, mogłabym pomysłami obdzielić całe to forum.


Ostatnio zmieniony przez towarzyski.pelikan dnia Nie 10:00, 12 Lip 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2678
Przeczytał: 25 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 10:17, 12 Lip 2020    Temat postu:

fedor napisał:
bez Niego [Boga] w ogóle nie można wystartować jako bez podstawy gwarantującej osobową i racjonalną strukturę twych myśli.

Założenie, że istnienie Boga "gwarantuje osobową i racjonalną strukturę myśli", jest tylko kolejnym ciaśniutkim założeniem. Istnienie Boga, poza samym jego istnieniem, niczego nie gwarantuje.
Bóg może rypać twoją strukturę myśli jak burą sukę i nawet o tym nie wiesz, a sam nawet nie musisz być osobą tylko hologramem przekonanym o tym.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 4106
Przeczytał: 1 temat


PostWysłany: Nie 10:33, 12 Lip 2020    Temat postu:

fedor napisał:
Bóg jest elementem aksjomatyki światopoglądu i światopoglądów się nie udowadnia bo w tym wypadku musiałabyś nadbudować inny światopogląd nad światopoglądem i wpadłabyś w nieskończony regres. Bóg nie jest więc celem rozumowania, ani nawet początkiem, jest elementem aksjomatyki światopoglądu.


Jesteś trochę w błędzie fedorze :D, aksjomatyka nie wymaga definicji i uzasadnień, bo rzeczywiście, potrzebna byłaby nadbudowa ją poprzedzająca, ale w kwestiach "światopoglądu", aksjomatyka jest wynikiem doświadczenia, pewnością, oczywistością, z doświadczenia wynikającą. Światopogląd to nie system formalny, odnoszący się sam do siebie. Dowód, to uzasadnienie, wykazanie zgodności nowej tezy w systemie, z wcześniej przyjętymi pojęciami. Uzasadnienie, wykazanie, to też nic innego też jak intelektualne zrozumienie problemu, który pierwotnie wynika jedynie z intuicji.

Zatem dowiedzenie istnienia Boga jest jak najbardziej możliwe i nie jest błędnym kołem, a uświadomieniem tego, co pierwotnie jest może być jedynie przedmiotem poznania poprzez intuicję. Jest wykazaniem i potwierdzeniem doświadczenia, które legło u podstaw intuicji, której efektem była aksjomatyka - jej już racjonalnym potwierdzeniem, wtedy gdy przewidywania, wynikające z systemu, przyjętego na podstawie tej aksjomatyki zgodne są z doświadczeniem. I choć jest to koło, to nie błędne, o ile system nie jest tylko systemem formalnym, ale i realnym, opartym na doświadczeniu - a o nic innego w poznaniu nie chodzi.

Wielu świętych (i nie tylko chyba) religii do której przynależność fedorze deklarujesz, udowodniło niejednokrotnie istnienie Boga, inną sprawą jest chęć zrozumienia takiego dowodu przez innych - do tego już nikogo zmusić nie można ;)

Zresztą samo istnienie Boga, czyli "sił/y wyższej rządzącej światem" raczej poza "marksistami" i podobnymi, negującymi realność poznania, tak jak Ty fedorze :D, przez nikogo rozsądnego lub ideologicznie zaślepionego nie jest podważana.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 3873
Przeczytał: 124 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 10:58, 12 Lip 2020    Temat postu:

mat napisał:
fedor napisał:
bez Niego [Boga] w ogóle nie można wystartować jako bez podstawy gwarantującej osobową i racjonalną strukturę twych myśli.

Założenie, że istnienie Boga "gwarantuje osobową i racjonalną strukturę myśli", jest tylko kolejnym ciaśniutkim założeniem. Istnienie Boga, poza samym jego istnieniem, niczego nie gwarantuje.
Bóg może rypać twoją strukturę myśli jak burą sukę i nawet o tym nie wiesz, a sam nawet nie musisz być osobą tylko hologramem przekonanym o tym.


Skąd to wiesz? Nie wiesz skąd to wiesz. To póki co tylko twoja subiektywna opinia i nie mam w sumie żadnego sensownego powodu aby brać ją pod uwagę. Nie wiesz nawet tego czy nie mylisz się we wszystkim bo skąd niby miałbyś to wiedzieć. W twoim spartolonym ateistycznym systemie przekonań nie masz nawet na podstawie czego przyjąć, że twój rozum działa poprawnie i każda próba wykazania, że działa on poprawnie zawsze wyląduje w błędnym kole bo będziesz jedynie "uzasadniał" wiarygodność rozumu za pomocą tego samego rozumu


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Nie 13:10, 12 Lip 2020, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1913
Przeczytał: 93 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:25, 12 Lip 2020    Temat postu:

blackSun napisał:
szaryobywatel napisał:

Jeśli o fedora chodzi to ten przypadek jest o tyle ciekawy, że on uważa że bez założenia o krasnoludku który stworzył świat i jego prawa, jakiekolwiek założenie na temat świata jest bezzasadne i błędnokołowe. Takiego tutaj mamy inteligenta na forum. Nie tak dawno wykłócał się, mówię poważnie, że dowolne stwierdzenie wygłoszone przez ateistę jest bezzasadne.

Niestety, bez swego Boga nie jest on nawet pewien tego, czy nie jest osłem.


Co potwierdził tutaj:

fedor napisał:
Bóg jest elementem aksjomatyki światopoglądu i światopoglądów się nie udowadnia bo w tym wypadku musiałabyś nadbudować inny światopogląd nad światopoglądem i wpadłabyś w nieskończony regres. Bóg nie jest więc celem rozumowania, ani nawet początkiem, jest elementem aksjomatyki światopoglądu. Jest nie tyle startem rozumowania, co bez Niego w ogóle nie można wystartować jako bez podstawy gwarantującej osobową i racjonalną strukturę twych myśli. Poza tym jeśli chcesz podawać "podstawę" dla Boga spoza Boga to ciekawe skąd ją weźmiesz. Przecież w tym momencie nikt i nic nie gwarantuje twej racjonalności i sensowności twych myśli. Jedynie wydaje ci się, że jesteś "racjonalna", tak jak pewnej zahipnotyzowanej osobie jedynie wydaje się, że zna i rozumie znaki japońskie. W tej sytuacji nie jesteś w stanie sama sobie zagwarantować, że nie mylisz się po prostu we wszystkim. Możesz być w Matrixie, w niekończącym się śnie lub być czyimś innym snem, któremu jedynie się śni, że jest tobą. Możesz de facto nawet nie istnieć i być jedynie samotną porcją bezosobowej energii zawieszonej we Wszechświecie, która istnieje dopiero od 5 minut i jest zarazem snem o tej dyskusji. W tym wypadku też żadne przekonanie takiej porcji energii nie będzie sensowne i prawdziwe i nie będziesz też w stanie podważyć jakiegokolwiek mojego rozumowania w tej dyskusji bo nie będziesz miała żadnych podstaw ku temu


On na serio myśli że założenie o istnieniu jego Boga gwarantuje mu racjonalność, ale przede wszystkim że jest dla niej konieczne(!), a próbuje to uzasadniać tak, że bez tego założenia można się we wszystkim mylić... Generalnie to co próbuje cały czas wyrzygać na tym forum to "ja mam uzasadnienie dla wszystkiego w postaci mojego Boga, a Ty co masz? Nic nie masz, skąd wiesz że we wszystkim się nie mylisz?" Ale tłumaczenie mu na czym polega rozumowanie jest bezcelowe, on nie wie nawet co sam zakłada i na jakiej zasadzie z tego wnioskuje. Jeżeli dla kogoś podstawą racjonalności jest założenie o istnieniu Boga, to powinien sobie zdać sprawę że na tej samej zasadzie taką podstawą może być cokolwiek innego, zwłaszcza samo gołe założenie o własnej racjonalności, ale chyba tylko on jest tutaj taki mądry.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 4106
Przeczytał: 1 temat


PostWysłany: Nie 13:44, 12 Lip 2020    Temat postu:

szaryobywatel napisał:
Jeżeli dla kogoś podstawą racjonalności jest założenie o istnieniu Boga, to powinien sobie zdać sprawę że na tej samej zasadzie taką podstawą może być cokolwiek innego, zwłaszcza samo gołe założenie o własnej racjonalności, ale chyba tylko on jest tutaj taki mądry.

no niezupełnie, jeśli tę racjonalnością (a ta to posługiwanie się językiem, który do porozumiewania się i przekazywania wiedzy służy), to:
choć nie musi mieć tego świadomości, zakłada, że nim i tym, z kim się porozumiewa rządzą te same reguły, i mają tę samą chęć porozumienia, mówią - uzgadniają ten sam język i mówią o tym samym.

Własności tego "założenia", które wbudowane jest raczej w naturę człowieka, nie trzeba nazywać Bogiem, ale można, można też nazywać prawdą obiektywną - niezależną od obserwatora ... jednak pod tym względem jest tym samym. Ponadto system opart o pojęcie Boga jest bliższy rzeczywistości, zakładając istnienie jednej prawdy, indywidualnie rozpoznawanej przez każdego pod pojęciem "swojego Boga" nie wprowadzając do obrotu innych rodzajów "prawd" jak tej jednej w niedoskonały sposób poznawanej, ponadto zawiera w pojęciu Boga nie tylko aspekt "logiczny" - prawdziwości, ale również "emocjonalności" - celu w jakim człowiek poszukuje i posługuje się "prawdą".


Ostatnio zmieniony przez lucek dnia Nie 13:46, 12 Lip 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
blackSun




Dołączył: 25 Maj 2014
Posty: 547
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 15:14, 12 Lip 2020    Temat postu:

szaryobywatel napisał:


fedor napisał:
Bóg jest elementem aksjomatyki światopoglądu i światopoglądów się nie udowadnia bo w tym wypadku musiałabyś nadbudować inny światopogląd nad światopoglądem i wpadłabyś w nieskończony regres. Bóg nie jest więc celem rozumowania, ani nawet początkiem, jest elementem aksjomatyki światopoglądu. Jest nie tyle startem rozumowania, co bez Niego w ogóle nie można wystartować jako bez podstawy gwarantującej osobową i racjonalną strukturę twych myśli. Poza tym jeśli chcesz podawać "podstawę" dla Boga spoza Boga to ciekawe skąd ją weźmiesz. Przecież w tym momencie nikt i nic nie gwarantuje twej racjonalności i sensowności twych myśli. Jedynie wydaje ci się, że jesteś "racjonalna", tak jak pewnej zahipnotyzowanej osobie jedynie wydaje się, że zna i rozumie znaki japońskie. W tej sytuacji nie jesteś w stanie sama sobie zagwarantować, że nie mylisz się po prostu we wszystkim. Możesz być w Matrixie, w niekończącym się śnie lub być czyimś innym snem, któremu jedynie się śni, że jest tobą. Możesz de facto nawet nie istnieć i być jedynie samotną porcją bezosobowej energii zawieszonej we Wszechświecie, która istnieje dopiero od 5 minut i jest zarazem snem o tej dyskusji. W tym wypadku też żadne przekonanie takiej porcji energii nie będzie sensowne i prawdziwe i nie będziesz też w stanie podważyć jakiegokolwiek mojego rozumowania w tej dyskusji bo nie będziesz miała żadnych podstaw ku temu


On na serio myśli że założenie o istnieniu jego Boga gwarantuje mu racjonalność, ale przede wszystkim że jest dla niej konieczne(!), a próbuje to uzasadniać tak, że bez tego założenia można się we wszystkim mylić... Generalnie to co próbuje cały czas wyrzygać na tym forum to "ja mam uzasadnienie dla wszystkiego w postaci mojego Boga, a Ty co masz? Nic nie masz, skąd wiesz że we wszystkim się nie mylisz?" Ale tłumaczenie mu na czym polega rozumowanie jest bezcelowe, on nie wie nawet co sam zakłada i na jakiej zasadzie z tego wnioskuje. Jeżeli dla kogoś podstawą racjonalności jest założenie o istnieniu Boga, to powinien sobie zdać sprawę że na tej samej zasadzie taką podstawą może być cokolwiek innego, zwłaszcza samo gołe założenie o własnej racjonalności, ale chyba tylko on jest tutaj taki mądry.


Jakaś pokiełbaszona logika: można uzasadniać coś Bogiem, którego zasadności nie można dowieść. Wszystko co mu zostaje to tylko wierzyć, że Bóg jest taki, jakim sobie go wyobraża. Ale jeżeli fundament jest z wiary, to wszystko pośrednio z niej jest. Czyli cały światopogląd jest jedną wielką imaginacją – matrix fideisty.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 3873
Przeczytał: 124 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 17:46, 12 Lip 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
fedor napisał:

Cytat:
Niekoniecznie. Mogła być reguła, ale działająca pod jakimś warunkiem/w okreslonych okolicznościach, np. jedzenie jest zawsze pod stołem, kiedy właścicel jest w domu


Reguła działająca tylko czasem nie jest regułą

Nie pisałam o regule działającej czasem, tylko w określonych okolicznościach. Na tej samej zasadzie jak to, ze coś może być regułą na Ziemi, a na Marsie nie, bo Mars ma inne uwarunkowania


Czyli bezpodstawnie nazwałaś "regułą" coś, co nią nie jest

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Bo nie masz podstawy i żadnej przesłanki ku temu aby ekstrapolować przeszłość w przyszłość.

A mam podstawy zakładać, że istnieje jakaś przyszłość?


Też nie masz. To tym gorzej dla ciebie

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Dopiero co ciut wyżej pisałaś, że ta reguła działa tymczasem, a nie zawsze.

Nic takiego nie pisałam


Pisałaś: "jedzenie jest zawsze pod stołem"

Sama nie pamiętasz co piszesz post lub dwa wcześniej. No cóż

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Poza tym nawet z tego, że coś działało zawsze wcześniej nie wynika, że w ogóle zadziała to następnym razem

A na jakiej podstawie zakładasz jakiś "następny raz"?


Ty go zakładasz broniąc indukcji. Znowu nie wiesz co odpisać i z braku laku zaczynasz jeść własny ogon. Tak też było w poprzedniej dyskusji

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
To mocno subiektywny pogląd

To mocno subiektywny pogląd, że mój pogląd jest mocno subiektywny


Co nie jest żadnym wyjściem z tego, że mocno subiektywny pogląd wygłosiłaś

towarzyski.pelikan napisał:
W języku potocznym na porządku dziennym stosuje się sformułowania typu "uczyć się na podstawie doświadczenia", co już sugeruje, że doświadczenie zakłada indukcję, bo nie da się uczyć, jeśli nie ekstrapoluje się przeszłych doświadczeń na przyszłość


Język potoczny jest nasączony całą masą błędów i pomyłek, co narosło od wieków. Do dziś mówimy na przykład "Słońce zachodzi" albo "Słońce wschodzi", choć każdy wie, że jest odwrotnie. Dlatego nie powołuj się na język potoczny w filozoficznej dyskusji, jako na argument, bo to jest nieprofesjonalne. Filozofia analizuje język i ujawnia masę błędnych naleciałości w języku potocznym więc nie jest to żaden argument w takiej dyskusji. Katolikus też już zwrócił ci uwagę, że używasz zbyt wielu potocznych argumentów w dyskusji filozoficznej. Uważasz, że na przykład pytanie szarych ludzi na ulicy jest w stanie dać odpowiedź na jakiś znany problem filozoficzny. Jest to oczywiście rozumowanie błędne bo większość ludzi na ulicy w ogóle nie zastanawia się nad żadnymi zagadnieniami filozoficznymi

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
To z kolei tylko analogia i mocno dyskusyjne jest czy wiąże się ona jakkolwiek z problemem indukcji. Chorobą filozofii są nieadekwatne analogie. Poza tym nawet prawo popytu mogłabyś sformułować na zasadzie hipotezy przed wprowadzeniem jakichkolwiek praw rynkowych

Skąd by mi się wzięła ta hipoteza? Chybił trafił? Czy na jakiejś podstawie?


Hipoteza nie musi mieć podstawy. Uczeni stawiali swe hipotezy zupełnie z sufitu lub niekiedy nawet w oparciu o absurdalne sny - na przykład Einstein i Friedrich Kekule

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Bóg jest elementem aksjomatyki światopoglądu i światopoglądów się nie udowadnia bo w tym wypadku musiałabyś nadbudować inny światopogląd nad światopoglądem i wpadłabyś w nieskończony regres. Bóg nie jest więc celem rozumowania, ani nawet początkiem, jest elementem aksjomatyki światopoglądu.

Nikt nie mówi o wymogu odowadniania istnienia Boga, tylko o tym, czy ma się podstawy, żeby zakładać jego istnienie, to zupełnie co innego


Bez problemu można wskazać na takie podstawy i nawet to, że ktoś się z nimi nie zgadza jest bez znaczenia bo ten ktoś i tak nie potrafi wskazać na podstawy swego niezgadzania się

towarzyski.pelikan napisał:
Mamy w związku z tym wierzących, którzy uzasadniają swoją wiarę np. pięknem i porządkiem świata, jakimiś doświadczeniami mistycznymi, świętymi tekstami (Objawieniem) czy korzystnymi konsekwencjami takiej wiary. Żadna z tych osób nie jest w stanie udowodnić istnienia Boga, ale każda ma jakieś przesłanki, które czynią ich wiarę zasadną


Ale ja z tym nie polemizuję. Użyłbym jednak innego słowa i powiedziałbym, że znaleźli powody dla swej wiary. "Zasadność" to niebezpieczny termin, choć rozumiejąc go dość luźno można go użyć w tym kontekście

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Jest nie tyle startem rozumowania, co bez Niego w ogóle nie można wystartować jako bez podstawy gwarantującej osobową i racjonalną strukturę twych myśli.

Dlaczego założenie Boga jest konieczne, żeby mieć taką podstawę?


Bo racjonalność możesz uzyskać tylko od innej osobowej racjonalności. Inaczej to pojęcie w ogóle nie ma sensu i pojęcie racjonalności jest nadmiarowym zabobonem. Odpowiedź masz niżej:

towarzyski.pelikan napisał:
fedor napisał:
Poza tym jeśli chcesz podawać "podstawę" dla Boga spoza Boga to ciekawe skąd ją weźmiesz. Przecież w tym momencie nikt i nic nie gwarantuje twej racjonalności i sensowności twych myśli. Jedynie wydaje ci się, że jesteś "racjonalna", tak jak pewnej zahipnotyzowanej osobie jedynie wydaje się, że zna i rozumie znaki japońskie. W tej sytuacji nie jesteś w stanie sama sobie zagwarantować, że nie mylisz się po prostu we wszystkim. Możesz być w Matrixie, w niekończącym się śnie lub być czyimś innym snem, któremu jedynie się śni, że jest tobą. Możesz de facto nawet nie istnieć i być jedynie samotną porcją bezosobowej energii zawieszonej we Wszechświecie, która istnieje dopiero od 5 minut i jest zarazem snem o tej dyskusji. W tym wypadku też żadne przekonanie takiej porcji energii nie będzie sensowne i prawdziwe i nie będziesz też w stanie podważyć jakiegokolwiek mojego rozumowania w tej dyskusji bo nie będziesz miała żadnych podstaw ku temu

To proste, ze świata, który Bóg stworzył. To na podstawie tego, jak działa świat, jak doświadcza się świata wnosi się o istnieniu Boga, a nie odwrót. W katolicyzmie jest zresztą zasada "Fides et ratio", wiara nie jest czymś irracjonalnym, co nie ma wsparcia w rozumie, tylko się wraz z rozumem uzupełnia. Fideizm jest, z tego co się orientuje, sprzeczny z katolicyzmem, który jak mniemam, Ty wyznajesz, w związku z tym zastanawiające jest, czemu się przy nim upierasz


Nie wyznaję fideizmu. Pokazuję tylko, że ateiście nie pozostaje nic innego niż fideizm po usunięciu absolutów ze swego systemu przekonań. Konsekwentny ateista może być tylko relatywistą lub irracjonalistą bo nie ma żadnego punktu startowego dla swych przekonań i startuje z próżni

[link widoczny dla zalogowanych]

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Mało jeszcze w życiu liznęłaś i cały czas niewiele rozumiesz. Dowolny filozof współczesny powie ci, że jesteś skazana na uprawianie filozofii bez podstaw. Różnica polega na tym, że jedni się co do tego jeszcze łudzą, a inni nie. To nie jest mój prywatny wymysł więc to nie ja mam problem. Poczytaj sobie choćby Hilarego Putnama lub Richarda Rorty

Już sam fakt, że uprawiają filzofię bez żadnych podstaw zniechęca mnie do tego, by się nimi zaintersować


Niczym się od nich nie różnisz. Jedyna różnica jest taka, że oni sobie już zdają z tego sprawę, a ty jeszcze jesteś na mało dojrzałym etapie refleksji

towarzyski.pelikan napisał:
Równie dobrzę mogę sama sobie wymyślić każdą dowolną bzudrę, nie potrzeba mi zewnętrznych bajkopisarzy. Jak sam zauwazyłeś, mam rozbuchaną wyobraźnię, mogłabym pomysłami obdzielić całe to forum.


Skąd wiesz, ze nie głosisz samych dowolnych bzdur?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2388
Przeczytał: 151 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 7:37, 13 Lip 2020    Temat postu:

fedor napisał:

Czyli bezpodstawnie nazwałaś "regułą" coś, co nią nie jest

Czyli nie wiesz, o czym mówisz. Regułą jest to co zawsze zachodzi w określonych okolicznościach.
Cytat:
Też nie masz. To tym gorzej dla ciebie

Za chwilę się okaże, że gorzej przede wszystkim dla Ciebie.

Cytat:
towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Dopiero co ciut wyżej pisałaś, że ta reguła działa tymczasem, a nie zawsze.

Nic takiego nie pisałam


Pisałaś: "jedzenie jest zawsze pod stołem"

Sama nie pamiętasz co piszesz post lub dwa wcześniej. No cóż

Ke? Przecież pisałam, że zawsze, a Ty mi wyzej wmawiasz, ze tymczasem. Piłeś? Nie pisz.
Cytat:
Ty go zakładasz broniąc indukcji.

Oboje zakłądamy następny raz. Pytanie, na jakiej podstawie Ty zakładasz, że będzie jakiś nastęony raz, w którym być może wydarzy się coś innego. Pytanie retoryczne, bo wiadomo, że na podstawie indukcji. Czyli próbujesz podważyć indukcję jednocześnie zakładając jej konieczność. Nie potrafisz obalić indukcji, jednocześnie jej nie potwierdzajac :D
Cytat:
Znowu nie wiesz co odpisać i z braku laku zaczynasz jeść własny ogon. Tak też było w poprzedniej dyskusji

Znowu uderzyłam w czuły punkt, bo fedoruś zaczyna się wściekać. Jesteś tak bajecznie prosty w obsłudze :D
Cytat:
Język potoczny jest nasączony całą masą błędów i pomyłek, co narosło od wieków. Do dziś mówimy na przykład "Słońce zachodzi" albo "Słońce wschodzi", choć każdy wie, że jest odwrotnie. Dlatego nie powołuj się na język potoczny w filozoficznej dyskusji, jako na argument, bo to jest nieprofesjonalne. Filozofia analizuje język i ujawnia masę błędnych naleciałości w języku potocznym więc nie jest to żaden argument w takiej dyskusji. Katolikus też już zwrócił ci uwagę, że używasz zbyt wielu potocznych argumentów w dyskusji filozoficznej. Uważasz, że na przykład pytanie szarych ludzi na ulicy jest w stanie dać odpowiedź na jakiś znany problem filozoficzny. Jest to oczywiście rozumowanie błędne bo większość ludzi na ulicy w ogóle nie zastanawia się nad żadnymi zagadnieniami filozoficznymi

To co sobie robią inni w filozoficznej dyskusji nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem tego co słuszne. Nie oglądam się na innych, gdyż jestem geniuszem, któremu tamci mogą co najwyżej buty czyścić, pod warunkiem że najpierw sobie zdezynfekują dłonie. Więc papugowanie po innych pod pretekstem profesjonalizmu zostawiam zakompleksionym chłoptasiom, którzy jako zasadne postrzegają ściąganie od innych, a już nie ściąganie gaci przed defekacją.
Cytat:
Hipoteza nie musi mieć podstawy. Uczeni stawiali swe hipotezy zupełnie z sufitu lub niekiedy nawet w oparciu o absurdalne sny - na przykład Einstein i Friedrich Kekule

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

Formułowanie hipotez na podstawie snów nie jest "z sufitu". W większości genialnych odkryć bierze udział intuicja, podświadomość. To jest rodzaj objawienia. Jest doświadczeniem. Ale skąd Ty mógłbyś to wiedzieć?
Cytat:
Ale ja z tym nie polemizuję. Użyłbym jednak innego słowa i powiedziałbym, że znaleźli powody dla swej wiary. "Zasadność" to niebezpieczny termin, choć rozumiejąc go dość luźno można go użyć w tym kontekście

Dlaczego zasadność to niebezpieczny termin? Powód to kiepski wybór, bo znaczy tyle, co przyczyna, cos na co człowiek wpływu nie ma. Przyczyna tego, że wierzę w Boga nie jest żadnym argumentem.
Cytat:
Bo racjonalność możesz uzyskać tylko od innej osobowej racjonalności. Inaczej to pojęcie w ogóle nie ma sensu i pojęcie racjonalności jest nadmiarowym zabobonem. Odpowiedź masz niżej

Nie rozumiem, czemu racjonalność mogę uzyskać tylko od innej osobowej racjonalności. Nie widzę, żebyś to uzasadnił poniżej.
Druga rzecz, czemu tą osobową racjonalnością ma być Bóg, a nie np. bogowie lub kosmici?
Cytat:
Nie wyznaję fideizmu. Pokazuję tylko, że ateiście nie pozostaje nic innego niż fideizm po usunięciu absolutów ze swego systemu przekonań. Konsekwentny ateista może być tylko relatywistą lub irracjonalistą bo nie ma żadnego punktu startowego dla swych przekonań i startuje z próżni

Absolut nie musi być osobowy, a ateista to ktoś, kto neguje istnienie Boga osobowego. Więc zdecyduj się, czy tylko Bóg osobowy i to w dodatku chrześcijański musi być gwarantem racjonalności, czy to może być każdy jeden absolut jak np. Natura, odwiecznie istniejący, logicznie uporządkowany świat etc.
Cytat:
Niczym się od nich nie różnisz. Jedyna różnica jest taka, że oni sobie już zdają z tego sprawę, a ty jeszcze jesteś na mało dojrzałym etapie refleksji

Różnię się w sposób zasadniczy. Ja nie chrzanię głupot bez podstaw, każde moje twierdzenie potrafię uzasadnić. Od nich nie mogę tego oczekiwać, bo swoje sądy biora z dupy i na pytanie o uzasadnienie moga mnie tylko zbyć formułką "wszystko jest bezzasadne". Czytanie takich bezpodstawnych wypocin jest stratą czasu i obraża inteligencję czytelnika.
Cytat:
Skąd wiesz, ze nie głosisz samych dowolnych bzdur?

Ponieważ wszystko co twierdzę, twierdze na jakiejś podstawie. Nie losuję swoich stwierdzeń z kapelusza.


Ostatnio zmieniony przez towarzyski.pelikan dnia Pon 7:43, 13 Lip 2020, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 3873
Przeczytał: 124 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 9:25, 13 Lip 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
fedor napisał:

Czyli bezpodstawnie nazwałaś "regułą" coś, co nią nie jest

Czyli nie wiesz, o czym mówisz. Regułą jest to co zawsze zachodzi w określonych okolicznościach


Tylko, że nic nie zachodzi "zawsze w określonych okolicznościach". Nawet same okoliczności nie są za każdym razem takie same. Tego też sobie nie przemyślałaś. Dlatego to pusty slogan i użyłaś słowa "reguła" bezpodstawnie. Cały czas myślisz zbyt potocznie i upraszczająco w kwestiach filozoficznych i non stop wraca ten sam problem

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Też nie masz. To tym gorzej dla ciebie

Za chwilę się okaże, że gorzej przede wszystkim dla Ciebie


A to dopiero zobaczymy

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Dopiero co ciut wyżej pisałaś, że ta reguła działa tymczasem, a nie zawsze.

Nic takiego nie pisałam


Pisałaś: "jedzenie jest zawsze pod stołem"

Sama nie pamiętasz co piszesz post lub dwa wcześniej. No cóż

Ke? Przecież pisałam, że zawsze, a Ty mi wyzej wmawiasz, ze tymczasem. Piłeś? Nie pisz


Gmatwasz się strasznie i raz piszesz jedno, raz drugie. Określ się: reguła działa dla ciebie zawsze czy tylko tymczasem?

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Ty go zakładasz broniąc indukcji.

Oboje zakłądamy następny raz. Pytanie, na jakiej podstawie Ty zakładasz, że będzie jakiś nastęony raz, w którym być może wydarzy się coś innego. Pytanie retoryczne, bo wiadomo, że na podstawie indukcji. Czyli próbujesz podważyć indukcję jednocześnie zakładając jej konieczność. Nie potrafisz obalić indukcji, jednocześnie jej nie potwierdzajac :D


Gadka z tobą jest jak z tym słynnym gadaniem do obrazu. Pisałem już z 6 lub 7 razy, że uznaję indukcję przez wiarę bo jako teista uznaję, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie. Natomiast polemizuję z twoją tezą, że indukcję można uzasadnić. Z tego, że polemizuję z tą tezą nie wynika, że w indukcję nie wierzę. Nie możesz tego za Chiny pojąć, że można wierzyć w coś, czego nie da się uzasadnić (sama też to robisz w wielu kwestiach lecz sobie tego nie uświadamiasz). Efekt jest więc taki, że walczysz non stop z własnym niepojmowaniem i gdy ja piszę, że w indukcję można tylko uwierzyć, bo uzasadnić jej nie można, to atawistycznie uciekasz od tego w stwierdzenie, że ja indukcję uznaję. Ale to nie jest żaden problem bo uznaję ją przez wiarę. Tak więc odwracając w ten sposób kota ogonem wcale nie bronisz się przed tym, że indukcji nie jesteś w stanie uzasadnić (i nikt nie jest)

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Znowu nie wiesz co odpisać i z braku laku zaczynasz jeść własny ogon. Tak też było w poprzedniej dyskusji

Znowu uderzyłam w czuły punkt, bo fedoruś zaczyna się wściekać. Jesteś tak bajecznie prosty w obsłudze :D


Stwierdzanie, że zaczynasz na pewnym etapie dyskusji zaprzeczać sama sobie i razem ze mną zaczynasz polemizować z sobą samą, nie jest żadnym uderzaniem w jakiś mój "czuły punkt". To tylko kobieta może sobie coś tak pokrętnie zinterpretować

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Język potoczny jest nasączony całą masą błędów i pomyłek, co narosło od wieków. Do dziś mówimy na przykład "Słońce zachodzi" albo "Słońce wschodzi", choć każdy wie, że jest odwrotnie. Dlatego nie powołuj się na język potoczny w filozoficznej dyskusji, jako na argument, bo to jest nieprofesjonalne. Filozofia analizuje język i ujawnia masę błędnych naleciałości w języku potocznym więc nie jest to żaden argument w takiej dyskusji. Katolikus też już zwrócił ci uwagę, że używasz zbyt wielu potocznych argumentów w dyskusji filozoficznej. Uważasz, że na przykład pytanie szarych ludzi na ulicy jest w stanie dać odpowiedź na jakiś znany problem filozoficzny. Jest to oczywiście rozumowanie błędne bo większość ludzi na ulicy w ogóle nie zastanawia się nad żadnymi zagadnieniami filozoficznymi

To co sobie robią inni w filozoficznej dyskusji nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem tego co słuszne. Nie oglądam się na innych, gdyż jestem geniuszem, któremu tamci mogą co najwyżej buty czyścić, pod warunkiem że najpierw sobie zdezynfekują dłonie. Więc papugowanie po innych pod pretekstem profesjonalizmu zostawiam zakompleksionym chłoptasiom, którzy jako zasadne postrzegają ściąganie od innych, a już nie ściąganie gaci przed defekacją


Generujesz już tylko sieczkę. W każdym razie nie jesteś w stanie zaprzeczyć, że się walnęłaś używając potocznego rozumowania w filozoficznej dyskusji, choć filozofia z zasady owe potoczne myślenie kwestionuje, tak samo jak kwestionuje potoczne "oczywistości", na które też się co chwila powołujesz jako na "argument" w tej samej filozoficznej dyskusji

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Hipoteza nie musi mieć podstawy. Uczeni stawiali swe hipotezy zupełnie z sufitu lub niekiedy nawet w oparciu o absurdalne sny - na przykład Einstein i Friedrich Kekule

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

Formułowanie hipotez na podstawie snów nie jest "z sufitu". W większości genialnych odkryć bierze udział intuicja, podświadomość. To jest rodzaj objawienia. Jest doświadczeniem. Ale skąd Ty mógłbyś to wiedzieć?


Są też i hipotezy brane zupełnie z sufitu. Ale skąd miałabyś o tym wiedzieć. Poza tym nie wiadomo czym są dokładnie sny, intuicja i czy w ogóle istnieje podświadomość. To tylko pewna freudowska hipoteza. Sen może być równie dobrze generowaniem losowych koncepcji i tak jest głównie traktowany bez potrzeby tworzenia nadmiarowych hipotez w tej kwestii. Tak więc powołałaś się tylko na kolejne potoczne mity w tych sprawach

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Ale ja z tym nie polemizuję. Użyłbym jednak innego słowa i powiedziałbym, że znaleźli powody dla swej wiary. "Zasadność" to niebezpieczny termin, choć rozumiejąc go dość luźno można go użyć w tym kontekście

Dlaczego zasadność to niebezpieczny termin?


Bo oznacza też formalną ścisłość dowodzenia

towarzyski.pelikan napisał:
Powód to kiepski wybór, bo znaczy tyle, co przyczyna, cos na co człowiek wpływu nie ma. Przyczyna tego, że wierzę w Boga nie jest żadnym argumentem


"Powód" wcale nie musi oznaczać "przyczyny, na którą się nie ma wpływu". Nie wiem skąd ty bierzesz te postrzelone nadinterpretacje pojęć. Któryś raz już się to z tobą powtarza w dyskusji. Poza tym skąd wiesz, że sama dysponujesz czymś więcej niż tylko powodami wyboru danego poglądu? Wcale tego nie wiesz. Generalnie w swych wyborach opierasz się tylko na intuicji bo i tak nic lepszego nie masz

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Bo racjonalność możesz uzyskać tylko od innej osobowej racjonalności. Inaczej to pojęcie w ogóle nie ma sensu i pojęcie racjonalności jest nadmiarowym zabobonem. Odpowiedź masz niżej

Nie rozumiem, czemu racjonalność mogę uzyskać tylko od innej osobowej racjonalności. Nie widzę, żebyś to uzasadnił poniżej


No skoro tego nie rozumiesz to ty masz problem, nie ja. Może po prostu nie jesteś racjonalna, co akurat w przypadku kobiety jest zupełnie pospolite. Kobiety są wręcz z natury irracjonalne, z ogromną przewagą emocjonalności nad niewielkim obszarem swego intelektu. No i to wiele tłumaczy z twoich zachowań i zachowań innych pań na tym forum, które też niestety intelektem nie grzeszą. Nie jest to żadna obelga lecz cecha natury kobiecej

towarzyski.pelikan napisał:
Druga rzecz, czemu tą osobową racjonalnością ma być Bóg, a nie np. bogowie lub kosmici?


Bo to znowu rodzi pytanie o źródło ich racjonalności i generuje nieskończony regres, niczego nie rozwiązując. Trzeba się więc zatrzymać na rozwiązaniu, które nie jest przygodne i zależne od czegokolwiek innego. Testujesz nieudane rozwiązania tego problemu, które były już bardzo drobiazgowo analizowane - była już niedawno obszerna dyskusja na ten temat w tym wątku i przejrzyj sobie to zamiast powtarzać od nowa to samo

http://www.sfinia.fora.pl/filozofia,4/naukowy-obraz-rzeczywistosci,13507-25.html#459575

To oszczędzi wielu zbędnych powtórek

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Nie wyznaję fideizmu. Pokazuję tylko, że ateiście nie pozostaje nic innego niż fideizm po usunięciu absolutów ze swego systemu przekonań. Konsekwentny ateista może być tylko relatywistą lub irracjonalistą bo nie ma żadnego punktu startowego dla swych przekonań i startuje z próżni

Absolut nie musi być osobowy, a ateista to ktoś, kto neguje istnienie Boga osobowego. Więc zdecyduj się, czy tylko Bóg osobowy i to w dodatku chrześcijański musi być gwarantem racjonalności, czy to może być każdy jeden absolut jak np. Natura, odwiecznie istniejący, logicznie uporządkowany świat etc.


Bezosobowa natura nie jest w stanie zagwarantować racjonalności bo jest czymś ślepym. Poza tym termin "natura" jest bardzo niekonkretny i nieprecyzyjny, nie da się go w żaden sposób zdefiniować i określić granic tego pojęcia. To kompletnie pusty termin pozbawiony desygnatu

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Niczym się od nich nie różnisz. Jedyna różnica jest taka, że oni sobie już zdają z tego sprawę, a ty jeszcze jesteś na mało dojrzałym etapie refleksji

Różnię się w sposób zasadniczy. Ja nie chrzanię głupot bez podstaw, każde moje twierdzenie potrafię uzasadnić


Tak ci się tylko wydaje. W pierwszym poście w tym wątku pokazałem, że tak naprawdę nic nie uzasadniłaś. Wygenerowałaś jedynie kolejne błędne koła i nad twoimi wszystkimi deklaracjami nadal wisi nieskończony regres. Rozwiązania jakie podajesz wcale nie są samooczywiste dla wszystkich i dalej można pytać skąd to wiesz. I wtedy wpadasz już tylko w puste tautologie, pisząc "bo wiem" lub powołujesz się na potoczne banały, które filozofia kwestionuje z zasady, więc żadną odpowiedzią to tym bardziej nie jest. Pokazał to też Katolikus w dyskusjach z tobą. Tak więc jedynie wydaje ci się, że coś "uzasadniasz" bo tak naprawdę powołujesz się tylko na już dawno obalone w filozofii potoczne banały lub na swoją intuicję, która może zostać zakwestionowana przez dowolną inną intuicję, sprzeczną z twoją intuicją

towarzyski.pelikan napisał:
Od nich nie mogę tego oczekiwać, bo swoje sądy biora z dupy i na pytanie o uzasadnienie moga mnie tylko zbyć formułką "wszystko jest bezzasadne". Czytanie takich bezpodstawnych wypocin jest stratą czasu i obraża inteligencję czytelnika


Ale sama bierzesz z dupy swe "uzasadnienia". Nie jesteś w stanie wykazać tego, że masz dostęp do czegoś więcej niż własny umysł i język. Nie jesteś w stanie wykazać nawet tego, że masz dostęp do jakiegokolwiek świata zewnętrznego bo aby to założyć musisz uzasadniać zmysły za pomocą zmysłów, co znowu skończy się błędnym kołem. Tak więc jedyne czym dysponujesz to jedynie własny umysł i język. Tylko tego możesz użyć jako argumentu ale nawet tego nie jesteś w stanie obronić bo język jest jedynie zmieniającym się w czasie konstruktem nasyconym wieloma konceptami. No i do tego jest to konstrukt zadany ci przez kulturę i sama go nie wytworzyłaś lecz przejęłaś ogrom tradycji, której ogromu i tak nie będziesz nigdy w stanie sprawdzić pod względem wiarygodności. Natomiast twój rozum też nie może być żadnym argumentem w tej dyskusji bo nie możesz uzasadnić rozumu za pomocą rozumu. Znowu będzie to błędne koło. Nie możesz użyć czegoś jako argumentu jeśli wiarygodność tego czegoś jest zarazem przedmiotem sporu. Nie jesteś zatem w stanie uzasadnić nawet wiarygodności swego własnego rozumu, opierając się jedynie sama na sobie. No więc sama nie masz nic więcej niż - jak to określasz - "argumenty z dupy". Nie masz nic więcej i jedynie wydaje ci się, że masz, co inni próbują ci uzmysławiać (ja i Katolikus). Ale z mizernym skutkiem bo póki co żyjesz w nieświadomości

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Skąd wiesz, ze nie głosisz samych dowolnych bzdur?

Ponieważ wszystko co twierdzę, twierdze na jakiejś podstawie. Nie losuję swoich stwierdzeń z kapelusza.


Nawet ludzie głoszący największe bzdury twierdzą, że robią to na jakiejś podstawie i często próbują nawet argumentować za swymi racjami (wystarczy popatrzeć choćby na płaskoziemców). Każdy tak robi. Tak więc to co tu napisałaś nie jest żadnym dowodem na to, że nie głosisz dowolnych bzdur. Póki co nadal nie jesteś w stanie przedstawić żadnego argumentu za tym, że nie mylisz się po prostu we wszystkim

towarzyski.pelikan napisał:
Nie losuję swoich stwierdzeń z kapelusza


Co też nie gwarantuje tego, że nie głosisz samych bzdur. I co też nie gwarantuje tego, że w ostatecznym rozrachunku okazałoby się, że jednak losujesz swe stwierdzenia z jakiegoś kapelusza i jedynie ponownie wydaje ci się, że nie losujesz


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Pon 9:48, 13 Lip 2020, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2388
Przeczytał: 151 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 12:47, 13 Lip 2020    Temat postu:

fedor napisał:

Tylko, że nic nie zachodzi "zawsze w określonych okolicznościach". Nawet same okoliczności nie są za każdym razem takie same. Tego też sobie nie przemyślałaś. Dlatego to pusty slogan i użyłaś słowa "reguła" bezpodstawnie. Cały czas myślisz zbyt potocznie i upraszczająco w kwestiach filozoficznych i non stop wraca ten sam problem

Każda reguła zachodzi zawsze w określonych okolicznościach. Jeśli tego nie rozumiesz, to ja już nic nie poradzę.
Cytat:
Gmatwasz się strasznie i raz piszesz jedno, raz drugie. Określ się: reguła działa dla ciebie zawsze czy tylko tymczasem?

Zawsze, co od początku twierdzę. Choć sa od tej reguły pewne wyjątki, np. reguły ortograficzne nie zawsze działają, chyba ze w samej regule już zawrzemy wyjątki.
Cytat:
Gadka z tobą jest jak z tym słynnym gadaniem do obrazu. Pisałem już z 6 lub 7 razy, że uznaję indukcję przez wiarę bo jako teista uznaję, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie. Natomiast polemizuję z twoją tezą, że indukcję można uzasadnić. Z tego, że polemizuję z tą tezą nie wynika, że w indukcję nie wierzę. Nie możesz tego za Chiny pojąć, że można wierzyć w coś, czego nie da się uzasadnić (sama też to robisz w wielu kwestiach lecz sobie tego nie uświadamiasz). Efekt jest więc taki, że walczysz non stop z własnym niepojmowaniem i gdy ja piszę, że w indukcję można tylko uwierzyć, bo uzasadnić jej nie można, to atawistycznie uciekasz od tego w stwierdzenie, że ja indukcję uznaję. Ale to nie jest żaden problem bo uznaję ją przez wiarę. Tak więc odwracając w ten sposób kota ogonem wcale nie bronisz się przed tym, że indukcji nie jesteś w stanie uzasadnić (i nikt nie jest)

Mogłabym to samo napisać o Tobie, kompletnie nic nie kumasz z tego co się do Ciebie pisze. Nie interesuje mnie, w co Ty wierzysz bezpodstawnie, z sufitu, tylko właśnie to, że chcesz uzasadnić tą swoją irracjonalną wiarę w indukcję argumentując za tym, że indukcji nie da się racjonalnie uzasadnić i w tym celu twierdzisz, że indukcja jest bezpodstawna, bo nie można poprawnie założyć, że następnymy razem wydarzy się to samo (potwierdzajac regułę), ale argumentując w ten sposob już zakładasz indukcję, bo niby na jakiej podstawie zakładasz jakiś "następny raz"? Nie masz do tego żadnych pozaindukcyjnych podstaw. Czyli po raz kolejny mamy do czynienia ze spektakularnym samozaoraniem z Tobą w roli głównej.
Jeśli nadal nie rozumiesz, to już trudno. Może jeszcze jest na to zbyt wcześnie ;)
Cytat:
Stwierdzanie, że zaczynasz na pewnym etapie dyskusji zaprzeczać sama sobie i razem ze mną zaczynasz polemizować z sobą samą, nie jest żadnym uderzaniem w jakiś mój "czuły punkt". To tylko kobieta może sobie coś tak pokrętnie zinterpretować

Ty kompletnie sam siebie nie rozumiesz, co twierdzisz i jakie są tego konsekwencje. Jesteś mocno pogubiony, ale to już nie mój problem.
Cytat:
Generujesz już tylko sieczkę. W każdym razie nie jesteś w stanie zaprzeczyć, że się walnęłaś używając potocznego rozumowania w filozoficznej dyskusji, choć filozofia z zasady owe potoczne myślenie kwestionuje, tak samo jak kwestionuje potoczne "oczywistości", na które też się co chwila powołujesz jako na "argument" w tej samej filozoficznej dyskusji

To nie jest żadne walnięcie, bo robię to z premedytyacją. Nikt przede mną nie filozofował powołujac się na oczywistości? Nie szkodzi. Będę pierwsza, tym samym kwestionując oczywistość, którą wyżej wygłosiłeś "filozofia z zasady owe potoczne myślenie kwestionuje, tak samo jak kwestionuje potoczne "oczywistości".
Cytat:
Są też i hipotezy brane zupełnie z sufitu. Ale skąd miałabyś o tym wiedzieć.

Ależ jestem tego świadoma, żeby daleko nie szukać "świat powstał 5 minut temu, a tylko wygląda, ze powstał 13 mld lat temu". I właśnie takie hipotezy są absurdalne i nikt poważny się nimi nie zajmuje.
Cytat:
Poza tym nie wiadomo czym są dokładnie sny, intuicja i czy w ogóle istnieje podświadomość. To tylko pewna freudowska hipoteza. Sen może być równie dobrze generowaniem losowych koncepcji i tak jest głównie traktowany bez potrzeby tworzenia nadmiarowych hipotez w tej kwestii. Tak więc powołałaś się tylko na kolejne potoczne mity w tych sprawach

W Twojej wyobraźni nic nie wiadomo, wszystko równie dobrze być może, bo nie masz żadnego zewnętrznego punktu odniesienia.
Cytat:
Bo oznacza też formalną ścisłość dowodzenia

Uzasadnij.
Cytat:
"Powód" wcale nie musi oznaczać "przyczyny, na którą się nie ma wpływu". Nie wiem skąd ty bierzesz te postrzelone nadinterpretacje pojęć. Któryś raz już się to z tobą powtarza w dyskusji. Poza tym skąd wiesz, że sama dysponujesz czymś więcej niż tylko powodami wyboru danego poglądu? Wcale tego nie wiesz. Generalnie w swych wyborach opierasz się tylko na intuicji bo i tak nic lepszego nie masz

Po prostu jak powiem w dyskusji, że wierzę w Boga z tego powodu, że uderzyłam się w głowę, to nie będzie to żaden argument za istnieniem Boga, nawet jeśli rzeczywiście dlatego w tego Boga uwierzyłam. Jesli chcę to uzasadnić, muszę przedstawić racje za tym, że Bóg istnieje. A powód może być tylko traktowany jako moja wewnętrzna motywacja, która w dyskusji do niczego się nie nadaje.
Cytat:
No skoro tego nie rozumiesz to ty masz problem, nie ja.

Jak nie podałeś uzasadnienia, to nie sposób zrozumieć toku myślenia, który Cię doprowadził do takiej tezy. I to jest Twój problem, bo jak wygłaszasz jakieś twierdzenia, to Twoim obowiązkiem jest je uzasadnić.
Cytat:
Może po prostu nie jesteś racjonalna, co akurat w przypadku kobiety jest zupełnie pospolite. Kobiety są wręcz z natury irracjonalne, z ogromną przewagą emocjonalności nad niewielkim obszarem swego intelektu. No i to wiele tłumaczy z twoich zachowań i zachowań innych pań na tym forum, które też niestety intelektem nie grzeszą. Nie jest to żadna obelga lecz cecha natury kobiecej

Twoje problemy w relacjach z kobietami mnie niespecjalnie interesują. Skonsultuj to proszę z seksuologiem, na filozoficzną dyskusję to się nie nadaje. Coś tam wyżej pisałeś o profesjonalizmie, warto jest się tego trzymać.
Cytat:
Bo to znowu rodzi pytanie o źródło ich racjonalności i generuje nieskończony regres, niczego nie rozwiązując. Trzeba się więc zatrzymać na rozwiązaniu, które nie jest przygodne i zależne od czegokolwiek innego.

W przypadku kosmitów rzeczywiście, natomiast bogów już nie. W czym chrześcijański Bóg ma przewagę nad bogami?
Cytat:
Bezosobowa natura nie jest w stanie zagwarantować racjonalności bo jest czymś ślepym.

Co to znaczy, że jest czymś ślepym? I czemu to co bezosobowe jest ślepe, cokolwiek to znaczy?
Cytat:
Poza tym termin "natura" jest bardzo niekonkretny i nieprecyzyjny, nie da się go w żaden sposób zdefiniować i określić granic tego pojęcia. To kompletnie pusty termin pozbawiony desygnatu

Jak najbardziej można to pojęcie sobie zdefiniować i określić, podobnie jak z Bogiem.
Cytat:
Tak ci się tylko wydaje. W pierwszym poście w tym wątku pokazałem, że tak naprawdę nic nie uzasadniłaś. Wygenerowałaś jedynie kolejne błędne koła i nad twoimi wszystkimi deklaracjami nadal wisi nieskończony regres. Rozwiązania jakie podajesz wcale nie są samooczywiste dla wszystkich i dalej można pytać skąd to wiesz. I wtedy wpadasz już tylko w puste tautologie, pisząc "bo wiem" lub powołujesz się na potoczne banały, które filozofia kwestionuje z zasady, więc żadną odpowiedzią to tym bardziej nie jest. Pokazał to też Katolikus w dyskusjach z tobą. Tak więc jedynie wydaje ci się, że coś "uzasadniasz" bo tak naprawdę powołujesz się tylko na już dawno obalone w filozofii potoczne banały lub na swoją intuicję, która może zostać zakwestionowana przez dowolną inną intuicję, sprzeczną z twoją intuicją

Ty przede wszystkim nic nie zrozumiałeś z koncepcji "spirali pozania", więc w pierwszym poście nic nie wykazałeś poza skrajnym chamstwem. Nawet nie chciało mi się do tego bełkotu odnosić, bo kompletnie nie potrafiłabym znaleźć żadnego punktu zaczepienia. Nie da się dyskutować z kimś, kto nic nie czai, jakieś elementarne zatrybienie jest nieodzwne. A kompulsywne chowanie się za plecami Katolikusa "Katolikus już to wytłumaczył", "Katolikus powiedział" jest tylko wyrazem Twojej bezradności w temacie. Kto sobie nie radzi, szuka sobie maminej spódnicy, której może się uczepić.
Cytat:
Ale sama bierzesz z dupy swe "uzasadnienia". Nie jesteś w stanie wykazać tego, że masz dostęp do czegoś więcej niż własny umysł i język. Nie jesteś w stanie wykazać nawet tego, że masz dostęp do jakiegokolwiek świata zewnętrznego bo aby to założyć musisz uzasadniać zmysły za pomocą zmysłów, co znowu skończy się błędnym kołem.

Jeśli hipotetycznie założę, że mam dostęp tylko do własnego umysłu i nie ma zadnego świata zewnętrznego, to to czego doświadczam jako świat zewnętrzny jest moim światem zewnętrznym. Rzeczywistością jest to, czego doświadczam. I w ten sposób rozwiązuje problem matrixa. Pisałam już zresztą w poniższym wątku:
http://www.sfinia.fora.pl/filozofia,4/co-jest-rzeczywistoscia,16793.html

Cytat:
Tak jak to widzę, jedyna sensowna definicja rzeczywistości to taka, która obejmuje wszystko to co jest lub być może przez ogół ludzi doświadzane, postrzegane, poznawane. Tak więc nawet jak hipotetycznie założymy, że jesteśmy tylko postaciami z gry komputerowej i wszystko, czego doświadczamy, jest jedną wielką fikcją, to właśnie ta "fikcja" jest naszą rzeczywistością

Zwróćmy uwage na znaczenie pojęcia fikcja:
1. «coś, co jest wymyślone»
2. «coś, co istnieje tylko pozornie lub formalnie»

Jeśli doświadczamy np. drzew, a tak naprawdę to jest tylko zapis cyfrowy, to my doświadczamy realnie drzew, a zapis cyfrowy jest tylko wymysłem czy domysłem, istnieje tylko formalnie (teoretycznie) w naszej głowie w postaci hipotezy "a co jeśli istnieją tylko zapisy cyfrowe?". Wszelkie takie hipotezy matrixowe są z naszej perspektywy fikcją.

Cytat:
Nawet ludzie głoszący największe bzdury twierdzą, że robią to na jakiejś podstawie i często próbują nawet argumentować za swymi racjami (wystarczy popatrzeć choćby na płaskoziemców). Każdy tak robi. Tak więc to co tu napisałaś nie jest żadnym dowodem na to, że nie głosisz dowolnych bzdur. Póki co nadal nie jesteś w stanie przedstawić żadnego argumentu za tym, że nie mylisz się po prostu we wszystkim

Co innego głosić bzdurę z powodu pomyłki, opierania się na błędnych przesłankach, a co innego z premedytacją głosić rzeczy, co do których uważa się, ze nie ma się żadnych podstaw. Nie mam dowodów na to, że nie głoszę bzdur, a więc że się nie mylę, natomiast dowodem na to, że nie głoszę dowolnych bzdur jest fakt, że wszystkie swoje twierdzenia opieram o jakieś przesłanki, które są podstawą dla moich twierdzeń. Zauważ, że jeśli uznamy, że nasze twierdzenia z definicji są bezzasadne, to nie ma możliwości pomyłki, bo o pomyłce może mówić wtedy, jak ktoś niechcący popełnił bzdurę. Jeśli jest pomyłka, to musi być i poprawne rozwiązanie, do któego się dąży. Przy założeniu, że wszystko jest dowolną bzdurą nie ma podstaw postulowania jakegoś poprawnego rozwiązania. To jest klasyczny nihilizm poznawczy.
Cytat:
Co też nie gwarantuje tego, że nie głosisz samych bzdur. I co też nie gwarantuje tego, że w ostatecznym rozrachunku okazałoby się, że jednak losujesz swe stwierdzenia z jakiegoś kapelusza i jedynie ponownie wydaje ci się, że nie losujesz

Na to już odpowiedziałam we fragmentach powyżej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 3873
Przeczytał: 124 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:28, 13 Lip 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
fedor napisał:

Tylko, że nic nie zachodzi "zawsze w określonych okolicznościach". Nawet same okoliczności nie są za każdym razem takie same. Tego też sobie nie przemyślałaś. Dlatego to pusty slogan i użyłaś słowa "reguła" bezpodstawnie. Cały czas myślisz zbyt potocznie i upraszczająco w kwestiach filozoficznych i non stop wraca ten sam problem

Każda reguła zachodzi zawsze w określonych okolicznościach. Jeśli tego nie rozumiesz, to ja już nic nie poradzę


Czyli znowu twierdzisz, że reguła zachodzi "zawsze", choć gdzie indziej temu zaprzeczasz. Tylko, że żadnej takiej reguły, która zachodzi "zawsze", już nie wskazałaś. Nazywasz ciągle "regułą" coś, co nią nie jest, bo nie zachodzi "zawsze". Pomijam już to, że nie rozumiesz nadal tego, że okoliczności nigdy nie są zawsze takie same i nawet nie da się do końca określić czegoś takiego jak "okoliczności" (byłaby tu wymagana wszechwiedza aby móc je wyczerpująco opisać)

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Gmatwasz się strasznie i raz piszesz jedno, raz drugie. Określ się: reguła działa dla ciebie zawsze czy tylko tymczasem?

Zawsze, co od początku twierdzę


To skoro "zawsze" to żadnej takiej reguły nie wskazałaś bo nic nie działa "zawsze". Czyli jednak używałaś bezpodstawnie określenia "reguła"

towarzyski.pelikan napisał:
Choć sa od tej reguły pewne wyjątki, np. reguły ortograficzne nie zawsze działają, chyba ze w samej regule już zawrzemy wyjątki


To wtedy nie będzie już to regułą, która działa zawsze. Zaprzeczasz sobie w jednym zdaniu po drugim i generujesz chaos w swych twierdzeniach. Brak w tym wszystkim jakiejkolwiek konsekwencji. I dalej jest z grubsza cały czas tak samo

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Gadka z tobą jest jak z tym słynnym gadaniem do obrazu. Pisałem już z 6 lub 7 razy, że uznaję indukcję przez wiarę bo jako teista uznaję, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie. Natomiast polemizuję z twoją tezą, że indukcję można uzasadnić. Z tego, że polemizuję z tą tezą nie wynika, że w indukcję nie wierzę. Nie możesz tego za Chiny pojąć, że można wierzyć w coś, czego nie da się uzasadnić (sama też to robisz w wielu kwestiach lecz sobie tego nie uświadamiasz). Efekt jest więc taki, że walczysz non stop z własnym niepojmowaniem i gdy ja piszę, że w indukcję można tylko uwierzyć, bo uzasadnić jej nie można, to atawistycznie uciekasz od tego w stwierdzenie, że ja indukcję uznaję. Ale to nie jest żaden problem bo uznaję ją przez wiarę. Tak więc odwracając w ten sposób kota ogonem wcale nie bronisz się przed tym, że indukcji nie jesteś w stanie uzasadnić (i nikt nie jest)

Mogłabym to samo napisać o Tobie, kompletnie nic nie kumasz z tego co się do Ciebie pisze


Za wiele do kumania to tam nie ma. Nie tylko nie kumasz tego co się do ciebie pisze ale nie kumasz nawet tego, że za wiele do kumania to nie ma w tym wszystkim co wypisujesz. W zasadzie to jest to tylko jeden wielki irracjonalny babski groch z kapustą, który trzeba pieczołowicie prostować

towarzyski.pelikan napisał:
Nie interesuje mnie, w co Ty wierzysz bezpodstawnie, z sufitu,


A powinno bo jeśli chodzi o indukcję to też w nią jedynie wierzysz bezpodstawnie i z sufitu i jak pokazał już Hume - każdy jest na to skazany. Przy czym, jeśli chodzi o mnie to wierzę w indukcję na podstawie wiary w to, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie, o czym pisałem już. Nie jest to więc tak do końca "z sufitu" i tym samym znowu polemizujesz jedynie z jakimś chochołem czyli sama ze sobą, a nie ze mną. Ale to już taki standard u ciebie

towarzyski.pelikan napisał:
tylko właśnie to, że chcesz uzasadnić tą swoją irracjonalną wiarę w indukcję argumentując za tym, że indukcji nie da się racjonalnie uzasadnić i w tym celu twierdzisz, że indukcja jest bezpodstawna, bo nie można poprawnie założyć, że następnymy razem wydarzy się to samo (potwierdzajac regułę), ale argumentując w ten sposob już zakładasz indukcję, bo niby na jakiej podstawie zakładasz jakiś "następny raz"?


Stwierdzenie, że nie ma podstaw zakładać, że następnym razem zdarzy się to samo, nie jest stwierdzeniem indukcyjnym. Nie ma w tym ani grama indukcji bo jest to wręcz jej totalnym zanegowaniem i hipotetyczne rozważenie, że w ogóle będzie jakiś kolejny raz, też nie ma w sobie nic indukcyjnego. Znowu generujesz jeden wielki chaos i polemizujesz z tym chaosem, który sama generujesz, bo nikt nie wygłasza takich paranoicznych bezsensów jak te twoje tutaj. Znowu się zaplątałaś i pogubiłaś w tym wszystkim. Tak jak w poprzedniej dyskusji gdzie polemizowałaś już tylko sama ze swoim własnym chaosem i na końcu już sama nie wiedziałaś z czym ty w ogóle polemizujesz

towarzyski.pelikan napisał:
Nie masz do tego żadnych pozaindukcyjnych podstaw


A dopiero co w zdaniu wyżej stwierdzałaś, że robię to właśnie w oparciu o indukcyjne podstawy. Po raz kolejny zaprzeczasz sobie w jednym zdaniu po drugim i generujesz chaos w oparciu o wcześniejszy chaos ale po co baba w ogóle miałaby się czymś takim przejmować. To przecież "normalka"

Poza tym ty też nie masz żadnych podstaw aby zakładać, że będzie jakiś następny raz. No więc kłamiesz, że masz takie podstawy

towarzyski.pelikan napisał:
Czyli po raz kolejny mamy do czynienia ze spektakularnym samozaoraniem z Tobą w roli głównej

'
To tylko projekcja twoich urojeń. Póki co sama się zaorałaś tonąc w sprzecznościach, których wyżej wygenerowałaś całe multum

towarzyski.pelikan napisał:
Jeśli nadal nie rozumiesz, to już trudno. Może jeszcze jest na to zbyt wcześnie ;)


Kobiecy chaos to coś, czego nawet same kobiety nie rozumieją. Nic nowego

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Stwierdzanie, że zaczynasz na pewnym etapie dyskusji zaprzeczać sama sobie i razem ze mną zaczynasz polemizować z sobą samą, nie jest żadnym uderzaniem w jakiś mój "czuły punkt". To tylko kobieta może sobie coś tak pokrętnie zinterpretować

Ty kompletnie sam siebie nie rozumiesz, co twierdzisz i jakie są tego konsekwencje. Jesteś mocno pogubiony, ale to już nie mój problem


Ja doskonale rozumiem co twierdzę bo prezentuję konsekwentnie swe poglądy na tym forum już od 12 lat. A ty wpadłaś tu niedawno, wskoczyłaś do dyskusji, której i tak nie rozumiesz, po czym wygenerowałaś jeden wielki sprzeczny chaos, w którym polemizujesz jedynie sama ze sobą i na końcu jeszcze przypisałaś ten własny chaos rozmówcy. To też jest takie typowo babskie więc nic nowego tu nie mamy

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Generujesz już tylko sieczkę. W każdym razie nie jesteś w stanie zaprzeczyć, że się walnęłaś używając potocznego rozumowania w filozoficznej dyskusji, choć filozofia z zasady owe potoczne myślenie kwestionuje, tak samo jak kwestionuje potoczne "oczywistości", na które też się co chwila powołujesz jako na "argument" w tej samej filozoficznej dyskusji

To nie jest żadne walnięcie, bo robię to z premedytyacją. Nikt przede mną nie filozofował powołujac się na oczywistości? Nie szkodzi. Będę pierwsza, tym samym kwestionując oczywistość, którą wyżej wygłosiłeś "filozofia z zasady owe potoczne myślenie kwestionuje, tak samo jak kwestionuje potoczne "oczywistości"


Na razie niczego nie zakwestionowałaś, w żaden sprawie, nawet najmniejszej. Polemizujesz jedynie z wewnętrznie sprzecznym chaosem, który sama generujesz

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Są też i hipotezy brane zupełnie z sufitu. Ale skąd miałabyś o tym wiedzieć.

Ależ jestem tego świadoma, żeby daleko nie szukać "świat powstał 5 minut temu, a tylko wygląda, ze powstał 13 mld lat temu". I właśnie takie hipotezy są absurdalne i nikt poważny się nimi nie zajmuje


Z tego, że ty się czymś nie zajmujesz nie wynika, że "nikt poważny" się tym czymś nie zajmuje. Teza o 5 minutowym wszechświecie jest popularnym argumentem sceptyckim, o czym pisze choćby Hilary Putnam. Nie jest to zresztą żadna "hipoteza", a typowe filozoficzne ćwiczenie myślowe, które ma na celu doprowadzić do pewnej refleksji nad niektórymi zagadnieniami kognitywistycznymi. Ale jesteś zbyt głupia żeby to pojąć, że nie jest to nawet hipoteza więc o dalszej refleksji nawet nie ma co tutaj mówić. W każdym razie, istnieją hipotezy brane nawet z sufitu w nauce i przeczy to temu co tam wyżej bredziłaś na temat zagadnienia hipotez, pisząc jak zwykle o sprawach, o których nie masz zielonego pojęcia

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Poza tym nie wiadomo czym są dokładnie sny, intuicja i czy w ogóle istnieje podświadomość. To tylko pewna freudowska hipoteza. Sen może być równie dobrze generowaniem losowych koncepcji i tak jest głównie traktowany bez potrzeby tworzenia nadmiarowych hipotez w tej kwestii. Tak więc powołałaś się tylko na kolejne potoczne mity w tych sprawach

W Twojej wyobraźni nic nie wiadomo, wszystko równie dobrze być może, bo nie masz żadnego zewnętrznego punktu odniesienia


Co ty znowu chrzanisz, jaki może istnieć "zewnętrzny punkt odniesienia" w kwestii umysłu skoro umysł jest czymś z natury wewnętrznym. Znowu się do reszty poplątałaś w dość prostej kwestii i wszystko ci się pomieszało. Po raz kolejny babski groch z kapustą

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Bo oznacza też formalną ścisłość dowodzenia

Uzasadnij


Cała logika i matematyka jest złożona z formalnych uzasadnień o wysokim stopniu ścisłości. Ale tego też nie wiesz, jak widać

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
"Powód" wcale nie musi oznaczać "przyczyny, na którą się nie ma wpływu". Nie wiem skąd ty bierzesz te postrzelone nadinterpretacje pojęć. Któryś raz już się to z tobą powtarza w dyskusji. Poza tym skąd wiesz, że sama dysponujesz czymś więcej niż tylko powodami wyboru danego poglądu? Wcale tego nie wiesz. Generalnie w swych wyborach opierasz się tylko na intuicji bo i tak nic lepszego nie masz

Po prostu jak powiem w dyskusji, że wierzę w Boga z tego powodu, że uderzyłam się w głowę, to nie będzie to żaden argument za istnieniem Boga, nawet jeśli rzeczywiście dlatego w tego Boga uwierzyłam. Jesli chcę to uzasadnić, muszę przedstawić racje za tym, że Bóg istnieje. A powód może być tylko traktowany jako moja wewnętrzna motywacja, która w dyskusji do niczego się nie nadaje


To jest nie tylko bez związku z tym co ja tu napisałem ale jest to bez związku nawet z tym co ty sama wyżej napisałaś. Miałaś wykazać, że pojęcie "powód" oznacza "przyczynę na którą się nie ma wpływu" i nie wykazałaś. Zamiast tego napisałaś coś tylko o walnięciu się w głowę, co żadną regułą dla ogólnie rozumianej klasy powodów nie jest. Jesteś kompletnie rozkojarzona i roztrzepana w tej dyskusji, jak to baba

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
No skoro tego nie rozumiesz to ty masz problem, nie ja.

Jak nie podałeś uzasadnienia, to nie sposób zrozumieć toku myślenia, który Cię doprowadził do takiej tezy. I to jest Twój problem, bo jak wygłaszasz jakieś twierdzenia, to Twoim obowiązkiem jest je uzasadnić


Uzasadniłem: racjonalną osobowość można otrzymać jedynie od innej racjonalnej osobowości bo sama się z niczego nie weźmie i nic takiego nie obserwujemy. Dla ciebie to jest niezrozumiałe podczas gdy zrozumiałe już jest dla ciebie to, że ślepa natura może wygenerować jakimś cudem osobową racjonalność, którą sama nie jest. To jest dopiero babska "logika", która jest całkowicie irracjonalna ale kto by się tym przejmował. Jeśli nie wiesz skąd się wzięła twoja racjonalność to jesteś tym samym kompletnie irracjonalna i nie jesteś w stanie zaprzeczyć temu co ja piszę w dowolnym punkcie

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Może po prostu nie jesteś racjonalna, co akurat w przypadku kobiety jest zupełnie pospolite. Kobiety są wręcz z natury irracjonalne, z ogromną przewagą emocjonalności nad niewielkim obszarem swego intelektu. No i to wiele tłumaczy z twoich zachowań i zachowań innych pań na tym forum, które też niestety intelektem nie grzeszą. Nie jest to żadna obelga lecz cecha natury kobiecej

Twoje problemy w relacjach z kobietami mnie niespecjalnie interesują. Skonsultuj to proszę z seksuologiem, na filozoficzną dyskusję to się nie nadaje. Coś tam wyżej pisałeś o profesjonalizmie, warto jest się tego trzymać


Ale ja nie mam żadnych "problemów" w relacjach z kobietami. One same mówią o sobie, że są irracjonalne i praktyka życiowa też to pokazuje, co widać choćby w dyskusji z tobą

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Bo to znowu rodzi pytanie o źródło ich racjonalności i generuje nieskończony regres, niczego nie rozwiązując. Trzeba się więc zatrzymać na rozwiązaniu, które nie jest przygodne i zależne od czegokolwiek innego.

W przypadku kosmitów rzeczywiście, natomiast bogów już nie. W czym chrześcijański Bóg ma przewagę nad bogami?


Choćby w tym, że zadeklarował stworzenie nas na podobieństwo swojej osobowej racjonalności. Pokaż gdzie jacyś inni bogowie to stwierdzili bo nie przypominam sobie. Poza tym inni bogowie to też już teizm więc jako teista teoretycznie nie miałbym problemu i z ich racjonalnością, która ewentualnie wytwarza moją racjonalność

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Bezosobowa natura nie jest w stanie zagwarantować racjonalności bo jest czymś ślepym.

Co to znaczy, że jest czymś ślepym? I czemu to co bezosobowe jest ślepe, cokolwiek to znaczy?


Znowu nie wiesz co odpowiedzieć na sam argument więc zaczynasz głupkowato pytać o zrozumiałe znaczenia słów. Jak nie wiesz co znaczą te słowa to jest to twój problem mentalny, a nie mój. Może ja zacznę twoim sposobem pytać cię co na przykład znaczy słowo "znaczy"? Taką samą zabawę uskuteczniasz jak głupiejesz i nie wiesz już co sensownego masz odpisać

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Poza tym termin "natura" jest bardzo niekonkretny i nieprecyzyjny, nie da się go w żaden sposób zdefiniować i określić granic tego pojęcia. To kompletnie pusty termin pozbawiony desygnatu

Jak najbardziej można to pojęcie sobie zdefiniować i określić, podobnie jak z Bogiem


Gówno prawda ale jeśli uważasz, że można to podaj kryteria na podstawie których określasz gdzie natura się kończy i zaczyna. Będzie ubaw bo aby to zrobić musiałabyś oczywiście posiadać wszechwiedzę o całej naturze ale jej oczywiście nie posiadasz

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Tak ci się tylko wydaje. W pierwszym poście w tym wątku pokazałem, że tak naprawdę nic nie uzasadniłaś. Wygenerowałaś jedynie kolejne błędne koła i nad twoimi wszystkimi deklaracjami nadal wisi nieskończony regres. Rozwiązania jakie podajesz wcale nie są samooczywiste dla wszystkich i dalej można pytać skąd to wiesz. I wtedy wpadasz już tylko w puste tautologie, pisząc "bo wiem" lub powołujesz się na potoczne banały, które filozofia kwestionuje z zasady, więc żadną odpowiedzią to tym bardziej nie jest. Pokazał to też Katolikus w dyskusjach z tobą. Tak więc jedynie wydaje ci się, że coś "uzasadniasz" bo tak naprawdę powołujesz się tylko na już dawno obalone w filozofii potoczne banały lub na swoją intuicję, która może zostać zakwestionowana przez dowolną inną intuicję, sprzeczną z twoją intuicją

Ty przede wszystkim nic nie zrozumiałeś z koncepcji "spirali pozania", więc w pierwszym poście nic nie wykazałeś poza skrajnym chamstwem


To tylko twoje pustosłowie bo w żaden sposób się do tego merytorycznie nie odniosłaś. Tak więc moje obalenie twoich dyrdymałów w tamtym poście pozostaje jak najbardziej nadal w mocy

towarzyski.pelikan napisał:
Nawet nie chciało mi się do tego bełkotu odnosić, bo kompletnie nie potrafiłabym znaleźć żadnego punktu zaczepienia. Nie da się dyskutować z kimś, kto nic nie czai, jakieś elementarne zatrybienie jest nieodzwne


To dalej jest tylko twoje pustosłowie bo nadal faktem jest, że się nie odniosłaś i tym samym dalej pozostaje to w mocy

towarzyski.pelikan napisał:
A kompulsywne chowanie się za plecami Katolikusa "Katolikus już to wytłumaczył", "Katolikus powiedział" jest tylko wyrazem Twojej bezradności w temacie. Kto sobie nie radzi, szuka sobie maminej spódnicy, której może się uczepić


Niczyjej "spódnicy" się nie trzymam. Znowu sobie tylko tak chlapnęłaś na odczepnego. Faktem jest, że Katolikus tak samo jak ja obnażył bezpodstawność i błędność większości twoich deklaracji. Jedyne co byłaś w stanie z tym zrobić to powtarzanie tylko od nowa tego samego, co on już podważył. Robisz to już tylko na zasadzie pustych zaklęć

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Ale sama bierzesz z dupy swe "uzasadnienia". Nie jesteś w stanie wykazać tego, że masz dostęp do czegoś więcej niż własny umysł i język. Nie jesteś w stanie wykazać nawet tego, że masz dostęp do jakiegokolwiek świata zewnętrznego bo aby to założyć musisz uzasadniać zmysły za pomocą zmysłów, co znowu skończy się błędnym kołem.

Jeśli hipotetycznie założę, że mam dostęp tylko do własnego umysłu i nie ma zadnego świata zewnętrznego, to to czego doświadczam jako świat zewnętrzny jest moim światem zewnętrznym. Rzeczywistością jest to, czego doświadczam. I w ten sposób rozwiązuje problem matrixa. Pisałam już zresztą w poniższym wątku:
http://www.sfinia.fora.pl/filozofia,4/co-jest-rzeczywistoscia,16793.html


Może i pisałaś ale żadnego problemu tu nie rozwiązałaś nazywając sobie arbitralnie swój świat wewnętrzny swoim światem zewnętrznym. To jest całkowicie gówniane rozwiązanie bo w ten sposób kreujesz jedynie same puste stany swojego umysłu i toniesz tylko w tautologiach o zerowej wartości poznawczej

towarzyski.pelikan napisał:
Tak jak to widzę, jedyna sensowna definicja rzeczywistości to taka, która obejmuje wszystko to co jest lub być może przez ogół ludzi doświadzane, postrzegane, poznawane. Tak więc nawet jak hipotetycznie założymy, że jesteśmy tylko postaciami z gry komputerowej i wszystko, czego doświadczamy, jest jedną wielką fikcją, to właśnie ta "fikcja" jest naszą rzeczywistością

Zwróćmy uwage na znaczenie pojęcia fikcja:
1. «coś, co jest wymyślone»
2. «coś, co istnieje tylko pozornie lub formalnie»


Jeśli coś jest fikcją to ma zerową wartość poznawczą i nic nie pomoże tu twoja pseudoliteracka akrobatyka, która ma to zaciemnić

towarzyski.pelikan napisał:
Jeśli doświadczamy np. drzew, a tak naprawdę to jest tylko zapis cyfrowy, to my doświadczamy realnie drzew, a zapis cyfrowy jest tylko wymysłem czy domysłem, istnieje tylko formalnie (teoretycznie) w naszej głowie w postaci hipotezy "a co jeśli istnieją tylko zapisy cyfrowe?". Wszelkie takie hipotezy matrixowe są z naszej perspektywy fikcją.


Jak wyżej, coś, co jest fikcją ma zerową wartość poznawczą i sama siebie po raz kolejny obalasz. Bo wystarczy, że matrix chce cię oszukać, że doświadczasz drzew, których tak naprawdę wcale nie doświadczasz

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Nawet ludzie głoszący największe bzdury twierdzą, że robią to na jakiejś podstawie i często próbują nawet argumentować za swymi racjami (wystarczy popatrzeć choćby na płaskoziemców). Każdy tak robi. Tak więc to co tu napisałaś nie jest żadnym dowodem na to, że nie głosisz dowolnych bzdur. Póki co nadal nie jesteś w stanie przedstawić żadnego argumentu za tym, że nie mylisz się po prostu we wszystkim

Co innego głosić bzdurę z powodu pomyłki, opierania się na błędnych przesłankach, a co innego z premedytacją głosić rzeczy, co do których uważa się, ze nie ma się żadnych podstaw. Nie mam dowodów na to, że nie głoszę bzdur, a więc że się nie mylę


Czyli opieranie się o "jakieś przesłanki" nic ci nie daje

towarzyski.pelikan napisał:
natomiast dowodem na to, że nie głoszę dowolnych bzdur jest fakt, że wszystkie swoje twierdzenia opieram o jakieś przesłanki, które są podstawą dla moich twierdzeń


Ale sama dopiero co piętro wyżej stwierdziłaś, że pomimo przesłanek nie masz dowodów na to, że nie głosisz bzdur. No więc przesłanki nie gwarantują ci tego, że nie głosisz dowolnych bzdur. W tej kwestii więc też się tylko łudzisz. Zaorałaś się do reszty

towarzyski.pelikan napisał:
Zauważ, że jeśli uznamy, że nasze twierdzenia z definicji są bezzasadne, to nie ma możliwości pomyłki, bo o pomyłce może mówić wtedy, jak ktoś niechcący popełnił bzdurę. Jeśli jest pomyłka, to musi być i poprawne rozwiązanie, do któego się dąży


Tylko, że ty sobie równie bezpodstawnie i arbitralnie założyłaś, że do takich poprawnych rozwiązań w końcu dojdziesz. Ale kto ci to zagwarantował? Pytałem już ale nie byłaś w stanie wskazać. Aby wiedzieć co jest błędem powinnaś też mieć dostęp do kryterium prawdy. A tego dostępu też nie przedstawiłaś więc nadal wszystkie twoje twierdzenia wiszą w próżni i mogą być dowolną bzdurą, choć zarazem się od tego panicznie odżegnujesz, co czynisz równie bezpodstawnie

towarzyski.pelikan napisał:
Przy założeniu, że wszystko jest dowolną bzdurą nie ma podstaw postulowania jakegoś poprawnego rozwiązania. To jest klasyczny nihilizm poznawczy


I nadal nie jesteś w stanie wykazać czemu nie miałabyś być na ten nihilizm skazana. Jedynie oburzasz się na ten nihilizm poznawczy. Ale twoje oburzenie nie jest żadnym argumentem bo w tym momencie opisujesz tylko jakiś swój stan emocjonalny. Dlatego napisałem, że nie jesteś tego świadoma i tylko łudzisz się, że masz jakieś "podstawy"

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Co też nie gwarantuje tego, że nie głosisz samych bzdur. I co też nie gwarantuje tego, że w ostatecznym rozrachunku okazałoby się, że jednak losujesz swe stwierdzenia z jakiegoś kapelusza i jedynie ponownie wydaje ci się, że nie losujesz

Na to już odpowiedziałam we fragmentach powyżej.


Może i "odpowiadałaś" ale w sumie nie odpowiedziałaś


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Pon 15:00, 13 Lip 2020, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szaryobywatel




Dołączył: 21 Wrz 2016
Posty: 1913
Przeczytał: 93 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:57, 13 Lip 2020    Temat postu:

Fedorku/Jasiu Lewandowski, naprodukowałeś w tym temacie tyle mądrości że chyba reaktywuje temat o Twoim światopoglądzie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2388
Przeczytał: 151 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 19:02, 13 Lip 2020    Temat postu:

Kompletnie niemerytoryczny bełkot pomijam w odpowiedzi.

fedor napisał:

Czyli znowu twierdzisz, że reguła zachodzi "zawsze", choć gdzie indziej temu zaprzeczasz. Tylko, że żadnej takiej reguły, która zachodzi "zawsze", już nie wskazałaś. Nazywasz ciągle "regułą" coś, co nią nie jest, bo nie zachodzi "zawsze". Pomijam już to, że nie rozumiesz nadal tego, że okoliczności nigdy nie są zawsze takie same i nawet nie da się do końca określić czegoś takiego jak "okoliczności" (byłaby tu wymagana wszechwiedza aby móc je wyczerpująco opisać)

Cytat:
To skoro "zawsze" to żadnej takiej reguły nie wskazałaś bo nic nie działa "zawsze". Czyli jednak używałaś bezpodstawnie określenia "reguła"

Cytat:
To wtedy nie będzie już to regułą, która działa zawsze. Zaprzeczasz sobie w jednym zdaniu po drugim i generujesz chaos w swych twierdzeniach. Brak w tym wszystkim jakiejkolwiek konsekwencji. I dalej jest z grubsza cały czas tak samo

Wszystko zależy od tego, w jaki sposób się regułę sformułuje. Jeśli sformułuję ją w sposób ogólny np. "jedzenie zawsze leży pod stołem" to na ścisłość można ją uznać za błędną już na tej podstawie, że nie odnosi się to do innego miejsca niż to konkretne mieszkanie zamieszkiwane przez konkretnego psa. Jedzenie musiałoby zawsze leżeć pod każdym istniejącym stołem. Jeśli jednak sformułuję regułę w sposób ścisły "jedzenie zawsze leży pod stołem w mieszkaniu pod adresem xyz, jeśli właściciel jest w domu", to wówczas ta reguła zostałaby obalona tylko poprzez wykazanie, że nie zawsze pod tym konkretnym stołem, kiedy jest właścicel leży jedzenie.
Ponieważ nigdy nie znamy wszystkich takich uwarunkowań, tylko je stopniowo odkrywamy, to każda reguła będzie z założenia niedoskonała, będzie zbyt ogólna, ale nie znaczy, że kompletnie błędna. Nawet tak ściśle sformułowana reguła"jedzenie zawsze leży pod stołem w mieszkaniu pod adresem xyz, jeśli właściciel jest w domu" okaże się błędna, kiedy pies zdechnie, a właścicel będzie w domu i przestanie zostawiać jedzenie pod stołem. Jednak w momencie formułowania tej regułu mogliśmy nie wiedzieć, że pies w ogóle może zdechnąć. Itd.
To są proste rzeczy, aż głupio mi, że muszę to tak łopatologicznie tłumaczyć, ale jak mus to mus.
Cytat:
A powinno bo jeśli chodzi o indukcję to też w nią jedynie wierzysz bezpodstawnie i z sufitu i jak pokazał już Hume - każdy jest na to skazany. Przy czym, jeśli chodzi o mnie to wierzę w indukcję na podstawie wiary w to, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie, o czym pisałem już. Nie jest to więc tak do końca "z sufitu" i tym samym znowu polemizujesz jedynie z jakimś chochołem czyli sama ze sobą, a nie ze mną. Ale to już taki standard u ciebie

A w to, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie wierzysz bezpodstawnie, zatem dalsza wiara w indukcję jest również bezpodstawna.
Ja natomiast mam podstawy, żeby uznawać indukcję, bo mi się narzuca jako oczywistość.
Cytat:
Stwierdzenie, że nie ma podstaw zakładać, że następnym razem zdarzy się to samo, nie jest stwierdzeniem indukcyjnym. Nie ma w tym ani grama indukcji bo jest to wręcz jej totalnym zanegowaniem i hipotetyczne rozważenie, że w ogóle będzie jakiś kolejny raz, też nie ma w sobie nic indukcyjnego.

Ty nie rozważasz hipotetycznego kolejnego razu, tylko go zakładasz jako konieczny, bo nie możesz kwestionowac indukcji na podstawie hipotetycznego kolejnego razu. Nie miałbyś wówczas podstaw do takiego kwestionowania.
Cytat:

towarzyski.pelikan napisał:
Nie masz do tego żadnych pozaindukcyjnych podstaw

A dopiero co w zdaniu wyżej stwierdzałaś, że robię to właśnie w oparciu o indukcyjne podstawy. Po raz kolejny zaprzeczasz sobie w jednym zdaniu po drugim i generujesz chaos w oparciu o wcześniejszy chaos ale po co baba w ogóle miałaby się czymś takim przejmować. To przecież "normalka"

No właśnie w tym rzecz, że próbujesz zanegowac indukcję na podstawie indukcji. Czytaje ze zrozumieniem, to unikniesz chaosu, w który sam się wpędzasz.
Cytat:
Poza tym ty też nie masz żadnych podstaw aby zakładać, że będzie jakiś następny raz. No więc kłamiesz, że masz takie podstawy

Ja mam podstawy indukcyjne tak jak i Ty, z tą różnicą, że ja indukcję postrzegam jako zasadną, a Ty tylko w nią irracjonalnie, bezzasadnie wierzysz.
Cytat:
Ja doskonale rozumiem co twierdzę bo prezentuję konsekwentnie swe poglądy na tym forum już od 12 lat. A ty wpadłaś tu niedawno, wskoczyłaś do dyskusji, której i tak nie rozumiesz, po czym wygenerowałaś jeden wielki sprzeczny chaos, w którym polemizujesz jedynie sama ze sobą i na końcu jeszcze przypisałaś ten własny chaos rozmówcy. To też jest takie typowo babskie więc nic nowego tu nie mamy

Chcesz mi powiedzieć, że od 12 lat głosisz fedoryzm i nikt jeszcze Ci nie uzmysłowił jego absurdalności? Najwyraźniej dlatego, że nie trafiłeś na mnie. Jestem Twoją ostatnią deską ratunku. Trzymaj się mnie mocno, bo czeka Cię jazda bez trzymanki.
Cytat:
Z tego, że ty się czymś nie zajmujesz nie wynika, że "nikt poważny" się tym czymś nie zajmuje. Teza o 5 minutowym wszechświecie jest popularnym argumentem sceptyckim, o czym pisze choćby Hilary Putnam. Nie jest to zresztą żadna "hipoteza", a typowe filozoficzne ćwiczenie myślowe, które ma na celu doprowadzić do pewnej refleksji nad niektórymi zagadnieniami kognitywistycznymi. Ale jesteś zbyt głupia żeby to pojąć, że nie jest to nawet hipoteza więc o dalszej refleksji nawet nie ma co tutaj mówić. W każdym razie, istnieją hipotezy brane nawet z sufitu w nauce i przeczy to temu co tam wyżej bredziłaś na temat zagadnienia hipotez, pisząc jak zwykle o sprawach, o których nie masz zielonego pojęcia

Jakieś eksperymenty filozoficzne dla gimbusów nie świadczą o tym, że tego typu absurdalne hipotezy mogłyby być przez kogokolwiek poważnego rozważane na serio.
Cytat:
Co ty znowu chrzanisz, jaki może istnieć "zewnętrzny punkt odniesienia" w kwestii umysłu skoro umysł jest czymś z natury wewnętrznym. Znowu się do reszty poplątałaś w dość prostej kwestii i wszystko ci się pomieszało. Po raz kolejny babski groch z kapustą

Umysł autysty z pewnością jest czymś wewnętrznym, zamkniętym na świat zewnętrzny, ale poza hermetycznym światem autysty jest jeszcze świat osób nieautystycznych, których umysł łączy się ze światem zewnętrznym za pomocą zmysłów. Nikt Ci tego wczesniej nie uświadomił?
Cytat:
Cała logika i matematyka jest złożona z formalnych uzasadnień o wysokim stopniu ścisłości. Ale tego też nie wiesz, jak widać

I czego to ma dowodzić, ze uzasadnienie oznacza formalną ścisłość dowodzenia? Być może w matematyce i logice tak, ale nie w ogóle.
Cytat:
To jest nie tylko bez związku z tym co ja tu napisałem ale jest to bez związku nawet z tym co ty sama wyżej napisałaś. Miałaś wykazać, że pojęcie "powód" oznacza "przyczynę na którą się nie ma wpływu" i nie wykazałaś. Zamiast tego napisałaś coś tylko o walnięciu się w głowę, co żadną regułą dla ogólnie rozumianej klasy powodów nie jest. Jesteś kompletnie rozkojarzona i roztrzepana w tej dyskusji, jak to baba

Ale ja nic takiego nie twierdziłam, wszystko poplątłeś jak zwykle. Napisałam, że powód/przyczyna jest czymś, na co nie ma się bezpośredniego wpływu. Np. jeśli wierzę w Boga, bo świat jest piękny i bo oznacza związek przyczynowo-skutkowy, to mówię tylę, co piękno świata spowodowało moją wiarę w Boga. I nic ponadto. W żaden sposób nie świadczy to o tym, że wiara w Boga jest racjonalna. Wierzę, bo tak się złożyło. Żeby takie sformułowanie mogło służyć jako argument w dyskusji "bo" musi oznaczac nie powód, a uzasadnienie/rację. Piękno świata świadczy o tym, że Bóg istnieje.
Kumasz teraz, czy nadal za trudne?
Cytat:
Uzasadniłem: racjonalną osobowość można otrzymać jedynie od innej racjonalnej osobowości bo sama się z niczego nie weźmie i nic takiego nie obserwujemy.

Sorry, ale to nie jest żadne uzasadnienie, tylko Twoja mocno subiektywna opinia. Zakładasz cicho, że jednyną alternatywą dla ew. racjonalnej osobowości jako dawcy racjonalnej osobowości jest "wzięcie się z niczego", w ogóle nie rozważając opcji, że może się wziąć skądinąd.
Cytat:
Dla ciebie to jest niezrozumiałe podczas gdy zrozumiałe już jest dla ciebie to, że ślepa natura może wygenerować jakimś cudem osobową racjonalność, którą sama nie jest. To jest dopiero babska "logika", która jest całkowicie irracjonalna ale kto by się tym przejmował. Jeśli nie wiesz skąd się wzięła twoja racjonalność to jesteś tym samym kompletnie irracjonalna i nie jesteś w stanie zaprzeczyć temu co ja piszę w dowolnym punkcie

To są tylko Twoje domniemania, nigdzie nie stwierdziłam, że wierzę w ślepą naturę, która "jakimś cudem" wygenerowała osobową racjonalność. Po prostu jestem ciekawa tego, skąd u Ciebie przekonanie o tym, że dawca osobowości racjonalnej musi być osobowy. Póki co mnie nie przekonałeś.
Cytat:
Ale ja nie mam żadnych "problemów" w relacjach z kobietami. One same mówią o sobie, że są irracjonalne i praktyka życiowa też to pokazuje, co widać choćby w dyskusji z tobą

Kiedy określałeś naturę kobiety napisałeś "niestety", a Twoje wypowiedzi na temat kobiet sa utrzymane w tonie narzekań i pretensji, czym zdradzasz swoją mizgonię, zresztą nie pierwszy raz. Mizoginia może mieć wiele powodów, jednym z najczęstszych są problemy w relacjach z kobietami, ale równie dobrze to może być tłumienie swojej własnej kobiecości (każdy facet ma w sobie pierwiastek kobiecy i na odwrót) wskutek wychowania czy przebywania w toksycznie męskim środowisku czy ukryte tendencje homoseksualne. Rozstrzygnięcie tego pozostawiam jednak specjaliście, bo nie jest to mój obszar komeptencji, poza tym jesteśmy w dziale filozoficznym.
Cytat:
Choćby w tym, że zadeklarował stworzenie nas na podobieństwo swojej osobowej racjonalności. Pokaż gdzie jacyś inni bogowie to stwierdzili bo nie przypominam sobie

A co jeśli Bóg kłamał? Masz gwarancję na to, że nie?
Cytat:
Poza tym inni bogowie to też już teizm więc jako teista teoretycznie nie miałbym problemu i z ich racjonalnością, która ewentualnie wytwarza moją racjonalność

Czyli nie upierasz się przy Bogu chrześcijańskim?
Cytat:
Znowu nie wiesz co odpowiedzieć na sam argument więc zaczynasz głupkowato pytać o zrozumiałe znaczenia słów. Jak nie wiesz co znaczą te słowa to jest to twój problem mentalny, a nie mój. Może ja zacznę twoim sposobem pytać cię co na przykład znaczy słowo "znaczy"? Taką samą zabawę uskuteczniasz jak głupiejesz i nie wiesz już co sensownego masz odpisać

Dopiero co pisałeś, ze w dyskusji filozoficznej nie ma oczywistości, a teraz masz pretensje, że rozmówca prosi o definicję pojęcia, które dla niego nie jest oczywiste. Rozumiem, że po prostu tak sobie walnąłeś bezmyślnie "ślepa" i teraz przyłapany na gorącym uczynku zaczynasz grymasić.
Cytat:
Gówno prawda ale jeśli uważasz, że można to podaj kryteria na podstawie których określasz gdzie natura się kończy i zaczyna. Będzie ubaw bo aby to zrobić musiałabyś oczywiście posiadać wszechwiedzę o całej naturze ale jej oczywiście nie posiadasz

Absolut z definicji nie ma początku i konca i nie trzeba miec wszechwiedzy, zeby to stwierdzic.
Cytat:
Może i pisałaś ale żadnego problemu tu nie rozwiązałaś nazywając sobie arbitralnie swój świat wewnętrzny swoim światem zewnętrznym. To jest całkowicie gówniane rozwiązanie bo w ten sposób kreujesz jedynie same puste stany swojego umysłu i toniesz tylko w tautologiach o zerowej wartości poznawczej

To jest jedyne sensowne rozwiązane tego pseudoproblemu. Zauważ, że Ty nawet teoretycznie nie wierząc w matrix, praktyczne w niego wierzysz, ponieważ choć nie negujesz rzeczywistości zewnętrznej, to i tak jesteś zdania, że ona o niczym nie świadczy, bo masz dostęp tylko do własnego umysłu. Ty już jesteś w matrixie i założenie zewnętrznej rzeczywistości niczego nie zmienia. Co miałoby zmienić założenie, że to wszystko jest w dodatku wirtualne? Praktycznie nic.
Cytat:
Jak wyżej, coś, co jest fikcją ma zerową wartość poznawczą i sama siebie po raz kolejny obalasz. Bo wystarczy, że matrix chce cię oszukać, że doświadczasz drzew, których tak naprawdę wcale nie doświadczasz

Nie mogę jednocześnie doświadczać i nie doświadczać drzew. Jeśli drzewa sa wirtualne i ja cała jestem wirtualna, to i tak doświadczam drzew, a z persektywy mojego programisty cała ta sytuacja jest fikcją, której jednak i on doświadcza.
Cytat:
Czyli opieranie się o "jakieś przesłanki" nic ci nie daje

Jak najbardziej daje, jedynie nie daje 100% pewności, z czym w przeciweństwie do Ciebie nie mam problemu.
Cytat:
Ale sama dopiero co piętro wyżej stwierdziłaś, że pomimo przesłanek nie masz dowodów na to, że nie głosisz bzdur. No więc przesłanki nie gwarantują ci tego, że nie głosisz dowolnych bzdur. W tej kwestii więc też się tylko łudzisz. Zaorałaś się do reszty

"Nie głosisz bzdur" to nie to samo co "nie głosisz dowolnych bzdur", co w poprzedniej wiadomości wyjaśniłam, a czego najwyraźniej nie potrafisz zrozumieć. Mówi się trudno.
Cytat:
Tylko, że ty sobie równie bezpodstawnie i arbitralnie założyłaś, że do takich poprawnych rozwiązań w końcu dojdziesz. Ale kto ci to zagwarantował? Pytałem już ale nie byłaś w stanie wskazać.

Nie arbitralnie i bezpodstawnie, tylko doświadczanie rzeczywistości dostarczyło mi przesłanek przemawiających za tym, że istnieje takie poprawne rozwiązanie, czy ja do niego dojdę to inna sprawa.
Cytat:
Aby wiedzieć co jest błędem powinnaś też mieć dostęp do kryterium prawdy. A tego dostępu też nie przedstawiłaś więc nadal wszystkie twoje twierdzenia wiszą w próżni i mogą być dowolną bzdurą, choć zarazem się od tego panicznie odżegnujesz, co czynisz równie bezpodstawnie

Kryterium prawdy jest zgodność myśli z rzeczywistością tak jak mi się ona jawi, nic innego nie ma.
Cytat:
I nadal nie jesteś w stanie wykazać czemu nie miałabyś być na ten nihilizm skazana. Jedynie oburzasz się na ten nihilizm poznawczy. Ale twoje oburzenie nie jest żadnym argumentem bo w tym momencie opisujesz tylko jakiś swój stan emocjonalny. Dlatego napisałem, że nie jesteś tego świadoma i tylko łudzisz się, że masz jakieś "podstawy"

Nie mam żadnych doświadczalnych podstaw zakładac nihilizmu poznawczego. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że poznaję rzeczywistość.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 3873
Przeczytał: 124 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:18, 13 Lip 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
Kompletnie niemerytoryczny bełkot pomijam w odpowiedzi


Tłumaczę z kobiecego na ludzki co tu napisała: wycięła te miejsca gdzie już nie wiedziała co odpowiedzieć

towarzyski.pelikan napisał:
fedor napisał:

Czyli znowu twierdzisz, że reguła zachodzi "zawsze", choć gdzie indziej temu zaprzeczasz. Tylko, że żadnej takiej reguły, która zachodzi "zawsze", już nie wskazałaś. Nazywasz ciągle "regułą" coś, co nią nie jest, bo nie zachodzi "zawsze". Pomijam już to, że nie rozumiesz nadal tego, że okoliczności nigdy nie są zawsze takie same i nawet nie da się do końca określić czegoś takiego jak "okoliczności" (byłaby tu wymagana wszechwiedza aby móc je wyczerpująco opisać)

Cytat:
To skoro "zawsze" to żadnej takiej reguły nie wskazałaś bo nic nie działa "zawsze". Czyli jednak używałaś bezpodstawnie określenia "reguła"

Cytat:
To wtedy nie będzie już to regułą, która działa zawsze. Zaprzeczasz sobie w jednym zdaniu po drugim i generujesz chaos w swych twierdzeniach. Brak w tym wszystkim jakiejkolwiek konsekwencji. I dalej jest z grubsza cały czas tak samo

Wszystko zależy od tego, w jaki sposób się regułę sformułuje. Jeśli sformułuję ją w sposób ogólny np. "jedzenie zawsze leży pod stołem" to na ścisłość można ją uznać za błędną już na tej podstawie, że nie odnosi się to do innego miejsca niż to konkretne mieszkanie zamieszkiwane przez konkretnego psa. Jedzenie musiałoby zawsze leżeć pod każdym istniejącym stołem. Jeśli jednak sformułuję regułę w sposób ścisły "jedzenie zawsze leży pod stołem w mieszkaniu pod adresem xyz, jeśli właściciel jest w domu", to wówczas ta reguła zostałaby obalona tylko poprzez wykazanie, że nie zawsze pod tym konkretnym stołem, kiedy jest właścicel leży jedzenie.
Ponieważ nigdy nie znamy wszystkich takich uwarunkowań, tylko je stopniowo odkrywamy, to każda reguła będzie z założenia niedoskonała, będzie zbyt ogólna, ale nie znaczy, że kompletnie błędna. Nawet tak ściśle sformułowana reguła"jedzenie zawsze leży pod stołem w mieszkaniu pod adresem xyz, jeśli właściciel jest w domu" okaże się błędna, kiedy pies zdechnie, a właścicel będzie w domu i przestanie zostawiać jedzenie pod stołem. Jednak w momencie formułowania tej regułu mogliśmy nie wiedzieć, że pies w ogóle może zdechnąć. Itd.
To są proste rzeczy, aż głupio mi, że muszę to tak łopatologicznie tłumaczyć, ale jak mus to mus


Może tylko ci się wydaje, że są to "proste" rzeczy. I chyba tak właśnie jest bo nie wzięłaś pod uwagę tego, że pies wcale nie musiał zdechnąć i właściciel wcale nie musiał być w domu żeby ta "reguła" zadziałała. Właściciel mógł na przykład obrazić się za coś na psa i nie dać mu jedzenia za karę. Albo mógł zapomnieć. Albo mogło wydarzyć się milion innych rzeczy wystarczających do tego, że żadnej "reguły" już tutaj nie będzie. Nie ma żadnej "reguły" i jedynie jedzenie pojawia się częściej niż rzadziej. Ale to nie jest już "reguła". Uprościłaś rzeczywistość i narzuciłaś swym umysłem nieistniejącą regułę tam gdzie jej nigdy nie było, co pokazuje, że z żadnego "doświadczenia" jej nie wzięłaś, jak na początku twierdziłaś

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
A powinno bo jeśli chodzi o indukcję to też w nią jedynie wierzysz bezpodstawnie i z sufitu i jak pokazał już Hume - każdy jest na to skazany. Przy czym, jeśli chodzi o mnie to wierzę w indukcję na podstawie wiary w to, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie, o czym pisałem już. Nie jest to więc tak do końca "z sufitu" i tym samym znowu polemizujesz jedynie z jakimś chochołem czyli sama ze sobą, a nie ze mną. Ale to już taki standard u ciebie

A w to, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie wierzysz bezpodstawnie, zatem dalsza wiara w indukcję jest również bezpodstawna.
Ja natomiast mam podstawy, żeby uznawać indukcję, bo mi się narzuca jako oczywistość


To tylko twoje złudzenie. Indukcja nie może ci się narzucać jako "oczywistość" bo żadnej regularności tak naprawdę nie obserwujesz. Jedynie twój umysł ją narzuca na podstawie zbyt małej ilości przypadków tam gdzie jej tak naprawdę nie ma, co pokazała już wyżej twoja analiza "reguły" z karmionym psem. Robisz błędne koło ekstrapolując wycinek powtarzalności na jakąś rzekomą "regułę" i uzasadniasz indukcję przy pomocy indukcji (znowu błędne koło)

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Stwierdzenie, że nie ma podstaw zakładać, że następnym razem zdarzy się to samo, nie jest stwierdzeniem indukcyjnym. Nie ma w tym ani grama indukcji bo jest to wręcz jej totalnym zanegowaniem i hipotetyczne rozważenie, że w ogóle będzie jakiś kolejny raz, też nie ma w sobie nic indukcyjnego.

Ty nie rozważasz hipotetycznego kolejnego razu, tylko go zakładasz jako konieczny, bo nie możesz kwestionowac indukcji na podstawie hipotetycznego kolejnego razu. Nie miałbyś wówczas podstaw do takiego kwestionowania


Jeśli kolejny raz jest "hipotetyczny" to nie może być zarazem zakładany jako "konieczny". Jedno z drugim jest niespójne i się kompletnie nie klei. Znowu generujesz sprzeczności w tym co piszesz i potem projektujesz te swoje sprzeczności na interlokutora (obalasz chochoła bo ja wcale tego nie twierdzę). I tak jest non stop z tym twoim pomieszaniem z poplątaniem

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:

towarzyski.pelikan napisał:
Nie masz do tego żadnych pozaindukcyjnych podstaw

A dopiero co w zdaniu wyżej stwierdzałaś, że robię to właśnie w oparciu o indukcyjne podstawy. Po raz kolejny zaprzeczasz sobie w jednym zdaniu po drugim i generujesz chaos w oparciu o wcześniejszy chaos ale po co baba w ogóle miałaby się czymś takim przejmować. To przecież "normalka"

No właśnie w tym rzecz, że próbujesz zanegowac indukcję na podstawie indukcji. Czytaje ze zrozumieniem, to unikniesz chaosu, w który sam się wpędzasz


Nigdzie nie próbowałem "zanegować indukcję za pomocą indukcji". To tylko kolejny twój chochoł i produkt twojej rozbuchanej babskiej wyobraźni. Jedyne co stwierdziłem to tylko to, że brak jest podstaw dla uzasadnienia indukcji. Nie musiałem więc obalać indukcji przy pomocy indukcji i jest to już tylko produkt twojej rozbuchanej wyobraźni (kolejny chochoł)

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Poza tym ty też nie masz żadnych podstaw aby zakładać, że będzie jakiś następny raz. No więc kłamiesz, że masz takie podstawy

Ja mam podstawy indukcyjne tak jak i Ty, z tą różnicą, że ja indukcję postrzegam jako zasadną, a Ty tylko w nią irracjonalnie, bezzasadnie wierzysz


Nie masz żadnych takich "podstaw" i jedynie żyjesz w iluzji, że je masz, bo nie można "uzasadnić indukcji" i wiadomo to już od czasów Hume'a, co zostało nawet określone mianem problemu Hume'a. Większość filozofów nawet uważa, że jest to największy problem w historii ludzkiej wiedzy. Ty na pewno go nie rozwiązałaś poza twoimi obłąkanymi deklaracjami, że jednak to zrobiłaś. Ale to tylko twoje puste deklaracje oparte jedynie na twoich złudzeniach

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Ja doskonale rozumiem co twierdzę bo prezentuję konsekwentnie swe poglądy na tym forum już od 12 lat. A ty wpadłaś tu niedawno, wskoczyłaś do dyskusji, której i tak nie rozumiesz, po czym wygenerowałaś jeden wielki sprzeczny chaos, w którym polemizujesz jedynie sama ze sobą i na końcu jeszcze przypisałaś ten własny chaos rozmówcy. To też jest takie typowo babskie więc nic nowego tu nie mamy

Chcesz mi powiedzieć, że od 12 lat głosisz fedoryzm i nikt jeszcze Ci nie uzmysłowił jego absurdalności? Najwyraźniej dlatego, że nie trafiłeś na mnie. Jestem Twoją ostatnią deską ratunku. Trzymaj się mnie mocno, bo czeka Cię jazda bez trzymanki


Wydaje ci się

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Z tego, że ty się czymś nie zajmujesz nie wynika, że "nikt poważny" się tym czymś nie zajmuje. Teza o 5 minutowym wszechświecie jest popularnym argumentem sceptyckim, o czym pisze choćby Hilary Putnam. Nie jest to zresztą żadna "hipoteza", a typowe filozoficzne ćwiczenie myślowe, które ma na celu doprowadzić do pewnej refleksji nad niektórymi zagadnieniami kognitywistycznymi. Ale jesteś zbyt głupia żeby to pojąć, że nie jest to nawet hipoteza więc o dalszej refleksji nawet nie ma co tutaj mówić. W każdym razie, istnieją hipotezy brane nawet z sufitu w nauce i przeczy to temu co tam wyżej bredziłaś na temat zagadnienia hipotez, pisząc jak zwykle o sprawach, o których nie masz zielonego pojęcia

Jakieś eksperymenty filozoficzne dla gimbusów nie świadczą o tym, że tego typu absurdalne hipotezy mogłyby być przez kogokolwiek poważnego rozważane na serio


Do "poważnych" to ty nie należysz, naiwna dziewczynko, której wydaje się, że rozwiązała dylematy filozoficzne z okresu kilku tysięcy lat w jednym poście. Poza tym znowu nie napisałaś tu kompletnie nic sensownego, jak zwykle zero poważnego odniesienia się do tego napisałem. I tak jest w zasadzie non stop

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Co ty znowu chrzanisz, jaki może istnieć "zewnętrzny punkt odniesienia" w kwestii umysłu skoro umysł jest czymś z natury wewnętrznym. Znowu się do reszty poplątałaś w dość prostej kwestii i wszystko ci się pomieszało. Po raz kolejny babski groch z kapustą

Umysł autysty z pewnością jest czymś wewnętrznym, zamkniętym na świat zewnętrzny, ale poza hermetycznym światem autysty jest jeszcze świat osób nieautystycznych, których umysł łączy się ze światem zewnętrznym za pomocą zmysłów. Nikt Ci tego wczesniej nie uświadomił?


To czy istnieje świat zewnętrzny jest przedmiotem tego sporu więc nie możesz zarazem używać tego jako argumentu w tym sporze. Innymi słowy, znowu użyłaś jako argumentu tego co miałaś dopiero uzasadnić, po raz kolejny lądując w błędnym kole. Tak samo twoje założenie, że zmysły w ogóle informują nas o świecie zewnętrznym też jest przedmiotem tego sporu i znowu nie możesz tego użyć jako argumentu w tym sporze bo masz ten argument dopiero uzasadnić. Ale dowodząc zmysłów za pomocą zmysłów wpadniesz w kolejne błędne koło. I tak dalej. Już o tym pisałem ale od nowa powtarzasz te same błędne deklaracje i tak jest w sumie non stop z twoim pogubieniem się. W każdym razie, nie dowiodłaś, że umysł jest czymś zewnętrznym i dalej ci się to miesza skoro umysł jest z natury czymś wewnętrznym. Dalej mieszają ci się proste podstawy ale ty mi zapowiadasz "jazdę bez trzymanki". Niezły kabaret

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Cała logika i matematyka jest złożona z formalnych uzasadnień o wysokim stopniu ścisłości. Ale tego też nie wiesz, jak widać

I czego to ma dowodzić, ze uzasadnienie oznacza formalną ścisłość dowodzenia? Być może w matematyce i logice tak, ale nie w ogóle


No nie mogę z tym głupolem. Przecież nie pisałem, że "w ogóle" ale właśnie pisałem, że czasem i może to być przez kogoś tak zrozumiane w sytuacji gdy będziesz pisała "w ogóle". Zażąda on formalnej ścisłości gdy będziesz myślała, że ona nie obowiązuje i wtedy już leżysz. Ty nie pamiętasz o czym była mowa zaledwie jeden post wcześniej, aż tak rozlazła jesteś

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
To jest nie tylko bez związku z tym co ja tu napisałem ale jest to bez związku nawet z tym co ty sama wyżej napisałaś. Miałaś wykazać, że pojęcie "powód" oznacza "przyczynę na którą się nie ma wpływu" i nie wykazałaś. Zamiast tego napisałaś coś tylko o walnięciu się w głowę, co żadną regułą dla ogólnie rozumianej klasy powodów nie jest. Jesteś kompletnie rozkojarzona i roztrzepana w tej dyskusji, jak to baba

Ale ja nic takiego nie twierdziłam, wszystko poplątłeś jak zwykle


Twierdziłaś. Znowu nie pamiętasz co pisałaś zaledwie post wcześniej. Gadka z tobą jest jak z dupą o księżycu

towarzyski.pelikan napisał:
Napisałam, że powód/przyczyna jest czymś, na co nie ma się bezpośredniego wpływu. Np. jeśli wierzę w Boga, bo świat jest piękny i bo oznacza związek przyczynowo-skutkowy, to mówię tylę, co piękno świata spowodowało moją wiarę w Boga. I nic ponadto. W żaden sposób nie świadczy to o tym, że wiara w Boga jest racjonalna. Wierzę, bo tak się złożyło. Żeby takie sformułowanie mogło służyć jako argument w dyskusji "bo" musi oznaczac nie powód, a uzasadnienie/rację. Piękno świata świadczy o tym, że Bóg istnieje.
Kumasz teraz, czy nadal za trudne?


Tu nie ma specjalnie co kumać i zresztą znowu nie ma to związku z tym co pisałaś wcześniej. A poza tym wszystkie twoje "uzasadnienia" są właśnie jak te subiektywne powody, które opisałaś

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Uzasadniłem: racjonalną osobowość można otrzymać jedynie od innej racjonalnej osobowości bo sama się z niczego nie weźmie i nic takiego nie obserwujemy.

Sorry, ale to nie jest żadne uzasadnienie, tylko Twoja mocno subiektywna opinia


Jak najbardziej jest to uzasadnienie i po prostu go nie zrozumiałaś, nie przyjmujesz ale kogo to obchodzi. To twoje zdanie, na które w tym momencie odpisuję, jest właśnie twoją subiektywną opinią niezrozumienia

towarzyski.pelikan napisał:
Zakładasz cicho, że jednyną alternatywą dla ew. racjonalnej osobowości jako dawcy racjonalnej osobowości jest "wzięcie się z niczego", w ogóle nie rozważając opcji, że może się wziąć skądinąd


Przy czym nie będziesz w stanie wskazać skąd po tym jak sama zanegowałaś źródło swej własnej racjonalności, które pochodzi od innej racjonalności. Przecież każde twoje wyjaśnienie będzie w tym momencie irracjonalne. Wykopałaś sama pod sobą dołek i też tego jak na razie nie rozumiesz

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Dla ciebie to jest niezrozumiałe podczas gdy zrozumiałe już jest dla ciebie to, że ślepa natura może wygenerować jakimś cudem osobową racjonalność, którą sama nie jest. To jest dopiero babska "logika", która jest całkowicie irracjonalna ale kto by się tym przejmował. Jeśli nie wiesz skąd się wzięła twoja racjonalność to jesteś tym samym kompletnie irracjonalna i nie jesteś w stanie zaprzeczyć temu co ja piszę w dowolnym punkcie

To są tylko Twoje domniemania, nigdzie nie stwierdziłam, że wierzę w ślepą naturę, która "jakimś cudem" wygenerowała osobową racjonalność. Po prostu jestem ciekawa tego, skąd u Ciebie przekonanie o tym, że dawca osobowości racjonalnej musi być osobowy. Póki co mnie nie przekonałeś


A kogo obchodzi "przekonanie" ciebie jeśli nie jesteś w stanie przedstawić nawet żadnej sensownej odpowiedzi lub alternatywy na to co piszę. Po prostu opisujesz jedynie swój problem mentalny, swoją psychologiczną niepełnosprawność polegającą na tym, że nie wiesz jak coś zaakceptować. To nie mój problem. Moja odpowiedź póki co broni się jako najrozsądniejsza bo nic bardziej sensownego nie jesteś w stanie przedstawić. Nie wiesz jak przedstawić inne źródło racjonalności, które sprawiałoby, że twoja alternatywa nie będzie irracjonalna. Póki co twoje alternatywy względem mojego wyjaśnienia są właśnie irracjonalne bo nie opierają się na niczym racjonalnym

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Ale ja nie mam żadnych "problemów" w relacjach z kobietami. One same mówią o sobie, że są irracjonalne i praktyka życiowa też to pokazuje, co widać choćby w dyskusji z tobą

Kiedy określałeś naturę kobiety napisałeś "niestety", a Twoje wypowiedzi na temat kobiet sa utrzymane w tonie narzekań i pretensji, czym zdradzasz swoją mizgonię, zresztą nie pierwszy raz. Mizoginia może mieć wiele powodów, jednym z najczęstszych są problemy w relacjach z kobietami, ale równie dobrze to może być tłumienie swojej własnej kobiecości (każdy facet ma w sobie pierwiastek kobiecy i na odwrót) wskutek wychowania czy przebywania w toksycznie męskim środowisku czy ukryte tendencje homoseksualne. Rozstrzygnięcie tego pozostawiam jednak specjaliście, bo nie jest to mój obszar komeptencji, poza tym jesteśmy w dziale filozoficznym


I znowu sobie tylko pogdybałaś. Nic z tego nie wynika. Podtrzymuję to co napisałem wyżej w temacie twojej kobiecej irracjonalności bo nie byłaś w stanie temu nawet sensownie zaprzeczyć

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Choćby w tym, że zadeklarował stworzenie nas na podobieństwo swojej osobowej racjonalności. Pokaż gdzie jacyś inni bogowie to stwierdzili bo nie przypominam sobie

A co jeśli Bóg kłamał? Masz gwarancję na to, że nie?


Bez związku z tym co napisałem. Nie pokazałaś tego o co poprosiłem i znowu zwiałaś

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Poza tym inni bogowie to też już teizm więc jako teista teoretycznie nie miałbym problemu i z ich racjonalnością, która ewentualnie wytwarza moją racjonalność

Czyli nie upierasz się przy Bogu chrześcijańskim?


A co to ma do rzeczy - jak wyżej - miałaś pokazać, że inni bogowie deklarują swą racjonalność wszczepioną w swe stworzenie. Oczywiście nie pokazałaś nic takiego więc nawet nie doszliśmy do tego punktu, do którego tu już sobie arbitralnie przeskoczyłaś

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Znowu nie wiesz co odpowiedzieć na sam argument więc zaczynasz głupkowato pytać o zrozumiałe znaczenia słów. Jak nie wiesz co znaczą te słowa to jest to twój problem mentalny, a nie mój. Może ja zacznę twoim sposobem pytać cię co na przykład znaczy słowo "znaczy"? Taką samą zabawę uskuteczniasz jak głupiejesz i nie wiesz już co sensownego masz odpisać

Dopiero co pisałeś, ze w dyskusji filozoficznej nie ma oczywistości, a teraz masz pretensje, że rozmówca prosi o definicję pojęcia, które dla niego nie jest oczywiste. Rozumiem, że po prostu tak sobie walnąłeś bezmyślnie "ślepa" i teraz przyłapany na gorącym uczynku zaczynasz grymasić


Oczywistość zagadnień i pojęć to dwie różne rzeczy. Ale jeśli się z tym nie zgadzasz to zdefiniuj wszystkie pojęcia jakich używasz w tej dyskusji. Wtedy ja doprecyzuję też swoje. Bo inaczej będzie niezrozumiałe o czym piszesz. Rozumiesz teraz głupotę jaką walnęłaś? To co zrobiłaś nazywa się w filozofii błędem esencjalizmu

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Gówno prawda ale jeśli uważasz, że można to podaj kryteria na podstawie których określasz gdzie natura się kończy i zaczyna. Będzie ubaw bo aby to zrobić musiałabyś oczywiście posiadać wszechwiedzę o całej naturze ale jej oczywiście nie posiadasz

Absolut z definicji nie ma początku i konca i nie trzeba miec wszechwiedzy, zeby to stwierdzic


Ale wiemy to od Boga, który ma wszechwiedzę i to właśnie stwierdza więc twa odpowiedź uwala samą siebie. Ta bezsensowna odpowiedź jest bez związku z tym co napisałem. Więc ponawiam swój apel: podaj kryteria na podstawie których określasz gdzie natura się kończy i zaczyna. Będzie ubaw bo aby to zrobić musiałabyś oczywiście posiadać wszechwiedzę o całej naturze ale jej oczywiście nie posiadasz

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Może i pisałaś ale żadnego problemu tu nie rozwiązałaś nazywając sobie arbitralnie swój świat wewnętrzny swoim światem zewnętrznym. To jest całkowicie gówniane rozwiązanie bo w ten sposób kreujesz jedynie same puste stany swojego umysłu i toniesz tylko w tautologiach o zerowej wartości poznawczej

To jest jedyne sensowne rozwiązane tego pseudoproblemu


Niczego tu nie rozwiązałaś więc nie jest to żaden "pseudoproblem"

towarzyski.pelikan napisał:
Zauważ, że Ty nawet teoretycznie nie wierząc w matrix, praktyczne w niego wierzysz, ponieważ choć nie negujesz rzeczywistości zewnętrznej, to i tak jesteś zdania, że ona o niczym nie świadczy, bo masz dostęp tylko do własnego umysłu. Ty już jesteś w matrixie i założenie zewnętrznej rzeczywistości niczego nie zmienia. Co miałoby zmienić założenie, że to wszystko jest w dodatku wirtualne? Praktycznie nic


Ale co to ma do rzeczy co ja byłbym w stanie zrobić. Nic. Znowu odwróciłaś kotka ogonkiem na mnie bo nie jesteś w stanie zaprzeczyć temu, że masz dostęp tylko do swojego umysłu, wbrew temu co deklarujesz. Znowu zrejterowałaś

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Jak wyżej, coś, co jest fikcją ma zerową wartość poznawczą i sama siebie po raz kolejny obalasz. Bo wystarczy, że matrix chce cię oszukać, że doświadczasz drzew, których tak naprawdę wcale nie doświadczasz

Nie mogę jednocześnie doświadczać i nie doświadczać drzew. Jeśli drzewa sa wirtualne i ja cała jestem wirtualna, to i tak doświadczam drzew, a z persektywy mojego programisty cała ta sytuacja jest fikcją, której jednak i on doświadcza


Skoro jest fikcją to nie doświadczasz żadnych drzew. Ponownie wygłaszasz wewnętrznie sprzeczne stwierdzenia. Nigdzie też nie pisałem, że sama jesteś wirtualna. Znowu coś sobie ubzdurałaś

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Czyli opieranie się o "jakieś przesłanki" nic ci nie daje

Jak najbardziej daje, jedynie nie daje 100% pewności, z czym w przeciweństwie do Ciebie nie mam problemu


To tylko twoje złudzenie bo sama stwierdziłaś, że opieranie się na przesłankach nie wyklucza, że głosisz same dowolne bzdury. Więc nawet to twoje zdanie, na które teraz odpisuję, też może być tylko twoją dowolną bzdurą. Wkopałaś się permanentnie i już z tego się nie wygrzebiesz

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Ale sama dopiero co piętro wyżej stwierdziłaś, że pomimo przesłanek nie masz dowodów na to, że nie głosisz bzdur. No więc przesłanki nie gwarantują ci tego, że nie głosisz dowolnych bzdur. W tej kwestii więc też się tylko łudzisz. Zaorałaś się do reszty

"Nie głosisz bzdur" to nie to samo co "nie głosisz dowolnych bzdur", co w poprzedniej wiadomości wyjaśniłam, a czego najwyraźniej nie potrafisz zrozumieć. Mówi się trudno


Nie zwiejesz od tego: napisałaś, że opieranie się na przesłankach nie gwarantuje tego, że możesz głosić dowolne bzdury. Więc nawet to twoje zdanie, na które teraz odpisuję, też może być tylko twoją dowolną bzdurą. Wkopałaś się permanentnie i już z tego się nie wygrzebiesz

"Nie mam dowodów na to, że nie głoszę bzdur, a więc że się nie mylę"

http://www.sfinia.fora.pl/filozofia,4/spirala-poznania-poza-blednym-kolem-i-nieskonczonym-regresem,16823-50.html#539411

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Tylko, że ty sobie równie bezpodstawnie i arbitralnie założyłaś, że do takich poprawnych rozwiązań w końcu dojdziesz. Ale kto ci to zagwarantował? Pytałem już ale nie byłaś w stanie wskazać.

Nie arbitralnie i bezpodstawnie, tylko doświadczanie rzeczywistości dostarczyło mi przesłanek przemawiających za tym, że istnieje takie poprawne rozwiązanie, czy ja do niego dojdę to inna sprawa


Ale nie byłaś przecież w stanie udowodnić, ze masz dostęp do jakiejś "rzeczywistości". To jest więc tylko twoja czcza deklaracja bez pokrycia. Tak samo nie byłaś w stanie udowodnić, że twoje doświadczanie czegokolwiek może uchronić cię przed głoszeniem dowolnej bzdury. Więc nawet to twoje zdanie, na które teraz odpisuję, też może być tylko twoją dowolną bzdurą. Wkopałaś się permanentnie i już z tego się nie wygrzebiesz

"Nie mam dowodów na to, że nie głoszę bzdur, a więc że się nie mylę"

http://www.sfinia.fora.pl/filozofia,4/spirala-poznania-poza-blednym-kolem-i-nieskonczonym-regresem,16823-50.html#539411

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Aby wiedzieć co jest błędem powinnaś też mieć dostęp do kryterium prawdy. A tego dostępu też nie przedstawiłaś więc nadal wszystkie twoje twierdzenia wiszą w próżni i mogą być dowolną bzdurą, choć zarazem się od tego panicznie odżegnujesz, co czynisz równie bezpodstawnie

Kryterium prawdy jest zgodność myśli z rzeczywistością tak jak mi się ona jawi, nic innego nie ma


Ale nie byłaś przecież w stanie udowodnić, ze masz dostęp do jakiejś "rzeczywistości". To jest więc tylko twoja czcza deklaracja bez pokrycia. Tak samo nie byłaś w stanie udowodnić, że twoje doświadczanie czegokolwiek może uchronić cię przed głoszeniem dowolnej bzdury. Więc nawet to twoje zdanie, na które teraz odpisuję, też może być tylko twoją dowolną bzdurą. Wkopałaś się permanentnie i już z tego się nie wygrzebiesz

"Nie mam dowodów na to, że nie głoszę bzdur, a więc że się nie mylę"

http://www.sfinia.fora.pl/filozofia,4/spirala-poznania-poza-blednym-kolem-i-nieskonczonym-regresem,16823-50.html#539411

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
I nadal nie jesteś w stanie wykazać czemu nie miałabyś być na ten nihilizm skazana. Jedynie oburzasz się na ten nihilizm poznawczy. Ale twoje oburzenie nie jest żadnym argumentem bo w tym momencie opisujesz tylko jakiś swój stan emocjonalny. Dlatego napisałem, że nie jesteś tego świadoma i tylko łudzisz się, że masz jakieś "podstawy"

Nie mam żadnych doświadczalnych podstaw zakładac nihilizmu poznawczego. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że poznaję rzeczywistość.


Wyżej napisałaś, że opieranie się na przesłankach nie gwarantuje tego, że możesz głosić dowolne bzdury. Więc nawet to twoje zdanie, na które teraz odpisuję, też może być tylko twoją dowolną bzdurą. Wkopałaś się permanentnie i już z tego się nie wygrzebiesz

"Nie mam dowodów na to, że nie głoszę bzdur, a więc że się nie mylę"

http://www.sfinia.fora.pl/filozofia,4/spirala-poznania-poza-blednym-kolem-i-nieskonczonym-regresem,16823-50.html#539411


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Wto 9:59, 14 Lip 2020, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2678
Przeczytał: 25 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:01, 13 Lip 2020    Temat postu:

fedor napisał:
wierzę w indukcję na podstawie wiary w to, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie, o czym pisałem już. Nie jest to więc tak do końca "z sufitu".

"Z sufitu" jest wiara, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 3873
Przeczytał: 124 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:26, 13 Lip 2020    Temat postu:

mat napisał:
fedor napisał:
wierzę w indukcję na podstawie wiary w to, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie, o czym pisałem już. Nie jest to więc tak do końca "z sufitu".

"Z sufitu" jest wiara, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie.


Tak jak z sufitu jest wiara ateisty w to, że w ogóle jest jakaś regularność w świecie. Każdy od jakiegoś sufitu zacząć musi. Dla mnie to nie problem ale dla ciebie już tak bo jako ateista boisz się już samego słowa "wiara" jak diabeł wody święconej


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Pon 22:34, 13 Lip 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lucek




Dołączył: 18 Lut 2011
Posty: 4106
Przeczytał: 1 temat


PostWysłany: Pon 22:32, 13 Lip 2020    Temat postu:

fedor napisał:
mat napisał:
fedor napisał:
wierzę w indukcję na podstawie wiary w to, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie, o czym pisałem już. Nie jest to więc tak do końca "z sufitu".

"Z sufitu" jest wiara, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie.


Tak jak z sufitu jest wiara ateisty, że w ogóle jest jakaś regularność w świecie. Każdy od jakiegoś sufitu zacząć musi. Dla mnie to nie problem ale dla ciebie już tak bo jako ateista boisz się już samego słowa "wiara" jak diabeł wody święconej

a Ty fedor, z kolei wciskasz wszędzie "wiarę" jakby była synonimem Boga .... lub jakbyś miałbyś kompleksy, że wierzysz :D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 3873
Przeczytał: 124 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 4:56, 14 Lip 2020    Temat postu:

Sorry, że odpowiadam ci dopiero teraz ale wcześniej zwyczajnie przegapiłem twój wpis do mnie tutaj, który utonął w powodzi wpisów trolli i tak licznych tutaj głupków

Netlis napisał:
Fedor

W poście w którym przedstawiałeś niepewność gruntu poznawczego Pelikana wytoczyłeś bardzo mocne działa, twierdzenie Godla, argument snu i nie tylko.

Zastanawiam się w tej sytuacji, że kiedy imputowałeś jej np. pyszałkowatość, to w jaki sposób to zrobiłeś?
Prezentując taki sceptycyzm poznawczy wobec jej twierdzeń w jaki sposób samemu obszedłeś te wszystkie bariery poznawcze, że na podstawie wyświetlonych przez ekran literek napisałeś tyle rzeczy o niej, np. co jej się wydaje, na ile nadaje się do filozofii, jakie motywy nią kierują? Przecież według tego co napisałeś, to mogłeś to zinterpretować na 1 000 000 sposobów i żaden nie jest weryfikowalny.


Zgadza się. Jednak ona sama pośrednio weryfikuje moje interpretacje odpowiadając na nie i na tym się opieram zawierzając jej. W każdej weryfikacji też jest zawarty czynnik wiary i nie da się tego uniknąć


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Wto 5:03, 14 Lip 2020, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2388
Przeczytał: 151 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 12:07, 14 Lip 2020    Temat postu:

fedor napisał:

Tłumaczę z kobiecego na ludzki co tu napisała: wycięła te miejsca gdzie już nie wiedziała co odpowiedzieć

W rzeczy samej. Bo co można odpowiedzieć na bełkot?

I powtórka z rozrywki. Kompletnie niemerytortczny bełkot pomijam. Łatwo sie domyślić, że każda kolejna odpowiedź będzie coraz krótsza, bo w miarę rozwoju dyskusji kończą Ci się argumenty i pozostaje Ci tylko bełkotać w nadziei, że swoim trzebiotaniem bez ładu i składu przykryjesz ich brak. Najwyraźniej nie doceniasz inteligencji forumówiczów.
Cytat:
Może tylko ci się wydaje, że są to "proste" rzeczy. I chyba tak właśnie jest bo nie wzięłaś pod uwagę tego, że pies wcale nie musiał zdechnąć i właściciel wcale nie musiał być w domu żeby ta "reguła" zadziałała. Właściciel mógł na przykład obrazić się za coś na psa i nie dać mu jedzenia za karę. Albo mógł zapomnieć. Albo mogło wydarzyć się milion innych rzeczy wystarczających do tego, że żadnej "reguły" już tutaj nie będzie. Nie ma żadnej "reguły" i jedynie jedzenie pojawia się częściej niż rzadziej. Ale to nie jest już "reguła". Uprościłaś rzeczywistość i narzuciłaś swym umysłem nieistniejącą regułę tam gdzie jej nigdy nie było, co pokazuje, że z żadnego "doświadczenia" jej nie wzięłaś, jak na początku twierdziłaś

Wzięłam pod uwagę, tylko na potrzeby dyskusji upraszczam przykład, żeby w ogóle opisać mechanizm formułowania reguły. Reguła cały czas będzie, jeśli przy spełnieniu danych warunków, dane coś będzie zawsze występować.
Mogę odpowiednio zmodyfikowac regułę "jedzenie zawsze leży pod stołem w mieszkaniu xyz, jeśli
a) właściciel jest w domu
b) pies żyje
c) właścicel nie obraził się na psa
d) właścicel nie zapomniał dać jedzenia"
Cały czas mamy regułę.
Cytat:
To tylko twoje złudzenie. Indukcja nie może ci się narzucać jako "oczywistość" bo żadnej regularności tak naprawdę nie obserwujesz. Jedynie twój umysł ją narzuca na podstawie zbyt małej ilości przypadków tam gdzie jej tak naprawdę nie ma, co pokazała już wyżej twoja analiza "reguły" z karmionym psem. Robisz błędne koło ekstrapolując wycinek powtarzalności na jakąś rzekomą "regułę" i uzasadniasz indukcję przy pomocy indukcji (znowu błędne koło)

Jak najbardziej obserwuję regularność, a następnie stopniowo odkrywam, z czego ona wynika, a więc w jakich dokładnie okolicznościach występuje. W tym moim przykładzie rozumiem np., że istnieje związek pomiędzy jedzeniem lężącym w kuchni pod stołem a obecnością właścicela, jego relacją z psem oraz kondycja psychiczną. Jeśli nie znam tych okolicznosci może mi się wydawać, ze reguły nie ma, bo czasem właściel zostawi psu jedzenie, a czasem nie. Ale jeśli naprawdę wniknę w te wszystkie uwarunkowania, to okaże się, ze reguła jak najbardziej jest.
Cytat:
Jeśli kolejny raz jest "hipotetyczny" to nie może być zarazem zakładany jako "konieczny". Jedno z drugim jest niespójne i się kompletnie nie klei.

Nie jest hipotetyczny, bo jeśliby był, to Twoje obalenie indukcji też byłoby tylko hipotetyczne, czyli można między bajki włożyć.
Cytat:
Nigdzie nie próbowałem "zanegować indukcję za pomocą indukcji". To tylko kolejny twój chochoł i produkt twojej rozbuchanej babskiej wyobraźni. Jedyne co stwierdziłem to tylko to, że brak jest podstaw dla uzasadnienia indukcji. Nie musiałem więc obalać indukcji przy pomocy indukcji i jest to już tylko produkt twojej rozbuchanej wyobraźni (kolejny chochoł)

To nie mój problem, że nie rozumiesz tego, co robisz. Stwierdziłeś, ze jest brak podstaw dla uzasadnienia indukcji, ponieważ nie ma gwarancji, że kolejnym razem zdarzy się to samo, czyli założyłeś w sposób konieczny jakiś kolejny raz, tym samym potwierdzając indukcję (ponieważ do tej pory były razy, to będzie następny raz). Ergo: próbujesz obalić indukcję za pomocą indukcji. Istny kabaret :D
Cytat:
Nie masz żadnych takich "podstaw" i jedynie żyjesz w iluzji, że je masz, bo nie można "uzasadnić indukcji" i wiadomo to już od czasów Hume'a

Ponieważ od czasów Huma uważa się, ze nie ma podstaw dla indukcji, to znaczy, ze nigdy ich nie będzie. Piękna indukcja. Pytanie, czy uzasadniona? Jak na indukcjonistycznego sceptyka dość pochopnie się tą indukcja kierujesz, widzisz reguły tam gdzie ich nie ma :D
Cytat:
Większość filozofów nawet uważa, że jest to największy problem w historii ludzkiej wiedzy. Ty na pewno go nie rozwiązałaś poza twoimi obłąkanymi deklaracjami, że jednak to zrobiłaś. Ale to tylko twoje puste deklaracje oparte jedynie na twoich złudzeniach

Ja na pewno go nie rozwiązałam, ponieważ większość filozofów uważa, ze to największy problem w historii ludzkiej wiedzy? Toż to ordynarny błąd logiczny:
Cytat:
Argumentum ad numerum – błąd logiczny bardzo blisko związany z błędem argumentum ad populum. Popełniany jest, gdy ktoś przekonuje, że słuszność jakiegoś poglądu jest wprost proporcjonalna do liczby tych, którzy go popierają.

Cytat:
Do "poważnych" to ty nie należysz, naiwna dziewczynko, której wydaje się, że rozwiązała dylematy filozoficzne z okresu kilku tysięcy lat w jednym poście.

Uważasz, że tych dylematów nie da się rozwiązać? Na jakiej podstawie?
Cytat:
To czy istnieje świat zewnętrzny jest przedmiotem tego sporu więc nie możesz zarazem używać tego jako argumentu w tym sporze. Innymi słowy, znowu użyłaś jako argumentu tego co miałaś dopiero uzasadnić, po raz kolejny lądując w błędnym kole. Tak samo twoje założenie, że zmysły w ogóle informują nas o świecie zewnętrznym też jest przedmiotem tego sporu i znowu nie możesz tego użyć jako argumentu w tym sporze bo masz ten argument dopiero uzasadnić. Ale dowodząc zmysłów za pomocą zmysłów wpadniesz w kolejne błędne koło. I tak dalej. Już o tym pisałem ale od nowa powtarzasz te same błędne deklaracje i tak jest w sumie non stop z twoim pogubieniem się. W każdym razie, nie dowiodłaś, że umysł jest czymś zewnętrznym i dalej ci się to miesza skoro umysł jest z natury czymś wewnętrznym. Dalej mieszają ci się proste podstawy ale ty mi zapowiadasz "jazdę bez trzymanki". Niezły kabaret

To, że istnieje jakiś świat zewnętrzny nie jest przedmiotem sporu, tylko oczywistością, przedmiotem sporu może być, czy ten świat zewnętrzny istnieje materialnie na zewnątrz umysłu, czy tylko wirtualnie. Jednak jest to spór jałowy, bo w jednym i drugim przypadku umysł doświadcza tego świata jako materialnego i zewnętrznego wobec siebie i ten zewnętrzny świat jest dla niego zewnętrznym punktem odniesienia.
Cytat:
No nie mogę z tym głupolem. Przecież nie pisałem, że "w ogóle" ale właśnie pisałem, że czasem i może to być przez kogoś tak zrozumiane w sytuacji gdy będziesz pisała "w ogóle". Zażąda on formalnej ścisłości gdy będziesz myślała, że ona nie obowiązuje i wtedy już leżysz. Ty nie pamiętasz o czym była mowa zaledwie jeden post wcześniej, aż tak rozlazła jesteś

Tutaj muszę zwrócić honor, bo rzeczywiście nie zauważyłam słowa "też" przy "oznacza", stąd nieporozumienie. Jednak to nie jest żaden argument. Obowiązkiem odbiorcy tekstu jest zrozumieć pojęcie w kontekście. Jeśli odbiorca na stwierdzenie "uzasadnieniem istnienia Boga jest to, że świat jest uporządkowany" zażąda formalnej ścisłości, będzie to świadczyc tylko o jego ułomności intelektualnej.
Cytat:

towarzyski.pelikan napisał:
Zakładasz cicho, że jednyną alternatywą dla ew. racjonalnej osobowości jako dawcy racjonalnej osobowości jest "wzięcie się z niczego", w ogóle nie rozważając opcji, że może się wziąć skądinąd

Przy czym nie będziesz w stanie wskazać skąd po tym jak sama zanegowałaś źródło swej własnej racjonalności, które pochodzi od innej racjonalności. Przecież każde twoje wyjaśnienie będzie w tym momencie irracjonalne. Wykopałaś sama pod sobą dołek i też tego jak na razie nie rozumiesz

Cytat:
A kogo obchodzi "przekonanie" ciebie jeśli nie jesteś w stanie przedstawić nawet żadnej sensownej odpowiedzi lub alternatywy na to co piszę. Po prostu opisujesz jedynie swój problem mentalny, swoją psychologiczną niepełnosprawność polegającą na tym, że nie wiesz jak coś zaakceptować. To nie mój problem. Moja odpowiedź póki co broni się jako najrozsądniejsza bo nic bardziej sensownego nie jesteś w stanie przedstawić. Nie wiesz jak przedstawić inne źródło racjonalności, które sprawiałoby, że twoja alternatywa nie będzie irracjonalna. Póki co twoje alternatywy względem mojego wyjaśnienia są właśnie irracjonalne bo nie opierają się na niczym racjonalnym

Cytat:
Argumentum ad ignorantiam (łac. „argument odwołujący się do niewiedzy”) – pozamerytoryczny sposób argumentowania, w którym dyskutant uznaje za dowód prawdziwości swojej tezy fakt, że jego oponent nie potrafi uzasadnić tezy przeciwnej. Jest to błąd logiczny polegający na niewzięciu pod uwagę, że brak dowodów fałszywości jakiejś tezy nie implikuje jej prawdziwości.

Cytat:
I znowu sobie tylko pogdybałaś. Nic z tego nie wynika. Podtrzymuję to co napisałem wyżej w temacie twojej kobiecej irracjonalności bo nie byłaś w stanie temu nawet sensownie zaprzeczyć

Ja w przeciwiestwie do Ciebie nie wypieram swojej irracjonalności, więc nie mam powodów temu zaprzeczać. Jak każdy człowiek w pełnym tego słowa znaczeniu łączę w sobie racjonalność z irracjonalnością. Nie po to Bóg dał człowiekowi cały mózg, żeby używał jego połowy.
Cytat:
Bez związku z tym co napisałem. Nie pokazałaś tego o co poprosiłem i znowu zwiałaś

To nie ma znaczenia, czy jacyś bogowie zadkelarowali stworzenie nas na podobieństwo osobowej racjonalności, jeśli najpierw nie ustalimy, czy taka deklaracja jest w ogóle wiarygodna.
Cytat:
Oczywistość zagadnień i pojęć to dwie różne rzeczy. Ale jeśli się z tym nie zgadzasz to zdefiniuj wszystkie pojęcia jakich używasz w tej dyskusji. Wtedy ja doprecyzuję też swoje. Bo inaczej będzie niezrozumiałe o czym piszesz. Rozumiesz teraz głupotę jaką walnęłaś? To co zrobiłaś nazywa się w filozofii błędem esencjalizmu

Żadnego błędu nie popełniłam, zwyczajnie nie rozumiem konkretnego pojęcia, którego użyłeś, a które jest niejednoznaczne. A fakt, że taką trudność Ci sprawia dookreslenie tego mętnego pojęcia tylko świadczy o Twojej bezradności. Zwyczajnie nie wiesz o czym mówisz, jak zwykle zresztą.
Cytat:
Ale wiemy to od Boga, który ma wszechwiedzę i to właśnie stwierdza więc twa odpowiedź uwala samą siebie. Ta bezsensowna odpowiedź jest bez związku z tym co napisałem.

Nie wiemy tego od Boga, tylko na mocy definicji absolutu.
Cytat:
Więc ponawiam swój apel: podaj kryteria na podstawie których określasz gdzie natura się kończy i zaczyna. Będzie ubaw bo aby to zrobić musiałabyś oczywiście posiadać wszechwiedzę o całej naturze ale jej oczywiście nie posiadasz

Jestes upośledzony? Jak mam podac kryteria, o które prosisz, skoro przedstawiam naturę jako absolut, który nie ma początku i końca?
Cytat:
Skoro jest fikcją to nie doświadczasz żadnych drzew.

Dla mnie nie jest fikcją. To czego doświadczam jako czegoś realnego jest realne.
Cytat:
To tylko twoje złudzenie bo sama stwierdziłaś, że opieranie się na przesłankach nie wyklucza, że głosisz same dowolne bzdury. Więc nawet to twoje zdanie, na które teraz odpisuję, też może być tylko twoją dowolną bzdurą. Wkopałaś się permanentnie i już z tego się nie wygrzebiesz

Nic takiego nie stwierdziłam, manipulancie. Skończyły Ci się argumenty, więc nie pozostaje nic innego, jak wkładać mi w usta stwierdzenia, których nie wypowiedziałam.
Cytat:
Nie zwiejesz od tego: napisałaś, że opieranie się na przesłankach nie gwarantuje tego, że możesz głosić dowolne bzdury. Więc nawet to twoje zdanie, na które teraz odpisuję, też może być tylko twoją dowolną bzdurą. Wkopałaś się permanentnie i już z tego się nie wygrzebiesz
"Nie mam dowodów na to, że nie głoszę bzdur, a więc że się nie mylę"

jw. Tutaj dodatkowo samozaoranie. Wyżej twierdzi, że ja pisałam, że opieranie się na przesłankach nie gwarantuje mi głoszenia dowolnych bzdur, żeby na dole wkleić cytat, w którym stwierdzam, że opieranie sie na przesłankach nie gwarantuje mi głoszenia bzdur. Przypadek beznadziejny? :think:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 3873
Przeczytał: 124 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 13:36, 14 Lip 2020    Temat postu:

towarzyski.pelikan napisał:
fedor napisał:

Tłumaczę z kobiecego na ludzki co tu napisała: wycięła te miejsca gdzie już nie wiedziała co odpowiedzieć

W rzeczy samej. Bo co można odpowiedzieć na bełkot?


Czyli nie wiedziałaś co odpowiedzieć. A twoje stwierdzenie o "bełkocie" jest puste i każdy może sobie coś takiego chlapnąć

towarzyski.pelikan napisał:
I powtórka z rozrywki. Kompletnie niemerytortczny bełkot pomijam. Łatwo sie domyślić, że każda kolejna odpowiedź będzie coraz krótsza, bo w miarę rozwoju dyskusji kończą Ci się argumenty i pozostaje Ci tylko bełkotać w nadziei, że swoim trzebiotaniem bez ładu i składu przykryjesz ich brak. Najwyraźniej nie doceniasz inteligencji forumówiczów


Twoje skracanie kolejnych odpowiedzi pokazuje dobitnie, że kapitulujesz przed kolejnymi argumentami. Nazywanie tego przez ciebie "bełkotem" jest pustosłowiem

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Może tylko ci się wydaje, że są to "proste" rzeczy. I chyba tak właśnie jest bo nie wzięłaś pod uwagę tego, że pies wcale nie musiał zdechnąć i właściciel wcale nie musiał być w domu żeby ta "reguła" zadziałała. Właściciel mógł na przykład obrazić się za coś na psa i nie dać mu jedzenia za karę. Albo mógł zapomnieć. Albo mogło wydarzyć się milion innych rzeczy wystarczających do tego, że żadnej "reguły" już tutaj nie będzie. Nie ma żadnej "reguły" i jedynie jedzenie pojawia się częściej niż rzadziej. Ale to nie jest już "reguła". Uprościłaś rzeczywistość i narzuciłaś swym umysłem nieistniejącą regułę tam gdzie jej nigdy nie było, co pokazuje, że z żadnego "doświadczenia" jej nie wzięłaś, jak na początku twierdziłaś

Wzięłam pod uwagę, tylko na potrzeby dyskusji upraszczam przykład, żeby w ogóle opisać mechanizm formułowania reguły. Reguła cały czas będzie, jeśli przy spełnieniu danych warunków, dane coś będzie zawsze występować.
Mogę odpowiednio zmodyfikowac regułę "jedzenie zawsze leży pod stołem w mieszkaniu xyz, jeśli
a) właściciel jest w domu
b) pies żyje
c) właścicel nie obraził się na psa
d) właścicel nie zapomniał dać jedzenia"
Cały czas mamy regułę


I musisz wyliczać kolejne warunki aby ta "reguła" w ogóle zaistniała. Co pokazuje, że wymyślasz ją sama i nie istnieje ona nigdzie poza twoim umysłem. Wcale więc nie pochodzi z "doświadczenia". Poza tym wyliczyłaś tylko część warunków, a tak naprawdę można je wyliczać w nieskończoność bo zawsze znajdzie się jeszcze jakiś inny wyjątek. To jest dodatkowy gwóźdź to trumny twojej "reguły", która tak naprawdę nie istnieje bo nie jesteś jej w stanie nawet wyczerpująco sformułować. Pomijając już to, że sama ją wytwarzasz mentalnie, choć ściemniałaś, że reguła indukcyjna bierze się u ciebie tylko "z doświadczenia"

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
To tylko twoje złudzenie. Indukcja nie może ci się narzucać jako "oczywistość" bo żadnej regularności tak naprawdę nie obserwujesz. Jedynie twój umysł ją narzuca na podstawie zbyt małej ilości przypadków tam gdzie jej tak naprawdę nie ma, co pokazała już wyżej twoja analiza "reguły" z karmionym psem. Robisz błędne koło ekstrapolując wycinek powtarzalności na jakąś rzekomą "regułę" i uzasadniasz indukcję przy pomocy indukcji (znowu błędne koło)

Jak najbardziej obserwuję regularność, a następnie stopniowo odkrywam, z czego ona wynika, a więc w jakich dokładnie okolicznościach występuje


Żadnej "regularności" nie "obserwujesz". Dalej żyjesz w tej samej iluzji, naiwna dziewczynko. Wyżej już sama dowiodłaś na przykładzie z psem, że to ty wytwarzasz "regułę" i jej warunki w sposób aprioryczny. Drugim problemem jest to, że masz do dyspozycji tylko skończoną liczbę przypadków. Nie można na tej podstawie sformułować żadnej "reguły" bo każdy kolejny przypadek może zmienić sytuację i zanegować twoją iluzję tego, że jakąś "regułę" niby wcześniej "zaobserwowałaś". Nie masz też żadnej podstawy aby rozciągnąć przeszłość w przyszłość więc tym bardziej nie ma sensu żebyś o jakiejś "regule" mówiła. Leżysz

towarzyski.pelikan napisał:
W tym moim przykładzie rozumiem np., że istnieje związek pomiędzy jedzeniem lężącym w kuchni pod stołem a obecnością właścicela, jego relacją z psem oraz kondycja psychiczną. Jeśli nie znam tych okolicznosci może mi się wydawać, ze reguły nie ma, bo czasem właściel zostawi psu jedzenie, a czasem nie. Ale jeśli naprawdę wniknę w te wszystkie uwarunkowania, to okaże się, ze reguła jak najbardziej jest


Tylko, że to nie są "wszystkie uwarunkowania". Nie wiadomo nawet czy są spełnione w połowie. Pisałem o tym już wyżej

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Jeśli kolejny raz jest "hipotetyczny" to nie może być zarazem zakładany jako "konieczny". Jedno z drugim jest niespójne i się kompletnie nie klei.

Nie jest hipotetyczny, bo jeśliby był, to Twoje obalenie indukcji też byłoby tylko hipotetyczne, czyli można między bajki włożyć


Moje "obalenie" indukcji opiera się wyłącznie na wskazaniu braku logicznych i doświadczalnych podstaw dla jej uzasadnienia. Nic więcej. Twoje dośpiewane tu sprzeczne wewnętrznie sklejenie "konieczności" z "hipotetycznością" to jest już tylko kolejna nadmiarowa projekcja twojej wyobraźni, w której polemizujesz sama ze sobą i swym chochołem. Wymyślasz jakąś idiotyczną bzdurę, która jest nadinterpretacją moich słów, po czym z tym "polemizujesz". Ale polemizujesz tu tylko sama ze sobą. Poza tym popełniasz wyżej podręcznikowy błąd logiczny Fallacy of Composition. Nawet gdyby jakiś człon mojego rozumowania był "hipotetyczny" to nie oznaczałoby to jeszcze, że cała reszta wnioskowania jest hipotetyczna. Popełniasz błąd logiczny Fallacy of Composition

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Nigdzie nie próbowałem "zanegować indukcję za pomocą indukcji". To tylko kolejny twój chochoł i produkt twojej rozbuchanej babskiej wyobraźni. Jedyne co stwierdziłem to tylko to, że brak jest podstaw dla uzasadnienia indukcji. Nie musiałem więc obalać indukcji przy pomocy indukcji i jest to już tylko produkt twojej rozbuchanej wyobraźni (kolejny chochoł)

To nie mój problem, że nie rozumiesz tego, co robisz


Jak na razie to ty nie rozumiesz co ja robię

towarzyski.pelikan napisał:
Stwierdziłeś, ze jest brak podstaw dla uzasadnienia indukcji, ponieważ nie ma gwarancji, że kolejnym razem zdarzy się to samo, czyli założyłeś w sposób konieczny jakiś kolejny raz,


Bzdura, nie ma żadnej "konieczności" w tym założeniu bo skąd niby miałaby się wziąć. Tak więc to tylko twój chochoł. Analizując krytycznie indukcję nie trzeba zakładać indukcji. Wystarczy roboczo przeanalizować założenia indukcjonisty w sposób analityczny a priori. Tym razem pomieszało ci się dziewczynko to, że założenia krytykowane nie są założeniami krytykującego. Tej prostej sprawy nie rozróżniasz i tym samym walnęłaś się po raz kolejny

towarzyski.pelikan napisał:
tym samym potwierdzając indukcję (ponieważ do tej pory były razy, to będzie następny raz). Ergo: próbujesz obalić indukcję za pomocą indukcji. Istny kabaret :D


To jest tylko twój chochoł. Nadal nie rozróżniasz tego, że założenia krytykowane nie muszą być założeniami krytykującego. No i dlatego wychodzi ci ta permanentna bzdura, że "obalam indukcję przy pomocy indukcji". Jak pisałem wyżej: Analizując krytycznie indukcję nie trzeba zakładać indukcji. Wystarczy roboczo przeanalizować założenia indukcjonisty. Tego właśnie nie możesz załapać

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Nie masz żadnych takich "podstaw" i jedynie żyjesz w iluzji, że je masz, bo nie można "uzasadnić indukcji" i wiadomo to już od czasów Hume'a

Ponieważ od czasów Huma uważa się, ze nie ma podstaw dla indukcji, to znaczy, ze nigdy ich nie będzie. Piękna indukcja. Pytanie, czy uzasadniona? Jak na indukcjonistycznego sceptyka dość pochopnie się tą indukcja kierujesz, widzisz reguły tam gdzie ich nie ma :D


Nie jest kwestią czy nigdy nie będzie uzasadnienia dla indukcji ale jest kwestią czy ty masz uzasadnienie dla indukcji. I nie masz

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Większość filozofów nawet uważa, że jest to największy problem w historii ludzkiej wiedzy. Ty na pewno go nie rozwiązałaś poza twoimi obłąkanymi deklaracjami, że jednak to zrobiłaś. Ale to tylko twoje puste deklaracje oparte jedynie na twoich złudzeniach

Ja na pewno go nie rozwiązałam, ponieważ większość filozofów uważa, ze to największy problem w historii ludzkiej wiedzy? Toż to ordynarny błąd logiczny:
Cytat:
Argumentum ad numerum – błąd logiczny bardzo blisko związany z błędem argumentum ad populum. Popełniany jest, gdy ktoś przekonuje, że słuszność jakiegoś poglądu jest wprost proporcjonalna do liczby tych, którzy go popierają.


Wcale tak nie argumentowałem. To była tylko dygresja. Tak czy inaczej, uzasadnienia dla indukcji nadal nie masz. No bo skąd miałabyś wziąć dowód na to, że przyszłość będzie taka jak przeszłość skoro przyszłość nawet jeszcze nie istnieje

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Do "poważnych" to ty nie należysz, naiwna dziewczynko, której wydaje się, że rozwiązała dylematy filozoficzne z okresu kilku tysięcy lat w jednym poście.

Uważasz, że tych dylematów nie da się rozwiązać? Na jakiej podstawie?


Uważam, że ty nie jesteś w stanie ich rozwiązać. A czy ktoś inny je rozwiąże? Może Bóg. Ale to są już tylko spekulacje i właśnie weszłaś na ich obszar

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
To czy istnieje świat zewnętrzny jest przedmiotem tego sporu więc nie możesz zarazem używać tego jako argumentu w tym sporze. Innymi słowy, znowu użyłaś jako argumentu tego co miałaś dopiero uzasadnić, po raz kolejny lądując w błędnym kole. Tak samo twoje założenie, że zmysły w ogóle informują nas o świecie zewnętrznym też jest przedmiotem tego sporu i znowu nie możesz tego użyć jako argumentu w tym sporze bo masz ten argument dopiero uzasadnić. Ale dowodząc zmysłów za pomocą zmysłów wpadniesz w kolejne błędne koło. I tak dalej. Już o tym pisałem ale od nowa powtarzasz te same błędne deklaracje i tak jest w sumie non stop z twoim pogubieniem się. W każdym razie, nie dowiodłaś, że umysł jest czymś zewnętrznym i dalej ci się to miesza skoro umysł jest z natury czymś wewnętrznym. Dalej mieszają ci się proste podstawy ale ty mi zapowiadasz "jazdę bez trzymanki". Niezły kabaret

To, że istnieje jakiś świat zewnętrzny nie jest przedmiotem sporu, tylko oczywistością


To tylko twoja pusta deklaracja i argument o zerowej zawartości sensu. Równie dobrze ktoś mógłby zaprzeczyć temu twojemu zdaniu i też nazwać to zaprzeczenie "oczywistością". Tak więc w tym punkcie też poległaś bo nie masz żadnego argumentu poza powołaniem się na swoje subiektywne poczucie "oczywistości", które samo w sobie niczego nie dowodzi

towarzyski.pelikan napisał:
przedmiotem sporu może być, czy ten świat zewnętrzny istnieje materialnie na zewnątrz umysłu, czy tylko wirtualnie. Jednak jest to spór jałowy, bo w jednym i drugim przypadku umysł doświadcza tego świata jako materialnego i zewnętrznego wobec siebie i ten zewnętrzny świat jest dla niego zewnętrznym punktem odniesienia


Nie masz żadnego dowodu na to, że istnienie świata zewnętrznego nie jest jedynie twoją halucynacją. Nie da się obalić tezy solipsyzmu. Aby udowodnić istnienie świata zewnętrznego musiałabyś mieć niezależne potwierdzenie dla swoich zmysłów. No ale nie masz. I nie możesz potwierdzić świadectwa zmysłów za pomocą tych samych zmysłów bo wylądujesz w błędnym kole. Nawet gdybyś miała niezależny weryfikator w postaci innych zmysłów dodatkowych to też by ci niewiele pomogło bo musiałabyś kolejno weryfikować wszystkie te weryfikatory. Skończyłoby się to nieskończonym regresem. Istnienie świata zewnętrznego możesz więc przyjąć jedynie na wiarę i to robisz ale wypierasz zarazem z siebie to, że to robisz.

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
No nie mogę z tym głupolem. Przecież nie pisałem, że "w ogóle" ale właśnie pisałem, że czasem i może to być przez kogoś tak zrozumiane w sytuacji gdy będziesz pisała "w ogóle". Zażąda on formalnej ścisłości gdy będziesz myślała, że ona nie obowiązuje i wtedy już leżysz. Ty nie pamiętasz o czym była mowa zaledwie jeden post wcześniej, aż tak rozlazła jesteś

Tutaj muszę zwrócić honor, bo rzeczywiście nie zauważyłam słowa "też" przy "oznacza", stąd nieporozumienie. Jednak to nie jest żaden argument. Obowiązkiem odbiorcy tekstu jest zrozumieć pojęcie w kontekście. Jeśli odbiorca na stwierdzenie "uzasadnieniem istnienia Boga jest to, że świat jest uporządkowany" zażąda formalnej ścisłości, będzie to świadczyc tylko o jego ułomności intelektualnej


Albo o twojej jeśli on będzie się upierał przy ścisłości. I nie masz nic na swoją obronę również i w tym punkcie

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:

towarzyski.pelikan napisał:
Zakładasz cicho, że jednyną alternatywą dla ew. racjonalnej osobowości jako dawcy racjonalnej osobowości jest "wzięcie się z niczego", w ogóle nie rozważając opcji, że może się wziąć skądinąd

Przy czym nie będziesz w stanie wskazać skąd po tym jak sama zanegowałaś źródło swej własnej racjonalności, które pochodzi od innej racjonalności. Przecież każde twoje wyjaśnienie będzie w tym momencie irracjonalne. Wykopałaś sama pod sobą dołek i też tego jak na razie nie rozumiesz

Cytat:
A kogo obchodzi "przekonanie" ciebie jeśli nie jesteś w stanie przedstawić nawet żadnej sensownej odpowiedzi lub alternatywy na to co piszę. Po prostu opisujesz jedynie swój problem mentalny, swoją psychologiczną niepełnosprawność polegającą na tym, że nie wiesz jak coś zaakceptować. To nie mój problem. Moja odpowiedź póki co broni się jako najrozsądniejsza bo nic bardziej sensownego nie jesteś w stanie przedstawić. Nie wiesz jak przedstawić inne źródło racjonalności, które sprawiałoby, że twoja alternatywa nie będzie irracjonalna. Póki co twoje alternatywy względem mojego wyjaśnienia są właśnie irracjonalne bo nie opierają się na niczym racjonalnym

Cytat:
Argumentum ad ignorantiam (łac. „argument odwołujący się do niewiedzy”) – pozamerytoryczny sposób argumentowania, w którym dyskutant uznaje za dowód prawdziwości swojej tezy fakt, że jego oponent nie potrafi uzasadnić tezy przeciwnej. Jest to błąd logiczny polegający na niewzięciu pod uwagę, że brak dowodów fałszywości jakiejś tezy nie implikuje jej prawdziwości.


To nie jest argumentem ad ignorantiam bo ja nie mówiłem o tezie przeciwnej ale o tezie alternatywnej względem mojej, która będzie lepszym wyjaśnieniem. Znowu ci się wszystko popierdzieliło i poza tym nadal nie wskazałaś tego o co prosiłem

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
I znowu sobie tylko pogdybałaś. Nic z tego nie wynika. Podtrzymuję to co napisałem wyżej w temacie twojej kobiecej irracjonalności bo nie byłaś w stanie temu nawet sensownie zaprzeczyć

Ja w przeciwiestwie do Ciebie nie wypieram swojej irracjonalności, więc nie mam powodów temu zaprzeczać. Jak każdy człowiek w pełnym tego słowa znaczeniu łączę w sobie racjonalność z irracjonalnością. Nie po to Bóg dał człowiekowi cały mózg, żeby używał jego połowy


Jak na razie to nie jesteś w stanie wykazać nawet tego, że w ogóle jesteś "racjonalna" bo sama napisałaś, że możesz głosić dowolne bzdury. Sama się zaorałaś już dawno. Poza tym jak miałabyś niby wykazać, że jesteś "racjonalna"? Musiałabyś wykazać, że masz dostęp do poprawnej definicji racjonalności zanim ją jeszcze sformułowałaś. Znowu nieskończony regres i znowu leżysz

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Bez związku z tym co napisałem. Nie pokazałaś tego o co poprosiłem i znowu zwiałaś

To nie ma znaczenia, czy jacyś bogowie zadkelarowali stworzenie nas na podobieństwo osobowej racjonalności, jeśli najpierw nie ustalimy, czy taka deklaracja jest w ogóle wiarygodna


"Ustalanie" czegoś może trwać w nieskończoność i znowu wpadłaś w problem nieskończonego regresu. Poza tym, jeśli na zasadzie założenia nie uznasz, że ktoś racjonalny i osobowy wyposażył cię w osobową racjonalność to znowu podcinasz gałąź na jakiej siedzisz wraz z potencjalną możliwością, że w ogóle jesteś racjonalna. A to oznacza, że nawet twoja polemika z tym, że bogowie wyposażyli kogoś w racjonalność, też nie będzie miała żadnego sensu bo będzie irracjonalna. Znowu leżysz. To jest dokładnie ten sam problem co próba zaprzeczenia istnieniu słów przy pomocy istnienia słów lub próba zaprzeczenia zasadzie niesprzeczności przy pomocy zasady niesprzeczności

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Oczywistość zagadnień i pojęć to dwie różne rzeczy. Ale jeśli się z tym nie zgadzasz to zdefiniuj wszystkie pojęcia jakich używasz w tej dyskusji. Wtedy ja doprecyzuję też swoje. Bo inaczej będzie niezrozumiałe o czym piszesz. Rozumiesz teraz głupotę jaką walnęłaś? To co zrobiłaś nazywa się w filozofii błędem esencjalizmu

Żadnego błędu nie popełniłam, zwyczajnie nie rozumiem konkretnego pojęcia, którego użyłeś, a które jest niejednoznaczne. A fakt, że taką trudność Ci sprawia dookreslenie tego mętnego pojęcia tylko świadczy o Twojej bezradności. Zwyczajnie nie wiesz o czym mówisz, jak zwykle zresztą


To pojęcie nie nie jest bardziej niejednoznaczne niż inne. Tak więc nadal wiejesz w błąd logiczny esencjonalizmu bo nie jesteś w stanie inaczej polemizować ze zdaniem jakie napisałem. Opisałaś jedynie swój problem mentalny z uchwyceniem znaczenia jakiegoś słowa i to jest wyłącznie twój problem mentalny, a nie jakikolwiek sensowny kontrargument

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Ale wiemy to od Boga, który ma wszechwiedzę i to właśnie stwierdza więc twa odpowiedź uwala samą siebie. Ta bezsensowna odpowiedź jest bez związku z tym co napisałem.

Nie wiemy tego od Boga, tylko na mocy definicji absolutu


Która jest sklecona na podstawie świętych ksiąg. Na jedno wychodzi i różnica niewielka

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Więc ponawiam swój apel: podaj kryteria na podstawie których określasz gdzie natura się kończy i zaczyna. Będzie ubaw bo aby to zrobić musiałabyś oczywiście posiadać wszechwiedzę o całej naturze ale jej oczywiście nie posiadasz

Jestes upośledzony? Jak mam podac kryteria, o które prosisz, skoro przedstawiam naturę jako absolut, który nie ma początku i końca?


A ja pytam na podstawie jakich kryteriów to chlapnęłaś. I nie wiesz co odpowiedzieć. Oczywiście chlapnęłaś to sobie z sufitu, choć jednocześnie cały czas zarzekasz się, że ty nic z sufitu nie bierzesz i jedynie czerpiesz "z doświadczenia". Ciekawe z jakiego to niby "doświadczenia" dowiedziałaś się, że natura jest nieskończona skoro twoje doświadczenie i twój umysł są już jak najbardziej skończone

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Skoro jest fikcją to nie doświadczasz żadnych drzew.

Dla mnie nie jest fikcją. To czego doświadczam jako czegoś realnego jest realne


"Dla mnie nie jest fikcją". "Genialna" odpowiedź na poziomie blondynki, która dopiero co stwierdziła, że coś jest fikcją, po czym zapewniła, że dla niej nie jest to fikcją bo jest to realne. Wewnętrznie sprzeczne tezy ale po co baba będzie się tym w ogóle przejmowała

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
To tylko twoje złudzenie bo sama stwierdziłaś, że opieranie się na przesłankach nie wyklucza, że głosisz same dowolne bzdury. Więc nawet to twoje zdanie, na które teraz odpisuję, też może być tylko twoją dowolną bzdurą. Wkopałaś się permanentnie i już z tego się nie wygrzebiesz

Nic takiego nie stwierdziłam, manipulancie. Skończyły Ci się argumenty, więc nie pozostaje nic innego, jak wkładać mi w usta stwierdzenia, których nie wypowiedziałam


Wypowiedziałaś: "Nie mam dowodów na to, że nie głoszę bzdur, a więc że się nie mylę"

http://www.sfinia.fora.pl/filozofia,4/spirala-poznania-poza-blednym-kolem-i-nieskonczonym-regresem,16823-50.html#539411

towarzyski.pelikan napisał:
Cytat:
Nie zwiejesz od tego: napisałaś, że opieranie się na przesłankach nie gwarantuje tego, że możesz głosić dowolne bzdury. Więc nawet to twoje zdanie, na które teraz odpisuję, też może być tylko twoją dowolną bzdurą. Wkopałaś się permanentnie i już z tego się nie wygrzebiesz
"Nie mam dowodów na to, że nie głoszę bzdur, a więc że się nie mylę"

jw. Tutaj dodatkowo samozaoranie. Wyżej twierdzi, że ja pisałam, że opieranie się na przesłankach nie gwarantuje mi głoszenia dowolnych bzdur, żeby na dole wkleić cytat, w którym stwierdzam, że opieranie sie na przesłankach nie gwarantuje mi głoszenia bzdur. Przypadek beznadziejny? :think:


"Samozaoranie" to mamy w twoim wykonaniu. Powtórzyłaś dwa razy to samo, że opieranie się na przesłankach nie gwarantuje tego, że nie głosisz dowolnych bzdur, więc już sama ze sobą się do reszty zakapućkałaś. A słowa na jakie wskazałem nadal pozostają w mocy i nie wiesz jak się wykręcić z tego swojego samozaorania

A skoro nie wiesz czy twoje poglądy nie są dowolną bzdurą to skąd wiesz, że dowolną bzdurą nie jest twój pogląd, że nie powinnaś przyjmować dowolnej bzdury?


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Wto 14:52, 14 Lip 2020, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
towarzyski.pelikan




Dołączył: 19 Sie 2018
Posty: 2388
Przeczytał: 151 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:26, 14 Lip 2020    Temat postu:

fedor napisał:

I musisz wyliczać kolejne warunki aby ta "reguła" w ogóle zaistniała. Co pokazuje, że wymyślasz ją sama i nie istnieje ona nigdzie poza twoim umysłem

Brak związku pomiędzy pierwszym i drugim zdaniem. Uzasadnij, że uzależnienie reguły od warunków świadczy o tym, że sama ją wymyślam i nie istnieje nigdzie poza moim umysłem.
Cytat:
Poza tym wyliczyłaś tylko część warunków, a tak naprawdę można je wyliczać w nieskończoność bo zawsze znajdzie się jeszcze jakiś inny wyjątek. To jest dodatkowy gwóźdź to trumny twojej "reguły", która tak naprawdę nie istnieje bo nie jesteś jej w stanie nawet wyczerpująco sformułować. Pomijając już to, że sama ją wytwarzasz mentalnie, choć ściemniałaś, że reguła indukcyjna bierze się u ciebie tylko "z doświadczenia"

Brak związku pomiędzy pierwszym i drugim zdaniem. Uzasadnij, że to, że nie jestem w stanie wyczerpująco sformułowac reguły znaczy, że nie istnieje.
Cytat:
Żadnej "regularności" nie "obserwujesz". Dalej żyjesz w tej samej iluzji, naiwna dziewczynko. Wyżej już sama dowiodłaś na przykładzie z psem, że to ty wytwarzasz "regułę" i jej warunki w sposób aprioryczny.

Póki co nie wiadomo nic o tym, żebym coś podobnego dowiodła. Jedyne co wiadomo, to Twoja pusta deklaracja, której nawet nie będziesz w stanie uzasadnić, bo wszystko co twierdzisz jest z na mocy Twojej własnej spartolonej filozofii bezzasadne.
Cytat:
Drugim problemem jest to, że masz do dyspozycji tylko skończoną liczbę przypadków. Nie można na tej podstawie sformułować żadnej "reguły" bo każdy kolejny przypadek może zmienić sytuację i zanegować twoją iluzję tego, że jakąś "regułę" niby wcześniej "zaobserwowałaś". Nie masz też żadnej podstawy aby rozciągnąć przeszłość w przyszłość więc tym bardziej nie ma sensu żebyś o jakiejś "regule" mówiła. Leżysz

Ponownie. Brak związku pomiędzy pierwszym oraz drugim i trzecim zdaniem. Uzasadnij, że nie można na podstawie skończonych przypadków sformułować reguły z tego powodu, że każdy kolejny przypadek może zmienic sytuację.
Cytat:
Tylko, że to nie są "wszystkie uwarunkowania". Nie wiadomo nawet czy są spełnione w połowie. Pisałem o tym już wyżej

To nie ma żadnego znaczenia.
Cytat:
Moje "obalenie" indukcji opiera się wyłącznie na wskazaniu braku logicznych i doświadczalnych podstaw dla jej uzasadnienia. Nic więcej.

I nie potrafisz wskazać braku tych doświadczalnych podstaw, nie stosując indukcji. I w ten sposob właśnie dokonujesz sromotnego aktu samozaorania
Cytat:
Twoje dośpiewane tu sprzeczne wewnętrznie sklejenie "konieczności" z "hipotetycznością" to jest już tylko kolejna nadmiarowa projekcja twojej wyobraźni, w której polemizujesz sama ze sobą i swym chochołem. Wymyślasz jakąś idiotyczną bzdurę, która jest nadinterpretacją moich słów, po czym z tym "polemizujesz". Ale polemizujesz tu tylko sama ze sobą. Poza tym popełniasz wyżej podręcznikowy błąd logiczny Fallacy of Composition. Nawet gdyby jakiś człon mojego rozumowania był "hipotetyczny" to nie oznaczałoby to jeszcze, że cała reszta wnioskowania jest hipotetyczna. Popełniasz błąd logiczny Fallacy of Composition

To jest tylko Twoja pusta deklaracja i całkowicie bezzasadna, jak wszystko co twierdzisz.
Cytat:
Bzdura, nie ma żadnej "konieczności" w tym założeniu bo skąd niby miałaby się wziąć. Tak więc to tylko twój chochoł. Analizując krytycznie indukcję nie trzeba zakładać indukcji. Wystarczy roboczo przeanalizować założenia indukcjonisty w sposób analityczny a priori. Tym razem pomieszało ci się dziewczynko to, że założenia krytykowane nie są założeniami krytykującego. Tej prostej sprawy nie rozróżniasz i tym samym walnęłaś się po raz kolejny

Cytat:
To jest tylko twój chochoł. Nadal nie rozróżniasz tego, że założenia krytykowane nie muszą być założeniami krytykującego. No i dlatego wychodzi ci ta permanentna bzdura, że "obalam indukcję przy pomocy indukcji". Jak pisałem wyżej: Analizując krytycznie indukcję nie trzeba zakładać indukcji. Wystarczy roboczo przeanalizować założenia indukcjonisty. Tego właśnie nie możesz załapać

Cytat:
Nie jest kwestią czy nigdy nie będzie uzasadnienia dla indukcji ale jest kwestią czy ty masz uzasadnienie dla indukcji. I nie masz

Koń by się uśmiał. Jak możesz krytycznie analizować indukcję nie zakłądając indukcji, skoro nie jesteś w stanie jednego zdania skleić bez indukcji, bo skąd masz wiedzieć, że pojęcie, którego w tej chwili używasz znaczy to samo, co znaczyło chwilę temu albo że zasady gramatyki, które stosujesz w tej sekundzie będa takie same za sekundę, jak będziesz kończyć rozpoczęte zdanie? Krytyczna analiza indukcji bez indukcji nie jest możliwa. Nawet nie możesz wiedzieć, co znaczy indukcja i czy Hume, na którego się powołujesz w ogóle istniał, bo to, że dotychczas nie miałeś urojonych wspomnień nie znaczy, ze teraz ich nie masz.

Prawda jest taka, że nie jesteś w stanie nic sensownego zrobić bez indukcji, w ogóle nie możesz bez niej żyć.
I jeszcze masz czelność twierdzić, że indukcja nie ma doświadczalnych podstaw.
Cytat:
Wcale tak nie argumentowałem. To była tylko dygresja. Tak czy inaczej, uzasadnienia dla indukcji nadal nie masz. No bo skąd miałabyś wziąć dowód na to, że przyszłość będzie taka jak przeszłość skoro przyszłość nawet jeszcze nie istnieje

Po raz kolejny mylisz uzasadnienie z dowodem.
Cytat:
Uważam, że ty nie jesteś w stanie ich rozwiązać.

Na jakiej podstawie?
Cytat:
To tylko twoja pusta deklaracja i argument o zerowej zawartości sensu. Równie dobrze ktoś mógłby zaprzeczyć temu twojemu zdaniu i też nazwać to zaprzeczenie "oczywistością". Tak więc w tym punkcie też poległaś bo nie masz żadnego argumentu poza powołaniem się na swoje subiektywne poczucie "oczywistości", które samo w sobie niczego nie dowodzi

Więc niech ten ktoś zaprzeczy i uzasadnij swoje zdanie, tak jak ja to zrobiłam i sprawdzimy, czy "równie dobrze".
Cytat:
Nie masz żadnego dowodu na to, że istnienie świata zewnętrznego nie jest jedynie twoją halucynacją. Nie da się obalić tezy solipsyzmu. Aby udowodnić istnienie świata zewnętrznego musiałabyś mieć niezależne potwierdzenie dla swoich zmysłów. No ale nie masz. I nie możesz potwierdzić świadectwa zmysłów za pomocą tych samych zmysłów bo wylądujesz w błędnym kole. Nawet gdybyś miała niezależny weryfikator w postaci innych zmysłów dodatkowych to też by ci niewiele pomogło bo musiałabyś kolejno weryfikować wszystkie te weryfikatory. Skończyłoby się to nieskończonym regresem. Istnienie świata zewnętrznego możesz więc przyjąć jedynie na wiarę i to robisz ale wypierasz zarazem z siebie to, że to robisz.

Jak wcześniej pisałam, a czego z uporem maniaka nie potrafisz pojąć, nawet hipotetycznie zakładając, że świat zewnętrzny jest moją halucynacją, to nie zmienia to faktu, że ten świat jest moim światem zewnętrznym, ponieważ doświadczam go jako świat zewnętrzny wobec umysłu. Samo doświadczenie już tworzy podział na umysł (świat wewnętrzny) i to, co doświadczane (świat zewnętrzny). Nawet jeśli umysł doświadcza samego siebie, to nie doświadcza siebie jako umysłu (podmiotu) tylko jako przedmiot. Musi być dla siebie czymś innym, żeby siebie doświadczyć.
Cytat:
Albo o twojej jeśli on będzie się upierał przy ścisłości. I nie masz nic na swoją obronę również i w tym punkcie

Może się domagać ścisłości tylko wtedy, kiedy osoba wygłaszająca swoje uzasadnienie taką ścisłosć deklaruje. Nie można domyślnie oczekiwać od kogoś takiej ścisłości w obszarach gdzie nie jest ona wymagana.
Cytat:
To nie jest argumentem ad ignorantiam bo ja nie mówiłem o tezie przeciwnej ale o tezie alternatywnej względem mojej, która będzie lepszym wyjaśnieniem. Znowu ci się wszystko popierdzieliło i poza tym nadal nie wskazałaś tego o co prosiłem

To jest zupełnie bez znaczenia, czy to jest teza przeciwna czy alternatywna. Mechanizm ten sam. A w tym wypadku to każda alternatywa jest zaprzeczeniem, bo musi być nonteistyczna. Stosujesz nieuczciwe sztuczki w dyskusji, bo sobie nie radzisz.
Cytat:
Jak na razie to nie jesteś w stanie wykazać nawet tego, że w ogóle jesteś "racjonalna" bo sama napisałaś, że możesz głosić dowolne bzdury.

I powtórz jeszcze 100 razy, że napisałam coś, czego nie napisałam w nadziei, że zmienisz w ten sposób rzeczywistość.
Cytat:
Sama się zaorałaś już dawno. Poza tym jak miałabyś niby wykazać, że jesteś "racjonalna"? Musiałabyś wykazać, że masz dostęp do poprawnej definicji racjonalności zanim ją jeszcze sformułowałaś. Znowu nieskończony regres i znowu leżysz

Pojęcie "racjonalna" znaczy tyle, ile znaczy dla osób, które się tym pojęciem posługują. Poprawna definicja brzmi:
racjonalny «kierujący się rozumem, logiką»
I w ten sposób mogę wykazać swoją racjonalność, że np. formułuję swoje myśli w logiczny sposób, co już wykazałam z nawiązką. Teraz kolej na Ciebie.
Cytat:
"Ustalanie" czegoś może trwać w nieskończoność i znowu wpadłaś w problem nieskończonego regresu.

To jest Twój problem. Podałeś jako argument za tym, że Bóg chrześcijański jest gwarantem racjonalnej osobowości to, że zadeklarował stworzenie człowieka na swoje podobieństwo. Póki nie podasz argumentu za tym, ze Bóg z pewnością nie skłamał, pozostaje ona pustą deklaracją. Deklaracja bez pokrycia nie jest żadnym argumentem za niczym.
Cytat:
Poza tym, jeśli na zasadzie założenia nie uznasz, że ktoś racjonalny i osobowy wyposażył cię w osobową racjonalność to znowu podcinasz gałąź na jakiej siedzisz wraz z potencjalną możliwością, że w ogóle jesteś racjonalna. A to oznacza, że nawet twoja polemika z tym, że bogowie wyposażyli kogoś w racjonalność, też nie będzie miała żadnego sensu bo będzie irracjonalna. Znowu leżysz. To jest dokładnie ten sam problem co próba zaprzeczenia istnieniu słów przy pomocy istnienia słów lub próba zaprzeczenia zasadzie niesprzeczności przy pomocy zasady niesprzeczności

Najpierw musisz uzasadnić, czemu w osobową racjonalność mógł mnie wyposazyć tylko ktoś racjonalny i osobowy. Póki tego nie zrobisz, nie masz podstaw twierdzić, że podcinam gałąź, na której siedzę. Wracamy do punktu wyjścia.
Cytat:
To pojęcie nie nie jest bardziej niejednoznaczne niż inne. Tak więc nadal wiejesz w błąd logiczny esencjonalizmu bo nie jesteś w stanie inaczej polemizować ze zdaniem jakie napisałem. Opisałaś jedynie swój problem mentalny z uchwyceniem znaczenia jakiegoś słowa i to jest wyłącznie twój problem mentalny, a nie jakikolwiek sensowny kontrargument

Przyjmuję do wiadomości, że skapitulowałeś. Spoko.
Cytat:
Która jest sklecona na podstawie świętych ksiąg. Na jedno wychodzi i różnica niewielka

Nie wiemy, co było inspiracją dla powstania świętych ksiąg. Być może bezosobowa Natura. I nie jest powiedziane, że definicja absolutu jest sklecona tylko na podstawie świętych ksiąg.
Cytat:
A ja pytam na podstawie jakich kryteriów to chlapnęłaś. I nie wiesz co odpowiedzieć. Oczywiście chlapnęłaś to sobie z sufitu, choć jednocześnie cały czas zarzekasz się, że ty nic z sufitu nie bierzesz i jedynie czerpiesz "z doświadczenia". Ciekawe z jakiego to niby "doświadczenia" dowiedziałaś się, że natura jest nieskończona skoro twoje doświadczenie i twój umysł są już jak najbardziej skończone

Jeśli zakładam, że natura jest absolutem, a absolut defniuję m.in. jako byt bez początku i końca, to znaczy, że natura nie ma początku i końca.
To jest obok tego tematu, ale ja jestem zdania, że jakiś absolut musi istnieć (w razie potrzeby mogę uzasadnić), a więc to zakładam bez mrugnięcia okiem.
Teraz kwestia ustalenia, co jest tym absolutem. Byt, kóry jest mi najbliżej dany jako potencjalny absolut to Natura i nie widzę przeszkód, żeby to właśnie ona była absolutem.
Jeśli mi uzasadnisz, że natura nie może być absolutem, tylko trzeba założyć jakiś dodatkowy, ponadnaturalny byt, to wtedy będę miała podstawy przesunąć absolut o level wyżej.
Cytat:
"Dla mnie nie jest fikcją". "Genialna" odpowiedź na poziomie blondynki, która dopiero co stwierdziła, że coś jest fikcją, po czym zapewniła, że dla niej nie jest to fikcją bo jest to realne. Wewnętrznie sprzeczne tezy ale po co baba będzie się tym w ogóle przejmowała

To cos jest fikcją tylko dla mojego ew. programisty, a nie dla mnie, tępa dzido.
Cytat:
Wypowiedziałaś: "Nie mam dowodów na to, że nie głoszę bzdur, a więc że się nie mylę"

Tak, geniuszu. I teraz sobie to porównaj z zdaniem, które mi wmawiasz:
"bo sama stwierdziłaś, że opieranie się na przesłankach nie wyklucza, że głosisz same dowolne bzdury". I puknij się w czółko.
Cytat:
"Samozaoranie" to mamy w twoim wykonaniu. Powtórzyłaś dwa razy to samo, że opieranie się na przesłankach nie gwarantuje tego, że nie głosisz dowolnych bzdur, więc już sama ze sobą się do reszty zakapućkałaś. A słowa na jakie wskazałem nadal pozostają w mocy i nie wiesz jak się wykręcić z tego swojego samozaorania

A skoro nie wiesz czy twoje poglądy nie są dowolną bzdurą to skąd wiesz, że dowolną bzdurą nie jest twój pogląd, że nie powinnaś przyjmować dowolnej bzdury?

jw.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mat




Dołączył: 28 Maj 2007
Posty: 2678
Przeczytał: 25 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:41, 14 Lip 2020    Temat postu:

fedor napisał:
mat napisał:
"Z sufitu" jest wiara, że Bóg podtrzymuje regularność w świecie.

Tak jak z sufitu jest wiara ateisty w to, że w ogóle jest jakaś regularność w świecie.Każdy od jakiegoś sufitu zacząć musi

Ergo, wiara w Boga nic nie zmienia i tak zostajesz "zasufitowany".

fedor napisał:
Dla mnie to nie problem ale dla ciebie już tak bo jako ateista boisz się już samego słowa "wiara" jak diabeł wody święconej

Przeciwnie, jako ateista uwielbiam wiarę, wyręcza mnie w wielu sytuacjach w życiu codziennym. To dla ciebie problemem jest, że wiara w Boga nie jest ani tyci bardziej uzasadniona, ani tyci więcej nie gwarantuje, niż jakiejkolwiek inna wiara.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Filozofia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 3 z 8

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin