Forum ŚFiNiA Strona Główna ŚFiNiA
ŚFiNiA - Światopoglądowe, Filozoficzne, Naukowe i Artystyczne forum - bez cenzury, regulamin promuje racjonalną i rzeczową dyskusję i ułatwia ucinanie demagogii. Forum założone przez Wuja Zbója.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wiara i wiedza to pojęcia mocno odrębne, podobne pozornie
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Apologia kontra krytyka teizmu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13717
Przeczytał: 80 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 12:41, 21 Cze 2019    Temat postu:

Irbisol napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Irbisol napisał:
Michał Dyszyński napisał:
Irbisol napisał:
I te założenia odnośnie GPSu są tak samo mocne tak te dotyczące Genesis?

A jak chcesz wyznaczać "moc" założeń?

Weryfikowalność, falsyfikowalność, przeprowadzone do tej pory doświadczenia i ich wyniki, zgodność pośrednia z innymi doświadczeniami.
Genesis jest tak samo udokumentowane, jak wpływ dylatacji czasu na satelity GPS?
Dałeś to do podobieństw.

Aby coś zweryfikować, potrzebujesz do tego metodologii - czyli jakichś kolejnych ZAŁOŻEŃ. Weryfikujesz zatem jedne założenia innymi założeniami. Które mają większą moc?

Nie tłumacz w kółko tego samego.
Czyli Genesis ma tak samo dobre założenia, jak dylatacja czasu satelitów GPS?

A Ty w końcu odpowiedz na pytanie.
Stawiasz problem, ale gdy ja wyjaśniam Ci, jakie są nieprawidłowości postawienia sprawy, braki logiczne, Ty ignorujesz to wyjaśnienie, odwracając mentalny wzrok, stawiając pytanie o Genesis. W ten sposób uciekasz od zagadnienia, które jest bieżąco rozważane.
Zostawmy Genesis, zostawmy w ogóle religię - przynajmniej na jakiś czas. Skupmy się na logice jako takiej. Ona nie zależy od tego, czy rozważamy religię, naukę, czy coś innego. Jak będziesz co chwile przesłaniał rozważania, w których Ci wyjaśniam dlaczego masz błędną metodologię rozumowania, tym, że "tam jest jakaś religia, którą Michał ma natychmiast wyjaśnić, jaka jest" - jeśli tak będziemy się "bujać", to nigdy nie uzgodnimy okoliczności sprawy.
Skup się na samych zagadnieniach myśli. Jeśli nie tu (bo dział jest - faktycznie - apologetyczny), to może gdzie indziej. Ale nie wciskaj w rozumowanie wciąż tego rozpraszacza i burzyciela, jakim jest nawracanie do pierwszego pytania. Na nie przyjdzie tez czas, ale gdy wyjaśnimy metodologię, jak stanie się jasne, dlaczego pewnych typów rozumowania nie powinniśmy stosować, bo generują tylko chaos.
Oczywiście można tak dyskutować. Będziemy mieli coś w rodzaju galopu Gisha, czyli strategii dyskusyjnej, w której jak się tylko dyskusja zbliża do niewygodnych obszarów, wystarczy zadać jakieś nowe (albo i stare, choć nowe w danym kontekście) pytanie. Ale ja się na te galopy nie piszę...


Ostatnio zmieniony przez Michał Dyszyński dnia Pią 12:53, 21 Cze 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 736
Przeczytał: 36 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:55, 13 Sie 2019    Temat postu:

fedor napisał:
A jeśli są zgodne z wolą Boga to nie są skazane na porażkę. Nigdzie też Jezus nie mówił, że wszystkie modlitwy będą wysłuchane. Więc to tylko twoje błędne rozumowanie jest w tym punkcie porażką



W ewangelii chyba św Jana, Jezus mówi: A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. 14 O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię.
Czyli wynika z tego, że wszystkie szczere modlitwy powinny być wysłuchane...a wiadomo, że tak się nie dzieje.
Ile matek z całą siłą matczynej miłości i wiary modliło się, aby ich dziecko nie umierało na raka, a jednak dzieci umierają i to codziennie na całym świecie. Czyli Jezus po prostu kłamał( albo ci, co go wymyślili...)
Jak mówi Dan Barker: "nothing fails like prayer ".

to akurat jest przypadek, w którym ciężko coś przekręcić...Jezus mówi wprost, że każda prośba w modlitwie zostanie wysłuchana.

I jeszcze cytacik znalazlem:

Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje


Ostatnio zmieniony przez Kruchy04 dnia Wto 22:58, 13 Sie 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 2392
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 1:17, 14 Sie 2019    Temat postu:

Kruchy04 napisał:
fedor napisał:
A jeśli są zgodne z wolą Boga to nie są skazane na porażkę. Nigdzie też Jezus nie mówił, że wszystkie modlitwy będą wysłuchane. Więc to tylko twoje błędne rozumowanie jest w tym punkcie porażką



W ewangelii chyba św Jana, Jezus mówi: A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. 14 O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię.
Czyli wynika z tego, że wszystkie szczere modlitwy powinny być wysłuchane...a wiadomo, że tak się nie dzieje.
Ile matek z całą siłą matczynej miłości i wiary modliło się, aby ich dziecko nie umierało na raka, a jednak dzieci umierają i to codziennie na całym świecie. Czyli Jezus po prostu kłamał( albo ci, co go wymyślili...)
Jak mówi Dan Barker: "nothing fails like prayer ".

to akurat jest przypadek, w którym ciężko coś przekręcić...Jezus mówi wprost, że każda prośba w modlitwie zostanie wysłuchana.

I jeszcze cytacik znalazlem:

Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje


Jeśli o "cokolwiek" poprosimy Jezusa i On to spełni, to jak poprosimy Go o popełnienie grzechu to też to spełni? Interpretujesz Pismo infantylnie jak świadek Jehowy więc nic dziwnego, że wychodzą ci bzdurne wnioski. W Piśmie i w ogóle w języku codziennym takie słowa jak "wszystko" i "cokolwiek" mają relatywne znaczenie. Czy jak zakochany mąż mówi do żony "zrobię dla ciebie o cokolwiek mnie poprosisz" to oznacza to, że podniesie nawet kulę ziemską dla żony? Nie, znaczenie takich słów jest relatywne, uwarunkowane, ograniczone do pewnego kontekstu. Tak samo jest również w Ewangeliach i dotyczy to również modlitw. Reszta na ten temat jest w tych artykułach apologetycznych

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

Gimboateiści i świadkowie Jehowy mają ze sobą bardzo wiele wspólnego, jak widać


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Śro 1:20, 14 Sie 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 736
Przeczytał: 36 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:59, 14 Sie 2019    Temat postu:

Doskonale rozumiem, że w tym wypadku "cokolwiek" nie oznacza "wszystko ". Zakładam, że chodzi Jezusowi o rzeczy ważne, o rzeczywistą potrzebę a nie zachciankę typu "chcę najnowszego Mercedesa".
Dlatego przytoczyłem przykład matki prosząca Boga o uzdrowienie dziecka z raka. To chyba jest coś, o co warto prosić? Myślę, że zgodzisz się tu ze mną. Tymczasem dzieci umierają bądź zdrowieją w szpitalach onkologicznych tak samo, bez względu czy ktoś się się o nie modli, czy nie. Niestety tak to wygląda i to są fakty. Nawet były robione badania w tym temacie, chyba w Wielkiej Brytanii, i wnioski z tych badań były właśnie takie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 2392
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 6:45, 15 Sie 2019    Temat postu:

Kruchy04 napisał:
Doskonale rozumiem, że w tym wypadku "cokolwiek" nie oznacza "wszystko ". Zakładam, że chodzi Jezusowi o rzeczy ważne, o rzeczywistą potrzebę a nie zachciankę typu "chcę najnowszego Mercedesa".
Dlatego przytoczyłem przykład matki prosząca Boga o uzdrowienie dziecka z raka. To chyba jest coś, o co warto prosić? Myślę, że zgodzisz się tu ze mną. Tymczasem dzieci umierają bądź zdrowieją w szpitalach onkologicznych tak samo, bez względu czy ktoś się się o nie modli, czy nie. Niestety tak to wygląda i to są fakty. Nawet były robione badania w tym temacie, chyba w Wielkiej Brytanii, i wnioski z tych badań były właśnie takie.


Wnioski z tych "badań" są bez sensu bo nigdy nie da się wykluczyć tego, że ktoś pomodlił się za dziecko, które wyzdrowiało z raka. Tak samo jak nie można zakładać, że Bóg uzdrowi wszystkie dzieci chore na raka. Gdyby Bóg robił tak za każdym razem to mielibyśmy już dowód na Jego istnienie i byłby kimś w rodzaju złotej rybki spełniającej wszystkie życzenia. Tak to niestety nie działa. To życie jest testem, a nie rajem na ziemi, i Bóg ma dalekosiężne plany wykraczające poza to życie i jeśli będzie spełniać każde życzenie to nic nie zostanie z Jego planów


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Czw 6:49, 15 Sie 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 736
Przeczytał: 36 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 13:11, 15 Sie 2019    Temat postu:

Bóg nie może spełnić wszystkich próśb o uzdrowienie dziecka bo zakłóciłoby to jego plan? Czyli uzdrawia tylko niektóre, tak? Dlaczego? W czym jest gorsze jedno chore dziecko od drugiego, że nie zasługuje na uzdrowienie? To bez sensu. To tak jak po wypadku autobusu jakąś matka mówi: " Dzięki Bogu moje dziecko ocalało". Cały czas takie głupie gadanie słyszymy...czyli co, dzięki bogu inne dzieci jadące w tym autobusie zginęły? Zastanów się.
Mówisz, że życie jest testem, jak w historii Hioba, którego Bóg "testował" strasznymi nieszczęściami aby sprawdzić jego wiarę? To okrutne. Ja tego nie kupuję moralnie, ale to moje zdanie...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał Dyszyński




Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 13717
Przeczytał: 80 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 13:30, 15 Sie 2019    Temat postu:

Kruchy04 napisał:
Mówisz, że życie jest testem, jak w historii Hioba, którego Bóg "testował" strasznymi nieszczęściami aby sprawdzić jego wiarę? To okrutne. Ja tego nie kupuję moralnie, ale to moje zdanie...

Człowiek bez owego testu, jaki mu dostarcza życie, nigdy nie zaistniałby w pełni. Ów test, mimo że bolesny, czasem okrutny w jakichś aspektach, jest niezbędnym elementem stawania się człowieka, a przez to jest dla niego DOBRODZIEJSTWEM. I to pomimo tego cierpienia, jakie ze sobą niesie. Inaczej człowiek po prostu nigdy nie dowiedziałby się, kim jest, co właściwie ma ze sobą robić. Nie osiągnąłby raju.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 736
Przeczytał: 36 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:55, 15 Sie 2019    Temat postu:

Najpierw trzeba by udowodnić że coś takiego jak raj istnieje. Ale to faktycznie inny temat. Natomiast oczywiście, że w życiu nie zawsze jest różowo i wtedy docenia się kiedy jeat lepiej. Ale czy dziecko musi umrzeć na raka, żeby jak to okresliłeś " stać się lepszym człowiekiem "? Po co tyle NIEPOTRZEBNEGO cierpienia? Zanim skończę pisać ten post, jakieś dziecko umrze gdzieś tam z głodu albo choroby na świecie! Co to komu daje? Jaki jest tego sens? Za grzechy innych? Jako "test"? Test czego? Bo pójdzie od razu do nieba? Do mnie to kompletnie nie przemawia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andy72




Dołączył: 30 Sie 2010
Posty: 2832
Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 16:11, 15 Sie 2019    Temat postu:

Azael napisał:

W wyniku eksperymentu wykazano brak jakiegokolwiek wpływu modlitwy wstawienniczej na zdrowie pacjentów. W zasadzie okazało się, że pacjenci, którzy wiedzieli, że są otoczeni modlitwą wstawienniczą, wykazywali więcej powikłań pooperacyjnych. Modlitwa w praktyce nie działa, a większą ilość powikłań wśród pacjentów objętych modlitwą można wyjaśnić jako konsekwencję przypadku, lub psychologicznych konsekwencji przekonania samych pacjentów, że jeśli ludzie modlą się o nich, ich stan jest gorszy niż w rzeczywistości prawdopodobnie więc nie ma sensu modlić się o zdrowie chorego.

Bóg jako obiekt badań??

Azael napisał:

Teista mógłby jednak odpowiedzieć, nawiązując do swych nieomylnych zapisów, że przecież Bóg (jeśli istnieje) nie pozwoli, aby go kuszono [Mt. 4:7]. W końcu błogosławieni ci, którzy nie widzieli a uwierzyli [J 20:29]. Wprawdzie z jednej strony Bóg sam wskazywał, że można go w pewnym zakresie poddawać próbie [Ml 3:10], ale również jest on suwerenny i jedynie temu, komu chce okazuje miłosierdzie [Rz. 9:15].


I miałby rację.
Bóg to nie jest jakaś kosmiczna siła, sterowana modlitwami, to była by magia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 2392
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 16:13, 15 Sie 2019    Temat postu:

Kruchy04 napisał:
Bóg nie może spełnić wszystkich próśb o uzdrowienie dziecka bo zakłóciłoby to jego plan? Czyli uzdrawia tylko niektóre, tak? Dlaczego? W czym jest gorsze jedno chore dziecko od drugiego, że nie zasługuje na uzdrowienie? To bez sensu


Nie masz kompletnej wiedzy na temat planów Boga odnośnie każdego człowieka więc bez sensu to jest co najwyżej twoje aroganckie stwierdzenie, że to "bez sensu". Zakładasz też, że z automatu Bóg musi mieć wobec każdego ten sam plan. To założenie też jest bez sensu

Kruchy04 napisał:
To tak jak po wypadku autobusu jakąś matka mówi: " Dzięki Bogu moje dziecko ocalało". Cały czas takie głupie gadanie słyszymy...czyli co, dzięki bogu inne dzieci jadące w tym autobusie zginęły? Zastanów się


Znowu robisz jakieś głupie założenie, że to co powie jakaś matka to jest jakaś wyrocznia. Po drugie, znowu robisz jakieś głupie założenie, że wobec wszystkich jest jednakowy plan

Kruchy04 napisał:
Mówisz, że życie jest testem, jak w historii Hioba, którego Bóg "testował" strasznymi nieszczęściami aby sprawdzić jego wiarę? To okrutne. Ja tego nie kupuję moralnie, ale to moje zdanie...


Jak typowy ateistyczny hedonista zakładasz, że życie jest wyłącznie dla przyjemności. I dlatego będziesz krytykował każdy niehedonistyczny scenariusz. To bardzo prymitywne i płytkie rozumowanie. W takim hedonistycznym świecie generalnie nic nie wzrasta i nic nie kształtuje się. W takim świecie nie istnieją żadne przeszkody i wyzwania, które wyzwoliłyby kreatywność i rozwój. Nawet świat ameby jest bardziej ambitny niż świat gimboateisty bo ameba też pokonuje jakieś przeszkody


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Czw 16:16, 15 Sie 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 736
Przeczytał: 36 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 21:11, 15 Sie 2019    Temat postu:

Przesadziłeś z tą amebą. Uwierz, że można prowadzić produktywne, pełne miłości, dobre życie będąc ateistą. Nie trzeba do tego żadnego z panteonu znanych i nieznanych bogów.

Nie jestem hedonistą, w tym sensie, że wiem że życie nie zawsze jest usłane różami i to prawda, że doceniamy jak jest lepiej, jeśli wcześniej było gorzej...

Co do "planu bożego" - oczywiście, że nie znam planów boga wobec ludzi, co więcej, uważam, że coś takiego nie istnieje, gdyż nie widzę powodów by wierzyć, że istnieje sam ich autor. To na Tobie spoczywa ciężar dowodu, że istnieje a w dodatku "ma plan".
Natomiast zauważ, że jeśli Ty uważasz, że "Bóg ma wobec każdego plan", to co to oznacza? Że nie decydujesz tak naprawdę o swoim życiu, że Twoje wybory są pozorne. No bo jak mogą nie być pozorne, skoro Bóg już fla Ciebie przeznaczył los?

Co do tego "dzieki Bogu", to nie mówi tego tylko "jakaś matka"- takiego słowa słyszymy z ust hierarchów kościelnych i to najwyższego szczebla.

Wychodzi na to, że niezależnie od modlitw Bóg i tak zrobi według swojego planu. Mimo modlitw nie uzdrowi chorego na raka dziecko, bo ma taki plan żeby umarło np. zaledwie po 2 latach życia a jeszcze cierpiało ból nowotworowy.( który bywa potworny z tego co czytałem). Ciebie to przekonuje? Naprawdę? Mnie nie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 2392
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 5:19, 16 Sie 2019    Temat postu:

Kruchy04 napisał:
Przesadziłeś z tą amebą. Uwierz, że można prowadzić produktywne, pełne miłości, dobre życie będąc ateistą. Nie trzeba do tego żadnego z panteonu znanych i nieznanych bogów


Jako ateista nie masz żadnych kryteriów "dobra" i inny ateista może sobie uznać za dobro to co ty uznajesz za zło. Może na przykład uznać, że dymanie twojej żony podczas twojej nieobecności jest dobrem. Albo nawet zadźganie cię za 20 zeta będzie dla niego "dobrem". Tak więc w sumie używasz tu pustych pojęć z punktu widzenia twojego startującego od niczego światopoglądu

Kruchy04 napisał:
Nie jestem hedonistą, w tym sensie, że wiem że życie nie zawsze jest usłane różami i to prawda, że doceniamy jak jest lepiej, jeśli wcześniej było gorzej...


Czyli jednak trochę kumasz, że dobro ma sens tylko wtedy gdy możemy je zestawić na zasadzie kontrastu ze złym doświadczeniem

Kruchy04 napisał:
Co do "planu bożego" - oczywiście, że nie znam planów boga wobec ludzi, co więcej, uważam, że coś takiego nie istnieje, gdyż nie widzę powodów by wierzyć, że istnieje sam ich autor. To na Tobie spoczywa ciężar dowodu, że istnieje a w dodatku "ma plan"


Jeśli uważasz, że nie istnieje taki plan to równie dobrze ja mogę sobie zadekretować, że na tobie spoczywa ciężar dowodu na to, że nie istnieje taki plan. Nie jesteś tu w żaden sposób uprzywilejowany. Oczywiście żadna ze stron nic tu nie udowodni ani w jedną, ani w drugą stronę. Pozostaje więc rozważanie możliwości. Aby odeprzeć czepialstwo gimboateisty w tym temacie wystarczy wskazać dziury w jego rozumowaniu i niekompletność jego pojmowania

Kruchy04 napisał:
Natomiast zauważ, że jeśli Ty uważasz, że "Bóg ma wobec każdego plan", to co to oznacza? Że nie decydujesz tak naprawdę o swoim życiu, że Twoje wybory są pozorne. No bo jak mogą nie być pozorne, skoro Bóg już fla Ciebie przeznaczył los?


Beznadziejny jest również i ten twój argument bo ty też nie decydujesz o swoim życiu z punktu widzenia swojego gimboateistycznego światopoglądu. Wystarczy poczytać twoje wypowiedzi w innych wątkach gdzie nauczałeś o braku wolnej woli

www.sfinia.fora.pl/religie-i-wyznania,6/konkretne-zarzuty-ostatecznie-podwazajace-chrzescijanstwo,13419.html#455677 (punkt 4)

Tak więc tkwisz w jednym wielkim bałaganie ze swymi poglądami i twoje zarzuty zwalczają ciebie samego. Natomiast ja nie mam żadnego problemu z uznaniem planu Boga wobec mnie jeśli w długofalowej perspektywie wyjdzie mi to na dobre i ten Ktoś wie co dla mnie dobre

Kruchy04 napisał:
Co do tego "dzieki Bogu", to nie mówi tego tylko "jakaś matka"- takiego słowa słyszymy z ust hierarchów kościelnych i to najwyższego szczebla


Hierarchowie też mówią różne rzeczy. Życie ludzkie to pewna wypadkowa splotu różnych czynników

Kruchy04 napisał:
Wychodzi na to, że niezależnie od modlitw Bóg i tak zrobi według swojego planu


Jeśli modlitwa jest zgodna z Bożym planem to Bóg wysłucha modlitwy. Są przypadki gdy ktoś modlił się o uzdrowienie i je otrzymał. O tym właśnie mówił Jezus zalecając modlitwy

Kruchy04 napisał:
Mimo modlitw nie uzdrowi chorego na raka dziecko, bo ma taki plan żeby umarło np. zaledwie po 2 latach życia a jeszcze cierpiało ból nowotworowy.( który bywa potworny z tego co czytałem). Ciebie to przekonuje? Naprawdę? Mnie nie.


Bo jesteś płytko myślącym gimboateistycznym hedonistą i będziesz zwalczał każdy scenariusz wymagający jakiegoś poświęcenia, wysiłku. Cała ta twoja powyższa sofistyka przeciw Bogu (wspominanie o dziecku chorym na nowotwór) to błędne logicznie argumentowanie z emocji - argumentum ad misericordiam

[link widoczny dla zalogowanych]

Dla mnie obecne życie to jednak coś więcej. Teista nie chce aby żadne dziecko cierpiało na nowotwór ale z drugiej strony ten sam teista ma świadomość, że to życie nie jest wszystkim i czymś ostatecznym. Sytuacja związana z cierpieniem kogokolwiek wyzwoli mnóstwo dobroczynnych i pełnych poświęcenia postaw dookoła, które inaczej nie byłyby możliwe. I to jest właśnie ten test o jakim pisałem. Natomiast dla płytko myślącego gimboateisty życie to tylko hedonistyczna zabawa i nic innego poza egoistycznym dogadzaniem sobie nie ma dla niego sensu. Dlatego właśnie zwalczasz każdy scenariusz życia, w którym jest już wymagany jakiś trud, wyczyn lub poświęcenie. Jesteś prymitywniejszy nawet od ameby bo nawet ona potrafi poświęcić swe życie aby ratować inne ameby


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Pią 5:38, 16 Sie 2019, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 736
Przeczytał: 36 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 15:36, 16 Sie 2019    Temat postu:

Popełniasz jeden podstawowy błąd - zakładasz, że dobro, poświęcenie, empatia, miłość i wszystkie pozytywne odruchy w stronę drugiego człowieka muszą wypływać z jakiejś wyższej, nadnaturalnej siły - w tym przypadku boga jahwe vel Jezusa. Tymczasem jeszcze raz Ci mowię - nie trzeba boga ani żadnej religii, aby być dobrym człowiekiem. Dobro, jak również i zło oczywiście, wypływa z nas samych. Nie ma czegoś takiego jak absolutna moralność narzucona z góry. To wszystko jest w nas. Ja jestem w stanie dużo poświęcić dla osób, które kocham i staram się nikogo nie krzywdzić, staram się po prostu być dobrym człowiekiem i nie jest mi do tego potrzebna żadna religia. Zrozum to wreszcie. Juz kiedyś o tym pisałem, że biblia nie jest żadnym wyznacznikiem moralności - zawarte w niej "wskazówki moralne" nijak nie przystają do dzisiejszych standardów wypływajacych z humanizmu i rozwoju cywilizacyjnego człowieka. Bóg, który sam zabija i torturuje fizycznie i psychicznie, jak to czyni na kartach Twojej świętej książki, jest dla Ciebie autorytetem i wskazowką moralną? Dla mnie nie.

Co masz takiego w biblii, co definiuje ludzką moralność? Nie zabijaj? Było. Wiele tysięcy lat przed biblią ludzie wiedzieli, że zabijanie jest złe. Nie kradnij? To samo. Itd...za to biblia nakazuje bić niewolników, sprzedawać kobiety, zabijać inne narody( Izraelici Amalekitów i wiele innych), karać smiercią homoseksualizm, karać ukamienowaniem za cudzołóstwo( ale tylko w przypadku kobiet!), składać ofiary ze zwierząt, i tak dalej...
I mimo, że są też w niej dobre wskazania, takie jak " miłuj bliźniego jak siebie samego ", to giną one w gąszczu prymitywnych okrutnych nakazów i nie są niczym, czego człowiek nie mógł wypracować bez religii. Dzisiejsza moralność rozwinęła się nie dzięki religii, ale POMIMO niej.
Więc nie nazywaj mnie amebą, gdyż sam siebie obrażasz jako człowieka w ten sposób. Wiara w jakiegokolwiek boga nie daje Ci wyższości moralnej nad innymi ludźmi.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 2392
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 17:10, 16 Sie 2019    Temat postu:

Kruchy04 napisał:
Popełniasz jeden podstawowy błąd - zakładasz, że dobro, poświęcenie, empatia, miłość i wszystkie pozytywne odruchy w stronę drugiego człowieka muszą wypływać z jakiejś wyższej, nadnaturalnej siły - w tym przypadku boga jahwe vel Jezusa


Nigdzie takiego "błędu" nie popełniam. Pokazywałem, że z punktu widzenia twojego światopoglądu poświęcenie nie ma żadnego sensu. Może być jedynie do niego dodane na zasadzie arbitralnego ozdobnika

Kruchy04 napisał:
Tymczasem jeszcze raz Ci mowię - nie trzeba boga ani żadnej religii, aby być dobrym człowiekiem. Dobro, jak również i zło oczywiście, wypływa z nas samych. Nie ma czegoś takiego jak absolutna moralność narzucona z góry. To wszystko jest w nas


To są nadal puste pojęcia z punktu widzenia twojego ateistycznego światopoglądu

Kruchy04 napisał:
Ja jestem w stanie dużo poświęcić dla osób, które kocham i staram się nikogo nie krzywdzić, staram się po prostu być dobrym człowiekiem i nie jest mi do tego potrzebna żadna religia. Zrozum to wreszcie


Twój pozbawiony trwałych umocowań gimboateistyczny światopogląd jest tak spartolony, że nie jesteś w stanie nawet wykazać, że niekrzywdzenie kogoś jest lepsze niż krzywdzenie kogoś

Kruchy04 napisał:
Już kiedyś o tym pisałem, że biblia nie jest żadnym wyznacznikiem moralności - zawarte w niej "wskazówki moralne" nijak nie przystają do dzisiejszych standardów wypływajacych z humanizmu i rozwoju cywilizacyjnego człowieka. Bóg, który sam zabija i torturuje fizycznie i psychicznie, jak to czyni na kartach Twojej świętej książki, jest dla Ciebie autorytetem i wskazowką moralną? Dla mnie nie


I nie masz żadnego kryterium przy pomocy którego byłbyś w stanie uzasadnić tę swoją opinię

Kruchy04 napisał:
Co masz takiego w biblii, co definiuje ludzką moralność? Nie zabijaj? Było. Wiele tysięcy lat przed biblią ludzie wiedzieli, że zabijanie jest złe. Nie kradnij? To samo


Wszystko gdzieś już było. Nie ma to znaczenia, że było. Liczy się co zostało zaaprobowane

Kruchy04 napisał:
. Itd...za to biblia nakazuje bić niewolników, sprzedawać kobiety, zabijać inne narody( Izraelici Amalekitów i wiele innych), karać smiercią homoseksualizm, karać ukamienowaniem za cudzołóstwo( ale tylko w przypadku kobiet!), składać ofiary ze zwierząt, i tak dalej...


Kontekst czasów był bardzo brutalny i wymagał niekiedy brutalnego dostosowania do ducha ówczesnych czasów

Co do homoseksualizmu to jest po prostu zboczeniem. Mieszanie kału ze spermą jest obrzydliwe i wbrew naturze

Kruchy04 napisał:
I mimo, że są też w niej dobre wskazania, takie jak " miłuj bliźniego jak siebie samego ", to giną one w gąszczu prymitywnych okrutnych nakazów i nie są niczym, czego człowiek nie mógł wypracować bez religii. Dzisiejsza moralność rozwinęła się nie dzięki religii, ale POMIMO niej


Bzdura. To właśnie instytucje religijne utrwaliły moralność w kulturze

Kruchy04 napisał:
Więc nie nazywaj mnie amebą, gdyż sam siebie obrażasz jako człowieka w ten sposób. Wiara w jakiegokolwiek boga nie daje Ci wyższości moralnej nad innymi ludźmi.


Odpowiadasz jak zwykle obok i nie na temat. Było o czym innym ale nie dałeś rady pisać w temacie meritum więc wykoleiłeś dyskusję na zagadnienia poboczne


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Pią 17:30, 16 Sie 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 736
Przeczytał: 36 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:33, 16 Sie 2019    Temat postu:

fedor napisał:
Każdy dowód jest tak silny jak wiara w niego i nie silniejszy.


To twierdzenie jest samoobalające się, bo implikuje, że to jest tylko Twoja wiara.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Raino




Dołączył: 07 Lip 2019
Posty: 113
Przeczytał: 4 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:16, 17 Sie 2019    Temat postu:

Zabawne, fedor niezgodnie z definicją "ustalasz" sam sobie, że w dowodzie jest jakaś wiara. Nie może jej tam być, bo zabrania tego definicja.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 2392
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 2:59, 17 Sie 2019    Temat postu:

Kruchy04 napisał:
fedor napisał:
Każdy dowód jest tak silny jak wiara w niego i nie silniejszy.


To twierdzenie jest samoobalające się, bo implikuje, że to jest tylko Twoja wiara.


To stwierdzenie nie jest "samoobalające się" bo samo do rangi żadnego "dowodu" nie aspiruje. Znowu bełkoczesz jakieś bezsensy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 2392
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 3:03, 17 Sie 2019    Temat postu:

Raino napisał:
Zabawne, fedor niezgodnie z definicją "ustalasz" sam sobie, że w dowodzie jest jakaś wiara. Nie może jej tam być, bo zabrania tego definicja.


Zabawne to jest raczej to, że definicję traktujesz jak prawdę objawioną podczas gdy ona sama jest jedynie umowna i musi być również przyjęta trochę na wiarę. Definicja to tylko konwencjonalna tautologia (posiada zerową zawartość poznawczą). Poza tym definicje zmieniają się. A tak w ogóle to wskaż mi definicję dowodu zabraniającą wiary w ten dowód


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Sob 17:23, 17 Sie 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 736
Przeczytał: 36 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 10:49, 17 Sie 2019    Temat postu:

fedor napisał:
Kruchy04 napisał:
fedor napisał:
Każdy dowód jest tak silny jak wiara w niego i nie silniejszy.


To twierdzenie jest samoobalające się, bo implikuje, że to jest tylko Twoja wiara.


To stwierdzenie nie jest "samoobalające się" bo samo do rangi żadnego "dowodu" nie aspiruje. Znowu bełkoczesz jakieś bezsensy


to po co pleciesz coś bez dowodu?
Skoro to jest tylko Twoje wierzenie, to ja nie muszę go uznawać.

Co miałeś konkretnie namyśli pisząc "Każdy dowód jest tak silny jak wiara w niego i nie silniejszy."?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 2392
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 12:40, 17 Sie 2019    Temat postu:

Kruchy04 napisał:
fedor napisał:
Kruchy04 napisał:
fedor napisał:
Każdy dowód jest tak silny jak wiara w niego i nie silniejszy.


To twierdzenie jest samoobalające się, bo implikuje, że to jest tylko Twoja wiara.


To stwierdzenie nie jest "samoobalające się" bo samo do rangi żadnego "dowodu" nie aspiruje. Znowu bełkoczesz jakieś bezsensy


to po co pleciesz coś bez dowodu?
Skoro to jest tylko Twoje wierzenie, to ja nie muszę go uznawać


Ale przecież mowa jest o waszych gimboateistycznych wierzeniach w mrzonkę pod tytułem dowód nie wymagający żadnej wiary

Kruchy04 napisał:
Co miałeś konkretnie namyśli pisząc "Każdy dowód jest tak silny jak wiara w niego i nie silniejszy."?


To, że nie znam dowodu pozbawionego jakichś założeń wspartych na jakiejś wierze lub takiego dowodu, do którego nie mógłbym zażądać kolejnych dowodów. Znasz taki? To go przedstaw. Wtedy zmienię zdanie


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Sob 14:25, 17 Sie 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 736
Przeczytał: 36 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 15:08, 17 Sie 2019    Temat postu:

Cytat:
To, że nie znam dowodu pozbawionego jakichś założeń wspartych na jakiejś wierze lub takiego dowodu, do którego nie mógłbym zażądać kolejnych dowodów. Znasz taki? To go przedstaw. Wtedy zmienię zdanie



fedor, zależy co rozumiesz pod pojęciem "wiara" i "dowód".

Ty jesteś pewnie z tych teistów, którzy wymagają niemożliwych do spełniania dowodów, po czym stwierdzają, że skoro takiego nie masz, to ja mogę trwać w swoim przekonaniu bez dowodu.

A prawda jest tak, że uczciwy człowiek powie, że skoro nie ma dowodu ani za, ani przeciw, to żadnego przekonania nie powinno się utrzymywać, i ja z taką postawą się zgadzam i taką postawę szanuje.

Dla mnie na przykład wiara to jest przekonanie o czymś z różnym stopniem, od praktycznego przekonania i uznawanie czegoś za fakt, po ufanie, posiadanie nadziei na coś. Do tego również potrzeba różnego rodzaju dowodów. Bo jedne rzeczy są bardziej oczywiste i bardziej pewne od drugich. Na przykład, jak Ci dziewczyna powie, że ugotowała obiad, to znając ją możesz określić z dużym prawdopobienstwem czy to co mówi jest prawdą czy nie i nie potrzebujesz tutaj przeprowadzać badań.
Za to jeśli ktoś Ci powie, że istnieje bóg, to tutaj już poziom prawdopodobieństwa spada i trzeba czegoś więcej niż stwierdzenia, że tak jest.

Dlatego są twierdzenia poparte dowodami, praktycznie pewnymi, a wiara w nie to przekonanie uzasadnione. Jak przykład z dziewczyną i obiadem.
Ale są też dowody słabe, albo ewidentnie fałszywe, a wiara w nie jest uzasadniona błędnie. Jak przykład z bogiem.


Ostatnio zmieniony przez Kruchy04 dnia Sob 15:09, 17 Sie 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 2392
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 15:36, 17 Sie 2019    Temat postu:

Kruchy04 napisał:
Cytat:
To, że nie znam dowodu pozbawionego jakichś założeń wspartych na jakiejś wierze lub takiego dowodu, do którego nie mógłbym zażądać kolejnych dowodów. Znasz taki? To go przedstaw. Wtedy zmienię zdanie



fedor, zależy co rozumiesz pod pojęciem "wiara" i "dowód"


W polemice z gimboateistą rozumiem to tak jak z reguły rozumie to gimboateista, czyli w sensie naiwnego scjentyzmu i wczesnego pozytywizmu: dowód to coś self-ewidencjonalnego i ostatecznego

Kruchy04 napisał:
ty jesteś pewnie z tych teistów, którzy wymagają niemożliwych do spełniania dowodów, po czym stwierdzają, że skoro takiego nie masz, to ja mogę trwać w swoim przekonaniu bez dowodu.

A prawda jest tak, że uczciwy człowiek powie, że skoro nie ma dowodu ani za, ani przeciw, to żadnego przekonania nie powinno się utrzymywać, i ja z taką postawą się zgadzam i taką postawę szanuje


To teraz przedstaw na to dowód

Kruchy04 napisał:
Dla mnie na przykład wiara to jest przekonanie o czymś z różnym stopniem, od praktycznego przekonania i uznawanie czegoś za fakt, po ufanie, posiadanie nadziei na coś. Do tego również potrzeba różnego rodzaju dowodów. Bo jedne rzeczy są bardziej oczywiste i bardziej pewne od drugich. Na przykład, jak Ci dziewczyna powie, że ugotowała obiad, to znając ją możesz określić z dużym prawdopobienstwem czy to co mówi jest prawdą czy nie i nie potrzebujesz tutaj przeprowadzać badań.
Za to jeśli ktoś Ci powie, że istnieje bóg, to tutaj już poziom prawdopodobieństwa spada i trzeba czegoś więcej niż stwierdzenia, że tak jest


Dlatego są twierdzenia poparte dowodami, praktycznie pewnymi, a wiara w nie to przekonanie uzasadnione. Jak przykład z dziewczyną i obiadem.
Ale są też dowody słabe, albo ewidentnie fałszywe, a wiara w nie jest uzasadniona błędnie. Jak przykład z bogiem.


Wiara w to, że dziewczyna zrobi ci obiad jest oparta na indukcji, którą nikt inny jak ateista Hume nazywał wierzeniem irracjonalnym. Jak typowy gimboateista opierasz swą wiarę w "lepszość i gorszość" wiar jedynie na jakiejś innej swej wierze, która jest kompletnie irracjonalna


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Sob 15:37, 17 Sie 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kruchy04




Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 736
Przeczytał: 36 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 17:59, 17 Sie 2019    Temat postu:

Cytat:
W polemice z gimboateistą


co to jest ten gimboateista?


Cytat:
To teraz przedstaw na to dowód


Dowód na co chcesz? Na to, że bez dowodu nie mamy wiedzy, a więc uczciwe jest się do niej przyznać, a nie udawać, że się wie o czym o czym się nie wie? Przecież to wynika samo z siebie. Nie wiesz więc nie wiesz.
Serio trzeba to tłumaczyć?

Cytat:
Wiara w to, że dziewczyna zrobi ci obiad jest oparta na indukcji, którą nikt inny jak ateista Hume nazywał wierzeniem irracjonalnym. Jak typowy gimboateista opierasz swą wiarę w "lepszość i gorszość" wiar jedynie na jakiejś innej swej wierze, która jest kompletnie irracjonalna


Ateista Hume więc niepoprawnie używał słowa "irracjonalny" bo w świecie Huma słowo "racjonalizm" nie istnieje, bo wszystko jest wierzeniem "irracjonalnym".
Wszyscy więc każdym naszym czynem zachowujemy się irracjonalnie, bo ufamy naszej pamięci i naszym zmysłom, co sam Hume robił, a więc sam był irracjonalny, a w takim kontekście słowo "irracjonalny" traci sens.

A skoro i ja i Ty jesteśmy irracjonalni, a jednak różnimy się poglądami to trzeba jakoś wewnątrz tego zuważyć pewne właściwości i o tej wewnętrznej zależności mówię.
W tej wewnętrznej zależności ateista zachowuje się mniej irracjonalnie, niż teista.
Bo ateista nie wyciąga nic więcej co doświadcza, teista za to robi masę dodatkowych, dodatkowo nieuzasadnionych nieracjonalnych założeń w które wierzy.

A nawet kiedy ateista w coś wierzy, to tylko do momentu aż się coś nie zmieni.
Teista w tym wszystkich zachowuje się jakby wiedział już wszystko o świecie i wierzył w niezmienną prawdę o której nie wie i wiedzieć nie może.

Tak jak teraz Ty, co jest najlepszym przykładem, wysuwasz twierdzenia oparte wyłącznie na swojej wierze.

A tak poza tym, to na poprawność indukcji są przynajmniej jakieś przesłanki, odkąd istnieją ludzie skutkuje ona poprawnymi wnioskami i poprawnymi wynikami.
To o wiele więcej niż bóg, którego nie ma i wiara w niego mówi nam tyle samo o świecie co jakby go nie było.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
fedor




Dołączył: 04 Paź 2008
Posty: 2392
Przeczytał: 96 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:36, 17 Sie 2019    Temat postu:

Kruchy04 napisał:
Cytat:
W polemice z gimboateistą


co to jest ten gimboateista?


Choćby tobą. Na szczęście niedługo koniec wakacji i wracasz z powrotem na zajęcia w swym gimnazjum. Wreszcie pzestaniesz zatruwać tu ludziom dupę tymi naiwnymi gimboateistycznymi bezsensami bo trzeba będzie zająć się odrabianiem lekcji

Kruchy04 napisał:
Cytat:
To teraz przedstaw na to dowód


Dowód na co chcesz? Na to, że bez dowodu nie mamy wiedzy, a więc uczciwe jest się do niej przyznać, a nie udawać, że się wie o czym o czym się nie wie? Przecież to wynika samo z siebie. Nie wiesz więc nie wiesz.
Serio trzeba to tłumaczyć?


No ale nie miej do mnie pretensji, że się właśnie obsrałeś na tym co sam napisałeś. Skoro napisałeś, że bez posiadania dowodu żadnego przekonania nie powinno się utrzymywać to nie powinieneś też utrzymywać i tego przekonania. Jest ono samowywrotne i nic tu z niczego nie "wynika". A przynajmniej dla mnie. Nie zasłaniaj się sianem

Kruchy04 napisał:
Cytat:
Wiara w to, że dziewczyna zrobi ci obiad jest oparta na indukcji, którą nikt inny jak ateista Hume nazywał wierzeniem irracjonalnym. Jak typowy gimboateista opierasz swą wiarę w "lepszość i gorszość" wiar jedynie na jakiejś innej swej wierze, która jest kompletnie irracjonalna


Ateista Hume więc niepoprawnie używał słowa "irracjonalny" bo w świecie Huma słowo "racjonalizm" nie istnieje, bo wszystko jest wierzeniem "irracjonalnym".
Wszyscy więc każdym naszym czynem zachowujemy się irracjonalnie, bo ufamy naszej pamięci i naszym zmysłom, co sam Hume robił, a więc sam był irracjonalny, a w takim kontekście słowo "irracjonalny" traci sens


Nie ściemniaj. Hume pisał, że indukcja jest irracjonalnym wierzeniem i czy reszta przekonań jest irracjonalna jest już co najmniej dyskusyjne

Kruchy04 napisał:
A skoro i ja i Ty jesteśmy irracjonalni, a jednak różnimy się poglądami to trzeba jakoś wewnątrz tego zuważyć pewne właściwości i o tej wewnętrznej zależności mówię.
W tej wewnętrznej zależności ateista zachowuje się mniej irracjonalnie, niż teista.
Bo ateista nie wyciąga nic więcej co doświadcza, teista za to robi masę dodatkowych, dodatkowo nieuzasadnionych nieracjonalnych założeń w które wierzy


Wygłosiłeś tu znowu tylko swe irracjonalne wierzenie i nic więcej. Obala ono znowu samo siebie. Kłamstwem jest też twoje oświadczenie, że ateista nie wychodzi poza doświadczenie. Cały czas poza nie wychodzisz i nie uzasadniłeś ani jednego swego przekonania w oparciu o jakieś "doświadczenie"

Kruchy04 napisał:
A nawet kiedy ateista w coś wierzy, to tylko do momentu aż się coś nie zmieni.
Teista w tym wszystkich zachowuje się jakby wiedział już wszystko o świecie i wierzył w niezmienną prawdę o której nie wie i wiedzieć nie może


To tylko kolejne twoje irracjonalne wierzenia i ateistyczna mitologia niezweryfikowana doświadczalnie. Aby bowiem to zdanie było prawdą musiałbyś sprawdzić poglądy wszystkich możliwych teistów i ateistów, czego oczywiście nie zrobiłeś

Kruchy04 napisał:
Tak jak teraz Ty, co jest najlepszym przykładem, wysuwasz twierdzenia oparte wyłącznie na swojej wierze


Co nie jest dla mnie problemem. Ty robisz dokładnie to samo i wygłaszasz sądy oparte wyłącznie na swej wierze. Tylko róźni mnie od ciebie to, że jesteś ateistycznym hipokrytą i publicznym oszustem bo udajesz wiedzę tam gdzie nie masz nic poza wiarą

Kruchy04 napisał:
A tak poza tym, to na poprawność indukcji są przynajmniej jakieś przesłanki, odkąd istnieją ludzie skutkuje ona poprawnymi wnioskami i poprawnymi wynikami.
To o wiele więcej niż bóg, którego nie ma i wiara w niego mówi nam tyle samo o świecie co jakby go nie było.


Nie ma ani jednej logicznie poprawnej przesłanki za indukcją. Każda próba jej uzasadnienia kończy się błędnym kołem lub regresem do nieskończoności. Wykazał to Hume i Popper. A Popper wykazał nawet więcej, że jest ona iluzją razem z ideą samej powtarzalności


Ostatnio zmieniony przez fedor dnia Sob 18:41, 17 Sie 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Raino




Dołączył: 07 Lip 2019
Posty: 113
Przeczytał: 4 tematy


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 2:48, 18 Sie 2019    Temat postu:

kruchy napisał:
A nawet kiedy ateista w coś wierzy, to tylko do momentu aż się coś nie zmieni.


Ateista w coś wierzy? Wiara to ustalanie prawdziwości z odrzuceniem dowodzenia i na zawsze, bez założonej możliwości zmiany tego stanowiska. Wierzący WIERZY, że bóg istnieje, co jest równoznaczne z założeniem, że tego poglądu nie będzie poddawał rewizji.

Wiara to ten model deklaracji. Ja, jako ateista, nigdy takich założeń nie robię. Moje deklaracje są względne i odnoszą się do istniejących dowodów, a jeśli takich dowodów nie ma, to przestają być w mocy, nie ma ich. Poza tym zawsze jestem gotów do dyskusji i odrzucenia każdego mojego TYMCZASOWEGO uznawania prawdziwości.

Tymczasowe, uzależnione od istniejących warunków uznawanie prawdziwości nie jest wiarą. Tak działa nauka. Nauka nie posługuje się wiarą, jest jej przeciwieństwem.

fedor napisał:
Tylko róźni mnie od ciebie to, że jesteś ateistycznym hipokrytą i publicznym oszustem bo udajesz wiedzę tam gdzie nie masz nic poza wiarą


O.O Kruchy, dlaczego dajesz mu się tak obrażać? Trzeba gościa sprowadzić na ziemie skoro nie potrafi dyskutować kulturalnie..

fedor napisał:
No ale nie miej do mnie pretensji, że się właśnie obsrałeś na tym co sam napisałeś. Skoro napisałeś, że bez posiadania dowodu żadnego przekonania nie powinno się utrzymywać to nie powinieneś też utrzymywać i tego przekonania.

To Ty się "obsrałeś", bo nie rozumiesz, czym jest definicja.

Człowiek ma dwie drogi. Może uznać prawdziwość czegoś po sprawdzeniu (dowodzie) lub bez takiego sprawdzenia (z odrzuceniem dowodu).

Te dwie sytuacje nazywamy, pierwszą dowodzeniem, drugą wiarą.

Dowodzenie daje wynik. Ten wynik jest możliwy do powtórzenia i w tym jest całą jego siła. Na postawie takiego wyniku tworzymy zbiór prawd o świecie.

Brak dowodzenia nie może skutkować powstaniem prawdy.

Obie te sytuacje są DEFINICJAMI i nie potrzeba ich dowodzić.

fedor napisał:
Jest ono samowywrotne i nic tu z niczego nie "wynika". A przynajmniej dla mnie. Nie zasłaniaj się sianem


Samowywrotny to Ty jesteś, bo nigdy nie słyszałeś o definicjach i bredzisz bez sensu na ich temat.

fedor napisał:
Hume pisał, że indukcja jest irracjonalnym wierzeniem i czy reszta przekonań jest irracjonalna jest już co najmniej dyskusyjne


Hume nie jest bogiem i nie obchodzi mnie, co on pisał, ani co Ty jemu przypisujesz.

Indukcja jest skuteczna i jest jednym z podstawowych mechanizmów dowodzenia w matematyce. Trzeba być matematycznym zerem, żeby ją poddawać w wątpliwość.

fedor napisał:
Nie ma ani jednej logicznie poprawnej przesłanki za indukcją. Każda próba jej uzasadnienia kończy się błędnym kołem lub regresem do nieskończoności. Wykazał to Hume i Popper. A Popper wykazał nawet więcej, że jest ona iluzją razem z ideą samej powtarzalności


Hume i Popper wykazali, ale mimo to całą matematyka opiera się na dowodzeniu indukcją, daje poprawne wyniki, więc Hume i Popper wykazali bzdury. A Ty, jak jakiś naukowy nieudacznik wierzysz tym oszustom.

fedor napisał:
Wygłosiłeś tu znowu tylko swe irracjonalne wierzenie


Sam wygłaszasz irracjonalne, oparte na wierze wierzenia.

fedor napisał:
To tylko kolejne twoje irracjonalne wierzenia i teistyczna mitologia niezweryfikowana doświadczalnie. Aby bowiem to zdanie było prawdą musiałbyś sprawdzić poglądy wszystkich możliwych teistów i ateistów, czego oczywiście nie zrobiłeś.


Cały czas poza nie wychodzisz i nie uzasadniłeś ani jednego swego przekonania w oparciu o jakieś "doświadczenie". Czy Twój bóg istnieje? Podaj choćby jeden dowód, który można by naukowo przeprowadzić.

fedor napisał:
Co nie jest dla mnie problemem. Ty robisz dokładnie to samo i wygłaszasz sądy oparte wyłącznie na swej wierze. Tylko róźni mnie od ciebie to, że jesteś ateistycznym hipokrytą i publicznym oszustem bo udajesz wiedzę tam gdzie nie masz nic poza wiarą


Rzeczywiście, nie jest dla Ciebie problemem to, że opis Twojego boga kochającego ludzi jest opisem boga kanalii znęcającego się nad nimi.

Mnie logika nie pozwala przyjmować za prawdę takich bzdur. Tym się różnimy.

fedor napisał:
To teraz przedstaw na to dowód.


Dowód na treść definicji? Czy Ty kiedyś słyszałeś, co to jest definicja?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚFiNiA Strona Główna -> Apologia kontra krytyka teizmu Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 5 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin