Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Moc prawdziwa i moc pozorna
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 16:29, 09 Lis 2015    Temat postu: Moc prawdziwa i moc pozorna

Prawdziwa moc (ducha) jest czymś znacząco innym, niż to co sobie zazwyczaj wyobrażają ludzie. Większość ludzi jako moc traktuje umiejętność dowolnego, wręcz kapryśnego kształtowania rzeczywistości zewnętrznej, przy jednoczesnym niespecjalnym zwróceniu uwagi, czasem wręcz pominięciu aspektu tego co wewnątrz. W tym rozumieniu silny jest ten, który realizuje swoje zachcianki, nie przejmując się czy to prowadzi do takich, czy innych skutków ubocznych, albo czy to jest głębiej zsynchronizowane z duchowością osoby wykazującej ową moc. Taką mocą mocni są tyrani, którzy wymuszają na innych pochlebstwa, puste pochwały, gromadzą objawy szacunku dla swojej osoby, jednak nie są w stanie wskazać związku tego co robią, z czymś, co rzeczywiście byłoby niepodważalnym sensem i celem ich jestestwa.
Zatem moc, której typowo pragną tacy ludzie to moc głupka - robić coś, czego się nie przemyślało, co się jakoś nagle pojawiła w głowie, w uczuciach - często chaotycznie, bez sensu. Sensowność działania zastępowana jest przez nieokreślony, narzucony ewolucyjnie wymóg rywalizacji, takie "bycie górą" - czymkolwiek nie miałoby to być. Moc głupka u władzy, dysponującego środkami może być łatwo wykorzystywana przez sprytne osoby znające naturę owego głupka. Sprytna żona, matka, kochanka, czy umiejętny pochlebca są w stanie skłonić tyrana do działania po myśli manipulującej osoby. Bo głupek tak naprawdę nie wie czego chce w głębszym, długofalowym sensie, on nie ma przemyślanego ani siebie, ani tego, do czego dąży, najczęściej więc walczy o jedno - żeby mu się nie sprzeciwiano, żeby zawsze mógł myśleć, że to on rządzi. Ta pogoń za likwidowaniem potencjalnego oporu jest podstawową wskazówką dla jego działania - tylko na taką motywację głupka stać, bo jest to motywacja zewnętrzna, a nie wykreowana przez niego samego. Głupek daje się więc nieść fali chaosu, genom, zewnętrznym tendencjom, sam będąc tylko pustym naczyniem, w którym owe zewnętrzne, obce wpływy jedynie się mieszają. Głupek więc ma jakąś moc, ale jest to moc do realizowania czegoś niezgodnego z samym sobą. Z resztą pojęcie "niezgodny ze sobą" należy tu traktować nie sensie aktywnie negatywnym, zaprzeczającym, ale bardziej biernym - czyli mówimy raczej o "braku zgodności", bo głupek jest nikim, jest pusty, więc trudny jest być niezgodnym z czymś, co nie istnieje. Bo nie ma obiektu, do którego owa zgodność miałaby się przyrównać.
W religii mamy koncept Szatana. Nie wchodząc teraz w dyskusję na ile osobowość z tym konceptem realnie istnieje, możemy powiedzieć, że Szatan jest uosobieniem swoistej kpiny z ludzkiego rozumu i woli.
Szatan to uosobienie zewnętrznej siły, która robi z człowiekiem co zechce, niepostrzeżenie dla tego ostatniego, a ostatecznie udowadniając mu za każdym razem, że robił tylko głupoty, szkodził sam sobie, bo BRAKOWAŁO MU MOCY PRAWDZIWEJ ŚWIADOMOŚCI, wiedzy o tym do czego naprawdę warto dążyć. Moc głupka jest tragedią owego głupka, jeśli kiedyś zostałby on skonfrontowany z koniecznością pokazania (najbardziej samemu sobie), że to co robił miało sens, że to było jakimś wyrazem osobowości, było w ogóle wyrazem czegokolwiek poza uległością wobec tego, co zewnętrzne. Głupek w takiej sytuacji ostatecznie zobaczy, że wszystko co robił, czym się szczycił, co - jak uważał było jego zasługą - w istocie nie nosiło żadnych znamion indywidualnej woli, żadnych śladów zrozumienia co właściwie robi, po co mu to jest, czego tak naprawdę chciał. Głupek ostatecznie stwierdzi "byłem NIKIM!" - nie wniosłem niczego własnego do tej plątaniny trendów zewnętrznych, które w całości kierowały moim życiem i "decyzjami". Słowo "decyzje" jest wzięte w nawias, bo w istocie głupek nie był decydentem, tylko ogniwem pośrednim - nieświadomym wykonawcą zadanych z zewnątrz celów, planów, konstrukcji myślowych. Gdy głupek odkryje, że nie jest w stanie uznać niczego, z czym będzie w stanie w pełni szczerze, bez samooszukiwania identyfikować się jako "MOJE, z tym się identyfikuję"; gdy to głupek w końcu odkryje, będzie przerażony, będzie kompletnie poniżony, zdegradowany, zrzucony na dno godności i wartości. To poniżenie będzie tym większe, że zwykle głupek buduje obraz siebie ociekający pychą, przeświadczeniem o byciu kimś wspaniałym, niezwykłym, doskonałym - tymczasem okaże się, że on zawsze był tylko popychlem manipulujących nim wpływów zewnętrznych.

Jest też moc prawdziwa - moc oparta na głębokim ZROZUMIENIU SIEBIE I SWOICH ZWIĄZKÓW ZE ŚWIATEM. Ten kto posiadł ową prawdziwą moc nie przeczy samemu sobie, nie realizuje tych obcych planów, które nie są zgodne z jego wolą, z jego naturą, lecz działa w łączności z sobą. Ta moc jest więc mocą umysłu, który naprawdę wie, czego chce, który nie uległ chaosowi, nie dał się omamić manipulacjom przeciw niemu skierowanym. Taka moc najczęściej jest niezbyt widoczna na zewnątrz, a już najczęściej mniej niż moc głupka, bo większość dzieje się w środku - w umyśle, w zrozumiewaniu prawdziwych motywów działania, w uświadamianiu sobie prawdziwych, niepodważalnych celów, jakie sobie stawia świadoma istota. Ta moc może być nazwana MOCĄ ŚWIADOMOŚCI.
Moc świadomości buduje osobowość, udowadniając każdym czynem swoją wartość i celowość. Taka moc nie potrzebuje robić niczego na pokaz, bo to nie cudze uznanie decyduje o jej wartości, ale sama zgodność celów i działań z istotą osoby. Moc świadomości nie jest wyzywająca, nie musi konkurować (choć czasem może, jeśli byłby ku temu POWÓD), bo zwycięstwo w jakiejś kategorii jest zawsze tylko cząstkowym, drobnym sukcesem, nieporównywalnym do długofalowego celu, jakim jest integracja osobowości.
Moc świadomości, jest tą prawdziwą mocą, czyli zdolnością osoby do realizowania CELU, który się nie zdezaktualizuje, będzie trwały, bo nic w nim nie jest sprzeczne, nie musi być zastępowane przez lepszą wersję.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Wto 3:41, 19 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10140
Przeczytał: 60 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 5:44, 11 Lis 2015    Temat postu:

To nie moc lecz siła, która jest skończona. Moc jest w nas lecz niewielu odczuwa jej istnienie z powodu umiłowania ja fałszywego/ego. Kiedy przez pracę nad sobą tworzymy w sobie spokój wewnętrzny będąc bezwarunkowo niezależnymi od naszych „wcieleń” - czyjeś dziecko, partner, rodzic, sąsiad, współpracownik, etc., stanu posiadania, edukacji, wykonywanej pracy, i co najważniejsze „dobrych” opinii innych. Moc to wewnętrzny „płomień”, który nigdy nie gaśnie obojętne co nam się przydarza w życiu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 17:51, 11 Lis 2015    Temat postu:

Dyskurs napisał:
To nie moc lecz siła, która jest skończona.

Nie spierajmy się o słowa - moc, siła. W takich rozważaniach nie skupiamy się na tym co definicyjnie weryfikowalne. W fizyce moc i siła jest względnie nieźle zdefiniowane, ale też jeszcze inaczej, od rozważanego kontekstu.
A z następującym:
Dyskurs napisał:
Moc jest w nas lecz niewielu odczuwa jej istnienie z powodu umiłowania ja fałszywego/ego. Kiedy przez pracę nad sobą tworzymy w sobie spokój wewnętrzny będąc bezwarunkowo niezależnymi od naszych „wcieleń” - czyjeś dziecko, partner, rodzic, sąsiad, współpracownik, etc., stanu posiadania, edukacji, wykonywanej pracy, i co najważniejsze „dobrych” opinii innych. Moc to wewnętrzny „płomień”, który nigdy nie gaśnie obojętne co nam się przydarza w życiu.

pewnie bym się zgodził, sytuując ową "niegasnącą moc" właśnie w tym drugim moim znaczeniu - tzn. w takich ukształtowaniu woli, jestestwa świadomej istoty, która jest niesprzeczna, "logicznie" poprawna, czyli w oderwaniu od małych problemów codzienności, kultury, czyichś przelotnych chęci, czy zapatrywań.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10140
Przeczytał: 60 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 5:15, 12 Lis 2015    Temat postu:

Michał Dyszyński napisał:
Dyskurs napisał:
To nie moc lecz siła, która jest skończona.

Nie spierajmy się o słowa - moc, siła. W takich rozważaniach nie skupiamy się na tym co definicyjnie weryfikowalne. W fizyce moc i siła jest względnie nieźle zdefiniowane, ale też jeszcze inaczej, od rozważanego kontekstu.
A z następującym:
Dyskurs napisał:
Moc jest w nas lecz niewielu odczuwa jej istnienie z powodu umiłowania ja fałszywego/ego. Kiedy przez pracę nad sobą tworzymy w sobie spokój wewnętrzny będąc bezwarunkowo niezależnymi od naszych „wcieleń” - czyjeś dziecko, partner, rodzic, sąsiad, współpracownik, etc., stanu posiadania, edukacji, wykonywanej pracy, i co najważniejsze „dobrych” opinii innych. Moc to wewnętrzny „płomień”, który nigdy nie gaśnie obojętne co nam się przydarza w życiu.

pewnie bym się zgodził, sytuując ową "niegasnącą moc" właśnie w tym drugim moim znaczeniu - tzn. w takich ukształtowaniu woli, jestestwa świadomej istoty, która jest niesprzeczna, "logicznie" poprawna, czyli w oderwaniu od małych problemów codzienności, kultury, czyichś przelotnych chęci, czy zapatrywań.
Nie spieramy się. Debatujemy. Rozwijamy temat. Logika to domena funkcji mózgu intelektualnego. Stan o którym piszesz wymaga koherencji/spójności wszystkich czterech funcji mózgu - gadziej, emocjonalnej, intelektualnej i intuicyjnej. W Instytucie Matematyki Serca (The HeartMath) to stan kiedy HRV jest na poziomie najbardziej pożądanym czyli według tej aplikacji pełnia inspiracji, redukcja stresu komórkowego, produktywność, odporność na stres a tym samy maximum funkcji systemu odpornościowego, i „szlachetne zdrowie” jak pisał Jan.

[link widoczny dla zalogowanych]|utmccn=%28organic%29|utmcmd=organic|utmctr=%28not%20provided%29&__utmv=-&__utmk=124848265
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 17:35, 26 Lis 2015    Temat postu: Re: Prawdziwa moc

Maluczcy i wielcy
Maluczcy ludzikowie tego świata
walczą o to, aby ich ładnie nazwano
aby mieć szykowną obwolutę
i gustowny image
O to maluczcy ludzikowie walczą
bo w istocie nie wierzą, że są KIMŚ
nie zdobyli tego przekonania
że bardziej od nazw, czy kupionego uznania
liczy się po prostu ich jestestwo

Wielcy na tym świecie
nie dbają zbytnio o to co przynosi chwałę w oczach ludzi
bo niby dlaczego to
czyjeś kapryśne mniemania
mniej, czy bardzie łaskawe aprobaty
albo i dezaprobaty
miałyby decydować o samopoczuciu
w porównaniu tym, kim owi wielcy RZECZYWIŚCIE SĄ?...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JanelleL.
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 16 Paź 2014
Posty: 1999
Przeczytał: 19 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 13:30, 27 Lis 2015    Temat postu:

maluczcy i wielcy...a"po środku, gówno po kotku"
komu to wiedzieć kto i kim?

Mieszkał kiedyś, całkiem blisko Rysiek
człowiek schorowany, zeżarty od środka
nie miał prawa żyć jednego dnia dłużej
...ale żył
przecząc tym wszystkim lekarzom, uczonym,
Nie powinien pić, palić, jeść truskawek
ale pił głupi czasem, jadł i chorował
i ci ratowali go nie raz, nie dwa.
Nie powinien pracować
ale wstawał rano, szedł do stajni do swoich koni
potem jechał....kupić jakiegoś albo sprzedać
Snuł plany co by zbudować, co poprawić
coś porządnego zrobić, nie jakieś "byle co"
co jutro, pojutrze, co za rok.
Mówili na niego, że kołtun
że się chełpi na co to niby go nie stać.
Jeden dom, drugi, sukienki dla żony i futro
Kołnierz z lisa, płaszcz ze skóry, kryształy
że wszystko na pokaz robi gadali...
i pewnie mieli w tym trochę racji
a może i trochę nie mieli.
Nie patyczkował się z ludźmi
mówił im, co myślał - ci obrażali się
potem żartował z nich rubasznie
i mijał tak rok za rokiem...
Umarł Józek to pewnie pociągnie mnie za sobą
szybką miał zawsze rękę - powiedział na pogrzebie.
Tydzień później przestraszony koń przycisnął go do ściany
Ciało Ryśka nie wytrzymało.
Pocięli go potem, żeby obejrzeć, opisać,
stwierdzić ile to już lat nie powinien.
Mówił: Gdybym miał inną matkę
nie tak bym wyglądał
i...dziękuję - mówił, dobrze zrobiłaś
lubię ten sweter, szkoda by było w nim nie chodzić
Widzisz jak to wychudłem.
...Powinien być jakiś niczego sobie wiersz rymowany
ale Rysiek wierszy nie czytał
czasem puszczał na full...

https://www.youtube.com/watch?v=jO3DvsPzMww


Ostatnio zmieniony przez JanelleL. dnia Pią 13:45, 27 Lis 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10140
Przeczytał: 60 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 5:07, 28 Lis 2015    Temat postu: Re: Prawdziwa moc

Michał Dyszyński napisał:
Maluczcy i wielcy
Maluczcy ludzikowie tego świata
walczą o to, aby ich ładnie nazwano
aby mieć szykowną obwolutę
i gustowny image
O to maluczcy ludzikowie walczą
bo w istocie nie wierzą, że są KIMŚ
nie zdobyli tego przekonania
że bardziej od nazw, czy kupionego uznania
liczy się po prostu ich jestestwo

Wielcy na tym świecie
nie dbają zbytnio o to co przynosi chwałę w oczach ludzi
bo niby dlaczego to
czyjeś kapryśne mniemania
mniej, czy bardzie łaskawe aprobaty
albo i dezaprobaty
miałyby decydować o samopoczuciu
w porównaniu tym, kim owi wielcy RZECZYWIŚCIE SĄ?...

Czym wedlug Ciebie jest jestestwo?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:37, 28 Lis 2015    Temat postu: Re: Prawdziwa moc

Dyskurs napisał:
Czym wedlug Ciebie jest jestestwo?

Trudne pytanie.
Ten koncept jest skomplikowanym połączeniem wielu innych
- świadomości
- niesprzeczności, spójności wewnętrznej
- pamięci zdarzeń i sposobów reakcji na to co się zdarza
- wewnętrznej logiki, nieprzekraczalności pewnych reguł
- pewnych aspektów ściśle wewnętrznych, ukrytych, niekopiowalnych w żaden sposób
- gdzieś nad wszystkim panującej jakiejś takiej rozmytej (duchowej) struktury, sposobów powiązań, które w całość łączą to, co wymieniłem wyżej.

Można by też na jestestwo patrzeć jako na swoistą DROGĘ życia - czyli nie tyle od strony statycznych idei i obiektów, a dynamicznego STAWANIA SIĘ, odciskania swoich cech w świecie.
Można też mówić o jestestwie w kontekście ROZPOZNAWALNOŚCI - coś JEST, jeśli odróżnia się w jakiś sposób - najpierw od tła (w najprostszej postaci), a dalej o rzeczy zupełnie podobnych. Idealnie identyczne kulki w dużej ilości zatracają większość swojej indywidualności - są wydaniami pewnego bytu zbiorowego - kulka, rozdzielającego się jedynie na różne miejsca w przestrzeni. W odróżnieniu od rzeczy idealnie podobnych do siebie (które mają jakby mniejszą "zawartość jestestwa"), coś absolutnie oryginalnego ma jakby jestestwo w sposób większy szczególny (np. oryginał obrazu Mony Lisy).
Od strony emocjonalno - intelektualnej i w odniesieniu do osoby z kolei jestestwo jest jakimś takim POCZUCIEM, ŻE JEST SIĘ ZGODNYM WEWNĘTRZNIE, jest szukaniem owej zgodności, pielęgnowaniem jej w tych aspektach, które już znalezione zostały. Ludzie mający problem ze swoją tożsamością, mają wg mnie tez problem właśnie ze swoim jestestwem - brakuje im takiego wewnętrznego drogowskazu, który powie im co mają robić (bo jest to zgodne z ich naturą), a co jest obojętne, albo wręcz sprzeczne z owa naturą. Jestestwo się w pewien szczególny sposób CZUJE, czyli objawia się ono jako szczególne odczucie, nie wiadomo skąd przychodzącego dyskomfortu względem pewnych sytuacji, wyborów itp. (albo przeciwnie - właśnie poczucia zgodności, bliskości, akceptacji względem innych sytuacji wyborów).
Trudno to opisać, bo nie ma gotowych konceptów, które po prostu złożą nam jestestwo jak z klocków, które po odpowiednim zamontowaniu ostatecznie ułożyłyby ideę jestestwa. Nie ma czegoś takiego, bo jestestwo dość znacząco wykracza poza proste idee językowe (które z resztą też nie zawsze są takie proste).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:27, 15 Gru 2015    Temat postu: Re: Prawdziwa moc

Prawdziwa moc, to panowanie nad lękiem
Tylko ten jest mocny naprawdę, kto może podjąć trudne wyzwanie, czyli ktoś kto nie ma lęku. Ale lęk sam w sobie nie jest jeszcze jakimś absolutnym złem. Lęk wynika z czegoś - ZE ŚWIADOMOŚCI zagrożenia. Kto nie jest świadomy zagrożenia, kogo ogarnia bezrefleksyjna brawura, nie jest mocny, tylko głupi. Prawdziwa moc oznacza stan, w którym lęk jest dostrzegany, zagrożenie jest ocenione, ale ponad lękiem i zagrożeniem jest ufność w to, co w nas większe od wszelkich niebezpieczeństw.
Dlatego, aby zdobyć moc prawdziwą, taką która jest mocą tworzenia, a nie bezmyślnym zgniataniem wszystkiego na swojej drodze, dojrzały umysł będzie musiał przejść przez obszar niebezpieczny, będzie musiał niejednemu zagrożeniu ulec. Ale owo ulec oznacza ulec przejściowo, po to by poznać siebie i poznać zagrożenie, a na koniec opanować to ostatnie mocą świadomości i nielękllwej wiary.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:16, 16 Gru 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Ponieważ oddziaływanie jest wszystkim, a brak oddziaływania niczym [Niebytem], więc prawdziwą mocą jest stan, gdy oddziałujesz ze wszystkim, z całym Kosmosem [jednocześnie], a cała Rzeczywistość oddziałuje z tobą.

Tak, chociaż ja tu stawiam pewien dodatkowy warunek. Bo sam fakt oddziaływania to dla mnie jednak za mało. Oddziaływać mogę w różny sposób - chaotyczny, celowy, bierny, skupiony raczej na odbiorze, a nie wpływie, lub odwrotnie - silnie ingerujący, czy jeszcze jakoś tam mieszany. Załóżmy, że mam możliwości, ze niejako MOGĘ zrobić co zechcę.
Ale właśnie... co zechcę.
A co ja właściwie chcę?

Pewnie większość ludzi, gdyby im zaoferować możliwość robienia co zechcą, ucieszyłaby się i narobiła rzeczy, których potem by żałowała.

Np. wymusiłaby namiętne uczucia jakiejś osoby, na której im zależy. Tylko że...
- tylko że efektem takiej miłości ze strony owej osoby byłaby wieczna rozterka: Czy on/ona Pokochał(a)by mnie bez owych czarów?...
Czy taki/a jaki/a jestem, był(a)bym wart owej miłości? Czy bym ją zdobył? Wszak miłości bezgranicznej danej darmo (jak u psa) raczej się specjalnie nie ceni, to wtedy ktos, kto dostałby miłość przemocą, też nie ceniłby tego, co by dostał.

A może ktoś mając możliwości zapewniłby sobie wielkie uznanie i bogactwa. I znowu, bez zapracowania, bez wysiłku mając wszystko bawiłby się tym, bawił i pewnie znudziłoby mu się to, co nie niesie wyzwania, co rozmywa swoją wartość poprzez wysprzęglenie tego życiowego daru z całej otoczki trudów, oczekiwań, a dalej satysfkacji, że coś się osiągnęło, że jest naprawdę moje, bo z moich przemyśleń powstało, bo stanowiło wyzwanie.

Prawdziwa moc to coś więcej niż oddziaływanie. To takie oddziaływanie, o którym wiem, że akceptuję w pełni jego skutki, że się z nim identyfikuję, że chcę go naprawdę (a nie na zasadzie - no może niech sobie będzie i to, choć właściwie wszystko jedno, bo przecież co by się nie stało, to i tak dla mnie, dla moich emocji, i systemu wartości będzie z grubsza to samo).

Prawdziwa moc właściwie nawet nie potrzebuje oddziaływania (przynajmniej w znaczeniu ingerencji non stop, jakiejś walki z czymś). Fajnym typem mocy jest MOC PRZEWIDUJĄCEGO PLANOWANIA. Oto okazuję swoją moc w ten sposób, że tak konstruuję, programuję jakiejś urządzenie/system, że ono funkcjonuje potem długie lata bez usterki, spełnia doskonale swoje zadanie. Ja już potem nic nie robię, nie staram się, nie działam - tylko obserwuję i cieszę się, że mój genialny pomysł tak idealnie się sprawdza, mimo zagrożeń, mimo prób ataku na skuteczność działania owego urządzenia.
Moc działania wtedy jest satysfakcjonująca, gdy ma się godnego przeciwnika, gdy pokonywany problem jest niebanalny, często wydaje się wręcz niemożliwy do rozwiązania. A ja go rozwiązuję. To jest moc, taka moc godna geniusza; nie jakaś bezrozumna brutalna siła, która coś robi hałaśliwie, chociaż sama nie wie co robi, albo po co to robi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10140
Przeczytał: 60 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 6:10, 19 Gru 2015    Temat postu:

"Prawdziwa moc to coś więcej niż oddziaływanie." Oddziaływanie ma w sobie pułapkę kontroli. Moc to jak potwierdza Wielka Księga Tao: „Tao does nothing and leaves nothing undone.„
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:13, 19 Gru 2015    Temat postu:

Dyskurs napisał:
"Prawdziwa moc to coś więcej niż oddziaływanie." Oddziaływanie ma w sobie pułapkę kontroli. Moc to jak potwierdza Wielka Księga Tao: „Tao does nothing and leaves nothing undone.„

Moc wg tao, to jedno, a moc w ogólności, drugie.

Tak sobie pomyślałem, że chyba warto by skonstruować jakaś, względnie niezależną od pojęć dobra i zła, definicję mocy działania systemu, także systemu działania przez osobę (bo nie np. mocy w fizyce, jako że to inna kwestia).
Moja propozycja konstrukcji modelowej w tym celu byłaby następująca.

System prosty - jasno zdefiniowane wejście i wyjście
W prostym systemie - np. produkcja kulek miarą mocy (produkcyjnej) byłaby oczywiście ilość kulek wyprodukowanych, dostępnych na wyjściu. W bardziej złożonym układzie miarą mocy mogłoby być wzięcie pod uwagę jakiegoś bardziej złożonego parametru - np. uwzględnienie liczby kulek wybrakowanych, marnotrawstwa energii i materiału, awaryjności itp.

System złożony - zbliżający się mocy osobowej
W przypadku gdy system jest bardziej złożony nie będziemy mieli jasno określonego wejścia i wyjścia, ale dość luźno określony, rozpoznawalny CEL, który może być osiągany w dość różnych warunkach.
Należy odróżnić dwie osobne fazy
- faza decyzji
- faza działania
One jakoś składają się na moc. Faza decyzji jest tym, co generuje jakąś formę rozkazu co należy zrobić z dostępnym nam uniwersum, jaki stan końcowy chcemy osiągnąć.
Z kolei faza działania polega na wprowadzaniu owej decyzji w życie. Z tą fazą związałbym pojęcie "maszyny sprawczej" Zakładamy, że istnieją różne "maszyny sprawcze", których moc chcemy ocenić (bo wg mnie tylko dla tej fazy mamy możliwość wprowadzenia w miarę spójnej definicji mocy).
Sprawdzenie mocy maszyny sprawczej polegałoby na WYLOSOWANIU rozkazów różnego rodzaju, zatrudnieniu do ich wykonania naszych maszyn sprawczych i sprawdzeniu, na ile oczekiwane stan końcowy może być osiągnięty. Jeśli statystyka działań wykaże duży odsetek zrealizowanych zadań, wykonanych rozkazów, to moc danej maszyny sprawczej będziemy uznawali za dużą. Maszyny sprawcze, które nie są w stanie wykonać znaczącego odsetka rozkazów, miałyby małą moc.

W ten sposób naturalnie wyznacza się moc systemów, które mają wykonywać nie tylko proste zaprogramowane działania, ale reagować decyzjami, w sposób złożony - moc programu szachowego, moc systemu filtrującego. W takich systemach nie ma prostego wejścia i prostego stanu na wyjściu, ale pewien zakres danych wejściowych i wyjściowych, wraz z marginesem błędu.

Niestety moc w odniesieniu do fazy decyzji wydaje się być pojęciem niezbyt adekwatnym. Procesowanie wyboru decyzja nie ma predefiniowanego celu (może z wyjątkiem ujęć, hierarchicznych, w których mamy wieloetapowość, więc decyzja wyższego rzędu, staje się rozkazem dla decyzji rzędu niższego), nie wiadomo więc co to miałoby znaczyć, że decyzja jest silna, bądź słaba, poprawna, bądź nie. Do tego należałoby założyć jakiś odgórny schemat wartościujący. A decyzje wolnych osób są owego schematu pozbawione - czyli w ogólności każda z owych decyzji wydaje się być jednakowo dobra, poprawna.
Mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju "grzechu pierworodnego" - polegającego na tym, że CHAOS DECYZYJNY STAJE SIĘ KRYTERIUM DLA WYBORÓW. Jeśli nie ma (założonego i przyjętego w całości) dobrego kryterium wartości, to każda - choćby nie wiem jak absurdalna (patrząc z punktu jakichś tam innych kryteriów) decyzja jest ani lepsza, ani gorsza od pozostałych.
Czy da się wybrnąć z owego chaosu?
W moim przekonaniu jedynym wyjściem jest założenie jakiejś NATURY wybierającego. Wtedy działania SPRZYJAJĄCE OWEJ NATURZE byłyby dobre, zaś działania niesprzyjające - złe. W literaturze mówi się tutaj często o "zgodności z naturą". Ja wolę określenie "sprzyjający" naturze, bo wydaje mi się ono być nieco bardziej neutralne, zostawiające większy margines wyboru. Zgodność wydaje się być bardziej zerojedynkowa - zgodny, albo nie, a nie jakoś tam zgodny częściowo. A przecież w realnych warunkach najczęściej tak wyglądają problemy - nie mają z góry zdefiniowanej zgodności i niezgodności. Sprzyjanie może być na wiele różnych sposobów, a to właśnie mi chodzi.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Sob 19:46, 19 Gru 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10140
Przeczytał: 60 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 5:16, 20 Gru 2015    Temat postu:

"Tak sobie pomyślałem, że chyba warto by skonstruować jakaś, względnie niezależną od pojęć dobra i zła, definicję mocy ..."

"The Tao that is named is not the Tao." :)

Wyluzuj :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 16:10, 20 Gru 2015    Temat postu:

Dyskurs napisał:
"Tak sobie pomyślałem, że chyba warto by skonstruować jakaś, względnie niezależną od pojęć dobra i zła, definicję mocy ..."

"The Tao that is named is not the Tao." :)

Wyluzuj :)

Eeee tam...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:59, 21 Gru 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
A najbardziej chodziło mi o to, że oddziaływanie jest wszystkim, co zachodzi-

Z tym jest pewien problem.
Co właściwie "zachodzi"?
Czy lecący przez pustą przestrzeń kosmiczną meteoroid "zachodzi"?
Czy może dopiero zmiana trajektorii (w fizyce opisywana wymianą energii) "zachodzi"?
Czy obserwacja (bierna) "zachodzi" (czy może dopiero jakaś aktywność)?
Czy absorpcja to "zachodzenie"? A brak absorpcji?...
To weźmy taką sytuację, gdy coś absorbuje jakąś rzecz miliardy lat bez zmian, a tu nagle w którymś momencie przestaje absorbować. Co będzie tutaj oznaką jakiegoś oddziaływania?
A samoodziaływanie (rzecz znana w fizyce) - czy jest tym czymś, co daje wkład do pojęcia mocy?
Ja pewne rzeczy, które opisuję (z zewnętrznego punktu widzenia patrząc) komplikuję. Nieraz jakoś "dziwnie" definiuję. Ale to często wynika z chęci zdystansowania się od znanych przypadków, które "kładą" koncepcję.
Z resztą...
Fizyka też chyba jeszcze nie zrobiła z pojęciem oddziaływania porządku. To jest chyba wciąż jedna zagadek modelowania rzeczywistości - coś wymykającego się spójności opisu. Zazwyczaj w fizyce jakoś tak zakładamy, że oddziaływanie "jest". Potem się liczy jakieś tam całki, a na koniec ma jakieś wyniki. Fizyka graficznie opisuje oddziaływania za pomocą diagramów Feynmana - z każdym razem wiąże się z przekazaniem jakiejś cząstki (często wirtualnej) właściwej dla typu danego oddziaływania. Ale to tylko diagram, schemat. W moim przekonaniu nauka wciąż nieudolnie podchodzi do sprawy, co wynika choćby z tego, że nie potrafimy połączyć we wspólną całość koncepcji względności (jak u Einsteina) i właśnie oddziaływania kwantowego. W szczególności nie zawsze w ogóle pewnie będziemy pewnie, czy jakieś oddziaływanie jest, czy tez może mamy do czynienia z jego złudzeniem.


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pon 19:00, 21 Gru 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10140
Przeczytał: 60 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 5:36, 23 Gru 2015    Temat postu:

Piotr Rokubungi napisał:
Ponieważ oddziaływanie jest wszystkim, a brak oddziaływania niczym [Niebytem], więc prawdziwą mocą jest stan, gdy oddziałujesz ze wszystkim, z całym Kosmosem [jednocześnie], a cała Rzeczywistość oddziałuje z tobą. Taka moc może być [właściwie jest] "nieświadoma"; lecz może być [teoretycznie] również świadoma- w sytuacji, gdy idee twoje, twoje myśli mają założony, zamierzony wpływ na całą Rzeczywistość, Kosmos. W takiej sytuacji byłbyś Prawdziwym Kompletnym Bogiem [nie bogiem wymyślonym, uosobionym, czy też bogiem-kosmitą].
Tutaj nowy kontekst czyli ludzka twarz Big Data :)

https://youtu.be/NpA3gP9xHMg
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 19:21, 23 Gru 2015    Temat postu:

Dyskurs napisał:
Piotr Rokubungi napisał:
Ponieważ oddziaływanie jest wszystkim, a brak oddziaływania niczym [Niebytem], więc prawdziwą mocą jest stan, gdy oddziałujesz ze wszystkim, z całym Kosmosem [jednocześnie], a cała Rzeczywistość oddziałuje z tobą. Taka moc może być [właściwie jest] "nieświadoma"; lecz może być [teoretycznie] również świadoma- w sytuacji, gdy idee twoje, twoje myśli mają założony, zamierzony wpływ na całą Rzeczywistość, Kosmos. W takiej sytuacji byłbyś Prawdziwym Kompletnym Bogiem [nie bogiem wymyślonym, uosobionym, czy też bogiem-kosmitą].
Tutaj nowy kontekst czyli ludzka twarz Big Data :)

https://youtu.be/NpA3gP9xHMg
W tym kontekście wydaje mi się mocno nieodpowiedzialne i niebezpieczne połączenie ogromnej wiedzy z ludzką histeryczną wolą, a raczej z żądzą wyłamania się z ludzkich mentalnych ograniczeń. Bóg to pełne zrozumienie (wszech)istnienia i [przede wszystkim] własnego istnienia i możliwości- a nie ludzkie dążenie "po trupach", "na krzywy ryj" do bycia nadczłowiekiem. Bóg, Natura "kocha" wszystko, bo sam, sama tym wszystkim jest! Człowiek może to jedynie zrozumieć [i to też z ogromną trudnością], lecz nigdy w pełni tym nie będzie...

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Śro 19:23, 23 Gru 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dyskurs
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 29 Wrz 2015
Posty: 10140
Przeczytał: 60 tematów

Skąd: USA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 5:21, 24 Gru 2015    Temat postu:

"Bóg to pełne zrozumienie (wszech)istnienia ..." - zrozumienie czym?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 5961
Przeczytał: 3 tematy

Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 12:14, 24 Gru 2015    Temat postu:

Dyskurs napisał:
"Bóg to pełne zrozumienie (wszech)istnienia ..." - zrozumienie czym?
:shock: Jak to czym? Bogiem! Tyle, że bóg nie rozumuje w ludzki sposób; właściwie wcale nie rozumuje, bo nie ma nad czym- on jest wszystkim, to cała Natura.
Inaczej: bóg to noumen, a nie sam fenomen... [Oczywiście nie ma w ogóle czegoś takiego jak "sam fenomen", bo fenomeny są manifestacją noumenów.]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 15:24, 16 Lut 2016    Temat postu:

Ostatnio przyszło mi do głowy jeszcze jedno (mam nadzieję, że ważne) rozróżnienie w temacie prawdziwej mocy.
Gdyby moc (tę osobową) definiować w sposób zgodny z mechanizmem osobowości, to byłaby chyba zdolność czynienia rzeczy zgodnych, a przynajmniej niesprzecznych, z prawdziwą naturą - tak własną, jak i innych bytów.
Ale można tej definicji przeciwstawić inny rodzaj mocy. Też mocno przekonywujący: mocą jest możliwość realizacji dowolnego, w szczególności nawet chaotycznie postawionego, celu.

Pierwszy rodzaj mocy odpowiada wg mnie mocy Boga, mocy twórczej. Drugi rodzaj mocy, to moc szatana - niszcząca (nie wnikajmy tutaj w istnienie Boga i szatana, bo nie chodzi spór światopoglądowy, ale o rozważania modelowe, czyli można potraktować te byty jako koncepty bardziej literackie, emanacje pewnych tendencji).
Pomiędzy tymi mocami jest wyraźna sprzeczność. Moc twórcza sprzeciwi się realizacji czegoś, co byłoby sprzeczne z rozwojem, z doskonaleniem - ma niejako pewną "słabość".
Moc chaosu "powie więc": jestem większa, bo nie stawiam sobie ograniczeń - robię, co się nawinie, robię to bez pytań, moralnych dylematów, bez ociągania się, zatem to moja moc jest ta prawdziwa. Tak więc jestem większa, bo mogę zrealizować szerszy - bo dowolny - zakres celów.
Moc boskiego samoograniczenia (do dobra) ma więc pozornie słabość, z której nie ma jak się wytłumaczyć - jest po prostu mniej "skuteczna".
Sytuacja jednak zmienia się przy oglądzie owych mocy w dłuższej perspektywie. Moc chaosu, moc niszczenia degraduje otoczenie, powoduje że coraz mniej rzeczy pozostaje do zniszczenia. Więc taka moc działa przeciw sobie. Przynajmniej patrząc w dłuższej perspektywie. A to oznacza, że jest ona wewnętrznie sprzeczna.
Inną słabością mocy chaosu jest to, że jej brak ograniczeń jest JEDYNIE DORAŹNYM BRAKIEM OGRANICZEŃ. Moc szatańska nie jest w stanie tworzyć dzieł na odpowiednio wysokim stopniu złożoności, bo te wymagają właśnie stosowanie kaskady reguł, zgodności z projektem, jakby ścisłości, czyli dokładnemu zaprzeczeniu chaosu. Tak więc moc chaosu musiałaby "nie być sobą", aby zbudować coś naprawdę złożonego i trwałego. Tak więc brak ograniczeń w kontekście mocy dowolności i chaosu jest w istocie JEDYNIE BRAKIEM DORAŹNYCH OGRANICZEŃ, bo ograniczenia się pojawiają i są nie do przejścia, ale widać to dopiero na dalszym etapie.
Moc boskiej twórczości co prawda boryka się z (samo)ograniczeniem, ale przestrzeń do jej działania nieustannie się poszerza. Powstają byty, które są coraz bardziej złożone, a te złożone byty sa z kolei początkiem dla jeszcze większych, bardziej złożonych konstrukcji.
Poza tym owa moc twórcza jednak ogranicza się SAMA, co oznacza iż zawsze można względem niej użyć takiej obrony - gdyby znieść owe ograniczenia, to zrównałaby się w "czystym pomiarze wpływu na świat" z mocą chaotyczną nawet w aspektach doraźnych.

Z tymi emanacjami owych dwóch rodzajów mocy zmaga się natura każdego człowieka.
Doraźność i pragnienie szybkiej realizacji celów kusi do pójścia w założonym kierunku "po trupach", bez oglądania się na nic. Taka moc niedojrzałości w religii wiązana jest grzechem (ale faktem jest, że pojęcie grzechu zostało nieco skrzywione, zawłaszczone, więc nie jest tu całkiem jasne to przyporządkowanie), czyli z niedojrzałością naszej natury.
Musimy opowiedzieć się z którąś z mocy:
- może za tą doraźną, dająca efekty szybkie, ale często nieokreślone, w wielu sytuacjach destrukcyjne na dłuższą metę
- może za tą trudniejszą, związaną z samoograniczeniem, ale jednocześnie bardziej twórczą.
Wybieramy CO BĘDZIE STANOWIĆ NASZĄ PRAWDZIWĄ MOC. Czyli wybieramy, jacy JESTEŚMY MY. Albo dalej wręcz wybieramy CZY w ogóle jesteśmy, bo jeśli nie będziemy mieli mocy sprawczej, to tak jakby nas nie było.
Jeśli opowiemy się po stronie tej mocy doraźnej, to nasze istnienie zostanie naznaczone doraźnością, na koniec będzie musiało rozpłynąć się w sprzecznościach. Jeśli nauczymy się mocy twórczej, jeśli nadamy emanacji swojego istnienia aspekt TRWAŁOŚCI, to POZOSTANIEMY.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Prosiak




Dołączył: 28 Lis 2015
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 5:32, 17 Lut 2016    Temat postu:

Cytat:
Bo głupek tak naprawdę nie wie czego chce w głębszym, długofalowym sensie, on nie ma przemyślanego ani siebie, ani tego, do czego dąży


To akurat charakteryzuje wielu ludzi mądrych, podczas gdy głupek myśli, że wie co robić i właśnie robi to co opisujesz ;)

Poza tym mieszasz wiele spraw i strasznie upraszczasz.

Cytat:
BRAKOWAŁO MU MOCY PRAWDZIWEJ ŚWIADOMOŚCI, wiedzy o tym do czego naprawdę warto dążyć.


Nie ma czegoś takiego. Poszukiwanie tego kończy się fiaskiem, albo realizowaniem cudzych celów zamiast żyć.

Cytat:
Gdy głupek odkryje, że nie jest w stanie uznać niczego, z czym będzie w stanie w pełni szczerze, bez samooszukiwania identyfikować się jako "MOJE, z tym się identyfikuję"


To też nie jest postawa głupka, tylko mądrego.

Cytat:
że on zawsze był tylko popychlem manipulujących nim wpływów zewnętrznych.


KAŻDY jest.

Cytat:
Jest też moc prawdziwa - moc oparta na głębokim ZROZUMIENIU SIEBIE


Nikomu się to nie udało. Raczej takie próby są koanem (zagadka bez rozwiązania, element praktyki zen), który ma prowadzić do zrozumienia, że nie istnieje "ja" które można zrozumieć.

Cytat:
Ten kto posiadł ową prawdziwą moc nie przeczy samemu sobie


Niemowa?

Cytat:
nie realizuje tych obcych planów, które nie są zgodne z jego wolą, z jego naturą, lecz działa w łączności z sobą.


Jeśli coś nie jest zgodne z nasza wolą, to tego nie robimy (tzn niezgodne z wyborem, bo często narzucone przez sytuację wybory są złe). Pragnienia po prostu są w nas, ale pojawia się nieraz właśnie z zewnątrz. Ważne żeby nikt nam nie wmówił pragnień niezgodnych z naturą... eee, a co jeśli pragnienia zgodne z naturą są złe?

Cytat:
Moc świadomości buduje osobowość, udowadniając każdym czynem swoją wartość i celowość


Świadomość to rezygnacja z pojęcia osobowości. Nie potrzebuje ona udowadniać żadnej wartości, ani celowości, bo niby komu?

Cytat:
zwycięstwo w jakiejś kategorii jest zawsze tylko cząstkowym, drobnym sukcesem, nieporównywalnym do długofalowego celu, jakim jest integracja osobowości.


Po co stawiać sobie nierealne i bezsensowne cele zamiast żyć w zgodzie ze sobą?

Cytat:
Moc świadomości, jest tą prawdziwą mocą, czyli zdolnością osoby do realizowania CELU, który się nie zdezaktualizuje, będzie trwały, bo nic w nim nie jest sprzeczne, nie musi być zastępowane przez lepszą wersję.


A takie ograniczenie moim zdaniem granicy z masochizmem. Ale po co taki bezsens?

Cytat:
Maluczcy ludzikowie tego świata
walczą o to, aby ich ładnie nazwano
aby mieć szykowną obwolutę
i gustowny image
O to maluczcy ludzikowie walczą
bo w istocie nie wierzą, że są KIMŚ


Nie sądzę. To są normalne ludzkie potrzeby i dopóki nie przykłada się do tego za dużej wagi, to jest w porządku.


Ostatnio zmieniony przez Prosiak dnia Śro 5:35, 17 Lut 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:02, 17 Lut 2016    Temat postu:

Prosiak napisał:
Cytat:
Bo głupek tak naprawdę nie wie czego chce w głębszym, długofalowym sensie, on nie ma przemyślanego ani siebie, ani tego, do czego dąży


To akurat charakteryzuje wielu ludzi mądrych, podczas gdy głupek myśli, że wie co robić i właśnie robi to co opisujesz ;)

Poza tym mieszasz wiele spraw i strasznie upraszczasz.

Cytat:
BRAKOWAŁO MU MOCY PRAWDZIWEJ ŚWIADOMOŚCI, wiedzy o tym do czego naprawdę warto dążyć.


Nie ma czegoś takiego. Poszukiwanie tego kończy się fiaskiem, albo realizowaniem cudzych celów zamiast żyć.

Cytat:
Gdy głupek odkryje, że nie jest w stanie uznać niczego, z czym będzie w stanie w pełni szczerze, bez samooszukiwania identyfikować się jako "MOJE, z tym się identyfikuję"


To też nie jest postawa głupka, tylko mądrego.

Cytat:
że on zawsze był tylko popychlem manipulujących nim wpływów zewnętrznych.


KAŻDY jest.

Cytat:
Jest też moc prawdziwa - moc oparta na głębokim ZROZUMIENIU SIEBIE


Nikomu się to nie udało. Raczej takie próby są koanem (zagadka bez rozwiązania, element praktyki zen), który ma prowadzić do zrozumienia, że nie istnieje "ja" które można zrozumieć.

Ano niektórzy twierdzą, że jednak im się udało. I ja w to wierzę. Oczywiście nie ma dla tych twierdzeń obiektywnej weryfikacji, bo cel w tym przypadku jest właśnie CZYSTO SUBIEKTYWNY. To, że zrozumiałem siebie nie weryfikuje się żadnym zewnętrznym mechanizmem, to się nie obiektywizuje poprzez potwierdzenia "niezależnych badaczy", ale jest wlaśnie tym jednym jedynym w swoim rodzaju JEDNOSTKOWYM WYSTĄPIENIEM PRZYPADKU - oto ten właśnie człowiek, patrząc na własną prywatną, subiektywną naturę, opierając się na całkowicie jednostkowych (a jeśli nawet nie jednostkowych bo są one do czegoś podobne, to i tak to nie ma znaczenia dla sprawy) odczuciach stwierdził "oto ja teraz rozumiem samego siebie".
W tej sytuacji nie ma, że gość "się myli", jeśli on sam uważa, że się nie myli, bo to on jest kryterium, a nie jakaś obiektywny, niezależny od niego schemat jest kryterium. Spójność kryterium i myślenia jest wewnętrzna i o to właśnie chodzi.
Ta okoliczność, którą wyżej opisałem jest jednocześnie powodem, dla którego pewnych rzeczy nie da się wykonać za człowieka. Zrozumienie siebie, odkrycie zgodności z samym sobą musi każdy dokonać w sobie, a nie poddając się zewnętrznemu działaniu. Inaczej mówiąc nie ma "pigułki szczęścia i spełnienia", która jakoś obiektywnie działając na, niezależne od woli, uczuć, myśli człowieka wywoła efekt naprostowania owych myśli i uczuć. Tzn. można do pewnego stopnia manipulować DORAŹNYM odczuwaniem i myślami - np. oszukując kogoś w jakiejś KONKRETNEJ sprawie. Jeśli jednak mechanizm wartościujący tego człowieka jest wadliwy wewnątrz, to i tak nic to nie pomoże, bo sprawa się "sypnie" przy najbliższej okazji.
Jedyne co można zrobić dla człowieka, który nie jest w stanie zrozumieć samego siebie, nie jest w stanie znaleźć drogi spójności dla własnych myśli i uczuć jest pokazanie mu kolejnego przypadku - problemu do rozwiązania i liczenie na to (można się jeszcze modlić, aby się udało), że jednak gość "zaskoczy", że zapadki trafią na swoje miejsca, zrobi się "klik" i będzie wszystko elegancko domknięte.

Powiadasz, że to nie możliwe?
- A ja twierdzę coś przeciwnego. :) Uważam, że to jest możliwe, że człowiek w końcu może odnaleźć siebie. Nie jest to łatwe, ale jednak możliwe.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Prosiak




Dołączył: 28 Lis 2015
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:40, 17 Lut 2016    Temat postu:

Trochę wiedzy neurobiologicznej obala tę wiarę. To co wydaje nam się zrozumieniem siebie i spójnością jest tak naprawdę ułudą, z której warto się wyzwolić. Ta pozorna spójność to ego, które przesłania prawdziwe doświadczenie. Ludzie, którzy niby osiągnęli spójność i zrozumienie siebie to prawdopodobnie osoby z silnym mechanizmem wyparcia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński
Bloger na Kretowisku



Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 16738
Przeczytał: 65 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 13:15, 22 Lut 2016    Temat postu:

Prosiak napisał:
Trochę wiedzy neurobiologicznej obala tę wiarę. To co wydaje nam się zrozumieniem siebie i spójnością jest tak naprawdę ułudą, z której warto się wyzwolić. Ta pozorna spójność to ego, które przesłania prawdziwe doświadczenie. Ludzie, którzy niby osiągnęli spójność i zrozumienie siebie to prawdopodobnie osoby z silnym mechanizmem wyparcia.

Nie znam żadnego rozumowania opartego o wiedzę neurobiologiczną, które podtrzymywałoby tezy jakie przedstawiłeś. Raczej jestem przekonany, że wiedza neurobiologiczna wsparłaby moje tezy (choć wynikłoby to w dość złożonym rozumowaniu).
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Prosiak




Dołączył: 28 Lis 2015
Posty: 1128
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:07, 22 Lut 2016    Temat postu:

To przedstawię Ci mega uproszczoną wersję dla mistyków ;)

"Ja" składa się z wielu części - trybów. Część mózgu znajdująca się w lewej półkuli - interpretator rzeczywistości tworzy pozór spójności procesów mentalnych. Człowiekowi wydaje się, że jest swoimi emocjami, myślami, przekonaniami, wartościami. Ego ma potrzebę utożsamiania się, przez co powstaje niepotrzebny dualizm. Oto powstają 2 "ja" - jeden "ja" który czuje, że jest "mną", a drugi to ten, który go obserwuje. Skąd ten dualizm? Ano stąd, że to zasługa różnych elementów mózgu.

Tryb krytycznego rodzica powiązany z przekonaniami to superego, które zwraca się w kierunku ego i je ocenia. Niestety ludzie śpią - wierzą w realność istnienia ego i bycie centrum świadomości znajdującym się gdzieś w środku głowy.

Przebudzenie polega na uświadomieniu sobie braku tego dualizmu i pełnym zrozumieniu (w sensie odczuciu), że jest się cichym obserwatorem. To najgłębsza struktura "ja", która nie zawiera podmiotowości. Świadomość jest z tego punktu widzenia całym polem, które rozszerza "ja" na całą percepcję. Widzę za oknem góry i nie tworzę podziału na zewnętrzne i wewnętrzne, tylko to JA jestem całym obrazem, który odbieram, dźwiękiem, myślami, emocjami. Jednocześnie nimi NIE jestem. To jak matryca, na której wyświetla się treść - ludzie utożsamiają się z treścią, a są bezosobową matrycą. Utożsamianie się z postacią, którą odgrywamy powoduje ból psychiczny, napięcie i pomieszanie wartości - albo surowe ocenianie siebie i nadaktywność superego, albo usprawiedliwianie wszystkiego i brak sumienia. Ludzie próbują przekonwertować doświadczenie na jakiś mentalny opis i tym samym zamykają się w kratach własnego umysłu i schematach. Prawdziwa rzeczywistość jest poza tymi schematami, w których tak się lubujesz.

Podsumowując: wg neurobiologii jesteśmy sumą procesów naszych mózgów, a nie spójną jednostką. Mamy mechanizmy tworzące pozór spójności doświadczenia i właśnie one tworzą matrix, w którym nas zamykają. Rolą rozwoju duchowego jest tworzenie strefy komfortu, z której dziś jest taka moda wychodzić. Jednocześnie strefa komfortu ma nie być zbudowana z matrixa, tylko z jego braku. Myśli mają stanowić tło, komentarz do doświadczenia, a nie jego sedno. Człowiek żyjący w swoich myślach jest w połowie (albo 3/4) martwy. Człowiek utożsamiający się z etykietkami i szufladkujący w ten sposób innych ma szansę na rozwój duchowy, ale nie w obrębie swoich mentalnych modeli, lecz dzięki wychodzeniu poza nie.

Wg neurobiologii mózg tworzy świadomość, ale nie jest JEDNYM, tylko jest jakby siecią, która działa tak jak działa, a JA mogę ją jedynie obserwować. To jest właśnie ostoja wewnętrznego spokoju. Przeciwieństwem jest gonitwa myśli, czyli poruszanie się w obrębie własnych treści myślowych.

P.S.
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Prosiak dnia Pon 18:15, 22 Lut 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Kretowisko / Blog: Michał Dyszyński Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 1 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin